Tak, Xurek zdecydowanie pobił wszystkich na głowę, głupio się wręcz
odezwać po czymś takim. U mnie dalej sielskie dni wrześniowe - ogród
się bujnie pleni, słonko grzeje lecz już nie parzy. Mogłoby tak
zostać do grudnia. W grudniu zima. A w styczniu mogłaby się wiosna
już pomału zaczynać. Co do klimatu, Bluesie, to moja ironia była
raczej do mnie samej skierowana. Bo ja chyba nie lubię pluchy i
szarugi bardziej niż Ty upałów. A jednak w takim pluchowato szarym
klimacie siedzę. Z tym, że chyba czym innym jest upał w mieście.
Pamiętam nowojorskie mokre, śmierdzące 98F, bez cienia wiatru, i bez
ochłodzenia w nocy. Fujt.
Zaciekawiło mnie Luizo, to znaczy, że w przerwie lunchowej dajesz
radę dojechać do domu?
Piszę to z punktu widzenia szalejącej warszawskiej jatki
komunikacyjnej - co rok gorszej. Właściwie to pomału zaczynam się
cieszyć, że nie posiadam samochodu. A już szczególnie się cieszę, że
nie muszę się poruszać po mieście w godzinach szczytu.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.