boję się zdecydować na wspólne dziecko
Cześć Kobietki,
u mnie jak zwykle ambiwalencja w temacie, teraz jestem na "nie",
bo dużo energii tracimy na sprzeczki/kłótnie, które dotyczą kwestii
dziecka i jego matki,
ja widzę słabość charakteru mojego męża, komentuję, co mi się nie podoba,
np. wczorajszy przykład (!!!), mąż kończy pracę o godź. 17, dostaje komunikat,
że dziecko będzie gotowe za godzinę, a do domu ma 60 km,
mnie już nosi - analiza, że eks drze łacha,
że specjalnie, że na złość [wiem, moja schiza też się włącza] itp.itd. ...
Mąż na to, że mu to nie stanowi, pokręci się na mieście, zje coś, pojedzie do kumpla,
[ja: tłumisz się, musisz się złościć, to niemożliwe, bo JA BYM SIĘ NA TWOIM MIEJSCU WKURZYŁA],
po 1,5 godziny telefon, że już chłopaki są w drodze do nas i na pytanie, co było powodem opóźnienia [tak, opóźnienia, bo dziecko było zawsze gotowe i czekało na ojca, jak wracał z pracy] słyszę, że Junior bawił się z kolegą, był u niego kolega...
Dla mnie to brak szacunku w stosunku do męża jako ojca, darcie łacha z niego, z jego czasu,
i najśmieszniejsze, że jemu to odpowiada, dla niego WSZYSTKO JEST OK.
Jeszcze, żeby naprawdę coś się stało, jakiś ważny powód, dla mnie to olewka i ignor męża, brak kultury,
no i się nakręciłam i stanęło na tym, że się czepiam, że powinnam akceptować i nie wnikać,
może i tak, ale nie widzę harmonii jeszcze jakby miało pojawić się dziecko,
bo mąż twierdzi, że "stawiam warunki" a jak będzie dziecko, to już całkiem się zmienię,
i tu jest jakiś paradoks dla mnie, bo:
skoro w relacji z eks i własnym dzieckiem nic go teoretycznie nie uwiera, mojego uwagi/komentarze traktuje jak atak na siebie, dla mnie to jest właśnie bycie na warunkach eks, to czemu w relacji Z WŁASNĄ ŻONĄ I DZIECKIEM MIAŁOBY MU COŚ PRZESZKADZAĆ???
To retoryka po wczorajszym dniu...
Skoro tamta baba manipuluje dzieckiem i pośrednio poprzez jego osobę wymusza zachowania na mężu, wpływa na organizację jego życia, a JEMU WSZYSTKO PASUJE,
to czemu tak się boi o siebie w naszej wspólnej przyszłości,
dla mnie to rodzaj egocentryzmu i myślę, że faceci tak do końca (albo mój egzemplarz) boją się odpowiedzialności,
buuuu