Dodaj do ulubionych

reakcja M na propozycje rozdzielnosci majatkowej

19.01.05, 17:15
Pytanie jest czystko teoretyczne bo nie jestem na tym etapie zwiazku ale
nasunelo mi sie po przeczytaniu kilku watkow. Mianowicie rozumiem macoszki
ktore pragna sie w jakis sposob zabezpieczyc, zeby nie czuc, ze sa w jakis
sposob "wykorzystywane" i pracuja na nie swoje dziecko kosztem czasami swoich
wlasnych dzieci. Tyle razy poruszalyscie tu kwestie rozdzielnosci majatkowej
i jej zalet itd. Rozumiem cala sprawe od strony prawnej ale frapuje mnie w
jaki sposob Wy o tym w ogole rozmawialyscie ze swoim mezczyzna? Nie wyobrazam
sobie nawet rozpoczecia rozmowy na ten temat, bo wiem z jaka reakcja M. bym
sie spotkala, chociaz jak wiadomo wiekszosc z nas nie ma wcale na
celu "odebrania" czegos dzieciom z poprzedniego zwiazku, a raczej po prostu
nie przekazania im czegos naszego, co im sie nie nalezy i co wolalybysmy
przekazac komu innemu np. wlasnym dzieciom, rodzenstwu itd (pomijam ewidentne
perfidne wyjatki jak przepisywanie majatku na Next itd ale nie o nich tu
mowa). Jak jednak powiedziec to M? Przeciez wszystko brzmi zle. No bo co na
przyklad? Nie chce zeby twoim dzieciom przypadlo cos z mojego majatku? Czy
faceci w ogole sa w stanie zrozumiec fakt, ze nie widzimy powodu dlaczego
jego dziecko mialoby dziedziczyc po trzech osobach a nasze tylko po dwoch i
ze obiektywnie rzecz biorac to nie byloby to zbyt sprawiedliwe. Nie jest
przypadkiem tak, ze sa slepi na takie argumenty i slysza tylko "nie dam na
twoje dziecko ani zlotoweczki" bez zastanawiania sie ze w sumie to wlasciwie
dlaczego mialaby dawac?
Edytor zaawansowany
  • 19.01.05, 17:25
    U mnie nie było z tym żadnego problemu. Mój mąż wyprowadził się z mieszkania,
    które w połowie było jego, nikt nikogo nie spłacał, a w najbliższym czasie
    zamierza swoją połówkę przepisać na syna. A my kupiliśmy mieszkanie znacznie
    mniejsze, do wykończenia - i to mieszkanie jest tylko na mnie, a w przyszłości
    będzie dla naszego dziecka. Myślę, że tak jest sprawiedliwie, jako, że każde
    dziecko jest w jakiś sposób zabezpieczone i w przyszłości nie powinno być
    żadnych sporów - każde z dzieci ma swoje "zabezpieczenie" i brak możliwości
    egzekwowania jakichkolwiek roszczeń od siebie nawzajem.

    Propozycja wyszła ode mnie, argumentem było nasze przyszłe dziecko i mąż
    przyjął to jako konieczność i wręcz oczywistą rzecz. Dla mnie jest to problemem
    o tyle, że troszkę mam schizę na punkcie kredytu - muszę utrzymać pracę i moje
    obecne zarobki, żeby bank się nie czepiał, czy coś. O wiele łatwiej byłoby ten
    kredyt mieć razem.
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl
  • 19.01.05, 17:37
    dziecko ma prawo dziedziczyc po rodzicach, niezaleznie od tego, z kim
    rodzice "dorobili" sie majatku. w sytuacji, jesli mielibyscie dziecko, takie
    rozwiazania jest faktycznie w porzadku, dzieci z obu malzenstwa dostaja po
    rowno. ale przeciez na razie dziecka nie macie, i jesli twojemu mezowi
    (odpukac) teraz cos by sie stalo, to przez was wspolnie kupione mieszkanie jest
    tylko twoje, a przeciez bylo tez po czesci (piszesz: kupilismy) kupione przez
    twojego meza, wiec przez takie rozwiazanie pozbawisz dziecka prawa do naleznego
    mu spadku po ojcu.
  • 20.01.05, 09:32
    Wiesz, jakie plusy przemawiaja za rozdzielnoscia?
    Hipotetyczna sytuacja - malzenstwo kupuje mieszkanie na kredyt, splaca je
    kobieta (bo przez swoje duze dochody moze wziac na siebie wiekszosc kosztow
    utrzymania swojej rodziny, zeby facet mogl placic wysokie alimenty) przez 30
    lat. W koncu facet umiera pierwszy (niestety p-stwo jest wieksze) i w tym
    momencie (z kredytem splaconym lub nie) trzeba jeszcze odpowiednia
    czesc 'oddac' dziecku meza z pierwszego malznestwa - czyli na przyklad wziac
    kolejny kredyt. Sprawiedliwe? Chyba nie.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 10:30
    aniaa31 napisał:

    > jesli twojemu mezowi (odpukac) teraz cos by sie stalo, to przez was wspolnie kupione mieszkanie jest tylko twoje, a przeciez bylo tez po czesci (piszesz: kupilismy) kupione przez twojego meza, wiec przez takie rozwiazanie pozbawisz dziecka prawa do naleznego mu spadku po ojcu.

    Tak samo jak pozbawione jest "przyszłe" dziecko Nat (jak i sama Naturella, jakby nie patrzeć) CAŁKOWICIE naleznego spadku po ojcu, w postaci tamtej połówki mieszkania, która należy nadal do męża Nat, a która została zapisana w całości (tzn. cała połówkawink - synowi z pierwszego małżeństwa. Ja tu nie widzę niesprawiedliwości.

    pozdr. J.

    --
    "My Star Of The County Down!"

    pl.rec.zeglarstwo.szanty
    pl.rec.modelarstwo.
  • 19.01.05, 17:37
    A propos kredytów, jak wspomniała naturella.... fakt jest faktem, że mój mąż ma
    ich dużo i ja przynajmniej w tych co należą to tego odrębnego majatku nie bedę
    musiała partycypować ... i całe szczęście. Tak naprawdę każde z nas jest w
    dobrej sytuacji. Ale to nie była jedna rozmowa. Każdą rzecz trzeba
    przedyskutowac od nowa.. Porozumienie mozna wypracować, tak samo jak i sposób
    rozmowy
  • 19.01.05, 17:33
    Rozmowa na ten temat jest ciężka jak każda rozmowa o pieniądzach i jak każda
    podobna może skończyć się kłótnia... Po takiej rozmowie wrażenie, że druga
    strona materialnie podchodzi do życia, egoistycznie. A to temat tak samo
    życiowy.... ale jak delikatny.
    U mnie było inaczej. Mój M wystapił z propozycja aby firma pozostała jego
    firmą, zakupione nowe nieruchomosci zapisane były na niego i ziemia również..
    Tłumaczył to tym, że ja nie bedę musiała podpisywać tylu dokumentów, stawiać
    się za kazdym razem u notariusza itp. Miałam wrażenie, że doswiadczony przez
    los stara się zabezpieczyć i nie dopuscić do sytuacji: "znowu żona go
    okradnie". Trochę było mi przykro, ze tak mnie mierzy. Nawet auto, które
    dostałam w prezencie ślubnym, jest na niego. Tak jest z facetami zdradzonymi,
    okradzionymi itp. Był moment, kiedy tłumaczyłam mu, że nie chcę pracować w jego
    firmie, nie chcę zarabiać na jego alimenty. Chcę też mieć własny malutki biznes
    ale pracować na swoje dziecko. I chcę tez testament. No i ok. Testament jest...
    ale poza tym niewiele... Ciężko tak rozmawiać. Za kazdym razem mój mąż pyta:
    chcesz odejść, juz zbierasz? Faktycznie, to jest zabezpieczenie na życie. Nie
    chcę by mnie tak oceniał, bo nie szykuję się do ucieczki.
    Nie zaczynam takich rozmów w ogóle. Jest jak jest. Powoli mój mąż nabiera do
    mnie zaufania. Wspólnie kupiliśmy działke pod dom.
    Ale żeby zapisać wszystko na żone bo chce uciec przed alimentami, nigdy!!
  • 19.01.05, 17:47
    a co macie na celu?
    przeciez prawo spadkowe reguluje takie sytacje. kazde z dzieci dziedziczy po
    swoich rodzicach.
  • 19.01.05, 17:51
    Tak, ale w przypadku kiedy ja umre pierwsza moj maz (oraz moje dzieci)
    dziedziczy po mnie, ktora to czesc nastepnie w rownych czesciach dziedzicza
    potem WSZYSTKIE jego dzieci a nie tyko nasze wspolne. A wiec scheda po mnie
    najpierw przechodzi na mojego meza, i fajnie, tylko ze potem "nie wraca" do
    moich dzieci ale jej beneficjentami staja sie zupelnie obcy nam ludzie.
  • 19.01.05, 17:56

    > Tak, ale w przypadku kiedy ja umre pierwsza moj maz (oraz moje dzieci)
    > dziedziczy po mnie, ktora to czesc nastepnie w rownych czesciach dziedzicza
    > potem WSZYSTKIE jego dzieci a nie tyko nasze wspolne. A wiec scheda po mnie
    > najpierw przechodzi na mojego meza, i fajnie, tylko ze potem "nie wraca" do
    > moich dzieci ale jej beneficjentami staja sie zupelnie obcy nam ludzie.


    i sprawiedliwie, wszystkie dzieci meza dziedzicza wtedy po nim po rowno.
  • 19.01.05, 18:06
    Nie po nim tylko po Next w rezultacie. Wedlug Ciebie sprawiedliwie, wedlug mnie
    nie, ale to sie pewnie bedziesz w stanie zgodzic dopiero jak bedziesz w takiej
    sytuacji. Zobaczylybysmy jak bys wtedy glosowala w tym temacie jakbys
    wiedziala, ze Twoje dzieci beda sie musialy podzielic z pasierbami tym, na co
    Ty zapracowalas. Podkreslam TY, nie TATA. Ale to nie o tym watek wiec moze
    dopisz swoje komentarze gdzie indziej. Pytanie bylo o sposoby omawiania tych
    nuansow z M.
  • 19.01.05, 18:56
    Balladynko jeśli chcesz zabazpieczyć swoje dzieci sporządz testament, w których
    jako spadkobierców powołasz tylko i wyłącznie swoje dzieci, a nie męża. Męża
    przygotuj na temat smile i zobowiąż do tego, zeby nie dochodził zachowku (od
    własnych dzieci smile. Ja również nie widzę powodu, zeby dziedziczyła po mnie
    bądź co bądz obca osoba i zamierzam zrobić tak samo (ewentualnie dla mojego
    przeznaczę określoną kwote, z przykazaniem "na podróż dookoła świata).

    Temat co do spadków, tez należy do tematów tzw. drażniących...

    Aniu - czy chciałabyś, zeby dziedziczyła po Tobie macocha? I tak przecież moze
    być - a to możliwe jest w przypadku - gdy umrze dziecko przed rodzicem (może
    przecież tak być- spadek odziedziczą rodzice - czyli też tato - a po nim -
    macocha.
  • 19.01.05, 19:01
    > Aniu - czy chciałabyś, zeby dziedziczyła po Tobie macocha? I tak przecież
    moze
    > być - a to możliwe jest w przypadku - gdy umrze dziecko przed rodzicem (może
    > przecież tak być- spadek odziedziczą rodzice - czyli też tato - a po nim -
    > macocha

    moze sie tak zdarzyc, ze umre najpierw ja, potem moj tata i macocha w efekcie
    odziedziczy po ojcu jakis tam ulamek tego co kiedys do mnie nalezalo (ulamek,
    bo ojciec nie jest moim jedynym spadkobierca, a mococha tez nie jest jedynym
    spadkobierca ojca)
    nie przeszkadza mi to, mimo iz jej nie lubie. tak dziala prawo spadkowe. nie
    lubie pazernosci i kretactwa w tej dziedzinie.
  • 19.01.05, 19:07
    no to z innej beczki
    zalozmy ze wyszlas za maz za faceta ktory ma dzieci z poprzedniego zwiazku ("
    dal dobra dzieci" czyli eksi zostawil caly majatek i placi wysokie alimenty)

    czy chcialabys, zeby jego dzieci dziedziczyly po tobie na rowni z twoimi i/lub
    waszymi dziecmi?

    dla ciebie to hipotetyczna sytuacja wiec pewnie latwiej jest ci sie podzielic z
    jego dziecmi

    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"

    --
    wszystko co pisze, jest moja subiektywna opinia i ocena tongue_out
  • 19.01.05, 19:16
    >czyli eksi zostawil caly majatek i placi wysokie alimenty

    podzial majatku ustala sad i to nie ma zwiazku z pozniejszym dziedziczeniem.
    jesli sad ustalil, ze nalezalo sie eksi, to widocznie byly ku temu jakies
    powody. jesli moj maz jej to wspanialomyslne podarowal, to jego wybor.
    a alimenty to obowiazek.


    >czy chcialabys, zeby jego dzieci dziedziczyly po tobie na rowni z twoimi i/lub
    > waszymi dziecmi?

    alez nie dziedziczylyby po rowni!!!! po mnie bezposrednio dziedziczylby moj maz
    i nasze dzieci. majatek mojego meza zas, wszystkie jego dzieci po rowno.
  • 20.01.05, 09:21
    lubstej napisała:

    > "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"

    Otóż to. Łatwo jest wypowiadac sie hipotetycznie. gdy przychodzi do praktyki,
    konkretnych sytuacji i uwarunkowan, poglady potrafia sie zminic o 180 stopni.
    Dlatego tez powiedzenie 'widziały gały' jest, moim zdaniem, idiotyczne.


    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 19.01.05, 19:09
    To nie krętactwo i pazerność, jeśli ktoś zabezpiecza spadek PO SOBIE i chce
    mieć wybór na co chce go przeznaczyć. Fakt, ze chce zabezpieczyć po sobie swoje
    dzieci no też naturalne. Jeśli zechce przeznaczyć wszystko na domy dziecka,
    albo na fundacje dla walczących o równość dla kochających inaczej, to też mój
    wybór. I mam do niego prawo.
  • 19.01.05, 19:05
    >cryingewentualnie dla mojego
    > przeznaczę określoną kwote, z przykazaniem "na podróż dookoła świata).
    >

    czyli maz moze po tobie odziedziczyc, pod warunkiem, ze nic z tego nie da swoim
    dzieciom z poprzedniego malzenstwa w spadku. przechulac moze, byle by
    pasierb/pasierbica po nim nie dziedziczyla ani grosza z tego. takie posmiertne
    kontrolowanie tego, co maz zrobi ze swoimi juz wtedy pieniedzmi. super!

  • 19.01.05, 19:06
    aniaa31 napisał:

    > takie posmiertne kontrolowanie tego, co maz zrobi ze swoimi juz wtedy
    > pieniedzmi. super!

    Skoro takie możliwosci daje prawo, tzn. ze jest to ok. Nie kazdemu musi sie
    podobac.

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 19.01.05, 19:15
    aniaa31 napisał:

    > >cryingewentualnie dla mojego
    > > przeznaczę określoną kwote, z przykazaniem "na podróż dookoła świata).
    > >
    >
    > czyli maz moze po tobie odziedziczyc, pod warunkiem, ze nic z tego nie da
    swoim
    >
    > dzieciom z poprzedniego malzenstwa w spadku. przechulac moze, byle by
    > pasierb/pasierbica po nim nie dziedziczyla ani grosza z tego. takie
    posmiertne
    > kontrolowanie tego, co maz zrobi ze swoimi juz wtedy pieniedzmi. super

    To nie tak do końca. I tak jego będzie pół z naszego majątku - na które
    wspólnie pracowaliśmy, a mam w tym swój udział. Drugie pół - to już moja sprawa
    co z tym robię.
  • 19.01.05, 18:06
    przeciez twoje dzieci tez po tobie dziedzicza, obok meza. z waszego wpolnego
    majatku, dostana, i slusznie, wiecej niz dzieci z poprzedniego malzenstwa meza
    zas pieniadze, jakie odziedziczy maz, beda juz wtedy jego pieniedzmy, wiec moze
    chciec, aby po nim dziedziczyly wszystkie jego dzieci
  • 20.01.05, 10:17
    Aniu, nie mam czasu odpowiadać na kolejne Twoje posty, więc króciutko do
    wszystkich.
    Mogę zgodzić się z Tobą w sytuacji hipotetycznej: ludzie się pobierają, mają
    mniej-więcej porównywalne dochody, dorabiają się wspólnie i ich dorobek
    dzielony jest na dzieci i jego/jej i na wspólne. Jest jedno ale. W świecie
    rzeczywistym takie sytuacje zdarzają się rzadko. Zazwyczaj jedna ze stron wnosi
    do małżeństwa więcej, dochody magą być bardzo zróżnicowane (przy czy wcale nie
    jest powiedziane, że to mężczyzna zarabia więcej) i dochodzi jeszcze kwestia
    spadków po dziadkach. Dla moich rodziców niewyobrażalne jest, że syn mojego
    męża będzie uczestniczył w przyszłości w jakiejś części w schedzie po nich. Co
    jest możliwe w przypadku mojej wcześniejszej śmierci (mąż dziedziczy po mnie,
    wraz z dziećmi, potem jego synowie po nim). W takiej sytuacji to mój syn straci
    na rzecz dziecka, które nie jest nawet jego przyrodnim bratem. I nie ważna jest
    tu dla mnie kwestia "ile" straci, a raczej tego, że będzie musiał się sądzić o
    spadek po swoich dziadkach!
    POdobne poglądy ma moje teściowa - niby dlaczego mój syn ma uczestniczyć w
    podziale jej majątku (w jakiejś tam przyszłości - po jej synu, a moim mężu, a
    następnie po mnie)?
    My nie wybraliśmy rozdzielności majątkowej. Póki co, cały nasz majątek przy
    podziale dzieli się równo, uczciwie i sprawiedliwie. Ale ta sytuacja zmieni się
    po:
    * śmierci mojej teściowej
    * śmierci moich rodziców
    * wyjaśnieniu pewnych zaszłości majątkowych sprzed lat (albo i nie
    wyjaśnieniu wink)
    I niech nasi rodzice żyją jak najdłużej, ale nie będą żyć wiecznie. Potem
    pozostanie nam chyba rozwiązanie w postaci precyzyjnie sformuowanych
    testamentów. A może pomyślimy o rozdzielności?
    Rozmowy na ten temat są bardzo trudne do przeprowadzenia sad, ale trzeba przez
    to przebrnąć. Nie widzę niczego wstydliwego w fakcie, że chce się zabezpieczyć
    swoje dzieci. Tak, jak tata myśli o wszystkich SWOICH dzieciach, tak samo mama
    myśli o wszystkich SWOICH dzieciach smile. Reszta pozostaje kwestią formy i
    uczciwości.
    pozdrawiam
    a.
    ps. btw uważam za jak najbardziej w porządku jasne sprecyzowanie swojej
    ostatniej woli: chcę, żebyś za te pieniądze spełnił swoje marzenia: objechał
    świat dookoła, kupił super sprzęt wędkarski, kupił motorówkę etc, etc Albo po
    prostu przehulał. To w końcu moje pieniądze i chcę z nich zrobić prezent
    konkretnej, kochanej osobie smile
    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 10:21
    Ashan, zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Wlasnie o takie niuanse chodzi (mowie o
    spadku po rodzicach (dziadkach dziecka) na przyklad) - i w sumie mozna wybierac
    rozdzielnosc lub testament, albo i to, i to.
    Nie mozna podchodzic do rozdzielnosci tylko w kategoriach odebrania dziecku z
    pierwszego malzenstwa wszystkiego, co sie mu nalezy. Tu raczej chodzi o
    zabezpieczenie wspolnego dziecka, zeby bylo sprawiedliwie. Dlatego nie mowi sie
    o przepisaniu calego majatku na next i zrobieniu rodzielnosci tak, aby facet
    byl bez grosza, tylko o przypisaniu next tego, do powstania czego sie
    przyczynila, a facetowi tego, na co on zarobil.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 10:46
    Ja nie rozumiem tych "krytyk" faktu, że macocha chce, by po niej dziedziczyły wyłącznie jej dzieci (tzn. w oparciu o rozdzielność majątkową).

    Piszesz, że to niesprawiedliwe, że dzieci z pierwszego małżeństwa są w jakiś sposób pozbawiane "swojej części" - a z drugiej strony przyznajesz, ze dzieci dziedziczą TYLKO po swoich rodzicach. Bo do tego mają prawo.
    Więc jeśli jest rodzielność majątkowa - to dziedziczą po swojej mamie, z którą np. mieszkają i po swoim tacie - który ma drugą żonę, ale z rozdzielnością majątkową jej majątek nie wchodzi "w skład" jego majątku. Czyli to co sobei tata zapracował, to JEGO wszystkie dzieci dziedziczą. Więc gdzie tu niesprawiedliwość?

    Argument typu: "A bo ojciec może kupować coś na nazwisko Next, albo sprezentować jej część tego co sam zarabia, albo wydawać na nią pieniądze" itd - można zbić prostym: "Next moze robić to samo w stosunku do niego". Różne są sytuacje. A kwestia pieniędzy we wspólnym gospodarstwie jest na tyle płynna, że nie ma sensu zaglądać ludziom w portfele.

    Najlepiej jest po prostu stwierdzić: to co w chwili śmierci ojca/matki należało do niego - to jest do odziedziczenia przez dzieci. Nieważne jaką drogą doszedł "spadkodawca" do fortuny, bądź do tragicznej sytuacji finansowej.

    Chociaż oczywiście - mozna w międzyczasie dbać jak się da o to, by fortuna się nie rozpełzła na niecne cele smile I Next i dzieci. Do tego każdy ma prawo, chociaż ostateczna decyzja i tak należy do potencjalnego "spadkodawcy".

    J.




    --
    "My Star Of The County Down!"

    pl.rec.zeglarstwo.szanty
    pl.rec.modelarstwo.
  • 20.01.05, 12:09
    > Najlepiej jest po prostu stwierdzić: to co w chwili śmierci ojca/matki
    należało
    > do niego - to jest do odziedziczenia przez dzieci. Nieważne jaką drogą doszedł
    > "spadkodawca" do fortuny, bądź do tragicznej sytuacji finansowej.


    alez ja dokladnie tak uwazam!!! wiec po smierci ojca dziedzicza po nim dzieci.

    >Do tego każdy ma prawo, chocia
    > ż ostateczna decyzja i tak należy do potencjalnego "spadkodawcy".

    oczywiscie, ale nie dziwcie sie negatywnym rekacjom waszych M. wiele osob
    przyjmuje jako zasade, ze w malzenstwie wszystko jest wspolne, zwlaszcza, ze
    wklad finanoswy czesto trudno wyliczyc. wiec propozycja rozdzielnosci,
    motywowana glownie tym, ze przy niekorzystnej kolejnosci smierci, dziecko z
    pierwszego malzenswta odziedziczy po ojcu, ktory wczesniej odziedziczyl po
    zonie (nawiasem mowiac, skad pewnosc, ze to akurta TE SAME pieniadze przejda na
    pasierba. przeciez stuacja finasowa ojca moze sie w miedzyczasei zmienic w oba
    kierunki) moze byc przez kogos dla kogo malzenswto=wspolnota potraktowana
    niechetnie.
  • 20.01.05, 12:34
    aniaa31 napisał:

    oczywiscie, ale nie dziwcie sie negatywnym rekacjom waszych M. wiele osob
    > przyjmuje jako zasade, ze w malzenstwie wszystko jest wspolne, zwlaszcza, ze
    > wklad finanoswy czesto trudno wyliczyc.

    Aniu, to, że rozmowy są trudne, nie znaczy, że reakcja partnera/męża jest
    negatywna smile. W moim odczuciu WSZYSTKIE rozmowy o sprawach majątkowych w
    rodzinie (na płaszczyźnie rodzice-dzieci, rodzeństwo) są trudne.

    wiec propozycja rozdzielnosci,
    > motywowana glownie tym, ze przy niekorzystnej kolejnosci smierci, dziecko z
    > pierwszego malzenswta odziedziczy po ojcu, ktory wczesniej odziedziczyl po
    > zonie (nawiasem mowiac, skad pewnosc, ze to akurta TE SAME pieniadze przejda
    na
    >
    > pasierba. przeciez stuacja finasowa ojca moze sie w miedzyczasei zmienic w
    oba
    > kierunki) moze byc przez kogos dla kogo malzenswto=wspolnota potraktowana
    > niechetnie.

    Często kwestią nie są pieniądze, ale np. mieszkanie, dom, wartościowe pamiątki
    rodzinne, księgozbiory, zbiory znaczków, zegarków etc, etc smile możliwości jest
    multum. Stawianie tutaj w opozycji pojęcia małżeństwa, jako wspólnoty i kwestii
    wzajemnych rozliczeń finansowo-majątkowych odczytuję jako nieporozumienie. W
    dobrze pojętym interesie naszych dzieci (i męża i moich) chcemy zminimalizować
    ewentualne nieporozumienia między nimi i w miarę możliwości unknąć poczucia
    krzywdy któregoś z nich. A przy okazji zrealizować życzenia osób, które nam
    zapisują swoje dobra.
    pozdrawiam
    a.
    --
    W mojej nowej sukni
    Dziś rano -
    Ktoś inny.
  • 19.01.05, 19:10
    No cóż, u nas na razie rozdzielnosc nie jest potrzebna, ale rowniez myslimy o
    tym. Rozmawialismy na ten temat z moim mezem kilkakrotnie i podchodzi on do
    sprawy bez entuzjazmu, ale spokojnie.
    Ja chce rozdzielnosci wlasnie dlatego, zeby po mnie dziedziczyl moj syn (i
    ewentualne kolejne dzieci), jego syn bedzie dziedziczyl po nim. Z zalozenia ma
    byc tak, ze kazde z nas bedie mialo tyle majatku zapisanego na siebie, ile
    wnioslo do jego powstania (proporcjonalnie do dochodow). I mysle, ze bedzie to
    sprawiedliwe. Tym bardziej, ze caly majatek, jaki moj maz bedzie mial, powstaje
    w malzenstwie ze mna - z poprzedniego nic, poza dlugami, nie wyniosl, bo tez
    nie bylo czego dzielic. I uwazam, ze jest to fair - nasze dziecko odziedziczy
    po mnie i moim mezu, syn mojego meza po ojcu (ale tylko po ojcu) i po swojej
    matce.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 09:10
    delikatnie odwróć kota ogonem - powiedz, że chcesz aby jego ciężko wypracowany
    majątek, dobra materialne, po jego śmierci przypadły tylko jego dzieciom, nie
    będzie żadnych niedomówień, że masz do tych dóbr jakieś pretensje.

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • 20.01.05, 10:03
    A ciekawe co powiecie na moja sytuacje....
    Mąż rozwodząc się nie wziął nic ze wspólnego majatku ktorego dorobił sie z była
    zona.
    Podzielili sie jedynie firma po 50 % udziałow.
    Z pierwszego małżenstwa ma 2 dzieci , wiec wszystko czego sie kiedys dorobili
    jest ich + w perwspektywie większośc udziałow w firmie.
    Dom ma syn, mieszkanie 70 m które było odrebna własnościa męża nabyta w okresie
    gdy był rozwodnikiem zostało przepisane na jego córkę.
    Juz po rozwodzie mąz kupił działke budowlana na której zaczął budowe domu - w
    chwili gdy ja "nastałam" wygladało to tak, ze na działce stało kawałek
    niedokończonych murów bez dachu - wywalił firme budowlaną za nieróbstwo.
    Od tamtej pory głownie ja finansuje budowe domu, jako że mąz większośc środków
    inwestuje w firmę.
    Zamierzam również sprzedac moje mieszkanie, które jest moja odrebna własnościa
    nabyta przed slubem i równiez "włozyc w dom"
    Postanowiliśmy, że po sprzedazy mojego mieszkania pójdziemy do notariusza i
    przepiszemy dom tylko i wyłacznie na mnie jako moja odrebną własność.
    Mam pytanie do prawniczek na forum.
    Czy mąz z zona moga zawrzec umowe o tak zwane "dochowanie" ????
    Czyli dom jest mój, ale mój mąz nawet jak bysmy sie rozwiedli ma tam prawo
    mieszkac bądz ja musze mu kupic mieszkanie??
    W naszym przekonaniu takie rozwiązanie byłoby uczciwe.
    Mąz jet 12 lat starszy wiec teoretycznie może "zejśc " wcześniej - w takiej
    sytuacji ja jestem zabezpieczona, że nikt nie będzie miał żadnych roszczeń do
    tego domu i nie będe go musiała np. sprzedac zeby spłacić te roszczenia, a
    gdyby ( odpukać) nasze małzenstwo sie nie udało to mąz jest równiez
    zabezpieczony, ze nikt nigdy go z tego domu nie wyrzuci.
    Ktos zapyta co z dziećmi męza z pierwszego małżenstwa.
    Mąż - ja nie wnikam w jego stosunki z dziecmi w tym te majątkowe - uważa, że
    wszystko co miał dał swoim dzieciom za zycia i z domu "wyszedł" w przysłowiowej
    jednej koszuli + odziedzicza wiekszośc udziałow w firmie, dlatego uważa że ja i
    ewentualne nasze dziecko powino byc zabezpieczone przed roszczeniami ...jednego
    z jego dzieci, które sie w temacie kasa " do wszystkiego zdolne"
    Dodatkowo ma świadomośc , że budowe głownie finansuje ja i ze będzie to w
    chwili jej zakończenia minimum 70 % wartości domu.
    Glupia taka rozmowa o pieniądzach i co kto ma , ale czasami niezbędna
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 10:12
    Rozdzielnosc majatkowa w Waszym przypadku jest, moim zdaniem, jak najbardziej
    wskazana. Dokladnie z tego powodu, o jakim mowi Twoj maz - wszystko, co mial z
    pierwszego malzenstwa, zostawil dzieciom.
    Bardziej dwuznaczna sytuacja jest w sytuacji, gdy z pierwszego malzenstwa, z
    takich czy innych powodow, nie bylo nic - czyli i dziecko/dzieci nie mialy jak
    byc zabezpieczone.
    Co wtedy? Szczegolnie jesli duzy udzial w powstaniu majatku ma next?

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 10:36
    Przyznaje sie, że dlatego własnie ze mój mąz zachowal sie tak a nie inaczej
    szczerze o tym napisałam.
    Sytuacja wydaje sie w jakims sensie "czysta" chociaz nie do końca bo jak by nie
    patrzec to ustawowo jego dzieci dalej maja prawo do dziedziczenia częsci
    dorobku ojca.
    Dlatego własnie mąz zarobione przez siebie pieniadze pcha w rozwój firmy,
    której większośc bezsprzecznie odziedziczą i dlatego chcemy z tego
    dziedziczenia wyłaczyc nasz wspólny dom.
    Nie mam zdania co do dziedziczenia po ojcu kiedy to zona głownie zarabia, a
    mąż zarabia na chleb z margaryną - z której strony by na to nie patrzec to za
    przeproszeniem do d..py.
    Z jednej strony jesli to zona tworzy majątek to trudno aby była chętna, żeby
    dzieci jej męza z pierwszego małżenstwa dziedziczyły " jej krwawicę".
    Z drugiej strony byc może ona dlatego może tyle zarabiać bo on przejął
    większośc obowiązkow domowych wiec stworzył jej mozliwośc takiego zarabkowania,
    czyli przyczynia sie do powstania tego majątku nawet jeśli zarabia na 'chleb z
    margaryną"
    W takiej sytuacji pozbawienie dzieci męza prawa do jakies ( jakiej???) częsci
    spadku tez jest nie na miejscu...
    Mówiałm...z której strony na to nie spojrzec to i tak do d..y
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 10:43
    capa_negra napisała:

    > Nie mam zdania co do dziedziczenia po ojcu kiedy to zona głownie zarabia, a
    > mąż zarabia na chleb z margaryną - z której strony by na to nie patrzec to za
    > przeproszeniem do d..py.

    > Z drugiej strony byc może ona dlatego może tyle zarabiać bo on przejął
    > większośc obowiązkow domowych wiec stworzył jej mozliwośc takiego
    > zarabkowania, czyli przyczynia sie do powstania tego majątku nawet jeśli
    > zarabia na 'chleb z margaryną"

    To moze nie do konca tak, ze zaraboa na chlep z margaryna i umozliwia next
    prace. Chodzi raczej o to, ze jego takie czy inne obciazenia sprawiaja, ze na
    budowanie majatku nie wystarcza. Ja tam sobie mysle o naszej sytuacji i
    dochodze do wniosku takiego, jaki opisalam pare postow wyzej - kazdy z nas
    bedzie mial zapisany na siebie majatek taki, na jaki zapracowalismy.

    > W takiej sytuacji pozbawienie dzieci męza prawa do jakies ( jakiej???) częsci
    > spadku tez jest nie na miejscu...

    No wlasnie, jakiej?

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 10:48
    capa_negra napisała:

    > Nie mam zdania co do dziedziczenia po ojcu kiedy to zona głownie zarabia, a
    > mąż zarabia na chleb z margaryną - z której strony by na to nie patrzec to za
    > przeproszeniem do d..py.
    > Z jednej strony jesli to zona tworzy majątek to trudno aby była chętna, żeby
    > dzieci jej męza z pierwszego małżenstwa dziedziczyły " jej krwawicę".
    > Z drugiej strony byc może ona dlatego może tyle zarabiać bo on przejął
    > większośc obowiązkow domowych wiec stworzył jej mozliwośc takiego
    zarabkowania,
    >
    > czyli przyczynia sie do powstania tego majątku nawet jeśli zarabia na 'chleb
    z
    > margaryną"
    > W takiej sytuacji pozbawienie dzieci męza prawa do jakies ( jakiej???) częsci
    > spadku tez jest nie na miejscu...
    > Mówiałm...z której strony na to nie spojrzec to i tak do d..y

    dlatego deliberowanie na forum na temat hipotetycznych udziałów małżonków w
    wypracowanym majątku, dziedziczenia "temu pół mieszkania, to tamtemu ile?" jest
    z letka nieproduktywne smile Zabrzmi to nieco górnolotnie, ale ważna jest
    uczciwość i zgoda z własnym sumieniem.
    pozdrawiam
    a.

    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 11:00
    ja nie o reakcji czyjegos M.
    Ale jak podzielic sprawiedliwie majatek po ojcu jak istnieja ponizsze
    okolicznosci:

    Kupil dom za pieniadze wyniesione z pierwszego zwiazku (trzy miesiace po
    rozstaniu). Kupil ten dom przed zawarciem drugiego malzenstwa. Teoretycznie
    jest jego wylaczna wlasnoscia. Ale jakby mu sie cos stalo ( nie ma intercyzy)
    to dom dzieli sie po polowie miedzy obecna zone i jego jedynego syna.
    Ma jedno dziecko z pierwszego zwiazku.
    Mieszka z druga zona i jej synem w tym domu. Ojciec jej syna nie placi.
    Dziecko utrzymuje jej obecny maz.
    Druga zona przestala pracowac pol roku przed wyjsciem za maz za goscia.
    Nie maja wspolnych dzieci.
    Mieszkanie, ktore miala jest wynajmowane bylo i jest jej wylaczna wlasnoscia.
    Ona jest duzo od niego mlodsza, a on schorowany a zarabia na to wszystko
    zachowujac wysoki poziom zycia.
    Trudno przewidywac ze ja przezyje, raczej zajedzie sie na smierc.

    I co radzicie, zeby bylo sprawiedliwie??
  • 20.01.05, 11:08
    Prawnie majątek jest jego i tylko jego.
    Kupił dom za pieniądze wyniesione z pierwszego małżenstwa( rozumiem, że
    zarobione w trakcie jego trwania???) - przed podziałem majatku czy po
    podziale ???.
    Jesli przed podziałem poprzedniego majatku to pewnie mozna by to jakos
    wykorzystac , jesli po podziale, czy też był jakis umowny podział i sprawy
    finansowe sa uważane za "załatwione" to raczej po ptakach.
    Decyzja co zrobic z domem i w jakiej części ewentualnie komu go zapisać nalezy
    tylko i wyłacznie do niego.
    I nikt nie ma na to wpływu bez wzgledy czy jego decyzja będzie "moralnie
    uzasadniona" czy tez nie.
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 11:23
    derena33 napisała:

    > ja nie o reakcji czyjegos M.
    > Ale jak podzielic sprawiedliwie majatek po ojcu jak istnieja ponizsze
    > okolicznosci:
    >
    > Kupil dom za pieniadze wyniesione z pierwszego zwiazku (trzy miesiace po
    > rozstaniu).

    Tzn? po rozwodzie? Mieliście podział majątku? Czy to pieniądze, które on przed
    Tobę ukrył?

    Kupil ten dom przed zawarciem drugiego malzenstwa. Teoretycznie
    > jest jego wylaczna wlasnoscia. Ale jakby mu sie cos stalo ( nie ma intercyzy)
    > to dom dzieli sie po polowie miedzy obecna zone i jego jedynego syna.
    > Ma jedno dziecko z pierwszego zwiazku.

    No i ok, zgodnie z prawem dziedziczy współmałżonek, dzieci i rodzice, jeśli żyją


    > Mieszka z druga zona i jej synem w tym domu. Ojciec jej syna nie placi.
    > Dziecko utrzymuje jej obecny maz.
    > Druga zona przestala pracowac pol roku przed wyjsciem za maz za goscia.
    > Nie maja wspolnych dzieci.

    To nie ma związku. Ich decyzja. A to, że nie mają wspólnych dzieci, to lepiej
    dla Twojego syna.

    > Mieszkanie, ktore miala jest wynajmowane bylo i jest jej wylaczna wlasnoscia.

    jeśli nadal wynajmuje i nie mają rozdzielności, to korzyści z wynajmu są ich
    wspólnym majątkiem. W związku z tym zarzuty, że on utrzymuje i swoją obecną
    żonę i jej dziecko tracą na swej sile.

    > Ona jest duzo od niego mlodsza, a on schorowany a zarabia na to wszystko
    > zachowujac wysoki poziom zycia.

    Jego wybór. Równie dobrze mógłyby utrzymywać średni lub niski poziom życia a
    nadwyżką wspierać akcje charytatywne.

    > Trudno przewidywac ze ja przezyje, raczej zajedzie sie na smierc.
    >
    > I co radzicie, zeby bylo sprawiedliwie??

    Derena, sama sobie odpowiedziałaś : dom pól na pól z jego obecną żoną. Chyba,
    że tkwi w tym jakiś haczyk, o którym nie poinformowałaś.

    pozdrawiam
    a.
    --
    Umiesz liczyć - licz na siebie
  • 20.01.05, 13:21
    derena33 napisała:
    > > Mieszka z druga zona i jej synem w tym domu. Ojciec jej syna nie placi.
    > > Dziecko utrzymuje jej obecny maz.
    > > Druga zona przestala pracowac pol roku przed wyjsciem za maz za goscia.
    > > Nie maja wspolnych dzieci.
    ashan napisała:
    > To nie ma związku. Ich decyzja.

    Jak to jest????????? Jesli druga zona swietnie zarabia, to ma to zwiazek, bo
    MUSI chronic SWOJ majatek, bo to ona ma wiekszy wklad w jego tworzenie. A jesli
    druga zona pozostaje na utrzymaniu osobika, o spadku po ktorym dyskutujemy to
    nie ma to zwiazku, choc to on wtedy ma wiekszy wklad w jego powstanie. Badzmy
    konsekwentni, jesli ma zwiazek zawyzanie stopy zyciowej przez druga zone to
    niech i zanizanie stopy zyciowej ma zwiazek z dziedziczeniem.
    Co do dziedziczenia po dziadkach zgadzam sie w zupelnosci.
    Pozdrawiam
    --
    PelAga
    eKobieta
    Uprzejmie prosze aby moich postow nie komentowali obroncy praw ojca, bo mnie
    interesuja jedynie prawa dziecka.
  • 20.01.05, 13:36
    Bardzo jasne jest to, co zostalo napisane. Jak kobieta buduje majatek, to
    logiczne, ze i chce go zabezpieczyc. Jesli nic nie wznosi do malzenstwa - to
    nie ma prawa decydowac o tym, co sie z majatkiem stanie.
    A ze nie rpacuje? Widac tak ustalili. W koncu w malzenstwie decyzje podejmuje
    sie wspolnie.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 14:29
    > Bardzo jasne jest to, co zostalo napisane. Jak kobieta buduje majatek, to
    > logiczne, ze i chce go zabezpieczyc. Jesli nic nie wznosi do malzenstwa - to
    > nie ma prawa decydowac o tym, co sie z majatkiem stanie.

    Reguluje PRAWO co sie stanie, jesli nie ma testamentu. Niewazne, czy wniosla,
    czy nie.

    > A ze nie rpacuje? Widac tak ustalili. W koncu w malzenstwie decyzje podejmuje
    > sie wspolnie.

    Jasne. Ale pietnujac niepracujace byle zony jakos wiekszosc macoch zapomina, ze
    one WSPOLNIE z ich obecnymi mezami taki sposob na zycie ustalaly. I tym facetom
    to musialo pasowac. Warto o tym tez pamietac.
    --
    PelAga
    eKobieta
    Uprzejmie prosze aby moich postow nie komentowali obroncy praw ojca, bo mnie
    interesuja jedynie prawa dziecka.
  • 20.01.05, 15:09
    pelaga napisała:

    > Reguluje PRAWO co sie stanie, jesli nie ma testamentu. Niewazne, czy wniosla,
    > czy nie.

    Miałam na myśli walkę o rozdzielnosc i na przykład żądanie zapisania na nia
    tego, co jest efektem pracy tylko i wyłącznie faceta.

    > Jasne. Ale pietnujac niepracujace byle zony jakos wiekszosc macoch zapomina,
    > ze one WSPOLNIE z ich obecnymi mezami taki sposob na zycie ustalaly. I tym
    > facetom to musialo pasowac. Warto o tym tez pamietac.

    Ten fragment, który zacytowałaś, był swego rodzaju ironią i odniosieniem do
    tego, co 'się pisze'.
    Co do umawiania sie, to zgadzam sie z tym, co napisalas na samodzielnej (w
    watku o pracowaniu bodajze), ze facet sam sobie winien, jesli chcial, zeby jego
    eks zona siedziala w domu lub tez na takie siedzenie sie zgadzal. Tylko powiedz
    mi prosze jeszcze, jak taki facet, ktory sie na nie pracowanie zony nie zgadza,
    ma ja do pojscia do pracy zmusic? W tym momencie umowy nie maja nic do rzeczy.
    Aha, a same umowy dotycza bycia malzenstwem. Po jego ustaniu juz raczej nie
    musza obowiazywac, choc poprawke na swoje poprzednie decyzje trzeba brac, co
    nie znaczy ich nie weryfikowac.


    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 15:53
    > Aha, a same umowy dotycza bycia malzenstwem. Po jego ustaniu juz raczej nie
    > musza obowiazywac

    ale konsekwencje tych umow powinny ponosic obie strony. popatrz na nierzadka
    sytuacje. jest malzenswto, maja dzieci i zona nie pracuje, zajmuje sie domem i
    tymi dziecmi. obojgu ta sytuacja pasuje, fecat moze sie bardziej koncentrowac
    na karierze bo w domu wszystko zrobione. i tu nagle facet wymiania zone
    na "nowszy model" i nagle, chce aby jego byla poszla do pracy, nagle ich
    majatek okazuje sie byc w jego odczuciu tylko jego majatkiem. a byla szanse na
    znalezienie pracy ma niskie, bo zamiast zdobywac doswiadcznie prala pieluchy.
  • 20.01.05, 13:37
    Pelaga, jeśli małżonkowie umawiają się na rozdzielność majątkową to też jest
    ICH umowa. Generalnie jest tak, że o finansach w małżeństwie decydują tylko
    małżonkowie. Przypominam, że w następnych zdaniach Derena wspomniała o tym, że
    żona jej eksmęża wnosi wkład fiansowy do tego małżeństwa w postaci korzyści z
    wynajmu.
    Zgodnie z Twoją sugestią, gdyby żona wnosiła finansowo do małżeństwa
    porównywalnie dużo do męża, to wtedy on zgromadziłby większy majątek i więcej
    mógłby przekazać synowi? Hmmm, według mnie życie nie polega wyłącznie na
    gromadzeniu dóbr w celu przekazania ich potomkom. I na jedzeniu chleba z
    margaryną, żeby odłożyć na spadek dla dziecka wink
    Poza tym istnieje oczywiście możliwość, że żona pozostając w domu stwarza
    mężowi warunki do tego, żeby mógł więcej/wydajniej/ciężej pracować, prawda? smile
    Ale to są już ich ustalenia.
    Pytanie Dereny dotyczyło sprawiedliwego podziału majątku. W przypadku domu
    sprawa jest oczywista. W przypadku ruchomości na pewno do uzgodnienia.
    pozdrawiam
    a.
    ps. nie irrrrytuj się tak wink
    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 14:11
    ashan napisała:

    > Pelaga, jeśli małżonkowie umawiają się na rozdzielność majątkową to też jest
    > ICH umowa. Generalnie jest tak, że o finansach w małżeństwie decydują tylko
    > małżonkowie. Przypominam, że w następnych zdaniach Derena wspomniała o tym,
    że
    > żona jej eksmęża wnosi wkład fiansowy do tego małżeństwa w postaci korzyści z
    > wynajmu.

    ------------
    Nie chce mi sie juz o tym pisac, ona nie zarabia na tym mieszkaniu, bo jest
    ono przepisane na jej syna ( zeby jego syn nie mial do niego zadnych praw
    oczywiscie) a wynajmuje rodzinie po kosztach.




    > Zgodnie z Twoją sugestią, gdyby żona wnosiła finansowo do małżeństwa
    > porównywalnie dużo do męża, to wtedy on zgromadziłby większy majątek i więcej
    > mógłby przekazać synowi? Hmmm, według mnie życie nie polega wyłącznie na
    > gromadzeniu dóbr w celu przekazania ich potomkom. I na jedzeniu chleba z
    > margaryną, żeby odłożyć na spadek dla dziecka wink
    > Poza tym istnieje oczywiście możliwość, że żona pozostając w domu stwarza
    > mężowi warunki do tego, żeby mógł więcej/wydajniej/ciężej pracować, prawda? :-
    )

    > Ale to są już ich ustalenia.
    > Pytanie Dereny dotyczyło sprawiedliwego podziału majątku. W przypadku domu
    > sprawa jest oczywista. W przypadku ruchomości na pewno do uzgodnienia.

    -----------
    W ogole nawet nie wspomnialam o ruchomosciach, to juz jej sprawa. Uwazam za
    niesprawiedliwy, rowny podzial nieruchomosci nabytych za pieniadze uzyskane
    przed zaistnieniem formalnym nowego zwiazku. Tym bardziej ze dom zostal kupiony
    2lata przed zawarciem nowego zwiazku malzenskiego, w trakcie trwania
    poprzedniego, aczkolwiek po rozstaniu partnerow. Ale partner planujacy
    rozstanie mial wiecej czasu na zaplanowanie wszystkiego i dom sprytnie kupil na
    bliskich ze swojej rodziny.

    Reasumujac..
    trzeba sie bogato wydac za mazsmile) i przestac pracowac i czekac, a z automatu
    polowa sie nalezy.

    Czego sobie i wam zyczesmile
  • 20.01.05, 14:22
    derena33 napisała:

    nie chce mi sie juz o tym pisac, ona nie zarabia na tym mieszkaniu, bo jest
    > ono przepisane na jej syna ( zeby jego syn nie mial do niego zadnych praw
    > oczywiscie) a wynajmuje rodzinie po kosztach.
    >
    >
    > W ogole nawet nie wspomnialam o ruchomosciach, to juz jej sprawa. Uwazam za
    > niesprawiedliwy, rowny podzial nieruchomosci nabytych za pieniadze uzyskane
    > przed zaistnieniem formalnym nowego zwiazku. Tym bardziej ze dom zostal
    kupiony
    >
    > 2lata przed zawarciem nowego zwiazku malzenskiego, w trakcie trwania
    > poprzedniego, aczkolwiek po rozstaniu partnerow. Ale partner planujacy
    > rozstanie mial wiecej czasu na zaplanowanie wszystkiego i dom sprytnie kupil
    na
    >
    > bliskich ze swojej rodziny.
    >

    Derena, czyli jednak tkwią w tym haczyki sad Szkoda, że nie ujawniłaś pełnych
    informacji od początku. Coż, człek łatwowierny całe życie się uczy ;-(



    > Reasumujac..
    > trzeba sie bogato wydac za mazsmile) i przestac pracowac i czekac, a z automatu
    > polowa sie nalezy.

    BTW, jeśli dom na jego rodzinę zapisany to chyba i ona z automatu nie
    dziedziczy?

    >Czego sobie i wam zyczesmile

    Powodzenia. Ja nie skorzystam.
    a.
    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 14:42
    ashan napisała:

    > derena33 napisała:
    >
    > Ale partner planujacy
    > > rozstanie mial wiecej czasu na zaplanowanie wszystkiego i dom sprytnie
    kupil na bliskich ze swojej rodziny

    --------------------
    >
    > Derena, czyli jednak tkwią w tym haczyki sad Szkoda, że nie ujawniłaś pełnych
    > informacji od początku. Coż, człek łatwowierny całe życie się uczy ;-(
    ------------
    Ale tuz przed jego powtornym slubem, zostal przepisany spowrotem na niego tylko
    i wylacznie. Nic nie zatailam.
    W koncu to bylo jego osobiste wiano ktore wnosil w nowy zwiazeksmile


    --------
    Wobec powyzszego
    Podtrzymuje , ze jednak z automatusmile
  • 20.01.05, 15:13
    derena33 napisała:

    > Reasumujac..
    > trzeba sie bogato wydac za mazsmile) i przestac pracowac i czekac, a z automatu
    > polowa sie nalezy.
    >
    > Czego sobie i wam zyczesmile

    Ja za zyczenia dziekuje. Raczej nie pasuje mi bycie utrzymanka czyjakolwiek,
    nie chcialabym, zeby mi kiedys, w 'gorszych czasach', ktos wypomnial, ze
    jestem 'pasozytem' czy tez ze wszystko, co mam, mam dzieki temu komus.
    Mysle, ze najlepsze jest budowanie majatku wspolnie, zgodnie z mozliwosciami i
    posiadanie tego, na co sie zapracowalo. W sytuacji potencjalnego rozwodu sprawa
    jest o wiele latwiejsza. A i samopoczucie (przynajmniej moim zdaniem) lepsze.
    Jak sie nie pracuje (bo sie nie chce), to trzeba ponosic konsekwencje swoich
    decyzji. Jak sie nie pracuje, bo maz tego nie chce (tzn. chce byc jedynym
    zywicielem), niech on te konsekwencje ponosi.


    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 14:22
    > ps. nie irrrrytuj się tak wink

    A gdzie ja sie zirytowalam??? jestem luzna jak gumka w kalesonach wink
    Dla mnie te wszystkie rozwazania sa beznadziejne. I nadal uwazam, ze jest
    niekonsekwencja dostrzeganie zawyzania, a niedostrzeganie zanizania poziomu
    zycia przez kolejne zony. Ale do wszystkiego mozna dorobic ideologie.

    > Poza tym istnieje oczywiście możliwość, że żona pozostając w domu stwarza
    > mężowi warunki do tego, żeby mógł więcej/wydajniej/ciężej pracować, prawda? :-

    Nie w tej konkretnej sytuacji smile I w druga strone to zdaje sie tez dziala,
    tylko wtedy juz moralnie uzasadnione jest chronienie majatku przez macoche?

    > Pytanie Dereny dotyczyło sprawiedliwego podziału majątku. W przypadku domu
    > sprawa jest oczywista.

    No wlasnie dla mnie nie jest.

    Ale nie ma co ciagnac tematu, bo pojecie sprawiedliwosc to cos w slowniku mozna
    znalec gdzies miedzy gownem a syfilisem i tyle samo jest warta. Kazda ze stron
    bedzie zawsze czula sie pokrzywdzona, niezaleznie do sposobu podzialu. I z
    kazdego wyjdzie wtedy roszczeniowosc, a najwieksza z niepracujacych zon, ktore
    to taka opcje ustalily wspolnie z mezami.
    Jaka szkoda, ze dokladnie wszyscy wymagaja od takich niepracujacych zon, zeby
    po rozwodzie nagle stawaly sie dobrze zarabiajacymi nie patrzacymi na alimenty
    i spadki samotnymi matkami.
    Pozdrawiam
    --
    PelAga
    eKobieta
    Uprzejmie prosze aby moich postow nie komentowali obroncy praw ojca, bo mnie
    interesuja jedynie prawa dziecka.
  • 20.01.05, 14:28
    Pelasiu, jeśli wszystkie Twoje rozaważania są odpowiedzią na moje wpisy w tym
    wątku, to poprzyj je cytatami smile(poza tym pierwszym zdaniem. Dla mojego
    usprawiedliwienia: gdy czytam duże ilości ????????????? oraz !!!!!!!!! to mam
    wątpliwości co do wyluzowanie rozmówcy, nawet, gdy znam ekspresję danej osoby :-
    ))). Doświadczenia mamy różne, odczucia także - łącznie z oceną czym jest
    sprawiedliwość. I niech tak pozostanie
    pozdrawiam
    a.
    dla mnie eot
    --
    Umiesz liczyć - licz na siebie
  • 20.01.05, 14:41
    Jakos tak lubie te wykrzykniki i znaki zapytania, jak i nawiasiki wink))
    Dyskutujemy sobie i zadaniem zaden z nas nie jest przekonywanie drugiej do
    zmiany pogladow smile
    A rozwazania moje dotyczyly calego watku, a w szczegolnosci tego, czy rowno
    traktuje sie zawyzanie i zanizanie poziomu zycia faceta przez druga zone i nie
    dotyczylo to tylko Ciebie. A jesli chodzi o cytaty to wydaje mi sie, ze raczej
    popieram cytatami to co komentuje, a jesli mam cos do dodania to pisze to od
    siebie bez cytatu, jak skoncze komentowac poprzednia wypowiedz, bo i po co
    tworzyc kolejny post na temat ogolnych rozwazan, w koncu pod kims tez trzeba
    byloby go podpiac.
    Pozdrawiam
    --
    PelAga
    eKobieta
    Uprzejmie prosze aby moich postow nie komentowali obroncy praw ojca, bo mnie
    interesuja jedynie prawa dziecka.
  • 20.01.05, 14:48
    pelaga napisała:


    > A rozwazania moje dotyczyly calego watku, a w szczegolnosci tego, czy rowno
    > traktuje sie zawyzanie i zanizanie poziomu zycia faceta przez druga zone i
    nie
    > dotyczylo to tylko Ciebie.

    Hi, hi, hi, to Ci się udało smile))
    Swoją drogą głowa mogłaby rozboleć od rozważań czy zawyżam czy obniżam poziom
    życia męża smile)) No, koniec czepiania się słówek smile))

    pozdrawiam smile
    a.

    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 14:05
    > Kupil ten dom przed zawarciem drugiego malzenstwa. Teoretycznie
    > > jest jego wylaczna wlasnoscia. Ale jakby mu sie cos stalo ( nie ma interc
    > yzy)
    > > to dom dzieli sie po polowie miedzy obecna zone i jego jedynego syna.
    > > Ma jedno dziecko z pierwszego zwiazku.
    >
    > No i ok, zgodnie z prawem dziedziczy współmałżonek, dzieci i rodzice, jeśli
    żyj
    > ą

    "no i ok",
    ale po smierci zony bedzie po niej dziedziczylo dziecko jej dziecko z
    pierwszego malzenstwa, czyli jakas czesc swojego majatku posredno facet
    przekaze nie swojemu dziecku.no ale w sytuacji, gdy odbywa sie to na korzysc
    dziecka macochowego, to jest to ok. ten facet stanowczo powinnien
    sie "zabezpieczyc", albo wydziedziczajac zone, albo dajac jej sume pieniedzy na
    z konktrenym przeznaczeniem, aby zadna czesc domu nie przypadla w przyszlosci
    jego pasierbowi smile badzce konsekwentne, panie macochy.
  • 20.01.05, 14:24
    aniaa31 napisał:

    > badzce konsekwentne, panie macochy

    Jesli facet chcialby zabezieczyc majatek przed odziedziczeniem przez nie swoje
    dziecko to mialby do tego prawo. Tyle ze nie wiemy, czy on tego chce, a wiemy,
    czego chca niektore z macoch na tym forum.

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 14:37
    przestań traktować ojców/mężów jak bezwolne kukiełki. Napisałam, jak to wygląda
    wg prawa. Jeśli nie zastrzeże tego w testamencie, to będzie tak, jak wynika z
    ustawy. I widocznie taka jego wola. Jeśli będzie chciał to wydziedziczy swoją
    żonę (chciaż teraz mam wątpliwości na kogo faktycznie figuruje ten dom), a
    całość przekaże synowi. Ale to jest JEGO decyzja, ze wszystkimi tego
    następstwami.
    I jestem konsekwentna: daję takie samo prawo decyzji ojcu, jak i matce. Tak
    samo traktuję ich odpowiedzialność i poczytalność.
    Dla mnie eot, bo to bezprzedmiotowe odbijanie piłeczki. Przecież i tak wiesz
    lepiej wink
    pozdrawiam
    a.
    --
    W mojej nowej sukni
    Dziś rano -
    Ktoś inny.
  • 20.01.05, 10:54
    Zamieszczam kawałek mojego postu tego powyżej z nurtujacym mnie problemem

    Mam pytanie do prawniczek na forum.
    Czy mąz z zona moga zawrzec umowe o tak zwane "dochowanie" ????
    Czyli dom jest mój, ale mój mąz nawet jak bysmy sie rozwiedli ma tam prawo
    mieszkac bądz ja musze mu kupic mieszkanie??
    W naszym przekonaniu takie rozwiązanie byłoby uczciwe.
    Mąz jet 12 lat starszy wiec teoretycznie może "zejśc " wcześniej - w takiej
    sytuacji ja jestem zabezpieczona, że nikt nie będzie miał żadnych roszczeń do
    tego domu i nie będe go musiała np. sprzedac zeby spłacić te roszczenia, a
    gdyby ( odpukać) nasze małzenstwo sie nie udało to mąz jest równiez
    zabezpieczony, ze nikt nigdy go z tego domu nie wyrzuci.

    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 11:18
    capa_negra napisała:

    > Mam pytanie do prawniczek na forum.
    > Czy mąz z zona moga zawrzec umowe o tak zwane "dochowanie" ????
    > Czyli dom jest mój, ale mój mąz nawet jak bysmy sie rozwiedli ma tam prawo
    > mieszkac bądz ja musze mu kupic mieszkanie??

    Nie wiem jak w przypadku rozwodu, ale w przypadku "spadkowym" jest to realne.
    Znam to z "rodzinnej-psji".

    Moja babcia wyszła drugi raz za mąż. W czasie trwania małżeństwa tego wykupiła na własność mieszkanie. Spisała testament w którym wskazała konkretnego spadkobiercę (moją mamę- tzn. swoją córkę). Wujek w obecnosci notariusza podpisal zrzeczenie się praw do mieszkania i majątku (bo właściwie 98% rzeczy w mieszkaniu należało do babci jeszcze przed drugim małżeństwem) oraz praw do zachowku. W osobnym "akcie notarialnym" zostało zastrzeżone jedynie jego prawo do "dośmiertnego" użytkowania tego mieszkania - czyli może mieszkać tam do końca życia (swojegosmile - i nikt nie ma prawa go stamtąd wyrzucić. A jeśli np. moja mama chciałaby tam zamieszkać, albo sprzedać to mieszkanie, to musi zapewnić wujkowi inne mieszkanie - u siebie np. albo wynająć lub kupić mu, by mógł dożywotnio tam mieszkać.

    pozdr.

    J.




    --
    "My Star Of The County Down!"

    pl.rec.zeglarstwo.szanty
    pl.rec.modelarstwo.
  • 20.01.05, 11:42
    Ja, jako kobieta silna i pełna wiary w siłę innych kobiet, napiszę inaczej -
    niech każde dziecko dziedziczy po swojej mamie, i będzie oksmile
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl
  • 20.01.05, 11:51
    masz racje Naturello, jestem za wink tylko, ze to chyba bedzie jawna
    dyskryminacja mezczyzn wink
  • 20.01.05, 13:23
    Nat - to jest tez jakaś myśl smile
    W końcu matka pewna - ojciec nie zawsze wink

    J.


    --
    "My Star Of The County Down!"

    pl.rec.zeglarstwo.szanty
    pl.rec.modelarstwo.
  • 20.01.05, 15:19
    Poopieram smile))
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 12:16
    tylko dwie uwagi, krytyczne oczywsicie smile

    > Mąż rozwodząc się nie wziął nic ze wspólnego majatku ktorego dorobił sie z
    była
    >
    > zona.

    skoro tak ustalil sad to nie widze zwiazku

    > Od tamtej pory głownie ja finansuje budowe domu, jako że mąz większośc
    środków
    > inwestuje w firmę

    rozumiem, ze firma was "zywi" na co dzien, czyli maz inwestuje w zycie
    codzienne, jego dochody z firmy "przejadacie" a ty w mieszkanie. bardzo
    sprytnie smile

    z calej sytuacji popieram jedeynie zabezpiecznie pieniedzy z twojego
    mieszkania, o ile jest taka mozliwosc prawna. bo to jest faktycznie tylko twoj
    wklad.

  • 20.01.05, 15:04
    A uwagi uważam za conajmniej nie trafione

    Mąz pieniądze zarobione w firmie inwestuje w firme - świat sie zmienia i
    technika idzie na przód i bez tego nie utrzyma sie na rynku
    Ja inwestuje w dom.
    A co do przejadania - jeśli juz tak zaglądasz w nasze rachunki to uprzejmie
    informuje, ze ja płace wszystkie rachunki za obecne mieszkanie bo od lat mam
    stałe zlecenie w banku, a mąz faktycznie kupuje chleb i do chleba - co nie
    oznacza, że patrzę cielecym wzrokiem w sklepie i czekam, az wyjmie portfel.
    Nie losujemy również kto kiedy leje do baku.
    Mówiąc którko KAZDE z nas finasuje bieżace życie i KAZDE SWOJE NADWYŻKI
    inwestuje - on w firme ja w dom , który uprzejmie informuję formalnie "stoi"
    na mojego męza bo działke kupił i rozpoczął budowe jeszcze przed naszym slubem.

    A teraz uprzejmie poprosze o dokładne sprecyzowanie w którym to momencie jestem
    taka SPRYTNA.
    Czy w tym kiedy zgadzam sie na pakowanie pieniedzy męza tylko i wyłacznie w
    firmę , która jest w połowie własnościa byłej zony i maja umowe notarialna wg.
    której wspólmałżonek ( czyli ja) nie ma prawa mieszać sie w firmę i mówiąc
    krótko jest wyautowany.
    Czy może jestem SPRYTNA pakując SWOJE pieniądze w dom, który jest majatkiem
    odrebnym mojego męża.

    Nie moge sie doczekac wykazania mi tego SPRYTU bo ja go dojrzeć nie moge, ale
    to pewnie wina wady wzroku.

    Na wstepie pierwszego lub drugiego mojego postu w tym wątku napisałam, ze
    POCHWALAM mojego męza za takie zachowanie i miedzy innymi dlatego opisałam
    dokładnie sytuacje bo nie mam najmniejszego powodu do wstydu, ani za siebie ani
    za niego.
    A jak juz tak sobie rozmawiamy to również ja namówiłam męza , aby przepisał
    mieszkanie na córke skoro synowi zostaje dom - chciałam miec "czysta kartę" w
    stosunku do jego dzieci ( mówiąc krótko nie chciałam dopuścic do sytuacji raz,
    żeby mnie ktoś z mojego domu kiedyś wyrzucał, dwa zeby nie było , że dzieci
    ograbiłam )i przy okazji nie załapać sie na komentarze jak to druga i o zgrozo
    młodsza neks żeruje na wspólnie zarobionych w poprzednim małżenstwie
    pieniądzach.

    Ale jak się chce psa uderzyć to sie kamień znajdzie

    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 15:56
    >Mąz pieniądze zarobione w firmie inwestuje w firme - świat sie zmienia i
    > technika idzie na przód i bez tego nie utrzyma sie na rynku
    > Ja inwestuje w dom

    a macie rozdzielnosc? bo jesli nie, to ty nie swoje ale w swietle prawa wasze
    pieniadze inwestujesz w dom, czyli wy inwestujecie w dom. ktory niedlugo
    zostanie przepisany tylko na ciebie. to mialam na mysli piszac o sprycie.
  • 20.01.05, 17:19
    Przeczytałas co chciałaś
    Jeśli mój mąz inwestuje w firme, żeby przetrwała to gdyby nie to że ja inwetuje
    w dom to tego domu by nie było, a zaczeta budowa dawno sprzedana...
    Gdybym była sprytna to te pieniadze które pcham w dom przeznaczyłabym na
    zamiane mieszkania mojego na dalej moje tylko wieksze.
    Zauważ , że szukam równiez sposobu na zabezpieczenie interesów mojego męza
    jesli chodzi o dom w sytuacji kiedy bysmy sie rozwiedli.
    Nie nie mam rozdzielności majatkowej, ale zaczynam sie nad nia zastanawiac bo
    uczciwośc zdaje sie niepopłaca.
    I to tyle w tym temacie.
    A pisząc o sprycie wyraźnie napisałas , że moge sobie inwestowac bo to co on
    zarobi to przejadamy czyli on mnie utrzymuje , a ja sobie szaleje finansowo co
    jest totalna bzdurą wiec nie odwracaj kota ogonem.
    Dla mnie to koniec tematu.
    I konec udowadniania, że nie jestem wielbłądem


    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 17:33
    Capa_negra, dla Ani jest oczywiste, że przy wspólnocie majątkowej Ty WASZE
    WSPÓLNE zarobione przez Ciebie pieniądze chomikujesz dla siebie, ale Twój mąż
    SWOJE zarobione przez siebie pieniądze (a gdzie ta wspólnota majątkowa wink?)
    inwestuje w SWOJĄ firmę (którą ma "pa pałam" z eksią). Ależ to jest
    konsekwentne rozumowanie wink
    pozdrawiam
    a.
    --
    Umiesz liczyć - licz na siebie
  • 21.01.05, 10:14
    Chomikuje dla siebie pakując w dom, ktory formalnie jest odrębna własnościa
    mojego męza, bo kupil działke i zaczął budowac dom przed ślubem - no faktycznie
    spryciula ze mnie jakich mało smile)
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • 20.01.05, 15:23
    aniaa31 napisał:

    > skoro tak ustalil sad to nie widze zwiazku

    Czasami (całkiem często) dla swietego spokoju tzw. facet zostawia eks zonie
    wszystko, bierze dlugi. I sadu sie w to nie miesza, więc nie sąd decyduje.
    Tyle tylko, że potem slyszy sie, ze:
    1. horowo, tak trzeba robić
    2. frajer był, więc cierpi

    Ja sobie tak mysle, ze podzial majatku (i długów) powinien STAŁYM elementem
    rozwodu, żeby potem nie było niedomówień.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 15:48
    > Ja sobie tak mysle, ze podzial majatku (i długów) powinien STAŁYM elementem
    > rozwodu, żeby potem nie było niedomówień.

    i po raz pierwszy sie z toba zgadzam
  • 20.01.05, 11:59
    Ja mam intercyzę. Przed ślubem rozmawiałam o tym z M. otwarcie: wskazałam mu,
    iż nie bedzie sprwiedliwie jeśli pasierb miałby odziedziczyć coś na co w ogole
    nie zarabiał (zarabiali moi śp. rodzice, którzy dla pasierba są science fictin
    i tak naprawdę nikim wg pokrewieństwa), ani mu się nie należy. Tak jak nie
    będzie się należało ewentualnemu potomstwu mojemu z M od bylej żony, a matki
    pasierba. Logiczne. Sporządziłam tez testament. Na dzień dzisiejszy nie jest on
    korzystny dla M., nie jego ustanowiłam spadkobiercą, o czy M. wie). Jeśli
    mielibysmy dziecko testament zmienię (wszystko dla mojeo dziecka z
    wydziedziczeniem M. i pasierba). Wiem, że to jest dla M. nieprzyjemne, ale
    takie jest życie i "koszt" posiadania dziecka z poprzedniego związku. M. sie z
    tym pogodził.
    Gdy to ja miałam ojczyma, nawet do głowy mi nie przyszło by chcieć od niego de
    facto obcej osoby jakichkolwiek zysków ze spadku po nim. Spadek po nim weźmie
    jego rodzina i to uważam za sprawiedliwe.
  • 20.01.05, 12:26
    zmarł mój Tata - miał żonę i dwie córki z tego małżeństwa i jest dom
    1. kupiony za pieniądze ze spadku po moich dziadkach w rodzicach - ojca
    2. maja rozdzielność majątkową
    3. żona zniszczyła dokumenty - dowód że kupione ze spadku
    4. ja mam te dokumenty bo jego siostry go spłacały i mają kwity
    5. dwa lata lemu, gdy ojciec zaczął porządkować te sprawy - zona próbowała go
    ubezwłasnowolnić (nie udało jej się)wtedy jej powiedział, że sporządzi
    testament w którym tylko ja dostanę jego część ( w ramach odkupienie win - jak
    to nazwał) ale nie zdążył

    i co ja mam zrobić z tym pasztetem???

  • 20.01.05, 12:41
    Testamentu nie ma? To dziedziczenie następuje z ustawy. Żona ma pół domu,
    pozostałe pół dziedziczą wszystkie dzieci w częściach równych.
    Intercyza "działa" gdy oboje żyją, po śmierci tylko testament lub ustawa.
    To, że ja mam intercyzę nie oznacza, że po mnie nie dziedziczy mój M. (a więc i
    po nim pasierb). Dlatego zrobiłam testament, gdzie M. i pasierb są
    wydziedziczeni (nie jest to proste, aby kogoś wydziedziczyćmuszą byćspełnione
    określone waruki, ale ja to wszystko ustaliłam wcześniej z M.)
  • 20.01.05, 12:57
    testamentu nie ma - nie zdążył w końcu gdy się wychodzi na chwilę z domu to się
    wierzy że się wróci

    i prawdopodobnie wszędzie tylko ona figuruje jako włąścicielka

    nie mam ochoty włóczyć się po sądach i tracić nerwy - daruje to sobie chyba,
    może jestem głupia, że to robię ale dla mnie najważniejsze jest to że
    nawiązaliśmy kontak i potafiliśmy wybaczyć - ja Tacie a On sobie

    no chyba że mi kobita podniesie ciśnienie do granic mozliwości - wtedy dla
    zasady sobie "powalcze"
  • 20.01.05, 13:09
    Ale tu walki nie bedzie. Brak testamentu: połowa dla żony reszta dla
    poszcególnych dzieci po równo. Sąd bedzie sie pytał Twojej macochy ile zmarły
    miał dzieci (ze wszystkich związków), za złożenie nieprawdziwych informacji
    grozi odpowiedzialność karna. Macocha nie może więc pominąć Ciebie , ani swoich
    córek we wniosku o stwierdzenie nabycia spadku po zmarłym. Potem będzie druga
    sprawa o dział spadku, wtedy też nie możesz być pominięta, musisz pójść i zrzec
    się przed sądem swoich praw do częśći spadku na rzecz macochy lub wszystkich
    pozostałych spadkobierców. Tak więc nawet bez walki musisz udać się do sądu
    jeśli sprawy najpierw o stwierdzenie nabycia spadku, a następnie o dział spadku
    bedą wniesione prze któregokolwiek ze spadkobierców.
  • 20.01.05, 13:17
    Chyba, że ...ojciec najpierw dom kupił a potem przepisał go na macochę. Tu
    będzie problem z udowodnieniem, że pieniądze na zakup domu dał Twój ojciec.
    Jednocześnie może być też problem jeśli podarowł, bo wtedy jest on wyłączną
    własnością macochy. To tak jakby dziadek za życia dał w darowiźnie mieszkanie 1
    wnuczkowi, a miał tych wnuczków np. 4-oro. sprawa załatwiona za życia, awięc
    taką miał wolę by obdarzyć tylko 1-go wnuczka i wtedy sprawy spadkowej nie ma,
    bo i masy spadkowej nie ma (została ona oddana za życia), a jak ktoś jest
    właścicielem to może obdarować kogo chce i roszczenia innych nikomu nie
    przysługują.
  • 20.01.05, 13:34
    dom został kupiony - jakieś 10 lat po ich ślubie za spadek po dziadkach - są
    kwity ale dom jest zapisany chyba tylko na nią po to bym kiedys ja go nie
    chciała - ale ta pani to inny przypadek bo z własna matką sądziła się o
    przysłowiowa miedzę

    w sumie nie ma co roztrząsać - ja i tak nic nie chcę
  • 20.01.05, 14:30
    Ło matko, jaki się wątek z tego zrobił. A mnie wcale nie chodziło o
    roztrząsanie kwestii czy podpisanie intercyzy/ sporządzenie testamentu itd jest
    moralnie usprawiedliwione bo tu akurat nie widzę absolutnie żadnej kwestii do
    rozstrząsania. Dla mnie jest to oczywiste, że dzieci dziedziczą po swoich
    rodzicach a nie po obcych ludziach, że ja się powinnam martwić o swoje dzieci,
    on o swoje i co tu rozstrząsać. Ja nie zamierzam być kolejnym sponsorem
    pasierba, zwłaszcza w sytuacji, kiedy jego mama nigdy w swoim życiu nie podjęła
    żadnej pracy, żyje z bardzo szczodrych, ustalonych miedzy nimi alimentow i
    wiedząc, że M. będzie stać na kontynuowanie takiej sytuacji nie ma żadnego
    zamiaru wybrać się do pracy aż do pełnoletności dzieci, do czego jeszcze
    upłynie wiele wiele lat. Jaki ma plan na potem nie wiem.
    Wiem, że mnie Rodzice nauczyli, że praca jest najważniejszą wartością w życiu,
    żyć z wyboru na czyimś garnuszku byłoby mi po prostu wstyd, pracować zamierzam
    ciężko i mam nadzieję, że coś z tego uciapię. A że polska rzeczywistość jest
    jaka jest, majątku rodzinnego wiele nie posiadam więc nie mam co pomnażać,
    muszę zbierać od początku a zatem zapewne będę miała bardzo niewiele do
    przekazania swoim dzieciom. I dlatego właśnie, że to będzie tak niewiele,
    chciałabym aby w całości przypadło moim dzieciom i co w tym złego. Dzieci M.
    mają i tatę i mamę, którzy OBOJE powinni w taki sposób myśleć o przyszłości
    swoich dzieci. Jak jednemu się nie chce ja nic na to nie poradzę.
  • 20.01.05, 15:23
    Balladynko, taka cecha kobiet- maja zbyt duza wyobraznie.
    Szczerze mowiac kiedy planowalismy z M slub ja sama powiedzialam ze chce
    rozdzielnosci.Choc to ja jestem ta bez mieszkania.
    I nadal jestesmy bez slubu czyli mamy sila rzeczy rozdzielnosc.I mimo , ze
    urodzilam mu corke wychodzac za niego nadal chcialbym rozdzielnosci.
    I gdyby to wyplynelo z jego ust nie byloby dla mnie ciosem a rzecza zwykla,
    normalna.
    Ja tylko zazadalam po urodzeniu Kracka aby polise na zycie zmienil w tej
    kwestii w taki sposob aby nasza corka nie ucierpiala a dzidziczyla po ojcu
    tyle co jego pierwsze dziecko .
    Co do myslenia o dzieciach dla mnie rowniez naturalne jest ze powinny rowno
    dziedziczyc po ojcu co nie znaczy , ze powinny miec tyle samo.I nie widze
    zwiazku z tym co bylo przedtem.Roznie losy sie ukladaja .Jedno dziecko
    odziedziczy wiecej a inne nie bedzie mialo ojca na codzien.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 15:43
    Erin napisala:
    "Czasami (całkiem często) dla swietego spokoju tzw. facet zostawia eks zonie
    wszystko, bierze dlugi. I sadu sie w to nie miesza, więc nie sąd decyduje.
    Tyle tylko, że potem slyszy sie, ze:
    1. horowo, tak trzeba robić
    2. frajer był, więc cierpi

    Ja sobie tak mysle, ze podzial majatku (i długów) powinien STAŁYM elementem
    rozwodu, żeby potem nie było niedomówień."

    Niektore z Was wiedza , ze wlasnie moja sytuacja jest konsekwencja takiego
    postepowania.I bardzo chetnie poznam wasze zdanie.
    Bo spotykam sie z roznymi zdaniami ale osobiscie uwazam , ze powolujac na swiat
    dziecko jestesmy mu winni jakis start.
    Moja Mama tak nie uwaza.
    Na sprawie rozwodowej przekonala mojego ojca aby odpuscil sprawe podzialu
    mieszkania.Tlumaczyla , ze nie chce pogorszyc mi warunkow i zostala ze mna w
    trzech duzych pokojach.On wyniosl sie do swojej partnerki.
    Faktycznie mieszkanie jest nadal ich ale on nigdy nie chcial sie z nia klocic
    i wiedzial , ze w koncu jestem ja - ich dziecko.
    Z mieszkania na dobre wynioslam sie osiem lat temu.Od osmiu lat albo cos
    wynajmuje albo teraz juz mieszkam z M u niego.
    Moja mama mieszka sama, z psem.Nie chce zamienic mieszkania na mniejsze , bo
    jak to tlumaczy rownego temu nie znajdzie - tzn zeby bylo dwustronne wschod
    zachod , mialo duzy balkon i bylo w tym miejscu Warszawy.Ze mna nie chce
    mieszkac , bo mam dwojke dzieci(a sama sie zdecydowalam je urodzic ona miala
    dla mnie inne plany) i sprowadzajac sie do niej trzeba by bylo zrobic rewolucje
    w tym mieszkaniu a jej sie podoba jak jest.
    Spotkalam sie z opinia , ze nie powinnam nic chciec od mamy bo ona ma takie
    prawo i nie musi doroslej corce pomagac.
    Ale czesciej spotykam sie z opinia ze to chore , moja mama ma 3 pokoje, babcia
    3, dziadek 2 a ja wiecznie gdzies sie tułam.
    Osobiscie nie wyobrazam sobie aby moje dziecko mialo podobna sytuacje.Ja nawet
    majac jeden pokoj wzielabym do siebie dziecko i wnuki.
    No ale byc moze przesadzam i jestem nadopiekuncza albo przesadzam z miloscia do
    dzieci.



    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 15:53
    konkubinka napisała:

    > Bo spotykam sie z roznymi zdaniami ale osobiscie uwazam , ze powolujac na
    > swiat dziecko jestesmy mu winni jakis start.

    Zgadzam sie. Natomiast dla mnie start to zapewnienie temu dziecku mozliwości
    wyedukowania się do takiego poziomu, jaki uważa to dziecko za stosowne (ze
    wszystkimi konsekwencjami tej decyzji - tzn. jesli poziom edukacji jest niski,
    owo 'dziecko' powinno liczyc sie z tym, ze i praca nie bedzie z tej 'gornej
    polki' i zycie tym samym tez nie ekskluzywne - chyba ze sie bogato ozeni'
    wyjdzie za maz - co dla niektorych jest metoda na zycie).
    Sprawy typu mieszkanie/samochod itp to moim zdaniem juz sprawa dziecka (a
    racczej doroslego wtedy czlowieka) - moze to kwestia wychowania, ale uwazam, ze
    cos, do czego sie samodzielnie dojdzie, lepiej smakuje. Oczywiscie nie widze
    nic zlego w tym, ze rodzice dokladaja sie do mieszkania na przyklad, ale to
    jest DOBRA WOLA, nie obowiazek.

    Co do Twojej sytuacji - skoro argumentem Twojej mamy na zatrzymanie mieszkania
    byly warunki, w jakich Tobie przyjdzie mieszkac, to powinna poniesc
    konsekwencje tego ustalenia, czyli sprawic, ze i Ty na tym 'niepodzieleniu'
    zyskasz. Najrozsadniejsze, moim zdaniem, byloby zamienienie mieszkania na dwa
    mniejsze. Skoro formalnego podzialu majatku nie bylo, moze niech Twoj ojciec
    teraz sie tym zajmie?

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 16:02
    Ja sie zdecydowalam posluchac tych rad , ktore mowia , ze "ona ma prawo" i nie
    wszczynac walki.
    W gruncie rzeczy wiem, ze i tak kiedys przyjdzie do mnie po pomoc- bo jest
    sama.A ja jej nie odmowie- bo uwazam ze taki moj obowiazek .
    Moj tata to taki "frajer"poprostu oaza spokoju- nie w jego stylu wszczynanie
    wojen a kazdy krok z mojej czy ojca strony oznaczalby wojne.Skoro nie zrobil
    tego przy rozwodzie to nie zrobi i teraz.
    Przy okazji rozwodu padla propozycja zamiany dla niego kawlerka a dla niej 2
    pokoje.Realnej zamiany bo byly mieszkania i chetni.
    Ja sobie poradze ale zalu do mamy pozbyc sie nie moge.
    Pytam o wasze zdanie na ten temat.
    Osobiscie uwazam , ze jesli zaklada sie rodzine i wspolnie kupuje dom to nie
    mozna z gory zakladac ze z chwila ukonczenia 18 lat lub jesli poslizgnie sie
    komus noga(czyt.dziecku) wykopuje sie z niego dziecko .
    A niestety moja sytuacja to konsekwencja braku dobrej woli ze strony
    mamy.Gdybym nie musiala juz z mezem wynajmowac mieszkania i przez lata ladowac
    kasy obcej osobie do kieszeni juz pewnie uzbieralabym na wlasne.A i szkole
    nadal moglabym placic co by prace z gornej polki dostac.
    No ale dostalam kare bo urodzilam dziecko a moja mama tego nie chciala.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 18:40
    konkubinka napisała:

    > no a to ze wpadlam - tzn zaszlam w niechciana ciaze to chyba konsekwencja
    > zlej edukacji przez matke- idac tokiem rozumowania , ktore przedstawila ERIN

    Gdzie Ty takie coś w moich postach wyczytałas???
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 18:39
    konkubinka napisała:

    > Ja sie zdecydowalam posluchac tych rad , ktore mowia , ze "ona ma prawo" i
    > nie wszczynac walki.

    Rozumiem. Pytałaś o nasze zdanie - ja przedstawiłam Ci swoje.

    > Osobiscie uwazam , ze jesli zaklada sie rodzine i wspolnie kupuje dom to nie
    > mozna z gory zakladac ze z chwila ukonczenia 18 lat lub jesli poslizgnie sie
    > komus noga(czyt.dziecku) wykopuje sie z niego dziecko .

    Ależ oczywiscie, ze nie nalezy wykopywac. Mysle, ze rodzic, ktory kocha swoje
    dzieci nigdy nie zostawi ich bez pomocy. Ja wiem na przyklad, ze zawsze dach
    nad glowa i 'miske zupy' u rodzicow dostane (nawet gdy bede miala 40 lat) smile

    > A niestety moja sytuacja to konsekwencja braku dobrej woli ze strony
    > mamy.

    Rozumiem. Ale szczerze mowiac, skoro nie mozna sie z nia dogadac, to wyjscia sa
    dwa - albo zaczac 'walczyc', albo odpuscic.

    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 16:06
    Też jestem zdania, że rodzice MOGĄ pomóc, ale nie muszą. A w stosunku do Twoich
    dzieci to Ty masz obowiązki, a nie Twoja mama...

    Niektórzy wręcz uważają, że dzieci w stosunku do rodziców mają takie same
    obowiązki jak rodzice w stosunku do dzieci... i niekiedy to dzieci pomagają
    rodzicom finansowo. Różnie bywa. Ale zależy to od możliwości finansowych.
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl
  • 20.01.05, 16:14
    A pytałaś ją kiedyś, dlaczego nie chce? I czy uświadamiałaś jej, jakie to ma
    dla Ciebie skutki?
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl
  • 20.01.05, 16:29
    Nat
    Ona wie jakie to ma skutki, widzi to na codzien.Nawet przez dwa lata dawala
    ogloszenie o zamianie i sprzedazy ale zadna propozycja jej nie pasowala .Nie
    wiem czemu tak wielbi ten swoj lokal , bo to naprawde nic specjalnego.
    Miala tez wynajac pokoj i dawac mi pieniadze ale teraz zmienila zdanie.Przez
    jakis czas tak bylo.
    Staralam sie tez o przydzial TBS i gdy go dostalam ona zrezygnowala bo warunki
    umowy najmu jej nie odpowiadaly (wtedy byl przepis ze to osoba trzecia musi
    podpisac umowe- partycypant).
    A potem zamieszkalam z M i przestala dzialac.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 16:33
    za szybko wyslalamsmile
    ostatnio powiedziala zebym przyszla do domu z powrotem.Ale moj pokoj to teraz
    jej magazyn- trzyma tam rower, pianino , stara lodowke .Kiedy zaproponowalam ,
    ze kupie lozko - w pokoju jest tylko mala sofa 120 cm a nas jest trojka,
    powiedziala ze nie ma mowy, musi zostac tak jak jest.
    No i jestem w punkcie wyjscia.
    Dziewczyny.Dodam tylko , ze ja finansowo zle nie stoje ale poprostu na wklad w
    zakup, chocby TBS, nie mam szans.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 18:41
    Widzisz Aniu, zalezy co masz na mysli mowiac 'pomoc'. Pomoc - czyli dac dach
    nad glowa doroslemu dziecku i jej dzieciom - powinna (a ze tego nie robi - nie
    rozumiem). Pomoc w zakupie mieszkania - moze, ale nie musi.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 21.01.05, 00:23
    pomoc=dach nad glowa
  • 20.01.05, 16:16
    nie uwazam, ze rodzice maja obowiazek zapewniac dziecku start finasowy.
    ale inna jest dla mnie sytuacja, gdy dziecku sie noga podwinie, zachoruje, nie
    bedzie moglo pracowac, bedzie wymagalo opieki. od tego jest rodzina, zeby sobie
    pomagac w takich sytuacjach, nawet gdy dziecko jest juz dorosle.
  • 20.01.05, 18:42
    aniaa31 napisała:

    > ale inna jest dla mnie sytuacja, gdy dziecku sie noga podwinie, zachoruje,
    > nie bedzie moglo pracowac, bedzie wymagalo opieki. od tego jest rodzina, zeby
    > sobie pomagac w takich sytuacjach, nawet gdy dziecko jest juz dorosle.

    Przeciez to jest oczywiste.
    --
    "Wierność jest konsekwencją szczęśliwego związku. To nie cena, wyrzeczenie,
    kara. Brak pokus to potwierdzenie i jednocześnie nagroda za dobry wybór"
  • 20.01.05, 16:03
    Ja to widzę tak:
    Mieszkanie jest rodziców i to oni zdecydowali w trakcie rozwodu że ojciec
    zostawia je byłej żonie, która wychowuje małe dziecko. Dziecko dorosło, wyszlo
    z domu, załozyło własną rodzinę. Moim zdaniem mama mogłaby pomóc ci finansowo
    poprzez zamianę mieszkania na mniejsze i przekazanie nadwyżki finansowej Tobie,
    ale nie musi tego robić. Dlaczego? powodow może byc wiele - przyzwyczaiła sie
    po prostu, lubi to mieszkanie, miejsce, a jak wiadomo starych drzew się nie
    przesadza. A po jej śmierci to mieszkanie i tak i tak odziedziczysz i bedzie
    Twoje. Inna sprawa to to, że nie chce byś z nią mieszkała, ale to wynika raczej
    z potencjalnych konfliktów między wami, relacji itp.
    Patrze na swoją sytuację - moi rodzice mieszkają w domu. Nie wyobrażam sobie,
    żebym po śmierci (odpukać) taty kazała mojej mamie sprzedać dom i splacić moją
    część a jej kupić mniejsze mieszkanie w bloku na przykład, bo po co jej dom. Ja
    sobie tego po prostu nie wyobrażam. I bynajmniej moi rodzice nie kupili mi
    mieszkania żebym miała dobry start. Do własnego kąta muszę dojść sama. I mimo
    że bardzo kocham moich rodziców i dobrze sie dogadujemy, nie chciałabym
    mieszkac z nimi w tym domu ze swoja rodziną. Po prostu myślę że oni mają prawo
    do swojego zycia i spokoju, ja do swojego.
    Ale to wszystko to tylko moje subiektywne zdanie.
  • 20.01.05, 16:30
    Ja mam identyczne poglądy jak Mikawi. Moi rodzice mają bardzo duży dom, duze
    mieszkanie sprezentowali mojej siostrze a mi dali wykształcenie (mam jeszcze
    brata). I jestem im z tego powodu bardzo wdzieczna. Co do reszty radzę sobie
    sama i nigdy nie śmiałabym prosić ich, żeby np sprzedali dom, bo ja muszę
    mieszkanie wynajmować. Co prawda po wynajmowaniu mieszkań - kupiliśmy
    mieszkanie- na kredyt na 30 lat. Jasne, że tak jest trudniej, ale jak wielkie
    zadowolenie z siebie, ze doszło sie do wszystkiego samemu.

    Nie potrafiłabym się też spierać z rodzeństwem o spadki... U mnie w rodzinie od
    kiedy pamiętam jest prosta zasada (zaróno po stronie ojca jak i matki) - to z
    rodzeństwa, które opiekuje się rodzicami do ich smierci dziedziczy po nich
    spadek. Nie było nawet w tej kwestii żadnych testamentów, a reszta rodzeństwa
    nigdy nie dochodziła żadnych zachowków etc. To jest w mojej rodzinie norma i
    nikt nigdy sie nie wyłamał. ups - przypomniało mi się o kuzynach - po swoich
    rodzicach - rodzeństwo mocno sie pokłóciło o spadek. Nic sensownego z tego nie
    wynikło, nie rozmawiają ze sobą...
  • 20.01.05, 16:40
    Tak .Ale sytuacja kazda jest inna.
    Wyksztalcenie, dom, inne rzeczy.Wlasciwie nic nikt nikomu nie musi dawac.
    Dlatego ja mamie nigdy nie sugeruje , kiedy ogladala mieszkania do zamiany nie
    tlumaczylam na sile ze sa fajne.Na zamiane ona sie uparla , bo mieszkanie ma za
    duze , za duzo sprzatania itp.
    Ja poprostu chyba wrodzilam sie w ojca.I cale szczescie, bo gdybym zyla tak jak
    kazala mi matka pewno nigdy nie bylabym na tym forum a corka M wisiala by mi i
    powiewala.
    Jakos nie moge poprostu zrozumiec takiego podejscia akurat tej matki akurat do
    tego dziecka - czyli do mnie.

    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 16:45
    Konkubinko, ale moje zdanie nie odnosi się do Ciebie i nie postrzegam, ze
    robisz coś złego. Pewnym osobom jest trudniej, innym łatwiej - każda sytuacja
    jest inna. Jasne, ze jak sytuacja dziecka jest trudna i nie może sobie z tym
    samo poradzić a rodzicom nic nie szkodzi, to dlaczego nie mają pomóc... Ja
    jestem po prostu przyzwyczajone do tego, zeby polegać na sobie.. Ostatnio mi
    sie przypomniało jak miałam 7 lat to poszłam na pole truskawek zarobić na
    lody... A w domu bynajmniej nie było biednie smile... Siama i siama -tak było
    zawsze smile

    Pozdrawiam Cię.
  • 20.01.05, 16:52
    wiesz ze mna tez tak bylo.Bardzo dlugo.Kiedy rozstalam sie z mezem pokazalam
    wszystkim ze dam rade, ze nie musze byc od niego zalezna i ponizana -poszlam do
    pracy na magazyn w Praktikerze.Karmilam cycem , nosilam palety, worki z
    cementem.O szostej rano maly byl juz w zlobku, bo jezdzilam na drugi koniec
    Wawy.Potem znalazlam lepsza prace i jeszcze lepsza.Lecz nigdy taka zeby odlozyc
    na mieszkanie ale stac mnie bylo na wynajecie.No ale kiedy stracilam te super
    robote jaka byla ostatnia i to stracilam ja w wyniku spisku ludzi , ktorzy ze
    mna pracowali zaczelo brakowac mi sil.Teraz mam dwojke dzieci , wlasciwie
    niezbyt piekna sytuacje i jest mi trudniej .Poprostu.
    Jasne , ze poradze sobie ale zal pozostaje.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 17:00
    Właśnie tak jest w Polsce. Cieżka praca, która raptem wystarcza na podstawowe
    potrzeby. Nie ma z tej pracy kołaczy niestety. Wiem ile moich znajomych po
    studiach nie pracuje, bodź za płacę w okolicach 1000 zł. Powoduje to straszne
    poczucie bezradności. Dlatego nie dziwię sie dlaczego myśli sie o tym, żeby
    zabezpieczyć tych najbiższych po sobie. Tym bardziej jak wie się, jak trudno
    było pewne rzeczy osiągnąć.

    A najgorzej to chyba trafić na niewłaściwego mężczyznę.. Moja siostra tak
    miała... Całe szczescie znalazła właśnie oparcie w rodzinie... Pozdrawiam
  • 20.01.05, 17:24
    Wiesz mezczyzna sie zmienia wskutek roznych sytuacji.Akurat moj bazuje na
    tym , ze nie mam oparcia w mamie.Bazuje i sie nie stara .Gdyby poczul sie
    zagrozony , zmienilby sie.Wiem , ze potrafi.Ale skoro nic go nie dopinguje to
    po co, lepiej miec wygodnie.
    Ale sytuacja mojej mamy i mojego M moze sie zmienic.
    Raz na wozie raz na nawoziesmilesmilesmile
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 17:29
    Ale sytuacja mojej mamy i mojego M moze sie zmienic.
    > Raz na wozie raz na nawoziesmilesmilesmile

    Dokładnie!!! smile Tylko oby cześciej "na wozie", czego Tobie, sobie i pozostałym
    dzielnym kobietkom życzę smile
  • 20.01.05, 16:56
    Konkubinko, jeżeli Twój ojciec zgodził się nie robić formalnego podziału
    majątku pod warunkiem, że jego część mieszkania przypadnie Tobie, to wdawanie
    się rozważania jaki start rodzice powinni zapewnić dziecku uważam za zboczenie
    z tematu. Część ojca Ci się należy i matka powinna tego podziału dokonać. W
    jakiej formie: czy poprzez zamianę mieszkania na dwa mniejsze, czy poprzez
    spłatę jest nieistotne. POodbieństwo Twojej sytuacji z sytuacją śmierci jednego
    ze współmałżonków i spłatą dziecka jest pozorne. Porozumienia dot. użytkowania
    mieszkania dokonali dorośli ludzie i obydwoje powinni poczuwać się do
    wypełnienia podjętych zobowiązań. No, ale teoria teorią, a życie życiem...
    Będąc na Twoim miejscu dałabym sobie spokój z dochodzeniem swoich racji, nie
    znoszę sądów, sporów, a pokojowo na pewno nie udałoby się podziału osiągnąć.
    pozdrawiam
    a.
    ps. a ja w Ciebie wierzę i wierzę, że mimo trudnego startu poradzisz sobie smile
    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 17:03
    Anusiu, skoro uwierzyłam, że ja schudnę to Ty tym bardziej smile))
    Nie kochanka, Derena wyżej podała przepis, jak się ustawić wink O, jaka szkoda,
    że dla mnie już za późno ;-P
    pozdrawiam smile
    a.
    --
    Zimowa przerwa -
    Żadnych talentów
    Więc żadnych grzechów.
  • 20.01.05, 17:36
    ashan napisała:

    > Anusiu, skoro uwierzyłam, że ja schudnę to Ty tym bardziej smile))
    > Nie kochanka, Derena wyżej podała przepis, jak się ustawić wink O, jaka
    szkoda,
    > że dla mnie już za późno ;-P
    > pozdrawiam smile


    -------

    A czy nie uwazasz Ashan, ze niektore kobiety wlasnie tym sie kieruja by sie
    ustawic w zyciu?

    Nie znasz takich par? Bo ja znamsmile
  • 20.01.05, 17:41
    ja tez znam.Ashan tez napewno ale my do nich nie nalezymy- niestety lub stetysmile
    Mam nawet bliska kolezanke , ktora poprostu po to zyje.
    A ja jak poznalam super bogatego , fajnego, niezbyt starego faceta , ktory mial
    sie wlasnie rozejsc z zona po dwoch latach w separacji to wypralam mu mozg do
    tego stopnia ze wlasnie do zony wrocil.
    --
    Mama Starszego Brata (1997) i Mlodszej Siostry (2003)

    MÓJ SKLEP
  • 20.01.05, 17:43
    A czy nie uwazasz Ashan, ze niektore kobiety wlasnie tym sie kieruja by sie
    > ustawic w zyciu?
    >
    > Nie znasz takich par? Bo ja znamsmile

    W realu? Nie, nie znam. Z opowieści na forum? Znam. A nawet gorsze wink
    pozdrawiam
    a.
    --
    Umiesz liczyć - licz na siebie
  • 07.02.05, 11:26
    Ja poprosiłam męża o rozdzielność majatkową, gdy z romansu w trakcie naszego
    małżeństwa urodziło się dziecko. Nie mam zamiaru dzielić się moją częścią z jego
    dzieckiem. On swoją może dysponować jak chce.
    Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.