Dodaj do ulubionych

Czy czujecie potrzebę matkowania?

03.03.13, 16:26
Dziewczyny, jak ta czytam różne artykuły na temat rodzin łączonych, to często przewija się w nich motyw uczuć macierzyńskich do dzieci partnera. Ze mną jest chyba coś nie tak - kompletnie nie poczuwam się do matkowania, do uczenia różnych rzeczy, pokazywania świata czy nawet wygłupów przytulańców - dziecko ma matkę - i to jest jej rola - tak uważam... Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, czy ja nie krzywdzę dziecka takim - w moim rozumieniu- zdrowym dystansem. A jak to jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • jak.z.nut 03.03.13, 16:50
    też nie. Dostałam w pakiecie dwoje nastoletnich dzieci, wychowanych w zupełnie inny sposób niż dzieje się to u mnie, lubię je, szanuję...ale one mają swoją mamę. Ja w ogóle jestem już na etapie usamodzielniania się dzieci( i mojego i chłopa) i chyba jestem z tego powodu szczęśliwawink)
  • edw-ina 03.03.13, 20:24
    Trudno mi matkować chłopakom, którzy od pewnego czasu są ode nie wyżsi, a ostatnio nawet starszemu kupowałam piwo. Ale - mam skłonność do uczenia, podpowiadania im pewnych rzeczy. Namawiam ich na wyjazdy, wycieczki, rozmawiamy o szkole, o dziewczynach. To z pewnością nie jest takie typowe matkowanie, ale w sumie lubię to i zdaje się, że oni również. Ostatnio młodszego uczyłam gotować smile Mówię też o tym, co wypada, a co nie, nieco o konwenansach, szeroko rozumianym savoir vivre, potrzebie posiadania korzeni itp. Nie czuję się źle z tym, że to nie są emocje matczyne.
  • rybkka24 03.03.13, 20:59
    absolutnie nie, Boże brońsmile
    jestem zdania że od wychowania są rodzice.
    nie przeszkadza mi to np. z małym być blisko/rozmawiać/tłumaczyć/radzić ale nie są to uczucia macierzyńskie.nie pcham się tam gdzie nie powinnam być, mimo iż czasem mały rekompensuje/ lub próbuje rekompensować sobie u mnie brak czułości/bliskości z matką.
    takie wchodzenie w rolę matki (pomijając sytuację że matka nie żyje lub opuściła dziecko)wg mnie jest niezdrowe i świadczy o jakimś problemie u kobiety.
    niestety lansuje się model że nowa partnerka faceta powinna wejść w rolę drugiej matki
    niestety uważam,że w sytuacji gdy kobieta wchodzi w rolę matki i otrzymując "obowiązki rodzicielskie" oczekuje choćby podświadomie takich samych praw, a ich bolesny brak może odczuwać często i gęsto nawet od swojego partnera ojca dziecka, którego zdanie jest ważniejsze i który np.może podejmować decyzje dot.swojego dziecka bez wzgląd na żonę/dziewczynę.
    reasumując potrzeby matkowania należy spełniać u swoich dzieci.smile
  • litera29 30.05.14, 11:12
    Nie czuję takiej potrzeby i czuć nie będę, chyba, że rodzicielka mojego pasierba umrze, wtedy to co innego.
    Na dzień dzisiejszy ma matkę, niech mu zatem matkuje.
    Ja mogę pogadać, przebywać razem, ale w ogóle nie czuje takiej potrzeby, by mu matkować. Z resztą ostateczne słowo ma Matka i cokolwiek bym uczyniła "matczynego", to ona i tak zawsze wie lepiej, więc nie silę się na rolę "Mamy", kiedy pasierb jest u nas. Jestem Matka dla swojego dziecka i niech tak zostaniesmile
  • annjen 03.03.13, 21:17
    ja wkroczyłam w macochowanie z tym forum (jak to dobrze, że go znalazłam, bo wiążąc się z samotnym ojcem kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać) i tutaj nauczyłam się, by nie matkować. nie miałam problemu z zapanowaniem nad swoimi zapędami macierzyńskimi i dzięki temu nigdy nie byłam zazdrosna o relacje Młodego z matką itp. - co nie znaczy, że nie opiekowałam się nim najlepiej, jak mogłam, ale jednak "z wolnej stopy".
    a wczoraj właśnie złapałam się na symptomatycznym zachowaniu - takim "macochowym" - Młody przyjechał na weekend, a dziś mieliśmy wspólny wyjazd na uroczystość rodzinną. wieczorem wyczyściłam i przygotowałam swoje buty, męża, a stojące obok butów Młodego odruchowo pominęłam. no i gdy leżałam w łóżku, myśląc, czy wszystko przygotowałam na wyjazd, pomyślałam o tych jego butach... jakoś głupio mi się zrobiło, że jednak jestem zimną macochą i dziś rano niezauważona przez nikogo (czynność jakby nie było nieco poniżająca) wyczyściłam te buty... dodam, że robię takie rzeczy naprawdę rzadko, a jeśli już, to przed większym wyjściem, wtedy czuję, że jesteśmy zadbani i perfekcyjnismile
  • glasscraft 03.03.13, 21:19
    Matkowanie matkowaniem, ale czys Ty na glowe upadla? Doroslym chlopom buty czyscic?!?!
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • tully.makker 03.03.13, 22:06
    OMG

    O ja pierdole

    No nie dalam rady.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • annjen 04.03.13, 22:50
    do poprzednich wyjaśnień dodam jeszcze, że tego samego wieczoru powiedziałam Młodemu, że jestem zmęczona i wysłałam go, by zatankował mi auto i po drodze kupił mi parę potrzebnych rzeczy. mimo, że przejechał kawał drogi do domu i jeszcze pomagał nam w firmie, nawet się nie skrzywił. dodam, że ciuchy uprasował sobie sam. nikt ode mnie nie oczekiwał, że będę im czyścić buty. po prostu chciałam usprawnić organizację wyjazdu i tyle. gdyby któryś nie miał wolnych rąk i poprosił o wytarcie mu nosa, to też nie widziałabym w tym problemusmile
  • annjen 04.03.13, 22:39
    napisałam wyraźnie, że robię to wyjątkowo, może parę razy w roku. tym razem mieliśmy wyjechać bardzo wcześnie, poprzedniego wieczoru moi panowie odbywali "nocne Polaków rozmowy" - sama prosiłam Młodego, by pogadał z ojcem, którego, jak już pisałam, dopadła depresja. nie mając serca ich poganiać do czyszczenia butów w tej rzadkiej chwili, którą mieli dla siebie, a jednocześnie nie chcąc rano się wkurzać, że musimy wychodzić, a oni miotają się z butami, po prostu popełniłam grzech śmiertelny i WYCZYŚCIŁAM. i wcale tego nie żałuję. oni rano po prostu je włożyli, nie zauważywszy różnicy, a ja byłam spokojna. nie widzę powodu, by demonizować ten fakt.
  • luna67 03.03.13, 23:40
    Annjen,

    takie "zaniki pamieci" (czyt. ; nadmiernego macochowania) mialam na poczatku mojego macochowania przed dziesiecioma laty; jakim jest teraz twoje czyszczenie butowsmile.

    U mnie ten syndrom objawial sie wkladaniem dzieciakow do wanny z nalezyta iloscia olejkow pielegnujacozapachowych..., pozniej obcinanie paznokci i ubieranie w nasze kupione dla nich bielizne,....Nastepnie .......ech..., jak sobie to przypomne, to.........przypominam sobie o mojej totalnym zacmieniu i mojej glupocie.....

    Na dzien dzisiejszy;..... ja jestem tylko macocha, i obojetnie jak dzieci do nas przychodza toleruje odmiennosc i smak (nie smak) matki dzieci mM. Jak przychodza w brudnych rzeczach i tlustych wlosach jest mi obojetne......, najwyzej nie jem z nimi sniadania ani objadu i kolacji, zeby apetyt mi nie uciekl,............ a jak idziemy z nimi gdzies w odwiedziny to nie ja musze sie za nie wstydzic, bo one maja ojca i matke.............



    --
    A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

    no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
    --
  • litera29 30.05.14, 11:18
    annjen napisała:

    > ja wkroczyłam w macochowanie z tym forum (jak to dobrze, że go znalazłam, bo wi
    > ążąc się z samotnym ojcem kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać) i tu
    > taj nauczyłam się, by nie matkować. nie miałam problemu z zapanowaniem nad swoi
    > mi zapędami macierzyńskimi i dzięki temu nigdy nie byłam zazdrosna o relacje Mł
    > odego z matką itp. - co nie znaczy, że nie opiekowałam się nim najlepiej, jak
    > mogłam, ale jednak "z wolnej stopy".
    > a wczoraj właśnie złapałam się na symptomatycznym zachowaniu - takim "macochowy
    > m" - Młody przyjechał na weekend, a dziś mieliśmy wspólny wyjazd na uroczystość
    > rodzinną. wieczorem wyczyściłam i przygotowałam swoje buty, męża, a stojące ob
    > ok butów Młodego odruchowo pominęłam. no i gdy leżałam w łóżku, myśląc, czy wsz
    > ystko przygotowałam na wyjazd, pomyślałam o tych jego butach... jakoś głupio mi
    > się zrobiło, że jednak jestem zimną macochą i dziś rano niezauważona przez nik
    > ogo (czynność jakby nie było nieco poniżająca) wyczyściłam te buty... dodam, że
    > robię takie rzeczy naprawdę rzadko, a jeśli już, to przed większym wyjściem, w
    > tedy czuję, że jesteśmy zadbani i perfekcyjnismile

    Ex mojego M. nawet na nasz slub posłała syna w sandałachsmileNa wczasy nie wyprasowała mu ubrań, tylko wrzuciła je do walizki. M. powiedział jej, że nie musi tego prasować, jesli to dla niej taki przykry obowiązek, że ja wezmę żelazko i mu to poprasuję na miejscusmile Chyba poczuła sie dotknięta i od tej pory posyła go do nas z wyprasowanymi ubraniami i wyczyszczonymi butamismilesmilePrzed jednym z wyjazdów napisała nam tez że młody wyrósł z pidżamek, więc napisaliśmy jej, że za następne alimenty niech kupi mu pidzamkę na targu, to zaledwie 25 zł, a całkiem szykowne są, buhahahahasmilewinkwink
  • chalsia 31.05.14, 23:56
    wiesz Litera, po Tobie jako eksi spodziewałabym się trochę więcej empatii do eksi (ogólnie)
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • litera29 01.06.14, 12:56
    ..............
    chalsia napisała:

    > wiesz Litera, po Tobie jako eksi spodziewałabym się trochę więcej empatii do ek
    > si (ogólnie)
    ........................
    Niby dlaczego mam mieć więcej empatii dla byłej ex mojego M., skoro zwyczajnie sobie na nią nie zasłużyła? Na zrozumienie nie może liczyć raczej z niczyjej strony, po tych wszystkich wyskokach jakich dokonała, więc niby dlaczego ja mam starać się zrozumieć jej wszystkie posunięcia, telefony z pierdolinkami, co ja Matka Teresa jestem?
    I właśnie jako , że sama jestem ex i radzę sobie bez zawracania gitary mojemu byłemu, ode mnie zrozumienia niech nie oczekuje.
  • chalsia 01.06.14, 12:58
    napisałam "do eksi (ogólnie)", mając na myśli eks-żony/patnerki w ogóle, a nie konkretną eks Twojego partnera
    --
    "Z czym się zgodziłem, napisałem. Raczej bardziej się nie zgodziłem, a minimalnie zgodziłem. Od początku rozumiem, co piszesz, tylko się z tym nie zgadzam." by Altz
  • litera29 02.06.14, 17:02
    chalsia napisała:

    > napisałam "do eksi (ogólnie)", mając na myśli eks-żony/patnerki w ogóle, a nie
    > konkretną eks Twojego partnera
    .................................................
    Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro same go nie wykazują. smile
  • chalsia 03.06.14, 09:51
    > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro same go
    > nie wykazują. smile

    fundamentalnie nie zgadzam się z prezentowanym przez Ciebie stanowiskiem tzn. stosowaniem wielkich kwantyfikatorów
    --
    "Z czym się zgodziłem, napisałem. Raczej bardziej się nie zgodziłem, a minimalnie zgodziłem. Od początku rozumiem, co piszesz, tylko się z tym nie zgadzam." by Altz
  • litera29 03.06.14, 17:36
    chalsia napisała:

    > > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro s
    > ame go
    > > nie wykazują. smile

    > fundamentalnie nie zgadzam się z prezentowanym przez Ciebie stanowiskiem tzn. s
    > tosowaniem wielkich kwantyfikatorów
    ...................................................................
    Masz pełne prawo. smile Dla mnie to zwyczajniejsza stała od momentu, kiedy poczułam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mnie samej smile
  • chalsia 03.06.14, 21:56
    od momentu, kiedy poczu
    > łam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mnie sam
    > ej smile

    z tego wniosek, że nie zrozumiałaś jednak mojej poprzedniej wypowiedzi

    więc ujmę to inaczej - jest OK jeśli wypowiadasz się ZA SIEBIE i o swoim przypadku, natomiast nie upoważnia to (bo nie masz podstaw oraz jest to niesprawiedliwe) do wysnuwania wniosków ogólnych czy generalizacji (np. w stylu "one", "my")
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • litera29 05.06.14, 08:51
    chalsia napisała:

    > od momentu, kiedy poczu
    > > łam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mn
    > ie sam
    > > ej smile
    >
    > z tego wniosek, że nie zrozumiałaś jednak mojej poprzedniej wypowiedzi
    >
    > więc ujmę to inaczej - jest OK jeśli wypowiadasz się ZA SIEBIE i o swoim przypa
    > dku, natomiast nie upoważnia to (bo nie masz podstaw oraz jest to niesprawiedli
    > we) do wysnuwania wniosków ogólnych czy generalizacji (np. w stylu "one", "my")
    ......................................
    Faktycznie, może nie sprecyzowałam jasno wypowiedzi. Mówię "za siebie", o swoim przypadku smile
  • karolana 03.06.14, 10:50
    litera29 napisał(a):

    > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro same go
    > nie wykazują. smile

    Nie wymagam żeby ex mnie rozumiała. Chciałabym żeby mnie zostawiła w spokoju.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • litera29 05.06.14, 08:54
    karolana napisała:

    > litera29 napisał(a):
    >
    > > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro s
    > ame go
    > > nie wykazują. smile
    >
    > Nie wymagam żeby ex mnie rozumiała. Chciałabym żeby mnie zostawiła w spokoju.
    .......................................................................
    Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znudzi, kiedy będzie widziała tylko obojętność smile
  • karolana 05.06.14, 09:07
    litera29 napisał(a):
    > > Nie wymagam żeby ex mnie rozumiała. Chciałabym żeby mnie zostawiła w spok
    > oju.
    > .......................................................................
    > Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znudzi, k
    > iedy będzie widziała tylko obojętność smile

    No cóż... nasza nie zostawi. Chyba że od chłopa odejdę/umrę. Albo chłop odejdzie/umrze.
    Albo ona umrze.
    Innej opcji nie ma.
    Tak długo jak będę z chłopem i ona będzie żyła, będzie nam życie zatruwać.
    Sądzę, że nawet pełnoletność dzieci niczego nie zmieni. Pojawią się ich rodziny, dzieci i będzie kolejny punkt zapalny bo rywalizacja o to kto jest lepszy dla wnuków.
    Nie mówiąc o wszelkich okazjach "po drodze" - zaręczyny, śluby, chrzty, itp. gdzie dzieci będą miały niezłą zagwozdkę jak to zrobić żeby mamusia i jej rodzinka piany nie dostali jak będą na jednej sali z ich ojcem i ze mną oraz moim dzieckiem.
    To jest never-ending-story, niestety.
    Jedynie a 12 lat nie trzeba będzie kasy jej wysyłać. To będzie jedyna zmiana.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • litera29 05.06.14, 15:56
    litera29 napisała: Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znu
    > dzi, kiedy będzie widziała tylko obojętność smile
    >
    > No cóż... nasza nie zostawi. Chyba że od chłopa odejdę/umrę. Albo chłop odejdzi
    > e/umrze. Albo ona umrze.Innej opcji nie ma. Tak długo jak będę z chłopem i ona będzie żyła, będzie nam życie zatruwać. Nie mówiąc o wszelkich okazjach "po drodze" - zaręczyny, śluby, chrzty, To jest never-ending-story, niestety.Jedynie a 12 lat nie trzeba będzie kasy jej wysyłać. To będzie jedyna zmiana.
    ..........................................................
    Tak niezbyt optymistycznie sie to klaruje. Może jednak jak kobieta sama sobie poukłada życie i będzie szczęśliwa to jednak odpuści, bo będzie zajęta budowaniem swojego szczęścia, skrzydeł dostanie i takie tam. Miłość podobno uskrzydla i zmienia człowieka na lepsze, więc jednak jest nadzieja,że przestanie wam "zatruwać życie', dlatego módl się by zakochała sie bez pamięci i była szcześliwa smilesmilesmilesmile
  • karolana 05.06.14, 16:04
    No cóż... była zakochana i w związku i w ogóle.
    Wcale jej to nie przeszkadzało bruździć.
    Poza tym oficjalna wersja jest taka że chłop odchodząc od niej zniszczył jej życie i nadal niszczy (nieistotne że praktycznie się nie kontaktuje) więc ona progeamowo nie może być szczęśliwa bo wtedy musiałaby przestać grać ofiarę.
    Nie może oficjalnie mieć faceta a już nie daj Boże za mąż . Nie ma takiej opcji.
    To taki typ że dla świata jest od kilku lat biedna i pokrzywdzona. W zasadzie nic poza tym nie ma więc będzie się tego trzymać.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • larysa-1 04.03.13, 07:23
    Nie chiałam matkować i nie czułam się w ogóle w tej roli, ale wiecie że otoczenie (rodzice jedni i drudzy) wywarło na mnie niesamowitą presję i wmówiło mi że taka moja rola. Niestety nie znałam nikogo w takiej sytuacji w moim otoczeniu i podjęłam tą rolę. Gdybym nie znalazła tego forum przed pół roku, pewnie nadal bym to kontynuowała i była z tym bardzo nieszczęśliwa. Teraz ku rozpaczy szczególnie mojej mamy i obrazy taty oraz tesciów żegnam się nareszcie z tą znienawidzona rolą. W moim przypadku niestety to całe zmuszanie odcisnęło na mojej psychice ogromne piętno. Teraz jestem matką tylko dla swojej córki. Nm też niestety nie czuje sie z tym dobrze, ale wie że dłużej tego już nie zniosę. Czasami robi mi wyrzuty, np. że swojej córce zrobiłam makijaż to jego tez powinnam. To co ja powinnam według nich wszystkich skutecznie mnie zraża do pasierbicy, której już nie mogę znieść przez to wpychanie mi do gardła. NIGDY NIE CHCIAŁAM BYĆ MATKĄ OBCEGO DZIECKA.
  • lolcia-81 04.03.13, 08:48
    larysa-1
    my naprawdę musimy kiedyś iśc na kawę smile albo lepiej cos mocniejszego wink

    Świetnie cie rozumiem bo do córki mojego męża mam identyczne odczucia. Teraz na tapecie jest temat wakacji, których wspólnegospędzenia zdaje się nie da się uniknąć sad a ja już na samą myśl jestem chora sad(((

    Jakbyś miała ochotę pogadać to możemy sie wymienic gg smile
  • larysa-1 04.03.13, 09:17
    lolcia, napisałam ci gg w wiadomości
  • lolcia-81 04.03.13, 10:19
    odebrałam smile
    odezwę się wieczorem smile
  • mw144 04.03.13, 10:28
    Dziecko chłopa traktuję jak swoje. Młoda bardziej kocha ojca, ale więcej czasu spędza ze mną, mamy swoje tajemnice i własne sprawy o których ojciec nie wie. Jak ma jakiś problem, to najpierw przychodzi z nim do mnie. Wiem, nienormalni jesteśmybig_grin
  • karolana 04.03.13, 20:01
    Mw144, witaj w klubie wink Z nie-mężem mamy w sumie troje dzieci wink Jedno moje i dwoje nie-moich. Wszystkie traktowane równo, przy czym nie-moja mają dwie mamy (to słowa dzieci). Nie jest to "normalne" ale to już nie nasza wina i już mam na tym etapie w odwłoku co kto myśli, zwłaszcza exia.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi
  • litera29 02.06.14, 17:13
    mw144 napisała:

    > Dziecko chłopa traktuję jak swoje. Młoda bardziej kocha ojca, ale więcej czasu
    > spędza ze mną, mamy swoje tajemnice i własne sprawy o których ojciec nie wie. J
    > ak ma jakiś problem, to najpierw przychodzi z nim do mnie. Wiem, nienormalni je
    > steśmybig_grin
    ......................................
    Wcale nie uważam,że nienormalne jesteście. Mój mały "gość", czyli pasierb chętnie rozmawia ze mną na różne tematy, zadaje pytania tłumacząc,że matki by nie zapytał, tez mamy swoje tajemnice - ale nie czuję,że mu matkuję. Może to dla mnie jakieś "partnerstwo", pogadanie z kimś, kto nie wymierzy mu kary za jakieś przewinienia i grzeszki. I on wie, że mu nie matkuje i chyba mu to odpowiada. " Z mamą nie zawsze się da na luzie pogadać, tobą się nie wstydzę" - powiedział któregoś dnia.
  • larysa-1 04.03.13, 11:19
    Z ostatniej chwili. Właśnie zakończyłam burzliwą rozmowę telefoniczną ze swoja matką. A więc po tych 4 miesiacach zdawkowego kontaktowania się moja mama była u mnie zaopiekować sie chorą wnuczka dosłownie na 2 dni. Odbyłam z nia aż jedna rozmowę, w której poinformowałam o innych kobietach w mojej sytuacji (czyli o was) a oprócz tego rozmawiałyśmy na inne tematy nie drażliwe, bo widziałam że do niej nic nie trafia. Dziaj przy rozmowie na zupełnie inny temat uałyszałam nagle w odwecie żebym lepiej sie zainteresowała jak traktuję pasierbicę, bo jej ojciec mówił, że o cudze należy dbać bardziej niż o swoje i że mam to rozważyć w moim sumieniu a nie nie słuchać "koleżanek z internetu" no i oczywiście dalsze wymysły.... Powiem wam, ryczeć się chce. Mam nadzieję że wy macie lepszych rodziców. Nadmienię jedynie, że ona nie ma pojęcia o tym co dzieje się u mnie w domu, więc nie ma też pojęcia o tym jak ja na co dzień traktuję pasierbicę. Dobrze że nie mam piwnicy, bo pewnie by się okazało, że zamykam ją właśnie w tej wyimaginowanej piwnicy bez picia i jedzenia. To tyle o moich staraniach, żeby w końcu nie być dla niej matką. Zostanę potępiona na wieki.
  • violadamore 04.03.13, 11:49
    Larysa, opad szczek i zalamka sad(... jesli Ty mialabys zostac potepiona na wieki, to spotkamy sie (prawie) wszystkie w tym samym kotle...

    A propos mojego matkowania: budza sie we mnie odruchy macierzynskie, kiedy widze, ze dzieci chodza na mrozie w kurtkach wiatrem podszytych ( a potem choruja tygodniami). Ale mam tez uczucia przeciwne, kiedy nasyfia mi w lazience czy w kuchni, albo kiedy widze jak tata uwija sie ze sniadaniem albo obiadem (ustawowo gotuje w weekendy, kiedy dzieci sa u nas), i wszelkie nawolywania o pomoc w kuchni sa przez nastolatki zajete swoimi iPodami kompltenie ignorowane.
    Poza tym sytuacja z ostatniego piatku: wracam zmordowana 4-godzinnym koncertem (jestem muzykiem) o 0.30 do domu, z goraczka, a tu niespodzianka: w naszym lozku lezy juz kobieta! Co prawda 12-letnia, ale kiedys juz ustalilismy, ze na takie trojkaty rodzinne zgody nie ma (dzieci moga przychodzic do nas rano, ale spac w naszym lozku nie pozwalam nawet moich maluchom). PO argumentuje: F. zle sie czula, pozwolilem jej zasnac w naszym lozku, no nie rob problemu bez powodu, przeciez zmiescimy sie w trojke itd. A ja, naprawde ledwie zywa i bez sil na zastanawianie sie jak sie w tej sytuacji zachowac, czulam tylko wyraznie, ze dokladnie w tym miejscu lezy dla mnie nieprzekraczalna granica. I polozylam sie w lozku dziecka. Rano udalo mi sie zlosc skanalizowac (cichaczem) na tatusia, a wobec dziewczynki byc serdeczna i ciepla. Poskutkowalo.
  • edw-ina 04.03.13, 11:57
    Laryso, starych drzew się nie przesadza. Ja już tobie to pisałam - nie zmienisz innych ludzi, możesz tylko zmienić siebie. Nie zmienisz podejścia swojej matki, choćbyś dawała jej milion przykładów. Możesz jedynie zmienić to, czy jej zdanie ma na ciebie wpływ, czy też nie. Dla twojego zdrowia psychicznego radziłabym, by nie miało. Twoja mama ma taką a nie inną wizję obowiązków macochy. Cóż..., niech ma. Moja mama swego czasu miała taką, a nie inną wizję designu mojego domu i choć nie przeczę, że jest świetnym designerem to usłyszała, że jej bez wątpienia znakomite pomysły świetnie się sprawdzą, kiedy będzie remontować swój dom, bo moim zamierzam zająć się sama.
    Twój mąż zachowuje się tak, jak się zachowuje, bo grunt mu się zaczął palić pod stopami. Udało mu się wmówić tobie, że powinnaś matkować jego córce, dzięki czemu on nie był za nic odpowiedzialny i miał święty spokój. A tu raptem ktoś, w tym wypadku ty sama, mu ten święty spokój odbiera. Nic dziwnego, że walczy i używa do tego wszelkich metod, w tym nawet nastawianie twojej matki przeciwko tobie. Tylko baby zwykle siedzą cicho, kiedy ich życie się pogarsza. Dlatego rób swoje i nie wnikaj w matkę, faceta, teścia czy kogokolwiek.
  • orien 04.03.13, 14:39
    Larysa, ja bardzo ci wspolczuje. Ale tak jak pisaly poprzedniczki, nie zmienisz innych, tylko siebie. Twoja mama stossuje te zasade wobec ciebie i Twojego dziecka. Nic tu nie zmienisz, mozesz tylko robic tak, jak uwazasz za stosowne. W Twoim przypadku od matkowania ma rodzicow, ojca i matke. Szczerze, to nie ogarniam jak Twoj partner mogl wymiksowac z zycia swojej corki matke, z ktora ewidentnie mala byla bardzo zzyta. I do tego, w otoczce szantazu emocjonalnego probowac Ciebie zmusic do pelnienia tej roli. Powiem tyle, mysl o swojej corce w pierwszej kolejnosci.
    --
    Przestrzegając ściśle zasad etykiety wyjdziesz z przyjęcia trzeźwy, głodny i wkurwiony.
  • litera29 02.06.14, 17:17
    larysa-1 napisała:

    > Z ostatniej chwili. Właśnie zakończyłam burzliwą rozmowę telefoniczną ze swoja
    > matką. A więc po tych 4 miesiacach zdawkowego kontaktowania się moja Odbyłam z nia aż jedna> rozmowę, w której poinformowałam o innych kobietach w mojej sytuacji (czyli o
    > was) Dziaj przy rozmowie na zupełnie inny temat uałyszałam na
    > gle w odwecie żebym lepiej sie zainteresowała jak traktuję pasierbicę, bo jej o
    > jciec mówił, że o cudze należy dbać bardziej niż o swoje i że mam to rozważyć w
    > moim sumieniu a nie nie słuchać "koleżanek z internetu"
    >
    > ...............................................
    Z naszymi matkami różnie bywa. Zazdroszczę kobietą, które mają oparcie w swoich własnych matkach...
  • mikawi 04.03.13, 11:33
    trudno to nazwać matkowaniem, ale tak - traktuję dziecko M jak domownika, bo nim jest, tzn. nie pomijam w codziennym życiu i czynnościach, wymieniamy się z moim mężem wszystkimi obowiązkami, w tym równiez dotyczącymi jego dziecka - a więc odrabiam z nim lekcje, gdy M. przygotowuje kolację dla nas wszystkich, albo akurat pojechał na myjnię umyć moje auto, zaganiam do łazienki a potem do spania, czytam też bajkę na dobranoc. Czasem robię to ja, czasem M - zależnie od tego, które z nas ma akurat coś innego na głowie. Jak M. przygotowywał sie do ważnego egzaminu, brałam młodego i wybywaliśmy na cały dzień poza dom, żeby M mógł się spokojnie pouczyć. Nie mam poczucia wykorzystywania, bo te proporcje są wyważone, M wyręcza mnie w innych sprawach, funkcjonujemy bez sztywnego podziału, nie napinam się, że dziecko M to wyłącznie jego sprawa i mnie nic do tego. Mały zresztą często do mnie przychodzi z pytaniem o przyzwolenie na coś, nie wyobrażam sobie odsyłać go za każdym razem do taty. Jedynie nie odbieram i nie zawożę go na zajęcia lekcyjne i pozalekcyjne - to leży w gestii wyłącznie rodziców.
  • sabina211 04.03.13, 12:36
    A ja nie wyobrażam sobie niematkowania. Kocham A., dziś moją adoptowaną już 11-letnią córkę, od naszego drugiego spotkania i jej pierwszego "mama" skierowanego w moją stronę. Dla mnie tragedią byłoby obudzenie się uczuć macierzyńskich w jej biol. matce, choć dziś, po niemal 9 latach istnienia naszej rodziny, jakoś trudno mi sobie wyobrazić istnienie tamtej relacji. Ale wiem też, że psychicznie nadaję się na mamę (biologiczną i adopcyjną), a nie macochę dziecka mającego wydolną wychowawczo, żyjącą matkę. Nie miałam żadnych trudności czy obaw stając się (na początku nieformalnie) po prostu mamą i nie znajduję w sobie żadnych różnic w sile miłości do A. i dzieci biologicznych.
  • karolana 04.03.13, 20:09
    Sabina ale Ty masz totalnie inną sytuacje.
    Adopcja oznacza, że matka biologiczna mamą nie jest, jest jedynie (sic!) matką biologiczną, panią, która urodziła. Tyle. Mamą jesteś Ty smile
    Masz fajną sytuację smile
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • sabina211 04.03.13, 22:12
    Owszem, od niecałego roku prawnie tak to wygląda. Paradoksalnie, właśnie w ostatnie Boże Narodzenie matka biologiczna spotkała się z A. po trzech latach przerwy w kontaktach. Wchodząc w związek jednak jedynie mogłam przypuszczać, jak sprawy się potoczą. Nie wiedziałam, czy matka nie zechce realizować regularnych spotkań, jak zapowiadała w czasie sprawy rozwodowej. Dziś wiem, że bardzo trudno byłoby mi funkcjonować tylko jako żona taty, nie-mama. Pozbawienie praw wywalczyliśmy po ponad 7 latach, potem ponad rok sądowych starań o adopcję. Ale rzeczywiście dziś jest tak, jak chciałam od początku.
  • litera29 02.06.14, 17:39
    karolana napisała:

    > Sabina ale Ty masz totalnie inną sytuacje.
    > Adopcja oznacza, że matka biologiczna mamą nie jest, jest jedynie (sic!) matką
    > biologiczną, panią, która urodziła. Tyle. Mamą jesteś Ty smile
    > Masz fajną sytuację smile
    .............................................
    Bardzo fajną sytuację i...kochasz...Nic innego do szczęscia nie jest Wam potrzebnesmile
  • sofija_biala 07.03.13, 09:57
    Ja chyba mogę się podpisać pod Mikawi. Lubię Młodego, ale raczej mamy kontakty przyjacielskie niż matkowane. I nie chciałabym inaczej.
  • rybkka24 06.03.13, 10:00
    larysa, nie znam drugiej takiej matki jak Twoja, wyznającą i głoszącą tak krzywdzące opinie i poglądy,z tak oceniającą i krytykującą postawą wobec własnego dziecka, ceniącą bardziej innych ludzi, inne dzieci niż szczęście własnego dziecka, bardzo to dla mnie niezrozumiałe, jak pisałam nie znam a nawet nie słyszałam o drugiej takiej sytuacji, wręcz obserwuje całkiem przeciwną gdy matka tłumaczy nagminnie własne dziecko mimo że ono źle postępuje.spytaj się swojej matki kto jej pomoże na starość czy obcy ludzie? czy obce dzieci skoro je tak hołubi.
    idealnie by było gdybyś w swoim życiu nie kierowała się opiniami i zdaniem/poglądami matki ani nikogo innego tylko swoim własnym, to bardzo ułatwi ci życie.
    Ja również bardzo dobrze Cię rozumiem, przez pierwsze lata mojego związku (już w lata poszło,he he) rodzina nm-a i on sam mieli tzw. syndrom po rozwodowy+ syndrom biedne dziecko z rozbitej rodziny, niepełny dom, brak ojca na codzień oraz sukowata matka.
    tak się na tym zafiksowali,że oczekiwali że wynagrodzę małemu ciężką sytuację i zimną matkę, otoczę go macierzyńską miłością i ciepłem.dosłownie oczekiwali że rzucę wszystko, skoncentruje się na dziecku nm-a i podporządkuję mu swoje życie.słowem notorycznie wpychali mi go do gardła.
    skutki były/są opłakane.raz, że przyniosło to przeciwny efekt i zaczęłam wręcz unikać małego i reagować alergicznie na pewne rzeczy, czułam że się duszę.do tego stopnia wciskano mi dziecko że nawet dalsza rodzina była w to uwikłana, a mój brak podporządkowania całego życia i każdej wolej chwili dziecku komentowany był szeroko.
    jako nieczułość, brak serca, brak akceptacji itp.przetoczył się przez nasz związek tajfun i był to duży sprawdzian dla nas.
    Z małym też dobra relacja przetrwała (choć był on niejako powodem tej całej burzy), rodzina się odczepiła, ale skutej jest taki że Ja mam jakiś taki uraz i nie mam ciepłego kontaktu z rodziną nm-a, a raczej sporadyczny i wcale za nimi nie tęsknię.
    obecnie uważam że wciskanie na siłę kobiecie obcego dziecka, wywoływanie w niej poczucia winy i granie z tego tytułu na jej emocjach oraz obrażanie i deprecjonowanie jej osoby z powodu braku miłości macierzyńskiej do obcego dla niej dziecka jest świństwem i przemocą psychiczną.
    różne są kobiety, ale Ja wciąż uważam że w sytuacji gdy dziecko ma oboje żyjących i czynnych rodziców(w tym miejsce zamieszkania u matki) być drugą matką jest niemożliwe.
    a jeżeli nawet ktoś próbuje wiąże się to z niejednokrotnym bólem/frustracją bo nie ma tak naprawdę żadnego wpływu na życie i los tych dzieci ,możliwe jest tylko matkowanie doraźne co widać idealnie na przykładzie karolany, która martwi się o rzeczy na które nie ma wpływu bo weszła niejako w funkcję "drugiej" oczywiście na własna odpowiedzialność.
    inaczej również się rozkłada gdy facet traktuje moje dziecko jak własne i ja jego jak własne.
    w innych sytuacjach potrzeba matkowania dla nie swojego dziecka nie jest często spotykana nawet napisałabym sporadycznie.
  • larysa-1 06.03.13, 10:24
    Rybko, ja też nie znam drugiego takiego przypadku jak mój i z zazdrością patrzę na inne relacje matka-córka. Oczywiście zgadzam się z twoją wypowiedzia, co jednak nie zmieni niestety rzeczywistości w której muszę na co dzień funkjonować. Co jednak jest najbardziej przykre, mojej matce nie zależy na zmianie swojego zachowania, wręcz jest z tego dumna i kompletnie nie widzi nic niestosownego w tym co robi i nigdy nie zobaczy. Co gorsza mój ojciec na której do tej pory zawsze mogłam liczyć idzie w jej ślady. No cóż ludzie mają różne problemy, ja mam akurat takie.
  • rybkka24 06.03.13, 10:57
    rozumiem, rodziców nie zmienisz, to co mówią oraz ich postawa jest nie do przyjęcia, sprawiają Ci ból i zawód, jest to całkowicie zrozumiałe.
    w tej sytuacji możesz ograniczyć kontakty do minimum, zdystansować się do nich i działać według WŁASNYCH poglądów i własnego zdania.
    ale czy ty wiesz że oni stosują wobec ciebie przemoc psychiczną i to chyba wszyscy tj.rodzice, teściowie, facet.
    nikt nie ma prawa dyktować Ci co masz robić/jak masz myśleć/ krytykować/obrażać
    a może trening asertywnoścismile?
    rozumiem, że jak z każdej strony wiatr w oczy wieje to można się skołować.
    z tym że ja dalej wścibsko się zastanawiam nad korzyściami waszej relacji Ty-Twój facet
  • luna67 06.03.13, 18:06
    Laryso,

    twoja matka jest ... (nie chce tutaj napisac jaka) ; ale jej niestosowne zachowanie wobec ciebie wlasnego dziecka, koliduje z jej przytoczonym przykladem. Dobro innych jest dla niej najwazniejsze niz wlasnego dziecka? to dlaczego popiera innych stosowne zachowanie? czyli twojego M, dla ktorego dobro jego dziecka jest najwazniejsze, ..........nie rozumie


    --
    A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

    no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
    --
  • sofija_biala 07.03.13, 10:04
    Larysa...
    Moi rodzice odrzucili całkowicie moje dziecko, a swojego wnuka.
    Twierdzą, że chłop nie powinien się był żenić, tylko harować na dzieci i biedną pokrzywdzoną eksię po rozwodzie. Że eksia sama chciała rozwodu i sąd uznał ją za współwinną, to też nieważne.
    Moje dziecko jest nieślubne więc się nie liczy (cywilny, to nie ślub...)
    Ja jestem wredną suką, bo ojca dzieciom zabrałam (że go poznałam po rozwodzie, , że kilka razy się rozstawali i mieszkali osobno w czasie trwania związku to już nieistotny szczegółwink )
    Jak jeszcze utrzymywaliśmy sporadyczne kontakty (udawane przez moich rodziców tylko po to, żeby ludzie nie gadali), to największa troska była o dzieci chłopa i o ex.
    Nawet jak leżałam w szpitalu z bardzo zagrożoną ciążą, to mieli w 4 literach i nawet nie zadzwonili.
    Więc witaj w klubie....
  • edw-ina 07.03.13, 10:13
    fuck, skąd się tacy rodzice biorą
  • sofija_biala 07.03.13, 10:56
    Wiesz Edwina. Próbowałam sobie to jakoś racjonalizować - szokiem, wiarą katolicką, innym pokoleniem. Ale to nadal wielu zachowań nie tłumaczy. Nie jestem masochistką - odcięłam się i nie utrzymuje z nimi kontaktu.
    Dla odmiany teściowie, najpierw pełni rezerwy, teraz są zachwyceni, że tak się nam dobrze poukładało. A za wnukiem (kolejnym) przepadają chyba najbardziej.
  • larysa-1 07.03.13, 11:45
    O ja pier...., ale masz sajgon. No to wypisz wymaluj moja mamusia którą najbardziej interesuje zachowanie pozorów i to co ludzie powiedzą.
  • edw-ina 07.03.13, 12:15
    Wiesz, ja teoretycznie potrafię wiele zachowań człowieka wyjaśnić zarówno poprzez czystą biologię, antropologię, naleciałości religijno - kulturowe, predyspozycje etniczne i wiele innych. Ale mimo wszystko poziom ludzkiej ignorancji nie przestaje mnie zadziwiać, a niejednokrotnie też zwyczajnie boleć. Kiedy stykam się, choćby on-line, z taką sytuację jak Twoja czy Larysy, to pięści mi się zaciskają. Ponieważ wasi rodzice potraktowali was jak bezwolne służące. Dokładnie tak to widzę - jak bezwolne służące, które mają same obowiązki i w dodatku są zbyt głupie i podłe, by pozostawić wykonanie tych obowiązków jedynie w ich rękach. Nie, trzeba upokorzyć jeszcze bardziej kierując i podkreślając na każdym kroku tę niską, służebną pozycję. Ostatnio doszłam do wniosku, że jest to charakterystyczny rys wychowania córek przynajmniej w tym kraju. Nie twierdzę, że wszystkich, ale wciąż jest to dość powszechne. To przyuczanie do obowiązków z jednoczesnym zaznaczeniem niskiej wartości takiej pracy i osoby ją wykonującej. Moja młoda sąsiadka, która niedługo bierze ślub i już nie może doczekać się wyprowadzki z rodzinnego domu, skwitowała to ostatnio słowami:- to nie jest mój dom, ja tu tylko mogę użytkować pewne rzeczy i wykonywać polecenia, po wykonaniu których i tak usłyszę, że zrobiłam to źle. Uciekajcie. Nie dajcie sobą pomiatać. Życie jest za krótkie na to, by grać w nim trzeciorzędną rolę!
  • sofija_biala 07.03.13, 12:27
    coś w tym jest, co piszesz.
    W mojej rodzinie były przypadki (dawno dawno temu) narzucania współmałżonka przez rodzinę. Jeden z moich wujów kiedyś chciał mnie swatać z jakimś sobie znajomą "dobrą partią". Dzieci, ryby i kobiety wszak własnego rozumu nie mają...
    Wtedy wydawało mi się to nawet zabawnym żartem..., ale potem okazało się, że to nie były żarty, a moi rodzice tez maczali w tym palce. Byłam po 30-tce wink
    Cóż, dziewczyny - po moim ślubie z M nawet majątek rodzinny został zabezpieczony przede mnąwink
    Cóż, ciężko bardzo było przetrawić to wszystko, ale mam na szczęście te problemy już za sobą.
    Szkoda mi tylko mojego dzieciątka, że nie będzie miał kontaktu z moją częścią rodziny, ale zważając na potencjalną jakość tych kontaktów - wyboru nie mam.
    Na szczęście teściowie rozpieszczą mi młodego maksymalnie, więc liczę, że będzie miał dobre wspomnienia z dzieciństwasmile
  • shedir1 03.04.13, 10:57
    Moi teściowie też odrzucili i wyrzekli się swojego wnuka. Mój maż ma dwójke dzieci ale oni tylko jego córke akceptuja. O naszym synu powiedzieli że nie ma dla nich znaczenia i ich nie interesuje. Ale to ja według nich jestem nieludzka i bez uczuć bo kiedyś przy teściowej powiedziałam młodej że nie będzie bajki dopólki nie posprząta bałaganu który zostawiła, a ta wpadła w histerie.
    Mojego męza jego właśni rodzice traktuja jak chłopca do bicia, wszytko co złe to on. Zabrali mu mieszkanie aby miec nad nim kontrole i pokazac ż ejak będzie sie stawiał to będzie za to płacił. Teściowa posuneła się juz nawet do tego że probowała nastawić jego córke przeciwko niemu i walczyła o to kogo ona będzie bardziej kochała jego czy ja. Nie jest łatwo. Współczuje wszytkim którzy maja toksycznych rodziców i z tymi ludzmi musza mieć doczynienia.
  • mazoko 06.03.13, 12:22
    Potrzeba potrzebą ale jak się patrzy na zapuszczone małe dziecko to ciężko się nie odezwać ..... na szczęście dziewczyny rosną i wchodzą w wiek w którym powinny same o siebie dbać ja się wycofuję i w nosie mam co kto mysli (gdybym trafiła na to forum kiedyskiedys byłoby mi duzo łatwiej)..... wstydzić za dzieci powinni sie rodzice a ja nie muszę .....
    --
    Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich.
  • violadamore 07.03.13, 13:31
    Mysle, ze prawie decydujaca role odgrywa tu tez wiek dzieci - nastolatkom matkowac jest trudniej niz maluchom. Moje dzieciaki sa autentycznie zzyte z PO, choc on im ojca nie probuje zastapic, tylko zwyczajnie zajmuje sie nimi. Moje kontakty z jego dziecmi sa na zupelnie innej zasadzie - ja im oferuje gotowosc do troski i pomocy, a one decyduja ile z tego chca wziac. Granica jest (jak sie okazalo wink ) wspolne spanie, tu sie we mnie odezwaly bardziej "macochowe" niz matczyne instynkty wink.
  • karolana 07.03.13, 15:56
    violadamore napisała:

    > Mysle, ze prawie decydujaca role odgrywa tu tez wiek dzieci - nastolatkom matko
    > wac jest trudniej niz maluchom.

    Duuuużo racji. Ja nie-moje dzieci poznałam jak młodsze miało ok. roku, a starsze 6 lat. I też widzę jaka dynamika jest w kontaktach z obojgiem. Młodsze dziecio przyssało się do mnie instynktownie i w wieku ok 2,5 roku kiedy zaczeło mnie mieć w zasięgu regularnie była między nami więź praktycznie taka sama jak dziecka z matką. To było dla dziecia naturalne i dla mnie niejako też.
    Starsze dziecio budowało więź dłużej, na zupełnie innych zasadach. Bardziej świadomie.
    Relacje między nami są naprawdę super, ale to już zupełnie inna jakość.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • aragorna71 15.03.13, 18:38
    nie czuje potrzeby matkowania, ale niestety dzieci czuja potrzebe posiadania matki i same zrobily ze mnie matke. Moja Pani psycholog powiedziala mi kiedys, ze dzieci naucza nas milosci i naucza nas jak byc rodzicami. Nie wiem cholea skad to wiedzialawink
    --
    "Przeznaczenie daje nam w życiu: trzech nauczycieli,trzech przyjaciół, trzy wielkie miłości i trzech wrogów.
    Ta dwunastka jest jednak zawsze zakryta i nie wiemy, kto kim jest, dopóki ich nie pokochamy, nie zostawimy lub nie pokonamy."
  • polifonia1983 24.03.13, 22:08
    Matkowałam na samym początku, jak młoda tego potrzebowała. Młoda wymagała cały czas mojego zaangażowania i uwagi, bo miała różne deficyty. I wtedy to dostawała.
    Teraz nie potrzebuje ciągłej opieki, jest samodzielna i samobieżna. Ale do tej pory mamy dobry kontakt, a kiedy jest w naszym domu traktuję ją tak, jakbym traktowała swoje dziecko, gdyby było w tym wieku. Poza tym lubię z nią robić różne rzeczy, lubię się z nią bawić i lubię jej różne rzeczy pokazywać, jedne przyjmuje, inne się jej nie podobają, a mnie interesuje jej punkt widzenia, bo jest po prostu inteligentną i spostrzegawczą, chociaż bardzo młodą osobą. Nie wiem, czy to jest matkowanie. Prędzej to, że nadal na ogół tylko ja w domu przypominam o założeniu okularów, kremowaniu buzi, myciu włosów, przeczytaniu lektury itd. Ale jakoś nie patrzyłam na to w kategorii matkowania.
  • havana6 01.04.13, 13:54
    nie... absolutnie nie czuję potrzeby matkowania wink
    młoda ma teraz 14 lat, jak związałam się z moim mężem to miała 10. i nie chciałam się nastawiać anty, ale po prostu aż mnie czasem mdli, bo cała rodzina jak i sąsiedzi w miasteczku gdzie mieszkaliśmy, mieli jakąś niezdrową manię.... młoda to, młoda tamto, a jak młoda, a gdzie, a co, a kiedy... no normalnie nawet jak się sąsiadów spotkało na ulicy, to można było być pewnym że się prędzej czy później pojawi pytanie o nią. do pewnego stopnia mi to nie przeszkadzało, bo to normalne, ale po jakimś czasie już mi się po prostu od tego wszystkiego rzygać chciało, że tak to obrazowo powiem.
    i pewnie mnie część osób potępi, ale tak mam straszną niechęć do młodej mimo że mi osobiście nic nie zrobiła, i zachowuje się ok, to przez całą sytuację i ogólną atmosferę nie mam specjalnie ciepłych uczuć do niej - zachowuję się poprawnie w stosunku do niej i to wszystko.
    kiedyś myślałam, że jak się skumpluję bardziej z nią to będzie git i fajnie, ale tak naprawdę kiedy byliśmy wszyscy razem we 3, to zawsze miałam wrażenie że ja do tych puzzli nie pasuję i wszystko takie sztuczne... więc po jakimś czasie to olałam, i w tym momencie dopóki to mnie nie dotyczy to mam gdzieś co się z młodą dzieje. straszna ze mnie macoszka, wiem wink
  • anula36 01.04.13, 15:50
    No bez przesady, sama napisalas ze jest ze swoja matka, do tego dojezdzajacy ojciec, wiec nie bardzo jest gdzie sie tu wciac z matkowaniem.
  • shedir1 03.04.13, 10:30
    Nie potrafie i nie chce jej matkować. Mimo że do tej pory wiele osób z rodziny męża i czesto on sam wywieraja na mnie taką presje. My mamy wspólne dziecko i dla niego jestem matką i na tym koniec.
    Pewnie zaraz mi się oberwie ale młoda poprostu mnie męczy i przebywanie z nia jest dla mnie niesamowicie wyczerpujące. Tym bardziej że wiem, iż niezaleznie jak się będe starała ona i tak matce naopowiada niestworzone złe historie,które nigdy się niewydarzyły tylko po to żeby matke na nas nasłać i żeby do nas wypisywała i wydzwaniała z gębą przy niej. Młoda niestety wtedy jest najszczęśliwsza i bardzo zadowolona z siebie. Niestety ale od pewnego czasu jak tylko widze to dziecko to odrazu dostaje nerwa.
    Wkurza mnie to że zamiast jej matki to często ja musze z nią siedzieć gdy m jest w pracy. Jej mamusia ma w dupie ona ma dzisiaj wolny dzień (w sumie 16 dni w miesiącu ma tego wolnego od własnego dziecka). Idąc do Roboty na 10 potrafi wydzwaniać do nas dzień wcześniej żebyśmy rano z dzieckiem poszli na badania. Na co m mówi że on o 5 rano wychodzi do pracy, a ja o 7 a to babsko potrafi z mordą wyskoczyć że m ma w dupie dziecko, a na pytania dlaczego ona nie pójdzie skoro ma na 10 do pracy więc może pójść rzuca sluchawka. A młoda potem przychodzi z pretensjami do nas że mamusia musiała wcześniej wstać i z nią jechać bo nam się nie chce. Kłamie, kombinuje i oszukuje i mało tego kiedyś sama się przyznała że tak robi i będzie robiła bo jej taki stan wojny odpowiada. Niestety mamusia daje się tak napuszczać i ostentacyjnie próbować pokazać dziecku że jej broni. Przepraszam dziewczyny ale ostatnio mam jakiś mega kryzys.
  • larysa-1 03.04.13, 13:03
    Niestety rozumiem. Są takie dzieci. Pani psycholog powiedziała mi na ostatniej wizycie, że powinnam całkowicie zignorować pasierbicę jak ona źle się zachowuje. W pewnym sensie ma rację, tylko że ciężko zignorować kogoś kto celowo gra ci na nosie i udowadnia że czy chcesz czy nie chcesz i tak będzie w centrum uwagi, jak nie po dobroci, to wywinie ci jakiś numer żebyś i tak skupiła się na niej. Moim marzeniem jest więc bezzmiennie jej wyprowadzka z mojego domu. Twojej też pewnie podoba się jej "siła", czyli że dużo może manipulując naiwnymi rodzicami. Zawsze będę to powtarzać - dopóki rodzice nie przejrzą na oczy, to się nie skończy. U mnie niestety pole do popisu coraz mniejsze w domu, za to na goscinie lub jak ktos przyjdzie - hulaj dusza, piekła nie ma. Od razu widać, że dzieciak się nie zmienił, czeka tylko na sposobność i widownię, która chce w tym uczestniczyć. Współczuję ci, bo szkoda twoich nerwów, tak samo jak i moich.
    No i ta przepiękna presja otoczenia wywierana na ciebie - poezja. Sama to przerabiam, ale cały czas się bronię.
    I zgadzam się z Havaną, temat pasierbicy w każdej rozmowie ze wszystkimi to mus: a co tam u X, a jak tam X... bla, bla, bla, łeeeeeeeee
  • chalsia 03.04.13, 13:11
    > Wkurza mnie to że zamiast jej matki to często ja musze z nią siedzieć gdy m je
    > st w pracy. Jej mamusia ma w dupie ona ma dzisiaj wolny dzień (w sumie 16 dni
    > w miesiącu ma tego wolnego od własnego dziecka).

    miej za złe swojemu mężowi a nie jej, bo Ty zajmujesz się dzieckiem ZAMIAST ojca, a nie matki.

    Skoro na taki układ rodzicielski poszli (wychodzi na opiekę naprzemienną/równoważną, skoro ojciec POWINIEN ZAJMOWAĆ się dzieckiem 16 dni w miesiącu), to Tobie nic do tego.
    Bycie rodzicem to OBOWIĄZEK, a oni podzielili go po połowie.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • shedir1 03.04.13, 16:58
    Niestety nie do konca tak jest. Opieki naprzemiennej ustalonej sadowo nie ma bo ex sie nie zgodzila. Prawnie dziecko jest z nia a w rzeczywistosci... Ja wiem ze jesli nie zajme sie nia czasem to odbije sie to wtedy na naszej rodzinie bo maz bedzie mial do mnie pretensje. Faktem jest ze kiefdy sie nia duzo zajmowalam ale pomalu sie z tego wycofalam gdy zauwazylam ze kazdy zaczall uwazac ze zajmowanie sie pasierbia jest moim psim obowiazkiem. Ale wycofac calkowicie jest bardzo ciezko mimo ze rowniez marze o tym zeby wogole tego nie robic. A matka jest taka ze nawet gdymym przywiozla jej wtedy dziecko do domu to potrafi nie otworzyc drzwi.
  • chalsia 03.04.13, 17:24
    czy tak, czy siak wszelkie pretensje Shedir powinna kierować do męża
    i z nim jasno ustalić zasady co do tego kiedy i ile CHCE mu pomóc w opiece nad dzieckiem

    a skoro eks działa, jak działa to dziwię się ogromnie, że ojciec nie wystąpił do sądu o zmianę orzeczenia o kontaktach, by odzwierciedlało rzeczywistość pół na pół
    jednak skoro taka opieka przekracza jego możliwości czasowe (a Shedir możliwości pomocowe), to jasno powinien odmówić zajmowania się córką wtedy, gdy jest to niemożliwe
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • shedir1 03.04.13, 17:31
    Owszem wystapil ale eks wyrazila sprzeciw a pani sedzina powiedziala ze cieszy sie ze sa dobrzy ojcowie ale to nic nie zmienia. Matka sie na opieke naprzemienna prawnie nie zgadza a aby dziecko mialo miejsce zamieszkania z ojcem matka tez sie nie zgadza, a sedzina nie widzi podstaw by to zmieniac.
  • chalsia 03.04.13, 17:42
    no to niefajnie

    ale jeszcze mam dwa pytania:
    - w jakim wieku jest pasierbica
    - na czym w związku z powyższym polega Twoja opieka nad nią, gdy ojciec jest w pracy
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • shedir1 03.04.13, 17:56
    Ma niecsle 9 lat. Robie wszystko co trzeba zrobic. Zawoze i przywoze do jednej i drugiek szkoky, lekcje, zajmowanie, karmienie, mycie. Niestety pasierbica jest dzieckirm ktore wogole nie potrafi sie soba zajac. Ciaglr potrzebuje maksymslnej uwagi i naczej strzela fochy i ma doly.
  • rybkka24 03.04.13, 16:57
    Skoro na taki układ rodzicielski poszli (wychodzi na opiekę naprzemienną/równoważną, skoro ojciec POWINIEN ZAJMOWAĆ się dzieckiem 16 dni w miesiącu), to Tobie nic do tego.
    Bycie rodzicem to OBOWIĄZEK, a oni podzielili go po połowie.

    skoro facet podzielił się opieką nad dzieckiem z ex w sposób PRZEKRACZAJĄCY jego możliwości czasowe i fizyczne i wrzuca to dziecko na głowę swojej żony TO JAK NAJBARDZIEJ jej to dotyczy i ma prawo żądać zmiany ustaleń tak aby nie musiała robić za darmową niańkę.
    i generalnie matka z serii wygodnych i roszczeniowych taka sama córka, nic przyjemnego obcować na co dzień z takimi ludźmi.współczuje.
  • larysa-1 04.04.13, 10:38
    Oczywiście dziewczyny i ty rybko macie racje i podpisuje się pod tym , ALE niestety jestem w takiej samej sytuacji i wiem że bardzo łatwo się mówi, ale trudno robi. Ja przez nm też byłam raczona tym matkowaniem, fochami i pertensjami, że nie chcę tego robic. Miałam w domu istne pole bitwy przez długie mieisące.
    Doskonale rozumiem warunki w których MUSI funkcjonować shedir. niestety presja człowieka którego ona przecież kocha i który jest fundamentem tego że ona zajmuje się jego dzieckiem jest ogromna, choć oczywiście całkowicie niesłuszna. Mi samej zajęło małe 2 lata doszukanie się tego forum i zrozumienie a raczej wytłumaczenie mi przez was, że obowiązków wobec pasierbicy nie mam. To jest tak, że facet którego ona kocha ma inne wyobrażenie i niestety obawiam się że wynika to (a przynajmniej u mnie tak było) z faktu że uznaje ją w pewien sposób za bardzo dobrą matkę i dlatego od niej tego wymaga.
    Mój nm zazdrościł sposobu w jaki ja zajmuję się swoim dzieckiem i chciał tego samego ode mnie dla swojej córki. Nijak do niego nie trafiało że ja nie mam ochoty jej tego dać a ona nie chce tego przyjąć (a raczej że nie chcę jej tego dawać BO ona nie chce tego ode mnie i woli swoją matkę mimo że w ocenie nm jej matka była gorszą matka ode mnie, a wręcz nie dorastającą mi do pięt - przy czym należy podkreślić, że dla mnie zachowanie pasierbicy kochającej SWOJĄ matkę było naturalne i zrozumiałe, a to co wyprawia ze mną otoczenie całkowicie pozbawione wszelkiej logiki i krzywdzące), skutki jego postepowania i całego otoczenia są w moim przypadku opłakane. Bardzo żałuję i nm teraz tez żałuje że do tego wszystkiego doszło i że zaszło to aż tak daleko. Tak więc niestety śmiem przypuszczać, że intencje m shedir są jak najbardziej dobre, ale będą dla nich katastrofalne w skutkach - z czego on nie zdaje sobie sprawy i najprawdopodobniej będzie szedł w zaparte. Do tego u nich tak samo jak w moim przypadku dochodzi czynnik "opornej pannicy", która nie ma za grosz dobrych intencji i lubuje się w "podgrzewaniu atmosfery" byle być w centrum uwagi.
    Wyobraźcie sobie, że do mojego nm nie trafiało to co mówiłam do tego stopnia, że zaczął przytomnieć dopiero jak mu pokazałam wasze wspisy. Niestety, dużo czasu zajęło mu przestawienie swojego myślenia i było mu niezmiernie przykro, że ja matką dla jego córki nie chcę być. U nas doszło już do tego, że nie chę pasierbicy w domu i jej nie akceptuję, bo całość wydarzeń była dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciem i sama nie jestem w stanie się z tym do tej pory uporać. Pasierbicę oczywiście musze znosić codziennie, jej zachowanie zmieniło się jedynie pozornie. Po latach sprawa zakończyła się psychologiem a ja zdałam sobie sprawę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest rozstanie, którego nie chcę. Tak więc moja sytuacja jest patowa. Jestem w potrzasku z własnego wyboru.
    Shedir walcz o swoje, życie wbrew sobie nie jest życiem szczęśliwym.
  • chalsia 04.04.13, 10:57
    > Doskonale rozumiem warunki w których MUSI funkcjonować shedir. niestety presja
    > człowieka którego ona przecież kocha i który jest fundamentem tego że ona zajmu
    > je się jego dzieckiem jest ogromna, choć oczywiście całkowicie niesłuszna.

    otóż wcale NIE MUSI
    ma wybór, może pogodzić się i zaakceptować sytuację albo może odejść
    tym bardziej, że Shedir nie jest finansowo uzależniona od męża

    > pozornie. Po latach sprawa zakończyła się psychologiem

    bo nie należy odkładać tego kroku, jak sobie człowiek SAM z czymś nie daje rady, to trzeba SZYBKO do psychologa po pomoc
    i to sugeruję TERAZ Shedir i jej mężowi

    >a ja zdałam sobie spraw
    > ę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest rozstanie, którego nie chcę. Tak wię
    > c moja sytuacja jest patowa. Jestem w potrzasku z własnego wyboru.

    nie chcesz czy boisz się rozstać i ponownie zostać samą ??
    Jeśli to drugie - to NIE jest wystarczająco dobry powód na bycie w związku.

    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • larysa-1 04.04.13, 14:37
    No właśnie napisałam że jedynym wyjściem jest rozstanie. Mówisz że nie ona nie musi tak funkcjonować a ja wiem ze swojego życia że niestety faceci nie zwsze chcą dać kobiecie wybór. Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.
    Nie chodzi mi o finansowe uzależnienie shedir, ja piszę że to człowiek z którym ona chce być mimo tej sytuacji świadomie i z własnego wyboru bo go zwyczajnie kocha.
    No i znowu się nie zgodzę jesli chodzi o wizyty u psychologa. U mnie była to pierwsza rzecz jaką zaproponowałam zaraz na poczatku naszego związku odnośnie tej sytuacji ale nm zawsze powtarzał że "jakoś to będzie", nie widział problemu tylko mój opór i złą wolę, nie widział konieczności chodzenia do specjalisty, wiec w jego przypadku skończyło się na jednej wizycie na początku i jednej u innego psychologa po roku czasu. Dopiero ostatnio sam zaproponował pójście na terapię. Ostanie pół roku zajęło mu przetrawienie sytuacji i zmiana zdania na ten temat, oraz zaprzestanie oskarżania mnie o całą sytuację. Jeśli facet shedir myśli podobnie jak mój na początku to nie bedzie widział potrzeby pójścia gdziekolwiek a całą winę za sytuacje zwali na shedir bo to ona jest źródłem problemu, przecież nie biedne, małe, poszkodowane dziecko, przecież powinna kochać jego dziecko jak swoje i wręcz klaskać uszami jak widzi pasierbicę na horyzoncie. Ta sytuacja nie jest łatwa, chociaż łatwo o niej się pisze. Jakby była taka łatwa to nie robilibyśmy trzeciego podejścia do specjalisty i nie płacilibysmy słono za rady jak to wszystko poukładać.
    W zasadzie ostatnio przechodziłam fazę że czas się rozstać, po raz nty bo nie ma innego wyjścia z tej sytuacji czego jestem w pełni świadoma, teraz znowu moge próbować to poukładać, chociaż nie powiem że pałam entuzjazmem i mam słabą wiarę w to wszystko.
    Masz rację nie chcę być sama, ale głównie dlatego że cały czas cos czuję do nm i niestety po przemyśleniu dochodzę zawsze do wniosku że nie chcę być z nikim innym i że żałowałabym rozstania z nim. tak więc chcąc być z nim a nie chcąc być z nią co mam według ciebie zrobić? Wystawić jej walizki pod nieobecność ojca i wręczyć bilet w jedną stronę w dowolne miejsce w Polsce. Co by nie było jednak szanuję go za to że tak zaciekle walczy o swoje dziecko, chociaż jego decyzja o zabraniu jej od matki jest dla mnie całkowicie błędna i niezrozumiała a wychowanie jej jest całkowicie na mojej głowie i muszę go tego uczyć co dnia, co jest dla mnie frustrujące i sama czuję się jak jego matka. Nie wiem jak to się skończy, ale na tym etapie zaimpomował mi świadomym pójściem po pomoc, nie słyszę już "jakoś to będzie", no niestety "jakoś" nie będzie, chcę żeby było lepiej.
  • edw-ina 04.04.13, 14:53
    Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka
    > nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.

    - Laryso, z całą moją sympatią do ciebie - po co "chcieć być" z kimś, kto cię do czegoś zmusza? To już błąd w podstawowym założeniu.
  • larysa-1 05.04.13, 07:20
    Jak to się mówi "miłość nie wybiera". A po co ja jestem z kimś takim, a po co rybka jest z kims takim , myślę, że to nie tylko problem tak wąskiego grona, ale zapewne problem masowy o czym nie raz już rozmawiałyśmy.
    A to co mnie już do reszty zdruzgotało, to wczorajszy tekst do mnie cenionej przeze mnie pani psycholog "musi pani". Wiesz, uważam że po półrocznym odzwyczajaniu przez was i uświadomieniu mi że "nie muszę" powiedzenie mi wczoraj takiego czegoś wywołało u mnie niezłą furię i nie omieszkałam powiedzieć tej pani że niestety nie muszę bo nie chcę, na co ona się mnie zapytała, po co tam chodzimy. No było to dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem co z pewnością jej następnym razem (niestety dopiero za dwa tygodnie) powiem.
    Nie jestem już na etapie ze ktokolwiek jest w stanie zmusić mnie do czegokolwiek, ale jednak mieszkać, ogladać i zajmować się nieswoim dzieckiem właśnie że muszę na co dzień. Jak nm wraca z pracy to faktycznie już nie musze bo nie chcę. I napiszę po raz trzeci że muszę właśnie dlatego że wybrałam tkwić w tym związku. WYBRAŁAM i niestety taka jest cena, że muszę na niektóre rzeczy się zgodzić.
    Wymuszanie przez partnerów niestety się nie skończy - to nie utopia. Oczywiście jednak każda z nas może w każdej chwili powiedzieć dosyć i odejść.
  • edw-ina 05.04.13, 08:38
    Będę się upierać, że nie musisz. To jest twój wybór, nie przymus. Wszystko jest kwestią priorytetów. Jeżeli w twoich priorytetach np. wyższe miejsce zajmuje bycie w związku, a niższe poczucie własnej wartości (to przykłady, nie ocena), to zgodzisz się na związek, w którym jesteś pomijana, ponieważ bycie w związku ma dla ciebie większą wartość niż ty jako jednostka. Jeżeli priorytetem będzie np. szczęście twoje i córki, to odrzucisz na dzień dobry kogoś, kto próbuje te szczęście ukrócić. Itp., itd. Np. ja mam w priorytetach, gdzieś na samym szczycie, potrzebę wolności osobistej. Nie potrafiłam być z nikim, kto próbował to w jakiś sposób ograniczyć lub po prostu tego nie respektował. I chociaż moja rodzina jest dla mnie szalenie ważna i też jest na samym szczycie tabeli, nie umiałabym jej tworzyć z kimś, kto się zasadza na moją wolność. Dlatego zastanów się nad priorytetami.
  • larysa-1 05.04.13, 09:10
    Ok skoro tak mówisz to proszę o rozwiązanie mojej sytuacji:
    Nm wychodzi do pracy ok. 5:50. Ja i obie dziewczyny wstajemy ok. 6:20.
    Nm wraca z pracy ok. 17, ja i dziewczyny o 15.
    Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.
    Co mam zrobić jeśli nie chcę zajmować się pasierbicą w czasie kiedy nm jest poza domem a jednocześnie chcę spędzac ten czas ze swoim dzieckiem???
    Jeśli chodzi o czas kiedy nm jest w domu również pasierbica przychodzi z racji wspólnego mieszkania często bezpośrednio do mnie - jak się zachować???
    Do tego między mną i nm nie dochodzi do kłotni i spięć na ŻADEN inny temat, więc można powiedzieć że nasz związek jest ok.
  • edw-ina 05.04.13, 10:21
    Laryso, ale sytuacja jaką opisujesz jest już wynikiem ruchów, na które poszłaś, a które miały zakłócone priorytety. Zgodziłaś się wejść w związek z mężczyzną, który ustawił ciebie i twoje dziecko niżej niż samego siebie i swoje dziecko. A mówienie o tym, że kłócicie się tylko o dziecko, to jak uznanie, że prawo do posiadania broni ma się nijak do aktów przemocy. Kłócicie się o tematy podstawowe dla związku. Wiele innych czynników, nawet tak ważnych dla relacji jak dobry seks, jest w takim wypadku jednak nieco niżej na liście czynników niezbędnych do stworzenia udanej relacji.
    Pytasz mnie o to, jak zwalczyć objaw choroby, a nie samą chorobę. Tylko po co tracić siły na zwalczaniu jednego objawu, skoro choroba i tak wywoła kolejny? Być może jeszcze bardziej skomplikowany?
  • larysa-1 05.04.13, 10:30
    Widać nie rozumiemy się w tej kwestii. Nie zawsze musimy.
  • edw-ina 05.04.13, 10:44
    A powiedz mi, naprawdę uważasz, że rozwiązaniem twoich problemów jest ustalenie kto zajmuje się twoją pasierbicą w godzinach, w których nie ma jej ojca? Czy ustalenie tego wystarczy ci do poczucia szczęścia i pełni w relacji?
  • edw-ina 05.04.13, 10:59
    Dopiszę coś - drążę z premedytacją, bo mam wrażenie, że popadasz w mechanizm, który też znam. Tj. wielokrotnie w pewnych relacjach sama siebie przekonywałam, że wszystko byłoby ok gdyby coś tam: np. gdyby kolega mojego faceta nie był taki wkurzający, gdybym kończyła pracę o 19 a nie o 20, gdybym mój mąż pamiętał o wywieszeniu prania, o którym wiecznie zapomina itp, itd. Po czym zmieniała tę jedną kwestię, na chwilę następowała pełnia szczęścia, bo przecież powaliłam tę paskudną przeszkodę, po czym okazywało się, że to srogo opłacone zwycięstwo niewiele przynosi. Ponieważ tak naprawdę nie w tej kwestii leżał problem, ale ja dla własnego spokoju wolałam go tam umiejscowić. Wolałam myśleć, że kolega mojego faceta jest mizoginem i szowinistyczną świnią, niż dostrzec to, że mojemu facetowi taki światopogląd jest przynajmniej bliski, bo gdyby nie był, to sam by usunął kolegę ze swojego życia. Myślałam, że jeśli będę wychodzić wcześniej z pracy, to będę miała np. czas, by wreszcie coś tam dokończyć, po czym docierało do mnie, że czas to tylko wymówka, bo nawet jak miałam go dwa razy więcej, to nie chciało mi się wziąć za coś, co sobie obiecałam. A w zapominaniu o praniu wkurzało mnie przede wszystkim lekkie podejście do codziennych obowiązków, a nie samo pranie. Właśnie dlatego napisałam tobie o leczeniu całej choroby, a nie skupianiu się na objawach. I nie obrażaj się, bo jak się komuś dobrze życzy, to czasami zamiast poklepać po plecach, trzeba mu dać kopniaka w tyłek.
  • larysa-1 05.04.13, 11:24
    I znowu się mylisz, nie mam zamiaru się na nikogo obrażać. Dałaś mi już tyle dobrych rad z których skorzystałam, że nie przyszłoby mi to nawet do głowy. Jednoczesnie jak każdy, mam prawo do swojego zdania w niektórych kwestiach i nie zmienię go nie wazne co byś mi napisała. Przeczytaj jeszcze raz moje posty. Ja nie napisałam nigdzie, że kwestia kto się zajmie pasierbicą podczas nieobecności nm rozwiąże moje problemy. Napisałam, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że ona nadal bedzie u mnie mieszkać. Tak więc jak to napisałaś gdybym chciała zwalczyć chorobę - pasierbicę, musiałabym się jej pozbyć - może zakopać w ogrodzie??? jednakże nawet tak drastyczne rozwiązanie sprawy nic by nie zmieniło, bo nm nadal bedzie ja kochał, za nią tęsknił i nie ma sposobu na wymazanie jej z jego życia, pamięci i serca. Napisałam że świadomie godzę się na tą sytuację, chociaż nie jestem z tym szczesliwa. Nie jestem rozkapryszoną gówniarą, tylko osobą dorosłą, mniemam, że każda z nas poszła na ustępstwa w różnych dziedzinach dla swoich partnerów - to się nazywa bycie w związku. Jeszcze raz napiszę, że muszę się nia zajmować. Gdybym napisała że nie muszę mogłabym ja wystawić przed dom, żeby tam na niego poczekała, a najlepiej gdzieś dalej żeby zniknęła mi z widoku. Myślisz że nm powinien dla uszczęśliwienia mnie przystać na to rozwiązanie? Czy myślisz że shedir, która chce być ze swoim mężem również z własnego wyboru powinna zrobić to samo, bo przecież ma taki wybór? Myślisz że rybka tez tak powinna postąpić?
    Zdaję sobie sprawę że bardzo łatwo ci się to pisało, ale wiem że jesteś mądrą kobietą - to nie kadzenie tylko fakt wynikający z twoich postów. Z łatwościa wiec zrozumiesz, że sytuacje są różne. Zapraszam cię serdecznie do mojego domu, po miesiącu jak nie szybciej przyznasz mi rację. Nasze sytuacje są na tyle skomplikowane, że chociaż jesteśmy dorosłymi i nie głupimi kobietami jednak każdą z nas to niekiedy przerasta, inaczej by nas tutaj nie było. nie ma jednej sytuacji i jednego rozwiązania.
    Moim priorytetem wcale nie jest bycie w tym związku, nie rozważałabym w tej sytuacji jego zakończenia, nie walczyłabym a nm tylko spełaniała bez gadania rolę którą mi narzucił. Zrobiłabym wszystko dla świętego spokoju i wspaniałej atmosfery, a jednak zobacz - ciąge walczę, o siebie, o córkę, o związek. Prawda jest taka, że gdybym nie trafiła na to forum to całkiem możliwe że nie byłabym już z nm. Wy jednak pokazałyście mi drogę i dałyście broń do dalszej walki. Jak się poddam i wywieszę białą flagę, to z własnej woli. Z własnej woli również w dniu dzisiejszym chętnie wystawiłabym pasierbicę za ogrodzenie posesji - muszę jednak się nią zająć.
  • chalsia 05.04.13, 15:31
    > aż nie jestem z tym szczesliwa. Nie jestem rozkapryszoną gówniarą, tylko osobą
    > dorosłą, mniemam, że każda z nas poszła na ustępstwa w różnych dziedzinach dla
    > swoich partnerów - to się nazywa bycie w związku.

    tyle tylko, że chodzenie na ustępstwa w kwestiach ZASADNICZYCH albo dotyczących wewnętrznych wartości ZAWSZE kończy się źle - albo dla związku albo dla tej osoby (co i tak w sumie oznacza, że dla związku)
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • chalsia 05.04.13, 15:26
    Brawo Edwina, trafiłaś w samo sedno
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • jayin 05.04.13, 11:23
    larysa-1 napisała:

    > Ok skoro tak mówisz to proszę o rozwiązanie mojej sytuacji:

    Zgadzam się z edwiną. To, o czym piszesz, że "MUSISZ" - to raczej jest "CHCESZ - bo chcesz być z NM, ale zupełnie ci się ten sposób na bycie z nim nie podoba". Dlatego masz z tym problem i stres. Bo świadomie to "uprawiasz", w imię miłości, związku itd. Ale nie daje ci to pełni szczęścia. Konflikt wewnętrzny.

    W sumie spędzasz z pasierbicą niewiele czasu w ciągu dnia (ok. 2-3 h) sama.
    Jeśli masz po tych przejściach wcześniejszych jakąś traumę - to może trzeba by było z samą sobą to jeszcze raz "przepracować" i zamiast zapętlać się w stresie, pomyśleć: "OK, jest jak jest. Co mogę teraz zrobić, żeby dla siebie samej znaleźć trochę przyjemności w takim życiu?".
    I... Zrobić to. Wyjazd ze swoją córką na weekend? Bez NM i bez pasierbicy? Podrzucenie NMowi obu dziewczyn na popołudnie/wieczór i wyjście na babskie pogaduchy, albo basen, albo kino, albo nawet do kosmetyczki? Sama wiesz najlepiej, co sprawia ci przyjemność. Nie samą rodziną i mężczyzną kobieta żyje.

    Nie dać się zwariować. Przede wszystkim. Sytuacji zmieniać nie chcesz i kończyć związku też nie - więc wygospodaruj sobie w tym układzie wygodne miejsce dla siebie samej, gdzie możesz wszystkim powiedzieć: "A idźcie sobie wszyscy stąd i nie zawracajcie mi głowy przez godzinę. Tera ja!tongue_out".


    > Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.

    A ty? smile Chodzisz gdzieś? Czy NM zostawił ci "Gospodarstwo DOmowe" na twojej tylko głowie, a sam jest głównym żywicielem rodziny i uważa, ze z tej racji przysługuje mu odstress i siłownia 3x w tyg., a ty jako kobieta masz w genach uprawianie zawodu "Matko Polko"?

    Skoro NM ma w domu SWOJĄ córkę, to może powinien SWOJE zajęcia PO PRACY nieco inaczej zorganizować, bo ma OBOWIĄZEK się nią zająć? Zamiast 3x siłownia - to tylko raz. A pozostałe "popołudnia" mogłby uczestniczyć w życiu rodzinnym w domu. To byłoby z korzyścią i dla niego, i dla córki, no i dla ciebie.

    > Co mam zrobić jeśli nie chcę zajmować się pasierbicą w czasie kiedy nm jest poz
    > a domem a jednocześnie chcę spędzac ten czas ze swoim dzieckiem???

    Może jakieś zajęcia pozalekcyjne dla niej? Albo "świetlica" w szkole? I niech NM ją odbiera? Przynajmniej na początku, póki kiedyś nie wrócisz do "równowagi" w tym temacie.

    > Jeśli chodzi o czas kiedy nm jest w domu również pasierbica przychodzi z racji
    > wspólnego mieszkania często bezpośrednio do mnie - jak się zachować???

    Głęboki oddech. I pomyśl, że to TYLKO dziecko. Nie traktuj jej jako źródła zła wszelkiego. To decyzje dorosłych (rodziców) postawiły ją w tym miejscu, gdzie teraz jest. Czyli w waszym domu. Spróbuj na nią popatrzeć jak na dziecko "obce", ale nie przez perspektywę swoich wspomnien złych. Czyli normalnie. Pewnie jest to dość trudne, ale może warto spróbować "zacisnąć zęby" przez moment i odciąć się czarną kreską od przeszłości. I od nowa zacząć układać wzajemne stosunki. Tym bardziej, że chcesz w tym związku i rodzinie trwać nadal.

    > Do tego między mną i nm nie dochodzi do kłotni i spięć na ŻADEN inny temat, wię
    > c można powiedzieć że nasz związek jest ok.

    Ten związek jest dla ciebie OK, czy dla niego?
    Albo inaczej: czy nie ma spięć i kłótni niezależnie od sytuacji, czy tylko dlatego, że zgadzasz się na to, co NM wymyśli i czego od ciebie oczekuje? Więc dla niego nie ma powodu do kłótni, skoro wszystko idzie po jego myśli. Posłuszna kobieta, matka dzieciom itd. Ideał.

    Co by było, gdybyś twardo postawiła na swoim i np. powiedziała:
    "Musisz zrezygnować z siłowni i zajmować się swoją córką po pracy"
    ?



    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
  • larysa-1 05.04.13, 13:05
    Napisałam tobie odpowiedź , ale mi wcięło.
    W skrócie, zdania że muszę nie zmienię, co napisałam również Edwinie.
    Wiem że macie jak najbardziej szczere i dobre intencje za co wam dziekuję.

    Dla mnie spędzanie z nią 2-3 godz. codziennie samej to jednak dużo, ale to kwestia względna. Masz 100% racji że moje uprzedzenia odgrywają na tym etapie bardzo wazna rolę i ciągną się niepotrzebnie, ale nie jestem jeszcze gotowa się z tym uporać. Również jestem za i polecam wszystkim wracanie pasierbic o godz o której wraca ojciec a do tego czasu pozostawienie ich na świetlicy lub czyteni. Już to przerabiałam, jest to fantastyczne rozwiązanie dla złapania równowagi psychicznej i złapania oddechu. U mnie jednak na dłuższą metę nie przeszło.
    Nm wychodzi tylko ze swoimi znajomymi (męskie grono) jedynie raz na miesiac więc nie ma czego ograniczać. Siłownia raz w dni pracujące oraz w sobote i niedzielę - jedyne samodzielne wyjścia z domu, dla mnie to istotne żeby też miał czas dla siebie. Nie będę go tutaj ograniczać.
    Ja mam raz w tygodniu francuski w domu - dziewczyny bawią się same w pokoju obok, oraz jeżdżę konno raz w tygodniu z córką. Nm opiekuje wtedy wyłacznie swoja córką. Poza tym mam zamiar zacząć jeździć na rowerze już takowy zakupiłam (zapewne z córką). Nm mnie w żaden sposób nie ogranicza jeśli chcę gdzieś wyjść (chociaż nie wychodzę).
    Co do jej przychodzenia do mnie jak jesteśmy razem, byłoby w porzadku gdyby niestety nie robiła tego w zły sposób - nie będę się tutaj rozpisywać. Poza tym to i tak niebo a ziemia od pół roku kiedy powiedziałam nm że nie życzę sobie żeby przychodziła ciągle do mnie (potrafiła zajmować moja uwagę od rana do wieczora, nie dała dojść nikomu innemu do głosu), załatwił to.
    Związek jest ok raczej dla niego (masz nosa). Niestety do ideału mi daleko, ugodowa też raczej nie jestem, tak więc zgadzanie się na jego oczekiwania odpada. Po prostu sprawy poza pasierbicą załatwiamy na zasadzie zwykłej rozmowy dwojga dorosłych ludzi. Ja jestem wybuchowa, on też, więc przy okazji kłótni łatwo nie jest. Lepiej do niej nie doprowadzać.
  • chalsia 05.04.13, 15:24
    > Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.

    no kurza twarz !!!!!
    ma facet obowiązki rodzicielskie, a Ty nie chcesz (i masz do tego prawo) w tak dużym zakresie zajmować się jego córką
    potrząśnij nim !!!
    niech się swoimi dziećmi zajmuje a nie 6 godz spędza na własnych przyjemnościach

    to może Ty też - dokładnie w tych samych godzinach - chodź ze swoim dzieckiem do kina, HulaKula, koleżanki itp - ale BEZ pasierbicy. Niech się ojciec POCZUJE odpowiedzialny

    książę kopany, eh
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • rybkka24 04.04.13, 22:40
    >Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka
    > nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.

    wiesz Laryso też tak to często odbierałam/odbieram nawet do tej pory.
    obraza/fochy/żale/uraza że nie chcę matkować jego dziecku.
    skąd oni ten schemat myślenia/postępowania wzięli??

    Ja jednak oddzielam sytuacje gdzie matka dziecka nie żyje lub żyje ale je porzuciła i dziecko jest u ojca a sytuacje gdzie główna opieka jest u matki a ojciec widuje się z dzieckiem.
    W pierwszej sytuacji jestem w stanie jakoś to zrozumieć, ojciec troszczy się o dziecko, dziecko potrzebuje matki.
    W drugiej sytuacji nijak nie pojmuję po co facet chce zafundować dziecku matkę numer dwa.
    Obserwuję to u siebie i u mnie to wygląda jakby NM chciał się czuć jak prawdziwa rodzina a nie samotny ojciec, którym zresztą jest, jeżeli chodzi o jego dziecko.
    to wygląda wg mnie jakby nie pogodził się z porażką, z rozpadem "starej" rodziny i z faktem że jeżeli chodzi o jego pierwsze dziecko ma mieć z nim kontakt i wychowywać go z matką tegoż dziecka a nie tworzyć mu rodzinę zastępczą i wpychać kobietę w rolę której nie chce.
    faceci nie radzą sobie z samotnym tacierzystwem i często nie mogą pogodzić się z z tym jaką osobę wybrali na matkę swojego dziecka.i cierpią na tym obecne żony.
  • rybkka24 04.04.13, 23:06
    to jest bardzo smutne bycie z facetem jest uzależnione od matkowania jego dziecku
  • rybkka24 09.04.13, 01:15
    czuję się poniekąd wywołana do tablicysmile
    zgodzę się z edwiną to wybór nie obowiązek.my dokonałyśmy wyboru
    u fundamentów leży też kwestia priorytetów
    wybieram bycie z tym konkretnym facetem co implikuje dla mnie pewne obowiązki, których bym nie miała gdyby nie związek z nim.
    Ty larysa masz trochę inną i trochę gorszą sytuację, u Ciebie matka w tym już momencie dziecko fizycznie porzuciła, nie ma jej.
    I wchodząc z Twoim nm-em w związek bierze się go z córką na wychowaniu w pakiecie.
    Ja mam analogiczną sytuację co shedir, jest zdrowy ojciec, jest zdrowa matka, a obowiązki przerzuca się na mnie/shedir bo...?
    bo to jest czas ojca a tatuś zajęty, mamusia musi odpocząć i znajdują sobie ofiarę, ona musi (partnerka ojca) bo jest z tym facetem.
    jak kobieta nie pewna co i jak daje się wmanewrować a potem ciężko się wycofać bo opór jest duży.
    jeżeli w chwili gdy się poznaliśmy nm miałby dziecko u siebie nie weszłabym w ten związek na pewno i nm o tym wie.obecnie jeżeli jego dziecko do nas przyjdzie mieszkać na stałe,
    80% obowiązków i czasu dla dziecka będzie musiał mieć nm.
    Faktycznie nic nie musimy, facet postawił warunek bycia z nim, brzydki warunek jak dla mnie
    Ja stawiam obecnie mojemu nm-owi warunek od siebie, jeżeli mam być matką zastępczą to wychodzę z tego związku.
    Mam ten komfort że jest matka, jeżeli by jej nie było postarałabym się o max wolny czas dla siebie i jak najwięcej obowiązków zwaliłabym na ojca i nie wiem czy chodziłby na siłownie, podejrzewam że nie...
    Ja nie umiem być matką dla obcego dziecka,po prostu.
    Więc może powstrzymam się od komentarzy co jeśli bo nie jestem jednak w takiej sytuacji..
    czy dla moich priorytetów wytrzymałabym to co nie jest w zgodzie ze mną?
    co bym postawiła wyżej?własne dobro czy związek?nie wiem.


    >To jest twój wybór, nie przymus. Wszystko jest kwestią priorytetów.

    Jak wyżej.Jestem z nm-em bo obecnie moimi priorytetami jest rodzina/dzieci a nm w moim mniemaniu nadaje się aby z nim stworzyć takową.
    męczy mnie jego podejście do tematu jego dziecka, ale jesteśmy w stanie dojść do porozumienia w pewnych kwestiach i iść sobie obustronnie na rękę bo właśnie postawiłam sobie owe priorytety.tak to widzę.
    dla Ciebie Laryso priorytetem jest stworzenie rodziny z TYM panem a koszty jakie są sama wiesz.obecnie próbujesz się odnaleźć i stworzyć jak najlepsze miejsce dla siebie i córki w tej sytuacji.
    Czyli wyższe miejsce zajmuje bycie w związku niż komfort wynikający z braku przymusu przebywanie z trudnym dzieckiem.czyli Ja i mój spokój czy My i szarpanie.
    to jest właśnie ten wybór.....
  • rybkka24 09.04.13, 01:33
    i jeszcze kwestia czyje warunki i czyja wizja są "ważniejsze"
    czy jego żeby zrobić z kobiety drugą matkę i traktować dziecko jak nasze
    czy jej że ona matką nie będzie a dziecko jest jego?

    kwestia oczekiwań, jeżeli dla faceta ważniejszy będzie związek z TĄ kobietą kwestię dziecka poukłada sobie w głowie i będzie starał się być dobrym ojcem
    jeżeli priorytetem faceta jest znaleźć dziecku matkę to jak ta się nie zgodzi będzie szukał następnej.
    mówiłam kiedyś nm-owi Ja jestem dla Ciebie/Nas
    mały matkę ma.
    typ facetów którzy widząc niekompetencje/niedociągnięcia matki biologicznej naciskają inną kobietę w ich mniemaniu lepiej sprawdzającą się w tej roli na matkowanie
    bo to już nie chodzi o kwestię kontaktów z własnym dzieckiem tylko wymagań od swojej drugiej połowy.
    Ja kiedyś nie mogłam wyjść sama w weekend bo jak to??
  • chalsia 09.04.13, 09:07
    >
    > kwestia oczekiwań, jeżeli dla faceta ważniejszy będzie związek z TĄ kobietą kwe
    > stię dziecka poukłada sobie w głowie i będzie starał się być dobrym ojcem
    > jeżeli priorytetem faceta jest znaleźć dziecku matkę to jak ta się nie zgodzi b
    > ędzie szukał następnej.

    moze być jeszcze jednak możliwość - facet ma w głowie idealistyczny wizerunek rodziny czyli on+kobieta+dziecko/ci i go stara się zrealizować - ale nie bierze pod uwagę, że TA (aktualna) kobieta nie jest matką dziecka, więc z natury rzeczy nie będzie tak samo gdyby tą kobietą była matka
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 09.04.13, 09:10
    Jak dla mnie rybkko trafiłaś w samo sedno w kilku fundalmentalnych sprawach zmieniających całkowicie postać rzeczy:
    - wybrałam być z tym konkretnym facetem (w pakiecie córka) tak więc w pewnych sprawach nie mam jednak wyboru - patrz nie wystawię dziewczyny za okno lub nie pojadę na weekend zostaiwjąc ja samej sobie pod nieobecność nm
    - "jak kobieta niepewna co i jak daje się wmanewrować a potem ciężko się wycofać bo opór jest duży" - to jest zdecydowanie sedno wszystkich moich problemów, do tego się zaczęło
    - "Ja nie umiem być matką dla obcego dziecka,po prostu." - ja też nie, o tym już kiedyś pisałyśmy, takich kobiet jest mnóstwo
    - ja mam zupełnie inną sytuacje niż ty i shedir - zgadzam się w 100% i dlatego tez odwieczną prawdą jest że nie ma jednego rozwiazania dla wszystkich
    - "i jeszcze kwestia czyje warunki i czyja wizja są "ważniejsze"
    czy jego żeby zrobić z kobiety drugą matkę i traktować dziecko jak nasze
    czy jej że ona matką nie będzie a dziecko jest jego? "
    jego wizja nie ma już prawa bytu i on o tym wie, nie ma to nic wspólnego z ważnością, na każdą wizję żeby ją wcielić w życie potrzebna jest zgoda obu stron, mojej zgody nie ma
    - "mówiłam kiedyś nm-owi Ja jestem dla Ciebie/Nas
    mały matkę ma. " powtarzam to od bardzo dawna nie tylko nm, ale każdemu kto do mnie startuje z pretensjami, o dziwo dla niektórych jest to niemożliwe do zrozumienia
    - "Ja kiedyś nie mogłam wyjść sama w weekend bo jak to??" i to jest też ogromnie ważne - wszystko się zmienia, mój nm też już wie że jak będę miała ochotę to wyjdę z domu wyłącznie z moim dzieckiem i żaden jego foch na mnie nie podziała (chociaż on go i tak strzeli)

    dodałabym jedak do twojej wypowiedzi jedną moim zdaniem również fundamentalną rzecz - a mianowicie nasze charaktery, predyspozycje, i nazwę to człowieczeństwo - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod ścianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstrowały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życzeń i jeszcze raz powtarzam że czesto nie mamy wyboru będąc z naszych związkach. Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie wszystko do woli demonstrować.
  • chalsia 09.04.13, 12:16
    > dodałabym jedak do twojej wypowiedzi jedną moim zdaniem również fundamentalną r
    > zecz - a mianowicie nasze charaktery, predyspozycje, i nazwę to człowieczeństwo
    > - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod śc
    > ianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i
    > macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma
    > w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
    > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życze
    > ń i jeszcze raz powtarzam że czesto nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.
    > Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie ws
    > zystko do woli demonstrować.

    owszem, ODPOWIEDZIALNA osoba nie pozostawi 4-latka samego
    jaki z tego wniosek - BARDZO PROSTY - ów Pan nie nadaje się ani na ojca na partnera, bowiem nie jest odpowiedzialny

    w związku z tym nie trzeba czekać aż dziecko dorośnie by demonstrować (ani w ogóle demonstrować) - wystarczy po pierwszym razie jak w przykładzie jasno Panu zakomunikować konsekwencje tak, by miał świadomość, że to on ma zostać z 4-rolatkiem, a jeśli sytuacja się powtórzy i obowiązek ten powtórnie spadnie na Panią, to Pani się ze związku wyloguje


    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 09.04.13, 12:42
    Cieszę się że dla ciebie wszystko jest w życiu takie proste i z całego serca gratuluję.
  • chalsia 09.04.13, 13:04
    nie,TAKIE proste nie jest, bowiem by do tej prostoty dojść, trzeba spojrzeć na sprawę BEZ emocji, co jak wiadomo, jest wyjątkowo trudne we własnym/osobistym przypadku

    natomiast gdy nie plączą się w tym emocje (a tak jest, gdy dotyczy innych, a zwłaszcza zupełnie obcych) - rzeczywiście jest to łatwe
    dlatego korzystaj z obiektywnego oglądu innych
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 09.04.13, 13:45
    I znowu ty mówisz o teorii a ja o praktyce. Oczywiście że można w związku powiedzieć "jak jeszcze raz będziesz musiał iść do pracy w niedzielę, to koniec naszego związku". Oczywiscie, zawsze mozna tak powiedzieć. Zgadzam się z tobą w 100%. Oczywiście taki odpowiedzialny partner żeby uniknąć takich sytuacji powinien tego 4 latka oddać matce szczególnie jak dzieli ich 300 km (u mnie np. tak akurat jest). Jak nie to powinien znaleźć kogoś innego do opieki nad dzieckiem (gorzej jak nie ma w pobliżu nikogo bo się przeprowadził), powinien wynająć opiekunkę, gorzej jak ma aż tyle kasy że ledwo na alimenty wystarcza itd. itp. To wszystko oczywiście robi z niego według ciebie nieodpowiedzialnego ojca. A według mnie takie i gorsze scenariusze pisze życie. Ale wiem, że masz inne zdanie.
    U mnie jednak często są po prostu sytuacje życiowe, ot taka proza życia. I nie wszystko da się przewidzieć i ustawić. Nm przeprowadził się właśnie te 300 km do mojego domu i jak np. jedzie w delegację, to zawsze może zabrać dziecko ze sobą.
    Zaraz mi napiszesz o innych możliwościach i wierz mi ja ich szukam i z nich korzystam. Jednak często jak to w życiu bywa po prostu nie ma wyboru. Cieszę sie jednak że ty go masz.
  • chalsia 09.04.13, 13:52
    > zystam. Jednak często jak to w życiu bywa po prostu nie ma wyboru. Cieszę sie
    > jednak że ty go masz.

    ZAWSZE jest jakis wybór
    Twierdząc, że nie ma wyboru stawiasz się w pozycji bezwolnej ofiary, której zawsze jest pod wiatr
    Może to i łatwiej, bo zdejmuje się wtedy z siebie (a u Ciebie także z partnera) odpowiedzialność
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • proszepani13 09.04.13, 13:49
    a może jednak szukać "złotego środka"? Związek z drugim człowiekiem jest zawsze oddaniem części swojej wolności. I niekoniecznie w sensie negatywnym. Kocham, chcę żebyś był częścią mojego życia i biorę Ciebie pod uwagę podejmując decyzje dotyczące mnie. A biorąc sobie osobę z inwentarzem i ten inwentarz chcąc niechcąc czasem pod uwagę brać muszę. Ale ta druga strona także musi akceptować mój inwentarz lub jego brak. I to są często bardzo trudne kompromisy. Absolutnie nie popieram matkowania dzieciom matki posiadającym. Ale kopa w dupe dla faceta też nie popieram, bo widziały gały co brały i na Boga przecież dzieci w ogódku nie zakopiemy. Jeśli mieszkamy razem to nie unikniemy kontaków.
    Mam wrażenie że największym problemem jest brak komunikacji na poczatku. Zakochanie, szmeterlinki duparelki i będzie jak w zamecku. A okazuje się że na początku trzeba ustalić bardzo twarde zasady. Moja przyjaciółka lat temu wiele wiążąc się z Panem z małym dzieckiem wprost na początku powiedziała, że dziecka nie lubi, źle się przy nim czuje i w razie nawet śmierci jego matki nie zgadza się na to by młody zamieszkał z nimi (matka dziecka póki co w dobrym zdrowiu). Mocne, szokujące ale fair. I nigdy na tym polu nie było kłótni.
  • chanceelise 09.04.13, 13:38
    Dyskusja przybrała nieoczekiwany obrót, jak zawsze kiedy pojawią się odmienne zdania...Dziewczyny nie ma oczywiście jednej recepty dla wszystkich. I co tak naprawdę znaczy matkować? Kochać czy tylko sprawować opiekę? Czy mówimy o pasierbach nastoletnich czy może 2, 3 latkach którym trzeba podać jeść i złapać za rączkę przy przechodzeniu przez ulicę? Sytuacji i rozwiązań wiele, jak nas samych. Ale myślę, że można podsumować to jednym: jesteśmy w związku takim a nie innym, poprzez nasz własny wybór i to MY - dwoje dorosłych ludzi ten związek kształtujemy. Więc ustalamy jak mniej więcej mają wyglądać wspólne weekendy, a gdy sytuacja się zmienia np dziecko ma z nami zamieszkać omawiamy jak to ma wyglądać. I jeśli podejmujemy decyzję wspólnie to się jej trzymamy. Oczywiście sytuacja jest dynamiczna, dzieci rosną, zmieniają się, my się zmieniamy, a jeśli jest do tego fiksująca eksia to wciąż trzeba ustalać na nowo. I tu też potrzebna jest rozmowa. U nas była kochająca się wielka rodzina, specjalnie zakupione większe auto na wspólne wycieczki, a teraz wspólne weekendy przeżywamy osobno. W pewnym momencie na skutek pewnych wydarzeń usiedliśmy i powiedziałam: chcę spędzać część czasu tylko z moimi dziećmi, nie chcę się angażować, jeśli masz pracę w weekend to nie zabierasz swoich dzieci ,bo ja nie chcę się nimi zajmować. M to przyjął mniej więcej, czasem zdarzy się,że musi wyskoczyć na godzinę dwie, ale mnie o tym uprzedza. Po prostu niektóre sprawy kształtują się tu i teraz nie można ich z góry ustalić. Skoro żyję w związku postawę: to Twoje dzieci mnie nic do tego uważam, za co najmniej niemądrą. Taka postawa kojarzy mi się maluchem który zasłania rączkami buzię i mówi: mama nie ma mnie!
    Rozmowa, rozmowa to zawsze pomaga smile
  • rybkka24 11.04.13, 16:59
    jeśli masz pracę w week
    > end to nie zabierasz swoich dzieci ,bo ja nie chcę się nimi zajmować. M to przy
    > jął mniej więcej, czasem zdarzy się,że musi wyskoczyć na godzinę dwie, ale mnie
    > o tym uprzedza.

    utopia dla mojego nm-a.
    jemu się W OGÓLE To co tu napisałaś w głowie nie mieści.
    a jak tak mówię jestem skrajną egoistką.brrrrrr.
  • rybkka24 11.04.13, 16:55
    >może być jeszcze jednak możliwość - facet ma w głowie idealistyczny wizerunek rodziny czyli >on+kobieta+dziecko/ci i go stara się zrealizować - ale nie bierze pod uwagę, że TA (aktualna) >kobieta nie jest matką dziecka, więc z natury rzeczy nie będzie tak samo gdyby tą kobietą była >matka

    idealnie powiedziane i pasuje mi jak ulał do mojej sytuacji.
    Wiąże się to z opcją nr 2, która zakłada że facet szuka kobiety która wejdzie w rolę zastępczej matki i pozwoli mu zrealizować możliwość przedstawioną powyżej mimo istnienia realnie biologicznej matki.
    niestety z tego tytułu są różne problemy, urazy i żale z obydwu stron.
    rozumiem że w mniemaniu nm-a matka biologiczna może być niewydolna wychowawczo i to też w jakiś sposób nim kieruje.
    Natomiast dzieci często akceptują matkę bezkrytycznie i całkowicie uznają jej istnienie i jak widuje czasem sprowadzają takiego tatę na ziemię biorąc pod uwagę w różnych sytuacjach własną matkę. Uświadamiają tym ojca, że idealnej rodzinki z jego marzeń nie stworzą bo już nie jest on+ kobieta+ dziecko jest jeszcze mama tego dziecka.

    > - wybrałam być z tym konkretnym facetem (w pakiecie córka) tak więc w pewnych s
    > prawach nie mam jednak wyboru - patrz nie wystawię dziewczyny za okno lub nie p
    > ojadę na weekend zostaiwjąc ja samej sobie pod nieobecność nm

    Masz rację, tu już nie ma wyboru, jest wybór na początku albo JA i mój spokój, harmonia (potrzebne wstawić) albo MY jako związek + użeranie/problemy z jego córką, a nie strasząc im dziewczynka będzie starsza tym może być gorzej.
    Jeżeli w wieku dziecięcym ma takie zachowania, to strach pomyśleć co będzie później wieku nastoletnim albo jak dojdzie bunt młodzieńczy itp.

    > - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod śc
    > ianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i
    > macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma
    > w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
    > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życzę
    > ń i jeszcze raz powtarzam że często nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.
    > Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie ws
    > zystko do woli demonstrować.

    Ja nie zostawiłabym żadnego 4 latka samego bez opieki a nie tylko 4-latka mojego partnera.
    Wszystko jest kwestią ustaleń.
    Z jakiej racji pan wychodzi sobie i zostawia swoje dziecko na głowie swojej partnerki?
    Trzeba sobie wszystko wcześniej ustalić, kiedy pracuje, kiedy potrzeba mu pomóc, zdarzają się również sytuacje gdy coś wypada nagle i niespodziewanie, wyjątkowo to ok. pomagamy po to jesteśmy razem, ale nie kiedy te wyjątkowe sytuacje wypadają co chwilę i my musimy być na każde zawołanie i każdy gwizdek.
    Nie uznaje zajmowanie się dzieckiem mojego faceta z automatu zawsze i wszędzie kiedy potrzebuje bez uprzedzenia i tak długo jak to konieczne bo tak robią właśnie matki w moim mniemaniu a Ja nią nie jestem (i tu z nm-em mammy kwestię zapalną)
    nie możesz się zając Ja mam swoje sprawy, niech dziecko zostanie u mamy.
    Sytuacje nagłe/wyjątkowe są z założenia wyjątkowe czyli nie częste.
    Nie rozumiem powiązania do wystawienia dziecka za drzwi.
    Trzymamy się naszych ustaleń w sytuacjach nagłych pomagam i tyle.

    Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
    > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą To jest życie a nie koncert życze
    > ń i jeszcze raz powtarzam że często nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.

    czy Ty uważasz że obopólne ustalenia dotyczące twojego zakresu zajmowanie się dzieckiem nm-a to jest koncert życzeń?
    rozumiem że wcześniej kończysz pracę i właściwie Ty odbierasz dzieci ze szkoły ale czy za to wieczory/czas w weekend możesz mieć dla siebie?
    w sumie u nas mały nie mieszka więc nie wiem jakie są realne szanse na rozłożenie mojej teoretycznej proporcji opieki nad dzieckiem 20% Ja, 80 % nm, ale na dziś czuję że to byłoby dla mnie ok.ewentualna pomoc dziadków/chrzestnej/zajęcia pozaszkolne/obiady w szkole, w weekendy tata szaleje w kuchni dla dziecka itp.
    słowem nie przeciążałabym sięsmile
    z tego co piszesz wytwarza mi się wizja że wzięłaś na siebie za dużo obowiązków z racji powinności i ok. ciężko jest się z tego wycofać, ale jak sama piszesz za dużo jest Twojego czasu z córką nm-a dla ciebie a i tak myślisz bardziej o nm-ie niż o sobie bo musi biedak iść na siłownie 2x w tyg. a wg mnie nic nie musi ma obowiązki.
    Ty jak masz francuski i rowery to nie obarczasz go swoim dzieckiem dobrze zrozumiałam?
  • larysa-1 12.04.13, 08:07
    Dokładnie rybko - wybór jest na początku, albo go biorę z nią albo jego bez niej albo w ogóle. Przy dzisiejszej mojej mądrości nigdy bym się nie zgodziła żeby wziął ją ze sobą. Wtedy wybór należałby do niego - być ze mną lub nie. Czasu nie cofnę.
    No niestety czasami to koncert życzeń. Jest oczywiście taka możliwość, że powiem nm że nie pozwalam mu nigdzie wychodzić bez niej, tylko do czego to by doprowadziło??? Niestety, nie tedy droga - podkreślam, że to moje prywatne zdanie, bo wiem że macie inne - nie chcę wprowadzać jeszcze gorszej atmosfery w domu, poza tym nie będę robiła z niego więźnia, bo o ile ja mam możliwość zabrać córkę na konie i rower, tak on ma ograniczoną iść z nią na siłownię. Poza tym nm pracuje różnie, czasami na rano i wtedy zajmuję się nią "tylko" 2 lub 3 godz. dziennie , czasami na popołudnie, wtedy są to ponad 4 godz. dziennie, a czasami idzie do pracy + na nocki więc wychodzi rano a wraca wieczorem dnia następnego, więc same widzicie jak to wygląda. Gdzie ona ma wtedy być?
    Następna kwestia - jesteś w takiej sytuacji która umożliwia żeby to matka zajmowała się dzieckiem jak ojciec nie może i na twoim miejscu ja również nie zajmowałabym się małym - bo masz taka możliwość. U nas jest inaczej. Pasierbica mieszka u mnie, ma u mnie swój pokój i swoje rzeczy, to czasowo jej dom, matka się wymiksowała poza tym mieszka ok. 300 km dalej. Tak więc raczej trudno by mi było powiedzieć, że ma iść do matki na np. 8 godz. kiedy on jest w pracy, w ogóle nie jest to u mnie możliwe nawet jak by utrzymywała z matką kontakt, bo jak niby miałaby chodzić do szkoły? Mogłaby jedynie jeździć do niej na weekendy.
    A tak na marginesie. Zaczynam u mnie w domu rozmowy, żeby mieszkała z nami jeszcze góra 3 lata i od gimnazjum niestety mieszkała u dziadków lub u matki jeśli nie będzie u nas poprawy. Zdałam sobie sprawę, że nigdy jej nie zaakceptuję. Po tylu wysiłkach i takim czasie próbowania zyskuję tą pewność. Po wszystkim co się wydarzyło nie ma już na to szans. Nm oczywiście opornie reaguje, ale ja mogę po prostu dłużej już tego nie wytrzymać. Z perspektywy czasu wiem, że rozpoczęcie tego związku z nią w moim domu to był koszmarny błąd.
  • jak.z.nut 12.04.13, 08:57
    Larysa, nie akceptujesz jej bo nie umiesz wyznaczyć granicy swojemu facetowi. pewnie nigdy nie umiałaś, przynajmniej w kwestii dziecka. Problem masz z facetem a ni z dzieckiem, bo nie jest ona winna decyzji rodziców, ich sposobu wychowania a raczej jego braku. Facet chce mieć przy sobie dziecko, to niech ponosi tego koszty, teraz tego nie robi, bo ma Ciebie i wie, że może ci zwalić ją na głowę.
  • chalsia 12.04.13, 10:26
    > Larysa, nie akceptujesz jej bo nie umiesz wyznaczyć granicy swojemu facetowi. p
    > ewnie nigdy nie umiałaś, przynajmniej w kwestii dziecka. Problem masz z facetem
    > a ni z dzieckiem, bo nie jest ona winna decyzji rodziców, ich sposobu wychowan
    > ia a raczej jego braku. Facet chce mieć przy sobie dziecko, to niech ponosi teg
    > o koszty, teraz tego nie robi, bo ma Ciebie i wie, że może ci zwalić ją na głow
    > ę.

    dokładnie
    co starałam się już wielokrotnie w tym wątku wytłumaczyć

    Larysa tylko usprawiedliwia swojego partnera i gotowa mu płatki róż pod nogi ścielić (vide tłumaczenie nt. siłowni)

    BTW - skoro 9-ciolatki nie można wziąć ze sobą na siłownię (takie tłumaczenie padło), to niech ojciec zmieni aktywnośc fizyczną na inną - taką, w której może uczestniczyc z dzieckiem - basen, tenis, aquash, etc, etc
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • chalsia 12.04.13, 10:31
    > po prostu dłużej już tego nie wytrzymać. Z perspektywy czasu wiem, że rozpoczę
    > cie tego związku z nią w moim domu to był koszmarny błąd

    aha, to w takim razie lepiej (i na pewno łatwiej) wysiudać 12-tolatkę z domu (w dodatku w chwili dużej zmiany jakościowej i emocjonalnej w postaci przejścia do gimnazjum)

    skoro weszłaś w układ facet z dzieckiem w domu i po jakimś czasie się okazało, że był to koszmarny błąd, to WYJDŹ z tego związku - tym bardziej, że nie macie wspólnych dzieci (a nie wywalaj z układu dziecko)
    Ciekawe, co byś zrobiła, gdyby Twój m miał podobny problem z Twoją córką - wolałabyś odesłać swoje dziecko czy rozstać się z mężczyzną

    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • larysa-1 12.04.13, 10:43
    To będzie jego wybór, nie mój jak zareagować na moją decyzję czy chcę z nią dłużej mieszkać czy też nie. Tak samo jak moją decyzją będzie czy pozostanę z nim w związku czy nie i na jakich warunkach.
  • lolcia-81 12.04.13, 10:55
    larysa-1 ale czy ja dobrze kojarzę, że gdy wchodziłaś w związek z nm to pasierbica jeszcze mieszkała z matka ?
  • larysa-1 12.04.13, 11:00
    Nie, mieszkała już z nim od roku, ale do matki chodziła na weekendy.
  • polifonia1983 12.04.13, 11:11
    Ale skoro mieszkała z nim, to jak mogłaś zażądać, żeby ją odesłał, jeśli chce mieszkać z tobą? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
  • larysa-1 12.04.13, 12:27
    Bo dziecko chciało mieszkać z mamą. Spędzała z nią każdy weekend. Nm po latach przyznaje, że wystąpienie do sądu było błędem. Ona nie miała szans dostać opieki z różnych przyczyn, Już o tym kiedyś pisałam. Nie chcę pisać wszystkich szczegółów.
  • edw-ina 12.04.13, 11:16
    Czyli związałaś się i zamieszkałaś z facetem, który już mieszkał z córką. Weszłaś w konkretny układ, a nie raptownie zwalił ci się on na głowę. I ja rozumiem, że nie czujesz się w tym szczęśliwa, ale w takim wypadku pomysł, by odsyłać dziecko jest podły. Przykro mi to napisać, ale dokładnie tak to widzę. Jest to podłe. Jakkolwiek wredna i trudna do ujarzmienia byłaby twoja pasierbica. Ani facet ci tego nie wybaczy, ani w konsekwencji ty sobie. Lepiej byłoby zakończyć tę relację, bo wyjdziecie z niej wszyscy z traumą.
  • larysa-1 12.04.13, 11:23
    Już to chyba pisałam jakieś pół roku temu, ale wiadomo to było dawno temu. Ja poznawszy to dziecko i jej zachowanie powiedziałam nm że NIE PISZĘ SIĘ NA TEN ZWIĄZEK ZE WZGLĘDU NA NIĄ. Takie było moje oficjalnie powiedziane mu zdanie jeszcze przed jego przeprowadzką do mnie. PRZEPROWADZKA BYŁA WYŁĄCZNIE JEGO DECYZJĄ. Nigdy nie nalegałam żeby się przeprowadził i nigdy nie obiecywałam że stworzymy rodzinę. Mój błąd polegał na tym, że dałam się przekonać jak głupia małolata. A drugi że na samym początku z tego nie zrezygnowałam widząc co się dzieje tylko dalej w to brnęłam.
    Po raz setny napiszę, że przy pierwszym jej poznaniu nie byłam do niej źle nastawiona, jednak ona bardzo szybko pokazała swoje usposobienie. Wtedy świadomie zrezygnowałam z tego związku.
  • chalsia 12.04.13, 11:28
    > Już to chyba pisałam jakieś pół roku temu, ale wiadomo to było dawno temu. Ja p
    > oznawszy to dziecko i jej zachowanie powiedziałam nm że NIE PISZĘ SIĘ NA TEN ZW
    > IĄZEK ZE WZGLĘDU NA NIĄ. Takie było moje oficjalnie powiedziane mu zdanie jeszc
    > ze przed jego przeprowadzką do mnie. PRZEPROWADZKA BYŁA WYŁĄCZNIE JEGO DECYZJĄ.
    > Nigdy nie nalegałam żeby się przeprowadził i nigdy nie obiecywałam że stworzym
    > y rodzinę. Mój błąd polegał na tym, że dałam się przekonać jak głupia małolata.
    > A drugi że na samym początku z tego nie zrezygnowałam widząc co się dzieje tyl
    > ko dalej w to brnęłam.
    > Po raz setny napiszę, że przy pierwszym jej poznaniu nie byłam do niej źle nast
    > awiona, jednak ona bardzo szybko pokazała swoje usposobienie. Wtedy świadomie z
    > rezygnowałam z tego związku.

    to choć RAZ w zyciu postąp w pełni odpowiedzialnie za siebie i wyjdź z tego związku (a nie tylko mów)
    i nie czekaj jaka będzie na to reakcja faceta (już raz tak zrobiłas i pozwoliłaś by sprawy toczyły się wedle jego decyzji)

    ja sobie w ogóle nie wyobrażam takiej sytuacji, że mówię, że nie pisze się na związek a facet wprowadza się mi do domu !!! To jakaś farsa

    bezwolna lalka jesteś, czy co?
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • larysa-1 12.04.13, 11:32
    Jesteś rozkoszna big_grin widząc twoje wpisy zastanawiam się co robisz na tym forum, dla ciebie wszystko jest takie proste, nie mogę wręcz uwierzyć że masz jakiekolwiek problemy w życiu. No i domyślam się , że wszyscy dookoła ciebie robią co im każesz i nie bierzesz pod uwagę zdania i woli innych osób a w sytuacjach kryzysowych od razu wszystko przekreślasz na samym wstępie.
    Przecież napisałam, że to była głupota i naiwność. Umiem się przyznać do błędu. Niestety jednak z twojej rady o porzuceniu nm nie skorzystam.
  • chalsia 12.04.13, 11:38
    > Przecież napisałam, że to była głupota i naiwność. Umiem się przyznać do błędu.
    > Niestety jednak z twojej rady o porzuceniu nm nie skorzystam.

    aha, czyli warto podle poświęcić dziecko partnera, bo ważniejsze portki w domu i namiastka ojca dla własnej córki

    pewnie dlatego słowo macocha ma pejoratywne znaczenie
    zupełnie jak w bajce o Kopciuszku


    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 12.04.13, 11:45
    Jeśli ma tobie ulżyć, to mogę tobie przyznać rację.
    Nie będę się poświęcać dla tego dziecka. Zrozum to w końcu. Świat się nie kręci wyłącznie wokół niej. W tym układzie są 4 osoby, z tych 4 osób tylko jej ten układ nie odpowiada, a moja decyzja jest na to reakcją.
  • chalsia 12.04.13, 11:50
    W tym układzie są 4 osoby, z tych 4 osób tylko jej ten u
    > kład nie odpowiada,

    jej ten układ nie odpowiada czy Tobie się tylko tak wydaje ?
    bo to zasadnicza różnica jest

    a czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że to drugie

    > Nie będę się poświęcać dla tego dziecka.
    wszystko zależy od wyznawanych wartości - mi np, nie chodzi o poświęcenie ale o ponoszenie konsekwencji swoich wyborów.
    Skoro się popełniło błąd wchodząc w układ córka przy ojcu, to konsekwencją jest wyjście z niego.
    Ale jak widać mamy zupełnie inne systemy wartości
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 12.04.13, 11:59
    Na szczęście to tylko twoje wrażenie.
    Tak mamy inny system wartości. Ja biorę pod uwagę również inne osoby w tym oczywiście również siebie, a pewnie to głównie nie daje tobie spokoju.
  • belzebubel 12.04.13, 14:23
    Chalsia - a jakie Ty masz doświadczenie w temacie? Pytam, bo nie mogę nigdzie się doczytać.
  • lolcia-81 12.04.13, 11:48
    Dziewczyny , może warto wyciszyć trochę emocje ...

    Larysa-1
    Może spróbuj przeanalizowac sytuację tak :
    tak jak jest teraz : komu ten układ pasuje, komu nie , kto jest szczesliwy a kto nie

    I wg podobnych kryteriów rzowaz opcje : 1. ty konczysz zwiazek i rozchodzicie sie w swoje strony ze swoimi dziecmi, 2. nm odsyla córke do matki / dziaków i zostajecie we troje.

    Jakbys miała ochotę się podzielić spostrzeżeniami to ja chętnie wysłucham smile
  • larysa-1 12.04.13, 11:56
    Opcja skończenia związku, który oboje z nm chcemy kontynuować nie wchodzi w grę.
    Do dziadków czy gdziekolwiek - na razie nikogo nie odsyłam, bo jesteśmy w trakcie terapii, tak więc cokolwiek by o mnie nie powiedzieć próbuję do dziewczyny dotrzeć 3 rok. Ma jeszcze następne 3 lata na zmianę swojego postępowania, o ile oczywiście ja ciągle będę skłonna próbować, a nie powiem kryzysy mnie odpadają.
    Co do jej funkcjonowania w moim domu, to ma dziewczyna ogromne szczęście że na mnie trafiła, bo inne baby albo wysłałyby ją w kosmos, albo uprzykrzały jej życie na co dzień. Ja się nad nią nie pastwię, nie znęcam, nie biję itp. ale też miłością do niej nie pałam.
  • chalsia 12.04.13, 12:00
    ie na co dzień. Ja się nad nią nie pastwię, nie znęcam, nie biję itp. ale też m
    > iłością do niej nie pałam

    i nikt nie oczekuje od Ciebie byś pałała
    a jeśli są tacy (partner czy jego rodzina) to trzeba metodą zdartej płyty wciskać do głów, że masz słaby instynkt macierzyński w związku z czym darzysz miłością jedynie krew zw swojej krwi.
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • chalsia 12.04.13, 11:23
    uff, cieszę się, że nie tylko ja tak to widzę
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • larysa-1 12.04.13, 11:26
    To jak ty to widzisz, nie zmienia sytuacji w jakiej się znajduję - poniekąd przez własną głupotę i naiwność. Jeśli ktoś myśli, że dobrocią i dobrym nastawieniem będzie w stanie zmienić złe nastawienie dziecka, to niestety bardzo się myli. To nastawienie zależy WYŁĄCZNIE od dziecka. Mówię oczywiście o normalnych sytuacjach, kiedy macocha chce dobrze, a nie o takich kiedy jest dla dzieciaka wredna.
  • chalsia 12.04.13, 11:32
    moja odpowiedż była do Edwiny
    ja tak jak ona uważam, że podłym jest proponowanie odesłania 12-latki do matki czy dziadków bo Ci z nią nie po drodze, podczas, gdy to Ty weszłaś w zastany układ, który Ci nie pasuje (ba, od początku WIEDZIAŁAŚ, że Ci nie będzie pasował)
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • larysa-1 12.04.13, 11:37
    Wiem do kogo była twoja odpowiedź. Niestety "wejść w układ" muszą 2 osoby. Sama w ten układ mając tą świadomość nie weszłam.
  • chalsia 12.04.13, 11:42

    > Wiem do kogo była twoja odpowiedź. Niestety "wejść w układ" muszą 2 osoby. Sama
    > w ten układ mając tą świadomość nie weszłam.

    buahahaha
    buahahaha
    buahahaha

    wziął Cię szturmem i zniewolił, biedna Ty
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • larysa-1 12.04.13, 11:50
    ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????
    Nie wziął mnie szturmem. Sama wyżej napisałam że się na to zgodziłam. Przede wszystkim jednak to on wszedł w ten układ, podjął decyzję o wywróceniu życia swojego dziecka do góry nogami - przeprowadzce, mając świadomość jak to wygląda. Ale widzę że tobie jeżdżenie po mnie sprawia nieokiełznaną przyjemność. Cieszę się że mogę umilić twój dzień. Nie jesteś w stanie mnie zdenerwować.
  • chalsia 12.04.13, 11:52
    larysa-1 napisała:

    > ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????
    > Nie wziął mnie szturmem. Sama wyżej napisałam że się na to zgodziłam.

    nie
    kilkukrotnie pisałaś, ze sie NIE godziłaś
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • chalsia 12.04.13, 11:56
    > Al
    > e widzę że tobie jeżdżenie po mnie sprawia nieokiełznaną przyjemność.

    buahahaha
    buahahaha

    staram się jedynie pomóc Ci zobaczyć niekonsekwencje/brak logiki w Twoim rozumowaniu/działaniach

    >Nie jesteś w stanie mnie zdenerwować.

    i dobrze, bo nie o to mi chodzi
    chodzi mi o to byś zaczęła myśleć "out of the box" czyli wyszła poza swoje utarte ścieżki
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • polifonia1983 12.04.13, 11:54
    Larysa, wcale się nie przyznajesz do błędu. Piszesz, że zwalił ci się na głowę, choć nie chciałaś, z dzieckiem, do którego byłaś świetnie nastawiona, chociaż jednocześnie wiedziałaś, że ci nie pasuje, a teraz jesteś ofiarą, w twoim oprawcą jest dwunastolatka.
    W kilku wątkach tłumaczono ci, że powodzenie związku i relacji z pasiebami zależy od dojrzałości dorosłych, a w dużo mniejszym stopniu od dzieci. Ty całą odpowiedzialność za wasze niepowodzenia zwalasz na kogoś, kto nawet nie skończył podstawówki. Wasze, bo nawet cudzym psem by się ktoś zajął pod nieobecność właściciela, nie robiąc z siebie męczennika, a co dopiero dzieckiem, na którego stałą obecność w twoim życiu sama się zgodziłaś. Mając swoje, nie wiedziałaś, jak to jest mieszkać z małą dziewczynką? Nie przewidziałaś, że nie wszystkie dzieci są barbiowato-słodkimi aniołkami?
    A jednocześnie mówisz, że traci na tym twoje własne dziecko. No to co jest ważniejsze, dziecko, czy to, żeby mieć faceta?
  • larysa-1 12.04.13, 12:12
    Ok, nie ma sensu już pisać i tłumaczyć. Odpowiem zbiorczo jak pozwolicie.
    Z perspektywy czasu patrząc przeprowadzka nm była błędem i WTEDY należało zakończyć ten związek.
    Kocham nm i z nim zostanę.
    Pytanie czy ważniejsze jest dziecko czy to żeby mieć faceta uważam za podłe.
    Jeśli kogokolwiek interesowałoby zdanie naszej pani psycholog na ten temat, to powiem, że jeśli najważniejsze jest dziecko, to dla dobra mojej córki akceptującej nm bezgranicznie i kochającej go nigdy nie powinnam się z nim rozstawać. Jednak nie będę uzależniać bycia w związku z nim - podkreślam NA TYM ETAPIE ani od jego dziecka ani od mojego a jedynie od własnych uczuć.
    Poza tym polifonia jeśli ważniejsze jest dziecko to jakim cudem na świecie są macochy - wszystkie dzieci dla swojego dobra powinny mieć 2 rodziców. Tak więc nie wiem jakim cudem jesteś z facetem, który śmie nie być ze swoją byłą właśnie dla dobra swojego dziecka. nie ważne kto kogo zdradził i kto od kogo odszedł, skreślmy wszystkich tych rodziców na samym początku od momentu rozstawania.
  • polifonia1983 12.04.13, 12:43
    Larysa, ja nie mam ochoty się licytować co jest podłe, a co jeszcze bardziej. Myślę, że lektura wątków o mojej sytuacji powinna ci dawno wytłumaczyć. Jak dla mnie, wszystkie dzieci powinny mieć nie dwoje rodziców, tylko mądrych rodziców i tu może się różnimy w podejściu do tematu.
    Natomiast ty mówisz z jednej strony, że twoja córka kocha M, a z drugiej, że zawsze jest na drugim planie, że wszystko się kręci wokół pasierbicy itd. No to się zdecyduj. Bo na razie to wygląda tak, że bylibyście wspaniałą ciepłą rodziną, gdyby nie to obce dziewuszysko, które wszystko psuje.
    Nie neguję, w żadnej z rozmów, że młoda sprawia wam dużo trudności, ale jest to wina twojego męża, a nie dziecka, a ty gloryfikujesz męża, choć jest chyba lepszym ojczymem niż ojcem, bo go kochasz, a atakujesz cały czas dziecko, którego nijak pokochać nie możesz.
    Terapia rodzinna polega na tym, że wszystkie zainteresowane osoby coś w sobie zmieniają, a nie, że dwie zmieniają, a trzecia mówi, ja nic nie muszę, niech się wszyscy dostosują.
  • larysa-1 12.04.13, 13:03
    Skoro tak stawiasz sprawę to moje odpowiedzi na twoje problemy nigdy nie są w stylu "twoja pasierbica to wredna gówniara", nie jestem zatem uprzedzona do jak to nazywasz "obcych dziewuszysk", dzieci są jednak różne. Zresztą to nic trudnego wyżywać się na niej i robić jej piekło w domu - a jednak tego nie robię.
    Matka mojej pasierbicy z pewnością nie jest mądra w twoim zrozumieniu co nie zmienia jej miłości do niej i szczerze bym się zdziwiła, gdyby dzieci nagle zaczęły w ten sposób podchodzić do rodziców. Rodziców się kocha takich jakich się ma - w tym wieku to jest miłość bezwarunkowa. Nigdy nie miałam akurat problemu z tym że pasierbica kocha swoją matkę.
    Co do tego że moja córka kocha mojego nm i jest na drugim planie to żadna osoba z naszego otoczenia nie ma najmniejszej wątpliwości - łącznie z dziadkami pasierbicy a to już chyba jednak coś znaczy. Jedno nie wyklucza drugiego. Wielokrotnie pisałam, że mojej córce wystarczy sama jego obecność żeby czuła się szczęśliwa i kochana, nie musi się nią zajmować, z czym również nasza psycholog się w pełni zgodziła - dzieciakowi do pełni szczęścia potrzeba że on jej mówi cześć jak wraca z pracy.
    Oczywiście że go kocham, ale ojczym jak i ojciec z niego żaden, ale cały czas piszę że się tego uczy, każde z nas pracuje nad czymś innym na terapii.
    Moja i nm praca jak poprosiła pani psycholog ma polegać jak na razie na częściowym ignorowaniu pasierbicy - Ignorowaniu jak domaga się za wszelką cenę i wszelkimi środkami nadmiernej uwagi lub też a może zwłaszcza całkowitym jej ignorowaniu jak zwraca na siebie uwagę złym zachowaniem. Masz racje terapia na tym polega że każdy musi coś zmienić. Moim zadaniem jest kompletne wyłączanie się z życia rodzinnego co jakiś czas i przerzucenie wszystkiego na nm, jest też wiele innych ale nie starczyłoby mi miejsca.
    Masz również racje że z pewnością nijak nie mogę pokochać tego dziecka, ale tego akurat nie muszę.
  • polifonia1983 12.04.13, 13:38
    To, że dzieci są różne, to wie każdy. I że dzieci kochają swoich rodziców, bez względu na to, jacy są. Ale w idealnym świecie byłoby oczywiste, że rodzice są odpowiedzialni, mądrzy, słowni i uczciwi, ale w idealnym świecie nie żyjemy. Więc oczywiste jest też, dla mnie, że twoja pasierbica ma z tym problem, bo ojca ma średniego, macochy nie lubi a z matką nie mieszka. To na kim ma polegać? Zrozum, nie chcę ci dowalać, pisząc,że wszystko jest twoją winą a maleńka jest biedna, tylko chcę ci pokazać, że większość jest winą twojego męża, a zachowanie małej jest tego konsekwencją.
    Czy twój mąż przygotował ją do przeprowadzki do was? czy był z nią u psychologa? Czy zadbał o to, żeby miała pewność, że przeprowadzka jest dla niej dobra? Czy po prostu powiedział "będzie super" i ją spakował? Bo jeśli to drugie, to ma teraz efekt swojej niefrasobliwości.
    Przez trzy lata brałaś za to odpowiedzialność, a skoro nie wyszło (nie mogło wyjść, cokolwiek byś nie zrobiła!), to obwiniasz młodą. Tak to brzmi w twoich postach, choć czasem tłumaczysz coś innego. Pewnie psycholog ma rację, mówiąc, że masz się odseparować i zmusić męża do nauczenia się jak być ojcem. Bo tego nie umie. Są na świecie szczęśliwe dzieci, którym wystarczy "cześć", ale są też takie, które wymagają dużo więcej. I to ostatnia chwila, żeby twój mąż się tego nauczył, bo straci córkę, a zachwyt twojej z wiekiem minie. Dla mnie powinnaś się nauczyć jednego, na dobry początek. Przestać mówić, wszystko jest do bani, terapia jest ciężka, młoda ma złą wolę, a wszyscy mnie atakują i zacząć mówić: zrobiliśmy masę błędów, młoda ma kłopoty, ale wszyscy razem staramy się, żeby było lepiej. Jesteśmy w procesie, ale jest szansa, że nam się uda. - tego u ciebie nie słychać. I, nie musisz nawet odrobinę kochać pasierbicy, ale dostrzec, że ma jakiś potencjał i jakiekolwiek zalety, byłoby dobrze. Na razie, z tego co piszesz, ma tylko wady.
  • larysa-1 12.04.13, 14:00
    Nm rozmawiał z nią na temat przeprowadzki, u psychologa z nią wtedy nie był, nie wiem czy rodzice wielu dzieci idą z nimi do psychologa przed przeprowadzką lub rozwodem? Nm zrobił to drugie.
    Jej ojciec cały czas mówi jej że ją kocha, że jest wspaniała, że jest dla niego najważniejsza że jest mądra itp. nie brakuje jej tego u nas w domu.
    Ja nie mówię jej że ją kocham, ale też ją podbudowuję, to nic nie daje.
    Wie że może na nas polegać , bo po tych wszystkich numerach w szkole i w domu wie że jednak idziemy do szkoły i jej bronimy a w domu rozmawiamy, tłumaczymy, tata zapewnia o miłości itp.
    Też już kiedyś pisałam że nm nie ma przykładu z dzieciństwa odnośnie wychowywania dziecka, co też pani psycholog powiedziała, że niestety musi się zacząć tego uczyć. Dla niego być i zapewniać o miłości to już wszystko.
    Co do tego że pasierbica ma tylko wady, to sama dobrze wiesz że to nieprawda, bo np. na zamkniętym napisałam - może i bzdet, ale jednak, cytuję:
    " trzeba jej przyznać że całkiem sobie radzi w wodzie mimo że nie miała żadnych lekcji pływania. ............. wręcz pożera książki".
    Co do jej potencjału, to obecnie jestem na innych etapie. Potencjał dziecka zostawiam ojcu. Wybacz, ale niestety nie będę tutaj kadzić. Psycholog jest w stanie zrozumieć moje obecne podejście, póki co jestem wypalona. A jej zachowanie wcale mi nie pomaga - wprost przeciwnie.
    Nie wiem czy nam się uda, na takim jestem etapie, może to się zmieni na lepsze, a może niestety na gorsze.
  • polifonia1983 12.04.13, 14:43
    > Jej ojciec cały czas mówi jej że ją kocha, że jest wspaniała, że jest dla niego
    > najważniejsza że jest mądra itp. nie brakuje jej tego u nas w domu.
    > Ja nie mówię jej że ją kocham, ale też ją podbudowuję, to nic nie daje.
    > Wie że może na nas polegać , bo po tych wszystkich numerach w szkole i w domu w
    > ie że jednak idziemy do szkoły i jej bronimy a w domu rozmawiamy, tłumaczymy, t
    > ata zapewnia o miłości itp.

    Żartujesz? Bronicie jej w szkole jak zrobi coś głupiego? To po co ma robić dobrze? Larysa - nastawienie pasierbicy wynika z tego, że - matka ją olała (nie utrzymuje kontaktu), ojciec na wszystko pozwala i hoduje zamiast wychowywać, macocha najpierw włożyła masę emocji a teraz jest sfrustrowana. Ja tu winy dziecka nie widzę, tylko biologicznych rodziców. Mówisz, że twój mąż nie ma wzorców z dzieciństwa, ale jakie wzorce ma twoja pasierbica - mamusia się wypięła, tatuś niewydolny, macosze można wejść na głowę.

    > Nm rozmawiał z nią na temat przeprowadzki, u psychologa z nią wtedy nie był, ni
    > e wiem czy rodzice wielu dzieci idą z nimi do psychologa przed przeprowadzką lu
    > b rozwodem? Nm zrobił to drugie.
    Nie wiem, czy wielu rodziców tak robi. M nie był z młodą u psychologa, ale byliśmy razem u dziecięcej psycholog zanim powiedział młodej, że mieszkamy razem i się pobierzemy.

    > Co do jej potencjału, to obecnie jestem na innych etapie. Potencjał dziecka zos
    > tawiam ojcu. Wybacz, ale niestety nie będę tutaj kadzić. Psycholog jest w stani
    > e zrozumieć moje obecne podejście, póki co jestem wypalona. A jej zachowanie wc
    > ale mi nie pomaga - wprost przeciwnie.
    Ale wypalenie też podlega leczeniu, wiesz? Jeśli człowiek nie jest w stanie sam naładować baterii i nabrać pewności, że to co robi ma sens (a czasem może nie być w stanie, bywa), to idzie z tym do specjalisty, a nie zakłada, że będzie pierwszą męczennicą RP. Ta postawa ci nie pomaga, za to zwalnia z odpowiedzialności za to, co dalej się będzie działo w twoim własnym domu. Możesz zostawiać potencjał dziecka ojcu, ale uznaj w końcu, że skoro mieszkacie razem, to jest to także twoja sprawa i nie uważaj tego za dopust boży, bo to twoja decyzja. Ojcu masz zostawić wychowanie dziecka, ale relacje między tobą, twoją córką a pasierbicą to także twoja robota.
    PS. Mimo wszystko wydaje się mi, że warto trzymać się zasady, że prywatne wątki są prywatne i w żadnej formie nie są przedmiotem rozmów na forum ogólnym. Nawet jeśli się cytuje siebie, bo łatwo się pokusić o dyskusję na tematy z osobistych rozmów, które nie bez powodu się znalazły tam, a nie tu.

  • chalsia 12.04.13, 14:02
    > Dla mnie powinnaś się
    > nauczyć jednego, na dobry początek. Przestać mówić, wszystko jest do bani, ter
    > apia jest ciężka, młoda ma złą wolę, a wszyscy mnie atakują i zacząć mówić: zro
    > biliśmy masę błędów, młoda ma kłopoty, ale wszyscy razem staramy się, żeby było
    > lepiej. Jesteśmy w procesie, ale jest szansa, że nam się uda. - tego u ciebie
    > nie słychać. I, nie musisz nawet odrobinę kochać pasierbicy, ale dostrzec, że m
    > a jakiś potencjał i jakiekolwiek zalety, byłoby dobrze. Na razie, z tego co pis
    > zesz, ma tylko wady.

    amen

    niestety jest jeszcze gorzej - bo Larysa NIE ma wiary, że się uda, skoro już teraz (na 3 lata przed umówionym "terminem" !!!) robi plany co zrobić z pasierbicą
    a jak autorka nie ma wiary, to szanse, że uda są NIKŁE
    może lepiej oszczędzić sobie 3 lata jałowych działań - bo frustracja będzie jeszcze większa
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • larysa-1 12.04.13, 14:09
    Tak, masz racje, po powrocie do domu zaraz ją spakuję. Szkoda marnować czas.
    Serio, skąd ty bierzesz te złote myśli.
  • jak.z.nut 12.04.13, 14:19
    Chyba jednak mylisz się. Nastawienie zależy od wychowania i tu niestety Twój chłop poległ na całym froncie, bo raz, że nie ma wpływu na własne dziecko, nie potrafił jej wychować to jeszcze chętnie jej się z domu pozbędzie jeśli tylko Ty sobie tego zażyczysz.
    Biedne to dziecko, biedna Ty że tak wierzysz we własnego faceta, a przecież przez niego masz takie układy z dzieckiem jakie masz. Dziecko samo z siebie wredne nie bywa, może to ewentualnie wynieść z obserwacji dorosłych, którzy ją " wychowywali"a to po raz kolejny również Twojego chłopa stawia w złym świetle.
  • larysa-1 12.04.13, 14:26
    Gdyby tak było jak mówisz, to na samym początku oddałby ją matce, bo to mu sugerowałam widząc i słysząc jak dziecko za nią tęskni. Poza tym mówiliśmy już o różnych opcjach tyle razy, a jednak tak chętnie jak piszesz się jej nie pozbył. Co jak co, wiele złego można powiedzieć i o nim i o mnie, ale na pewno nie to że on by się jej chętnie pozbył. Jak już podejmie taką decyzję, to na pewno pod wpływem tego co się wydarzyło jak i po konsultacjach ze specjalistą - tym razem.
    Oczywiście że w niego wierzę, inaczej bym z nim nie była.
    Co do tego że dziecko samo z siebie nie jest wredne nie wiem, moim zdaniem jednak tak, każdy ma inny charakter. Nie o to jednak chodzi ale o całokształt.
  • larysa-1 12.04.13, 12:24
    Facet wyraźnie widzi że problemy są po stronie jego córki, czego przez 2 lata nijak dostrzec nie mógł. Nie sądzę, że ten pomysł jest podły, tym bardziej, że jak napisałam daliśmy jej sporo czasu, uwagi i miłości, których ona zwyczajnie nie chce. Nie siedzę jej w głowie, więc nie wiem dlaczego tak jest. Ponadto jak tez już pisałam - nadal próbujemy i szukamy rozwiązania. Daję jej następne 3 lata, a z mojej perspektywy to szmat czasu, po tym czasie niech ojciec podejmie decyzję w razie niepowodzenia. No chyba że oczywiście to ja powiem dość, już wystarczy. nadmienię może na koniec, że decyzję taką podjęłam po ciągle pogarszających się akcjach z jej strony. Nic się nie dzieje bez przyczyny.
  • lolcia-81 12.04.13, 12:28
    larysa-1 napisała:

    > Daję jej następne 3 la
    > ta, a z mojej perspektywy to szmat czasu, po tym czasie niech ojciec podejmie d
    > ecyzję w razie niepowodzenia.

    Larysa-1 ,
    cz ja dobrze zrozumialam, że dajesz pasierbicy jeszcze trzy lata na ogólnie pojete zmiany a potem nm ma zdecydowac czy woli byc z nia czy z toba ?
    A czy ty myslisz o sobie w tym układzie ? poświecisz kolejne 3 lata zycia, a potem tak bez zalu pogodzisz sie z jego decyzją , jak aby nie była ?


  • larysa-1 12.04.13, 12:38
    Nie chodzi o wybór czy chce być ze mną czy z nią big_grin. Nadal będzie z dwiema tyle że nie będziemy razem mieszkać. Biorę pod uwagę różne scenariusze. Np. przy ostatnim załamaniu poddałam pod rozwagę, żeby on się z nią wyprowadził, ja zostanę z moją córką, ale nadal będziemy ze sobą w związku. Opcje są różne i w razie czego nie trzeba od razu się rozstawać. Przynajmniej ja nie mam takiego zamiaru a z tego co mi wiadomo nm też mnie kocha (ale to może stare wiadomości - z wczoraj big_grin) i nie dopuszcza takiego rozwiązania.
    Tak, jak najbardziej biorę pod uwagę wszystkie 4 osoby z tego układu - również siebie.
  • orien 12.04.13, 13:04
    > Facet wyraźnie widzi że problemy są po stronie jego córki, czego przez 2 lata nijak dostrzec nie mógł.

    Raczej bym powiedziala, ze problemy leza po stronie ojca - niz jego corki. Bo to byla decyzja ojca, zeby wykreslic matke z zycia Twojej pasierbicy mimo, iz mloda byla z nia zwiazana i i ja kocha.

    Nie sądzę, że ten pomysł jest podły, tym bardziej, że jak napisałam daliśmy jej sporo czasu, uwagi i miłości, których ona zwyczajnie nie chce. Nie siedzę jej w głowie, więc nie wiem dlaczego tak jest.

    Bo kocha matke i nie jest za szczesliwa, ze - z jej punktu widzenia - oddano ja obcej kobiete, ktora ma ot tak pelnic obowiazki matki??? Twoj partner/maz rozstal sie z matka dziecka, ale pasierbica ewidentnie nie wziela rozwodu z matka.

    > cych się akcjach z jej strony. Nic się nie dzieje bez przyczyny.

    Prawda. Caly czas odnosze wrazenie, ze proba wsadzienia Ciebie w roli matki - ktora Twoja pasierbica ma i jak podejrzewam kocha i teskni do niej - byl zlym pomyslem i dla niej i dla Ciebie. Zadna z was w tym ukladzie nie jest szczesliwa. Z ta tylko roznica, ze ty jestes dorosla a ona dzieckiem i - jak widac - jej ojciec nie jest zainteresowany spelnialem jej emocjonalnych potrzeb tylko swoich. Zrekonstruowal na sile rodzine, w ktorej ewidentnie tylko on czuje sie dobrze. bo ani Ty, ani mloda nie donajdujecie sie w narzuconych wam rolach...
    --
    Mózg jest zadziwiającym organem. Zaczyna już funkcjonować sekundy po tym jak obudzisz się rano i działa nieprzerwanie aż do chwili gdy znajdziesz się w pracy.
  • larysa-1 12.04.13, 13:14
    Ten post jest strzałem w 10.
    Zgadzam się z tobą całym sercem z jednym małym wyjątkiem - nm nie wykreślił matki z życia pasierbicy, to matka zaprzestała kontaktów z dzieckiem, nikt jej broń boże tego nie sugerował.
    Znowu mnie wszyscy zjedzą, ale trudno, mówiłam nm od początku że ona woli być z matką i że jego decyzja jest zła (i proszę oszczędźcie sobie pisania że mówiłam tak z egoistycznych pobudek, bo tak właśnie chciało dziecko). Kiedyś już pisałam, że przy okazji ustalania pobytu dziecka z ojcem nikt jej się o zdanie nie pytał. Moje zdanie jednak mogłam sobie jedynie wypowiedzieć. To była wyłączna decyzja ojca że wziął ją ze sobą. Zresztą na prawdę nie mogę opisać wszystkiego musicie mi wybaczyć. Może wtedy byłoby więcej wiadomo. Nm teraz przyznaje że to był błąd.
    I to że on się ode mnie wyprowadzi i że byśmy się rozstali niewiele zmieni w jej sytuacji, matka kontaktów zaprzestała.
  • orien 12.04.13, 13:26
    To moze jest najwyzszy czas wziasc byka za rogi i odbudowac relacje z matka...?
    --
    Politycy doprowadzili już do tego, że kiedy czytam, że PREZYDENT BYŁ NA PREMIERZE, to nie wiem, czy to relacja z wydarzenia kulturalnego, czy kolejny skandal seksualny ...
  • larysa-1 12.04.13, 13:44
    To samo mówię nm, ale to nie są moje decyzje. Poza tym on nie chce jej oddać matce, więc mogłaby do niej jeździć pewnie tylko np. raz w miesiącu, matka nie przyjedzie jej odwiedzić, sąd zadecydował że ma miejsce pobytu z nim. Gdyby to wszystko było takie proste.
  • orien 12.04.13, 13:38
    Moja kolezanka miala podoby problem: tata z corka, ona z synem. Tata zrzucil na nia obowiazki matki bo a to praca, a to spotkanie z kolegami, a to jakis wyjazd a to wstaw sobie co chcesz. skonczylo sie zle. mloda jak skonczyla 16 lat takie odstwila jazdy mojej kolezance, ze to co ty obecnie przechodzisz to pikus. Skonczylo sie tak, ze tata dojrzal - niestety za pozno dla niego i jego corki - ze byl fatalnym ojcem i popelnil mase bledow. Mloda mieszka z dziadkami, relacja ojciec-corka nie istnieje. Relacja macocha - pasierbica nie istnieje tez. Dodam, ze tam sytuacja byla o tyle skomplikowana, ze jej biologiczna matka umarla przy porodzie, a kolezanka byla macocha nr 2. Problemem w ich ukladzie bylo to, ze ojciec spedzial wiecej czasu z kolezanka niz wlasna corka. Plusem tego, ze tam sie wszyscy nie pozabijali bylo to, ze oni zyja na dwa domy. Kolezanka sie brutalnie nauczyla, ze matkowanie - kiedy rodzicie sie unikaja swoich rodzicielskich obowiazkow - bylo bledem. Niestety, w ostatecznym rozrachunku za bedy doroslych zaplacila malolata...
    --
    Jaka jest różnica pomiędzy Afrodytą a angielskim rządem?
    - Afrodyta powstała z morskiej piany, a rząd z bałwanów.
  • larysa-1 12.04.13, 14:08
    Dlatego tez bardzo się cieszę że nm podjął decyzję o pójściu na terapię i stara się jak w tym wieku. Widzę, że bierze sobie do serca to co mówi pani psycholog i coś tam kombinuje. Może i powoli, może i na razie tyle tego co kot napłakał, ale zawsze coś. U niego dotychczasowe wychowywanie dziecka polegało na tłumaczeniu każdego złego zachowania córki, braku wszelkich obowiązków i nic nie robieniu w celu poprawy sytuacji za wyjątkiem zapewnień że tatuś kocha a ona jest wspaniała. Efekt opłakany.
    Co do przypadku koleżanki - wierzę, niestety to jest życie nie sielanka.
  • sabina211 12.04.13, 14:30
    A ja mając sytuację jaką miałam i mam czytając o odczuciach larysy myślę, że chciałabym poznać jej pasierbicę...Bo nie opiszę sytuacji, kiedy córka mojego M odstawiała i odstawia "jazdy", z którymi poradzić sobie mogłam tylko ja. I może obiektywnie jest trudno, ale jest moją ukochaną adoptowaną (formalnie też) córką. A też mam układ, że dzieci bologiczne jeśli nie są, to na pewno bywają na drugim planie...I co z tego? Sprawiedliwie to znaczy według potrzeb, a nie po równo.
    Dlatego ciekawa jestem, czy ta dziewczynka larysy nm to naprawdę zło wcielone, czy po prostu kobiety mają różną możliwość akceptacji/miłości/inwestowania w nieswoje biologicznie dzieci?
    PS. Od poznania mojego męża wzięłam na siebie wszystkie matczyno-rodzicielskie obowiązki i radości związane z wychowywaniem A. i nam to wyszło tylko na dobre. Dzieciom też a mówię o perspektywie 9-letniej.
  • larysa-1 12.04.13, 14:36
    Mogłaś sobie poradzić z jej jazdami bo ona ciebie kocha a ty ją.
    Nigdy nie mogłabym adoptować dziecka. Nie mam takich predyspozycji.
    Masz 100% racji że kobiety mają różne możliwości, może ja faktycznie mam wyjątkowo małe. A może po takim czasie mam po prostu prawo odpocząć, być wycofana, mieć małą wiarę w przyszłość itd.
    Wzięłaś na siebie wszystkie matczyno - rodzicielskie obowiązki. U mnie było inaczej.
  • sabina211 12.04.13, 15:07
    Dlatego piszę, że jestem ciekawa tej dziewczynki, a nie że z Tobą jest coś nie tak...Też kiedyś brnęłam w coś życiowo ważnego na siłę i wbrew i wiem, jak to niszczy...Choć nie dotyczyło to dzieci. Jeśli myślę cokolwiek to tyle, że powinniście mieszkać osobno, bo w obecnym układzie ciągle ktoś bedzie komuś "strzelał w stopę."
  • edw-ina 12.04.13, 16:48
    Ja również nie mam predyspozycji do kochania wszystkich dzieci i po śmierci ex, z którą mieszkali chłopcy, nie godziłam się na ich przeprowadzkę do Polski. Jednak głównym powodem było to, że nie uważałam, że dzieciom, które właśnie przeżyły jedną traumę w postaci śmierci matki należy fundować zaraz kolejną w postaci wyprowadzki do obcego im kraju. Poza tym widziałam zapędy M, by skoro nie może opiekować się chłopcami ich mama, załatwić to moimi rękoma. I powtarzam - ja się nie zgodziłam. Ale - zostawiłam M otwarte drzwi, wręcz go namawiałam do tego, by wyjechał z Polski i zajął się chłopcami w ich miejscu zamieszkania. Bo uważałam, że jego obowiązek względem nich jest większy niż jego względem mnie. I w takiej sytuacji ważniejsze od związku jest bycie rodzicem. Dlatego nie rozumiem, jak możesz tłumaczyć tak partnera, cieszyć się z tego, że robi jakiekolwiek postępy i skupiać się na dziecku z piekła rodem. Nie dziecko jest problemem. Wy nim jesteście. W imię posiadania tego drugiego w łóżku jesteście w stanie zaakceptować nieakceptowalne - np. ty akceptowałaś bicie swojego dziecka, twój facet akceptuje twoją chęć odseparowania jego córki. Walczycie ze sobą, a razy otrzymują dzieci. W dodatku dorabiasz to tego teorię o byciu ofiarą. To twój NM wprowadził się do ciebie, choć ty tego nie chciałaś i nie akceptowałaś. Czyli wprowadził się na siłę? Zmusił cię? W takim wypadku należy zawiadomić prokuraturę. Skoro możesz napisać na forum o tym, czego nie chcesz, to chyba równie dobrze możesz to wyartykułować przed swoim facetem: tak kochanie, kocham cię, ale nie, nie uważam, że powinniśmy mieszkać razem, ponieważ nie nadaję się na opiekunkę dla twojej córki. A tak za własne błędy karzecie kilkulatkę.
  • belzebubel 12.04.13, 17:53
    boszsz...Larysa... ale Ci się dostało. dziewczyny, łatwo jest rzucić kamieniem... ale, rzadko która z Was ma do czynienia z dzieckiem partnera tak często jak Larysa. Ja mam córkę KĄKUBĘTA wink przez 50 % czasu... Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że w momencie, kiedy zaczęła się walka w sądzie - misio nie zapytał mnie, czy chcę mieć jego córkę pół na pół... Skoro imponowało mi, że on tak super zajmuje się córką od najmłodszych lat, to chyba jasne... ale po tych kilku latach okazuje się, że - cholerka, wcale nie jest jasne.
    Geny i biologia, to całkiem silne argumenty. Oczywiście, możemy wygłaszać tu piękne idee, pytanie, jak to przekłada się na praktykę i real life... I nie bez znaczenia jest tu postawa matki dziewczynki.
    Gdybanie jest największą zmorą naszych czasów... Niestety najmądrzejsi naukowcy dowodzą, że czasu nie da się cofnąć, zatem gdybanie, co powinno się zrobić pierdylion lat temu, nie ma najmniejszego sensu...
    Larysa ma trudną sytuację, jej pasierbica też. Może spróbuj zapytać dziewczynę - czego Ty, kochana chcesz. Ja i Twój tata kochamy się i chcemy, żeby było Ci dobrze, ale nie umiemy znaleźć drogi, więc pomóż nam... może to zadziała, a może jestem naiwna. W każdym razie wiem, jak Ci ciężko, wiem, co to znaczy walczyć z demonami codziennie i cieszyć się jak głupia, że nie zrobiłaś nic złego wink A panie z działu - w teorii jestem mistrzem, zapraszam do utworzenia nowego wątku, bo taki kopniak zapewne Larysie nie pomoże smile, bo ona jest już w niezłej d*p*ie ...
  • aragorna71 12.04.13, 18:03
    ja mam do czynienia z corka meza i jej przyrodnim bratem prawie 100 % czasu a mimo to musze sie zgodzic z dziewczynami.
    Rozumiem Laryse i jej problemy, ale oboje z chlopem popelnili mase bledow a Larysa obwinia pasiernice.
    Moim zdaniem terapia, terapia i jeszcze raz terapia calej rodziny. Jesli nie pomoze pozostaje rozstanie. Odeslanie dziecka po 3 latach do dziadkow spowoduje taka traume, ze dziewczyna juz sie nie pozbiera.
    --
    "Przeznaczenie daje nam w życiu: trzech nauczycieli,trzech przyjaciół, trzy wielkie miłości i trzech wrogów.
    Ta dwunastka jest jednak zawsze zakryta i nie wiemy, kto kim jest, dopóki ich nie pokochamy, nie zostawimy lub nie pokonamy."
  • belzebubel 12.04.13, 18:30
    Zgadzam się z tym, myślę jednak, że Larysa nie myśli racjonalnie, co więcej, posunę się do teorii, że gdyby przyszło do oddania pasierbicy, to ona nie pozwoliłaby na to... Gdyby była "złą macochą" to nie weszłaby na to forum, tylko dawkowała truciznę wink Kobiety, które są w rozkroku - kochają faceta, który wykorzystuje ich słabość, a jednocześnie wiedzą, że chcą jakoś inaczej żyć, mają przechlapane... i dokładanie, i osądzanie nic tu nie pomoże - Larysa pisze wprost, że wie, że to źle, że ona tak to postrzega...
  • larysa-1 15.04.13, 09:43
    Pozwolę sobie odpowiedzieć wszystkim zbiorczo pod wątkiem głównym.
    Edwina
    Nie sądzę żebyś była tak wspaniałomyślna i nie chciała zająć się dziećmi swojego męża głównie z powodu tego że musiałyby się przeprowadzić. Oczywiście to moje prywatne zdanie, tak samo jak twoje na moje tematy. Jak dla mnie odwracając to co mi napisałaś, twój mąż zamiast swoich dzieci na pierwszym miejscu postawił spódnicę. Nie wiem czy to miło dla ciebie brzmi, bo nie powinno się komuś tak niefrasobliwie pisać takich rzeczy, a ty tak właśnie wobec mnie postąpiłaś. Mało tego ja również w odniesieniu do twojej sytuacji mogę napisać, że masz odwagę napisać to na forum i wiesz, że powinien był pojechać i zająć się dziećmi i postawić je na pierwszym miejscu, ale jakoś nie doprowadziłaś do tego dla szczęścia owych dzieci, których dobro tak leży tobie na sercu i pozwoliłaś na to żeby w imię twoich priorytetów wolności itp. wybrał bycie z tobą. Tak więc hasła pod takimi tytułami akurat od ciebie w moim kierunku są na zasadzie "przygarniał kocioł garnkowi". Dla jasności napiszę, że napisałam to jedynie dla zobrazowania sytuacji, bo ja niestety w odróżnieniu od ciebie nie potępiam ani ciebie za tą decyzję ani twojego m. Myślę, że takie problemy są na tyle trudne i skomplikowane że nikt kto nie jest na twoim miejscu nie powinien tak pochopnie mówić o podłości, nie rozumiesz jak mogę tłumaczyć mojego nm a sama swojego m świetnie sobie wytłumaczyłaś i nadal z nim jesteś chociaż z twojego własnego opisu wynika że jako ojciec w twoich oczach się nie sprawdził kompletnie bo " uważałam, że jego obowiązek względem nich jest większy niż jego względem mnie" a jednak został z tobą i zaakceptowałaś jego decyzję z która jak rozumiem kompletnie się nie zgadzasz?
    "W imię posiadania tego drugiego w łóżku jesteście w stanie zaakceptować nieakceptowalne - np. ty akceptowałaś bicie swojego dziecka, twój facet akceptuje twoją chęć odseparowania jego córki." - to się nazywa chwyt poniżej pasa i myślę że świetnie zdajesz sobie z tego sprawę. Faktycznie jego córka biła moją na moich oczach a ja się biernie przyglądałam - dobrze się czujesz??? Może miałaś gorszy dzień jak to pisałaś. I on nie akceptuje mojej chęci odseparowania jego córki, ale nie będę się rozpisywać , bo ten dialog między nami nie miałby najmniejszego sensu.
    "NM wprowadził się do ciebie, choć ty tego nie chciałaś i nie akceptowałaś. Czyli wprowadził się na siłę? Zmusił cię? W takim wypadku należy zawiadomić prokuraturę"
    Przeczytaj może ponownie co napisałam, tym razem ze zrozumieniem.
    Ogólnie niestety twoje wpisy nie miały dla mnie najmniejszego sensu. Dobrze, że nie jestem akurat w dołku , bo mogłabyś mnie skutecznie dobić. Mniemam, że nie pracujesz jako terapeuta ani psycholog, bo twoja "pomoc" ludziom w trudnej sytuacji mogłaby ich popchnąć do nieciekawych wniosków lub czynów.
    Polifonia:
    " jakie wzorce ma twoja pasierbica - mamusia się wypięła, tatuś niewydolny, macosze można wejść na głowę."
    czyli rozumiem że dziecko najlepiej oddać do domu dziecka, bo wszyscy dokoła niej robią jej swoją nieudolnością ogromną krzywdę, na szczęście widzę to zupełnie inaczej
    "... będzie pierwszą męczennicą RP. Ta postawa ci nie pomaga, za to zwalnia z odpowiedzialności za to, co dalej się będzie działo w twoim własnym domu."
    Męczennicą na szczęście nigdy się nie czułam. Z odpowiedzialności co się dzieje w moim domu nic mnie nie zwalnia i zapewniam że mam tego świadomość
    ".... Ojcu masz zostawić wychowanie dziecka, ale relacje między tobą, twoją córką a pasierbicą to także twoja robota. "
    a także pasierbicy i także mojej córki jak słusznie zauważyłaś, czyli widzę że tutaj się zgadzamy
    co do ps. moje prywatne zdanie na temat moich prywatnych spraw - na pewno się zgodzisz, że mogę sobie nawet wymalować farbą olejną na fasadzie mojego domu
    sabina 211
    Już kiedyś w innym wątku pamiętam że w związku z moimi problemami napisałam tobie że zazdroszczę tobie twojej sytuacji. Szczerze ciebie podziwiam za to co zrobiłaś, mnie niestety na to nie stać. W tym momencie nie zdecydujemy się na osobne zamieszkanie, chociaż jeszcze niedawno sama to sugerowałam. Jak to w życiu raz jest z górki raz pod górkę, moja sytuacja cały czas się zmienia i nie wiem co mi życie przyniesie. W chwili obecnej jesteśmy w trakcie terapii i nie jest to czas na takie decyzje.
    belzebubel
    Dzięki za wstawiennictwo, ale widać najłatwiej niewiele myśląc rzucić w kogoś kamieniem, przecież to wymaga najmniej wysiłku, o wile mniej niż napisanie czegoś konstruktywnego i wnoszącego wiele pozytywnego w czyjeś życie. Krytykę tez można wyrażać w taki sposób żeby komuś pomogła - ale po co?
    "Może spróbuj zapytać dziewczynę - czego Ty, kochana chcesz. Ja i Twój tata kochamy się i chcemy, żeby było Ci dobrze, ale nie umiemy znaleźć drogi, więc pomóż nam... może to zadziała, a może jestem naiwna" - robimy to co jakiś czas, faktycznie to działa na nią jak zimny prysznic i jest w stanie w takich momentach kiedy doprowadza nas już do ściany uzmysłowić sobie dzięki takim pytaniom, że jej zachowanie zmierza do nikąd, po takich rozmowach widać jakąś poprawę w jej podejściu
    "A panie z działu - w teorii jestem mistrzem, zapraszam do utworzenia nowego wątku, bo taki kopniak zapewne Larysie nie pomoże , bo ona jest już w niezłej d*p*ie ... "
    trudno się nie zgodzić
    "myślę jednak, że Larysa nie myśli racjonalnie, co więcej, posunę się do teorii, że gdyby przyszło do oddania pasierbicy, to ona nie pozwoliłaby na to... "
    A wiesz , że to bardzo dziwne, ale to fakt. Jest to dla mnie tak traumatyczna decyzja, że jak raz była już sytuacja taka że nm zaczał mówić, że może.... to jednak powiedziałam żebyśmy może jednak jeszcze spróbowali. Dlatego właśnie jestem na forum. To tutaj do woli mogę sobie ponarzekać i powylewać żale a potem wrócić do domu i funkcjonować dalej. Chociaż nie powiem, były takie momenty, że nie chciało mi się do domu wracać, a dalsze takie funkcjonowanie odbierało mi oddech i chęci do życia. W tamtych momentach oddałabym wszystko, łącznie z nm, byleby to się w końcu już skończyło. Nikomu nie życzę być w takim stanie.
    "Gdyby była "złą macochą" to nie weszłaby na to forum, tylko dawkowała truciznę " mało tego, powiedziałabym nawet, że pasierbica już dawno nie mieszkałaby w moim domu a ja chodziłabym już w ciąży z nowym potomkiem nm, tymczasem świadomie rezygnuję z mojego pragnienia, bo mam zbyt niepewną sytuację na to żeby mieć upragnione dziecko
    aragorna71
    "oboje z chłopem popełnili masę błędów a Larysa obwinia pasierbice" gdyby tak było, to moja sprawa byłaby już dawno rozwiązana, a dziewczyny u mnie już by nie było. Obwiniam o to również ją, a nie tylko ją.
    "Moim zdaniem terapia, terapia i jeszcze raz terapia całej rodziny. Jeśli nie pomoże pozostaje rozstanie. Odesłanie dziecka po 3 latach do dziadków spowoduje taka traumę, ze dziewczyna już się nie pozbiera" mam odmienne zdanie, rozstanie w dniu dzisiejszym nie wchodzi w grę, nie wiem co będzie jutro.
    Co do tej traumy, ja mam po prostu inne zdanie, ale nie chcę się rozpisywać. Powiem w skrócie, że ona chętnie zamieszkałaby z dziadkami. Ja jej z ojcem rozdzielać nie zamierzam, zresztą nm to nie marionetka i nigdy by sobie na to nie pozwolił. Tak więc ich kontakt byłby nieprzerwany. Powiem szczerze, że zastanawiałam się nad tym jako matka. I zastanawiałam się co ja bym zrobiła gdyby źródłem problemu była moja córka. Naprawdę nie interesuje mnie wasze zdanie w tej sprawie, ale ja oddałabym ją do moich rodziców, chociaż kocham ją nad życie. Moja córka bardzo kocha swoich dziadków, ma z nimi świetny kontakt a jednocześnie ja miałabym do niej rzut beretem i nieograniczony czas który mogłabym jej poświęcać. Jednocześnie nie zrezygnowałabym z tego związku bo mimo wszystko kocham nm i to właśnie z nim chcę być.
  • polifonia1983 15.04.13, 11:02
    > czyli rozumiem że dziecko najlepiej oddać do domu dziecka, bo wszyscy dokoła niej robią jej swoją nieudolnością ogromną krzywdę, na szczęście widzę to zupełnie inaczej

    Taaak, Laryso, właśnie to powiedziałam... Nie zarzucaj innym braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, skoro sama masz z tym problemy. Podsumowując twoją wypowiedź: tak, wszystkie nie mamy racji i chcemy ci dowalić, a ty jedna rację masz i się jej trzymasz. Powodzenia, ale o radę już nie proś, przynajmniej nie mnie.
  • larysa-1 15.04.13, 11:54
    No coś ty polifonia - strzeliłaś focha? Jak najbardziej czekam na twoje rady. Rozumiem , że ty moje masz już w poważaniu, a szkoda, bo zaręczam, że dla mnie przez ten watek sytuacja się nie zmieniła i zawsze myślałabym jak tobie pomóc w trudnej życiowo sytuacji, zgodnie jednak z życzeniem - oszczędzę sobie. Ty jednak jak najbardziej pisz.
  • polifonia1983 15.04.13, 14:18
    Nie strzelam focha, tylko próbuję ci, nieudolnie jak widać, pokazać, że raczej nie jest tak, że wszystkie tu osoby robią sobie seans nienawiści w stosunku do ciebie, tylko, jednak, mają trochę racji, którą to rację negujesz, bo jest niewygodna.

    I, ciężko mi z tobą na ten temat rozmawiać, bo nie zgadzamy się w pryncypiach, ty wychodzisz z założenia, że można "pokazać drzwi osobie", która nie pasuje do rodzinnej układanki (obojętnie komu), ja uważam, że nie. I, że dzieci w takich sytuacjach są najmniej winne. I, że dziecko, które jest odrzucone przez matkę, faktycznie, rozkwitnie emocjonalnie, jeśli zostanie odesłane do dziadków. I, że jeśli dziecko, mieszkające z ojcem, woli być z dalszą rodziną, niż z nim, to schrzanił on coś koncertowo i mógłby sobie to uświadomić. Bo dzieci nawet z najbardziej dysfunkcyjnych rodzin na ogół nie chcą rozstawać się z rodzicami.

    I, że nie podoba mi się, że udało ci się wykazać mężowi, że kłopoty są z winy pasierbicy, czemu od zaczął przyklaskiwać, zamiast przyznać przed sobą, że jest fatalnym ojcem i to jego wina, co się dzieje z jego dzieckiem. W ostateczności w takiej sytuacji nawet terapia nie jest potrzebna, jak mu się nie będzie chciało pracować nad sobą, wystarczy behawioralna tresura dziecka, a on nadal może się ograniczać do bronienia jej w szkole, mówienia cześć i jaka jest wspaniała, myśląc, że to wystarczy, żeby pokryć wszystkie deficyty dziecka. Bo, że deficyty ma, to widać po pierwszych twoich postach, i to, że one nie biorą się znikąd i są duże próbuję ci wyjaśnić, ale ty wtedy piszesz o tym, że "chcę ją wysłać do domu dziecka", zamiast zastanowić się, jak się czuje w tej sytuacji 12-latka.

    Nie mam ani ciebie, ani twoich rad w poważaniu, ale ta konkretna rozmowa traci sens - wybierasz to, co ci pasuje (jesteś silna, nikt nie może cię do niczego zmusić), a odrzucasz całkowicie to, co nie pasuje np., że nie wszystko robisz dobrze, że wina jest męża, że nastawienie dziecka nie bierze się znikąd itd.
  • larysa-1 15.04.13, 14:56
    Moje dziecko też chciałoby mieszkać u dziadków i mówi mi to całkiem często. Nie znaczy to że jestem złą matką, czy że jest to rodzina dysfunkcyjna jak piszesz, tylko że ona bardzo kocha dziadków. Bo tak na prawdę ma 6 lat i co chwila zmienia zdanie, raz chce mieszkać tutaj , raz tam. Że chce mieszkać u dziadków to dla mnie normalne bo jest tam wręcz na rękach noszona a w domu no niestety jest nauka, sprzątanie pokoju itp. Poza tym ona mówi to w takiej formie że widać że kocha i nas i dziadków i po prostu najchętniej by się rozdwoiła.
    To że nm schrzanił i swego czasu podjął złą decyzję to akurat wie. Ja mu nie wykazuję że kłopoty są z jej winy, ale on sam widzi pewne rzeczy, bo po prostu walą po oczach. I nie mów mi że ja mu wykazuję jaka ona to nie jest a on to łyka bo jest bezmózgim palantem. Te problemy są nasze wspólne i trudne. Dziecko deficyty ma i z tym się akurat zgadzam, ale o to akurat nie mam pretensji, ale o inne sprawy.
    Oczywiście że wybieram to co mi pasuje bo znam najlepiej swoją sytuację, jakbyś poczytała naszą konwersację to nie raz przyznałam racje również tobie. Np. z chęcią powiem, że na pewno nie wszystko robię dobrze, również w odniesieniu do moich pozostałych spraw życiowych. Wina jest mojego partnera również. Ale ty też daj sobie powiedzieć, że o ile nastawienie dziecka nie bierze się znikąd, tak dzieci są różne, co cały czas staram ci się powiedzieć a czego ty akurat nie chcesz usilnie zobaczyć. Trochę wiary we mnie - traktuję ją na prawdę dobrze i zadbałam o wiele rzeczy o które nikt inny się nie pokusił. Dostrzegłam wiele braków które nadrobiłam z własnej woli widząc że nikt inny tego nie robi. Dałam i nadal daję z siebie bardzo dużo. W niektórych kwestiach zostałam wykorzystana przez nm, który narzucił mi rolę matki. Może po prostu byłam za głupia żeby się od razu postawić. Fakt, ale stało się i teraz staram się z niektórych spraw wymiksować i przerzucić je na rodzica.
    Daj tez sobie powiedzieć, że powtarzanie mi jacy to nie jesteśmy z nm fatalni w żaden sposób nie polepszy naszej sytuacji życiowej.
    A tak na marginesie to pasierbica będzie miała w tym roku całe 10 lat, nie 12. Myślę jednak że skoro psycholog dziecięcy widzi RÓWNIEŻ pewne problemy w dziecku, to chyba nie jestem jednak aż taka walnięta, podła itd. itp. jak to opisujesz.
    Twoje racje jak i każde inne chętnie przyjmę, jednak forma również może być nieco inna. I wierz mi czytam to co piszesz i to do mnie trafia. Jednak nie wymagaj ode mnie, że dam się ukrzyżować kiedy na prawdę nie ma ku temu powodu.
  • edw-ina 15.04.13, 11:14
    Jeżeli chcesz wiedzieć, to nigdy nie pochwalałam tego, że po śmierci ex mój mąż nie wyjechał za granicę. Przeciwnie. Miał z tego powodu sporo problemów ze mną. Nie twierdzę też, że bardzo chciałam zająć się nastolatkami po traumie i jedyne, co mnie przerażało, to fakt, że zjawią się w PL. Nie chciałam, bo nie uważałam, że to będzie dla kogokolwiek dobre, w tym dla mnie. Ale nie uważałam też, że w ramach "naszej rodziny" powinniśmy zignorować potrzeby chłopców, bo będą problemem. Po prostu byłam gotowa wylogować się z układa, by mój mąż mógł poświęcić się w całości swoim obowiązkom. Zresztą było bardzo blisko tego.
    Tylko widzisz, różnica polega na tym, że chłopcy mają się dobrze. Mają kochających dziadków, są wśród swoich przyjaciół, wciąż mieszkają na osiedlu, na którym się wychowali, nareszcie mają bardzo fajne układy z ojcem, nareszcie chętnie przyjeżdżają do PL, a nawet jeden zamierza tu studiować i od jakiegoś czasu nie potrzebują już psychologa i są wdzięczni, że nikt ich nie zmusił do wyprowadzki, bo jak sami powiedzieli - po śmierci mamy tego bali się najbardziej. Więc oczywiście, że jestem wredną zołzą i fatalną macochą, bez dwóch zdań. Ale przynajmniej interesują mnie emocje moich niemal dorosłych pasierbów. I jestem z nich cholernie dumna. Z tego, że wyrośli na mądrych chłopaków, że odnoszą sukcesy, że jeżdżą po świecie, że poradzili sobie z tak poważnymi problemami. I mam pewność, że jeżeli z jakiegoś powodu układ rodzinny nie będzie mi pasował, to jednak ja się z niego wycofam, a nie będę szukała sposobów, by usunąć z niego kogoś innego.
  • larysa-1 15.04.13, 11:49
    Ok Edwina, byłaś gotowa się wylogować, ale nie zrobiłaś tego i nie zostawiłaś faceta, który twoim zdaniem powinien był jednak zająć się swoimi dziećmi. Ja ciebie za to bynajmniej nie potępiam, ty natomiast zrobiłaś to jednoznacznie.
    "Tylko widzisz, różnica polega na tym, że chłopcy mają się dobrze. Mają kochających dziadków, są wśród swoich przyjaciół, wciąż mieszkają na osiedlu, na którym
    się wychowali, nareszcie mają bardzo fajne układy z ojcem, nareszcie chętnie przyjeżdżają do PL"
    ale to nie musiało się wcale dobrze skończyć, chociaż oczywiście to rewelacja że tak wyszło, poza tym nie powiedziane po pierwsze, że moje problemy za 3 lata już nie będą istniały bo wszystko się jednak poukłada, lub wariant nr 2 pasierbica się wyprowadzi i w końcu odnajdzie szczęście w życiu u dziadków których również kocha i którzy mieszkają na tyle blisko że jej kontakt z ojcem byłby rewelacyjny, lub wariant nr 3 :pasierbica się wyprowadzi i zrozumie że jednak jest u nas szczęśliwa i sama postanowi wrócić i być z nami
    "Więc oczywiście, że jestem wredną zołzą i fatalną macochą, bez dwóch zdań. "
    dla mnie niekoniecznie, ja tego tak nie widzę
    " I mam pewność, że jeżeli z jakiegoś powodu układ rodzinny nie będzie mi pasował, to jednak ja się z niego wycofam, a nie będę szukała sposobów, by usunąć z niego kogoś innego."
    Niesprawiedliwie mnie oceniasz, chociaż rozumiem, że na podstawie danych z forum nasuwa się taki właśnie wniosek, i na marginesie nie szukam sposobu na pozbycie się pasierbicy, szukam sposobu na poukładanie tego wszystkiego jednocześnie jednak na podstawie dotychczasowych doświadczeń w tym zakresie liczę się z tym że za 3 lata może być tak samo lub gorzej. Dla mnie - niestety, a nie na szczęście. I zwyczajnie nie będę poświęcać szczęścia 3 osób dla szczęścia 1. Wybór zresztą i tak nie będzie należał do mnie.
    Poza tym oczywiście hipotetycznie, gdyby twoim pasierbom nie podobał się fakt posiadania dodatkowego potomstwa ojca z tobą a jednocześnie mieszkalibyście razem z pasierbami, to naprawdę poświeciłabyś się , wzięła dziecko pod pachę i wyprowadziła mimo że z m byście się kochali czy raczej pokazałabyś pasierbowi gdzie są drzwi skoro coś mu nie odpowiada? Bo nie bardzo rozumiem żeby cała nowo stworzona rodzina miała się ciągle podporządkowywać dyktowaniu warunków przez pasierbów.
  • edw-ina 15.04.13, 13:44
    Nie odpowiem na hipotetyczną sytuację, co by było gdyby moi pasierbowie mieszkali z nami i nie chcieli się dzielić ojcem z nowym dzieckiem, które jednocześnie jest ich rodzeństwem, bo to temat wydumany. Poza tym to od ojca wszystkich dzieci oczekiwałabym wysiłku i pracy, której owocem miałoby być zaspokojenie potrzeb wszystkich, ponieważ to on jest ogniwem łączącym.

    I tak, to się nie musiało dobrze skończyć, ale masa ludzi pracowała na to, by tak się jednak skończyło. Pracowali nauczyciele, terapeuci, trener, pracowali dziadkowie i ojciec, a w jakimś stopniu nawet ja, bo po to, by mógł jeździć do nich jak najczęściej, wzięłam na siebie większość naszych wspólnych zobowiązań. I przede wszystkim nie doszło do kolejnej ich wyprowadzki od kogoś do kogoś, tylko dostosowano się do nich. I wierz mi, przez ponad 2 lata byłam gotowa spakować M i wysłać zagranicę w kwadrans, mimo tego, że bardzo go kocham, cholernie dużo dla niego poświęciłam i mimo masy problemów mam nadzieję, że przy nim się zestarzeję.
  • larysa-1 15.04.13, 14:59
    I ja też oczekuje od niego wysiłku i pracy w tej kwestii. Niestety jednak pozytywne nastawienie dziecka jest nam niezbędne.
    I u nas tez masa ludzi nad tym pracuje, a ja staram się pracować nad tym coraz mniej i coraz więcej przerzucać na nm. Ja też dużo poświęciłam.
  • sabina211 15.04.13, 21:47
    Laryso, mnie naprawdę nie ma za co podziwiać, jestem mamą trójki dzieci, każde jest nasze w tym samym stopniu, choć ich geny nie są identyczne. Nigdy nie miałam życiowych planów związanych z adopcją (choć też świadomie nigdy tego nie wykluczałam), ale gdy zobaczyłam A. po raz pierwszy wiedziałam, że to MOJE dziecko. To była taka sama albo i gwałtowniejsza pewność miłości i odpowiedzialności jak po porodach. I nie, nie kocham wszystkich dzieci, które zostają pod moją opieką. A A. kochałam szybciej niż męża (jutro mamy 8 rocznicę ślubu.) I całe szczęście, że wszystko tak się mogło potoczyć, bo trudno byłoby mi się pozbierać, gdybym nie mogła zostać matką A.-przede wszystkim na co dzień, ale prawnie również (a to ostatnie zajęło nam prawie co do dnia 8 lat.) Dlatego nie ma co mnie podziwiać, bo zrobiłam tylko to, czego z całych sił, umysłu i emocji chciałam/musiałam, inaczej bym cierpiała.
  • chanceelise 16.04.13, 15:15
    Przykro mi to pisać, ale otworzyłam dziś wątek "wtrącanie się rodziców" założony przez larysę w październiku ubiegłego roku.... Nie złośliwość jest moja intencją, ale pomyślałam, że masz chyba jakieś grubsze problemy sama ze sobą. Ledwie kilka miesięcy temu Twoim największym problemem byli rodzice, z tym problemem również udałaś się na terapię, wtedy był żal do nm, że zawodzi, sytuacja domowa czyli z pasierbicą - w porządku. W tamtym wątku Twoją córcię i Ciebie krzywdzą rodzice. Wiesz jakoś przeraziłam się, może powinnaś sobie jakoś na poważnie pomóc? Używasz podobnych stwierdzeń, słów wobec różnych sytuacji - stąd wnioskuję że To Ty jesteś w tych sytuacjach problemem, nie rodzice nie pasierbica. Serio Ci współczuję i piszę Ci po to byś sama w spokoju się nad tym zastanowiła.
  • mamameg 17.04.13, 07:38
    Ja tez poczytalam inne wypowiedzi Larysy i wedlug mnie problemem jest jej partner. Ja mam wrazenie, ze on wzial dziecko od matki, zeby nie placic alimentow a potem w osobie Larysy znalazl sobie darmowa opiekunke.
  • rybkka24 16.04.13, 22:50
    > Dokładnie rybko - wybór jest na początku, albo go biorę z nią albo jego bez niej albo w ogóle.

    niezrozumiałe jest dla mnie to co piszesz.
    jeżeli jest facet z dzieckiem który ma główną opiekę i w takiej sytuacji go poznajesz, to możliwości są dwie albo bierzesz go z dzieckiem albo wcale.

    >Przy dzisiejszej mojej mądrości nigdy bym się nie zgodziła żeby wziął ją ze sobą. Wtedy >wybór należałby do niego - być ze mną lub nie. Czasu nie cofnę.

    nie ma 3 możliwości że go bierzesz, ale samego.
    bo co on ma zrobić?porzucić własne dziecko.oddać je?

    obecnym głównym problemem jest organizacja waszego życia.
    powinniście ustalać grafiki opieki nad jego dzieckiem najlepiej tak abyś była max odciążona i czuła się jak najbardziej komfortowo.
    z tym że komfort nie może wiązać się z oddaniem dziecka.
    Twój nm musi sobie tak organizować zajęcia poza pracą aby NIE OBCIĄŻAĆ CIEBIE
    przestań martwić się ze biedaczek nie pochodzi na siłownię, świadomie przecież podjął decyzję o opiece nad córką niech wie się wywiązuje,i znajdzie coś przez co nie będziesz jeszcze bardziej obciążona.

    przyszło mi też do głowy że problemy wychowawcze mogą wynikać z ego że dziewczyna ma poczucie że to WY zabraliście i pozbawiliście ją mamy.z tego poczucia może rodzić się nienawiść i głęboka frustracja.
    w zamian za to dostała niewydolnego wychowawczo ojca i kobietę która nigdy jej matką nie będzie i jej nie zastąpi bo nie jest to nawet możliwe.
    czy nm myślał o wznowieniu i umocnieniu kontaktów dziewczyny z matką?
    ma z nią kontakt?
    czy matka byłaby zainteresowana przejęciem opieki?

  • karolana 17.04.13, 10:22
    Zgadzam się z Rybbką.
    Niestety, jeśli chłop w momencie poznania był głównym opiekunem dziecka, to wybór był tylko między "brać z nią" albo "nie brać wcale". Opcja "brać bez niej" nie miała prawa w ogóle zaistnieć.
    I zgadzam się, że problemem nie jest dziecko, które przecież w momencie zamieszkania z nową kobietą ojca miało 6 lat!, ale szanowny tatuś. Przyznam, że rozwalił mnie tekst o siłowni. Jakby mój miły wyskoczył mi z czymś takim, że ja mam się zająć jego przychówkiem, bo on udaje się na siłownię, zabiłabym śmiechem.
    Rozumiem, że matka olała dziecko. Dziecko w związku z tym po prostu cierpi, a jako dziecko kilkuletnie nie jest w stanie wyrazić swojego bólu w sposób zrozumiały dla dorosłych, więc robi różne rzeczy w celu zwrócenia uwagi na siebie.
    Myślę, że dziecko potrzebuje uczucia, obojętnie od kogo, niech to będzie macocha. I jeśli widzi, że macocha nie potrafi/nie chce tego uczucia dać... Jakbym ja się czuła? Co ja bym wtym momencie robiła?
    Terapie są OK, ale na dłuższą metę albo dziecko powinno wrócić do matki, albo tatuś powinien ruszyć dupę, ale nie na siłownię tylko np. do kina z własną córką.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • edw-ina 17.04.13, 10:41
    Mi również trudno jest uwierzyć w to, że dziecko jest antychrystem i z premedytacją bruździ w układzie. Co gorsza to dziecko poprzez zmianę swego zachowania lub schowanie do kieszeni poczucia odrzucenia ma naprawić rodzinę, a nie ludzie dorośli, którzy jedni w mniejszym a drudzy w większym stopniu przyczynili się do sytuacji odrzucenia i zagrożenia.
    Ojciec schrzanił sprawę. Zabrał dziecko od matki bez wnikania w to, co to dziecko czuje. Najpierw się nią zajmował, później przekazał córkę macosze i ma luz. Dziecko przerzucane z rąk do rąk nie ma poczucia bezpieczeństwa.
    Ja się nie znam na dzieciach. Moje jest dopiero w drodze. Ale potrafię wychowywać psy. I wiem, że nawet pies, który otrzymuje sprzeczne komunikaty, nie czuje oparcia w swoim właścicielu lub jest przerzucany z jednego domu do drugiego - traci grunt pod łapami. Staje się nerwowy, często agresywny, nieufny. Ale taki się staje nie dlatego, że jest z natury złym psem. Tylko dlatego, że ktoś olał jego naturę i jego potrzeby. Przypuszczam, że podobne działa to u człowieka, tylko może nie zawsze objawia się w tak oczywisty sposób.
  • karolana 17.04.13, 10:57
    edw-ina napisała:
    .
    > Ja się nie znam na dzieciach. Moje jest dopiero w drodze. Ale potrafię wychowyw
    > ać psy.

    W wielkim skrócie - wychowanie dziecka i psa wygląda bardzo podobnie smile Warunkowanie działa w zasadzie tak samo, mechanizmy bardzo, bardzo porównywalne wink Tylko ciiiicho sza, bo już wiele razy oberwałam za takie teorie tongue_out

    .--
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • edw-ina 17.04.13, 11:05
    Dlaczego cichosza!!!!!!!!!! Kobieto, pocieszyłaś mnie jak nikt! Bo ja naprawdę boję się roli matki i wszystkiego, co wiąże się z wychowaniem dziecka, ale jeśli mogę przy tym wykorzystać w jakimś stopniu doświadczenia z psami, to jest mi znacznie lżej na sercu! W tym temacie mam ponad ćwierć wieku praktyki wink
  • karolana 17.04.13, 11:18
    No ja mam mniej praktyki z psami, jakie 10 lat w sumie oraz 5 lat doświadczenia z dziećmi, więc porównać chyba mogę smile
    Ale faktem jest, że jestem rypana równo za moje teorie big_grin
    Zatem spoko luz, dasz radę, o ile nie ulegniesz pokusi pójścia w stronę mamafii uncertain (mamafia to pojęcie z książek Leszka Talko, które szczerze Ci polecam jako odstresowywacz) Mnie się zdarza, na szczęście nie-mąż mnie stopuje wink
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • edw-ina 17.04.13, 11:25
    Mamafia? Mafia mam? Muszę przeczytać smile
    A mam nadzieję, że mi zbytnio nie odwali z jednego powodu - ja nie mam w swoim otoczeniu niemal żadnych mam, więc odpadają długie wspólne debaty na temat wyższości pieluszek tetrowych nad flanelowymi itp. Większość rodziców w moim bliższym otoczeniu to... faceci. I Zresztą lubię ich pytać o rady, bo są w tym bardzo konkretni. Ale oczywiście niczego nie zakładam. I choć teraz uciekam na widok mam - terrorystek, to nie mogę mieć pewności, że w przyszłości do nich nie dołączę...
  • chalsia 17.04.13, 11:37
    > Ale faktem jest, że jestem rypana równo za moje teorie big_grin

    ja w 100% podzielam te teorie

    smile smile smile

    prywatne doświadczenia z dziećmi - 11 lat
    prywatne i zawodowe doświadczenia ze zwierzętami (przede wszystkim psy i koty) - 20 lat

    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • edw-ina 17.04.13, 11:40
    pocieszajcie mnie dalej!!!!!!!! Bo akurat psy mam bardzo zdrowe na umyśle i mądre smile Nawet nowi właściciele naszych szczeniaków dzwonią do nas regularnie i dziwią się, że to takie mądrale kochane smile
  • chalsia 17.04.13, 11:44
    a jakiej rasy hodowlą się zajmujesz?
    jeśli nie chcesz tu, to napisz proszę na priva (pewnie z cc do Karolany też)

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • edw-ina 17.04.13, 11:55
    W tej chwili Mastify Tybetańskie, ale przeszłam kilka ras, w większości psy pasterskie i myśliwskie. Rodzice, a szczególnie ojciec, kochali psy i zawsze było w domu kilka. Najczęściej 4, bo 4 psy tworzą już stado i mają własną hierarchię, dzięki czemu ludzie mają mniej roboty smile
    Zdjęcia psów są na moim profilu smile
  • belzebubel 17.04.13, 11:55
    ale się rozwinął wątek...smile
    ja tam lubię mieć dużo wszystkiego big_grin zatem miałam jednocześnie nawet 6 psów ( do zaprzęgu smile , a teraz mam dzieci swoje plus nieswoje... wnioski są...
    kocham / kochałam moje psy... poświęcałam im masę czasu... przed wystawą wystarczyło je odpowiednio wykąpać, potrenować na ringówce i złoty medal w kieszeni... wink pełna micha i spacer, wedle idei - pełny brzuch - pełnia szczęścia i w zasadzie sprawa ogarnięta...
    co do dzieci... sprawa nie jest taka prosta, niestety... mamy tu do czynienia ze stałą zmienną,
    reasumując - nieporównywalnie łatwiej mieć 6 psów niż 3 dzieci big_grin
    chociaż są różni eksperci. W moim życiu największym ekspertem od wychowywania dzieci jest moja dziś 70-letnia ciotka, która... nigdy nie miała dzieci wink
  • chalsia 17.04.13, 12:01
    oczywiście, ze z psami łatwiej niż z dziećmi
    i więcej pracy/wkładu wymaga jedynak - czy to psi, czy ludzki
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • chalsia 17.04.13, 12:03
    proponuję jednak nie zaśmiecać już więcej pobocznymi tematami TEGO wątku smile
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • chalsia 17.04.13, 11:47
    > prywatne i zawodowe doświadczenia ze zwierzętami (przede wszystkim psy i koty)
    > - 20 lat

    errata - 27 lat
    smile
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • larysa-1 17.04.13, 12:07
    Rybko , on nie ma głównej opieki, tylko miejsce zamieszkania dziecka jest z nim. O pozbawienie matki kontaktów , praw czy czegokolwiek nigdy mu nie chodziło, ale o zupełnie inne względy, niestety nie mogę o wszystkim pisać. Co do porzucenia własnego dziecka to nigdy nie wchodziło u nas w grę z żadnej ze stron i ja nigdy tego nie wymagałam i nie będę wymagać. Niestety tego też nie mogę szczegółowo opisać, ale była wtedy taka opcja że matka by ją wzięła. W tamtym czasie nie dogadywali się w różnych kwestiach (również nie napiszę o co chodziło), ale jeśli chodzi o kontakt z dzieckiem to oboje mieli tyle rozumu w głowie że oboje ten kontakt jak najbardziej utrzymywali. Matka sama ten kontakt zerwała, nikt jej kontaktu nigdy nie bronił, nikt do sądu nie poszedł o ograniczenie go. Po dziś dzień ma pełnię władzy rodzicielskiej i niczym nie ograniczone kontakty.
    Wielu ojców nie wiem nawet jak to napisać - chce dziecku zrekompensować krzywdy i zamiast wychowywać zaczyna wyłącznie ulegać. Coś takiego dało w moim przypadku opłakane rezultaty. Profesjonalista również tak to widzi. Wiem że on musi się wziąć do roboty i jak poprzednio napisałam robi to małymi kroczkami po kolejnych wizytach wcielając w życie zalecenia. Nie są to duże zmiany , ale sądzę że bardzo istotne. Poza tym jesteśmy dopiero na początku terapii więc nie ma co wymagać cudów. Ktoś mi już jednak wcześniej zarzucił, że cieszę się z tego. No tak cieszę się, bo pomału on zaczyna sobie uświadamiać że samym usprawiedliwianiem i akceptowaniem tego co się u nas dzieje niestety robi źle. Zdaje się że napisała to polifonia. powiedziała mi chyba również że nie widzę nic dobrego. No właśnie widzę te jego drobne zmiany. Może to śmieszne ale nie wyobrażacie sobie jak on to przeżywa, że trzeba i należy cos kazać, czegoś zakazać itp.
    Tak , chodzi właśnie o tą organizację i nad tym pracujemy ze specjalistą. Co do tej siłowni, zaczynam się zastanawiać czy faktycznie tak to wygląda. Dałyście mi do myślenia.
    Tak z pewnością chodzi u niej właśnie o to poczucie że to my - czyli ja jestem przyczyną dla której została odcięta od matki. Słyszałam już teksty że ona chce żeby tata z mamą mieszkali razem w moim domu (naturalnie beze mnie, wykrzyczane mi prosto w twarz). Ona z pewnością ma żal że ja jej matką nie jestem a jej mama zaprzestała kontaktu. Nm nie ma kontaktu z tamtą matką i nie chce go odnawiać, ale mam też pewność, że nie będzie jej go utrudniać czy zakazywać w razie by zmieniła zdanie.
    Ciężko mi opisać sytuację bo o wielu sprawach po prostu nie mogę napisać, a zdaję sobie sprawę , że to zmienia postać rzeczy.
    W momencie zamieszkania ze mną miała 7 lat, ale to nic nie zmienia. Uczucia od ojca ma naprawdę pod dostatkiem i wiele pozytywnych rzeczy pod swoim adresem słyszy każdego dnia. Ode mnie faktycznie nie ma, ale też nie ma odrzucenia, np. jak przyjdzie się przytulić (co następuje nader rzadko, przypuśćmy raz na miesiąc), potrafi nawet powiedzieć do mnie "mamusiu coś tam coś tam" a za chwilę tupać i płakać bo się na nią spojrzałam przechodząc korytarzem a ona sobie tego nie życzy (jednorazowy incydent, zastępowany innymi, po chwili tłumaczony że nie wie dlaczego). Mniejsza z tym , to są dla mnie duperele i o to akurat nie chodzi, żebym miała tylko takie problemy to by mnie tutaj nie było. Więcej nie mogę opisać. Mogę jednak napisać, że osoby z otoczenia widząc jej zachowanie czasami komentują mi to później, że skoro na tym etapie są z nią takie problemy to co to dopiero będzie później.
    Edwina , nie napisałam nigdzie że dziecko jest antychrystem, bo nie jest. Napisałam jedynie, bardzo niepopularną rzecz, że za 3 lata nie mam zamiaru już się poświęcać jeśli nic się nie zmieni. Tyle. Trudno żebym po tych 3 latach to ja wyprowadziła się z własnego domu. I jeszcze raz piszę, że równie dobrze za 3 lata mogę nie mieć żadnych problemów w tej kwestii i wszystko się ułoży. Wybrałam akurat ten okres bo jest to zmiana szkół. A że dziecko robi specjalnie niektóre rzeczy to chyba nie jest żaden fenomen. W tym wieku dziecko nie ma już problemów z odróżnianiem dobrego postępowania od złego.
    Przy okazji odpiszę tez dziewczynom powyżej waszych wątków.
    ojciec nigdy nie uchylał się od płacenia alimentów. Wprost przeciwnie, bez żadnej rozprawy sądowej płacił. Oprócz alimentów również dobrowolnie kupował ciuchy , zabawki itd. Oprócz tego płacił inne rzeczy. Mniejsza z tym. Płacone na dziecko pieniądze nie były dla niego powodem zabrania jej do siebie. A matka nigdy nie narzekała że za mało na nią dostaje.
    I na koniec do chanceelise, nie mam problemów z całym światem: znajomymi, sąsiadami, koleżankami z pracy itp. wprost przeciwnie. Mam jednak problemy tak jak każdy. Jeśli nawiązujesz do mojej sytuacji sprzed pół roku , to chętnie napiszę, że mam nadzieję że czytając moje dzisiejsze posty za następne pół roku również zarzucisz mi niekonsekwencję. Może moje problemy już zdążą być rozwiązane. Poza tym psycholog nie zalecił mi dodatkowych sesji bo jest ze mną cos nie tak i nie doszukała się sprzeczności miedzy wcześniejszymi wizytami a obecnymi. Mam nadzieję że twoje problemy życiowe również z czasem są rozwiązywane. Niestety jednak pewnie masz już po roku inne, oby jak najmniej poważne.
    A jeszcze Karolana, ja już też wielokrotnie pisałam, że jej ból jak najbardziej jest dla mnie zrozumiały. Byłam i jestem wtedy przy niej. Może byłam kiedyś głównie ja, a teraz jest głównie nm, bo powiedziałam że już wystarczy zwalania wszystkiego na mnie. Ona wie że w każdej chwili może do nas przyjść.
    Dziewczyny, dzięki bardzo za posty. Ponieważ widzę że jest to niekończąca się rozmowa a nie chcę zawłaszczać forum na swoje problemy nie odpiszę już na żaden post w tym wątku. Pora na kogoś innego.
    Pozdrawiam was wszystkie serdecznie i jeszcze raz dzięki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.