Dodaj do ulubionych

moj czas z partnerem podczas wizyt jego corki

27.09.09, 02:27
Czesc Dziewczyny, jestem 1,5 roku z w zwiazku z mezczyzna, ktory ma
5-cioletnia coreczke. Odwiedza ona nas w kazda srode i zostaje do
czwartku rana oraz w co drugi weekend od piatku popoludnia do
poniedzialku rana. Ja czasami spedzam z nimi czas ale wiekszasc
czasu bawia sie oni sami. Jego coreczka nie potrafi zajac sie soba
nawet munuty. Non stop potrzebuje asysty taty. Jak tylko on odejdzie
wola 'tato, tato' dopoki on nie wroci do niej. Ja nigdy nie
ingerowalam w czas, ktory on spedza ze swoja corka. Wiem, ze ona
potrzebuje obecnosci taty. Wiem, ze udzial w zabawie wplywa
pozytwnie na nia ale ostatnio zaczelo mnie irytowac fakt, ze w ciagu
weekendu ja widze mojego partnera rano o 8-mej wstajacego do malej,
a kolejna okazje na rozmowe z nim mam wieczorem o 9.00, gdy mala
idzie spac. Caly weekend kreci sie wokol Malej i tego co ona chce.
Jesli tego nie dostaje, to wymusza to placzem. Dlatego tez, ja nie
zawsze chce spedzac caly dzien z nia, co niestety jest jedynym
sposobem, aby spedzic troche czasu z moim partnerem. Dlatego
postanowilam, ze w ciagu weekendu bedzie on musial spedzic ciut
czasu za mna. Mam na mysli spedzenie 30 min siedzac na kanapie
rozmawiajac czy tez pijac herbate, czytajac ksiazke, itd... Jego
coreczka bedzie oczywiscie z nami, ale chcialabym aby w tym czasie
probowala zajac sie np. rysowaniem lub tez inna zabawa, ktora bym
przygotowala dla niej. Po pierwsze mi wystarczyloby 30 min
(opytmalnie 1 godzina gdy juz bedzie starsza) przebylwania tylko z
moim partnerem w ciagu dnia, a po drugie, wydaje mi sie ze zrobiloby
to dobrze Malej. 5-cio latek powiniem umiec zajac sie soba przez 30
min. Moje pytanie brzmi: czy moge tego wymagac od mojego partnera?
Nie sadze, abym prosila o duzo. To tylko 30 min z calego dnia. A
chcialabym nadmienic, ze srody i piatki naleza tylko do nich i nie
zmierzam tego zmieniac. Wyszedl z tego dlugi list... Sorki...
Edytor zaawansowany
  • 333a13 27.09.09, 17:04
    Męszczyzna będący ojcem jeśli chce też mieć partnerkę, musi połączyć rolę ojca i
    partnera tak by żadna ze stron nie czuła się non stop odrzucana i na uboczu...
    Jeśli Twój NM tego nie rozumie, to chyba ma problem... Dziecko powinno się od
    czasu do czasu sobą zająć, a jeśli nie to należy go w to wdrażać. Inaczej
    wyrośnie księżniczka tatusia, które stają się zmorą wielu koleżanek z tego forum...
  • ajmj 27.09.09, 20:12
    Może to być też kwestią charakteru dziecka. Koleżanka ma chłopca i
    dziewczynkę (5 lat i 1,5 roku) żadne z nich nie potrafi się samo
    bawić. Są wiecznie do niej "doczepieni". Mimo jej starań i wysiłków,
    nie potrafią się choć na chwilę zając sami. Jak nie ona jest
    angażowana w zabawy- to babcia i tak w kółkosmile
    --
    "W życiu nie trzeba się niczego bać; trzeba to tylko zrozumieć."
  • erillzw 27.09.09, 22:54
    5 latka nie umiejąca na chwile zajac sie soba i ciagle wołająca
    tate?
    Mnie się wydaje, ze mała jest niesamodzielna i przyzwyczajona do
    tego, ze chrząknie i juz ktores z rodziców jest obok.
    Miałam okazje obserwowac takie dziecko gdy wracalismy z Fijansejem z
    wakacji. Dziewczynka wciaz powtarzała "mamo, mamo.. a mnie boli
    glowa, a one (siostry) mnie rzezywaja, mamo a one nie chca sie
    bawic, mamo a ja chce pic, mamo a daj mi ksiaze, mamo a kiedy
    dolecimy". I tak przez 3 godziny.
    KOSZMAR!!! To ja jako osoba postrona maialm ochote zakleic tej malej
    usta bo marzyłam o 5 min ciszy... Daremnie.
    Mama owego upierdliwego dziecka - bo trudno ja nazwac inaczej -
    oczywiscie na kazde skinienie. W ciagu 5 min kilka razy upewniala
    sie czy mala jeszcze czegos chce/potrzebuje a mala to
    wykorzystywala.
    Mysle, ze ze swoim partnerem powinnas raczej pogadac o sposobie
    reagowania na wolania malej i tego, ze dziecko powinno wiedziec, ze
    rodzic moze byc czasem zajety - absrachujac od waszej relacji moze
    byc ppo prostu w kiblu - i nie pojawi sie jak tylko dziecko powie
    "tato".
    A dopiero potem probowac wprowadzac "samobawienie" sie malej co da
    wam chwile razem.
    Córcia mojego narzeczonego jest na tyle kreatywnym dzieckiem, ze nie
    musi byc przy spodniach taty i ciagle go wolac jesli zostanie na
    chwile sama. Moze spokojnie zostac ze mna, lub nawet sama z soba i
    swoja wyimaginowana zabawa.
    Ale wie, ze tata moze czasem nie przyjscv od razu i umie sie soba
    zajac. Od małego ja tego uczono.
    --
    "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
    jadłaby dżem..."

    Piszę
    Marlena
  • chalsia 27.09.09, 23:59
    > Córcia mojego narzeczonego jest na tyle kreatywnym dzieckiem, ze nie
    > musi byc przy spodniach taty i ciagle go wolac jesli zostanie na
    > chwile sama. Moze spokojnie zostac ze mna, lub nawet sama z soba i
    > swoja wyimaginowana zabawa.
    > Ale wie, ze tata moze czasem nie przyjscv od razu i umie sie soba
    > zajac. Od małego ja tego uczono.

    i tak by było super.
    Tyle tylko, że dzieci są różne. Bardzo różne. Jedne pięciolatki i 2 godziny
    potrafia się same bawić, a inne nawet 5 minut nie potrafią same spędzić. Po
    prostu nie ma reguły. I nie ma co narzekać.
    Można się tylko zastanowić JAK nauczyc dziecko tego, by mogło zajmować się same
    sobą beż ciągłej uwagi rodzica. To zresztą i tak przyjdzie samo z wiekiem. Z
    reguły w klasach 1-3 dzieci potrafią już oddawać się jakiejś czynności (nie
    mówię o TV) bez doglądu/udziału rodzica.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • erillzw 28.09.09, 00:46
    I tak i nie.
    Bo widzisz przykład dziewczynki który opisałam wskazuje na to, że
    jesli rodzice pozwola wejsc takiemu dziecki na głowie to nie ma
    znaczenia czy jest w przedszkolu czy w szkole.
    Bo jest rozpuszczone tym, ze zawoła i rodzic jest i tym, ze rodzic
    nie wytłumaczy dziecku, ze poza byciem na jego zawołanie ma inne
    rzeczy do zrobienia.
    --
    "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
    jadłaby dżem..."

    Piszę
    Marlena
  • adela38 28.09.09, 05:39
    Cos mi sie wydaje, ze proba wplyniecia na tego pana na sposob wychowania corki
    skonczylaby sie konfliktem.
    Ja bym zastanowila sie nad ciagiem dalszym. Nad tym jak to by bylo miec z tym
    czlowiekiem wlasne dziecko.Czy warto sie tym panem interesowac na powaznie.Moze
    lepiej sie zdystansowac i owe weekendy, piatki i srody wykorzystac na
    poszerzenie grona znajomych chocby o innych panow by miec mozliwosc
    porownania.Nie chodzi mi o to by zdradzac, ale by nabrac zdrowego dystansu i
    spojrzec na sytuacje trzezwym wzrokiem.
  • kajda28 28.09.09, 08:48
    > Ja bym zastanowila sie nad ciagiem dalszym. Nad tym jak to by bylo
    miec z tym
    > czlowiekiem wlasne dziecko.

    Nie wiem czy nadaję się on na partnera, ale na ojca na pewno.


    > Cos mi sie wydaje, ze proba wplyniecia na tego pana na sposob
    wychowania corki
    > skonczylaby sie konfliktem.

    aby byś z kimś trzeba czasami się pokłócić, powiedzieć swoje zdanie
    pomimo świadomości że druga strona może czuć się dotknięta- na tym
    polega związek.
    --
    Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I
    to jest najważniejsze przesłanie miłości.
    <*>
  • zonka77 29.09.09, 13:35
    > Może to być też kwestią charakteru dziecka
    Jestem mocno przekonana że taka nieumiejętność zajęcia się sobą i samodzielnej
    zabawy jest jednak wynikiem wychowania. Moim zdaniem 5 latka nie potrafiąca
    spędzić bez czyjegoś towarzystwa 30 min. jest biednym dzieckiem i współczuję też
    rodzicom chociaż to ich wina że dziecko takie jest. Osobiście po prostu
    zwariowałabym gdyby moje własne dziecko chciało być ze mną non stop. Również
    młodsze - obecnie 11-mc i potrafi się pobawić samo o wiele dłużej niż 30 min.
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • kajda28 28.09.09, 08:39
    Moja 5-latka umie się sama zabawić, ale następuję to głównie po
    godzinie proszenia mnie o to abym się z nią pobawiła. Tylko że to
    jest w jej mieszkaniu, w którym jest na codzień, ze mną - czyli z
    osobą z którą mieszka cały czas. To bardzo trudno powiedzieć
    dziecku że teraz się z nią nie pobawię dlatego że chce być z nowym
    partnerem. I , o ile nie mam wyrzutów że się z nią nie bawię jak
    jesteśmy same, to zaczynam je mieć że nie robię tego ze względu na
    kogoś innego. A może zapytaj partnera co można zrobić abyś ty w
    weekendy nie czuła się odrzucona. Może spróbujcie wprowadzić czas
    bez zabaw, np. na wypicie herbaty, młoda niech wtedy poogląda sobie
    bajki, pogra na komputerze- a wy będziecie mieli czas dla siebie.
    --
    Nie traćcie głowy! Życie chce was po niej pogłaskać.
  • edw-ina 28.09.09, 15:31
    Czyli mieszkacie razem, ale przez trzy-cztery dni w tygodniu jako współlokatorzy? Rozumiem potrzeby dziecka, ale skoro są tak ważne to może tatuś powinien poczekać z wiązaniem się z jakąś kobitką do czasu, aż dziecię nauczy się samo układać klocki. Wybacz, ja wredna baba jestem i nie chciałoby mi się tracić czasu w takim układzie, w którym z własnym osobistym facetem nie mogę paru zdań zamienić. Jeśli: a) nie rozbiłaś tego związku, b) nie jesteś typem matki każdemu Polki, c) zależy ci na własnym normalnym domu, to może skorzystaj z rady którejś z dziewczyn i poświęć ten przeznaczony na dzieciątko czas na wypady ze znajomymi. Jeśli już teraz, po 1,5 roku chodzisz na tak duże kompromisy, że żądasz, by twój facet mógł z tobą pogadać przez 30 minut, to na jakie zaczniesz chodzić za rok, dwa czy pięć? Czasami nie warto.
    Pozdrawiam
  • konstancja16 28.09.09, 18:30

    moj pierwszy post na tym forum (ze dwa-trzy lata temu) byl
    dramatyczna skarga na to, ze Maly (wowczas chyba okolotrzyletni)
    budzi sie w sobote o barbarzynskiej porze i wprawdzie NM usiluje go
    spacyfikowac w jego pokoju to odglosy rzucanych zabawek oraz
    podspiewywanie nie pozwalaja sie wyspac.

    po dluzszym czasie przezylam jeden (slownie JEDEN) weekend milego
    zaskoczenia. Malolat (okolopiecioletni wowczas) zostal wieczorem
    poinstruowany, ze jak sie obudzi to ma sobie zejsc na dol, zabrac
    swoja przedszkolna teczke, odrobic zadane slupki i dopiero potem
    otworzyc dziob. ku naszemu zaskoczeniu dziecie grzecznie zeszlo na
    dol, zabralo teczuszke, usiadlo przy swoim biurku, wyrysowalo zadane
    trzy rzadki litery 'D', narysowalo zalecony obrazek. pokolorowalo co
    trzeba i okolo dziewiatej zajrzalo do nas, aby pokazac swoje
    dziela.

    dodam jednak, ze to byl jednorazowy wyskok, ten bajeczny poranek sie
    nie doczekal powtorki.

    wersji dzieciaka wiszacego non-stop nie ma, ale nie ma tez sie co
    spodziewac cudow. dzieciaki sa upierdliwe generalnie, nawet dla
    rodzicow, a co dopiero dla osob trzecich. i to jest normalne.
    natomiast postawa nadskakujacego na kazde zawolanie albo i bez
    zawolania budzi niepokoj. to - moim zdaniem - nie jest normalne.
    i nie wrozy dobrze ani dziecku ani partnerce.

    --
    Wielka fortuna zależy od szczęścia. Mała - od pracy.
  • aniabyd 28.09.09, 18:38
    Sek w tym, ze gdy jestesmy we dwoje to jest nam ze soba super. On
    juz mnie kilka razy poprosil o reke i gdyby nie powyzszy problem to
    zgodzilabym sie z radoscia. Niektorzy mowia, ze nasze wspolne
    dziecko mogloby rozwiazac wiele problemow, ale nie chce aby poprzez
    urodzenie wspolnego dziecka, probowac rozwiazywac nasze problemy.
    Kocham go bardzo i wiem, ze bylby dobrym ojcem dla moich dzieci.
    Wydaje mi sie, ze on ma syndrom winy ojcowskiej. Boli go fakt, ze
    jego dziecko wychowuje sie w niepelnej rodzinie i on probuje jej to
    wynagrodzic. Boje sie tylko, ze Mala wyrosnie w przeswiadczeniu, ze
    caly swiat kreci sie wokol niej.
  • konstancja16 28.09.09, 19:02
    no, ale to mu to powiedz! skoro juz jestescie jakis czas razem to
    chyba nie ma tematow tabu? ja rozumiem, ze to jest nie Twoje
    dziecko i nie Ty decydujesz o jego wychowywaniu, ale jesli chcecie
    byc razem to wzorce zachowan, zachowanie dziecka i oczekiwania wobec
    niego (w sensie na przyklad tego, ze ma sprzatac po sobie i pomagac
    przy nakrywaniu stolu, a nie ze ma miec same piatki) jest waznym
    tematem do obgadania. i jakies punkty wspolne tu tez musza byc.

    ja na poczatku nie zabieralam glosu, ale teraz coraz czesciej
    rozmawiamy o tym, zreszta generalnie mamy podobne wizje pod tym
    wzgledem, NM czesto pyta mnie o zdanie w roznych sprawach,
    uzgadniamy razem czego bedziemy wymagac.

    nie jest latwo, ale walczymy razem. udzielnego ksiecia NM tez nie
    chce, widze ze sie stara go troche wychowywac, a nie tylko chowac.
    chociaz to wychowywanie weekendowe wydaje sie ciezsze od pracy w
    kamieniolomach...


    --
    Wielka fortuna zależy od szczęścia. Mała - od pracy.
  • 333a13 29.09.09, 07:58
    Aniu, wiele kobiet na tym forum miało podobne doświadczenia do
    Twoich... Wiele twierdziło, że ma świetnych facetów, tylko jak
    przyszło do wizyt dzieciaków te "kochane" kobietki były odsuwane w
    kąt a jakakolwiek rozmowa z ich strony na temat dzieci odbierana
    była jak atak... Nie twierdzę, że u Ciebie tak jest lub będzie. Po
    prostu się upewnij jak jest zanim będzie za późno.
    Moim zdaniem dziecko niczego nie jest w stanie "naprawić". Maluch w
    domu to przede wszystkim mniej czasu dla partnerów, zmęczenie,
    zmiana ról itd, więc wydaje mi się że w tym przypadku "problemów" i
    powodów do spięć jest generalnie więcej...
  • kicia031 29.09.09, 10:43
    Moj partner bardzo kocha swoja corke
    bardzo za nia teskni. Wydaje mie sie zupelnie naturalne, ze kiedy
    sie z nia spotyka, to chce nadrobic te dni, kiedy nie sa razem.

    Nastawisz minutnik, zeby ci poswiecil to pol godziny?

    Kiedy ma sie dzieci, to jest raczej naturalne, ze rodzice w ciagu
    dnia nie maja czasu dla siebie jako pary - wy macie to raz na kilka
    dni, gdy bedziecie mieli wlasne dziecko, bedzie zie tak dzialo
    codziennie ( no chyba ze uda sie gada komus z rodziny podrzucic). ja
    wiem, ze to nie twoje dziecko, ale jesli nie jestes gotowa
    zaakceptowac tego, ze bycie rodzicem to etat 24/7, to moze poszukaj
    kogos, kto bedzie chcial ci poswiecic swoje 100% uwage.

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • aniabyd 29.09.09, 11:12
    Kicia031, rodzicem jestes 24/7, ale to nie znaczy ze przez 24h
    zabawiasz dziecko i nadskakujesz mu ze wszystkim. Ja nie widze nic
    zlego w fakcie, aby dziewczynka 5-letnia przez pol godziny zajela
    sie soba rysujac lub ukladajac klocki, gdy jej tata bedac w tym
    samym pokoju mial czas wypic herbatke i chwile pogaworzyc ze swoja
    partnerka.
  • edw-ina 29.09.09, 11:57
    Może się mylę, ale mam wrażenie, że masz nieco więcej problemów niż ten, że tatuś nie może spędzić kilku minut bez malucha. Ja to odbieram trochę jako zasłonę dymną.
    Wiele z kobiet tutaj, ja również, byłyśmy tak bardzo nauczone tego, że skoro jest dziecko, to trzeba się odsunąć i brać wszystko za dobrą monetę, że zaczynałyśmy się dusić. Ja też zwalałam winę za moje niekoniecznie dobre samopoczucie na drobiazgi - mamy za małe mieszkanie i trudno o komfort przy odwiedzinach dzieci, mam zły okres w pracy, nie lubię kiedy ktoś podnosi głos itp. I oczywiście byłam święcie przekonana, że gdyby tylko te sytuacje wyeliminować, to będzie bosko. W końcu rozumiemy się, kochamy itd. Jak tych sytuacji nie ma to normalnie eden.
    Trzeba było kilku ładnych lat, bym zrozumiała, że to porozumienie nie jest jednak tak dobre.Że fakt iż jedno jest rodzicem a drugie nie nie jest taki łatwy. I choć można go akceptować w teorii, czasami w praktyce nie jest najłatwiej. Dlatego proszę zastanów się, czy całym twoim problemem jest tylko te "30 minut".
    Poza tym ja bym się zastanowiła nad tymi oświadczynami. Jeśli facet ma 5 letnią córkę, to jak dawno jest po rozwodzie? Rok, dwa, trzy? Już jest tak gotowy na nowy poważny związek? Dowiedział się w międzyczasie kim jest i czego chce od życia? Ja bym na to spojrzała z dystansem.
  • aniabyd 29.09.09, 13:52
    edw-ina, masz racje, jest jeszcze jeden problem. Ja od czterem lat
    przebywam w Londynie. Mialam przyjechac tylko na rok aby moc kupic
    wlasne mieszkanko. Zawsze wiedzialam, ze wroce do Polski. Jestem
    osoba bardzo rodzinna i moze to zabrzmi patetycznie, ale kocham swoj
    kraj. Od zawsze wyobrazalam sobie, ze bede przy moich Rodzicach gdy
    beda sie starzec, ze bede sie nimi opiekowac. Niestety, jesli
    zamieszkam w UK na stale bedzie to niemozliwe, a moi rodzice na
    pewno tu nie przyjada. Ponadto, pomimo ze wladam jezykiem angielskim
    w stopniu b.dobrym nie bede w stanie wyslawiac sie na takim
    poziomie, jak w jezyku polskim. Bariera wysublimowanego jezyka
    bedzie zawsze. Moj partner jest Anglikiem, tak wiec zamieszkanie w
    Polsce nie wchodzi w gre. Nawet mu tego nie proponowalam. Myslalam,
    ze przezwycieze tesknote za krajem... Gdy zaczelismy sie spotykac,
    ja osoba lubiaca dzieci, myslalam, ze nie bedzie wiekszego problemu
    z kontaktami z Mala. Mylilam sie... Moj partner byl z byla partnerka
    (nie byli malzenstwiem) przez 6 lat. Od poczatku srednio sie
    dogadywali, a po czterech latach burzliwego zwiazku wpadli. Po
    urodzeniu sie Malej konflikty zaczely narastac, tak ze mieszkali w
    jednym domu, ale sypialni nie dzielili. Moj partner zdecydowal sie
    pozostac ze wzgledu na corke. Jednak gdy Mala miala 3 latka nie
    wytrzymal ponizania ex i wyprowadzil sie. Wtedy ona zakazala mu
    widzen. On zwrocil sie do sadu i po prawie dwuletnich staraniach
    osiagnal status widzen, ktory opisalam wyzej. Mam trudny orzech do
    zgryzienia. Nie wiem czy starczy mi swojej i jego milosci, aby
    przezwyciezyc te problemy. Moze lepiej pozegnac sie. Czas leczy
    rany...
  • edw-ina 29.09.09, 14:50
    To powoli zaczynamy docierać do sensu smile
    Po pierwsze - dlaczego twój NM nie może rozważyć ewentualnej przeprowadzki do
    Polski? Znam tu wielu obcokrajowców, którzy dają sobie świetnie radę, często
    lepiej niż w ojczyźnie.
    Po drugie i bardziej skomplikowane - "Gdy zaczelismy sie spotykac,
    > ja osoba lubiaca dzieci, myslalam, ze nie bedzie wiekszego problemu
    > z kontaktami z Mala" - chęci to dużo i mało. Kiedy poznałam mojego obecnego
    męża byłam przekonana, że jego były związek i dzieci z niego to żaden problem. W
    końcu każdy ma jakąś przeszłość, moi rodzice również się rozstali i nie
    widziałam w tym niczego złego. Tak jak w związku z facetem z dziećmi. Jak
    wspominałam ci w poprzednim poście kilka lat zabrało mi zrozumienie, że to
    jednak nie jest takie proste i oczywiste. Kiedy wchodzimy w poważny związek
    naturalnym dążeniem jest bycie dla partnera numerem jeden na całym bożym
    świecie. Jeśli oboje nie mają skrzywień psychicznych typu "synek mamusi" czy
    "ksieżniczka tatusia" to zwykle są dla siebie najważniejsi, jedyni, tworzą swego
    rodzaju front - my kontra reszta świata. Kiedy jest dziecko, nie wspólne to
    potrzeba dużo dojrzałości i cierpliwości, masę empatii i to z każdej strony.
    Piszę to na tym forum po raz kolejny - miłość to czasami za mało. Wydaje mi się,
    że jeśli mamy większą potrzebę bycia z partnerem niż jest nam w stanie zapewnić,
    lepiej jest się wycofać. Mała jest szansa, że nasze pragnienia zmaleją.
    Przeciwnie, niezaspokajane mogę ulec zwielokrotnieniu.
    Myślę, że czujesz się w tym wszystkim samotna. W obcym miejscu, bez wsparcia
    rodziny, w sytuacji partnerki faceta z dzieckiem. Wiem, że mi było bardzo
    ciężko, mocno to odchorowałam, przypłaciłam rozstrojem nerwowym i dwoma
    kompletami szklanek rozbitych na ścianie. Przemyśl wszystkie za i przeciw, ale
    przede wszystkim nie decyduj się pochopnie na ślub i na dziecko. trzymaj się
    słonko smile
  • aniabyd 29.09.09, 15:23
    Och edw-ina, zebym ja miala twoja madrosc zyciowa... Sadze, ze
    znalezienie pracy nie byloby dla niego problemem poniewaz pracuje w
    IT w banku, a do tego nie potrzeba dobrej znajomosci polskiego. Moj
    NM uczy sie polskiego, ale nie pod katem znalezienia pracy, ale aby
    dogadywac sie z moja Rodzinka. Niestety, przeprowadzka do Polski nie
    wchodzi w gre, bo to znaczyloby ze nie moglby widywac Malej tak
    czesto jakby chcial.
  • edw-ina 29.09.09, 18:53
    Słonko, moja jak to nazwałaś "mądrość życiowa" wynika tylko i
    wyłącznie z wielu przepłakanych nocy i pijanych dni. Dlatego
    podchodzę do sprawy tak a nie inaczej.
    I dlatego wychodzę z założenia, że trzeba zadbać o siebie, bo nikt
    inny tego nie zrobi. Jeśli nie będziemy się domagać tego, co jest
    dla nas ważne, nie oczekujmy, że ktoś sam z własnej nieprzymuszonej
    woli pokłoni się nad naszymi marzeniami. Jeśli zależy ci na życiu w
    Polsce, to musisz do tego dążyć. Jeśli zostaniesz w UK dla faceta i
    nie życzę tego, ale coś się posypie, będziesz miała do niego wielki
    żal. Najgorsze jest wyliczanie - ja dla ciebie zostałam w obcym
    kraju, zostawiłam przyjaciół, zrezygnowałam z marzeń, z rodziny,
    byłam matką dla twojego dziecka itd. A ty mi.... - i tutaj należy
    wstawić to, co w danym momencie chodzi po głowie.
    Nie pozwól się ustawiać. Pójście na kompromis to coś innego niż
    poddanie się czyjejś woli, czyjemuś pomysłowi na życie.
  • kicia031 29.09.09, 19:20
    Moj partner zdecydowal sie
    > pozostac ze wzgledu na corke. Jednak gdy Mala miala 3 latka nie
    > wytrzymal ponizania ex i wyprowadzil sie. Wtedy ona zakazala mu
    > widzen. On zwrocil sie do sadu i po prawie dwuletnich staraniach
    > osiagnal status widzen, ktory opisalam wyzej.

    Czyli dla twojego partnera corka jest b. wazna osoba, zdecydowal sie ze wzgled
    na nia na wiele poswiecen, byl od niej odciety przez 2 lata. Pomysl, jak bardzoe
    za soba tesknili i jak bardzo ucierpiala ich wiez! I ze teraz musza oboje wlozyc
    wiecej staran, by te wiez odbudowac. Ty masz problem jak twoj partner nie
    zajmuje sie toba przez jeden dzien, a on nie widywal ukochanego dziecka przez 2
    lata! naprawde nie masz tej odrobiny empatii, by odczuc to, co oni czuja? nawet
    nie bedac matka? Przeciez masz rodzicow, ba chcesz byc z nimi, a nie rozumiesz,
    ze corka chce byc z ojcem, od ktorego byla odcieta przez 2 lata????

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z łóżka. Co jednak
    masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • edw-ina 29.09.09, 19:25
    Ona nie musi tego czuć. Może chcieć się po prostu czuć kochana i
    ważna. I nie jest to kategoria "zła dziewczynka" i "dobra
    dziewczynka". To jest życie tego mężczyzny i jeśli decyduje się
    poświęcić je przede wszystim dziecku ma do tego prawo, ale musi
    liczyć się z tym, że komuś może to nie odpowiadać w tym zakresie.
    Nie każda kobieta uważa, że dzieco jest najważniejsze na świecie.
    Nie należy tego na niej wymuszać. I tak szczerze, to w tej chwili
    sama wykazujesz się słabą empatią.
  • aniabyd 29.09.09, 20:12
    Moj partner nie widzial sie z corka przez ok 3 m-ce. Wtedy to po
    pierwszym spotkaniu w sadzie przyznano mu jeden dzien widzen, potem
    co drugi weekend od sob 10 rano do niedzieli 15.30, nastepnie dodano
    jeszcze srody popoludnia. Potem mial ja juz na caly weekend od
    piatku do niedzieli + nocleg w kazda srode, a podczas ostatniego
    spotkania w sadzie przyznano mu jeszcze miesiac wakacji i
    przedluzono pobyt weekendowy do poniedzialku rano. Proces sadowy
    trwal prawie dwa lata, ale na szczescie on malej nie widzial tylko
    3 m-ce (zdaje sobie sprawe, ze dla ojca dziecka i te 3-ce to
    wiecznosc).
    =
  • kicia031 29.09.09, 12:25
    A jak on sie zajmuje dzieckiem, to nie rozmawiacie? trzeba
    specjalnie zasiasc z toba do stolu?

    Ja po prostu usiluje zrozumiec, o co ci chodzi, bo to, co
    proponujesz, jest kompletnie sztuczne i trudne dla mnie do
    wyobrazenia. Zwlaszcza ze zapewniam cie, ze jesli mezczynz chce
    porozmawiac, czy pobyc z partnerka, to znajdzie sposob. Mezczyzni
    nie maja zazwyczaj zbyt rozwinietego poczucia obowiazku, po prostu
    robia to, co chca.

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • blondgirl 29.09.09, 14:34
    Nasz Młody (14 lat) przyjeżdża do nas jak do hotelu. Dosłownie. 90% czasu spędza
    u swojego kuzyna. U nas tylko je i śpi. I to też nie zawsze. Mój NM w ogóle nad
    tym nie panuje i nie robi nic żeby zmienić taki stan rzeczy. W rzeczywistości
    Młody spędza razem czas z ojcem w drodze ze domu do nas i z powrotem, czyli
    łącznie jakieś 30 min + czas przy śniadaniu i obiedzie. Nie ma u nas żadnych
    obowiązków i nic nie musi.
  • rybkka24 29.09.09, 19:35
    jestem w podobnej sytuacji i smutno mi jak czytam takie posty w ktorych
    dziewczyna pyta sie czy ma prawo spedzic ze swoim partnerem 30 min sam na sam w
    weekend.
    kobieta szuka poszukuje w swoim zyciu swojego mezczyzne oparcia przyjaciela itp.
    a znajduje feceta ktory glownie co musi to wychowywac dziecko.
    i nie wazna juz druga strona jej plany i potrzeby w twoim przypadku
    przeprowadzka np.bo on ma dziecko.
    w tym przypadku to zwiazek nie ksztaltuje dwoje ludzi ale rowniez osoba
    trzecia(dziecko) a nawet czwarta(eks)a nawet kilka innych(obroncy ucisnionych
    dzieci).
    a zwiazek to chyba dwoje ludzi tylko.

    wspolczuje.bedziesz z nim a nie bedziesz szczesliwa bo juz widac ze twoje
    potrzeby sa na 2,3 miejscu.
  • 333a13 30.09.09, 08:44
    Jeśli komunikujesz światu i partnerowi swoje potrzeby tak jak nam na
    tym forum, to wcale nie ma się co dziwić, że nie możecie się
    dogadać... Zaczęło się od 30 - min wspólnego czasu a skończyło na
    konflikcie polegającym na kraju zamieszkania i sensie bycia razem...
    Zastanów się dziewczyno czego chcesz od życia i jakie masz
    priorytety. Zastanów się czy jesteś w stanie rzucić wszystko dla
    właśnie tego jednego faceta. Czy jesteś w stanie znieść rozłąkę z
    rodziną i przyjaciółmi. Kto zajmie się Twoimi rodzicami "na starość"
    i kiedy taka pomoc może im być potrzebna. Porównaj swoje perspektywy
    życiowe i zawodowe w Polsce i Anglii, zasnanów się czy jesteś w
    stanie żyć w kraju z ludźmi o innej mentalności i systemie wartości,
    czy jesteś w stanie wychowywać dziecko w tym kraju wiedząc, że ono
    mentalnie będzie Anglikiem itd. Kilka lat temu miałam podobne
    dylematy, ale wybrałam Polskę, rodzinę, dalsze kształcenie i może
    gorsze perspektywy, ale spełnienie ambicji... Ty masz o tyle
    trudniej, bo Twój partner nie może rzucić wszystkiego i wyjechać z
    Tobą, bo mimo wszystko musi być odpowiedzialny za córeczkę...
    Czytając Twoje posty razi mnie jednak to, że zastanawiasz się czy
    masz prawo żądać od partnera odrobiny czasu itd... A jak dla mnie,
    to partnerzy czy mają dzieci czy nie dążą do bliskości i bycia
    razem... Natomiast z mojej perspektywy wygląda to tak, że między
    Wami jest ok, do momentu przybycia dziecka, bo nic oprócz niego dla
    Twojego partnera nie jest zbyt ważne... Mój NM ma wiele wad, ale gdy
    przyjeżdża jego syn stara się by każde z nas nie czuło się
    odrzucone. Jak jest dziecko, to staram się by Panowie mieli jak
    najwięcej czasu dla siebie, ale jak mi brakuje NM-a to po prostu
    dołączam do chłopaków i robimy coś w trójkę... Innymi słowy chciałam
    powiedzieć, że partner powinien SAM wiedzieć jaka jest jego rola w
    życiu i związku, a nieumiejętność pogodzenia roli ojca i partnera
    jest co najmniej niepokojąca...
  • dzieciaczek_83 30.09.09, 09:10
    Widzę podobny problem jak u mnie... Mojego faceta księżniczka (
    dziewczynka ma 7 lat) nadal nie umie się sama zając zabawą. Ciągle
    woła tatusia,łazi za nim jak piesek.Jak już zajmie się czymś na 15
    min to w końcu mam czas na rozmowe w 4 oczy z facetem, wtedy
    momentalnie pojawia się ONA i w przeciągu 10 min woła go do siebie
    ze 20 razy. Czy to normalne?? Pomijam zazdrośc o mnie... może
    kwestia wychowania przez matkę? Bo jak mój facet jej odpowiada, że
    teraz rozmawia ze mną i że za 5 min przyjdzie do niej to zaraz
    wymusza płaczem i pada tekst (zresztą tradycyjny u niej) "bo ja
    teraz chcę".No załamka. Jak zwróciłam facetowi uwagę, żeby nie
    pozwalał jej na takie zachowanie to była awantura. Na chwilę obecną
    nie mieszkamy razem, dziecko przyjeżdza do mojego NM co 3-4
    miesiące więc ja nie spędzam z nią aż tyle czasu.Nie ukrywam, że
    unikam z nią kontaktu. Dla mnie została fatalnie wychowana, wiadomo
    kazdy z rodziców jej na wszystko pozwala. Jednak w przyszłości jak
    zamieszkam z moim facetem, to nie pozwolę jej na takie akcje.
    Dziecko ma przyjąc do wiadomości, że tatuś nie jest już z mamusią i
    że jest inna osoba z którą ma sie dzielić tym czasem.Oczywiście
    rozmawiam, cały czas z moim partnerem o tej sytuacji. On doskonale
    wie jakie mam podejście do małej,że nie podoba mi się jej zachowanie
    w wielu sytuacjach. Podobno on czasem tego nie widzi, wiadomo
    kobieta jest bardziej spostrzegawcza i mam mu zwracac uwagę. Wziełam
    pod uwagę fakt, że ona zawsze będzie ważniejsza ode mnie, chociaż
    facet mi powtarza że inna jest miłość do dziecka a inna do kobiety -
    no ok tylko inne mam odczucie jak jest ona. Ciężko jest wymagać od
    małego dziecka aby zaakceptowały nas w swoim życiu ale niestety
    muszą, bo już tatuś nie wróci do mamusi.Jestem zdania również, że
    dziecko powinno zostać uświadomione w młody wieku, o rozwodzie
    rodziców oraz planach tatusia z obecną kobietą.
  • erillzw 30.09.09, 11:09
    Musza? Ma zrozumiec?
    Rozumiem, ze córka twojego partnera jest rozpuszcozna ale ton twojej
    wypowiedzi i wybijajace sie z niej nakazy mnie porazają...
    --
    "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
    jadłaby dżem..."

    Piszę
    Marlena
  • dzieciaczek_83 30.09.09, 13:13
    w sensie użyte słowo "musi"? Bo taka prawda... Przepraszam ale w
    takiej sytuacji to co powinnam na te jej scenki patrzeć z
    przymróżeniem oka?? Ma mi na głowę wejść?Wystarczy, że rodzicom już
    weszła. Ja poprostu widze jaka rozpuszcona jest. Tak jak pisałam
    wcześniej zamierzam zamieszkać z facetem.Wiadome że jak mała będzie
    przyjeźdzać to już nie do niego tylko do nas. Dziecko 7-letnie
    powinno już samo sie zająć zabawą, posprzatać po sobie zabawki itp.
    W tym przypadku ciężko to widzę jeżeli jej ktoś tego nie nauczy. Nie
    wspomnę, że dziecko wychodzi z toalety i nawet rąk nie umyje. Nie ma
    co sie czepiać szczegółów, bo dziecko tak zostało wychowane ale
    jeszcze można ją ukształtować. Uczyć co dobre a co złe. Jednak nadal
    jestem zdania,że dziecko ma zaakceptowac nową dla niego sytuację.
    Bądzmy szczere nie jedna z nas na początku usłyszała tekst "nie
    całuj mojego tatusia"..itp. Wystarczy akceptacja!! Wiadomo
    indywidualny czas dla każdego dziecka.
  • kicia031 30.09.09, 13:41
    ja macocha lub ojczym sami nie sa niczym wiecej niz rozpuszczonymi
    gowniarzami i musza sie zmierzyc z konkurencja w postaci
    rozpuszczonego dziecka.
    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • kajda28 30.09.09, 14:33
    Mi się wydaje że gdybym była takim dzieckiem które widzi tatę raz na
    tydzień, i to w jego mieszkaniu, na parę godzin, albo kilka dni w
    miesiącu też by mi było szkoda czasu na sprzątanie czy bawienie się
    sama ze sobą. Wolałabym ten cały czas spędzić z rodzicem którego nie
    mam na codzień. I takie włażenie na głowę, albo wołanie i już teraz
    ma rodzic być to chyba ciągłe wypróbowywanie czy tata mnie kocha
    bardziej jak swoją partnerkę, i czy jestem bardziej dla niego ważna.
    Napomnę również że takie rozpieszczanie dzieci przez dochodzących
    tatusiów jest zmorą dla ich eks żon, które po każdym takim
    weekendzie muszą swoją pociechę do pionu doprowadzić i słyszą jaki
    to tata jest wspaniały, jak się nimi bawi, na wszystko pozwala a
    mama na nic.

    --
    Nie traćcie głowy! Życie chce was po niej pogłaskać.
  • edw-ina 01.10.09, 11:10
    To, w jaki sposób wychowane jest dziecko jest kwestią opiekunów, w tym wypadku
    rodziców. Nie wydaje mi się byś mogła coś "nakazywać" w kwestii dziecka. Możesz
    jedynie porozmawiać z partnerem i powiedzieć co tobie nie odpowiada. Nic poza tym.
    Jeśli zamierzasz wprowadzić się do jego domu, to dla dziecka będziesz tam osobą
    obcą, która uzurpuje sobie prawa. Jeśli twój partner wprowadzi się do ciebie,
    sytuacja będzie nieco korzystniejsza dla ciebie. W sumie może najlepiej jeśli w
    ogóle będzie to zupełnie inne mieszkanie czy dom.
    Przyjmując to na czystą logikę - gdyby do domu mojego ojca lub matki wprowadził
    się ich partner i zaczął ustawiać mnie według swoich reguł, raczej nie
    skończyłoby się to dobrze. Bym uznała, że uzurpuje sobie prawa do spraw, w
    których praw nie ma żadnych.
    Z drugiej strony rozumiem twoją postawę. Też ustaliłam w domu pewne granice, ale
    nie leżą one w kwestii wychowania. To raczej reguły typu: w domu nie kopiemy
    piłki, przed obiadem nie jemy słodyczy, a naczynia odnosimy do zlewu, a
    najlepiej zmywamy. Ale wychowanie dzieci, czyli np. nauczenie samodzielności, to
    nie sprawa postawiania granic, a z pewnością nie przez ciebie.
    przemyśl jak to najlepiej rozwiązać i zbyt pochopnie nie szafuj nakazami, bo
    może to wywołać zbędne sprzeczki.
  • koni42 01.10.09, 09:50
    Witaj,

    związek, to dwoje ludzi, którzy się wspierają i kochają. Dwoje ludzi
    tworzy rodzinę. Pojawiaja się dzieci. Czasem facet lub kobieta maja
    takowe z pierwszych związków. Są rodzicami z odzysku i szukaja
    miłości, bo każdemu taka miłość się należy. Dzieci dorastają i
    odchodzą z domu. Te "przyszywane" też. Zostaje dwoje ludzi...
    Przez całe wspólne życie "pracuje się" na to życie "po dzieciach".
    Nie ważne, czy jest to 1, 2,3, czy czwarte małżeństwo. Nie pozwól,
    żeby coś co jest dobre skończyło się.
    Z innej beczki: dziecko 5-letnie umie się soba zająć. Umie się
    pobawić. Nie potrzbuje asysty rodzica 24h/24h. To taka "mała walka".
    MY kontra nowa partnerka tatusia. Zobaczymy, kto wygra a kto
    przegra. Dziecko widzi to swoimi oczami, Ty swoimi. W takim układzie
    najważniejsze jest podejście partnera do całej sprawy. Jestem na tym
    forum "niemodna", bo ciągle gadam, że związek dwojga ludzi jest
    najważniejszy, ale taka jest prawda. Ojceiec dziecka powinien
    spokojnie, ale konkretnie porozmawiać z małą.
    Pwiedzieć, ze bardzo ją kocha, że jest jego córeczką i ze zawsze nią
    będzie, ale w jego życiu jest jeszcze jedna kobieta, którą bardzo
    kocha: TY. Że kiedy jest u taty, to jest u WAS. Ze tata musi
    podzielić czas między dwie kobiety, które kocha. Że chciałby,
    żebyście spęzili więcj czasu w trójkę etc.
    Mała potrzebuje widocznie więcej czasu na zaakceptowanie sytuacji...
    A teraz coś z mojego życia: moja córka zaakceptowała mojego obecnego
    męża. Córka mojego męża (miała wtedy 5 lat) na początku tratowała
    mnie jak "koleżankę" tatusia, która służy do zabawy, wspólnych wyjść
    etc. Po jakimś czasie (mieszkaliśmy już razem) zobaczyła, ze to
    nie "zabawa w dom", ale normalne życie. Tym bardziej, że mój mąż po
    wyprowadzce od swojej ex, zamieszkał na dwa lata ze swoimi
    rodzicami. Obydwoje więc przeprowadziliśmy się do "nowego" wspólnego
    lokum. Kiedy więc mała mojego M zrozumiała, ze to już na zawsze -
    zaczął się regres. Tzn. Po trzech latach, kiedy jej rodzice nie byli
    już ze sobą - ja pojawiłam się po dwóch, zaczęła nagle się pytać,
    kiedy jej tata wróci do DOMU. Mój mąż pochwycił w lot temat i miał
    ponad 1h dyskusję na tematy życie, miłości i dzieci ze swoją córką.
    Napewno było to bolesne dla małej, bo nie usłyszała od tatusia, że
    może któregoś dnia, że jutro w takim razie odwiedzi mausię i ją w
    domku etc. Powiedział, że NIGDY już nie wróci do jej mamy, bo ONI,
    jako para nie kochają się już. Że jej tata ma "nowe życie" w którym
    jest miejsce dla wszystkich, kogo kocha itd.
    Strasznie długi ten mój post smile
    Chciałam tylko podsumować, że ojciec nie może czuć się ciągle winny.
    Czuc się rozdarty pomiędzy kobietą a dzieckiem, bo to nie jest ten
    sam pułap uczuciowy!!!!! Nie kocha się dziecka jak partnera!
    Rozmowa. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa!

    --
    Niejeden bumerang nie wraca. Wybiera wolność.
  • edw-ina 01.10.09, 11:17
    Koni, ja się z Tobą zgadzam. Co więcej, mój własny mąż tak twierdzi. Bo nad
    dziećmi się pracuje, by opuściły dom i założyły własny, a nad partnerem by w tym
    domu chciał zostać smile
    Dzieci są bez wątpienia szalenie ważne, ale nie udawajmy, że nasze życie zaczyna
    się i kończy na nich.
    pozdrawiam!
  • coccolona 01.10.09, 19:41
    Na twoim miejscu bym kombinowala w kierunku przeniesienia sie do Polski, z twoim
    partnerem wink W ten sposob widzenia z ta gowniara beda rzadsze...a moze
    rozdzielisz ja na stale z tatusiem wink
  • chalsia 01.10.09, 19:45
    Coccolona, z upływem czasu coraz bardziej monotematyczna i nudna
    się robisz.
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • glasscraft 01.10.09, 21:59
    Ocht kurczaki, uwazaj zebys sie wlasnym jadem nie zadlawila...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka