• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

mega bunt 13latka Dodaj do ulubionych

  • 24.09.11, 22:44
    Witam.
    Często tu zagladam od lat,ale nieczęsto cos pisałam.Tak najłatwiej. Macochą weekendowo-wakacyjną jestem od ponad 10 lat. Wtedy syn m miał niespełna 3 a teraz ma właśnie 13 i trochę. Powiem w największym skrócie coś może potem dopiszę. Dzieck oz nami bardzo pozytywnie i mocno związane. Jeździł do nas od początku co weekend, czasem zostawał u mamy lub jeździł do dziadkow (rodziców m). ale ogolnie był wrośniety w naszą rodzinę. Np każde święta wolał spędzać u nas,nawet jak była kolej bycia u mamy wówczas.My go chętnie zabieraliśmy zawsze. Później urodizła się nam cóeka jak J miał 6 lat i od początku zakochany w siostrze z wzajnemnością jeździł kiedy tylko mógł. Czasem gdy był np chory i nie mógł przyjechać by małej nie zarazić to był smutny,tęsknił i w ogóle bardzo przeżywał. Oprócz alimentów kupowaliśmy mu w miarę możliwości ubrania,zabawki, prezenty dośc kosztowne, współzorganizowaliśmy przyjecie komunijne etc. Z eksią kontakty były raczej poprawne. Bez sensacji smile w jedną bądź drugą stronę. Później urodziła mu się kolejna siostra tyle, że urodziła ją tym razem mama. Wtedy też z racji grania w piłkęi posadania drugiej sistry przyjeżdżał do nas (mieszkamy w różnych miastach) co 2 weekendy. Jednak zawsze baaardzo chętnie. W sytuacji kiedy rok npo narodzinach jego sisotry zaszłam w ciążę (nasza starsza córka miała wtedy 6 lat)też bardzo sie ucieszył. Wszytsko było oki. Późniejt troszkę pojawiły sie pewne problemy w szkole tzn nieodrobione zadania, zgubione ćwiczenia - nie jakieś mega problemy ale niepokojące, do tego dołożyło się ignorowanie poleceń mamy, jej partnera. Wówczas eksia poprosiła mojego m o rozmowe z synem, wieć m z nim rozmawiał, ustalał zakazy, kary (np przepisywanie jakiegoś tekstu na 2 strony w ramach i ćwiczeń kaligrafii i utrwalenia obietnicy poprawy)i owszem J dostawał ochrzanki ale nigdy nie był palcem tknięty. Mimo, że ansza córcia klapsa czasem obrywała (co go cieszyło to od pewnego czasu). ale przyjmowaliśmy tojako sprawy związane z dorastaniem. eksia w pewnym czasiue wyszła z pomysłem prywatnej szkoły sportowej. co ustalila najpierw z synem nic z m. I od tego czasu zaczęło sie psuc. M nie chcial sie zgodzic,bo gimnazjum platne w sytuacji kiedy im sie nie przelewa to obarczenie nas,a też nie wiemy co bedzie za jakiś czas.A po drugie talent J...nie jest jakiś wybitny, ot lubienie grania w piłkę.a poza tym zajęcia trwające od rana do wieczora i to ostre treningi etc. Ale eksia w rozmowach z m (majac syna za plecami) jak m mówił: że jest to dla niego za ciężkie werbalizowała- tak,robisz zniego sierotę, słabeusza!!etc albo - czemu mówisz, że J jest ofiarą i nie umie grać. Dziecko to słyszało. Wiec za jakiś czas nie chciał nagle do nas przyjeżdżać, nie odbierał telefonów m. Jak m dzwonil, J mówił w tle : nie chę z nim gadać.Na chwiłe obecna do nas nie jeździ, nie odbiera telefonów. Chcieliśmy mu dać trochę "oddechu", nie naciskać to jak m napisał mu maila z prośbą by napisał do jakiej szkoły chodzi (jednak nie sportowa) i jakiej klasy to dostał maila, że skoro go nie interesował J przez te miesiące to po co mu te informacje....Dodatkowo rodzina m na nas się obraziła, nie mamy pojęcia o to (chyba o to poniekąd, że skoro już im wnuka nie przywozimy to nie ejsteśmy potrzebni). On moim zdaniem widząc ich przychylność i to że nas oodsunęli całkowicie przyjął, że faktycznie coś chyba jest u nas nie tak. (poparto jego nastolatkowy wybryk,foch-tak to widzę). Jego mama się również obraziła,a ponadto mały w jednej z osattnich moich rozmów z nim powiedizał,ze nie chodzi mu o to co mu zrobił tata,bo mu nic nie zrobił, tylko o to co mu powiedziala mama...ale co mogła rzec.nie mam pojęcia.Generalnie moje córki straciły brata,starsza bardzo to przezywa. Oraz straciły dziadków i ciocię, bo odsunieto nas totalnie.
    Nie wiem, czy któraś z Was miała podobną sytuacje?Wiem, ogolnikowo to opisałam,bo nie wiem czy któsw ogóle podejmie temat. Jakby co to doprecyzuję. ciężko nam bardzo, pracowaliśmy cały czas by J czuł się u nas jak u siebie.Jeszcze w międzyczasie naopowiadał tyle nieprawdziwych rzeczy na nas (eksia mi mówila zanim sie obraziła..). Nikt mu tego nie wyprostował,tylko go utwierdzono widać w jego tupnięciu nogą. wiadomo,takie tupnięcie to prawo nastolatka,ale czemu nikt nie otworzył mu oczu że rodziny nie wybiera się jak w menu, ze są też jakieś obowiązki, a ojciec to nie manekin. ojciec będący ciągle w szkole, jeżdzący po niego itp.Przykre. bo nie wiemy o co chodzi. Z nami nie chciał i nei chce rozmawiać ,rodzina m zanim sie obraziła pwoeidziała,zę nie będa z nim o tym rozmwaiać bo nie ma o czym ,jest w porzaku,a u nas widocznie musiało sie coś stać...choć na początku mówili inaczej.
    źle się z tym czuje.
    Pozdrawiam.
    Sylwia

    --
    www.sylklika.bobasy.pl/
    Edytor zaawansowany
    • 25.09.11, 08:10
      Matka namieszała, a Wy nie sprostowaliście tego, tylko pozwoliliście, żeby się ten stan utrwalił. To duży błąd. Matka jest obrażona na cały świat, coś sobie ubzdurała, czuje się poniżona i robi dym.

      Takie rzeczy ustala się z dzieckiem bezpośrednio przez rozmowę, podaje argumenty, wtedy jakoś to zniesie. A manipulacje typu że robicie z niego słabeusza, trzeba ucinać w zarodku i kończyć rozmowę telefoniczną i umawiać się na rozmowę twarzą w twarz.

      Mamy podobnego wiekiem chłopaka, jest ciężko czasami. Dziecko nie moje, konkubiny. Ja się staram zawsze mówić prawdę w twarz, choćby najgorszą, ale bez jakiś złośliwości, a za plecami nie obgaduję. Mówię, jak to widzę, zresztą z młodszym też rozmawiam, jak z dorosłym i bez pośrednika.
      W tym wieku prestiż jest bardzo ważny, liczą się pieniądze, modne rzeczy, nowinki techniczne, fajna szkoła i ma się dużo wątpliwości wobec swoich możliwości i oceny przez innych, dlatego pewno tak to przeżywa.
      U nas jest to nasilone, bo ojciec chłopaków ma takie obrzydliwie nabożne podejście do pieniędzy. Śmieszny człowiek, ale daje, to co potrafi, nie potrafi uczuć i szczerego zainteresowania, to daje pieniądze.
    • 25.09.11, 10:34
      strasznie dziwna sytuacja u was wyszła.wszyscy się po-obrażali nikt nie chce porozmawiać/wyjaśnić.każdy coś sobie pomyślał w jakiś sposób zinterpretował pewne wydarzenia i nie chce nawet tego skorygować..
      najbardziej namieszała tu matka ustalając z synem coś za co de fakto miał płacić Twój mąż.to jest nie w porządku i warto by było uświadomić o tym eks jeżeli jeszcze tego mąż nie zrobił..rodzina męża też dziwnie podeszła do sprawy.rozumiem ze nie uważają oni swojego syna a kontakt z nim uzależniają czy będzie z wnukiem czy bez.jak można odrzucić dwie wnuczki w sytuacji jak się wnuk obraził.osobiście uznałabym ich za ograniczonych ludzi i pewnie im to powiedziała.
      co do syna.chłopak ma jakieś horrendalnie niskie poczucie własnej wartości.w tym wieku wydaje mi się chłopcy potrzebują autorytetu i uznania w oczach ojca, matka mu to brutalnie zabrała sugerując że ojciec ma go za słabeusza itp. może to że nie poszedł jednak do tej szkoły sportowej utwierdziło go w przekonaniu że ojciec ma o nim kiepskie mniemanie.
      matka dziecka zrobiła wam krecią robotę, zamiast wszystko obgadać z Twoim mężem zaczęła od rozmowy z synem w wieku 13 lat jest się bardzo podatnym na sugestie i półsłówka wystarczy jakaś mała rzecz a dzieciak czuje się odrzucony.
      myślę że on poczuł się odrzucony i dlatego odrzuca teraz was.
      przydałoby się żeby ojciec spotkał się jakoś z synem podjechał pod szkołę, dom kazał wyjść po prostu mąż musi stworzyć sytuację żeby porozmawiać z synem nawet pomimo jego sprzeciwu niech syn go tylko wysłucha na początek np. podwieźć ze szkoły do domu albo zabrać dziecko gdzieś po szkole.itp. i porozmawiał z nim jak to wyszło z tą szkołą jak go ceni jak jest z niego dumny jak tęskni za nim jak go u was brakuje...myślę że mąż mógł zawalić z komunikacją.
      a rodzinkę męża to chyba bym za takie wypięcie się tyłkiem na wyciągnięcie kija trzymała i darowałabym sobie wizyty z wnukiem i bez...
    • 25.09.11, 13:20
      A te gimnazjum prywatne nie jest czasem w Waszym mieście i J ucząc się w nim nie miał zamieszkać z Wami? Wtedy reakcja jego i rodziny byłaby bardziej zrozumiała, może J myśli, że nikt go nie chce? Mama go wpycha ojcu a ojciec matce?
    • 25.09.11, 14:03

      Dziękuję moje Drogie za szybkie posty. Dodam nieco jeszcze. Nie,to gimnazjum w miescie mamy, więc nie było tu bezpośredniej kwestii zmiany zamieszkania. Choć ten wątek się też pojawił "wracam do pracy, więc jak ja się nim zajmę, weź go do siebie" - oczywiście pytanie znienacka przez telefon. Na to m: "M. to nie rozmowa na telefon, wiesz jakie mamy mieszkanie..." i ona na to przy J: "tak, nie chcesz go, a ja tyle lat SAMA się nim zajmowałam..." etc. Fakt jest taki, że na poczatku chcieliśmy by był z nami, jednak absolutnie tego nie chciała. Jednak uznaliśmy ,że w sytuacji kiedy już mieszka z mamą tyle lat, nie jest do nas daleko to nie jest dobry pomysł. Tym bardziej, że temat się wyklarował już w tym "dziwnym" okresie.Argument z gimnazjum też był taki, że będzie tam do wieczora i nie będzie problemu co z nim się dzieje po południu.Ale też dodam, że w takiej sytuacji nie brałabym do nas nastolatka mając w sąsiadującym mieście mamę z takim nastawieniem i rodzinę męża. Mamy różne (z jego mama) poglądy na życie i wychowanie. Tam jest free style, wązna jest kaska, samochód i ogólny lansik.My mamy podejście trochę bardziej tradycyjne tzn nieco obowiązków dla dzieci, chodzenie do kościoła, świeta święte a nie imprezowe i jesteśmy przeciwni wychowaniu bezstresowemu. Zawsze mówiłam J że w zyciu pracą się osiąga sukcesy czyli szkołą (na jego chwilę obecna). Ale z kolei na wakacje, na wycieczki, imprezy rodzinne jeździł tylko z nami. Wszelkie atrakcje typu lot balonem, jeżdżenie quadem ,nauka jazdy na rowerze i jeżdżenie na nim, pływanie pontonem, góry...więcej czasu mu poświecalismy niż starszej naszej córce, bo widomo było że jest u nas mniej.
      Jeszcze jedna rzecz dot niedawnego rozłamu. Młodsza córka miała roczek, był to czas już bez telefonowy bezkontaktowy. Uznalam że zadzwonię do J by pogadać z nim.chciałam żebyśmy się spotkali gdzieś na mieście z nim ja i m i jego mamam gdyby chcieli i pogadamy. chciałam by był na urodzinach. Trzykrotnie nie odebrał telefonu. uznaliśmy że skoro jest na tyle zablokowany nie jest dobrym pomysłem by nagle wjechał na imprezę.Szczerze poweidziawszy poczułam się urażona też jakoś. Ale miałam takowe przeczucia że teściowie moi coś wykombinują. Powiedziałam więc teściowej, że skoro dzwoniłam, nie odebrał, że nie jest dobrym pomysłem by z zaskoczenia nagle pojaiwł się na imprezie, że jest to moje i m zdanie. Nie chcieliśmy bowiem by były kwasy, jakieś gadki w kątach ani też by było "normalnie". Przeczucia okazały się dobre,niestety. W sobotę patrzymy a tu teściowie idą z J. J jak z krzyża zdjęty, żal mi się go zrobiło. Wszedł jak myszka. Jednak myszka przez cała imprezę niec chciała podejść do taty "nie przywitam sie z nim". Rozmwaiałam z nim ,prosiłam pytałam. Teściowa po tym jak m jej syknął "po co go tu przywieźliście" mało co nie wyleciała z mieszkania. Więc domyślacie sie jaka była atmosfera imprezy. Nagadała mi, zę najpierw chcemy pomocy a potem stroimy fochy! (ja jej z 8 razy mówiłam że nie chcemy by nagle wyskoczył jak z tortu!!!!!przyznawala mi rację!!!!!). I tak to leciało. J powiedział mi że nie nie będzie przyjeżdzał, że nie chce u nas być ale nie przez to co tata mu zrobił, bo mu nic nie zrobił, ale przez to co mama mu o tacie powiedziała...ale ja już tematu nie drążyłam. Był zamkniety w sobie,wyraźnie zablokowany ale też z pewnym wyrazem twarzy(wcześniej jak były takie rozmowy to widać było drżenie, niepewność,dziecko). Mój m był totalnie tym rozwalony. Acha J jeszcze dodał, że nie chciał tu przyjechać tylko, że mama kazała mu zadzownić do dziadków i powiedzieć ,że chce jechać na urodziny.
      Eh,tyle na dodatek smile


      --
      www.sylklika.bobasy.pl/
    • 25.09.11, 14:48
      Nie wiem, czy jestem w stanie coś poradzić, bo bunt 13-latki jeszcze przede mną. Ale wydaje się mi, że nie chodzi o dorastanie, tylko o całą zagmatwaną sytuację. Częściowo cię nie rozumiem, dlaczego uważasz, że to nie dobrze, że przyjechał na urodziny znienacka? Oboje z m liczymy się z tym młoda, któregoś dnia z jakiegoś powodu postanowi przestać do nas przyjeżdżać. I między innymi dlatego mówimy jej ciągle, że cokolwiek się między nami stanie, to zawsze jest jej dom i zawsze będzie mogła tu przyjechać. J. dostał w sumie jasny komunikat, który w uszach 13-latka brzmi tak: tata nie chce, żebym z nim mieszkał i tata nie chce, żebym chodził do tej szkoły, do której chcę = tata mnie nie akceptuje i mnie nie chce. Ma mnie za słabeusza i się mną nie interesuje. To, że jest to oczywista nieprawda, nie ma dla niego znaczenia. To trochę tak, jak z bajkową panną na wydaniu, chce, żeby jego tata był rycerzem na białym koniu, który o niego walczy. Nawet, jeśli musi walczyć z nim samym.
      Mój M odkąd młoda nauczyła się mówić, dzwoni do niej codziennie. Młoda notorycznie spuszcza go ze schodów, mówiąc, że nie będzie rozmawiać, bo właśnie ogląda i generalnie na 2 miłe rozmowy jest 6 z jej strony co najmniej nieuprzejmych. Ale wiem, że czeka na te telefony i nawet gdyby chciała zrobić z siebie biedną porzuconą sierotkę, to nie może powiedzieć, że po założeniu nowej rodziny tata przestał się nią interesować.
      Nie mam bladego pojęcia, czy to u was zadziała, ale ja radziłabym walczyć. Pisać mejle i smsy do niego, żeby wiedział, że zawsze może do was przyjechać, że chcecie z nim porozmawiać, mejle wyjaśniające, mejle, w których jest napisane, że za nim tęsknicie. Jeśli to odrzuci, to będzie jego decyzja i jego błąd, ale jeśli kiedykolwiek postanowi to przemyśleć, będzie miał dowód na to, że go kochacie i że może na was liczyć.
      • 25.09.11, 17:10
        Tak też robimy. Kartka na jego urodziny. smsy , maile informujące, że czekamy, że zawsze może tu przyjechać jeśli bedzie chciał. wiem, że momentami mozę ta sytuacja wydawać się niejasna ale to w dużej mierze przez to że trudno tak na jeden rzut opisać całe te lata.
        A to czmeu nie chcieliśmy tego przyjazdu znienacka napisałam. wiadomo,k ażdy ma własny pogląd na okreslone sprawy, my akurat tak uzbnaliśmy bo tak czuliśmy. a czy dobrze czy nie...trudno to na chwilę obecną ocenić.Złożoność tej sytuacji plus zaskoczenie pewnymi relacjami i reakcjami najbliższych było i jest tego mnóstwo. staram się jakoś ogarnąć to wszystko zdając sobie sprawę, że najbardziej teraz chronię tych wokół mnie najbliżej chociaż strama się być obiektywna.ale same wiecie jak trudno w życiu o obiektywizm w takich różnych chwilacha. Z racji zawodu powinnam nie mieć problemu z p;oradzeniem sobie z tym wszytskim a jednak mam...I to tyle na chwilę obecną.
        --
        www.sylklika.bobasy.pl/
        • 25.09.11, 18:15
          Sylkida, źle mnie zrozumiałaś. Nie miałam zamiaru cię oceniać, to co mogę, to tylko napisać, co mnie się wydaje, że ja bym zrobiła w tej sytuacji. Wydaje, bo te wszystkie boje w dużej mierze jeszcze przede mną (choć przedsmak mamy). Mogłam też tylko napisać, co moim zdaniem, czuje twój pasierb. Ale w tej kwestii i ty i ja wróżymy z fusów.
          13 lat to na tyle mało, żeby się czuć zagubionym i zmanipulowanym przez dorosłych (was, matkę). Zagubionym, samotnym, wściekłym. I na tyle dużo, żeby podejmować decyzje, nawet jeśli są one głupie.
          Możecie zgłosić do sądu, że nie możecie spotkać się z dzieckiem i prosicie o wgląd w tę sytuację. Wtedy jednak wlepią wam i jemu kuratora, co w sytuacji konfliktu nie koniecznie poprawi sytuację.
          Może powinien się z nim kontaktować tylko twój mąż, bez ciebie i małych. Gdybam, oczywiście.
          Nam w kryzysowej sytuacji pomogła dobra psycholog dziecięca, która po prostu powiedziała nam, co robimy dobrze, a co źle i co mamy robić dalej. Pomogło.
          Może najwyższy czas pojechać do szkoły (macie prawo zażądać informacji, do której szkoły chodzi dziecko) i pogadać z nim samym i dyrektorem/wychowawcą/pedagogiem (ze wszystkimi, wybrać najbardziej sensowną osobę i poprosić o pomoc).
          Może na prawdę jest na was zły, pogubił się i chce świętego spokoju, wtedy dużo nie zdziałacie. Ale też możliwe, że jest z nim, jak z uwodzeniem dziewicy, musi zobaczyć wasz trud, pot i łzy, żeby uwierzyć, że wam na nim zależy. Mejle, regularnie, z jasną informacją, że ojciec kocha, tęskni, czeka i że J. może zawsze się u was pojawić. Jeśli się na to zdecyduje za kilka lat, to czekacie, niech wie, że relacji ojciec-syn nie da się spalić mostów i że to zawsze, cokolwiek zrobi, jest jego dom. Telefony, listy,facebook. Namówić na rozmowę, wspólną wizytę u mediatora lub psychologa. Nie zechce, trudno, nie zaciągniecie na siłę.
          Psycholog dla was, byle dobry i polecany.
          Wizyta w szkole.
          Sąd (??)
          A zawód nie ma tu nic do rzeczy, ja pracuję z dziećmi i w kwestii własnych wcale od tego nie jestem dużo mądrzejsza smile

          • 27.09.11, 10:30
            Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo zbyt łatwo ulega cyfyzacji... Żadne sms-y, facebook czy maile sprawy nie załatwią. Do dziecka trzeba jechać czy tego sobie życzy czy nie. Wejść do jego pokoju i bez świadków spokojnie porozmawiać. Dziecko to nie dorosły, ma prawo do irracjonalnych zachowań, buntu i stwierdzeń "nie chcę Cię widzieć/znać". Bo im głośniej "krzyczy" tym bardziej chce być zauważone i niekoniecznie ma na myśli to co mówi. Więc tatuś pokpił sprawę, bo trzeba było od razu jechać i z Młodym sprawy wyjaśnić. Wytłumaczyć dlaczego podjął taką a nie inną decyzję co do szkoły itd. Pozostawienie Młodego samemu sobie to nic innego jak pozwolenie mu na to by roił sobie w głowie nieprawdziwe historie i się w nich utwierdzał. Dodatkowo pewnie pomogła mu mamusia. No i pozostaje jeszcze kwestia mieszkania... Skoro matka syna nie chce i planuje go odstawić na boczny tor, to czy ojciec ma pałac czy M2 powinien zakupić łóżko piętrowe i pomieścić w swoim życiu i domu wszystkie swoje dzieci. Co do dalszej rodziny to proponuję się w ogóle nimi nie przejmować, bo nie warto.
            • 27.09.11, 16:17
              Nie ulegam cyfryzacji, biorę pod uwagę sytuację, w której do domu ex nie jest się wpuszczanym. W takiej sytuacji nawet z policją nie wejdziesz i zostaje ci modny mejl i passe (brak akcentu, sorry) telefon, a nawet zupełnie archaiczny list. Ja nie widzę innej sytuacji. Chyba, że ex wpuści M do domu, ale sądząc z postów, to nie jest łatwe.

              Co do mieszkania, masz rację. Nawet jeśli to byłaby kawalerka, dziecko to dziecko, a dom jego ojca jest też jego domem.
              • 28.09.11, 07:31
                Dziękuję za zainteresowanie i odpowiedzi. Wiadomo, że każdy radzi z włąsnego puktu widzenia i sugestie są różnorodne. o to myślę, chodzi. Lecz wiem też, że pojechanie tam mimo wszystko nie jest dobrym pomysłem. Po pierwsze barykada: eksia i jej mama (były akcje kiedy m jechał umówiony po syna i była słowna jatka - winny po tym oczywiście był m...), a po drugie też postawienie dziecka w takiej sytuacji np pod szkołą przed kolegami czy nawet w jego domu...nie wydaje się nam to dobre. Tym bardziej że jest to dziecko bardzo zamknięte w sobie jeśli chodzi o rozmowę. I tu akurat ta cyfrazja pozostaje plus tradycyjne kartki, ktore mu posyłamy. Komórki nie odbiera. Córka wysłała list do brata, bez odpowiedzi niestety. A jeśli chodzi o mieszkanie razem - gdy przez dłuższy czas chcieliśmy by byl z nami na stałe był wielki opór, walka, więc teraz wzięcie nastolatka z domu gdzie był tyle lat i bycie pod ostrzałem jego mamy...dla nas nie wchodzi w grę. Tu akurat wielkość mieszkanie, nie kawalerki gra rolę drugorzędną. Ale też nie myślę by mama J odstawiła go na boczny tor. Ona jest jaka była, J tam ma kolegów, tam się czuje jak w domu. a to mówienie byśmy sobie go wzięli to był po prostu zapełniacz rozmowy, ktory sie zawsze pojawiał w jakichś cięższych rozmowach. Tyle, że nigdy przy J. Ale teraz eksia nier miała nic do stracenia,bo już nie jesteśmy jej w jej mniemaniu potrzebni do opieki nad synem . Jak jest chory to może być sam w domu, ze szkoly sam wraca i do niej chodzi, nie trzeba bawić się z nim i zajmować się jak dzieckiem zajmować należy. A od tego byliśmy od wypełniania mu czasu, łatania opieki gdy był chory, uczenia modlitw na religię, nauki pisnaia,czytania etc - tak to traktowano. Dostawałam jeszcze wówczas reprymendy że za bardzo się angażuję i wchodzę w role matki... eh.
                --
                www.sylklika.bobasy.pl/
                • 28.09.11, 08:20
                  To może odpuścić na jakiś czas i zaczekać na gest z jego strony?
                  Swój rozum też ma i jakieś obowiązki również, pomimo młodego wieku, a takie zasypywanie bodźcami pozwala mu być biernym.
                • 28.09.11, 10:59
                  Alz może mieć rację. Może w takim razie czas już napisać: Zrobiliśmy to, to i to. Tęsknimy za Tobą, czekamy na Ciebie. Twój ruch.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.