Dodaj do ulubionych

Dziewczyny pomóżcie...mam czasem już dość

04.08.05, 20:59
Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.
Wiele nerwów mnie/nas z M kosztowały przepychanki z ex.
Czasem żałuje,że wybrałam faceta z przeszłością-ale chodzi tylko przeszłość
bo facet jako facet jest skarb.
Bujam sie tak z tym wszystkim od 2 lat.Na początku to była nowość, byłam
dumna kiedy szliśmy z młodym na spacer.Ale im dalej tym gorzej.
Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się. Ale ex ciągle coś wymyśla. To co
będę pisać to moje przemyślenia i zdaje sobie,że są bardzo egoistyczne,ale
piszę tutaj bo mogę to wszystko z siebie wyrzucić.Możecie mnie potępić i tak
mi już wszystko jedno.
Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko chce,
bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy na
leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie.
Czasem jest pięknie u nas.Jest spokój i w domu i w naszym życiu.A czasem mam
wrażenie,że ktoś wchrzania się z butami do naszego życia.
Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.Mam wtedy ochotę wyjść z
domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
nas.
Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
Ja nie wiem czy tak dalej wytrzymam.Mam dość tego dziecka, mam dość nerwów,
mam dość udawania przed M,że wszystko jest OK. Zmeczona jestem tym
wszystkim.Ale co mam zrobić?Odejść?Kocham Go,więc nie mogę.
Spalcie mnie na stosie za takie podejście ,ale rycze i pisze to.Nie mam z kim
o tym pogadać, bo niby z kim?Nie chcecie nie komentujcie,chcecie to proszę.
Zmęczona tym jestem wszystkim, nie potrafię wszystkiego olać jak mi radzi
M,On sie już przyzwyczaił i większość ignoruje.

Edytor zaawansowany
  • kai_30 04.08.05, 21:11
    Oj...

    Palic Cie na stosie to ja nie bede, ale czarno widze przyszlosc Waszego zwiazku...

    Stosunki z eks to jedna sprawa, masz pelne prawo sie wkurzac i jej nie cierpiec.
    Ma Cie tez prawo nie obchodzic to, ze wymysla jakies zadania czy ma pretensje,
    nie Twoja broszka. Ale dziecko z jego zycia nie zniknie. Nigdy.

    Tak naprawde, wyjscia sa dwa - albo sprobujesz jakos to zaakceptowac (moze
    psycholog?), albo - daj sobie spokoj. Nie mozesz miec go na wlasnosc, tylko dla
    siebie. I tak juz pozostanie...
  • siostraemka 04.08.05, 21:27
    "Problem" w tym,że nie można tak sobie odejść jak to już mąż.
    Ja do dziecka właściwie nic nie mam poza tym,że czasem jest męczące.
    A to jaki mam stosunek do ex odbija się na dziecku.
    Chciałabym ucieć gdzie na trochę,odpocząć.
    Przeczytałam jeden z postów o syndromie tej drugiej żony.Czasem też mam takie
    wrażenie,że mam gorzej.Tamto dziecko wpadka,mieszkanie z teściami,teraz trzeba
    poczekać aż się wyprowadzą,bo dziecka na głowe im rodzić nie będziemy.
    Nie mam nic własnego w życiu, nie mam nawet psa,jest tesciów-tylko on mnie
    rozumie smile)).
    E tam.


    Pytanie z innej beczki.
    kupiliśmy samochód-na kogo jest lepiej zarejestrować?Na mnie? Na nas?Nie mamy
    jeszcze rozdzielności majątkowej.Nie chce jej mieć,bo z M chce sie dzielić
    wszystkim,ale jak sobie pomyślę,że dobrać się do tego może wredne babsko ex to
    mnie skręca
  • mamaadama4 04.08.05, 21:34
    Kai, z racji posiadania normalnej eksi (jakiś wyjątek potwierdzający regułę)
    masz idealistyczne podejście do układu dzieckowo-macochowo-eksiowego itd.
    Siostraemka powiem ci tylko tyle, że wszystko zalezy od eksi, jej podejścia do
    życia, dzieci, kasy, tego czy jest zadowoloną z życia kobieta czy pop..ą
    frustratką.
    Co mozna zrobić - nie wiem, ja się tak bujam 10,5 roku. Dużo by pisać, ale wróg
    czuwa. smile))

    --
    danka
    KOLIBER
  • mamaadama4 04.08.05, 21:36
    A co do psychologów, to najczęsciej nie jest on macochom potrzebny ale całej
    reszcie tej jednej wielkiej rodziny.
    --
    danka
    KOLIBER
  • siostraemka 04.08.05, 21:45
    Rodzinka...właśnia.
    Exia traktowana jest dalej jak członek rodziny.Boli mnie to.Teście mają do niej
    pozytywny stosunek chociaż ostatnio po wizycie ex teściowa podsumowała,że to
    mnie woli jako synową.
    Ale ja zawsze będę się czuć jako ta druga.Nie potrafię wszystkiego olać,
    ignorować.Spotkania rodzinne typu komunia,urodzinki mnie tam nie będzie,a oni
    będą sie świetnie bawić bo to ich pierworodny wnuk.
    Zawsze byłam rozpieszczana,byłam oczkiem w głowie rodziców mimo,ze nie jestem
    jedynaczką i tak mi się to teraz odbija w życiu dorosłym.
    Egoistyczne podchodzenie do życia i do ludzi.
    Mój M się za mną wstawia,ale czasem i On nie ma już do mnie siły smile.
    Z czasem będzie lepiej, to wiem.
    Rodzice się wyprowadzą,ex nie będzie miała wstępu do naszego domu,a teraz to ja
    moge sobie natrukać nie wiem w co,zeby się sprzeciwić jej wizytom z mlodym.
    Wyć mi się chce.
  • natasza39 04.08.05, 22:23
    cholera, nie wiem co ci powiedzieć, ale jedyne co mi sie nasuwa, to to co
    kiedyś napisal szymon.... Do dupy jest zwiazek młodej dziewczyny bez zobowiazań
    z facetem który ma "garba".
    Ja mam "garba" przez duże "G" i trudno mi sie z tym pogodzić, a co dopiero ktoś
    kto był przez całe zycie dotychczasowe traktowany jako ktos wyjatkowy, a tu
    nagle sie okazuje, że jest tym "drugim" a nawet "trzecim", po ex, po dziecku....
    Oprócz tego, że w życiu bywa jeszcze gorzej nic więcej ci powiedziec nie
    potrafię.
    Albo pogodzisz się z tym że on ma przeszłość i juz nigdy nie będziesz dla niego
    sensem życia jedynym, bo on ma dziecko i to ono jest dla niego sensem (jesli
    jest zdrowym, normalnym ojcem), albo musisz odejsc i znalesć kogoś kto bedzie
    traktował cie jak księzniczkę.
    Mogę cie pocieszyć tylko w tym, że wszystkie dzieci pchaja się rano do łóżka, a
    nawet spac w nocy nie daja i czasem jak sa chore, czy marudzą po nocach nie ma
    mowy o snie, seksie, czy o odespaniu w sobote całego tygodnia.
    Tyle tylko, że własne dzieci wydaja sie nam w tych "wadach" urocze, a cudze
    budza czasem mordercze instynkta.
    Odczucia masz subiektywnie rzecz biorac zdrowe, obiektywnie rzecz biorac nie do
    przyjęcia egoistyczne.
    Spróbuj to przemysleć i zastanowić się na jakie ustepstwa jesteś gotowa i
    przedyskutuj to z nim, jak przemyslisz.
    Jesli ustępstwa będą dla niego i dla Ciebie nie do przyjęcia, to lepiej daj
    sobie spokój.
    Może facet jest w porzo, ale wszystko co go otacza wkurza Cie niepomiernie. Ale
    nikt w prózni nie zyje.
  • kai_30 04.08.05, 22:46
    No tak, ja mam generalnie do zycia idealistyczne podejscie. A ta nasza eksia
    wcale nie taka normalna, z tym ze na mnie sie to nie odbija.

    To nie jest tak, ze mam zycie jak w Madrycie z moim M, z moimi dziecmi, z jego
    dziecmi i z eksia. Tez mnie szlag czesto trafia. Ale gdybym sie miala przejmowac
    rzeczami, na ktore NIc nie moge poradzic, to bym juz dawno osiwiala.

    Wiem, ze latwo sie mowi. W praktyce wcale tak latwo nie jest.
  • mamaadama4 04.08.05, 23:51
    kai_30 napisała:

    > No tak, ja mam generalnie do zycia idealistyczne podejscie. A ta nasza eksia
    > wcale nie taka normalna, z tym ze na mnie sie to nie odbija.
    >
    I tu jest pies pogrzebany. A raczej s..a - chciałoby sie powiedzieć. Póki się
    nie odbija na macoszce to niech sobie eksia będzie jakakolwiek. Niestety tak
    dobrze nie bywa zbyt częst. Ech, zycie....


    --
    danka
    KOLIBER
  • siostraemka 05.08.05, 07:30
    Lepiej mi jak to wszystko z siebie wyrzuciłam.
    Czasem jak się zapre i zaczynam o tym wszystkim sztucznie pozytywnie o tym
    myśleć to jest lepiej. Ale tak jest bardzo żadko.Częściej nachodzą mnie te
    czarne myśli.
    Ciesze sie,że jednak nie jestem sama to ma takiego garba przez duże G.
    Niektóre macoszki moim zdaniem, aż zbyt idealistycznie opisują swoja sytuację.
    Może rzeczywiscie tak jest-nie zaprzeczam, ale w pewnym momencie pomyślałam,że
    może to ja się czepiam, w świat wokół mnie jest całkiem normalny.
    Jedyna rada dla samej siebie jaka mi sie teraz nasuwa to odizolować się na jakiś
    czas zupełnie od tej sprawy.

    Aaa, przypomniało mi się jeszcze coś apropos żalenia się;kilka dni przed ślubem
    kiedy przywieźliśmy sukienke żebym mogła się wyszykować w dniu ślubu w ich domu,
    teściówka skomentowała to jednoznacznie (nie przy mnie,do M tak
    powiedziała)chyba nie mam zamiaru z bloku wychodzić w sukience?(wyjaśnienie:co
    ludzie powiedzą,że ich syn sprawił sobie nową żonę)-jakoś to przeszło u mnie, bo
    były nerwy z innego powodu i się nie przejęłam,ale teraz jak sobie pomyślę to ech.

    Teściowie za mną przepadają, nie da sie ukryć,ale... szlag mnie trafia,że z ex
    mają za dobry układ (zdaniem moim i M)-tłumaczą to kontaktami z młodym,oby im
    nie zabroniła jego odwiedzin.
    Staram się kochać mlodego-nie na siłe,fajny dzieciak,czasem upierdliwy.Staram
    się go kochać bo jest częścią moje ukochanego,ale przez tą ...... czasem tudno mi.
    Cały czas mam obawy czy,któregoś pięknego dnia nie przyjdzie wezwanie do sądu o
    podwyższenie alimentów...

    Lepiej mi jak to wszystko wyrzuciłam z siebie.
    Chyba tego mi było trzeba, za długo to w sobie dusiłam
    Dzięki wam stokrotne, że nie naskoczyłyście na mnie-czytałam wcześniej podobny
    wątek i jedyne co przeczytałam to:zostaw go, jakim prawem nie lubisz
    dziecka,lepiej żeby next zostawił a nie dziecko.

    Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
    Buziaki
  • kai_30 05.08.05, 07:37
    "Nie odbija sie", w tym sensie, ze jej nie znam, na oczach mi nie siedzi i jej
    "uprzejmosci" wysluchiwac nie musze. Musze za to uspokajac mojego M, jak od niej
    wraca, balansowac miedzy mlotem a kowadlem, jak starsza corka M skarzy sie na
    matke i tez musze znosic to, ze eksia w zyciu mojego M obecna bedzie juz zawsze.

    Ale wiecie co, ja do tego podchodze jak do istnienia tesciowej w "bezgarbnych"
    zwiazkach. Tesciowa tez czesto miesza, czepia sie, czesto krytykuje to, jak
    prowadzisz dom i WYDAJE jej sie, ze ma do M wieksze prawa.
    I tez jej obecnosc trzeba czasem znosic z zacisnietymi zebami i falszywym
    usmiechem na mordzie. Mozna sie buntowac, a jakze. Mozna plakac, czuc sie
    gorsza, mozna chciec, zeby ja szlag trafil i na zawsze z Waszego zycia zniknela.
    Ale nie zniknie! Wiec zeby zachowac zdrowe zmysly trzeba sobie wymyslec jakis
    sposob radzenia sobie z tym problemem. Podejscie typu: "Jej czas juz minal,
    teraz jestem JA" jest chyba zdrowsze. To ze mna jest moj M, do niej by nie
    wrocil, nawet gdyby mu doplacali.

    Z dziecmi sprawa "gorsza" o tyle, ze dzieci nigdy nie przestana byc wazne.
    Dzieci trzeba zaakceptowac (niekoniecznie pokochac) i zgodzic sie na ich
    obecnosc w codziennym / coweekendowym zyciu. Ale to wcale nie znaczy, ze trzeba
    je traktowac jak kochane aniolki i popadac w poczucie winy, ze dziecko mnie
    denerwuje, bo wrzeszczy albo sie zle zachowuje. Mnie moje wlasne diably
    doprowadzaja do szalu czasem, a na wlasne ma sie przeciez wieksza tolerancje smile

    Z tym, ze nie ma nic zlego w tym, ze jakies konkretne zachowania dzieci sa
    wkurzajace i trudne do zniesienia. Jesli dziecko denerwuje samym swoim "byciem"
    - zle. Bo mozna jak najbardziej dazyc do eliminacji zlych zachowan - nie mozna
    dazyc do eliminacji dzieci.

    Tak sobie mysle, ze garbatym kobietom chyba faktycznie latwiej. Zwlaszcza
    samodzielnym. Latwiej spojrzec na to z punktu widzenia drugiej strony - ja musze
    znosic obecnosc jego dzieci, a on musi jakos sobie radzic z obecnoscia moich. W
    jego zyciu jest eksia - w moim eks. Panuje mniej wiecej rownowaga. Latwiej o
    tolerancje i kompromisy. A jesli sie jest samemu "nieobciazonym genetycznie" to
    mozna miec podswiadome poczucie krzywdy... Mozna. Tyle, ze to jest prosta droga
    do rozpadu zwiazku.
  • maxxi26 05.08.05, 07:56
    Siostraemka świetnie Cię rozumiem. Zderzenie rzeczywistości z wyobrażeniami
    (pewnie w duzej mierze wynikającymi z hurra-optymistycznych amerykańskiech
    filmów "moje twoje nasze")jest porażające. Przeżyłam dokładnie na początku to
    samo ze swoim. POczątkowo chęć wspólnych spacerków, jakoś damy sobie rade, a
    potem zmęczenie i irytacja 'dlaczego do cholery tak jest".

    Ja przez długi czas zmagałam sie własnym poczuciem winy, ze nieszczególnie mam
    ochotę na spotkania z dzieckiem, szukałam powodów, zwalałam wszytsko na egoizm.
    Oj długo zabrało mi począdkowanie własnych uczuć. W końcu dałam sobie szansę na
    egoizm. Stwierdziałm że robienie dobrej miny do złej gry jest bezsensowne a
    spotkania wspólne z silącą się na uprzejmości osobą nikomu nic nie da. Jako
    niestety tez osoba nadwrażliwa, spotkania okupowalam za każdym razem ciezką
    migreną (nawet organizm sam protestował). Obecnie bez kontaktu i bardzo jestem
    zadowolona z takiej sytuacji. A mój ma przykaz, że nie ma mi opowiadać, bo tez
    nie potrafiłam się "wyluzować". Nie chcę wiedzieć i już. Kwestia alimentów,
    zmagania z "jednorazową babą" są jego. Mnie nie ma obciażać tym. mOże to też
    byłoby korzystne dla Ciebie. Odsuń sie trochę od jego problemów, poproś, zeby
    Cię nie informował o kolejnych jej żadaniach i żeby załatwiali to między sobą.
    Pewnie że w małżeństwie trudno odseparować się od problemów partnera, bo chce
    sie z nim być "na dobre i złe", ale jeżeli jest to tak trudne dla Ciebie, to
    powinnań ns pewnien powiedziec, że to jego problemy .
  • kai_30 05.08.05, 08:04
    maxxi26 napisała:

    A mój ma przykaz, że nie ma mi opowiadać, bo tez
    > nie potrafiłam się "wyluzować". Nie chcę wiedzieć i już. Kwestia alimentów,
    > zmagania z "jednorazową babą" są jego. Mnie nie ma obciażać tym. mOże to też
    > byłoby korzystne dla Ciebie. Odsuń sie trochę od jego problemów, poproś, zeby
    > Cię nie informował o kolejnych jej żadaniach i żeby załatwiali to między sobą.

    I to jeast chyba baaardzo zdrowe podejscie. A wyobrazanie sobie eksi jako
    upierdliwej tesciowej, ktorej czas juz minal, tez bardzo, bardzo pomaga smile
  • m-m-m 05.08.05, 08:23
    Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.



    Nie jests egoistyczna. Po prostu miara się przebrała i włączył Ci się instynkt
    samoazachowawczy.


    Dobrze Ci maxii powiedziała: odetnij sie od jego problemów z exową.


    Co do dziecka i jego bezkarnego wchodzenia do łóżka: ile ten chłopak ma lat?
    Nasz miał prawie dziewięć, gdy próbował zkłócac nam sen. Którejś jednak
    niedzieli M. zerwał się na równe nogi i poweidział młodemu , że sobie tego nie
    życzy, bo my też mamy prawo ODPOCZĄC. I o ile dla niego, młodego godz. 8-a w
    niedzielę jest późna to dla nas wczesną. Miał wstać, umyć się i zając zabawą
    lub odrabianem lekcji. NIE PRZESZKADZAJĄC nam odpocząć. I od tamtej pory
    spokój. Młody już nigdy nie zakłócił nam porannego snu.

    To co Ty nazywasz egoizmem ja okręsliłabym jako obrona własnych granic.
    Wszystko ma swoje granice: nie jestś tylko od dawania i tolerowania.


    Co do irytacji dzieckiem. To wymaga czasu.
    Jeśli nie czujesz tego, nie wmawiaj sobie, że kochasz to dziecko. To Twoje
    prawo: nie kochać cudzego dziecka, czyli nie miec poczucia, że cokolwiek musisz
    i że powinnaś poświęćić mu wszystko. NIE i koniec.

    Faktem jednak jest, ze predzej czy później zaakceptować je musisz. Ale na to
    trzeba czasu.
    Za bardzo się angazujesz w sprawy finansowe M. i jego byłej żony. Zrób jednak
    intercyzę. Chyba, że chcesz współfinansować pasierba. A te wydatki będą rosły:
    wiadomo - małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot.

    Broń swoich granic, to nie jest egoizm.
  • kotka.na.dachu 05.08.05, 08:48
    Teraz będzie jedynie coraz gorzej (aż do 25 lat dziecka). Dzieci mają coraz
    więcej wymagań. Skoro jego matka jest samotna, to trudno - nie ma wiele kasy i
    nie stać jej na wiele.
    Co do sprawy ryku o 7 rano. Pociesz się tym, że exia ma tak na codzień. Poza
    tym jak dzieciak jest chory, to ona prawie nie sypia.
    Czy odejść od faceta, którego kochasz? Zależy, czy go naprawdę kochasz. Na to
    pytanie tylko sama przed sobą możesz sobie odpowiedzieć.

    --
    Znów przyjdzie maj... smile
  • elf28 05.08.05, 09:31


    Podpisuję się pod tym co napisały: maxi i mmm.
    To o czym piszesz znam z autopsji. To o czym napisała maxi doświadczyłam na
    własnej skórze. Ale od początku:
    - po pierwsze ustaw swoje granice: nie musisz mieć ochoty na spotkania z
    dzieckiem, masz prawo nie chcieć żeby dzieciak właził wam do łóżka. Jeśli to Ci
    nie odpowiada, powiedz o tym swojemu M. Ale bez krygowania się: jasno i
    klarownie.
    - po drugie: lepiej dla Ciebie gdybyś zaakceptowała fakt, że dziecko jest i
    będzie. Nie musisz jednak widywać się z jego dzieckiem. To jest Twoje święte
    prawo. Do Twojego męża należy takie pogodzenie tych światów, żeby Cię to aż w
    takim stopniu nie dotykało.
    - co do eksi: to jest problem faceta, nie Twój. Ja stanowczo poprosiłam, żeby
    mnie od niej odciął, że nie życzę sobie telefonów ranną porą ani żadną inną.
    Sprawy z nią niech załatwia poza mną. Chcę tylko wiedzieć o podstawowych
    ustaleniach, które będą mnie dotyczyć. Oczywiście nie ma tak, żeby coś było
    ustalane poza moją wiedzą i bez wcześniejszej konsultacji ze mną. Zanim coś z
    nią ustali, najpierw konsultuje ze mną.
    - wychodzę z założenia, że jego związek ze mną (czyli kobietą bez przeszłości)
    był jego wyborem, więc musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami. To przede
    wszystkim on ma obowiązek uporządkowania swojego życia, a nie Ty. Chęć
    wynagrodzenia dziecku czegokolwiek jest całkowicie złudna: teraz ma nową
    rodzinę i na tym niech się skupi. Dziecko jest nie mniej ważne, ale Wasz
    związek powinien być najważniejszy. Najpierw WY, potem dziecko (to akurat nie
    mój wymysł, ale psychologia w czystej postaci; tak samo powinno być również
    w "normalnej" rodzinie: najpierw związek rodziców, potem dzieci - nigdy
    odwrotnie).
    - a co do bycia księżniczką: no tutaj masz problem. Trzeba się niestety
    obudzić, bo to już dorosłe życie. Nie jesteś już małą dziewczynką i trzeba
    stawić czoło codzienności. Pamiętaj, że Ty również wybrałaś takiego a nie
    innego mężczyznę.

    Tak więc moja droga: weź M do galopu: ustal swoje granice i konsekwentnie je
    egzekwuj. A teściowie powinni mieć zakaz wtrącania się w wasze ustalenia.
    Uwierz, to jest do zrobienia. Sama przez to przeszłam.
  • e_r_i_n 06.08.05, 00:19
    elf28 napisała:

    > Dziecko jest nie mniej ważne, ale Wasz związek powinien być najważniejszy.
    > Najpierw WY, potem dziecko (to akurat nie mój wymysł, ale psychologia w
    > czystej postaci; tak samo powinno być również w "normalnej" rodzinie:
    > najpierw związek rodziców, potem dzieci - nigdy odwrotnie).

    Pierwsze słysze. Szczerze. I nie wiem, co to za psychologia tak uwaza.
    I NIE ZGADZAM SIE.
    Nie powinno byc i nie ma w normalnej rodzinie stopniowania - najpierw
    malzenstwo, potem dzieci, albo najpierw dzieci, potem malzenstwo. Nie ma i nie
    moze byc.
    Rodzina to malzenstwo + dzieci - i te relacje sa rownie wazne. Nie moze odbywac
    sie cos kosztem czegos. Relacje dziecko - rodzic wplywaja na relacje miedzy
    malzonkami i odrotnie. To naczynia polaczone.
    A jako matka mowie z cala stanowczoscia, chociaz kocham swoich facetow tak samo
    mocno (choc inna miloscia) - dziecko jest ZAWSZE na pierwszym miejscu.
    Wybor w jakiejs trudnej do wyobrazenia sytuacji, gdzie dobro malzenstwa nie
    byloby kompatybilne smile z dobrem dziecka, dla mnie jest oczywisty - dobro
    dziecka na pierwszym miejscu.
    Trudno to opisac slowami - to trzeba czuc po prostu.
  • poxywka 05.08.05, 09:44
    problemy z exia na pewno M powinien zalatwiac sam; ja dosc sporadycznie
    rozmawiam z moim Niemezem o negocjacjach z exem; to nie jest dobry temat i
    jedynie informuje go o ustaleniach koncowych; jednak w takim przypadku trzeba
    sie pogodzic z brakiem wplywu na te ustalenia i moze sie okazac, ze ktoregos
    nie akceptujesz; wtedy partner Twoj stoi miedzy mlotem a kowadlem bo musi
    negocjowac z dwiema stronami co naprawde moze dac w kosc;
    jesli ma sie jakies zasady, zakladamy, ze sa one w miare rozsadne, to nalezy
    sie ich trzymac bardzo konsekwentnie; jesli staracie sie 'nie dac' exi ale
    kilka razy odpuszczacie dla swietego spokoju efekt jest dokladnie odwrotny;
    sama sie tylko zastanawiam jak byc po prostu ludzkim a jednoczesnie nie dac sie
    wykorzystywac;
    co do mlodego - nie wyobrazam sobie jak moglabys sie odciac od dziecka; gdyby
    moj Niemaz tak zrobil nasz zwiazek by raczej nie przetrwal - nie potrafilabym
    zniesc takiej sytuacji; nie musisz udawac, ze go kochasz ani angazowac sie jak
    rodzic ale faceta nie bedziesz miec dla siebie i albo sie z tym pogodzisz albo
    sie zadreczysz; to jest po prostu niemozliwe; sama chcialabym miec wiecej czasu
    na bycie tylko we dwoje, ale szkoda tracic czas na myslenie o czyms co jest
    nierealne; skoro nie mieszkacie z dzieckiem to chyba nie jest az tak zle ??

    ja tez jestem exia, z ktora tesciowie utrzymuja ciagly kontakt i deklaruja, ze
    mnie lubia; zzylam sie z nimi przez wiele lat i to z exem biore rozwod a nie z
    nimi; jednak zadne rodzinne uroczystosci nie wchodza w gre i nie poszlabym na
    takowe; bedac nexia zaprotestowalabym glosno gdyby moj maz chodzil na nie z
    exia a nie ze mna; nie widze sensu udawania szczesliwej rodzinki, ktorej nie ma
    i wmawiania, ze to dla dziecka; jeli wszyscy sie zgadzaja zapraszamy exie,
    jesli nie exia nie przychodzi; ale Ty powinnas byc obowiazkowo; zakladanie, ze
    inaczej exia zabroni kontaktow z dzieckiem jest stawianiem sie w roli ofiary na
    wlasna prosbe albo po prostu wygodna wymowka

    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • leeya 05.08.05, 10:17
    Wiesz, a ja tak chyba delikatnie musze Ci powiedziec, ze chyba przesadzaszsmile
    Podejrzewam, ze to natlok pewnych zdarzen spowodowal, ze nie wytrzymalas. Ale
    czy tak jest na co dzien? Chyba niesmile Zgadzam sie z dziewczynami, ze musisz
    okreslic granice i pilnowac ich, czasem nawet podgryzajac lub warczac na
    intruza/intruzowsmile Odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodzila, a raczej na zdrowie
    wyszlatongue_out Co do kontaktow z ex to zgadzam sie w calej rozciaglosci.. Niech sobie
    Twoj M walczy i Cie w to nie wciaga. Powiadomic o ustaleniach i owszem, ale po
    co Twoje nerwy..??
    Ale co do kontaktow z dzieckiem smiem sie nie zgodzic. Jezeli powiesz, ze nie
    chcesz widziec dziecka, to automatycznie czas, jaki z nim spedza Twoj M bedzie
    ograniczony. Ale ja patrze na to z pozycji exi, ktorej zalezy na jak
    najwiekszym kontakcie corki i ojca. I pewnie dlatego sie nie zgadzam z takim a
    nie innym stwierdzeniem.

    Leeya
    --
    Juz latosmile
  • lilith76 05.08.05, 10:30
    co do pieniędzy nie mam takich problemów - M i eks rozwiązują to pomiędzy sobą,
    ja nawet nie wiem ile daje na dzieci, czy dorzuca coś extra (wiem tyl ile
    dowiem się przypadkiem). on mi nic nie mówi uznając, że to jego dzieci i jego
    sprawa. zarabia dobrze więc na naszym domu się to nie odbija. wcześniej miałam
    do niego żal za takie odseparowanie mnie od tych informacji, ale zaczynam to
    doceniać. mniej nerwów.

    > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
    > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.Mam wtedy ochotę wyjść z
    > domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
    > Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
    > nas.

    doskonale cię rozumiem!
    weekendy, kiedy dzieci przyjeżdżają do M traktuje jako przedłużenie tygodnia
    pracy, albo inaczej (w poniedziałek idę do pracy odpocząć). dwoje
    przedszkolaków ruchliwych i głośnych jakby do płatków śniadaniowych dosypywano
    im koki. nie jestem specjalną fanką porządków, ale brudzą tak że odzywa się we
    mnie patologiczna pedantka. ale ładnie sprzątają po sobie. męczy mnie to,
    irytuje, ale też - jak ktoś pisał tu wcześniej - pocieszam się, że ich matka ma
    to na codzień, za co ją gorąco podziwiam.
    mam czasami poczucie winy, że nie czekam już z zachwytem na ich przyjazd, ale z
    drugiej strony cieszę się, że M zależy na ich obecności. pocieszam się, że
    urosną i się wyciszą, nabiorą rozumu (już widzę, że uśmieszki macoszek i matek
    nastolatków...)
    to całkiem niezły środek antykoncepcyjny - zastanawiam się czy własnego
    dziecka, które odziedziczy po rodzinie ojca ruchliwość i pobudliwość nie
    zaduszę gołymi rękoma.

    siostraemka, ŻADKO twoje ludzi bywa w związku małżeńskim bez widowmi. dla
    ciebie irytującą widownią jest eks, dla innej teściowa wtrącająca się,
    kwestionująca jej działanie, dla jeszcze innej własna matka krytykująca za nic.

    to, że teściowie dobrze traktują poprzednią żonę swojego syna dobrze świadczy o
    ich klasie i kulturze. powinnaś się z tego cieszyć.

    > bo facet jako facet jest skarb

    no właśnie!!! inna wzięła bez "garba", ale alkoholika, socjopatę, pracoholika
    itp, itd.

    ważne, że wywaliłaś to z siebie.

    --
    Życie bywa czasami jak praca sapera na polu minowym pod obstrzałem z ziemi i
    powietrza. AM
  • ola-p 05.08.05, 12:29
    też miałam podobne odczucia do Ciebie. Na moje szczęście eksia wyjechala z
    małym na drugi koniec Polski i widujemy go miesiąc w wakacje i tydzień w ferie
    zimowe. No i ten miesiąc w wakacje jest dla mnie zawsze cięzkim okresem. Wkurza
    mnie też to, że koszty przyjazdu małego są zawsze po naszej stronie, chociaż to
    ona się wyprowadziła. Ma tu rodziców, wiec mogłaby czasem sama go przywieźć i
    odwiedzić ich przy okazji nie. Poza tym jeszcze jedno. Młody przyjeżdża do nas
    z ciuchami, które naszym zdaniem nadają się tylko do jednego - na śmietnik!
    Wstyd nam chodzić z nim w takich ciuchać, butach (często są to trampki z
    podartą podeszwą!!) więc zaczynamy od kupienia mu kompletu nowych cicuhów. Że o
    bieliźnie osobistej nie wspomne! Mój M regularnie płaci na małego i na
    wszystkie możliwe okazje, oprócz prezentów dostaje jakieś ciuchy. od nas, od
    dziadków, od siostry mojego M, ktra przysyła mu ciuchy ze stanów. Jakoś dziwnie
    tych ciuchów naszych on nigdy nie ma ze sobą!. Kiedyś wkurzało mnie to
    strasznie! i miałam podobne doły do Twoich. Skończyło się to w momencie, kiedy
    urodziłam swoje dziecko. Teraz ta cała reszta jest poza mną. Zajmuje się swoim
    dzieckiem. Pilnuję, żeby jej niczego nie zabrakło a całą resztę mam w d...
    Moje doły zniknęły i chociaż wejście do naszego domuna miesiąc małego jest z
    lekka zakłóceniem naszego życia, nie wkurzam się już tym już. Zaakceptowałam i
    czekam na czas, kiedy mały wydorośleje i już przestanie ptzyjeżdżac na
    wakacje smile)
    --
    Letnia Majuszka
  • kai_30 05.08.05, 12:46
    Omatko, olap...

    Nie, ja moze lepiej nic nie napisze, bo wizerunek kai-aniola legnie w gruzach.

    Ale mnie swierzbi jak cholera.
  • siostraemka 05.08.05, 13:03
    Aż miło poczytać,że nie tylko ja mam takie obawy przed tym wszystkim.
    Przyznaje racje,że musze się od tego wszystkiego odseparować.
    M zawsze sie mnie pyta czy nie będę miała nic przeciwko jak mlody przyjedzie do
    nas na weekend.Może raz odmówiłam, bo mieliśmy zaganiany weekend,ale inaczej nie
    potrafię,nie chce wyjść na zołze,zgadzam się, bo nie chce ograniczać kontaktów z
    6-letnim synem.
    A poza tym jak mogę sie nie zgodzić-na razie mieszkamy z rodzicam M i nie
    wyobrażam sobie z drugiej strony aby zabronić ojcu i dziadkom widzenia młodego.
    Po ostatniej wizycie ex z mlodym wywiązała sie mała kłótnia a to tylko
    dlatego,że teściowa nie wiedziała,że pogorszyły się stosunki moje i ex.
    Zatrzęsło mna jak weszłam do domu i ją zobaczyłam.Zamknęłam sie w swoim
    pokoju,strzeliłam focha,ale tylko po to by M uświadomił teściowej,że nie życzymy
    sobie jej odwiedzin.Zobaczymy jak będzie dalej.


    A co do odwożenia i przywożenia młodego.Czy to zawsze wasz M sie tym zajmuje? Ja
    mojemu próbuje wytłumaczyć,że jej też jest na rękę pozbyć sie dziecka na weekend
    i ma go poprostu przywieźć.Nie wiem czy wszyscy faceci są tacy ulegli wobec
    matek swoich dzieci?
    Zapowiedziałam mu już nie raz,jeżeli będzie wypełniał moje prośby o załatwienie
    czegoś to i ja nie będę miała nic przeciwko żeby jeździł po małego albo coś tam
    dla niego załatwił.Nie pozwole żeby nasz związek,nasze,moje sprawy ucierpiały bo
    ex nie chce sie d... ruszyć z domu.Nie wiem czy coś pojął do końca,ale się
    stara.Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
    czy dziecko weekendowe.Dlaczego ja mam z tego powodu cierpieć?Ja wiem kogo
    wybrałam-faceta z dzieckiem,ale jest to nowe doświadczenie i nie wiedziałam,że
    to będzie czasem takie trudne i komentarz w stylu "Wiedziałaś na co się
    decydujesz" jest chyba nie na miejscu?
    Mój M uważa,że wyolbrzymiam.Może ma racje,może to moje schizy bo wcześniej na za
    dużo pozwoliłam.
    Na początku jak młody przyjeżdżał robiłam przy nim wszystko. Teraz mam to
    gdzieś, nie moje dziecko,ja mu pupy myć nie będę, nie będę karmić i
    ubierać-chyba,że chce.M zauważył moją zmianę,była pretensja a jakże,a ja na
    to,ze to Twoje dziecko i jak się zdecydowałeś na jego wizytę to zadbaj o
    niego,nie zapominając o mnie.
    Oboje musimy się nauczyć żyć z tym garbem,ale wiem jedno więcej nie dam sobie
    wejść na głowe.MOże nie jest jeszcze za późno by zaznaczyć swoje miejsce w tym
    związku.
    Dzięki za rady,wykorzystam je napewno w realu.

    Czasem mam ochotę wyprostować exie i dać jej do zrozumienia,że ona już nie jest
    jego żoną a tylko matką jego dziecka i jego ojciec będzie sezonowo w jego życiu.
    Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka nie zważając na to,że
    ma swoje życie.
    Ale nic zrobić nie mogę bo to moje sprawy.
    Rozbawiło mnie jakiś czas temu jej wproszenie sie na nasz ślub.Bo ona musi
    młodym zaopiekować sie na uroczystości i na weselu.Myślałam,że umre ze śmiechu
    jak stwierdziła,że tylko w sumie będzie na uroczystości i nie chce by ktoś ją
    namawiał na pozostanie na weselu.Beszczelna.Podobała mi się reakcja M.Wyśmiał
    ją.Młody był, świetnie się bawił,ale wrócił do domu później niż mamusia kazała i
    było awanti.
  • m-m-m 05.08.05, 13:14
    Na początku jak młody przyjeżdżał robiłam przy nim wszystko. Teraz mam to
    gdzieś, nie moje dziecko,ja mu pupy myć nie będę, nie będę karmić i
    ubierać-chyba,że chce.M zauważył moją zmianę,była pretensja


    Nadgorliwość gorsza od faszyzmu...
  • siostraemka 05.08.05, 13:24
    Na początku to była dla mnie nowość. Chciałam zobaczyć jak to jest mieć
    dziecko.I zobaczyłam, na razie mam serdecznie dość.
    Teraz babcia się nim zajmuje.Tatuś prawie nic nie robi przy nim,co najwyzej z
    nim np.zabawy itp,ale też żadko.Nie wiem z czego to wynika.Nie potrafię sie go
    zapytać czy to tylko formalność odwiedziny młodego?Na pokaz babci i ex?Zapytałam
    czy naszym dzieckiem będzie się zajmować, czy będzie je kochać.Odparł,że o
    niczym innym nie marzy jak o naszym wspólnym dziecku.
    Może z młodym wygasa więź,moze nie chce bym była zazdrosna jak oni razem sie
    bawią bo tak fajnie wyglądają.Wielokrotnie mówiłam już jak bardzo bym chciała by
    z naszą dzidzią się tak bawił...nie wiem.Jest wobec młodego czasem obojętny.
    Boję sie,że z naszym może być podobnie?Z drugiej stony widzę błysk w jego oku
    jak rozmawiamy o naszej przyszłej Oleńce.
  • m-m-m 05.08.05, 13:28
    Teraz babcia się nim zajmuje.Tatuś prawie nic nie robi przy nim,co najwyzej z
    nim np.zabawy itp,ale też żadko.Nie wiem z czego to wynika


    Teraz babcia? Też nadgorliwa...
    Błą Twój i babci: obie zwolniłyście szanownego pana z jego obowiązków.
  • siostraemka 05.08.05, 13:48
    Ja nie będę ingerować w poczynania babci,ale przy najbliższej okazji zapytam M
    dlaczego nie zajmuje się dzieckiem.Co z tego,ze to facet?Zrobić dzieciaka umiał
    i wiedział co to oznacza to niech dopełnia formalności!
  • megan58 05.08.05, 13:21
    To jaks podpucha???
  • kai_30 05.08.05, 13:24
    siostraemka napisała:


    Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
    > czy dziecko weekendowe.

    >
    jego ojciec będzie sezonowo w jego życiu

    > .
    > Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka nie zważając na
    to,że ma swoje życie.


    Dochodze do wniosku, ze to jednak ja jestem nienormalna.

    Mialam sie nie denerwowac, ale to skomentuje jednak. Ty jestes tylko jego zona -
    kolejna, moze nie ostatnia. Dziecko bedzie jego dzieckiem zawsze. I nie jest to
    dziecko "weekendowe" albo "sezonowe", mniej wazne i gorsze niz obecna rodzina -
    to jest po prostu JEGO dziecko!

    Gdyby moj M przeobrazil sie w ojca "sezonowego" stracilabym dla niego polowe
    szacunku.

    Ale pewnie bardziej w tej chwili przemawia przeze mnie samodzielna, niz macocha.

  • siostraemka 05.08.05, 13:30
    > Dochodze do wniosku, ze to jednak ja jestem nienormalna.
    >
    > Mialam sie nie denerwowac, ale to skomentuje jednak. Ty jestes tylko jego zona
    > -
    > kolejna, moze nie ostatnia. Dziecko bedzie jego dzieckiem zawsze. I nie jest to
    > dziecko "weekendowe" albo "sezonowe", mniej wazne i gorsze niz obecna rodzina -
    > to jest po prostu JEGO dziecko!
    >
    > Gdyby moj M przeobrazil sie w ojca "sezonowego" stracilabym dla niego polowe
    > szacunku.
    >
    > Ale pewnie bardziej w tej chwili przemawia przeze mnie samodzielna, niz macocha



    Halo?Przepraszam bardzo,ale nie miałam na myśli tego żeby całkiem odseparował
    się od swojego dziecka.
    A jak nazwiesz odwiedziny co któryś tam weekend?Nie sezonowe?Nie uważamy,ze
    dziecko jest gorsze.Ale nie zgodzę się,że dziecko ma być na pierwszym miejscu.
    Czy jak na świecie pojawi się nasze dziecko to tamto ma być ważniejsze bo nie ma
    tausia u boku.Chyba przesadzasz.

    >Ty jestes tylko jego zona-Twój komentarz chyba dotyczy mojej wypowiedzi o matce
    dziecka,że ona jest juz tylko matką a nie żoną.Albo czegoś nie zrozumiałam?
  • m-m-m 05.08.05, 13:36
    Czy jak na świecie pojawi się nasze dziecko to tamto ma być ważniejsze bo nie ma
    tausia u boku.Chyba przesadzasz.


    Oczywiście, że Kai przesadza. To takie marzenie samodzielnych, by pokazać next,
    ze ona ciąle ma władze nad dawnym zwiążkiem z M.: przecież mają razem wspólne
    dziecko!
    To optyka wypaczona.
  • kai_30 05.08.05, 13:55
    > Oczywiście, że Kai przesadza. To takie marzenie samodzielnych, by pokazać next,
    >
    > ze ona ciąle ma władze nad dawnym zwiążkiem z M.: przecież mają razem wspólne
    > dziecko!
    > To optyka wypaczona.

    Buahahaha. Primo, mojego eksa widuje raz w roku, bo z taka czestotliwoscia
    przypomina sobie, ze jest tatusiem. Poza tym nie kontaktujemy sie w ogole. Nie
    wiem nawet, gdzie mieszka i nic mnie to nie obchodzi. Wiec mozna powiedziec, ze
    eksia jestem raz w roku, Next natomiast jestem stale.

    Zwiazek ponad dziecko? tylko wtedy, jesli nie KOSZTEM dziecka.
  • m-m-m 05.08.05, 13:56
    A kto mówi, ze kosztem?
  • kai_30 05.08.05, 13:48
    siostraemka napisała:


    > A jak nazwiesz odwiedziny co któryś tam weekend?Nie sezonowe?

    A z czego wynikaja te odwiedziny co ktorys weekend? napisalas, ze eksia
    chcialaby, zeby widywal sie z dzieckiem czesciej (nawet codziennie, o zgrozo!)
    Wiec to nie ona chyba stoi na przeszkodzie czestszym kontaktom?

    Nie uważamy,ze
    > dziecko jest gorsze.Ale nie zgodzę się,że dziecko ma być na pierwszym miejscu.
    > Czy jak na świecie pojawi się nasze dziecko to tamto ma być ważniejsze bo nie m
    > a
    > tausia u boku.Chyba przesadzasz.

    Nie ma byc gorsze, nie ma byc tez lepsze. Jest (bedzie) TAKIM SAMYM dzieckiem i
    powinno miec w miare mozliwosci TAKIE SAME prawa.

    >
    > >Ty jestes tylko jego zona-Twój komentarz chyba dotyczy mojej wypowiedzi o
    > matce
    > dziecka,że ona jest juz tylko matką a nie żoną.Albo czegoś nie zrozumiałam?

    Nie zrozumialas. Nie odnosilam sie w ogole do eksi, ale do dziecka. I nie
    chodzilo mi o "waznosc" eks ponad next - absolutnie! Tylko i wylacznie o
    niewynoszenie "nowej rodziny" ponad dziecko ze starej (dziecko! nie byla zone!).

    A szanownym paniom zaperzonym przypominam, ze macocha jestem rowniez.
  • m-m-m 05.08.05, 13:52
    macocha jestem rowniez


    Jak narazie bezkontaktowa, nic o swoich problemach z pasierbami nie piszesz.
  • kai_30 05.08.05, 14:03
    m-m-m napisała:

    > macocha jestem rowniez
    >
    >
    > Jak narazie bezkontaktowa, nic o swoich problemach z pasierbami nie piszesz.

    Co dla Ciebie znaczy bezkontaktowa??? Bo nie rozumiem? Moze dla mnie po prostu
    kontakty z pasierbami co weekend + czasem w tygodniu (bo w tygodniu M zazwyczja
    jezdzi do nich, beze mnie) + wspolne wakacje nie stanowia problemu?
  • m-m-m 05.08.05, 14:07
    Moze dla mnie po prostu
    > kontakty z pasierbami co weekend + czasem w tygodniu (bo w tygodniu M
    zazwyczja
    > jezdzi do nich, beze mnie) + wspolne wakacje nie stanowia problemu?



    Bo zależy Ci by Twój M. zaakceptował Twoje dzieci. Ciekawe, czy tak samo
    politykowałabyś, gdybyś dzieci nie miała, albo była finansowo całkowicie
    niezależna.
  • kai_30 05.08.05, 16:03
    m-m-m napisała:

    > Moze dla mnie po prostu
    > > kontakty z pasierbami co weekend + czasem w tygodniu (bo w tygodniu M
    > zazwyczja
    > > jezdzi do nich, beze mnie) + wspolne wakacje nie stanowia problemu?
    >
    >
    >
    > Bo zależy Ci by Twój M. zaakceptował Twoje dzieci. Ciekawe, czy tak samo
    > politykowałabyś, gdybyś dzieci nie miała, albo była finansowo całkowicie
    > niezależna.

    A, i tu sie nawet zgodze. Poza jednym - JESTEM finansowo niezalezna. Calkowicie.
    To, co dodatkowo np pojawilo sie w moim domu, to "luksusy" bez ktorych moglabym
    sie swietnie obejsc (i obywalam). Na utrzymanie swoje i moich dzieci pracuje
    sama, rachunkami sie dzielimy, a jesli czasem pojawi sie jakis "ekstras" - to
    jest to kwestia luksusu wlasnie, a nie zaleznosci. A kupno mieszkania, jesli do
    tego pijesz, to nie kwestia finansow.

    Co do dzieci - to prawda, zalezy mi na tym, zeby M akceptowal moje dzieci. nie
    wyobrazam sobie zwiazku z kims, kto by nie potrafil. I DOKLADNIE to samo jest ze
    strony mojego M. W tej sytuacji latwiej sprowadzic na ziemi kazdy problem -
    spojrzec z przeciwnej strony (a gdyby to byla relacja on-moje dzieci)?

    A co do politykowania - pewnie bym nie politykowala, bo naprawde watpie, czy
    singielka bedac, znalazlabym w sobie dosc sil/odwagi/czegokolwiek jeszcze, zeby
    sie wiazac ze starszym, dzieciatym facetem, ktory dzieci wiecej juz miec nie
    chce. Ale jesli sie ktoras zdecydowala - to MUSI sie nauczyc z tym zyc. Albo
    przestac sie ludzic.
  • elf28 05.08.05, 13:31
    Ale pewnie bardziej w tej chwili przemawia przeze mnie samodzielna, niz macocha



    Pewnie tak. Samodzielna nigdy nie zrozumie macochy. Związek zawsze przed
    dzieckiem. Nie inaczej.
  • m-m-m 05.08.05, 13:34
    Samodzielna nigdy nie zrozumie macochy

    TAK
  • siostraemka 05.08.05, 13:36
    > Pewnie tak. Samodzielna nigdy nie zrozumie macochy. Związek zawsze przed
    > dzieckiem. Nie inaczej.

    Dokładnie tak,dla dziecka i tak więcej nie może zrobić niż robi weekendowo-w
    odczuciu dziecka.Dziecko i tak ma tą swoją świadomość,że taty nie ma z mamą w
    domu,że tata nie uczestniczy w jego życiu jak mama.Więc po co robić więcej?
    Ja wychowałam się bez ojca, straciłam go na zawsze w wieku 7lat.Nie pamiętam jak
    się wtedy czułam, fakt odbiło się to mojej psychice, bo wiedziała,że nigdy go
    już nie zobaczę,a w tym przypadku ojciec jest.
  • elf28 05.08.05, 13:38
    Więc po co robić więcej?



    To nie tak do końca. Trzeba robić wszystko ze świadomością, że nie ma czego
    rekompensować, bo rekompensata dzieje się kosztem nowej rodziny (dziecka, żony).
    Ojciec, to ojciec i nie rozwiódł się z dzieckiem tylko z jego matką. I ma wobec
    dziecka nadal ojcowskie obowiązki.
  • siostraemka 05.08.05, 13:41
    To miałam właśnie na myśli
  • m-m-m 05.08.05, 13:32
    Ty jestes tylko jego zona -
    kolejna, moze nie ostatnia. Dziecko bedzie jego dzieckiem zawsze. I nie jest to
    dziecko "weekendowe" albo "sezonowe", mniej wazne i gorsze niz obecna rodzina -
    to jest po prostu JEGO dziecko!


    Nie tylko jego żona, ale "AŻ" i słusznie.
    Dziecko jest ważne RÓWNOLEGLE, ale nie ważniejsze od obecnej żony.
  • exiara 05.08.05, 13:40
    Mnie się wydaje że to podpucha, albo siostraemka ma 18 lat i jeszcze kompletnie
    nie zdefiniowany system wartości. Nie wierzę, że ktoś naprawdę myśli jak ona.
  • siostraemka 05.08.05, 13:41
    Ciekawe....
  • exiara 05.08.05, 13:50
    W innych postach piszesz jak bardzo mały Cię lubi. Czemu więc Ty go nie
    znosisz? Ile Ty masz lat?
  • m-m-m 05.08.05, 13:54
    Ile Ty masz lat?


    Tyle co na stodole łat. Każda łata ma trzy lata.


    Czemu więc Ty go nie
    > znosisz?


    Nie widzę, by go nie znosiła. Zwyczajnie wszystko ma swoja granicę.
  • exiara 05.08.05, 14:01
    35. Ten mały będzie kiedyś przyrodnim rodzeństwem dla ich dzieci, a siostraemka
    najchetniej wykreśliłaby go z ich życia. Wychodząc za mąż wiedziała że jej
    ukochany ma dziecko? Wydaje się być tym nagle zaskoczona.
  • m-m-m 05.08.05, 14:05
    Nie wykreśliłaby, tylko nie umie postawić granic.
  • exiara 05.08.05, 14:08
    Z postu wynika, że gdyby mały zniknął byłoby cudownie. A mój nick jest mylący,
    bo ja jestem i eks i next. Pewnie to jednak prawda że gdy się ma własne dzieci,
    też cudze się lepiej rozumie.
  • m-m-m 05.08.05, 14:10
    A gdy się jest macochą całodobową to i poczatkujące macochy też się lepiej
    rozumie.
  • siostraemka 05.08.05, 13:56
    Lubi co nie znaczy,ze ja muszę się do niego dostosowywać.
    Jest upierliwy i czasem nerwy mi puszczają.Nie mam anielskiej cierpliwości jak
    kiedyś.
    Ile Ty masz?Jak ktoś mnie lubi to ja też muszę lubić?Chyba jednak nie o to
    chodziło.Na jakiejś podstawi mnie polubił,ale ja też mam prawo być zmęczona jego
    szaleństwami
  • m-m-m 05.08.05, 13:58
    Jest upierliwy i czasem nerwy mi puszczają.Nie mam anielskiej cierpliwości jak
    > kiedyś.


    Poco sie tłumaczysz? I tak samodzielna nigdy nie pojmie, ze nikt nie musi mieć
    cierpliwosci do JEJ dziecka.
  • siostraemka 05.08.05, 14:01
    A poza tym to ex go wychowuje,ona mu wpaja te dobre bądź złe moim zdaniem rzeczy.
    Ja bym inaczej zrobiła, inaczej wychowała i mam prawo czasem zaprotestować za
    pośrednictwem ojca
  • exiara 05.08.05, 14:05
    Szkoda że tylko ex go wychowuje, może gdyby ojciec tez mu coś zaczął wpajać,
    jakieś dobre rzeczy i Tobie vyłoby lepiej w życiu.
  • m-m-m 05.08.05, 14:08
    może gdyby ojciec tez mu coś zaczął wpajać


    a to juz problem ojca.
  • exiara 05.08.05, 14:03
    Wszystkie dzieci na świecie są upierdliwe i męczące. Własne również. Wiedziałaś
    o tym wychodząc za mąż?
  • m-m-m 05.08.05, 14:08
    Ale SWOJE jakby mniej.
  • exiara 05.08.05, 14:18
    To już niekoniecznie. "obce" dzieci zdecydowanie bardziej słuchają niz mój syn.
  • m-m-m 05.08.05, 14:22
    Nie mówię o posłuszeństwie. Tylko o tolerancji dla wybryków własnej latorośli i
    mniejszej dla cudzej.
  • poxywka 05.08.05, 13:40
    oczywiscie ze nie wiedzialas w co sie pakujesz, bo nikt nie wie; natomiast
    niewatpliwie musisz poniesc konsekwencje i one wlasnie polegaja na utrzymywaniu
    kontaktu z dzieckiem; nie wiem jak czesto pasierb bywa u Was - jesli ojciec
    widuje sie z nim prawie codziennie a dziecko jest u Was w kazdy weekend to
    rozumiem Twoje rozdraznienie; jesli jednak nie jest to kazdy weekend, to
    dziecko ma prawo do tych odwiedzin w domu ojca; i oczywiscie ten ojciec ma
    obowiazek sie nim zajac a nie Ty; kurcze ja sobie nie wyobrazam aby Niemaz
    probowal mi ograniczyc kontakty z dzieckiem bo on ma dosc; jesli on ma dosc to
    on wychodzi i tyle, bo ja rozumiem, ze dla cudzego dziecka nie ma sie tych
    uczuc co dla wlasnego; chociaz znam mezczyzn w pelnych, przykladnych rodzinach,
    ktorzy dla wlasnych tez nie maja

    powiem Ci, ze ja rowniez nalegam aby ex sam zabieral dziecko i je odwozil -
    chociaz czasem spotykamy sie w polowie drogi i uwazam to za moja dobra wole; ex
    troche to rozumie, bo jezdze nie raz nie dwa w drugi koniec miasta do lekarza z
    mlodym (a dziecko w przedszkolu choruuuuuje) i wydaje na to calkiem sporo
    pieniedzy a co gorsza nie raz musze sie zwolnic z pracy; tak czy inaczej
    ponosze wiecej kosztow - nie tylko w czystej gotowce
    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • siostraemka 05.08.05, 13:51
    Dziecko nie bywa codziennie i co każdy weekend i dlatego duszę w sobie swój
    sprzeciw,wychodzę z domu,albo się wyłaczam czasowo, bo aż tak wredna nie jestem
    i nie chce by M musiał wybierać między mną a dzieckiem.Czasem trzeba zacisnąć zęby.
    Codzień w jakiejś sprawie tak robimy a tutaj na szczęście tylko czasami
  • poxywka 05.08.05, 14:01
    byc moze jak urodzisz wlasne bedzie Ci latwiej zaakceptowac pasierba; punkt
    widzenia zmienia sie ogromnie odkad zostanie sie matka; chociaz oczywiscie i
    charakter ma znaczenie; tylko pytanie czy bedzie Ci latwiej zyc - bo jakos nie
    chce mi sie wierzyc aby ojciec chcial sie z ochota zajmowac jednym swoim
    dzieckiem podczas gdy drugim mu sie nie chce wcale; jak sadze w obu przypadkach
    bedziesz musiala nad nim niezle popracowac
    pozdrawiam
    poxywka
    --
    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
  • m-m-m 05.08.05, 14:12
    aby ojciec chcial sie z ochota zajmowac jednym swoim
    dzieckiem podczas gdy drugim mu sie nie chce wcale; jak sadze w obu przypadkach
    bedziesz musiala nad nim niezle popracowac


    Tak, to jest racja, z brakiem zainteresowania drugim dzieckiem w takim wypadku
    też trzeba się liczyć.
  • kasia_kasia13 05.08.05, 20:57
    A poza tym jak mogę sie nie zgodzić-na razie mieszkamy z rodzicam M i nie
    > wyobrażam sobie z drugiej strony aby zabronić ojcu i dziadkom widzenia
    młodego.
    > Po ostatniej wizycie ex z mlodym wywiązała sie mała kłótnia a to tylko
    > dlatego,że teściowa nie wiedziała,że pogorszyły się stosunki moje i ex.
    > Zatrzęsło mna jak weszłam do domu i ją zobaczyłam.Zamknęłam sie w swoim
    > pokoju,strzeliłam focha,ale tylko po to by M uświadomił teściowej,że nie
    życzym
    > y
    > sobie jej odwiedzin.Zobaczymy jak będzie dalej.

    Niesmialo spytam, mozliwe, ze wczesniej nie doczytalam, do kogo nalezy
    mieszkanie w ktorym mieszkacie razem z teciami? Pytanie jest wazne, bo jesli
    mieszkacie u rodzicow Twojego M. to maja oni prawo zapraszac do siebie w gosci
    kogo chca.

    >Ona by chciała by niemalże codziennie przyjeżał do dziecka

    To wspaniale. Tyle sie pisze o exiach utrudniajacych ojcu kontaktu z dzieckiem
    a tu prosze, wcale tak nie musi byc.

    >Facet musi w końcu zrozumieć co jest dla niego ważniejsze-rodzina obecna
    > czy dziecko weekendowe

    Mam nadzieje, ze "dzieko weekendowe" to tylko nieudolny skrot myslowy.

  • leeya 05.08.05, 14:00
    Dobra, nie wytrzymalam. Ugryze sie w paluszki jak juz wysle...

    siostraemka napisała:

    > Wiem,że jestem egoistyczna świnka,ale czasem już poprostu nie mam na nic siły.
    > Wiele nerwów mnie/nas z M kosztowały przepychanki z ex.
    ----------------------
    To mnie czy nas??? "Mnie" w ogole nie rozumiem. Co Ty masz do ex? z Toba
    wszystkie sprawy dotyczace dziecka zalatwia? Niech zalatwia ze swoim bylym
    mezem a nie z Toba. Nas? To odetnij sie od spraw z ex i nie bedziesz miala
    problemow.


    > Czasem żałuje,że wybrałam faceta z przeszłością-ale chodzi tylko przeszłość
    > bo facet jako facet jest skarb.
    -------------------
    No to Ty odetnij Go od przeszlosci. Bedziesz miala czysty skarb bez skazy w
    domu. Twoj wybor, Twoja decyzja, Twoje konsekwencje.

    > Bujam sie tak z tym wszystkim od 2 lat.Na początku to była nowość, byłam
    > dumna kiedy szliśmy z młodym na spacer.Ale im dalej tym gorzej.
    ---------------------
    Bo to tak fajnie przeparadowac sie z odchowanym dzieciaczkiem po ulicy z M pod
    raczke, nie? No nie watpie ze im dalej tym gorzej. Obowiazki sie zaczely, a nie
    tylko parady?


    > Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
    > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się.
    -------------------
    To niech sie nie spoznia i nie bedzie smsow. Albo niech uprzedza.

    > Ale ex ciągle coś wymyśla.
    ----------------------
    Strrrraszne.

    > Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko chce,
    > bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy na
    > leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie.
    -------------------
    Buahahahah... mowi do bylego "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium" Nie
    wierze. To jest Twoje dopowiedzenie. A o dziecko trzeba dbac, jak jest pod ojca
    opieka. A nawet odmowic lodow. Ale co tam, niech sie exia z choroba dzieciaka
    buja.


    > Czasem jest pięknie u nas.Jest spokój i w domu i w naszym życiu.A czasem mam
    > wrażenie,że ktoś wchrzania się z butami do naszego życia.
    --------------------
    A konkretnie kto sie wchrzania z butami??

    > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
    > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
    --------------------
    Aaaaa.... Mlody sie wchrzania? Zaraz zaraz, a to nie syn Twojego M? I nie jest
    w ten weekend, zeby spedzic z ojcem troche czasu? Nawet o 7.00, co dla dziecka
    jest normalna pora?? Taaa.. exia ma to na co dzien. Tatulek moze miec w
    coktorys tam weekend.

    > Mam wtedy ochotę wyjść z
    > domu i trzasnąć drzwiami i uciec gdzieś gdzie będę sama.
    ------------------
    Hmmm.. Ktos Cie trzyma? Kajdankami przykuta jestes? Troche samotnosci kazdemu
    dobrze robi, wiec nie widze problemu.

    > Nie chce już tak.Mam ochotę ryczeć bo nie mam faceta tylko "dla siebie" dla
    > nas.
    -----------------------
    Sorry.. Bo nie jest TYLKO Twoj ten facet. ON MA DZIECKO. Krew z krwi i kosc z
    kosci swojej. I co, ma je odrzucic, bo Ty chcesz miec Go tylko dla siebie?


    > Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
    > zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
    --------------------------
    To nie zastanawiajcie sie, tylko dbajcie o swoja wygode. Jak zlozy wniosek o
    podwyzszenie alimentow to dostanie je, jezeli bedzie to uzasadnione. Jezeli
    bedzie nieuzasadnione, to nie dostanie. Proste chyba, nie?

    > Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
    > drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
    > więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
    ---------------------------
    No widze wlasnie, ze Cie TAMTO dziecko nie interesuje. I luzik. Tak jak exi nie
    bedzie interesowalo Twoje. To Twojego M ma interesowac i TAMTO i TWOJE dziecko
    a nie Ciebie. Ciebie ma interesowac TYLKO TWOJE dziecko.


    > Ja nie wiem czy tak dalej wytrzymam.Mam dość tego dziecka, mam dość nerwów,
    > mam dość udawania przed M,że wszystko jest OK. Zmeczona jestem tym
    > wszystkim.Ale co mam zrobić?Odejść?Kocham Go,więc nie mogę.
    > Spalcie mnie na stosie za takie podejście ,ale rycze i pisze to.Nie mam z kim
    > o tym pogadać, bo niby z kim?Nie chcecie nie komentujcie,chcecie to proszę.
    > Zmęczona tym jestem wszystkim, nie potrafię wszystkiego olać jak mi radzi
    > M,On sie już przyzwyczaił i większość ignoruje.
    -------------------------
    Bierz przyklad z Twojego M. Jak nie umiesz, to mecz sie dalej z migrenami.

    Pozdr,
    Leeya


    --
    Juz latosmile
  • m-m-m 05.08.05, 14:02
    Obowiazki sie zaczely, a nie
    tylko parady?


    To nie są obowiązki macochy. Macocha jeśli chce może być tylko od parady.
  • leeya 05.08.05, 14:17
    m-m-m napisała:

    > To nie są obowiązki macochy. Macocha jeśli chce może być tylko od parady.
    -------------------
    Jak dla mnie to macocha ma nie byc od niczego. To dziecko M i to ON ma sie nim
    zajmowac. Nie znioslabym, jakby jakies babsko mi sie wtracalo do wychowania
    dziecka. Wychowywac dziecko maja rodzice, a nie zona ojca. Takie moje zdanie.
    Dlatego jak dla mnie to macocha ma sie trzymac z daleka i od obowiazkow i od
    przyjemnosci zwiazanych z nie ze swoim dzieckim.

    Leeya


    --
    Juz latosmile
  • kai_30 05.08.05, 14:41
    m-m-m napisała:

    > Obowiazki sie zaczely, a nie
    > tylko parady?
    >
    >
    > To nie są obowiązki macochy. Macocha jeśli chce może być tylko od parady.

    Moze. I szczerze powiem, ze nie rozumiem tego, co napisala siostraemka o tym
    podcieraniu pupy itd itp. Ja nie mam zadnych obowiazkow zwiazanych z
    "pielegnacja" pasierbow (no fakt, trudno czternastolatce tylek podcierac),
    owszem, dostaja obiad, ale ten obiad gotuje tak czy owak. A jesli nie ugotuje,
    bo mi sie na ten przyklad nie chce, to juz moja sprawa, i sprawa mojego M, zeby
    swoim dzieciom jesc dal. Dalej - jesli dziecko jest niegrzeczne MOZNA wymagac,
    zeby pod moim dachem dostosowywalo sie do panujacych regul. Ale znow - w tej
    kwestii miedzy mna i M panuje zgoda, nie musze reagowac, bo on to robi pierwszy.

    Mnie sie podejscie autorki nie podoba najbardziej wlasnie z powodu tego, co
    podchwycila leeya - fajnie bylo na poczatku tak "poudawac", ze sie ma dziecko,
    nie? "Pomamusiowac" troche, tak naprobe przed wlasnym. A jak sie okazalo, ze
    dziecko to jednak nie taki miod, to sie wypinamy. No i fajnie, ale POD
    WARUNKIEM, ze sie do tego umie podejsc normalnie - nie moja brocha, stoje z
    boku, jego dziecko, jego eksia, jego problem. A siostraemka najwyrazniej tak nie
    potrafi. Moze to kwestia dojrzalosci?
  • m-m-m 05.08.05, 14:48
    Nie. To kwestia bycia poczatkującą macochą.
  • kai_30 05.08.05, 15:16
    m-m-m napisała:

    > Nie. To kwestia bycia poczatkującą macochą.

    Mowisz o mnie, czy o autorce watku? Ja "macochuje" rok, siostraemka - dwa lata,
    u gory jak byk napisane jest.

    W pierwszym poscie napisane jak byk, ze dwa lata sie buja z tym wszystkim. A
    dopiero teraz dochodzi do odkryc typu: "przy najbliższej okazji zapytam M
    dlaczego nie zajmuje się dzieckiem". No sorrrrry, ale mnie by nie gralo od
    poczatku, jakby facet przywozil mi do domu dziecko po to, zebym JA sie nim
    zajmowala.
  • siostraemka 05.08.05, 15:18
    Może wcześniej nie miałam odwagi się o to zapytać bo jestem początkujacą
    macochą,moze muszę do tego wszystkiego dojrzeć,tak trudno to zrozumieć?
  • kai_30 05.08.05, 15:25
    siostraemka napisała:

    > Może wcześniej nie miałam odwagi się o to zapytać bo jestem początkujacą
    > macochą,moze muszę do tego wszystkiego dojrzeć,tak trudno to zrozumieć?

    Ekhem... A iloletni staz macochowania trzeba miec, zeby nie byc poczatkujaca?
    Wiesz, jedna z pierwszych rzeczy, jakie omowilam z moim M byla kwestia dzieci i
    naszych z nimi relacji. Bo to bylo najwazniejsze, i potencjalnie tu mogla sie
    kryc najwieksza trudnosc naszego zwiazku. (I tak bylo zreszta)

    Co do dojrzewania - rozumiem w pelni. Wlasnie o dojrzalosci pisalam w poprzednim
    poscie.
  • elf28 05.08.05, 14:03
    buahahahaha, uśmiałam się do rozpuku!!!!
  • leeya 05.08.05, 14:17
    elf28 napisała:

    > buahahahaha, uśmiałam się do rozpuku!!!!
    -------------
    Z czego konkretnie? Bo ja nie widze nic smiesznego w tym co napisalam. Jedynie
    prawde.

    Leeya


    --
    Juz latosmile
  • elf28 05.08.05, 14:19
    No właśnie - nie widzisz. I to jest ta różnica między macochąa samodzielną.
  • siostraemka 05.08.05, 14:22
    Może zmienie podejście jak będę mieć swoje dziecko.Być może rola matki bardziej
    mnie uczuli na potrzeby jego dziecka
  • leeya 05.08.05, 14:31
    Mysle, ze jest to roznica pomiedzy egoizmem a jego brakiem...

    Leeya
    --
    Juz latosmile
  • elf28 05.08.05, 14:37
    nie, jest to różnica między punktem widzenia macochy, która może nie mieć
    ochoty widywać pasierba, a samodzielnej, która swoje dziecko uważa za 8 cud
    świata (bez wad i pęknięć w marmurze).
  • leeya 05.08.05, 14:48
    elf28 napisała:

    > nie, jest to różnica między punktem widzenia macochy, która może nie mieć
    > ochoty widywać pasierba, a samodzielnej, która swoje dziecko uważa za 8 cud
    > świata (bez wad i pęknięć w marmurze).
    -----------------------
    Moje dziecko jest idealem. Grzeczne, malo marudzi, caly czas usmiechniete. Nie
    kaze MACOSZE sie nad tym rozplywac. Jak dla mnie to ona sie moze z moim
    dzieckiem w ogole nie spotykac. Bylabym bardzo z tego zadowolona. Ale ona chce.
    I ex tez chce, zeby ona sie widywala. Nie wnikam w te uklady i nie zabraniam,
    bo znow by mnie oszukal i zabral Kulke do niej.

    A teraz Cie zapytam Elfie. Ma ojciec wyrok w lapie na ktorym jak byk napisane:
    co drugi weekend z ojcem. Macocha nie chce widziec pasierba. Weekend w hotelu?
    U exi? Czy moze zrezygnowac? A potem pitolenie, ze wredna exia ogranicza
    kontakty? Achhh... Brak mi sil i nerwow jak cos takiego czytam. No ale czekam
    na recepte lub przepis jak ten cholerny wyrok zrealizowac.

    Leeya


    --
    Juz latosmile
  • kai_30 05.08.05, 15:22
    leeya napisała:

    > -----------------------
    > Moje dziecko jest idealem. Grzeczne, malo marudzi, caly czas usmiechniete.

    Moje dzieci idealami nie sa. Typowe, rozbrykane przedszkolaki. Potrafia wkurzyc.
    Ale ja TEZ nie kaze mojemu M sie nad nimi rozplywac w zachwytach, to raz, a dwa
    - granice stawiam dokladnie takie same wobec moich dzieci, jak i wobec jego. Po
    obiedzie naczynia sie wklada do zlewu, rano trzeba bawic sie po cichu, dopoki
    nie wstaniemy, je sie sztuccami, a nie lapami itd itp.

    ZADNE dziecko nie jest lepsze, bo MOJE.
  • m-m-m 05.08.05, 14:38
    Mysle, ze jest to roznica pomiedzy egoizmem a jego brakiem...



    Wobec własnych dzieci brak egoizmu jest normą, wobec cudzych - niekoniecznie.
  • leeya 05.08.05, 14:53
    m-m-m napisała:

    > Wobec własnych dzieci brak egoizmu jest normą, wobec cudzych - niekoniecznie.
    ------------------------
    No sorry m-m-m. Ja to rozumiem, Ty to rozumiesz, ale niech jeszcze autorka
    watku zrozumie. Odsunac sie i stac z boku. Nie jej dziecko, nie jej problem. Ja
    na prawde nie widze tu zadnego klopotu. Postawic granice i ich pilnowac. I
    powiedziec wyraznie co denerwuje a co nie swojemu M, zeby jak najmniej cichych
    dni bylo.

    Leeya

    --
    Juz latosmile
  • megan58 05.08.05, 14:20
    Lea zostaw - to sie tak fajnie czyta smile
    Po co dyskutowac ??? Nic nie zmienisz i nie udowodnisz !
    Denerwować sie tez nie denerwuj. Bo czym..????

  • leeya 05.08.05, 14:29
    Masz racjesmile
    Ale jakos dzis mnie paluszki nie sluchaja.

    Leeya
    --
    Juz latosmile
  • siostraemka 05.08.05, 14:13
    > Bo to tak fajnie przeparadowac sie z odchowanym dzieciaczkiem po ulicy z M pod
    > raczke, nie? No nie watpie ze im dalej tym gorzej. Obowiazki sie zaczely, a nie
    >
    > tylko parady?


    Mnie tam wszystko jedno czy fajnie czy nie przeparadować się,z drugiej strony
    było mi to nie na rękę jakby ktoś pomyślał,że to moje,takie duże :p.O
    obowiązkach wiedziałam od razu.I to o jego obowiązkach a nie o moich.


    > > Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kas
    > y.M
    > > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się.
    > -------------------
    > To niech sie nie spoznia i nie bedzie smsow. Albo niech uprzedza.


    Nie spóźnia się i nigdy nie spóźnił.Exia trochę nerwowa jest,i jak nie wyślę
    przypominacza nie czuje,że żyje



    > > Ciągle wurzuty,że młody wraca od nas chory- dajemy lody-jak to dziecko ch
    > ce,
    > > bo ciepło, bo smaczne.I później pretensje,że młody chory,że nie ma kasy n
    > a
    > > leki,żeby "tatuś" dał bo ona wydała na solarium.Wk...wia mnie to totalnie
    > .
    > -------------------
    > Buahahahah... mowi do bylego "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium" Nie
    >
    > wierze. To jest Twoje dopowiedzenie. A o dziecko trzeba dbac, jak jest pod ojca
    >
    > opieka. A nawet odmowic lodow. Ale co tam, niech sie exia z choroba dzieciaka
    > buja.


    NIe napisałam,że ona mówi "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium"-to
    m.in. opinia M,tak było wcześniej jeszcze przede mną.Mamusia zdbana chodzi nad
    wyraz więc skoro stać ją na solarium to niech konsultuje wydatki z ojcem z
    wyprzedzeniem a nie już potrzebuje i już daj na zachciankę dla dziecka.



    > > Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
    > > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
    > --------------------
    > Aaaaa.... Mlody sie wchrzania? Zaraz zaraz, a to nie syn Twojego M? I nie jest
    > w ten weekend, zeby spedzic z ojcem troche czasu? Nawet o 7.00, co dla dziecka
    > jest normalna pora?? Taaa.. exia ma to na co dzien. Tatulek moze miec w
    > coktorys tam weekend.


    A dlaczego mam sie nie sprzeciwić i M też?A moze akurat mamy ochotę odpocząć?To
    co mam się dostosować do dziecka czy dziecko do nas?Ty się dostosowywałaś do
    rodziców czy oni do Ciebie?



    Reszty nie mam ochoty komentować bo szkoda mi czasu.



  • m-m-m 05.08.05, 14:16
    A dlaczego mam sie nie sprzeciwić i M też?A moze akurat mamy ochotę odpocząć


    No bo skoro jego matka ma tak codziennie i nic z tym nie umie, albo nie chce
    zrobić, to czemu nie miałby mieć tak samo od czasu do czasu macocha?
  • siostraemka 05.08.05, 14:17
    Macocha nie musi albo nie chce i ma do tego święte prawo
  • m-m-m 05.08.05, 14:27
    Mnie tego tłumaczyc nie musisz, bo mój M.skutecznie budzenia nas rano oduczył.
    Wytłumacz to tej matce. Skoro ona wstaje, bo dziecko tak chce, to jaką ma mieć
    motywację, by nie mieć takiego samego roszczenia względem swojego byłego?
  • magdalens 05.08.05, 14:30
    dziewczyny prosze to nie tak - ręce mi opadają
    to dziecko czy dzieci z poprzedniego małżeństwa nie są ważniejsze i nie powinny
    być faworyzowane - one powinny być tak samo traktowane jak wasze własne tak
    samo!!! Nie mogą być gorsze - gdy wasze dzieci dają wam w kość to przecież też
    doprowadzacie je do porządku, ale nie można odsyłać problemów z dzieckiem tylko
    i wyłącznie do eksa - bo teraz to wy stanowicie rodzinę i jakąś całość więc
    trzeba wspólnie rozwiązywać problemy.
    I uważam że M zawsze będzie miał dług winy wobec swoich dzieci i powinien robić
    jak najwięcej żeby im to wynagrodzić a ja zawsze będę starać sięmu w tym
    pomagać. Oczywiście do granic przyzwoitości bo rozpieszczanie dziecka może być
    większąszkodą dla niego .
  • m-m-m 05.08.05, 14:34
    uważam że M zawsze będzie miał dług winy wobec swoich dzieci i powinien robić
    jak najwięcej żeby im to wynagrodzić


    Mój żadnych długów wobec syna nie ma. Bo z nim mieszka. Bo go wychowuje.
  • lilith76 05.08.05, 15:05
    > Mój żadnych długów wobec syna nie ma. Bo z nim mieszka. Bo go wychowuje.

    magdalens dała zdanie generalizujące, m-m-m oparte na jej związku.
    m-m-m, gdyby twoj M nie mieszkał z synem też być moze czuł by jakiś dług
    emocjonalny.

    magdalens - jedyna rozsądna wypowiedź w tym wątku od godziny 11.00 bodajże.

    --
    Życie bywa czasami jak praca sapera na polu minowym pod obstrzałem z ziemi i
    powietrza. AM
  • leeya 05.08.05, 14:27
    siostraemka napisała:

    > Mnie tam wszystko jedno czy fajnie czy nie przeparadować się,z drugiej strony
    > było mi to nie na rękę jakby ktoś pomyślał,że to moje,takie duże :p.O
    > obowiązkach wiedziałam od razu.I to o jego obowiązkach a nie o moich.
    ------------------------
    No to egzekwuj od Twojego M te obowiazki. Nie widze problemu zadnego.


    >
    > Nie spóźnia się i nigdy nie spóźnił.Exia trochę nerwowa jest,i jak nie wyślę
    > przypominacza nie czuje,że żyje
    -------------------------
    To wiecie przynajmniej, ze nie umarla. A przypominacz boli? I na Twoja komore
    przychodzi? "Misiaczku, nie chce wiedziec, jakie sa Twoje umowy z exia. Nie
    chce o niej w ogole slyszec" I masz spokoj.


    > NIe napisałam,że ona mówi "daj kase na leki, bo juz wydalam na solarium"-to
    > m.in. opinia M,tak było wcześniej jeszcze przede mną.Mamusia zdbana chodzi nad
    > wyraz więc skoro stać ją na solarium to niech konsultuje wydatki z ojcem z
    > wyprzedzeniem a nie już potrzebuje i już daj na zachciankę dla dziecka.
    ----------------------
    Zabko... Zrozum jedno. Mamusia i Tatus WSPOLNIE utrzymuja dziecko. Np. po
    polowie. Jezeli kasy z alimentow Twojego M i kasy (przypuscmy takiej samej) od
    exi nie starcza na leki, wiec dzwoni i sie dopomina. A co zrobi z reszta kasy
    SWOJEJ to jej prywatna sprawa, tak jak Twojego M jest prywatna sprawa to, co
    robi z reszta kasy po zaplaceniu alimentow. No chyba, ze Twoj M bedzie tez z
    nia konsultowal swoje wydatki prywatne. Wqrza mnie podejscie: exia ma starczyc
    to co ma. Nie zawsze starcza. I nikt nie bedzie konsultowal wydatkow z
    prywatnej kasy!!!! No chyba, ze exi cala kasa jest dla dziecka, a Tatuska tylko
    alimenty?


    > A dlaczego mam sie nie sprzeciwić i M też?A moze akurat mamy ochotę odpocząć?
    To
    > co mam się dostosować do dziecka czy dziecko do nas?Ty się dostosowywałaś do
    > rodziców czy oni do Ciebie?
    -------------------------
    Moi rodzice dostosowywali sie do mnie w weekendy, bo to byl jedyny czas, jaki
    spedzalismy razem. A jak Ci przeszkadza dzieciak rano w lozku, to spijcie
    oddzielnie, pojdzie do OJCA a Ty sie wyspisz. Kiedy dziecko spedza z Ojcem tak
    malo czasu, to mozna sie dostosowac raz na jakis czas. Moj ex jakos nie ma
    problemu z dostosowywaniem sie do corki.

    > Reszty nie mam ochoty komentować bo szkoda mi czasu.
    ------------------------
    Nie ma obowiazku.

    Leeya


    >
    >
    >


    --
    Juz latosmile
  • m-m-m 05.08.05, 14:36
    Moi rodzice dostosowywali sie do mnie w weekendy, bo to byl jedyny czas, jaki
    spedzalismy razem.


    Ok. Ale to byli TWOI RODZICE i ich wybór.
  • leeya 05.08.05, 14:42
    m-m-m napisała:

    > Moi rodzice dostosowywali sie do mnie w weekendy, bo to byl jedyny czas, jaki
    > spedzalismy razem.
    >
    >
    > Ok. Ale to byli TWOI RODZICE i ich wybór.

    Odpowiedzialam na zadane pytanie. CZY MOI RODZICE SIE DOSTOSOWYWALI DO MNIE CZY
    JA DO NICH. Wiec odpisalam zgodnie z prawda. Tak tez zle??

    Leeya


    --
    Juz latosmile
  • m-m-m 05.08.05, 14:51
    Ok, ale wyszło, że uważasz, że tak powinni postępować wszyscy inni rodzice. Tak
    to odczytałam.
  • ludwinia 05.08.05, 15:41
    Ja podpisze sie pod postami maxi, mmm i elf28.
    Bardzo dobrze Cie rozumie. Okreslenie granic, dystans i zajecie sie soba to
    najlepsze rozwiazanie dla Ciebie.
    Niestety u mnie sie to do konca nie udalo. Ja moge popracowac nad soba ale
    niestety nie moge byc odpowiedzialna za innych.
    Co do swierdzenia - ze dziecko jest na zawsze jego a zona mozna byc jedna z
    kolejnych – to bardzo sie z tym nie zgadzam. Nie mam jeszcze wlasnych dzieci
    urodzonych ale jestem w ciazy i nadal moje nienarodzone jeszcze dziecko nie
    jest wazniejsze od mojego meza. Ja zakladam ze z M chce byc do konca naszych
    dni i dlatego zalezy mi na najlepszych z nim spedzonych latach a nasze dziecko
    (dzieci) jest tylko dopelnieniem tego szczescia. Nie potrafie pomyslec ze
    dziecko bedzie zawsze moje a meza moge zmienic. Dzieci szybko dorastaja i
    zakladaja swoje rodziny i maja swoje zycie.
    Co do dzieci z rozbitych rodzin to maja „inne“ zycie i nie da sie tego niczym
    zastapic, wynagrodzic i nigdy nie beda mialy normalnego zycie.
    To z mojego doswiadczenia z dzieckiem mojego M: sytuacja jest nienormalna i
    wszystkim potrzeba dobrego terapeuty (szczegolnie dziadka z jednej i drugiej
    strony). Ich postawa „uklepywania g…a zeby nie smierdzialo“ nikomu na dobre nie
    wyszlo.
    A to moje subiektywne wnioski z sytuacji mojego M ,jego bylej zony i ich
    dziecka – jesli ona juz byla w ciazy (obydwoje byli w bardzo mlodym wieku) to
    rodzice nie powinni dozyc do ich slubu (bardzo krotko byli malzenstwem), kazdy
    z nich jeszcze wtedy mogl zapomniec o sobie i poukladac sobie na nowo zycie a
    wtedy i dziecko moze mialoby normalna rodzine i tatusia na codzien (moze nie
    biologicznego ale znal by go od niemowlaka) a tak to mieszaja calymi rodzinami
    w tym kociolku juz od 10 lat a z dziecka nie wiadomo co jeszcze wyrosnie.

    PS: jakby kogos interesowalo: wtedy tylko sie starsznie przestraszylam i
    ochronilam siebie (nie szarpiac pasierba tak jak to niektore sugerowaly).
    Brzusio mam juz ogromny, dzidzio OK, wyjechalam i szczesliwie oczekuje
    rozwiazania (to do watku „klamstewko...“ bei)
  • chalsia 05.08.05, 16:29
    Siostroeremka,

    Ja tylko o jednej sprawie.
    Niestety z Twoich opisów tego, jak Twój M zwala zajmowanie się dzieckiem na
    innych (kiedyś Ty, teraz babcia), jak żadko się z nim bawi, etc, wynika, że
    takim samym ojcem będzie dla Waszego dziecka.
    Pisałaś, że on bardzo z Tobą chce miec dziecko i aż mu oczy błyszczą gdy o tym
    rozmawiacie. Jednak to, że tak postępuje w stosunku do swojego pierwszego
    dziecka nie znaczy, że go nie kocha.

    Musisz być swiadoma, że on Ci nie będzie pomagał przy dziecku, wszystko będzie
    na Twojej głowie, i dużo go będziesz się musiała naprosić by Ci pomógł przy
    dziecku. I skoro nie umie się z dzieckiem bawić, to i z drugim nie będzie umiał.

    Chalsia

    PS. Ludwiniu - choćbyś się nie zgadzała z opinią, że dziecko jest na zawsze, a
    męża/żonę można zmienić, to jednak taka jest prawda. Rodzicem jest się zawsze
    dożywotnio (dzieckiem zresztą też - dla swoich rodziców), a mężem/żoną NIE
    zawsze dożywotnio.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • chalsia 05.08.05, 16:39
    a co do odbierania i odwożenia dzieci przez ojca to uważam, ze tak własnie
    powinno być. Oczywiście w sytuacjach podbramkowych mogę to zrobić ja (np.
    samochód mu się zepsuł nagle) jak również wtedy, gdy pasuje to do moich planów.
    Dlaczego ojciec powinien dzieci odbierać/odwozić?
    Ponieważ moim obowiązkiem jako matki jest umożliwiać/nie utrudniać uzgodnionych
    kontaktów między ojcem a dziećmi, ale nie spoczywa na mnie odpowiedzialność za
    ich "wykonanie".
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • cymbeline 05.08.05, 20:49
    No to może ja dodam swoje "5 groszy", choć w sumie rzadko coś komentuję,ale tym
    razem chyba muszę,bo mnie też "zaswędziały paluszki" smile))
    Jestem macochą od 4 lat,dla chłopca który ma teraz 7 lat,mieszkamy z mężem ponad
    300 km od miejsca zamieszkania Młodego z jego mamą i jej facetem.Nie mam swoich
    dzieci ani wspólnych z moim mężem.To tytułem wstępu dla autorki wątku.
    A teraz konkrety:

    Mam dość nerwów średnio 1-2 w miesiącu widząc kolejnego sms w sprawie kasy.M
    > płaci tyle ile ma płacić, nie spóźnia się. Ale ex ciągle coś wymyśla.
    --------------------------------
    Też miałam podobne spojrzenie ma sprawę na początku,ale u mnie to spowodowane
    było tym,że ex puściła mojego męża w skarpetkach i z kupą ich wspólnych długów,
    które my (czyli ja i mój mąż,a na początku tylko ja..) do tej pory jeszcze
    spłacamy,a uważałam,że to powinna ex z moim mężem spłacać na spółkę.Jednak z
    czasem zrozumiałam,ze ex pewnie zrobiła to dla dobra dziecka mysląc o
    zabezpieczeniu dziecku bytu (być może będąc na jej miejscu zrobiłabym to samo..)
    a mój mąż dla dobra dziecka i po to,żeby nie odbijało się to na jego kontaktach
    z synem,bo tak na początku bywało.Ja to zaakceptowałam,choć nie było mi łatwo.
    Oprócz alimentów,które placimy regularnie,jesli ex potrzebuje czegoś dla Młodego
    to informuje nas o tym a my jak do tej pory dajemy,ale muszę przyznać,że jest to
    w granicach rosądku, np. zrzucamy się po połowie na komputer dla Młodego,albo my
    kupujemy mu wyprawdę do szkoły,to,co mozemy kupić "na pałę". Zdarzyło się razy
    kilka,że ex zadzwoniła do mojego męża z prośbą,aby kupił dla syna lekarstwa i
    było to dla mnie normalne.Oprócz tego ja bardzo lubię zakupy i często kupuję
    jakieś ciuchy dla Młodego,i sprawia mi to frajdę,chociaż finanse u nas jeszcze
    pozostawiają dużo do życzenia.Przyznaję,że alimenty mąż płaci nie duże więc
    staramy się kupować potrzebne rzeczy Młodemu.Ale w sprawie finansów,to muszę
    przyznać,że ex jest jak na razie taktowna i nie nachalna,ja to doceniam i może
    dlatego jakoś się coraz lepiej dogadujemy.....a może dlatego,że ex układa się
    jej osobiste życie coraz lepiej...tego nie wie niktsmile))

    Jak młody przyjeżdża to zero spokoju,w wolne weekendy chce odpocząć,a tu
    > pobudka o 7 i ryk bo młody chce do naszego łóżka.
    ----------------------------------------------------
    Nasz Młody robi nam pobudki o 6 ranosmile))) Znaleźliśmy na to sposób,wymęczamy
    Młodego na maxa w ciagu dnia i do późna,to wtedy jest szansa,że do 8 pośpismile
    Młody lubi rano przyjść do nas d łożka i się poprzytulać.Mnie osobiście to nie
    przeszkadza,wręcz lubię powygłupiać się z Młodym w łóżku,a zauważyłam u Młodego,
    że on ma dużą potrzebę ciepła,przytulania się i do męża i do mnie.Myślę,że jest
    to naturalnie,szczególnie w przypadku,gdy dziecko nie ma jednego rodzica na
    codzień i dlatego nie wyobrażam sobie,że mogłabym mu tego zabronić. Zdaża się
    też czasem,że Młody dzwoni na moją komórkę o "dziwnych" godzinach i ja mu tego
    nie zabraniam,bo skoro dzwoni to znaczy,że ma dla nas (jego zdaniem) coś ważnego
    do powiedzenia co nie może poczekać,nie przeszkadza mi to,bo rzadko się zdarza a
    my staramy się Młodego pokazać,że on jest dla nas bardzo ważny a wiec też jego
    problemy.Oczywiście tłumaczymy,żeby dzwonił o innych porach i Młody zrozumiał
    bez problemusmile Zawsze spędzamy wolny czas razem w trójkę,chyba,że ja z różnych
    względów nie dam rady to wtedy chłopaki spędzają czas tylko ze sobą.

    Ciagle musimy się zastanawiać czy mozemy sobie na coś pozwolić bo jak ex
    > zobaczy to zacznie straszyć podwyższeniem alimentów.
    > Własnego dziecka już mi się odechciało jak poczytałam,że musi mieć i jedno i
    > drugie takie same warunki.A co mnie tamto dziecko obchodzi.W dumie to ja mogę
    > więcej dawać naszemu dziecku a nie ojciec.
    -------------------------------------------------
    Też się tego na początku obawiałam wiec postawiłam sprawe jasno juz na początku:
    zaraz po ślubie podpisaliśmy intercyzę,bo ja chcę miec dziecko i chcę żeby ono
    miało przyzwoity byt.Mój mąż nie miał nic przeciwko.Dodam,że intercyza tak
    naprawdę w naszym codziennym życiu niczego nie zmnieniła,nadal wszystko razem
    planujemy i ja nadal kupuję różne rzeczy dla Młodego,ale robię to bo mam taką
    ochotę,a nie dlatego,że mi sąd zasądził.Uważam,że to dobre rozwiązanie,bo exi
    nic do tego co ja sobie kupuję.Zresztą ani ja do niej do domu nie chodzie,ani
    ona do nas wiec nie mam tego problemu.

    A co do zabierania dziecka to mam zdanie jak Chałsia. To my chcemy się spotkać z
    dzieckiem więc to normalne,że po nie przyjeżdzamy i potem je odwozimy,bo w końcu
    nikomu łaski nie robimy.Mój mąż chce widywać dziecko i mieć wpływ na jego życie
    a ja to popieram.Nie mogłabym żyć z facetem,który swoje własne dziecko traktuje
    jak "weekendowy i wakacyjny nadbagaż".
    Niedawno ex poprosiła,żebym to ja sama przyjechała po jej syna,uzgodniłysmy
    szczegóły i pojechałam pociągiem 300 km w jedną stronę żeby "zgarnąć" Młodego z
    peronu i wsiadłam z nim w powrotny pociąg,tylko dlatego,że obiecałam temu
    dziecku wspólny weekend i widziałam jak on to przeżywa.Więc nie rozumiem, jak
    ktoś może napisać,że musiał jechać po dziecko na drugi koniec miasta,w dodatku
    samochodem,czyli ile km, 10, 20...???? Faktycznie, straszne poświęcenie dla
    dziecka....sad

    Siostraemka,
    nie chcę żebyś mój post potraktowała jak atak na Ciebie,ja chciałam wyrazić MOJE
    zdanie w tym temacie.
    Uwierz mi,że naprawdę rozumię Cię,bo sama długo miałam mętlik w głowie i z
    wieloma rzeczami i sytuacjami sobie nie radziłam i pewnie wciąż ze wszystkim
    sobie nie radzę,ale postawiłam sobie priorytety,często starałam sie wyobrazić
    siebie na miejscu dziecka czy ex i zastanawiałam się,jak ja bym sie zachowała w
    danej sytacji,co bym czuła itp. Na pewno też ciężko było mi na początku
    zaakceptować fakt,ze mój mąż nie jest tylko moim mężem,ale ma dziecko i to nie
    moje dziecko,to mnie bardzo bolało,ale wytłumaczyłam sobie,że to dziecko
    niczemyu nie winne,że rodzice mu zgotowali taki los.....

    Wiesz,mnie udało się w końcu jakoś poukładać wszystko w mojej głowie.Także
    stosunki z ex określam, że mam poprawne a nawet dobre,jak na razie i nie
    ukrywam,że wszystkim lepiej się żyje,ja przyjeżdzam z mężem po Młodego,ex
    schodzi z synem przed blok,wymieniamy pozdrowienia,kilka zdań i do widzenia. Tak
    jest dobrze i całkiem sympatycznie,ale też nic wiecej.
    Musisz sama przed sobą odpowiedzieć sobie na pytanie,co jest dla Ciebie
    najważniejsze a co nie,no i niestety czy chcesz czy nie, Twój mąż ma syna, jest
    to fakt niezaprzeczalny i to sie nigdy nie zmieni.Może się tylko zmnienić Twój
    stosunek do całej tej sytuacji,tak,żeby Tobie i innym lepiej się żyło.

    Myślę,że może za dużo na głowę w krótkim czasie Ci spadło i stąd taka reakcja na
    wszystkowink)))
    Życzę powodzenia i nabrania zdrowego dystansu do całej tej sytuacji,a wszystko
    się powoli ułożysmile

    Pozdrawiam
    C.

    P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też nie był
    to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))




    --
    .......................
    www.artim.poleko.pl
  • lilith76 05.08.05, 21:03
    > P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też nie był
    > to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))

    kurczę, mnie też się zdarzyło, bo M był w sklepie, a 5-cio letni Mały wołał. a w kilka minut potem dowiedziałam się od M, że Mały własnie się nauczył, tylko pewnie mu się nie chciało samemu smile

    --
    Życie bywa czasami jak praca sapera na polu minowym pod obstrzałem z ziemi i powietrza. AM
  • cymbeline 05.08.05, 21:26
    Powiem więcej, nasz Młody miał w jeden dzień problemy żołądkowe no i
    przeczyściło go dwa razy tak,że nie zdażył do ubikacji,a upapramy był od stóp do
    głów. Mojego męża akurat nie było w tej chwili więc miałam dwie opcje:
    1) wybrać Młodego sama
    2) poczekać jak wróci ojciec,bo to jego problem...
    Wybrałam opcję nr 1. w dodatku oprócz "wyprania" Młodego wyprałam też ubranie,
    bo się bałam,że jak za długo to będzie leżało w pokoju to mi sie zlecą wszystkie
    muchy z okolicysmile
    Nie minęło 15 minut od pierwszej akcji,a Młody wraca do domu i "powtórka z
    rozrywki"....po prostu jak zobaczyłam jego niepewną minę jak wchodził do domu to
    już wiedziałam co sie stało i myślałam,że umrę ze smiechu,tak wiec kolejne pół
    godziny śmialiśmy się z Młodym jak głuptasy z całej tej sytuacji,ale też żeby
    jednak nie powtarzać sytuacji po raz kolejny,Młody dostał "nakaz" siedzenia w
    ubikacji przez dłuższy czas,aż wszystko sie uspokoi i brzuszek przestanie boleć.
    No i było po sprawie.
    Dodam,że Młody też umie sam sie podcierać,ale z różnym skutkiem,wiec wolę czasem
    sprawdzić jak mu idzie,a on lubi jak ja czasem się nim zajmuje,no i wszyscy są
    szcześliwismile)))
    --
    .......................
    www.artim.poleko.pl
  • kai_30 05.08.05, 21:29
    lilith76 napisała:

    > > P.S. A co do podcierania tyłka dziecku,to zdarzyło mi się nie raz i też n
    > ie był
    > > to dla mnie problem,że akurat na mnie padłosmile))
    >
    > kurczę, mnie też się zdarzyło, bo M był w sklepie, a 5-cio letni Mały wołał. a
    > w kilka minut potem dowiedziałam się od M, że Mały własnie się nauczył, tylko p
    > ewnie mu się nie chciało samemu smile

    Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
    wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
    przenosni, rzecz jasna)
  • cymbeline 05.08.05, 21:36
    kai_30 napisała:

    > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
    > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
    > przenosni, rzecz jasna)
    ---------------------------------

    Wiesz Kai,ja też nie popieram wyręczania ojca w ojcowskich obowiązkach,ale
    spędzając czas w trójkę zdarza mi się,że to ja coś robię z Młodym, np. czytam mu
    bajkę na dobranoc,albo przutulam do snu,bawie sie z nim itp...ale zawsze to
    wynika z chęci Młodego,to on czasem chce coś zrobić z ojcem a czsem tylko ze mną
    i mnie to nie przeszkadza.Trzeba tylko umiaru we wszystkimsmile))

    --
    .......................
    www.artim.poleko.pl
  • kai_30 05.08.05, 21:48
    cymbeline napisała:

    > kai_30 napisała:
    >
    > > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. C
    > zyli
    > > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podcier
    > a w
    > > przenosni, rzecz jasna)
    > ---------------------------------
    >
    > Wiesz Kai,ja też nie popieram wyręczania ojca w ojcowskich obowiązkach,ale
    > spędzając czas w trójkę zdarza mi się,że to ja coś robię z Młodym, np. czytam m
    > u
    > bajkę na dobranoc,albo przutulam do snu,bawie sie z nim itp...ale zawsze to
    > wynika z chęci Młodego,to on czasem chce coś zrobić z ojcem a czsem tylko ze mn
    > ą
    > i mnie to nie przeszkadza.Trzeba tylko umiaru we wszystkimsmile))

    No i to jest podejscie normalne. Masz ochote - bawisz sie, bajki opoiwadasz itd
    itp. A nie ZMUSZASZ sie do robienia czegos, co powienien robic ojciec, a potem
    masz pretensje.
  • cymbeline 05.08.05, 22:08
    kai_30 napisała:

    >
    > No i to jest podejscie normalne. Masz ochote - bawisz sie, bajki opoiwadasz itd
    > itp. A nie ZMUSZASZ sie do robienia czegos, co powienien robic ojciec, a potem
    > masz pretensje.
    ----------------------
    Dokładnie to miałam na myśli,nie rozumiem jak można w takiej sutyacji robić coś
    wbrew sobie,przecież dziecko i tak wyczuje ze macocha szczera nie jest i wtedy
    faktycznie ciężko mieć dobre/poprawne relacje z dzieckiem męża.Jeśli ktoś ma aż
    taką wielką niechęć do pasierba to faktycznie może dla wszystkich będzie
    najlepszym rozwiązaniem jak macocha usunie się z relacji mąż-syn. Chociaż ja
    osobiście nie rozumiem takiej sutuacji,ale może dlatego,że ja mam dobry kontakt
    z Młodym,chciałam tego od początku,ale na niego tez musiałam sobie zapracować.

    --
    .......................
    www.artim.poleko.pl
  • lilith76 06.08.05, 12:23
    > Ale to inna historia, lilith, siostraemka podcierala ZAMIAST swojego M. Czyli
    > wyreczala go w jego obowiazkach. A teraz podciera babcia. (Znaczy podciera w
    > przenosni, rzecz jasna)

    wiesz, mój M jest wypadkową dwóch modeli ojca - tego sprzed kilkudziesięciu lat, który wracał z pracy i walił się z gazetą na wersalkę i tego dziesiejszego, który przewija, karmii, przytula, uczestniczy czynnie w życiu dzieci. pewnie czasami tęsknie spogląda na staroświecki model, bo to takie kuszące (dziś ekwiwalentem gazety i wersalki jest komputer). część to też moja praca i uwagi żeby poświęcał dzieciom więcej czasu (nie tylko robienie posiłków, kąpanie, paranie, prasowanie, bo to robi bez dyskusji), choć kończyło to się ze dwa razy poważną sprzeczką. ale zmienia się jego zachowanie.
    siostraemka powinna trochę pod tym kątem spojrzeć na swojego faceta i trochę postymulować go do większego wkładu w zajmowanie się dzieckiem. może za kilka lat napisze post - podobny kiedyś tu był - iż ma wrażenie, że jej facet więcej czasu poświęca dziecku z poprzedniego małżeństwa, a temu które jest w domu na codzień prawie nic.

    --
    Życie bywa czasami jak praca sapera na polu minowym pod obstrzałem z ziemi i powietrza. AM
  • nangaparbat3 06.08.05, 18:55
    Dzień dobry, nie mogłam wcześniej, ale mam pomysł, który w naszym przypadku
    okazał sie bardzo skuteczny. Ponieważ nienawidze jak mnie ktoś budzi, kiedy
    córka miała jakieś 4 lata zaczęłam jej przed pójsciem spac wręczać budzik,
    prosząc, zeby mnie zbudziła jak długa wskazówka będzie tu, a krotka tu. Bardzo
    prosilam, zeby nie zapomniała. działało doskonale, przypuszczam że dlatego,ze
    czuła, ze cos od niej zależy. Życzę dobrego wysypiania się, wtedy wszystko
    okazuje sie łatwiejsze.
  • sacreble 06.08.05, 20:49
    Dziewczyno, nie on jeden taki "czudny". Maprawde NIE MA ludzi niezastapionych.
    Teraz tylko Ci sie tak wydaje, bo sie zadurzyłas. Zacznij stawiać swoje warunki
    i przestan dopasowywac swoje plany do cudzych. I wiesz co? to SWIETNIE ze masz
    w sobie troche egoizmu. Pomysl, ze takie przeypchanki moga i pewnie beda czekac
    Cie prawie całe zycie. Na cholere Ci to? Kopnij w dupe takie pseudo-zycie i
    poszukaj sobie mena bez bagazu, dzieciaka i ex. Na serio!
  • siostraemka 06.08.05, 23:34
    sacreble to nie jest takie łatwe i każda dobrze o tym wiem.
    Myślisz,że pewnego dnia się spakuje i wyjdę kochając go i wiedząc,że on mnie
    również kocha.To nie miałoby sensu.
    Łatwiej chyba będzie wyjść z domu w sytuacji kiedy będzie mnie coś męczyć-
    zawsze można coś w tym czasie załatwić.
    Na razie warunków stawiać nie mogę odnośnie wizyt ex,ale myślę,że ich już nie
    będzie,teściówka już wie jaką "sympatią" ją darzę.
    Na razie jest spokój, chyba oboje gdzieś wyjechali-nie wiem nie interesuje
    mnie,ale od 2 tygodni nie słychać ani jej, ani o nich.

    A ta depresja to chyba efekt pogody. Nie tylko przez to poczułam się źle...
    Może jak jutro zaświeci słońce będzie lepiej, albo znów przyjdę się wam
    wypłakjać w monitor

    pozdrówka
  • gabidd 06.08.05, 21:32
    siostraemka przeczytaj watek oj dziewczyny dziewczyny moze to pomoze Ci jakos
    rozwiazac problemy Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.