Witam poswiatecznie. Mimo, ze swieta po raz pierwszy spedzalam zdala od mojej rodziny i pierwszy raz z dziecmi m to wszystko poszlo ok....do czasu. Od wczorajszego popoludnia mam dola. Czuje sie z lekka jakbym ugrzezla w bagnie, ktore mnie coraz bardziej wciaga i nic nie moge zrobic.
Sytuacja w skrocie: eksia nastawia dzieci przeciwko mnie, o czym juz z reszta wspominalam jakis czas temu, ale pomimo tego, ze probuje to wszystko kompletnie olac i niczym sie nie przejmowac to jakos mi to slabo wychodzi. Teraz idzie o corke 13 lat. Zanim poznalam m przychodzila do m co weekend, ale ze jej sie tem znudzilo i jako nastolatka wolala byc w kolezankami to sama powiedziala m, ze spac u niego nie bedzie. Od tamtej pory zapraszal ja na obiady od czasu do czasu, ale regularnie. Tak im obojgu pasowalo, nie wnikam.
Potem pojawilam sie ja. Dziewczyna przychodzila do nas jak zawsze, ale potem przeprowadzilismy sie pol godziny drogi od niej i jej mamy. Nigdy nic przeciwko jej nie mialam i nie wplywalam na m ile czasu z corka spedza. A ze od przeprowadzki konktakty sie rozluznily to jest osobna sprawa. Ale mimo wszystko konktakt m i moj z nia byl ok do czasu az wybcuhla bomba - doslownie. Pewnego dnia po tym jak mnie eksia zwyzywala bez powodu dolaczyla do niej coreczka i dolozyla swoje trzy grosze...w sposob, ktory mnie doprowadzil do lez przez kilka dni. Zbluzgana zostalam za niewinnosc przez eksie, a corka m dodala, ze przeze mnie jej rodzina sie rozpadla, mam delikatnie mowiac spadac skad przyszlam i ze zmienilam jej tate. Proby wyjasnienia do niczego nie doprowadzily, bo dziewczyna ma mozg wyprany przez eksie slyszac tylko to co eksia ma do powiedzenia o mnie i m (co jak nie trudno sie domyslic nie jest nic dobrego). Wyzwala tez m ze jest beznadziejnym ojcem, nie chce miec nic do czynienia z nim i nie ma zamiaru przepraszac.
M stoi po mojej stronie, bo oczywista ofiara tutaj jestem ja, za nic.
I tu dochodze do tego co sie stalo wczoraj. Mloda byla u tesciowej, a ze ta szla do nas w drugi dzien swiat to przytachala mloda ze soba. Otwieram im drzwi, tesciowa sie przywitala a mloda udaje, ze mniee nie widzi. Kompletnie mnie zignorowala. Dostala prezent od m i zero reakcji, ani dziekuje ani pocaluj mnie w d... Poszla po pol godzinie udawania obrazonej.
Poczulam sie podle, bo ma czelnosc wejsc do domu, po zbluzganiu mnie i mnie kompletnie zignorowac.Nie mowiac o tym, ze m tez nie przeprosila za obelgi rzucone pod jego adresem. Wyslalam jej wiadomosc, ze mogla przynajmniej powiedziec durne dzien dobry. No i moja wiadomosc byla dla niej i eksi powodem do kolejnego rzucania miesem pod moim adresem.
Zapyta pewnie ktos czemu nic nie zostalo powiedzane, gdy byla u nas. Byly u nas dzieciaki i tesciowa, mila swiateczna atmosfera i pomimo wszystko mile spedzony czas podczas tej krotkiej wizyty. Nie chcialam psuc nastroju wszystkim. Choc moze byla to okazja do powiedzenia malolacie prawdy o pewnych sprawach.
Nie wiem co mam myslec i zrobic. Mam serdecznie dosyc tego bagna, ktore czasem sie troche uspokaja, ale po czasie wraca ze zdwojona sila. Gdybym przynajmniej byla wredna dla mlodej to wiedzialabym o co chodzi, a tak to nie wiem. Ciazy mi ta sytuacja. Nie spodziewalam sie wielkiej przyjazni z dziecmi m, chodzilo mi tylko o w miare kulturalne stosunki. Nic z tego. Ale co teraz, olac i sie nie przejmowac? Dalej wyjasniac liczac na to, ze pewnego dnia otworzy oczy?