powalajaca logika mojej rodzinki
sytuacja jest taka: pare lat temu zawarlam taka umowe z moim
towarzystwem telefonicznym, ze place ryczalt miesieczny, niewielki
i mam flat na rozmowy z Polska. W zwiazku z tym cala rodzina i
znajomi z Polski wiedza, ze jak chca ze mna porozmawiqac, to
wystarczy dac sygnal a wtedy ja oddzwaniam. Ta umowa jest tylko na
tel.stacjonarne. Rozmawiamy w miesiacz naprawde przez wiele godzin.
I teraz jest tak: moj brat wyjechal na 2,5 miesiaca nad morze i ma
tam tylko tel.komorkowy. Ma tez laptopa, ale odbior jest
nienajlepszy, czesto nie ma zasiegu, wiec odpada skype.
Mija wlasnie te 2,5 miesiaca jego tam pobytu i ten pieprzony centus
wyslal kilka sms-ow jednozdaniowych i tyle. Ja nie dzwonie bo po
pierwsze na komorke jest drogo, po drugie uwazam, ze skoro przez
caly rok ja dzwonie, to moglby sie zdobyc choc na jedna rozmowe z
budki telefonicznej. Mowie to dzisiaj siostrze, a ona mi o moich
tanich telefonach. Wytlumaczylam po raz setny, ze nie na komorke, a
ona na to, ze jednak powinnam JA zadzwonic, bo...mam taniej.
Czy uwazacie, ze jestem malostkowa? Czy tez podzielacie moje zdanie,
ze rodzinka sie rozbestwila i mnie zle traktuje?