Dodaj do ulubionych

Kontrowersyjne poglady

08.07.05, 17:55
Toczace sie na forum ostanio dyskusje natchnely mnie, by napisac troche o
swoich pogladach na macierzynstwo i rodzine, w lekkiej nadzieji namieszania ;-
)
1. Wczesne macierzynstwo - ktorego sama dosciadczylam zostajac matka na 3
roku studiow w wieku 21 lat - wcale nie musi byc zle czy przykre. Nie kazda
mloda dziewczyna lubi spedzac czas w knajpach, dyskotekach, czy na plotach z
kolezankami. Mlody wiek nie musi oznaczac niedojrzalosci do bycia matka - dla
mnie moj starszy syn jest niezmiennie zrodlem szczescia, motywacji, i
najpiekniejsza rzecza w moim zyciu. JZajmowanie sie nim nigdy nie bylo dla
mnie ciezarem i nigdy nie przeszlo mi przez mysl zalowac jakichkolwiek
straconych przez niego mozliwosci - bo nie stracilam nic a zyskalam
wszystko.Jedynym cieniem na moim macierzynstwie byly wyskoki eksa - ale jak
poucza przyklad wielu moich znajomych, zlego wyboru partnera mazna dokonac w
kazdym wieku.
2. Pozne macierzynstwo - ktorego doswiadczam teraz, w wieku 35 lat majac 2-
miesieczne malenstwo, to rowniez niesamowita frajda. Oczywiscie jest latwiej,
bo to 2 dziecko, ma sie juz troche doswiadczenia, choc nie chroni mnie to
przed paranoicznym niepokojem o Groszka. Ale nie sadze, by Groszek mial byc
duzo lepiej rozwiniety od starszego brata - moze i jestesmy dojrzalsi, ale
jako studentka filozofii juz w wieku 21 lat bylam w stanie stymulowac mojego
starszego synka w stopniu wystarczajacuym. Z przykroscia stwierdzam, ze z
wiekiem obnizylam loty. Za to mialam duzo latwiejsza ciaze, porod, szybciej
wrocilam do siebie niz za 1 razem i mam duzo wiecej energi niz poprzednio,
choc jestem o 13 lat starsza.
3. Pomoc rodziny - w przeciwienstwie do wielu osob, ja na pomoc rodziny
licze, choc oczywiscie wiem, ze do niczego nikogo nie zmusze. Moja babcia
pomagala mojej mamie zajmowac sie mna, rodzice mi pomagaja teraz, a ja bede
pomagac w opiece nad swoimi wnukami. Normalka. Chcialabym zreszta dodac, ze
czlowiek nie jest przystosowany biologicznie do zycia w dzisiejszych
rodzinach nuklearnych - dlugosc pologu, koniecznosc dlugotrwalego karmienia
piersia bezradnego dziecka - wszystko to byloby nie do zrealizowania gdyby
nie pomoc grupy krewniaczej, w ktorej funkcjonowala matka od czasow
prehistorycznych. Niektorzy antropolodzy twierdza, ze menopauza u kobiet to
przystosowanie ewolucyjne, pozwalajace kobiecie przistoczyc sie w babcie i
poprzez wspieranie wnukow zwiekszyc swoj sukces rozrodczy. Jakkolwiek by nie
bylo, sytuacja w ktorej kobieta siedzi zamknieta w 4 scianach z jednym lub
kilkorgiem dzieci bez zadnego wsparcia jest zupelnie nienormalna, zaden
czlowiek by tego nie wytrzymal psychicznie, po prostu nie jestesmy do tego
przystosowani.
4. Gotowania - i inne prace domowe - rozczulil mnie poglad, ze autorka
jednego z postow, Ola, bedzie musiala gotowac. A to niby czemu? A moze ona
woli, zeby partner gotowal, a ona bedzie wbijac gwozdzie? Albo ona pojdzie do
pracy, a on zajmie sie domem. Jest mnostwo mozliwosci, jesli tylko spobuje
sie spojrzec nieco mniej stereotypowo.
5. Kariera zawodowa - zgadzam sie, ze posiadanie rodziny pomaga w karierze
zawodowej, dokladnie z powodow, ktore zostaly wymienione chyba w poscie erin.
Wiec nie bede sie powtarzac. Mozna skonczyc studia bedac matka. Mozna te
kariere zrobic bedac samotna matka, mam nadzieje, ze mozna bedzie ja
kontynuowac po drugim, dojrzalym podejsciu do macierzynstwa.
To chyba by bylo na tyle - pozdrawiam was macoszki!
Kicia
Edytor zaawansowany
  • e_r_i_n 08.07.05, 18:38
    Z mojego punktu widzenia nie namieszałas. Zgadzam się z Tobą w wiekszosci -
    poza informacjami o powtornym macierzynstwie, bo tego poki co nie doswiadczylam smile
  • oledzga 08.07.05, 19:00
    powiem Ci tak smile
    lubie posiedziec w knajpach ale wiem ze niedługo bede musiała z tego
    zrezygnowac - wcale mnie to nie smuci.przeciez czasem bede mogła gdzies
    wyjsc.to ze bede miała dziecko nie znaczy ze calkowice bede musiała sie wycofac
    z zycia towarzyskiego.
    pomoc rodziny....napewno jak poprosze rodzicow to mi pomoga ale napewno nie
    beda mnie wyreczac przy dziecku.
    bede gotowała .... to czy umiem czy nie to juz moja sprawa.ale dom bede
    prowadziła ja.
    i mam nadzieje ze skoncze studia ( tylko wpierw musze je zaczac ).dziecko mi
    napewno w tym nie przeszkodzi tylko moze troche utrudni ale nie poddam sie i
    wierze ze dam sobie rade smile

    pozdrawiam
  • ania_rosa 08.07.05, 19:36
    Kicia, ale jaka kontrowersja? wink
    Przy okazji cieszę się, że i kogoś poza mną pochłaniają antropologiczne teoriewink
    Zgadzam się z Twoim postem, acz- jak wiadomo- nic konkretnego z niego dla Oli
    nie wynika poza refleksją, że może być różnie. Jedne panie wieszczą, że będzie
    kiła i mogiła, Ty i Erin wróżycie co innego. Czas pokaże, kto miał rację.
    A tak w ogóle to przyszłość Oli w niewielkim stopniu zależy od tego, w jakim
    wieku urodzi dziecko i czy facet będzie miał lat 40 czy 20.
    Patrzę sobie na Erin, której fanką rzecz jasna nie jestem, ale specjalnym
    wrogiem też nie; patrzę sobie na niegdysiejszą moderatorkę Emamy (pięcioro
    dzieci, pierwsze w wieku 16 lat, drugie w wieku 17, obecnie doktorat z
    geologii); patrzę sobie na siebie (ciąża w wieku lat 19); patrzę sobie na pewną
    kuzynkę (ciąza w wieku 20 lat). Łączy nas wczesne macierzyństwo- to
    niewątpliwie. Co poza tym? Niewiele. Ja rozpieprzam swój czas i intelekt na net,
    a studia leżą i kwiczą. Wsparcie w rodzinie miałam i mam, żeby nie było.
    Uczelnię powinnam skończyć już dawno, ale wcale mi się nie spieszy. Z kolei Erin
    dobrze nie znam, ale- o ile wiem- studiuje pilnie mimo dziecka. GWM studia
    skończyła, prokreuje się dalej, działa naukowo i ogolnie kwitnie. Kuzynka
    karierę intelektualną zakończyła na maturze, bo dalej jej się robić nie chciało,
    a dziecko było cudnym pretekstem.
    I tak dalej, i tak dalej. Ilu ludzi, tyle historii. Wniosek zaś jeden: albo ktoś
    ambicję i determinację ma, albo jej nie ma. I posiadanie owych aspiracji jest
    niezwiązane z faktem macierzyństwa, bo jedni się rodzą na leni patentowanych, a
    drugim i pięcioro dzieci nie przeszkodzi zrobić doktoratu.
    To oznacza, że wieści dla Oli nie są ani złe, ani dobre. Będzie tak, jak sobie
    sama pościele.
    Gwoli uczciwości dodam jeszcze, co nastepuje:
    Mnie ciąża pozbawiła sporej dozy rozrywki studenckiej. Z drugiej jednak strony
    wybawiłam się na pierwszym roku studiów i nie miałam specjalnej ochoty na dalsze
    bezproduktywne imprezy. Tak więc niewiele straciłam.
    Gdybym jednak nie urodziła dziecka to prawdopodobnie robiłabym dziś doktorat, a
    na pewno była po pierwszym zagranicznym stypendium, które zbiegło się w czasie z
    ciązą. Ciąża mnie potwornie rozleniwiła i np. nie chce mi się już spłaszczać
    pupy w bibliotekach, bo wiem, że są rzeczy obiektywnie wazniejsze, czyli czas
    poświęcony dziecku. Z pewnością doszłam do słusznego wniosku, ale mojej edukacji
    ten wniosek nie pomógł.
    Ponieważ jednak mój syn jest już odchowany, to ze zdziwieniem stwierdzam, że
    życiowo (nie naukowo) jestem bardzo na plusie. Ustawiła mi się hierarchia,
    zyskałam towarzyską atrakcyjność (ach, te młode i doświadczone przez zycie
    matkiwink ), ogólnie okrzepłam i dojrzałam. Nie jest więc źle. Mam czas na
    podróże, wyjścia, kolacje i wszelkie rozrywki.
    Widzę jednak, że moje rówieśnice dzielą swój czas między studia w UE, a pracę w
    renomowanych firmach. Znają świetnie języki i latają do Brukseli. Ja tego nie
    mam, choć jeszcze w liceum byłam tzw. czarnym koniem pełnej krwi, na którego
    wszyscy stawiali oszczędności. No i koń się wykopyrtnął. I kiedy słucham
    opowieści mojej koleżanki- architekta z Mediolanu, to mam dziwne uczucie, że
    jednak sporo straciłam. Potem patrzę na mojego syna i myślę, że może wygrałam?
    Tu nigdy nie ma równego bilansu. I nigdy go nie będzie.


    Rosa
    --
    w świecie mułów nie ma regułów
  • e_r_i_n 08.07.05, 23:38
    Widze, ze podobne przemyslenia mamy smile
    Ja tez nie zaluje imprez - bo zaliczylam ich ile trzeba - poza tym na emeryture
    sie jeszcz nie wybieram smile, a jedyne, co mogloby byc, a nie jest to wlasnie
    jakies stypendia zagraniczne, na ktore bym sie załapała, a nawet nie próbuje, bo
    wiadomo, ze nie pojade smile
    Praca w super firmie wykluczona nie jest.

    I wychodze z załozenia (ba,jestem o tym przekonana, ze wiecej na urodzeniu
    dziecka zyskalam niz stracilam.
  • kicia031 09.07.05, 08:09
    No dobra, ja tez znam jezyki i latam do Brukseli i paru innych miast
    europejskich. NIe chce uchodzic za zblazowana, ale od 3 razu wzwyz staje sie to
    tylko uciazliwoscia wymagajaca pakowania walizek, niczym wiecej. Wyjscia i
    kolacje mam dosc czesto w ramach pracy, ktora wykonuje i szczerze mowiac jak
    nie musze, to najchetniej nie wychodze juz dodatkowo... BYc architektem w
    Mediolanie jest zapewne super - dla wielu osob, ale nie dla mnie - po 2
    tygodniach za granica jestem home sick i mam ciezka depresje.
    Trawa na cudzej lace zawsze wydaje sie zielensza, ale jestem pewna, ze nie
    zamienilabys swojego zycia na niczyje inne. Ja tez nie.
    Ja nie twierdze, ze Ola sobie poradzi, twierdze tylko, ze poradzic sobie moze,
    w ten czy w inny sposob. Taka wiare trzeba dziewczynie przekazywac, a nie ja
    dolowac na starcie.
    pozdrowienia
    PS Sorry, ale jakos mi umknelo skad jestes? Z Warszawy?
  • poxywka 09.07.05, 10:10
    to ja dodam do tego wszystkiego, ze mnie do osiagniecia sukcesu stymuluja
    problemy; oczywiscie nie natury emocjonalnej bo przy takich nauka, praca i cala
    reszta guzik mnie obchodza, ale organizacyjno-materialne; dajmy na to,ze
    wyrzucaja mnie z roboty,zaliczam nagle 'wpadke'z Niemezem i zaczynam miec
    dylematy czy nie kupowac mortadeli zamiast szyneczki (o matko i corko co ja
    gadam, po prostu kusze los); jak nic dostalabym wtedy kopa do dzialania; sa dni
    gdy mam w pracy do zrobienia 10 rzeczy na wczoraj, klienci firmy dysza w
    sluchawke obiecujac mord zbiorowy a problemy wydaja sie nie do rozwiazania; i
    wszystko sie udaje zrobic; a sa dni gdy mam jeden problem dosc przecietny i
    bujam sie z nim przez tydzien - zerowa mobilizacja po prostu;
    dlatego kto wie - moze majac dziecko na studiach wykorzystalabym czas lepiej,
    efektywniej ? co czlowiek to inna historia; czasem im mniej ktos doswiadczam
    problemow tym bardziej sie ze soba cacka; choc oczywiscie sa tacy, co tona
    jakkolwiek by sie nie potoczyla historia Oli tak jak Ania uwazam, ze wiek nie
    bedzie mnial tu decydujacego wplywu

    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • e_r_i_n 09.07.05, 13:15
    Ja mam dokładnie tak samo - im mniej czasu, im wiecej do zrobienia, tym wieksza
    mobilizacja.
  • johana2 08.07.05, 19:27
    Własnie prawie skończyłam studia.(średnia 5). Zaczełam je gdy mój mały miał
    rok. jednoczesnie cały czas pracowałam na 1 i 3/4 etatu, prowadziłam dom i
    gotowałam obiadki. nauczyłam sie tego "po drodze". Kwestia właściwej
    organizacji i chcenia. Rzeczywiście, życie towarzyskie ograniczyło się, ale nie
    zamarło. Po prostu - wolę wolny czas spędzać z moim małym i z mężem niż ze
    znajomymi czy w knajpach. Jako nastolatka nie cierpiałam dyskotek, lubiłam
    nieraz wpaść do knajpy i tyle. Nie przesadzajmy, że młoda matka nie poradzi
    sobie. Jak będzie musiała i naprawdę będzie chciała to da radę. Acha - ja nie
    miałam i nie mam do tej pory zadnego wsparcia ze strony dziadków ani innej
    rodziny.Jak trzeba to po prostu bierzemy opiekunke na godziny i tyle. W pełni
    zgadzam się z kicia031. Pozdrawiam i życzę wytrwałości
    --
    johana
  • lilith76 08.07.05, 23:00
    a ja tu i w życiu widzę jedną wielką RACJONALIZACJĘ.
    młoda matka szuka badań potwierdzających jej teorię i dobrym wpływie macierzyństwa na początek kariery kobiety. nie skupia się tak na wadze knajp, klubów i imprez w życiu młodej kobiety.
    późne matki lub kandydatki na nie wygrzebują badania o dobroczynnym wpływie późnych genów i podkreślają wagę samorealizacji.

    prawda jest taka, że każda robi to aby usprawiedliwić własne wybory i potyczki życiowe. młoda matka nie będzie sobie rozdrapywać twarzy, że życie zmarnowała, tylko - jeśli ambitna - pokazywać swoim życiem, że dziecko to nie żaden balast.
    późna matka, to często kobieta, której powody zdrowotne, życiowe (znalezienie odpowiedniego partnera), rodzinne (wychowanie pasierba) skłania do odłożenia planów o dziecku. bawi mnie tylko to straszne upieranie się, że ta droga jest jedyna i idealna, choć być może gdyby nie inne czynniki taka kobieta dawno była by matką.

    ja zawsze twierdziłam, że dziecko/dzieci, to dopiero od trzydziestki w górę, a przedtem skupię się na życiu. od 24-go roku życia mam ciśnienie na dziecko i pewnie gdyby nie fatalne życie osobiste byłabym matką. teraz też nie za bardzo mogę decydować się na dziecko, więc twierdzę, że macierzyństwo w okolicach 35-go roku życia też jest super, a nawet jedyne możliwe smile

    ale, u licha, nie będę czuć się lepsza od młodszych matek (choć po cichu mam wrażenie, że je coś ominęło), ani udowadniać, że moje dziecko będzie miało lepiej. tak samo nie chcę aby jakaś młodsza matka czuła się lepsza ode mnie.

    takie dyskusje to udowadnianie wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. każdy ma co lubi.

    --
    Któż jednak wie, czego mężczyźni szukają naprawdę? Może właśnie tego co znajdują. Może sami nie wiedzą, czego pragną póki nie mają tego przed oczyma. Henry James "Portret damy"
  • kicia031 09.07.05, 07:59
    Rzeczywiscie, wydalo sie! Wszyscy jestesmy gleboko nieszczesliwi i tylko sobie
    RACJONALIZUJEMY ze mamy to co chcielismy, bo incaczej bysmy sie zalamali. A tak
    dzieki tej racjnalizacji jakos sie trzymamy w pionie wink)
    Nie zgodze sie tylko nigdy, zeby nazywac dziecko balastem. Jesli sie tak do
    rzeczy podchodzi to faktycznie lepiej nie miec dzieci. Ani wczesnie ani pozno.
  • e_r_i_n 09.07.05, 08:08
    lilith76 napisała:

    > a ja tu i w życiu widzę jedną wielką RACJONALIZACJĘ

    A ja sie nie zgodze. Gdy sie dowiedzialam o ciazy, to mialam stresa, nie
    wiedzialam, co to bedzie i jak sie zycie potoczy.
    A teraz, z perspektywy czasu wiem, ze sie dobrze ulozylo. I gdybym cofala czas,
    to jedynie o rok, dwa odlozylabym posiadanie dziecka - bo poza tym WSZYSTKO
    idzie u mnie zgodnie z planem.
    Ja sobie nie musze racjonalizowac tego, co sie w moim zyciu dzieje, bo czuje,
    ze sie poukladalo dobrze - nie tak, jak sobie zaplanowalam (bo myslalam tak jak
    Ty - o dziecku po 30 itd), ale wyszlo mi to na dobre. Koncze studia i mam
    odhowane dziecko. I nie mam na nie cisnienia, nie musze czekac, az mi nie
    popsuje ono szykow pracowych.


    > młoda matka szuka badań potwierdzających jej teorię i dobrym wpływie
    > macierzyństwa na początek kariery kobiety.

    To o mnie smile Nie szukalam - wyczytalam na jakims forum - czyli samo mnie znalazlo smile

    > nie skupia się tak na wadze knajp, klubów i imprez w życiu młodej kobiety.

    A tu jak głowa w mur - kto powiedzial, ze dziecko = sie brak knajp czy wyjsc.
    Ludzie, to nie te czasy, ze sie z dzieckiem 24h/dobe siedzi w domu i łancuch ma
    sie najwyzej do 'duzego pokoju'.

    I poglady mam takie, a nie inne, bo sa rzeczy, ktorych sie nie zmieni. Wiec po
    co medytowac, czy stalo sie dobrze czy zle? Szkoda na to zycia, szkoda zycia na
    owa racjonalizacje - bo nawet jesli nie znajdziemy wystarczajacej ilosci
    argumentow 'za', to i tak niczego to nie zmieni.

    A co do dziecka - balastu, to zdanie mam takie, jak Kicia.
  • lilith76 09.07.05, 15:23
    kicia, człowiek właśnie dlatego racjonalizuje żeby nie czuć się nieszczęśliwy, a nie będąc nieszczęśliwy racjonalizuje dla poprawy nasrtoju! drobnostka, ale jednak.

    kicja, erin - użycie słowa "balast" było licencia poetica i nie dotyczyło mojego stosunku do dzieci, ale wolno mi go chyba użyć, bo zawsze znajdzie się jakaś kobieta, która tak pomyśli.
    odniosłam wrażenie, że uznałyście użycie tego wyrazu za moje osobiste poglądy i poczułyście się urażone.

    --
    Któż jednak wie, czego mężczyźni szukają naprawdę? Może właśnie tego co znajdują. Może sami nie wiedzą, czego pragną póki nie mają tego przed oczyma. Henry James "Portret damy"
  • e_r_i_n 09.07.05, 15:52
    lilith76 napisała:

    > odniosłam wrażenie, że uznałyście użycie tego wyrazu za moje osobiste poglądy
    > i poczułyście się urażone.

    Tam zaraz urazone. Nie nakazujesz nam w koncu tak myslec smile Po prostu dziecko
    nie jest ani tragedia, ani balastem, ani zmarnowaniem zycia. W kazdym momencie,
    w kazdym wieku. I tyle smile


  • leeya 09.07.05, 01:10
    To ja Cie Kiciu rozczulilam tym gotowaniemsmile

    Kontrowersyjne poglady? Raczej nie. Wynika to co piszesz z Twojego
    doswiadczenia. Tak samo, jak moje poglady wynikaja z mojego doswiadczenia. Mam
    swoje priorytety wynikajace zapewne z procesu wychowania, trzymam sie tego i
    postepuje zgodnie z zalozeniami odkreslajac kolejne punkty na moim "planie
    dziesiecioletnim".

    Bede bronila poznego macierzynstwa. Bede bronila niezaleznosci, szczegolnie
    finansowej, kobiety, ktora ma zostac matka. To wlasnie wynika z mojego
    doswiadczenia. Moze dlatego, ze tak sie powalilo u mnie w zyciu, ze nigdy nie
    moglam oprzec sie na jakims facecie. Bo jak sie oparlam, to nagle robilo
    sie "trzesienie ziemi" zabierajace mi w ten czy inny sposob podpore. Poza tym
    nie umiem byc "mimoza", to jest w sprzecznosci z moim charakteremsmile

    Czy moje spojrzenie jest jedyne i sluszne? Oczywiscie, ze niesmile Jest tylko
    spojrzeniem na swiat wynikajacym z moich doswiadczen. Bo juz moja kolezanka z
    ogolniaka pewnie by mnie wysmialasmile Urodzila dziecko pomiedzy matura pisemna a
    ustna. Srednia z matury 5.0. Razem ze swoim facetem, ktory byl rok starszy,
    zaczeli studiowac architekture. Oboje skonczyli w teminie. Teraz maja swoja
    firme architektoniczna i.. szczerze powiem, ze nie stac by mnie bylo na ich
    uslugismile No chyba, ze po starej znajomoscismile I pod warunkiem, ze przenioslabym
    sie do Szwecji.

    Takze.. Nie ma co kruszyc kopii, ja bede bronila swoich przekonan, dziewczyny z
    innymi doswiadczeniami swoich.

    Pozdrawiam,
    Leeya

    PS. Jak znasz jakiegos wolnego faceta, ktory z wlasnej nieprzymuszonej woli
    zajmie sie obiadkami i domem to ja biore w ciemnosmile))
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • kicia031 09.07.05, 07:53
    Leeya, no moj facet z wlasnej woli gotuje... Ale trzeba go bylo brac jak
    mieszkal sam w Gdansku, teraz juz za pozno wink)

    Chodzilo mi tylko o to, by nie brnac w stereotypy. Wczesne macierzynstwo rowna
    sie zmarnowanie zycia. Pozne macierzynstwo to niezaleznosc. Zakladajac rodzine
    kobieta musi gotowac. A nawet taki streotyp, ze skonczenie studiow to jakas
    wartosc absolutna, wazna dla kazdego i w kazdej sytuacji. A przeciez nie kazdy
    musi sie realizowac w taki sposob jak ty czy ja - jest mnostwo innych drog i
    dobrze, bo swiat bylby bardzo nudny otherwise.
    A mnie najbardziej cieszy to, ze tych mozliwosci jest duzo wiecej teraz niz
    bylo kiedy ja w 89 roku rozpoczynalam studia. Co nie zmienia faktu, ze ja
    pewnie przepracuje cale zycie na posadzie, bo to mi zapewnia stabilnosc i
    niezaleznosc niezbedne samotnej matce, a taka juz pewnie bede mentalnie do
    smierci mimo nowego udanego zwiazku.
    Tak wlasnie jak mysle o wczesnym macierzynstwie, to widze jeszcze jedna jego
    zalete - jak ta pierwsza rodzina nie wyjdzie, to ma sie mnostwo czasu, by
    zalozyc nowa. Ja zawsze chcialam miec kolejne dziecko, ale widzisz trwalo 12
    lat zanim mi sie udalo. Moja przyjaciolka, ktora ma lat 37, samotnie wychowuje
    2-letnia coreczke i marzy o jeszcze jednym malenstwie , tego czasu juz nie ma.
    W swych poszukiwaniach popelnia bledy jakie ja popelnialam 8 lat temu - tylko
    ze ja je popelnialam majac lat 25 i mialam czas by je naprawic - ona tego czasu
    juz nie ma, biologia jest nieublagana.
    Ale moj post mial byc przeciez optymistyczny...
  • kammik 09.07.05, 10:46
    Kontrowersji tez nie widze smile

    Urodzilam swojego syna kiedy moi rowiesnicy przygotowywali sie do matury smile
    Zdalam ja rok pozniej z wyroznieniem. Czy dziecko cos zmienilo w moim zyciu i w
    moich planach? Oczywiscie, ze tak, bo zmienily mi sie priorytety. Poszlam na
    zaoczne studia, zamiast na dzienne - po to, zeby moje dziecko nie widywalo mnie
    tylko rano i kilka godzin po poludniu.
    Nikt tu nie poruszyl chyba kwestii dosc istotnej, jaka sa finanse. Dziecko
    kosztuje - i to sporo. Rzadko ktora dwudziestolatka jest na tyle zabezpieczona
    finansowo, zeby bez strachu myslec o wydatkach zwiazanych z dzieckiem. Nie
    oszukujmy sie, ze finanse nie sa wazne, bo sa. Oczywiscie, w realizowaniu
    programu minimum (sikanie w tetre, soki wyciskane przez gaze, ubranka "po
    rodzinie", brak wakacyjnych wyjazdow itp. itd.)nie ma nic zlego, gros ludzi w
    tym kraju tak zyje. Ale do czego zmierzam - moim zdaniem posiadanie dziecka w
    mlodym wieku ma jednak wiecej minusow niz plusow. Minusy dotycza nie matki/ojca
    ale wlasnie dziecka.
    A na to, zeby wiedziec, jak fajnie miec dziecko przed trzydziestka mam jeszcze
    dwa lata. Chyba zdaze smile
  • capa_negra 09.07.05, 11:06
    zamiast rozpływania sie w temacie " jak cudnie miec dziecko za młodu"
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • kammik 09.07.05, 11:31
    No wiesz capa, jak mialam 20 lat, to tez bylam hurraoptymistycznie nastawiona
    do zycia i uwazalam, ze wszystko jest super smile Dopiero perspektywa czasu i
    uswiadomienie sobie, ze jednak dziecko cos na tym stracilo lekko zmienilo moje
    myslenie. Fajnie miec dzieci, to pewne. Natomiast z punktu widzenia tych dzieci
    niekoniecznie fajnie jest pojawiac sie na swiecie wtedy, kiedy rodzice dopiero
    zaczynaja dorosle zycie.
  • capa_negra 09.07.05, 11:59
    Wiesz...mieszkam obok dużego osiedla.
    I widze dość często i duzo młodocianych matek - czesto poniżej 19 lat.
    Jedne pchaja wózek z wisiłkiem , obwieszone torbami, inne "luzik" jak by lalke
    wiozły, a obok drepcze mąż z puszka piwa w garści.
    Fajnie jest jak przytnajmniej "dziadek" pracuje, a jak juz mąz ma jakąs prace
    choćby na czarno to poprostu super...

    I widze takie juz z podchowanymi dziećmi 4-5 letnimi - to jak sie
    niejednokrotnie zwracaja do tych dzieci ..to włos sie jezy...kurvvva to jeszcze
    bardzo porządny wyraz.

    I chociaz wiem, że jest duzo fajnych dziewczyn, które radza sobie z wczesnym
    macierzyństwem , to te widoczne sa bardziej.
    I ciagle mam przed oczami córke sąsiadki rodziców - 16 lat, dziecko z bóg wie
    kim , a co sie potem przez nastepne trzy lata działo w jej domu to szok.
    I żadne metody matki nie pomagały - jesli matka nie chciał przypilnowac małego
    to prosiła kolezanki, żeby zaopiekowały sie nim "na 15 minut" i znikała na dwa
    dni....
    Dziecko, miało dziecko i zamiast sie móc bawic stosownie do swojego wieku,
    kombinowała jak uciec od pieluch by sie zabawić.
    Teraz ma 19 lat - niedawno wyszła za mąz za nie ojca dziecka, ponoć drugie w
    drodze....

    I nie dzieje sie to w jakiejś patologicznej dzielnicy, rodzinie, srodowisku.
    Ot normalni ludzie, w normalnym sredniej wielkości mieście
    --
    A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

    Każda pinezka ma dwie strony
  • leeya 09.07.05, 11:33
    Nie chcialam wprost pisac/pytac o finanse tych dziewczyn, ktore tak wczesnie
    urodzily dziecko, ale Twoj post opisuje cala prawde w tym temaciesmile

    Pozdrowionka,

    Leeya

    PS. He he he, ja tam mam zamiar sie dowiedziec, jak to jest byc mama po 30-
    stce. Tak sobie mysle, ze 35 lat to taki fajny wiek na drugie dzieckosmile
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • kammik 09.07.05, 11:52
    Leeya, ja o tym moge pisac spokojnie, bo to juz za mna smile Ewentualna choroba
    dziecka nie rozwali mi starannie wyliczonego budzetu, stac mnie na prywatna
    opieke medyczna, jak mlody chce isc do kina Natomiast doskonale pamietam czasy,
    kiedy dramatem bylo, ze dziecko wyroslo z butow albo potrzebuje nowej kurtki.

    P.S. 35+ to tez fajny wiek na trzecie dziecko smile
  • e_r_i_n 09.07.05, 13:19
    Kazdy normalny rodzic, jesli musi oszczedzac, zaczyna od siebie.
    Moje dziecko ma wszystko, czego potrzebuje, a jesli czegos nie ma, to dlatego,
    ze uwazam to za zbedne (jak angielski w wieku dwoch lat czy bielizna Calvin
    Kline'a). Bo na swoje dziecko pieniadze znajde chocby pod ziemia.
    Jak kazdy rodzic zapewne, niezaleznie od wieku smile

    A soczki przez gaze wyciskalam i obiadki gotowalam - bo to zdrowe smile
  • kicia031 09.07.05, 15:56
    Masz racje leeya, 35 lat to super wiek na 2 dziecko wink. Ale pytasz o finase,
    wiec chetnie ci opowiem jak bylo, bo opisywane tu historie slabo przystaja do
    mojej na przyklad sytuacji. Kiedy okazalo sie, ze jestem w ciazy, wzielismy
    slub i kupilismy male mieszkanie z pieniedzy zarobionych podczas wakacyjnych
    wyjazdow do pracy - wtedy byl naprawde fajny przelicznik z dolarow i funtow na
    zlotowki wink. Oboje mielismy stypendia naukowe, rodzice dokladali nam po 100
    zl, czyli tyle ile wynosilo moje kieszonkowe zanim wyszlam za maz, no i moi
    rodzice robili nam jeszcze od czasu do czasu zakupy. To i tak ich wychodzilo
    taniej niz pelne utrzymywanie corki-studentki, do czego prawnie byli
    zobowiazani. 2 miesiace po urodzeniu Babelka jego ojciec zaczal pracowac na pol
    etatu, co spokojnie starczalo nam na skromne zycie, kupilismy nawet niedrogi
    samochodzik.
    Kiedy nasze malzenstwo sie rozpadlo 2 lata pozniej, ex mial juz wyrobiona
    pozycje zawodowa w firmie gdzie zaczal prace na pol etatu. Dostawalam
    przyzwoite alimenty, wkrotce sama zaczelam pracowac najpiers na zlecenia, a
    potem na stale.
    Nie stac nas bylo na zadne luksusy, ale tez nie glodowalismy. Oczywiscie
    pomagali nam rodzice, ale bez przesady - gdybysmy mieszkali w domu i grzecznie
    studiowali tez by nas utrzymywali. Na jedno wychodzilo.
  • e_r_i_n 11.07.05, 12:03
    Jeszcze w temacie pieniedzy. To, jak sie zyje, czesto zalezne jest od podejscia
    do zycia. I nawet mloda mama moze, jesli zle sie dzieje pod wzgledem finansow,
    w jakis sposob dorobic (szczegolnie, jesli dziecko jest juz odhowane).
    I narzekac powinna tylko wtedy, gdy wszelkie mozliwosci zarobku wykorzystala
    (bez efektu).
    Bo jesli ktos siedzi w domu z kilkulatkiem i narzeka, ze nie ma na lekarza, to
    juz cos jest nie tak (niezaleznie od wieku, w jakim sie zostalo rodzicem).
  • leeya 11.07.05, 12:41
    Alez Erin,
    Zdaje sie, ze teraz mowimy o sytuacji, kiedy dziecko nie jest podrosniete. A
    dokladniej: o finansowym aspekcie zostania matka w wieku nastu lat (19).

    A swoja droga to jak Ty dawalas sobie rade bedac studentka bez dochodow i majac
    malutkie dziecko?

    Leeya

    PS. To nie jest zlosliwosc, tylko pytanie z ciekawosci. Rodzice Ci pomagali
    finansowo?
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 12:45
    leeya napisała:

    > Zdaje sie, ze teraz mowimy o sytuacji, kiedy dziecko nie jest podrosniete.
    > A dokladniej: o finansowym aspekcie zostania matka w wieku nastu lat (19).

    Alez oczywiscie. Ale nawet nastolenia matka, w sytuacji podbramkowej (jesli maz
    na przyklad nie jest w stanie zapewnic kasy na wszystko), moze isc do pracy.


    > A swoja droga to jak Ty dawalas sobie rade bedac studentka bez dochodow i
    > majac malutkie dziecko?

    Mialam stypendium i pracujacego meza.

    > Rodzice Ci pomagali finansowo?

    Juz w watku o pomocy rodzicow o tym pisalam - ich pomoc ogranicza sie do
    finansowania jakichs potrzebnych rzeczy w ramach prezentow. Wola dac mi kase na
    buty dla wnuka, niz kupowac mu kolejne auto.
  • leeya 11.07.05, 12:51
    e_r_i_n napisała:

    > Alez oczywiscie. Ale nawet nastolenia matka, w sytuacji podbramkowej (jesli
    maz
    >
    > na przyklad nie jest w stanie zapewnic kasy na wszystko), moze isc do pracy.
    --------------------
    Moze, pewnie, ze taksmile



    > Mialam stypendium i pracujacego meza.
    -----------------------
    Meza? Czy partnera majacego dziecko z innego zwiazku? Juz nie bede dalej
    komentowac bo uznasz, ze czepiam sie...

    Spadam pracowac

    Leeya


    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 12:54
    Meza. W momencie, gdy urodzil sie nasz syn, moj maz byl rozwiedziony, dwa
    miesiace pozniej byl moim mezem. I niczego innego nie robisz, jak sie czepiasz.
    I niebardzo wiem, jakie znaczenie ma tutaj dziecko z poprzedniego zwiazku - co
    tylko dowodzi powyzszego.
  • mikawi 11.07.05, 12:58
    podobnie jak - moim zdaniem - nie ma znaczenia czy chodzi o męża czy partnera -
    chodzi o OJCA DZIECKA który pomaga matce w utrzymaniu tego dziecka i opiece;
    czy to że ojciec Kulki nie jest twoim mężem zmienia coś w fakcie że jest to
    nadal ojciec dziecka? bo się chyba pogubiłam o co ci Leeya chodzi... chyba
    faktycznie o osobistą wycieczkę
  • mikawi 11.07.05, 13:08
    a skoro kwestia posiadania przez partnera/męża dziecka z poprzedniego związku
    jest według ciebie tak istotna w temacie o którym rozmawiamy to śmiem twierdzić
    że nastoletnia mama o wiele lepiej sobie poradzi gdy ojcem dziecka jest starszy
    partner niż równolatek-student bez pracy na utrzymaniu rodziców
  • leeya 11.07.05, 13:09
    Powiedzialam, nie bede komentowac.

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 13:11
    Oj Leeya, jak sie mowi A, to trzeba i B powiedziec. Szczegolnie, jak sie
    glupoty wypisuje, samemu zbaczajac z tematu watku.
    Ale rozumiem, tez nie lubie ponosic konsekwencji swoich bledow smile
  • leeya 11.07.05, 13:17
    OK, w takim razie zapytam:

    Erin, czy nie przeszkadzalo Ci, ze utrzymujac Ciebie (bo sorry, ale ze
    stypendium naukowego nawet przy 5.0 utrzymac sie trudno) i Wasze dziecko Twoj
    maz zaniedbywal swoje drugie dziecko finansowo?

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 13:21
    Stypendia na mojej uczelni sa spore - naukowe nawet 600zł, do tego socjalne.
    Wiec po zsumowaniu niezla kwota wychodzi smile

    Nie wiem, czy moge odpowiedziec - w koncu przez jakis czas to nie byl moj maz,
    tylko partner. Hmm. A przeciez to takie istotne.

    Czy mi przeszkadzalo? Wtedy nie, bo najwazniejsze dla mnie bylo moje dziecko
    (poza tym wiedzialam, ze syn mojego meza ma pieniadze z FA - gdyby moj maz
    placil, to my nie mielibysmy alternatywnego zrodla).
    Teraz, z perspektywy czasu zle sie z tym czuje, ale niewielki wplyw wtedy
    mialam na taka, a nie inna sytuacje.
  • leeya 11.07.05, 13:30
    Zeby bylo jasne. To co teraz napisze nie jest wynikiem zlosliwosci ani
    czepiania sie a tylko i wylacznie moim pogladem na sytuacje.

    Erin, mimo, ze jestes dumna z tego, ze mimo wczesnego macierzynstwa dalas sobie
    rade ze wszystkim (tzn. wychowaniem dziecka, uczelnia itd.), to jednak Twoje
    wczesne macierzynstwo (a wlasciwie to, ze nie mieliscie alternatywnych zrodel
    dochodu) uderzylo finansowo w kogos innego. W pierwsze dziecko Twojego meza. Bo
    FA w tamtym okresie przejmowal zobowiazania dopiero po POL ROKU NIEPLACENIA. I
    to tylko i wylacznie wtedy, gdy matka sie o to postarala.

    Widzisz, nawet Twoj przypadek jest dla mnie argumentem przeciw wczesnemu
    macierzynstwu, mimo, ze z czasem sie wszystko ulozylo. Czego Ci szczerze
    gratuluje.

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • mikawi 11.07.05, 13:32
    leeya, moim zdaniem jeśli facet straci pracę i nie będzie miał z czego płacić
    alimentów na pierwsze dziecko, to nawet późne macierzyństwo jego drugiej żony
    nie będzie miało znaczenia dla tej sytuacji
  • megan58 11.07.05, 13:34
    Ale dla tej konkretnej miało ...
  • leeya 11.07.05, 13:38
    Pozne macierzynstwo=starsza kobieta=kobieta, ktora ma mozliwosci zarobkowe lub
    pracuje=alternatywne zrodlo dochodow

    A alternatywne zrodlo dochodow to niezabieranie pierwszemu dziecku. A
    przynajmniej Erin napisala, ze GDY MIELI ALTERNATYWNE ZRODLO DOCHODOW to moze
    taka sytuacja by nie miala miejsca (przynajmniej ja tak zrozumialam)

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • mikawi 11.07.05, 13:43
    ujmę to tak - w sytuacji utraty źródła dochodów przez mojego M., alimenty nie
    będą płacone MIMO "alternatywnego źródła dochodu" jakim są moje zarobki. I nie
    ma tu do rzeczy wczesne czy późne macierzyństwo czy jego brak.
  • e_r_i_n 11.07.05, 13:43
    Dobrze zrozumialas. A teraz doprecyzuje - z dzisiejszej perspektywy zrobilabym
    cos, zeby bylo inaczej - tzn. zeby alimenty byly. I jakbym sie postarala,
    to pewnie cos bym zdzialala. Choc patrzac na cala sytuacje mobilizacji mniej
    bym miala - skoro rodzona matka nie robila zbyt wiele w kierunku poprawy
    sytuacji materialnej dziecka (przynajmniej oficjalnie).
    Wtedy sprawa alimentow byla dla mnie jedna z ostatnich, o ktorych myslalam.
    Nie ma sie czym chwalic, ale tak bylo - po priorytetem bylo (i jest nadal) moje
    dziecko.

  • megan58 11.07.05, 13:45
    Nawet kosztem innego dziecka???

    Bo dla mnie prioryteme jest moj syn i rozumiem walke o dobro mojgo dziecka -
    ale czy kosztem inego dzecka?
  • e_r_i_n 11.07.05, 13:47
    Wiesz, niektorzy swoje rozgrywki realizuja nawet kosztem innego dziecka
    (swojego zreszta tez). Tak wiec roznie w zyciu bywa.

    I tak jak napisalam (moze raczylabys przeczytac) - nie jestem dumna z tego,
    co bylo. Ale nawet wysypanie tony popiolu na glowe czasu nie cofnie.
    Wiec nie ma nad czym deliberowac.
  • megan58 11.07.05, 13:56
    Masz racje.czasu sie nie cofnie..
    Ciesze sie , ze w moim zyciu nie musialm nic realizowac ani kosztem cudzego ani
    swojego dziecka.Ale i tu musze powiedziec ze podziwiam , ze przyznanaie sie i
    powiedzenie ze teraz realizowałbys to inaczej
  • e_r_i_n 11.07.05, 13:33
    Z tego, co mi wiadomo, bo 3 miesiacach, ale pewna nie jestem, wiec sie nie
    spieram.

    Co do uderzania itd - to planowanego dziecka w takiej sytuacji by nie bylo,
    ale skoro sie zdarzylo, to radzilismy sobie tak, jak uwazalismy za najlepsze.

    Pomijam juz fakt, ze druga strona tez przez dluzszy czas narzekala na trudna
    sytuacje, nic nie robiac w kierunku jej poprawy.
  • megan58 11.07.05, 13:37
    Najleipej jak monan..Zabrac mniejszemu , bardziej bebronnemu .???

  • megan58 11.07.05, 13:39
    Dziekoc- wpadka czy nie było wynikiem waszego działania - Twoje go i męża
    Twojego ..Prwada?
    Teraz konsewkencje tego poniusł jego syn - powiedz mi jaki on miał na to
    wpływ , ze ponosił konsekwencje???
  • leeya 11.07.05, 14:06
    e_r_i_n napisała:

    > Z tego, co mi wiadomo, bo 3 miesiacach, ale pewna nie jestem, wiec sie nie
    > spieram.
    ------------------
    Wg. ustawy z tamtego okresu (2001-2002) po 6 miesiacach

    >
    > Pomijam juz fakt, ze druga strona tez przez dluzszy czas narzekala na trudna
    > sytuacje, nic nie robiac w kierunku jej poprawy.
    ------------------
    Dziecko mialo co jesc, mialo dach nad glowa i mialo w co sie ubrac. Zrobila
    wszystko co mogla. A tak szczerze powiedz: Nie miala prawa narzekac?

    Leeya


    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 14:09
    Dziecko to mialo, bo kto inny, nie matka, mu to zapewnil.
    A narzekac miala prawo, jak kazdy.
    I do paru innych rzeczy, ktorych nie rozumiem, tez miala prawo.
    Tyle tylko, ze samym narzekaniem sie swojej sytuacji nie zmieni, prawda?
  • megan58 11.07.05, 14:14
    ERNI - dziecko miało bo zpewniła mu to matak - skad wzieła - czy skrzywdziła
    kogos biorac to np. - od swoich rodzicow -sama piszesz wyzej ze nie..
    Narzekac - chodzi o to czy dziecku nalezało sie rownie zod ojca i jesli nie
    dostawało - to mogło czuc zal czy nie .. Jaki matak tego dziecka- bo matka dla
    dzieck a chce dobrze. Nie tylko Ty dla swego .Czy dziecko mogło sie czucc
    pokrzywdzone??
    jesli tak to o fakcie krzywdy dziecka wiedziała matako nie dziecko stad jej
    zale...
  • leeya 11.07.05, 14:16
    No widzisz Erin, ja juz wiem, skad sie biora nasze dyskusje. Jak czytam takie
    teksty jak pod spodem cos mi sie w srodku skreca i mam ochote Ci napisac cos
    niemilego. Ale tym razem powstrzymam sie i napisze grzecznie...

    e_r_i_n napisała:

    > Dziecko to mialo, bo kto inny, nie matka, mu to zapewnil.
    ----------------------
    Ojciec tez nie. Jak mniemam zapewnili to dziadkowie. Jak napisala Virtual: Dla
    dziecka moge byc nawet pasozytem. I to jest prawda, ktora w podbramkowych
    sytuacjach stosuja wszystkie matki. BEZ WYJATKU.

    > A narzekac miala prawo, jak kazdy.
    ------------------
    Ja sie jej nie dziwie.

    > I do paru innych rzeczy, ktorych nie rozumiem, tez miala prawo.
    ------------------
    No coments jak mawiaja rosjanie. Normalnie rece opadaja.


    > Tyle tylko, ze samym narzekaniem sie swojej sytuacji nie zmieni, prawda?
    ------------------
    Swieta prawda.


    Leeya


    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 11.07.05, 14:20
    leeya napisała:

    > > I do paru innych rzeczy, ktorych nie rozumiem, tez miala prawo.
    > ------------------
    > No coments jak mawiaja rosjanie. Normalnie rece opadaja.

    Uwierz, mi tez w pewnych sytuacjaach rece opadly.

    I tez wiem, skad sie biora nasze dyskusje - z roznych przezyc, pogladow i zdan.
    Jak wszystkie inne smile
  • virtual_moth 11.07.05, 14:52
    e_r_i_n napisała:

    > Dziecko to mialo, bo kto inny, nie matka, mu to zapewnil.

    Skończ waść, wstydu oszczędź. A mąż na kolana do byłych teściów, że pomogli
    jego dziecku, podczas gdy on miał je gdzieś.

    > I do paru innych rzeczy, ktorych nie rozumiem, tez miala prawo.
    > Tyle tylko, ze samym narzekaniem sie swojej sytuacji nie zmieni, prawda?

    Przypuszczam, ze była żona twojego męża się leniła i do pracy jej się chodzić
    nie chciało, tak? Tylko JAKI to ma związek z obowiązkeim alimentacyjnym twojego
    męża? Miała prawo narzekać nawet wtedy, gdyby miała pracę i zarabiała godziwie.

    Jak widzisz, podchodzę do tego emocjonalnie. Mam podobną sytuację jak ex
    twojego męża, z tą różnicą, że nie mam next (a przynajmniej nic o tym nie
    wiem). Tatuś również olał dziecko, ja mieszkam u rodziców i do pracy mi
    sie "nie chce" isć. Osobiście gdybym miała taką next jak ty, która pisałaby na
    forum publicznym o tym, że nie zmienię sytuacji samym narzekaniem oraz
    próbowała usprawiedliwiać tatusia tym, ze przeciez państwo placiło jego
    zobowiazania, to BARDZO bym się zirytowała. Na pewno nie pomogłoby to w
    normowaniu relacji ojciec-była żona-dziecko, no, ale widać tobie niespecjalnie
    na tym zależy, skoro regularnie obrabiasz tyłek exi na forum publicznym.
  • e_r_i_n 11.07.05, 15:01
    virtual_moth napisała:

    > Miała prawo narzekać nawet wtedy, gdyby miała pracę i zarabiała godziwie.

    Słuchaj, jak dla mnie ona moze nic innego nie robic, tylko narzekac. Naprawde.

    > Na pewno nie pomogłoby to w normowaniu relacji ojciec-była żona-dziecko, no,
    > ale widać tobie niespecjalnie na tym zależy, skoro regularnie obrabiasz tyłek
    > exi na forum publicznym.

    Wiesz, jak ktos uzaleznia swoje decyzje od tego, co sie dzieje na jakims forum,
    a nie od tego, co jest dobre dla dziecka, to ja dziekuje, postoje.

    Jesli chodzi o sprawy kontaktow mojego meza z eks zona i dzieckiem, to w tej
    chwili mam do tego stosunek obojetny. Emocjonowac sie juz tym nie mam zamiaru,
    co ma byc, to bedzie. Przykro mi jedynie, ze moj syn z bratem nie ma kontaktu,
    ale moje nerwy w tym temacie niczego nie zmienia.

    A rozumiem, ze obrabianie tylka na forum niepublicznym jest ok, tak?

    Przykro mi, ze peanow nie pisze. A dyskutuje tak, jak kazdy inny na tym forum.
  • mikawi 11.07.05, 15:07
    jejku, ja też pisałam o "naszej" eksi na forum... jejku, jejku
  • e_r_i_n 11.07.05, 15:08
    I dlatego wlasnie dzieci Twojego faceta Was nie odwiedzaja smile Wszystko jasne smile
  • megan58 11.07.05, 15:10
    To tak jak z narzekanie ..Spłaszczyc i splycic mozna wszystko --tylkoco to da?
  • megan58 11.07.05, 15:09
    Co innego działanie na szkode kruchego komrpomisu i pczatkow porozumiena a co
    innego sytacjia ososb takich ktore eks czy next tu niema...
  • mikawi 11.07.05, 15:13
    cholercia wie, może czyta i stąd akcje jakie nam funduje od czasu do czasu tongue_out

    a ja myślałam że to o dobro dziecka chodzi a nie o to, że next napisze coś na
    forum, zresztą eks też jakoś pisze i zasuwanie epitetami nie przeszkadza jej w
    budowaniu kompromisu (ROTFL)
  • megan58 11.07.05, 15:17
    Tak oczywiscie - dobro dziecka bez wzgledu na pania next.. Ale jesli pani next
    prezentuje to co przezntuj - taka wrogosc i zajadłoc itd.. To moze dobrodziecka
    lezy w tym aby miało kontak z ojcem , ale nie z paina next ...
  • mikawi 11.07.05, 15:21
    czy next prezentuje gdzieś wrogość wobec dziecka męża? bo nie zauważyłam, więc
    jak to się ma do kontaktów tego dziecka z next. A eksia i next nie muszą się
    kontaktować ze sobą bo i po co? nie mieszaj relacji dorosłych z relacjami z
    dzieckiem
  • megan58 11.07.05, 15:24
    Wrogosc i duze złenastawienie wobec matki dziecka- co moze miec wplyw nakojtaty
    z dzieckiem - trudnosc tez w rozroznieniu potzrb dziecka i matki ..
    Nie wiadomo czy taka neztx nie zacznie natsqwic dziecka przeciw matce -z tak
    jasnowyrazanymi ioiniami i matce dziecka.. W koncu to ososba obca- z ktora
    brak kontaktu niczego dziecka nie pozbawai.
  • e_r_i_n 11.07.05, 15:32
    Mag, kochana, ja naprawde nie odczuwam potrzeby kontaktow z dzieckiem mojego
    meza. Nie mam nic przeciwko wizytom w naszym domu, ale ich brak mi osobosci
    krzywdy nie robi. Jest przykry dla mojego dziecka i meza (wiec i posrednio dla
    mnie - ale tylko z tego powodu, ze dotyka osoby mi najblizsze). Natomiast mi
    osoboscie nic nie robi. Dziecku mojego meza zapewne tez nie.

    Co do moich wypowiedzi na forum, to pisze, jesli odczuwam taka potrzebe.
    Chetnie zmienilabym nick, zeby nie bylo tak, ze kazdy wie, o kim pisze
    (bo staram sie wprost nikogo nie atakowac), ale zaraz to ze zlosliwym
    komentarzem zostanie wytkniete (ciekawe, ze tylko mi).

    I tyle mojego na ten temat.
  • megan58 11.07.05, 15:41
    ERIN -powołujesz sie na bRata..
    To zalezy co rozumiemy pod tym pojecueim. . Bratem - takim prawdziwym nie
    stajesz sie przez akt urodzenia- to zazwyczaj jeden krok..
    I jeszcze . Ile lat miał o Twoje dziecko - gdy po długiej przerwie Twoj mąz
    nieodezwał sie do swojego syna..
    Czy wtedy nie martwiło go to ze niae płaci i nie odwiedza??
  • megan58 11.07.05, 15:25
    A i jeszcze mieszac sie nie musi - ale ton głosu , wypowiadan kwestise..Przy
    takim nastawieniu raczej małe szanse by to negatywne nastawieni ni e dało sie
    wyczuc.
  • mikawi 11.07.05, 15:28
    PROSZĘ - rozróżnij nastawienie do eks od nastawienia do dziecka i UWIERZ że to
    dwie różne sprawy

    czy nastawiasz dziecko przeciwko jego ojcu mimo że sama masz o nim złe
    mniemanie?
  • megan58 11.07.05, 15:33
    Zauwazyłas - zebym go gdzies wyzywała, zebym cały czas o nim zle pisała ????
    Zebym w kazdym watku pokazywała jakon zły i niedobry...

    Bariere pomiedzy moja sympatado eks a dziecko daje sie postawic jedynie w
    sytuacji gdy emocje nie wplywaj na zachowanie - tu takiej gwarancji nie
    mamay .. Emocje nie przyslamniaj pewnych zasad...

    A nastawianie- poczytaj watek grania dzieckiem..
    Ja na miejscu Kamili - od razu walczyałbym o zabronienie kontaktu next z
    dzieckiem.
    NEXT _ NIE JEST DZIECKU DO NICZEGO POTRZEBA.
    DZIEKO NIE MUSI KONTAKTOWAC SIE Z NEXT.


    A pomiedzy rodzicami nie da sie uniknac czasem zych emocji .... Mozna prubowac
    panowac nad nim - ale mysle, ze dziecko to w jakies mierze wyczuwa. Ale to sa
    rodzice - a z rodzicami kontakt najwazniejszy. Inaczej ma sie sprawa z next ...
  • mikawi 11.07.05, 15:39
    wiesz, w takim razie kilkunastu samodzielnym (co najmniej) należałoby zabronić
    kontaktu z dzieckiem bo ilość jadu jaką wylewają na ojców tych dzieci jest tak
    duża, że z pewnością odbija się na tych dzieciach negatywnie
  • megan58 11.07.05, 15:43
    Tak jak ilosc jadu wylewna przez ojcow... Ale to nie zminea postaci ze to
    matak..a to ojciec i kotnak bedzie- bez wzgledu na to ile jadu sie bedzie z
    nich wylewac....i z ktorej stronyu. Zreszta zawsze mozna wystapic o
    ograniczanie praw jedejze stron poprzez nastawianie dziecka- przy czym trudno
    to udwowdnic...
    Natopmias mozna uchronic dziecko przed jadem - zupełnie obcej ososby.
  • mikawi 11.07.05, 15:47
    ale ja nadal nie rozumiem o jakim jadzie piszesz? to że erin pisze na forum
    (tak jak to robi mnóstwo macoch) nie oznacza że kontakt dziecka z nią spowoduje
    uraz psychiczny u dziecka. Tak samo jak wiele macoch wylewa na forum swoje żale
    na temat eks co nie przeszkadza im mieć DOBREGO kontaktu z pasierbami. Naprawdę
    nie widzisz róznicy czy nie chcesz jej zobaczyć? Ja tez mam zdanie na
    temat "naszej" eks takie jakie mam, ale w żaden sposób moje zdanie na jej temat
    nie przekłada się na dzieci. To że jak ty nie lubisz kogoś to nie lubisz od
    razu całej rodziny tej osoby nie znaczy że wszyscy tak mają.
  • megan58 11.07.05, 16:02
    I ciagle nie rozumiesz ze nie tylko o stosunek do dzieci chodzi - dla
    wychowania itd.. wazny jest tez sosunerk do ich rodzicow...
  • e_r_i_n 11.07.05, 21:50
    megan58 napisała:

    > Zauwazyłas - zebym go gdzies wyzywała, zebym cały czas o nim zle pisała ????
    > Zebym w kazdym watku pokazywała jakon zły i niedobry...

    Jak rozumiem, gdybys tak robiła, powinno to zostać skrytykowane?
    Szkoda, że niektore posty (jakies gowienka i inne takie) zostały wyciete.
    Ale inne sa, poczytaj.
    I przy okazji grzebania w wyszukiwarce podeslij mi posty, w ktorych kogos
    wyzywam.
  • megan58 11.07.05, 15:28
    No i przedewszystkim matak dziecko slyszac to wszystko ci czytaja co onie
    wypisuje next - ma prawo chronic dziecka przed taka masa negatywnych emocji na
    swoj temat..
    Ma prawo obawiac wplywu na dziecko ...
    Bo tego sie ne da ukryc.
  • mikawi 11.07.05, 15:31
    czyli matka która nienawidzi swojego eks będzie robiła dziecku pranie mózgu? bo
    tego nastawienia nie da się ukryć?
  • megan58 11.07.05, 15:35
    Nie nie bedzie robiła - ale naa pewno dziecko wyczuje ze relacja pomiedzy
    rodzicami nie sa prawidłowe a nawet bardzo złe ..
  • leeya 12.07.05, 11:18
    ...ale mnie troche ruszyla ta dyskusja. Z prostego mojego stierdzenia wyszlo
    nie wiadomo co.

    Megan, ja na prawde sie zgadzam z Toba w wielu sprawach. Mamy podobne poglady.
    Jak widze czasami, takze podobne sympatie i antypatie. Tylko za cholere nie
    moge czasem zrozumiec Twojego fanatyzmu!! Potrzebne Ci jest to przerzucanie sie
    postami, ktore nic nie wnosza. Takie bicie piany dla bicia piany. Ja wiem, ze
    ogolnie adwersarze sie czepiaja slowek, tlumaczysz, szlag Cie trafia i tak w
    kolko. Ale po co? Wylozylas w miare klarownie Twoje przkonania i na razie. Inna
    sprawa jest taka, ze nie dojdziesz do porozumienia z niektorymi osobami. Ty
    masz swoje zdanie, one inne i nalezy to uszanowac, a nie udowadniac w
    nieskonczonosc. Ty bedziesz miala 100 argumentow, druga strona bedzie ich miala
    150. Ciebie nie przekonaja tamte argumenty, drugiej strony Twoje.

    A co do opisywanej sytuacji... Szczerze powiem, ze balabym sie mowic cos
    kategorycznie w tej sprawie. Nie siedze w glowie Erin ani Kamili, nie wiem,
    jakie sa ich mysli, nie wiem jak reaguja w realu... Dlatego dziwie sie Mikawi,
    ze tak zywo i plominnie reaguje w obronie Erin. Ja wiem, wiem, szalenie sie
    lubicie. Tylko czy aby na pewno Mikawi znasz caly obraz? Czy tylko
    jego "macosza" czesc?

    Ja znam te historie tylko z forum (jednego i drugiego) i to tylko w czesci.
    Pewne posty jednak mnie po prostu dobijaja.. Szczegolnie te w wykonaniu Erin.
    Kurka, Dziewczyno, kiedys ktos Ci napisal, ze tworzysz sobie image super
    macochy. Tez tak to odbieram. Piszesz czasem takie posty, ze rece opadaja. Mnie
    osobiscie dobil ten, w ktorym twierdzisz, ze Kamila zabrania przyjezdzac
    swojemu synowi do Was ze wzgledu na to co piszesz na forum. Boze Drogi!! A
    jakie masz orzeczenie sadu???? Moze Ona po prostu sie do orzeczenia zaczela
    stosowac, a nie robi Wam pod gorke, co? Poza tym napisalas, ze kiedy byla w
    Wawie to nie pozwolila sie spotkac ojcu z synem... Echhh... A tak z innej
    manki: a Kamila ma do Was telefon? Mogla ZADZWONIC i sie umowic co do
    spotkania? A moze po prostu nie chcialo sie Twojemu mezowi na maila odpisac i
    stad ten brak porozumienia? Nie bron i nie wybielaj w tej sytuacji Twojego M i
    siebie, bo macie troche "za uszami". Bo skoro tak, to czemu Twoj M opuszcza
    terminy spotkan z dzieckiem? Ja nie chce polemizowac Erin, ani sprzeczac sie z
    Toba, nie o to tu chodzi. Chodzi raczej o to, ze nie wszystko jest tak cacy jak
    bys chciala pokazac. Nie mowie tez, ze jest beeee.... No chyba, ze pisze
    nieprawde teraz...? Ale ja wlasnie tak to CZYTAM na forum. I mowie tylko o w
    miare aktualnych wpisach w ogole nie tykajac sprawy przeszlosci, bo sama wiesz
    najlepiej co sie tam dzialo...

    Nie wiem Erin czy umiesz czy nie oddzielic niecheci do ex od dziecka. To juz
    Twoj bizness. Bo nicheci do ex nie ukrywasz. Tym smieszniej, ze piszecie na tym
    samym forum. Posty Kamili sa na prawde stonowane i bezosobowe. Czy Twoje takie
    sa? Przynajmniej ja je odbieram jako "aluzyjne". Ale to moja subiektywna pewnie
    ocena. Luzik, tylko sie cieszyc, ze nie jestem w takiej sytuacjismile

    Leeya


    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 12.07.05, 11:32
    leeya napisała:

    > Mnie osobiscie dobil ten, w ktorym twierdzisz, ze Kamila zabrania przyjezdzac
    > swojemu synowi do Was ze wzgledu na to co piszesz na forum. Boze Drogi!!
    > A jakie masz orzeczenie sadu???? Moze Ona po prostu sie do orzeczenia zaczela
    > stosowac, a nie robi Wam pod gorke, co?

    Leeya, napisałam tak, bo to prawda. I nie dlatego, ze ja cos pisze, tylko
    dlatego, ze moj maz napisal. Mail brzmiał mniej wiecej tak, ze w zwiazku z tym,
    ze napisal na forum cos na temat ich sytuacji, od dzisiaj zaczyna stosowac sie
    do wyroku sadu. I oczywiscie, taki jest wyrok, mogla zaczac sie tylko i
    wylacznie do niego stosowac (a nie do ustnej umowy przed sadem ze sprawy
    o pozbawienie wladzy) - tylko powod jakis taki dziwny, prawda? Ja nic do
    ukrycia nie mam, mail zachowany, gdyby był do mnie, przesłałabym Ci go, tak jak
    Ty mi pokazałaś mail od pwrzesa.

    > Poza tym napisalas, ze kiedy byla w Wawie to nie pozwolila sie spotkac ojcu z
    > synem... Echhh... A tak z innej manki: a Kamila ma do Was telefon? Mogla
    > ZADZWONIC i sie umowic co do spotkania?

    Znow - pisalam, bo to prawda. Kamila ma nr telefonu mojego meza, mogla
    zadzownic. Zadzownil moj maz - uslyszal odpowiedz odmowna. Niebardzo wiem,
    do czego sie czepiasz. Ze tak bylo, czy ze eks sie nie zgodzila?


    Nigdy nie napisalam, ze my jestesmy ok, druga strona zla. Tyle tylko, ze do
    porozumienia trzeba rozmowy, nie szantazu, ironii i kpiny. Ani tez nie laski
    i rzucania ochlapami na odczepnego. I powtorze to, co napisalam juz Mag -
    chcesz miec caly obraz, to popros swoja przyjaciolke o korespondencje mailowa
    i ocen, kto tu ma problem z komunikacja.
  • e_r_i_n 12.07.05, 11:54
    leeya napisała:

    > Dziewczyno, kiedys ktos Ci napisal, ze tworzysz sobie image super
    > macochy. Tez tak to odbieram.

    Niebardzo rozumiem. Pisze to, co mysle - czyli ze nie przeszkadza mi fakt,
    ze moj maz ma dziecko, ze nie ograniczam kontaktu, ze nie mam nic przeciwko
    wizytom dziecka mojego meza w naszym domu i ze chce, zeby moj syn mial kontakt
    z bratem.
    I jednoczesnie, ze mi osobiscie kontakty z dzieckiem mojego meza do szczescia
    nie sa potrzebne, ale tez mi nie wadza i ze zawsze i tak najwazniejsze dla mnie
    bedzie moje dziecko.
    Nie ma tu idealizacji mojej osoby, tylko zwykle przekazanie mojego zdania na
    pewne tematy. Rozumiem, ze lepiej by było, gdybym zachowywala sie wrecz
    przeciwnie, bo juz ogolnie moglabym byc potepiona. Przykro mi, ze zdania dla
    potrzeb tlumu nie zmienie.
  • leeya 12.07.05, 15:17
    Erin,

    Po pierwsze: Jezeli ktos z kims probuje zalatwic cos przez priv, to zdaje sie,
    ze nieladnie jest wyciagac to na public. Mam na mysli sytuacje Twoj M-Kamila.
    Ciekawe czemu na publicu nie opowiadasz historii swojego zycia nowym macochom
    (mam na mysli magdalens). Czyzby obawa przed korekta tego co piszesz? Dlatego
    moze Kamila nie chce omawiac spraw z kontaktami ojca z dzieckiem na publicu. A
    dzieki Tobie trafia to na public.

    Po drugie: czyli Kamila klamala piszac na samomamie, ze "zalatwia" sprawy
    dotyczace syna z jego ojcem przez maile, bo nie ma z nim kontaktu
    telefonicznego? Bylo to jakis czas temu, moze od tamtej pory po prostu sie to
    zmienilo?

    Po trzecie: O traktowaniu w dziwny sposob to pewnie wiecej mialby do
    powiedzenia starszy syn Twojego M a nie Ty na temat Kamili.

    Po czwarte: Nie czepiam sie, a jedynie opisuje moj obraz sytuacji jaki mam.

    Po piate: Kto nie jest z Toba jest przeciwko Tobie? Albo raczej kto rozmawia,
    lubi, w ogole zna Kamile i jej nie potepia jest przeciwko Tobie? Nie znam
    Kamili, Jakis czas temu wymienilysmy moze po 2 maile. Takze raczej trudno mnie
    uznac za jej przyjaciolke. Co nie zmienia faktu, ze czytam ze zrozumieniem i
    moze mnie cos irytowac lub nie. Kamila mnie nie irytuje. I tak, lubie ja, mimo,
    ze nie znam osobiscie.

    Po szoste: Nie mam ochoty nikogo prosic o przesylanie prywatnej korespondencji.
    Nie mnie oceniac/wydawac sady. Wystarcza mi to, co widze na forum. Glownie w
    Twoim wykonaniu, bo jak zauwazylam, Kamila nie komentuje AKTUALNEJ sytuacji. Ty
    to robisz czesciej. Co tym bardziej jest dziwne, ze przeciez nie interesuje Cie
    to, a sprawy dotyczace ex i jej dziecka to sprawy Twojego M, ktory ogranicza
    sie do informowania Cie ze dzwonil lub jedzie do dziecka.

    To tyle ode mnie. Jak znam zycie zaraz odpiszesz, po czym znow mi rece opadna...

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • e_r_i_n 12.07.05, 15:27
    leeya napisała:


    > Po drugie: czyli Kamila klamala piszac na samomamie, ze "zalatwia" sprawy
    > dotyczace syna z jego ojcem przez maile, bo nie ma z nim kontaktu
    > telefonicznego? Bylo to jakis czas temu, moze od tamtej pory po prostu sie to
    > zmienilo?

    Odpisze tylko na to (od tego rece mysle Ci nie opadna) - mailami sprawy
    zalatwiala rok temu, od tamtego czasu ma nr telefonu i z niego korzysta,
    jesli ma potrzebe.
  • e_r_i_n 12.07.05, 15:29
    leeya napisała:

    > Po piate: Kto nie jest z Toba jest przeciwko Tobie? Albo raczej kto rozmawia,
    > lubi, w ogole zna Kamile i jej nie potepia jest przeciwko Tobie?

    I jeszcze to - otoz znowu pudlo. Najlepszy przyklad - Ashan znajaca Kamile
    osobiscie.
  • e_r_i_n 13.07.05, 08:23
    Chciałam jeszcze dodać jedną rzecz.
    Mam świadomość popełnianych błędów, dlatego też nie mam problemu z tym,
    że ktoś je krytykuje. Ba, moim zdaniem prawdziwa przyjaźń polega też na tym,
    żeby umieć przyjaciela naprowadzić na własciwa droge (czyli skrytykowac jego
    dotychczasowe postepowanie).
    Tak wiec - krytyka i bycie 'nie ze mna' mnie nie boli - pod warunkiem, ze to
    krytyka konstruktywna, poparta sensownymi argumentami, a nie 'sztuka' dla
    sztuki - czyli po prostu zwykłe czepianie sie.
    Posty Poxywki, Capy, Ashan czy Burzy, a nawet 'wczesniejszej' Chalsi czy nawet
    Pelagi dały mi swego czasu do myslenia, pewne spraw sobie na nowo w głowie
    poukładałam. Natomiast jest wiele osob, ktorych z zalozenia 'lubic' nie bede,
    bo w czambuł mnie potepiaja, nie widzac zadnych win po drugiej stronie,
    czy wrecz zarzucajac mi mataczenie, klamanie i dwulicowosc.
    Stad Twoje zdanie "Kto nie jest z Toba jest przeciwko Tobie? Albo raczej kto
    rozmawia, lubi, w ogole zna Kamile i jej nie potepia jest przeciwko Tobie?"
    jest bez sensu, na co przykłady można mnożyć.
  • kicia031 09.07.05, 16:04
    Bo oczywiscie to niemowleciu najnardziej zalezy na markowych ciuszkach,
    markowych soczkach (ten z gazy to brrr paskudztwo) a sik w tetre to
    rzeczywiscie tragedia zyciowa wink)
    Moge ci z doswiadczenia powiedziec, ze pampersy, soczki, gerberki to ulatwienie
    dla rodzicow, a dzieci maja to w nosie. Teraz stac mnie na to wszystko, bez
    watpienia ja mam latwiej, ale czy Groszek ma lepiej niz Babelek? Nie sadze.
    Dodam jeszce, ze choc stac mnie na drogie ciuchy dla Groszka, to chodzi glownia
    w uzywanych - po Babelku oraz otrzymanych od znajomych. Bo niezaleznie od
    poziomu dochodow szkoda mi wyrzucac pieniedzy na cos, co dziecku nie robi
    zadnej roznicy. I dodam jeszcze ze podobne podejscie ma wiekszosc moich
    znajomych, ktorych dochody ksztaltuja sie w granicach 10 tysiecy netto
    miesiecznie i u niej i u niego.
  • e_r_i_n 09.07.05, 16:16
    Chcialam odpisac to samo, ale byloby, ze sie czepiam smile
    I wole wydac kase na porzadne buty, a nie kupowac ciuchy, ktorych sporo po
    rodzinie w spadku mam. A soczki wyciskalam - z dzialkowych marchewek i jablek,
    bo to samo zdrowie, nie tylko oszczednosc.
  • kammik 09.07.05, 16:19
    Nie ma to jak udawac, ze sie nie rozumie tego, co sie czyta. Soczek z gazy nie
    jest brrr paskudztwo, jest tylko niepewny pod wzgledem pochodzenia owocow i
    warzyw.
    Wiem, ze dzieci maja to w nosie, natomiast nie bagatelizowalabym ulatwiania
    zycia rodzicom. Ja tam wole, kiedy podanie soku niemowlakowi trwa 15 sekund a
    nie 15 minut, specjalnego zapalu do prania pieluch tez nie mam.
    Nie sprowadzalabym finansowej kwestii posiadania dziecka li i jedynie do
    pieluch i ubran, zreszta chyba i tego nie zrobilam w poprzednim poscie. Gleboko
    w powazaniu mam dylematy pt. "skarpetki Big Star czy adidas" smile, natomiast robi
    sie troche nie halo, kiedy dylematy to wybor miedzy kurtka a wizyta u lekarza.
    Rozdrabniamy sie tu na zupki i kupki, a przeciez dziecko musi miec gdzie
    mieszkac, miec kawalek swojej przestrzeni, kiedy matka wraca do
    pracy/kontynuuje nauke, to trzeba dzieciakowi zapewnic opieke - to wszystko
    kosztuje. Statystyczna dwudziestolatka ma mniejsze szanse na zapewnienie
    dziecku przyzwoitych warunkow bytowych od przecietnej trzydziestolatki. Po co
    miec gorzej, jak mozna miec lepiej? A to "lepiej" oznacza dla mnie: spokojniej
    i bezpieczniej. Takze finansowo.
  • kicia031 09.07.05, 18:45
    Nie ma to jak udawac, ze sie nie rozumie tego, co sie czyta. Soczek z gazy nie
    > jest brrr paskudztwo, jest tylko niepewny pod wzgledem pochodzenia owocow i
    > warzyw.


    Widze, ze ogladalas reklamy wink). Dla mnie niejasne jest pochodzenia soczku z
    butelki, a soczek domowy z marchewki wychodowanej przez babcie na dzialce na
    Kaszubach ma pochodzenia jak najbardziej koszerne. Choc pewnie jako rasowy len
    pewnie bede podawac soczki z butelki wink)
  • kammik 09.07.05, 18:52
    Nie, kiciuniu, nie mam telewizora smile Chodzilo mi raczej o regularne badania
    laboratoryjne - i samych owocow, i ziemi na ktorej rosna.

    Poza tym chyba zaraz zajmiemy I miejsce w konkursie na najbardziej off-topicowe
    posty smile
  • chalsia 09.07.05, 23:45
    WIesz sprawa soczków i jedzenia ze słoiczków może nie być kwestią wyboru a
    przymusu - ja bym swojego zdrowo nie wykarmiła po domowemu bo nie mam dojść do
    eko marchwii a dziecko mam potwornie alergiczne.
    A co do ciuchów - póki byłam na macierzyńskim i wychowawczym - miałam sporo
    używanych ciuchów dla synka, ale jak wróciłam do pracy to już nie. Mieszkam na
    zadupiu i nie mam czasi w trakcie krótkich wizyt w większym mieście na
    grzebanie w szmatexach (z całym szacunkiem - bo sama dla siebie w przeszłości
    dużo ekstra rzeczy tak kupowałam, nie mówiąc o satysfakcji z "polowania").

    Coś za coś - więcej czasu z dzieckiem i dla dziecka kosztem wydawania większej
    kasy.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • e_r_i_n 10.07.05, 09:07
    Używane ciuchy u Kici (tak jak i u mnie), to ubranka odziedziczone po rodzinie.
    Moje dziecko w takowych chadza. W 'szmateksach' nigdy niczego nie kupowalam.
  • chalsia 10.07.05, 12:00
    > Używane ciuchy u Kici (tak jak i u mnie), to ubranka odziedziczone po
    rodzinie.
    > Moje dziecko w takowych chadza. W 'szmateksach' nigdy niczego nie kupowalam.

    No to w takim razie nie porównuj i nie oceniaj, jak ktoś kupuje tylko nowe, bo
    może tak jak ja nie ma dziecinnych ciuszków po rodzinie ani znajomych z dziećmi
    ciut starszymi niż mój syn.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • e_r_i_n 10.07.05, 12:10
    A czy ja gdzies ocenialam? Chalsia, daj spokoj. Zgodzilam sie tylko z Kicia,
    ze to zadna trauma dla dziecka, ani objaw nie radzenia sobie, ze dziecko nosi
    ciuszki po rodzinie. To po prostu rozsadne podejscie do sprawy, jesli ma sie
    taka mozliwosc. Bo nawet jakbym miala kasy jak lodu, nie kupowalabym na sile
    tylko nowych rzeczy w sytuacji, gdy mialabym worek dobrej jakosci i w dobrym
    stanie ciuszkow po rodzinie.
  • kicia031 10.07.05, 16:33
    Dla malego niemowlaka nie kupowalam ciuszkow w szmatexach, ale juz dla
    starszego i owszem. Podobnie jak dla siebie. W miejscowosci do ktorej jezdzimy
    na wakacje jest tak rewelacyjny sklep z uzywana odzieza, ze nawet noja bardzo
    zamozna kolezanka, ktora odwiedzila nas na wakacjach, rzucila sie tam do
    zakupow dla siebie i swojej malej coreczki. Ale tez kupilismy ostanio Groszkowi
    sliczne pajacyki w Mothercare, wlasnie sa przeceny, 6 sztuk za niecale 120 pln.
    Bo wchodzi nowa kolekcja wink). Nie wiem tylko, czy Groszek bedzie chcial nosic
    takie ze starej kolekcji, bo to przeciez wstyd w parku i obciach na maxa wink)
  • leeya 10.07.05, 17:08
    Kurka, Julka chodzi w ubrankach PePe i Marcinkowski. Toz to juz calkiem
    obciach. Dobrze, ze moj niezastapiony szef przywiozl przesylke z USA od mojej
    kolezanki, ktora poswiecajac swoj cenny czas zrealizowala moja liste zakupow w
    GAPie i NEXT, teraz juz wstydu nie bedziesmile

    A tak na serio, to w Gdansku otworzyli cudo szmatex firmowych ciuchowsmile)) Dla
    mnie rewelacja po prostusmile Garnitur od Armaniego 3 czesciowy za 500. O czyms
    takim marzylamsmile Teraz, kiedy siedze na miejscu nie mam takich mozliwosci, ale
    wczesniej jak jezdzilam troche sluzbowo, to mialam swoje ulubione secon handy z
    firmowymi rzeczamismile Szczegolnie jeden w Londynie w Nothing Hill z samymi
    francuskimi rzeczami... Echhh... Perelkasmile) Albo antykwariat firmowych ciuchow
    z lat 50, 60, 70 w Mediolanie zaraz przy lotniskusmile)))

    Pozrowienia,
    rozmarzona Leeya
    smile)))
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • kicia031 10.07.05, 19:29
    Leeya, a gdzie jest ten sklep? Tata Groszka wlasnie wyruszyl do Gdanska...
    Kicia
  • leeya 10.07.05, 19:37
    W City Forum Gdansk, czyli obok TGI Fridays w Glownymsmile Obok Trolla.

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • bet66 09.07.05, 12:34
    1.kazdemu układa się zycie tak, jak sie układa i zadowolenie z jego przebiegu
    to duzy sukces.
    2. kazdy marzy o tym czego nie ma. Ta ,która realizuje sie zawodowo marzy
    cieple domowego ogniska,a ta , która siedzi w domu chciałaby się w inny sposób
    realizować.
    3.Jezeli macierzyństwo było wczesne i mimo tego udało się zrealizować swe
    życiowe plany to tylko pogratulować....cierpliwości, wytrwałości i ogromnej
    pracy
    4. Ale to samo mozna było osiągnąć tańszym kosztem, gdyby człowiek myślał ,
    przewidywał i planował, a nie szedł na żywioł.
    5. kazdy wyjątek potwierdza tylko regułę....jaki jest procent tych, którym
    warunki sprzyjały mimo wczesnego macierzyństwa , a ile osób "przegrało" w ten
    sposób swoje zycie
    6. jedna z piszących słusznie zauwazyła, ze wczesne macierzyństwo + studia +
    dom + praca .....musi się odbywać kosztem czegoś, kogoś...
  • edzieckokarenina 09.07.05, 13:42
    może moja wypowiedź będzie mało wiarygodna,bo nie zostałam matką w wieku nastu
    lat,ale z tego co pamiętam hmm, raczej na matkę bym się nie nadawała, co innego
    miałam w głowie.Myślę, że najlepszy wiek na macierzyństwo to powyżej 24 roku
    życia,wcześniej człowiek sam jest dzieciakiem i ma pstro w głowie,ale wiadomo
    że życie pisze różne scenariusze
    --
    "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
  • kicia031 09.07.05, 16:09
    Nie kazdy ma w glowie pstro przed 24 rokiem zycia - ja nie mialam. Ty uwazasz
    ze nie nadawalas sie w tym wieku na matke, i zapewne masz racje. Ale to nie
    znaczy, ze nikt inny sie nadawal.
    Mam wrazeie, ze teraz jestem znacznie mniej dojrzala niz bylam zostajac matka
    po raz pierwszy - moze dlatego, ze majac mezczyzne - opoke moge sobie pozwolic
    na duzo wieksza beztroske niz wtedy?
  • leeya 09.07.05, 16:48
    NIGDZIE nie napisalam Oli, ze zmarnowala sobie zycie. Napisalam dokladnie to:

    > Jej.. wspolczuje Ci, bo zdaje sie, ze tym wspanialym, spontanicznym sexem bez
    > zabezpieczenia to sobie ciut przerabalas najpiekniejsze lata zycia... Ja w
    > kazdym razie wlasnie tak wspominam ten czas, kiedy mialam te 19-20 lat... Nie
    > szkoda Ci troche??

    Nie uwazam, ze wczesne macierzynstwo marnuje zycie. Raczej, ze wymaga wiecej
    wysilku i samozaparcia. A nie kazdego na to stac. Mysle ze ja... Hmmm...
    Bylabym z tych, co to podrzucaja dziecko babcismile Po prostu nie bylby to dla
    mnie dobry czas na macierzynstwo. Mysle, ze nie podolalabym majac 19 lat tylu
    obowiazkom i takiej odpowiedzialnosci. Ale znow mowie z wlasnego doswiadczeniasmile

    Leeya
    --
    hi hi hismile Nowe fotkismile
  • maxxi26 11.07.05, 08:42
    Dla mnie wczesne macierzyństwo było przerażającą perspektywą. Bardzo długo nie
    czułam się dojrzałą osobą, która mogłaby wziąć na swoje barki odpowiedzialność
    za małego człowieczka i jego szczeście. Uważałam, że najpierw trzeba poznać
    życie, właściwego partnera, skończyć studia etc. Generalnie łyknąć trochę
    doświadczenia życiowego i mieć świadomość własnych wyborów. Znaczenie ma tu też
    sytuacja finansowa Nie chciałabym nigdy prosić o pomoc. Podobnie jak Leeya -
    uważam, że jak człowiek zakłada rodzinę, to powinno go stać na jej utrzymanie.
    Może oczywiście może życiowe poglądy determinuje obraz mojej własnej siostry po
    rozwodzie, wczesnej matki - nie bardzo szęśliwej, której wszyscy pomagaja. Nie
    chciałam nigdy mieć takiego życia. Miałam też świadomość, ze na pomoc dla mnie
    pewnie nie byłoby już szans.

    Obecnie zbliżam się do 30 - i wkrótce z mężem podejmiemy decyzję o dziecku.
    jesteśy w swietnym wieku z powoli stabilizujacą się sytuacją osobistą,
    majątkową i zawodową. Ale jeśli nawet nie dane byłoby mi posiadanie dziecka nie
    żałowałabym, ze podjęłam decyzję w tym wieku.

  • m-m-m 11.07.05, 09:56
    uważam, że jak człowiek zakłada rodzinę, to powinno go stać na jej utrzymanie



    POPIERAM
  • johana2 11.07.05, 12:33
    No w końcu się z Tobą zgadzam
    --
    johana_mama Igoreczka-psoteczka
  • virtual_moth 11.07.05, 15:51
    megan58 napisała:

    > I powiem szczerze ze obserujac i kamile i jej meza- stweirdzam , ze jad
    > pomiedzy nimi wg.mnie dawno by sie przestał wylewac i dogadali by sie gdyby
    > nie "podpałaka- do ognia" DOmali i jej wystapieniai jej mam wraznei tez wpływ
    > na meza co do wspolnych utalent miedzy Kamila a eks..
    > . Wybacz tak to widze. To moja prywatna ocena.
    > Słowem dawno by sie dogadali..

    Miałam się już nie odzywać, ale napiszę tylko, że się zgadzam.

    Mikawi, piszemy o sytuacji, kiedy ex i next czytają i piszą na tym samym forum.
  • mikawi 11.07.05, 16:12
    moim zdaniem nic co obie strony przeczytają O SOBIE na forum nie powinno
    wpływać na kontakty Z DZIECKIEM, bo jeśli jest inaczej to jest to
    wykorzystywanie dziecka w rozgrywkach między dorosłymi ("za to że coś next
    napisała co mnie się nie spodobało, zabronię eks mężowi zabierania dziecka do
    jego domu, nie ma nauczkę" - tak to odbieram)

    a do mag w kwestii insynuacji - tak właśnie oceniam twoją postawę na podstawie
    tego co napisałaś i jest to moje zdanie - skoro nie lubię X, nie lubię dziecka
    X, matki X, brata X i prababci X
  • megan58 11.07.05, 16:19
    To błednie Oceniasz. Nie lubie esk a jego babcie tak smile
    A moge zapytac według ktorego to mojej wypowiedzi.. -konkretnie ...??

    Wiesz co mIkawi
    1. Ustalenie i kontak miedzy rodzicami nie powinnie sie odbywac porzez forum .
    To jest najwazniejsze. Sprawy dziecka w momencie gdy sa oboje nie powinny byc
    wwywlekane.

    I co wazne i zgadzam sie ze kontakt miedzy rodzicami a dzieckiem - nie
    pwinie wypływac z froum .
    Natomiast inaczej sie maja sprawy jesli chodzi o ososbe dorosła OBCA - ktora
    ujawnia baerdzo negatywny stunek do rodzica dziecka i td..

    Pozdrawaim


  • mikawi 11.07.05, 16:24
    > Natomiast inaczej sie maja sprawy jesli chodzi o ososbe dorosła OBCA - ktora
    > ujawnia baerdzo negatywny stunek do rodzica dziecka i td..

    dlaczego? nie lubię eks i na forum ujawniam negatywny stosunek wobec niej ale
    lubię jej dzieci które są też dziećmi M.
  • megan58 11.07.05, 16:27
    Ale Twoje wypowiedz , zachowania itd.. Moga uderzac w dziecko poprze zuderzanie
    w matke, .Zadko ktora mtaka che aby dziecko przebywało z osoba kotra tak bardzo
    jej nienawidzi.. i ktora ma co chwile cos niemiłego do piewdzenia najej temat..
    Zreszta same dzieci tego nie lubia.
    Syn moje kolezanki wrocił i poiwerdział,ze nie pujdzie wiecej do babci jesli
    ona nie przestanie mowic o niej tak zle..
    Corka koleankiktora kocha bacie - ale jedengo jej nie moze wybaczyc i to ciazy
    na ich kontakta- zle mowiła o matce -. Dziekco w tedy nic nie mowie- to nie
    znaczy ze nie cerpi -
  • poxywka 11.07.05, 16:39
    ale jak na razie erin wypowiada swoje zdanie o wlasnej exi na forum a nie do
    dziecka, czy sie myle ?
    generalnie niepotrzebnie dziewczyny czytaja wzajemne opinie na swoj temat i
    stad narastajaca wrogosc; zwykle czlowiek sie wyzali i gdy przyjdzie do
    konfrontacji juz potrafi sie zachowac; gdyby wszyscy mezowie czytali/sluchalico
    mowi o nich zona do kolezanki po wielkiej awanturze pewnie i rozwodow by
    przybylo; normalnie exia z nexia nie maja mozliwosci podsluchac sie wzajemnie -
    i to raczej jest zdrowe;

    natomiast Twoja rola tu jest niejasna - swieta inkwizycja ?

    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • megan58 11.07.05, 16:41
    Nie - ale mikaiw pyta czemu mama take zdanie wiec odpwoiadam.
  • mikawi 11.07.05, 16:46
    dzięki poxywka smile
    dodam tylko, że erin zmieniała dwa razy nick po to, by nie być kojarzoną z next
    konkretnej eks, jednak efekt był tylko taki grupka inkwizytorów "wytropiła"
    traktując to jako powód do dumy (?). A ja nie widzę powodu dla którego obie
    panie nie mogą pisać o swojej sytuacji ze swojego punktu widzenia, by zaraz nie
    pojawił się ktoś kto wyzywając zarzuca kłamstwo i odsądza od czci i wiary.
    Każda z nich postrzega inaczej to samo i każda ma swoje racje i chyba mają do
    tego prawo? A że pech chciał że się spotkały na forum? no cóż.. faktycznie pech.
  • megan58 11.07.05, 16:29
    Miakwi , a ile przebywasz z Tymy dziecmi???
    Ze wiesz ze je lubisz?
  • mikawi 11.07.05, 16:35
    niewiele smile dzięki ich mamusi, ale nie przeszkadza mi to żywić wobec nich
    sympatię a nie antypatię, nie przeszkadza mi to mieć kiepskie zdanie o ich
    matce nie przenosząc tego zdania na nie same. PROŚCIEJ nie potrafię
  • megan58 11.07.05, 16:40
    Wiesz mowienie ze kogos lubie jesli sie go nie zna jest raczej zyczeniowe niz
    prawdziwe...

    Myslisz to o czym mowie i wmawiasz mi niestworzoen rzecxy..
    ja nie napisłąm ze lnie lubiac mataki nie mozna l;ubic dziecka.
    Ja napisałm , ze lubiac dziecka a majac tyle niawisci i złych emocij wobec
    matki dziecka mozna wyrzadzic temu dziecku krzywde - wlasne poprzez nasz
    emcji i matak takiego dziecko - nie hcac wplywu obcej ososby o tak negatywnym
    natsawieniu moze nie chciec kontaktu tej ososby z dzieckiem .
    o lubieniu dziecka.

    Wyobraz sobie ze jest kolega w klasie . Bardzo lubi chłopca - ale sam niebyt
    dobrze sie zachowuje i zacheca chłopca do takiego zachowania , uczy go klamac
    itd.. Mimo ze sie bardzo lubia - rodzice bede prubowlai odciagnac dziecko od
    takiej ososby by nie miało na niawpływu. Lubienie bedz nie nie ma tu nic do
    rzeczy.
  • megan58 11.07.05, 16:44
    To wszystko ode mnie . Jak dla mnie temat wyczerpany .
  • megan58 12.07.05, 08:31
    Tylko mały procent naszych emocji i komunkoatow przyjomowany jest przez słowa..
    Reszta to mimka , głos , i ...wyczucie . Uweirze jesli sei kogos nienawidzi nie
    mozna tego ukryc- nawety jesli sie o nim nie mowi...

    Nie napisłąm , ze karani - Twojego M jest Dobre.
    Napisałam ,ze jakbym ja miała taka next - iczytała takie tekst to walczyłanbym
    by moje dziecko nie miało z nia kontaktu...
    i Napisałam ze jako ja bym, tak zrobiła. Bo odzielanie emocje - mozna ale i
    tak pewna czesc ich przepłynei . Zreszta dlaczegos psycholdzy uwazaja podobnie.
    Wiec oddzielac emocje jak najbardzie i nie podsycac do nienawisci tez jak
    najbardziej.
  • megan58 12.07.05, 08:38
    A i nie rzycze sobie nadiiterpretacji. Nidzie nie napisałam ze ograniczyłabym
    kontakt z ojcem. Mozna ograniczyc kontak z next bez ograniczania kontaktu z
    ojcem...
  • elf28 12.07.05, 08:43
    Megan, weź Ty pisz te swoje posty po polsku. Sprawdź najpierw edytorem tekstu
    a potem wrzucaj na formum. W tej formie są ciężkie do rozszyfrowania - tyle
    literówek robisz.
  • megan58 12.07.05, 08:55
    Choc w jednym miejscu napisłam nieprawde.
    Wiem ze moje next pisze o mnie takie same teksty - wiem , ze podczytuje mnie i
    stara sie działac nie wprost . Ale nie zrobiłam nic...

    Wiecie co - mysle, ze macie racje .Tak sie zastaniwam , czemu nie robie nic w
    tym temacie..
    I chyba wiem dlaczego. mam zaufanie do swojego dziecka. Mysle ze kamil do
    swojego tez.. Mysle , ze nie jest tak do konca jak domali pisze - przynajmniej
    ja to znam z innej strony - jesli chodzi o kntakty..


    Mysle , zemoj syn sam sobie poradzi - bo mnie zna i co ona powie nie ma wplywu
    a jeslinawet przez moen moze to czym zachwiac to zycie i tak wyprostuje- tu
    zgadzam sie z elf28
    Macie RACJE!
    Przepraszam z niepotrzebna długo dyskusje ..
    Co do lubieniea to jednak zostane przy tym ze aby kogos naprawde lubic trzeba
    go poznac.
  • elf28 12.07.05, 08:59
    Jeśli macocha źle wypowiada się o rodzicu bezpośrednio do dziecka, to prędzej
    czy później obróci się to przeciwko niej. Więc takie zachowanie, świadczy tylko
    o niej. Dziecko zawsze będzie lojalne wobec rodziców ( no pomijam tu jakieś
    nadzwyczajne przypadki).
  • megan58 12.07.05, 09:03
    Bezposerdnio nie, ale wiem, zemoje dziecko wyczuwa wink
    Bo mi to mowi. Ona nie działa wprost.. Nigdy.
  • megan58 12.07.05, 09:05
    Ale zsoatwmy to. Mnie to nie przeszkadza.
    Mysle ze dzieci same sobie z tym poradzawink
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:14
    Mozna. Nakazujac,ze spotkania beda sie odbywaly w miejscu zamieszkania matki.
    Wszystkim to na dobre wyjdzie.

    Mag, naprawde, ja sobie z glowy rwac wlosow nie bede, jesli nie bede sie
    spotykac z dzieckiem mojego meza. Zawsze moge sie na ten weekend, kiedy dziecko
    u nas bedzie, wyniesc z domu, prawda?
  • megan58 12.07.05, 09:16
    Szkoad erin ze nie widzisz innych rozwiazan. A istnieja
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:22
    Oczywiscie. Jesli dziecko ma spedzic z ojcem weekend, to zawsze mozna wynajac
    hotel. Rozwiazaniem byłyby wyjazdy do dziadkow, ale to tez nie wchodzi w gre.

  • megan58 12.07.05, 09:25
    Widzisz ja o takich nie mysle.

    Wogole idziesz nie w tym kierunku..
    Ale zabaw w ciepło zimno mnie znudziła i trwałaby pewniejeszcze dlugo bo jak
    dla mnie to w lazłas w takie zimno - ze do ciepła to hohoho..
    Wiec dajmy sobie spokoj.

    Bez pozdrowien
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:27
    No wiec podpowiedz mi - jakie inne rozwiazania mozna zastosowac.

    I odpowiedz mi na pytanie, ktore Ci zadalam - zebys nie musiala szukac: czy od
    partnera matki, ktory oficjalnie pała niechecia do ojca dziecka i generalnie
    wykazujy bardzo wysoki poziom agresji wobec innych ludzi, szczegolnie
    oponentow, tez trzeba dziecko izolowac? Czy dziala to (jak zwykle w przypadku
    postow samodzielnych) w jednym kierunku?
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:35
    Aha, czyli od wrednej next nalezy izolowac, od wrednego nexta niekoniecznie -
    bo mozna dziecku zaufac. No ok, w takim razie nie ma sie co przejmowac Twoimi
    opinia, bo wynikaja one nie z dbania o dobro dziecka, tylko ze zwyklej niecheci
    do next (mnie konkretnie).

    A rozwiazan nie zauwazylam (jesli gdzies je zawarlas, to podesli mi link - bo
    juz nie mam sily na czytanie po raz kolejny Twoich postow) - bo nie wiem, jak
    dziecko ma spedzic np. weekend u ojca, nie majac kontaktu z next.
    Jedynym rozwiazaniem, jakie przychodzi mi do glowy jest w takim ukladzie
    ograniczenie spotkan i owe spotkania tylko poza domem ojca.
  • megan58 12.07.05, 09:41
    Wieszc co - nie wiem .. nie umiesz czytac. Napisłam to niczym napisąłc jakis
    post o nexte- niczym sie wogole dzis odezwałas..
    Wiec nie wiem do dczego pijesz.

    Mozna sprawdzic po dtach i godzinach.Wiec nie rozumiem Twojej odpwiedzi.\Co do
    drogi - kazdy szuka sobie jej sam. Jesli umiesz znalesc tylko takie
    wybacz "prymitywne" to juz twoja sprawa.

  • e_r_i_n 12.07.05, 09:43
    > Wieszc co - nie wiem .. nie umiesz czytac.

    Zgadza sie, Twoich postow nie umiem czytac smile Jak wiekszosc smile

    A ze prymitywne rozwiazania znajduje, to wiem. Dlatego licze na Twoj swiatly
    umysl i pomoc - w koncu to Ty, nie ja, dzialasz TYLKO I WYLACZNIE dla dobra
    dziecka, wiec moze mnie na dobra droge sprowadzisz?
  • megan58 12.07.05, 09:45
    Mysle ze wiekszosc ten moj post swietnie zrozumiał.
  • elf28 12.07.05, 09:46
    No nie bardzo. Ja nie zakumałam. Wywnioskowałam, to samo co Erin.
    Ale ja tłuk jestem, więc to pewnie dlatego....
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:50
    Przeanalizowalam jeszcze raz post, do ktorego link dała Mag.
    I oto co wyczytałam - generalnie nalozaloby ograniczyc kontakty z toksycznymi
    next, ale jednak nie trzeba tego robic, bo dziecko samo sobie poradzi.
    Wiec mag zaczela dyskusje o pogladzie, ktorego sama nie stosuje i nie wyznaje.
    Metod wykluczania kontaktu z next bez ograniczania czy tez zmniejszania jakosci
    spotkan z ojcem nadal nie znalazlam - ale jak moglam, skoro sama mag uwaza, ze
    takie wykluczanie kontaktu jest zbedne. A wiec dyskusja zatoczyła bezsensowne
    koło, bo jej autorka sama sie ze soba nie zgadza i znowu mamy prawie 150-
    postowy watek smile

    Elf, co do Twojej inteligencji - to musisz sie z tym pogodzic. Taki juz nasz
    los, prymitywnych macoch smile
  • megan58 12.07.05, 09:52
    Odpowiedz tak napisałma ze jestem w stanie zrozumiec działanie kobiet ktora nie
    chce aby jej dziecko miało kontak z ososab ziejaca do nie nienawiscia.. Moze
    niepotrzebnie wdałam sie w dyskusje - ale przeprosiłam.
  • megan58 12.07.05, 10:09
    " nie stosuje i nie wyznaje " - Pwoeidziałam nie stosuje...
    Nie stosuje bo zaobaczyła, ze jej dziecko daje sobie samo z tym rade . Wiec nie
    maialm okazji wyznawac badz nie.
  • megan58 12.07.05, 09:51
    Nie Elf - nawet dałas odpwiedz. Wiec wydałwo sie ze zrozumiałs.
    Nie pisałam tam o zadnym nexcie- czyli faceci , Napisałm wyrazne Ze zgadzam sie
    z wami ze nie ma senu ingerowac , nawet jesli next zieje nienwaisci..
    I ze dziecko samo po jakims czasie to zrozumie i samo sobie poradzi.
    Napisłam ten post znacznie wczeniej niz erin poruszyła sprawe nexta , napisąlm
    ze Macie racje i ze przepraszam za długa niepotrzebna dyskusje.
  • e_r_i_n 12.07.05, 09:13
    megan58 napisała:

    > Tylko mały procent naszych emocji i komunkoatow przyjomowany jest przez
    > słowa.. Reszta to mimka , głos , i ...wyczucie . Uweirze jesli sei kogos
    > nienawidzi nie mozna tego ukryc- nawety jesli sie o nim nie mowi...

    Szczerze mowiac, niebardzo wiem, jak miałabym komunikowac synowi mojego meza,
    ze nie lubie jego matki. Wiem, ze tego nie robie, bo i nie mam
    potrzeby/powodu/nie widze sensu. Bo dziecko mojego meza jest dla mnie przede
    wszystkim wlasnie jego dzieckiem, a nie personifikacja w realu jego matki.


    > Zreszta dlaczegos psycholdzy uwazaja podobnie.

    Jak rozumiem trzeba tez izolowac dziecko od partnera matki, ktory pała otwartą
    nienawiścią do ojca dziecka? Przez analogię, oczywiscie. I ojciec ma prawo
    walczyc, zeby dziecko z takim facetem nie mialo kontaktu? W koncu przeleje
    swoje negatywne emocje do ojca na dziecko, a psychologowie uwazaja, ze na pewno
    tak bedzie i to bardzo zle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka