Back to gossip czyli pani kierownik beczy przy biu
Znaczysie juz nie becze, bo sie opanowalam miast slimtrac zjadlam
ciasteczko.
Wiec od wczroaj mamy pitch. Najpierw szkolenie przez telefono-
internet, nikomu do szczescia nie potrzebne, ale obowiazkowe, ktore
zezarlo mi godzine, na ktorym min. sie dowiedzielismy, ze Germany
bedzie koordynowac 20 krajow I nasze oferty mamy najpierw tam
wyslac, by oni je zaopiniowali a potem wstukac to najnowszego szalu
mody: interaktywnych systemow ofert w internecine. Na brzegu moich
zwojow mozgowych przebiegla mi mysl: skad Germany wie, jaka oferta w
Szwajcu jest konkurencyjna.
Po poludniu sie dowiedzialam: chca od nas na jutro (czyli dzisiaj)
dodatkowe tony sprawozdan, by “wrozyci sie w rynek” a potem
zaopiniowac to, co zrobili ci, ktorzy na tym rynku siedza od lat….
No wiec wieczor: maz w Biel na spotkaniu z publika w ramach grupowej
wystawy, dziecko mamusiuje I co piec minut cos chce a ja produkuje
reportinig, dzwonie do firmy I poganiam asystentow, zeby
produkowali szybciej, gotuje, czytam ksiazke na dobranoc, koncze
reportingi, potem zasiadam do przylepiania etykietek na bizuterie co
ja maz wystawiac I sprzedawac ma w niedziele I przy tym dziele
zasypiam….
Dzisiaj rano maja otworzyc ten superinternetowy system do robienia
ofert, ktory zawiera wszystkie parametry (czyli bez niego ani rusz
zaczac) no I najpierw nie przysylaja hasla, potem nie da sie
zalogowac a w koncu ta najwazniejsza czesc nie dziala I odsyla mnie
to “technical support” w kotrym siedzi leniwy idiota, ktory nie ma
ani o niczym pojecia ani ohoty czegokolwiek sie dowiedziec.
Po dwoch godzinach telefonow, maili prosb I grozb I nie osiagniecia
niczego i zdania sobie sprawy, ze w poniedzialek wiedzorem ta
gowniana robota ma byc gotowa a w miedzyczasie mam kino z 4-ka
dzieci, gosci, pomoc mezowi w przygotowaniu tego sprzedawania,
przygotowanie paru rzeczy na nastepna wystawe (wernisaz w przyszly
czwartek) wzielam sie I rozryczalam a asytentowi przechodzacemu w
tym momencie obok mojego biura i rozdziawiajacego gebe zatrzasnelam
z hukiem drzwi przed nosem.
Teraz zjadam ciastko, napisalam pierdule, uspokoilam sie nieco i
chyba bede musiala z tego biura wyjsc I cus im wyjasnic, ale
strasznie mi glupio….
--
czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
bad boy!