Pisalam juz kiedys o problemie z jedzeniem u matki, brakiem jedzenia wlasciwie... U nas zaczely sie ferie i Mlody pojechal na kilka dni, od soboty do dzis. M dal kase dla mamy Mlodego, wlasnie po to, by byl jakis obiad i inne posilki, Mlody wciaga jak odkurzacz, rosnie, moze byc obciazajacy dla budzetu. ;-) Dzis -20 stopni, wsadzony do autobusu o godz.14.30, bez obiadu, bez chocby bulki na droge, wyslany w dwugodzinna co najmniej podroz, w siarczysty mroz. Wczesniej chodzenie po miescie, zwiedzanie muzeum pod Sukiennicami, wpisywanie sie do ksiegi kondolencyjnej po smierci Noblistki, wszystko super. W koncu nie samym chlebem...;-) Ja wymiekam. :-(
--