Dodaj do ulubionych

Z miłości, czy dla wygody?

23.01.12, 11:41
Witam. Jestem ciekawa, czy Wasi panowie są z Wami z miłości, czy dla wygody. To samo pytanie (coraz częściej) zadaję samej sobie - niestety nie potrafię jeszcze udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi… Jestem kobietą niezależną, bezdzietną, zarabiającą na siebie. Z moim partnerem mieszkam od roku, praktycznie od samego początku bardzo pilnuje, bym RÓWNO partycypowała we wszystkich kosztach utrzymania (mieszkanie, media, jedzenie) mimo, że jego dziecko jest u niego bardzo często i choćby przez wzgląd na to, to on powinien ponosić większe opłaty. Gdy poznaliśmy się powiedział, że jest ojcem 6-letniej dziewczynki i że widuje się z nią co drugi weekend, w rzeczywistości okazało się, że oprócz tych weekendów były Święta Wielkanocne do długiego weekendu majowego włącznie, długi weekend czerwcowy, listopadowy, miesiąc wakacji, a teraz miał ją od Bożego Narodzenia po nowy rok. Mojemu partnerowi nie zdarzyło się zaproponować mi, że weźmie kilka dni wolnych i gdzieś ze mną wyjedzie, za to bez problemu znajduje czas dla swojego dziecka. Szczerze mówiąc mam powoli dość wysłuchiwania, że mamy siebie na co dzień i że on jest ojcem. Łapię się na myśli, że jestem dla niego wygodnym układem, bo ma babę w domu, która nie dość, że dołoży się do rachunków to na dodatek zajmie się jego dzieckiem. Brak mi poczucia, że chce zrobić coś tylko dla mnie/dla nas. Boli mnie, że muszę prosić o parę wolnych dni, że taka potrzeba wspólnie spędzanego czasu nie wypływa z jego serca. Zadaję sobie pytanie, dlaczego jego eks ma mieć lepiej ode mnie? Mój partner płaci na dziecko alimenty, dodatkowo kupuje jej ubranka i zabawki, 1/3 roku mała spędziła u niego, dzięki czemu eks dostała w prezencie wszystkie długie weekendy – czas dla siebie i swojego nowego ukochanego. A co ze mną? Czy nie zasługuję na uwagę, na atencję, na zainteresowanie? Czy Wasi partnerzy, drogie Panie, zachowują się podobnie? Czy to jest typowe dla rozwodnika z dzieckiem (dziecko przy matce), czy może to mnie trafił się taki dziwny egzemplarz? Jak to jest w Waszym przypadku: czujecie się kochane, macie dowody na to, że Wasz mężczyzna chce i potrafi tak poukładać sprawy, byście były zadowolone, czy może zawsze, bezwzględnie na pierwszym miejscu stawia swoje dziecko?
Edytor zaawansowany
  • kocio113 23.01.12, 13:05
    Przeczytałam uważnie to co napisałaś, moja sytuacja była bardzo zbliżona z tą różnica że mamy też wspólne dziecko i jesteśmy dłużej razem.
    Mój NM też uważał, że to co jemu się "należy", "należy się" też jego dzieciom, w naszym przypadku jest to dwójka nastolatków. Ja wychodziłam i wychodzę z założenia, że chociażby koszty wyżywienia dzieci powinny być pokrywane prze ich ojca. I tak też się stało, robi zakupy na czas pobytu dzieci. Niestety nadal bywa to źródłem konfliktów miedzy nami. To samo dotyczyło czasu dla nas jako pary, a teraz jako rodziny. Wynegocjowałam tzw. grafik spotkań w którym uwzględniony jest również czas dla nas bez dzieci NM i. Jednak i to rozwiązanie nie jest do końca akceptowane przez NM, traktuje to jako ograniczenie mu przeze mnie jego kontaktów z dziećmi.
    Jednak rozwiązania o których mówię, doprowadziły z jednej strony do uregulowania naszego wspólnego życia, a co za tym idzie zmniejszyła się ilość konfliktów, ale tez w nieodwracalny sposób coś utraciliśmy.

  • takima 23.01.12, 14:05
    Ja właśnie próbuję wynegocjować czas dla mnie/nas. Powiedziałam mojemu partnerowi, że jeśli chce stworzyć nowy związek, to powinien sprawiedliwie dzielić swój wolny czas między mnie a córkę. Nie przekonuje mnie jego argument, że skoro jesteśmy ze sobą na co dzień (czyt. od poniedziałku do piątku), to powinnam odpuścić urlop dla jego małej i godzić się na przeznaczenie dla niej wszelkich kumulacji wolnych dni kalendarzowych. Podobnie, jak w Twoim przypadku, mój NM traktuje to jako zamach na jego relacje z dzieckiem i próbę ograniczania ich. Powiedziałam mu, że jeśli chciał być tatusiem na 100% to nie powinien był decydować się na rozwód lub powinien był wywalczyć w sądzie opiekę nad córką. Mnie najbardziej w tym wszystkim irytuje jego podejście do mnie na zasadzie: powinnaś zrozumieć, odpuścić, uszanować moje ojcowskie uczucia. Tylko ja powinnam, a on co? Boli mnie też, że ile bym z siebie małej nie dała, nie poświęciła jej czasu i zainteresowania to traktuje to tak, jakby to było moim obowiązkiem, jakby mu/jej się to z automatu należało, natomiast każdą moją uwagę, że traktuje nas nierówno, że nie wyważa tych dwóch uczuć odbiera jako atak na jego małą księżniczkę. Na początku naszej znajomości wiele mówił o partnerskim związku, myślałam, że podobnie, jak ja uważa, iż tworzy go dwoje dorosłych ludzi-najważniejszych dla siebie, a dziecko to ich uzupełnienie. Wygląda na to, że się myliłam, że założył sobie, iż to ja będę dodatkiem do nich dwojga - dopasuje się do ich układu. Teraz, gdy próbuję walczyć o należny mi czas i uwagę słyszę o sobie, że jestem egoistką. Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądało nie wpakowałabym się w ten związek. Zapytałam go ostatnio, jakim prawem oczekuje ode mnie, że będę cokolwiek poświęcać i z czegokolwiek rezygnować dla jego dziecka? Nie jestem jej biologiczną matką, więc nie ma prawa żądać ode mnie, bym kochała ją, odbierała i traktowała tak samo, jak on.
  • altz 23.01.12, 14:47
    Tu są poruszone różne sprawy.
    Jedna, to zazdrość o dziecko i wymaganie adoracji. Jesteś dorosła, a zachowujesz się śmiesznie wymagając jakiś feudalnych pokłonów.
    Kwestia finansowa jest do rozwiązania, ale wtedy trzeba jasno się dogadać. Ponieważ ojciec wykorzystuje więcej, to niech płaci więcej. Może to być równie dobrze pudełko z pieniędzmi na życie w szafce, ale również osobne konto, gdzie przelewacie pieniądze na życie w ustalonych kwotach, możesz też ustalić Twój limit na wydatki, reszty nie dokładasz, ale to trzeba wyjaśnić między Wami.
    Dla mnie osobiście, to jest dziwne, jakoś nie widzę takich układów w partnerstwie, ale nie muszę sobie wszystkiego wyobrażać.
    Co do wspólnych planów, sama coś zaplanuj. Chciałaś układ partnerski, to go masz, nic Ci się nie stanie, jeśli sama coś zorganizujesz. Ustalasz z wyprzedzeniem, że organizujesz wyjazd w jakimś terminie, planujesz udział partnera, jeśli nie pojedzie, to się wybierzesz z koleżanką z pracy albo z kolegą. wink
  • kocio113 23.01.12, 15:54
    altz napisał:

    > Tu są poruszone różne sprawy.
    > Jedna, to zazdrość o dziecko i wymaganie adoracji. Jesteś dorosła, a zachowujes
    > z się śmiesznie wymagając jakiś feudalnych pokłonów.

    Skąd pomysł o zazdrości czy pokłonach?
    Dla mnie wcale nie jest śmieszne że autorka chce wspólnego czasu tylko dla siebie i partnera.
    Dla mnie jest to oczywiste jak 2x2=4.
    Dorosły człowiek potrzebuje przestrzeni także w związku i dotyczy to zarówno czasu spędzonego bez partnera jak i spędzonego bez dzieci, zarówno własnych jak i pasierbów.


    > Co do wspólnych planów, sama coś zaplanuj. Chciałaś układ partnerski, to go mas
    > z, nic Ci się nie stanie, jeśli sama coś zorganizujesz. Ustalasz z wyprzedzenie
    > m, że organizujesz wyjazd w jakimś terminie, planujesz udział partnera, jeśli n
    > ie pojedzie, to się wybierzesz z koleżanką z pracy albo z kolegą. wink

    Z tego co ja zrozumiałam to problem nie w planowaniu, a w tym ze autorka NIE MOŻE nic zaplanować bo wszystkie terminy z założenia są ZAJĘTE.

    Dla mnie bycie w związku to jednak nie wypady również tylko we dwoje, nie ze ZNAJOMYMI.

  • anula36 23.01.12, 16:04
    Z tego co ja zrozumiałam to problem nie w planowaniu, a w tym ze autorka NIE MOŻE nic zaplanować bo wszystkie terminy z założenia są ZAJĘTE.

    tez tak zrozumialam.

    Dla mnie bycie w związku to jednak nie wypady również tylko we dwoje, nie ze ZNAJOMYMI.

    kwestia wyboru, jak nie mamy gdzie sprzedac pasierbicy wole ja zabrac z nami, niz zeby kiblowala w domu z dziadkami,ale my mloda mamy i tak na stale wiec juz sie przywyczailam, zreszta poza domem zachowuje sie calkiem poprawnie.
  • edw-ina 23.01.12, 15:14
    Trudno jest oczekiwać, by twój partner traktował tak samo ciebie i dziecko. To dwie różne relacje, dwa różne uczucia i dwa różne zobowiązania.
    Jednak twój facet zdecydował się też budować nowy związek i w niego też musi inwestować. Jednak nie wierzę, że zmienisz coś tłumaczeniem. Radziłabym raczej samodzielny urlop w przyjemnym miejscu i ogólnie jak największą samodzielność. Albo facet przetrzeźwieje i zauważy, że może cię stracić, albo Ty sama zrozumiesz, że możesz żyć bez niego. Tak czy siak, coś się wyjaśni.
  • anula36 23.01.12, 15:47
    U mnie sie ostatnio porobilo dosc podobnie, niestety, to znaczy coraz wiecej obowiazkow, przy niknacej ilosci przywilejow. Nim zabrnelismy w slepa uliczke uswiadomilam chlopu jak nasze zycie wyglada z mojego punktu widzenia i zapytalam czy chcialby zeby za x lat jakis facet tak traktowal jego corke.
    Nie wiem co bardziej podzialalo - moj foch, czy ta wizja, bo walnal sie w piersi i poki co sielanka wrocilawink Zobaczymy na jak dlugosmile
    Szczerze mowiac ,nie widze sensu zebys nadmiernie partycypowala w opiece nad jego corka, keidy jest u was, mozecie troche pobyc razem,a potem partner z mloda, a Ty sie mozesz zajac swoimi sprawami.
    Co do spraw finansowych, nie uwazam zeby bylo cos zlego w tym,ze pokrywasz polowe wydatkow na wspolne mieszkanie. Mozesz chlopa ociazyc mocniej za jedzenie, skoro zywi corke jak jest u was i tyle. W zdrowym zwiazku takie rzeczy nie sa trudne do rozwiazania, dzis ja doloze wiecej, jutro partner,nie liczymy sie tak do grosza.
    a co do urlopu w fajnym miejscu SOLO zgadzam sie w 100% z przedmowczynia. Popieram takze ozywione zycie towarzyskie i wlasne hobby.
  • anula36 23.01.12, 15:53
    Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądało nie wpakowałabym się w ten związek

    W kazdej chwili mozesz sie jeszcze wypakowac.Moze tak bedzie lepiej dla Ciebie w kontekscie ciagu dalszego wypowiedzi.
    to ze nie jestes biologiczna matka dziecka, to nie znaczy ze nie muszisz sie w jakis sposob wpasowac w caly uklad - uklad juz zastany i czesciowo uksztaltowany. Dobra metoda - ale to dla macierzynsko zdeterminowanych - jest produkcja wlasnego potomka i skupienie sie na nim. sama wybralam taka droge, tylko troche za pozno sie na tego potomka zdecydowalam i cos sie objawic nie chcetongue_out
  • ojczymc 23.01.12, 16:45
    takima napisała:

    > Brak mi poczucia, że chce zrobić coś ty
    > lko dla mnie/dla nas. Boli mnie, że muszę prosić o parę wolnych dni, że taka po
    > trzeba wspólnie spędzanego czasu nie wypływa z jego serca. takimanawet najdoskonalszy facet nie jest jasnowidzem,jeżeli jest mało domyślny przypomnij mu czasem o swoich potrzebach,spacer,wspólny wyjazd itp To przecież nie boli!? smile Dialog w naszych rodzinach to podstawa.
  • anula36 23.01.12, 17:24
    Nie chodzi o to zeby facet byl jasnowidzem, tylko zeby w ogole poczul i zobaczyl potrzebe spedzenia czasu tylko z partnerka.
  • kittykitty 23.01.12, 19:48
    takimanawet najdoskonalszy facet nie jest jasnowidzem,jeżeli jest mało domyślny przypo
    > mnij mu czasem o swoich potrzebach,spacer,wspólny wyjazd itp To przecież nie bo
    > li!? smile Dialog w naszych rodzinach to podstawa.

    rozumiem, że facet nie jest jasnowidzem, i że trzeba mu delikatnie przypomnieć, że np. lubię dostawać kwiaty ale jeśli trzeba mu uświadamiać potrzebę wspólnego spędzania czasu to jest to niepokojące, tym bardziej w związku o niezbyt długim stażu...
  • takima 24.01.12, 08:31
    O to właśnie chodzi, żeby facet chciał i potrzebował spędzać z partnerką czas tylko we dwoje, a nie żeby go w tym względzie uświadamiać. Prawdę mówiąc myślałam, że przynajmniej w początkowej fazie naszego związku NM "zwariuje" na moim punkcie i to ja będę musiała przypominać mu o istnieniu jego dziecka, często tak przecież bywa, że gdy w życiu mężczyzny pojawia się kobieta wszystko inne schodzi na dalszy plan. Dopiero potem, gdy zauroczenie mija wszystko wraca do nieco zmodyfikowanej normy. W moim przypadku tak nie było sad I może dlatego zaczęłam się zastanawiać, czy po prostu nie jestem dla niego tylko wygodnym układem? Jeśli się kocha, to liczy się z uczuciami drugiej strony, prawda? Od początku mu mówiłam, że nie wyobrażam sobie podporządkowywać całego mojego życia dziecku bez względu na to, czy jest moje czy nie moje. Wiedział, że nie zgodzę się na drugoplanową rolę w związku, wiedział też, że skoro sama nie mam dzieci, to tym trudniej mi będzie zrozumieć i zaakceptować pewne rzeczy. Oczywiście, mogłabym się wymiksować z tego związku, jednak wcale to nie jest takie proste, gdy w grę wchodzą uczucia i zaangażowanie z mojej strony, poza tym jest mało prawdopodobne, bym w tym wieku poznała jeszcze kogoś bez zobowiązań. Jak to było u Was? Jak traktowali Was i traktują Wasi partnerzy?
  • edw-ina 24.01.12, 09:39
    Ja się mogę mylić, ale mam jakieś takie wrażenie, że tobie to zaangażowanie twojego faceta w jego dziecko zwyczajnie przeszkadza, bo chciałabyś, by najbardziej interesował się Tobą. Dość dziwnym marzeniem jest, by facet tak się zakochał, abyś musiała mu przypominać o jego obowiązkach. A chciałabyś, żeby np. tak wpadł w jakąś pasję, by zapomniał o obowiązkach domowych, służbowych, nie wracał na noc do domu?
    W pełni rozumiem, że nie chcesz podporządkowywać swego życia dziecku, niezależnie czyjemu, ale związałaś się z facetem, który ma właśnie obowiązek poświęcić jak najwięcej uwagi dziecku. I to będzie trwało jeszcze przez wiele lat. Poważnie zastanów się, czy masz na to siłę, czy też zamkniesz się w swoim żalu.
    Nie traktuj tego, jako czystej krytyki z mojej strony. Też wiele razy zastanawiałam się, czy ten związek ma sens, czy M poradzi sobie jako dochodzący ojciec i dobry partner, naście razy chciałam lub próbowałam wylogować się z tego związku. To nie są łatwe związki i jeśli nie ma się na nie siły, lepiej przyznać to szczerze.
  • optymist75 24.01.12, 09:56
    edw-ina napisała:

    > Ja się mogę mylić, ale mam jakieś takie wrażenie, że tobie to zaangażowanie two
    > jego faceta w jego dziecko zwyczajnie przeszkadza, bo chciałabyś, by najbardzie
    > j interesował się Tobą. Dość dziwnym marzeniem jest, by facet tak się zakochał,
    > abyś musiała mu przypominać o jego obowiązkach. A chciałabyś, żeby np. tak wpa
    > dł w jakąś pasję, by zapomniał o obowiązkach domowych, służbowych, nie wracał n
    > a noc do domu?
    > W pełni rozumiem, że nie chcesz podporządkowywać swego życia dziecku, niezależn
    > ie czyjemu, ale związałaś się z facetem, który ma właśnie obowiązek poświęcić j
    > ak najwięcej uwagi dziecku. I to będzie trwało jeszcze przez wiele lat. Poważni
    > e zastanów się, czy masz na to siłę, czy też zamkniesz się w swoim żalu.
    > Nie traktuj tego, jako czystej krytyki z mojej strony. Też wiele razy zastanawi
    > ałam się, czy ten związek ma sens, czy M poradzi sobie jako dochodzący ojciec i
    > dobry partner, naście razy chciałam lub próbowałam wylogować się z tego związk
    > u. To nie są łatwe związki i jeśli nie ma się na nie siły, lepiej przyznać to s
    > zczerze.

    Chciałam coś dodać od siebie,ale wszystko już napisała edw-ina

    Tak właśnie wygląda związek z mężczyzną z dzieckiem.NIE BĘDZIE ŁATWO
    Najlepiej porozmawiaj sama ze sobą i dokonaj wyboru.
    Ja, kiedy mi już ręce opadną ,z różnych powodów,posiedzę sama i przypominam sobie o co chodziło 2 lata temu.
    O miłość smile ...i już nie chcę się wymiksować
    Powodzenia


    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • anula36 24.01.12, 09:46
    przynajmniej w początkowej fazie naszego związku NM "zwariuje" na moim punkcie i to ja będę musiała przypominać mu o istnieniu jego dziecka,

    No to juz bylo tylko Twoje pobozne zyczenie, majace sie nijak do rzeczywistosci.Mysle ze gdybys sama miala dziecko, nie mialabys takich zludzen. Tak bywa tylko w przydapdkach skrajnie nieodpowiedzialnych tatusiow i ja bym osobiscie takiego nie chciala, bo jesli sie rozstaniemy i pozna kolejna kobiete to o dziecku wsponym zapomni - niemilo.



    Wiedział, że nie zgodzę się na drug
    > oplanową rolę w związku, wiedział też, że skoro sama nie mam dzieci, to tym tru
    > dniej mi będzie zrozumieć i zaakceptować pewne rzeczy.

    Moze ludzil sie jak Ty, ze jak go kochasz to zrozumiesz, a nawet jego dziecko polubisz. A nie mysleliscie o wspolnym dziecku?


    poza tym jest mało prawdopodobne
    > , bym w tym wieku poznała jeszcze kogoś bez zobowiązań

    czyli lepszy rydz niz nic. Nie wydaje ci sie ze z takim podejsciem robisz krzywde sobie i jemu?

    U nas jest tak,ze w szybkim tempie musialam wejsc w role 100% mamusi, a posiedziec sobie z chlopem mam szanse jak mloda zasnie, wyjsc - jak zorganizujemy opieke.
    Tylko ze mnie juz chyba pierwsze zauroczenie minelo, bo nie czuje juz az takiej potrzeby spedzania czasu tylko we dwoje.albo moze na tyle weszlam w struktury rodzinne,ze nie szkodzi mi ten sam cas spedzany we trojke.

  • anula36 24.01.12, 09:51
    acha, u nas jeszcze dochodzi jego praca na 3 zmiany i moje delegacje - sa tygodnie ze sie doslownie mijamy.
  • kittykitty 24.01.12, 10:41
    Wiesz co, dziewczyny trochę na Ciebie naskoczyły, ale ja nieco inaczej widzę całą sytuację.
    Mam wrażenie, że nie chodzi tu o córkę Twojego faceta i Twoją zazdrość o nią tylko o to, że Twój facet nie dba o Ciebie za bardzo i nie czujesz się kochana. Wydaje mi się, że czujesz się złapana z pułapkę - Twój facet inaczej przedstawiał sytuację i zakres swojego zaangażowania w córkę a inaczej to wygląda w rzeczywistości. Rozumiem, że tych weekendów z dzieckiem miało być mniej co oznaczało więcej czasu tylko dla Was.

    No, cóż, tego nie zmienisz, musisz również liczyć się z tym, że dziecko kiedyś zamieszka z Wami. A facetowi się chwali, że jest taki zaangażowany.
    Pytanie tylko czy jest w stanie zaproponować coś Tobie. Rozumiem, że wszystkie kumulacje wolnych dni, długich weekendów "należą" do córki. Mała nie mieszka jednak z Wami więc możecie np. zorganizować sobie kilkudniowy wyjazd we dwoje w ciągu tygodnia. nie odbędzie się to kosztem czasu dla dziecka. Rozmawialiście o takiej możliwości? Do kina, na kolacje itp. możecie chodzić we dwoje w piątkowe wieczory.
    Z Twoich postów domyślam się jednak, że Twój facet jest mało zainteresowany takimi formami spędzania czasu z Tobą... i pewnie dość często zasłania się dzieckiem...
  • aragorna71 24.01.12, 10:04
    jestem pewna, ze z milosci, ja nei jestem typem kobiety, z ktorym mozna zyc wygodniewink
    Tez jestem macocha bezdzietna z 10 letnim stazem w zwiazku w tym 4 lata po slubie.
    Mala od prawie 2 lat jest z nami, przeszlismy kilka etapow od d macochy okazjonalnej wekendowej, teraz "calodobowa. Zapewniam cie, ze ani przez chwile nie czulam, ze jestem na 2 miejscu, bo tak naprawde nie ma 2 miejsca w zwiazku. Milosc do dziecka jest inna niz milosc do kobiety i tyle.
    W waszym zwiazku widze to tak, ty jestes zazdrosna o dzieci a twoj partner oczekuje, ze wszystko zrozumiesz i niczego nie bedziesz zadac dla siebie. Macie rozne oczekiwania i mysle, ze bez ustepstw z obu stron nic nie wyjdzie. Wspolny wyjazd to podstawa, czas tylko we dwoje tez. Nawet malzenstwa, ktore maja wspolne dzieci powinny o tym pamietac, bo to wzmacnia zwiazek. Twoj partner powinien odpowiedziec na kilka pytan, ktore mu zadasz, czego od ciebie oczekuje, jaka jest twoja rola w waszym zwiazku, jak wyobraza sobie wasz zwiazek za kilka lat itp. Mysle jednak, ze wiele nie zdzialasz, to facet z typu tatusiow, ktorzy chca dzieciom cos rekompensowac, maja poczucie winy i chyba nie sa zdolni na partnerski zwiazek. Ja wiem, ze z takim nie bylabym nawet kosztem samotnosci. A kto ci powiedzial, ze nie spotkasz kogos innego?. Chociaz z drugiej strony zwiazek z kazdym mezczyzna z dziecmi nie jest latwy. Sa tez kobiety i moze ty do nich nalezysz, ktore nie powinny byc w takim zwiazku bo zawsze beda mialy problem z zaakceptowaneim dzieci/bylej zony partnera.

    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • takima 24.01.12, 10:46
    Dziękuję Wam za odpowiedzi i podpowiedzi smile Córkę mojego partnera lubię, bo w przeciwnym razie nie organizowałabym jej czasu, gdy jest u niego, nie bawiłabym się z nią i nie zajmowała nią - nie potrafiłabym się do tego zmusić. Mała się do mnie garnie, prosi, bym ją kąpała czy opowiadała jej bajki. Wydaje mi się, że to, jak traktuję i podchodzę do małej to dowód też na to, że liczę się z uczuciami mojego faceta, że staram się, by jego córce było dobrze także w moim towarzystwie. Mogłabym przecież swoje zaangażowanie sprowadzić do odsunięcia się na czas, kiedy jest młoda i ograniczyć się do obojętnej grzeczności wobec niej. Jednak skoro nie olewam dziecka, tylko poświęcam jej wiele czasu i uwagi (a nie robię tego, bo w ten sposób zaspokajam instynkt macierzyński, lecz przede wszystkim przez wzgląd na NM) oczekuję, by mój facet poczuwał się do tego, by robić też coś z myślą o mnie. Jemu najwyraźniej wydaje się, że to, co robię dla jego dziecka nic ode mnie nie wymaga i nic mnie nie kosztuje, nie ma w nim potrzeby odwzajemnienia się i chęci zrobienia mi przyjemności (po co wyjeżdżać gdzieś tylko we dwoje, skoro on tak naprawdę szczęśliwy jest dopiero wtedy, gdy ma córkę przy sobie!). Gdzie tu kompromis? Rozumiecie, o co mi chodzi? Mam wrażenie, że tylko ja daję. Kiedyś sam powiedział, że nawet jej matka (gdy jeszcze mieszkali razem) nie bawiła się z młodą i nie zajmowała nią tak, jak ja.
  • takima 24.01.12, 11:06
    Kittykitty, przeoczyłam Twoją ostatnią wypowiedź, a dotknęłaś w niej sedna. Dokładnie o to mi chodzi, nie tyle o dziecko, co o stosunek NM do mnie. Nie czuję się kochana, dostrzegam dużą różnicę między jego zaangażowaniem uczuciowym w dziecko (wiem, wiem, że to inny rodzaj uczucia), a we mnie. Nie zabiera mnie do kina, czy gdzieś na kolację, bo cały czas zasłania się kiepskimi finansami (dlatego też pomyślałam sobie, że mu się w dobrym czasie nadarzyłam, bo rachunki na pół, bo tak łatwiej przeżyć), nie zorganizuje długiego weekendu we dwoje, bo po co - mamy siebie od poniedziałku do piątku,więc wystarczy, a on dziecko tak "rzadko" widuje! Masz rację Kittykitty - inaczej mi siebie i swoje ojcostwo przedstawił. Powiedział, że dziecko ma co drugi weekend. Pomyślałam wtedy, a utwierdziłam się po poznaniu małej, że odnajdę się w takim układzie. Dopiero potem, gdy zamieszkałam z nim okazało się, że weekend zaczyna się w piątek, a kończy w poniedziałek lub wtorek, że święta z dzieckiem trwają nie trzy a dwanaście dni, okazało się, że na drobiazg dla mnie nie ma kasy ani pomysłu czy chęci, za to jest skrupulatne rozliczanie wydatków. Nie wiem, ale nie potrafię uwolnić się od myśli, że w stosunku do mnie więcej w nim kalkulacji niż miłości sad
  • edw-ina 24.01.12, 11:24
    Obawiam się, że nie da rady zmusić faceta do bycia bardziej szarmanckim. Albo tacy są wobec kogoś, albo nie. Oczywiście można się sprzeczać, czy tacy są lub nie są z natury, czy też wobec konkretnych osób. Możesz spróbować sugerować, a nawet mówić otwartym tekstem: chcę spędzać z tobą czas poza domem, chcę razem wyjechać gdzieś na weekend, chciałabym czuć się bardziej adorowana. Co to da, nie wiem.
    Skoro twój partner tak skrupulatnie cię rozlicza, ty rozliczaj jego. Wydałaś więcej na zakupy, ponieważ kupowałaś małej jej soczki, jogurty itp., daj facetowi rachunek, albo dorzuć mniej do wspólnego budżetu podając powód. Możesz nawet przyznać, że skoro nie jesteście w stanie razem korzystać z życia, to nie widzisz powodu, dla którego sama też nie możesz tego robić, a na to też potrzebujesz pieniędzy. Możesz dodać, że oczywiście wolałabyś wspólnie korzystać z życia, ale skoro on nieustannie odmawia, to widocznie nie ma takiej potrzeby. To wszystko to stawianie sprawy na ostrzu noża, ale skoro rozmowy i prośby nic nie dają, to może warto spróbować.
  • kittykitty 24.01.12, 11:35
    Nie zabiera mnie do k
    > ina, czy gdzieś na kolację, bo cały czas zasłania się kiepskimi finansami (dlat
    > ego też pomyślałam sobie, że mu się w dobrym czasie nadarzyłam, bo rachunki na
    > pół, bo tak łatwiej przeżyć)

    Takima, a gdybyś to Ty miała w całości pokryć koszt biletów do kina czy kolacji a nawet krótkiego wyjazdu to jaka byłaby odpowiedź Twojego faceta?

    A adorowaną można być też w mniej kosztowny sposób - gdy przychodzisz skonana do domu to czy Twojemu facetowi zdarza się zrobić Ci herbatę, otulić kocem i podsunąć jakiś smakołyk? Czy stać go na tego typu gesty wobec Ciebie? Czy proponuje czasem, że przyjedzie po Ciebie do pracy, bo tak strasznie pada?
  • optymist75 24.01.12, 11:38
    A może on rzeczywiście ma kłopoty finansowe?
    Pytanie tylko czy przejściowe...?
    Wyjście do kina to kwestia 50 zł,a w "tani wtorek"30zł wink
    My tak robimy.Ponieważ mojemu M zostaje z wypłaty NIC,chodzimy we wtorek do kina.
    Co prawda raz na kwartał ,ale idziemy.I to ja za to kino płacę smile(cierpliwie dopinguję M w znalezieniu lepszej pracy).
    Co do chęci i pomysłowości,to nie wszyscy tryskają pomysłami,zwłaszcza mężczyźni.
    Mój jest tego doskonałym przykładem.Pierwszej rocznicy ślubu nie zaplanował,prezentu nie dostałam.Na szczęście był to dzień WOŚP ,więc byliśmy na koncercie.Wieczorem grożąc mu palcem ze śmiechem powiedziałam,że ma szczęście, że "zabrał mnie na koncert" smile
    Więc czasem warto przymknąć oko na pewne niedogodności finansowe.Sytuacja może się odwrócić.
    A na resztę polecam kompromis,z obu stron i dużo,duzo rozmów



    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • aragorna71 24.01.12, 12:42

    w stosunku do facetow?
    Tak czytam i oczom nie wierze, kobieta ma wszystko zrozumiec, bo zwiazek z facetem z dzieckiem taki jest wink dokladac sie do rachunkow na pol, bo to uklad partnerski, ale w zamian co dostaje?
    Zero czasu, wymowki "odsuwasz mnie od dziecka". pewnie zajmuje sie domem i jeszcze bawi z jego corka. Po cholere taki facet w domu? Aby miec spodnie, bo sie zakochala. Zakochala sie to sie odkocha, znajdzie innego i bedzie szczesliwa. Po co cale zycie spedzic z mezczyzna, dla ktorego jestes wszystkim, tylko nie ukochana kobieta.
    Facet, ktory spotka kobiete bezdzietna, ktora akceptuje jego dzieci/pomaga/wspiera/czasem kocha powienien ja na rekach nosic i dziekowac losowi, ze taka sie trafila bo to zadem miod.


    -----------------------
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • edw-ina 24.01.12, 12:59
    Trudno jest się z Tobą nie zgodzić. Co więcej jestem przekonana, że wymagać trzeba, bo jak facet wie, że ma o kogo i dlaczego się starać, to tym bardziej ceni i szanuje. A starać się można też bez wielkich nakładów finansowych. Czasami fajny sms czy mail potrafią więcej zdziałać niż ekskluzywne perfumy.
  • aragorna71 24.01.12, 13:16
    jasne, ze mozna starac sie bez nakladow. Mamy oboje dolek finansowy ok. siedzimy w domu, ogladamy dobra komedie czy idziemy pobiegac, ale nie w sytuacji, ze kobieta ma placic a on kupi coreczce kolejna lalke. Poza tym w tym ukladzie jakis dziwny podzial "ja z corka i ty"
    I dla tych co mnie nie znaja, daleka jestem od zalowania pieniedzy na pasierbice, juz raczej ojciec jej ogranicza, bo ma zasady, ze za duzo dziecko dostawac nie powinno, bo nie doceni.
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • takima 24.01.12, 14:39
    I tutaj popełniłam błąd. Duży błąd. Gdy mi na kimś zależy mam potrzebę dawania, więc i też sprawiałam bez okazji różne prezenty mojemu NM , a to koszule, a to wody toaletowe dobrej marki (bo lubię, gdy facet fajnie pachnie), oczywiście niuni też kupowałam zabawki i słodkie różowe ciuszki... Opamiętałam się całkiem niedawno, gdy dotarło do mnie, że mój facet owszem - chętnie przyjmuje, ale wcale nie ma potrzeby odwzajemnienia się tym samym sad
  • altz 24.01.12, 15:43
    takima napisała:

    > I tutaj popełniłam błąd. Duży błąd. Gdy mi na kimś zależy mam potrzebę dawania,
    > więc i też sprawiałam bez okazji różne prezenty mojemu NM , a to koszule, a to
    > wody toaletowe dobrej marki (bo lubię, gdy facet fajnie pachnie), oczywiście n
    > iuni też kupowałam zabawki i słodkie różowe ciuszki...
    Potrzebne były te prezenty? Jeśli tak, to komu bardziej na nich zależało? wink
    Skąd te potrzeby pokłonów, numerologiczne wymagania świętowania równiutkich 365/366-dniowych cyklów? Dlaczego to facet ma robić, bo jest gorszy? Bo tylko on zyskał?
    Czy można oczekiwać pełnego zaangażowania od rodzica, który ma dziecko i chce z nim być możliwie najdłużej? Czemu nie wiesz, jakie macie możliwości finansowe i czy stać Was na wyjazd? Dlaczego jesteście razem, a w zasadzie osobno? Dlaczego nie macie podziału pieniędzy na określone cele? Jak dla mnie jest tu za dużo niewiadomych.

    Można przecież zadekretować wspólnie, że każdy odkłada sobie taką i taką kwotę na własne wydatki, na wspólne wypady macie taki i taki budżet, a reszta jest na życie. Jeśli się nie da inaczej, zastosujcie choćby metodę "słoikową". Te nieuregulowane wydatki wykończą Was, czuję, że to jest jakiś zapalny punkt, bardziej niż brak wspólnych wyjść.
    Jeśli nie wierzysz, to pomyśl, co by się stało, gdyby "facet" stracił na dwa miesiące pracę albo "babce" się to przytrafiło? Czy związek by się rozpadł w tydzień, czy trwałby dwa tygodnie? wink
  • kittykitty 24.01.12, 18:05
    > Potrzebne były te prezenty? Jeśli tak, to komu bardziej na nich zależało? wink
    > Skąd te potrzeby pokłonów, numerologiczne wymagania świętowania równiutkich 365
    > /366-dniowych cyklów? Dlaczego to facet ma robić, bo jest gorszy? Bo tylko on z
    > yskał?


    ekhm, a o co Tobie chodzi? chyba mi umiejętność czytania ze zrozumieniem osłabła, bo jakoś nie mogę złapać związku z tym co takima napisała wcześniej...
  • altz 24.01.12, 18:40
    kittykitty napisała:

    > ekhm, a o co Tobie chodzi? chyba mi umiejętność czytania ze zrozumieniem osłabł
    > a, bo jakoś nie mogę złapać związku z tym co takima napisała wcześniej...

    O to, że się pierdołami zajmuje.
  • kittykitty 24.01.12, 13:58
    ja nie mam małych wymagań, wręcz przeciwnie smile
    i tak jak Ty uważam, że skoro ja mogę na siebie zarobić to tak samo może to zrobić facet.
    i oczekuję od swojego faceta gestów zarówno w wymiarze emocjonalnym jak i finansowym.
    nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie dostaję z jakiejś okazji nawet drobiazgu, bo facet "nie ma pieniędzy" a z drugiej strony ten sam facet wydaje krocie na córkę, zresztą dzięki mojemu wkładowi finansowemu. A nawet jeśli rzeczywiście nie ma pieniędzy na prezent dla mnie to niech się wysili i wymyśli coś atrakcyjnego i bezkosztowego - romantyczny wieczór-niespodziankę przy świecach, muzyce, z relaksującym masażem itd.




  • takima 24.01.12, 12:40
    Czytając ostatnie wiadomości dochodzę do wniosku, że jestem złym człowiekiem sad Jeśli mam być szczera to tak, mój partner czasami przyjeżdża po mnie do pracy i czasami mnie do niej odwozi, tak, przykrywa kocem i sprawdza, czy mam ciepłe stopy, tak, gdy jest pogodnie chodzi ze mną na spacery. Może to powinno mi wystarczyć? Może w ogóle to już jest wszystko, co facet potrafi dać kobiecie? Chyba za dużo od niego i od życia wymagam sad Wcześniej nie przykładałam specjalnej wagi do tego, jak zasobny portfel ma mój mężczyzna do czasu, aż przez jednego nie popadłam w długi, może dlatego teraz jestem tak czuła na tym tle, tzn. zwracam uwagę na to, czy ktoś jest gotów cokolwiek we mnie zainwestować czy raczej patrzy na to, bym to ja inwestowała w niego. Wiążąc się z obecnym panem oczywiście zdawałam sobie sprawę z jego obciążeń alimentacyjnych i brałam pod uwagę, że jeszcze baaaardzo długo będzie miał takie zobowiązania, ale jednocześnie założyłam, że jeśli dzięki udziałowi moich finansów on zdoła coś odłożyć - to będzie to przeznaczane na nasze wspólne cele, a nie np. na dokładanie do jego dziecka (na kupno kolejnych ubranek, na pokrywanie kosztów jej pobytu znacznie wykraczającego poza sądowe ustalenia). I może dlatego czuję się trochę jakby wykorzystywana, bo brakuje mi tu myślenia w perspektywie "my", a jest bardziej na zasadzie "ja i moja córka". Chcę czuć, że z kimś coś buduję, a nie, że komuś do czegoś się dokładam.
  • aragorna71 24.01.12, 12:50

    nie wiem jakim jestes czlowiekiem, nie znam cie, ale facet, ktory chce zalozyc 2 rodzine powinien miec na to pieniadze a nie wykorzystywac kobiete.
    Z tego, co piszesz jestes wykorzystywana. Alimenty ok, dodatkowe prezenty ok, ale ma tez wystarczyc na wasze zycie.
    Czy gdyby mial dziecko z toba kupilby stos ciuchow czy kolejny prezent corce w przypadku, gdy macie dolek finansowy lub planujecie wyjazd/remont ? pewnie nie, bo pomyslalby, ze sa rzeczy wazne i wazniejsze.
    Przeanalizuj swoj zwiazek, daleka jestem od pisania "odejdz', ale zastanow sie nad plusami tego zwiazku. Dlaczego jestes z tym facetem? I wiesz co, ja za stara jestem, aby dotarl do mnie argument "bo go kocham"
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • anula36 24.01.12, 15:01
    nic juz nie dodam, wszystko napisalyscie dziewczynysmile

    Do mnie nie przemawia tez argument, nie spotkam nikogo lepszego w tym wiekusmile
    Swoja droga czytajac jeden z postow autorki doszlam do tego co mnie najbardziej wkurzalo ostatnio- ze sie dokladam i jestem doczepiona do czdzej rodziny, zamiast tworzyc wlasnasmile
    No ale jest powazna szansa ze sie to zmieni na lepszewink
  • rybkka24 24.01.12, 21:53
    niesamowite!!!!!!doskonale skopiowałaś Moją sytuację, Moje wpisy, Moje podejście do tematu, Mojego faceta, Moje posty i nawet wiek dzieci jest ten sam z tą różnicą że u mnie to chłopiec.i czasem sobie myślę dzięki Bogu, bo do chłopców jednak jest ciut inne podejście niż do "mojej różowej małej księżniczki", a wiem że mojego faceta córka wodziłaby za nos bo to taki typ...i kwestia finansów u nas jest bardziej wyrównana.w Twoim związku odniosłam wrażenie że facet pasożytuje na Tobie, wykorzystuje Twoją niezależność finansową i brak innych zobowiązań aby móc córce zapewnić więcej i lepiej, Ciebie stawia na ostatnim miejscu niestety.Twoja historia jest tak podobna...nawet branie dziecka od pt do wtorku itp..
    mój facet także nie potrzebował czasu we dwoje, wyjazdów, wyjść bo po co, wszystko można we troje..mamy czas w tygodniu (taa jasne może po 20.00 jak padał na twarz) doprowadzał mnie tym do pasji. rozmowy, tłumaczenia, afery - bez skutku bo on ma obowiązki Ja to muszę zrozumieć i "przeczekiwał" afery trwając na swym stanowisku z nadzieją ze Ja wreszcie zrozumiem....sytuacja bez wyjścia jakby się zdawało.wylewałam żale na forumsmile)u mnie ruszyło sprawę- raz-moje zaangażowanie w jego dziecko (na początku unikałam i tematu dziecka i dziecka jak miałam możliwość) dwa-ze mały jest/był bardziej za mną niż za nim mimo że facet prawie wypruwał flaki żeby w KAŻDY bez wyjątku wolny dzień przywozić małego, wykłócał się ze mną o każdą chwilę, (na wyjazdach zamiast cieszyć się czasem dla nas snuł wizje jak w te samo miejsce przyjedziemy we troje, no ręce opadały;/ )a potem usłyszał że mały jak ma wybór to woli spędzać czas ze mną niż z nim i ogólnie jest bardziej za mną mimo że widziałam go o połowę mniej niż jego ojciec (trochę faceta tąpnęło) no i trzy kilka razy dobitnie powiedziałam co myślę, kilka razy go wystawiłam tak jak on mnie i dobitnie pokazałam że sama sobie świetnie radzę i poradzę (ale oczywiście wolałabym z nimsmile pokazałam mu też że można mieć świetny kontakt i relacje z dzieckiem nie olewając przy tym całego świata i własnego związku...u was dochodzi chyba Twoja obawa przed zostaniem samą i można domniemać ze facet boi się bliskiej relacji z kobietą i zasłania się córką przez co pół populacji kobiecej w Polsce będzie hołubić i piać jaki to wspaniały ojciec musi mieć cię w d...bo jest rodzicem a ty jędza nie doceniasz i nie wiesz co to znaczy mieć dzieci....żeby nie było u nas nie jest idealnie, dalej są trudne sytuacje i spięcia, różne problemy ale bez porównania do tego co było.z tego co czytam na chwilę obecną Ty chcesz mieć związek natomiast facet po prostu NIE MA potrzeby BYĆ w związku tylko w układzie, ma potrzebę stabilizacji, odciążenia finansowego i możliwie jak najczęstszego kontaktu z córką, czyli wasze potrzeby się rozmijają...warto o tym po prostu pogadać szczerze i może uświadomić pana co to jest związek bo może on po prostu nie wie, w końcu jest już po jednym rozwodzie...no to się rozpisałamsmile
  • takima 25.01.12, 09:56
    Rozpisałaś się Rybkka24, ale mądrze i treściwie. Dziękuję smile Świetnie ujęłaś problem „Ty chcesz mieć związek natomiast facet po prostu NIE MA potrzeby BYĆ w związku tylko w układzie, ma potrzebę stabilizacji, odciążenia finansowego i możliwie jak najczęstszego kontaktu z córką”. Dokładnie tak to odbieram, że jestem dla niego wygodna, że nie chodzi tu o mnie, ale o wartość dodaną, jaką zyskał ze mną w pakiecie. On też oczekiwał ode mnie (i nadal oczekuje), że ja WSZYSTKO zrozumiem, czytaj: pogodzę się, zaakceptuję, zaimplementuję w moim życiu, dobrowolnie samą siebie stawiając na szarym końcu. Nic z tego. Ja się z tym nie godzę! Wymaga ode mnie rezygnacji z siebie, z własnego szczęścia, przyjęcia swoistego rodzaju misji, gdzie celem nadrzędnym będzie dobro jego i jego córki.
    Ciągle powtarza mi o kompromisie, zarzuca, że jestem egoistką, że jestem drażliwa na punkcie małej. Nie potrafi do niego dotrzeć, że to nie chodzi o samo dziecko, ale o jego nieumiejętność wyważenia uczuć i o stosunek do mnie. Dlaczego tylko ja mam rozumieć? Dlaczego mam się poświęcać i z czegokolwiek rezygnować dla jego dziecka? To on najwyraźniej ma problem z pogodzeniem dwóch ról: partnera i ojca – właśnie w takiej kolejności. Nie żądam od niego, by zapomniał o córce i wyrzekł się ojcostwa (a to mi zarzuca), ale by w równym stopniu dbał o swoje obie kobiety. Jeśli ma potrzebę spędzenia długiego weekendu z dzieckiem, to niech następny będzie tylko dla nas dwojga, jeśli chce sprawić przyjemność córce, to niech pomyśli też kiedykolwiek o przyjemności dla mnie. Jeśli sobie czegoś odmawia, bo chce dać dziecku, niech z automatu nie zakłada, że ja też sobie odmówię. Tłumaczę mu, że ja mogę, ale nie mam obowiązku rozpieszczać jego córki, natomiast mam prawo domagać się od niego należnej mi uwagi i troski. Napisałaś, co u Ciebie zadziałało… Widzisz, ja nie unikałam jego małej, praktycznie od samego początku zajmowałam się nią, gdy była u ojca. Myślałam, że gdy mój NM zobaczy, jak fajne relacje są między mną a jego dzieckiem doceni to i przełoży na uczucia do mnie. Tak się nie stało, podszedł do tego, jak do jakiejś normy, czegoś, do czego jestem zobowiązana i co wcale nie obliguje go do wykazania równie dużej dbałości o jego relacje ze mną. Próby rozmowy z nim nic nie dają, twierdzi, że przesadzam, że wyolbrzymiam problem. Pokazanie, że jestem samodzielna, że jeśli nie z nim, to mogę sama, póki co również nie odniosło skutku. Prawdę mówiąc tracę nadzieję, że w jakikolwiek sposób zdołam do niego dotrzeć. Pytanie tylko, czy problem jest we mnie, a dokładniej w tym, ż nie jestem TĄ kobietą (JEGO ŻYCIA), czy może w nim, że nie potrafi kochać nikogo oprócz siebie i swojego dziecka?
  • anula36 25.01.12, 10:10
    U mnie jedna rzecz sie dobrze sprawdza w takich sytuacjach - jak mi juz naprawde chlop nadepnie na odcisk to dokladnie mu mowie jak cala sytuacje widze i pytam czy naprawde chcialby zeby za x lat jakis facet tak traktowal jego corke.
    Poki co docierasmile
  • takima 25.01.12, 11:14
    I chyba tak właśnie spróbuję. Na razie usiłuję wypracować w nim mechanizm, by robiąc coś dla córki myślał przy okazji, co mógłby zrobić dla mnie... O co chodziło z tym mieszkaniem, o którym wspomniałaś w innym topicu?
  • anula36 25.01.12, 11:40
    a o to ,ze nasza radosna rodzinka mieszka poki co w rozbiciu na 2 lokale i nie zanosi sie na razie zeby sie nas udalo zgrupowac w jednym.
    Ale juz niedlugo beda wakacje - mloda z dziadkami na wywczas, a my wreszcie pohulamysmile
  • edw-ina 25.01.12, 13:18
    a tak z ciekawości - kiedy twój facet rozstał się z matką małej i ile trwało, zanim związał się z Tobą? Może po prostu to wszystko wynikło zbyt szybko i zwyczajnie facet jeszcze nie chce być w poważnym, przyszłościowym związku?
  • anula36 25.01.12, 19:53
    matka mlodej zmarla 4 lata temu. Z nikim przede mna powazniej sie nie zwiazal, wiec juz zdazyl nabrac starokawalerskich narowow, a ja staropanienskich, wiec pasujemy do siebie idealnie.
    Raczej chce byc w przyszloscowym zwiazku, a najbardziej tego pragnie moja pasierbica.
  • edw-ina 25.01.12, 20:33
    O niegotowości do poważnego związku pisałam do Takimy
  • takima 26.01.12, 09:59
    Edw-ina, poznaliśmy się po roku od ich rozstania. Co do gotowości do poważnego związku, myślę, że on (tak jak świetnie to ujęła Rybkka24) potrzebuje stabilizacji, wsparcia finansowego i totalnej akceptacji jego potrzeb (czyli układu a nie partnerskiego związku). Chce kobiety, która wejdzie w rolę zastępczej matki z ominięciem tej najfajniejszej fazy, którą babka przeżywa zanim stanie się żoną, tj. koncentracji na niej, poczucia, że jest dla faceta najważniejszą osobą na świecie, z pominięciem wspólnych, romantycznych wypadów gdzieś tylko we dwoje, z pominięciem tego wszystkiego co stanowi, że kobieta czuje się kochana i wyjątkowa. On oczekuje czerpania radości z bycia we troje. Dla niego czas tylko ze mną to czas odbierany w kategoriach straty, tak naprawdę tylko córka go uszczęśliwia, nawet sama świadomość, że ona jest w pokoju obok. Myślę, że takie podejście faceta do sprawy zniechęciłoby niejedną matkę biologiczną dziecka, a co tu dopiero mówić o kimś obcym. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby właśnie to leżało u podstaw decyzji jego eks o odejściu do innego faceta. Poznała kogoś, dla kogo to ona jest priorytetem, wybrała kogoś, kto jest dla niej partnerem, a nie tylko ojcem dla dziecka. Chyba nie mam co dłużej oszukiwać samej siebie, mój NM patrzy na związek z kobietą , na relacje z kobietą tylko i wyłącznie przez jeden pryzmat - swojej roli ojca. Dla mnie takie coś jest nie do przełknięcia
  • altz 26.01.12, 10:18
    To jest normalne, że gdy rodzi się dziecko, staje się ono ważniejsze, niż partner. Kobiety często tak mają, a gdy okazuje się, że mężczyźni działają podobnie, to się pojawia wielkie zdziwienie.
    Odmówiłem sobie kilku fajnych wyjazdów, bo nie chciałem zostawiać dziecka u obcej osoby na ten czas, a jakieś wspólne wyjścia zawsze planowałem z dzieckiem. Tak mam i nie dziwię się temu panu.
    Nazywanie związku "układem" źle świadczy o Autorce. Po co korzystać z jakiś forumowych wytrychów?
    Męczysz się w takiej roli i szukasz pretekstu do odejścia. Tylko po co? Jeśli Cię to tak męczy odejdź, zapomnij o facecie i nigdy się z nim nie spotykaj, nie szukaj pretekstu do kłótni, daj mu żyć. Można domagać się "swojego" być żandarmem i tak być traktowaną, a przecież nie o to chodzi w układzie. wink
  • glasscraft 26.01.12, 10:28
    Ciekawe, ty znowu uwazasz, ze fakt iz facet ma zle poukladane w glowie, jest wina jego kobiety...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 10:35
    glasscraft napisała:

    > Ciekawe, ty znowu uwazasz, ze fakt iz facet ma zle poukladane w glowie, jest wi
    > na jego kobiety...

    Zupełnie inaczej myślę. Osobiście uważam, że facet ma dobrze poukładane w głowie, wie, kto potrzebuje jego opieki najbardziej. Pani raczej brakuje zajęcia i robi awantury, zamiast sobie coś znaleźć czy odejść, jeśli ją to męczy. Nie można zmienić nikogo krzykiem, nie da się. A takie prymitywne rady widzę w wielu wpisach. Albo się akceptuje i żyje tak, czekając aż dziecko trochę podrośnie i zajmie więcej własnymi sprawami, albo organizuje coś wspólnie, a nie przychodzi tylko po to, żeby ktoś powiedział, że jest biedna, a facet jest paskudny. wink
  • takima 26.01.12, 11:06
    Ale dlaczego z góry zakładasz, że wszczynam awantury i próbuję załatwić wszystko krzykiem? Proszę, nie działaj schematami i nie przenoś swoich własnych doświadczeń na relacje między innymi ludźmi. Problemem jest to, ze faceci chcąc zdobyć czy przyciągnąć do siebie kobietę po prostu kłamią! Myślisz, że gdyby mój partner na początku naszej znajomości powiedział mi: słuchaj, moja droga, wiem, że masz potrzeby, pragnienia i oczekiwania, o których wspominasz, ale zapomnij, bo dla mnie priorytetem jest i będzie do osiągnięcia samodzielności moje dziecko, dla którego - wbij to sobie do głowy księżniczko - rezerwuję 26 dni swojego urlopu, wszystkie wolne dni kalendarzowe i długie weekendy - czy naprawdę myślisz, że po takiej deklaracji traciłabym czas na kogoś takiego? Na kogoś, kto żądałby ode mnie przyjęcia jego roli ojca jako czegoś w rodzaju mojej własnej misji? Ja mam jedno życie chłopie, a przede wszystkim zasadę: jeśli coś daję to i dostaję. Mam zrozumieć jego miłość ojcowską, potrzebę (jak by się dało to non-stop) spędzania z córką czasu, mam zrozumieć jego ograniczenia finansowe, a najlepiej dorzucić się do wydatków na potomka, bo co? Bo on wykazał łaskę, że w ogóle na mnie spojrzał? Sorry, ale daleko mi do desperacji. Jeszcze raz podkreślam, gdyby mi otwarcie powiedział, jak wyobraża sobie moja rolę - nie wypisywałabym się tu teraz! Niestety niektórzy panowie wychodzą z założenia, że jeśli babka da się złowić, to potem ją sobie urobią i potulnie wszystko przełknie. Porażka!
  • altz 26.01.12, 11:20
    takima napisała:

    > "dla mnie priorytetem jest i będzie do osiągnięcia samodzielności moje dziecko
    > , dla którego - wbij to sobie do głowy księżniczko - rezerwuję 26 dni swojego urlopu"
    Ładnie się nazwałaś i to do tego sama. smile Coś w tym musi być. wink
    Daj mu spokój, bo z tej mąki chleba nie będzie. Być może oboje jesteście dziwni?

    > Niestety niektórzy panowie wychodzą z założenia, że jeśli babka d
    > a się złowić, to potem ją sobie urobią i potulnie wszystko przełknie. Porażka!
    To się nazywa w psychologii projekcją. Piszesz sama o sobie. wink
    A "urabianie kogoś" to zdecydowanie domena kobiet.
    Facet nie chciał Cię urabiać, być może po prostu uważa, że powinien być możliwie dużo z dzieckiem. Może widzi, że dziecko tego potrzebuje, może czuje się trochę winny? To są trudne sprawy.
  • takima 26.01.12, 10:49
    Taki mam właśnie zamiar altz smile Nie szukam pretekstu do odejścia, raczej szukałam pretekstu do zostania i... nie doszukałam się. Wam, mężczyznom, wydaje się, że kobiecie wystarczy, że nosicie spodnie i na tym Wasza rola w związku się kończy. Jeśli chcecie tylko robić użytek ze swoich klejnotów, to czy nie uczciwej zamiast mamić kobietę partnerskim związkiem zdecydować się na znajomość z jakąś dochodzącą?
  • anula36 26.01.12, 10:59
    Moze i uczuciwiej,ale kosztowniej- dochodzaca do czynszu sie nie dorzuci, raczej trzeba do niej dokladac bo zacznie dochodzic gdzies idziejsmile
  • takima 26.01.12, 11:08
    Ha, ha,ha... trafiłaś w punkt, Anula36! smile
  • altz 26.01.12, 11:07
    takima napisała:

    > Wam, mężczyznom, wydaje się, że kobiecie wystarczy, że nosicie spodnie i na tym Wasza rola
    > w związku się kończy (... ) czy nie uczciwej zamiast mamić kobietę partnerskim związkiem
    > zdecydować się na znajomość z jakąś dochodzącą?

    Chcesz związku partnerskiego i jednocześnie nie chcesz, nie jesteś w tym wyjątkowa. Nie chcesz partnerstwa, bo chcesz hołdów, pokłonów, pamiętania o rocznicach, organizowania czegoś i to pan ma robić, nie Ty. Zaproponowałem, żebyś sama coś zorganizowała, żebyście się dogadali co do finansów. Bez echa. Przyszłaś sobie ponarzekać, efektów nie będzie, co najwyżej będzie ucieczka.
  • takima 26.01.12, 11:18
    Dobrze, to teraz odezwie się echo smile

    Proponowałam spędzić długi weekend czerwcowy w Ojcowie, ale nie - pan wolał wziąć dziecko (piękny gest, zwłaszcza dla jego eks małżonki, która dzięki temu zyskała kilka dni dla swojego ukochanego), proponowałam zorganizować w tym roku wspólny urlop (mówiłam o tym już podczas zeszłorocznego), najpierw we dwoje, a w wakacje z małą - nie, bo pan nie ma pieniędzy (oczywiście na ten urlop we dwoje. Zaznaczam, że nie oczekiwałam, by płacił za mnie).
    Dogadanie się co do finansów wygląda tak, że składamy się na wszystkie opłaty po równo (oczywiście za kosmetyki i inne babskie akcesoria płacę ze swoich) i jakoś pan nie zaproponował, że skoro jego dziecko tak często u niego bywa, to jego udział będzie w tych opłatach nieco większy. Tak to wygląda altz. I wybacz, że śmiałam przyjść tu sobie ponarzekać. Wybaczysz? smile
  • altz 26.01.12, 11:30
    takima napisała:

    > Dobrze, to teraz odezwie się echo smile
    >
    > Proponowałam spędzić długi weekend czerwcowy w Ojcowie, ale nie - pan wolał wzi
    > ąć dziecko
    Nie można było jechać razem do tego Ojcowa? To w końcu nie jest jakaś wysokogórska wyprawa. wink
    Ja wiem, jak to bywa, matka dzwoni, że ma ojciec wziąć dziecko, a ten bierze, bo ma poczucie obowiązku czy też winy. Panowie bywają urabiani jak plastelina, ale to nie jest jakaś straszna cecha.
    Byliśmy razem na wyjeździe wspólnie z dziećmi Mojej, organizowałem go. Nawet nie pamiętam, jak płaciliśmy, bo dla nas to nie jest ważne, pieniędzy nam nie urośnie czy będzie płacone z jednego czy z drugiego portfela. smile Teraz prawdopodobnie tylko ja będę pracował, muszę mieć na moje alimenty, na utrzymanie kobiety i częściowo na utrzymanie jej dzieci. Jakoś mnie to nie przeraża, boję się tylko, żeby wystarczyło i praca była stale.
    Jasne, że trzeba się tak dogadywać, żeby być również tylko we dwoje. Moja mówi czasami, że ma ochotę wyjechać tylko we dwoje, chyba jej bardziej przeszkadzają jej dzieci. wink Mi nie przeszkadzają, póki nie wpadają w dziwactwa i histerie, ale to też rozumiem, bo nie mają doświadczeń i żyli pod kloszem, dużo potrzebują, męczą się i boją się spocić. smile
  • anula36 26.01.12, 11:40
    Skoro pan nie zaproponowal to moze ty powinnas go uswiadomic? ja za rzeczy dla Mlodej pobieram kase od jej ojca, chyba ze to jakis pierdolek, oplaty - kazdy sobie, wyjscia i wyjazdy we trojke glownie on, ale ja czasem tez sie cos dorzuce.W kazdym razie od strony finansowej nie cierpiewink
  • takima 26.01.12, 11:47
    Ja mogę zapomnieć o tym, by pan płacił za wyjazdy we trójkę. Bardzo pilnuje, by było po równo. Młodej przestałam już kupować prezenty, jemu też zresztą.
  • anula36 26.01.12, 11:48
    znaczy jak po rowno? Placisz 1/2 kosztow wyjadu w 3 osoby? czyli polowe za jego corke?
  • glasscraft 26.01.12, 11:57
    Nasze babsko mieszka jakies 9 godzin jazdy samochodem od nas, za latanie tam zeby sie z nia zobaczyc placil za kazdym razem moj M. Bo jakos nie uwazal, zeby bylo w porzadku obciazanie mnie kosztem decyzji o przeprowadzce, ktora podjela eks.

    Za wakacje, ktore spedzamy w dwojke placimy czasami po polowie, czasami placi on, czasami ja.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • glasscraft 26.01.12, 11:36
    Nie wiem jaka jest twoja definicja partnerstwa, ale na szczescie nie bedzie mi to nigdy dane poznac, bo co mi sie widzie, ze partnerstwo dla ciebie rowna sie samodestrukcja. Partnerstwo nie polega na tym, ze kobieta ma uwielbiac bycie podnozkiem dla pana i wladcy oraz jego potomstwa.

    Ja akurat holdow ani pokolonow nie chce i ich nie potrzebuje, ale pamietanie o rocznicy takiej, czy smakiej nie jest jakims wyjatkowym wyczynem ani dla kobiety ani dla faceta. I nie kosztuje duzo pamietanie, ze ma sie w domu kobiete, a nie sluzaca, ktorej sie placi i wtedy mozna wymagac. Partnerke, ktora ma prawo do uslyszenia, jak wazna jest dla faceta i jak mu z nia dobrze.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 11:57
    glasscraft napisała:

    > Nie wiem jaka jest twoja definicja partnerstwa, ale na szczescie nie bedzie mi
    > to nigdy dane poznac, bo co mi sie widzie, ze partnerstwo dla ciebie rowna sie
    > samodestrukcja.

    Ja tak nie napisałem. Ja lubię partnerskie układy i bardzo sobie to cenię. Doceniam, że moja partnerka ma swoje życie i swoje plany, ale również to, że to co uzgodnimy razem, realizujemy razem, a nawet to, że ktoś czegoś nie lubi i nie boi się do tego przyznać.

    > Ja akurat holdow ani pokolonow nie chce i ich nie potrzebuje, ale pamietanie o
    > rocznicy takiej, czy smakiej nie jest jakims wyjatkowym wyczynem ani dla kobiet
    > y ani dla faceta.
    Jasne, że tak. Pamiętać można, nie jest to jakieś wielkie osiągnięcie. Nie lubię numerologii, rocznice zaliczam do takich dziwnych zwyczajów. Szczęśliwie, moja pani ma podobne podejście i czuje się niezręcznie, gdy ktoś jej składa życzenia tylko dlatego, że ta data nastąpiła. Wolimy odwiedzić kogoś bez okazji, bo tak chcemy, bo chcemy kogoś zobaczyć. Wolimy świętować jakiś sukces czy zaprosić bez okazji.

    > I nie kosztuje duzo pamietanie, ze ma sie w domu kobiete, a n
    > ie sluzaca, ktorej sie placi i wtedy mozna wymagac.
    Służąca? Mocne słowa, tylko po co? Ja nie potrzebuję pomocy domowej, radzę sobie ze wszystkim sam, nawet ostatnio zostałem skrytykowany przez znajomą, że tak nie można, bo kobiety też muszą mieć pole, na którym mogą się wykazać. smile Myślę, że tutaj pan też jest zaradny i nie potrzebuje gospodyni domowej.

    > Partnerke, ktora ma prawo do uslyszenia, jak wazna jest dla faceta i jak mu z nia dobrze.
    Każdy lubi, gdy ktoś nas chwali i cieszy się, że jesteśmy razem. To miłe.
  • glasscraft 26.01.12, 12:05
    Ja o bzach, ty o snach...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • kittykitty 26.01.12, 11:46
    > Chcesz związku partnerskiego i jednocześnie nie chcesz, nie jesteś w tym wyjątk
    > owa. Nie chcesz partnerstwa, bo chcesz hołdów, pokłonów, pamiętania o rocznicac
    > h, organizowania czegoś i to pan ma robić, nie Ty. Zaproponowałem, żebyś sama c
    > oś zorganizowała, żebyście się dogadali co do finansów. Bez echa. Przyszłaś sob
    > ie ponarzekać, efektów nie będzie, co najwyżej będzie ucieczka.

    Co Ty wypisujesz???? Dlaczego związek, w którym są, jak to nazwałeś, hołdy, pokłony i pamiętanie o rocznicach nie może być partnerski??? Warunek, wg mnie jest jeden - muszą to robić obie strony. A z tego co pisze takima to raczej ona dbała, kupowała prezenty, proponowała wspólne wyjścia itp. To jej facet zgrywa się na pana i władcę wymagającego pokłonów i najwyższego uznania dla jego ojcowskiej postawy i podporządkowania się jego dążeniom.
  • altz 26.01.12, 12:04
    kittykitty napisała:

    > Co Ty wypisujesz???? Dlaczego związek, w którym są, jak to nazwałeś, hołdy, pok
    > łony i pamiętanie o rocznicach nie może być partnerski??? Warunek, wg mnie jest
    > jeden - muszą to robić obie strony.
    Masz rację, w pełni się zgadzam.

    > A z tego co pisze takima to raczej ona dbała, kupowała prezenty, proponowała wspólne
    > wyjścia itp. To jej facet zgrywa się na pana i władcę wymagającego pokłonów i
    > najwyższego uznania dla jego ojcowskiej postawy i podporządkowania się jego dążeniom.
    Tego już nie wiemy, znamy tylko opis jednej strony, zbyt emocjonalny, żeby mieć pewność, że to jest cała prawda. Czy pan mógł odmówić przyjmowania prezentów? Ja bym chciał mieć możliwość odmówienia. Pan nie jest czepliwy, a pani jest, bo wymaga uwagi i zachwycania się nią, pan robi swoje, co najwyżej nie zajmuje się panią, jak ta by chciała. Facet podszedł do tematu zadaniowo, córka ma mieć dobrze, i być może przy okazji zapomniał trochę o pani.
  • takima 26.01.12, 12:20
    Masz rację, podszedł zadaniowo - córka ma mieć dobrze. I byłoby ok, gdyby takim się przedstawił na samym początku, a nie urabiał mnie wyznaniami, że jestem kobietą jego marzeń, taką, na którą warto było czekać całe życie. Szkoda, że nie powiedział mi, że mam przyjąć za swoje i razem z nim realizować jego zadanie. Ciekawe, dlaczego tego nie zrobił?
  • karolana 30.01.12, 11:48
    altz napisał:
    > To jest normalne, że gdy rodzi się dziecko, staje się ono ważniejsze, niż partn
    > er.

    I Ty uważasz, że jest to dobre i właściwe? Inwestowanie wszystkich emocji, całego czasu w dziecko, które, dla przypomnienia, jest z nami na kilka lat?
    Kiedyś też tak myślałam. I widzę, jak wyglądają związki, w ktorych właśnie dzieci są nr 1.
    Dziecko w wieku lat 11-12 zaczyna bardziej żyć poza rodziną - szkoła, koledzy, koleżanki. Z biegiem czasu dom staje się miejscem do spania. Potem przychodzą studia i/lub praca. Przychodzą związki, małżeństwo, własne dzieci.
    I kto wtedy zostaje w domu? Ten partner, którego przez 15-20 lat odsuwało się na drugi plan. Partner, z którym już niewiele łączy, bo przecież BYŁO DZIECKO i wszystko się kręciło wokół niego. I siedzą w jednym domu dwie osoby, które przeszły przez życie po dwóch stronach tego dziecka, które ani nie doceniło, ani nie jest wdzięczne za to, ba! nawet często ma pretensje, że rodzice zamiast zająć się sobą, koncentrowali się na nim i nie pokazali, że NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ jest mąż/żona, a dziecko jest dopiero WYNIKIEM tego związku. I sorry, ale dla ludzi w ponownych związkach zasada jest ta sama. A jeśli ktoś nie potrafi się zaangażować w związek z nowym partnerem w pełni, powinien sobie odpuścić, zająć się tylko dzieckiem i nie zawracać gitary nikomu.

    > Kobiety często tak mają, a gdy okazuje się, że mężczyźni działają podobnie,
    > to się pojawia wielkie zdziwienie.

    Tak, a później jest zdziwienie, takich kobiet, że facet ma dość, że ma kochankę, że odchodzi z domu, bo ma powyżej uszu bycia ciągle na 2 miejscu.

    > Odmówiłem sobie kilku fajnych wyjazdów, bo nie chciałem zostawiać dziecka u obc
    > ej osoby na ten czas, a jakieś wspólne wyjścia zawsze planowałem z dzieckiem. T
    > ak mam i nie dziwię się temu panu.

    Czym innym jest robienie tego OD CZASU DO CZASU, czym innym ZAWSZE.
    I szczrze mówiąc, współczuję Twojej żonie/partnerce, jeśli ZAWSZE wyjścia są z dzieckiem. Bo dorośli czasem powinni spędzać czas we dwoje.
    Ja tak mam i autorce się nie dziwię.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • edw-ina 26.01.12, 11:19
    Opowiem Ci coś z własnych doświadczeń. Poznałam M mniej więcej rok po jego rozwodzie. Poznałam - jako kolegę, osobę z grupy znajomych. Pomijając fakt, że był i jest przystojnym facetem, to za cholerę nie wiedziałam, co widzą w nim kobiety, z którymi się spotykał. Wszystko odbywało się wyłącznie na jego warunkach, kiedy on chciał i jak chciał. Pamiętam skrajnie zdziwioną minę jednej z takich dziewczyn (z którą ponoć spotykał się od pewnego już czasu), kiedy przyprowadził ją do nas, a tam okazało się, że jest cała masa par, wszyscy się dobrze znają i tylko ona była z zewnątrz. Niemal z nią nie rozmawiał i zabrał od nas po chwili, bo jego świat to jego świat. Te kobiety się na to godziły, prawdopodobnie w nadziei, że coś się zmieni. Kiedy my zaczęliśmy się spotykać M miewał podobne zagrania. Ale mi to wisiało. Oczywiście nie raz było mi przykro, ale zamiast tego skupiłam się na sobie. Kilku fajnych facetów, którzy nieustannie kręcili się obok mnie, zajmująca praca itp. zrobiły swoje i M zaczął się starać. Po latach uznał, że on po prostu nie był wówczas gotowy do związku. Chciał się z kimś spotykać, nie czuć pustki, samotności, ale nie był w stanie wiele za to dać. Wciąż funkcjonował w ramach zbudowanych przez małżeństwo i wiele mu zajęło nauczenie się siebie i odnalezienie się w nowym związku, budowanie go na innych zasadach. Wiele lat po rozstaniu z ex i po niemal 10 wspólnych latach wylądowaliśmy na kozetce terapeuty. Rozmawialiśmy o kwestii kontroli i o przekonaniu M, że ja chcę go kontrolować. Powiedział, że ex robiła mu awantury o kilkunastominutowe spóźnienie i nie pozwoli, by ktoś go już tak kontrolował. Terapeuta zapytał, czy ja też takie awantury robię, czy tak go sprawdzam. I do M pierwszy raz dotarło, że ja przecież tego nie robię, więc on od lat walczy z wiatrakami.

    Napisałam to nie po to, by wytłumaczyć twojego faceta, tylko by pokazać jak silnie wpływają na nas pewne wyrobione mechanizmy, jak trudno jest budować nowy związek na nowych fundamentach, a co więcej jak ciężko jest dostrzec, że jest się już w innym miejscu z innymi ludźmi, których należy traktować tak, jak na to zasługują.
  • takima 26.01.12, 11:26
    Dziękuję edw-ina za Twoją historię smile Mam nadzieję, że kiedyś człowiek, z którym teraz żyję będzie potrafił popatrzeć na swoją partnerkę inaczej, niż patrzy na mnie. smile Każde doświadczenie ma swoje przesłanie, każdy związek powinien czegoś nauczyć, mam nadzieję, że z naszego oboje z NM wyciągniemy coś dla siebie. W każdym razie oceniam tę znajomość w kategoriach osobistej porażki. Niestety nie pierwszej sad
  • anula36 26.01.12, 11:43
    E tam zaraz porazki, z kadego takiego zwiazku wyciagasz jakas nauczke na przyszlosc, a nauczka na wlasnej skorze jest najskuteczniejszawink
  • optymist75 26.01.12, 11:54
    takima napisała:

    > Dziękuję edw-ina za Twoją historię smile Mam nadzieję, że kiedyś człowiek, z który
    > m teraz żyję będzie potrafił popatrzeć na swoją partnerkę inaczej, niż patrzy n
    > a mnie. smile Każde doświadczenie ma swoje przesłanie, każdy związek powinien czeg
    > oś nauczyć, mam nadzieję, że z naszego oboje z NM wyciągniemy coś dla siebie.
    > W każdym razie oceniam tę znajomość w kategoriach osobistej porażki. Niestety n
    > ie pierwszej sad

    Nie odbieraj tego jako porażki.

    Wszystkie decyzje które wydają mi się błędami są cennymi lekcjami z których się uczę.
    Moje zdaniewink Mi pomaga smile

    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • edw-ina 26.01.12, 12:41
    Z pewnością nie jest Ci łatwo i masz wrażenie porażki. Niestety znalezienie partnera, który da nam szczęście to jak trafienie kumulacji w totka: zdarza się, ale zdecydowanie nie tak często, jak byśmy chcieli. Pomyśl, że lepiej jest pewnych rzeczy dowiedzieć się wcześniej niż później. Jeżeli nie będziesz walczyć o siebie, to nikt tego nie zrobi za ciebie. Trzymam kciuki, żebyś się pozbierała smile
  • rybkka24 25.01.12, 20:58
    Nic sobie nie zarzucaj masz prawo do wszystkiego co wypisałaś do miłości, uwagi, brania pod uwagę Twojego zdania do rozpieszczania i dbania...jeżeli posiadanie dziecka przeszkadza facetowi w tworzeniu związku i dbania o kobietę niech nie zawraca głów kobietom.
    myślę ze u takich facetów problem generalnie tkwi w nieumiejętności stworzenia bliskiego związku a fortel jestem ojcem i poświęcam się dla dziecka doskonale to maskuje ku aplauzie części społeczeństwa..to tak jak z pracoholizmem niby niszczący nałóg i uzależnienie ale tak w pewien sposób "cenione" cienka linia pomiędzy pracowity a pracoholik, dobry ojciec a nawiedzony tatuś, bo z drugiej strony też jaki on przykład daje córce?jakich relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną ją uczy?dlatego też te gadki jesteś przeciwko mojemu dziecku i nie dajesz mi być ojcem są tanie i żałosne nakierowane na manipulację i zrobienie z SIEBIE ofiary.a ponieważ ten nieuświadomiony problem tkwi w facecie to każda kobiet byłaby podobnie traktowana.dla tego faceta związek to układ i może to ze akurat z Tobą w niego wszedł jest dla niego objawem miłości?. z tych gadek to wygląda on trochę na wygodnego manipulanta.nie daj sobie wmówić ze z Tobą jest coś nie tak...
    jeżeli chodzi o zajmowanie się dzieckiem to u Ciebie to wyszło od początku tak naturalnie ze zrobiła się z tego norma natomiast u mnie zaszła spora zmiana od unikam dziecka do mam z nim b. dobry kontakt więc nm to widzi i siłą rzeczy docenia bo pamięta jak było.zwłaszcza że podkreślałam i nadal to w razie potrzeby robię że ja nic nie muszę jedynie chcę ze względu na niego i na nasz związek.a jeżeli chodzi o dbanie o związek to jest to jego zasr..obowiązek oczywiście jeżeli chce aby trwał.i TU jest sprawdzian jak bardzo Twojemu facetowi na Tobie zależy.czy na tyle aby wyjść poza swoje ciasne myślenie i uświadomić sobie pewne rzeczy i zacząć z Tobą tworzyć związek?czy jednak nie jesteś AŻ tak ważna i zmieni sobie Ciebie na bardziej uległy i dopasowany pod siebie model który się dostosuje jak potrzeba bez słowa, nie będzie miał swoich potrzeb/swojego zdania. lub weźmie sobie kobietę z dzieckiem/-ćmi która również będzie potrzebowała tylko wygodnego układu/wsparcie finansowego i skupienia się TYLKO na dzieciach.sprawdzian z uczucia. u nas wyszło na miłość.trudną ale jednak.
    Postaw warunki, pokaż że nic nie musisz, nie daj się zbić z tropu że chcesz go odciągnąć od dziecka bo tak nie jest, nie daj sobie wmówić ze nie możesz od niego oczekiwać pewnych rzeczy bo możesz a on powinien Tobie je dać.niestety ryzyko jest takie że facet jak wspominałam się przestraszy i ucieknie, będzie chciał znaleźć wygodniejszy modelu.
    Ale wtedy już będziesz znała odpowiedz na pytanie zawarte w tytule wątku.....
    a w ogóle ile jesteście razem?ps. jak widać mam talent do esejów smile))
  • takima 26.01.12, 11:32
    Rybkka24, jesteśmy razem zaledwie rok z malutkim haczykiem.
  • rybkka24 25.01.12, 21:04
    trochę z tym wszystkim roboty.........ważne aby facet uświadomił sobie że Ty nie masz żadnych obowiązków wobec jego dziecka a wszelkie działania są objawem Twojej dobrej woli i uczucia, to już zmienia sporo..
  • takima 26.01.12, 10:44
    Bardzo fajnie piszesz, więc nie krepuj się wink, myślę, że sporo babeczek dzięki lekturze Twoich wpisów nie da się zwariować i wbić w poczucie winy. Nie mam problemów z wyartykułowaniem swoich potrzeb, uczuć i monitowaniem, czego mi brak, więc też w sposób nader lapidarny ujmowałam mój emocjonalny i psychiczny stan w rozmowach z NM. Problem w tym, że on "wie swoje". On nie wyróżnia córki, on się stara (?), ale jest dorosłym facetem i nie przyjmie cudzych opinii za swoje, jeśli się z nimi nie zgadza. Jak wczoraj powiedział, jest ojcem, ma obowiązki, ja wiedziałam o jego relacjach z dzieckiem i to ja w czasie gry zmieniłam jej reguły - a tak się nie robi. Ręce mi opadły, gdy to usłyszałam. Ciśnie się pytanie, gdzie był myślami, świadomością i percepcją, gdy mówiłam, że mam potrzeby, pragnienia i nie będę z nich rezygnowała dla żadnego dziecka, gdzie był, gdy mówiłam, ze związek tworzy przede wszystkim on i ona? zarzucił, ze gdy chciałam przełamać nieufność jego córki, to opowiadałam jej bajki i układałam z nią puzzle, a powinnam jej była powiedzieć, że czas z nią to w zasadzie strata czasu. Zabrzmiało to tak, jakbym po zyskaniu sympatii i zaufania dziecka stała się nagle złą macochą i zaczęła ją traktować z przysłowiowego buta, jest to tym bardziej wkurzające, że to do mnie mała wciąż przychodzi z prośbą, bym się z nią pobawiła, była i pomagała przy kąpieli, to ja wymyślam ciekawe gry i zajęcia (kiedyś w całym mieszkaniu na panelach wyrysowałyśmy kredą tor do grania w kapsle - przypomniałam sobie stare, dobre czasy smile. Małą tak to zajęcie, jak i sama gra wciągnęły, że aż dostała wypieków. Przed Wigilią robiłyśmy wspólnie łańcuch dla babci na choinkę, w lecie natomiast zbudowałyśmy osadę na całą osiedlową piaskownice, wciągając przy okazji do zabawy inne dzieciaki. Takich przykładów mogłabym jeszcze wymienić mnóstwo). Niestety to wszystko zostało przez NM pominięte, zlekceważone, jakby tego w ogóle nie było, jakby to się w ogóle nie działo. Zadaję sobie pytanie, w imię czego mam się nadal tak udzielać? Cokolwiek bym nie zrobiła, nie zainicjowała dla niego i jego dziecka zostaje bez śladu wciągnięte, znika jak w czarnej dziurze. Nie dostaję nic w zamian. Wczoraj jasno dał mi do zrozumienia, że niczego nie zmieni, że nie pozwoli, by ktoś ograniczał jego kontakty z dzieckiem (tak najwyraźniej odbiera moją prośbę, by przeznaczył część swojego urlopu na wyjazd tylko we dwoje, by nie we wszystkie wolne dni kalendarzowe brał dziecko do siebie, by święta z dzieckiem nie trwały 12 dni, ale może 6-7, a reszta dla nas). Nie pozostaje mi nic innego, jak zaakceptować jego stanowisko. Dojrzewam do podjęcia decyzji o odejściu. Jestem siedem lat po rozwodzie, miałam długie okresy samotności wypełnione tęsknotą za bliskością, mam już na koncie dwuletni związek z facetem, który w swojej nędznej pozycji materialnej widział we mnie deskę ratunkową. Jak widać nigdy nie oceniałam mężczyzn przez pryzmat zasobności ich portfeli, jak widać dokonywałam złych wyborów. Jestem zmęczona. Mam czterdzieści lat, czas najwyższy skończyć z mrzonkami o szczęśliwej rodzinie. Wszystko poszło nie tak sad Chyba jestem w dole. Mega dole. Kanionie.
  • optymist75 26.01.12, 10:59
    Uf...współczuję i podziwiam ,że tego wszystkiego wysłuchujesz.
    Mnie po mniejszych "akcjach"ręce opadały.
    Jesteś silną babką.
    Trzymam kciuki za dobrze podjęte decyzje DLA CIEBIEwink
    Chyba czas pomyśleć o sobie
    --
    Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
  • altz 26.01.12, 11:45
    Niestety, facet ma trochę racji.
    Jeśli się kogoś kocha czy lubi i chce się coś ofiarować, to się to robi bez potrzeby rewanżu.
    U Ciebie się kłócą te rzeczy ze sobą, jakaś taka rozdarta jesteś. Z jednej strony chcesz zrobić coś bezinteresownie, a z drugiej strony chciałabyś żeby ktoś docenił zaangażowanie i zrewanżował się, więc faktycznie kupujesz sobie uczucia. Przykre i odbija się to na Tobie samej.

    Zdarza mi się wziąć czyjeś dziecko i pójść z nim czy robić cokolwiek innego. Nie trzeba mi za to płacić, nie oczekuję rewanżu, bo samo pogranie w kapsle daje mi też satysfakcję i ja też coś zyskałem. Nie daję się wcisnąć w zabawę, która nie da mi satysfakcji po prostu mówię dziecku, że nie lubię tej gry albo nie chce mi się tego robić. Raz mogę zagrać w warcaby, odrobinę się podłożę, poudaję gapę, żeby wszyscy byli zadowoleni, ale nikt mnie nie zmusi do grania przez 2 godziny. Coś innego zaproponuję albo oczekuję od dziecka, że wymyśli taką zabawę, która da nam obojgu satysfakcję. Nie mam potem żalu, nie mam stresów, nie oczekuję rewanżu itd.
  • takima 26.01.12, 11:51
    Widzisz, ale ja nie jestem typem, który tylko daje, daje, bezustannie daje i z samego jedynie dawania czerpie radość, zaspokaja swoje potrzeby. Wychodzę z założenia, że zaangażowanie którejkolwiek ze stron powinno być motywujące dla drugiej, jeśli nie jest to znaczy, że ktoś jest ewidentnym "biorcą" lub jak kto woli - egoistą
  • altz 26.01.12, 12:10
    takima napisała:

    > Widzisz, ale ja nie jestem typem, który tylko daje, daje, bezustannie daje i z
    > samego jedynie dawania czerpie radość, zaspokaja swoje potrzeby.
    Niewiele zrozumiałaś z tego, co napisałem. Ja dużo biorę z takiego kontaktu z dzieckiem. Daje mi to dużą radość i chyba więcej na tym zyskuję, niż "tracę". Ponieważ dzieci są też zadowolone, więc nie ma problemu nierównowagi odczuć.
    Ostatnio pozwoliłem sobie nawet zażartować, że ustalę sądownie kontakty z dziećmi, gdy matka chowa przede mną dziecko. smile
    Jeśli robisz coś wbrew sobie, czujesz się wykorzystana, to nie jest to wiele warte.
    Po co dawać prezenty, jeśli się z tym źle czujesz? Nawet masochiści mają satysfakcję z tego, co robią. smile
  • kittykitty 26.01.12, 12:16
    > Niewiele zrozumiałaś z tego, co napisałem. Ja dużo biorę z takiego kontaktu z d
    > zieckiem. Daje mi to dużą radość i chyba więcej na tym zyskuję, niż "tracę". Po
    > nieważ dzieci są też zadowolone, więc nie ma problemu nierównowagi odczuć.

    Ty opisujesz relację z dzieckiem ( w której zresztą dziecko wyraźnie demonstruje swoje zadowolenie, co staje się nagrodą dla Ciebie) a takima relacje z dorosłym facetem, z którym tworzy związek (przy czym ten facet jej starania przyjmuje jako oczywistość nie wyrażając specjalnego entuzjazmu, przez co takima takiej nagrody nie dostaje). Widzisz różnicę???
  • altz 26.01.12, 12:38
    kittykitty napisała:

    > > Niewiele zrozumiałaś z tego, co napisałem. Ja dużo biorę z takiego kontak
    > tu z d
    > > zieckiem. Daje mi to dużą radość i chyba więcej na tym zyskuję, niż "trac
    > ę". Po
    > > nieważ dzieci są też zadowolone, więc nie ma problemu nierównowagi odczuć
    > .
    >
    > Ty opisujesz relację z dzieckiem ( w której zresztą dziecko wyraźnie demonstruj
    > e swoje zadowolenie, co staje się nagrodą dla Ciebie) a takima relacje z dorosł
    > ym facetem, z którym tworzy związek (przy czym ten facet jej starania przyjmuje
    > jako oczywistość nie wyrażając specjalnego entuzjazmu, przez co takima takiej
    > nagrody nie dostaje). Widzisz różnicę???
    Właśnie dla własnego dobra powinna oddzielić faceta od dziecka i jedną satysfakcję od drugiej. Precyzując, dla mnie nie tylko zadowolenie jest nagrodą, ja się sam dobrze bawię z dzieckiem i nie wstydzę się tego. Nikt mnie nie zagoni do zabawy lalkami, albo zabawy w dom, bo tego nie cierpię i zadowolenie dziecka niewiele zmieni. smile
    Jeśli facet nie daje nic w zamian, a Autorka tego nie lubi robić, to niech tego nie robi, będzie o jedno ognisko zapalne mniej. smile Nie ma takiego obowiązku i to warto otwarcie powiedzieć. Myślę, że wiele konfliktów wynika z braku komunikacji i niezrozumienia odczuć drugiej strony.
    Czasami mi ktoś dziękuje za pomoc w opiece nad dzieckiem. Ja mówię, żeby nie przesadzali, bo to nie było dla mnie nic trudnego, a sprawiało mi radość, więc się zupełnie nie czuję wykorzystany. Takie problemy często się pojawiają w związku, dopiero po latach się okazuje, że mąż lubi zmywać, wstawiać pranie i suszyć, a nie lubi składać prania do szafek, a żona lubi co innego, a przez lata robi coś, czego nigdy nie lubili i źle się z tym czuli. smile
  • anula36 26.01.12, 11:54
    ja tez nie oczekuje rewanzu,ale docenienia zaangazowania- jak najbardziej. Bo co innego zagrac raz w warcaby, a co innego opiekowac sie czyims dzieckiem dniami/ tygodniami, kapac, usypiac, odganiac senne koszmary, gotowac, prac ciuchy, podcierac tylek i zmieniac zazygane pizamy.
    I wstawac pi pipipipipi o 6 rano!
    Dobre slowo ze strony tatusia w tym przypadku - bezcennewink
  • kittykitty 26.01.12, 11:58
    > Jeśli się kogoś kocha czy lubi i chce się coś ofiarować, to się to robi bez potrzeby rewanżu. U Ciebie się kłócą te rzeczy ze sobą, jakaś taka rozdarta jesteś. Z jednej strony chcesz zrobić coś bezinteresownie, a z drugiej strony chciałabyś żeby ktoś docenił zaangażowanie i zrewanżował się, więc faktycznie kupujesz sobie uczucia.

    Wiesz co altz, opisałeś gatunek romantyka, który kocha bezinteresowanie, ale uwaga! zazwyczaj też tragicznie, bo bez wzajemności. Ja osobiście dziękuję za takie doświadczenia.

    Rozumiem, że Ty nie masz potrzeby dostawania od swojej kobiety wyrazów miłości, wystarcza Ci że to Ty okazujesz jej swoja miłość, bezinteresownie.

  • altz 26.01.12, 12:13
    kittykitty napisała:

    > Wiesz co altz, opisałeś gatunek romantyka, który kocha bezinteresowanie, ale uw
    > aga! zazwyczaj też tragicznie, bo bez wzajemności. Ja osobiście dziękuję za tak
    > ie doświadczenia.
    >
    > Rozumiem, że Ty nie masz potrzeby dostawania od swojej kobiety wyrazów miłości,
    > wystarcza Ci że to Ty okazujesz jej swoja miłość, bezinteresownie.

    To, co dostaję, w zupełności mi wystarcza.
  • kittykitty 26.01.12, 12:17
    super, a co dostajesz?
  • altz 26.01.12, 12:46
    Mówi mi na przykład, że zmarnowała mnóstwo lat, a mogła żyć spokojnie. Ja też się tak czuję. Przejmuje się mną, moim zdrowiem, pociesza, trzyma za mnie kciuki, deklaruje i angażuje się we wspólnych projektach, nie boi się pracy, ufamy sobie, jak się kłócimy to przez 5 minut i nam przechodzi, łatwo rozwiązujemy problemy itd.
  • glasscraft 26.01.12, 13:04
    "Przejmuje się mną, moim zdrowiem, pociesza, trzyma za mnie kciuki, deklaruje i angażuje się we wspólnych projektach..."

    Pacz pan, czyli mozna by powiedziec, ze ksiaze altz wymaga holdow i poklonow od swojej kobiety...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 13:23
    glasscraft napisała:

    > Pacz pan, czyli mozna by powiedziec, ze ksiaze altz wymaga holdow i poklonow od
    > swojej kobiety...
    Powiedzieć można wszystko. wink
    Ja nie wymagam, ja się cieszę z tego, co mam. Pani wyjeżdża na kilka dni i nie domagam się ciągłego dzwonienia, wysyłania SMS'ów, bo jestem już dorosły, sam sobie potrafię wszystko zorganizować. Nie oczekuję, że ktoś będzie mówił o moich imieninach czy urodzinach, a jeśli chciałbym wtedy coś zorganizować, to zadzwonię wcześniej i zaproszę znajomych, a oni nie będą się bali powiedzieć, że mają inne plany, najwyżej spotkamy się kiedy indziej.
  • glasscraft 26.01.12, 13:32
    Ale odmawiasz innym czegos, co masz sam. Czyli jak twoja kobieta zauwaza cie w swoim zyciu jako pelnoprawnego partnera, a nie tylko dodatek do jej dzieci, to jest w porzadku, ale jak autorka watku chce, zeby ja traktowac jako partnerke, a nie jako wlasnie taki dodatek, to jest ksiezniczka i chce holdow i poklonow. Albo rybki albo pipki panie altz. Chyba, ze jestes tu tylko po to, zeby dokopac i napawac sie dzwiekiem wlasnego glosu (albo wlasnego klikania po klawiaturze)...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 13:44
    glasscraft napisała:

    > Ale odmawiasz innym czegos, co masz sam.
    Przecież napisałem, że mam w nosie, czy ktoś pamięta o moich imieninach, nie oczekuję kwiatów na rocznicę. Czułbym się niezręcznie z tego powodu.

    Nie wiem, na ile u nich są wspólne uzgodnienia. Może po prostu tylko tego brakuje?

    > jak autorka watku chce, zeby ja traktowac jako partnerke,
    > a nie jako wlasnie taki dodatek, to jest ksiezniczka i chce holdow i poklonow.
    Jeśli ktoś życzy sobie kwiatów i ochów i achów z okazji, to nie może być partnerem, niestety.
    Tak samo, jeśli ktoś mówi, że męża nauczy porządku w domu, to musi się liczyć, że z czasem zostanie traktowany jak klawisz.
    Mam kolegę, bardzo porządnego męża, jego żona powinna go nosić na rękach za całokształt.
    On wie, jakie są wymagania względem panów w polskich małżeństwach i ten motyw feudalny pielęgnuje mówiąc ze zrozumieniem: "wiesz, jak to jest z kobietami". Trochę traktuje to jako nieszkodliwe dziwactwo, które jednak podtrzymują dobre relacje w związku.

    > Albo rybki albo pipki
    Nie wiem, co wybrać. wink
  • glasscraft 26.01.12, 13:53
    Zapomnialam, ze z toba nie da sie dyskutowac, bo wiesz lepiej.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 14:34
    glasscraft napisała:

    > Zapomnialam, ze z toba nie da sie dyskutowac, bo wiesz lepiej.
    Mamy inne zdania i to też jest dobre. Wcale nie muszę przyjmować czyjegoś zdania, żeby odnotować sukces. wink
    Zdrowia i spokoju wszystkim życzę!
  • anula36 26.01.12, 13:55
    Generalnie jak czytam Twoje posty Altz to bardzo, bardzo przypominasz mi mojego faceta. On tez z tego gatunku co sie cieszy tym co ma, chocby czyms malym i nie wymaga za duzo. To ja bym chciala, wielkich poswiecen, spektakularnych gestow i czesto zapominam o najwaznieszymsmile
  • takima 26.01.12, 13:15
    Sugerujesz, że mam robić to, co sprawia mi przyjemność, bo sama ta przyjemność jest wystarczająca nagrodą. Nie powiem, zabawa z małą sprawiała mi przyjemność, ale znacznie większą sprawiłoby mi pójście z moim facetem do kina. Mogłabym w tym czasie zmyć się do koleżanki, albo pojechać na piwo z kumplem, co dawałoby mi innego rodzaju satysfakcję niż radość z zabawy z dzieckiem. I tu jest sedno. Decyduję się na zabawę z dzieckiem, nie dlatego, że sprawia mi to większą frajdę niż ploty z przyjaciółką w knajpce lecz dlatego, że liczę się z uczuciami mojego partnera. Wiem, jakie to dziecko jest dla niego ważne. Skoro robię coś dla niego, to chyba mam prawo spodziewać się, że on coś zrobi dla mnie. Na tym polega związek, tak? Na sprawianiu sobie przyjemności, na podkreślaniu nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem, jak jesteśmy ważni dla siebie.
  • anula36 26.01.12, 13:24
    Mogłabym w tym czasie zmyć się do koleżanki, albo pojechać na piwo z kumplem, co dawałoby mi innego rodzaju satysfakcję niż radość z zabawy z dzieckiem.

    Moze co drugi raz trzeba tak robic? Tzn zmyc sie, a nie robic za darmowa opiekunkewink
  • altz 26.01.12, 13:34
    anula36 napisała:

    > Moze co drugi raz trzeba tak robic? Tzn zmyc sie, a nie robic za darmowa opieku
    > nkewink

    To jest dobry pomysł. Powiedzieć, że dzisiaj mam inne plany.
  • altz 26.01.12, 13:33
    Nie umiem nic sensownego odpowiedzieć. wink
    U mnie jest tak, że nie ma ścisłej gradacji potrzeb, że tylko koleżanka jest najważniejsza.
    Czasami wolę pójść z młodzieżą do kręgielni, niż porozmawiać ze znajomymi, bo to mi daje więcej satysfakcji, czasami wolę porozmawiać i chodzi o to, żeby nie było to na siłę. Nie chce ktoś iść na kręgle, to nie idzie, pozostali nie powinni być zawiedzeni. Najwyżej następnego dnia, ta osoba, która nie poszła będzie żałować, ale to już jej problem. smile

    Miłe jest sprawianie sobie przyjemności. Ale i tak uważam, że nie powinno się oczekiwać rekompensaty. Kłopoty z finansami i oczekiwania na rewanż w uczynkach mają u Was to samo podłoże, to jest ten sam problem.
  • takima 26.01.12, 14:42
    Widać, altz, nie nadaję się do związków smile Gdybym spróbowała na podstawie Twoich wypowiedzi zbudować mój obraz, to jawiłabym się jako wrzeszcząca, prowokująca kłótnie, szukająca pretekstu do odejścia baba. Ba, wstrętne babsko, które ma gdzieś szlachetnego człowieka - ojca oddanego dziecku, babsko na domiar złego czyhające na to niewinne dziecko, żeby je pozbawić widzeń z tatusiem. Ach, dodajmy do tego moje emocje, rozkapryszenie, księżniczkowatość itd., itd. Tylko wiesz, zadziwia mnie, że ten mój wspaniały facet nie chciał związać się z kobietą z dzieckiem, nie chciał poświęcać swojego czasu obcemu dziecku tak, jak to wymaga ode mnie. Chciał kobiety takiej, jak ja: wykształconej, niezależnej finansowo, bezdzietnej (i najlepiej, gdyby własnych dzieci w ogóle mieć nie chciała). Nie uważasz, że jeśli stawia się przed kimś takie wymagania, to samemu też trzeba wiele dać od siebie? Wiesz, śmieszą mnie tłuści, łysi faceci, z widocznymi brakami w uzębieniu, którzy nie zostawiają suchej nitki na przeciętnych kobietach - prezentujących o niebo wyższy poziom nią oni sami. Mój pan zdaje się zapominać, że nie jest biznesmenem, zdaje się zapominać, że ma zobowiązania alimentacyjne na kilkanaście, jeśli nie na kilkadziesiąt lat, sam nie może pozwolić sobie na żaden rozmach, a tym bardziej na potraktowanie swojej partnerki z gestem, czy nie uważasz wobec tego, że powinien nieco spuścić z tonu? Nie za dużo tych wymagań? Ja tak myślę, że jemu brak trzeźwego spojrzenia na siebie i swoją sytuację. Z mnóstwem oczekiwań powinien iść w parze duży walor tego, co mogę zaoferować w zamian. Nie liczyłam na drogie prezenty (chociaż drobiazg bardzo by mnie ucieszył), bo wiedziałam, że nie bardzo facet ma z czego poszaleć, ale nie ukrywam, przyjęłam, że co jak co, ale nie usłyszę, że weekendy wolałby spędzać we troje, że wystarczy mu, że mamy siebie od poniedziałku do piątku, że moje prośby o czas razem (nie kilka godzin po pracy, wypełnionych na robienie zakupów, gotowanie czy po prostu odpoczynek po całym dniu, lecz tych naprawdę wolnych, kiedy można je całe świetnie wspólnie zorganizować) odbierze jako zamach na swoje relacje z córką! Pytanie, dlaczego zanim jeszcze zamieszkaliśmy razem nie powiedział mi, że weekend ze mną to w zasadzie strata czasu, bo wolałby z dzieckiem?
  • anula36 26.01.12, 15:03
    Pytanie, dlaczego zanim jeszcze zamieszkaliśmy razem nie powiedzi
    > ał mi, że weekend ze mną to w zasadzie strata czasu, bo wolałby z dzieckiem?
    Bo bys sie wtedy nie wprowadzila i nei wziela go na utrzymanie.
  • altz 26.01.12, 15:22
    Czy to wszystko wie parter? Łącznie z tymi historiami o doskonałości jego ciała? wink
  • glasscraft 26.01.12, 15:26
    A ty czytasz co napisane, czy sobie dopowiadasz, bo tak ci pasuje... bo ona akurat o doskonalosciach (albo nie) tego konkretnego pana nie pisala...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 15:37
    glasscraft napisała:

    > A ty czytasz co napisane, czy sobie dopowiadasz, bo tak ci pasuje... bo ona aku
    > rat o doskonalosciach (albo nie) tego konkretnego pana nie pisala...

    Zasugerowałem się tym fragmentem:
    "Wiesz, śmieszą mnie tłuści, łysi faceci, z widocznymi brakami w uzębieniu, którzy nie zostawiają suchej nitki na przeciętnych kobietach - prezentujących o niebo wyższy poziom nią oni sami. Mój pan zdaje się zapominać" - wszystko w jednym akapicie.
    Myślałem, że tak pisze o swoim partnerze, przyznam, że mnie to zaskoczyło.
  • glasscraft 26.01.12, 15:49
    To ja dokoncze to zdanie "Mój pan zdaje się zapominać, że nie jest biznesmenem...", a gdybys ty troche uwagi zwracal, zamiast czepiac sie tego, co pasuje ci do udowodnienia tezy, to bys zauwazyl, ze caly post jest napisany w jednym akapicie.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • altz 26.01.12, 16:12
    glasscraft napisała:

    > To ja dokoncze to zdanie "Mój pan zdaje się zapominać, że nie jest biznesmenem.
    > ..", a gdybys ty troche uwagi zwracal, zamiast czepiac sie tego, co pasuje ci d
    > o udowodnienia tezy, to bys zauwazyl, ze caly post jest napisany w jednym akapi
    > cie.

    Rozumiem, że ten przytyk był do mnie. smile
    W takim razie pani może pomóc już tylko endokrynolog albo egzorcysta. wink
    Wypada życzyć zdrowia i zamknąć temat. Szkoda tylko dziecka, że się przyzwyczaiło do cioci. :-\
  • plum1234 26.01.12, 16:57
    altz napisał:

    > Wypada życzyć zdrowia i zamknąć temat. Szkoda tylko dziecka, że się przyzwyczai
    > ło do cioci. :-\

    Czemu szkoda dziecka? Nie obarczaj jej odpowiedzialnoscia za przywiazanie sie do niej dziecka ani nie wywoluj w niej z tego powodu poczucia winy (to manipulacja z Twojej strony) - taka ludzka natura, ze sie przywiazujemy... A oswojenie dziecka partnera to za malo, by pozostawac w zlym zwiazku.



    Dziecko ma ojca, a panie beda sie pojawiac tak czy siak... Ona byla (jest) pewnie ta jedna z pierwszych i byc moze najbardziej zaangazowanych, moze pozostanie w pamieci dziecka jako ktos wazny, ale
  • plum1234 26.01.12, 17:04
    plum1234 napisała:

    > Dziecko ma ojca, a panie beda sie pojawiac tak czy siak... Ona byla (jest) pewn
    > ie ta jedna z pierwszych i byc moze najbardziej zaangazowanych, moze pozostanie
    > w pamieci dziecka jako ktos wazny, ale

    Tego mialam nie wysylac... Ale skoro juz poszlo - to tak mysle - w tym domu beda sie pojawiac rozne Panie, bo jesli on nie zmieni podejscia do drugiego czlowieka, to one beda pojawiac sie i odchodzic czujac sie tylko uzywane do jego celow i drenowane... A dziecko bedzie sie uczylo, ze drugiego czlowieka sie wykorzystuje... A za to wszystko jest odpowiedzialany tata...
  • altz 26.01.12, 17:20
    Dlaczego piszę, że dziecka szkoda. Bo dziecko się przyzwyczaja, że ta pani, to coś więcej, niż sąsiadka. Była tam rok, można się było spodziewać, że to coś poważniejszego. Uważam, że nie powinna kąpać dziecka, nie powinna być blisko, na pewno nie powinna dawać jakiś rzeczy, bo to zobowiązuje, a to przecież obca osoba. Ja bym nie chciał, gdyby jakaś kwiaciarka czy księgowa czy właścicielka kina, jakaś inna obca kobieta, kupowała mi cokolwiek. Kupuję czasami coś obcemu dziecku, ale staram się zmieścić w symbolicznej kwocie, żeby nie było to nic zobowiązującego.
    A z tym drenowaniem, to lekka przesada, płacili po połowie, pani się na to zgadzała, można było to wyjaśnić. Pan mógł płacić za dziecko też pełną kwotę, byłoby za dwie osoby, a pani za jedną, też by było dziwnie. Takie rzeczy się wyjaśnia między sobą, kulturalni ludzie nie piszą o takich problemach oficjalnie na publicznym forum, tylko załatwiają to od ręki między sobą.
    Obyśmy mieli tylko takie problemy!
  • glasscraft 26.01.12, 19:38
    Co ty pietruszysz? Od kiedy to ona sie nagle w obca osobe zamienila? Mieszka z ojcem dziecka od roku, bez wzgledu na to jak sie ich losy jako pary potocza, to nie pojawila sie wczoraj i zabrala do kapania dziecka. Zgodnie z twoja logika, to matka tez nie powinna dziecka kapac ani mu dawac prezentow, bo moze kiedys od meza odejdzie, albo umrze... czasami jak cos walniesz, to naprawde nie wiadomo, czy sie smiac, czy plakac. Byle tylko wujek altz rade dal...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • kittykitty 26.01.12, 21:50
    płacili po połowie, pani się na to zgad
    > zała, można było to wyjaśnić. Pan mógł płacić za dziecko też pełną kwotę, byłob
    > y za dwie osoby, a pani za jedną, też by było dziwnie. Takie rzeczy się wyjaśni
    > a między sobą, kulturalni ludzie nie piszą o takich problemach oficjalnie na pu
    > blicznym forum, tylko załatwiają to od ręki między sobą.

    wiesz altz, ja to Ci zazdroszczę - taki ten świat dla Ciebie prosty

    rzecz w tym, że jeśli o wszystkim trzeba rozmawiać i wszystko ustalać, a inicjatorem tych rozmów i ustaleń jest zawsze jedna osoba to robi się zupełnie niefajnie. ja mam wrażenie, że takima próbowała różne rzeczy ustalić i wyjaśnić, ale to było kompletnie nie na rękę jej facetowi, który głównie stawia opór albo oskarża takimę o to, że chce go odciągnąć od dziecka.
  • altz 26.01.12, 23:13
    kittykitty napisała:

    > wiesz altz, ja to Ci zazdroszczę - taki ten świat dla Ciebie prosty
    Dla mnie jest tak prosto, o ile jestem z odpowiednią osobą.
    W pracy lubią ze mną pracować, bo nie kombinuję, walczę o prawdę, jeśli trzeba, o kolegów w pracy i nie dam sobie wciskać kitów, tak mi mówią.
    Dzisiaj z Kobietą porozmawialiśmy na temat mojej przyszłej pracy, trwało to całe dwie minuty! smile Minutę dodatkowo trwało ustalenie zadań dla kobiety na miejscu, zrobiłem plan, rysunki, następne 3 minuty i już więcej się tym nie zajmujemy. wink
    >
    > rzecz w tym, że jeśli o wszystkim trzeba rozmawiać i wszystko ustalać, a inicja
    > torem tych rozmów i ustaleń jest zawsze jedna osoba to robi się zupełnie niefaj
    > nie. ja mam wrażenie, że takima próbowała różne rzeczy ustalić i wyjaśnić, ale
    > to było kompletnie nie na rękę jej facetowi, który głównie stawia opór albo osk
    > arża takimę o to, że chce go odciągnąć od dziecka
    Ja tego nie kupuję. Nie wierzę. Nie mam powodów nie wierzyć, ale nie mam też powodów wierzyć. Czytam sobie ostatnio wypociny Byłej, jaka to mądra i empatyczna osoba, gdybym nie znał, to bym się może nabrał. wink Tutaj też mam jakieś takie przeczucie, a ja wierzę w swoją intuicję.
  • takima 27.01.12, 12:24
    Ale jakie masz przeczucie?
  • takima 27.01.12, 11:44
    Widzisz, glasscraft, najwyraźniej umiejętność czytania ze zrozumieniem nie jest najmocniejszą stroną pana altza. Gdyby uważnie czytał, co ma na ekranie, to wiedziałby, że jasno i wyraźnie akcentuję mojemu partnerowi, co mnie boli i nad czym uważam, musielibyśmy oboje popracować. Niestety, gdy altzowi zabrakło rzeczowych argumentów, zachował się niczym moja koleżanka w latach przedszkolnych, która nie mogąc znieść, że siłowo przegrywa krzyknęła do mnie: twoja mama jest głupia! Altzowi jedyne, co "mądrego" wpadło do głowy, to rzucić na koniec pytanie, które najlepiej podsumowuje, jak bardzo wszystko "zrozumiał".
  • trinity_2011 31.01.12, 10:49
    Trafiasz w samo sedno tym co piszesz!!

    Dajesz wiele dla Niego, w druga strone dostajac niewiele, muszac o to prosic i jeszcze slyszac ze jestes nie taka...

  • plum1234 26.01.12, 15:52
    Takimo, nie potrafisz sobie udzielic jednoznaczej odpowiedzi, bo byc moze to byloby przyznanie sie do porazki? Bo trudno Ci jednoznacznie stwierdzic - on jest zly dla mnie. A czemu trudno? Bo seks przywiazuje emocjonalnie, bo po drugie sa przeciez te malutkie ale dobre gesty (te ochlapy). Moze jedno i drugie zaciemnia obraz calosci? Moze w ten sposob nieszczery pan rozgrywa swoja gre? Nie mowie ze w 100% swiadomie ale... czy dziala dla Twojego dobra?

    Czemu sama ze soba nie uzgodnilas, jakie sytuacje i zachowania spowoduja, ze sie ewakuowac bedziesz natychmiast z tego zwiazku? Cale Twoja Ja krzyczy, ze nie jestes z odpowiednim czlowiekiem, tylko cos innego w Tobie nie chce temu przytaknac i podjac krokow by panu podziekowac ...
    Czemu nie ustalilas sama ze soba, ze jak facet nie bedzie z Toba chcial miec dziecka, to sie z nim pozegnasz natychmiast? Czy to nie powinna byc rzecz nr 1 , ktora decyduje, ze z krzykiem uciekasz z tego zwiazku?
    Czy rzecza nr 2 nie powinno byc to, ze pan nie da Ci jesc, a wrecz Tobie zabieral bedzie?
    Takimo, dlaczego nie sprawdzials na poczatku, czy on np. chetnie zaplaci za Twoje jedzenie? Dlaczego to nie jest warunek, ktory musi mezczyzna spelnic bys poswiecila mu czas na kolejnej randce? Moze wlasnie warto zastanowic sie czemu randkowanie sluzy i czemu sluzyc mialy pewne konwencje? Nie trac czasu, pieniedzy rowniez, bo nie warto dla kogos, kto nie jest z Toba szczerze.
  • takima 27.01.12, 12:21
    Plum1234 dużo racji jest w tym, co piszesz. Są elementy, które nie pozwalają mi jednoznacznie stwierdzić, że on jest zły. Mój NM jest inteligentnym, kulturalnym mężczyzną, niezwykle ujmująco zwracającym się do kobiety. Nie krzyczy, nie jest agresywny, nasza kłótnia sprowadza się w zasadzie do nieco mocniejszej intonacji wypowiadanych zdań. Nie ma trzaskania drzwiami czy czymkolwiek. Mój partner jest ciepłym, spokojnym człowiekiem. W sumie w bardzo wielu kwestiach mamy bardzo podobne, jeśli nie identyczne zdanie. To mnie właśnie w nim na samym początku ujęło smile. Niestety, zgodność poglądów w wielu kwestiach nie jest wystarczająca, by związek przetrwał. Przekonuję się o tym teraz, gdy praktycznie zaledwie w jednym obszarze nasze opinie i oczekiwania się różnią, a nie potrafimy wypracować kompromisu. Podziwiam te pary, które są tak bardzo różne, które się tak bardzo ścierają i walczą ze sobą, ale zawsze dochodzą do wspólnego mianownika. Myślałam, że mam wiele szczęścia trafiając na człowieka o tak zbieżnym z moim światopoglądzie i podejściu do życia, byłam przekonana, że jeśli wystąpią jakieś różnice, to bez problemu sobie z nimi poradzimy. Czuje bezsilność i złość jednocześnie, że tak szybko dobrnęliśmy do ściany. Z tego impasu byłoby tylko jedno wyjście: musiałabym bezwzględnie zaakceptować wszystko, co się wiąże z jego córką i ojcowskim obowiązkiem w zakresie i formie, jaką tylko on uznaje. Ale czy to byłby koniec tej wymuszonej uległości? Zastanawiam się teraz, że skoro na jednym tle rozbieżności zdań wykazał taką determinację i nieugiętość, to co by było kiedyś, gdyby pojawił się inny obszar różnicy poglądów? To znowu ja musiałabym się poddać? A gdzie tu miejsce i mowa o kompromisie? Wiesz, on nawet nie spróbował zastanowić się ze mną na głos, co mógłby zrobić, bym poczuła się lepiej! Gdy podejmowałam rozmowę o relacjach w naszym związku on cały czas patrzył na nie przez pryzmat swojego dziecka! Mówiłam mu, dlaczego jest mi źle, a on to kwitował stwierdzeniem, że przesadzam i wyolbrzymiam problem, ze wcale nie jest tak, jak to przedstawiam. Odnosząc się do kolejnego Twojego pytania - jakoś nie przyszło mi do głowy sprawdzić, czy chętnie zapłaci za moje jedzenie. Jego przesadną oszczędność zauważyłam dopiero, gdy zamieszkaliśmy razem. Wcześniej parę miesięcy w zasadzie pomieszkiwał u mnie, a wtedy to ja robiłam zakupy i przygotowywałam posiłki. Powinno mnie było wówczas zastanowić, że nie poczuwał się, by mnie od czasu do czasu zaprosić do restauracji. Kwestię dziecka poruszyłam z nim bardzo szybko, bo to był dla mnie podstawowy warunek naszego dalszego być czy nie być. Gdyby określił w sposób zdecydowany, że nie chce, to nie tworzyłabym z nim związku. Ech, stara jestem, a taka naiwna i niespostrzegawcza. Aż głupio sad
  • plum1234 26.01.12, 17:18
    takima napisała:

    > Witam. Jestem ciekawa, czy Wasi panowie są z Wami z miłości, czy dla wygody.

    Moj facet nigdy mi nie powiedzial, ze mnie kocha, ani ja mu tego nie mowie i nie powiedzialam. Czasami bywa, ze czuje, ze kocham i czuje, ze on kocha mnie - pojawia sie to "uczucie". Ale wg mnie nie o to chodzi, by to odczuwac, milosc to nie uczucie, nie stan emocjonalny, a cale spektrum zachowan, dzialan, decyzji - to wybor postepowania w stosunku do drugiej osoby, to caloksztalt wiezi z nia. Temu towarzyszy uczucie spokoju, szczescia, "kochania", zyczliwosci - a szczerosc czy nieszczerosc drugiej osoby weryfikowana jest poprzez jej czyny. Ja wybralam droge milosci i widze, ze wobec mnie taka sama droge wybrano. A moje emocje potwierdzaja moje spostrzezenia, i to co jest owocem naszego zwiazku rowniez potwierdza to, ze jestem wybrana - mamy dziecko.
  • rybkka24 27.01.12, 11:13
    jeżeli Pan tylko jeden obraz związku i życia sobie zbudował i wymaga żeby "partnerka"a raczej druga strona się temu poddała to musi znaleźć sobie Panią o podobnym podejściu z dziećmi lub kogoś bez osobowości wręcz.\ takima nie jest rozdarta..spędzanie czasu z dzieckiem i czerpanie z tego przyjemności to jedna sprawa, zajmowanie i współwychowywanie dziecka partnera to całkiem inna sprawa i facet nie powinien tego przyjmować jako coś należnego i jeszcze mieć roszczenia/wymagania i pretensje.takima jeżeli nie chcesz dokonywać jeszcze tak drastycznych kroków jak rozstanie.zrób nowy "plan finansowy" w waszym domu uwzględniając dziecko(przecież matki żądające alimentów podkreślają że rachunki itp. dziecko też używa i zużywa) i zacznij żyć bardziej własnym życiem.wiem że wolałabyś z facetem ale zacznij wychodzić sama/zacznij organizować sobie czas też poza domem w weekendy lub wolnym czasie/wyjedź gdzieś sama lub z kimś i zacznij traktować go jako pomoc finansowa do życia, zachowuje się trochę jakbyś była sama a nie w związku zobaczymy jaki będzie skutek.i Ty może przygotujesz się do rozstania w pewien sposób.bo jeżeli oboje nie zrobicie wspólnego kroku w swoją stronę (uważam że Ty już zrobiłaś swoją drogą)to będziecie się razem męczyć.
  • takima 27.01.12, 12:47
    Rybkka24, tak właśnie chcę zrobić - zmodyfikować nasz plan finansowy. Pomniejszę mój udział o część przypadającą na małą. Daję sobie czas na mentalne i emocjonalne ostudzenie, co zresztą łatwo mi przyjdzie wziąwszy pod uwagę brak woli mojego partnera w zakresie jakiejkolwiek modyfikacji swojej postawy. Kurczę, a wystarczyłoby tylko zaplanować część urlop ze mną, wystarczyłoby zapewnić, że któryś długi weekend w roku będzie tylko dla nas. Czy ja naprawdę aż tak wiele wymagam? Problem w tym, że mojemu partnerowi ciągle mało jego dziecka. Jego eks nie zgodziła się na opiekę naprzemienną, bo wtedy nie miałaby alimentów, wiedziała, co robi, bo przecież znając życie NM doprowadzi do tego, że dziecko i tak będzie spędzało z nim połowę roku, a on nadal będzie płacił byłej alimenty w pełnej kwocie. Kobieta zyska kasę i czas dla siebie oraz swojego pana. Tylko pozazdrościć. Może jestem wstrętną egoistką, ale dlaczego mam się dokładać do jej szczęścia kosztem własnego?
    Rybkka24 już zaczęłam przygotowywać się psychicznie do rozstania. Wolałabym, by było inaczej, by mój związek z NM rozkwitał i przybierał coraz bardziej na uczuciowej sile, ale cóż.. altz ma już wyrobione na mój temat zdanie - jestem skupiona tylko na sobie i swoich żądaniach, nie potrafię rozmawiać z facetem i tylko szkoda w tym wszystkim dziecka (jestem taka podła!).
    Na krok mojego NM już nie liczę. Próbowałam dotrzeć do niego przez 8 miesięcy. Bez skutku.
  • altz 27.01.12, 13:06
    Zaczęła się poważna rozmowa bez zbędnych emocji.
    Myślę, że z facetem też warto porozmawiać w taki sposób i tylko w rzeczowy sposób.
    Podsumować liczbę wspólnych wyjść i innego spędzania czasu, czarno na białym. Myślę, że tylko takie coś zrozumie. Warto się zastanowić, co się stanie, jeśli za jakiś czas pan wniesie o pełną opiekę nad córką i taką opiekę dostanie?
    Myślę, że Takima już się zdecydowałaś, ale może warto zrobić sobie separację i wszystko przemyśleć?
  • buba2002 27.01.12, 16:20
    Przeczytałam uważnie wszystko, co napisałaś. Pomogło mi to poukładać sobie pewne przemyślenia i to było dla mnie ważne. Ktoś myśli podobnie, jak ja... Takima, rozumiem Cię doskonale. Tylko szkoda mi Ciebie, bo jakoś różowo to nie wygląda. Trzymam kciuki, abyś dokonała najlepszego wyboru... Pozdrawiam.
  • kittykitty 27.01.12, 16:53
    Kurczę, a wy
    > starczyłoby tylko zaplanować część urlop ze mną, wystarczyłoby zapewnić, że któ
    > ryś długi weekend w roku będzie tylko dla nas. Czy ja naprawdę aż tak wiele wym
    > agam? Problem w tym, że mojemu partnerowi ciągle mało jego dziecka.

    Takima, nie będę bronic Twojego faceta, bo on jeśli chce wejść w nowy związek to musi znaleźć czas dla nowej partnerki, ale warto na to spojrzeć też w ten sposób:
    Rodzic, który na stałe mieszka z dzieckiem bez problemu "sprzedaje" dziecko dziadkom, wynajmuje opiekunkę i idzie w weekend do kina albo wyjeżdża na kilkudniowy urlop bez wyrzutów sumienia wobec dziecka, z którym i tak spędza większość czasu nie przeznaczonego na pracę.
    Rodzicowi, który widuje dziecko w weekendy trudno jest niekiedy poświęcić ten czas na co innego, bo dzieje się to kosztem tych godzin przeznaczonych na kontakt z dzieckiem. No wiesz, to trochę głupio, wziąć dziecko na weekend i wynająć opiekunkę dla niego a samemu iść na imprezę smile.
    Gdyby Twój facet miał dziecko na stałe wtedy mielibyście wolne weekendy, za to nie minęłyby go / was w tygodniu atrakcje typu nieprzespane noce, bo dzieciak chory i kaszle i wymiotuje całą noc.

    A ja mam takie pytanie - czy matka dziecka nie wyjeżdża z dzieckiem na urlop w wakacje czy zimą? Nie chce z córką spędzić choćby części dni wolnych? Wtedy Wy mielibyście czas dla siebie a Twój facet nie miałby poczucie, że zabiera ten czas dziecku.

  • takima 28.01.12, 20:45
    Podział mają taki, że mała jest weekend u ojca, weekend u mamy, miesiąc wakacji u ojca (w zeszłym roku wziął 3 tygodnie, tydzień mała była u dziadków, a resztę urlopu poświęcił na różnego rodzaju kumulacje wolnych dni kalendarzowych), miesiąc u mamy, święta naprzemiennie (z tym, że w zeszłym roku wszystkie były z tatem, przy czym ten świąteczny pobyt trwał 2 x 12 dni). Eks chętnie oddaje ojcu małą, bo ma czas dla siebie. Kittykitty, ja nie chcę unieszczęśliwiać swojego partnera, a przy okazji samej siebie narażając się na zarzuty, że jestem egoistką i ograniczam ojcu kontakt z dzieckiem. Dużo dała mi polemika na tym forum. Jestem wszystkim bardzo wdzięczna za wypowiedzi i opinie, nawet alztowi smile Najgorzej, to dać sobie wmówić, a co gorsza zacząć tak samemu myśleć, że jest się złym człowiekiem. Uważam, że bardzo dużo dałam z siebie (nie twierdzę, że ktoś nie byłby w stanie więcej), a dużo za mało dobrego wróciło do mnie. Nie jestem w stanie wykrzesać z siebie tego, co zadowoliłoby mojego NM, on natomiast nie jest skłonny do jakichkolwiek ustępstw, bo już to, co jest teraz uważa za ograniczenie i stratę. Z tej sytuacji wyjście jest, zdaje się, tylko jedno...
  • rybkka24 28.01.12, 21:49
    altz myślę że w tym przypadku stała opieka mogłaby być nawet lepsza.może w takiej sytuacji facet by ochłonął i zajął się też swoją kobietą.może weekend we dwoje nie traktowałby jako zamach na dziecko?
    takima z moim też rozumiałam się bez słów oprócz tego tematu.
    ale są czasem też ludzie którzy chcą się poświęcić tylko dziecku dopóki nie dorośnie, może właśnie Twój facet jest taki, (tylko jaki jest limit wiekowy, słyszałam przypadki gdy dwudziestoparoletnie pannice dyktowały tatusiowi co może a co nie).
    a może Twoje odejście go otrząśnie , wyleje mu kubeł zimnej wody na głowę i nastąpi zwrot w jego myśleniu a przynajmniej zaistnieje chęć dialogu z Tobą...
    jak stwierdzi że tak miało być widocznie uczucie nie było wystarczające aby pokonać tę przeszkodę...powodzenia.
  • rybkka24 28.01.12, 21:53
    Ja już w pewnym momencie tak byłam pod ścianą że serio chciałam zamiany.dziecko u nas w tygodniu wolne u mamusi, .myślicie że by przeszło...?smile
    poza tym nierzadko alimenty są stałym/znaczącym wkładem w budżet rodzinny i często nie ma chęci rezygnacji z niego.
  • takima 29.01.12, 14:27
    Ja tak właśnie zaproponowałam mojemu odwrócić kolejność - dziecko u nas w tygodniu od poniedziałku do piątku, a weekendy u matki. Myślisz, że na to przystał? Nagle okazało się, że to, co wystarczające dla niego w odniesieniu do mnie, przestaje takim być w odniesieniu do córki. Raz weekend to tylko weekend ( a czym się różni długi od tego zwykłego - pytał mnie głupkowato), innym razem to aż (!) weekend. Mam już naprawdę dość. Gdy miał okazję powalczyć o pełną opiekę nad dzieckiem przy dużych szansach na tamten czas, by ją dostać, to nie zrobił tego, a teraz nagle poczuł wielkie ciśnienie na cały etat tatusia. Też uważam, że lepiej by się stało, gdyby córka była przy nim, wówczas kobieta wiedziałaby, na co się decyduje, wprowadzając się do niego. Nie mam zamiaru więcej cierpieć tylko dlatego, że powoduje nim urażona duma i męska ambicja, by nie dopuścić, żeby jakiś obcy facet (przyjaciel jego eks) miał większy wpływ na wychowanie jego dziecka niż on sam. Mógł myśleć o tym wcześniej!
  • anula36 30.01.12, 11:19
    To juz tylko gdybanie,ale czy nie bylabys jeszcze bardziej uwiazana i umeczona opieka nad dzieckiem 5 dni w tygodniu, zwlaszcza gdyby okazalo sie,ze wciaz doplacasz do tego interesu rowno 50%, mimo ze jest was przez 250 dni w roku trojka w lokalu.
    Mysle,ze tak naprawde zadna bezdzietna kobieta nie wie dokonca na co sie decyduje wprowadzajac sie do dzieciatego faceta, tego wszystkiego dowiaduje sie w trakcie, o nim, o zwiazku i tez o sobie - ile jest w stanie dla dobra zwiazku poswiecic z siebie.
  • karolana 30.01.12, 14:39

    > To juz tylko gdybanie,ale czy nie bylabys jeszcze bardziej uwiazana i umeczona
    > opieka nad dzieckiem 5 dni w tygodniu

    Wiesz, to tylko tak kiepsko wygląda, te 5 dni w tygodniu.
    Mój m ma weekendy, co drugi plus 2 x w tygodniu po kilka godzin.
    Kiedyś policzyłam realny czas spędzany z dzieckiem przez m i jego ex oraz wydatki.
    Sprawa wygląda tak, że m praktycznie sam utrzymuje dzieci, a czasu spędza z nimi 2 razy więcej niż ich matka.
    Bo on będąc z dziećmi JEST z dziećmi, nie w pokoju obok przed tv.
    A utrzymanie dziecka w tygodniu to danie mu śniadania i kolacji.
    Oczywiście, jest kwestia poczucia odpowiedzialności i jeśli rodzic "codzienny" np. zaprowadza dziecko na zajęcia pozaobowiązkowe, jeśli biega z nim po lekarzach, jasne, jest to większy wydatek emocjonalno-energetyczno-czasowo-finansowy.
    Ale ja coś wiem na temat codziennego macochowania i wiem coś na temat weekendowego.
    Wolę to pierwsze. I niechby sobie nawet exiara zachowała swoje pieniążki, ewentualnie zwrot za paliwo zeby jej dzieciaki dowieźć.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • aragorna71 30.01.12, 15:28
    Bylam macocha weekendowa (kazdy weekend w miesiacu) teraz jestem calodobowa i potwierdzam to, co pisze Karolana. W tygodniu Mloda ma poukladne: szkola, dodatkowe zajecia, dom. Jest samodzielna i wszystko jest ulozone. Jest troche zamieszania jak zachoruje, wtedy najczesciej wpada do nas babcia. Przychodzi weekend i czasem idzie do matki, czasem do dziadkow, nie mowiac juz o tym, ze ma wlasne towarzystwo i woli spedzac czas z nimi. Uwazam, ze z maluchem calodobowe macochowanie jest bardziej uciazliwe, ale z nastolatkiem wyglada to duzo lepiej.
    --
    Mężczyźni zazdrośni są o tych, którzy ich poprzedzili, a kobiety o te, które przyjdą po nich.
    by Marcel Achard
  • anula36 30.01.12, 17:14
    Bohaterka watku ma 6 latke, wiec do nastolatki jeszcze chwila.Mojej pieciolatce tez jeszcze do samodzielnosci daleko, ale pocieszam sie ze te 6-7 lat szybko zleci i rodzice zejda na dalszy plantongue_out
  • takima 30.01.12, 20:41
    Łatwiej by mi się znosiło trudy macochowania, gdyby mój NM nie podchodził tak lekceważąco do tego, co jest dla mnie naprawdę ważne. Dlaczego faceci są tacy ograniczeni? Jak mam dobrze funkcjonować, jak mam poświęcać swój czas obcemu dziecku i być otwarta na jej coraz dłuższe i częstsze pobyty u "nas", gdy facet do mojego marzenia o wczasach w Egipcie podchodzi na zasadzie: szkoda kasy, poza tym nie mam pieniędzy i są inne, ważniejsze wydatki (jakie, nie umiał mi powiedzieć). Jak mam się zachować, kiedy na moją propozycję spędzenia czerwcowego weekendu w Ojcowie odparł, ze on nie planował żadnego wyjazdu i... wziął na kilka dni dziecko. Przepraszam bardzo, jak Wy byście się poczuły, gdyby Wasze pragnienia i marzenia były traktowane lekceważąco, a od Was wymagano by zrozumienia na zasadzie, że motywom drugiej osoby przyświecają cele wyższe (czyt. miłość i obowiązek ojcowski). Nie chcę się czuć jak ulga finansowa dla faceta, wykorzystywana przez niego po to, by mógł realizować swoje ambicje! Co niby ma mnie motywować?
  • edw-ina 30.01.12, 21:36
    Początkowo źle zrozumiałam twoje posty. Ta opozycja Ty - dziecko była niepokojąca. Teraz myślę, że wynikała po prostu z bezsilności.
    I tak, popieram Cię w 100 proc. - na związek trzeba pracować. Trzeba pokazywać, że ta druga strona jest dla nas ważna, że bierze się pod uwagę jej plany, potrzeby, marzenia. To buduje przywiązanie, daje radość, pomaga przełamać trudności. I myślę, że nie powinnaś pozwolić na to, by ktoś ci to odebrał. I nie, nie jesteś złą osobą, bo nie chcesz poddać się presji "ojcowskiego obowiązku". Jesteś po prostu osobą, która ma swoje potrzeby i nie godzi się, by ktoś ją ich pozbawił.
    Trzymaj się.
  • anula36 31.01.12, 00:20
    abstahujac na moment od innych rzeczy - moze twoj facet jest po prostu typem domatora, ktory wyjezdzac nie lubi i najlepiej odpoczywa na miejscu. Wyglada na to,ze nie lubi tez wydawac pieniedzy,jak nie musi. Moze sie boi wydatkow/samolotu/problemow zdrowotnych itp. A dziecko to tylko takie usprawiedliwienie.
    Byc moze nie dobraliscie sie od poczatku i nawet jakby nie bylo dziecka, nie byloby tez czasu,checi,ani kasy na wspolne wypady.
  • takima 31.01.12, 08:44
    To nie jest do końca tak, że się nie dobraliśmy. Samotność mi doskwierała, ale nie na tyle, by uczepić się faceta tylko dlatego, że nosi spodnie. W bardzo wielu sprawach myślimy i czujemy podobnie. Lubię jego towarzystwo, on moje również smile Kiedyś, bardzo dawno temu też wyjeżdżał, mówił mi o pobycie w Hiszpanii, Włoszech. Chyba wyciągnęłam złe wnioski, że podobnie jak ja lubi spędzać urlop poza krajem tam, gdzie piękna pogoda jest gwarantowana. Teraz okazało się, że szkoda by mu było na to pieniędzy. Wiem, że wystarczyłaby mu córka u jego boku. Ja mam swoje pragnienia i marzenia, myślałam, że ludzie są ze sobą między innymi też po to, by wzajemnie wspierać się w realizacji tych marzeń, a nie udowadniać, że ich własnym potrzebom należy nadać priorytet. Gdyby powiedział mi: w ciągu najbliższego roku składamy na wypad do Egiptu (chyba dwa tysiące na osobę to nie jest jakaś astronomiczna suma, prawda?) to ja chętniej przystawałabym na to, by jego córa jeszcze więcej czasu przebywała z nami. A tutaj jest inaczej: wymaganie ode mnie, że ja zaakceptuję brak planów, brak kasy i to, że cały urlop przeznacza dla dziecka. Mi powinno wystarczyć to, że mnie "kocha", że gdy jest ciepło wybierze się do pobliskiego lasu na spacer, że siedzi ze mną w domu i jest dla mnie w tygodniu. Najwyraźniej to takie maksimum, na jakie go stać dla kobiety. Ja wiem, że są ludzie, którzy nie potrzebują nigdzie się ruszać (moi rodzice tacy byli) i są szczęśliwi choćby z tego powodu, że nie brakuje im na chleb, jednak ja potrzebuję do szczęścia czegoś więcej niż tylko konsumpcji...
  • anula36 31.01.12, 09:26
    Nie sugeruje ze uczepilas sie faceta z desperacji, czesto uczucia zacieraja ostrosc obrazu i latwo wyciagnac wnioski na podstawie najlzejszych pozytywnych przeslanek smile
    Ja tez wyciagnelam mnostwo wnioskow,ktore teraz niestety musze weryfikowac jeden po drugim, nie wynika to bynajmniej z tego ze mi chlop na poczatku myslil oczy, tylko sama je sobie najwyrazniej zamydlilam z deka.
  • rybkka24 31.01.12, 09:27
    takima, nie tłumacz się więcej bo nie musisz, Twoja sytuacja przedstawia się klarownie a facet nie potrafi po prostu stworzyć związku a córką się usprawiedliwia.w końcu rozwodnik jest z jakiegoś powodu rozwodnikiem.tak?działaj:
  • trinity_2011 31.01.12, 09:28
    Moj zwiozek nie zaczal sie zbyt prosto, a skaczyl sie szybko i bolesnie jakies 3 tygodnie temu (pare osob nawet na tym forum bedzie pewnie zadowolonych wink). Powiem ci na moim przykladzie co ja przezylam z facetem z 2 dzieci.

    Zaczelo sie ze mielismy wszystko wspolnego ze soba, plany, marzenia, przyszlosc, milosc, chcielismy miec razem rodzine, az skonczylismy wrzeszczeniem na siebie i blaganiami mojego faceta zebym wrocila, ze teraz to on jest w stanie zrobic wszystko dla mnie.

    Zaczelo sie tak, ze moj facet swiata nie widzial poza mna. Jego dzieci zobaczylam po 5 miesiacach naszego bycia ze soba, kiedy wpadlismy w jakas odchlan - jak to na poczatku. Pracowalismy, a po pracy stapialismy sie ze soba robiac mase ciekawych rzeczy, gadajac do rana, etc. Z czasem tego czasu dla mnie bylo coraz mniej, coraz wiecej dzieci. Najpierw ustalilismy jakis grafik widzenia dzieci (2-3 dni w tygodniu), pozniej on byl sukcesywnie z miesiaca na miesiac rozszerzany (z jednego weekendu zrobily sie 2 a z dwoch dazenie do 3). Tez doczekalam sie tekstow bedac na drugiej polkuli swiata, ze szkoda ze dzieci nie ma i ciagle sie czulo, ze mimo ze jest ze mna, to brakuje mu jednak czegos.
    I pod koniec to ja prosilam go o czas dla nas. Bo przeciez, mozemy w 4 spedzac czas razem i tez jest fajnie.

    Moj facet chcial tak jak twoj zrobic ze mnei matke zastepcza. Stanowczo sie buntowalam, ale to u nas doprowadzilo tylko do eskalacji, krzykow, agresji, ponizania sad Słuszalam nie raz ze jestem odpowiadzialna za jego dzieci, etc. Odpowiadalam mu, ze tylko on i matka dzieci sa za nie odpowiedzialne, ale to go tylko rozjuszalo.

    Jeśli chodzi o kase. to tak, na poczatku zabieral mnie do 5 gwiazdkowych hoteli, zapraszal na kolacje, do kina. Z czasem zaczelam slyszec teksty, ze na wyjazdy to mamy dokladac sie 50/50 (mimo ze zarabialam 3 krotnie mniej), ze w przyszlosci mamy miec jeden budzet, wiec sila rzeczy alimenty, pieniadze na ex i dzieci maja isc z niego. Dodatm tylko ze ex nie rpacuje, zyje z jego kasy, a ostatnio okazalo sie ze kasa z alimentok ktora miala isc na wyjazd dzieci na ferie - wyparowala. I dizeci nie jada z ex na ferie, mimo ze mialy. Ale dla mojego juz ex nie bylo to problemu. On zabieral dzieci na drogie wakacje, na ferie, a ja slyszalam, ze mam sama za siebie placic - bo czemu on?

    Ponadto nie liczyl sie z zadnymi moimi potrzebami. Nie czulam sie dobrze w swoim domu. Czulam sie jak intruz. Przychodzily dizeci i z duzego pokoju robil sie plac zabaw. Prosilam o jakies zmiany, albo zwracalam uwage, to przy dzieciach bylam ochrzaniana. Oczywiscie jak byl weeken i byly dzieci, to ja nie mialam wyjscia tylko spedzac czas z nimi. Bo nie daj boze bede miala swoje plany. Slyszalam ze nawet dzieci sa wazniejsze od MOJEJ pracy. Ze ja powinnam posweicic prace dla nich czasami...

    Moglabym tu mase rzeczy opisywac.
    Jest troche tego n forum.

    Ale co moim zdaniem jest wazne. Cos czego ja nie zrobilam. Ustawienie granicy. Moja granica byla ciagle przesuwana przez mojego ex, ale trzeba powiedziec ze ja na to pozwalalam sad

    Nie radze ci czy odejsc czy zostac, ale radze ci to zo radzilo duzo dziewczyn tutaj. Usiadz, pomysl przez tydzien, co naprawde sie dla ciebie liczy. I zasanow sie - realnie i szczerze - sie zastanow i odpwoiedz sobie an pytanie cyz ten mezczyzna ci to da.

    Ja zylam w swiecie fikcji. Bylam karmiona i dawalam sie karmic okraglymi slowkami, ale jak przyszlo do czego, to okazalo sie, ze to wszystko fikcja sad

    Teraz moj ex codziennie pisze mi sms, maile, ze chce mnie odzyskac, ze zrozumial swoj blad, ze strasznie mnie przeprasza, ze chce zebym wrocila, ze ona teraz kosztem dzieci i ex, jest w stanie zrobic wszystko. Ale ja juz mu nei wierze.

    A poza tym wiem, ze nie da mi tego czego potrzebje: spokoju, stabilnosci, rodziny, opieki i zadbania o swoja kobiete!

    Zycze madrych wyborow.











  • anula36 31.01.12, 10:10
    U nas tez sie ta granica zaczela przesuwac niebezpiecznie, ale na szczescie dla mnie, wydarzylo sie pare takich rzeczy ktore skutecznie otworzyly mi oczy.
    Sytuacja troche jak u Ciebie Trinity - najpierw wielkie wspolne plany, a potem w zasadzie wszystko hula, tylko rok zaraz bedzie jak sie szarpiemy w kwestiach mieszkaniowych i ani w te ani we wte, a ja latam z siatami jak cyganka, ktorej tabor uciekltongue_out
  • takima 01.02.12, 14:23
    Z wielką uwagą przeczytałam Twoją historię Trinity. Pierwsze, co mi przyszło na myśl jeśli chodzi o podobieństwa między nami – to coś w rodzaju automarketingu naszych panów, z tym, że Twój był w tym znacznie lepszy. Ja tak prawdę mówiąc wyobrażałam sobie zakochanie w kobiecie, że przez jakiś czas nic poza nią dla mężczyzny się nie liczy, że nawet o dzieciach trzeba mu przysłowiowo przypominać. I tak miałaś – 5 miesięcy skupienia uwagi tylko na Tobie. Wierzę, że łatwo wtedy o optymizm i pogodne spojrzenie na wspólną przyszłość. Do tego należy dodać gest Twojego mężczyzny i jego hojność. Tym boleśniej odczułaś zderzenie z rzeczywistością. Druga rzecz, jaka mi przyszła na myśl, to działanie z premedytacją. I jeden i drugi chciał przyciągnąć kobietę, przywiązać ją do siebie emocjonalnie, a potem ustawić w kącie, niczym trofeum, które niby cieszy, ale z czasem coraz mniej znaczy.
    Zależy mi na partnerze, ale nie godzę się na to, by moje potrzeby i pragnienia były wyrzucane poza margines. Nie chcę też dłużej dopominać się o to, co normą jest w każdym normalnym związku – o czas dla nas, o dbałość o wzajemne relacje, o zacieśnianie więzi.
    Czuję się oszukana, chociaż to mi NM zarzuca zmianę zasad gry w trakcie jej trwania. Widzę, że im mniej kobieta z siebie daje, im bardziej nastawiona jest na siebie i skupiona na sobie, tym lepiej na tym wychodzi. Myślałam naiwnie, że gdy wykażę dobrą wolę, to wszystko się poukłada i dopasuje, że facet doceni to, co robię dla niego i jego dziecka, i jaką wartość wnoszę. A tu okazuje się, że mu mało, że go ograniczam, że jestem egoistką, bo domagam się 10 dni urlopu we dwoje! Pytanie, czego on się domaga? I co daje w zamian?
    Trinity, jak długo trwał Twój związek? Jak długo mieszkaliście razem?
  • trinity_2011 01.02.12, 15:45
    Moj zwiazek trwal 2,5 roku. Mieszkalismy ze soba praktycznie od poczatku - niestety.
    Ja tez popelnilam wiele bledow, ale to juz historia, na ktorej musze sie najwiecej nauczyc dla siebie i swojej przyszlosci.

    Tak, masz racje, to sprytne postepowanie ze strony mezczyzn. Ja mysle ze to wygoda. Tak, czulam sie zakochana. Wiedzialam ze moj ex mial dzieci. Ale praktycznie caly swiat byl dla nas. A pozniej, jak dzieci sie pojawily, to z miesiaca na miesiac zmieniala sie sytuacja. Bylo coraz gorzej, coraz mniej miejsca na nas, coraz wiecej miejsca dla dzieci. I nie chodzi ze bylam przeciwna dzieciom. Tylko moj partner nie umial/nie chcial tego pogodzic. W swoim domu naprawde czulam sie obca. Jak byly dzieci, to jak chcialam cos sama porobic, to byla od razu awantura i to przy dzieciach. Dzieci mnie nie szanowaly, bo i moj partner mnie nie szanowal sad Taka prawda.

    Doszlo do przemocy, psychicznej, fizycznej, a ja glupia dalej wracalam...mimo wielu rozstan...
    Doszlo do tego, ze najpierw zabieral mnie na wyjazdy, a pozniej gdy okazalo sie ze na wyjezdzie zmieniaja sie nam plany, to nagle slyszalam wrzaski na siebei, ze jak mozesz nie miec pieniedzy - mimo ze on mial! Byl nawet w stanie mi powiedziec, ze w takim razie on bedize wydawal kase na swoje atrakcje:wycieczki, nurkowanie, a ja bede siedziec na plazy, bo kasy nie ma...

    A ja chowajac swoja godnosc, nadal trwalam w tym zwiazku.

    Chodze teraz do psychologa, ktory pomaga mi z tego wyjsc. Zrozumiec dlaczego weszlam w taki zwiazek, czego nauczylam sie w tym zwiazku, etc.

    Mam nadzieje, ze pomoze.

    Choc mam zal i zlosc, a mimo wszystko wciaz uczucia do ex partnera, to mam nadizeje, ze po jakims czasie, to sie skonczy i bede mogla zaczac nowe zycie.

    Zycze Tobie madrych wyborow i jasnych granic. Ja to schrzanilam na calej linii...
    Dalam sobie wejsc na glowe. Mowie ci, teraz moj ex pisze mi sms, ze chce wrocic, cos zmienic, ale to juz nie dla mnie. Wiem to.
    Zbyt duzo mnie to kosztowalo. Teraz zajmuje sie tytlko soba.
  • takima 01.02.12, 18:35
    Trynity, jeśli nie masz nic przeciw temu chciałabym w korespondencji z Tobą przejść na skrzynkę prywatną. Proszę, podaj mi namiary na siebie, pisz na takima@interia.pl.
  • trinity_2011 02.02.12, 08:18
    Z checia podziele sie swoimi spostrzerzeniami, ale wszystkie maile mam z imieniem i nazwiskiem, gazetowego nie odbieram, a chcialabym pozostac jednak anonimowa wink

    Jak cos to smialo pisz, pytaj tutaj.

    Pozdrawiam

  • takima 02.02.12, 12:53
    Widzisz, właśnie dlatego, że wolałam nie wywlekać wszystkiego na forum proponowałam Ci, byś napisała do mnie na prywatny adres. Chciałam na spokojnie wymienić się jeszcze paroma doświadczeniami, poznać Twoją opinię na ten temat, dowiedzieć się, jakie było(by) Twoje stanowisko i uczucia, ale rozumiem Twoje obawy, dlatego też nie będę nalegać smile
  • gaba613 03.02.12, 00:00
    Nie wiem, czy mogę się wtrącić, bo to będzie nie całkiem na temat:
    PW czasem ma sens. Np. po to, żeby osoby zainteresowane niekoniecznie musiały zidentyfikować po szczegółach, że to "ich" kobita, następczyni, itp. sie tu wypowiada.
    To jest forum otwarte i każdy może sobie czytać. Ja tak robię już od dłuższego czasu. A mam opory przed pisaniem, bo jakoś dziwnie mi się wydaje, że exia tu zajrzy, szybko mnie skojarzy po szczegółach i będzie czytać rechocząc i zacierając rączki myśleć "co by tu jeszcze..."

    A tak ad rem: @takima, trzymam kciuki, żebyś podjęła słuszną decyzję i żeby Ci było dobrze smile
  • buba2002 03.02.12, 17:01
    napisz do mnie na maila gazetowego...
  • buba2002 03.02.12, 17:01
    to była prośba do takimy...
  • takima 03.02.12, 18:22
    Hej smile Chętnie napisałabym do Ciebie, ale z tą gazetową pocztą jest coś nie tak, dlatego proponuje kontaktować się na takima@interia.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka