Dodaj do ulubionych

Rola Macochy w caym układzie.

12.11.11, 15:40
Witam.No właśnie jak w tytule.Jaka jest rola macochy w sytuacji gdy dziecko ma aktywną matkę w sensie matka jest i pełni swoją rolę lepiej/gorzej ale pełni a dziecko już 6,5 letni młodzian wink (ale czas leci) przyjeżdża regularnie prawie w każdy weekend?
czy
być Fajną "ciocią" od zabawy, szaleństw, wyjść fajnych pomysłów i nie wtrącanie się do wychowywania dziecka zostawić wszystkie obowiązki ojcu
czy
oprócz tego partycypować w czynnościach wychowawczych w sensie nauka sprzątania po sobie, obowiązki w domu, korygowanie niegrzecznych zachowań, ustalanie ram czasowych niektórych czynności (TV, komp) ustalanie planów dnia (spanie,posiłki, lekcje).
Wiecie gubię się w tym.jak kobieta bierze wdowca z potomstwem wchodzi niejako w rolę zastępczego rodzica i jest zastępczą matką. jak kobieta wchodzi w układ gdzie dziecko ma funkcjonujących rodziców to?
co jeśli usłyszy nie jesteś moją mamą--tatą nie zrobię tego albo nie mów mi co mam robić...
ostatnio np.na sugestie że pora spać usłyszałam że jeszcze nie pora bo on (mały) się bawi..i teraz olać nie moja brocha czy podejść wychowawczo...
takich sytuacji może być multum myślę w życiu codziennym.
pomóżcie poukładać sytuację...
Edytor zaawansowany
  • glasscraft 12.11.11, 15:50
    Ja mysle, ze da sie gdzies w polowie drogi cos znalezc - i byc i fajna ciocia i kim, kogo dziecko sie slucha. Skoro dziecko przyjezdza do mojego domu, ale nie jako gosc, ktorego ja mam obowiazek obslugiwac i dopieszczac (bo przyjezdza do swojego ojca, czyli troche tak jakby do siebie), to ma takie same prawa i obowiazki jak reszta domownikow. Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej ja mialabym sie chowac po katach i bac poprosic o wykonanie polecen, ktore nie sa jakies ekstremalne (a sugerowanie, ze dziecko ma pojsc spac dla mnie do takich nie nalezy, no chyba ze wysylalas go spac o 5 po poludniu smile, bo nie jestem jego matka.
    Tylko, ze to ojciec dziecka powinien ustalic zasade dla dziecka, ze ma sie "cioci" sluchac tak samo jak jego. Inaczej, dziecko bedzie manipulowac ojcem i Toba, a to chyba niekoniecznie najlepsza dla jego przyszlosli lekcja.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • polifonia1983 12.11.11, 16:27
    Podpisuję się pod Glasscraft.
  • rybkka24 12.11.11, 16:34
    no w przypadku spania była 22 a mały w ferworze zabawy czekający na nowe pomysły..
    łapie się na wątpliwościach czy aby nie wchodzę za bardzo w kompetencje rodzica.
    w sytuacji gdy mały zaczyna dyskusję bo coś tam nie ma ochoty (obowiązki nigdy nie są z ochotą przyjmowane raczej). mam myśli ze dopóki rzecz tyczy samego dziecka /wyznaczenie godziny spania/jedzenia/kąpania/wymaganie zrobienia po sobie porządku w jego pokoju/zwrócenie uwagi że którąś godzinę siedzi na kompie/albo nie jadł obiadu itp.to nie musi być moja brocha mówiąc kolokwialnie i dopóki nie naruszy to ogólnego porządku domowników jak bałagan w strefie tzw. wspólnej przedpokoju/salonie to się nie wtrącać.ew.wymagać przy ogólnych zasadach jak pomoc przy posiłkach, sprzątanie po sobie w innych częściach domu niż jego pokój itp.
    nie wiem czy wiecie o co chodzi bo może zagmatwałam?
  • polifonia1983 12.11.11, 16:43
    Zrobisz, jak będziesz czuła.
    U mnie w domu jest tak, że z M wychodzimy z założenia, że skoro to jest nasz dom, to oboje decydujemy o tym, co się dzieje, także z małą. A ponieważ ona jest coraz większa, plan dnia i ilość rzeczy, jakie musi zrobić, ustalamy także z nią i ma ona duży wpływ na to, jak wygląda jej czas u nas.
    Spanie/czas na kompie/bałagan - tak, współdecyduję o tym.
    Jedzenie - zawsze jemy razem, często wspólnie przygotowujemy posiłki, nie ma jak nie jeść.
    Jeśli to, co robi dziecko narusza ustalone w domu zasady - tak, powinnaś reagować.
    Jeśli nie narusza - to pytanie o to, jak bardzo ty chcesz się zaangażować i co o tym myśli twój mąż.
  • glasscraft 12.11.11, 16:44
    Czy te dyskusje sa z Toba, a ojca sie slucha, czy po prostu probuje ustawic doroslych?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • liz-beauty 12.11.11, 17:07
    Zapytaj ojca, jak on to widzi. Czy odp., ze jeszcze nie czas na sen, to dziecko, czy ojciec? Mieszkacie razem i tworzycie dom, dziecko przyjezdza regularnie, ale jednak, ze tak powiem, z zewnatrz. Ja sie WPROWADZILAM do obydwu chlopakow w momencie, gdy od 10 lat to oni tworzyli dom i poki co wszystko gra. Mlody ma 14 lat i ustalilismy, ze jak ojca nie ma, to mnie informuje/pyta/slucha/pomaga jesli prosze. Oczywiscie, tez sie balam odpowiedzi, ze nie moge sie odezwac, bo nie jestem jego mama. Zawsze moge powiedziec, ze nie musze mu gotowac, kupowac ciuchow, prezentow i pomagac w nauce, bo nia nie jestem. Ale na razie nie musialam niczego takiego mowic. smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/ckais65gf1m182nt.png
  • anula36 12.11.11, 17:12
    Wiecie gubię się w tym.jak kobieta bierze wdowca z potomstwem wchodzi niejako w rolę zastępczego rodzica i jest zastępczą matką.

    I wierz mi ma czasami jeszcze bardziej przekichane, ja tam bym wolala byc fajna ciocia niz zastepcza matka, ktora to ostanimi czasy nie ma szans zjesc, wypic, ani siknac bo zaraz panika.
    tak i tak nie ma lekko.
  • rybkka24 12.11.11, 18:07
    tak bardziej chyba chce ustawić sobie dorosłych i takie małe próby i manewry podjazdowe zaczął;dziecko stwierdziło że czas na sen nie przyszedł bo jeszcze przecież można się w tyle rzeczy bawić;nm jest za mną i popiera mnie przy podejmowaniu decyzji.
    to jednak jest problem co jest moją sprawą a co już nie wobec dziecka w kontaktach z nim.
    skłaniam się jednak że decyzje dotyczące stricte dziecka podejmują rodzice.
    a Ja interweniuję w przypadku naruszenia ogólnych zasad domowych.
    jakoś tak nieswojo się czuję egzekwując pewne rzeczy od nie mojego dziecka, w końcu to nie moje dziecko.ok.muszę sobie wszystko poukładać.
  • polifonia1983 12.11.11, 18:33
    Manewry podjazdowe wykonują wszystkie dzieci i jest to absolutnie normalne. Pytanie, czy chcesz, żeby uznało, że może cię nie słuchać, czy nie. Skoro mąż cię popiera, to twoja sytuacja jest dosyć komfortowa.
    Moim zdaniem zasady główne ustalają rodzice dziecka. Dla dobra dziecka powinno funkcjonować w dwóch domach w podobny sposób, chodzić spać o podobnej porze, mieć swoje obowiązki. Jednak nie wyobrażam sobie, że jeśli np. w domu mamy dziecko może pluć na podłogę lub kłaść nogi na stół, to ja w swoim domu nie zwrócę mu uwagi.

    > jakoś tak nieswojo się czuję egzekwując pewne rzeczy od nie mojego dziecka, w k
    > ońcu to nie moje dziecko.
    Oczywiście, że nie jest to twoje dziecko. Ono ma mamę i tatę i miły dodatek w postaci ciebie smile W gruncie rzeczy pytasz o definicję słowa macocha. Tej odpowiedzi nie znajdziesz tutaj, musisz sama zdecydować w jaką rolę wejść. Proszę bardzo:
    macocha-zabawiaczka
    macocha-opiekunka
    macocha-obserwatorka
    macocha-tylko żona ojca
    macocha-pomocnica
    itd. Dopisz sobie kilka swoich, zastanów się, kim chcesz być. Ja wybrałam bycie opiekunką, bo jestem osobą dosyć ciepłą i nie robię niczego wobec siebie, a i druga strona potrzebowała kobiety-przytulanki przy sobie. Ale to jest moja decyzja i czuję się z nią dobrze. Inne dziewczyny na forum wybrały odmienne role i to też są dobre wybory. Dobre, przede wszystkim dlatego, że szczere i zgodne z własną osobowością.

  • polifonia1983 12.11.11, 18:35
    nie robię niczego wbrew sobie, miało być. Przecinki też nie tam, gdzie trzeba. Myślenie o dwóch rzeczach jednocześnie w moim przypadku jest błędem uncertain sorry.
  • glasscraft 12.11.11, 18:45
    Mysle, ze kiedy ojciec jest pod reka, to jest oczywiste, ze jego decyzja ma pierwszenstwo. Jezeli go nie ma - to jestes dorosla osoba opiekujaca sie dzieckiem i wtedy Ty decydujesz, tak jak nie pozwolilabyc zupelnie obcemu dziecku bez nadzoru doroslego wejsc na ulice i czekac na samochod, ktory go przejedzie smile. Dla mnie tez jest oczywiste, ze skoro dziecko jest w moim domu i mam je traktowac jako domownika (nawet jezeli jest to domownik weekendowy), to rowniez mam wpoludzial w decyzjach, ktore dotycza funkcjonowania tego domu, w najprzyziemniejszych sprawach - co sie dzieje z naczyniami po jedzeniu, brudnymi majtkami i spuszczaniem wody w ubikacji. W to, czy dziecko chodzi do kosciola, czy je mieso i czy uczy sie angielskiego w szkole - jako macocha - oczywiscie nie wtracam sie smile
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • edw-ina 12.11.11, 19:31
    Spróbuj zdać się po prostu na instynkt. Nie musisz jakoś wyjątkowo ingerować w układy twojego faceta z jego dzieckiem, ale możesz pewne rzeczy robić po prostu z pozycji osoby starszej, ponoszącej pewną odpowiedzialność za dzieci w ogóle (na zasadzie nie ważne czyje, ale jak się topi, to wyciągasz). Znasz to dziecko od tylu lat, że przecież nie zrobisz mu krzywdy, poza tym bez wątpienia nie uznaje twoich uwag, jako złośliwe. A stwierdzenia: nie jesteś moją mamą możesz się spodziewać za 7-8 lat niezależnie od tego, w jak dobrych relacjach byłaś z dzieckiem wcześniej. W pewnym wieku nie jedno dziecko nawet własnemu rodzicowi powiedziało: ja się na świat nie pchałem. Dlatego nie warto wnikać na zapas smile
  • rybkka24 12.11.11, 19:33
    >Jednak nie wyobrażam sobie, że jeśli np. w domu mamy dziecko może pluć na podłogę lub >kłaść nogi na stół, to ja w swoim domu nie zwrócę mu uwagi.

    nie no bez przesady to są właśnie wspomniane przeze mnie zasady współżycia nawet już społecznego nie tylko domowego...ciekawy podział rodzaju macochsmile pod kątem tego podziału utkwiłam chyba jako macocha- zabawiaczka, ale coś macocha neutralna żona ojca?hmm.ale to też tak zupełnie się odciąć i wykluczyć też niedobrze, warto mieć coś do powiedzenia w tej całej sytuacji i kontakt z małym też fajnie mieć.
    no chyba właśnie muszę sobie tę rolę wyklarować coś pomiędzy skrajnościami.
    jakoś ciężko mi określić swoją rolę w tym układzie a czemu?
    bo to nie jest układ naturalny w coraz większym stopniu wynikły z naszych czasów/rozwodów/nieprzemyślanych decyzji.
    tak naprawdę dla tego dziecka jestem niepotrzebnym dodatkiem którego właściwie mogłoby nie być.jak my z małym mamy się w ogóle traktować bardziej po partnersku-bardziej po rodzicielsku?
    ostatnio czuję się jakaś zagubiona..
    właściwie to dobrze by było zacząć chyba od określenia zasad domowych.to by dużo ułatwiło:
    może obgadać z nm-em co i jak i kto.wówczas z pociągnięciem małego do egzekwowania zasad myślę nie będę miała problemów..i myślę że muszę ustalić limit zabawy z małym. bo mały może się bawić 12 h a nawet dłużej..
    zaświstały mi jakieś rozwiązania w głowiesmile
  • buba2002 12.11.11, 23:05
    "nie jesteś moją mamą--tatą nie zrobię tego" - nie jestem twoją mamą, ale teraz jesteś u nas, to znaczy u tatusia i u mnie, my się tobą opiekujemy i dlatego mogę cie o to poprosić
    "nie mów mi co mam robić... " - dlaczego? jak jesteś z mamusią, to mama ci mówi, teraz jesteś ze mną i ja się tobą opiekuję
    wsparcie chłopa nieodzowne, wszystko trzeba obgadać, a lepiej obgadywać na bieżąco, wiele razy, oczywiście nie przy dziecku
    zapytaj chłopa, jak on widzi różne sprawy...
  • polifonia1983 13.11.11, 09:55
    > nie no bez przesady to są właśnie wspomniane przeze mnie zasady współżycia nawe
    > t już społecznego nie tylko domowego..
    No wiem, że przesada smile Ale w takim przypadku nie ma się wątpliwości czy reagować, czy nie. Tak samo przy mówieniu "dziękuję" czy wyrzuceniu papierka do kosza lub sprzątnięciu zabawek.

    Pogadaj z nm-mem, jak on widzi twoją rolę w tym wszystkim. Jeżeli się w tek kwestii nie dogadacie, będziecie się ciągle o to rozbijać. Chyba źle się stało, że nie omówiliście tego przed ślubem.
    Może przyszedł czas, żebyście obydwoje się zastanowili, co daje dziecku pobyt u was i co nm chciałby mu dać. Mój mąż uznał, że priorytetem jest danie małej poczucia bezpieczeństwa i uczestnictwo w tzw. procesie dydaktycznym. I odkąd mała nauczyła się mówić poza zabawą godzinami z nią rozmawia i uczy ją różnych rzeczy. Wiem, że to, co robi, robi z myślą o tym, kim młoda będzie za parę lat, co należy w niej wzmocnić, a nad czym powinno się popracować. Ja jestem osobą, która mu w tym pomaga, li i jedynie. Mamy takie same poglądy na wychowywanie dzieci, więc jest nam dosyć łatwo. Chodzi mi o to, że przy dziecku trzeba mieć pomysł na to, jaki chce się mieć efekt. I o tym powinniście z sobą porozmawiać.




  • pianino123 12.11.11, 23:30
    Witam
    Od razu zaznaczę, że jestem wyjątkowo nieobiektywna.
    Jednak z racji ponad 10 letniego doświadczenia w macochowanoiu/byciu z dzieciatym facetem
    opisze swoje refleksje i doświadczenia.
    Zaczynałam pełna optymizmu, ciepła jako "ciocia" zabawowo -opiekuńcza, co to by dziecinom nieba uchyliła.
    Czytałam bajki na dobranoc, razem przygotowaliśmy posiłki, próbowałam nauczyć podstawowych umiejętności jak np. posługiwanie się sztućcami.
    Matka dzieci chyba poczuła się zagrożona, zaczęło się od nastawiania dzieci, że żadna ze mnie ciocia, że nie należę do rodziny itp.
    Następny etap to ciocia-koleżanka, spacery, rowery, itp.
    Tez nie do zaakceptowania przez mamusie.
    Na każdym etapie interwencje exi u NM, że dzieci rozpieszczam (domowe obiady) lub nadmiernie dyscyplinuje (mycie zębów przed snem), każdy powód był dobry do krytyki mojej osoby.
    Oczekiwania były jednoznaczne: dzieci maja być obsługiwane, maja prawa domowników, a obowiązki gości.
    Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała gdy pojawiło się nasze dziecko.
    Zupełnie inne metody wychowawcze, systemy wartości, coraz więcej rozdźwięków niestety
    również między mną, a Nm,
    Obecny etap - partnerka ojca, zero relacji z pasirbiątkami (nastolatkami), całkowity rozdział miedzy dwoma światami, Niestety taki scenariusz był jednym z powodów klapy naszego związku. W chwili obecnej mieszkamy razem przede wszystkim ze względu na dobro dziecka.
    Moja rada: Nie zapominaj, że najwięcej do powiedzenia ma matka dzieci i tyle.
    Niezbyt optymistycznie ale ku przestrodze.
    Pozdrawiam


  • polifonia1983 13.11.11, 10:14
    Pianino, może nie trzeba było ulegać matce, tylko robić swoje? Skoro nie robiłaś nic złego, może nie trzeba było pozwolić ex decydować o tym, co się dzieje w waszym domu?

    Przepraszam, to nie miała być krytyka twojej osoby, tylko zastanawiałam się, jak się zachować w takiej sytuacji. Z tego co napisałaś wynika, że ex decydowała o tym, jak masz się zachowywać, nm to sankcjonował, a ty się podporządkowałaś. Jeśli tak było, to widzę tu trzy osoby, które mogły zrobić coś inaczej. Albo dwie, które teraz mogą zrobić coś inaczej.

    Mam za sobą dwa lata stażu, za osiem następnych moje posty pewnie będą wyglądały zupełnie inaczej. Żadna z nas nie ma pewności, jak będą wyglądały relacje z pasierbami. Staranie się i dbanie o relacje to początek budowania kapitału, a nie gwarancja, że wszystko pójdzie dobrze. Czynników, które mogą to wszystko schrzanić jest bardzo dużo i nie wszystko jest naszą lub nm-ów winą.
  • anula36 13.11.11, 11:55
    Rybko, przeczytalam jeszcze raz caly Twoj post,moge Ci napisac jak jest u nas.
    Biologiczna matka mlodej ( 4 i pol roku) nie zyje, jest sama z ojcem i dziadkami, ja mieszkam obok i mloda funkcjonuje na 2 domy. W kazdym z tych domow obowiazuja troche inne zasady, ktore jej jasno z ojcem wylozylismy, my sami tez pouzgadnialismy co i jak i dzieki temu mamy wspolna strategie dzialania.
    Moze warto poza byciem fajna ciocia ( ja tez nie mam wiekszych ambicjismile uzgodnic podstatowe sprawy z ojcem mlodziana, tym bardziej ze bywa u Was regularnie, na pewno takie jak pory posilkow, spania, kompa, itp, obowiazki i sprzatanie po sobie, korygowanie niegrzecznych zachowan.
    Nic nie piszesz jak sie ojciec dziecka zapatruje na ustalenie jakichs regul, jak reaguje na hasla "nie jestes moja mama, nie mow mi co mam robic". U nas mloda by uslyszala od razu ze to co mowie jest tak samo swiete jak to co mowi ojciec i ma sie sluchac.Za to szalenie cenie mojego partnera i jego rodzicow , ze choc nie zawsze sie ze mna zgadzaja, to nigdy nie podwazaja mojego autorytetu, to bardzo ulatwia zycie, bo mloda juz zakumala ze nie ma znikad" ratunku" od moich polecen.
    I wierz mi funkcjonowanie jako zastepcza matka, kiedy biologiczna nie zyje wymaga tyle samo wysilku zeby znalezc wlasne miejsce w tym od lat funkcjonujacym ukladzie. Powiedzmy ze mam troche wiecej przywilejow,ale tez znacznie wiecej obowiazkow i oczekiwania dziecka wobec mnie tez duzo wieksze niz wobec kogos extra w rodzinie, poza lepje czy gorzej ale fukncjonujacymi rodzicami.
  • animus_anima 13.11.11, 11:41
    Rybko, dzięki za ten temat, mam identyczną sytuację
  • tully.makker 13.11.11, 16:46
    Z pasierbica chadzam na zakupy, malujemy sobie paznokcie na strazacka czerwien i inne takie. Czyli jestem naczelna demoralizatorka. Kiedy mloda jest tylko ze mna, bez taty, to oczywiscie musi sie sluchac, ale kiedy tata jest, to pozostawiam jemu obowiazki rodzicielskie - z tym, ze np jak nie wyegzekwowal, by mloda wykonal swoja kolejke zmywania, to sam musi pozmywac i tyle.

    Nieodmiennie zalecam wrzucenie na luz i korzystanie w miarte mozliwosci wycznie z jasnych stron calego ukladu.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • rybkka24 13.11.11, 20:28
    witamsmileanimus_anima nie ma sprawywink
    w sytuacjach codziennych przy podejmowaniu decyzji nm jest całkowicie za mną, tekst nie jesteś moją mama jeszcze nie padł ale hipotetycznie podejrzewam że kiedyś to się stanie i układam sobie możliwości reakcji.
    do pianina123 w naszym domu nie matka dziecka jest najważniejsza tylko My czyli Ja z Nm-em, możliwe że przez to że zbytnio podporządkowałaś/-liście się eks teraz jest jak jest więc kiepsko.
    eks nie wtrąca się i nie ma żadnego wpływu na czas jaki mały spędza z nami..jeżeli już to mogłaby próbować manipulować częstotliwością przebywania dziecka u ojca ale raczej tego nie robi (poza wyjątkami jak ma gorsze dni).
    myślę że ustalenie zasad ogólno-domowych wyklaruje sytuację.
    dzięki za sugestie.
  • rybkka24 13.11.11, 20:31
    moje pytanie wynikło że mały zrobił sobie ze mnie taką koleżankę, zabawa-ciekawie spędzany czas.teraz fajnie ale autorytet w przyszłości kiepski.nie chcę też zapędzać się w drugą skrajność i zachowywać się jak druga matka.ciężko to wypośrodkować.pzdr.
  • polifonia1983 13.11.11, 20:57
    ustalcie z mężem zasady i konsekwentnie ich przestrzegajcie. + życzliwość w dużej ilości, żadne dziecko nie potrzebuje dodatkowego kata nad głową smile
  • anula36 13.11.11, 21:43
    Pytanie jeszcze, jak Ty sie czujesz Rybko, w roli "kolezanki", jesli ok, to ja bym posluchala Tullysmile
  • rybkka24 13.11.11, 21:54
    szczerze powiedziawszy męczy mnie bycie taką "koleżanką", mały się ode mnie nie odkleja chodzi krok w krok za mną jak coś robię pyta co chwila kiedy skończę, czasem w skrajnych momentach nie chce nic robić z nm-em tylko twierdz że poczeka aż Ja będę mogła się z nim bawić.a ponieważ mały bawi się całe dnie to wiadomo jak to wygląda poza tym "koleżanki się nie słucha".
    muszę to wypośrodkować a ponieważ nie mam doświadczenia z dziećmi to mi trudno.
    dzięki jeszcze razsmile
  • polifonia1983 13.11.11, 22:25
    Wiesz, ale jest bardzo prawdopodobne, że ta fascynacja tobą mu minie. Za kilka miesięcy będzie pewnie będzie inaczej.
  • rybkka24 13.11.11, 21:55
    czyli i zabawa i zasady
  • anula36 13.11.11, 23:38
    Zasady musza byc, mysle ze jesli ustalibyscie WSPOLNIE z jego ojcem ramowy plan dnia i gdyby twoj nm regualrnie przypominal synowi ze ma Cie sluchac to by jednak sluchal.
    Jak Cie czytam to widze sama siebie sprzed pol roku smile Teraz duzo bardziej okrzeplam w stosunkach z mloda, a doswiadczen z dziecmi tez zero, nie liczac przyszywanej siotrzenicy ktora wlasnie konczy 18 latsmile
    W codziennym zyciu staram sie ograniczac swoje zakazy i nakazy tylko do spraw zdrowia i bezpieczenstwa i wtedy nie ma gadania,na histeryczne wrzaski protestu i okrzyki "nie kocham Cie" nie reaguje, reszte "forsuje" przez tlumaczenie ( dlaczego tak robimy), wybor ( chesz to czy to),zabawe ( kto pozbiera wiecej puzzli do pudelka ten wygrywatongue_out), lub po prostu olewam ( nie chce zjesc obiadu, zje za godzine).
    Co do "wiszenia" mysle ze to normalne, jestes "nowa", sympatyczna, strakcyjna dla mlodego. Widujecie sie w weekendy, kiedy masz tez wiecej czasu na bycie z nim niz jego matka w ciagu tygodnia.Na mnie mloda wisi non stop ( takze fizycznie) od czasu jak wejde do domu do momentu zasniecia, nie mam szans spokojnie zjesc, wypic, siknac, bez okrzykow,ale znosze to cierpliwie, bo wiem,ze tym usmierza strach przed tym, ze i mnie straci.Bywam czasem zmeczona,ale nie traktuje tej sytuacji jako dopust bozy, zawsze sobie wtedy powtarzam,ze to ja sama bez zadnego przymusu i z pelna swiadomoscia wybralam takie zycie, w tym wlasnie gronie.

    Dla mnie osobiscie kluczem do zrozumienia niektorych nieznosnych zachowan byla refleksja jak ja sama zachowywalam sie jako dziecko, a musze uczciwie przyznac ze bylam nieznosnym bachoremwink
  • anula36 13.11.11, 23:55
    "Niepotrzebny dodatek" , no prosze Cie!

    A nie przyszlo Ci do glowy ze ubogaczasz zycie pasierba i uszczesliwiasz jego ojca co tez ma przelozenie na zycie mlodego????

    Cos mi sie wydaje ze najpierw ty sama musisz okreslic swoje miejsce w tym ukladzie, inaczej ciagle bedziesz miec takie dylematy jak powyzej.
  • rybkka24 16.11.11, 09:55
    rola w układzie .ostatnio ustaliliśmy z nm-em regularny wolny weekend dla nas co kilka weekendów.respektowanie umów i ustaleń.rodzina nm-a odsądziła mnie od czci i wiary.była taka afera jakbyśmy co najmniej na rok wyjeżdżali.no i stwierdzili że skoro nie potrafimy całego wolnego czasu poświęcić dziecku. zawsze wszędzie i każdej porze czy trzeba czy nie gnać po dziecko to nm nie nadaje się na ojca a ja nie nadaje się na taki związek.
    ciężka atmosfera panuje.układ z małym to w porównaniu z rodzinką miód na serce.
  • konstancja16 16.11.11, 10:35
    No coz, rodzina ma ewidentny odchyl na tle: biedne pokrzywdzone przez los dziecko, trzeba mu kwiaty pod nogi slac i z rak nie wypuszczac.

    Olac rodzine, najwazniejsze jest co ustalisz z facetem i jak on zorganizuje opieke nad dzieciem w te weekendy kiedy chcecie miec czas dla siebie. Moim zdaniem nie sposob zbudowac zwiazku nie majac dla niego czasu i nie pielegnujac go (wiem, znajda sie tu matki-Polki, ktore pielegnuja zwiazek razem z wszystkimi dziecmi, ale mnie to nie przekonuje). Szczegolnie w sytuacji gdy macocha jest bezdzietna i to ona zawsze ma sie dostosowac i spedzac wolny czas w rytmie kilkulatka.

    --
    " Avant de choisir le prénom d'un garçon, pensez toujours a la femme qui aura à le murmurer plus tard." Barbey d'Aurevilly
  • edw-ina 16.11.11, 10:59
    Rybko, ja jestem całym sercem z tobą. Jesteście razem wiele lat, odkąd zaglądam na Macochy widzę twoje posty. Widać, że zależy Ci bardzo na facecie. Jesteś młodą dziewczyną i naprawdę mogłaś po kilku akacjach zostawić pana i stworzyć sobie całkiem nowe życie. Nie zrobiłaś tego. Polubiłaś dziecko, mocno próbowałaś odnaleźć się w całym układzie. I skoro rodzina twojego faceta tego nie widzi, to znaczy, że po prostu nie chce zobaczyć i wszystko, co zrobisz, będzie chciała wykorzystać przeciwko tobie, bo przecież dziecko. Olej. Nie masz sobie niczego do zarzucenia.
  • rybkka24 16.11.11, 14:27
    jakiś czas temu dogadaliśmy się że jeden weekend w miesiącu jest dla nas a mały jest u matki w końcu czasem niech kobieta też wolny czas z dzieckiem miewa możemy pomyśleć za to o czasie jakimś w ferie/wolne/wakacje.i wszystko pięknie dopóki rodzina nm-a nie zorientowała się w sytuacji i bez uprzedzenia zabrała małego w czasie który my mieliśmy umówiony.było niemiło.
    pewnie mogę olać.ale przykro że po kilku latach bez żadnego zaplanowanego weekendu (ew.z przypadku) i przez ponad rok kiedy opieka zbliżała się do opieki naprzemiennej i kiedy nie mogliśmy nigdzie wyjechać/zaplanować a jak wyjechaliśmy to z wysiłkiem. i jednak nie zrezygnowałam, słuchać że jestem egoistką niszczę kontakty rodzicielskie i jedyne co mogę w tym temacie to się dostosować i te zło się do mnie wróci.że nm bardzo dużo pracuje i te wolne chwile z małym egoistycznie okrajam/ograbiam i w ogóle straszne rzeczy robię.a powinnam go wspierać w utrzymaniu rodzicielskiej więzi sama z siebie oferować wejście w funkcję baby sitter, że ja olewam małego bo nie mam dla niego dużo czasu i jestem strrraszna.przykra jest ciężka atmosfera.i w ogóle mam ochotę ich tak zostawić we własnym symbiotycznym toksycznym sosie.bo u nich nie można chcieć nic innego co oni uważają za stosowne.
  • anula36 17.11.11, 12:08
    Zastanawia mnie kto to jest ta rodzina NM-ma? Rodzice? I tak sobie malego zbieraja ni z gruszki, ni z pietruszki?
    Sytuacja faktycznie ciezka bo klody pod nogi z kazdej stronysad

  • rybkka24 17.11.11, 20:51
    tak najbliższa rodzina.biorą małego mimo że mamy inne plany..a potem i tak musimy się nim zająć bo chyba nie odwrócimy się plecami i nie zignorujemy jego obecności..
  • anula36 18.11.11, 17:51
    Sorry,ale nie bardzo rozumiem tego posta. Biora malego od matki, przywoza do was i zostawiaja pod wasza opieka, mimo, ze macie inne plany? mieszkacie razem przywoza malego i wy sie musicie nim opiekowac?
  • rybkka24 20.11.11, 10:54
    rodzice biorą małego do siebie do domu i dzwonią żeby nm do nich przyjechał i zajął się nim w końcu ma okazję.po naszym ostatnim sprzeciwie na takie sytuacje wynikło ostre spięcie.
  • konstancja16 20.11.11, 14:14
    facet powinien powiedziec rodzicom, ze bardzo dziekuje za ich troske, ale zeby nie wtykali nosa w nieswoje sprawy. chyba jest dorosly?
    --
    " Avant de choisir le prénom d'un garçon, pensez toujours a la femme qui aura à le murmurer plus tard." Barbey d'Aurevilly
  • rybkka24 20.11.11, 15:53
    w mniemaniu rodziny chcą tylko pomóc, nie wiem czy tego typu ludziom można wyjaśnić że dwoje dorosłych osób chce mieć też weekend bez dziecka.bo to dla nich chyba automatyczne...nie wiem.., porzucanie/odpychanie/krzywda.nie wiem jak to można interpretować.
    chwiałybyście zobaczyć miny niektórych kobiet na słowa że partnerka faceta który ma potomstwo nie ma zasranego obowiązku im matkować i automatycznie wchodzić w rolę drugiej mamy jak facet powiedzmy pracuje...no świętokradztwo i złamanie wszelkich zasad i praw natury bo przecież facet pracuje na nową rodzinę i umówił się z byłą że ma dziecię wtedy i wtedy a ty rzucaj wszystko i leć bo się zdecydowałaś.ble.ble.:0
  • aragorna71 21.11.11, 09:01
    Rybko, kolejny raz napisze to samo. WINNY JEST TWOJ FACET. Dorosly mezczyzna, ktory zalozyl druga rodzine powinien umiec ustawic Eks oraz swoja rodzine.To on powinien wytlumaczyc rodzicom, ze chcecie miec weekend dla siebie, ze to jest normalne, iz dwoje ludzi chce pobyc tylko ze soba od czasu do czasu i ze bedzie to mialo tylko dobry wplyw na wasze malzenstwo i twoj stosunek do jego dzieci.
    Chyba i ty troche dales sobie wejsc na glowe i nie mam tu na mysli chlopa a jego rodzine.

    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • konstancja16 21.11.11, 09:55
    zgadzam sie z Aragorna.
    --
    " Avant de choisir le prénom d'un garçon, pensez toujours a la femme qui aura à le murmurer plus tard." Barbey d'Aurevilly
  • rybkka24 20.11.11, 16:12
    trzeba chyba z godnością przyjąć opinię tej bezdusznej kobiety.
    a temat pt. dziecko tak mnie zmęczył że zastanawiam się nad swoim....pewnie mi przejdzie ale słowo dziecko i syn już i bokiem wychodzi.ble.ble.
  • sofija_biala 21.11.11, 10:35
    U nas to się ładnie poukładało w sposób pasujący wszystkim. Poza exiąwink
    Czyli dla chłopa jestem partnerką, podpowiadam czasem rozwiązania, pomagam rozgryźć temat, jesli poprosi o pomoc. Jak było dziecko, to czasem sama wymyślałam plan zajęc, który pasowałby wszystkim, uczestniczyłam w ich zabawach, czasem wyjeźdżałam na spotkanie z koleżankami, w domu przejmowałam najczęsciej kuchnię, choć bywało i tak, że to oni robili męski obiadwink
    Na poczatku chłop chciał, bym była z nimi cały czas, ale dał się potem przekonać, że nie zawsze jestem im potrzebna i że jak się za nimi stęsknię, to chętniej wracamwink
    Z Juniorem mieliśmy układ bardzo fajnie koleżeński z zachowaniem zdrowego dystansu - wiekowego. CHłop uczył syna, że jest czas zabawy - często wówczas tworzyliśmy obozy przeciwników - np w grach, wyścigach był podział Zośka kontra drużyna chłopaków.
    Po zabawie, chłopaki w ramach dbania o Zośkę, która pomogła wymyslić, lub przeprowadzić "taką fajną zabawę" szykowali mi kawę, kanapki lub co tam akurat, przyozdabiając talerzykwink
    Młody tez za mną łaził, miałam czasem dość, bo w końcu obce dziecko szybciej męczy, ale za to częste bycie razem nabrał do mnie zaufania, często opowiadał mi historie o swoich małych kłopotach, zamiast ojcu czy matce. To nas bardzo cieszyło, bo młody jest wyjątkowo niesmiałym dzieckiem, w większej grupie - nawet znajomych, nie dało się go odkleic od ojca.
    Bywało, że byłam dobrym policjantem w przypadki kary za jakieś przewinienia. Chłop opierdzielał i dawał karę, ja po jakimś czasie, jak młody ochłonął i chciał słuchać, tłumaczyłam mu całą sytuację na spokojnie i kończyło się najczęsciej przeproszeniem taty i powrotem do zabawy.

    Z teściami miałam spokój, na początku byli bardzo przeciw naszemu małżeństwu (bo chłop po rozwodzie powinien zostać do smierci sam i nie powinien żenic się 2gi raz), więc nikt ode mnie nieczego dobrego nie oczekiwałwink Dlatego teściowie byli potem zachwyceni moim kontatem z dzieckiem.
    Kontat ze starszymi ograniczał się do dzień dobry, ewentualnie pomagałam chłopu w wyborze prezentów.
  • sofija_biala 21.11.11, 10:39
    Cały układ to wypadkowa oczekiwań wszytskich trzech osób. Trochę kazdy ustąpił, ale wypracowaliśmy wspólnie najlepszą jakość. Dużo gadaj z chłopem, bo to naprawdę podstawa.
    Co do matkowania. Niektórzy lubią matkowac całemu światu, niektórzy lubia jerździć na rowerzewink Hobby jak każde inne, nie jest obowiązkowe.
    Nie musisz się poczuwać, by dawać więcej niż chcesz dawać. Dziecko matkę już ma.
  • magda.magdada 08.07.15, 19:07
    Drogie Macochy i macoszki.

    W poznańskim centrum psychologiczno-coachingowym inspeerio, w najbliższą sobotę 11 lipca odbędzie się spotkanie dla macoch "Po stronie macoch". Jest jeszcze kilka wolnych miejsc. Spotkanie potrwa 5 godzin i poprowadzą je ekspertki w sprawach macoszychsmile Jeśli chcecie wiedzieć więcej napiszcie: m.sitarska@inspeerio.pl lub wejdźcie na stronę: goo.gl/Lr42tC. Tymczasem, przesyłam ukłony dla Waszych starań. Maria Sitarska, twórczyni warsztatów.
  • edw-ina 09.07.15, 13:17
    Nie sądzi pani, że zaśmiecanie wątków tyle razy kwalifikuje się pod spam? Proszę tego nie robić.
    --
    "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
    by NN
  • mazoko 09.07.15, 13:39
    Odpowiem ci inaczej a czy niegrzeczne niepoprawne rażące zachowanie każdego innego dziecka które ktoś by Ci powierzył tolerowałabyś???
    Ja wyszłam od tego i doszłam do : mój dom moje zasady a jak się nie podoba to wypad big_grin i oprócz pasierbicy przychodzą inne dzieci i lubią przychodzić ale wiedzą że są zasady i należy ich przestrzegać .... rodzice czasem są w szoku że dziecko wie do czego służy odkurzacz i że jak się wylało to się samo nie wytrze smile))

    --
    Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka