Mam pytanie chyba bardziej do matek. Kiedy Wasze dzieciaki jada do ojcow, jak to jest z zywieniem ich? Zaraz wyjde na wredna i czepiajaca sie, przewrazliwiona neksie, ale prawda jest u nas taka, ze Mlody wraca do nas od matki - wiem, to niewiarygodne - wyglodzony. Jest mi go zwyczajnie zal, wczesniej mnie to nie interesowalo, bo byl raczej niejadkiem i nigdy sie nie skarzyl, ale teraz - masakra. Wyobrazacie sobie wsadzic czternastolatka do autobusu o 17 bez obiadu i wyslac w podroz co najmniej dwugodzinna? Albo odwrotna sytuacja, ja go wsadzam o 10 (na obiad za wczesnie, kanapek nie wzial, bo kierowca nie pozwala jesc w autobusie) i on, odebrany ok. poludnia, idzie z mama najpierw do kina, a pozniej na basen. Nie mam mowy o jakimkolwiek posilku pomiedzy tymi atrakcjami. Ja wiem, jestem w ciazy i zal mi wszystkich dzieci swiata, ktore sa glodne, chore, zaniedbane. Rycze, jak widze je w tv. Ale cholera jasna. Co robic??? Nie wyobrazam sobie, ze mamy dac mu kolejna stowke na posilki, jak jedzie do mamy na weekend, ale tak chyba bedzie trzeba robic. Ja nie wiem, jak kobieta funkcjonuje z dwojka pozostalych dzieci - dziewczynka pewnie sie odchudza i je malutko, Maly jest w miare maly, malo je. Mlody ostatnio pozera gigantyczne kolacje, zjada dwa obiady i wciaz jest glodny. Wczoraj mi powiedzial, ze przez caly weekend nie bylo ani jednego obiadu. Pytam, co bylo? Mufinki, ktore zrobila siostra. W niedziele mial byc obiad o 18, ale Mlody, zdesperowany chyba, wsiadl w autobus godzine wczesniej. Poza tym sa atrakcje, sporty, wyjscia do kina, muzyka, ktora bardzo ich laczy. Zadna wielka krzywda mu sie tam nie dzieje. Ja nie zamierzam zwracac uwagi mamie chlopca, ani sie wtracac w zaden sposob. M tez nie moze, bo ona alergicznie reaguje na jego uwagi. Jak to jest, ze taki duzy chlopak nie potrafi sie upomniec o cos, co mu sie nalezy, jak przyslowiowemu psu miska? W domu potrafi, skutecznie. ;-)
--