ja też mam w domu bunt...
kiedy jest mąż, Młody zachowuje się w miarę normalnie, kiedy go nie ma - coś demonstruje, tylko nie wiem, co. próbowałam zapytać, próbowałam żartować - i nic. generalnie omija mnie szerokim łukiem, sam z siebie nie odzywa się w ogóle, jeśli zapytam (a nie jestem namolna), odburknie coś albo i nie. czasem pozwala sobie na złośliwości (w obecności ojca), takie jak wczoraj, kiedy prosiłam męża o pomoc w pewnej kwestii zawodowej, a Młody niepytany rzucił, że to przecież nie jest problem ojca. na to ja, że w takim razie nie powinno być moim problemem, ze oni za chwilę jadą na turniej i w związku z tym muszą mieć ekspresowo podany obiad i full serwis. kurczę, zaczynam się we własnym domu czuć jak intruz. Młody ma np. zwyczaj wylegiwać się godzinami w łazience i kiedyś pytał, czy nikomu nie będzie przeszkadzać, jeśli tam wejdzie z całym ekwipunkiem, teraz muszę stać pod drzwiami i domagać się dostępu do kosmetyków, bo muszę iść do pracy. dodam, ze wczoraj chyba zrobiłam błąd, bo kiedy oni byli na turnieju, ja stanęłam i wyprasowałam prawie wszystkie jego ciuchy po kilku praniach (ma ich mnóstwo i zmienia po trzy razy dziennie). może chciałam jakoś go ugłaskać, ale chyba nie wyszło. nie wiem o co mu chodzi, może o to, ze ojciec zreformował mu od września warunki finansowe, a ja powiedziałam jasno, że popieram to rozwiązanie? ale czy uważacie, że 1500 zł na własne wydatki dla 18-latka to mało? kiedyś bywało tak, ze wydawał i dwa-trzy razy tyle... to jego zachowanie zbiegło się też ze ślubem Eksi, ale nie wiem, czy to może mieć jakieś znaczenie... no i teraz wreszcie napiszę, czego oczekuję od Was, kochane macochy: otóż, po pierwsze, jak postąpić wobec Młodego - czekać, aż mu przejdzie, odpłacać pięknym za nadobne, czy jeszcze co innego. po drugie, i może ważniejsze, czy mówić męzowi o tych rewelacjach (coś tam już napomknęłam, że Młody jest uciążliwy-bez reakcji), skoro mąż każdy atak na syna traktuje jak zamach na największą świętość?