Powrócona na rozgrzane do piekielnych temperatur lono iberyjskie
staram sie wpasc w koleiny mojego tutejszego zycia. Ale na razie
idzie mi opornie. Mialam w glowie bogate reminescencje wakacyjne,
ale wszystko gdzies umklo i nie wiem czy wróci.
Ciesze sie z powrotu, bo tu jest mój dom, ale na razie jestem jak
przesadzone drzewo, które pozostawilo korzenie tam wlasnie.
Oddychalo mi sie cudownie i lekko i nie tylko ze wzgledu na
zawartosc jodu. Ja po prostu ogromnie lubie moje stare katy, moje
miasto i ludzi, którzy mi towarzyszyli przez kawal zycia. Jest to
rodzaj rozdarcia, które pojawia sie przy powrotach i choc mam
swiadomosc wielu rzeczy, które mnie wkurzaly, których juz nie
potrafie akceptowac, to natura, moje stare miejsca i przede
wszystkim ludzie – moi ludzie - kompensowali mi wszystkie
wkurzenia. Czekam na jesien, bardzo piekna tu w Madrycie i wiem, ze
razem z koszmarnymi upalami minie nostalgia, która zawsze przywoze z
kraju.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.