jak sie zabezpieczyć? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witajcie po przerwie smile Przepadłam na jakiś czas-miałam trochę pracy
    związanej z pisaniem pracy na uczelni, do tego mieliśmy trochę komplikacji
    sądowych. Eks pownosiła nowe wnioski do sądu. Już się gubię w tym wszystkim i
    tracę nadzieje że to się kiedyś skończy.... Ta kobieta robi wszystko by nas
    zniszczyć. Ale nieważne. Generalnie chciałam się Was poradzić (bo może skoro
    część Was jest już żonami to lepiej się w tym orientujecie) w jaki sposób się
    zabezpieczyć przed ciągłymi rosnącymi wymaganiami finansowymi eks? Chodzi mi
    o to że załóżmy ja z moim M. chcemy jeszcze coś w życiu wspólnymi siłami
    osiągnąć założyć rodzinę itd. Marzymy o własnym domu, samochodzie....
    Oczywiście możemy cały czas żyć w konkubinacie i zapisywać wszystko na mnie
    ale... No właśnie, wolelibyśmy jakoś to zalegalizować. I teraz czy jest jakiś
    sposób poza wyżej wymienionym (kocia łapa)na to by eks nie miała nic do tego
    co wspólnie osiągniemy? Tzn by nie było to dla niej argumentem do wnoszenia
    kolejnych spraw o podwyższenie alimentów z tytułu podnoszącego się nam
    poziomu życia? Wiecie co mam na myśli? Chodzi też o to by w razie gdyby
    podwinęła nam się noga i stracilibyśmy pieniądze na opłacanie kolosalnych
    alimentów, komornik nie dobrał się do tego co uda nam się osiągnąć. Poza tym
    w tej sytuacji jaka jest (totalna ignorancja ze strony syna M) nie
    zdziwiłabym się jeśli dzieciak po kilkunastu czy kilkudziestu latach
    przypomniał sobie że ma ojca i zaczął ubiegać się o jakieś profity z racji
    dziedziczenia (tego co razem osiągniemy, bo to co M osiągnął wraz z ex i co
    jej pozostawił to mnie nie obchodzi, tj. ogromny dom między innymi). Ale nie
    mam zamiaru dzielić się z nim tym na co ciężko pracuję ja, czy moi rodzice.
    Skoro od kilku lat dzieciak ma ojca gdzieś i nie raczy nawet porozmawiać z
    nim przez telefon nie wspominając już nawet o osobistym spotkaniu, to nie
    widzę powodu dla którego miałabym mu coś ofiarowywać. No właśnie, tak więc
    słyszałam o rozdzielczości majątkowej, ale czy ona coś daje w tym przypadku?
    Jak to jest w praktyce? Rozumiecie, nie chce byc dla M obcą osobą z punktu
    widzenia prawa, ale jednocześnie nie chce by eks czerpała korzyści z tego że
    chcemy się w życiu jakoś ustawić. Czy da się to osiągnąć w ogóle? Czy może
    powinnam zapomnieć o jakimkolwiek zalegalizowaniu związku póki dzieciak nie
    skończy 30 lat (o matko, to jeszcze ponad 15 lat). Bo nie ma szans by relacje
    z eks się zmieniły... A syn M. wzrasta w atmosferze wyciągania z ojca każdego
    grosza, więc też raczej nikłe szanse by dobrowolnie zrzekł się alimentów po
    osiągnięciu pełnoletności... Jak to jest u Was? Co powinnam robić w tej
    sytuacji? Pozdrawiam. M.
    • Jako dyżurny prawnik spieszę z pomocą smile.


      Zasadniczo - najlepiej jest jednak być małżeństwem i mieć dzieci. Wpłynie to na
      wysokość alimentów, które zależą m.in. od możliwości zarobkowych i majatkowych
      zoboiwiązanego do ich płącenia. A przecież powiekszająca sie rodzina wpływa na
      konieczność łożenia na jej utrzymanie. I dlatego mniej jest do rozdysponowania.

      SPADKI:

      W konkubinacie: jeżlei coś jest Twojego M. to w ramach spadku syn dziedziczy z
      ustawy wszystko!!!! konkubina nie dziedziczy z ustawy nic!!!!! Tobie M. może
      jedynie zapisać w testamencie wszystko, ale to i tak nie oznacza, ze to
      wszystko dostaniesz bowiem syn ma roszczenie o zachowek. Jeśłi jest małoletni
      to dostanie z tytułu zachowku 3/4 wszystkiego!!!
      JeŚLi oczywiście wszystko jest i tak Twoje to problem odpada.

      W małżeństwie: powstaje wspólność majątkowa małżeńska obejmująca wasz dorobek.
      Prawie wszystko za nielicznymi wyjatkami, które ominę. W razie dziedziczenia -
      syn i żona na pół (ta cześć M.), (chyba że jest więcej dzieci - wtedy po równo
      przy czym żona nie mniej niż 1/4). W razie sporzadzenia testamentu: jeśłi syn
      małotetni lub trwale niezdolny do pracy to 3/4 z tej połowy spadku, jeśli
      dorosły to 1/2 z tej połówki.

      Oczywiście można sporządzić przed notariuszem umowę majątkową małżeńską -
      wprowadzjacą rozdzielność majątkową. Wtedy to co męża - to jego, to co Twoje to
      Twoje. ale tutaj i tak M. co jakis czas by musiał to co jego przepisywać...

      Ot w skrócie.


      • Jeszcze tylko dodam, ze dziecku zawsze przysługuje roszczenie o zachowek i na
        tej podstawie może tez jeszcze zrobić pare niemiłych rzeczy czyli np jeśli nie
        lubi swojej macochy to wnieść o sporządzenie spisu inwentarza (czyli majątku)
        jełi jej nie wierzy jaki ten majątek faktycznie jest. I wtedy wchodzi szybko
        komornik i spisuje wszystko.


        BRRRR...

        Ale ot - prawo...
        • Maxxi, my tez nie jestesmy małżeństwem. Mój facet chce sporządzić testament na
          moją korzyść. Czy istnieje taka możliwość, by jego dzieci nie mogły podwazyć
          testamentu? Ślubu póki co nie możemy wziąć, z róznych powodów.
          • petrea napisała:

            > Maxxi, my tez nie jestesmy małżeństwem. Mój facet chce sporządzić testament
            na
            > moją korzyść. Czy istnieje taka możliwość, by jego dzieci nie mogły podwazyć
            > testamentu? Ślubu póki co nie możemy wziąć, z róznych powodów.


            Podważyć testament jest trudno. Ale jak nie jesteście małżeństwem to dzieci
            maja roszczenie o zachowek. Z ustawy dziedziczyły by tylko one po 1/2 majątku
            każde. A jak tobie zapisze M. wszystko to one i tak mają roszczenie o zachowek
            każde połowę z tego co by dostały jak by dziedziczyły z ustawy. Czyli TY
            odzidziczysz i tak tylko pół, a one pozostałe pół. I nie ma innej możliwości.
            Chyba ze macie dzieci. wtedy ułamki sie zmieniają. A jak byście byli
            małżeństwem to dzidziczyłyby po 1/6 majątku każde.
            • A dodatkowo jak teraz żyjecie "tylko" w konkubinacie - to w zasadzie nic nie
              jest wasze wspólne jak w małżeństwie. jak by doszło do dzidziczenia, to
              musiałbyć dopiero znosić wspólność konkubencką, bo dzieci by np powiedziały ze
              wszystko jest tatusia... Tak ze napierw sprawa sądowa o podział i byś musiała
              udawadniać które konkretnie rzeczy sa Twoje, Sąd by badał ile zarabiasz i w
              jakim stopniu mogłabyś coś tam kupić ETC.

              jak zapisze w testamecie wszystko Tobie - to zachowek oznacza że dzieci mogą
              domagać sie wyłącznie pieniędzy (stanowiącej kwotę właśnie zachowku). nie mogą
              natomiast ządać konkretnych przedmiotów z majątku, bo te byłyby Twoje. Ale
              musiałabyś je spłacić.

              tak ze widziasz, małżeństwo jest uprzywilejowane w polskim prawie....
            • Dzięki.
              Nie jest to dobra wiadomośc, ale lepiej wiedzieć na czym sie stoi.
              • ja też tak myślę i o tym powinny wiedzieć wszystkie "macochy".

                POZDRAWIAM smile

                • DSzięki maxxi- ja też skorzystałam wink
                  A czy po śmierci M. -nie daj Boże- czy jeśli syn M z poprzedniego małżeństwa
                  nie upomni się w sądzie o nic to można prawnie potem załatwić wszystko 'po
                  swojej myśli' ? Chodzi mi o to, że M ma dom (gospodarstwo rolne) po rodzicach ,
                  którzy nadal żyją oraz trochę ziemi. Czy potem syn M. może powiedzieć : "ja
                  chcę działkę, na której jest dom, reszta ziemi mnie nie interesuje"
                  Dodam,że z mężem mamy synka i zamierzamy nie poprzestać na 1 dziecku wink

                  Byłabym wdzięczna za odpowiedź.
                  PS. Aha- jako panna dostałam na skutek zrzeczenia się spadku przez moją mamę
                  mieszkanie, w którym teraz żyjemy, do tego jest mieszkanie mojej Mamy hdzie
                  teraz mieszka- czy w przyszłości może część tego mieszkania należeć się synowi
                  M ?????
                  --
                  pływający Kaczorek
                  Zapraszam na nowe forum SIERPIEŃ 2003 Rówieśnicywink)
                  • A nie lepiej wziąć ślub i spisać rozdzielność majątkową? To chyba
                    najprostsze... Nie uchroni to przed zakusami ex w kierunku zwiększania
                    alimentów, ale mieszkanie, samochód, komputer itp formalnie może być Twoje. I
                    nikomu nic do tego, że to masz. Jakiekolwiek długi męża, komornik za alimenty
                    itp nie wpłynie na Twój majątek ani na Twoją zdolność kredytową (jeśli
                    chcielibyście wziąć kredyt np. na mieszkanie). A jeśli, odpukać, Twój mąż
                    umrze, to nie będziesz musiała spłacać jego dzieciom 1/4 mieszkania, a jedynie
                    zachowek.
                    --
                    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

                    Zapraszam na forum ślubne:

                    www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10678
                    • Wiecie co wiele razy myslalam o moim synu w roznyc spsosb .
                      Ale dzis napisze do Niego list, ten list dostanie na wypadek moje smierci ,
                      badz smierci swojego ojca. Napisze w nim jak bardzo go kochalam i ze ma do
                      Niego w zyciu tylko jedna prosbe. JEDNA!
                      Jesli szanuje mnie i szanuje rodzina jaka udalo nam sie stworzyc niech nigdy
                      nie przyjmnie niczego po swoim ojcu ani niczego od swego ojca!
                      NICZEGO!


                      Pozdrawiam
                      mag
                      • Mag, nudna jesteś. Pisz do tego swojego syna co Ci sie tam żywnie podoba, a
                        jeśli nie masz nic do powiedzenia autorce wątku, ani żadnej sensownej rady, to
                        nie pisz.
                        --
                        Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

                        Zapraszam na forum ślubne:

                        www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10678
                        • Moze, wcale nie przecze.Ale i Wy lubicie sie powtarzac i raz na miesiac pzwija
                          sie sprawa "Zabezpieczyc sie przed dzieckiem z poprzedniego zwiazku".
                          Jak mowie z jedenj strony daja one swiadecto waszym prawdziwym uczuicach i
                          waszemu prawdziwemu stsunkowi do tego dziecka z drugiej mysle, ze facet to
                          jednak mala istosta i o malym wlasnym rozumku i nie wart jest nazwy "ojciec"
                          skoror za namowa jakies innej kobiet moze tak bardzo ustawiac sie przeciwko
                          wlasneum dziecku..
                          Zawsze maial duzy szacunek do ludzi i nie dzielilam ich na kobiety i mezczyzn -
                          ale coraz bardziej ( Dzieki Wam). zaczynam postrzegac ze niektorzy faceci sa
                          bardzo "mali"

                          mag
                          • Mag...
                            Ale tu nie jest rozmowa co i komu i po co i kiedy ZABRAĆ, DAĆ, ODEBRAĆ, UKRAŚĆ,
                            PODPROWADZIĆ Z PODWÓRKA, SEJFU... itd itp... Tylko to kwestia CZYSTO PRAWNA...
                            Czy może się mylę?

                            To tylko dyskusje na temat skutków prawnych pewnych rozwiązań finansowych i
                            znalezienie rozwiązania jak najbardziej odpowiedniego dla danej osoby/danych
                            osób. Wątpię, żeby któraś z dziewczyn biorących udział w dyskusji chciała w tym
                            temacie działac niezgodnie z prawemsmile
                            A w myśl wszystkich postów i opinii jakie czytam tutaj i na Samodzielnych,
                            orazn a podobnych "społecznych" forach - na temat testamentów, zachowków,
                            alimentów, zasiłków, wynagrodzenia za pracę etatową, macierzyński, urlop,
                            chorobowe, opłat za studia/mieszkania/działki/ruchomości, kredytów itd itp...
                            .... no więc - w myśl w szystkich takich postów - zainteresowani szukają jak
                            najlepszego rozwiązania DLA SIEBIE/RODZINY - wg tego co im przysługuje prawnie
                            i z czego mogą skorzystać ubiegając się o "korzyści" majątkowe różnego typu.

                            Gdyby nasz świat polegał na handlu wymiennym klasy "Ja ci dam jabłko, ty pozwól
                            mi mieszkać w tej jaskini" - nie byłoby w ogóle tematu smile
                            Ale świat jest oparty na materializmie - i jako taki wymusza na wszystkich
                            dbałość o swój interes.

                            I proszę, nie mów mi, że ty też nie skorzystałabyś z możliwości
                            polepszenia/zapewnienia bezpieczeństwa finansowego sobie albo swojemu synkowi-
                            gdyby taka możliwość istniała bezsprzecznie w szerokopojętym prawie polskim...
                            ...Bo nie uwierzę...smile

                            pozdrawiam

                            Joanna
                            • Janiy - jak najbardziej.
                              Ale przeciez on jest mego syna Ojcem. a tak podkreslacie jak ta milosc ojca
                              jest wileka. Tak ze razme z obecna partnerka stara sie zabezpieczyc dorbek ,
                              tak by dziecku z dostalo sie jak najmniej.
                              Widzisz roznica jest taka , ze zaden fecet nie byl by wstanie zmusic mnie do
                              tego bym zapiywala wspolny dorobek na niego , lub aby kupowac wszystko na
                              niego , lub jak wolic on kupowal na siebie - ale ja go utrzymywala...co na
                              jedno wychodzi , zeby tylko moj syn nie odziedziczyl. Wrecz przeciwnie
                              szukalabym druk prawnych by zabezpieczyc odpowiednio moja schede by syn ja
                              dostal w znaczniejszej czesci.

                              Ale jak widac milosc matki i ojca jednak sie rozni.....

                              Mag
                              • mag_p napisała:

                                > Ale przeciez on jest mego syna Ojcem. a tak podkreslacie jak ta milosc ojca
                                > jest wileka.

                                Kurcze.. Tak z innej beczki: czasami jest tak, że "obecna partnerka" bardziej
                                się interesuje dzieckiem partnera niż on samsad(
                                Ojciec ojcu niestety nierówny...

                                Ale wracając do wątku:

                                > Tak ze razme z obecna partnerka stara sie zabezpieczyc dorbek ,
                                > tak by dziecku z dostalo sie jak najmniej.

                                Ale jak to NAJMNIEJ?....
                                Przecież tak czy siak - dziecko ma prawo do majątku ojca...I tak czy siak - tą
                                należną wg prawa część dostanie.
                                W przypadkach ekstremalnych - kiedy następuje wydziedziczenie całkowite - muszą
                                przecież zajść

                                Bo juz zaczyna mi się wydawać, że pisząc "jak najmniej" w tym kontekscie
                                wchodzimy na temat "jak skorzystać przy okazji z majątku obecnej partnerki
                                ojca", a to już jest chyba nie za bardzo OK?smile W koncu to nie jej dziecko.
                                Albo jeszcze "sympatyczniej" : "Gdyby nie było tej Next, to dziecko dostałoby
                                wszystko.. A tak musi się dzielic majątkiem ojca z obcą dla siebie kobietą..."
                                (kiedy ona jest jego zona, lub dostanie zapis w testamencie - co jej sie
                                prawnie nalezy, tak jak równiez prawnie nalezy sie dziecku i ich wspolnym
                                dzieciom, jesli takie są)

                                Bierzmy tylko pod uwage, ze o ile partnerka - bedac zona ojca, wnosi jakis
                                wklad w majatek wspolny z ktorego potem "skorzysta" - o tyle dziecko nie - i
                                dziecku przysluguje taka korzysc majatkowa prawnie i słusznie wylacznie z racji
                                powinowactwa przeciez.
                                Jesli nie jest żoną - to mają i tak majątek osobny - więc nie ma tematu. Chyba,
                                że jeest odpowiedni zapis w testamencie. (wtedy: patrz poniżej o stosunkach
                                prywatnych "ojciec-dziecko").

                                Wiec skad to "za malo", "jak najmniej"...?...
                                Wszystko da sie prawnie unormowac.
                                A stosunki prywatne miedzy ojcem a dzieckiem - jakie bezsprzecznie maja wplyw
                                przy normowaniu tych ustalen prawnych - to juz inna bajka...
                                Nie wyobrazam sobie bowiem, zeby ojciec, kochajacy dziecko, w dodatku jesli
                                dziecko jest np. juz duze - i oboje dbaja o swoje kontakty - to nie wyobrazam
                                sobie sytuacji,kiedy ojciec dziecko wydziedzicza. bo to jedyna forma
                                pozbawienia dziecka jakiegokolwiek majatku po smierci ojca z jego "zasobow".

                                Ale przyznasz, ze sa sytuacje, kiedy te stosunki permanentnie sa nieprawidlowe
                                (w mysl starej zasady tu nie wystarcza zeby jedna ze stron tylko o nie dbala -
                                czy to ojciec, czy dziecko - wiec w takim ukladzie jednostronnY ZAWSZE sie
                                takie stosunki psuja) - np. ojciec jest stary, a dziecko/dzieci nawet nie
                                zajrza spytac jak sie czuje, lub tez inne powody podane powyzej jako przesłanki
                                uprawniajace do wydziedziczenia spadkobiercow...

                                Patologie kiedy to ojciec ma w d... dziecko własne,"bo tak i już" - istnieja
                                tez niestety. Ale to juz w ogole parodia faceta, wiec nie pisze nawet o tym...

                                > Widzisz roznica jest taka , ze zaden fecet nie byl by wstanie zmusic mnie do
                                > tego bym zapiywala wspolny dorobek na niego , lub aby kupowac wszystko na
                                > niego , lub jak wolic on kupowal na siebie - ale ja go utrzymywala...

                                Jasne.
                                Mnie też żaden facet nie zmusiłby do tego, w kontekście "umniejszania
                                specjalnego majątku ewentualnie przypadającego" na moje dzieci.
                                Ale sądzę, że i ja i ty zastosowałybyśmy taki lub podobny "manewr", żeby SWOIM
                                (moim/twoim - WŁASNYM) dzieciom zapewnić jak najlepszą "część" majątku
                                ojca/matki. O czym właśnie też piszesz, że szukałabyś rozwiązań prawnych
                                korzystnych dla swojego dziecka. I to jest prawo każdego rodzica. Jeśli taki ex-
                                mąż/ojciec z premedytacją (zaznaczam!) chce "odebrac" dziecku majątek, to albo
                                ma do tego powod, albo jest d... Jesli Next chce, korzystajac z prawnych
                                rozwiazan -zabezpieczyc swoje interesy lub tez interesy ich wspolnych dzieci -
                                nie ukrywajmy - ma do tego prawo jak kazdy. A wtedy powinnością matki dziecka
                                jest pojscie "w kontrę" i rowniez szukanie rozwiazan wobec tego, korzystnych
                                dla swojego dziecka, jesli jego ojciec o to nie zadbał. I tez ma do tego prawo.

                                A teraz inna sytuacja:
                                A jesli to on mniej zarabia, a Next więcej i dzięki temu stać ich na kupowanie
                                np. mieszkania, samochodu itd? WSPOLNIE. Zakładając, ze prace domowe i wklad
                                psychiczny w swoj zwiazek malzenski (bo o takim tu mowimy wkontekscie
                                dziedziczenia majatku wspolnego ojca i next przez jego dzieci) - ponoszą takie
                                same?
                                Czy taka NExt nie ma prawa zastanawiac sie nad tym, ze to, na co ONA pracowala
                                w wiekszosci, kiedys przypadnie w udziale zupelnie obcym pokrewnie jej osobom -
                                czyli dzieciom męża?
                                Oczywiscie sa przypadki, kiedy dzieci męża są traktowane przez Next jak jej
                                wlasne, czasem mieszkaja z ojcem i next - wtedy te roznice "rodzinne" sie
                                zacieraja i nie ma takich rozwazan..> Ale jesli Next nei poczuwa sie
                                do "rodzinnych" Powiazan z dziecmi meza? Nie chce, zeby to, na co pracowala w
                                gremialnej czesci (np. on zarabial 1000 PLN, a ona 5000 PLN)- musiala
                                oddac/splacac tym dzieciom?
                                Ma prawo, czy nie - tak korzystac z prawa, żeby zabezpieczyc swoja prace, czas,
                                umiejetnosci i "poswiecenie" - wlozone we wspolny majatek?

                                (bo jak na razie mowimy o tym, ze to ojciec zarabia, a next nie za bardzo i
                                jeszcze korzysta z jego zarobkow, po czym ma pretensje, ze "wspolny majatek"
                                dostaja jego dzieci)

                                jeszcze inna sytuacja, o ktorej piszesz, ze zmierza do pokrzywdzenia
                                finansowego dzieci partnera:

                                Jesli np. ojciec dzieci i next (malzenstwo) uznają między sobą taki układ - co
                                czasem jest zdrowe dośc, np. poparte prawnie przez rozdzielnosc majątkową - że
                                on zarabia na siebie, na swoje dziecko (alimenty), na polowe wydatkow wspolnych
                                (czynsz za mieszkanie, jedzenie, podroze itp itd - w
                                systemie "współlokatorskim"smile - a ona zarabia na siebie, stać ją na samochod,
                                dwa, mieszkanie, daczę w Bułgarii...smile i tez na polowe wydatkow - no, wiesz o
                                co chodzi - wtedy czy taka rozdzielnosc majątkowa jest godzeniem w prawa
                                majatkowe dzieci?... Bo wg mnie NIE.
                                A wszelkie słowa w tym wypadku: "Przez to dziecko dostanie MNIEJ" - oznaczaja
                                tyle, co "Dziecko powinno tez korzystac z majatku NEXT, skoro juz jej sie
                                zachcialo byc zona ojca, wiec nie powinna miec osobnego majątku, tylko wspolny".

                                > co na
                                > jedno wychodzi , zeby tylko moj syn nie odziedziczyl. Wrecz przeciwnie
                                > szukalabym druk prawnych by zabezpieczyc odpowiednio moja schede by syn ja
                                > dostal w znaczniejszej czesci.

                                Dokladnie.
                                Tez tak bym zrobila dla swojego dziecka.

                                > Ale jak widac milosc matki i ojca jednak sie rozni.....

                                A tu się z tobą zgodzę w zupełności. Różni się. I to czasem drastycznie.

                                > Mag

                                J
                                • Brawo Jayin- nic dodać , nic ująć. wink))
                                  --
                                  pływający Kaczorek
                                  Zapraszam na nowe forum SIERPIEŃ 2003 Rówieśnicywink)
                                • Dla mnie jani spraw jest prosta. Gdybanie kto wiecej zarabia i wnosi do majaktu
                                  do ktorego dochodzisie w ciagu zycia jest tylko gdybaniem
                                  Bo gdyby - on nie mogl wiecej spedzac czasu w domu - ona nie mogla by tyle
                                  zarabic bo nie byla by dyspozycyjna.
                                  Slowem jest to kwestua niewymieran i trudno powiedziec , kto do jakiego majatku
                                  by doszedl gdyby nie byli razem.I tak samo nawet jesli maja podzielon i
                                  rodzielnosc. Bo On mieszkaja sam - placil by nizszy czynsz itd..
                                  Wiec jest to czytse gdybanie.
                                  Owszem nalezy chronic swoje interesy ale ni e kosztem dziecka z poprzdniego
                                  zwiazku.
                                  Wiazac sie z kims trzeba pamietac , ze nie da sie jednozancznie podzielic co
                                  kto zarobil - bo nie wiadomo do czego by doszedl gdyby nie druga strona i wobec
                                  tego nie mozna jednoznacznie powiedziec jaka czesci dodobku ojca stanowi
                                  dorobek jego partnerki -trzeba o tym pamietac wiazac sie z kims.
                                  I tu pojawia sie porblem dziecka i tego co ma dziedziczy.
                                  Coz uwazam ze wszlkei takie posuniecia sa z krzywda dla tego dziecka - Bo Pani
                                  kupuje - ale tatus dziecka ja utrzymuje - prosty przyklad....

                                  Jeszcze raz pisze - ze Wy dbacie o interesy swoje - to moge badz nie zrozumiec-
                                  nie kosztem czyims. Ale kazdy ma wlasne sumienie.
                                  A ze faccei -, ktorzy godza si na takie cos , kosztem wlasnym dzieci to dno i
                                  do miana ojcow im daleko - to tez fakt.
                                  Z moje strony dyskusje uwazam za zamknieta.
                                  To potwierdzamaja teze , ze ojciec rozwiedziony to juz nie rodzina....

                                  Mag
                                  • > Dla mnie jani

                                    "jayin", dziękuję. smile

                                    > spraw jest prosta. Gdybanie kto wiecej zarabia i wnosi do majaktu
                                    > do ktorego dochodzisie w ciagu zycia jest tylko gdybaniem
                                    > Bo gdyby - on nie mogl wiecej spedzac czasu w domu - ona nie mogla by tyle
                                    > zarabic bo nie byla by dyspozycyjna.

                                    primo: przedstawiałam sytuację, w której oboje pracują wporównywalnym wymiarze
                                    czasowym i wnoszą mniej wiecej tyle samo nakladu czasowego i psychicznego w
                                    zwiazek/dom/majatek. co zaznaczylam wyraznie.

                                    secundo: ależ oczywiście, że to NIE JEST gdybanie. Są rachunki, są umowy, są -
                                    jeśli potrzeba - wykazy zarobków, czarno na białym, kto ile zarabia. to po
                                    prostu fakty.
                                    dlaczego więc "gdybanie"?...smile

                                    > Slowem jest to kwestua niewymieran i trudno powiedziec , kto do jakiego
                                    majatku by doszedl gdyby nie byli razem.

                                    Ale co to ma do rzeczy? Nikt nie "gdyba" przeciez, co by bylo GDYBY nie byli
                                    razem i ILE wtedy kazde by z nich mialo, zarabialo, co by bylo czyje itd - bo
                                    to jasne, ze kazde by zarabialo tyle ile zarabia. to kwestia tego ILE
                                    zarabiaja, bedac razem. fakty, fakty, fakty... (niemal jak w TVN..wink


                                    > I tak samo nawet jesli maja podzielon i rodzielnosc.

                                    to tez wg mnie NIE JEST gdybanie - co jest czyje.
                                    jasno i wyraznie jest okreslone.

                                    > Bo On mieszkaja sam - placil by nizszy czynsz itd..
                                    > Wiec jest to czytse gdybanie.


                                    Njjjjjjje jest.

                                    > Owszem nalezy chronic swoje interesy ale ni e kosztem dziecka z poprzdniego
                                    > zwiazku.

                                    Ani z obecnego. I dlaczego "kosztem"? W takim razie czy rozwiedzeni rodzice (i
                                    ojcowie i matki) nie maja prawa wiazac sie z nikim, a jesli juz to bez
                                    malzenstwa - bo to wiąże się z "ponoszeniem kosztow" pPrzez dziecko?
                                    (dosłownie).

                                    > Wiazac sie z kims trzeba pamietac , ze nie da sie jednozancznie podzielic co
                                    > kto zarobil - bo nie wiadomo do czego by doszedl gdyby nie druga strona

                                    ...BYĆ MOŻE wyłącznie w przypadku, kiedy oboje zaczynają karierę zawodową. ale
                                    nei znam takich przypadkow w temacie "Next-Mężow i Next-Żon". bo zazwyczaj są
                                    to juz ludzie, ktorzy pracują od jakiegos czasu, nierzadko mają ugruntowaną
                                    pozycje zawodowa (jakąkolwiek) od wielu lat i pracuja tak samo jak pracowali,
                                    zanim sie poznali, utrzymujac ten sam poziom zarobkow i angazowania sie w
                                    prace - to jaki wpływ na to ma druga strona siedząc w domu lub nie?

                                    > i wobec tego nie mozna jednoznacznie powiedziec jaka czesci dodobku ojca
                                    stanowi dorobek jego partnerki -trzeba o tym pamietac wiazac sie z kims.

                                    po to jest spisywanie rozdzielnosci majatkowej na wstepie takiego związku.
                                    bo spisywanie jej po ilus tam latach - faktycznie moze byc problematyczne - bo
                                    JUŻ mają wspólny dorobek, ktory - tak jak piszesz - ciężko rozgraniczyc co za
                                    czyje pieniądze zostało kupione.


                                    > I tu pojawia sie porblem dziecka i tego co ma dziedziczy.
                                    > Coz uwazam ze wszlkei takie posuniecia sa z krzywda dla tego dziecka - Bo
                                    Pani kupuje - ale tatus dziecka ja utrzymuje - prosty przyklad....

                                    Tak. Jeden z wielu. W tej sytuacji nie mozna mowic o faktycznej rozdzielnosci,
                                    jesli Pani nie posiada NIC i takie "spisywanie" na siebie rzeczy za pieniadze
                                    faceta w celu "zeby tylko dziecko nie odziedziczylo" jest wredne - ale to juz
                                    kwestia - jak pisalam, charakteru ojca i jego stosunku do dziecka.
                                    Zadna "Pani" sama nie wyrwie facetowi ani grosza, jesli on nie bedzie chcial
                                    jej dac tego grosza sam. A jak chce dac i zgadza sie na taki uklad - to coz...
                                    Czy Ex czy Next ponoszą odpowiedzialnosc za charakter faceta?smile Mozemy
                                    odpowiadac tylko za siebie same. I za swoje wybory. Jesli wybieramy faceta
                                    ktory jest wrednym ojcem - to juz inna sprawa. A czasem i wy i my (next)
                                    popelniamy ten błąd przeciez. Inaczej nie istniałoby pojęcie Ex/Next...wink


                                    Drugi prosty przykład: Pani utrzymuje, tata kupuje na siebie - wtedy bez
                                    problemu i nikt nie będzie narzekał, że dziecko dziedziczy "nie swoje"?smile
                                    Trzeci prosty przykład: Pani zarabia i kupuje, Pan zarabia i kupuje. Co wtedy?
                                    Do ktorych kupowanych rzeczy przy rozdzielnosci ma prawo JEGO dziecko?

                                    > Jeszcze raz pisze - ze Wy dbacie o interesy swoje - to moge badz nie
                                    zrozumiec- nie kosztem czyims.

                                    Nie zaprzeczam ze sa takie "Panie", dbające o swoj interes kosztem i dzieci i
                                    wszystkich innych. I wsrod Next i wsrod Ex.
                                    Ale na szczescie to margines.

                                    > Ale kazdy ma wlasne sumienie.

                                    Dokładnie.

                                    > A ze faccei -, ktorzy godza si na takie cos , kosztem wlasnym dzieci to dno i
                                    > do miana ojcow im daleko - to tez fakt.

                                    Właśnie.

                                    > Z moje strony dyskusje uwazam za zamknieta.
                                    > To potwierdzamaja teze , ze ojciec rozwiedziony to juz nie rodzina....

                                    No jak..
                                    Dla dziecka nadal jest ojcem, a dla matki dziecka - ojcem jej dziecka..wink
                                    Wszystko gra.
                                    Rodzina. Jak dla mnie.

                                    EOT.

                                    pozdr.

                                    Joanna
                                    • Nie bo nie moze byc rodzina jednoczenise z nex i dzieckim - bio jesli bytak
                                      bylo relacja przechodznia - a rodzina takowa jest stako bysie ze nezt i eks sa
                                      rodzina.
                                      Wiec nie moze.
                                      I nie jest rodzina skoro zabzpiecza swooj dorobek przed wslanym dzieckiem.
                                      Co do next - nigdy nie wiadomo jak sie tocza losy ludzi i stwierdzenie - nawet
                                      jesli by z danba osoab nie byl - to nimailby to czyt amato - jest gdybaniem. Bo
                                      nie wiadomo czy nie zwiazal by sie z ohlejtusem ktory wszystko przepije zamiast
                                      z facetm ktory - bedzie ja windowal itd..
                                      Wec jest to gdybanie. Wszystko co sie nie da udowodnic - jest gdybanie. A nie
                                      jestes w stanie udodwodnic- ( bo nikt nie zyje dwa razy) jco bys osiagnela
                                      jakbys byla sama i co on by osiagan.
                                      Gdybaniejest tez ze rodzielnosc gwaratuje wszytko- nieprawda- we jeslimieskzja
                                      razem jotres z nich ponosi koszty i nie wiadom jakie byly by te koszty gdyby
                                      nie fatk iz sa razem- tez nie jestes stanie tego stwierdziz z wyzej podanych
                                      powodo. Mozenie mail by takich rachunko, alebo nie zyl na takim poziomi- to
                                      jest gdybanie- Bo zycia drugi raz osobno nie przezyjecie.


                                      A teraz. Zgodzilas ise ze wiekszosc facetow idacych na taki uklad kosztem
                                      wlasnego dzieck -nie zaslugujana miano ojca.Wiekszosc waszych partenrow na to
                                      poszla.....
                                      • Tak czytam i czytam i nie wytrzymalam.
                                        Nie wczytywalam sie dokladnie, bo mi sie nie chce, ale z tego co
                                        wywnioskowalam, sprawa rozbija sie o kobietke, ktoora chce swojemu dziecku
                                        zapewnic przyszlosc i zabezpieczyc SWOJA wlasnosc, czy to czego sie dorobi w
                                        przyszlosci.
                                        Dziecko faceta dostanie w przyszlosci wielki dom i cos tam jeszcze. O czym wy
                                        tyle czasu dyskutujecie???? Przeciez ona mu nie chce tego domu zabrac, tylko
                                        nie chce dac mu tego, co jest jej. No bo niby dlaczego, skoro ma swoje
                                        dziecko????
                                        Boze. Nooz sie w kieszeni otwiera. Pewnie, dzieci najwazniejsze, oddac wszystko
                                        pasierbowi, bo on i tak poszkodowany przez rozwood, drugie dziecko ma lepiej,
                                        bo ma ojca, to chalupy juz nie musi miec.
                                      • > Nie bo nie moze byc rodzina jednoczenise z nex i dzieckim - bio jesli bytak
                                        > bylo relacja przechodznia - a rodzina takowa jest stako bysie ze nezt i eks
                                        sa
                                        > rodzina.
                                        > Wiec nie moze.

                                        Mag, to twoje zdanie. Ja mam krańcowo odmienne, więc się z Tobą nie zgadzam.

                                        > I nie jest rodzina skoro zabzpiecza swooj dorobek przed wslanym dzieckiem.

                                        Może być ostatnim ch***jem, za przeproszeniem, ale nadal pozostaje ojcem
                                        dziecka, czyli rodziną dla niego.
                                        Rodziców dziecko sobie nie wybiera.


                                        > Co do next - nigdy nie wiadomo jak sie tocza losy ludzi i stwierdzenie -
                                        nawet
                                        > jesli by z danba osoab nie byl - to nimailby to czyt amato - jest gdybaniem.
                                        Bo
                                        >
                                        > nie wiadomo czy nie zwiazal by sie z ohlejtusem ktory wszystko przepije
                                        zamiast
                                        >
                                        > z facetm ktory - bedzie ja windowal itd..

                                        ...wybacz, ale TO jest właśnie gdybanie z twojej strony.

                                        > Wec jest to gdybanie. Wszystko co sie nie da udowodnic - jest gdybanie.


                                        TO tak jak z "rodziną". Widoczne mamy inne pojęcie na ten temat.

                                        > A nie
                                        > jestes w stanie udodwodnic- ( bo nikt nie zyje dwa razy) jco bys osiagnela
                                        > jakbys byla sama i co on by osiagan.

                                        Oczywiście, że nie jestem w stanie PRZEWIDZIEĆ dokładnie co i jak. Ale to nie
                                        zależy od faceta. Tylko od tego, czy np. miałabym tą pracę dalej, czy nie
                                        zachorowałabym, albo czy na głowę nie spadłby mi samolot.

                                        A może ja tak myślę, bo nigdy żaden facet nie miał wpływu na to co osiągam?..
                                        Hmmm...


                                        > Gdybaniejest tez ze rodzielnosc gwaratuje wszytko- nieprawda- we
                                        jeslimieskzja
                                        > razem jotres z nich ponosi koszty i nie wiadom jakie byly by te koszty gdyby
                                        > nie fatk iz sa razem- tez nie jestes stanie tego stwierdziz z wyzej podanych
                                        > powodo.

                                        ?
                                        Przepraszam, ale tego to ja nie zrozumiałam teraz po prostu.

                                        > Mozenie mail by takich rachunko, alebo nie zyl na takim poziomi- to
                                        > jest gdybanie- Bo zycia drugi raz osobno nie przezyjecie.

                                        Nie. Ale do tej pory każde żyło sobie osobno i wiadomo JAK żyło.
                                        Jest porównanie. REALNE.

                                        > A teraz. Zgodzilas ise ze wiekszosc facetow idacych na taki uklad kosztem
                                        > wlasnego dzieck -nie zaslugujana miano ojca.

                                        Oczywiście. Jeśli robią to z premedytacją, nie mając do tego żadnych powodów.

                                        Oczywiste jest też to, że jeżeli dzieci (najczęściej już świadome tego co się
                                        dzieje/dorosłe - począwszy od nastolatków) - z premedytacją olewają ojca albo
                                        wręcz jeszcze dop****ją mu jak ta lala psychicznie i nie tylko - ojciec może
                                        mieć powody do np. wydziedziczenia.
                                        To działa w obie strony.
                                        A powiedzmy szczerze, że mimo wielkiej chęci matek i ojców - dzieci nie zawsze
                                        odwdzięczają im się miłością i zainteresowaniem.

                                        > Wiekszosc waszych partenrow na to
                                        > poszla.....

                                        Powiedzmy też sobie, że ja tego tematu nei traktuję personalnie, bo żadna
                                        kwestia wydziedziczania, podziałów majątku, ani "olewania" dziecka przez ojca
                                        nie nie dotyczy, a wręcz przeciwnie.

                                        I daleka też jestem i tobie też życzę - od ferowania tak jednoznacznych opinii
                                        na temat partnerów obecnych tu dziewczyn. Ja im w łóżka, portfele, stosunki z
                                        dziećmi nie zaglądam. A z tego co piszą trudno jest ocenić JEDNOZNACZNIE o co
                                        chodzi i dlaczego czasem padają kwestie klasy "mój M zapisał wszystko na mnie",
                                        albo "Jak obwarować prawnie moje prawa i prawa moich dzieci do mojego/naszego
                                        majątku" - bo w sumie na forum możemy mieć jedyne BLADE pojęcie o tym, co
                                        powoduje w domach tych dziewczyn takie a nie inne sytuacje.

                                        pozdr.

                                        Joanna
                                        • Widzisz w jednym sie zgadaamy do tego co doszlam doszlam sama , ale wiem ze
                                          facet moze przeszkodzic - tak bylo w moim przypadku. Byla nym juz duzo dalej
                                          gdyby nie on. I tak moze byc w malzenstwie w druga strone. I np. Ktos sie wiaze
                                          z kobieta i ona spowalania tempo rozwoju i osiagniec.
                                          Moze tobie wydaje sie to niemozliwe. ale tak jest. Mi eks niezle pomieszal w
                                          zyciu zawodowym i zalozenie rodziny z nim kosztowalo mnie kilka wyrzeczen w tej
                                          sferze... Biora pod uwage , ze moze byc odwrotnie...
                                          Masz odpowiedz na swoje pytanie.

                                          Oczywiscie ze mamy rozne pojecie - bo bycie ojcem- to pokrewienstwo , a bycie
                                          rodzina - to znacznie wiecej.
                                          Pokrewienstwo jest i bedzie - Rodzina nie. Dlatego na rodziny samotnych mowi
                                          sie niepelne rodziny - choc ojcowie dochodza....


                                          Nie mozna miec dwu odrebnych rodzin . Mozesz i nie musisz sie z tym zgadza mnie
                                          tam wszystko jedno.
                                          Moj Syn wie ze moze liczyc tylko na mnie, a jak dorosnie na mnie i na Siebie i
                                          to mu wystarczy.
                                          I zamierzam tak go wychowac by nie musial sie ogladac na ojca.
                                          W koncu ojcem - sie jest - tak , ale zebyzaliczyac sie do rodziny i byc TATA-
                                          trzeba zancznie wiecej...


                                          Mag
                              • masz swoje powody do takich poglądów. jednak spróbuj sobie wyobrazić, że sama
                                także wiążesz się z mężczyzną, który ma dzieci z poprzedniego związku. wtedy
                                starasz się zabezpieczyć interesy swojego dziecka i chronisz swoją część
                                majątku i taka sytuacja wydaje ci się jak najbardziej naturalna. autorka tego
                                wątku robi to samo.

                                --
                                Bóg chce tego, czego chce kobieta! Agatha Christie
                            • ".... no więc - w myśl w szystkich takich postów - zainteresowani szukają jak
                              najlepszego rozwiązania DLA SIEBIE/RODZINY - wg tego co im przysługuje prawnie
                              i z czego mogą skorzystać ubiegając się o "korzyści" majątkowe różnego typu."

                              Dziecko rodziną nie jest?
                              • kamila77 napisała:

                                > ".... no więc - w myśl w szystkich takich postów - zainteresowani szukają jak
                                > najlepszego rozwiązania DLA SIEBIE/RODZINY - wg tego co im przysługuje
                                prawnie
                                > i z czego mogą skorzystać ubiegając się o "korzyści" majątkowe różnego typu."
                                >
                                > Dziecko rodziną nie jest?

                                jasne ze jest.
                                Moje dziecko wchodzi w sklad rodziny mojej i ojca mojego dziecka.
                                Twoje dziecko wchodzi w sklad rodziny TWOJEJ i ojca TWOJEGO dziecka.

                                Z czego wynika, ze TWOJE dziecko nie nalezy do MOJEJ rodziny..wink

                                Ja dbam o swoje, ty o twoje.
                                Ojcowie dzieci - odpowiednio dbaja o swoje dzieci.
                                A jesli ONI nie dbaja - to juz kwestia tego, ze facet nie jest odpowiedzialny i
                                jako taki jest do d..

                                O czym juz pisałam.

                                J

                                • Wiesz co, rozrysowalam to sobie. Wychodzi na to, ze rodzin jest trzy:

                                  1. ty, facet, wasze dziecko
                                  2. eks plus dziecko z facetem
                                  3. facet plus oboje dzieci

                                  Chociaz z tego co piszesz: "Twoje dziecko wchodzi w sklad rodziny TWOJEJ i
                                  ojca TWOJEGO dziecka", do rodziny nr 2 trzeba jednak faceta dolaczyc (oznacza
                                  to, ze eks jest rodzina twojego faceta). Nie wiem tez, jak mozliwy jest punkt
                                  3 - dzieci zostaja na pewien czas "pozbawione" matek, czy jak?

                                  Teraz juz wiem, dlazego nie mialam piatki z logiki.
                                  • ......smile
                                    Ale przynajmniej sobie porysowałaś trochę.

                                    Weź pod uwagę to, że dla mnie "rodzina=ojciec+matka+dzieci"...

                                    (Ale to już matematyka..Przepraszam za utrudnienia.)

                                    ...Więc punkt trzeci jako taki dla mnie odpada zupełnie (dyskusja na temat tego
                                    co to jest RODZINA - była prowadzona już wcześniej, więc w razie ewentualnych
                                    pytań i wyjaśnień odsyłam niniejszym... gdzieś tam do archiwum).


                                    Tylko...
                                    Tylko co wnosi twoje rysowanie do tematu o którym pisałam? smile

                                    Będę wdzięczna za ustosunkowanie się do tematu konkretnie, a porysować sobie
                                    możemy "po godzinach". Wezmę kredki.
                                    Z rysowania miałam piątki.

        • Witam!
          Dzięki za odpowiedź. Trochę mnie to wszystko podłamało sad Jakoś nie ufam temu
          dziecku. Z Twojej odpowiedzi nie wszystko zrozumiałam... Jeśli jesteśmy
          małżeństwem to jego dzieciak może się ubiegać o zachowek z naszego majątku
          wspólnego, tak? A jeśli nie jesteśmu małżeństwem i wszystko jest od razu brane
          na mnie tj. od razu na mnie brany będzie dom, samochód i wszystkie sprzęty to
          ten dzieciak też ma prawo do tego zachowku z tych rzeczy zapisanych na mnie? To
          trochę bez sensu, bo przecież to dla mnie zupełnie obca osoba... Czy więc fakt
          że ojciec jego byłby zameldowany w tym domu będzie miał znaczenie w tej sprawie
          (chodzi o jedynie samo zameldowanie, bez małżeństwa). No i ta druga sytuacja
          tj. małżenstwo ale z rozdzielczością majątkową. Czy tutaj dzieciak będzie miał
          prawo do majątku jeśli od samego początku będzie on brany na (a nie
          przepisywany z jego ojca) Tak jak pisałam nie chce nic z tego co mój M osiągnął
          za czasów kadencji z ex smile Chodzi mi jedynie o zabezpieczenie tego co osiągnie
          ze mną i co od razu będzie brane na moje nazwisko. Jego ex i dzieciak i tak
          mają więcej niż przeciętny polak, m.in ogromny dom wyceniony wstępnie na 450
          tys. złotych i 2 samochody, wszystko na nią, więc i tak wszystko będzie dla
          tamtego syna, bo nie mamy już siły ani ochoty na włóczenie się po sądach.
          Uważam że im to wystarczy i to co osiągniemy razem z M., wolałabym żeby zostało
          dla naszych dzieci(szczególnie że planujemy więcej niż jedno). Pozdrawiam. M.
          • Chcieć to sobie możesz, niemniej tamto dziecko MA PRAWO do całożyciowego
            dorobku (oczywiście odpowiedniej części) swojego ojca BEZ WZGLĘDU z kim ojciec
            się tego dorobił. I nie ma znaczenia ile ma i dorobi sie jeszcze matka tego
            dziecka (bo do tego też dziecko ma prawo).
            Szkoda, że wiele macoch tego nie widzi.

            Pozdrawiam,
            zniesmaczona Chalsia
            --
            Ludzie to ssaki.
            • maliko - jesli masz zapisane na siebie rzeczy (rachunki, umowy itp) - a nie
              jestescie małżeństwem - to do twojego majątku dziecko twojego partenra nie ma
              żadnego prawa.
              Ma prawo do majątku należącego wyłacznie do swojego ojca (w całości, jesli
              ojciec nie ma zony i innych dzieci, lub w jakiejs tam czesci, o czym pisałyscie
              juz wczesniej - jesli jest druga zona, kolejne dzieci). Majatek ojca jesli jest
              odrebny - tzn nie jestescie malzenstwem - to tylko to, co posiada ojciec. Jesli
              jestescie malzenstwem - to jest to czesc "ojcowska" z waszego wspolnego
              majatku, tez tego, jakiego sie dorobiliscie razem.

              Najlepszym wyjsciem w takiej sytuacji, kiedy nie chcesz zeby twoj majatek
              dziedziczylo jego dziecko (tylko zeby dziedziczylo majatek ojcowski w jakiejs
              tam czesci) - jest, tak jak pisze naturella - spisanie rodzielnosci majatkowej.
              pozdr.

              J
    • Może tak: poniewaz miałam "zaszczyt" byc spadkobiercą, to wiem, że :
      KAŻDY TESTAMENT MOZNA POWAŻYĆ WŚADZIE,
      ZACHOWEK SIĘ NIE NALEŻY DZIECIOM JEŚLI ZOSTAŁY ONE WYRAŹNIE W TESTAMENCIE
      WYDZIEDZICZONE, PRZY CZYM KLAUZULA O WYDZIEDZICZENIU MUSI BYĆ ZAPISANA Z
      PODANIEM PRZYCZYN WYDZIEDZICZENIA.
      Wydziedziczyć nie jst łatwo, tylko są pewne konkretne warunki:
      np. uporczywe zaniedbanie swoich powinności wobec rodzica-testatora, czyli nie
      utrzymywanie z nim kontaktów, nie interesowanie sie jego zdrowiem i sytuacją
      materialną.
      Ponieważ też nie chcę by mój pasierb po mnie dziedziczył, mam rodzielność
      majątkową z moim M.
    • odpowiedziałm Ci coś na priva smile
      • Posłuchajcie a może by zrobił to tak ( dla tych które są w związkach
        małżeńskich)
        Myslałam o separacji - ma ona takie same skutki jak rozwód ( czyli podział
        majatku ale nie rozwiązuje małzeństwa) do tego w czasie trwania separacji
        bedziemy miały zasadzone alimenty na siebie i dziecko ( dzieci)co utrze po
        częsi roszczenbia naszej eks. do podwyżek alimentów. My natomiast besdziemy
        sobie mieszkac z naszym mężem ( ponieważ cały czas on nim będzie)być może
        pewniejsi jutra?
        Dodam że separacje zawsze można znieść za obopulną zgodą.
        Co o tym myslicie?
        • wiola101 napisała:

          > Posłuchajcie a może by zrobił to tak ( dla tych które są w związkach
          > małżeńskich)
          > Myslałam o separacji - ma ona takie same skutki jak rozwód ( czyli podział
          > majatku ale nie rozwiązuje małzeństwa) do tego w czasie trwania separacji
          > bedziemy miały zasadzone alimenty na siebie i dziecko ( dzieci)co utrze po
          > częsi roszczenbia naszej eks. do podwyżek alimentów. My natomiast besdziemy
          > sobie mieszkac z naszym mężem ( ponieważ cały czas on nim będzie)być może
          > pewniejsi jutra?
          > Dodam że separacje zawsze można znieść za obopulną zgodą.
          > Co o tym myslicie?

          Ja nie za bardzo chętnie myślę o tym, bo to już kombinacje takie z
          premedytacją...wink

          W sumie - wystarczy rozdzielność majątkowa w małżeństwie. Każdy ma prawnie
          swoje. I jest fair.
          A z tego co wiem (poprawcie mnie, jeśli się mylę?) - alimenty można dostać na
          siebie i na dziecko również w czasie trwania małżeństwa (bez separacji).

          Pozdr.

          J
          • Oczywiście jest to sytuacja czysto teoretycznaale jeżeli chodzi o
            zabezpieczenie to czy własnie takie wyjście z sytuacji o którym wspomniałam w
            poprzednim poście nie miało by sensu?
            • wiola101 napisała:

              > Oczywiście jest to sytuacja czysto teoretycznaale jeżeli chodzi o
              > zabezpieczenie to czy własnie takie wyjście z sytuacji o którym wspomniałam w
              > poprzednim poście nie miało by sensu?

              oczywiście, że miałoby sens.
              co więcej - wszystko zgodnie z prawem.

              pomijając jednak wyjątki (kiedy np. Ex z premedytacją czystą, ewidentnie - dla
              własnej satysfakcji, a nie dla dobra dzieci - chce finansowo "upupić" Exa (a
              pojedźmy tym Ferdydurke, a co..wink - bo przecież tak czasem też bywa, i nie da
              się INACZEJ załatwić z nią sprawy tak, żeby nie "ucierpiał" na tym dorobek
              Next) - to jednak kwestia prywatnych zapatrywań na takie załatwianie spraw.
              W "normalnych" warunkach, kiedy można stosować inne rozwiązania,
              typu "rozdzielność majatkowa w małżeństwie bez separacji" - byłabym daleka od
              kombinacji alepjskich tego typu..wink

              pozdr. ciepło (ach to słońce nad Łodzią...)

              J
              • Mam pytanie,
                czy rozdzielność majatkowa będzie chronić Twoje zarobki, dochody przy podwyżce
                alimentów. czy w momoencie posiadania takiego dokumentu sąd nie bedzie żądał od
                Ciebie przedstawienia dochodu?
                • wiola101 napisała:

                  > Mam pytanie,
                  > czy rozdzielność majatkowa będzie chronić Twoje zarobki, dochody przy
                  podwyżce
                  > alimentów. czy w momoencie posiadania takiego dokumentu sąd nie bedzie żądał
                  od
                  >
                  > Ciebie przedstawienia dochodu?


                  Wiolu, szczerze mówiąc (pisząc...wink - NIE MAM POJĘCIA.
                  Nigdy się tym nie interesowałam i nie wiem jak to wygląda "w praktyce".

                  Ale może inne forumowiczki wiedzą i odpowiedzą?

                  pozdr.

                  J
    • Widzisz burzo4, masz rację, ale weź pod uwagę, że Ty i Twój M. macie dzieci z
      poprzednich związków, tak, że w sprawie dziedziczenia jesteście kwita: Ty masz
      wspólnotę z M, więc pośrednio przyczyniasz się do dobrobytu jego syna, tak jak
      Twój M. do dobrobytu Twojej córki.
      U mnie sytacja jest inna, tylko mój. M. ma dziecko, nie ukrywam, że lwia część
      tego co mam kiedyś należała do moich rodziców i nie bardzo wyobrażam sobie, by
      pasierb mógł dziedziczyć coś, na co absolutnie nie zapracował i co z tytulu
      więzów krwi też mu się nie należy. Weź też pod uwagę, ze pasierb ma matkę, po
      której mu się należy.
      Jeżeli będziemy mieli dziecko wspólne, to wspólne miało będzie pół na pół z
      pasierbem (i tego nie kwestionuję) po ojcu, ale po mnie wszystko to, co było
      moim majatkiem odrębnym. Nie ukrywam, iż zrobiłam testament (choć zamierzam
      jeszcze pożyć) i nie jest on korzystny dla pasierba, ale dla M. też. Testament
      ów ulegnie zmianie, jeśli doczekamy się wspólnego potomstwa.
      Uważam więc, że po matce i ojcu pasierbowi się należy, zaś po mnie nie.
    • Drogie Ex!!!

      A może tak trochę empatii? A gdyby tak- nie daj Boże/ nie życzę nikomu/ tfu,
      tfu, tfu!!!- syn z 1. małżeństwa zmarł. Z tego co wiem to ojciec ma prawo w
      jakiejś tam części do spadku po synu...
      --
      pływający Kaczorek
      Zapraszam na nowe forum SIERPIEŃ 2003 Rówieśnicywink)
      • Nikt nie pisze jak zabespieczyc by ojciec nie dziedziczyl po synu?
        Ja przynajmniej nic takiego nie przeczytalam.
        A ty Tak?

        Mag
      • O to zapewne martwi się już ex wraz z synem.... Ja sie tym martwic nie bede
        gdyz dla mnie taki problem po prostu nie istnieje, tzn te pieniadze mnie akurat
        by nie obchodzily i jesli juz bylibysmy zmuszeni je przyjac to chyba bym
        namawiala by wspomoc jakis dom dziecka.... Tak od siebie chcialabym podkreslic
        jeszcze jedna rzecz, tak jak pisalyscie chce zabezpieczyc swoja rodzine i swoje
        dzieci. Dziecko M jest juz i tak wystarczajaco zabezpieczone. Jeden z
        pierwszych artykulow KRiO mowi ze rodzice i dzieci maja sie wzajemnie wspierac.
        Tutaj to wspieranie jest niestety jednostronne. Od kilku lat syn M rowno ojca
        olewa. Nie odbiera telefonow po czym wylacza telefo, jak ojciec przychodzi do
        domu to ten udaje ze go nie ma pomimo ze byli umowieni na konkretny termin,
        jesli juz przypadkiem uda sie M spotkac z dzieckiem to mlody zawsze gdzies sie
        spieszy albo do szkoly albo do kolegi i nigdy nie ma czasu. Jeszcze sie nie
        zdarzylo by do ojca zadzwonil, ani chociazby podziekowal za zyczenia czy
        prezenty. Wiec nie dziwcie sie (pisze to do tych dziewczyn ktore sa wielce
        zniesmaczone czy oburzone moim postem) ze nie traktuje tego dzieciaka jak
        rodzine i nie chce by cos na co ciezko pracowalam i pracuje, na co zamierzam
        zaciagnac kredyty wpadlo potem w jego rece. Co innego gdybym znala tego
        dzieciaka, gdybym wiedziala ze ucierpial na rozwodzie rodzicow, gdybym
        wiedziala ze ojca kocha i jest bardzo za nim.... Wtedy traktowalabym go
        zupelnie inaczej. Ale jesli widze ze ma ojca za nic, i ze nawet przed
        psychologami sklada "falszywe zeznania" by tylko ojca wkopac to przepraszam,
        ale moim zdaniem tak sie kochajacy syn nie zachowuje. I nie moge patrzec jak
        moj M caly czas to bardzo przezywa, pomimo ze trwa to juz tyle lat.... Caly
        czas zyje nadzieja ze to sie kiedys zmieni ze kiedys synek wpadnie mu w ramiona
        krzyczac tatusiu tak bardzo cie kocham.... Tyle ze synek jest coraz starszy i
        zamiast zmieniac sie na lepsze zmienia sie na gorsze. I raczej nic nie wskazuje
        na to zeby kiedys postaral sie o taki gest, przynajmniej ze szczerego serca.
        Zrozumcie dziewczyny, tamta rodzina byla chora. Tam ojciec nie mial prawa
        dotknac sie do dziecka bo sie na dzieciach nie znal i zaraz by mu zrobil
        krzywde. W efekcie dziecko bylo wychowywane przez mamusie i babcię. Dziecko
        przez kilkanascie lat wzrasta w przekonaniu ze ojciec jest zerem i sluzy
        jedynie do zarabiania pieniedzy. Zrozumcie dziewczyny ze jak M bedac jeszcze
        mezem chcial gdzies wyjechac z rodzina to jego ex nie zgadzala sie na to tylko
        jechala sama z wlasna matka. A samemu M nie mozna bylo wziac dziecka z domu
        nawet na 5 minut. Do tej pory dzieciak spi w jednym pokoju z matka pomimo ze
        pokoi w domu jest z 10. To jest zboczenie. Wiec nie mowcie o tym ze jest to
        normalna rodzina.... Pozdrawiam. M.
    • a my wszystko przehulamy na bieżąco
      majątku nie zostawiamy
      :o)))))

      pozdrawiam
      Judyta
      • właśnie! nie ma to jak wylądować w wynajmowanym mieszkaniu z kompem i
        telewizorem i setka książek jako jedyny dobytek (pralki nawet niema ). nie ma
        co dzielić smile

        --
        Bóg chce tego, czego chce kobieta! Agatha Christie
        • a to jak u mnie - ksiazki i mala amerykanka dla synka do spania. Ale i pralke
          tez mam :o))
          Zreszta ja i tak wszystko czego sie dorobie, przebaluje. I juz.
    • Czym innym jest majatek odrębny, a czym innym spadek. W wypadku mojej śmierci z
      ustawy dziedziczyłby wszysko mój M. jako mąż. Jesli M. zmarłby jako drugi to w
      skład spadku po nim jest jego dorobek i to co M. odzidziczyłby po mnie, czyli
      wszystko dziedziczyłby pasierb, na co ja się nie zgadzam. Dodatkowo spadek po
      moich rodzicach cały czas przynosi jakies tam korzyści, więc siłą rzeczy
      powiększa się, a już pożytki ze spadku jeśli nie ma rozdzielności majatkowej
      niestety są wspólne. Chodzi mi wyłącznie o pełne zabezpieczenie interesów
      ewentualnego dziecka wspólnego, aby to, co jest po moich rodzicach i wszystkie
      korzyści z tego płynące były wyłącznie dla tego wspólnego dziecka i tyle.
    • Mallika,

      dziecko Twojego faceta jest wyłącznie twego faceta i wyłącznie po nim dziedziczy.
      Dziedziczy w równych częśćiach z innymi dziećmi faceta oraz z aktualną żoną.

      Jeśli M. zdecyduje się na przepisanie testamentem majątku obcej osobie, schronisku dla zwierząt, konkubinie, czy komukolwiek innegu, to i tak ci, którzy dziedziczyliby po nim, gdyby takiego testamentu nie było dostają "zachowek" czyli połowę tego, co im się pierwotnie należy. Jeśli dzieci są małoletnie dostają 3/4 tego, co im się należy.

      Druga sprawa to wyskość majątku M.
      Jeśli jesteście w konkubinacia M. może niczego nie mieć i wszystko może być tylko Twoje (mieszkanie, samochód itp)
      Jeśli jesteście małżeństwem, wszystko co nabywacie jest wasze wspóne. Tzn. w wypadku śmierci dajmy na to M. Twoja jest już połowa tego, co wspólnie nabyliście, a drugą połowę przypadającą na M. dziedziczycie jak wyżej.

      Można też zawrzeć związek małżeński i podpisać umowę o rozdzielności majątkowej. Wtedy to co ty nabywasz jest tylko Twoje a to co nabywa M. tylko jego. I tu też wszyscy uprawnieni dziedziczą tylko po M. a co Twoje, to Twoje.

      I jeszcze jedno, zabezpieczenie dzieci i żony to jedna z zasad prawnych, druga zasada - to wolność rozporządzania swoim majątkiem.

      Twój M. jeśli ma majątek może go ofiarować drogą darowizny notarialnej: Tobie, waszemu dziecku czy schronisku dla zwierząt. Jeśli umrze przed upływem 10 lat od tego momentu wszystkim uprawnionym przysługuje prawo do zachowku na takich samych zasadach, co przy niekorzystkym testamencie.
      Po dziesięciu latach - kto dostał, ten ma, a spadku nie ma, bo nie ma żadnego majątku.

      We wszystkich sprawach spadkowych sprawa zostaje tak jak jest, o ile uprawniony sam się o swoje nie upomni przed sądem.

      Moim zdaniem najkorzystniejszy jest:
      1. Ślub z podpisaniem umowy majątkowej. Wtedy wszystko, czego się razem dorobicie może być (o ile M. będzie tego chciał) zapisane wyłącznie na Ciebie.
      2. Rozporządzenie własnym majątkiem przez M. na mocy darowizny notarialnej (nie czekając na śmierć, testament itp.) w momencie, kiedy dzieci się usamodzielniają.

      Pozdrówka
      ---

      badia
      • Tiaaaa.

        Ja rozumiem, że ludzie chcą zabezpieczyć siebie i swoje rodziny. I np.
        małżeństwo z rozdzielnością jest OK - dzieci z pierwszego związku dziedziczą
        tylko odpowiednią, swoją część z majątku odrębnego ojca. Testamenty też są OK.
        I inne wyjścia też (np. spłacenie zachowku za życia).

        Ale nie jest dla mnie OK to, co chce zrobić Mallika. Nic jej do tego, że jej M
        zostawił swojej eks i ich dziecku dom, samochód i co tam jeszcze.
        To się odbyło za jego zgodą, to była jego wola (nota bene on sie tego co miał
        dorobił wspólnie z byłą żoną).
        Dzieci mają prawo do całożyciowego dorobku swoich rodziców (oczywiście do
        odpowiedniej części), bez względu z kim się rodzice tego dorobili.
        Facet Malliki teraz z nią się będzie dorabiał.
        A co Mallika chce zrobić - by wszystko, czego się wspólnie dorobią przepisać
        prawnie W CAŁOŚCI na nią, czyli pozbawić pierwszego dziecka praw do
        czegokolwiek, czego ojciec się dorobi (no bo wtedy prawnie ojciec nie dorobi
        sie niczego - wszystko będzie Malliki).

        Eeee, ręce opadają.
        A jeśli M Malliki się na to zgodzi, to jak napisała Jayin, jest to facet do
        d.....

        Jakoś mi się to kojarzy z zawiścią.

        Pozdrawiam,
        ciągle potwornie zniesmaczona Chalsia
        --
        Ludzie to ssaki.
        • <klask> <klask> <klask>

          Obawiam sie chalsiu, ze akurat przypominanie tu o moralnosci i zwyklej ludzkiej
          przyzwoitsci niekoniecznie musi byc przez wszystkich zrozumiane.

        • jesli facet to czego sie dorobil przez pol zycia oddal zonie i dzieciom to nie
          widze powodu zeby druga czesc zycia pracowal na druga zone i kolejne dzieci
          to chyba uczciwe tym bardziej ze facet caly czas lozy wysokie kwoty na
          utrzymanie dzieci "pierwszych" i nie zamierza zaprzestac lozyc
        • chalsia napisała:

          > Ja rozumiem, że ludzie chcą zabezpieczyć siebie i swoje rodziny. I np.
          > małżeństwo z rozdzielnością jest OK - dzieci z pierwszego związku dziedziczą
          > tylko odpowiednią, swoją część z majątku odrębnego ojca. Testamenty też są
          OK.
          > I inne wyjścia też (np. spłacenie zachowku za życia).


          Ja tez wiele rzeczy starm sie zrozumiec...

          >
          > Ale nie jest dla mnie OK to, co chce zrobić Mallika. Nic jej do tego, że jej
          M
          > zostawił swojej eks i ich dziecku dom, samochód i co tam jeszcze.
          > To się odbyło za jego zgodą, to była jego wola (nota bene on sie tego co miał
          > dorobił wspólnie z byłą żoną).
          > Dzieci mają prawo do całożyciowego dorobku swoich rodziców (oczywiście do
          > odpowiedniej części), bez względu z kim się rodzice tego dorobili.
          > Facet Malliki teraz z nią się będzie dorabiał.
          > A co Mallika chce zrobić - by wszystko, czego się wspólnie dorobią przepisać
          > prawnie W CAŁOŚCI na nią, czyli pozbawić pierwszego dziecka praw do
          > czegokolwiek, czego ojciec się dorobi (no bo wtedy prawnie ojciec nie dorobi
          > sie niczego - wszystko będzie Malliki).

          Dokladnie tak samo odebralam posty Malliki. I musze przynac, ze nie ma dla mnie
          wydzwieku korzystnego dla autorki.

          > Eeee, ręce opadają.

          Opadaja...

          > A jeśli M Malliki się na to zgodzi, to jak napisała Jayin, jest to facet do
          > d.....

          Oj swieta racja!!!!!!!!!!!!


          > ciągle potwornie zniesmaczona


          Juz pierwszy post mnie zniesmaczyl, a kolejne dolozyly tylko do pieca sad((
          Jakie to smutne, ze ludzie maja takie podjscie do dzieci swoich partnerow sad((
          Ciesze sie, ze istnieja jeszcze takie osoby jak Lideczka, czy Burza za zdrowym
          podejsciem do zycia smile

          Pozdrawiam

          --
          PelAga
          GG4321183
          Forum Rodzinne
    • Kodeks cywilny
      Art. 991. § 1. Zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy byliby
      powołani do spadku z ustawy, należą się, jeżeli uprawniony jest trwale
      niezdolny do pracy albo jeżeli zstępny uprawniony jest małoletni - dwie trzecie
      wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu
      ustawowym, w innych zaś wypadkach - połowa wartości tego udziału (zachowek).

      2/3 a nie 3/4
      Przykład:
      Mąż ma żonę, dziecko1 i dziecko2 (z poprzedniego związku)- w małżeństwie nie ma
      rozdzielnosci majątkowej
      Majątek to powiedzmy 100.
      Po smierci męża ustaje wspólnośc - 50 jest zony a 50 podlega dziedziczeniu
      1) dziedziczenie ustawowe - owe 50 dziedziczy w częściach równych zona i
      dzieci, z tym, że dla zony nie mniej niz 1/4 z tych 50.
      2) był testament - wszytsko przepisane na dziecko1wtedy dla dziecka 2 i dla
      zony - roszczenie o zachowek
      pozdrawiam
      Matiza
      • Tak jest w istocie, dlatego, aby zachowek się nie należał, trzeba w testamencie
        dokonać wydziedziczenia podając konkretną przyczynę.
        • Kodeks cywilny
          Art. 1008. Spadkodawca może w testamencie pozbawić zstępnych, małżonka i
          rodziców zachowku (wydziedziczenie), jeżeli uprawniony do zachowku:}
          1) wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny
          z zasadami współżycia społecznego;
          2) dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu
          osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej
          obrazy czci;
          3) uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków
          rodzinnych.
    • Mam pytanie do macochy-prawnika smile))) :

      - jak to jest z tym wydziedziczeniem?

      Mój teść ze dwa lata temu zerwał z nami wszelkie stosunki.

      Mniejsza o szczegóły, ale zerwanie sprowokował i zainicjował teść, bardzo
      brzydko przy okazji raniąc mojego faceta oraz wykazując się doprawdy wzorcową
      podłością - gdyby rozpatrywac to w kategoriach zasad współżycia społecznego, to
      teść eweidentnie zawinił.

      My się z nim nie kontaktujemy. On z nami też nie.

      Czyli wychodzi na to, że on może wydziedziczyć mojego faceta?!

      --
      Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
      • odalie napisała:

        Moje drogie Macochy.

        Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem!!! Wiekszość z was (poza również
        prawnikami) wykazuje naprawdę duże zrozumienie rzeczy. Tak trzymać. Trzeba być
        uświadomionym prawnie i wiedzieć co sie należy a z czym nawet nie warto
        polemizować.

        Nie rozumiem niektórych "zniesmaczonych". Każdy z nas parzy na świat ze swojego
        punktu widzenia i siłą rzeczy pragnie dobra dla siebie. W pozostałym zakresie,
        która nie krzywdzi osoby można oczywiście okazać wspaniałomyślość... Większość
        z nas nieststy wpadła w tak "pokrecone" układy życiowe, ze sobie samemu z tym
        nie radzi. Dowodem jesteśmy wszystkie to obecne. Przecież każda z nas szukała
        jakiegokolwiek potwierdzenia dla swojego postepowania, chciała wiedzieć, czy
        ona sama jest taka "niedobra" (nie kochajac pasierba) czy też inne kobiety mają
        również problemy z zaakceptowaniem sytuacji. Tym bardziej, ze społeczeństwo
        jest prodziecięce, najważniejsze dobro dziecka a nic innego się nie liczy...
        Chyba to nie powinno być tak do końca.

        Uważam, ze to nic zdrożnego, że pragnie sie zabezpieczyć bądź co bądź dorobek
        własnego życia. Tworzy się go wprawdzie z inną osobą, ale jest on wspólny.
        Tworzy się go wspólnie i razem. Niezależnie od tego kto zarabia więcej. Ale
        przecież wybieramy firanki, do naszego mieszkania, malujemy go, pieścimy i
        dzieje sie to najcześciej kosztem wieloletnich wyrzeczeń i poświęceń. Prawo
        ubezwłasnawalnia nas w ten sposób, że pół z tego wspólnego majątku (w razie
        świerci -tfu tfu M.) podlega zasadom na jakie nie mamy wpływu. A chyba żadna
        osoba nie lubi wyrzucać czegoś na co pracowała i walczyła. Chce sie mieć wpływ
        na przeznaczenie własnych pieniędzy i już. A tu wlaśnie okazuje sie, ze pow
        wielu latach harówki znów trzeba kogoś spłacać... Przecież to naturalne, ze
        taka sytuacja wywołuje bunt a przede wszyskim ciągłe poczucie braku
        bezpieczeństwa.

        Dlatego moje drogie - nie ma powodu, zeby czuć sie winnym swojego postepwanie.
        Pragniemy być tylko bezpieczne.

        OK. To tyle filozofowania...

        Zaraz przejdę do rzeczy czyli suchej litery prawa a żeby to nie było zbyt
        długie - to pod spodem smile
      • odalie napisała:

        > Mam pytanie do macochy-prawnika smile))) :
        >
        > - jak to jest z tym wydziedziczeniem?
        >
        > Mój teść ze dwa lata temu zerwał z nami wszelkie stosunki.
        >
        > Mniejsza o szczegóły, ale zerwanie sprowokował i zainicjował teść, bardzo
        > brzydko przy okazji raniąc mojego faceta oraz wykazując się doprawdy wzorcową
        > podłością - gdyby rozpatrywac to w kategoriach zasad współżycia społecznego,
        to
        >
        > teść eweidentnie zawinił.
        >
        > My się z nim nie kontaktujemy. On z nami też nie.
        >
        > Czyli wychodzi na to, że on może wydziedziczyć mojego faceta?!
        >

        Najpierw na Twoje pytanie Odalie, bo ciekawe i nie łaczy sie z liczeniem
        ułamków smile

        To sytuacja bardzo skomplikowana prawnie, jak również dowodowo w ewentualnie
        zaistniałym procesie, w razie wydziedziczenia.
        Wspomniałaś o zasadach współżycia społecznego. Słusznie. W prawie istnieje coś
        takiego. Nie można bowiem czynić ze swego prawa uzytku, który byłby sprzeczny z
        zasadami współżycia społecznego. A tutaj ewidentnie (przy takich danych jak
        podałaś )zachowanie teścia wskazuje, ze sprowokował sytuacje - właśnie w tym
        celu. a to na akceptacje prawa nie zasługuje.

        Oczywiście w razie ewentualnego procesu - to na Twoim m. ciąży udowodnienie
        tego, ze to teść zawinił a nie Twój M. I że M. się starał.

        takie jest moje zdanie. POszperam jeszce w orzecznicytwie sądu Najwyższego - na
        pewno przewidział on taką sytuację.

        Mam jeszcze kilka uwag to wszystkich powyższych rozważań. Ale dziń naprawdę nie
        dam rady. Czeka na mnie sprawa 12 tomowa... nawet nie wiem jak to ugryźć.
        Chciaż jak znam życie pewnie zerknę na listy.

        POZDRAWIAM

        • Wszystko pieknie. MASZ RACJE!
          Wy mozecie trobic co chcecie. Ja mam tylko BARDZO KIPESKIE zdanie o facecei
          ktory zgadza sie na cos takiego , bo robi to kosztem swojego dziecka.
          Robi to kosztem jego poczucia bezpieczenstwa itd..
          A chyba wlasnie On powienie o to dbac..

          Wy to inna bajka a taki"tata" to inna bajka.
          To On swoim stanowiskiem i zgoda na to mnie szokuje.

          Mag
          • Wiesz mag_p czytam twoje listy naprawdę z zainteresowaniem. Oczywiscie poglądy
            Twoje są zazwyczaj bardzo jednostronne (a której z nas nie?), ale przebija z
            nich nutka zrozumienia i to już duży plus. Parę rzeczy nawet sama zrozumiałam
            (czytaj oddawanie dzcieci przez ex do macochy), nawet mam kolejny temat z
            wykorzystaniem Twojego listu smile.

            Ale co do tych wszystkich prawnych rozważań - jednak postaw sie w naszej
            sytuacji. I tak dziecku "pozostawionemu" przysługuje majatek taty (również ten
            na który my pracowałyśmy). Sama rozumiesz - wolałabym mieć jednak wpływ na to
            komu przeznaczam pieniądze na które pracuję. A tak całkowicie tracę motywację
            do pracy - bo po co. Potem i tak nie mogę o nich zadecydować.

            Wiesz sytuacja może się odwrócić. jesłi Twój ex - by do ciebie wrócił. Wtedy to
            TY stajesz się macochą - dla dziecka M. i next i to TY musiałabyć dzielić sie
            pieniędzmi z dzieckiem next.

            W jednym ze swoich listów napisałas, ze nawet nie jesteś ciekawa dziecka next.
            jak to moja droga? My musimy spotykac sie z dziećmi ex, a next nie musi z
            naszymi? Niby nie - ale powiazanie jest dokładnie identyczne. To też braciszek
            (siostrzyczka) Twojego dziecka. Widzisz sama - zarzucasz nam to co sama czynisz
            (obojętność wobec niewionnego dziecka) a TY dokłądnie jesteś właśnie też
            obojetna (cyt: "nawet mnie nie interesuje")

            POSTULAT DO MACOCH: MOZE BY TAK JEDNAK PODRZUCAĆ NASZE DZIECI DO EX (POD OPIEKĄ
            TATY), ŻEBY TEŻ MUSIAŁY SIE ZAJMOWAĆ "OBCYM" DZIECKIEM. MOŻE ZROZUMIENIE
            BYŁOBY WIĘKSZE.

            • maxxi26 napisała:

              > W jednym ze swoich listów napisałas, ze nawet nie jesteś ciekawa dziecka
              > next.jak to moja droga? My musimy spotykac sie z dziećmi ex, a next nie musi
              > z naszymi?

              Jesli nie widzisz roznicy to ja Ci ja wytlumacze. Jak decydujesz sie na faceta
              z dzieckiem to jestes tego swiadoma, musisz go zaakceptowac z "dobrodziejstwem
              inwentarza", jesli nie masz amiaru tolerowac jego dziecka i wizyt, to znajdz
              sobie innego faceta. A niby z jakiej okazji byla zona ma widywac sie dziecmi
              ktore zrobil sobie (np. na boku, choc niekoniecznie) jej byly maz????????? To
              nie jest jej rodzina, w zaden sposob. Jest to rodzina jej dziecka, ale nie jej.
              Rodzina jej dziecka poprzez ojca dziecka, niech wiec on zapewnia kontakty. Jak
              ja sobie urodza nowe dziecko z nowym partnerem, to nie bede od nikogo wymagac,
              zeby dzieci mialy odpowiednie kontakty.

              > ale powiazanie jest dokładnie identyczne.

              nie jest tak, to zupelnie inna sytuacja

              > POSTULAT DO MACOCH: MOZE BY TAK JEDNAK PODRZUCAĆ NASZE DZIECI DO EX (POD
              OPIEKĄ
              >
              > TATY), ŻEBY TEŻ MUSIAŁY SIE ZAJMOWAĆ "OBCYM" DZIECKIEM. MOŻE ZROZUMIENIE
              > BYŁOBY WIĘKSZE.

              Przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisalas, chyba sama w to nie wierzysz. A
              moze to byl dowcip, tylko ja jakos nie wykazalam sie poczuciem humoru????

              A jesli chodzi o dziedziczenie to wedlug Was:
              1. ojciec rozwodzac sie z matka dziecka nie musi dzielic majatku "zdobytego" po
              tym czasie z inna osoba. I to sie nazywa "sprawiedliwosc dla Was i
              zabezpieczanie wlasnych interesow" I nie wazne, ze mial udzial w dorabianiu sie
              razem z nowa Pania, dziecku z poprzedniego malzenstwa NIC sie nie nalezy, bo to
              Wasz dorobek zycia, nie ex.
              2. matka ma obowiazek dzielic kazdy majatek i zapewnic swojemu dziecku byt
              nawet jak zwiaze sie z innym facetem i to z nim "dorabia sie" od chwili rozwodu.

              A zastanowilayscie sie nad sytuacja, w ktorej ojciec uklada sobie zycie i
              zabezpiecza sie, zeby wszystko bylo na nowa zonke i nowe dziecko, matka tez
              uklada sobie zycie z drugim panem i wszystko jest na nowego pana i nowe
              dziecko. A gdzie jest w tym wszystkim miejsce dla wspolnego dziecka (ktore
              przeciez nie mialo wplywu na rozwod rodzicow), na ktore sie wszyscy wypieli, bo
              nie beda dzielic sie z nim czyms, czego sie nie dorabiali
              wspolnie????????????????

              To jest ta sprawiedliwosc????????

              Przykro mi ale jakos nadal jestem zniesmaczona.

              --
              PelAga
              GG4321183
              Forum Rodzinne
              • pelaga napisała:

                > Przeczytaj sobie jeszcze raz to co

                ..piszemy (przynajmniej na temat sytacji poza-esktremalnych, kiedy to nie ma
                scysji i naprawdę negatywnych układów na linii ojciec-dziecko/dzieci, mogących
                stanowić faktyczne przesłanki do np. wydziedziczenia)

                > jesli chodzi o dziedziczenie to wedlug Was:
                > 1. ojciec rozwodzac sie z matka dziecka nie musi dzielic majatku "zdobytego"
                po tym czasie z inna osoba. I to sie nazywa "sprawiedliwosc dla Was i
                > zabezpieczanie wlasnych interesow" I nie wazne, ze mial udzial w dorabianiu
                sie razem z nowa Pania, dziecku z poprzedniego malzenstwa NIC sie nie nalezy,
                bo to Wasz dorobek zycia, nie ex.
                > 2. matka ma obowiazek dzielic kazdy majatek i zapewnic swojemu dziecku byt
                > nawet jak zwiaze sie z innym facetem i to z nim "dorabia sie" od chwili
                rozwodu

                Proszę o cytaty, bo jakoś nie mogę się tego doszukać w tym, co "My" piszemy.
                Widzę sporo tekstów o tym, żeby zabezpieczać majątek Next, a facet niech sobie
                dzieli JAK TAM SOBIE UWAŻA.

                > A zastanowilayscie sie nad sytuacja, w ktorej ojciec uklada sobie zycie i
                > zabezpiecza sie, zeby wszystko bylo na nowa zonke i nowe dziecko, matka tez
                > uklada sobie zycie z drugim panem i wszystko jest na nowego pana i nowe
                > dziecko. A gdzie jest w tym wszystkim miejsce dla wspolnego dziecka (ktore
                > przeciez nie mialo wplywu na rozwod rodzicow), na ktore sie wszyscy wypieli,
                bo nie beda dzielic sie z nim czyms, czego sie nie dorabiali nie????????????????

                A to nie jest wyłączna sprawa rodziców dziecka?... I ich
                poglądów/sumienia/odpowiedzialności czy czego tam jeszcze?...

                > To jest ta sprawiedliwosc????????

                Oczywiście, że to co napisałaś o całkowitym "wypięciu" się na wspolne dziecko
                przez oboje rodziców nie jest sprawiedliwe. I ja w zyciu tak nie postąpiłabym
                wobec swojego dziecka.

                pozdr.

                J


                • jayin napisała:

                  > Proszę o cytaty, bo jakoś nie mogę się tego doszukać w tym, co "My" piszemy.

                  "mallika:
                  Chodzi mi
                  o to że załóżmy ja z moim M. chcemy jeszcze coś w życiu wspólnymi siłami
                  osiągnąć założyć rodzinę itd. Marzymy o własnym domu, samochodzie....
                  Poza tym
                  w tej sytuacji jaka jest (totalna ignorancja ze strony syna M) nie
                  zdziwiłabym się jeśli dzieciak po kilkunastu czy kilkudziestu latach
                  przypomniał sobie że ma ojca i zaczął ubiegać się o jakieś profity z racji
                  dziedziczenia (tego co razem osiągniemy
                  Jakoś nie ufam temu
                  dziecku. Z Twojej odpowiedzi nie wszystko zrozumiałam... Jeśli jesteśmy
                  małżeństwem to jego dzieciak może się ubiegać o zachowek z naszego majątku
                  wspólnego, tak? A jeśli nie jesteśmu małżeństwem i wszystko jest od razu brane
                  na mnie tj. od razu na mnie brany będzie dom, samochód i wszystkie sprzęty to
                  ten dzieciak też ma prawo do tego zachowku z tych rzeczy zapisanych na mnie?
                  Chodzi mi jedynie o zabezpieczenie tego co osiągnie
                  ze mną i co od razu będzie brane na moje nazwisko.
                  Uważam że im to wystarczy i to co osiągniemy razem z M., wolałabym żeby zostało
                  dla naszych dzieci(szczególnie że planujemy więcej niż jedno). "

                  Wedlug mnie autorka pisze o majatku wspolnym z jej nowym panem, a nie swoim
                  zdobytym wylacznie przez siebie. Czy ja cos zle zrozumialam?????????????

                  > Widzę sporo tekstów o tym, żeby zabezpieczać majątek Next, a facet niech
                  > sobie dzieli JAK TAM SOBIE UWAŻA.

                  Przeciwko takim tekstom NIC nie mam, sa dla mnie oczywiste i podejscie uwazam
                  za sprawiedliwe.


                  > A to nie jest wyłączna sprawa rodziców dziecka?... I ich
                  > poglądów/sumienia/odpowiedzialności czy czego tam jeszcze?...

                  Alez wlasnie jest. OBOJGA rodzicow dziecka, niezaleznie z kim i jak ulozyli
                  swoje zycie.

                  Pozdrawiam

                  --
                  PelAga
                  GG4321183
                  Forum Rodzinne
              • A niby z jakiej okazji byla zona ma widywac sie dziecmi
                ktore zrobil sobie (np. na boku, choc niekoniecznie) jej byly maz?????????

                hmmmm.... no tak, ale czy nadal sa to niewinne, bezbronne dzieci, ktoore nic
                nikomu nie zrobily, czy dzieci zrobione na boku?
                • Świetna uwaga Pysia!!! przecież główne załozenie jest właśnie takie, ze zawsze
                  dzieci są niczemu niewinne!!!
                • pysia-2 napisała:

                  > hmmmm.... no tak, ale czy nadal sa to niewinne, bezbronne dzieci, ktoore nic
                  > nikomu nie zrobily, czy dzieci zrobione na boku?

                  A czemuz sa winne dzieci jak i przez kogo zostaly zrobione???????????????????
                  Czemuz sa winne, ze rodzice zaczeli sie nienawidzic??? Ze ulozyli sobie nowe
                  zycia z nowymi partnerami?????
                  Dla mnie dzieci nadal sa niewinne. Czy z mojej wypowiedzi wynikalo inaczej???
                  Jesli tak, to nie mialam tego na mysli.

                  Pozdrawiam


                  --
                  PelAga
                  GG4321183
                  Forum Rodzinne
            • Widzisz moja filozozfia zyciowa jest krotka w tym temacie.
              Eks - nie wroci bi nie przyjme smile))))))))))
              Nie ma takiej mozliwosc..
              Ale to tak na margnesei.
              Ja wlasnie jestem przeciwnikiem oddawania dzieci pod opieke macoch. Ona ma
              prawo nie byc zainteresown moim dzieckiem i mi to nie przeszkadza. Moje dziecko
              idzie sie spotakc z ojcem...
              I to On powienie o nie dbac i strac sie. Nie ona.
              Nie wiedze powodu by miala to robic ona. A co do dzieci i zainteresowania
              Widzisz w tej sytuacji jest nieco roznicy.
              Bo :
              1. Ja nie wchodzilam w uklad eks next itd. Mnie zostal w jakies formie narzucony
              - next wchodzila
              2. Jak ja wizalam sie z facetm - to on nie mail dzieci i nie musiala akceptowac
              tej sytuacji i wchodzac w to zycie brakc poduwage next.. ( bo jej nie bylo)
              - a next - musial wiedziec ze sa dzieci i musial czuc ze podala tehj sytuaciji -
              mnie nie pytano ..

              I dlatego to Ona musi radzic sobie z faktem isnienia mojego dziecka - a j nie...

              Ale to tak na marginesie - bo zwolenniczka jestem raczej tezy - to ojciec
              winnie zajmowac sie i dbac o dziecko. Macochy ma prawo nie inetresowac...I nie
              bede ja o to winic- dopuki nie bedzie dziala na szkode dziecka.


              Poniewaz jak powiedzialam droga powrotu - Zamknieta- ja wyzwolona itd..smile
              Sytuacjie jaka jestem w stanie sobie wyobrazic to wiaze sie z facetem , ktory
              ma dzieckoz poprzedniego zwiazku..I nie wyobrazam sobie ze moglabym kac cos
              spisywac...
              Wybacz ale decyduje sie na zwiazk znim jestem osoab dorosla ktora wie ze ta
              osoba ma dziecko i wiem ze moze sie zdarzyc ze nie bedzie drugiej strony..
              Czy wy kochane macoszki pomyslalyscie co sie stanie jesli matak dziecko umrze
              np.jak bedzie bardzo male. Przejdzie pod kuratele ojca- ale z majatkku ojca
              dostanie jakis zachowek lub i to nie..

              Mag

              • A chcialam Ci podziekowac za zainteresowanie.. Ja nie wiedzialam , ze ktosc tak
                wnikliwe czyta moje wypowiedzie.
                Ale z przykroscia stwierdzam ze raczje nie podyskutjemy - choc bardzo milo by
                mi bylosmile)))
                Wybywam na trpszke- pworot w nieokralonym termine. Pozdrawiam
                Ciebie i wszystkich smile)))
                Milego dnia i rozwazani swoich porblemow smile))
                Oby rozwiazanie bylo salomonowe....

                Mam prosbe - nie wkorzystuj moich maili- ja tego nie lubie. Jesli chcesz zaczac
                nowy temat - napisz go na podstwaie wlasnych przemyslen.

                Mag
                • Dobrze. Obiecuję. Nie wykorzystam Twoich wypowiedzi. POzdrawiam. Naprawdę
                  myślę, ze rozsądna z Ciebie dziewczyna. I widzę że choć starasz się.

                  Również pozdrawiam smile
              • Widzisz. W takim razie nawet mi pomogłaś. Twoim zdaniem - nie muszę przejawiać
                żadnego zainteresowania pasierbem. Bo mój kontakt i tak nie ma żadnego
                znaczenia. Czyli ja nie muszę się nawet kontaktować i nic ze swojej strony
                robić. Widzisz dotychczas mysłałam, że mam jednak jakąś rolę i jakoś te
                poszczególne elementy układanki muszę składać, zeby nie zranić niewinnego
                dziecka (pasierba), które nic ze swiata dorosłych nie rozumie. Jak również
                mysłałam o swoim ewentualnym dziecku, które też mogłoby nie zrozumieć dlaczego
                nie kocham jego siostry/brata i nie chcę uczestniczyć w jego życiu.

                Masz racje - w takim razie moja rozla jest żadna. Pozostaje mi tylko jedna rola
                do nauczenia się. OBOJĘTNOŚCI I UZNAWANIA ŻE PEWNE RZECZY DO MNIE NIE NALEZĄ.

                gdyby to było takie proste.

                Na marginesie. Mój M. ma dziecko pozamałzeńskie.
                • A ja sie tego nauczylam, wlasciwie to mooj maz mnie tego nauczyl nieswiadomie
                  kilkoma bolesnymi zdaniami. Tak, sa rzeczy, ktoore mnie nie dotycza. I nic mi
                  do tego. Fakt, ze po jakims czasie dla odmiany mialam zarzucana obojetnosc
                  ale... nigdy nie da sie drugiego czlowieka w pelni zadowolic.
                • To nie jest takie plaskie- za bardzo splaszczylas.
                  Ty nie MASZ obowiazku sie starc-. Nie mozna ez byc tak , ze dziecko przychodzi
                  do ojca i zle sie un iego czuje - bo tTy go nie lubisz. Masz prawo go nie
                  lubiic, ale kontak ojciec dziecko musi przeplywac w warunkach korzystnychdla
                  dziecka. Jak to zrobicie- Wasze zadanie.
                  Nie musisz nie lubiec tego dziecka , albo jesli tak jest nie okazywac tego i
                  nie przekazywac swojej niecheci swojemu dziecko. Tu widzis jest penwa analogia-
                  ja tez nie musze leubic next - ale nie przekazuje swojej niecheci i tego faktu
                  swojemu dziecku....

                  I widzisz - nie musisz specjalnie nic robic , pytanie czy chcesz- jest juz
                  inne/ Bo czy potrzebujesz - bo tak widzisz siwat... Wtedy mozesz - nik Ci tego
                  nie zabrania, bo i po co.

                  Wlasciwe wiele zalezy od pogladu na siwat.
                  Dziecko ich nie inetersuje mnie - moze wlasnie dlatego tak powiedzialm , ze
                  nigdy nie bedze miala ani z nia , ani z jej dzieckiem kontaktu, nie interesuja
                  mnie rzeczy , ktorych nie ma w moi zyciu.
                  Ja podchodze do tego realistycznie. I jak slysze ze na moj widok jak na widok
                  zlej czarownicy ktos moglby chowac dziecko - to mysle, lepiej nie patrzec w
                  tamat strone - po co narazc kogos na stres?
                  Przeciez dziecko jak dziecko.


                  Wszystko zalezy od Ciebie i tego jak budzujesz swoj swiat.
                  Wiem tylko jedno - nie oplaca sie na sile zastepowac dziecku mataki.

                  I pozwolic rodzicom decydowac o dziecku - Janyi -ma tu bardzo zdrowe podejscie
                  i wielu punktach sie z nia zgadzam .

                  Mag
                • Maxxi,

                  miałam dokładnie ten sam problem co Ty.
                  Mój facet ma pozamałżenskie dziecko. Nie wiedziałam, jak to sobie w głowie poukładać, no i czułam się za dzieciaka odpowiedzialna. Poza tym bałam się, że jak mój mąż nawala jako tatuś z doskoku, to będa problemy z naszym dzieckiem.

                  Okazało się, że troska o los tamtego dziecka należy do jego rodziców. Jak to sobie poukładali tak mają. Ja muszę się troszczyć przede wszystkim o swoje dziecko i swoje małżeństwo, bo tego żadna inna kobieta zamiast mnie nie zrobi. I już przestałam myśleć, dlaczego tam było tak jak było. Może i mój facet nawalił, pewnie złożyło się na to wiele czynników, ale ja, osoba trzecia, już tego nie naprawię.

                  Zatem jest jak jest. Okazało się też, że facet jest wspaniałym przyszłym tatusiem, kochającym, oczekującym nawet chyba bardziej niż normalnie, bo jak twierdzi tym razem tego dziecka bardzo oczekuje i ma je z kobietą, którą kocha.
                  Podejrzewam, że także sobie próbuje trochę udowodnić, że potrafi być dobrym ojcem.
                  Pogodził się z tym, że na zycie tamtego dziecka nie ma wpływu. I płaci alimenty, ale do tego się ogranicza.

                  Ja też już pogodziłam się z sytuacją i wiem, że nie mogę nic zrobić, bo jak zacznę działać, to najprawdopodobniej bedzie tylko gorzej niż jest.

                  No i przekonałam się, że kolorowe czaspisma pokazują głupawy świat, w którym żyją szczęśliwe "powiększone" rodziny. Wbrew temu, co tam napisano, ja uważam, że moim obowiązkiem jest troska o to, aby nasza rodzina była jak najnormalniejsza. A że dzieje się to kosztem... no niestety...
                  Ale lepiej miec jedną rodzinę normalną i jedną rozwaloną niż dwie rozwalone.

                  Więc daj sobie spokój z "pomaganiem" pasierbowi. Niech mu pomagają jego rodzice. A Ty zajmij się swoim życiem. U mnie to działa.

                  --
                  badia
                  • Oj Badia. Bardzo Tobie zazdroszczę poukładania tego wszystkiego w głowie. Mnie
                    to nieststy bardzo często przerasta i mimo wszystko boję się skrzywdzić
                    niewinne dziecko. Szcególnie, ze to my najcześciej jesteśmy postrzegane jako te
                    złe i okrutne.

                    Miałam naprawdę kiedyś wyobrażenie o takim układzie zupełnie inne. Myslałam, ze
                    to przecież żaden problem. Sama wyszłam z inicjatywą wspólnego spotkania a
                    nawet wyjazdu na wakacje. Nie było tak żle. Dzieciak nawet miły. Tylko widok
                    tej kobiety przychodzącej po dziecko.. Odbiło się to na mnie w taki sposób, ze
                    albo mi się śnił po nocach, albo po prostu przestałam spać.. naprawdę lepiej mi
                    jak nie spotykam się. Tak czy siak wciąż we mnie jest "czy nie jestem oby
                    okrutna", ale przynajmniej cierpię troche mniej (minimalnie mniej).

                    A sposób powstania dziecka był zaiste przedziwny i nie wiem czy któraś w ogóle
                    się spotkała z taką sytuacją. Ta dzieweczyna bardzo chciała dziecka.
                    Powiedziała mojemu M., ze bierze pigułki a ich nie brała. PO prostu chciła
                    dziecko.Co więcej i co dziwaczne - nawet nie chciała być z moim M. Dziecko
                    urodziło sie prawie co do dnia od momentu rozpoczęcia kontaktów. Mój M czuł się
                    mimo wszystko odpowiedzialny, jest po rozwodzie rodziców i nigdy nie chciał,
                    zeby jego dziecko tak miało. Podjął rozmowy ale nic z tego nie wyszło. Nigdy
                    nic ich nie łączyło (poza dzieckiem oczywiście). Dziwne prawda? Nie wiem jak
                    jakaś kobieta moze tak postąpić. Mocą swojej jednostronnej decyzji zadecydowała
                    o losie wielu osób - łączac je ze swoim, mimo że gdyby sie miało wolny wybór -
                    nigdy by sie tak nie postąpiło.

                    A ja mimo wszystko nie wiem co czynić i jak sie w tym wszystkim odnaleźć.
                    Powinnam być obojętna, bo to niby nie moja sprawa ale przeciez jest i wpływa na
                    moje życie.
                    A mój M. wciąż sie czuje odpowiedzialny, bo powinien nie ufać....

                    Mam nadzieję, ze dojdę do tego miesca, gdzie Ty jesteś i też zrozumiem to
                    wszystko.

                    Tak naprawdę ex czesto (nie zawsze) lepiej maja, "bo one nie muszą sie
                    interesować naszymi dziećmi - bo po co", a byłemu i tak nie pozwoliłyby wrócić.

                    PS. najbardziej wkurza mnie zainteresowanie postronnych osób i pytania w
                    rodzaju "A TY kochasz toi dziecko", etc
                    • Maxxi,

                      > Oj Badia. Bardzo Tobie zazdroszczę poukładania tego wszystkiego w głowie. Mnie
                      > to nieststy bardzo często przerasta
                      Mnie też przerastało, ale związek trwa już 5 lat, w tym dwa po ślubie i czas powoli zrobił swoje. Najgorzej było (mnie osobiście), jak się zdecydowaliśmy na dziecko. Miałam strasznie dużo obaw i ogromną potrzebę "postprzątania" życiorysu.
                      > Szcególnie, ze to my najcześciej jesteśmy postrzegane jako te
                      > złe i okrutne.
                      Tak, ale to też dlatego, że ludzie są wychowani na kolorowych pisemkach. I oczekują, że wszędzie będzie tak polukrowane. Ale rozejrzyj się wokół. W realu układy wcale się tak nie układają. Ja mam w rodzinie dwóch facetów, którzy mają nieślubne dzieci i oni się do tych dzieci nigdy nie przyznali. Mój M. wygląda przy nich na "aniołka" bo alimenty płaci i niczego się nie wypiera. Przestań się więc porównywać z wyimaginowanymi gazetowymi historiami i rozejrzyj po rodzinie. Z pewnością się okaże, że układy bywają bardzo, bardzo różne.
                      > Myslałam, ze
                      > to przecież żaden problem.
                      Każda z nas tak myślała.
                      > PS. najbardziej wkurza mnie zainteresowanie postronnych osób i pytania w
                      > rodzaju "A TY kochasz toi dziecko", etc
                      Jak Ty sama sobie z tym poradzisz, to będziesz wiedziała co odpowiedzieć. A jak bedziesz już wiedziała co odpowiedzieć, to oni przestaną pytać.
                      Ja doszłam najpierw do tego, że będę z tymi pytaniami odsyłać do zainteresowanego, czyli do męża. Ale tak na prawdę, nigdy nawet nie mogłam powiedzieć "Kotku, ciocia Stasia pyta, co u Twojego dziecka, chodź, z nią porozmawiasz", bo jak już doszłam do tego, że tak właśnie się powinnam zachować, to i pytania się skończyły. Nawet teściówka zamilkła jak grób. (A złośliwa jest jak na teściówkę przystało)
                      Ja nie mówię, że u was ma być podobnie, ale jestem przekonana, że czas robi swoje i życie samo się układa. A pierwszym krokiem jest stwierdzenie, że to wszystko jest cholernie trudne. Bo dopóki człowiek przed sobą i innymi udaje, ze jest "super", to.... nic z tego.

                      --
                      badia
                      • Dzieki za rady. naprawdę pomagają mi szczególnie z perspektywy, ze masz juz za
                        soba 5 lat związku a ja 2.5 a w perspektywie 5 miesięcznej ślub (i trochę z tym
                        zwiazanych wątpliwości). To naprawdę zdroworozsadkowe podejscie smile. Naprawdę
                        bardzo kocham swojego M. i okazalismy się najbardziej udana parą jaką znam.
                        Tak, ze mam nadzieję, że i u mnie to wszystko sie "wyciszy".

                        Masz racje - najgorsze jest udawanie. Ja nie udawałam. Mój M. zna moje
                        podejście i wie jak mi cieżko. Widział doskonale ile razy płakałam i zagubiłam
                        isę w swojej tożsamości. Bo tak naprawdę wiemy jakie jesteśmy dopiero gdy
                        znajdziemy sie okreśłonej sytuacji. Mój M. nie zmusza mnie do niczego. TYlko
                        oczywiście we mnie wciąż są lęki i obawy, szczególnei ze przed nami również w
                        perspektywnie dziecko.

                        Dziekuje Ci.

                        Pozdrawiam
                        • Wiesz, my kobitki nie jesteśmy stworzone do poligamii, ale facetom też to w praktyce nie najlepiej wychodzi...

                          P.S. Zerknij proszę na watek "A może alimenty dla dzieci macoszych?"

                          --
                          badia
      • Może, ale:
        1. tylko w testamencie;
        2. musi podać KONKRETNĄ przyczyne wydziedziczenia - czyli wskazac jedna z
        przyczyn z kodeksu cywilnego (opisane w poprzednim wątku)przy czym przyjmuje
        sie, że nie jest wystarczające ogólne wskazanie, że np. "wbrew wolispadkodawcy
        postepuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współzycia społecznego" ale
        trzeba podać konretne zachowanie uzasadniające w myśl przepisów wydziedziczenie;
        3. przyczyna wydziedziczenia musi wynikać z testamentu

        WAZNE !!!!
        Wydziedziczenie w rozumieniu kc jest czyms innym niz wydziedziczenie w języku
        potocznym
        W języku potocznym - mówi się, że ktos został wydziedziczony gdy spadkodawca
        zapisał w testamencie wszytsko np. na rzez konkubiny. ALE w tej sytuacji
        rodzinie przysługuje roszczenie o zachowek.
        w języku prawniczym - wydziedziczenie to pozbawienie uprawnionych prawa do
        zachowku

        Pozdrawiam
        matiza
        • Dzięki!

          Wiemy, że teść od roku ma nową panią (po dwóch rozwodach, z dziećmi - ale to
          nieistotne). Teść nie akceptował mnie od czasu, gdy postanowiliśmy z moich
          wziąć katolicki ślub (sam jest neofitą-ewangelikiem). Szykanował mnie i ech,
          nie ma co o tym pisać smile Potem sytuacja się unormowała, ale tylko do czasu, gdy
          zarządał od mojego faceta ukarania mnie za moje podobno "pozbawione szacunku"
          zachowanie (że nie było takie, mam świadków - chodziło o rozmowy "przy kawie",
          wiecie, takie podczas sztywnych odwiedzin, w czasie których wyrażałam swoje
          poglądy np. sprzeciwiałam się poglądowi teścia, że dziecko koniecznie musi być
          bite - wszystko szło baaardzo kulturalnie, w sposób wyważony, no cóż, widac ja
          nie mam prawa do niezależnych poglądów; a nota benka, teść nie wykazywał prawie
          żadnego zainteresowania wnuczką, nie nawiązał z nasza młodą dosłownie żadnej
          więzi - ech, dużo by tu...).

          Dziwnym trafem "afera" i zerwanie kontaktów teścia (połączone z zaprzestaniem
          wypłacania alimentów, pomimo iż sam się zobowiązał, że będzie je płacił kolejny
          rok studiów mojego faceta - nikt go nie zmuszał do takich deklaracji, a i
          przestać płacić mógł bez podawanai przyczyny chociażby, a nie
          prowokując "aferę"), no więc "afera" w tajemnieczy sposób smile))) zbiegła się z
          zacieśnieniem kontaktów teść-nowa pani. Ja w tym węszę wpływ owej pani -
          macoszki, wybaczcie smile)))

          Nie zależy nam na spadku po teściu! ale bardzo bolałaby niesprawiedliwość w
          postaci wydziedziczenia - teść w testamencie musiałby nakłamać, że jego syn był
          az taki podły, i tak go olał, że nie ma nawet prawa do zachowku (o który pewnie
          i tak nie mielibyśmy czasu i siły się starać, zresztą pewnie byłoby tego co kot
          napłakał).

          --
          Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
    • Chalsia,

      pokazuję tylko granice, które wyznacza prawo - to, w jaki sposób zostaną one wypełnione wolą ludzi, zależy od tych ludzi. A sytuacje są bardzo, bardzo różne.

      Isnieje wprawdzie coś takiego jak wydziedziczenie, ale obwarowane takimi warunkami, że praktycznie nikt nie jest tak zły żeby zasłużyć na wydziedziczenie. No i w ogóle wydziedziczenie, jest "podejrzane"...
      Odradzałabym eksperymentowanie - bo po śmierci okaże się, że można je podważyć, sprawy w sądzie będą się ciągnęły, zachowek i tak przyjdzie zapłacić, a jeszcze historia wokół tego narośnie i wszyscy się po drodze znianawidzą.

      Pozdrówka,
      --
      badia
      • Badia,

        mój post był pod Twoim, ale nie był odpowiedzią bezpośrednio do Ciebie.
        Prawo rodzinne i spadkowe (jak na laika) znam całkiem dobrze (to ostatnie
        częściowo dzięki temu forum). Ja nie dyskutuję litery prawa, tylko własnie
        ludzkie postawy - a zwłaszcza jedną z nich. Ale nie mam ochoty po raz trzeci w
        tym wątku się powtarzać. To jak rzucanie grochem o ścianę (zwłaszcza po
        przeczytaniu komentarza Lubstej).

        Tym bardziej, że nie chodzi o jakiekolwiek korzyści majątkowe dla eks, tylko
        dla dziecka faceta.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        --
        Ludzie to ssaki.
      • Isnieje wprawdzie coś takiego jak wydziedziczenie, ale obwarowane takimi warunk
        > ami, że praktycznie nikt nie jest tak zły żeby zasłużyć na wydziedziczenie.
        No
        > i w ogóle wydziedziczenie, jest "podejrzane"...
        > Odradzałabym eksperymentowanie - bo po śmierci okaże się, że można je
        podważyć,
        > sprawy w sądzie będą się ciągnęły, zachowek i tak przyjdzie zapłacić, a jeszcz
        > e historia wokół tego narośnie i wszyscy się po drodze znianawidzą.


        To nie jest eksperymentowanie. Kazdy testament można podważyć w sądzie, tylko
        trzeba się do tego przygotować tak, aby zebrane dowody i świadkowie nie budziły
        żadnych wątpliwości dla sądu.
        Znam przypadek, iż testament notarialny został unieważniony i jako ważny uznano
        testament..ustny, sporządzony tuż przed śmiercią testatora.
        Potrzebnych jest min. 3 świadków, które prawo określa jako osoby obce (a więc
        nie rodzina), każda z nich osobno wchodzi na salę sądową i mówi jakie były
        okoliczności przy sporządzaniu takowego testamentu. Ich zeznania muszą być
        bezwzględnie zgodne i oto testament notarialny jest podważony, a postanowienie
        sądu roztrzyga o spadku wg. testamentu ustnego.
    • Dzici mojego faceta NIE są jego rodziną. Z wielu powodów, o częsci pisałam. W
      każdym razie to nie on się od nich odciął, a nie one od niego. Dzieci, które
      nie chcą znać ojca, a interesują ich jedynie jego pieniądze, NIE są rodziną.

      A decyzja o testamencie, w którym wszystko chce mnie zapisać, jest w całości
      jego. To nie jest facet, który pozwoliłby soba maniplować.
      Czy uwazam, ze to mnie się nalezy jego majątek? W tej sytuacji - tak. Po
      pierwsze dlatego, że, niezaleznie od stanu prawnego, to my, M. i ja, jesteśmy
      dla siebie rodziną.

      A poza tym, jeśli chodzi o dyskusję dot. kto i le wnosi do wspólnego majątku...
      Gdy się mieszka razem, trudno jest to oszacować. Co prawda teraz nie pracuję.
      Ale trochę dorabiam, prowadzę dom. Sama też remontuję jego(?) mieszkanie.
      Koszt utrzymania naszego dwuosobowego gospodarstwa domowego jest znacznie
      niższy niż koszty, które ponosił, gdy mieszkał sam. Przez jakiś czas do naszego
      dochodu wliczały się pieniądze, które miałam z wynajmu mojego mieszkania, potem
      mieszkanie sprzedałam, a pieniądze z tego poszły na spłate i jego, i moich
      długów,i na wyposazenie jego mieszkania (ex sporo wyniosła, trzeba było
      odkupić). Spłacaliśmy także długi, które zostały po ex (przed rozstaniem np.
      wyczyściła ich wspólne konto). Oczywiście na wszystko MAM dokumenty! Jako
      zabezpieczenie przed ewentualnymi zakusami ex i dzieci.
      To tak na marginesie, bo u nas nie ma podziału na moje, twoje i nasze. To co
      pisałam o jego, moim mieszaniu, długach itd. dotyczy stanu prawnego, a nie
      naszego podejścia do sprawy.
    • Po kilku postach ręce mi opadły. Niektórych postów nie skomentuję, bo każdy
      modertor by mnie za to wywalił.
      Żyję w konkubinacie (mój partner ma dwoje dzieci, wspólnych dzieci nie mamy) i
      także stanął problem, jak się zabezpieczyć przed tym, że któregoś pięknego dnia
      może stanąć komornik w drzwiach mieszkania, należącego do M. i będzie spisywał
      także MOJE rzeczy, które przyjechały do mieszkania razem ze mną. A poza tym,
      nie po to jestem z kims potem na dobre i na złe, w mieszkaniu będącym naszym
      DOMEM, by ktoś z niego przepędzał pod most.
      Myślałam długo i namiętnie. O testamencie, przepisywaniach majątku, itepe.
      Trochę do mieszkania przywiozłam - M. wyszedł z domu tak jak stał, więc co
      cenniejsze jest moje. Nie na wszystko mam rachunki, ale o to zapytam
      doświadczone forumki za chwilę.
      I postanowiłam dać sobie spokój z testamentami, zachowkami, spłatami,
      mieszkaniami...
      Rozmawialiśmy jeden wieczór o tym i doszliśmy do wniosku, że
      najkorzystniejszym, najłatwiejszym i bezkolizyjnym rozwiązaniem jest

      przepisanie na siebie polis na życie.

      Mamy po dwie polisy każdy i coś tam jeszcze. I w razie czego, po śmierci
      któregokolwiek z nas stajemy się beneficjentami tych polis. I koniec szarpania,
      wyliczania i rozważania. Niedługo finalizujemy sprawę.
      Ja także mam własne mieszkanie. Zatem my przejmujemy środki z polis a
      mieszkania idą do rodzin. Jakieś samochody, lokaty itepe. Prawdę mówiąc noszę
      się z zamiarem przepisania także swojego mieszkania na M w formie testamentu,
      bo to on mnie wspiera, żyje ze mną i to jemu chciałabym to wszystko dać. Lubię
      jego dzieciaki, więc może po mnie coś będą miały, i fajnie.
      Zaś co do tego, co w mieszkaniu - i tu wracam do pytania: czy zachowane karty
      gwarancyjne, noszące datę przez wspólnym zamieszkaniem (fakt bezsporny) są
      dostatecznym dowodem na moje prawo własności do nich? Wydaje mi się, że tak,
      choć jak wiadomo praktyka może być różna. i jeszcze jedno - czy ktoś się
      spotkał z przypadkiem dowodzenia poprzez świadków o własności tych rzeczy?

      Pozdrawiam wszystkie macoszki i apeluje o zdrowe podejście do pieniędzy...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.