lucja7 napisała:
> Fedorczyk:
> "...Poczatek studiów, środek, koniec, a potem poczatek pracy,
> pierwszy awans, a potem nadbiega tupocząc trzydziecha. I nagle w
> ruch ida zegaryu biologiczne.
> Głównie nasze, matczyne i zaczyna się dopominanie o żonę, męża,
> dzieci. A w sumie to jest takie okropicznie nielogiczne i
> niekonsekwentne! Nie ma dla nas matek idealnej chwili......."
>
> Ja juz te lekcje odbylam, niemniej jednak smieje sie jak czytam
> teksty jak powyzszy.
>
Lucjo dlaczgo sie śmiejesz jak je czytasz?
Pomijam że pisząc to pisałam z lekka ironią. Też juz to
przerabiałam, bo w końcu jak sie ma trzy dorosłe sztuki, to wiadomo
z prostych zasad statystyki, że w jakiejs chwili któraś postanowi
sie zaobrączyć, bądź rozmnożyć.
Wyjatkowo nie próbuje Cię zaatakować bo nie ma za co, zwyczajnie
mnie zaciekawiło.
Cytatem z Barabary cofnełaś mnie w dawne dobre czasy kiedy słuchałam
jej namiętnie, aż do znudzenia. Potem zaprzyjaźniłam sie z rodzinką
która była kompletnie zwariowana na jej punkcie. Jedna z córek
nosiła imie po niej a całość znała życiorys, słowa piosenek i
melodie, na pamięć. Dziewczynki, koniec końców, uznały że to za
mało i zapisały sie do ogniska muzycznego, zeby móc nie tylko śpiewć
ale i grać. A że miały dobre geny (dziadek, wujek klezmerzy)to po 2
latch juz wymiennie jedna grała, druga śpiewała. Jedna na gitarze,
co jest łatwiejsze, druga na skrzypcach altowych. To było
imponujace, bo 2 lata przy nauce gry na skrzypcach to nic. Niemniej
Barbary nie mogłam słuchać przez dłuższy czas:-)
--
Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.