Dodaj do ulubionych

mur berlinski:(

09.02.05, 17:52
Ech. Nie chce mi się juz nawet próbowaćsad( Czy Wy tez napotykacie taki mur
obojętności M. kiedy idzie o dzieci? Jestem fajna póki nie mam wymagań a już
broń Boże takich co stają w sprzeczności z tym co dotyczy dzieci. Jak tu nie
czuć się sfrustrowaną kiedy jedynym Twoim zadaniem to nie przeszkadzać i
zejść z drogi PRIORYTETOWI?sad(( No, możesz się ewentualnie podczepić z tyłu,
byle byś nie była za ciężka, ale to nasz wózek więc jedziemy tam gdzie my
chcemy.

A jak Ci się nie podoba to won, nie mamy przyszłości, to nie ma sensu, jedyne
rozwiązanie to... ja nie mogę się angażować z kobietą która nie akceptuje
moich dzieci itp itd. Ja nie akceptuje jego dzieci?! Ja nie akceptuje JEGO
świętojebliwości wokół nich, reszta to rezultat, akurat tak mi się
zogniskowała frustracjasad(

Mam już tego dość. Nie chcę żyć w wiecznym cieniu potrzeb innych ludzi. Ze
wszystkim jestem sama bo Tatuś jest Tatusiem i przecież nie będzie marnował
swego cennego czasu na jakieś tam pierdoły typu odebrać mnie z ulicy co by mi
dupa nie marzła jak się samochód rozkracza na środku drogi albo przytargać
coś ciężkiego do domu bo przecież ja to mogę zrobić jak on układa klocki i
spędza tzw. "wartościowy czas rodzinny". Jeszcze tylko zbierają mi się joby -
łącznie z tymi na forum.

A w dupie z tym wszystkim! A teraz sobie używajcie Milchy i inne.
Edytor zaawansowany
  • ania_rosa 09.02.05, 17:59
    napij się wina lub idź na siłownię. A najlepiej do kina, jeśli Jesteś asportowa.
    Zanim usłyszysz od życzliwych słynne "wiedziały gały, co brały"wink napiszę Ci
    tylko, ześ zwykły czlowiek i jako taki masz prawo nie wyrabiać.
    Wartosciowy czas rodzinny tylko wtedy jest wartościowy, kiedy nie stoi za nim
    szary wyrobnik, który umożliwia innym spędzenie tego czasu.
    Nie daj sobie wchodzić na głowę, bo bedzie jeszcze cięzej.
    pozdrawiam
    Rosa
    --
    testuję sygnaturkę
  • kammik 09.02.05, 18:20
    Popieram przedpiszczynię. Nie mozesz wiecznie giąć się jak jakas pieprzona
    gejsza i zlazic z drogi. Huknij no piescia w stol i wyraz swoje zdanie.
    --
    www.kacperek.prv.pl/
  • jayin 10.02.05, 09:28
    Dobrze napisane, kammik wink Podoba mi się to wyrażenie o gejszywink

    Można się poświęcać w imię... (tu sobie wstawić co się żywnie podoba), ale BEZ PRZESADY. Nie można WYŁĄCZNIE rezygnować ze swoich potrzeb, życia, planów, marzeń - żeby ktoś inny mógł realizować swoje kosztem tej rezygnacji. Można iść na kompromisy - ale nie całkowicie godzić się na wszystko, BO TAK TRZEBA i TAK DLA NIEGO BĘDZIE LEPIEJ/ŁATWIEJ. Kobiecie też się należy czasem to "lepiej i łatwiej".

    A postawa typu: "Jak ci się nie podoba, to nikt cię tu nie trzyma" jest jakaś lekko żałosna. To w końcu takiemu facetowi zależy na kobiecie, czy nie? Skoro aprobuje jej ustępstwa i odstępstwa od JEJ potrzeb, a sam nie potrafi nawet w połowie się tym jej "odwdzięczyć" - to po co mu ta kobieta, jeśli jej potrzeby i oczekiwania są sprzeczne z jego własnym pomysłem na życie?...

    Powtarzałam to już tutaj wielokrotnie, ale powiem jeszcze raz: faceci są arcywygodni. A każdą prośbę, żądanie związane z tym, że facet musiałby zmienić swój "grafik zajęć" albo przyzwyczajenie - nawet nie całkowicie - ale trochę nagiąć je, żeby kobiecie było łatwiej czy lepiej - traktują jako zamach na własną niezależność i się denerwują, że "baby mają fanaberie, a tak w ogóle to jak im się nie podoba, niech sobie znajdą faceta bardziej kompatybilnego z ich potrzebami". To ostatnie - to może i racja?...wink

    Jasne, że w 100% nie można prawie nigdy dawać sobie tego, co jest potrzebne drugiej osobie - ale istnieją kompromisy. Tylko do nich potrzeba zaangażowania i dobrych chęci DWÓCH osób. Inaczej szlag wszystko trafia.

    pozdr. ciepło

    J.

    --
    "My Star Of The County Down!"

    pl.rec.zeglarstwo.szanty
    pl.rec.modelarstwo.
  • m-m-m 09.02.05, 19:17
    A jak Ci się nie podoba to won, nie mamy przyszłości, to nie ma sensu, jedyne
    rozwiązanie to... ja nie mogę się angażować z kobietą która nie akceptuje
    moich dzieci itp itd.


    Wiesz co? Faceta trzeba po swojemu wychować i nauczyć go by dostrzegał także
    Twoje potrzeby. Ja robiłam to bez ogródek: mówiłam po prostu, że musi mi pomóc
    w takiej to a takiej sprawie. Natomiast nie mówiłam, że potrzeby pasierba są
    mniejsze niż moje, nie stawiałam antagonizmu: zabierz mnie z dworu, a nie siedź
    z dziećmi; mówiłam tak: przyjedź tu i tu, bo potrzebuję Twojej pomocy, wiem, że
    jesteś zajęty, ale sama sobie nie poradzę. Poza tym uważam, że panom trzeba
    stale przypominać, że się jest. To takie dziwne stwory, które nie mają w
    naturze automatycznej pomocy, tylko jej udzielają na wyraźną prośbę. I nie
    obrażaj się na to, tylko konsekwentnie mów czego oczekujesz ty jako Ty (nie
    porównuj się z dziećmi i ich potrzebami). Facet pewnie czuje się atakowany, że
    czas poświęca dzieciom, a nie Tobie zamiast czuć się atakowanym za brak empatii
    wobec Ciebie. Dlatego broni swego stanowiska i stawia sprawę na ostrzu noża. Z
    moich doświadczeń: dopiero po jakichś dwóch latach bycia z M. zaczęłam mówić mu
    otwarcie co sądzę o wychowaniu pasierba, po prostu musiała między mną a M ,
    powstać taka więź, która przetrzymała moje słowa krytyki wobec chłopaka. On
    odbierał to jako atak na biedne dziecko i dopiero po jakimś czasie powoli, po
    kawałeczku coraz więcej miałam do powiedzenia. Teraz relacje są wyrównane: ja
    zawsze mówię, co myślę o pasierbie (a zdarza mi się nawet go bronić, bo widzę,
    że M. traci do niego czasem cierpliwość) i M. bierze to pod uwagę. Ale to nie
    stało się z dnia na dzień, to potrwało parę lat.
  • gosza26 09.02.05, 19:29
    Trochę nie w temacie, ale napewno o tym ,że wszyscy maja takie same prawa i
    obowiązki...

    Kilka dni temu wśród moich koleżanek wywołałam szok. Jedna z nich rzekła iż
    gotuje się ,,pod męża,, a tego czego on nie je nie gotuje się. Myślałam, że się
    przesłyszałam i kazałam sobie powtórzyć. Okazało się,że się nie
    przesłyszałm...No wiec ja uświadomiłam drogie rozmówczynie, że nic bardziej
    mylnego. Gotuję to co lubimy wszyscy i każdy powiniem poznać nowe potrawy, a
    jak nie smakuje to nie jeść. Patrzyły na mnie jakbym im matkę zabiła gazetą.
    Ciekawe dlaczego???
    --
    coś być musi do cholery za zakrętem...
  • capa_negra 10.02.05, 09:57
    O faktycznie dobre z tym gotowaniem.
    Pan Mąż ma mieć ugotowane to co jemu odpowiada i moze jeszcze o dowolnej porze
    podane na stół???
    Niedoczekanie...smile
    Sa potrawy, których nie jem ja , sa takie których on nie jada - te
    przygotowujemy każde sobie we własnym zakresie.
    Staramy sie jadac razem, ale jeśli któregos nie ma w porze obiadu, to sobie go
    bierze kiedy mu pasuje - mikrofalówka to cudowny i nieskomplikowany wynalazek
    smile
    Twoja koleżanka dogadała by sie z moja - u niej w domu tez jada sie tylko to co
    jada mąż i nie ma, że komus nie smakuje - ma jeść bo tatus zarobił.

    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • lilith76 10.02.05, 10:11
    coś w tym jest - u mnie w kuchni jest kompromis, choć ile razy nasłuchałam się,
    że znowu wrzuciłam do zupy pora, a on się porem brzydzi i trzeba go teraz
    wyciągać z zupy i to moimi rękami. okrutna, nie chcę tego robić.
    czasami gotuję coś co tylko ja lubię, a czym się M brzydzi totalnie i wtedy on
    jada na mieście.

    inna sprawa kiedy są dzieci - trawestując inżyniera Mamonia jadają tylko to co
    już kiedyś zjadły (kilka potraw) i to tak ugotowane jak to robi mama albo tata.
    najmniesze odstępstwo do przepisu grozi nie zjedzeniem potrawy. kiedy
    usłyszałam, że mama gotuje dwie wersje obiadu - to co lubi Mała i to co lubi
    Mały, wzruszyłam ramionami. dobrze, że to tylko dwa weekendy w miesiącu i wtedy
    w kuchni króluje M - jako znawca cudownych receptur na potrawy zjadliwe dla
    jego dzieci.

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • ania_rosa 10.02.05, 11:04
    No niestety coś jest w tym "gotowaniu pod meża", a stwierdzam to jako
    zaprzysiężona od dawien dawna feministkawink Otoż w pierwszym małżeństwie
    gotowałam, co mi się żywnie podobało i problemem drugiej strony był
    dylemat "jeśc czy nie jeść". Muszę oddac sprawiedliwośc Eksowi, że głównie
    jednak wybierał opcję "jeść"wink
    Teraz jest okropnie- jestem w związku z człowiekiem, który ułozył sobie
    kulinarna listę wildsteina, nie ma mowy o otwieraniu się na nowe smaki, a
    jedyne produkty, których nie ma na liście to bułki, mleko i bigos. Dramatem
    jest gotowanie posiłków, uwierzcie.
    Efekty łatwo przewidzieć: w ciągu roku utyłam o 10 kg.
    Nie mam sił na prowadzenie dwóch oddzielnych kuchni. Moja jedyna nadzieja to
    ta, że Niemąz trafi w końcu do jakiegoś lekarza, a ten na niego huknie i
    autorytarnie nakaże zmienić dietę.
    I to spotkało mnie, mistrzynię gotowania, o której kolacyjne zaproszenia
    niektórzy się zabijali. Zycie jest jednak cholernie niesprawiedliwewink
    Rosa
    --
    testuję sygnaturkę
  • gosza26 10.02.05, 13:21
    Ja mam troszkę łatwiej bo to Niemąż otworzył przede mną ,,kulinarne
    przestworza,,. Z kuchni rodzinnej wyniołam tylko kilka przypraw i umiejętność
    gotowania tylko tradycyjnych, cięzkich polskich potrawsad Na początku to ja
    musiałm sie usmiechac do kuchni Nimęża(a gotuje wspaniale). Teraz on musi
    uśmiechac się do mojej.Póki co jest zadowolony. Narzeka tylko Młody. Ostatnio
    poskarzył sie koledze, że chciałby zjeść w domu cos polskiegosmile)No to mu
    zrobiłam mielone. Wilk syty o owca całasmile))

    P.S Co do tego, że odeszłyśmy od problemów balladynki...Mnie sie wydaje, że nie
    zupełnie. Po co wygłaszc po raz kolejny porady ,,ogólnozyciowe,, ? Czasami
    lepiej napisać cos o zwykłej codzienności, o tym co daje nam radość. Mysle, że
    wtedy to bardziej może przemówić i pozwoli zweryfikować swoje i partnera
    poczynania.

    pozdrawiam
    --
    coś być musi do cholery za zakrętem...
  • pom 09.02.05, 20:29
    Jeśli tak... no cóż.
    Godności trochę, mniej żebrania.
    O pomoc, o uczucia, o zaopiekowanie się.
    Jeśli jego poczucie winy wobec dzieci jest tak wielkie, że przesłanie wszystko
    inne, to albo niech idzie do psychoterapeuty albo w diabły.
    Naprawdę.
    Można mieć problemy, czuć się czasem odrzuconą.
    Ale nie w tej skali.
    Nie w tej.

    I niech sam sobie nosi te pieprzone siaty.

    Albo się czyta Hegla
    albo zarabia na Diora
  • gosza26 09.02.05, 20:31
    pom napisała:

    > Albo się czyta Hegla
    > albo zarabia na Diora

    --------------------------------------------------------

    Super!!!!ZApamietam to sobiesmile)))))
    --
    coś być musi do cholery za zakrętem...
  • balladynka 09.02.05, 20:50
    Ja to juz nawet nie prosze o pomoc czy czas czy cokolwiek jakby mialo to cos
    kosztowac dzieci. Po prostu wiem, ze nic z tego. A wszystko ubrane w wygodne
    ubranko bajki o kopciuszku i wrednej macosze, ktora by mogla ale nie chce oraz
    poszkodowanym w tym wszystkim tatusiu, ktory by chcial ale nie moze. Ale tak
    sie zlozylo ze zadzwonilam po pomoc bo nie wiedzialam, ze pojechal do szkoly do
    nich po costam. Nie powiedzial mi o swoich planach po prostu. No i zle sie
    wstrzelilam z telefonem. I jestem po prostu zla, ze dalam mu te mozliwosc zeby
    mi znowu pokazal gdzie moje miejsce. Bo normalnie nigdy bym nie poprosila w
    takich sytuacjach.
  • balladynka 09.02.05, 21:29
    Nie wiem co on sobie myslisad Wyglada na to, ze teraz to mu chyba tylko
    przeszkadzam w odnajdywaniu sie jako Tata. Nie wiem co myslal kiedys, chociaz
    teraz po prostu coraz bardziej watpie czy kiedykolwiek chcial zakladac ze mna
    nowa rodzine. Gdyby tak bylo to jakos dazylby chyba do uregulowania swojego
    stanu cywilnego. Ale on mi zawsze mowi, ze gdybym ja byla inna w temacie jego
    dzieci to i on widzialby nasza przyszlosc razem a tak to nie widzi. Ja mu na
    to, ze gdyby on sie bardziej zaangazowal w nasz zwiazek i jakos usankcjonowal
    jego istnienie (a "nieistnienie" poprzedniego), juz nawet nie na papierze ale
    emocjonalnie, w swoim sercu i glowie, to i ja bym miala wiecej serca dla tych
    dzieci bo nie postrzegalabym je jako zagrozenie dla siebie. Kazda z nas chyba
    chce byc najwazniejsza a przynajmniej myslec ze jest. Ja naprawde nie jestem
    zlym czlowiekiem i chcialabym zeby mi to tak nie przeszkadzalo a tu taka dupa z
    tego wszystkiegosad One mnie nawet wzruszaja i mam ochote zrobic cos cieplego
    dla nich, zaprzyjaznic sie, normalnie, po ludzku, ale nie moge jakos przy tym
    wszystkim. Taka jest nawet glupia sytuacja, ze jestem oschla (nawet nie dla
    dzieci tylko dla niego) jak M. jest w okolicy ale jak jestem sama z dziecmi to
    moge sie zdobyc na wiele i jest calkiem OK. Tak jakbym nie chciala przy nim
    okazac slabosci. Nie mam pojecia dlaczego. Ale psycholog pracuje wiec moze cos
    wymyslismile

    To jest czlowiek, ktory nie lubi konfliktow. Dlatego ucieka. Mysle, ze
    najidealniej dla niego byloby gdybym byla takim slodkim debilkiem, ktory sie
    zawsze usmiecha, niczego nie ma za zle, nic nie wymaga i go nie krytykuje, nie
    boli go glowa, nie choruje, nie jest naburmuszony itd.

    Miedzy nami jest znaczna roznica wieku (ale nie zabojcza uniemozliwiajaca
    zakladanie nowej rodziny). Od Eksi odszedl jak byly bardzo male wiec to nie
    jest nawet tak, ze nie chce znow przechodzic przez pieluchy i nocne placze, bo
    nigdy ich nie mial. Wrecz teraz odkrywa uroki ojcostwa i stac go na wiele
    wyrzeczen.

    Podsumowujac, nie wiem co o tym wszystkim myslec.
  • lideczka_27 09.02.05, 21:50
    balladynko, zdaje mi się, że facet strasznie wygodny jest, żeby nie powiedzieć:
    wygodnicki... Odszedł, gdy dzieci były małe, sporo "roboty” go ominęło. Teraz
    nadrabia. Ale pojawia się problem, sytuacja, gdy trzeba się określić - ba -
    działać! i znowu mu nie pasuje? Ja rozumiem, że faceta kochasz i wiem, że teraz
    żadne tam "daj sobie spokój" w grę nie wchodzą, ale nie mogę oprzeć się
    wrażeniu, że za jakiś czas przylecisz i napiszesz: "kiedyś byłam macochą a
    teraz jestem szczęśliwa". Jesteś drugoplanowa. W zdrowym układzie (wg mnie)
    dzieci i partnera traktuje się na równi - obdziela się miłością (tak różną
    przecież, ale nie znaczy, że gorszą, lepszą), swoim czasem, troską...
    Próbowałam sobie wyobrazić Ciebie jako matkę Waszego dziecka i samo dziecko.
    Gdzie bylibyście w tym wszystkim? Czy nie na drugim miejscu, bo Twoje
    musiałby „płacić”, że pochodzi z pełnej rodziny??? Facet ma ogromne poczucie
    winy i nie jest gotowy do związku - takie jest moje zdanie. Rani Cię okrutnie
    (pamiętam inne Twoje posty). Wiesz, ja też bardzo się angażuję w związki i
    walczę, jeśli widzę sens, ale na Twoim miejscu już dawno oglądałby moje plecy -
    bo nie umiałabym sobie poradzić z takim nieliczeniem się z moimi uczuciami i
    obojętnością - strasznie znoszę emocjonalny chłód, naprawdę...

    pozdrówki
    lidka
    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • e_r_i_n 10.02.05, 21:31
    Mysle dokladnie tak, jak Lideczka. Nie potrafie Ci nic doradzic, ale trzymam
    kciuki, zeby sie wszystko dobrze ulozylo.
    Gdybym byla na Twoim miejscu, to mysle, ze wylozylabym facetowi wszystko tak,
    jak Ty na tym forum i poczekala na jego reakcje. Jesli nic by sie nie zmienilo,
    to szkoda czasu sad, zycia Ci nie przybywa, tylko ubywa, a szkoda by bylo czuc
    po jego koniec, ze sie cos stracilo, albo zmarnowalo.
    Chociaz domyslam sie, jak trudno jest odejsc od kogos, kogo sie kocha. Bo
    jednak serce silniejsze, niz rozum.

    lideczka_27 napisała:

    > Próbowałam sobie wyobrazić Ciebie jako matkę Waszego dziecka i samo dziecko.
    > Gdzie bylibyście w tym wszystkim? Czy nie na drugim miejscu, bo Twoje
    > musiałby „płacić”, że pochodzi z pełnej rodziny???

    No własnie, o tym samym pomyslalam. Teraz to jest "tylko" sprawa miedzy
    doroslymi. Ale gdyby pojawilo sie dziecko (na przyklad przypadkiem)? Szkoda
    jego zycia, odrzucenia (bo moze i wtedy tata nie mialby czasu na nowa rodzine).
    Ale tez i szkoda Twojego.

    Powodzenia zycze i sily duzo!

    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • chalsia 10.02.05, 01:56
    >To jest czlowiek, ktory nie lubi konfliktow. Dlatego ucieka. Mysle, ze
    >najidealniej dla niego byloby gdybym byla takim slodkim debilkiem, ktory sie
    >zawsze usmiecha, niczego nie ma za zle, nic nie wymaga i go nie krytykuje, nie
    >boli go glowa, nie choruje, nie jest naburmuszony itd.

    Jakbym czytała o swoim eksie. W związku było OK, póki nie potrzebowałam
    wsparcia - przede wszystkim emocjonalnego.
    Uciekaj Balladynko, póki czas.

    Chalsia


    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • m-m-m 10.02.05, 08:14
    . No i zle sie
    > wstrzelilam z telefonem. I jestem po prostu zla, ze dalam mu te mozliwosc
    zeby
    > mi znowu pokazal gdzie moje miejsce. Bo normalnie nigdy bym nie poprosila w
    > takich sytuacjach.



    Jak to źle się wstrzeliłaś z telefonem ? Słuchaj, niech on nie opowiada, że
    jakbys Ty była inna to byłby z Tobą. Uważam, że i tak nie byłby, bo zawsze
    byłoby coś co mu nie odpowiada w Tobie. szuka wszelkich Twoich "przewinień",
    aby w ten sposób usprawiedliwić brak empatii wobec Ciebie,probuje uczynić Cię
    winną sytuacji, w której on sam jest.I to jest problem w nim, a nie w Tobie. To
    po czorta Ci taki facet, który tylko bierze a nic nie daje? Weź go kopnij,
    niech zobaczy Twój numer buta i poszukaj kogoś innego.
  • lideczka_27 09.02.05, 20:32
    Jestem ostatnio w kondycji, w jakiej jestem i od ręki skłaniam się ku pom, bo
    mi się pod palce coś takiego właśnie ciśnie... Ale pomyślę jeszcze, ochłonę,
    kolację zjem, może coś dopiszę...

    Trzym się dziewczyno!

    lidka



    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • atagag 09.02.05, 21:55
    balladynko, wiem, że na długo to nie pomoże, ale na chwile podejdź do problemu
    tu www.pasjans.pl/motylek.html. Koniecznie włącz głośniki.
  • balladynka 10.02.05, 08:28
    smile)))))
  • atagag 10.02.05, 18:29
    chyba coś pokręciłam wklejając stronę
    Terez powinno być dobrze. www.pasjans.pl, należy włączyć głośniki i kliknać na
    napis "Motylek na poprawę humoru"
  • atagag 10.02.05, 18:33
    znowu nie tak, prosze o cirpliwość, musze sie nauczyć.
    www.pasjans.pl/
  • kartaga 09.02.05, 22:51
    Wlaściwie to moglabym się balladynko podpiąć pod Twoj problem,bo mam niemalze
    identyczną sytuację.Jedyną rożnicą jest to,ze mamy z M nasze dziecko(którego
    potrzeby niestety są ciagle spychane w siną dal przez "poczucie winy" wobec
    dzieciakow M i dzieciaki te nie są niestety aniołkami tylko krnąbrnymi świętymi
    krowkami,których potrzeby spelniane sa natychmiast,bo nie mają tatusia na
    codzień.
  • ania_rosa 10.02.05, 11:19
    Balladynko, jesli sytuacja ma polegac na tym, że Ty będziesz stawać na rzęsach,
    a i tak nie zadowolisz Pana i Władcy, to coś jest nei tak. Pamiętam, że
    odpisywałam kiedyś na jeden z Twoich postów i pisałam tam o pozornej
    szlachetności oskarżeń o nieczułośc wobec dzieci.
    Poza tym: ile Ty masz lat? Co z dziecmi? Co ze stabilizacją? Warto się tego
    wyrzekać dla człowieka, który mnoży wymagania i nie daje nic w zamian? Czas nie
    stoi w miejscu, a Twoje jajniki- że się posłużę dramatyczną metaforą- nie będą
    zawsze jędrne jak orzechy laskowe w maju. Poza tym co to są za głodne kawałki,
    że po pięciu latach nadal nei wiadomo, na czym stoisz i jaki masz status w
    zyciu M.? Wspaniale jest dawać, ale - na Boga- czasem trzeba też brać.
    A tekst o samochodzie i niewłaściwym momencie jest mi doskonale znany.
    Słyszalam takie teksty cztery lata. Mój eks- poza wszystkimi dobrymi rzeczami,
    które moge o nim powiedzieć- cierpiał na nieuleczalną formę egoizmu. Z tym się
    można albo pogodzić, albo odejść. Nie zliczę nocy, które spędziłam na
    rozpaczaniu nad jego wewnętrznym zlodowaceniem i emocjonalną obojętnością. Na
    dłuższą metę nie da się tak zyć, choć początkowo wydaje się, że można.
    Casus "winy z powodu rozbicia rodziny dzieciom" jest szeroko znany. Dobrze, gdy
    się pojawia, ale jest tylko etapem, który trzeba przejść i zacząć pisac nowy
    rozdział. W tym nowym rozdziale dzieci powinny mieć swoje miejsce, ale nowa
    partnerka także. Inaczej zabiera się jednym, aby dac drugim, a polityka
    socjalizmu nie przysłuzyła się jeszcze żadnemu związkowi. To nie jest wyjście.
    Na dłuższą metę zresztą krzywdzi same dzieci otwierając im drogę do manipulacji
    rozwiedzionymi rodzicami i utrwalania się postawy roszczeniowej. To nie są
    dobre warunki wychowawcze dla żadnego dziecka. Samo rozstanie nie przesądza o
    tragedii dzieci, natomiast może do niej doprowadzić. Im szybciej rodzic się
    wyleczy z własnego problemu, jakim jest dla niego rozwód i przestanie
    projektowac swoje poczucie winy na dzieci- tym lepiej dla wszystkich.
    Mam wrażenie, że z Tobą po prostu nikt się nie liczy w tym układzie. Albo
    zacznij walczyć, albo rzuć to w cholerę. Nie przyszłaś na świat po to, aby być
    czyims chłopcem do bicia. Twoj M. ma problem ze sobą i probuje Ciebie
    wmanewrować w odpowiedzialność za ten problem. Nie daj się.
    Rosa


    --
    testuję sygnaturkę
  • agamagda 10.02.05, 12:33
    Wy się wygłupiacie czy pocieszacie żeby nie było Balladynce smutno??? Pytam
    poważnie, bez złośliwości, ani jadu???
    Przecież to nie jest pb, ani dzieci, jej do nich stosunku, ani miejsca w
    zwiazku Balladynki - TU NIE MA ZWIĄZKU.
    Chyba Balladynka sama ma wątpliwości po to tu pisze, bo sama widzi i chce żeby
    ktoś z zewnątrz jej to powiedział. Nawet nie uważam ze gość jest egoistą, dla
    niego oni się spotykają koleżeńsko i przynajmniej z jego strony sprawa jest
    jasna,
    "Nie wiem co myslal kiedys, chociaz teraz po prostu coraz bardziej watpie czy
    kiedykolwiek chcial zakladac ze mna nowa rodzine. "
    Chyba nie chce, bo żeby była nowa rodzina muszą być, oprócz miłości, przyjaznie
    i takich tam dupereli bez których nie ma żadnej przyszłośc dla związku, wspólne
    cele i dążenia. Dla jednych jest to wspólne zwiadzanie świata, dla innych dobro
    rodziny czy dzieci, dla trzecich wreszczie oglądanie świata Kiepskich i
    plotkowanie o sąsiadach. Wwg właśnie te cele łączą i są spoiwem każdego
    zwiazku, u Was nie ma takiego spoiwa bo to co dla niego jest wazne, nie
    istnieje nawet dla Ciebie.
    Gdyby tak bylo to jakos dazylby chyba do uregulowania swojego stanu cywilnego.
    Ale on mi zawsze mowi, ze gdybym ja byla inna w temacie jego dzieci to i on
    widzialby nasza przyszlosc razem a tak to nie widzi. Ja mu na to, ze gdyby on
    sie bardziej zaangazowal w nasz zwiazek i jakos usankcjonowal jego istnienie
    (a "nieistnienie" poprzedniego), juz nawet nie na papierze ale emocjonalnie, w
    swoim sercu i glowie, to i ja bym miala wiecej serca dla tych dzieci bo nie
    postrzegalabym je jako zagrozenie dla siebie. Kazda z nas chyba chce byc
    najwazniejsza a przynajmniej myslec ze jest.
    Moim zdaniem to do niczego nie doprowadzi - działanie na zasadzie swoistego
    szantarzu "ja Ci dam jak Ty mi dasz, to ja będę a Ty zrobisz, tak żaden zdrowy
    związek nie funkcjonuje …
    "Ja naprawde nie jestem zlym czlowiekiem i chcialabym zeby mi to tak nie
    przeszkadzalo a tu taka dupa z tego wszystkiegosad "
    To nie jest kwestia bycia dobrym czy złym człowiekiem tylko tego czy Wy do
    siebie pasujecie i nie chodzi o wiek - to akurat jest najmniejszy pryszcz. Pb
    jest że wasze cele życiowe są tak rozbierzne że siłą rzeczy któreś z Was musi
    się poświecać, żeby drugie było szczęśliwe,
    "Podsumowujac, nie wiem co o tym wszystkim myslec. - "
    Wiesz, dokładnie wiesz - kwestia czy podejmiesz właściwą decyzje….
  • balladynka 10.02.05, 13:18
    Może i racja, ale jak zwykle u ciebie podane na uświnionym talerzu. Odsyłam do
    postu atagag - sprawdź czy cie tam nie masmile
    I nie uda ci się zgnoić następnej macochy - za bardzo sobie cenię rady innych
    osób tu wypowiadających się.
    Pozdrawiamsmile
  • agamagda 10.02.05, 13:21
    Balladynko, nie jesteś macochą wink))
    A dziewczyny są naprawdę fajne
    Pzd
  • balladynka 10.02.05, 13:35
    szkoda mi ciebie.
  • m-m-m 10.02.05, 13:54
    Na tym forum macachami są wszystkie kobiety, które pozostają w związku z
    mężczyzną, który ma dzieci z inną kobietą (i nie ważne, czy teraz są to związki
    małżeńskie, czy konkubinackie) i Balladynka jek najbarzdiej jest macochą dla
    dzieci swego M.
  • mikawi 10.02.05, 14:22
    agamagda - weź na wstrzymanie ok? bo ręce opadają jak się czyta te
    twoje "mądrości życiowe"
  • agamagda 10.02.05, 15:16
    agamagda - weź na wstrzymanie ok? bo ręce opadają jak się czyta te
    twoje "mądrości życiowe"
    Sorki ...
    A która z moich mądrości Ci nie pasuje konkretnie?
    Ta, w której mówię, że nie ma związku, bo brak jest ku temu podstaw,
    Czy ta że facetowi nie zależy kompletnie na związku i nie ma co inwestować w
    niego ani czasu ani uczuć?
    Czy ta że gdy wchodzi się w związek z facetem z przeszłością trzeba akceptować
    jego przeszłość, bo inaczej prowadzi to do niepowodzeń życiowych?
    Czy może ta że dla dużej części ludzi (matek i ojców) rodzicielstwo to część
    jestestwa i nieakceptowanie jego dzieci jest jak mówienie o miłości bez
    mówienia o uczuciach?
    W sumie lepiej jest wsadzić głowę w piasek i udawać ze to facet nic nie
    rozumie..... Zdrowia życzę
  • kitulek 10.02.05, 15:23
    agamagda napisała:

    Czy ta że gdy wchodzi się w związek z facetem z przeszłością trzeba akceptować
    > jego przeszłość, bo inaczej prowadzi to do niepowodzeń życiowych?
    > Czy może ta że dla dużej części ludzi (matek i ojców) rodzicielstwo to część
    > jestestwa i nieakceptowanie jego dzieci jest jak mówienie o miłości bez
    > mówienia o uczuciach?


    To pisanie o akceptacji przeszłości już bokiem mi wychodzi...Dziwne, że eks ze
    swoimi mądrościami zyciowymi nie umiały utrzymać swoich związków.
    P.S. Balladynka pisała o tym, że nie akceptuje zachowań swojego M. a nie jego
    dzieci.
  • derena33 10.02.05, 15:37
    kitulek napisała:

    > To pisanie o akceptacji przeszłości już bokiem mi wychodzi...Dziwne, że eks
    ze
    > swoimi mądrościami zyciowymi nie umiały utrzymać swoich związków.
    ----------------

    Nooo tutaj tez pisuje kilka ex, ktore teraz sa macochami, to wszystkie tak do
    jednego kociolka wrzucasz kitulku?
    A moze stanie sie macocha anuluje bycie ex?


    Coraz bardziej chamska staje sie ta dyskusja.





  • ania_rosa 10.02.05, 15:46
    Pisują tez ex, które nie sa macochamiwink

    Na przykład ja, he he he

    Rosa
    --
    testuję sygnaturkę
  • kitulek 10.02.05, 15:50
    nie chciałam wrzucać wszystkich eks do jednego worka ale nie mogę pisać :
    wyłączając eks takie czy inne. Urazone eks - przepraszam.
    Nie uważam aby moja wypowiedź była chamska.
    Eks rozstaje się z mężem właśnie dlatego, że czegoś tam nie akceptuje:
    zachowania, zdrady czy czegokolwiek innego. Jak więc można wymagać od kogoś
    (next) aby akceptował wszystko w 100%?! (to tak na marginesie)
    Trzymaj się Balladynko i popieram radę dotyczącą sportusmile) może joga albo
    basen?smile
  • agamagda 10.02.05, 16:08
    Mąż to nie pies żeby go na smyczy utrzymać, jak coś nie wychodzi to lepiej się
    rozstać, niż się męczyć, zresztą ppomijam fakt że każda ze stron może odejść
    nie tylko mąż ale i żona,
    PS Balladynka dzieci nie akceptuje i na tym polega pb, wczytaj się mówi o tym
    wyrażnie. I pb polega na tego typu akceptacji a nie akceptacji przeszłości w
    całości.
  • kitulek 10.02.05, 16:23
    "Ja nie akceptuje jego dzieci?! Ja nie akceptuje JEGO
    świętojebliwości wokół nich, reszta to rezultat,"

    (No to teraz przerzucamy się tym kto co napisał.)

    Wyraźnie jest napisane, że chodzi o zachowanie M., którego skutkiem jest brak
    akceptacji dzieci.
    Jeżeli za każdym razem prosisz mężczyznę żeby coś zrobił i za każdym razem on
    właśnie jest zajęty dziećmi ("dobro dziecka" hehehehe) to nic dziwnego, że w
    końcu niechęć przenosi się na dzieci jako przyczynę takiego zachowania. I to
    nie chodzi o dzieci, równie dobrze mogłaby to być natrętna teściowa czy
    przesiadywanie w pracy.

  • agamagda 10.02.05, 16:49
    "Nie chce tego robic ale nie moge tez przejsc
    do porzadku dziennego nad swoim cierpieniem z powodu tego, ze M. ma dzieci z
    poprzedniego zwiazku."
    Jak się przerzucamy to aleop, to co na górze.
    Kitulku, cokolwiek by nie powiedzieć i jak bardzo nie współczuć balladynce, i
    jak bardzo nie rozumieć jej sytuacji, to trwa to już 5 lat i facet jest
    konsekwentny w swojej postawie. Kocha dzieci, chce kontaktu z nimi i czy jest
    świętojebliwość (cokolwiek to znaczy) czy to spowodowane poczuciem winy????- co
    pozostaje do udowodnienie, bo trochę długo trwa) z jego strony jest to po
    prostu miłością do dzieci. Ona tego nie akceptuje z uporem maniaka. No to nie,
    tylko to ONA cierpi przez swój upór i sam fakt że się nie chce widzieć czegoś
    nie zmieni sytuacji......
  • kitulek 10.02.05, 17:05
    Tak tak znam takich kochających dzieci - mężczyzna w wieku 50 lat traktuje
    swoją 20 letnią córkę jak narzeczoną (kino, pizza, zwierzenia itp.) włącznie z
    poklepywaniem po pupie. Miał okazję, żeby ułozyć sobie zycie ale od tej miłości
    do corki chyba mu się w głowie poprzewracało.
    BTW Chodzi mi o to że albo się jest w nowym związku co oznacza ustępstwa na
    rzecz partnerki albo wraca się do byłej żony i razem wychowuje się dzieci (dla
    ich dobrawink
  • agamagda 10.02.05, 17:21
    kitulek napisała:

    > Tak tak znam takich kochających dzieci - mężczyzna w wieku 50 lat traktuje
    > swoją 20 letnią córkę jak narzeczoną (kino, pizza, zwierzenia itp.) włącznie
    z
    > poklepywaniem po pupie. Miał okazję, żeby ułozyć sobie zycie ale od tej
    miłości
    >
    > do corki chyba mu się w głowie poprzewracało.
    Cóz, zboczenia są wszędzie, ale nie o tym tu mowa....

    > BTW Chodzi mi o to że albo się jest w nowym związku co oznacza ustępstwa na
    > rzecz partnerki albo wraca się do byłej żony i razem wychowuje się dzieci
    (dla ich dobrawink

    Ustępstwa ustępstwami, może to balladynka za dużo od niego wymaga? Gość, dość
    konsekwentnie realizuje kontakty z dziećmi. Ją to denerwuje bo chce żeby było
    inaczej. Związek, partnerstwo, to decyzje podejmowane we dwoje, wspólne cele
    wspólne dążenia. Bez tego nie ma zwiazku. Jeśli sytuacja jest taka jak ona
    opisuje, to przecież nie ma mowy o żadnym partnerstwie, właściwie trudno jest
    powiedzieć co ich łączy, ale gość gdyby mi powiedział, że jak mi sięnie podoba
    to dowidzenia - powiedziałabym do widzenia.
  • mikawi 10.02.05, 16:57
    mówienie że balladynka nie jest macochą, mówienie że tu nie ma związku,
    mowienie że dziewczyna nie akceptuje dzieci partnera to wszystko jest sporym
    nadużyciem z twojej strony; pomijam już SPOSÓB w jaki to komunikujesz

    związek jest - inna sprawa jaka jest jego "jakość" i jak wiele partner wymaga
    od balladynki nie dając nic w zamian;
    ktos juz napisał ze chodzi o brak akceptacji zachowania partnera a nie jego
    dzieci, to gruba nadinterpretacja z twojej strony;
    a co do tego czy warto w ten związek dalej inwestować czas i uczucia
    balladynki - mimo że daleka jestem od optymizmu w tym temacie, byłabym ostrozna
    w ferowaniu takich zdecydowanych "rad" - w stylu rzuć go. O tym to może niech
    balladynka decyduje?
  • agamagda 10.02.05, 17:15
    mikawi napisała:

    > mówienie że balladynka nie jest macochą, mówienie że tu nie ma związku,
    > mowienie że dziewczyna nie akceptuje dzieci partnera to wszystko jest sporym
    > nadużyciem z twojej strony; pomijam już SPOSÓB w jaki to komunikujesz
    >
    > związek jest - inna sprawa jaka jest jego "jakość" i jak wiele partner wymaga
    > od balladynki nie dając nic w zamian;
    > ktos juz napisał ze chodzi o brak akceptacji zachowania partnera a nie jego
    > dzieci, to gruba nadinterpretacja z twojej strony;
    > a co do tego czy warto w ten związek dalej inwestować czas i uczucia
    > balladynki - mimo że daleka jestem od optymizmu w tym temacie, byłabym
    ostrozna
    >
    > w ferowaniu takich zdecydowanych "rad" - w stylu rzuć go. O tym to może niech
    > balladynka decyduje

    Balladynka nie jest macochą, po pierwsze, bo nie chce nią być, po drugie samo
    istnienie obok facet nie czyni z niej macochy. Oczywiście, że każdy może sie
    nazywać, jak chce na forum, jeden Kowalski, drugi macocha. Balladynka sama
    powtarza, na wiele różnych sposobów, ze istnienie dzieci z poprzedniego
    małżeństwa stanowi dla niej pb.(cytat jest wstawiony w odpowiedzi do Kitulka).
    Ja nic nie interpretuję, czytam to co ona piszę.
    Wy odczytujecie jej cierpienie przez pryzmat Waszych doświadczeń, dla mnie jest
    to klasyczne wcinanie się między wódkę a zakąske, Facet kocha swoje dzieci,
    chce mieć z nimi kontakt, ona nie - dzieciaki przeszkadzają jej w budowaniu
    własnego zwiazku, za duzo czasu im ojciec poświęca. Mówicie że, facet za dużo
    od niej żąda, nie zgadzam się- oni mają zwyczajnie inne priorytety, nikt nie
    musi kochać dzieci partneta ale jeśli dzieci partnera działają na partnerkę jak
    płachta na byka, no cóż, chyba tu już nic nie trzeba dodawać..
    Mówienie ze ON jest egoista jest nadużyciem. On jest właśnei konsekwentny w
    swojej postawie, to ona go nie akceptuje w całości..
  • kitulek 10.02.05, 17:20
    On jest właśnei konsekwentny w
    > swojej postawie,
    Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
    (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku.
  • agamagda 10.02.05, 17:23
    No i chyba w tym cały pb, że ktoś tu nie ma ochoty widzieć pewnych rzeczy.
  • balladynka 10.02.05, 18:04
    Teraz to już przesadziłaś! Kto ci daje prawo obrażać mnie w ten sposób? Jak
    możesz się w ten sposób odnosić do ludzi?! Kto ci daje prawo do sprowadzania
    mojego życia do poziomu kołdry?! Czy ty sobie nie zdajesz sprawy, że jesteś po
    prostu niekulturalna i że ranisz ludzi? Można powiedzieć wszystko, nawet
    najgorszą prawdę, ale w kulturalny sposób. Jesteś tak niesympatyczną osobą, że
    aż nie mogę uwierzyć. Jak możesz tak po prostu, na jakimś forum, w jakiś zwykły
    lutowy dzień, ku nie wiadomo czyjej satysfakcji ferować takimi wyrokami kiedy
    zupełnie nie wiesz co się dzieje po drugiej stronie kabla po wciśnięciu przez
    ciebie guzika Wyślij.
    Myślisz, że wygrałaś w jakiejś swojej głupiej grze o jedynie słyszną prawdę a
    tymczasem jesteś żałosna niemalże tak samo jak ja.
  • derena33 10.02.05, 18:14
    Alez Balladynko co sie tak denerwujesz przeciez te slowa, cytuje

    "On jest właśnei konsekwentny w
    > swojej postawie,
    Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
    (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku."

    Napisala zyczliwa ci macoszka, takze twoje pretensje jezeli masz takie, o
    sprowadzaniu twego zycia do poziomu koldry, gdzie indziej powinnas kierowac.

    A tak IMHO nie zazdroszcze ci twoich uczuc.


  • kitulek 11.02.05, 10:28
    Alez Balladynko co sie tak denerwujesz przeciez te slowa, cytuje
    >
    > "On jest właśnei konsekwentny w
    > > swojej postawie,
    > Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
    > (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku."
    >
    > Napisala zyczliwa ci macoszka, takze twoje pretensje jezeli masz takie, o
    > sprowadzaniu twego zycia do poziomu koldry, gdzie indziej powinnas kierowac.

    Tak sie składa, że jestem życzliwa balladynce i to co napiałam miało na celu
    wykazanie, że ten facet jest wygodnicki (jak większość)i nie jest Jej wart. I
    związek, w którym jest po prostu ją niszczy.
    A Twoje posty są tylko czepianiem się moich słów więc jeżeli nie potrafisz nic
    konstruktywnego wnieść do dyskusji to może już nie pisz?
  • derena33 11.02.05, 10:50
    Nie ty sloneczko bedziesz mi zabraniala pisania.
    No chyba ze forum jest twoja wlasnosciasmile ale wydaje mi sie ze nie..
  • kitulek 11.02.05, 11:19
    Nie ty sloneczko bedziesz mi zabraniala pisania.
    > No chyba ze forum jest twoja wlasnosciasmile ale wydaje mi sie ze nie..


    to była tylko sugestia...słoneczko hehehe
  • agamagda 10.02.05, 19:00
    To chyba do mnie ta tyrada? I znowu coś nie zrozumiałaś, a masz pretensje do
    całego świata, znowu zle umiejscawiasz wroga. Może i jestem niesympatyczna,
    tylko Człowieku, zwróć uwagę, że oprócz formy, jest też treść. Jakbyś uważniej
    się wczytała (i słuchała w życiu co do Ciebie mówią), to zrozumiałabyś, że to w
    tej historii, nie ja jestem beee, i nie ja mówię głupoty.
    Uważam, że dziewczyny na tym forum są wspaniałe, że podnoszą Cię na duchu, ale
    jest też ta druga strona medalu w życiu z facetem z przeszłością której ty nie
    chcesz widzieć. I z mojej strony nie jest to gra o jedyną słuszną prawdę, a o
    respektowanie pewnych reguł, które obowiązują każdego w społeczeństwie.
  • balladynka 10.02.05, 22:22
    Dziekuje ci bardzo za twe rady oraz doglebna analize mojej osoby jak rowniez
    mojego zwiazku. Niestety pozwole sobie skupic sie na wypowiedziach osob, ktore
    darze jakims szacunkiem (niekoniecznie macoch) oraz tych, ktore maja jakies
    doswiadczenie w temacie. Ty nie nalezysz do jednych ani drugich a zatem nie
    marnuj wiecej cennego czasu swego i praktykuj swoje uspolecznienie w postach
    innych osob, bo tutaj sie marnuje. Chyba za wiele wzielas na swe umeczone barki
    albo material niegotowy do dojrzenia. Widac jestem taka idiotka jak insynuujesz
    i nic do mnie nie dociera.

    Dziekuje reszcie dziewczyn.

  • agamagda 10.02.05, 23:03
    Dobra, nie będę marnować czasu, w końcu każdy ma taki związek na jaki
    zasługuje...
  • e_r_i_n 10.02.05, 23:11
    agamagda napisała:

    > Dobra, nie będę marnować czasu, w końcu każdy ma taki związek na jaki
    > zasługuje...

    Idac tym tokiem myslenia na brak zwiazku tez sie zasluzylo.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 10.02.05, 23:18
    Brak zwiazku to nie zyciowa tragedia. Ludzie maja zdecydowanie wieksze problemy
    zyciowe niz brak zwiazku. Czasami brak zwiazku jest lepszy niz trwanie w chorym
    ukladzie. Dlatego czasem moze warto rozwazyc mozliwosc "braku zwiazku", a nie
    na sile utrzymywac uklad, w ktorym nie jest sie szczesliwym.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • e_r_i_n 10.02.05, 23:20
    Owszem, zgadzam sie z Toba. Wypowiedz skierowana do agamagdy nie byla
    prezentacja moich pogladow (stoi tam: 'idac tym tokiem myslenia', nie 'moim
    zdaniem'), tylko wykazaniem absurdalnosci jej stwierdzenia.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 10.02.05, 23:29
    Ja chyba napisalabym, ze kazdy ma taki zwiazek na jaki sie godzi.
    Jesli cos mi odpowiada i sie na to godze to OK, ale jesli cos mi nie odpowiada,
    a ja nadal sie na to godze i trwam w ukladzie to to jest juz dla mnie dziwne.
    Ja nie twierdze, ze faceta trzeba wytresowac jak pieska, ale sa awaryjne
    sytuacje, w ktorych powinien stanac na wysokosci zadania. Ale rady typu "rzuc
    go", "uciekaj" nie sa raczej w moim stylu wink)) Kazdy z nas ma to, no co sie
    godzi smile
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • chalsia 10.02.05, 23:36
    > sytuacje, w ktorych powinien stanac na wysokosci zadania. Ale rady typu "rzuc
    > go", "uciekaj" nie sa raczej w moim stylu wink)) Kazdy z nas ma to, no co sie
    > godzi smile

    Nie podoba się Pelago ??? wink))
    A na poważnie - jeśli facet prezentuje postawę "ucieczkową" (tak jak ją
    Balladynka opisała), na bazie swoich (i zasłyszanych) doświadczeń
    napisałam "uciekaj", bo taka życiowa postawa faceta baaardzo żle rokuje na
    przyszłość. W sytuacjach kryzysowych Balladynka nigdy raczej nie będzie na
    niego mogła liczyć, więc po co się "męczyć".

    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • pelaga 10.02.05, 23:50
    > Nie podoba się Pelago ??? wink))

    E... tam podoba czy nie wink)) Chodzi o to, ze ja takich rad nie przyjelabym
    dobrze, choc w sytucji, kiedy skierowane sa do kogos widze ich sens calkiem
    jasno. Kazdy musi sam podejmowac swoje decyzje i zazwyczaj niby sie chce rady,
    a i tak robi po swojemu, wiec dawanie rad zasadniczo nie ma wiekszego
    sensu wink))) Zreszta jak kobieta ma dola to wiesza na facecie psy, jak jej
    przejdzie, to okazuje sie, ze misio-pysio nie taki straszny, a jak powiedzial
    cos niestosownego, to mu sie wyrwalo, albo jakos tak wyszlo niechcacy. My
    kobiety czesto nie do konca potrafimy ocenic intencje facetow, jak nam oczki
    rozowe okularki przeslonia wink)))
    A jak Balladynka jest iles tam lat w zwiazku z facetem, ktory (w moim odczuciu)
    nie do konca powaznie ja traktuje (teksy typu wolna droga, ale jakos sam odejsc
    nie potafi, bo mu wygonie, itd), to nie rzuci go teraz, bo akurat wymarzla sie
    na ulicy, dlatego, ze ja, czy ktos inny napisze "uciekaj". Musi jakas kropla
    przepelnic dzban, ale to chyba jeszcze nie jest ta kropla.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • agamagda 11.02.05, 11:12
    Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej zgadzać
    się z tym co mówię. Odbieram twoje posty jako czepianie się dla zasady i
    właściwie, nie wiem czy mam odpowiadać czy Cię ignorować. Zauważyłam co gorsza
    że właściwie z większością moich wypowiedzi się zgadzasz, więc zdecyduj się na
    jakąś postawę; albo .... powiedz wprost o co Ci chodzi.
  • e_r_i_n 11.02.05, 11:56
    agamagda napisała:

    > Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej
    > zgadzać się z tym co mówię.

    W pewnych rzeczach sie zgadzam ,w pewnych nie.
    Nie zgadzam sie, ze kazdy ma taki zwiazek, na jaki zasluzyl (co napisalas Ty i
    do czego odniosil sie moj 'czepliwy' komentarz), zgadzam sie z Pelaga, ze kazdy
    ma taki zwiazek, na jaki sie godzi. A to dwa calkowicie moim zdaniem rozne
    poglady.

    > Zauważyłam co gorsza że właściwie z większością moich wypowiedzi się
    > zgadzasz

    Powaznie? A to ciekawe. Owszem, czasami piszesz cos, z czym sie zgadzam, ale
    raczej czesciej sie NIE ZGADZAM.
    A do czepiania na Twoim poziomie jeszcze mi daleko smile
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • agamagda 11.02.05, 13:12
    agamagda napisała:
    >
    > > Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej
    > > zgadzać się z tym co mówię.
    >
    > W pewnych rzeczach sie zgadzam ,w pewnych nie.
    > Nie zgadzam sie, ze kazdy ma taki zwiazek, na jaki zasluzyl (co napisalas Ty
    i do czego odniosil sie moj 'czepliwy' komentarz), zgadzam sie z Pelaga, ze
    kazdy ma taki zwiazek, na jaki sie godzi. A to dwa calkowicie moim zdaniem
    rozne poglady.
    A moim zdaniem to identyczne poglądy wyrażone innymi słowami. (zasłużył,
    wypracował, godzi zmusił - końcowy wniosek jest ten sam)
    >
    > > Zauważyłam co gorsza że właściwie z większością moich wypowiedzi się
    zgadzasz
    >
    > Powaznie? A to ciekawe. Owszem, czasami piszesz cos, z czym sie zgadzam, ale
    raczej czesciej sie NIE ZGADZAM.
    Z nudów (leżę powalona grypą) przejrzałam wątek iizyy, zwykle nie zgadzasz się
    przykładem wielkiego Polaka Lech W. Jestem za a nawet przeciw - najpierw
    kąśliwe NIE, żeby potem wytłumaczyć że jednak tak. - Super

    A do czepiania na Twoim poziomie jeszcze mi daleko -
    No cóż tu również się nie zgodzę. Powiedziałabym że mało Ci brakuje wink)))
  • e_r_i_n 11.02.05, 13:25
    agamagda napisała:

    > A moim zdaniem to identyczne poglądy wyrażone innymi słowami. (zasłużył,
    > wypracował, godzi zmusił - końcowy wniosek jest ten sam)

    Zasłużył na kiepski zwiazek - czyli jest nienajciekawszy.
    Godzi sie na kiepski zwiazek - bo moze woli taki, niz zaden.
    Dla mnie jest taka roznica - i nie jest to tylko roznica slow, ale i znaczen.

    > Z nudów (leżę powalona grypą) przejrzałam wątek iizyy, zwykle nie zgadzasz
    > się przykładem wielkiego Polaka Lech W. Jestem za a nawet przeciw - najpierw
    > kąśliwe NIE, żeby potem wytłumaczyć że jednak tak. - Super

    No wiec ja tez zerknelam w ten watek i takie oto moje wnioski:
    - twierdzilas, ze kobiecie nic do tego, jak facet wydaje swoje pienidze (na
    dziecko). Ja sie nie zgodzilam mowiac, ze jesli to ich wspolne pieniadze, to i
    wspolne decyzji. Po tym przyznalas, ze wszystko poza alimentami powinno byc
    wspolna decyzja - i z tym sie juz zgodzilam (bo stanelo na moim smile ).
    - nie zgodzilam sie z Twoim pogladem 'widzialy galy co braly' i nigdy sie nie
    zgodze
    - zgodzilam sie, ze obowiazek alimentacyjny nie wygasa z dniem 18 urodzin, co
    nie znaczy, ze rodzic ma byc na kazde zawolanie dziecka przez cale zycie (co
    niejako zasugerowalas)
    - nie zgodzilam sie, ze nalezy rekompensowac dzieciom rozwod kasa - co nie jest
    rownoznaczne z uzasadnionymi wiekszymi wydatkami na dziecko z pierwszego
    malzenstwa w porownaniu z tym z drugiego

    I tyle.
    Czyli jest tak jak napisalam - z pewnymi rzeczami sie zgadzam, z pewnymi nie.
    A ze z czasem tez zmieniasz sposob wyrazania swojego zdania - z 'wara ci do
    tego, na co wydaje kase', na 'jesli alimenty to wydatek staly, to ok, a o
    reszcie wydatkow mozecie decydowac razem', to i z kategorycznego 'nie' robi
    sie 'zgadzam sie'.

    > No cóż tu również się nie zgodzę. Powiedziałabym że mało Ci brakuje wink)))

    No coz, Twoje prawo.

    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • agamagda 11.02.05, 14:03
    Po tej odpowiedzi zrozumiałam, że jednak będę ignorować twoje posty. Myślałam,
    ze one coś wnoszą, tu jednak jest na zasadzie - nie zgadzam się, co do zasady
    i powiem to samo inaczej.
    Dzięki za wyjaśnienie.
    Pzd
  • e_r_i_n 11.02.05, 15:04
    agamagda napisała:

    > Po tej odpowiedzi zrozumiałam, że jednak będę ignorować twoje posty.

    Uff smile
    Pozdrawiam serdecznie smile
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • e_r_i_n 10.02.05, 21:35
    agamagda napisała:

    > Balladynka nie jest macochą, po pierwsze, bo nie chce nią być, po drugie samo
    > istnienie obok facet nie czyni z niej macochy. Oczywiście, że każdy może sie
    > nazywać, jak chce na forum, jeden Kowalski, drugi macocha.

    Jeszcze inny samodzielna mama, chociaz nia wcale nie jest. Ale co to ma tak
    naprawde do rzeczy? Nie Tobie osadzac, czy sie ktos moze tak, a nie inaczej
    nazywac.

    > ona nie - dzieciaki przeszkadzają jej w budowaniu własnego zwiazku, za duzo
    > czasu im ojciec poświęca

    Ja tam w postach balladynki znalazlam zal nie o to, ze facet poswieca dzieciom
    za duzo czasu, a o to, ze jej nie poswieca go wcale. A to roznica.

    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • ludwinia 10.02.05, 15:46
    Wydaje mi sie Balladynko ze Twoj ukochany musi sie nad soba i nad swoja
    przyszloscia zastanowic.
    Ja podobne rozterki mialam w zeszlym roku latem. Uslyszalam ze on byl wobec
    mnie szczery od samego poczatku, nie ukrywal dziecka i ze gdyby wiedzial od
    poczatku ze takie mam podejscie do „zycia“ to nie bylibysmy razem. Wszystko
    wtedy mi sie zawalilo (takie slowa po 4 latach znajomosci). Z jednej strony to
    po czesci prwda – nie ukrywal swojej sytuacji od poczatku (znane slowa:
    widzialy galy co braly) . Jednak obrocilam sytuacje:
    - przypomnialam mu jak na poczatku mowil ze chce kiedys zalozyc prawdziwa swoja
    rodzine – miec dzieci ktore razem z „prawdziwa“ zona chce wychowac na
    wspanialych ludzi co w poprzednim zwiazku sie mu nie udalo.
    - przypomnialam mu jak kiedys powiedzial mi szczerze ze on nie moglby chyba byc
    z kobieta z dzieckiem z poprzedniego malzenstwa bo nie chcialby sie zajmowac
    takim dzieckiem (bo to problematyczne) wiec zeby sie postawil teraz w mojej
    sytuacji.
    - powiedzialam mu dosadnie ze to on z tamta kobieta tak urzadzili synowi zycie
    i to oni zawinili nie ja, wiec niech to oni „placa“ za bledy a nie ja i nie
    chce slyszec ze to moja wina bo ja wiedzialam o tym od poczatku (to nie ma nic
    do rzeczy czy wiedzialam czy nie) i zeby mnie za to nie obwinial tylko siebie i
    ex.
    - poprosilam zeby sie zastanowil co chce w przyszlosci: poswiecic sie synowi
    (na ktorego wychowanie i tak ma maly wplyw) i pewnie za pare lat bedzie mial
    swoje zycie (rodzine) i nie bedzie tatusia potrzebowal czy chce miec normalne
    zycie, ukochana osobe z ktora bedzie razem wychowywal wspolne dzieci.
    Wtedy nawet M matka sie w to wtracila i wszyscy byli przeciwko mnie bo to ja
    wszystkiemu winna.

    Wszystko sie dobrze poukladalo. Nie zastanawial sie dlugo. Jestesmy teraz ze
    soba bardzo szczesliwi. Wszystko ma swoje miejsce. Juz nie pojedziemy na
    wakacje razem z jego synem. On niech o niego dba sam beze mnie. On zrozumial ze
    ja nie mam nic z tym wpolnego. Poukladal wreszcie swoje mysli.
    Nie lubie sluchac „wszystko dla dobra dzieci“, „dzieci najwazniejsze“ a ja (my
    macochy) to co nie dzieci - tez dzieci tylko troche juz wieksze. Tez potrzebuje
    czasu dla mnie poswieconego, nowych ubran, wakacji itd.
    Dodam ze mam bardzo dobre relacje z dzieckiem M. Malemu sie dobrze powodzi i
    nikt teraz w tej sytuacji nie jest skrzywdzony. Kazdy zna swoje miejsce
    (dawniej nie moglam sie w nic wtracac bo to nie moje dziecko jednak bylam
    obwiniana za ta sytuacje, teraz - po rewolucji - M sam widzi co jest i czasami
    sam prosi o moje zdanie na dany temat).
    Kazdy czlowiek i kazda sytuacja jest inna. W moim przypadku to ze M przejrzal
    na oczy wszytkim na dobre wyszlo. Mamy ustalona juz date slubu. Mam nadzieje ze
    tak wszystko pozostanie. Jesli jednak jego wczesniejsza postawa powroci –
    odejde (tak jak wtedy latem bylam sklonna zrobic). Ja nie zamierzam sie cale
    zycie poswiecac za bledy nie moje. Mam pelne prawo do normalnego zycia i
    rodziny. I to niech on sie do mnie dopasuje (do dobrego towaru) a nie ja (do
    wadliwego), a jesli nie to koniec! (male kompromisy sa dopuszczalne)
  • pelaga 10.02.05, 21:22
    > Juz nie pojedziemy na
    > wakacje razem z jego synem.

    Taaaakkkk i to jest ten przyklad, kiedy macocha nie odciaga ojca od dziecka.
    Zapewnie dziecko wcale juz nie pojedzie z ojcem na wakacje.

    > dzieci najwazniejsze“ a ja (my
    > macochy) to co nie dzieci - tez dzieci tylko troche juz wieksze. Tez
    > potrzebuje czasu dla mnie poswieconego, nowych ubran, wakacji itd.

    A to jakie dojrzale... Dobrze ze nie jestem macocha i nie musze od nikogo
    wymagac, zeby traktowal mnie jak dziecko.

    Ktos kiedys napisal, ze faceci to nie bezwolne kukielki... Hmmm... Czyzby???
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • e_r_i_n 10.02.05, 21:26
    ludwinia napisała:

    > I to niech on sie do mnie dopasuje (do dobrego towaru) a nie ja (do
    > wadliwego), a jesli nie to koniec! (male kompromisy sa dopuszczalne)

    Gdybym tak myslala o swoim facecie (jako o towarze wadliwym) to w zyciu bym z
    nim nie byla. Skoro jest sie prima sort, to i takiego trzeba szukac.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • virtual_moth 10.02.05, 22:39
    e_r_i_n napisała:

    > Skoro jest sie prima sort, to i takiego trzeba szukac.

    Domali, życzę zatem szczęścia w poszukiwaniachwink

    Pozdrawiam

    P.S. Sorry, nie mogłam się powstrzymać;-P
  • e_r_i_n 10.02.05, 22:41
    virtual_moth napisała:

    > P.S. Sorry, nie mogłam się powstrzymać;-P

    A szkoda, ze sie nie powstrzymalas, a przynajmniej nie doczytalas.
    Ja raczej skromna dziewczynka jestem i sie sama do 'prima sortow' nie zaliczam.
    A na swojego chlopa nie narzekam, wiec i szukac nie musza smile
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • ania_rosa 10.02.05, 23:57
    Tia, wszytsko byłoby piknie, gdyby nie ta wstawka, że "macochy to tez dzieci,
    tylko większe" oraz "na wakacje z synem już nie pojedziemy" oraz tekst o
    wadliwym towarze.
    Ale ja się niespecjalnie czepiam, bo autorka cel odniosła, a i przyszły
    małżonek chyba się w sytuacji odnalazł. Mam nadzieję, że i dziecko ma swoje
    miejsce w ich domu, bo jeśli tak, to tylko pogratulowac unormowania relacji.
    Wybaczmy, braciaszkowie, niezręczności lingwistyczne- nie każdy włada piórem
    jak Stomma, ważne żeby miało to zyciowy sens. A w tym przypadku chyba ma,
    prawda?
    Rosa
    --
    testuję sygnaturkę
  • lideczka_27 11.02.05, 00:31
    Jestem podobnego zdania. Tekst o macochach - dzieciach (może troszkę
    infantylny), odebrałam po prostu jako stwierdzenie, że jesteśmy także po prostu
    kobietkami, które chcą, by je adorowano, rozpieszczano, poświęcano im czas,
    kupowano im prezenty (a nie tylko dzieciom wink itd. Na te wakacje wcale się nie
    obruszam, bo zrozumiałam wyraźnie, że nie jeżdżą razem, gdyż "ojciec o dziecko
    teraz dba sam" - jest tam jeszcze kilka takich stwierdzeń, które sugerują, że
    gość zajmuje się synem i zapewnia mu różne rzeczy ale tylko on – bez ludwini.
    No a ten towar... coś w tym jest, ale nie wolno odrywać tego od całej
    wypowiedzi, bo takie wyrąbane z kontekstu faktycznie brzmi fatalnie, ale jako
    całość już nie. Może podane obcesowo, ale nie pozbawione sensu - związek
    człowieka bez bagażu z takim po przejściach wiadomo czym pachnie, a tu ludwinia
    chciała pokazać (tak to odbieram), że facet nie powinien (jak dotychczas)
    traktować baby jako tej szczęśliwej co wyrwała bohatera z przeszłością tudzież
    wzorcowego ojca i powinna się ze szczęścia piętami po tyłku klepać, tylko
    liczył się z tym, że ona faktycznie wcale nie musi brać na siebie jego
    problemów, uczestniczyć w tym (ważne, by nie przeszkadzać, nie mącić, to jest
    zasadnicza kwestia) i to on powinien ją docenić, że radzi sobie z tym układem,
    nie udaje i jasno się określa (nam - po rozwodach może czasem się wydawać, że
    nie jest ciężko, ale oczami osób „bezgarbowych” jak tu się kiedyś pisało,
    wygląda to inaczej).

    Wszystko kwestia interpretacji, może kilka właśnie takich kanciastych
    sformułowań ludwinia posunęła, ale post wydał mi się całkiem do rzeczy. Jeżeli
    jest tak, jak się domyślam, że ojciec spełnia się jako ojciec a jednocześnie
    jako mąż (już niedługo) naszej macochy, to uważam, że jest OK. Wolę taką
    postawę niż udawanie, że się coś akceptuje, toleruje albo zmuszanie się do
    tolerowania „w imię miłości”... Pewnie, że trochę szkoda, że nie kumają się we
    trójkę (zwłaszcza jak doczekają się dziecka to mogłoby pozytywnie procentować)
    ale kto wie, czy chłopcu nie jest teraz lepiej - w tym układzie,
    jaki "wywalczyła" sobie ludwinia?
    Napisała:

    „Dodam ze mam bardzo dobre relacje z dzieckiem M. Malemu sie dobrze powodzi i
    nikt teraz w tej sytuacji nie jest skrzywdzony. Kazdy zna swoje miejsce”

    a jeśli pisze prawdę, to znaczy, że wilk syty, owca cała smile

    pozdrówki
    lidka
    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • pom 11.02.05, 00:49
    Lideczko, jesteś moją idolką.smile
    Lepiej bym tego nie ujęła.smile

    A tak na marginesie, a propos wakacji z dziećmi M. Byłam na takowych i było
    naprawdę fajnie. Ale czy drugi raz bym się na to zdecydowała - w takiej formie?
    Wątpię. Pomijam kwestię pieniędzy, Po prostu chcę wakacji, odpoczynku.
    Rodzice mający dzieci także czasem wyrywają się na wakacje bez dzieci i to jest
    zupełnie naturalne.

    --
    Albo się czyta Hegla
    albo zarabia na Diora
  • lilith76 11.02.05, 09:14
    ja zrozumiałam post ludwini jak lideczka i pom. facet część urlopu spędza z
    dzieckiem, część ze swoją kobietą - w czym tragedia???

    --
    Tyle masz z życia, ile sobie odpuścisz smile
  • ludwinia 11.02.05, 11:19
    I wlasnie dlatego rzadko pisze (czytam czesto) bo czepianie sie slowek,
    wyrywanie z kontekstu (zachowanie jak dla mnie type dla “bab”, wspolczuje
    faceta ktorzy takie “baby” maja na codzien w domu) strasznie mnie denerwuje.
    Moim postem chcialam przedstawic balladynce moja sytuacje. Uwazam ze rady dla
    niej nie sa tu na miejscu jesli zna sie kogos tylko z tego ze napisze tu pare
    slow a nie zna sie caloksztaltu.
    To samo jest z moja sytuacja. Gratuluje dojrzalosci pania ktore dopatrzyly sie
    w moim poscie tylko tego ze juz nigdy nie pojade z synem mojego M na
    wakacje, “macochy-wieksze dzieci” i “wadliwy towar”.
    Jezyk polski nie jest dla mnie jezykiem ktory uzywam na pierwszym miejscu w
    dniu codziennym.
    Mam zawod troche bardziej meski i dlatego w domu jestem prawdziwa kobietka
    ktora chce byc rozpieszczana (sorry, zle sie wyrazilam piszac “my macochy“ bo
    pewnie sa wsrod nas macochy ktore nie potrzebuja czulosci).
    Co do “towaru …” to uwazam ze w zyciu normalny czlowiek dazy (porownuje sie) do
    lepszego niz do gorszego. Dlatego moje zycie chce miec (mam) normalne a nie
    dopasowuje sie do bagna w ktorym byl moj M. Moj ukochany jest wspanialym
    czlowiekiem. Nigdy nie patrzylam na niego przez pryzmat jego przeszlosci.
    Ciesze sie tym ze przy mnie rozwinal sie i ja przy nim tez.
    Z malym (synem M) dobrze sie rozumiemy. On jest bardzo za mna. Nic mu sie nie
    pogorszylo, chyba nawet polepszylo bo teraz nikt sie nad nim nie „lituje“ (np.
    dziadkowie) ze to biedne dziecko z rozbitej rodziny tylko kazdy traktuje go
    powaznie.
    Kazdy czlowiek jest inny i kazda sytuacja jest inna. Ja jestem szczesliwa i
    moje otoczenie tez. Uwazam ze najwazniejsze jest aby byc szczerym wobec siebie
    i innych. Jasno sie okreslac i wtedy jesli inni tez sa tacy to powinno sie
    wszystko dobrze ulozyc. Nie „zaszufladkowalam sie“ do roli zony rozwodnika z
    dzieckiem, tylko on „dotarl na polke“ mezczyzny ktory zaklada normalna rodzine
    (ukochana, slub i pozniej zaplanowane dzieci). Szkoda tylko ze nie w kazdym
    przypadku jest to tak proste.
    Dobrym zycze powodzenia i wytrwalosci a Zlym kiszenia sie nadal w badnie ktore
    sobie organizuja!
  • mikawi 11.02.05, 11:40
    tłumaczenie się, ze nie jest się wielbładem stało się jakąś norma na forum; i
    co w tym złego że się nie chce jechać z dziećmi M. na wakacje? ze chce się byc
    choc troche rozpieczaną przez swojego męża? to że facet ma dzieci z
    poprzedniego małżeństwa nie oznacza, że 100% swojego czasu ma poświęcać im i
    jego żona ma całe życie usuwać sie w cień i nie miec prawa do niczego. Zgadzam
    się z lideczką, ujeła to chyba najlepiej.
    A na marginesie - mimo calej sympatii do dzieci M., gdy uda mi sie wyrwac 2
    tygodnie urlopu w pracy, wybaczcie, ale chcę wtedy odpocząć i spędzić ten czas
    z M. a nie z dwójką jego dzieci. Zła macocha jestem, nie ma co.
  • poxywka 11.02.05, 11:54
    nie trzeba poswiecac 100%
    mozna czesc wakacji spedzic z dziecmi a czesc nie; chociaz o to chodzi, by
    spedzajac wakacje z dziecmi nie bylo wrazenia, ze ktos sie tu starszie
    poswieca, bo wtedy to traci wszelki urok; dla mnie przynajmniej; ja bym nie
    przyjela pozytywnie takiej postawy mojego partnera 'zadnych wakacji z Twoim
    dzieckiem'; to bylby za daleko idacy egoizm; kazdy w takim zwiazku cos poswieca
    i kazdy sie przystosowuje; przynajmniej kazdy sie stara przystosowac;
    dla mnie jest normalne, ze czesc czasu poswiecamy tylko sobie a czesc rowniez
    dziecku; w standardowym malzenstwie tez chyba taki podzial jest konieczny;
    pozdrawiam
    poxywka
    ---
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • e_r_i_n 11.02.05, 11:58
    U nas wspolnego wyjazdu na wakacje nie bylo, ale mam nadzieje, ze wkrotce
    wszystko tak zostanie uregulowane, ze sie takowy odbedzie. Ale - ja chcialabym,
    zeby czesc wakacji byla we czworke (z synem mojego meza), a czesc (jakis inny
    wyjazd) - tylko naszej trojki. I chyba nie ma w tym nic zlego.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • mikawi 11.02.05, 12:02
    oczywiście, w tym chyba tkwi problem związku balladynki - nie o brak akceptacji
    dzieci partera chodzi tylko o to że partner nie potrafi/nie chce swojego czasu
    jakoś wypośrodkować, aby i dla dzieci i dla balladynki starczyło. Stąd takie a
    nie inne odczucia balladynki, stąd zaczęła traktowac jego dzieci
    (paradoksalnie) jako zagrożenie, konkurencję i stąd jej jakas tam niechęc do
    nich. Ale to nie dzieci i ich obecność w zyciu partera są problemem, tylko to
    że facet nie zauważa/nie chce zauważać potrzeb balladynki jako kobiety i
    partnerki. Albo zauważa ale nie ma zamiaru wychodzić im na przeciw.
  • e_r_i_n 11.02.05, 12:05
    mikawi napisała:

    > oczywiście, w tym chyba tkwi problem związku balladynki - nie o brak
    > akceptacji dzieci partera chodzi tylko o to że partner nie potrafi/nie chce
    > swojego czasu jakoś wypośrodkować, aby i dla dzieci i dla balladynki
    > starczyło

    Ja mam identyczne wrazenie.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • poxywka 11.02.05, 13:08
    dokladnie; chodzi o podzial czasu, dobre checi (chociaz ponoc wybrukowali nimi
    pieklo) i liczenie sie z partnerem; tylko trudno mu przyjac te prawde z jej
    ust, skoro przez 5 lat nie potrafil wyjsc ze swojej skorupki; latwiej byloby
    jakby mu to ktos inny uswiadomil; bo mozna wyjsc komu na przeciw jesli ta druga
    osoba zrobi to samo; ale pytanie czy on by zrobil? czy tez zacznie brac coraz
    wiecej? ale skoro Balladynka go kocha i on ja tez pokochal, to chyba jest
    szansa, ze jednak da cos z siebie i przestana widziec w sobie wrogow ?
    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • pelaga 11.02.05, 14:08
    > co w tym złego że się nie chce jechać z dziećmi M. na wakacje?

    Gdyby moj partner powiedzial mi, ze zadnych wiecej wakacji z moim dzieckiem,
    odpowiedzialabym mu, ze w takim razie zadnych wiecej wakacji razem. I taka jest
    roznica miedzy mna, a ojcami, pokroju mojego exa i wiekszosci Waszych m. To
    jest MOJE dziecko, chcac byc ze mna trzeba liczyc sie z byciem w trojke.
    Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
    facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka (pomijajac fakt, ze nie mam komu,
    bo tatusiek opieka niezainteresowany). Jak sobie pomysle o jego minie na widok
    tych wszystkich nowych miejsc, o jego fascynacji, zadowoleniu, szczesciu. I ze
    to wszystko moglaby go ominac z powodu mojego EGOIZMU???? To jest MOJE dziecko,
    nie umialabym. To nie znaczy, ze nie marza mi sie wczasy na Teneryfie tylko we
    dwoje, romantyczne spacery, upojny seks na plazy. A komu sie nie marzy????
    Ale mam swoja przeszlosc i godze sie z tym. Zaakceptowal to tez moj facet, W
    PELNI. I nigdy nie narzeka, ze musi usuwac w cien swoje zycie i pragnienia, bo
    zycie jako calosc jest kompromisem miedzy tym, co bysmy chcieli, a tym, co
    mozemy miec.
    Znam rodziny, ktore wyjezdzaja bez dzieci na wakacje, nie popieram tego. Ja
    osobiscie nie umialabym pozbawic dziecka takiej przyjemnosci.
    Ciekawa tez jestem, czy kiedy taki m. bedzie mial z Wami wspolne dzieci to tez
    bedziecie nadal wyjezdzac sami. Nie sadze. Wtedy wlasnie wyjazd z wlasnym
    dzieckiem nie bedzie dla Was - macoch - mam poswieceniem. Tylko, ze ten ojciec
    to OJCIEC, nie ojczym, czy obcy czlowiek dla tego pierwszego dziecka, skad wiec
    bierze sie to meczenstwo w wakacjach spedzonych z dzieckiem???
    I wiem, ze mozna znalezc rozwiazania, ojciec moze jezdzic na wakacje z
    dzieckiem sam, a z macocha na drugie wakacje, jesli oczywiscie go stac na takie
    ekstrawagancje.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • agamagda 11.02.05, 14:27
    Nic dodać, nic ująć
  • kitulek 11.02.05, 14:54
    " skad wiec
    bierze sie to meczenstwo w wakacjach spedzonych z dzieckiem???"

    Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
    bawić się z cudzym dzieckiem
    robić mu kanapeczki
    prać
    ubierać
    podcierać tyłek
    wycierać nos
    wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
    dziecka)
    i tysiące innych
    tylko wlaśnie kochac sie na plazy z ukochanym mężczyzną
    a spędzanie wakacji i podcieranie tyłka wlasnemu dziecku to zupełnie inna sprawa
  • e_r_i_n 11.02.05, 14:58
    Dokładnie tak.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 11.02.05, 14:58
    > a spędzanie wakacji i podcieranie tyłka wlasnemu dziecku to zupełnie inna
    > sprawa

    Zapominasz Kitulku, ze dla tego ukochanego mezczyzny to dziecko to JEGO WLASNE,
    nie cudze i te slowa byly o takich wlasnie ojcach, dla ktorych wlasne dzieci to
    tylko te z aktualnych zwiazkow.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • kitulek 11.02.05, 15:13
    dlatego uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest spędzanie wakacji ojciec+dzieci
    z poprzedniego związku (+ ewentualnie macocha jeżeli ma taką ochotę i nikomu to
    nie przeszkadza) i oddzielnie ojciec+nowa rodzina.
  • pelaga 11.02.05, 15:26
    Takie samo rozwiazanie podalam w ostatnich slowach mojego postu.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • mikawi 11.02.05, 15:04
    kitulek napisała:
    > Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
    > bawić się z cudzym dzieckiem
    > robić mu kanapeczki
    > prać
    > ubierać
    > podcierać tyłek
    > wycierać nos
    > wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
    > dziecka)
    > i tysiące innych
    a potem dowiedzieć się że eksia sobie przeciez nie życzy żeby obca kobieta
    zajmowała się jej dzieckiem.

  • kitulek 11.02.05, 15:15
    a potem dowiedzieć się że eksia sobie przeciez nie życzy żeby obca kobieta
    > zajmowała się jej dzieckiem.

    ....i miała na nie "zły" wpływsmile))))
  • agamagda 11.02.05, 15:27
    Czyli powrót na pole START - Nexie poświęcają się akceptując faceta z
    przeszłością pod warunkiem że
    - dzieci nie będą go widywać,
    - Ex nie będą chcieć alimentów, -
    - M nie będzie wsponimał, myślał, itd o przeszłości ,
    - jesteśmy byłyśmy i będziemy Jedynymi w ich życiu
    cała reszta nie istniała i nie istnieje.
    Żartuje, oczywiście, ale gorzko....


  • mikawi 11.02.05, 15:58
    a gdzieś ty to wyczytała??????
    nie ma to jak przekłamać czyjeś wypowiedzi naginając je dla swojej - jedynie
    słusznej - prawdy
  • agamagda 11.02.05, 16:09
    MIKAWY, A MOŻE MELISKI NA USPOKOJENIE???
    NA DOLE JEST ZARTOWAŁAM - PIJE DO POSTU KITULKA
  • mikawi 11.02.05, 16:17
    WIDZIAŁAM
    nie rozumiem skąd takie "żartobliwe" wnioski bo nie było mowy w tym wątku o
    tym, żeby ojciec nie widywał swoich dzieci, nie mówił o przeszłości czy
    zapomniał wręcz o niej. Specyficzne poczucie humoru.

    Najlepiej gdyby facet oddał eksi całą pensję, zapomniał o potrzebach drugiej
    zony i wspólnego dziecka z nią, bo przeciez trzeba zrekompensować rozwód
    pierworodnemu. A w ogóle niech się na drugie małżeństwo i dziecko w ogóle nie
    decyduje, tak bedzie najlepiej i najprościej. Zartowałam wink Aaaale śmieszne.
  • agamagda 11.02.05, 16:42
    Zartobliwe wnioski są po tym, że jesteśmy na wątku babki, która wścieka się, że
    facet poświeca za dużo czasu WŁASNEMU dziecku,
    również po poscie :
    Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
    > bawić się z cudzym dzieckiem
    > robić mu kanapeczki
    > prać
    > ubierać
    > podcierać tyłek
    > wycierać nos
    > wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
    > dziecka) i tysiące innych

    Do ciężkiej anielki bierzecie sobie chłopa z bagażem i dziwcie się że ma
    zobowiązania.- jak się zastanowić naprawdę nie wiem skąd mogą przyjść do głowy
    takie żarty…

  • e_r_i_n 11.02.05, 15:03
    pelaga napisała:

    > I taka jest roznica miedzy mna, a ojcami, pokroju mojego exa i wiekszosci
    > Waszych m.

    A skad Ty wiesz, jaka jest 'wiekszosc naszych m'? To, ze jakas macocha pisze na
    forum, ze ona by wolala to czy tamto, to nie znaczy, ze tak jest i facet sie na
    to bezwarunkowo zgadza.

    > To jest MOJE dziecko, chcac byc ze mna trzeba liczyc sie z byciem w trojke.

    No to wspólczuje Twojemu partnerowi. Odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodzila.

    > Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
    > facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka (pomijajac fakt, ze nie mam
    > komu, bo tatusiek opieka niezainteresowany).

    Takie mi sie pytanie (retoryczne pewnie) nasuwa - czy kazda samodzielna mama
    tak mysli, planujac mniej lub bardziej egzotyczne wojaze ze swoim kolejnym
    ukochanym.

    > To jest MOJE dziecko, nie umialabym.

    No własnie. A dziecko faceta nie jest dzieckiem macochy. A ze wypowiadaja sie
    na temat wakacji macochy, to analogii do Twojej sytuacji NIE MA.

    Gdybym miała tylko możliwość jednego wyjazdu, to oczywiscie nie opieralabym
    sie, zeby wyjazd byl we czworke. Ale jesli moglabym pozwolic sobie na dwa
    wyjazdy, to chcialabym pojechac gdzie z synem mojego meza, ale tez tylko i
    wylacznie z moim mezem i naszym wspolnym dzieckiem. A juz najchetniej
    pojechalabym trzy razy - dwa wymienione plus jeden wylacznie z moim mezem.
    I nie uwazam, ze jest to robienie krzywdy komukolwiek.
    Dokladnie takie samo prawo do wyjazdu tylko z ukochanym ma moim zdaniem
    samodzielna mama. Bo poza tym, ze sie jest mama, jest sie tez partnerka/zona. A
    poswiecanie sie 'dla idei' nikomu nie wychodzi na dobre.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 11.02.05, 15:21
    > A skad Ty wiesz, jaka jest 'wiekszosc naszych m'?

    Z tego, co piszecie. Piszecie o "sukcesach", ustawianiu "granic", o ich
    dostosowywaniu sie do Was. To nie pierwszy taki post.

    > No to wspólczuje Twojemu partnerowi.

    Nie ma takiej potrzeby. Jest ze mna, czy raczej z nami szczesliwy. Jakby nie
    byl to by sie nie meczyl, narzekajac na swoj ciezki los, tylko zmienilby swoje
    zycie.

    > Takie mi sie pytanie (retoryczne pewnie) nasuwa - czy kazda samodzielna mama
    > tak mysli, planujac mniej lub bardziej egzotyczne wojaze ze swoim kolejnym
    > ukochanym.

    A skad teza, ze to KOLEJNY ukochany??? Jakos mi to tak zabrzmialo, jakby
    wszystkie samodzielne co roku wyjezdzaly na WOJAZE z kims innym.
    A skad Ty wiesz, co robia WSZYSTKIE samotne matki?
    Znam kilka w realu, kilka wirtualnie, zadna z nich nie wyjezdza na wakacje bez
    dziecka. Znam tylko dwie rodziny, ktore wyjezdzaja bez dzieci na wakacje.

    > No własnie. A dziecko faceta nie jest dzieckiem macochy. A ze wypowiadaja sie
    > na temat wakacji macochy, to analogii do Twojej sytuacji NIE MA.

    Analogia jest w stosunku do ich ukochanych m. Bo to dzieci tych facetow, czy
    moze powinno sie napisac "exdzieci"????

    > Dokladnie takie samo prawo do wyjazdu tylko z ukochanym ma moim zdaniem
    > samodzielna mama. Bo poza tym, ze sie jest mama, jest sie tez partnerka/zona.

    Dochodza wzgledy organizacyjne. Nawet jakby sie chcialo, czasem nie da rady.

    > A poswiecanie sie 'dla idei' nikomu nie wychodzi na dobre.

    Pisalam o swojej sytuacji, co ja robie i jak ja do tego podchodze. Nie uwazam,
    ze zabranie dziecka ze soba na wakacje to dla mnie ZYCIOWE POSWIECENIE dla
    idei, dla mnie to NORMALNOSC.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • kitulek 11.02.05, 15:24
    życzę wszystkim miłego weekendu wink
  • e_r_i_n 11.02.05, 15:27
    pelaga napisała:

    > Z tego, co piszecie. Piszecie o "sukcesach", ustawianiu "granic", o ich
    > dostosowywaniu sie do Was. To nie pierwszy taki post.

    W ustawianiu granic to akurat macochy bije na glowe kto inny smile

    > Jakby nie byl to by sie nie meczyl, narzekajac na swoj ciezki los, tylko
    > zmienilby swoje zycie.

    To tak a propos tego co wyzej - jak sie ktorejs macosze cos nie podoba, to
    zmienia swoje zycie, zeby byc w pelni szczesliwa.

    > A skad teza, ze to KOLEJNY ukochany??? Jakos mi to tak zabrzmialo, jakby
    > wszystkie samodzielne co roku wyjezdzaly na WOJAZE z kims innym.

    Z tego samego zrodla co wpisy o kolejnych panienkach eks mezow samodzielnych smile

    > A skad Ty wiesz, co robia WSZYSTKIE samotne matki?

    Nie wiem, pytam. Zaznaczylam, ze pewnie retorycznie.

    > Analogia jest w stosunku do ich ukochanych m. Bo to dzieci tych facetow, czy
    > moze powinno sie napisac "exdzieci"????

    Nie ma analogii, bo nie slyszysz o wyjazdach bez dziecka z ust facetow (czyli
    ojcow), tylko z ust 'macoch', czyli obcych bab.

    > Nie uwazam, ze zabranie dziecka ze soba na wakacje to dla mnie ZYCIOWE
    > POSWIECENIE dla idei, dla mnie to NORMALNOSC.

    Ale w pelni szczesliwa nie jestes chyba, skoro marzy Ci sie wyjazd we dwoje? smile
    A powaznie - i ok, dla Ciebie to normalnosc, dla mnie normalne jest pobycie
    czasami tylko z moim mezem, sam na sam.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 12.02.05, 09:57
    > Ale w pelni szczesliwa nie jestes chyba, skoro marzy Ci sie wyjazd we
    > dwoje? smile

    Czlowiek pozbawiony wszelkich marzen Twoim zdaniem jest szczesliwy??? Moim
    zdaniem nie. Mam wiele marzen i nie umniejszaja one mojego szczecia. Ale kazdy
    z nas ma prawo do wlasnej oceny wlasnego szczescia w zyciu.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • e_r_i_n 14.02.05, 09:50
    Ech, milo by bylo, gdybys uwaznie czytala to, co pisze smile
    Pozdrawiam!
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • pelaga 14.02.05, 13:06
    Ech milo by bylo, gdybys za kazdym razem, kiedy juz brakuje ci argumentow, a
    ostatnie zdanie MUSI nalezec do ciebie, nie pisala wszystkim, ze nie czytaja
    uwaznie.
    --
    Pozdrawiam
    PelAga
    eKobieta
  • e_r_i_n 14.02.05, 13:12
    Ech (bo ostatnie zdanie musi byc moje smile ), jak ktos sie czepia dla czepiania i
    wyrywa z kontekstu zdania, zatracajac ich sens, to prosze, zeby tego nie robil
    (albo przynajmniej zwracal uwage na to, co napisalam, czyli czytal uwaznie).
    W Twoim przypadku wiecej nie bede.
    Pozdrawiam.
    --
    "Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych" Nikos Kazandzakis

    Wiktorek
  • mikawi 11.02.05, 15:34
    pelaga napisała:
    > Gdyby moj partner powiedzial mi, ze zadnych wiecej wakacji z moim dzieckiem,
    > odpowiedzialabym mu, ze w takim razie zadnych wiecej wakacji razem.

    no widzisz, mamy zupelnie inne podejscie do tematu; gdyby moj parter mi
    powiedzial że każde wakacje mamy spedzać obowiązkowo we czwórkę bo to jego
    dzieci przecież i tak ma być - "odpowiedziałabym mu, że w takim razie żadnych
    więcej wakacji razem". Co to - rozkaz jakiś, warunek? owszem, możemy spędzić
    wspólnie wakacje, ale też mam prawo spędzić je TYLKO z M. I on moje zdanie tez
    powinien wziąć pod uwagę, tak jak ja jego chęć wakacji z dziećmi. I można iść
    na kompromis w postaci - pierwszy tydzien spedzamy wszyscy, potem M. zostaje z
    dziećmi na tydzień, a w następnym miesiącu jak się uda wyrwać jeszcze tydzień
    wolnego jedziemy gdzieś tylko we dwójkę (czy trójkę jak nasz junior będzie na
    świecie). Bo narzucenie mi przez M. obowiązku wspólnych wakacji z jego dziecmi
    traktowałabym jako nieliczenie się z moim zdaniem. Co to - niewolnictwo czy co?
    chcę to pojadę, nie - niech jadą sami.

    > Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
    > facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka

    hm.... ja akurat nie Teneryfe miałam na myśli ale raczej polskie zakątki, które
    M. mógłby bez zbytniego problemu finansowego pokazac dzieciom.
    Teneryfa.... hmm.... gdyby nawet i gdybysmy chcieli aby dzieci nie
    ominęly "widoki tych wszystkich nowych miejsc, mając na uwadze ich fascynację,
    zadowolenie, szczescie" - widzisz - dla naszej eksi bylby to powód do
    podniesienia alimentów bo zawiść by ją zeżarła, nieważne że dzieci by
    skorzystały.
  • lideczka_27 14.02.05, 02:14
    Myśmy brali młodą na wakacje zawsze. Nie było opcji "tylko we dwoje". A to z
    prostego powodu (a właściwie dwóch):

    - wakacje z ojcem to jedyne wakacje/wyjazd, jakie ten dzieciak miał (matka
    wyjeżdżała co roku, ZAWSZE tylko z partnerami, na oczach dziecka się zdarzało,
    nieważne, że potem dzieciak przez dwa dni u nas wył, bo mama nie chciała zabrać
    ze sobą - i nie ważne, czy to morze było, czy okoliczne bajora - eksia
    odpoczywała od dziecka i pewnie miała seks na plaży wink))))

    - było nas stać tylko na jedne wakacje, a nawet nie tyle "nas" co mnie, bo M
    utopiony w długach pracował na spłaty, a ja na wakacje dla naszej trójki - więc
    nikt nie myślał o rozwiązaniach kompromisowych - np. tydzień z dzieckiem,
    tydzień tylko we dwoje, a tydzień w trójkę czy jak tam... I wcale nie znaczy
    to, że ja taka dobra dusza, bo może i chciałabym całkowitej beztroski, ale
    priorytetem było dla mnie dziecko, bo wiecie jakie życie mała miała i ja nie
    potrafiłabym powiedzieć "nie obchodzi mnie". Za dnia tak się zawsze dzieciak
    wyhasał, że odlatywał koło 22.00 i można było wyseksić się do woli - no, może
    akurat nie na plaży ani w chaszczach, bo nie szło dziecka samego zostawić, ale
    i w domku fajnie było, a zwłaszcza gdy była ulewa, ziemia pięknie pachniała a
    wielkie krople waliły w dach wink)))))

    Natomiast od razu mówię, że nie wiem jakby sprawa wyglądała, gdybyśmy byli
    finansowo dobrze ustawieni - pewnie oprócz wyjazdu w większym składzie
    chciałabym czasu dla siebie - powiedzmy upojny weekend TYLKO we dwoje w jakimś
    przytulnym nadmorskim kurorcie - wink))

    Teraz wyjeżdżam na odpoczynki z dziećmi, ale bez M. Gdy pracuje to jego
    problem, ja zabieram cały inwentarz (a więc młodą też) i w drogę wink.

    A co do wakacji "bezdzietnych" to mamy takie w planie i kurka wodna - gdyby
    nie ta ciąża, to tego roku byczyłabym się na jakiejś greckiej plaży wink)) To
    miała być taka spóźniona podróż poślubna - romantycznie, bez dzieci, gdzie -
    nie ukrywam - chciałam po prostu odpocząć - i chciałam też, by M, który bardzo
    dużo zasuwa, miał święty spokój. No więc plan był, że zaliczamy z dzieciakami
    polskie zakątki (np. dwa tygodnie nad jeziorami w domku) a potem sprzedaż
    dzieci do dziadków (to też forma spędzania wakacji a z autopsji wiem, że bywa
    bardzo atrakcyjna wink i wylot we dwójkę. Nie wiem czy bym się nie zesrała na
    miejscu i matce nie zatruwała życia telefonami (M się tego obawia wink)) jak tam
    dzieci, no ale plan był piękny smile I nadal jest, tyle że odłożony na jakieś dwa,
    trzy lata nim nie podchowam na tyle tego najmłodszego szkraba, by go móc dać
    pod opiekę którejś babci (mamy do wyboru trzy, więc sprawa do dogrania wink)) Dwa
    tygodnie to może za długo, ale jakaś tygodniowa wycieczka czy wczasy to moje
    marzenie i spełnię je choćby mnie potem wszystkie nasze dzieci od macochy
    wyzywały do końca życia wink)))

    Dziewczyny, ja nie wiem czy to temat do dyskusji bo w zasadzie jest to chyba
    kwestia naszej wrażliwości, przywiązania do dziecka, poczucia obowiązku,
    poglądu na rodzicielstwo, stanu "odpępowienia" i… zmęczenia oraz tego, czy mamy
    w sobie coś z egoisty czy nie, na ile liczą się dla nas własne potrzeby itd. -
    jeśli mamy różne poglądy, to będą sprzeczne wizje wakacji i chyba nie ma co się
    kłócić...

    pozdrówki
    lidka

    PS. Mam straszne problemy z pocztą gazetową. Dowiedziałam się od dwóch osób, że
    w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie dotarły moje maile, a dziś sprawdziłam i
    okazało się, że także nie ma zapisu w wysłanych. Proszę o info jeśli ktoś czeka
    na maila i się nie doczekał, bo ostatnio odpisywałam na bieżąco - muszę
    wiedzieć komu jestem winna list. Zaangażowałam się trochę w pomoc na forum
    oddam/przyjmę, więc proszę o cierpliwość, bo nie mam za dużo czasu a ponadto na
    2 tygodnie przechodzimy na modem, więc moje logowanie będzie sporadyczne -
    nadrobię wszystko jak z powrotem będę miała stałe łącze.


    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • poxywka 11.02.05, 10:03
    przydalby sie pewnie mediator; moze M jest na tyle przekonany o braku Twojej
    dobrej woli, ze nie potrafi zauwazyc, ze jest to tez reakcja na jego
    zachowanie; wydaje mi sie, ze ktos z zewnatrz by pomogl; ja patrzac z pozycji
    Twojego M potrafie sie chyba wczuc w ten stan; zreszta juz kiedys zaczelas
    podobny watek i odpowiedzi byly zdaje sie podobne jak tym razem; jemu sie
    wydaje normalne, ze dla kobiety, z ktora jest dzieci beda mialy wyjatkowy
    priorytet, bo w normalnym zwiazku tak czesto sie dzieje, chociaz to zwykle maz
    na tym cierpi a nie zona; Twoj M potrzebuje, zeby go ktos uswiadomil; gdyby tu
    wszedl i poczytal jak trudno wiekszosci macoszek w pelni zaakceptowac cudze
    dziecko najpierw by go ogarnela zlosc na te wszystkie 'bezduszne' kobiety a po
    jakims czasie by to przyjal za norme; bo ona tak wyglada; nie zgadzam sie z
    agamagda, ze to brak spoiwa jakim jest wspolny cel; to brak zrozumienia jakie
    jest zycie i za bardzo egoistyczne podejscie do niego; M prawdopodobnie nigdy
    nie znalazlby kobiety, ktora sprosta jego obecnym wymaganiom, chociaz ja je
    rozumiem, bo sama mialam takie przez pewien okres; piszesz, ze gdy nie widzi
    masz dla dzieci duzo wiecej ciepla; to znaczy, ze nie jest tak zle jak pisalas;
    problem lezy w Was a nie w dzieciach; w tym, ze kazdy ciagnie w swoja strone; 5
    lat to wystarczajaco duzo czasu aby sie zaprzec przy swoim stanowisku; czasem
    proba rozwiazania takiego zwiazku przez jedna ze stron jest wystarczajacym
    szokiem dla drugiej strony i pozwala jej sie przelamac; otwiera oczy; ale to
    zalezy od charakteru czlowieka, wiec mogloby sie to zle skonczyc jesli ktos ma
    dobrze rozwinieta dume, ktora spycha milosc na dalszy plan; albo Ty sie
    przelamiesz pierwsza i w imie wyzszych celow najpierw zblizysz sie bardziej do
    dzieci a potem zaczniesz powoli i konsekwentnie wywalczac ustepstwa od M, albo
    wciagniesz kogos do pomocy; nie znamy Twojego M ani jego charakteru; ja wiem,
    co u mnie zagralo ale nie mam pojecia czy u Ciebie byloby dobre;
    i oczywiscie wazny jest fakt, ze nie jestes jeszcze matka - ma sie wtedy jednak
    inny punkt spojrzenia na dzieci; mozliwe ze roznica wieku tez to utrudnia
    delikatnie
    zycze wszystkiego dobrego i duzo wytrwalosci
    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • balladynka 11.02.05, 17:26
    Poxywko, dziekuje Ci bardzo. Dziekuje w ogole wszystkim dziewczynom, kazda z
    Was ma duzo racji i mozg mi az paruje taka prace ostatnio odprawia na ten
    temat. Twoje posty sa dla mnie szczegolnie cenne bo pokazuja te sytuacje z
    drugiej strony w bardzo zyczliwy sposob. Nie jestem rodzicem wiec trudno mi
    pewne rzeczy zrozumiec. Jakos po przeczytaniu Twoich postow latwiej mi tez
    wybaczyc jemu pewne zachowania bo zaczynam widziec rzeczy z drugiej strony a to
    zawsze zbliza. Oczywiscie nie jest to tylko moja wina, dziewczyny maja bardzo
    duzo racji i powinnam i ja postawic pewne oczekiwania i na pewno nie pomaga tu
    fakt, ze moj M. jest z wychowania uroczym egoista i faktycznie ma "wrazliwa"
    dusze i duzo problemow emocjonalnych roznej natury z samym soba, ktore maja
    wplyw na to co sie dzieje, a ja nie za bardzo umiem o pewne rzeczy walczyc i
    wole sie wycofac a potem jak juz frustracja siega zenithu dopiero rozmawiamy,
    ale juz nie tym tonem co nalezy. Duma ani poczucie winy niestety nie sa dobrymi
    doradcami. Zdaje sobie sprawe ze ja nie jestem z tych co latwo znosza taka
    sytuacje. Nie umiem tez komunikowac moich oczekiwac poprawnie. Klasyczny
    przyklad podala m-m-m - mow o tym czego ty chcesz a decyzje jak on to zrobi
    pozostaw jemu - nie zaczynaj od antagonizmu. Moze to poskutkuje? Prawdą jest
    tez, ze M. sie wydaje, ze to ja jestem dziwna bo mam takie trudnosci z
    akceptacja sytuacji a kazda inna dziewczyna bylaby im druga matka od pierwszego
    kopa. Nie wiem jak mam go przekonac, ze nie ma takich idealow i zeby on tez
    troszke opuscil poprzeczke.

    Trudno jest odejsc gdy sie kocha, natomiast mysle ze dopiero teraz, gdy
    wlasciwie po raz pierwszy w ogole rozpatruje taka mozliwosc i wlasciwie na
    takie jego propozycje mam ochote odpowiedziec: "wiesz co, a bujaj sie w takim
    razie", zmieni sie troche uklad w naszym zwiazku, albo sie on po prostu
    rozpadnie. Dotychczas uwazam, ze nie byl on rowny bo ja nie umialam stawiac
    granic i nie chodzi tu o granice stara rodzina-nowa rodzina tylko o granice
    mojej tolerancji dla pewnych zachowan. Ludwinia i wiele innych macoch to
    osiagnely i wcale nie ze szkoda dla dziecka a ja po prostu nie wiem jak to
    zrobic, ale sie ucze. I najwiekszym moim sojusznikiem bedzie pewnie wreszcie
    pozbycie sie strachu ze ten zwiazek sie rozpadnie jak ja powiem czasem NIE.
    Skoro tak to niech sie rozpada. Chce miec meza, dziecko, kochajaca rodzine i
    chce zeby facet byl w niej obecny cialem i duchem, a nie siedzial w kacie i
    plakal nad swoim zmarnowanym zyciem i krzywda dzieci z poprzedniego zwiazku a
    ja razem z nim. Prawdą jest że może w ten sposob spedzic reszte życia, tylko po
    co? Ja nie chcę go odciągać od jego dzieci ale mam zamiar sama być szczęsliwa i
    zamierzam go o tym poinformowac i bedzie to niestety wymagac pewnych
    kompromisow z jego strony. Zadanie podejmę, bo dziś jestem w nastroju mysio-
    pysiosmile i w sumie chyba nadal sie kochamy skoro trwamy razem w tym calym
    zamęcie. Postaram się wyciągnąć rękę i nie brać tak do siebie początkowych
    odrzuceń, chociaż ja bardzo zle znoszę takie odrzucenie. Ale zbieram w sobie
    siły i odejdę jeśli nic się nie zmieni pomimo moich starań.

    Postaram się poszukać sojuszników którzy mogliby nam pomóc ale bardzo trudno
    będąc macochą porozmawiac z kims na ten temat. Kilka prób podjętych do tej pory
    z mojej strony spotkało się z typowym stereotypowym przyjęciem - te osoby po
    prostu nie sa w stanie wyjsc poza bajke o kopciuszku i ja to rozumiem. Dlatego
    jestem tu na forum. Obawiam się też że jego próby rozmowy z kims z zewnatrz
    mogą go w zwiazku z tym tylko utwierdzic w jego przekonaniach - wiekszosc
    doradcow jednak bierze typowa strone, bo po prostu nie zdaje sobie sprawy jak
    to trudno bedac mna.

    Jeszcze raz dziekuje.
  • m-m-m 11.02.05, 17:55
    Ja nie chcę go odciągać od jego dzieci ale mam zamiar sama być szczęsliwa i
    zamierzam go o tym poinformowac i bedzie to niestety wymagac pewnych
    kompromisow z jego strony

    I tak powinno być: kompromis koniecznie.
    A A'propos wakacji: ostanio M, mi powiedział, że marzy o tym byśmy sami gdzieś
    wyjechali. Tylko we dwójkę.
    Nasz kompromis: pasierb jest w trudnym wieku i niestety przez jakieś dwa, 3
    lata nie będzie nam to dane...ale jak już pasierb będzia miał lat 18-19 to
    wyjeżdżamy tylko we dwoje i to gdzieś daleko.
  • lideczka_27 14.02.05, 02:25
    Balladynko, będzie dobrze smile Ja też miałam takie etapy - wymagać i egzekwować
    swoje nauczyłam się z czasem - przyśpieszyło to moje macierzyństwo - chłopu
    doszło kolejne dziecko, ja też stałam się rodzicem i zajarzyłam z czym to się
    je, zgraliśmy się jeszcze bardziej. Czasem było trudno, M co prawda nie miał
    żadnych wyrzutów sumienia, postępował wobec dzieci fair (nikogo nie wyróżniał,
    nikogo nie spychał na plan dalszy), ale ja zaczęłam mieć więcej do powiedzenia,
    odważniej krytykowałam pewne poczynania M., bo miałam już intuicję matki i
    lepiej widziałam jego błędy czy moim zdaniem złe decyzje - dotyczyło wszystkich
    dzieci M, nie tylko wspólnego.

    Myślę, że sobie poradzisz, musisz tylko do faceta znaleźć odpowiedni klucz smile
    pozdrówki
    lidka

    --
    Odtąd całe nasze życie w mego brzucha depozycie śpi...
  • gosza26 11.02.05, 17:36
    Odnosze wrażenie, że każda poniekąd ma racje (i samodzielne i macochochy).
    Mysle, że to poprostu wynik róznego w postrzegania tych samych rzeczy. To tak
    samo jak butelka jest pełna do połowy .Dla jednego będzie w połowie pusta, a
    dla drugiego w połowie pełna. I obaj mają rację....

    Sa rodzice dla których wakacje bez dziecka są starcone, a dla innego spędzane
    osobno to sytuacja naturalna. potrzeba jednak duzo dobrej woli,żeby ustalić to
    co będzie dobre dla wszyskich.
    Rodzina zrekonstruowana ma ten kłopot,że jedna jej część(rodzic i jego dziecko)
    maja wspólne przyzwyczajenia, a tu pojawia sie ktoś trzeci ze swoimi pomysłami.
    w takim układzie wszyscy powinni mieć równe szanse.
    Natomiast inaczej jest gdy dzieci są tylko ,,weekendowym,, elementem życia
    danego związku. wtedy nie dziwią mnie osobne wakacje. w końcu macocha/ojczym
    to obcy ludzie dla dziecka, na wychowanie którego nie mają wpływu więc ich
    stosunek do dziecka powinen być pozytywny. nie nalezy jednak wymagać nic
    więcej.

    Ja wychowuje już 5 rok K. To cały mój świat. jednocześnie jestem pełna wad i
    okazuje się, że pomimo iż chciałam dobrze nie potrafiłam wyjść poza pewien
    schemat. Na początku potrzeba było z mojej strony wiele wyrozumiałości, ale też
    duzo konsekwencji. teraz okazuje się, że zapędziłam się tak daleko,że dalej
    jestem konsekwenta ale przestałm być wyrozumiała. I dzisiaj dowiedziałam
    się,że to ja muszę zmienić podejście i zacząć dostrzegac sukcesy chłopaka, a
    nie tylko ciągle wymagać. po raz pierwszy od wielu tygodni więc pochwaliłam go
    a on powiedział ,,a to niespodzianka,,smile Od razu jakas inna atmosfera w domusmile

    pozdrawiam
    --
    coś być musi do cholery za zakrętem...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka