Przeczytalam Xurkowy wpis i podobne jak Jutka, poczulam sie zmeczona
samym czytaniem! Xurek, dziewczyno, ja juz bylabym wrakiem po tak
intensywnych dwoch tygodniach! Dla rownowagi u mnie nic sie nie
dzieje. Slonce swieci, jest cieplo, po wczorajszej burzy pozostala
wilgoc w ziemi i perspektywa wielkiej zielonosci. Wyskocze w
poludnie do ogrodu przerzucic kompost i wsiac fasole w wielkie
donice (ciekawe czy urosna).
Stukam z werandy, odpoczywajac po poniedzialku. Przed burza czuje
sie zawsze wyjatkowo polmozga i wiekszosc poniedzialku przelecialam
na autopilocie. Ale przynajmniej wzielam samochod do przegladu
technicznego (i go zarejestrowalam przez Internet) a w czasie
przegladu poszlam do sklepow i kupilam dwa kostiumy kapielowe. Teraz
spokojnie pracuje, kroliczka szelesci w klatce, pelna wigoru po
napchaniu sie mleczem i trawa, i po wczorajszej akupunkturze. Miska
podczas akupunktury najpierw dostaje same igly, potem podlacza sie
do nich lekki prad:
A na tym zdjeciu mala ze starym krolikiem (w pozie dywanika) - fotka
zrobiona 3 tygodnie przed zlamaniem:
To tyle wiesci z krainy mchu, paproci i krolikow ;o)
Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie
Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...