Dodaj do ulubionych

I komunia pasierba/ pasierbicy

27.04.11, 11:00
Jak to dziewczyny u Was wyglada (wygladalo)?
Edytor zaawansowany
  • edw-ina 27.04.11, 12:13
    przyjechałam, przywitałam się, przesiedziałam dwie godziny w kościele słuchając języka, którego nie rozumiem smile M wypełnił wszelkie funkcje oficjalne - od przywitania gości, przez obfotagrafowanie się dalszymi i bliższymi kuzynami, wręczył prezent i wybraliśmy się na spacer, bo uznaliśmy, że nie do końca wypada nam wtrącać się w imprezę, którą przygotowała ex. Umówiliśmy się, że po imprezie (długa nie była, obiad w knajpie) zabierzemy chłopaków do lunaparku. Pokręciliśmy się na karuzeli, M wykupił chłopcom bilety na wszelkie ruchome sprzęty, jakie sobie wymyślili, a my siedzieliśmy w kafejce popijając kawę.

    Wszystko. Spraw finansowania wydarzenia nie znam, bo mnie to nie interesowało.
  • polifonia1983 27.04.11, 12:16
    Mnie wtedy nie było na horyzoncie, więc wiem tylko z opowieści. Generalnie M pojechał z mamą do kościoła, porozmawiać chwilę z małą i pogratulować. Na przyjęcie nie zostali zaproszeni, bo cytując ex "było tylko dla rodziny". Wcześniejsza propozycja wspólnego zorganizowania imprezy została odrzucona przez ex.
  • erillzw 27.04.11, 17:58
    polifonia1983 napisała:

    > Mnie wtedy nie było na horyzoncie, więc wiem tylko z opowieści. Generalnie M po
    > jechał z mamą do kościoła, porozmawiać chwilę z małą i pogratulować. Na przyjęc
    > ie nie zostali zaproszeni, bo cytując ex "było tylko dla rodziny". Wcześniejsza
    > propozycja wspólnego zorganizowania imprezy została odrzucona przez ex.

    Ciagle zapominam, ze ojciec i babcia to nie rodzina..

    sorrki za lekka ironie ale mimo ze wiele z Was opisuje sytuacje ktore wynikaja z takiego myslenia nadal potrafia mi opasc majtki..

    --
    "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła.. jadłaby dżem..."

    erillsstyle.wordpress.com/
  • polifonia1983 28.04.11, 12:12
    Wiesz mi, mi już wszystko, co mogło opaść, opadło smile Szuram po podłodze.
  • jowita771 29.04.11, 15:48
    > sorrki za lekka ironie ale mimo ze wiele z Was opisuje sytuacje ktore wynikaja
    > z takiego myslenia nadal potrafia mi opasc majtki..

    U nas tez tak było na początku, tzn. Eksia przyjeżdżała z rodzina na wakacje do swojej matki, mój mąż nie widział swojej starszej córki np. pół roku, bo odległość, a eksia uważała, że ojciec jest na szarym końcu, najpierw dziecko musiało z nią obskoczyć całą jej rodzinę, jakieś siostry jej matki, bo najpierw rodzina. Rozumiem, że dla niej ciotka jest bliższą rodzina niż eksmąż, ale dla dziecka jednak ojciec niż cioteczna babcia. Dziecko tez wolało do taty.
    --
    Nie o te Hiny chodziło
  • ewagrab39 27.04.11, 12:40
    A wiecie dziewczyny jak to u mnie wyglada? Moj NM oczywiscie bedzie bral udzial w komunii na pelnych prawach. Bedzie impreza (tylko nie wiem czy w restauracji, czy w domu), beda dziadkowie z jednej i drugiej strony, chrzestni i wspolne biesiadowanie... Ja oczywiscie z racji tego, ze MLODEGO nawet nie znam (pomimo tego, ze juz 8 miesiecy mieszkamy razem) spedze sobie ten "cudowny" dzionek gdzies z boku... I co Wy kobitki na to?
  • edw-ina 27.04.11, 12:50
    ale to nie jest moment na zapoznanie się. Rozumiem, że jest ci przykro, ale wierz mi - nie omija cię nic wielkiego (z punktu widzenia osoby dorosłej i nie będącej w układzie). Raczej skup się na tym, dlaczego po 8 miesiącach mieszkania razem nie znasz dziecka swego faceta. Ja fakt faktem nie znałam dłużej, bo dwa lata, ale u nas swoje robiła odległość.
  • ewagrab39 27.04.11, 13:29
    Wiem, ze to nie jest moment na poznanie sie. Jeszcze kilka miesiecy temu myslalam, ze oczywiscie do tej komunii Mlodego poznam. I tak bym tam nie poszla, ale zupelnie inaczej wygladaloby to wszystko gdybym poznala syna mojego NM. A tak??? Jakos mi nie gra to, ze Młody pozostajac w slodniej nieswiadomosci (ze jego ojciec od dosc dawna ma kogos) bedzie swietowal swoj dzien z mamusia, tatusiem (ktorzy od dwoch lat sa po rozwodzie), dziadkami i cala reszta rodzinki przy jednym stole... Moze jakos to glupio zabrzmialo, ale jakos mi to wszystko nie trybi...
  • < eader class="thread-comment__header">
    edw-ina 27.04.11, 19:01
    ale czekaj, bo ja czegoś nie rozumiem - napisałaś, że mały będzie świętował z rozwiedzionymi rodzicami i dziadkami - czy jest w tym coś złego? Chyba dobrze, że rodzice nie pożarli się do tego stopnia, że nie są w stanie zjeść razem posiłku i być przy dziecku w ważnym dla niego momencie. Z całą sympatią, ale nie jesteś konieczna w tym układzie. I jak dla mnie to nie jest problem. Problem jest inny - dlaczego twój facet nie chce przedstawić cię dziecku. To jest temat do zastanawiania się, a nie to z kim dziecko, którego nie znasz, spędzi komunię. Ja byłabym nawet szczęśliwa nie musząc uczestniczyć w takiej uroczystości. Z radością bym w tym czasie nawet hm..., no niech będzie, jakieś pranie wyprasowała smile
  • tully.makker 27.04.11, 13:09
    wiecie dziewczyny jak to u mnie wyglada? Moj NM oczywiscie bedzie bral udzial
    > w komunii na pelnych prawach. Bedzie impreza (tylko nie wiem czy w restauracji
    > , czy w domu), beda dziadkowie z jednej i drugiej strony, chrzestni i wspolne b
    > iesiadowanie... Ja oczywiscie z racji tego, ze MLODEGO nawet nie znam (pomimo t
    > ego, ze juz 8 miesiecy mieszkamy razem) spedze sobie ten "cudowny" dzionek gdzi
    > es z boku... I co Wy kobitki na to?

    No calkiem to normalne. My z exem tez wlasnie w ten sposob zorganizowalismy komunie Babelka, z ta jedna poprawka, ze ja nie mialabym nic przeciwko temu, gdyby ex chcial zaprosil swoja owczesna partnerke ( pozniej zone, obecnie juz ex no 2), ale on sie na to nie zdecydowal. Do czego sie nie wcinalam, bo to nie moja sprawa.

    Ja na komuni Malej taz nie bylam, ze wzgledu na to, ze byl tam dosc potezny konflikt i uznalam, ze moja obecnosc i dodatkowe problemy z tego wynikajace sa doskonale zbedne w tej sytuacji. Zlozylam Mlodej zyczenia przez telefon.

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • erillzw 27.04.11, 17:59
    ewagrab39 napisała:

    > A wiecie dziewczyny jak to u mnie wyglada? Moj NM oczywiscie bedzie bral udzial
    > w komunii na pelnych prawach. Bedzie impreza (tylko nie wiem czy w restauracji
    > , czy w domu), beda dziadkowie z jednej i drugiej strony, chrzestni i wspolne b
    > iesiadowanie... Ja oczywiscie z racji tego, ze MLODEGO nawet nie znam (pomimo t
    > ego, ze juz 8 miesiecy mieszkamy razem) spedze sobie ten "cudowny" dzionek gdzi
    > es z boku... I co Wy kobitki na to?

    Zadalabym sobie podstawowe pytanie dlaczego moj partner nie chce mnie poznac z bardzo waznym w jego zyciu czlowiekiem.
    --
    "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła.. jadłaby dżem..."

    erillsstyle.wordpress.com/
  • morel37 27.04.11, 12:44
    na 3 propozycje wspolfinansowania i pomocy we wspolorganizowaniu , ex powiedziala "dam sobie rade" i w zwiazku z tym do konca nie bylo wiadomo czy to oznacza ze ojciec bedzie na komunii dziecka. komunia odbyla sie w naszym miejscu zamieszkania mimo ze dziecko na codzien mieszka hektary stad. zostalismy zaproszeni my i dziadkowie. tatus dziecka powiedzial ze ma ex w nosie i zachowywal sie jak ojciec dziecku, dziecko zreszta bardzo go wszedzie oczyma szukalo i pytalo o niego jesli zniknal z pola widzenia. ojczym na codzien zwany rowniez tata, trzeba przyznac dyplomatycznie odsuna sie na bok. dziecko bylo szczesliwe bo mialo wszystkich kolo siebie tego dnia.chociaz po komunii nie moglo z nami zostac , bo ten dzien spedza sie z RODZICAMI. moj maz czul sie troche niezrecznie ze nie wspolfinansowal imprezy w knajpie, ubrania itd ale coz. chcieliśmy.
  • morel37 27.04.11, 12:46
    no u nas wszyscy jak jedna wielka rodzina siedzielismy w knajpie kolo siebie. mnie to zwisalo. nie mam problemow z porozumiewaniem sie z kimkolwiek. dziecko bylo szczesliwe.to bylo najwazniejsze. gdybym nie przyszla byloby rozczarowane (bralam to pod uwage przez chwile ale moj maz mi wybil z glowy.)
  • jowita771 27.04.11, 13:04
    Eksia mieszka w drugim końcu Europy z mężem i dziećmi. Ja tam nigdy wcześniej nie byłam, mój M - tak. Przed wysłaniem zaproszeń Eksia rozmawiała z M telefonicznie, wyraziła chęć zaproszenia jego, mnie i naszego wspólnego dziecka, a także teściów. Rozmawiali o kosztach, M zaproponował pokrycie połowy kosztów takich ogólnych + pokrycie kosztów za gości ze swojej strony. Eksia się zgodziła. Uważam, że to w porządku, bo z "naszej" strony były cztery osoby, w tym dziecko, a od strony Eksi - ze 25, z czego większość to rodzina jej obecnego męża, więc z jakiej paki M miał płacić za nich.
    Było bardzo kulturalnie, po obiedzie były tańce. Pogadałam sobie z Eksią. Moja teściowa się bardzo martwiła, jak ja się będę tam czuła, mówiłam jej, że mną się nie musi przejmować, bo mnie takie sytuacje nie stresują. I dobrze jej mówiłam, to ona miała problem, ja bawiłam się świetnie.
    Nie mogę pojąć takiego zachowania, jak ktoś opisał w tym wątku, że ojciec i dziadkowie nie są zaproszeni, bo przyjęcie jest tylko dla rodziny. Ojciec i dziadkowie to nie rodzina? Sama byłam pasierbicą i jak byłam młodsza, to tata po mnie przyjeżdżał, wypił zawsze jakąś kawę, jak była pora obiadu, to zjadł z nami obiad, na powitanie i pożegnanie całował moją mamę w rękę. Na mojej komunii był. Jakoś potrafili normalnie za sobą rozmawiać.
    Rozumiem, że można nie chcieć zaprosić Neksi, gdybym nie była zaproszona, to bym nie pojechała, ale ojca i dziadków bym zaprosiła.
    --
    Dobrze, że pan przyszedł. Właśnie takie coś jak pan jest mi potrzebne. Takie ni to ni owo.
  • polifonia1983 27.04.11, 13:18
    Dla mnie to też jest nienormalne, wierz mi. Ja nie jestem niczyją pasierbicą, ale tak się złożyło, że cała dalsza rodzina jest mocno pachworkowa i w większości przypadków relacje są bardzo dobre. W tym przypadku, niestety, ex tak ustawia sprawę, dla niej rozwód był największą tragedią i do tej pory nie wybaczyła M tego, że od niej odszedł. I zamiast przemyśleć co oboje schrzanili, że im się nie udało, uznała, że M jest potworem, którego należy ukarać. Ona w ogóle nie widzi tego, że krzywdzi dziecko, albo nic jej to nie obchodzi.
    Przeczytałam Wasze posty i zrobiło się mi strasznie przykro, że tylko u mnie jest tak nienormalnie.
  • konstancja16 27.04.11, 13:28
    No, u nas komunii nie bedzie bo Maly nie chodzi na zadne katechezy. Ale gdyby byla to tak wlasnie sobie to wyobrazam, wszyscy do kupy. Ja oczywiscie probowalabym sie wykrecic, a NM by mnie poprosil uzasadniajac, ze Malemu zalezy i bysmy sie tam wszyscy spotkali i rozmawiali o pogodzie, o kryzysie albo o tym jak Maly ladnie recytuje.

    Z Ex widuje sie czasem jak odwozimy Malego razem (niekiedy nam wypada po drodze jak skads wracamy) i rozmawiamy normalnie, pytamy co slychac, odpowiadamy ze dobrze i tyle. Nie widze problemu. NM chcial mnie kiedys wyciagnac na jakies imprezy w szkole Malego (ze niby Maly pytal o mnie), ale sie nie dalam wyciagnac. Gdyby jednak chodzilo o cos waznego dla niego i niepowtarzalnego to pewnie bym sie wybrala. Cos na zasadzie imienin u cioci Zosi: wszyscy sie mecza, ale czego sie nie robi dla naszej ukochanej ciotuni wink

    --
    I'd rather be hated for who I am, than loved for who I am not.
  • missasistant 27.04.11, 14:31
    Nie łam się, Polifonia, nie tylko u Ciebie smile Ja wprawdzie miałam podobne dylematy, ale nie pod kątem komunii Młodej, tylko jej ślubu (ot, trafiła mi się dorosła "sztuka"), ale zanim skończyłam się zamartwiać jak to wszystko wypadnie, Młoda przestała się odzywać. Mieszka w innym mieście, więc kontakty i tak zawsze były dość sporadyczne, ale odkąd się znamy, bardzo się starałam podtrzymywać dobry kontakt (pewnie ZA bardzo). Inicjowałam spotkania, lub "naprowadzałam" NMa, gdy uważałam, że za długo jest cisza. Aż dotarło do mnie, że to działa w jedną stronę. Wiec przestałam zaczepiać i co? I nic. Zero kontaktu od kilku miesięcy. Więc impreza mnie najwyraźniej ominie wink
  • aragorna71 27.04.11, 15:06

    Na komunii swojej pasierbicy nie bylam i nie mialam z tym problemu. Zreszta chlop tez zostal tylko "poproszony" o kase a o zaproszeniu mowy nie bylo ani jego, ani dziadkow ani chrzesnych z jego strony. Wszyscy przyszli bez zaproszenia tylko do kosciola, mala dostala prezenty. Chlop zaplacil tylko za fotografa i porobil troche zdjec. Tydzien pozniej zrobil malej mala imprezke w domu dziadkow na ktorej juz bylam i tez malej kupilam drobny prezent.
    Nawet gdyby chlop z rodzina byli zaproszeni a ja nie tez byloby mi obojetne.
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • polifonia1983 27.04.11, 15:14
    Dzięki smile Przykro mi, że tak wam wyszło. Myślę, że jest łatwiej, jak dostaje się młodsze dziecko, wtedy można nawiązać z nim więź. Na razie mam z młodą bardzo dobry kontakt, ale też nie uważam tego za stały punkt we wszechświecie. Być może za parę lat ona też nas oleje, nigdy nie wiadomo. Na razie chcę mieć pewność, że ze swojej strony robię wszystko, żeby kontakty między nami były bardzo dobre i staram się pomóc M w utrzymaniu tych kontaktów. Za kilka lat zobaczymy, czy to nam się udało.
    Moja kuzynka jest macochą trójki dorosłych osób, dwoje z nich mieszka za granicą, zapraszają ją do siebie, często samą, bez ich taty, fundują wakacje (nikt tego od nich nie oczekuje), dbają, żeby ich dzieci miały z nią kontakt. Z ich rodzoną matką też. Czasami się udaje smile
  • ewagrab39 27.04.11, 17:42
    Szkoda, ze tylko czasami smile
  • altz 27.04.11, 19:21
    Ja sobie odpuszczam komunię syna partnerki, jest dość dużo problemów w rodzinie i nie chcę robić dodatkowej zadymy.
  • tully.makker 28.04.11, 08:52
    > Moja kuzynka jest macochą trójki dorosłych osób, dwoje z nich mieszka za granic
    > ą, zapraszają ją do siebie, często samą, bez ich taty, fundują wakacje (nikt te
    > go od nich nie oczekuje), dbają, żeby ich dzieci miały z nią kontakt. Z ich rod
    > zoną matką też. Czasami się udaje smile

    Ale to zalezy od obu stron - ich dobrej woli, ale tez od tego, czy miedzy ludzmi pojawia sie chemia, sympatia, czy tez nie.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • karolana 28.04.11, 08:51
    No cóż, ja mam przed sobą ten "miły dzień".
    Młody uznał za oczywiste, że będę na Jego komunii, Jego mamusia zagroziła, że jeśli się pojawię, dostanę wp..l big_grin
    Teraz muszę dziecku wyjaśnić dlaczego nie będzie mnie z Nim w tym dniu.
    Zastanawiam się czy jeśli pojawię się w kościele, szanowna pani i jej rodzinka zrobią zadymę już tam?
    MM też ma problem, ponieważ stwierdził, że idzie tylko do kościoła, a na przyjęcie nie ma zamiaru pójść - raz że musiałby iść beze mnie, dwa, że jest u exowej w domu.
    Ciekawostką przyrodniczą jest "delikatna sugestia" rodziny mm, że JA powinnam na niego wpłynąć aby poszedł na przyjęcie.
    Ehhh relacje rodzinne są takie urocze smile
  • edw-ina 28.04.11, 08:59
    Karolana, wróciłaś! Tylko gdzie byłaś przez tak długi czas????
    A odnośnie postu - czy twoja exowa nie jest przypadkiem z tych, którym rozprostowały się zwoje mózgowe i z równowaga to u niej stan niezbyt często spotykany?
  • karolana 28.04.11, 09:54
    Ano wróciłam smile
    Mieliśmy mały armagedon, mm narobił kilku głupot i trochę nam się życie skomplikowało.
    Teraz pracujemy na względną normalność, co nie jest łatwe.
    Jedyny plus sytuacji to taki, że mamusia w końcu zaczęła się trochę bardziej dziećmi zajmować. Chyba dotarło do niej, że je traci... A może po prostu uniosła się jakąś swoją ambicją i stwierdziła, że jej dzieci nie będą do obcej baby mówić "mamo"? Tylko, niestety, działania do tego celu użyte dalekie są od sensowności. Jaki będzie efekt to się okaże, na razie jest kiepsko.
    Kiedyś na podstawie jej akcji napiszę książkę pt. "1001 świństw, które można zrobić byłem, jego nowej, a przede wszystkim dzieciom" uncertain
    Teraz kombinuję co zrobić żeby Młody jak najmniej ucierpiał w związku z tą komunią. I biję się z myślami, czy mówić Mu prawdę, czy kłamać. Przy Jego dociekliwości oględne tłumaczenia i stwierdzenia "bo tak wyszło" nie zdadzą egzaminu.
    Więc weszłam na forum w poszukiwaniu pomysłów.
    Może któraś z Dziewczyn coś podpowie?

  • edw-ina 28.04.11, 10:46
    Bardzo bym chciała Ci pomóc, ale nie mam praktyki w takich sytuacjach. Przychodzi mi do głowy tylko przypowieść o wyroku salomonowym - ta kobieta, która kocha prawdziwie nie kocha egoistycznie.
    Może spróbuj zaproponować małemu, że kolejny weekend po komunii spędzicie wspólnie i wymyślicie sobie własną imprezę? Wypad do lunaparku, dinolandii czy pół dnia na gokartach. Poproś o specjalne zdjęcie komunijne, żeby wiedział, że tobie zależy. A o twojej ex nic nie powiem, bo to faktycznie wyjątkowo przykre nawet dla osoby postronnej, kiedy słyszy, że matka mąci w życiu własnych dzieci.
  • morel37 28.04.11, 11:07
    powiedziec prawde. 9 latek to nie 5 latek.wiecej widzi i rozumie niz nam sie wydaje. oczywiscie prawde w sposob do strawienia dla dziecka. czyli "dziekuje ci za zaproszenie, bardzo chcialabym pojsc, ale nie potrafimy sie dogadac z twoja mama i pewnie bysmy sie posprzeczaly, a to ma byc przeciez twoj szczesliwy dzien i niechcialbys zeby cos go popsulo? prawda? a pozatym nie martw sie, w nastepny weekend zrobimy sobie z tej okazji przepyszny obiad.i wielkie lody"
    no chyba ze pojdziesz do kosciola "ingognito" i mu to powiesz ze pojdziesz sobie i bedziesz stala z tylu i bedziesz patrzyla na niego bo na pewno bedzie super wygladasz i potem mu opowiesz jak bylo. itd.
    ja bym tak zrobila. my mowimy dziecku jesli okazuje sie ze nie moze spotkac sie z tata (widuje sie co kilka miesiecy) ze tata bardzo czeka, ale niestety mama oznajmila w ostatniej chwili ze ich nie bedzie. albo ze nei moze przyjechac na swieta bo mama uwaza ze nie bo nie.
    dziecko w tym wieku i tak jest lojalne wobec matki. i przyjmuje jej decyzje jako cos czego nie mozna zmieniac .natomiast ten wiek nie trwa wiecznie.i predzej lub pozniej madre dziecko same podazy swoja droga.
  • karolana 28.04.11, 11:33
    Morel, masz rację, wstępnie już tak to powiedziałam - "Bardzo chciałabym być z Tobą, ale niestety, nie będzie to możliwe, na pewno będę o Tobie myślała w tym dniu i postaram się być chociaż w kościele."
    Teraz czekam na drążenie - tak to zazwyczaj jest, Młody dostaje info, trawi, a później drąży.
    Kiedy zacznie drążyć, zaserwuję Mu tekst o braku porozumienia i niechęci do psucia Jego święta. Dzięki.
    W kościele pewnie i tak będziemy stać z mm gdzieś na końcu, potem on pójdzie złożyć życzenia w imieniu nas obojga, a ja jakoś się ulotnię.
    Mam nadzieję, że natłok wrażeń będzie dla Młodego taki, że nie będzie się zbytnio zastanawiał nad tym.
    A w ramach osobistego prezentu piekę ciasto na to przyjęcie smile Młody jeszcze nie wie, to niespodzianka smile
    Edw-ina, cóż mogę powiedzieć. Są osoby, którym wydaje się, że mają akt własności na dzieci i że dzieci to takie małe stworki, które niewiele wiedzą, widzą, słyszą i czują.
    I przecież odwieczny dylemat - CZYIM świętem jest I komunia? Dziecka czy jego matki?
    Niestety, zadziwiająco często wychodzi na to, że jednak matki...
    Szczerze mówiąc, nie pchałabym się do domu exowej, bo i po co. Ale postawienie sprawy w taki sposób, w jaki ona to zrobiła...
    Sądzę, że przyjęcie do wiadomości, że Dzieci mnie kochają i chcą ze mną spędzać czas jest poza jej zasięgiem.
    Ja przeżyję, powkurzam się i uspokoję. Niestety, dla Dzieci nie jest to takie proste...
  • polifonia1983 28.04.11, 12:10
    Morel, masz rację, wstępnie już tak to powiedziałam - "Bardzo chciałabym być z
    > Tobą, ale niestety, nie będzie to możliwe, na pewno będę o Tobie myślała w tym
    > dniu i postaram się być chociaż w kościele."

    Karolana, myślę, że zrobiłaś bardzo dobrze, tak mówiąc. Ile wydrąży, tyle jego. Ja czasami muszę się nieźle napocić, żeby odpowiadając na jakieś pytanie, nie powiedzieć źle o matce młodej. Jeżeli dasz mu ciasto i będziesz w kościele, to jest to baardzo dużo. Wydaje się mi, że dziecko, które jest narażone na krzyki i awantury, jest w stanie zrozumieć, jeśli nie docenić to, że ktoś, żeby mu było lepiej, tych awantur unika.

    > Edw-ina, cóż mogę powiedzieć. Są osoby, którym wydaje się, że mają akt własnośc
    > i na dzieci i że dzieci to takie małe stworki, które niewiele wiedzą, widzą, sł
    > yszą i czują.

    ano...
  • polifonia1983 28.04.11, 12:20
    Acha, Karolana, przy okazji jakiegoś występu w szkole, na którym z przyczyn wiadomych nie mogłam być MM nagrał całe przedstawienie kamerą. Potem zrobiliśmy rodzinny seans, obejrzałam z młodą, była strasznie dumna i opowiadała o wszystkich dzieciach, paniach itd. Może to jest jakieś rozwiązanie?
  • karolana 28.04.11, 12:24
    polifonia1983 napisała:

    > Acha, Karolana, przy okazji jakiegoś występu w szkole, na którym z przyczyn wia
    > domych nie mogłam być MM nagrał całe przedstawienie kamerą. Potem zrobiliśmy ro
    > dzinny seans, obejrzałam z młodą, była strasznie dumna i opowiadała o wszystkic
    > h dzieciach, paniach itd. Może to jest jakieś rozwiązanie?

    Oooo, z komunii będzie robiony film, więc na pewno Młody będzie chciał go później ogladać smile Super, zrobimy seans filmowy smile Dzięki.
  • altz 28.04.11, 19:54
    > Może któraś z Dziewczyn coś podpowie?
    Zakładam kiecę i coś podpowiem. smile
    1) Po pierwsze i najważniejsze, to słuchać dziecka! Jeśli nie wyobraża sobie komunii w kościele bez macochy, to trzeba iść. To jest miejsce publiczne.
    2) Po drugie: słuchać i wspierać partnera. Jeśli sobie nie wyobraża, że miałby pójść sam, dziecko chce tego, to można jasno powiedzieć drugiej stronie, że jeśli zrobi awanturę, to zrobi ją dziecku i wam obojgu. Jeśli jest pewność, że cała impreza będzie zepsuta, to warto porozmawiać o tym z dzieckiem i zrobić mu małe przyjęcie w małym gronie w innym terminie, o czy poinformować wcześniej.
    Prawda i tylko prawda! Nie trzeba wnikać w szczegóły, kto co komu powiedział i jak zaklął, ale mówić, że mam nie chce was obojga, więc się spotkacie kiedy indziej.
  • karolana 29.04.11, 11:21
    altz napisał:

    > > Może któraś z Dziewczyn coś podpowie?
    > Zakładam kiecę i coś podpowiem. smile

    Łoj, sorki wink Dziewczyny i Chłopaki smile


    > 1) Po pierwsze i najważniejsze, to słuchać dziecka! Jeśli nie wyobraża sobie ko
    > munii w kościele bez macochy, to trzeba iść. To jest miejsce publiczne.

    Niby racja.


    > 2) Po drugie: słuchać i wspierać partnera. Jeśli sobie nie wyobraża, że miałby
    > pójść sam, dziecko chce tego, to można jasno powiedzieć drugiej stronie, że jeś
    > li zrobi awanturę, to zrobi ją dziecku i wam obojgu.

    Eeeee, w przypadku TEJ "drugiej strony" takie argumenty nie skutkują, a wręcz są obracane przeciwko nam, na zasadzie "jeśli chcecie żeby dziecko nie miało nieprzyjemności, to ona (tj. ja) ma się nie pojawiać" Poza tym wg "drugiej strony" coś takiego jak chęć dziecka do kontaktu ze mną jest wynikiem naszego nacisku, nie rzeczywistych uczuć dziecka uncertain

    > Jeśli jest pewność, że cał
    > a impreza będzie zepsuta, to warto porozmawiać o tym z dzieckiem i zrobić mu ma
    > łe przyjęcie w małym gronie w innym terminie, o czy poinformować wcześniej.

    I to w zasadzie jedyne wyjście.

    > Prawda i tylko prawda! Nie trzeba wnikać w szczegóły, kto co komu powiedział i
    > jak zaklął, ale mówić, że mam nie chce was obojga, więc się spotkacie kiedy ind
    > ziej.

    Zapewne masz rację smile Dzięki.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • morel37 28.04.11, 11:15
    > Ciekawostką przyrodniczą jest "delikatna sugestia" rodziny mm, że JA powinnam n
    > a niego wpłynąć aby poszedł na przyjęcie.
    > Ehhh relacje rodzinne są takie urocze smile

    heheh no wiesz skades to znam.poniekad. tesciowa tak bardzo chcialaby zeby dziecko nie ucierpialo ze uwaza ze moj maz powinien byc dla ex bardzo mily, nie pyskowac, odpuszczac- bo po co pogarszac sytuacje. przy czym uwazam ze im bardziej odpuszcza tym ex bardziej uwaza sie za "wlasciciela" dziecka.jedynego.plus ojczym.bo stanowia rodzine.a moj maz rodzina nie jest.i na komuni tak bylo" skoro nie placiles to nie mozesz wymagac" z tym ze akurat chcial placic a nie mogl sie dogadac z ex i takie tam bledne kolo wink
    jak maz odwozi dziecko , to mojej tesciowej sie wydaje ze ex pewnie go zaprosi na herbate/kawe/obiad i on oczywiscie powinien przyjac zaproszenie. jesli ex odbiera dziecko od tesciowej tesciowa prawie gotuje jej obiad.bo przeciez to matka wnuczecia.
    i najlepiej zeby moj maz sobie odpuscil klotnie i walki bo przeciez i tak nie wychowuje dziecka tylko ex wychowuje a on jest ojcem niedzielnym wiec i tak nie ma nic do gadania wiec powinien z godnoscia przyjmowac to co mowi exwink

  • edw-ina 28.04.11, 11:27
    ale wiesz, dla mnie te kawki, herbatki i obiadki też są normalne. Jakoś nie przypominam sobie, żeby ojciec czekał na mnie w samochodzie czy zostawiał mnie pod furtką. Obiad też nie raz dostał i nawet się cieszył, bo matka świetnie gotuje i było mu miło, że nie kazała mu czekać przed drzwiami aż dziecko zje, tylko zwyczajnie dostawiała kolejny talerz.
    Kiedy matka przyjeżdżała do ojca to również nie wysyłała gołębia pocztowego z informacją, że czeka za bramą. Wchodziła, robiła sobie coś do picia, siadała w ogrodzie. Jakoś to było dla mnie normalne.
    Mój M u ex teściów również dostanie kawę/herbatę czy obiad. Kilka razy nawet zatrzymywał się u nich na noc czy dwie. A o ile wiem to kiedy odbierał dzieci od ex też spotykali się w domu przy kawie i jakimś ciastku, choć ich rozstanie przypominało atak Barbarzyńców na Rzym. Nie trzeba kogoś kochać by umieć zachować przynajmniej pozory dobrych stosunków.
  • karolana 28.04.11, 11:42
    Wiesz, Edw-ina, wszystko zależy od tego, jak przebiegało rozstanie i jaki poziom prezentują obie strony.
    Ja nie wyobrażam sobie, że mm przesiaduje u swojej ex, bo oni nawet smsowo potrafią się pożreć, a co dopiero face-to-face.
    Fakt, mm ma swoje za uszami, nie powiem, kilka spraw mógł załatwić inaczej.
    Ale też pani ex nie jest osobą, z którą można normalnie się porozumieć.
    Jej rodzice też nie pałają miłością do mm, co nawet rozumiem, śmiał bowiem opuścić ich córkę zwalając im na głowę spory bałagan.
    A rodzice mm, coś jak teściowie Morel - chcą mieć święty spokój "dla dobra dzieci" i starają się nie zadzierać z wszechwładną rodzicielką ich wnuków.
  • morel37 28.04.11, 12:03
    tak, tylko ten spokoj "dla dobra dzieci" jest strasznie uludny.ale tego juz tesciowie nei rozumieja.
    ze hipokryzja jest picie kawy z ex i rozmawianie o czyms tam jednoczenie wiedzac ze kolejny raz zobaczysz dziecko za 4 miesiace wyszarpujac je laskawie na kilka dni. z reglamentacja godzin.
    ale dla tesciow moja maz zachowuje sie zle bo powienien odpuscic bo dom dziecko ma tam.a ti jest tylko tata. z czym absolutnie nie mozemy sie zgodzic.
  • morel37 28.04.11, 11:56
    ale ja jestem za tym zeby dorosli pili razem herbatki! sama wysylam meza na kawe z ex zeby na neutralnym gruncie obgadali kilka spraw.(inna sprawa ze on nie bardzo chce bo wie jak to sie konczy..) sa takie momenty ze wyglada ze nadeszlo wzgledne porozumienie.ze rodzice dziecku doszli do porozumienia ze musza obcowac ze soba w zgodzie orzez nastepne x lat.ale potem nastepuje jakis krach.najczesciej chodzi oczywiscie o ilosc spotkan z dzieckiem.i wtedy wlacza sie tesciowa z formulka zeby maz sobie odpuscil bo i tak nie wychowuje dziecka a jak sie pokloci z ex to bedzie jeszcze gorzej. a tu sie nie zgadzam bo dziecko jest w takim wieku ze musi widzec ze ojcu zalezy a nie odpuszcza.
    reasumujac: te kawki/herbatki bylyby mozliwe gdyby matka dziecka nie robila wszystkiego zeby wszyscy dookola mysleli ze ojcem dziecka jest ojczym dziecka.wiem ze to skomplikowanie brzmi.ale tak jest.
  • edw-ina 28.04.11, 12:13
    No masz rację, ja teoretycznie wiem, że są ludzie i taborety, ale jakoś zawsze wydaje mi się, że można się dogadać. Po prostu ja sama jestem przykładem nieprzystawalnym do rzeczywistości - przyjaźnię się z kilkoma moimi ex, a nawet z obecną żoną jednego z nich, z ex teściem M, który jakby na to nie patrzeć jest mi całkiem obcym człowiekiem, przegadaliśmy kiedyś pół nocy nt. strategii Salladyna na Rogach Hittin i wydaje mi się, że dorosłość zobowiązuje do odpowiedniego zachowania, umiejętności przyznania się do błędów, przeproszenia, lecz też bronienia własnych racji. Ale znowu - co ja mogę na ten temat wiedzieć, to, co mi się wydaje nienaturalnie często w życiu realnym okazuje się tym najtrudniejszym do zrealizowania.
  • karolana 28.04.11, 12:22
    edw-ina napisała:

    > wydaje mi się, że dorosłość zobowiązuje do odpowiedniego
    > zachowania, umiejętności przyznania się do błędów, przeproszenia, lecz też bron
    > ienia własnych racji.

    Ehhh, idealistka...
    Też kiedyś taka byłam wink
    A potem trafiłam na kilku ludzi, którzy pokazali mi, że można być metrykalnie dorosłym, wręcz starym, a mentalnie głupim gówniarzem wink
  • karolana 28.04.11, 12:20
    Wiesz, optymalnie DLA DZIECKA byłoby, gdyby dorośli przełknęli głupią dumę i pozwolili dziecku decydować kto jest kim i z kim kiedy chce spędzać czas.
    Od jakiegoś czasu korzystamy z mm z pomocy psychologa, z którym omawiamy nasze działania pod kątem właśnie dzieci.
    I człowiek powiedział jasno - dzieci mają swoje sposoby na uporanie się z rzeczywistością, a wszelkie odgórne regulacje są dla nich krzywdzące.
    "Nasze" Młode wymyśliły sobie, że mają dwa domy, dwie rodziny, dwie mamy.
    Było Im z tym dobrze. Ale pani rodzicielka uznała, że jest to niedopuszczalne i ostatnie pół roku poświęciła na wpojeniu Dzieciom, że mają JEDEN dom, drugi jest "na wakacje i weekendowe odpoczynki" (co za tym idzie, nie mają w nim żadnych obowązków, ani też prawa żeby czuć się w tym domu "u siebie"), mają JEDNĄ mamę, a druga to obca baba (cytat), która ma Ich w nosie (tak, tak!) i wykorzystuje Ich do własnych celów (na razie jeszcze nie wiadomo do jakich, ale na pewno jakieś są), no i rodzinę mają JEDNĄ, w której jest tylko mama i jej rodzice plus reszta jej rodziny, bo tatuś OD NICH (czyt. od dzieci) odszedł.
    I jakoś w tej opowiastce nie mieści się cały rok, kiedy jedno z dzieci mieszkało z nami na stałe ani całe lata szarpaniny mm o to, by móc regularnie widywać Młodych.
    Jedna jest tylko prawda, najmojsza exowej.
    To, że Dzieci poczuły się w tej "prawdzie" oszukane, porzucone, zaniedbane, to już sprawa poboczna.
    Zgadzam się, że traktowanie pani matki jak zgniłego jaja nie służy nikomu poza nią samą, bo dodaje jej poczucia pewności i właściwości jej postępowania.
    Nie pomaga też ojcu w kontaktach z dziećmi, bo utwierdza exową w przekonaniu, że wolno jej wszystko, a zatem zmieniać własne postanowienia kiedy i jak chce, bez żadnych konsekwencji.
    Poza tym dzieci ZAWSZE potrzebują OBOJGA rodziców. I muszą wiedzieć, że każde z tych rodziców chce z nimi być, a jeśli jest mu to utrudniane, walczy.
    Żeby potem, za kilka lat nie móc ojcu czy matce rzucić w twarz - odpuściłeś/łaś, bo nie kochałeś/łaś, bo tak było wygodniej, bo wolałeś/łaś zająć się nową rodziną, mama/tata miała/miał rację co do ciebie.
    I żeby ten walczący ojciec czy walcząca matka mogli powiedzieć - chciałem/łam, starałem/łam się, robiłem/łam wszystko, co w mojej mocy żeby z Tobą być, a jeśli nie byłem/łam, to dlatego, że nie było mi to umożliwiane.
  • polifonia1983 28.04.11, 13:00
    Poza tym, że u nas młoda nigdy nie mieszkała, to mam wrażenie, że opisałaś nasze życie. Młoda nie może do nas zapraszać znajomych (nawet jeżeli wypadają jej urodziny, czy imieniny), nie przywozi lekcji (przywoziła sporadycznie, ale uznano, że to "nieefektywne")itd.
    Też korzystamy z pomocy psycholog, na co dzień rozmawiamy też ze znajomą pedagog, która radzi nam, jak się uporać z różnymi sytuacjami. Niestety nie możemy chodzić do psychologa z małą, najpierw ex się zgodziła, że pójdzie z małą i MM, nawet poszła, a potem powiedziała małej, że poszła tylko dlatego, żeby pilnować MM, bo chcemy zamknąć małą w psychiatryku. Więc młoda przyjechała z płaczem, żebyśmy jej nie zamykali i dlaczego myślimy, że jest nienormalna.
    Teraz chodzimy sami, nawet nie mówimy małej o tym.

    Zgadzam się, że traktowanie pani matki jak zgniłego jaja nie służy nikomu poza
    > nią samą, bo dodaje jej poczucia pewności i właściwości jej postępowania.
    > Nie pomaga też ojcu w kontaktach z dziećmi, bo utwierdza exową w przekonaniu, ż
    > e wolno jej wszystko, a zatem zmieniać własne postanowienia kiedy i jak chce, b
    > ez żadnych konsekwencji.
    Tylko jak to zrobić??? W sytuacji, kiedy wszystkie rozmowy odbywają się przy dziecku, a ex odmawia spotkań z MM bez dziecka, ile awantur można zafundować małemu dziecku?
    Szczerze, jest to dla nas ogromny problem, i jeżeli potrafisz/potraficie coś poradzić, chętnie wysłucham.
    Ja się czuję bezradna. Jeśli jej nie ustępujemy, młoda albo jest świadkiem awantur, albo ex robi awantury jej. Jeśli ustępujemy, jest tak, jak piszesz. Poza tym boję się, że jeśli nie będziemy ustępować, młoda sama zrezygnuje ze spotkań, bo jak każdy człowiek, chce mieć święty spokój, a nie awantury kilka razy w tygodniu.
  • braktalentu 28.04.11, 21:31
    ". Młoda nie może do nas zapraszać znajomych (nawet jeżeli wypadają jej u
    > rodziny, czy imieniny) ".

    Moja pasierbica nie może do nas zapraszać chłopaka (wiemy tylko z relacji Młodej).
    Przyznam, że ubawiła mnie opcja, w której ktokolwiek poza mną decyduje o zapraszaniu kogokolwiek do mojego domu. Chłopak spędził z nami zeszłe wakacje, a i w tym roku zamierzamy go gościć. Sprawę wizyty załatwiamy na linii Młoda + chłopak - M. - rodzice chłopaka. Proponuję to samo rozwiązanie. Po ustaleniu z dzieckiem kogo ma ochotę zaprosić, załatwiacie sprawę bezpośrednio z rodzicami znajomych dziecka.

    "W sytuacji, kiedy wszystkie rozmowy odbywają się przy dziecku, a ex odmawia spotkań z MM bez dziecka, ile awantur można zafundować małemu dziecku? "

    A po co się spotykać, jeżeli każda rozmowa kończy się uniesieniem.
    Wszelkie sprawy na ostrzu noża warto załatwiać listem poleconym, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Od wielkiego dzwonu, lub wyjątkowego ostrza noża wysyłanym z kancelarii prawnej. Takie pośrednictwo kancelarii nie jest tożsame z poradą prawną, ani czynnością prawną, więc kosztuje zdecydowanie mniej. Opowieści, że takie postępowanie tylko zaognia konflikt należy rozważyć pod kątem możliwości rozpalenia ogniska na ostrzu noża.

    Rodzice, którzy stawiają swoje dzieci w konflikcie lojalnościowym na ogół bardzo na tym tracą. Zostają odcięci przez dziecko od informacji, które mogą wywołać niezadowolenie. Dzieci bardzo szybko uczą się, o czym wolno, a o czym nie należy opowiadać. Te bystrzejsze potrafią opowiadać o rzeczach, które pozwalają drugiemu z rodziców wyładować negatywne emocje na byłym partnerze z pominięciem dziecka. Na przykład nie mówią o wizycie kolegi (bo mama zabroniła zapraszać do ojca znajomych), ale opowiadają o naleśnikach na kolację (wiedząc, że mama "z radością" upuści sobie pary na temat ojca karmiącego niezdrowym gównem).
    I to jest część życia przed którą nie uchronicie dziecka. Im szybciej opracuje sobie Ono strategię przetrwania z rodzicem stawiającym w konflikcie lojalnościowym, tym lepiej. Pod warunkiem, że nie jesteście knucicielami. Bo na takie jazdy dzieci też opracowują strategię. I możecie na tym wyjść jak Zabłocki na mydle.
  • polifonia1983 30.04.11, 08:52
    No tak, ale dla dziesięciolatki robienie czegoś,co budzi sprzeciw jej matki, jest za dużym obciążeniem. Za kilka lat pewnie bez problemu będzie robić, co chce, ale teraz, nawet jeśli ma na to ochotę, nie zrobi tego. A my nie możemy jej do tego namawiać, bo byłoby to buntowaniem przeciw matce, czego dziecku robić nie można.

    A po co się spotykać, jeżeli każda rozmowa kończy się uniesieniem.
    > Wszelkie sprawy na ostrzu noża warto załatwiać listem poleconym, za zwrotnym po
    > twierdzeniem odbioru. Od wielkiego dzwonu, lub wyjątkowego ostrza noża wysyłany
    > m z kancelarii prawnej. Takie pośrednictwo kancelarii nie jest tożsame z poradą
    > prawną, ani czynnością prawną, więc kosztuje zdecydowanie mniej. Opowieści, że
    > takie postępowanie tylko zaognia konflikt należy rozważyć pod kątem możliwości
    > rozpalenia ogniska na ostrzu noża.
    Toteż się nie spotykają, albo spotykają na chwilę przy przekazaniu dziecka i nie rozmawiają o małej. Dzięki za pomysł z kancelarią.
    Nigdy nie przyszło mi by do głowy stawiać dziecko w konflikcie lojalnościowym. Dla niej lepiej, a my i tak wychodzimy, jak Zabłocki na mydle, bo my nie mówimy małej źle o ex, za to ona sobie nie żałuje.
    Pozwalamy się jej wyżalić, ale nie pozwalamy mówić źle o mamie. Namawiamy, żeby o ważnych sprawach mówiła też mamie, nie tylko nam. Na prawdę, staramy się, żeby to, co się dzieje, jak najmniej odbijało się na małej, więc chyba nie jesteśmy knucicielami. smile Poza tym zgadzam się z tobą w opinii o rodzicach stawiających dziecko w konflikcie lojalnościowym. Ponieważ myslimy dokładnie tak samo, cały balansujemy pomiędzy zapewnianiem dziecku poczucia bezpieczeństwa, a znalezieniem możliwości załatwienia pewnych spraw z ex, tak, żeby dziecko nie ucierpiało na tym.
  • morel37 30.04.11, 22:36
    > No tak, ale dla dziesięciolatki robienie czegoś,co budzi sprzeciw jej matki, je
    > st za dużym obciążeniem. Za kilka lat pewnie bez problemu będzie robić, co chce
    > , ale teraz, nawet jeśli ma na to ochotę, nie zrobi tego. A my nie możemy jej d
    > o tego namawiać, bo byłoby to buntowaniem przeciw matce, czego dziecku robić ni
    > e można.

    tu sie zgadzam ze dla 10latka zgodnie z prawami psychologii dzieciecej bunt przeciwko matce to za duze wyzwanie.bo ono slowa matki traktuje jako cos z czym sie nie dyskutuje.tylko przyjmuje do wiadomosci.
    ale nie zgadzam sie ze nie mozna pokazywac dziecku prawdy.tzn. pokazywac ze moze probowam mowic o swoich emocjach tj. sie sprzeciwiac. co nie znaczy ze to zrobi.ale musi poczuc ze sa na swiecie takze inne prawdy. "nasze" dziecko powiedzialo mi jawnie ze nie moze z mama rozmawiac o tacie bo mama wtedy jest zla. wiec dziecko milczy. ale jednoczesnie matka twierdzi ze dzieco nie teskni za ojcem bo nic o tym nie mowi. i to bledne kolo w jakis sposob umiejetnie trzeba przerwac. i szkoda czasu. bo chwile te ktore sa juz nigdy nie wroca.



    > Nigdy nie przyszło mi by do głowy stawiać dziecko w konflikcie lojalnościowym.
    > Dla niej lepiej, a my i tak wychodzimy, jak Zabłocki na mydle, bo my nie mówimy
    > małej źle o ex, za to ona sobie nie żałuje.

    a mojemu mezowi zdaza sie powiedziec cos o ex nie tyle zlego, co prawdziwego.ale nic czego dziecko o mamie nie wie. reasumujac: mama nie mowi o moim mezu zle, bo w ogole o nim nie mowi. natomiast przez to ze nie mowi zostawia dziecko naladowane emocjami po brzegi.
    dziecko przez na prawde dlugi czas nie ma okazji porozmawiac o swoich uczuciach do ojca i ojca rodziny .nie ma nikogo komu mogloby powiedziec ze teskni.
    oczywiscie nie mowimy dziecku co na prawe myslimy o jego matcesuspicious natomiast nie udajemy ze mama ma racje nie pozwalajac dziecku mowic innym ludziom dookola ze dziecko to ma innego ojca niz ojczym. itd. to co 3,4 lata temu nie bylo tematem bo dzieco nie widzial ow tym problemu a i tesknota byla czyms abstrakcyjnym, jest aktualnie emocjami nie do nazwania.
    i jesli dziecko mowi ze wolalo by zeby sad ustalil kiedy moze byc u taty, to chyba o czyms swiadczy?(lojalnosc wobec matki kontra poczucie neisprawiedliwosci) oczywiscie nie wtajemniczamy dziecka w sprawy doroslych: ze ustalenia sadowe w tym przypadku bylyby o kant stolu, bo niczego by nie zmienily itd. ale swiadczy to o tym ze dziecko zaczyna cos dostrzegac. moze ktos to nazwc knuciem, a ja mysle ze jest to wspieranie dziecka na tyle zeby w momencie kiedy bedzie gotowe umialo sie sprzeciwic mamie.sprzeciwic tzn. domagac sie swego, czyli kontaktu z ojcem.
  • polifonia1983 01.05.11, 09:57
    nie zgadzam sie ze nie mozna pokazywac dziecku prawdy.tzn. pokazywac ze moz
    > e probowam mowic o swoich emocjach tj. sie sprzeciwiac. co nie znaczy ze to zro
    > bi.ale musi poczuc ze sa na swiecie takze inne prawdy. "nasze" dziecko powiedzi
    > alo mi jawnie ze nie moze z mama rozmawiac o tacie bo mama wtedy jest zla.

    My też jej pozwalamy i mówi nam dużo (np. że nie może w ogóle wspominać o tacie, o awanturach, ucieczkach z domu), ale pilnujemy, żeby mówiła o emocjach, a nie o tym, że matka jest głupia. Jeżeli teraz potrafi po kłótni z mamą wybiec z domu, boję się, co zrobi za kilka lat. Fajnie byłoby myśleć, że wsiądzie w autobus i przyjedzie do nas, ale nigdy nie ma tej pewności. Więc dajemy jej szansę powiedzieć, jak się czuje, kiedy mama coś robi, ale nie pozwalamy się jej nakręcać przeciw matce. Zdarza nam się powiedzieć, że ex nie ma racji, albo zrobiła coś źle, ale w taki sposób, żeby młoda się nie ustawiała w pozycji osoby walczącej z własną matką.
    ale jednoczesnie matka twierdzi ze dzieco nie teskni za ojcem
    > bo nic o tym nie mowi.
    Nasza powiedziała matce, że chciałaby częściej widywać się z tatą. Usłyszała, że ma się zamknąć, i że to ex o tym decyduje.
    Ex mówi bardzo źle o MM i o mnie, my się staramy nie mówić źle o niej (ale mówimy, że w konkretnych sytuacjach nie ma racji, albo, że zrobiła źle). Wiem, że to dla małej jest bardzo ważne, bo mimo ciągłych kłótni między nimi, kocha swoją mamę i jest do niej przywiązana.
    esli dziecko mowi ze wolalo by zeby sad ustalil kiedy moze byc u taty, to ch
    > yba o czyms swiadczy?(lojalnosc wobec matki kontra poczucie neisprawiedliwosci)
    > oczywiscie nie wtajemniczamy dziecka w sprawy doroslych: ze ustalenia sadowe w
    > tym przypadku bylyby o kant stolu, bo niczego by nie zmienily itd. ale swiadcz
    > y to o tym ze dziecko zaczyna cos dostrzegac. moze ktos to nazwc knuciem, a ja
    > mysle ze jest to wspieranie dziecka na tyle zeby w momencie kiedy bedzie gotowe
    > umialo sie sprzeciwic mamie.sprzeciwic tzn. domagac sie swego, czyli kontaktu
    > z ojcem.
    U mnie jest tak samo. Przy czym obiecaliśmy małej, że nigdy nie będziemy ustalać (sądownie, czy nie) ważnych spraw dotyczących jej życia bez jej wiedzy. Ale, żeby coś się zmieniło w kwestii kontaktów, potrzebny jest czas, na razie jest za mała i za słaba, żeby się sprzeciwić w tej kwestii. Powoli sprzeciwia się w innych, emancypuje się i z jednej strony jest to dobre, a z drugiej boimy się, że w końcu zbuntuje się całkowicie i nikt nie będzie miał na nią wpływu.
  • karolana 29.04.11, 11:29
    polifonia1983 napisała:

    > Niestety nie możemy ch
    > odzić do psychologa z małą, najpierw ex się zgodziła, że pójdzie z małą i MM, n
    > awet poszła, a potem powiedziała małej, że poszła tylko dlatego, żeby pilnować
    > MM, bo chcemy zamknąć małą w psychiatryku. Więc młoda przyjechała z płaczem, że
    > byśmy jej nie zamykali i dlaczego myślimy, że jest nienormalna.
    > Teraz chodzimy sami, nawet nie mówimy małej o tym.

    No cudnie.

    My też nie mamy zgody na chodzenie do psychologa z Dziećmi.
    Raz mm się odważył, zabrał Dzieci na diagnozę. W słowniku kulturalnych ludzi nie ma określeń, którymi można opisać jatkę, jaką później urządziła exowa. Dość powiedzieć, że zwyzywała mm w obecności Dzieci, darła sie tak, że Młodzi ją uspokajali sad
    Jakiś czas temu był też pomysł żebym mm z exową i Młodymi poszli do psychologa, ponoć dzieciaki są już zapisane do jakiejś poradni nawet, ale jakoś "nie po drodze było".
    I tak sprawa się rozmyła.
    A szkoda, bo Młodzi ewidentnie potrzebują pomocy sad
  • polifonia1983 30.04.11, 09:02
    Nasza też powinna być pod opieką psychologa, ma też zaleconą integrację sensoryczną. Ale, żeby była efektywna, trzeba z dzieckiem ćwiczyć codziennie, a wiadomo, że ex tego nie będzie robić (uważa to za bzdury). Kiedy M mówi, że z dzieckiem coś się dzieje (a z relacji małej wiemy, że takie same problemy ma u nas, u mamy i w szkole), ex mówi tylko, że to M ma z małą problemy, a ona nie ma żadnych. Po czym od małej dowiadujemy się o kolejnych sytuacjach, które nas niepokoją.
    Niestety, psycholog powiedziała, że bez udziału matki w terapii, nie ma sensu niczego zaczynać, więc M nie może chodzić z małą sam (chociaż po ostatniej wizycie są marne szanse, żeby ją namówić). Kazała nam wziąć głęboki oddech i odpuścić psychologa, a zamiast tego samemu pracować z młodą (powiedziała jak z nią rozmawiać na różne tematy, jak reagować na pewne sytuacje itd).
    Możemy wysłać pismo do sądu, żeby zmusić matkę do wizyt z dzieckiem w poradni. Ale wtedy:
    1. rozpocznie się wojna, która na nerwicę młodej nie pomoże
    2. matka, która chodzi na siłę i tak nie będzie z dzieckiem pracować, więc nic to nie da.
  • sofija_biala 30.04.11, 09:41
    Mam chyba współną teściową z Morel i exię z Polifoniąwink
    Jak będzie powstawać ta książka o 101 wredościach exi, mogę kilka kwiatków podrzucićwink

    Ad rem.
    Jesteśmy po bierzmowaniu Starszego, komunia Młodego za miesiac.
    Przypuszczam, że schemat będzie niestety taki sam.

    M pojechał ze swoimi rodzicami, których "wprosił" do kościoła, bo sam Starszy ani exia nie mieli takich planów, aby ich powiadomić. Przecież rodzina M to wrogi obóz jest. Mój chłop tez na dziecku w sumie wymusił informację o tym, kiedy będzie uroczystość.
    Po kościele przypilnował, aby Starszy pogadał chwilę z dziadkami, u których - na marginesie - wcześniej spędzał pół dzieciństwa.
    Do domu ex M nie został wpuszczony, bo impeza była też "rodzinna". Oczywiście nie obeszło się bez awantury. A Chłop chciał tylko spokojnie złożyć życzenia i wręczyć obiecany prezent. I na pewno nie oczekiwał, że zostanie zaproszony do stołu. Cóż... M dochodził do siebie kilka tygodni po tej akcji

    O wspólnej organizacji choćby obiadu, czy podziału kosztów nie mogło być mowy.
    W takim kontekście moja obecność - to w ogóle jakaś absurdalna abstrakcja.

    U nas też jedyną słuszną prawdą jest wersja exi. A dzieci się temu podporządkowały.
    Dzieciom się nie dziwię, jeszcze mają prawo do nieracjonalnej lojalności, ale krzywdę matka robi im coraz wiekszą, bo są coraz bardziej pogubione.
    Nawet adwokat mojego chłopa nie chciał na poczatku wierzyć, że akcje ex, o których opowiadał mój M mogą być prawdziwe.Dorosła, niby wykształcona i inteligentna kobieta tak zapalczywie niszczy dobre relacje dzieci z ojcem. Na nasze szczęscie badanie w rodk świetnie wyłapało jazdy ex i właściwą postawę wobec dzieci u mojego M i moja, teraz nasza nadzieja w sądzie.
    Więc może, jak dozyjemy wesel chłopaków, to już będzie normalniej wink
  • polifonia1983 30.04.11, 10:06
    Sofija, jak już będziesz po rozprawach, napisz koniecznie, jak poszło. My na razie nie chcemy iść do sądu, ale interesuje mnie to bardzo.
    Powiedz, czy rodk jest sensowny? To co słyszałam na ten temat, to tylko rady, żeby prosić o niezależną opinię i uciekać jak najdalej, bo są stronniczy.
    Jeżeli mogę zapytać, o co wnioskujecie? Jeśli nie chcesz pisać, przepraszam, że pytałam.
    Moim zdaniem, nasza ex jest na tyle inteligentna, żeby tak pokierować rozmową z psychologiem, żeby wyszło, że jest najlepszą matką pod słońcem.
  • pianino123 30.04.11, 12:34
    Witam
    Odzywam się pierwszy raz ale jestem duchem z Wami od dawna wink.
    O sobie: w chwili obecnej macocha /niemacocha dwójki nastolatków,
    wspólny przychówek tegoroczna "komunistka". Resztę opisze w osobnym wątku.
    Z racji sporego stażu z NM zdążyłam przeżyć już dwie komunie pasierbiątek i bierzmowanie.
    Czytam wasze wypowiedzi i powiem, że naprawdę zazdroszczę wielu z Was normalnych/poprawnych relacji z ex, a patrząc prze pryzmat własnych doświadczeń to wypowiedzi edw-iny mogłabym uznać za wypowiedzi "trola".
    Mamy za sobą już cały katalog przejść z ex w sprawie dzieci w tym kilka spraw sadowych.
    Starsze z pasierbiatek z problemami emocjonalnymi i zdrowotnymi na tym tle jeszcze z okresu trwania związku NM z ex. Do rozwodu ex wyrażała zgodę na to, że dziecko było leczone (z inicjatywy NM). Po rozwodzie sytuacja się pogorszyła, a ex odmówiła leczenia dziecka. Mimo to ojciec nadal chodziła z dzieckiem do lekarzy/ psychologów/pedagogów/psychiatry, uzyskał wszystkie konieczne opinie i skierował do sądu sprawę o leczenie dziecka.
    Uzyskał stosowny wyrok nakazujący takowe leczenie i....... na tym koniec.
    Dziecko nigdy nie było leczone, a minęło od tego czasu ładnych kilka lat. Po kilku latach TPD
    zwróciło się do sądu w sprawie tego samego dziecka (problemy emocjonalne, dziecko zaniedbane wychowawczo itp). Odbyła się rozprawa ojciec występował jako świadek sprawę rozpatrywał ten sam skład sędziowski. Ojciec poruszył kwestię nie respektowanego wyroku i usłyszał, że przecież nikt nie zmusi matki do podawania leków ani udziału w terapii!
    Na pytanie o nadzór kuratorski usłyszał czy na pewno chce aby jego dzieci miały w papierach że mają kuratora !!. Koronnym dowodem ze wszystko jest w tej rodzinie ok było: tu uwaga !
    zaświadczenie z parafii że jest dobrą matką bo dzieci chodzą do kościoła, a ona uczestniczy w życiu kościoła i parafii. Bez komentarza crying
    Pozdrawiam

  • polifonia1983 01.05.11, 10:10
    Hej, cieszę się, że napisałaś. Pisz jak najczęściej smile
    Ojciec poruszył kwestię nie
    > respektowanego wyroku i usłyszał, że przecież nikt nie zmusi matki do podawania
    > leków ani udziału w terapii!
    Na pytanie o nadzór kuratorski usłyszał czy na pewno chce aby jego dzieci miał
    > y w papierach że mają kuratora !!. Koronnym dowodem ze wszystko jest w tej rod
    > zinie ok było: tu uwaga !
    > zaświadczenie z parafii że jest dobrą matką bo dzieci chodzą do kościoła, a ona
    > uczestniczy w życiu kościoła i parafii. Bez komentarza crying
    No u nas podobnie, przy czym walkę o leczenie małej z głowy wybijała nam psycholog, a nie sąd. Mała ma problemy zdrowotne od urodzenia, ex nigdy nie zgodziła się na kompleksowe badania, nigdy też nie pokazała żadnych wyników badań. Wiemy, że kilka lat temu mloda była w centrum zdrowia dziecka, ale od tej pory nie przypomina sobie żadnych innych badań. M pd lat płaci za małą abonament w prywatnej klinice, kartę dał ex - ani razu nie skorzystała z niej. Mała nie zgadza się na żadne poważne badania "bo mama będzie na mnie krzyczeć". Możemy tylko wierzyć, że jest ok i żądać kart zdrowia w przychodniach, za plecami ex.
    Młoda ma dobre oceny, chodzi do kościoła, jest we wspólnocie, bierze udział w zajęciach pozalekcyjnych, więc w sądzie byśmy się dowiedzieli, że ex jest matką doskonałą. To, że dziecko ma problemy neurologiczne, opóźnienie emocjonalne, nie radzi sobie z agresją i autoagresją itd i zwyczajnie boi się matki i tęskni za ojcem, raczej przegra z powyższymi argumentami.
    My staramy się o dziecko, mała bardzo chce mieć rodzeństwo. Nie sądzę, by kiedykolwiek było zaakceptowane przez ex i nie liczę na żadne zaproszenia.
  • aragorna71 30.04.11, 20:46
    w naszym przypadku opinia RODP pomogla w przejciu opieki. Byla obiektywna i sad mimo, ze stronniczy musial ja wziac pod uwage. Matka moze grac i oszukac psychologow, ale badane jest tez dziecko.
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • aragorna71 30.04.11, 20:46
    Rodk oczywisciewink
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • sofija_biala 03.05.11, 22:52
    Po wizycie chłop się zbyt wiele nie spodziewał, bo najpierw pani w rodk napadła go, że po co czepia się exi, skoro go do domu wpuszcza, a potem sprawiała wrażenie, jakby nie chciała wierzyć w niektóre historie, ale ostatecznie wynik badań dzieci i ex jednak potwierdził prawdziwą wersję.

    Najbardziej pomogły odpowiedzi dzieci, bo nawet jeśli starszy starał się werbalnie za wszelką cenę negować ojca, to paradoksalnie najlepiej opowiedział, ile ojciec dla niego i Młodego robił.
    Wyszła też exiowa manipulacja dziećmi, budowanie lojalności za cenę kontaktów z ojcem itp..
    W podsumowaniu dostaliśmy właściwie 100% tego, czego chcieliśmy. Teraz zostaje kwestia sądu, ale po takiej opini powinien chętniej przychylić się do częstotliwości i formy kontaktu, jaką chłop zaproponował.
  • pianino123 30.04.11, 14:00
    Komunia starszego dziecka była kilka miesięcy po naszym wspólnym zamieszkaniu z NM,
    on był w tym czasie w ostrym konflikcie z ex i ogromnym poczuciem winy w stosunku do dzieci.
    ja wolałam pozostać w cieniu i miałam nadzieję, że wszystko się poukłada i będziemy "jedną szczęśliwa rodziną". W kościele (mimo strasznych rzeczy jakie się wtedy między nimi działy)
    NM występował nie tylko jako uczestnik ale również jako "aktywny uczestnik" czyli był zaangażowany również w jakieś podziękowania, czytania itp u boku "żony" mimo iż nie jest praktykującym katolikiem. Ok. czego się nie robi dla dziecka. Na imprezę został zaproszony. O mojej obecności ani w kościele nie mogło być nawet mowy. Ex potrafiła zrobić karczemna awanturę, że śmiał podjechać za mną na osiedle na którym mieszka (ja zostałam w samochodzie) aby dostarczyć jej kasę o którą prosiła. Prezent dziecku kupiłam przekazałam prze tatę, nie usłyszałam nigdy nawet dziękuje. Tak bywa wink
    Kilka lat później komunia drugiego z pasierbiatek. Układy z ex nadal bardzo trudne możne trochę mniej burzliwe. Na świecie jest już nasza wspólna pociecha.
    Tata na komunię zostaje zaproszony ale tu uwaga bez dziecka.
    Przyrodnie rodzeństwo niema prawa uczestniczyć w tej uroczystości. Zostaje mu to przekazane prze dziecko, mimo że na co dzień dzieci są bardzo zżyte.
    O swojej osobie nawet nie wspomnę smile.
    NM robi jednak po swojemu i zabiera dziecko do kościoła.
    W ławach kościelnych zasiada exia z rodziną, dla NM z dzieckiem miejsca oczywiście nie ma.
    Było jeszcze bierzmowanie - scenariusz podobny crying
    Nic się nie zmienia więc na wesele nie liczę.
  • altz 30.04.11, 16:00
    Opanujcie się w końcu, jedna osoba nie może wszystkim rządzić.
    Kościół jest miejscem publicznym, gdy się będzie awanturować, to ksiądz ją potrafi ustawić.
    Nie ma co oddawać pola, takie osoby uległość podjudza do dalszych działań, a postawienie się w końcu ustawia odpowiednie kontakty.
    Otrząśnijcie z tego wszystkiego i przestańcie się bać. Na jasne postawienie sprawy, babkę zamuruje i nic nie zrobi. A jeśli wyjdzie, to jej sprawa i jej wina. Rozumiem, zamknięta uroczystość i do domu bym się nie pchał, ale do kościoła jak najbardziej bym poszedł.
    Powodzenia życzę i więcej odwagi!
  • kwiatek_30 01.05.11, 10:13
    U nas wygladało to tak, exsi mama z exsią, wyprawiły dziecku komunię( M chciał sie dołozyć ale niestety exsia nie skorzystała), M nie dostał zaproszenia nawet do kościoła, dowiedział sie kiedy córa ma komunie zadzwonił do ex i powiedział że bedziemy w kościele, i byliśmy w kościele dalismy małej prezenty, od nas od babci i prababci, M zrobił z mała zdjecia pod kosciołem bo chciała, oczywiscie exsia sie zaczeła wtrącać próbowała przerwać to spotkanie ale sama córka jej nie pozwoliła, troszke na nią poczekali M porozmawiał z małą jeszcze wtedy z małą, ona prosiła go żeby pojechał z nia na imprezę, M wytłumaczył że to zły pomysł bo nikt go tam nie chce i pojechalismy do domu( nie musiałam byc z nim ale M bardzo chciał abym była przy nim żeby nie było awantury. Gdyby pojechał z małą ja wróciłabym do domu do teściowej.
  • 13monique_n 05.05.11, 12:50
    Była jedna, teraz bedzie druga.
    Pierwszej córki - wszystko ustalone w porozumieniu i współpracy, wspólny obiad w knajpie, koszty dzielone wg klucza "czyi goście". Różnica przy drugiej dziewczynce jest taka, że do gości dołączą moje dzieci, które przy pierwszej miały spotkanie ze swoim ojcem (teraz ich papa ma "ważniejsze" sprawy na głowie).

    --
    Wielbię mojego ukochanego męża - The Day 05.03.2011
    Jak to mała ludzka zawiść potrafi poprawić spojrzenie na świat smile-mniam mniam
  • damajah 05.05.11, 22:31
    Byłam na komunii córki meża. Do dzisiaj nie wiem czy słusznie. był czas że uważałam że słusznie (wtedy córka męża bardzo mnie i naszą wspólną z mężem córcię lubiła) a potem że niesłusznie (wiedziałam że ex żona była z tego powodu jednak bardzo nie zadowolona mimo ze nas zaprosiła) Wydaje mi się że dzień komunii był dla córki męża bardzo fajny i cieszyła się z naszej obecności (tak przynajmniej to wyglądało) ale dla exi nie był miły i chyba nawet płakała i z pewnością do dzisiaj mi to pamięta (że jednak byłam i to z córką naszą z ma wspólną wystrojoną na biało - to było dla mnie oczywiste a dla ex problem duży...)
    To było dawno i nie wiem jak dzisiaj bym postąpiła. Być może zdobyłabym się na rozmowę z ex, lub zmusiłabym do takowej męża. Ogólnie trochę żałuję że nie zmuszałam męża bardziej do rozmów z byłą żoną albo że sama z nią nie gadałam jak miałam okazje - może dziś byłoby lepiej. Myślę że jestem oskarżana o wiele błędów mojego m - mimo że tak naprawdę to były JEGO błędy i ja je widziałam i usiłowała coś z tym zrobić bez rezultatów.
    Oczywiście i ja i ex mamy na swoim kącie po parę głupich zachowań...wszystko pewnie do naprawienia jeśli będzie okazja do rozmowy.

    Zastanawiam się pomału czy zostanę zaproszona na ew ślub - córka męża ma 18 lat i z tego co wiem jest zakochana ale czy i kiedy będzie ślub(pewnie za parę lat) to nie wiem. Nie ukrywam że byłoby mi przykro gdybym nie została zaproszona, jeszcze gorzej jeśli nie będą zaproszone nasze dzieci - zwlaszcza starsza która jest mimo wszystko bardzo przywiązana do przyrodniej siostry... Zobaczymy.
  • 13monique_n 17.05.11, 16:16
    Mogę się wyrazić w samych superlatywach o całej uroczystości i obiedzie po. O ile na komunii pierwszej córki 3 lata temu, było jeszcze chwilami sztywno, o tyle teraz atmosfera była doskonała. Dzieciak zadowolony, bo goście z OBU STRON dogadali się na zrzutę na wymarzony prezent. I jeszcze - można było ze sobą normalnie pogadać, jak cywilizowani ludzie. Polecam taki patent (aaa, byli dziadkowie z obu stron, mama z nowym mężem i dzieckiem, tata z nową żoną /mną/ i jej dziećmi, brat, kuzyni, ciotki. Pełny miks rodzinny).

    --
    Wielbię mojego ukochanego męża - The Day 05.03.2011
    Jak to mała ludzka zawiść potrafi poprawić spojrzenie na świat smile-mniam mniam
  • karolana 17.05.11, 22:15
    13monique_n napisała:

    > Mogę się wyrazić w samych superlatywach o całej uroczystości i obiedzie po. O i
    > le na komunii pierwszej córki 3 lata temu, było jeszcze chwilami sztywno, o tyl
    > e teraz atmosfera była doskonała. Dzieciak zadowolony, bo goście z OBU STRON d
    > ogadali się na zrzutę na wymarzony prezent. I jeszcze - można było ze sobą norm
    > alnie pogadać, jak cywilizowani ludzie. Polecam taki patent (aaa, byli dziadkow
    > ie z obu stron, mama z nowym mężem i dzieckiem, tata z nową żoną /mną/ i jej dz
    > iećmi, brat, kuzyni, ciotki. Pełny miks rodzinny).

    To zazdroszczę.
    U nas... szkoda gadać sad
  • polifonia1983 18.05.11, 09:14
    też zazdroszczę. I gratuluję.
  • 13monique_n 18.05.11, 09:56
    Chłopa muszę pochwalić za zachowania wynikające z przywrócenia sobie równowagi (i rozróżnienia) pomiędzy zranionym ego, a dobrem dzieci. I fakt, na tej całej grupie ludzi było widać, że jak dorośli zachowają się jak DOROŚLI, to da się spędzić kilka zupełnie sympatycznych godzin razem.
    I nie zrozumcie mnie źle, nie ma "psiapsiółkowania" się z kimkolwiek. Są zdrowe kontakty jako wynik - jak już powiedziałam - rozróżnienia pomiędzy tym, do czego pcha zranione ego, a tym, co dorosły człowiek daje z siebie dziecku. Mogę zachęcać do pracy nad sobą, do wspierania chłopa, by to robił. Bo to procentuje. smile Powodzenia.

    --
    Wielbię mojego ukochanego męża - The Day 05.03.2011
    Jak to mała ludzka zawiść potrafi poprawić spojrzenie na świat smile-mniam mniam
  • karolana 18.05.11, 13:19
    13monique, jak to mówią "wyżej d..y nie podskoczysz".
    Żeby było normalnie, WSZYSCY muszą zachować się jak dorośli.
    A jeśli jedna ze stron nie ma takiego zamiaru...
    Nie ma możliwości zrobienia niczego.
  • 13monique_n 25.05.11, 11:49
    Karolana, wiem aż za dobrze, że wszyscy zaangażowani muszą chcieć. U mojego męża i jego eks się udało - oni jednak pracowali nad tym.
    U mnie z moim eks - nic z tego. I wierz mi, że nie z powodów osobistych uraz, których być nie może (rozstaliśmy się bez udziału osób trzecich, jak to miał mój obecny M.). A zwyczajnie - eks ma podejście "posiadacza", dominatora - i w życiu nie odpuści, że jego "własność", czyli dzieci i ja, śmieliśmy się zerwać z jego jedynie słusznego łąńcucha - i jest coraz gorzej.

    --
    Wielbię mojego ukochanego męża - The Day 05.03.2011
    Jak to mała ludzka zawiść potrafi poprawić spojrzenie na świat smile-mniam mniam
  • liz-beauty 18.05.11, 10:44
    Pierwsza komunia Mlodego byla szesc lat temu, znalismy sie dopiero pol roku. Nie upieralam sie, by na niej byc, ale Mlody bardzo chcial (komunie organizowal ojciec, ktory samotnie wychowywal chlopca). Mama, zaproszona wraz z owczesnym mezem i dziecmi stwierdzila, ze nie przyjdzie do kosciola, bo cyt. "co ona ma zrobic z mlodszym dzieckiem?" (wtedy trzy lata). Na szczescie przyjechala, ale do konca nie bylo wiadomo, czy dotrze. Dzieci juz ustawione, rodzice mieli im asystowac, Mlody prawie placze, mamy nie ma... Wjezdza na parking. Robi mu to za kazdym razem.
  • kara_mia 24.05.11, 16:36
    na komunii syna byli:
    syn, ja, ex ( tata), partnerka exa ze swoimi dziećmi z pierwszego małżeństwa, mój maż, dziadkowie z obu stron, jedna prababcia chrzestna, chrzestny.
    zaproszenia napisał do wszystkich syn, bo to jego impreza.
    Trudno mi było by sobie wyobrazić, że ktoś mógłby odmówić/ nie przyjść itp..
    Najpierw uroczystości w kościele, obiad w restauracji, kawa i ciasto w moim domu. Do końca na imprezie byli wszyscy.
    Jak rodzina to rodzina.
  • magdmaz 25.05.11, 17:21
    To ja mam pytanie: Czy komunista powinien wysłać zaproszenie do OJCA??? Dotychczas nie wysłaliśmy, jakoś nam się wydawało, że RODZICE są obecni na komunii bez zapraszania, ale... myślę, że ojciec może się obrazić. U nas komunia dopiero za 4 tygodnie.
  • polifonia1983 25.05.11, 22:18
    Myślę, że tak. W innym wypadku może powiedzieć, że nie jest zaproszony. Ale chyba nie trzeba wysyłać pocztą, wystarczy, że powie na spotkaniu lub przez telefon.
  • magdmaz 26.05.11, 06:52
    A nie, poinformowany został dawno temu (kontakt mamy tylko telefoniczny), chodzi mi o takie oficjalne zaproszenie podpisane przez Mlodego, jakie wysłal do dziadków, babc i chrzestnych. Jakoś nie pomyślałam, że ojca trzeba oficjalnie, ale jednak wyślemy.
    Dzięki.
  • rybkka24 26.05.11, 06:40
    u mnie jest jeszcze przed tym wydarzeniem.
    ale nm planuje chyba dwie komunie..
    ogólnie chrześni są z jego str.
    nie wiem jak to zadziała ale nie wyobrażam sobie wspólnej komunii w domu ex w sytuacji gdy oni się tylko tolerują ze względu na dziecko raczej nie umieją ze sobą rozmawiać a rodzina nm-a jej nie znosi.
    no ale zobaczymy może sytuacja mnie zaskoczy i wszyscy się zorganizują w jedno miejsce i odsuną dawne pretensje.
    Ja raczej jeżeli będę z nm-em będę i na komunii...spędzamy w 3 sporo czasu a mały nie zna innej syt.niż Ja i nm razem.miał rok z małym haczykiem jak rodzice się rozstali...
  • magdmaz 26.05.11, 07:02
    Ja dlatego właśnie nie robię komunii w domu, tylko z kościoła idziemy do knajpki, a potem na grilla na dzialce. Po pierwsze dlatego, ze ojciec Mlodego nie uznaje mojego obecnego męża (na zasadzie "reki mu nie podam, co on tu w ogóle robi?", a takze ze względów na dziadków, rodziców ojca, których mogłaby zbyt mocno krępowac ta sytuacja.
    Natomiast NIE WYOBRAŻAM sobie, aby w uroczystości nie miał byc wlaczony mój mąz oraz jego dzieci, bo to jest RÓWNIEŻ najbliższa rodzina mojego syna, ludzie, z ktorymi mieszka na stałe, którzy się nim opiekują i przeżywają codzienne troski i radości. Z ojcem widuje się dwa razy do roku i z punktu widzenia tegoż moze się to wydawac niesprawiedliwe, jednak ojczym i przyszywane rodzeństwo są Młodemu bliscy i tyle. Co więcej, zapraszamy też mamę mojego męża, która traktuje wszystkie dzieci równo, czyli dla moich jest trzecią babcią, jedyną "na miejscu", cho dziadkowie ze strony ojca mogą się czuc... no własnie. Zazdrośni? Trudno.
  • 13monique_n 26.05.11, 14:08
    Doskonałe podejście, Magdamaz. Poza tym, dziadkowie, jak bedą się czuć zazdrośni, to mają problem, z którym jako DOROŚLI muszą sobie poradzić. Tw święto Twego dziecka i ono ma się czuć dobrze smile

    --
    Wielbię mojego ukochanego męża - The Day 05.03.2011
    Jak to mała ludzka zawiść potrafi poprawić spojrzenie na świat smile-mniam mniam
  • lolcia-81 03.01.12, 14:18
    Odkopię trochę temat bo i mnie w tym roku w maju to czeka...
    Co prawda eksia nie zażadała od nas póki co żadnych pieniędzy , ale jasno zaznaczyła, że na przyjęcie nie jesteśmy zaproszeni, bo jest dla rodziny (przecież ojciec to nie rodzina...) za to oczywiście możemy przyjśc do kościoła. Z braku dobrego wychowania zapomniałam podziękować za pozwolenie uncertain

    Póki co nie rozmawialismy o tym z młodą i szczerze mówiąc mam nadzieję, że mamusia raczy sama jej wyjaśnic czemu taty nie będzie na przyjęciu. Mam za to problem z prezentem. Na pewno jej mamusi najbardziej pasowałaby kasa. To ten typ eksi, co to wysyła dziecko ubrane jak bezdomny, bo a nóż ojciec buty czy spodnie kupi (i kupuje), natomiast mam spore uzasadnione obawy czy kasa aby na pewno poszłaby na coś fajnego dla dziecka.

    Nie przelewa nam sie ostatnio, kupilismy mieszkanie i splacamy inne kredyty... miesiąc zwykle zamykamy zerowym saldem. Przeraża mnie jak co roku wysłuchuję opowieści znajomych rodziców "komunistów" jak to teraz daje się laptopy, quady, Bóg jeden wie co jeszcze. Będę wdzięczna za wszelkie sugestie / wasze doświadczenia / rady co oprócz pieniędzy mogłoby być miły i odpowiednim prezentem na taką okazję.

    Pozdrawiam serdecznie
  • < eader class="thread-comment__header">
    ciociacesia 03.01.12, 19:55
    taniej niz laptop, a tez niebiednie? ale to juz sami musicie sie zastanowic z czego wasza sie ucieszy
    --
    'powiedziałabym "odwal się stara prukwo"'
  • polifonia1983 03.01.12, 20:04
    Mój M i jego mama byli tylko w kościele, przyjęcie też było "tylko dla rodziny" i nie przewidywano na nim ojca czy babci dziecka. Zamiast czekać aż ex wyjaśni to małej, M sam powinien z nią pogadać, ustalić, gdzie będziecie i dlaczego i jak ona by chciała spędzić ten dzień. No i co by chciała dostać, przecież to nie problem, pogadać z dzieckiem, że quad to zły pomysł. Prezent wręcza się dziecku, więc powinno być kupione z myślą o dziecku, a nie ex.

    Przy następnej wizycie po komunii możecie jej wyprawić obiad z rodziną ex, jakieś miniprzyjęcie, żeby świętowała też z wami.
  • sec.ond 03.01.12, 20:09
    Wydaje mi się, że lepiej abyście sami porozmawiali z małą nt. nieobecności na przyjęciu- nie wiadomo co eksia naopowiada poza tym osobista rozmowa dużo daje, jest lepsza wobec dziecka. Wiem, że nie będzie to rozmowa łatwa, ale polecam gorącowink Może i wy (np. w następny weekend) jakoś uczcicie jej komunię?
    Kasa to rzeczywiście średni pomysł. Macie jeszcze sporo czasu, może uda się kupić coś okazyjnie np. wspomniany wyżej aparat. Nie ma też co przesadzać, niektórym trochę odbija z tymi prezentami.
  • lolcia-81 04.01.12, 09:35
    Dzięki dziewczyny smile tak myślę, że aparat mógłby być fajnym pomysłem smile

    Będziemy sie widzieli z małą w ten weekend to może porozmawiamy troche na ten temat.
    Ja mam w sumie mieszane uczucia co do całej tej sytuacji... polifonia, rozumiem, że ty do tego kościoła nie poszlaś ? Nie chcialaś, czy eksia robiła cyrki ?
    Nasz eksia jest z gatunku takich " wsadze ci szpile w d.... ale tak że nawet nie zauważysz" tongue_out szeroko sie uśmiecha na mój widok, wylewnie żegna z córką jak idzie do nas, co jej wcale nie przeszkadzało oddać małej do swojej matki (eksia mieszka od listopada z nowym mężem i nowym dzieckiem u swojej nowej teściowej, a mała została u babci, bo podobno ma tam bliżej do szkoły, stare koleżanki, itp). ehhh, ale to temat na osobny wątek. który chyba założe bo czuje że mam ochotę sie pożalić wink Na razie eksia zaprasza nas oboje z moją córką ale tylko do kościoła, ale znając ją, do maja jeszcze z 10 razy jej sie pewnie odmieni, na gorsze rzecz jasna.

    Pozdrawiam smile
  • polifonia1983 04.01.12, 15:36
    Ja na komunii nie byłam, bo jeszcze nie byłam macochą. Ale sądząc po tej sytuacji, jaką mamy, gdyby komunia odbywała się teraz, też by mnie nie było, znając życie, młoda poprosiłaby, żebym nie przychodziła. Mamusia mnie ignoruje zupełnie (a ja się jej w oczy nie pcham), a potem młodej robi koszmarne awantury i ją szantażuje, więc moja obecność odbiłaby się na małej.

    A, no i "nasza" dostała od m aparat, nie jakiś specjalnie wypasiony, tylko taki, który był prosty w obsłudze.
  • anula36 04.01.12, 15:58
    Na twoim miejscu, jesli sie eks nie odmieni, po uzgodniu tego z mezem, poszlabym do tego kosciola, a potem swoja corke wziela na jakis wypasiony obiad z deserem i spacer, czy cos innego, a reszta + twoj maz, niech idzie na impre. W ten sposob zadna z dziewczyn nie bedzie sie czula az tak bardzo poszkodowana ( tak mi sie wydajesmile
  • lolcia-81 04.01.12, 15:59
    anula, ale mój mąz też na przyjęcie nie jest zaproszony .
    oboje dostalismy "przyzwolenie" na pójście do kościoła smile
  • anula36 04.01.12, 16:08
    sorry, ucieklo mi tosad
    Nie pojme w zyciu jak mozna ojca wlasnego dziecka nie zaprosic na przyjecie komunijne,na zlosc eks mezowi zrobie krzywde wlasnemu dzieckusad
    a to w takim razie ( jesli sie nie odmieni) poszlabym z mezem i corka do kosciola, a jakis wspolny uroczysty obiad np w jakiejs knajpie w czworke przy nastepnej wizycie.
    A jesli sie odmieni i dostaniecie zakaz nawet na kosciol, wynegocjowalabym wyjscie wspolne z pasierbica na msze w ramach tzw bialego tygodnia, kiedy dzieci wystepuja jeszcze w strojach komunijnych.
  • lolcia-81 04.01.12, 16:58
    anula36 napisała:

    > A jesli sie odmieni i dostaniecie zakaz nawet na kosciol, wynegocjowalabym wyjs
    > cie wspolne z pasierbica na msze w ramach tzw bialego tygodnia, kiedy dzieci wy
    > stepuja jeszcze w strojach komunijnych.


    Świetny pomysł smile
  • optymist75 07.05.12, 12:16
    Mąż jako że nie rodzina nie jest mile widziany .Nie został nawet powiadomiony kiedy ,jak,i gdzie.Temat nie istnieje.Oprócz podbijania książeczki komunisty w kościele.
    Ile i dlaczego tak drogo M dowie się zapewne na rozprawie o kontakty,jako kolejny argument exi.
    Ja nie idę bo i po co.M tylko do kościoła.
    Podobno rodzice mają siedzieć w jednej ławce,jakoś bez broni tego sobie nie wyobrażam smile
    Wydajemy małe przyjątko dla chłopaka przy pierwszym możliwym kontakcie z nim smile
    Szkoda,że nikt nie pomysli o dziecku w tym dniu....


    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 08:35
    Mój M niby zostal oficjalnie poinformowany kiedy jest komunia (nie mylić z zaproszony wink ) przy okazji zapytania jaki prezent dziecku kupi (no bo juz jak ma kupić to niech wie kiedy wink

    Tez dzieci mają siedzieć z chrzestnymi i rodzicami i iśc z nimi do komunii , nie wiem jak oni to zrobia, chyba szyby pancerne w ławce zamontują wink Ogólnie cały ten cyrk mnie smieszy, tymbardziej, że eksia wydzwania po rodzinie mojego M szukając chętnego "do ławki" na pójście z dzieckiem do komunii bo w rodzinie sami rozwodnicy ( a wcześniej zrobiła awanturę, że nikt inny prócz rodziców i chrzestnych w łace siedzieć absolutnie nie może...)

    Ehh ogólnie imprezę miałam zbojkotować bo nikomu do niczego tam potrzebna nie jestem.
    Ale od wczoraj eksia robi takie jazdy że szlag ciężki mnie trafia i nie wiem jak mojego M puścic w te gniazdo os... może z zaskoczenia jeszcze zmienie zdanie wink

    optymist, a ty sie nie przejmuj, jak wrócisz to tą twoją pustą skrzynkę co u mnie stoi napełnimy smile a potem opróżnimy smile i będzie git, eksie nam mogą :#$&%$*#*# smile
  • anula36 08.05.12, 09:20
    i nie wiem jak mojego M puścic w te gniazdo os...

    dorosly chlop, da sobie radesmile
  • lolcia-81 08.05.12, 09:42
    No że wróci żywy to nie wątpie wink

    Ale on z gatunku tych co to raczej będzie potulnie siedzial i znosił wszystko w imie świetego spokoju uncertain
    A eksia ze mna miala juz kilka takich wymian argumentow (ktorych jej zawsze zabraknie pierwszej wink ze żeby sie dodatkowo nie błaźnic w żadne dyskusje publicznie ze mną jak myśle nie wejdzie wink

    Nic to, mam jeszcze 4 dni i zapewne w niedziele rano zdecyduje wink

    Boże , mam dzisiaj glupawke od rana tongue_out
    To kiepsko wróży efektom mojej pracy dzisiaj tongue_out

    Miłego dzionka laski smile
  • edw-ina 08.05.12, 11:08
    ale wyjaśnij mi proszę jedną rzecz - po co w ogóle się nad tym zastanawiasz i nakręcasz? Jego eks, jego dziecię, jego rodzina, to niech ON sobie radzi. A ty się ciesz, że masz święty spokój. I sorry, ale do głowy by mi nie przyszło myślenie typu: jak ja mogę go tam puścić samego w to gniazdo os, bo tym samym musiałabym przyznać sama przed sobą, że dupę nie faceta sobie wzięłam. A dla dupy to ja się starać nie będę.
  • optymist75 08.05.12, 11:20
    Ach ci nasi mężczyźni,czasem dupy z nich wyłażą...smile)
    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 11:23
    pewnie dlatego, ze jestem od wczoraj na maksa wku......ona, bo eksia robi jazdy, wydzwania, smsuje, jakieś śmieszne żądania wysuwa, wygaduje dziecku jakies glupoty ze moj M juz ma inna coreczke (moja corke ) i łażę tak nabuzowana tym wszystkim że jakbym ją spotkała osobiście to bym jej chyba w jape odwinęła. Wczesniej bylam na 100% pewna ze mam tą cała imprezkę gdzieś i było mi z tym dobrze. A moj M nie chce zaogniac sprawy i dziecku przykrosci robic, wiec w zadne pyskowki sie nie wdaje. czy to znaczy ze dupa? nie wiem, moze , taka dupe kocham.

    A moim pojawieniem sie najzwyczajniej wku...wiłabym eksie przekonana o jedynej slusznosci i prawomocnosci swoich zakazow i nakazow, przy czym za bardzo boi się ona " co ludzie i proboszcz powiedzą" zeby robic jakies sceny ktore moglyby dziecku zepsuć swieto (pomijajac juz fakt, ze dziecko interesuja z tego "swieta" jedynie prezenty )

    Pewnie do weekendu mi wkurw przejdzie. Oby.
  • edw-ina 08.05.12, 11:35
    ale ja nie o tym do końca. Dla mnie dupa - jeśli muszę coś za biednego misia załatwiać, bo biedny misiu sobie ze światem nie radzi.
    Ponownie - olać. Niech baba gada, co chce. Odseparować się, nie wnikać, zabrać własne dziecię do kina i na lody, a M niech sam się martwi o swoje sprawy.
  • lolcia-81 08.05.12, 11:45
    dokładnie taki mialam plan smile i pewnie jutro do niego wrócę, jak mi wkurw przejdzie smile

    P.S. optymist75 - nie czka ci się czasem od wczoraj ? bo wielokrotnie cie w ostatnich godzinach cytowałam wink : " kochanie, czy juz naprawdę żadna inna.... " wink
  • optymist75 08.05.12, 11:54
    lolcia-81 napisała:

    > dokładnie taki mialam plan smile i pewnie jutro do niego wrócę, jak mi wkurw przej
    > dzie smile
    >
    > P.S. optymist75 - nie czka ci się czasem od wczoraj ? bo wielokrotnie cie w ost
    > atnich godzinach cytowałam wink : " kochanie, czy juz naprawdę żadna inna....
    > " wink


    Ucho piekło mnie jak cholera!smile))
    Ale myślałam ,że to kogoś innego zasługa smile)


    Wczoraj to cytowałam ....ale już ze smiechem na ustach,widno żadna inna...smile))))



    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 11:58
    desperaci ci nasi chłopi, czy co ? smile
  • edw-ina 08.05.12, 12:13
    jestem całkowicie i totalnie załamana, a jedyny plus z tego taki, że uświadomiłam sobie, jakiego mam fajnego faceta. Ale do rzeczy - ostatnio pojechałam na tydzień do dawno niewidzianych przyjaciół znajomych. Zabawa była przednia i tylko jedno mnie przeraziło: masa kobiet ustawiających facetów, robiących za nich wszystko, pilnujących ich na każdym kroku (łącznie z tekstem, że jak go nie upilnuję, to już żadnego nie trafię) oraz kolesie, którzy (być może przez to wszystko, a być może z czystego lenistwa) nic kompletnie nie robią i czekają, aż wszystko będzie załatwione za nich. Patrzyłam na to z szeroko otwartymi oczami, bo doszłam do wniosku, że to jakich chory świat. No sorry, ja osobiście chcę, żeby to facet się o mnie starał i był tym, który w domu nosi spodnie. Partnerstwo jak najbardziej, ale w taki sposób to ubezwłasnowolnianie! Masakra! Moje przewrażliwienie na punkcie biednych misiów doszło do granic.
  • lolcia-81 08.05.12, 13:05
    nie żebym to odebrała jako jakis osobisty przytyk w odniesieniu do moich dzisiejszych postów wink... ale...

    w zasadzie się z tobą zgadzam, chociaz az tak "zaawansowanych" przypadków jak opisujesz nie widzialam wink
    ogoleni zwiazek w ktorym jedno "pilnuje " drugiego bo " innego nie znajdzie" to jakis absurd , w dobranym zwiazku gdzie ludzie sie kochaja to nie przejdzie i na cale szczescie ja ani M sie nie "pilnujemy"

    u nas raczej problemem bylo to ze w imie swietego spokoju i nie szkodzenia dziecku M byl sklonny spokojnie wysluchiwac wrzaskow i wywodow eksi i niemalze dawal wchodzic sobie na glowe.
    na szczescie zrozumial ze to tylko pogarsza sytuacje i umacnia eksie w przekonaniu o jej wladzy i nieomylnosci i teraz jest juz o niebo lepiej smile
    a ta obawa o wpuszczanie go w gniazdo os to takie troche pol zartem pol serio bylo, wiem ze by sobie poradzil, z drugiej strony ta pokusa wk....wienia eksi za te wszystkie nerwy jakie nas kosztowala ... wink

  • edw-ina 08.05.12, 13:10
    To zupełnie nie był przytyk do ciebie, tylko obserwacja, która mnie rozwaliła. Mój osobisty feminizm ma nieco inne zasady, niż te, które obserwuję. Ja raczej daję sygnał: ja sobie bez ciebie poradzę, więc musisz się cholernie starać, by być dla mnie odpowiednim partnerem. A to co widzę można skrócić do: ja sobie bez ciebie poradzę, ale zrobię wszystko, abyś ty beze mnie nie mógł. Aż boję się kolejnego pokolenia wychowanego w takim przeświadczeniu.
  • optymist75 08.05.12, 13:15
    lolcia-81 napisała:


    >
    > w zasadzie się z tobą zgadzam, chociaz az tak "zaawansowanych" przypadków jak o
    > pisujesz nie widzialam wink
    > ogoleni zwiazek w ktorym jedno "pilnuje " drugiego bo " innego nie znajdzie" to
    > jakis absurd , w dobranym zwiazku gdzie ludzie sie kochaja to nie przejdzie i
    > na cale szczescie ja ani M sie nie "pilnujemy"
    >

    Alleluja,zgadzam się smile

    > u nas raczej problemem bylo to ze w imie swietego spokoju i nie szkodzenia dzi
    > ecku M byl sklonny spokojnie wysluchiwac wrzaskow i wywodow eksi i niemalze daw
    > al wchodzic sobie na glowe.
    > na szczescie zrozumial ze to tylko pogarsza sytuacje i umacnia eksie w przekona
    > niu o jej wladzy i nieomylnosci i teraz jest juz o niebo lepiej smile

    Zachowanie mojego bliźniaczo podobne,nie będziemy ich poznawać,bo zaczną się wzajemnie nakręcać smile



    >


    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 13:23
    nie będziemy ich poznawać,bo zaczną się wzajemnie nakręcać smile

    no nie wiem, moj tam chetny do poznania jak najbardziej big_grin
    przy okazji moze by mu twoj M objasnil jakie prawa ma ojciec w naszym uroczym miejskim sadzie rodzinnym, bo jak opowiadam to nie wierzy big_grin
  • optymist75 08.05.12, 13:29
    lolcia-81 napisała:

    > nie będziemy ich poznawać,bo zaczną się wzajemnie nakręcać smile
    >
    > no nie wiem, moj tam chetny do poznania jak najbardziej big_grin
    > przy okazji moze by mu twoj M objasnil jakie prawa ma ojciec w naszym uroczym m
    > iejskim sadzie rodzinnym, bo jak opowiadam to nie wierzy big_grin

    Mój też chętny,ale nie wiem czy same sobie grobu nie kopiemy.
    A jak zgadają się o kredytach? smile
    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 13:47
    > A jak zgadają się o kredytach? smile

    to się najwyżej policytują który ma większe wink))
    i może zrozumieja jakie mają fantastyczne zony big_grin (moj to zreszta w kólko wszystkim powtarza, hihihi)

    ale jak oni sie dolacza to nam twoja skrzynka moze braknac wink
  • optymist75 08.05.12, 13:50

    A niech się dołączą,ja już zakupiłam coś do skrzyneczki smile

    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • lolcia-81 08.05.12, 14:00
    ja z racji miejsca pracy M mam stałe żelazne zapasy wink
    Czyli fundamenty mamy wink tylko ty wracaj big_grin
  • salanderr 09.05.12, 16:04
    Cieszę się, że się uaktywniasz bo brakowało mi tu Ciebiesmile bardzo lubię czytać twoje posty (wyważone opinie i dystans) mądra babka jesteś .
    p.s. fajnie, ze się poukładało u Ciebie, gratulacje, trzymam kciuki i pozdrawiamsmile
  • edw-ina 09.05.12, 18:45
    Dzięki smile Podczytuję forum, ale nie często mam coś do powiedzenia. Wielu sytuacji, jakie opisują dziewczyny po prostu nie znam, a często też nie rozumiem. Poza tym po 10 latach życia z "mężczyzną po przejściach", po tym, jakie jego dzieci niemal dorosły na moich oczach, ex odeszła do lepszego ze światów, pewne sprawy przestały mnie dotyczyć.
    Ale wyjątkowo miło, że za mną tęskniłaś big_grin big_grin
  • karolana 08.05.12, 09:52
    optymist75 napisała:

    > Mąż jako że nie rodzina nie jest mile widziany .Nie został nawet powiadomiony k
    > iedy ,jak,i gdzie.Temat nie istnieje.Oprócz podbijania książeczki komunisty w k
    > ościele.
    > Ile i dlaczego tak drogo M dowie się zapewne na rozprawie o kontakty,jako kolej
    > ny argument exi.
    > Ja nie idę bo i po co.M tylko do kościoła.
    > Podobno rodzice mają siedzieć w jednej ławce,jakoś bez broni tego sobie nie wy
    > obrażam smile
    > Wydajemy małe przyjątko dla chłopaka przy pierwszym możliwym kontakcie z nim smile
    > Szkoda,że nikt nie pomysli o dziecku w tym dniu....

    Uważam, że Twoje pójście do kościoła powinno zależeć od relacji między Tobą a pasierbem.
    Ja byłam w kościele, młody się ucieszył. M też był tylko w kościele, pomimo "zarządzenia" księdza nie siedział z ex w jednej ławce tylko ze mną i swoją rodziną z tyłu. Nikt nikomu głowy nie urwał z tego powodu. Zamieszanie w kościele było takie, że tak naprawdę nikt tego nie zauważył.
    A po mszy z młodym porobiliśmy zdjęcia i tydzień później zabraliśmy go na lody.
    Prezent też był skromny i symboliczny, adekwatny do okazji, a nie do wydziwiań kogokolwiek żadne komputery, quady, skutery czy konsole. Wkład finansowy m (poza alimentami) też był symboliczny, bo dostarczył tylko ciasto, które zresztą ja piekłam jako mój osobisty prezent dla młodego.
    Inna sprawa, że m nawet nie został zapytany o zdanie w kwestii komunii i decyzja została podjęta przez ex, więc jakoś niespecjalnie też m się poczuwał do obowiązku biegania, załatwiania, płacenia czy siedzenia w ławce, bo to nie jego bajka.
    Ogólnie uważam, że to jeden wielki cyrk, a dziecko w tym wieku ma w nosie aspekt religijny i myśli tylko o prezentach... Dla mnie to wielkie nieporozumienie uncertain

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • optymist75 08.05.12, 10:49
    smile
    Moje relacje z pasierbem są rewelacyjne smile ku niezadowoleniu jego matki.
    Nie chcę narażać młodego na kary,głupie wywody mamusi,gdy ten się ze mną przywita.
    Jakiś czas temu nie przywitał się ze mną w obecności matki ,bo mu nie wolno.
    Do tego w kościele będzie jej mamuśka ,która też mi groziła.
    Nie mam zamiaru psuć dziecku dnia bo jego patologicznej matce coś odbije.
    Przerabiam jej wyskoki i mam dość.
    Co do całego szumu wokół komunii to faktycznie pasierb myśli tylko o prezentach,jakby się go zapytać po co jest komunia smile

    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • optymist75 08.05.12, 14:20
    Lolcia otwórz wiadomość w gazetowym mailu
    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • nangaparbat3 14.05.12, 22:35
    Przypomniało mi się, jak wyglądała komunia pasierbicy jednej z Macoch - M został odwołany natychmiast z uroczystości (w drodze był czy tak jakoś, chodzi mi po głowie jakiś samolot, może ktoś pamieta?), bo Macocha miała owulację.
    --
    – No to jesteś księżniczką czy zimną, racjonalną suką?
    Kinga Rusin: Jestem Rybą.
  • edw-ina 15.05.12, 08:16
    Oj ja pamiętam ten przebłysk geniuszu! Ale nie chodziło o bierzmowanie? Wiem, że pan musiał w ostatniej chwili zrezygnować, bo partnerka miała owulację i trzeba było nad dzieckiem pracować smile Tak, takie historie są godne uwiecznienia w jakimś dziele literackim wink
  • lolcia-81 15.05.12, 09:11
    Ło matko smile Tego nie slyszałam wink
    Dobrze ze u nas komunia z moja owulacją nie kolidowala wink bo by małżonek miał ciężki wybór wink

    A u nas już po. (komuni znaczy sie , nie owulacji wink chociaż chyba też smile )
    Byliśmy oboje w kościele, bylo nawet sympatycznie smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka