Z powodow ode mnie niezaleznych (np rehabilitacji kroliczki ze
zlamanym kregoslupem zwanej Misia) jestem zupelnie ugrzeznieta w
prozie zycia, zatem forumowanie ograniczalam do minimum. W pracy
odnawianie budynkow, wiec w ciagu 6 tygodni juz dwa razy sie
przenosilismy. Ostatnio zaliczalam imprezy urodzinowe (jakos dziwnie
sie sklada ze mam kilka znajomych Panien i wszyscy maja urodziny
skomasowane w 10 dniach), bylam na otwarciu wystawy obrazow
przyjaciolki a na koniec sierpnia jak co roku spedzilam caly dzien
na wystawie ogrodniczej (wzielam wolne z pracy, zeby pojsc w piatek
bo w weekend sa tlumy).
Dzieki naszym wysilkom Misia trzy tygodnie po tym jak znalazlam ja w
krolikarni pelzajaca wlokac za soba sparalizowane lapki chodzi i
nawet zaczela podskakiwac i stawac na tylnych lapkach, opierajac sie
przednimi o klatke. 3-5 razy dziennie robimy jej po 15-30 minut
gimnastyki rozciagajej tylnych nog i masaze wibracyjne (przy pomocy
elektrycznej szczoteczki do zebow, he he he) zeby pobudzic nerwy.
Miala tez kilka sesji akupunktury, po ktorej jest zrelaksowana i
spiaca a potem zaczyna brykac i wiecej uzywac slabszej lewej nogi.
Wet akupunkturzysta twierdzi ze kroliczka moze odzyskac pelna
sprawnosc, wet fizjoterapeutka widzi duze postepy. Zmniejszyl sie
tez problem z nietrzymaniem moczu, ktory mogl powodowac infekcje i
byl wskazaniem do uspienia. Na razie do 21 wrzesnia biedaczka musi
siedziec w malej klatce, az jej sie zrosna kosci, potem bedziemy ja
wypuszczac w kuchni a jak nabierze sil, zamieszka z powrotem w
krolikarni w ogrodzie.
W ogrodzie wiosna w pelni, wszystko kwitnie, jestesmy w stanie
alertu zeby wyszukiwac i niszczyc gniazda malych agresywnych ptakow
zwanych tu "noisy miner" - ostatnie gniazdo jakie zrzucilismy bylo
misternie wyscielone wlosami naszego starego a obficie liniejacego
krolika. Wskutek zakupow na wystawie ogrodniczej i przybylych z
Diggers Club przesylek mam do wsadzenia kilka krzaczkow malin,
rabarbar, drzewko awokadowe i kilkanascie kliwii zoltych i
czerwonych. Nie wiem, kiedy to wszystko zrobie...
A tu ciagle cos nowego wyskakuje, w tym tygodniu bede zamawiac
rozrywki i hotele na zimowy wyjazd do Norwegii i Czech. Przylatuje z
corka do Polski w polowie grudnia, wylatujemy z powrotem do AU w
koncu stycznia, planujemy zobaczyc zorze polarna w Norwegii i Prage
zima (najlepiej na Nowy Rok - wszelkie wskazowki mile widziane) i
wpasc na kilka dni do Berlina i do syna do Anglii. 7 tygodni poza
Australia (w tym 2 tygodnie pracy z filii firmy w Poznaniu)! Nie
wiem, jak ja tyle czasu wytrzymam poza ogrodem. Cale lato mnie
ominie :o( no ale potem corka bedzie miala dwa lata maturalne, wiec
takie dlugie wyjazdy nie beda wchodzily w gre. A propos matury,
dziecko niespodziewanie wybralo jezyk polski jako jeden z
przedmiotow maturalnych (zastanawiala sie nad rosyjskim).
No i tyle u mnie. Prozaicznie jak zawsze, choc tym razem nie o
komposcie.
Pozdrawiam forumowiczostwo
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.