Dodaj do ulubionych

a moze nie miec dzieci???

14.11.06, 22:25
Ostatnio duzo mysle o dzieciach... NM ma syna (14 lat), ale to nie moje
dziecko - wiadomo. I tutaj problem - czy mozna zyc szczesliwie nie majac
dzieci? Teraz jest mi dobrze - chociaz nie powiem - milo jak sie jakis
stworek maly przykrochmala - czy to siostrzenice, czy dzieci znajomych.
Ale - mieszkanie tylko wynajete (jesli sie zalega powyzej miesiaca
administracja wyrzuca pilnie delikwenta), brak pewnych dochodow (wlasna
dzialalnosc gospodarcza), praca w terenie i po nocach - wiec na razie to
nierealne. Poza tym lubie nasz styl zycia i pracy. Gdyby sie pojawilo
dziecko - musialby sie diametralnie zmienic.
Mozna powiedziec, ze mam jeszcze troszke czasu na decyzje - ale na pewno nie
wiecej niz 5 lat, a i to juz niepewna granica... chyba...
No wiec - czy myslicie, ze mozna byc szczesliwym nie majac dzieci???
Czy jesli teraz z tego zrezygnuje to czy za 10-15 lat nie bede szczerze
zalowac???
Moze zaciac zeby, zawalczyc, wyrwac bankowcom kredyt z gardla (ciezko bedzie,
ale co tam), zbudowac dom lub kupic mieszkanie i pilnie sie rozmnozyc ??? wink
Edytor zaawansowany
  • luna67 14.11.06, 23:20
    atenais pytasz czy mozna zyc szczesliwie nie majac dzieci? Ja tobie powiem; to
    zalezy od ciebie samej, co oczekujesz od zycia, czy jestes gotowa swoj
    poukladany swiac przewrocic do gory nogami, i naturalnie te kochane pieniazki
    smileitd.

    Ja osobiscie mam na co dzien do czynienia z dziecmi i swoimi (20/za 3 dni 18 i
    16 lat), do tego dzieci mojego M (8 i 10 lat), koledzy/ki moich i jego dzieci,
    no i codzienny kontakt z dziecmi w mojej praktyce (fizjoterapia). Ja nie umie
    bez dzieci!!!! Ale mi brakuje czegos wspolnego z moim kochanym M.

    Teraz gdy moje dzieci juz wyrosly i nie potrzebuja mnie tak bardzo, tylko moje
    "kochane pieniazki", zatesknilismy rok temu z moim M za tym "haosem", bezsennymi
    nocami, placzem, rozbrajajacym smiechm....., ale zycie jak to zycie jest przekorne.
    Na poczatku naszego zwiazku chcielismy sie sprawdzic, nasze sprawy z
    poprzedniego zwiazku uregulowac, kupic dom, rozbudowac dzialalnosc prywatna, sie
    finansowo zabezpieczyc. Jak sie juz z tym wszystkim uporalismy, to los sie
    wypiol na nas, od 9 miesecy sie staramy i nic....sad(((
    Ja w przeciwienstwie do ciebie nie mam duzo czasu mam 38 lat i limit postawiony
    przezemnie jeszcze 4 miesiace staran.

    > Czy jesli teraz z tego zrezygnuje to czy za 10-15 lat nie bede szczerze
    > zalowac???

    My po 5 latach bycia z soba zalujemy (to zalezy od twojego wieku), ze nie
    zacisnelismy wczesniej i teraz moze jest za pozno....., mamy jeszcze nadzieje
    ale to dobija psychicznie.

    Jezeli jestes pewna uczuc twoich i twojego M to do dziela, bo moze byc za pozno,
    a dzieci lacza jezeli obydwoje kochacie dziecismile

    Nie napisalas ile masz lat i ile zyjesz juz z twoim M (jezeli 30 to wyluzujsmile
  • m-m-m 15.11.06, 09:32
    No wiec - czy myslicie, ze mozna byc szczesliwym nie majac dzieci???
    Czy jesli teraz z tego zrezygnuje to czy za 10-15 lat nie bede szczerze
    zalowac???



    Zależy od priorytetów.
    Dla jednej osoby będzie to najważniejszy cel w życiu, dla innej balast i same
    wyrzeczenia.
    Najważniejsze to nie ulegać presji innych (babć, cioć, sąsiadek) i mieć swoje
    zdanie w temacie.
    Dzieci nie należy idealizować: mogą być chore, niepełnosprawne lub mieć cechy
    charakteru, których nie da się wytępić w procesie wychowawczym.
    Jako dorosłe mogą pojechać na koniec świata i tam mieszkać, a nasz kontakt z
    nimi może być bardzo sporadyczny.
    No i zawsze też istnieje ewentualność, że można miec pecha jak moja śp. babcia,
    która pochowała własne dziecko w wieku 87 lat.
  • kicia031 15.11.06, 09:50
    m-m-m napisała:

    > Dzieci nie należy idealizować: mogą być chore, niepełnosprawne

    Zatkalo mnie.

    Mysle, ze wiele matek chorych czy niepelnosprawnych dzieci czerpie
    paradoksalnie z macierzynstwa duzo wiecej uczuciowego spelnienia niz rodzice
    dzieci zdrowych. Pozbywaja sie postawy roszczeniowej wobec zycia i ucza cieszyc
    kazda wspolnie spedzona chwila, kazdym drobnym sukcesem. zreszta, jak ktos tego
    nie rozumie, to co tu tlumaczyc...

    m-m-m ty chyba masz ostatnio jakis kryzys


    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 15.11.06, 09:54
    Źle zrozumiałaś m-m-m!!!
    Chodzi o to, że większość matek myśląc o dzicku myśli o sprawnym, małym geniuszu, który podbije świat. A życie bywa czasami okrutne i daje nam dziecko nie przystające bardzo mocno do tych marzeń. I trzeba być na tę ewentualnośc przygotowanym - czy chcę mieć dziecko, nawet jeśli Bóg obdarzy mnie dzieckiem ułomnym w jakimś sensie? Wierz, wiele kobiet jakoś o tym nie myśli.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • kicia031 15.11.06, 09:56
    Widac, ze nie bylas jeszcze w ciazywink)

    Wiekszosc kobiet przez duza czesc ciazy wysli wlasnie o tym - czy jest zdrowe,
    czy nie ma wad rozwojowych, czy robic badania prematlne? Co zrobie, jesli ma
    wady genetyczne?

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • e_r_i_n 15.11.06, 09:58
    Dokladnie.
    Kicia, jedna rada - na temat dzieci nie ma co z mmm dyskutowac smile
  • m-m-m 15.11.06, 10:41
    A dlaczego?
    Ja przedstawiłam swój punkt widzenia.
  • e_r_i_n 15.11.06, 14:21
    Pare razy juz wyjasnialam, dlaczego smile
  • m-m-m 15.11.06, 14:23
    A bo ja taka niedomyślna maocha jestem big_grin
  • kasia_kasia13 17.11.06, 11:24
    e_r_i_n napisała:

    > Dokladnie.
    > Kicia, jedna rada - na temat dzieci nie ma co z mmm dyskutowac smile

    Ja mysle, ze akurat w kontekscie tego watku dyskusja z m-m-m jak najbardziej ma
    sens. Autorka watku zastanawia sie, czy rezygnujc z dzieci nie bedzie po latach
    zalowac. Mysle, ze wlasnie dorosla, bezdzietna osoba moze na ten temat
    najwiecej powiedziec.
  • e_r_i_n 17.11.06, 12:52
    kasia_kasia13 napisała:

    > Ja mysle, ze akurat w kontekscie tego watku dyskusja z m-m-m jak najbardziej
    > ma sens.

    Napisalam wyraznie - dyskusja na temat DZIECI, nie POSIADANIA dzieci. Czytanie
    ze zrozumieniem ulatwia rozmowe smile
  • kasia_kasia13 18.11.06, 21:04
    Dyskusja na temat posiada dzieci jest rowniez dyskusja na temat dzieci.

  • lilith76 15.11.06, 11:32
    > Wiekszosc kobiet przez duza czesc ciazy wysli wlasnie o tym - czy jest zdrowe,
    > czy nie ma wad rozwojowych, czy robic badania prematlne

    Oczywiście - myślą będąc już w ciąży.
    Jednak wydaje mi się, że w momencie planowania dziecka, myślenia o jego poczęciu myślą zazwyczaj kompletnie co innego smile

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • kicia031 15.11.06, 11:50
    Ja planując 2 ciaze bardzo dużo o tym myslam – starannie się do tego
    przygotowywałam pod względem zdrowotnym, w końcu nie bylam już najmlodsza. I
    zastanawiałam się, czy robić badania prenatalne (formalnie robi się je od 35lat
    +, ja mialam 34) i co bym zrobila, gdyby okazalo się, ze przezierność karkowa w
    pierwszym usg wyszla zle, i czy uradziłabym wychowanie nieplnosprawnego
    dziecka. Teraz mysle o tym tym bardziej, bo chce mieć jeszcze jedno dziecko, z
    mam już 36 lat. Nawiasem mówiąc to, co się dzieje w moim związku jest dla mnie
    największym dramatem wlasnie daltego, ze przekresla szanse na kolejne
    macierzyństwo, o którym tak bardzo marzyłam.
    Do dupy….

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 12:02
    A życie bywa czasami
    okrutne i daje nam dziecko nie przystające bardzo mocno do tych marzeń. I
    trzeba być na tę ewentualnośc przygotowanym - czy chcę
    mieć dziecko, nawet jeśli Bóg obdarzy mnie dzieckiem ułomnym w jakimś sensie?
    Wierz, wiele kobiet jakoś o tym nie myśli.



    Trafiłaś w sedno, Lilith.
  • m-m-m 15.11.06, 10:26
    m-m-m ty chyba masz ostatnio jakis kryzys


    Nie mam.
    Nie każdy Kiciu jest stworzony do macieżyństwa.
    Mam 35 lat i póki co dzieci mieć nie zamierzam.
  • kicia031 15.11.06, 10:57
    Nie dlatego uwazam, ze masz kryzys, ze nie chcesz miec dzieci tylko ze wzgledu
    na sposob i ton w jaki piszesz ostatnio na forum.


    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 11:28
    Kiciu zawsze możesz nie czytać moich postów.
  • kicia031 15.11.06, 11:41
    No wlasnie sama widzisz. Ja to pisze z troska, a ty odbierasz jako atak.
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 11:51
    Kiciu, różnimy się bardzo co do priorytetów życiowych.
    Ty chwalisz posiadanie dzieci, a ja nie widze w tym nic nadzwyczajnego i tyle.
  • nini6 15.11.06, 11:32
    Hmmm mając 35 lat powinnaś już raczej nie zmieniać zdania co do macierzyństwa.
    --
    Jeżeli wszystko idzie gładko to znaczy, że jesteś na równi pochyłej.
  • jowita771 15.11.06, 11:43
    najczęściej tak bywa, ale właśnie przypomniała mi się kobieta, która miała
    czworo dzieci, a pierwsze urodziła, mając lat 42.
  • m-m-m 15.11.06, 11:46
    Dlaczego?
    Czasy się zmieniły i można urodzić spokojnie dziecko po 40-e.
    Oczywiście, że jest większe prawdopodobieństworóżnych wad u dziecka, ale to
    tylko prawdopodobieństwo, a medycyna poszła daleko dalej niż jescze w czasach
    naszych babek.
    Ja jestem dzieckiem "starej" matki, moja matka też była dzieckiem "starej"
    matki i nie widzę żadnych wad w późnym macieżyństwie jeśli ktoś tego chce.
  • nini6 15.11.06, 14:06
    > Dlaczego?
    > Czasy się zmieniły i można urodzić spokojnie dziecko po 40-e.
    > Oczywiście, że jest większe prawdopodobieństworóżnych wad u dziecka, ale to
    > tylko prawdopodobieństwo, a medycyna poszła daleko dalej niż jescze w czasach
    > naszych babek.
    > Ja jestem dzieckiem "starej" matki, moja matka też była dzieckiem "starej"
    > matki i nie widzę żadnych wad w późnym macieżyństwie jeśli ktoś tego chce.


    Pocieszyłam się Twoimi słowami. Ja skończę niedługo 33 lata. Syna urodziłam
    mając 18. Chciała bym mieć jeszcze jedno dziecko ale boję się (raczej sobie
    wmawiam),że jest za późno.
    Z jednej strony wiek kobiety i związane z nim ewentualne powikłania.
    Z drugiej zastanawiam się ,czy łatwo jest mieć takie póżne dziecko, czy można
    się "przestawić" na ciążę, poród, niemowlaka....
    Powiem Ci,że w moim przypadku decyzja o urodzeniu syna w tak szczenięcych latach
    była mimo wszystko łatwiejsza, naturalna, nie bałam się tego tak,jak teraz boję
    się mieć drugie dziecko.
    Wiem,jak to jest być młodą mamą, boję się,że teraz jestem zbyt zaskorupiała w
    szeroko pojętym znaczeniu smile, że nie znajdę wspólnego języka z dzieckiem.
    Ten aspekt macierzyństwa po trzydziestce miałam na myśli, mam nadzieję,że Cię
    nie uraziłam
    Mam kilka koleżanek, które żałują,że nie "wpadły" jak ja kilka-kilkanaście lat
    temu. Teraz strasznie trudno im się zdecydować. Żal porzucać uporządkowane życie.

    -------------------------------
    Jeżeli wszystko idzie gładko to znaczy, że jesteś na równi pochyłej.
  • m-m-m 15.11.06, 14:20
    Jesli to Cię pocieszy:

    W styczniu tego roku zmarła matka mojej koleżanki. Koleżanka jest w moim wieku,
    a matka miała 75 lat (czyli urodziła ją w wieku lat 40). Zmarła nagle.
    To była fantastyczna i niestandardowa matka, kapitalna jako osoba.
    Minusem jest to, że mając późno dziecko może dojąść do sytuacji, że niestety
    szybko się je osieroci.
    Ja jestem dzieckiem "starych" rodziców: ojciec miałby dziś prawie 80 lat, a
    mama 67. Oboje nie żyją od dawna. Oboje zmarli przdwcześnie, ale mama zdążyła
    mnie wychować.
  • e_r_i_n 15.11.06, 14:25
    m-m-m napisała:

    > nie widzę żadnych wad w późnym macieżyństwie jeśli ktoś tego chce.

    A ja widze. Dziecko matki 40-letniej ma bardziej babcie niz mame. Dodatkowo,
    istnieje wieksze ryzyko, ze dosyc wczesnie bedzie rodzicow musialo pozegnac.
  • m-m-m 15.11.06, 14:28
    Dziecko matki 40-letniej ma bardziej babcie niz mame.


    Jak ta mama sama postrzega się jako bacia to i otoczenie tak ją odbierze.
    Matka mojej kleżanki (40 lat różnicy) była kapitalna, niejdna matka dużo
    młodsza wiekowo nie była tak fajna jak ona.
    A moja "stara" matka zawsze mówiła, ze późne dziecko ją odmładza, bo jej
    koleżanki już z wnukami, a ona ma dziecko jeszcze w szkole.
  • e_r_i_n 15.11.06, 14:33
    m-m-m napisała:

    > Matka mojej kleżanki (40 lat różnicy) była kapitalna, niejdna matka dużo
    > młodsza wiekowo nie była tak fajna jak ona.
    > A moja "stara" matka zawsze mówiła, ze późne dziecko ją odmładza, bo jej
    > koleżanki już z wnukami, a ona ma dziecko jeszcze w szkole.

    To nie jest zaden wyznacznik, ze matka Twojej kolezanki itd.
  • m-m-m 15.11.06, 14:40
    To przykład, że stara matka jest tak samo wartościowa jak młoda i wcale nie
    będzie postrzegana jako babcia jeśli babcią dla swojego dziecka się nie czuje.
  • e_r_i_n 15.11.06, 14:44
    Tu nie chodzi o postrzeganie. Tu chodzi o to, ze kobieta 40-letnia predzej sie
    na babcie nadaje. Patrzac na moja mame - cudowna, mloda jeszcze kobieta,
    wszyscy ja biora za mame mojego dziecka, ale ona sama mowi, ze juz na bycie
    matka jest za stara. Poza tym z jakiegos powodu kobieta jest najbardziej zdolna
    do rodzenia dzieci do 35 roku zycia. Natura wie, co robi.
  • m-m-m 15.11.06, 14:50
    ale ona sama mowi, ze juz na bycie
    > matka jest za stara

    No widzisz, a moja matka mówiła zupełnie odwrotnie.




    Poza tym z jakiegos powodu kobieta jest najbardziej zdolna
    >
    > do rodzenia dzieci do 35 roku zycia. Natura wie, co robi.


    Natura też niejdnokrotnie skazuje ludzi z nowotworami na śmierć.
    Czy dlatego, że wie co robi (a taki ktoś chory ma dajmy na to 70 lat) to lekarz
    ma go nie ratować?
    Dzięki postępowi medycyny zapewniamy sobie dłuższe życie i możliwości
    reprodukcyjne dużo dłużej niż wymyśliła to owa natura.
  • e_r_i_n 15.11.06, 14:55
    m-m-m napisała:

    > Natura też niejdnokrotnie skazuje ludzi z nowotworami na śmierć.

    Nowotwory nie sa wynikiem dzialan natury, tylko przede wszystkim czlowieka.

    > Dzięki postępowi medycyny zapewniamy sobie dłuższe życie i możliwości
    > reprodukcyjne dużo dłużej niż wymyśliła to owa natura.

    Coz, moim zdaniem czym innym sa mozliwosci, ktore stwarza medycyna (czyli de
    facto mozliwosc wykrycia wady i usuniecia dziecka chorego), czym innym jest
    wlasnie natura. Dziecko matki 40letniej konczac lat 18 ma rodzica w wieku 60
    lat.
    Dodatkowo, medycyna daje mozliwosc podtrzymywania przy zyciu czlowieka -
    roslinki, co nie znaczy, ze jest to dobre.
  • m-m-m 15.11.06, 15:02
    Dziecko matki 40letniej konczac lat 18 ma rodzica w wieku 60
    > lat.


    Ale to dziecko tego nie widzi. Dla niego matka w takim wieku jest oczywistością.
    Pamiętam jak kiedyś przyszła do mnie koleżanka i zapytała, czy ten siwy pan to
    mój dziadek, bo ona miała młodych rodziców. Mnie wtedy zatkało, bo dla mnie
    posiadanie siwego ojca było oczywiste i zdziwiłam się, że ktoś może mieć innego.
    Nigdy moich rodziców nie postrzegałam jako starych. Moja koleżanka córka 40-
    latki też to potwierdza - dla niej jej rodzice byli w "normie" wieku
    rodzicielskiego: znałam jej matkę bardzo dobrze i potwierdzam, że tego wieku
    absolutnie się u niej nie czuło.
  • e_r_i_n 15.11.06, 15:07
    No coz, tez mam kolezanke, ktorej rodzice byli dobrze po 40-tce, gdy ona sie
    urodzila. I bardzo jej wiek rodzicow doskwieral.
  • m-m-m 15.11.06, 15:17
    Nie wiem jakimi osobowościami byli rodzice twojej koleżanki.
    Może czuli się staro i było to po nich widać?
    Dawali koleżance twojej sygnały, że są za starzy na bycie jej rodzicami?
    Nie wiem.
    Jeśli człowiekowi trafi się potomstwo po 40-e i i będzie temu potomstwu dawał
    do zrozumienia, że jest stary i starym się czuje to takie dziecko automatycznie
    przyjmie jego postawę wobec niego samego.
    Moi rodzice podobno cieszyli się z bycia rodzicami w starszym wieku i chyba ja
    ich "cieszenie się" przyejęłam, bo ich wiek był dla mnie oczywistością.
  • judytak 17.11.06, 13:56
    e_r_i_n napisała:

    > No coz, tez mam kolezanke, ktorej rodzice byli dobrze po 40-tce, gdy ona sie
    > urodzila. I bardzo jej wiek rodzicow doskwieral.

    jak matka m-m-m nie jest wyznacznikiem, to nie są też rodzice twojej
    koleżanki...

    pozdrawiam
    Judyta
  • e_r_i_n 17.11.06, 14:04
    judytak napisała:

    > jak matka m-m-m nie jest wyznacznikiem, to nie są też rodzice twojej
    > koleżanki...

    Warto jednak nie wyrywac wypowiedzi z kontekstu. Tekst o mojej kolezance byl
    odpowiedzial na wypowiedz mmm: "Ale to dziecko tego nie widzi.". Napisalam jej
    wiec, ze i owszem, moja kolezanka to widziala, wiec zalozenie, ze dzieci tego
    nie widza jest nieprawdziwe.
    I przykro mi, ale zdanie mam takie, jakie mam - powyzej 35/37 roku juz sie
    raczej dzieci nie powinno rodzic.
    I oczywiscie daje prawo wyboru kazdej kobiecie - macierzynstwo nie jest
    przymusem. Natomiast IMO odkladanie DECYZJI czy miec dzieci, czy nie, zbyt
    dlugo, jest bledne.
  • m-m-m 17.11.06, 14:09
    A ja uważam, że to nie termin powinien być podstawą do decyzji o posiadaniu
    dzieci, tylko to, że się faktycznie je chce bez sztuczenego upiększania
    macieżyństwa i zdawanie sobie sprawy, że dziecko może być różne i może nie
    spełnić oczekiwań rodzica.
  • e_r_i_n 17.11.06, 14:24
    Alez oczywiscie, ze nie termin powinien byc podstawa decyzji. Ale tez
    odwlekanie samej decyzji do wieku blizej 40 jest moim zdaniem bledem. Tym
    bardziej, co oczywiste, ze jesli patrzymy na 'jakosc' dziecka (a to robisz,
    mmm, co mnie troche przeraza), to z wiekiem ryzyko problemow wzrasta.
  • natasza39 17.11.06, 14:25
    m-m-m napisała:

    > A ja uważam, że to nie termin powinien być podstawą do decyzji o posiadaniu
    > dzieci, tylko to, że się faktycznie je chce bez sztuczenego upiększania
    > macieżyństwa i zdawanie sobie sprawy, że dziecko może być różne i może nie
    > spełnić oczekiwań rodzica.

    Dokładnie taksmile
    Mozna być dojrzałą matką mając lat 18 i zupełnie nieprzygotowana do tej roli
    majac lat 40.
    Same lata nie maja tu znaczenia, bo w wieku lat 41 teraz chce mi sie więcej niz
    niektórym moim koleżankom, które maja lat 30.
    I gdybym miała teraz małego szkraba pewnie wiecej czasu i checi miałabym na
    jego wychowanie niz kiedys gdy nie umiałam zyc tak jak teraz.
    A na dodatek gdy rodziłam młodego w wieku lat 23, to moze i biologicznie moje
    ciało było lepiej przygotowane na ciazę, ale psychicznie napewno nie.
    Moze w rodzinie erin sprawdza się bardziej model wczesnego macierzyństwa, ale w
    innych rodzinach moze zupełnie dobrze sprawdzac się inny model.


    Ponadto erin nie ma racji z tym wiekiem najlepszym na rodzenie i sprowadzaniem
    starszych rodziców do roli babc i dziadków.
    Nawet historycznego to pokrycia nie ma.
    W dawnych czasach, kobiety rodziły dzieci parenascie i gdy najstarsze miałao
    lat 20 one jeszcze rodziły w wieku lat 40-stu paru któres tam z kolei dziecko.
    I było to całkiem naturalne.
  • e_r_i_n 17.11.06, 14:31
    natasza39 napisała:

    > Moze w rodzinie erin sprawdza się bardziej model wczesnego macierzyństwa, ale
    > w innych rodzinach moze zupełnie dobrze sprawdzac się inny model.

    W rodzinie erin sa matki rodzace w wieku lat 20 oraz 30-paru, tak wiec modelu
    nie ma. Erin uwaza, ze dzieci rodzic sie powinno optymalnie w wieku lat 25-35,
    co nie znaczy, ze kogokolwiek zmusza do postepowania zgodnie z jej zdaniem.
    Dodatkowo, erin tylko wyraza opinie, co nijak nie jest wiazace dla czytajacych.

    > Ponadto erin nie ma racji z tym wiekiem najlepszym na rodzenie i
    > sprowadzaniem starszych rodziców do roli babc i dziadków.
    > Nawet historycznego to pokrycia nie ma.

    Ale erin nie wyrabia sobie zdania na podstawie historii, tylko na podstawie
    wlasnych pogladow.
    Ale jesli juz o historii mowa, to czym innym jest rodzenie ktoregos dziecka w
    wieku lat 40-stu, czym innym pierwszego. Ja pisze o pierwszym.
  • natasza39 17.11.06, 15:03
    e_r_i_n napisała:

    > Ale jesli juz o historii mowa, to czym innym jest rodzenie ktoregos dziecka w
    > wieku lat 40-stu, czym innym pierwszego. Ja pisze o pierwszym.

    Rozumiem. Znaczy się tylko pierwszemu bedzie przeszkadzało, ze jego matka,
    wyglada jak jego babka, bo takiego argumentu uzyłaś.
    Drugiemu, czy siódmemu juz nie bedzie to przeszkadzaćsmile
  • e_r_i_n 17.11.06, 15:15
    natasza39 napisała:

    > Rozumiem. Znaczy się tylko pierwszemu bedzie przeszkadzało, ze jego matka,
    > wyglada jak jego babka, bo takiego argumentu uzyłaś.
    > Drugiemu, czy siódmemu juz nie bedzie to przeszkadzaćsmile

    Nie, tak samo moze przeszkadzac. Dlatego IMO tak sie powinno zaplanowac
    rodzenie dzieci, zeby sie do odpowiedniego wieku wyrobic.
    Chodzi mi raczej o te fizyczna/zdrowotna strone rodzenia dzieci. O ile rodzenie
    kolejnego dziecka po 30-stce jest mniej ryzykowne, o tyle pierwszego - bardzo.
    I to chyba powszechnie wiadomo.
  • judytak 17.11.06, 13:55
    e_r_i_n napisała:

    > Tu chodzi o to, ze kobieta 40-letnia predzej sie
    > na babcie nadaje.

    dalej sobie wypraszam...

    pozdrawiam
    Judyta
  • judytak 17.11.06, 13:54
    e_r_i_n napisała:

    > Dziecko matki 40-letniej ma bardziej babcie niz mame

    wypraszam sobie!

    pozdrawiam
    Judyta
  • m-m-m 15.11.06, 10:47
    Mysle, ze wiele matek chorych czy niepelnosprawnych dzieci czerpie
    paradoksalnie z macierzynstwa duzo wiecej uczuciowego spelnienia niz rodzice
    dzieci zdrowych.


    Możliwe, że tak jest. Ale umrzeć spokojnie nie mogą. Nawet jak ich będą nieśli
    na cmentarz to muszą uchylić wieko trumny i sprawdzić co się z ich
    niepełnosprawnym dzieckiem dzieje.
    To taka czarna metafora tego, że niepełnosprawne dziecko jest też wielkim
    obciążeniem i z tym trzeba się liczyć.
  • lilith76 15.11.06, 09:40
    Można być szczęśliwym:
    - masz mnóstwo czasu dla siebie - na kosmetyczkę, spotkania z kumpelami, wyjazdy, wyjścia kulturalne;
    - macie mnóstwo czasu dla siebie - aby sobie gdzieś wyjść, zrobić coś spontanicznie;
    - kochacie się wtedy kiedy przyjdzie i gdzie przyjdzie ochota, nie bacząc na milusińskiego;
    - nadwyżki finansowe wydajesz na własne przyjemności, jak ich nie ma to tym bardziej nie gryziesz się jak przeżyć;
    - w weekendy śpisz ile chcesz i oglądasz w tv co chcesz;
    - gotujesz wyszukane potrawy i nie słyszysz, że risotto z grzybami jest fuj;
    - możecie mieszkać w intymnej norze, która dla was jest gniazdkiem miłości i nie trzeba "myśleć przyszłościowo";
    - wiesz, że jesteście ze sobą, bo potraficie wytrzymać razem, a nie trzyma was dziecko;
    - jak cię podkurw... to fantazjujesz, że się pakujesz i zostawiasz go zalanego łzami, gdy dziecko boleśnie krzyżuje to fantazjowanie;
    - etc, itd, and so long, und so weiter;



    Ale mimo tego i tak chcę mieć dziecko, choć patrząc na to co napisałam, to straszny pomysł smile
    Dlatego sądzę, że instynkt macierzyński to smycz, na której natura nas trzyma, bo żadna rozsądna kobieta nie zgodziłaby się myśląc racjonalnie na takie zmiany w ciele, życiu, emocjach.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • barbara001 15.11.06, 10:01
    lilith76 napisała:

    > Można być szczęśliwym:
    > - masz mnóstwo czasu dla siebie - na kosmetyczkę, spotkania z kumpelami,
    wyjazd
    > y, wyjścia kulturalne;
    > - macie mnóstwo czasu dla siebie ..............>
    >
    No właśnie, teoretycznie można. Tylko moim zdaniem, jak kobieta jednak
    pomysluje od czasu do czasu o dziecku to znakiem tego pragnie tego dziecka. I z
    czasem tej pustki nie da sie wypełnić biletem do teatru czy hiper drogim
    prezentem dla ukochanego, starego męża (bo bez dzieci to sobie mozna pozwolić
    na większysmile)na Gwiazdkę przy elegancko zastawinym stołem dla dwojga.

    I ja też chcę w końcu mieć te dzieci, chociaż jedno na początek. Bo brakuje mi
    tej cząsteczki mojeje własnej kobiecości.
  • triss_m7 15.11.06, 10:28
    No wlasnie
    "czasem tej pustki nie da sie wypełnić biletem do teatru czy hiper drogim
    prezentem dla ukochanego, starego męża (bo bez dzieci to sobie mozna pozwolić
    na większysmile)na Gwiazdkę przy elegancko zastawinym stołem dla dwojga."

    Jestem na prawde szczesliwa bo mam dzieci. Wczesniej wydawalo mi sie ze jestem
    szczesliwa.

    Bardzo nie lubie mowic "nie masz dzieci to nic o tym nie wiesz" ale bez
    watpienia jest w tym ziarno prawdy.
    Zanim zostalam szczesliwa matka to myslalam podobnie, ze bez dzieci jest
    wygodniej, wiecej czasu i tym podobne pierdoly (taki dosc duzy skrot myslowysmile).
    Z chwila pojawienia sie dziecka moje zycie sie przetasowalo. Nawet nie zdawalam
    sobie sprawy jak zmienia sie czlowiekowi system wartosci. Dopadlo mnie nawet
    cos takiego, ze zaczelam dbac o to jaki tryb zycia prowadzimy - aby bylo przede
    wszystkim zdrowo, taki higieniczny tryb zycia bo mam dla kogo zyc.

    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • pom 15.11.06, 12:18
    Podpisuję się po tym postem.

    Też mi się wydawało, że jestem szczesliwa bo kontroluję moje życie i robię co chcę.
    Szymek wyprowadził mnie z błędu bez pardonu. Okazało się, że szczeście polega
    zupełnie na czym innym.
    Cieszy mnie o wszystko i jestem z mego syna dumna.


    --
    Szymek
    ...
  • balladynka 15.11.06, 12:19
    lilith76 napisała:

    > Można być szczęśliwym:
    > - masz mnóstwo czasu dla siebie - na kosmetyczkę, spotkania z kumpelami,
    wyjazd
    > y, wyjścia kulturalne;
    > - macie mnóstwo czasu dla siebie - aby sobie gdzieś wyjść, zrobić coś
    spontanic
    > znie;
    > - kochacie się wtedy kiedy przyjdzie i gdzie przyjdzie ochota, nie bacząc na
    mi
    > lusińskiego;
    > - nadwyżki finansowe wydajesz na własne przyjemności, jak ich nie ma to tym
    bar
    > dziej nie gryziesz się jak przeżyć;
    > - w weekendy śpisz ile chcesz i oglądasz w tv co chcesz;
    > - gotujesz wyszukane potrawy i nie słyszysz, że risotto z grzybami jest fuj;

    Chciałam przypomnieć, że na forum macochowym jesteśmy. To jakiś żart Lilith?
  • lilith76 15.11.06, 12:32
    Balladyno, kiedy dzieci M znikają za drzwiami, to wszystko co napisałam powyżej ukazuje mi się w pełnej powabnej i cudownej krasie wink

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • kicia031 15.11.06, 10:55
    Wiesz co, może ja jestem troszeczkę nieobiektywna, bo właściwie cale moje
    dorosle życie bylam matka, ale ja sobie nie wyobrażam rezygnacji z urodzenia
    dzieci. Powiem więcej – może dla moich koleżanek jako samotna i bardzo mloda
    matka bylam przedmiotem współczucia, ale kiedy porównywałam puste egzystencje,
    jakie większość z nich wiodlo – bieganie po klubach, desperackie poszukiwania
    faceta, a gdy się już go znalazlo, desperackie proby zapelnienia pustki
    podrozami, dobrami materialnymi, to nie mialam watoliwosci kto tu jest do
    przodu. A one wciąż sfrustrowane, opowiadaly, jakie są nieszczęśliwe i ze nie
    widza sensu zycia.
    Ja widziałam. Malutki, potem coraz wieksze sensik zycia dawal mi power I
    motywacje, jakiej nigdy nie dalo mi nic innego.
    Mam prownanie z moja przyjaciolka, która wiodla taka singlowa egzystencje wiele
    lat, a teraz ma dwojke dzieci, i choć związek jej się nie ułożył, to ja sama
    widze, ze jest szczeliwsza, bardziej zrownowazona i spelniona, a i ona sama
    raportuje, ze dopiero teraz wie, ze zyje.
    Myślę, ze wychowywanie dzieci ma wiele wspolnego z pasja, miłością,
    twórczością. Niektorzy ludzie maja tak silne pasje, ze przesłaniają im one cale
    życie, ale ja na przykład mam swoje hobby i zainteresowania, które są dla mnie
    ważne, ale nie wystarczylyby, bym się poczula spelniona jako człowiek. A
    najbardziej fascynujące w tym wszystkim jest to, ze dzieciom przekazujesz swoje
    geny, ale także memy – to wielka odpowiedzialność, by cały czas być up to date,
    by zawsze mieć cos nowego, dobrego do zaoferowania, by samemu się rozwijac i w
    ten sposób dawac dzieciom to, co najlepsze.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 11:43
    bieganie po klubach, desperackie poszukiwania
    faceta, a gdy się już go znalazlo, desperackie proby zapelnienia pustki
    podrozami, dobrami materialnymi, to nie mialam watoliwosci kto tu jest do
    przodu. A one wciąż sfrustrowane, opowiadaly, jakie są nieszczęśliwe i ze nie
    widza sensu zycia.


    Hmm, możliwe, że są takie osoby.
    Ja byłam sama 5 lat i nigdy nie próbowałam zapełnić czegoś czego po prostu nie
    było, czyli owej pustki.
    Nigdy nie nudziłam się sama ze sobą, doskonale organizowałam się sama u siebie,
    po żadnych klubach nie latałam i nigdy nie szukałam faceta (sam się znalazł
    później smile
    Owszem podróżowałam dużo, ale nie było to zapełnienie pustej egzystencji, tylko
    ciekawość świata. Od kilku lat tego nie mam, bo mam 1,5 etatu + patchworkową
    rodzinę, ale nie mogę się doczekać kiedy znowu zacznę podróżowć.
    Każdy ma inne priorytety.
    Jedni odczuwają instynkt macieżyński, inni nie.
  • kicia031 15.11.06, 11:52
    Mysle, ze wiekszosc osob jest wlasnie takich. Co nie oznacza, ze nie ma osob,
    ktore maja pasje tak silne, ze wystarczaja by nadac zyciu sens.
    O tym tez pisalam.
    Jesli jestes taka osoba, to fajnie. Ale musisz wiedziec, ze jestes mniejszoscia.
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 11:54
    Ale musisz wiedziec, ze jestes mniejszoscia


    Ale to nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, Kiciu smile
  • kicia031 15.11.06, 12:04
    Ale ma znaczenie dla czytelnikow twoich postow - opisujesz pewien sposob na
    zycia, ktory dla bardzo wielu osob sie nie sprawdzi.

    Nawiasem mowiac, trudno uznac mieszkanie z pasierbem za calkowita rezygnacje z
    macierzynstwa wink)




    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 12:19
    To fakt, ja mam "gotowca". Nie musiałm być w ciąży, męczyć się, zmieniać
    pieluch.
    No i mam szansę być młodą babcochą big_grin
  • luna67 15.11.06, 12:20
    m-m-m napisała:

    "Jako dorosłe mogą pojechać na koniec świata i tam mieszkać, a nasz kontakt z
    nimi może być bardzo sporadyczny."

    m-m-m dobrze, ze nie masz tych dzieci i nie chcesz je miec, gdyz popelnilabys
    blad w wychowaniu, dzieci nie wychowuje sie dla samego siebie tylko dla swiata.
    I kazda normalna matka o tym wie i sie z tym liczy.

    Jezeli podchodzisz w ten sposob do dzieci, to jak juz napisalas moga byc
    uposledzone, chore, moga tez ta matke/ojca zamordowac ze wzgledu na duzy spadek,
    wsadzic do wariatkowa, do domu starcow o najnizszym poziomie, itdsmile)) fantazja
    daje tutaj pole do popisusmile)).

    m-m-m nie obraz sie, ale mnie tym rozsmieszylassmile))) ta wypowiedzia ujawnilas
    swoj pesymistyczny poglad na swiat.

  • m-m-m 15.11.06, 12:24
    m-m-m dobrze, ze nie masz tych dzieci i nie chcesz je miec, gdyz popelnilabys
    blad w wychowaniu, dzieci nie wychowuje sie dla samego siebie tylko dla swiata.
    I kazda normalna matka o tym wie i sie z tym liczy


    No oczywiście i taki był sens mojej wypowiedzi. Dzieci nie ma sie dla siebie to
    jasne i oczywiste.


    m-m-m nie obraz sie, ale mnie tym rozsmieszylassmile))) ta wypowiedzia ujawnilas
    > swoj pesymistyczny poglad na swiat


    Nie pesymistyczny, ale realistyczny. Tak tez może być, nigdzie nie jest
    napisane, że miałoby być inaczej.
  • luna67 15.11.06, 12:54
    m-m-m napisała:
    > Nie pesymistyczny, ale realistyczny. Tak tez może być, nigdzie nie jest
    > napisane, że miałoby być inaczej.

    Jak myslisz ile jest rodzicow ktorzy zostali rozczarowani przez dzieci, a ile
    jest rodzicow szczesliwych z posiadania potomstwa? Normalnosc jest atutem
    wiekszosci, wiec nalezysz do tej mniejszosci (dzieki Bogu): -))))

    Jakby kazda matka w ten sposob (mniejszosc) do dzieci podchodzila, to dawno by
    wymarl nasz gatuneksmile

    Dzieki, ze natura jest "madra" i robi selekcje w srod kobiet myslacych twoim
    tokiem i nie daje im szans reprodukcji dalszych potomkow majacych takie
    podejscie do swiata jak ty smile))))))

  • m-m-m 15.11.06, 12:58
    Dzieki, ze natura jest "madra" i robi selekcje w srod kobiet myslacych twoim
    tokiem i nie daje im szans reprodukcji dalszych potomkow majacych takie
    podejscie do swiata jak ty smile))))))


    Za to daje szanse reprodukcji alkoholiczkom, pijaczkom i innej patologii.


    Jakby kazda matka w ten sposob (mniejszosc) do dzieci podchodzila, to dawno by
    > wymarl nasz gatuneksmile



    To by wymarł i cóż złego by się stało w skali wszechświata.


    Jak myslisz ile jest rodzicow ktorzy zostali rozczarowani przez dzieci, a ile
    > jest rodzicow szczesliwych z posiadania potomstwa? Normalnosc jest atutem
    > wiekszosci, wiec nalezysz do tej mniejszosci (dzieki Bogu): -))))



    Dziękuję nienormalna i nietolerancyjna Luno.
  • luna67 15.11.06, 13:23
    m-m-m napisała:
    > Za to daje szanse reprodukcji alkoholiczkom, pijaczkom i innej patologii.
    I znowu jest tutaj mowa o mniejszosci.

    > Dziękuję nienormalna i nietolerancyjna Luno.

    Dlaczego jestem wedlug ciebie nienormalna? ze nie mysle tak jak ty? i kto tu
    jest nietolerancyjny?
    Ja wyrazilam tylko moja opine na ten temat, nie mialam zamiaru ciebie przekonac
    do innego myslenia i ciebie obrazacsmile

    Zobyczymy pozyjemy.....smile)))))))))))




  • m-m-m 15.11.06, 13:50
    Z Twoich postów zrozumiałam, że cieszysz się przynależnością do
    rzekomo "normalnych" i kpisz z tego, że ktoś ma inne zdanie.



    Za to daje szanse reprodukcji alkoholiczkom, pijaczkom i innej patologii.
    > I znowu jest tutaj mowa o mniejszosci.


    Ale się repredukują, natura im na to pozwala, więc gdzież ta mądrość owej
    natury?
  • luna67 15.11.06, 14:47
    Nie kpie z ciebie, nie obchodzi mnie czy ty bedziesz miala dzieci czy nie. Masz
    prawo wyboru jak kazdy czlowiek. Najwazniejsze jest, zebys byla z tym szczesliwa
    jak ja z moim pogladem. To wszystko.

    Tak, cziesze sie z posiadania dzieci przeogromnie, jestem z nich dumna i je
    bardzo kocham (nie wyobrazam sobie zycia bez nich), ale to nie znaczy, ze jestem
    lepsza od kogos kto ma inne poglady (ja moje tylko bronie).

    Ludzie wpadaja w alkoholizm z roznych przyczyn, natura obdarzajac potomstwem
    takie spoleczenstwo daje im szanse na przekazanie dalej genwo, gdyz wie, ze
    alkoholizm sie nie dziedziczy. Potomstwo alkoholikow widzac spustoszenie w
    swojej rodzinie, chce zyc inaczej, lepiej (sa wyjatki, wiem).

    Koniec z ta filozofia "Muza" wisi nademna, wiec ide troche potworzyc
    (pobazgrolic?)smile)))))))
  • m-m-m 15.11.06, 14:52
    Ludzie wpadaja w alkoholizm z roznych przyczyn, natura obdarzajac potomstwem
    takie spoleczenstwo daje im szanse na przekazanie dalej genwo, gdyz wie, ze
    alkoholizm sie nie dziedziczy.

    Tę samą możliwość daje natura ludziom obdarzonym wadami genetycznymi
    dziedzicznymi. Tacy też mają dzieci taka samo jak oni sami chore.
  • lilith76 15.11.06, 12:41
    A ja się z m-m-m zgadzam, choć dziecko chcę mieć.
    Większość kobiet ma do macierzyństwa stosunek "bajkowo-posłanniczy", a to CZŁOWIEK KTOREGO RODZIMY ŚWIATU I WYSYŁAMY W TEN ŚWIAT. Wśród kobiet panuje tendencja do traktowania tej czynności życiowej jako mesjanistycznego posłannictwa.
    Być może stosunek mi się zmieni jak urodzę dziecko, ale nie rozumiem dlaczego rozsądek i racjonalizm m-m-m jest tak odsądzany od czci i wiary.
    Ona pisze prawdę tyle, że w prosty zdaniach, bez ogródek i hormonalnego ciamkania.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • m-m-m 15.11.06, 12:53
    Dziękuję Ci Lilith, znowu trafiłaś w sedno moich wypowiedzi.
  • kicia031 15.11.06, 13:00
    hormonalnego ciamkania.

    Jako feministka chcialabym tylko powiedziec, ze jesli bedziemy nadal oceniac
    pewne kobiece cechy z meskiej perspektywy, jako hormonalne ciamkanie, to nigdy
    nie doczekamy sie szacunku, a jedyna szansa dla kobiety na sukces w swiecei
    zdominowamym przez meskie wartosci bedzie udawanie faceta.

    Sama uchodze za osobe racjonalna, może nawet nadmiernie, ale bardzo usilnie
    staram się nie deprecjonowac kobiecej, miękkiej, uczuciowej, irracjonalnej
    strony mojej natury. Bo gdy ja sama jej nie uszanuje, to jak mogę oczekiwać
    tego od innych?



    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 15.11.06, 13:29
    Ale to m-m-m dostało się w tym wątku, bo nie dostosowała się do panującego kobiecego stereotypu.

    Także feministka jestem.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • pom 15.11.06, 13:29
    Pojechałaś, Lilith, tak na marginesie.

    M-m-m nie jest odsądzana od czci i wiary, jednak wzbudza sprzeciw dość
    odhumanizowana forma jej wypowiedzi.

    --
    Szymek
    ...
  • lilith76 15.11.06, 13:31
    Ale dlaczego kobieta nie ma prawa odhumanizować swojej wypowiedzi na temat macierzyństwa?

    Nie zarzekam, że sama nie będę "hormonalnie ciamkać". Pewnie już to czasami robię.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • pom 15.11.06, 13:32
    To sformułowanie, ktorego użyłaś było w swym wyrazie pogardliwe.
    Ja nie chcę być babochłopem. Prawdę mówiąc takie kobiery wzbudzaja we mnie
    litośc, bo są w głębi duszy bardzo nieszczesliwe.
    --
    Szymek
    ...
  • kicia031 15.11.06, 13:42
    Ja tam nie mam nic przeciwko babochlopom. Uwazam, ze konieta powinna miec prawo
    zachowywac sie zgodnie ze swoja osobowoscia, niezaleznie od tego, czy jest ona
    barziej kobieca, czy bardziej meska. Mam zastrzezenia do sytuacji w ktorej
    musisz realizowac pewne stereotypy plciowe, bo inaczej dostajesz w dupe. Mam
    zastrzezenia do sytuacji w ktorej same odnosimy sie z pogarda do "kobiecych"
    cech osobowosci, bo to oznacza, ze patriarchat wypral nam mozgi wink).

    Jeszcze o wypowiedzi m-m-m - zggadzam sie z okresleniem, ze byla ona
    odhumanizowana. Odhumanizowana, czyli nieludzka, a nie niekobieca. Rownie
    negatywne wrazenie wywarl by na mnie mezczyzna wypowiadajacy sie w ten wlasnie
    sposob.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 15.11.06, 13:55
    No i wreszcie wyjaśni się, dlaczego macochy bywają takie wredne i okrutne dla pasierbów. Bo są odhumanizowane ;D

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • m-m-m 15.11.06, 13:55
    Odhumanizowana, czyli nieludzka


    Co to znaczy: nieludzka?
    Wskazałam na to, że decydując się na potomstwo poza wizją wspaniałego dziecka
    trzeba brać pod uwagę, że dziecko to może być nieudane?
    Że z takim nieudanym dzieckiem można mieć do końca życia problem?
  • kicia031 15.11.06, 14:03
    m-m-m napisała:

    > Odhumanizowana, czyli nieludzka
    >
    >
    > Co to znaczy: nieludzka?
    > Wskazałam na to, że decydując się na potomstwo poza wizją wspaniałego dziecka
    > trzeba brać pod uwagę, że dziecko to może być nieudane?
    > Że z takim nieudanym dzieckiem można mieć do końca życia problem?


    Nieudane to moze byc ciasto albo przyjecie.
    Dziecko to nie produkt, tylko zywy czlowiek.
    Wydaje mi sie, ze rodzice niepelnosprawnych dzieci nie widza ich jako
    nieudanych i jako problem. Dla mnie takie sformulowania uragaja godnosci
    ludzkiej. Moze wyrzucic te "nieudane" do smietnika i zrobic sobie nowe, dobre?
    Bo skoro ma sie miec cale zycie problem.

    Mysle ze przegielas i wycofuje sie z dyskusji.


    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-m-m 15.11.06, 14:13
    ze rodzice niepelnosprawnych dzieci nie widza ich jako
    nieudanych i jako problem. Dla mnie takie sformulowania uragaja godnosci
    ludzkiej.


    Kiciu, akurat tak się składa, że mam znajomą z takim dzieckiem. I widzę
    męczarnię jaka ona przechodzi. Jej jednym z podstawowych zmartwień jest co
    będzie z tym synem, gdy ona umrze. Kto się nim zajmie.
    I może to Cię zaskoczy, ale znam też matki dorosłych dziś dzieci, które mówią
    wprost, że te dzieci im się nie udały, bo sa złe, występne itd, itp.
    I co, uważasz, że one ponoszą odpowiedzialność za takie dzieci? Uważasz, że się
    starały za mało, albo wcale ich nie wychowywały?
    Ja uważam, że dzieci te, dziś dorosłe mają takie cehy charakteru, których
    nikomu w procesie wychowawczym nie udałoby się zmienić.
    I o tym pisałam, że trzeba się liczyć, ż tym, że dziecko może być dalekie od
    naszych wyobrażeń o nim, że praca wychowawcza nie zawsze daje rezultaty.
    I że zposiadaniem takiego potomstwa trzeba się liczyć.
  • lilith76 15.11.06, 14:13
    > > Wskazałam na to, że decydując się na potomstwo poza wizją wspaniałego dzi
    > ecka
    > > trzeba brać pod uwagę, że dziecko to może być nieudane?
    > > Że z takim nieudanym dzieckiem można mieć do końca życia problem?
    >


    Wskazałam na to, że decydując się na potomstwo poza wizją wspaniałego dziecka trzeba brać pod wuagę, że może ono urodzić się chore, wymagające stałej opieki do końca życia.

    kicia031, czy takie postawienie problemu cię zadowala?
    Dotąd jedyną wada m-m-m jest jej język nie sens wypowiedzi, ale nie każdy jest literatem.

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • lilith76 15.11.06, 14:15
    Uprzedzam od razu, że mój obcesowy język też może kogoś razić (i zostało to wspomniane).

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • m-m-m 15.11.06, 14:22
    sens wypowiedzi, ale nie każdy jest literatem


    No, jestem czerwona ze wstydu. Nie przyznam się jaki jeszcze wydział skończyłam
    swego czasu smile
  • triss_m7 17.11.06, 13:14
    Wiecie co, ja mam niepelnosprawne dziecko i nigdy nie przyszlo mi do glowy ze
    jest ono "nieudane". Szczerze? Nie masz o tym m-m-m zielonego pojecia to samo
    lilith ktora probuje niby ladniej to ujac. Jest w wychowywaniu takiego dziecka
    tyle samo radosci co trudu. Smieszne jestescie z wypowiadaniem sie na temat jak
    to jest w zyciu z dzieckiem nie majac takiego doswiadczenia. Lilith do tej pory
    uwazalam Twoje wypowiedzi za dosc rozsadne natomiast to co w tym watku piszesz
    to totalna porazka, a do tego naduzywasz sformuowania "hormonalne ciamkanie" -
    nudne juz. Pozdrawiam.
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • m-m-m 17.11.06, 13:20
    Nie masz o tym m-m-m zielonego pojecia


    Nie mam, ale znam matkę takiego dziecka, którego niepełnosprawność jest taka iż
    uniemożliwia mu samodzielną egzystencję. Bardzo ona się martwi kto się tym
    dzieckiem zajmie jak ona umrze.
  • natasza39 17.11.06, 13:54
    Niekoniecznie to pojecie sprowadziłyście do niepełnosprawnosci umysłowej, czy
    fizycznej.
    "nieudane dzieci" to pojęcie szersze. Szczególnie wtedy, gdy chęć posiadania
    dzieci to dla rodziców moznosć realizacji tego co sami nie zrealizowali,
    przeniesienia swych pragnień, których nie zaznali własnie na dzieci. Kiedy
    rodzic chce mieć dzieci, dlatego, żeby w przyszłości mu to rodzicielskie
    poświęcenie zaowocowało, to wiekszosc dzieci mozna zakwalifikować
    jako "nieudane".
    "Nieudanym" moze byc dziecko dwóch lekarzy, które edukację zakończy na
    zawodówce fryzjerskiej (bez urazy dla zawodu fryzjera).
    "Nieudanym" moze być dziecko rodziców, którzy sa domatorami, dla których szczyt
    szczęscia to wspólne kolędy przy stole, zas dziecko w przyszłości wyjedzie do
    innego kraju i będzie widywało rodziców raz na pieć lat.
    Kiedy dziecko przyjmuje sie jako coś co zostało nam od zycia i losu pozyczone,
    aby ukształtowac je i puscić w swiat, a nie jako cos co w przyszłości ma nas
    cieszyć i jest "nasze" i tylko "nasze", to dziecko zawsze będzie "nieudane".
    Jesli nie chce się dziecka urodzić po to aby je przyjać, a chce się je po
    prostu "mieć" to lepiej ich nie mieć wogóle. I nie jest wazne czy się ma lat 18
    czy 40 kiedy się to dziecko rodzi.
  • m-m-m 17.11.06, 14:03
    Niekoniecznie to pojecie sprowadziłyście do niepełnosprawnosci umysłowej, czy
    > fizycznej.



    Natasza jak bym tak opisała to pojęcie jak Ty to już w ogóle byłabym tu
    niechybnie zjedzona za to, że odhumanizowuję owe dzieci, bo piszę o realich, a
    nie o wyobrażeniach.
    Oczywiśie z taką szeroką defincją "nieudanych" też się zgadzam.
  • natasza39 17.11.06, 14:16
    Może i masz m-m-m twarde wypowiedzi i nie owijasz w bawełnę.
    Mam dziecko, ale z większością wypowiedzi Twoich się zgadzam. Mówisz i piszesz
    po prostu to co większość nie ma odwagi nawet pomysleć.

    Kazda kobieta jak jest w ciaży (szczególnie pierwszy raz) chce aby jej dziecko
    było najmadrzejsze, najsliczniejsze, najgrzeczniejsze i wogóle, zeby cały świat
    wpadł w zachwyt nad nim.
    Po czasie tylko nieliczne i to najczesciej tylko w duchu przyznają, ze ich
    oczekiwania w stosunku do rzeczywistosci mijają się niestety.
    Dla większosci nawet zupełnie odbiegajace od oczekiwań egzemplarze dalej beda
    najśliczniejsze itd...
    Kobiety, które zdaja sobie sprawę, że jej oczekiania i pragnienia do
    rzeczywistosci mają się nijak po urodzeniu dziecka nalezą do wyjatków, a
    kobiety, które zdaja sobie sprawę z tego, ze tak jest jeszcze
    przed "prokreacja" są super-wyjatkami.
    A bycie matką ABSOLUTNIE nie nobilituje.
    Tak jak bycie świadomym bezdzietnym ABSOLUYNIE nie deprecjonuje.

  • m-m-m 17.11.06, 14:19
    Kobiety, które zdaja sobie sprawę, że jej oczekiania i pragnienia do
    rzeczywistosci mają się nijak po urodzeniu dziecka nalezą do wyjatków, a
    kobiety, które zdaja sobie sprawę z tego, ze tak jest jeszcze
    przed "prokreacja" są super-wyjatkami.



    No to jestem takim super-wyjątkiem i za to dostaję po głowie smile
  • e_r_i_n 17.11.06, 14:35
    natasza39 napisała:

    > Kazda kobieta jak jest w ciaży (szczególnie pierwszy raz) chce aby jej
    > dziecko było najmadrzejsze, najsliczniejsze, najgrzeczniejsze i wogóle, zeby
    > cały świat wpadł w zachwyt nad nim.

    Moze w rodzinie Nataszy tak jest, co nie znaczy, ze tak jest zawsze i u kazdej
    kobiety wink
    A powaznie - pewnie PRAWIE kazda kobieta w ciazy mysli o swoim dziecku jako o
    naj... i zawsze dla NIEJ takim bedzie. Nie spotkalam sie natomiast z jakims
    ogromnym zageszczeniem kobiet oczekujacych bezkrytycznego podziwiania dziecka
    przez wszystkich wokol.

    > Dla większosci nawet zupełnie odbiegajace od oczekiwań egzemplarze dalej beda
    > najśliczniejsze itd...

    No i co zlego jest w tym, ze matka kocha dziecka bezwarunkowo?
    Uczucia matki do dziecka raczej sie racjonalnie wytlumaczyc nie da.
  • natasza39 17.11.06, 14:47
    e_r_i_n napisała:
    > Moze w rodzinie Nataszy tak jest, co nie znaczy, ze tak jest zawsze i u
    kazdej
    > kobiety wink

    Oczywiście napewno tak nie jest u erinkismile

    Tym bardziej, że dalej napisałaś....

    > Dla większosci nawet zupełnie odbiegajace od oczekiwań egzemplarze dalej
    > beda
    > > najśliczniejsze itd...
    >
    > No i co zlego jest w tym, ze matka kocha dziecka bezwarunkowo?
    > Uczucia matki do dziecka raczej sie racjonalnie wytlumaczyc nie da.



    Bo właśnie ta czesć wątku jest o tym, że RACJONALNE MYSLENIE przestaje działać
    jak mówimy o MACIERZYŃSTWIE.
    Bo macierzyństwo zmienia mózg kobiety.
    Ona patrzy na dziecko SERCEM.
    A jak któraś stara się na zimno MYSLEĆ to jest beee!



  • e_r_i_n 17.11.06, 15:12
    natasza39 napisała:

    > Oczywiście napewno tak nie jest u erinkismile

    O ile zgodze sie, ze kazda matka chcialby miec superdziecko (bo raczej kazdy
    chce miec szczescie niz nieszczescie), o tyle raczej niewiele oczekuje, ze tak
    jak ona tym dzieckiem ma sie zachwycac caly swiat.

    > Bo właśnie ta czesć wątku jest o tym, że RACJONALNE MYSLENIE przestaje
    > działać jak mówimy o MACIERZYŃSTWIE.
    > Bo macierzyństwo zmienia mózg kobiety.
    > Ona patrzy na dziecko SERCEM.
    > A jak któraś stara się na zimno MYSLEĆ to jest beee!

    Nie racjonalne myslenie, tylko racjonalne wytlumaczenie tego, co irracjonalne.
    To tak jak z wiara w Boga - wytlumaczyc sie tego nie da.
    I zdanie osoby niemajacej dziecka nie jest be. Po prostu ma ona NIEPEŁNĄ wiedzę
    do wydawania opinii. A wiec te opinie nie sa do konca wiarygodne.
  • triss_m7 17.11.06, 16:50
    Bo właśnie ta czesć wątku jest o tym, że RACJONALNE MYSLENIE przestaje działać
    > jak mówimy o MACIERZYŃSTWIE.
    > Bo macierzyństwo zmienia mózg kobiety.
    > Ona patrzy na dziecko SERCEM.
    > A jak któraś stara się na zimno MYSLEĆ to jest beee!

    Tak Nataszko. Stosujac Twoje racjonalne myslenie kochamy tylko zdrowe dzieci, a
    te, ktore urodza sie "nieudane" eliminujemy, niekochamy bo nie warto marnowac
    sobie zycia. Jestem pod wrazeniem madrosci zyciowych jakie tu przekazujesz.
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • natasza39 17.11.06, 17:33
    triss_m7 napisała:
    > Tak Nataszko. Stosujac Twoje racjonalne myslenie kochamy tylko zdrowe dzieci,
    a
    >
    > te, ktore urodza sie "nieudane" eliminujemy, niekochamy bo nie warto marnowac
    > sobie zycia. Jestem pod wrazeniem madrosci zyciowych jakie tu przekazujesz.

    A ja jestem pod wrażeniem twojej NADINTERPRETACJI!!!!!
    Albowiem nic TAKIEGO NIE NAPISAŁAM!!!!!!!!!!!
    Nie wiem czy Ty masz dzieci i jakie masz te dzieci, bo mi nic do tego i watki
    tu opisywane nie tego dotycza.
    To natomiast, ze masz straszne kłopoty z czytaniem i zrozumieniem jest jednak
    dla mnie jasne jak słońce!


  • triss_m7 17.11.06, 17:48
    Nie krzycz bo to nieeleganckie.

    Problemow z czytaniem nie mam jesli juz to chyba Ty masz problem z wyrazaniem.
    Mam dzieci i w tym jedno niepelnosprawne.
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • natasza39 17.11.06, 18:15
    triss_m7 napisała:

    > Nie krzycz bo to nieeleganckie.

    Moze i krzyczenie nie jest eleganckie, ale wypisywanie tego co ktos "miał na
    mysli" tylko dlatego, ze jest sie przeczulonym nawet "nieeleganckim" trudno
    nazwać.
    Inne mi słowo przychodzi do głowy.
    Dopowiedz sobie sama jakie. Moze ci jeszcze lepsza nadinterpretacja wyjdzie.

    > Problemow z czytaniem nie mam jesli juz to chyba Ty masz problem z
    wyrazaniem.

    Jesli nie masz to mi napisz, gdzie napisałam o tym, że:
    "kochamy tylko zdrowe dzieci, a
    te, ktore urodza sie "nieudane" eliminujemy, niekochamy bo nie warto marnowac
    sobie zycia"


    > Mam dzieci i w tym jedno niepelnosprawne.

    Ja tez mam dziecko i kiedys straciłam dziecko.
    Gdyby urodziło mi się niepełnosprawne dziecko też kochałabym je, bo matka
    patrzy na dziecko jak napisałam "sercem" a nie "rozumem" i komus z boku może
    się wydawac nieprawdopodobne, ze matka nawet bardziej moze kochac dziecko to
    dotkniete przez los niz to zupełnie zdrowe. Podswiadomie pewnie chce mu
    miłoscia ową "niepełnosprawnosc" wynagrodzić.
    Nigdy świadomie nie wydałabym jednak na świat dziecka, które byłoby
    niepełnosprawne tak jak zrobiła to moja znajoma, o której pisałam w innym
    miejscu tego watku.
    Bo co innego kochać i wychowywac niepełnosprawne dziecko, bo tak się akurat
    złozyło i ono po prostu juz jest (nie wszystkie wady mozna wybadać w ciazy), a
    co innego swiadomie wydac chore dziecko tylko dlatego, ze ma się
    potrzebę "miłosci macierzyństwa" i po prostu musi sie być matką za wszelka cenę.





  • triss_m7 17.11.06, 18:32
    Natasza!
    Nie wiem czego jestes taka zlosliwa.
    Widzisz, tak sie czasem zdarza ze ludzie nie zawsze dobrze sie zrozumieja.
    Odnioslam to do Twojego "jak ktos patrzy na zimno to ble..." w kontekscie
    wczesniejszej dyskusji.
    Przykro mi ze piszesz:
    Moze i krzyczenie nie jest eleganckie, ale wypisywanie tego co ktos "miał na
    > mysli" tylko dlatego, ze jest sie przeczulonym nawet "nieeleganckim" trudno
    > nazwać.
    > Inne mi słowo przychodzi do głowy.
    > Dopowiedz sobie sama jakie. Moze ci jeszcze lepsza nadinterpretacja wyjdzie.

    A najglupsza rzecz jaka mozna zrobic to spierac sie kto ma trudniej czy ktos
    kto wychowuje dziecko niepelnosprawne czy ktos kto stracil dziecko. Nie wiem po
    co napisalas ten ostatni akapit.

    Wszystkiego dobrego Ci zycze. Na prawde.


    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • natasza39 17.11.06, 18:41
    triss_m7 napisała:
    > Nie wiem czego jestes taka zlosliwa.

    Sorry, ale krew mnie załała, jak mi chciałas wmówić, to co nawet nigdy w zyciu
    nie pomyslałam.
    I nie spieram się, czy lepiej dziecko stracic czy mieć niepełnosprawne.
    Ja nawet tak własnie sobie wytłumaczyłam, ze widać natura sama problem
    rozwiązała, bo było "cos nie tak".
    I ja Tobie również zyczę wszystkiego najlepszego i siły duzo!
    Bo to wszystkim matkom jest chyba najbardziej potrzebne.
  • kicia031 17.11.06, 15:21
    Nieudane dzieci, hmmm. Pamietam jak my staralismy sie o Groszkowca, I co
    miesiac bylo kolejne rozczarowanie, to po tych wszystkich 12 latach oczekiwania
    na realizacje mojego marzenia w pewnym momencie myslalam juz tak: niech bedzie
    jakie chce, jestem gotowa przyjac nawet niepelnosprawne, a coz dopiero
    niespelniajace moich oczekiwan, dziecko. To tyle a propos oczekiwan każdej
    matki na wspaniale super dziecko. I jeszcze jedno – wydaje mi się czasami, ze
    w pewnym sensie dzieci niepełnosprawne przynosza swoim rodzicom więcej dumy i
    radości swoimi skromnymi osiągnięciami niż szybko rozwijający się maluch, bo
    wtedy wszystkie sukcesy traktuje się jako naturalne.

    I jeszcze o wczesnym i poznym macierzyństwie – bo ja doświadczyłam i jednego i
    drugiego – jednak wydaje mi się, ze Bąbelek jest bardziej wygrany, bo będąc na
    studiach mogłam mu poswiecic dużo więcej czasu, niż teraz pracując jestem w
    stanie poswiecic Groszkowcowi. I nie wiem, czy moje wieksze doświadczenie,
    wiedza, cierpliwość, rekompensuja mu te strate.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 17.11.06, 15:29
    Kiciu, ja doskonalę sobie z tego zdaję sprawę!

    Kiedyś pracowałam na infolinii zbierającej informacje od ludzi niepełnosprawnych. Często słuchałam opowieści matek dzieci niepełnosprawnych fizycznie, czy umysłowo i słyszałam, jak one ogromnie te dzieci kochają. I to bolało, bo pewnie oddałyby wszystko za zrowie swojego dziecka. Albo ja tak to odbieram.
    W mojej dalszej rodzinie jest dziecko niepełnosprawne umysłowo (rodzice świadomie zdecydowali się na zajście w ciążę mając z 90% pewności jakie urodzi im się dziecko). Nigdy nie widziałam dziecka (teraz to dorosły mężczyzna) bardziej kochanego.

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • natasza39 17.11.06, 15:58
    kicia031 napisała:
    >po tych wszystkich 12 latach oczekiwania
    >
    > na realizacje mojego marzenia w pewnym momencie myslalam juz tak: niech bedzie
    >
    > jakie chce, jestem gotowa przyjac nawet niepelnosprawne, a coz dopiero
    > niespelniajace moich oczekiwan, dziecko.

    Sorry, ale dla mnie to nastepna skrajność.
    Dla checi "posiadania dziecka", realizacji marzenia własnego mieć dziecko za
    wszelka cenę, pomimo racjonalnych przesłanek na nie?
    To jakis egoizm. Dla checi przezycia tego jak to jest "byc matką", czy tez
    chęci przezycia powtórnego macierzyństwa nie wolno powoływac dziecka na świat
    wbrew logice.
    Dam Ci taki przykład. Z zycia i autentyczny.
    Małżeństwo. Długo starali sie o dziecko. Poronienia jedno za drugim. Po
    badaniach okazało się, ze maja oboje jakaś wadę, która powoduje, że płód
    obumiera, bo nie wykształacaja sie nerki.
    Mimo wszystko za wszelka cene chcieli mieć nie dziecko, ale SWOJE dziecko.
    Urodził sie im w końcu syn. Dziecko miało nie funkcjonujace nerki. Umarło zaraz
    po porodzie. Ale medycyna idzie do przodu, a zatem kolejna ciaża, kolejne
    dziecko. Tym razem żyło nieco dłuzej.
    I znowu ciaża. Tym razem urodziła się im córka. Oczywiście urodziła się z ta
    sama wadą nerek co jej zmarli bracia. Medycyna znów poszła od ostatiej ciazy do
    przodu i dziecko było od niemowlectwa dializowane. Dializowane było tak do 12-
    stego roku zycia. Zrobili mu przeszczep. zyła jeszcze 5 lat.
    "Kochajacy" rodzice zapewnili dziewczynie 17 lat miłości rodzicielskiej, bo
    kochali ja bardzo.
    Równocześnie to dziecko nie wiedziało co to podwórko, zabawa, bieganie,
    koledzy, szkoła, bo jego zycie to był szpital, dializy, przeszczepy i
    cierpienia.
    Osobiscie nie chciałabym byc takim dzieckiem.
    Nie chciałabym równiez mieć takiego dziecka.
    Nie dlatego, ze jestem suką, która od losu przyjmuje tylko to co dobre a co złe
    kasuje i na smietnik.
    Tylko dlatego, że nie umiałabym byc szczesliwą matka, wiedzac, że moje dziecko
    cierpi.
    I co z tego, ze "bedę je kochać"?
    Miłosc rodzicielska nie zastapi wszystkiego.
  • kicia031 17.11.06, 21:21
    Ale ja nie musialam miec "swojego" dziecka.
    Myslalam, caly cczas mysle o adopcji i wiem, ze jesli to pewnie mogloby to byc
    jakies dziecko wlasnie "nieudane" i zreszta egoizmem byloby cos innego, skoro
    mam juz 2, a tyle ludzi czeka bezskutecznie na 1 malucha.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 17.11.06, 14:28
    triss_m7, to co pod spodem napisała natasza39 jest DOKŁADNIE tym co i ja chciałam napisać.
    Jeśli przeczytałaś co innego to twój problem życiowy nie mój.

    Gdzie ja kurwa pisałam, że takie dziecko jest nieudane, gorsze, złe, ciężarem dla matki!
    Pisałam tylko, że myśląc o ciąży trzeba brać pod uwagę, że może się też urodzić takie dziecko.
    I to jest cała moja cholerna wina!


    I co wy się przyczepiłyście do tego "hormonalnego ciamkania"? To tylko dowód, że na serio macierzyństwo zmienia trwale mózg.
    Teraz to się na mnie harpie rzucą i zostanę skazana na podwiązanie jajowodów za karę, bo nie doceniam mistycyzmu macierzyństwa.

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • natasza39 17.11.06, 14:39
    lilith76 napisała:

    >macierzyństwo zmienia trwale mózg.

    Zgadzam się z Toba lilith. Zmieniasmile
    I jeszcze dodam, że w niektórych przypadkach ta zmiana jest naprawdę szkodliwa
    dla otoczeniasmile

    >zostanę skazana na podwiązanie jajowodów za
    > karę, bo nie doceniam mistycyzmu macierzyństwa.

    Osobiscie będę bronic Twoich jajowodów przed podwiązaniemsmile
    A dorabianie mistycyzmu do macierzyństwa tez mnie osobiscie mierzi.


  • lilith76 17.11.06, 15:09
    Niewykluczone, że jak urodzę kiedyś to odszczekam.
    Ale jeśli uznam, że moja wypowiedź o "hormonalnym ciamkaniu" była bluźniercza, to chyba zrobię sobie lobotomię pęsętką wink

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • kicia031 17.11.06, 15:26
    Milosc matki do dzieci to pasja i namietnosc, jakie nie maja sobie rownego na
    swiecie.
    Porownywanie tego do ciamkania to jak porownywac lagodny zefirek do huraganu.

    I jeszcze raz napisze, ze razi mnie to okreslenie. Wywodzi sie z
    patriarchalnego swiata pogardy dla tego co kobiece.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • lilith76 17.11.06, 15:58
    A jeśli ja tak nie będę odbierać macierzyństwa, to co - jestem "uszkodzona"?

    Z tego co się orientuję, to patriarchat właśnie mocno wspiera kobiety w takim postrzeganiu macierzyństwa, bo to mu bardzo na rękę...

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • e_r_i_n 17.11.06, 16:01
    Lilith, wierz mi, to postrzeganie swiata jest naturalne. Nie mowimy o fiksacji
    na punkcie dziecka. Mowimy o totalnej milosci do niego.
  • natasza39 17.11.06, 16:10
    e_r_i_n napisała:

    > Lilith, wierz mi, to postrzeganie swiata jest naturalne. Nie mowimy o
    fiksacji
    > na punkcie dziecka. Mowimy o totalnej milosci do niego.


    NIEPRAWDA!
    Watek był z załozenia o tym czy MIEĆ DZIECI?
    To matki zrobiły z tego wątku kuriozum pt. "Najpierw sobie uródź, a zobaczysz
    jakie to piękne"!
    Jesli ktoś chce "mieć dzieci" dla samego "mania", to jest zupełnie co innego
    przyjęcie dziecka na świat w celu wychowania nowego człowieka.
    I niekoniecznie ktoś kto chce "mieć" dziecko, bedzie na jego punkcie "fiksował"
    w przyszłosci z bezgranicznej miłosci.
    A jak nie "sfiksuje" wcale nie znaczy, ze jest mniej wartosciowy, ani do dupy.
  • e_r_i_n 17.11.06, 17:59
    natasza39 napisała:

    > NIEPRAWDA!
    > Watek był z załozenia o tym czy MIEĆ DZIECI?

    A gdzie ja sie w swojej wypowiedzi odnioslam do tematu watku?
    Odnioslam sie do jednej, konkretnej wypowiedzi Lilith.

    > Jesli ktoś chce "mieć dzieci" dla samego "mania", to jest zupełnie co innego
    > przyjęcie dziecka na świat w celu wychowania nowego człowieka.
    > I niekoniecznie ktoś kto chce "mieć" dziecko, bedzie na jego
    > punkcie "fiksował" w przyszłosci z bezgranicznej miłosci.
    > A jak nie "sfiksuje" wcale nie znaczy, ze jest mniej wartosciowy, ani do dupy.

    Ja pisze o NIEFIKSOWANIU, Ty twierdzisz, ze pisze, ze kazdy FIKSUJE. Wniosek?
    Poczytaj uwaznie, co napisalam smile
  • e_r_i_n 17.11.06, 15:08
    Lilith, macierzystwo to zaden mistycyzm. Ale jednak milosc do dziecka to jest
    cos niewytlumaczalnego i moze byc odbierane jak hormonalne ciamkanie, wcale nim
    nie bedac smile
  • lilith76 17.11.06, 15:24
    Chodzi mi bardziej o stosunek matek do kobiet dzieci nie posiadających i mających do sprawy stosunek bardziej zdystansowany, żartobliwy (jak łatwo to odebrać jako obrazę), albo o zgrozo - niechętny.
    Sama piszesz, że to coś niewytłumaczalnego i ja osobiście jak czasem czytam, to zazdroszczę, bo dla mnie to nie do wyobrażenia (nie w sensie negatywnym, ale ogólnie). Czasem dla niematek to jest właśnie coś obcego pojęciowo.

    To i tak drobiazg w stosunku do tego co czasem widzę na forum Ciąża i Poród. Nawet zostały założone dwa inne buntownicze - "Klub matek wyrodnych" i "Wygodna ciężaróffffka" smile

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • e_r_i_n 17.11.06, 15:49
    lilith76 napisała:

    > Chodzi mi bardziej o stosunek matek do kobiet dzieci nie posiadających i
    > mających do sprawy stosunek bardziej zdystansowany, żartobliwy (jak łatwo to
    > odebrać jako obrazę), albo o zgrozo - niechętny.

    Wiesz, ten stosunek wynika po prostu z tego, ze sa sprawy, ktorych jesli sie
    nie przezylo, nie zrozumie sie.A wiec i odpowiednio nie oceni. Do nich nalezy
    stosunek matki do dziecka (niewazne idealnego, czy nie).
    Dodatkowo, wiele osob nie majacych dzieci swoja decyzje racjonalizuje,
    zarzucajac matkom jakies dziwne zachowania - nie rozumiejac, ze to cos, co nie
    jest do krytykowania, bo jest wlasnie specyfika macierzynstwa.
    I o ile wypowiedz 'nie chce miec dzieci, bo mi z nimi nie po drodze' do mnie
    trafia. Argumenty o tym, co to sie z kobieta podczas ciazy nie dzieje i ja chce
    tego uniknac mnie wnerwiaja.
  • m-jak-magi 17.11.06, 16:54
    a co niby cie wnerwia ze nie kazda kobieta podziela twoje uczucia ??
    jestem w 6tym miesiacu ciazy i nie widzie w swoim stanie zadnego mistycyzmu
    raczej uciazliwa fizjologie.
    mnie z kolei wnerwia hormonalne ciamkanie o tym jakie to kopniaczki sa slodkie
    i jak to jest cudownie z brzuszkiem itd itd.
    Moj synek doslownie wali we mnie jak w beben i odczuwam piekielny dyskomfort.
    czy to czyni mnie zwichnieta albo zla matka ?? a moze nie powinnam miec dzieci
    bo wnerwia mnie moj maly kopacz???
    podejscie do macierzynstwa to wypadkowa doswiadczen zyciowych, temperamentu i
    pomyslu na zycie.
    zdecydowalam sie na dziecko bo odczulam potrzebe wielkiej milosci jakiej nie
    jestem w stanie przezyc inaczej. nie widze w tym swojego babskiego poslannictwa
    ani nie robie tego bo jak to twierdzisz zegar mi tyka i potem bede babcia -
    szczerze mowiac wali mnie to czy moje 35 lat kwalifikuje mnie do roli
    geriatryka a nie mlodej mamuski.
    nie twierdze ze nie mam w zwiazku ze swoim bliskim macierzynstwem przemyslen.
    dotad zycie bylo latwe proste i przyjemne a co bedzie ??? nie wiem ...
    moze bedzie gladko i slodko a moze i nie. odtad moje zycie zmieni sie
    bezpowrotnie, bo do konca mojego zycia bedzie na mnie ciazyc cholerna
    odpowiedzialnosc za czlowieka ktorego wydalam na swiat.
    jesli bedzie "nieudany" - absolutnie nie odnosze tego do faktu choroby itd -
    chore dziecko z punktu widzenia matki jest z pewnoscia tak samo warte kochania
    jak zdrowe i zadna kobieta jak mi sie wydaje nie ocenia swojego dziecka w/g
    takich kryteriow - zatem jesli bedzie "nieudany" to bedzie to moja osobista
    porazka jako rodzica. byc moze ja nie zdolam przekazac mu tych wartosci ktore w
    moim pojeciu sa kardynalne, moze nie zdolam mu okazac tyle milosc ile bedzie
    ode mnie oczekiwal... nie wiem - wiem jedynie ze cala odpowiedzialnosc
    poniesiemy my rodzice.
    tego rodzaju przemyslenia powoduja ze macierzynstwo jest cholernym obciazeniem
    psychicznym bo nie ma eksperymentow na zywej tkance.
    po tym co napisalam hormonalne ciamkanie jeszcze bardziej mnie wkurza.
    milosc do dziecka - oczywsicie bezgraniczna ale na boga fakt ze jestesmy w
    ciazy nie oznacza ze wyprano nam mozg ze zdrowego rozsadku.

  • e_r_i_n 17.11.06, 18:06
    m-jak-magi napisała:

    > a co niby cie wnerwia ze nie kazda kobieta podziela twoje uczucia ??

    Wnerwia mnie twierdzenie, ze dziecko to tylko klopot. Ze po ciazy kobieta sie
    staje zaniedbanym bezmozgiem bez ambcji, bo dziecko z niej wszystko wysysa. Tak
    wiec wnerwia mnie mowienie totalnej nieprawdy.


    > jestem w 6tym miesiacu ciazy i nie widzie w swoim stanie zadnego mistycyzmu
    > raczej uciazliwa fizjologie.

    Chcialam zauwazyc, ze ja pisze o posiadaniu dziecka, nie o ciazy. Dla mnie
    ciaza tez jakims fantastycznym przezyciem nie byla. Za to posiadanie dziecka i
    owszem. Codziennie sie ciesze z mojego dziecka.

    > czy to czyni mnie zwichnieta albo zla matka ?? a moze nie powinnam miec
    > dzieci bo wnerwia mnie moj maly kopacz???

    Jw. Dodam jeszcze, ze tez srednio przezywalam lazenie po zoladku w wydaniu
    mojego dziecka.

    > zdecydowalam sie na dziecko bo odczulam potrzebe wielkiej milosci jakiej nie
    > jestem w stanie przezyc inaczej. nie widze w tym swojego babskiego
    > poslannictwa ani nie robie tego bo jak to twierdzisz zegar mi tyka i potem
    > bede babcia - szczerze mowiac wali mnie to czy moje 35 lat kwalifikuje mnie
    > do roli geriatryka a nie mlodej mamuski.

    Czytanie ze zrozumieniem ma jednak przyszlosc.
    Wyraznie napisalam, ze o tym CZY chce miec dziecko, powinno sie decydowac
    odpowiednio wczesnie, zeby potem w wieku lat 40 nie zmienic zdania. Ale to jest
    tylko moje zdanie i nikomu go nie narzucam. I jesli kobieta 35 letnia mowi, ze
    nie chce miec dzieci, to jej wybor. Jesli mowi, ze NIE WIE, czy chce miec
    dzieci, to IMO za bardzo swoja decyzje odwleka w czasie. Caly czas podkreslam -
    IMO.

    > milosc do dziecka - oczywsicie bezgraniczna ale na boga fakt ze jestesmy w
    > ciazy nie oznacza ze wyprano nam mozg ze zdrowego rozsadku.

    Wszystko prawda. Tylko gdzie ja napisalam cos innego? smile
  • m-jak-magi 17.11.06, 19:46
    >>Czytanie ze zrozumieniem ma jednak przyszlosc.
    Wyraznie napisalam, ze o tym CZY chce miec dziecko, powinno sie decydowac
    odpowiednio wczesnie, zeby potem w wieku lat 40 nie zmienic zdania. Ale to jest
    tylko moje zdanie i nikomu go nie narzucam. I jesli kobieta 35 letnia mowi, ze
    nie chce miec dzieci, to jej wybor. Jesli mowi, ze NIE WIE, czy chce miec
    dzieci, to IMO za bardzo swoja decyzje odwleka w czasie. Caly czas podkreslam -
    IMO.>>

    erin - jestes lekarzem ?? a niby to dlaczego powinno sie decydowac odpowiednio
    wczesnie bo co ?? bo dzieci sie beda wstydzic starej matki ?? to najwieksza
    glupota jaka dalo mi sie ostatnio przeczytac.
    jesli juz roscisz sobie prawa do zabierania zdania w kwestiach medycznych to
    troszeczke poczytaj albo porozmawiaj z zaprzyjaznionym lekarzem. tak jak
    jeszcze 20 lat temu 40-latka uchodzila za kobiete w tzw wieku starszym tak
    teraz w zwiazku z postepem przede wszytskim medycyny granica bardzo sie
    przesunela.
    decydowac na dziecko nalezy wtedy kiedy jest sie to posiadania dziecka gotowym.
    nie ma tutaj znaczenia czy ma sie lat 20 czy lat 40. ktos juz ci kiedys w miare
    przystepnie wyjasnil, ze nie o metrykre tutaj chodzi, a o szeroko pojeta
    dojrzalosc psychiczna, ktora jedni osiagaja wczesniej, inni pozniej i nie
    zawsze musi w konsekwencji doprowadzac do macierzynstwa. za bardzo dojrzala
    decyzje uwazam rowniez taka ktora skutkuje swiadomym zyciem bez posiadania
    dzieci.

    poza tym posiadanie dziecka moze byc li tylko klopotem dla osob ktore byc moze
    w imie szeroko pojetego tykajacego zegara zdecyduja sie na dzieci. takie
    dziecko oprocz klopotow nic do zycia rodzicow nie wnosi. nie kazdy znajduje w
    sobie na tyle madrosci zyciowej aby za taki stan obarczyc siebie samego -
    chociazby zgodnie z teoria ze samo sie na swiat nie pchalo. nieszczsliwi
    rodzice wychowuja nieszczesliwe dziecko to tyle. moze czasem warto poczekac od
    40-ki na ktora tak czesto sie powolujesz i spolodzic dziecko ktore z duzym
    powodzeniem bedzie radoscia.
  • natasza39 17.11.06, 20:29
    no i cudnie to ujęłaś magi!
  • e_r_i_n 17.11.06, 21:19
    m-jak-magi napisała:

    > erin - jestes lekarzem ?? a niby to dlaczego powinno sie decydowac
    > odpowiednio wczesnie bo co ?? bo dzieci sie beda wstydzic starej matki ?? to
    > najwieksza glupota jaka dalo mi sie ostatnio przeczytac.

    Nie, nie bedzie sie wstydzic. Po prostu roznica pokoleniowa moze byc na tyle
    duza, ze bedzie im sie trudno porozumiec. Opinia oparta na wlasnych
    obserwacjach. Moja wlasna, niekoniecznie do przyjecia przez ogół.

    > jesli juz roscisz sobie prawa do zabierania zdania w kwestiach medycznych to
    > troszeczke poczytaj albo porozmawiaj z zaprzyjaznionym lekarzem. tak jak
    > jeszcze 20 lat temu 40-latka uchodzila za kobiete w tzw wieku starszym tak
    > teraz w zwiazku z postepem przede wszytskim medycyny granica bardzo sie
    > przesunela.

    Oczywiscie. Natomiast nadal powyzej 35 roku jest dosyc ryzykownie rodzic
    dzieci, bo jest wieksze prawdopodobienstwo wystapienia wad. Jak rowniez nadal
    jest to spore ryzyko w przypadku pierwszej ciazy.
    Oczywiscie jest mozliwosc wykrycia nieprawidlowosci, ale trzeba tez miec
    odwage, aby sie zdecydowac na aborcje w przypadku wystapienia wad. Pomijam juz
    fakt, ze aborcja w Polsce nawet w takich przypadkach moze byc trudna.

    > decydowac na dziecko nalezy wtedy kiedy jest sie to posiadania dziecka
    > gotowym.
    > nie ma tutaj znaczenia czy ma sie lat 20 czy lat 40. ktos juz ci kiedys w
    > miare przystepnie wyjasnil, ze nie o metrykre tutaj chodzi, a o szeroko
    > pojeta dojrzalosc psychiczna, ktora jedni osiagaja wczesniej, inni pozniej i
    > nie zawsze musi w konsekwencji doprowadzac do macierzynstwa.

    Alez oczywiscie, wszystko prawda. Natomiast w pewnym momencie moim zdaniem
    trzeba sobie powiedziec, ze skoro teraz nie jestem gotowa do macierzynstwa, to
    niestety, klamka zapadla, dziecka w ogole miec nie bede. Bo bedzie na to za
    pozno.

    > poza tym posiadanie dziecka moze byc li tylko klopotem dla osob ktore byc
    > moze w imie szeroko pojetego tykajacego zegara zdecyduja sie na dzieci.

    Jesli ktos zdecyduje sie na dziecko nie bedac przekonanym, ze chce je miec,
    oczywiscie zrobi blad. Dlatego tez po raz n-ty napisze, ze podstawowe pytanie,
    na ktore trzeba sobie odpowiedziec, jest CZY chce miec dziecko. A nie czy
    powinnam.
  • m-jak-magi 18.11.06, 11:12
    erin - wyobraz sobie ze dzieci wstydza sie tysiecy rzeczy zwiaznych z
    rodzicami. to przywilej bycia dzieckiem. sa bardzo krytyczne w swoich ocenach -
    czasem nawet okrutne.
    z takim samym powodzeniem moga sie wstydzic ze matka jest kasierka w biedronce -
    a z duzym prawdopodobienstwem mozna zalozyc ze kobieta decydujaca sie na
    wczesne macierzynstwo np w wieku lat 20 czy nawet 22 nie ma czasu na wlasna
    edukacje.
    dziecko moze sie wstydzic ze matka jest gruba a inne w jego oczach wygladaja
    jak modelki - przyklady mozna mnozyc.
    jesli moje dziecko kiedykolwiek bedzie sie mialo mnie czy za mnie wstydzic -
    niech sie wstydzi ze jestem stara a nie np glupia, niewyksztalcona czy
    prymitywna.
  • e_r_i_n 18.11.06, 14:09
    m-jak-magi napisała:

    > erin - wyobraz sobie ze dzieci wstydza sie tysiecy rzeczy zwiaznych z
    > rodzicami. to przywilej bycia dzieckiem. sa bardzo krytyczne w swoich
    > ocenach - czasem nawet okrutne.

    Dzieci sa bardzo krytyczne, ale rzadko kiedy wobec rodzicow. Dla wiekszosci
    dzieci rodzice to chodzace idealy (przynajmniej do pewnego wieku).
    Dodatkowo, wspomniana przeze mnie kolezanka nie wstydzila sie starszych
    rodzicow, tylko roznica wieku ponad 40-letnia byla dla niej przepascia
    uniemozliwiajaca dogadanie sie. Dla mnie to jest wlasnie glowny powod, aby
    dzieci w wieku 40+ nie miec. Po prostu robi sie roznica prawie dwoch pokolen.

    > a z duzym prawdopodobienstwem mozna zalozyc ze kobieta decydujaca sie na
    > wczesne macierzynstwo np w wieku lat 20 czy nawet 22 nie ma czasu na wlasna
    > edukacje.

    A ja mysle, ze wcale nie z duzym. Jesli ktos studiowac chce, to dziecko mu w
    dokonczeniu studiow nie przeszkodzi. Akurat na studiach wbrew pozorom na
    dziecko jest sporo czasu.
  • e_r_i_n 18.11.06, 14:19
    Gdybys uwaznie wczytala sie w moje posty, to zauwazylabys, ze wyraznie
    napisalam, ze wg mnie optymalnym wiekiem na rodzenie dzieci jest przedzial 25-
    35. Tak wiec nigdzie nie nawoluje do rodzenia w wieku lat 20.
  • m-jak-magi 18.11.06, 16:11
    erin wybacz szczerosc ale twoje pseudo-wyliczenia przedzialu odpowiedniego do
    prokreacji sa ponizej poziomu na jakim jestem sklonna dyskutowac.
    bariera w porozumieniu na jaka sie powolujesz ( koleznka pojawia sie chyba w co
    2-gim poscie ) jest dla mnie komunalem.
    ja ze swojego doswiadczenia ( wlasnego zaznaczam ) moge powiedziec ze od
    wczesnego dziecinstwa od kiedy siegam pamiecia osoba z ktora mialam najlepszy
    psychiczny kontakt to moja babcia z ktora dzieli mnie wiecej niz 40 lat. mam z
    nia taki kontak do dzis bo mimo roznicy wieku jest osoba o wysokiej kulturze,
    ogormnej bystrosci umyslu i inteligencji. skonczyla 80-ke a od kiedy pamietam
    byla moim mentorem.
    cale to gledzenie o wieku jest kompletna bzdura - moze nie potrafisz tego
    zrozumiec - nieistotna jest meryka ale dojrzalosc psychiczna, ktora jest tak
    indywidualna jak indywidualny jest kazdy czlowiek jaki chodzi po tym globie.
    nikt nie dostaje madrosci zyciowej razem z dowodem osobistym. do pewnych spraw
    takich jak malzenstwo, macierzynstwo dojrzewa sie latami i przedzial 25-35 nie
    jest tutaj zadnym wyznacznikiem.
    a co do dzieci - to uwierz sa krytyczne wobec rodzicow. wiekszosc z rodzicow
    nie zdaje sobie z tego sparwy i zyje w blogiej nieswiadomosci, ze jestesmy dla
    nich zyciowym wzorcem. kochaja nas i moze dlatego nie maja odwagi powiedziec
    pewnych rzeczy wprost - czasami sie po prostu za nas wstydza. tak jak wiele lat
    wstydzila sie moja kolezanka ze ma gruba mame - nigdy jej tego nie powiedziala
    bo ja kochala, ale ukrywala matke przed swiatem.

  • e_r_i_n 18.11.06, 16:17
    m-jak-magi napisała:

    > erin wybacz szczerosc ale twoje pseudo-wyliczenia przedzialu odpowiedniego do
    > prokreacji sa ponizej poziomu na jakim jestem sklonna dyskutowac.

    Czy ja Ci kaze stosowac sie do tego przedzialu? Albo wyznaczam przedzial, do
    ktorego musi sie stosowac ktokolwiek? Czy tez kaze Ci na ten temat dyskutowac?
    To jest tylko i wylacznie moje zdanie, poparte moimi pogladami. Bo moim zdaniem
    i zbyt pozne, i zbyt wczesne macierzynstwo ma wiecej minusow, niz
    macierzynstwo 'w odpowiednim czasie'.

    > bariera w porozumieniu na jaka sie powolujesz ( koleznka pojawia sie chyba w
    > co 2-gim poscie ) jest dla mnie komunalem.

    Dla Ciebie moze byc komunalem, dla rzeczonej kolezanki byla duzym problemem.

    > ja ze swojego doswiadczenia ( wlasnego zaznaczam ) moge powiedziec ze od
    > wczesnego dziecinstwa od kiedy siegam pamiecia osoba z ktora mialam najlepszy
    > psychiczny kontakt to moja babcia z ktora dzieli mnie wiecej niz 40 lat. mam
    > z nia taki kontak do dzis bo mimo roznicy wieku jest osoba o wysokiej
    > kulturze, ogormnej bystrosci umyslu i inteligencji. skonczyla 80-ke a od
    > kiedy pamietam byla moim mentorem.

    Kontakt kontaktem, relacja z rodzicem to co innego, moim zdaniem.

    > cale to gledzenie o wieku jest kompletna bzdura - moze nie potrafisz tego
    > zrozumiec - nieistotna jest meryka ale dojrzalosc psychiczna, ktora jest tak
    > indywidualna jak indywidualny jest kazdy czlowiek jaki chodzi po tym globie.

    Alez rozumiem. Tyle tylko, ze moim zdaniem tych dwoch spraw nie nalezy
    traktowac rozlacznie. I wiek, i dojrzalosc sa istotne.


  • m-jak-magi 18.11.06, 16:32

    >
    > Alez rozumiem. Tyle tylko, ze moim zdaniem tych dwoch spraw nie nalezy
    > traktowac rozlacznie. I wiek, i dojrzalosc sa istotne.
    >
    >
    a jak to inaczej traktowac jak wlasnie rozlacznie. jesli 27 latek nie czuje sie
    dojrzaly do pewnych zyciowych decyzji a osiagnie taka dojrzalosc w wieku lat 42
    to co ?? ma sobie metryke zmienic ??
    to sa rozlaczne sparwy i zawsze byly tylko przez dlugie lata zycie ( tradycja
    jak kolwoiek tego nie nazwac) wymuszalo takie a nie inne rozwiazania. cala
    paplanina a starych pannach, krytykowanie bezdzietnych malzenstw tak jakby
    wchodzac w zwiazek malzenski podpisywalo sie glejt o obowiazkowej prokreacji,
    wmawianie kobietom ze po 35 roku zycia urodza dziecko z ZD itd itd.
    moze wlasnie dlatego ze ludzie tak strasznie sztywno trzmaja sie kalendarza 30-
    te urodziny u bezdzietnych panien to jedna wielka trauma....... jak to potem
    mowia zyczliwe ciocie - potem to juz z gorki ...
    no wlasnie w koncu metryka zgodnie z tym co sugerujesz powinna isc w parze z
    dojrzaloscia psychiczna.

    co do rzeczonej kolezanki - tzw przypadek nie koniecznie potwierdzajacy regule.
    moze matka i corka byly sobie obce psychicznie. widzenie swiata nie wynika z
    wieku. moze kolezance najlatwiej bylo wyjasnic sobie brak porozumienia z matka
    roznica wieku - ciekawa jestem jakby bylo gdyby matka byla mlodsza o CAŁE 5 lat
    w koncu zgodnie z twoja teoria stala by na granicy pokoleniowej przepasci.
  • e_r_i_n 18.11.06, 17:01
    m-jak-magi napisała:

    > a jak to inaczej traktowac jak wlasnie rozlacznie. jesli 27 latek nie czuje
    > sie dojrzaly do pewnych zyciowych decyzji a osiagnie taka dojrzalosc w wieku
    > lat 42 to co ?? ma sobie metryke zmienic ??

    Nie widze problemu w traktowaniu tych spraw łacznie. jesli 35-latka nie czuje
    sie gotowa na dziecko, to nie powinna go rodzic tylko dlatego, ze juzczas.
    Natomiast IMO powinna sie zastanowic i odpowiedziec sobie na pytanie, czy
    pozniej rozsadne rodzenie dziecka bedzie. Oczywiscie dyskutowac ze mna tego nie
    musi, to jej decyzja wink

    > to sa rozlaczne sparwy i zawsze byly tylko przez dlugie lata zycie ( tradycja
    > jak kolwoiek tego nie nazwac) wymuszalo takie a nie inne rozwiazania. cala
    > paplanina a starych pannach, krytykowanie bezdzietnych malzenstw tak jakby
    > wchodzac w zwiazek malzenski podpisywalo sie glejt o obowiazkowej prokreacji,
    > wmawianie kobietom ze po 35 roku zycia urodza dziecko z ZD itd itd.

    Wiesz, mnie nie rażą bezdzietne malzenstwa, kobiety w wieku lat 35 bez meza,
    czy kobiety, ktore otwarcie mowia, ze dziecka miec nie chca. Ich prawo, ich
    decyzje, ich zycie. Natomiast nie zgadzam sie z postawa, ze na dziecko zawsze
    bedzie czas w wydaniu osob zblizajacych sie do 40-tki. Uwazam bowiem, ze ten
    czas akurat na dziecko juz sie konczy.


    > ciekawa jestem jakby bylo gdyby matka byla mlodsza o CAŁE 5 lat
    > w koncu zgodnie z twoja teoria stala by na granicy pokoleniowej przepasci.

    Matka mojej kolezanka miala lat chyba 45, gdy ja urodzila. Tak wiec 5 lat
    niewiele by pewnie zmienilo. 10 byc moze tak. Nie wiem, nie wnikalam w
    szczegoly jej ukladow z matka. Mysle jednak, ze na wszystko jest OPTYMALNY
    czas. I wieku powyzej lat 40 OPTYMALNYM czasem na rodzenie dzieci nie jest. Ale
    jak ktos ma ochote - to, jak juz pisalam, droga wolna.

    Ty mnie nie przekonasz, ja Ciebie tez nie, ale chyba nie o to chodzi? Kazdy
    zyje tak, jak ma ochote i sam sobie to zycie planuje. Ja szanuje Twoje poglady,
    prosilabym o to samo w odniesieniu do moich i powstrzymanie sie od komentarzy,
    ze sa one ponizej poziomu, na jakim masz zamiar dyskutowac. Zarzut taki
    swiadczy bowiem moim zdaniem tylko i wylacznie o braku argumentów.
  • m-jak-magi 18.11.06, 19:27


    >
    > Ty mnie nie przekonasz, ja Ciebie tez nie, ale chyba nie o to chodzi? Kazdy
    > zyje tak, jak ma ochote i sam sobie to zycie planuje. Ja szanuje Twoje
    poglady,
    >
    > prosilabym o to samo w odniesieniu do moich i powstrzymanie sie od
    komentarzy,
    > ze sa one ponizej poziomu, na jakim masz zamiar dyskutowac. Zarzut taki
    > swiadczy bowiem moim zdaniem tylko i wylacznie o braku argumentów.

    argumentow mi nie brakuje ale z pewnymi teoriami nie sposob dyskutowac.
    wystaczy czasem poczytac mangolde i jej teorie o patologii. oczywiscie nie
    porownuje cie z mangolda ona jest klasa sama dla siebie - niemniej jednak
    niektore tezy jakie stawiasz sa dla mnie poza dyskusja bo nie w braku
    argumentow kwestia a w podobnej "wadze" tezy.
    masz niewatpliwie racje w jednym ani ty nie przekonasz mnie ani ja nie probuje
    przekonywac ciebie.
    dyskusja jak kazda inna. pozdrawiam
  • kicia031 19.11.06, 19:03
    e kobieta decydujaca sie na
    > wczesne macierzynstwo np w wieku lat 20 czy nawet 22 nie ma czasu na wlasna
    > edukacje.

    A coz to za zalosne stereotypy? Zostalam matka w wieku 21 lat, szczesliwie
    skonczylam studia i zrobilam kariere zawodowa. I nie wydaje mi sie, bym byla
    jakims szczegolnym wyjatkiem. Poziom wyksztalcenia zalezy raczej od aspiracji i
    zdolnosci, a nie od posiadania dzieci.
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • m-jak-magi 19.11.06, 19:46
    kiciu przyznaje bez bicia, ze stereotyp zalosny, ale tak samo zalosna jest teza
    ze 40-latka powinna byc babcia a nie matka bo inaczej dzieci beda sie jej
    wstydzic.

    poziom wyksztalcenia to nie tylko aspiracje, czasem po prostu nie da sie
    pewnych rzeczy pogodzic.
    daleka jestem od tego zeby twierdzic ze wszytskie mlode matki sa
    niewyksztalcone. jesli tak zostala zrozumiana moja wypowiedz to bardzo mi
    przykro.
  • kicia031 19.11.06, 20:19
    No wlasnie stereotyp 40-letniej matki tez mnie dreczy. Mam 36 lat. Marze o
    kolejnym dziecku. Jesli uda mi sie w ogole te marzenia zrealizowac, to pewnie
    bede 40-letnia matka.

    Nie widze powodu do wstydu. wink)))
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • triss_m7 17.11.06, 17:14
    lilith76 napisała:

    > triss_m7, to co pod spodem napisała natasza39 jest DOKŁADNIE tym co i ja
    chciał
    > am napisać.
    > Jeśli przeczytałaś co innego to twój problem życiowy nie mój.

    Nie mam zadnego zyciowego problemu. A Ty probujesz marnej pisaniny na temat o
    ktorym nic nie wiesz.
    >
    > Gdzie ja kurwa pisałam, że takie dziecko jest nieudane, gorsze, złe, ciężarem
    d
    > la matki!
    > Pisałam tylko, że myśląc o ciąży trzeba brać pod uwagę, że może się też
    urodzić
    > takie dziecko.
    > I to jest cała moja cholerna wina!

    Wiesz, tak sie sklada, ze wiekszosc kobiet w ciazy ma glownie takie obawy.
    Widac ze po raz kolejny ze guzik o tym wiesz. Po to ludzie chodza co miesiac na
    wizyte, robia badania prenatalne ect. To, ze kobieta chcialaby aby jej dziecko
    urodzilo sie zdrowe i bylo najlepsze nie znaczy ze nie biara tego pod uwage.
    >
    >
    > I co wy się przyczepiłyście do tego "hormonalnego ciamkania"? To tylko dowód,
    ż
    > e na serio macierzyństwo zmienia trwale mózg.
    > Teraz to się na mnie harpie rzucą i zostanę skazana na podwiązanie jajowodów
    za
    > karę, bo nie doceniam mistycyzmu macierzyństwa.
    >
    Rany, Lilith piszesz takie pierdoly ze glowa boli. A jak ma nie zmienic
    podejscia do zycia ktos kto jest zwiazany z toba na cale zycie???? Co ty
    myslisz ze taka madra jestes? To, ze ubierasz zmiane systemu wartosci (co
    niesie ze soba pojawienie sie dziecka) w primitywne okreslonka.

    Dodam tylko, ze mimo iz nad zycie kocham swoje dzieci to tez czasem mam dosc,
    jestem zmeczona ale to nie ma nic wspolnego z idiotycznym splyceniem jakie tu
    wypisujecie.

    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • triss_m7 17.11.06, 17:42
    Dodam dla wyjasnienia UPROSZCZENIA przyklad:
    Jak ktos, kto nigdy w zyciu nie lecial samolotem moze sie wypowiadac na temat
    lotu, i twierdzic ze latanie samolotem to stres, niebezpieczenstwo, wywoluje
    nudnosci i wzmaga hustawke nastrojow. Tak wlasnie ma sie pisanina co
    poniektorych, ktore matkami nie sa do wychowywania i milosci do dziecka.


    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • m-jak-magi 17.11.06, 20:00
    triss - mysle ze jesli chodzi o uczucia macierzynskie to z pewnosica - ten kto
    tego nie doswiadczyl nie ma zielonego pojecia czym jest milosc do dziecka.
    tutaj sie z toba zgadzam.
    jesli natomiast chodzi o wychowanie to nie do konca tak dziala. sa pewnie
    zelazne zasady ktorych sie trzeba trzymac i nie trzeba miec wlasnych dzieci
    zeby wypowiadac sie o wyc owaniu dzieci ogolenie. w koncu onkolog zeby leczyc
    raka nie musi byc na niego chory.
  • triss_m7 17.11.06, 20:24
    Ja tez sie z Toba zgadzam smile
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • lilith76 20.11.06, 10:27
    > Wiesz, tak sie sklada, ze wiekszosc kobiet w ciazy ma glownie takie obawy.
    > Widac ze po raz kolejny ze guzik o tym wiesz. Po to ludzie chodza co miesiac na
    >
    > wizyte, robia badania prenatalne ect. To, ze kobieta chcialaby aby jej dziecko
    > urodzilo sie zdrowe i bylo najlepsze nie znaczy ze nie biara tego pod uwage.
    > >

    Gdybyś mnie ze zrozumieniem czytała, to byś wiedziała, że nie chodziło mi o czas, gdy kobieta jest w ciąży, tylko o momnet gdy zastanawia się, czy chce mieć dziecko. Ile kobiet wtedy przyjmuje pod rozwagę, że może urodzić się ono niepełnosprawne???

    > Rany, Lilith piszesz takie pierdoly ze glowa boli. A jak ma nie zmienic
    > podejscia do zycia ktos kto jest zwiazany z toba na cale zycie????

    OCZYWIŚCIE. DZIECKO TO NIESPOTYKANA, NIEOGARNIONA MIŁOŚĆ, TAJFUN UCZUĆ. Sama też będę to czuć.

    Irytuje mnie tylko ten brak toleranjci dla kobiet, które jeszcze matkami nie są i nie są jeszcze w stanie zrozumieć tego podejścia.
    Do matki podchodź na kolanach, całując w stopy jej emocje. Inaczej spłycasz i brukasz jej uczucia.
    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • lilith76 20.11.06, 10:37
    Oprócz tego chciałam przeprosić, bo nie moja intencją było urażanie matek dzieci niepełnosprawnych. Skąd mogę wiedzieć, że ja też nie będę?
    I za moje emocjonalne wypowiedzi.

    Chciałam tylko, żebyście - matki - zrozumiały, że świat dla was otwarty, dla niematek jest gorzej niż "przez szybę", on jest za grubą kotarą. Nie bądźcie takie śmiertelnie poważne smile

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • triss_m7 21.11.06, 16:52
    Lilith!

    Ja nie czuje sie bohaterka z tego wzgledu ze mam niepelnosprawne dziecko - nie
    masz mnie za co przepraszac. Mamy rozne zdanie na ten temat - byc moze sie
    gdziec rozmijamy w zrozumieniu wink

    Wierz mi, nie jestem smiertelnie powazna ba, nie moge byc nawet smiertalnie
    powazna bo pewnie bym osiwiala tongue_out

    Lilith, ten swiat macierzynstwa wcale nie jest za kotara. Dla niektorych to po
    prostu delikatna sprawa. Wiesz, to troche tak, ze czasem gdy ludzi dotyka
    tragedia (chodzi mi tu o syt. zwiazana z dzieckiem) to patrza juz na to z
    zupelnie innej strony i wtedy zdaja sobie sprawe, ze dotychczas to sie im
    wydawalo ze rozumieja ludzi w takiej sytuacji. Nie chce za nic w swiecie nikogo
    obrazic - przedtem pisalam pod wplywem emocji.
    Pozdrawiam wszystkie niematki i matki wink
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • judytak 17.11.06, 14:07
    kicia031 napisała:

    > Wydaje mi sie, ze rodzice niepelnosprawnych dzieci nie widza ich jako
    > nieudanych i jako problem.

    a ja bym powiedziała, że to zależy od dnia ;o)
    czasami, to i swoje najbardziej udane dziecko postrzegam jako nieudane i jako
    problem ;oP
    co dopiero tego mniej udanego...

    co nie oznacza, że żałuję, że mieć nie chcę, że najchętniej bym się pozbyła -
    oznacza tylko tyle, że nie boję się przyznać do swoich uczuć, które bywają
    zmienne

    pozdrawiam
    Judyta
  • judytak 17.11.06, 14:03
    ja tam uważam posiadanie, wychowywanie dzieci za zwykłą, naturalną kolej rzeczy
    samo życie - w sumie fajnie, czasami mocno uciążliwe, nie żałuję :o)

    nie lubię egzaltowania w tej kwestii, jak też w żadnej innej

    nie lubię też, jak ktoś wyrażanie uczuć (prawdziwych uczuć, istotnych dla danej
    osoby) określa, jako "hormonalne ciamkanie"
    brzydko, po prostu...

    pozdrawiam
    Judyta
  • m-jak-magi 15.11.06, 14:06
    mozesz byc bardzo szczesliwa majac dzieci i bardzo nieszczesliwa. nie ma w
    zyciou recepty na szczescie.
    jednym dzieci szczescie daja a dla innych nie maja nic wspolnego ze szczesciem.
    to wszytsko zalezy od tego jak widzisz swoje zycie i swoje miejsce w zyciu.
    ja zdecydowalam sie na pierwsze ( i pewnie jedyne dziecko ) w wieku 35 lat.
    dotad czulam sie zrealizowana i usatysfakcjonowana zyciem jakie prowadzilam (
    podroze, praca, kariera i odpowiedzialanosc tylko za siebie.
    Pozniej jednak po czterech latach zwiazku zeczelo mi czegos brakowac. zycie
    stracilo cel, bylo po prostu przewidywalnie i pusto.
    byc moze gdybym miala w zyciu pasje ( inna niz praca ) ktora moglabym dzielic z
    m, gdyby on mial pasje ktora moglby mnie zarazic -moje zycie dalej byloby
    pelne, spelnione i satysfakcjonujace.
    Tak jednak w moim przypadku nie bylo.
    sama praca przestala mi wystarczac.
    teraz czekam na moje dziecko bo wiem ze nadal sens mojemu zyciu. pojawia sie
    nowe prosytetey nowe cele i nowa milosc ( ktorej bez dziecka nie moglabym
    doswiadczyc )
    a jeszcze rok temu mysl o posiadaniu dziecka przyprawiala mnie o gesia skorke.

    na koniec powiem - nic na sile.
    kobieta nie ma w zyciu do spelnienia misji polegajacej na prokreacji.
    posiadanie dziecka to nie tylko ogromna radosc ale przede wszytskim ogromny
    obowiazek.
    spelnionym mozna byc niezleznie od faktu posiadania dzieci.
    fakt ze jestes matka nie czyni cie bardziej kobieta niz te ktore dzieci nie
    maja.
    zalowac w zyciu mozna kazdej decyzji - nawet takiej ze ma sie dziecko.
    jesli masz teraz watpliowsci daj sobie czas albo ....zdaj sie na los. czasami
    zycie samo uklada szczesliwy scenariusz.
    niejednokrotnie jest tak ze perspektywa posiadania dziecka jest duzo bardziej
    przerazajaca niz tzw fakt dokonany smile
  • nini6 15.11.06, 14:12
    > niejednokrotnie jest tak ze perspektywa posiadania dziecka jest duzo bardziej
    > przerazajaca niz tzw fakt dokonany smile



    Swięte słowa Magi, prawdziwe jak diabli.
    --
    Jeżeli wszystko idzie gładko to znaczy, że jesteś na równi pochyłej.
  • m-m-m 15.11.06, 14:31
    posiadanie dziecka to nie tylko ogromna radosc ale przede wszytskim ogromny
    obowiazek.
    spelnionym mozna byc niezleznie od faktu posiadania dzieci.
    fakt ze jestes matka nie czyni cie bardziej kobieta niz te ktore dzieci nie
    maja.
    zalowac w zyciu mozna kazdej decyzji - nawet takiej ze ma sie dziecko


    Podpisuję się pod tym ręcamy i nogamy (jako nie-literat).
  • pom 15.11.06, 15:25
    Myślę, że jeśli dziś o dzieciach myślisz, zastanawiasz się to jesteś z tych
    kobiet, które co do zasady dzieci mieć chcą. Więc jest duże prawdopodobieństwo,
    że będziesz żalowac, jeśli bezdzietna pozostaniesz.
    Kwestia kiedy - a to już zależy od Twojego wieku, kondycji, warunków życiowych.
    Te ostatnie można tak zacząć ukladać, by wyciszyć się, zwolnić tempo i zacząć
    dzieciowo dzialać. Wszystko zależy od Ciebie.
    Ale nie pozbawiaj się dzieci, jeśli już nad nimi bardzo poważnie się zastanawiasz.
    --
    Szymek
    ...
  • atenais 15.11.06, 16:51
    uffff
    Widze, ze niezamierzenie stworzylam burzliwy watek smile

    Dzieki za rady... a obserwacja tej burzy tez daje do myslenia. Jestesmy chyba
    grupa kobietek, ktorej z powodu posiadania pasierbostwa roznej masci jeszcze
    trudniej podjac dzieciowe decyzje.
    Ja mam 30 lat - czyli nie jest niby zle... ale bez przesady, nie jest to juz
    wiek mlodzikowaty.
    Teraz nie mam szans - kasa, praca - NM sam nie da rady, tworzymy, a nie
    handlujemy, nikt mnie nie zastapisad, budujemy swoja pozycje, ostatnio idzie ona
    ostro w gore, czas by za pozycja poszly w gore pieniadze. Jak bedzie wlasny
    kacik to moze pomyslimy.
    Ale to jedna strona medalu - druga to pytanie czy ja NAPRAWDE chce... heh i z
    tym dylematem pewnie zostane sama smile
  • agnese_1 15.11.06, 17:14
    No chyba nie sama. A co na to NM? Przeciez on tez ma prawo wypowiedziec opinie
    w tej kwestii? Chyba, ze pozostawia ta decyzje tylko tobie. Bo jesli jest takim
    typem jak moj NM, ktory chcialby miec ze mna dzieci (i to nie jedno) to moglby
    miec problem gdybys podjela decyzje "samodzielnie".
    Co nie zmienia faktu, ze ja sama mam z tym pewien dylemat wink A stuknelo mi
    niedawno 31. Ale zgodze sie z m-jak-magi, nic na sile. Czasem zazdroszcze np.
    Lykaenie, fajnie byloby "wpasc" bez calego analizowania i planowania wink
  • lilith76 16.11.06, 09:13
    atenais, to z ciebie taka młodka jak i ze mnie smile

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • lilith76 16.11.06, 09:37
    W najnowszym "Twoim Stylu" (ukradzionym na jeden dzień z pracy) przeczytałam artykuł dający argument za macierzyństwem smile

    W dużym skrócie - koło 10 tygodnia ciąży z organizmu dzicka przenikają do krwiobiegu matki komórki macierzyste (genialny wynalazek, bo z nich można stworzyć dowolny organ), wędrują po krwiobiegu, docierają do narządów i wnikają w nie. W pewnym przypadkach mają skutek leczniczy, ale jaki organ zostanie naprawiony to albo przypadek, albo na razie tajemnica. W dodatku komórki dziecka utrzymują się w ciele matki do 27 lat!!! I dalej działają. To być może tajemnica dłuższego życia kobiet.

    A teraz hormonalnie pociamkam (tak jak ciemnanocka ze swoim minizdechlakiem ja używam terminu jak chcę, czyli pozytywnie) - forumowe mamusie mające dziecko młodsze niż 20 lat mogą sobie teraz powyobrażać, że ciągle noszą cząstkę swojego dziecka w sobie. To musi być fajne uczucie big_grin

    --
    Mężczyzna, gdy kończą się mu argumenty w dyskusji z kobietą, wyciąga argument koronny "Jesteś nielogiczna". Wie, że kontrargumentacja wpuszcza parę w całkiem inną dyskusję tongue_out
  • anastazjapotocka 16.11.06, 11:04
    Atenais, witam Cię.
    Jestem jedną z nielicznych kobiet na tym forum, które mogą Ci odpowiedzieć
    prawdziwie.
    Masz podobną pracę do mojej - wiem co to znaczy, to nie praca, to SPALANIE SIĘ.
    Ciężka harówka, o jakiej nie ma wyobrażenia nikt, kto ma sklep z butami, czy
    kawiarnię (miałam jedno i drugie, do czegoś z pewnością wrócę, jak się do końca
    wypalę). Nasza praca wciąga i uzależnia, jest lepsza niż seks i groźniejsza od
    narkotyków.
    Jak już w to weszłaś, to nie ma na Ciebie siły, chyba, że sama będziesz miała
    dość. W każdym innym przypadku potraktujesz swoje odejście z zawodu i z rynku
    jako kradzież Ci czegoś niezwykle cennego.
    Ktoś, kto nie pracuje w tym zawodzie i to jeszcze na własny rachunek, nie ma w
    ogóle pojecia, jaki to mordeczy wysiłek, żeby się utrzymać na powierzchni.
    Nie miej złudzeń. W naszym zawodzie nie ma miejsca na dziecko.
    Jak Cię potraktuje Pan Prezes, kiedy przyjdziesz negocjować warunki umowy w
    zaawansowanej ciąży, albo jako matka karmiąca?
    Grzecznie Ci odpowie, ze WŁAŚNIE zaszły nieoczekiwane okoliczności i, że do
    Ciebie oddzwonią. Możesz sobie na ten telefon czekać do pełnoletności
    progenitury.
    Możesz ciążę ukryć, po porodzie wziąć piastunkę.
    Tylko licz się z tym, że Twoje dziecko będzie wychowywane przez dość prymitywną
    kobietę (piastunkami nie zostają panie magister lub doktor). I to ta słabo
    wykształcona kobieta, a nie Ty będzie kształtować osobowość Twojego dziecka.
    Ty nie będziesz miała czasu, bo będziesz musiała więcej pracować, żeby nadrobić
    stracony czas i więcej zarobić: na opiekunkę i na dziecko.
    Czeka Cię wówczas wiele wyrzeczeń i nieludzkie zmęczenie. Sam mąż nie da rady,
    polegnie. Tu nie ma sentymentów. Przecież wiesz...
    Jestem od Ciebie starsza.
    Też mnie straszono, że będę żałować, że nie urodziłam dziecka, że wybrałam
    karierę.
    I wiesz co?
    NIGDY, PRZENIGDY NIE ŻAŁOWAŁAM!
    Jesli choruję, to z nadmiernych ambicji i przepracowania.
    Jestem ubrana, stać mnie na to, co chcę mieć. Realizuję swoje plany. Mam
    atrakcyjnego mężczyznę, który haruje razem ze mną. Nie dzielą nas poglady na
    wychowanie dzieci i które dziecko jest lepsze: jego córka, czy nasze wspólne...
    Nie muszę martwić się o wykształcenie, mieszkanie i start dla dziecka.
    Nic nie muszę.
    Jedynym moim obowiązkiem jest dbać o siebie i swoje marzenia.
    Oczywiście decyzja należy do Ciebie.
    Co do zdrowia, które zapewnia płód.
    Siostra mojego przyjaciela umiera właśnie na onkologii na raka jajników.
    Urodziła 3 dzieci. Ma 42 lata.
    Nie ma reguł, nie ma pewności, jest tylko nieznana przyszłość.
    Kocham swoją pracę, lubię siebie taką, jaką mnie ta praca ukształtowała.
    W życiu powinnaś robić tylko to, na co masz ochotę.
    Stereotypy są dobre dla słabych.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    P. S. Masz coś z serwerem?

  • m-m-m 16.11.06, 11:12
    Też mnie straszono, że będę żałować, że nie urodziłam dziecka, że wybrałam
    karierę.
    I wiesz co?
    NIGDY, PRZENIGDY NIE ŻAŁOWAŁAM


    No właśnie - to straszenie jest najbardziej wkurzające. Zupełnie jakby inni
    wiedzieli lepiej od samej zainteresowanej co dla niej jest dobre.
  • atenais 16.11.06, 11:13
    Witaj Anastazjo!
    Glosno wypowiedzialas wszystkie moje watpliwosci... tak, tak i jeszcze raz tak -
    uwielbiam moja prace! Nie moglabym bez niej zyc! Ale czasami sie ludze, ze
    bede mogla to kiedys pogodzic smile zatrudnie dobrego handlowca (wlasnie rozmawiam
    z jedna baaaardzo dobra dziewczyna)... Zaloze wydawnictwo i ......
    Ale nie bede sie spieszyc z ta decyzja smile tym bardziej, ze nie jestem
    przekonana, ze tak naprawde chce dziecka. Po prostu nie wiem sad nie jestem tez
    pewna, ze bede dobra mama (moja nie byla, z czego skutkami walcze do dzisiaj).
    A z serwerem od 2-3 tygodni cuda sie dzieja sad nie dochodza maile do mnie i ode
    mnie do ludzi uncertain Musze ich chyba wymienic i przeparkowac domene - coraz wiecej
    osob narzeka na ta firme.
  • glonik 16.11.06, 16:56
    atenais napisała:

    > Czy jesli teraz z tego zrezygnuje to czy za 10-15 lat nie bede szczerze
    > zalowac???

    Dorzucę swoje trzy grosze.
    Co prawda kariery nie robię, ale dzieci nie mam. I nigdy nie chciałam mieć.
    W wieku jestem takim, że już nie pora na nie, więc mogę z czystym sumieniem
    powiedzieć: nie, nie żałuję, że ich nie mam. I nie sądzę, żebym żałowała.
    Dzieci nie mam z egoizmu, lenistwa i wygody.
    Lubię sobie poczytać do woli, pospać, dysponować sobą wedle własnego widzimisię.
    Czy lepiej by było dla moich "niemanych" dzieci i dla mnie, gdybym pod presją
    się ugięła i je miała?
    Byłyby pewnie nieszczęśliwe dzieci i nieszczęśliwa matka.
    Ja się po prostu na matkę nie nadaję i na szczęście dość wcześnie to
    zrozumiałam.

    --
    Boże: zabierz włosy, zabierz zęby, ale zostaw poczucie humoru.
  • kasian27 16.11.06, 17:00
    to chyba indywidualna sprawa kazdej z nas, mysle tez ze podswiadomie czuje sie
    to czy za pare lat bedzie sie zalowac. ja bardzo pragnelam dziecka i jesli M
    nie zdecydowalby sie na dziecko to nasz zwiazek nie przetrwalby. ale musze sie
    przyznac, ze czasami lapie strasznego dola. zawsze bylam osoba bardzo aktywna,
    a teraz czuje sie troche zniewolana. chcem sama wychowywac dziecko, ale dzieje
    sie to kosztem moich planow zawodowych, a lata niestety leca. utknelam w domu,
    czsami przechodze caly dzien w dresach, nie umalowana, bo po co?
    bardzo kocham synka i nie zaluje, ze go mam ale moje zycie zmienilo sie o 180
    stopni, pisalam juz, ze M jest w domu tylko w weekendy i czasami wyjscie z domu
    w deszczowy dzien np. po chleb jest juz malym problemem.
  • dzk35 17.11.06, 14:27
    nie możesz rezygnować z posiadania dzieci dla czegoś lub kogoś! jeśli już to
    dla siebie! to Twoje życie i Ty musisz się w nim czuć dobrze! zastanów się czy
    dla Ciebie samej posiadanie dziecka nie jest celem ważnym samym w sobie, bo
    jeśli tak to rezygnując z dziecka nie dlatego że go nie chcesz mieć,
    najprawdopodobniej niszczysz Waszą przyszłość, a już swoją własną na pewno!
    wybacz kategoryczność mojej wypowiedzi ale uważam ze nie powinno się niczego
    robić brew sobie, tak jak ja nie będę mieć dzieci dlatego tylko że mama chce
    wnuki albo po to by ktoś chciał się mną zaopiekować na starość, czy dla samego
    szczęścia obcowania z małą istotką, czy związania się całkowitego z mężczyzną
    którego kocham nad życie, tak i Ty nie powinnaś rezygnować tylko dlatego ze Ci
    tak wygodniej, no chyba że uznasz że ta wygoda jest dla Ciebie tak ważna że
    wolisz ją od możliwości urodzenia dziecka, to wtedy zupełnie inna sprawa ale
    musisz przemyśleć wszystko bardzo dokładnie!
  • reksia 17.11.06, 20:57
    oj taka dyskusja a mnie tu nie byłouncertain smile)))))))))))))))
  • anastazjapotocka 18.11.06, 11:58
    Jak tam Twoja hemoglobina?
    Jak się ogólnie czujesz, leki pomogły? Całuski.
  • reksia 18.11.06, 14:31
    anastazjapotocka napisała:

    > Jak tam Twoja hemoglobina?
    > Jak się ogólnie czujesz, leki pomogły? Całuski.

    Anastazjo dzięki serdeczne za wsparciewink.Leki pomogły i nie pomogłyuncertain
    Ogólnie poziom krwinek podniósł się ,hemoglobina wróciła do normy ale.. jest
    własnie jedno małe "ale" dlatego pan doktor zdecydował sie jednak na zabieg
    pobierania z mostka szpiku kostnego do badania.Jestem już po zabiegu ,wrażenie
    z niego paskudne.
    Ogólnie zabieg był dokonywany pod znieczuleniem, ale znieczulenie w tym wypadku
    nie działa już wewnątrz kości, tak więc w trakcie zabiegu odczuwalne jest
    paskudne poczucie dekompresji.Do wytrzymania, ale nie polecamwink
    Czekam na wyniki dopiero wtedy dowiem się czegoś wiecej. Anastazjo, a czy Ty z
    perspektywy czasu zauważasz, że np jesienią wyniki pogarszają się ,czy pora
    roku ma jakiś wpływ czy raczej tylko sposób żywienia lub inne czynniki?
  • anastazjapotocka 19.11.06, 12:32
    Kochana Reksiu, słusznie zauważyłaś, że pora roku w naszych schorzeniach
    odgrywa ważną rolę. Najłatwiej jest nam do siebie dojść latem, dzięki diecie
    obfitej w zielone warzywa i owoce cytrusowe. Nie oszukujmy się, preparaty
    krwiotwórcze są konieczne o każdej porze roku. Jesienią profesor zalecił mi
    jedzenie wątróbki drobiowej (kurzej lub indyczej) 2x w tygodniu.
    Też masz problemy ze szpikiem: jedz suszone morele, figi i dużo pomarańcz -
    pomagają odbudować prawidłową strukturę kości. Herbata tylko zielona, z kawy
    trzeba w ogóle zrezygnować lub poprzestać na dwóch słabych filiżankach dziennie
    (kawa niszczy wolne rodniki, a więc szkoda z niej zrezygnować). Dużo ruchu na
    świeżym powietrzu, ale żadnego wyczerpującego sportu (niedotlenione serce nie
    wytrzyma).
    To durna choroba z którą można żyć, ale trzeba się leczyć, bo jest (niestety)
    śmiertelna, jeśli się ją zaniedba.
    Pobierano Ci szpik bo najprawdopodobniej nie jest jeszcze znana przyczyna
    ubywania hemoglobiny w Twoim organizmie. To badanie powinno wszystko wyjaśnić.
    We Wrocławiu jest bardzo dobry ośrodek leczenia trudnych chorób krwi. Jeśli
    będzie Ci potrzebana pomoc, daj znać.
    Nie daj się, bierz przykład z Naszego Glonika.
    Całuski dla Ciebie. Anastazja
  • mary_lu 19.11.06, 14:28
    Tak czytam ten wątek trochę skrótowo...
    Mam tylko jedną uwagę. Nie wmawiajmy sobie, że można przekładać urodzenie
    dziecka na później, gdy ma się 30 lat, bo matka, sąsiadka, gwiazda filmowa
    urodziły mając 40 lat.
    Statystyki są przeciwko nam. Najbardziej płodna jest kobieta mniej niż 25
    letnia (prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w 1 cyklu - 25%). Kobieta 30 letnia
    ma już tylko połowę tej szansy. Potem szanse dalej lawinowo spadają. Na ciążę
    powyżej 40 mają szansę bardzo nieliczne - albo z wyjątkowym organizmem, albo
    bardzo zamożne...

    Dodajmy do tego, inne dane - 20% par ma problem z poczęciem dziecka. W leczeniu
    niepłodności wiek matki to jeden z kluczowych czynników. Różnica pomiędzy 30 a
    35 lat, to dla lekarzy eon.
  • m-jak-magi 19.11.06, 15:07
    kolejna madralinska wklada kij w mrowisko. to juz w tym watku bylo a skoro
    czytasz skrotowo to wyjasnie - nie powielajmy raz omowionych tematow.

    tak tak rodzmy dzieci przed 35-ka bo zegar tyka.

    lepiej w wieku lat 45 zalowac ze sie nie urodzilo niz wieku lat 30 zalowac ze
    sie urodzilo kierujac zasada ze pozniej bedzie trudniej, ze tylko gwiazdy, ze
    tylko nieliczne.....
  • e_r_i_n 19.11.06, 15:10
    m-jak-magi napisała:

    > lepiej w wieku lat 45 zalowac ze sie nie urodzilo niz wieku lat 30 zalowac ze
    > sie urodzilo kierujac zasada ze pozniej bedzie trudniej, ze tylko gwiazdy, ze
    > tylko nieliczne.....

    Dałas wlasnie dowod tego, ze nie masz jeszcze pojecia o macierzynstwie. Nie
    znam kobiety, ktora zalowalaby, ze ma dziecko.
    Dodatkowo, kazda z tu wypowiadajacych sie zgodnie twierdzi, ze dziecko rodzic
    sie powinno, jesli sie CHCE je miec, a nie TRZEBA je miec. Tak wiec wniosek
    Twoj jest calkowicie bledny.
  • m-jak-magi 19.11.06, 15:28
    moze wiem malo o macierznstwie ale duzo wiecej o zyciu erin niz ty.
    uwazasz ze w domach dziecka sa jedynie biologiczne sieroty??????
    wybacz ale twoja teza o braku kobiet ktore zaluja ze urodzily dziecko to
    kolejna teza z ktora dyskutowac nie bede bo nie jestem w stanie ( vide
    wyjasnienia dotyczace tez gloszonych przez mangolde )
    poniewaz z pewnoscia na ten temat wiem duzo wiecej od ciebie ( bo po takim
    komentarzau jaki wyglosilas wnioskuje ze nie wiesz nic ) wyjasnie zeby byc moze
    ukrucic dalsze spekulacje ze kobiety ktore oddaja swoje dzieci, porzucaja po
    porodzie badz zrzekaja sie praw rodzicielskich wywodza sie z roznych czesto
    moznych i wyksztalconych srodowisk.
  • e_r_i_n 19.11.06, 15:34
    m-jak-magi napisała:

    > moze wiem malo o macierznstwie ale duzo wiecej o zyciu erin niz ty.

    Zapewne wink

    > uwazasz ze w domach dziecka sa jedynie biologiczne sieroty??????

    Mowimy o normalnych matkach.
  • m-jak-magi 19.11.06, 15:37
    koncze ta wymiane bo zaczyna byc zenujaca.
    zapewne masz swoja wlasna definicje normalnosci ale dzieki tematu nie pociagne.
  • e_r_i_n 19.11.06, 16:09
    Zenujace jest to, ze wmawiasz mi rzeczy, ktorych nigdy nie napisalam i na
    podstawie tych wymyslonych argumentow wystawiasz mi swego rodzaju ocene.
    NIGDZIE nie napisalam, ze nalezy rodzic w wieku lat 30 nie majac na to ochoty,
    bo zegar tyka. NIGDZIE nie napisalam, ze nalezy podejmowac decyzje o posiadaniu
    dziecka kierujac sie tylko wiekiem. Napisalam jedna prosta rzecz - ze wiek tez
    ma znaczenie przy planowaniu dziecka. A z tymi pewnie wiekszosc ludzi sie
    zgadza.
    Dzieki za wymiane zdan. Przez szacunek dla Twojego odmiennego stanu powstrzymam
    sie od dalszych komentarzy smile
  • m-jak-magi 19.11.06, 16:49
    Przez szacunek dla Twojego odmiennego stanu powstrzymam
    >
    > sie od dalszych komentarzy smile

    ten kometarz swiadczy tylko i wylacznie o tobie erin. ale masz racje
    powstrzymaj sie nie ze wzgledu na moj oddmienny stan ale raczej na twoj poziom.
  • e_r_i_n 20.11.06, 10:05
    m-jak-magi napisała:

    > ten kometarz swiadczy tylko i wylacznie o tobie erin. ale masz racje
    > powstrzymaj sie nie ze wzgledu na moj oddmienny stan ale raczej na twoj
    > poziom.

    Nie martw sie o moj poziom. Poki co to tylko Ty jakies obrazliwe komenatarze
    puszczasz.
    Po prostu nie mam zamiaru z Toba dyskutowac, bo mija sie to z celem. I tak
    kazdy przy swoim zdaniu zostanie. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego zycze.
  • mary_lu 19.11.06, 15:43
    Nie mądralińska. Mająca ogromne problemy z płodnością. Skąd u Ciebie tyle
    agresji?

    Owszem, czasami żałuję, że nie wpadłam jako nastolatka! Wtedy chyba miałam
    jeszcze szanse. I co z tego? Niby rada dla nastolatek, żeby zachodziły w ciążę?
  • m-jak-magi 19.11.06, 16:37
    moze wlasnie dlatego ze za duzo w swoim zyciu napatrzylam sie na dzieci
    urodzone pod tzw presja - rodziny, srodowiska i tykajacego zegara.
    dlatego wiem ze wszelkie teorie o wieku odpowiednim do rodzenia sa bardzo
    szkodliwe. kobieta w sumie sama nie wie czy chce dziecka czy jej wmowiono ze
    chce.
    trzesie mna jak slysze moje zapracowane kolezanki rozmawiajace przez komorke z
    opiekunkami : jak sie michas obudzi prosze mu powiedziec ze mamusia go bardzo
    kocha. a michas zna mamusie ze zdjec i zdawkowych rozmow telefonicznych.
    czy sa zlymi matkami ?? w ich pojeciu nie, a w moim pojeciu nie robia tego na
    co dziecko zasluguje - nie daja dziecku milosci. nie maja na to czasu.
    tak jest coraz czesciej bo kobiety ostatnio spelniaja sie w innych rolach niz
    li tylko bycie matka. uwazam ze nie powinno sie miec dzieci pod presja wieku bo
    robimy krzywde nie tylko sobie ale przede wszytskim dzieciom.
    na koniec spytam chociaz nie musisz odpowiadac.
    czy twoj lekarz jednoznacznie stwierdzil ze twoje klopoty z plodnoscia sa
    zwiazane z twoim wiekiem ??
    ja zaszlam w 1sza ciaze bardzo pozno - 35, i zgodnie z tym co moj lekarz mowi
    naleze do takich kobiet ktore z latwoscia zachodza w ciaze w kazdym wieku. po
    prostu pewnie kobiety maja predyspozycje a inne duzo mniejsze i wiek ma
    drugorzedne znaczenie.
    oczywiscie nie sposob nie zgodzic sie z teza ze im wczesniej stwierdzi sie
    klopoty z plodnoscia tym wczesniej mozna ja leczyc ale tylko w tej kwestii wiek
    ma znaczenie.
  • mary_lu 19.11.06, 17:49
    U mnie problem nie jest bezpośrednio związany z wiekiem. Ale mając 20 lat
    prwdopodobnie byłam zupełnie zdrowa.

    Nigdy bym nie wpadła na pomysł, żeby doradzać komuś, czy ma mieć dzieci, czy
    nie. I kiedy. Albo twierdzić, że coś z nim jest nie tak, skoro nie chce, albo
    chce, ale nie teraz.

    Ale twierdzenie, że u kobiety wiek w tych sprawach ma małe znaczenie... Może i
    drugorzędne, ale nie sposób go pomijać. Na tym polega cały problem. Cykający
    zegar nie jest jakimś głupim wymysłem. Możemy się na niego wściekać, ale równie
    dobrze możemy zaprzeczać istnieniu grawitacji.

    Uważam też, że jeśli komuś ciągle "brakuje czasu" na dziecko, to będzie mu tak
    samo brakowało w wieku 20, 30 czy 40 lat. Ale najprawdopodobniej w ostatniej
    chwili będzie "się starać" właśnie z powodu tego tykająego zegara.

    Obserwuję wiele moich dzieciatych znajomych. Są wśród nich bardzo zapracowane
    dobre matki i siedzące w domu rozlazłe, bylejakie matki. Oraz zapracowane matki
    weekendowe (w weekendy też zbyt zmęczone, aby zajmowac się dzieckiem), oraz
    świetnie zorganizowane "kury domowe" będące dobrymi matkami. Oraz wszelkie
    możliwe miksy powyższych.

    Więc z ogromnym zdziwieniem czytam ten wątek, próby antagonizowania poglądów...
    argumenty o dzieciach z domów dziecka, urodzone przez zbyt młode matki (akurat
    pewnie tyle samo tam dzieci młodych jak i starych alkoholiczek, różnica może
    najwyżej polegać na większej płodności młodych... ale czy w ich przypadku może
    byc mowa o jakimkolwiek planowaniu? albo zmądrzeniu z wiekiem?)

    Zupełnie do mnie nie trafia Twój sposób widzenia tego problemu.
  • m-jak-magi 19.11.06, 18:17

    >
    > Zupełnie do mnie nie trafia Twój sposób widzenia tego problemu.

    mary-lu - nie musi do ciebie trafiac moj sposob widzenia problemu.
    przyznaje ze moj atak na ciebie byl reakcja na niepotrzebna wymiane postow z
    erin. przepraszam zatem za moj atak.
    owszem powolywalam sie na skrajne przyklady ale byla to odpowiedz na teze erin
    ze nie mozna miec dzieci w wieku lat 40 bo dzieci sie beda wstydzic ze maja
    stara matke.
    nauczka dla mnie ze skoro cos uwazam za wierutna bzdure nie powinnam z tym
    dyskutowac.
    moje stanowisko opieram jedynie na tezie ze do decyzji o posiadaniu dziecka
    trzeba dorosnac i trzeba taka decyzje podjac swiadomie.
    oczywiscie czasami zycie samo uklada scenariusz i czy chcemy czy nie pojawia
    sie w naszym zyciu dziecko. znam jednak bezposrednie przyklady ze nie zawsze
    taka sytuacja konczy sie dobrze dla dziecka i rodzicow - byc moze sa to skrajne
    przyklady ale sa .....dla mnie akurat az nazbyt namacalne.
    ja stoje na stanowisku ze dojrzewamy z wiekiem bo kazdy rok zycia wzbogaca nas
    o nowe doswiadczenia i nowe decyzje. decyzja o posiadaniu dziecka jest decyzja
    niezwykle indywidualna jedni dorastaja do niej w wieku lat 20-kilku innym
    zajmuje to duzo wiecej czasu. dojrzalosc to dla mnie rowniez uwzglednianie
    takich czynnikow jak wiek i jego wplyw na szanse zajscia w ciaze ale li tylko
    wiek nie moze byc warunkiem.
    sama sie kiedys zastanawialam co byloby gdybym nie mogla teraz zajsc w ciaze -
    czy zalowalabym ze nie zostalam matka wczesniej ? mysle ze nie bo nie zaluje
    swojego dotychczasowego zycia, bylam spelniona i szczesliwa. nadszedl czas ze
    taka decyzje podjelam liczac sie ze wszytkimi konsekwencjami i moge sie jedynie
    cieszyc ze moj wiek nie ma tutaj znaczenia i wiem ze 40 lat nie jest zadna
    magiczna liczba nie do przejscia. ostatnia rzecz jakiej sie boje to fakt ze
    moje dziecko pomysli ze bede stara.
    tak sie akurat slada ze w ostanim czasie 3 z moich bliskich kolezanek zaszly w
    ciaze badz urodzily dzieci - kazda blizej 40ki niz 30ki - ja jestem z nich
    najmlodsza. zadna sie nie leczyla te co urodzily urodzily piekne zdrowe dzieci.
    jesli juz postep w medycynie i rozwoj swiadomosci spolecznej daje kobietom
    szanse na pozne macierzysntwo to nie wiedze powodu aby z tego nie korzystac.
    starsze matki w niczym nie ustepuja matkom mlodym bo nie wiek stanowi o dobrym
    macierzynstwie a dojrzalosc na ktora z uporem maniaka sie powoluje.
    pozdrawiam i jeszcze raz sorki za personalny atak smile
  • mary_lu 19.11.06, 19:22
    Tak myslałam, że te ataki to nie do mnie personalnie smile

    Ale po raz kolejny mamy dowód na to, że punkt widzenia zależy od punktu
    siedzenia... Trochę zazdroszczę Ci, tak jak każdej kobiecie w ciąży. Przykłady
    Twoich koleżanek też są dla mnie budujące... Moja mama ostatnie dziecko też
    urodziła po trzydziestce, jej siostra była 35-letnią pierwiastką... Przykłady
    też mam dobre, ale niestety sama jestem 28-latką, której kłopoty ze zdrowiem
    zaczęły się ok. 20-tki, a około 24 roku życia przyczepiło się dodatkowo
    choróbsko atakujące jajniki.

    Pewnie trochę zaburza moje myslenie ciągłe szukanie kobiet z podobnymi
    problemami, mam wiele koleżanek wydających ostatnie pieniądze na lekarzy (sama
    zwykle wydaję kilkaset złotych miesięcznie, a to dopiero początkowa faza
    leczenia), jedna znajoma para właśnie rozważa sprzedaż mieszkania aby
    finansować zapłodnienia pozaustrojowe (pieniądze z kredytu już całe wydali na
    ten cel). Ale pewnie ja "kolekcjonuję" takie przykłady.

    Stąd też ta moja głowa pełna ginekologicznych statystyk...

    W każdym razie nikomu nigdy nie poradzę, aby "jeszcze się zastanowił, dorósł,
    poczekał". Przez gardło mi to nie przejdzie. Ale nie zmienia to faktu, że w
    pełni rozumiem wszystkie osoby, które nie czują, że to już dobry moment i chcą
    poczekać.

    Jednocześnie staram się nastawić na sytuację, że nigdy nie urodzę dziecka. I
    wydaje mi się, że dam radę. Chyba dałabym, nawet gdybym była samotna. Na
    szczęście mam w sobie dużo zdrowego egoizmu.
  • m-jak-magi 19.11.06, 19:43
    zycze ci duzo wytrwalosci i powodzenia.
    swiadomosc o urodzeniu mojego pierworodnego to niewyobrazalna dla mnie radosc i
    moge sie jedynie cieszyc, ze do takiej decyzji dojrzalam.
    zdecydowanie zgadzam sie z toba ze widzenie swiata jest wypadkowa zyciowych
    doswiadczen.
    pewnie i moje opinie bylyby inne gdybym miala inne doswiadczenia.
    pozdrawiam raz jeszcze smile
  • e_r_i_n 20.11.06, 10:25
    m-jak-magi napisała:

    > owszem powolywalam sie na skrajne przyklady ale byla to odpowiedz na teze
    > erin ze nie mozna miec dzieci w wieku lat 40 bo dzieci sie beda wstydzic ze
    > maja stara matke.

    No coz, przykro mi, ale ja NIGDZIE takiej tezy nie stawialam. Wlasnie
    dowiodlas, ze dyskusja ta byla totalnie zbedna i wynikala z niedokladnego
    czytania postow osoby, z ktora dyskutujesz.

  • m-jak-magi 20.11.06, 10:28
    moze nie kwestia w moim rozumieniu slowa pisanego ale w twoich umiejetnosciach
    wyrazania sie.
    erin zakonczmy to, bo sensu brak ....
  • kasia_kasia13 19.11.06, 20:21
    Z czystej ciekawosci, jaki jest wedlug Ciebie optymalny wiek na zostanie ojcem?
    Bo na macierzynstwo najlepiej wedlug Ciebie sie zdecydowac miedzy 25-35 o ile
    dobrze przeczytalam. A na zostanie ojcem?
  • e_r_i_n 20.11.06, 10:28
    Przesunelabym go o piec lat w gore. Ojcostwo w wieku lat 50 - 60-ciu do mnie
    nie przemawia.
  • kasia_kasia13 20.11.06, 13:21
    e_r_i_n napisała:

    > Przesunelabym go o piec lat w gore. Ojcostwo w wieku lat 50 - 60-ciu do mnie
    > nie przemawia.

    A dlaczego w gore a nie w dol? W koncu mezczyzni wczesniej umieraja i straszy
    ojciec wczesniej osieroci dziecko.
  • e_r_i_n 20.11.06, 13:25
    A dlatego, ze tak mi w losowaniu wyszlo.
  • glonik 19.11.06, 20:44
    I jeszcze raz ja.
    Kiedy oglądam zdjęcia miejsc, których nie widziałam na własne oczy - żałuję, że
    tam nie byłam.
    Kiedy spotykam dzieci, których nie mam - nie żałuję, że ich nie mam.
    Proszę o, w miarę jasne, wytłumaczenie mi, dlaczego żałuję, ze czegoś nie
    zwiedziłam, a nie żałuję, że dzieci nie mam.
    Z poważaniem itd. itp.
    --
    Boże: zabierz włosy, zabierz zęby, ale zostaw poczucie humoru.
  • luna67 19.11.06, 21:20
    glonik napisała:
    > Kiedy spotykam dzieci, których nie mam - nie żałuję, że ich nie mam.
    > Proszę o, w miarę jasne, wytłumaczenie mi, dlaczego żałuję, ze czegoś nie
    > zwiedziłam, a nie żałuję, że dzieci nie mam.

    Bo zwiedzanie jest dla ciebie rekreacja wiaze sie z czyms przyjemnym, a dzieci
    kojarza sie tobie z pieluchami, smrodem, zaniedbala kura domowa w
    papilotachsmile))))))))
  • atiwoj2 19.11.06, 22:48
    troche pozno, ale jednak sie dopisze... i nie po to zeby, dawac rady, ale pokazac wlasny przyklad

    sama mialam podobny dylemat... na studiach dziennych juz od 8-ego semestru pracowalam , robilam rownolegle dodatkowe kursy, organizowalam ludziom wyjazdy za granice do pracy, dawalam korepetycje, z moim owczesnym chlopakiem widywalam sie tylko wieczorami. Mieszakalam jeszcze u rodzicow, chlopak mogl nocowac u mnie i wlasnie wtedy czulam sie "spelniona". Robilam co chcialam, jak chcialam, bylam niezalezna w kazdym slowa tego znaczeniu (nawet mialam wlasny samochod). Z rodzicami mialam genialne stosunki (po dosc ciezkim okresie nastoletnimwink Bajka. Na ostatnim roku, w pracy poznalam mojego M,....i sie zaczela jazda
    Szlag trafil cale moje uporzadkowane zycie, padla firma w ktorej pracowalismy,i po roku bycia razem zdecydowalismy sie wyjechac za granice. Mialam 25 lat. Zycie nabralo takiego tempa, ze mialam wrazenie, ze juz na nic nie mam wplywu. Na poczatku bylismy wspolwlascicielami spolki, ale jak to w spolkach, zaczelo sie chrzanic. Pojawily sie spore problemy, glownie natury finansowej. Wspolnicy jednak mysleli tylko o sobie....
    To byl czas, kiedy dotarlo do mnie, ze wtedy kiedy przychodza prawdziwe problemy, tak naprawde (przynajmniej tak jest w moim przypadku)moge liczyc na rodzine. To oni nam dali wsparcie, wspomagali finansowo, duchowo, jak tylko mogli. Wtedy dotarlo do mnie, ze JA TEZ CHCE miec rodzine. MIalam 27 lat jak z M zalozylismy firme tylko we dwoje. Jestesmy JEDYNYMI wlascicielami, i to procentuje do dzis.... Zylismy praca, budowalismy cos od podstaw, zaplacilismy frycowe dosc spore, pracowalismy po 12-15 h na dobe, a efekty byly marniutkie, oj marniutkie. Gdyby nie wlasnie moja rodzina, pewnie wrocilibysmy do Polski i w jakis sposob musielibysmy sie przyznac do porazki.
    I wlasnie w tym czasie zaszlam w ciaze..., bylam przerazona, a najbardziej bylo mi zal, ze nie nacieszylismy sie jeszcze soba z M (bylismy razem 3 lata)... 27 lat.. Pracowalam do ostatniego dnia. Do biura pojechalam juz ze skurczami, ale MUSIALAM... Nie bylam psychicznie przygotowana na ciaze, dziecko. Mialam silne parcie na przod, firma zaczela coraz lepiej funkcjonowac, musialam i chcialam dalej pracowac. Bylo ciezko na poczatku. Przychodzilam do biura jeden dzien w tygodniu, reszte papierow robilam w domu. Dalo sie. Tak pociagnelam rok ( w miedzyczasie przeprowadzil sie najstarszy syn M do nas) i po tym roku, gdzie bylam pewna, ze uznam go za stracony, stwierdzilam, ze to byla moja najlepsza decyzja. To JA widzialm jak maly dostal pierwsze zeby, JA widzialam pierwsze kroki, JA nauczylam jesc, JA widzialam pierwsz usmiech. A cena jaka za to zaplacilam, byla wtedy juz nie istotna. Po roku maly poszedl do zlobka, ja zaangazowalam sie w prace, a po poludniu dzieci. Mistrzostwo swiata w organizacji. Firme rozkrecilismy, mamy zatrudnionych pracownikow (choc dalej tylko my jestesmy glownymi decydentami). Co roku jezdzimy z malym na krotkie bo krotkie,ale zawsze wspolne wakacje i jeszcze jeden wspolny wypad tylko we dwojke. Dzis wiem jedno, ze gdyby nie maly, to bysmy zyli tylko praca. To jest nasza pasja. Nawet sie smiejemy, ze to takie nasze drugie dziecko (jakby nie bylo, powstala w tym samym czasie co maly wink)
    Teraz mam 31 lat, i jestem w 17 tc. Jak urodze bede miala 32....i znowu przerazenie miesza sie z radoscia, ale jestem juz madrzejsza o doswiadczenie z malym, zrobilam wiele bledow, czasami utrudnialam zycie sobie i reszcie domownikow,ale nauczylam sie dzielic rzeczy na wazne i wazniejsze. I wiem ze nie bedzie lekko, ale wiem ze warto. Przez ostatnie cztery lata, byl czas ze padalam na pysk, moja gospodarke hormonalna szlag trafil , ale NIGDY nie zalowalam, ze maly jest z nami. Poukladalam tak zycie, ze mam czas zeby isc z dzieckiem do zoo, do parku, na sport, zebym ja mogla isc na silownie czy na rolki. (na poczatku jezdzilam z wozkiem na rolkach).
    Faktem jest tez, ze do biura czesto gesto chodze na "2 etaty". Normalny dzienny i wieczorowy kiedy maly idzie juz spac...ale ja to lubie.
    Nikt Ci nie da jedynie slusznej odpowiedzi. To jest tak indywidualna sprawa, ze jedynie Ty mozesz podjac decyzje. A nawet jak podejmiesz, to nie bedziesz pewna, ze jest ona sluszna. Ale coz, takie zycie. A im dluzej sie bedziesz zastanawiac, tym bardziej bedziesz skolowana

    sorki, ze tak sie rozpisalam, ale chcialm Ci tez pokazac, ze dziecko to nie tylko "kula u nogi", Faktycznie, nie jest to tak, ze dziecko Ci klada na brzuchu a Ty piszczysz z radosci. Matka tez musi sie uczyc milosci do dziecka. To tez przychodzi z czasem. Ja potrzebowalam czasu, zeby oswoic sie z mysla o sobie - ja-matka?!?, eh
    no nic, nie przynudzam juz dluzej, ale sama ciekawa jestem, do jakich wnioskow dojdziesz, po tej burzy mozgow, ktora zaserwowaly dziewczyny powyzej wink

    pozdrowka
    --
    Sa rzeczy wazne i wazniejsze,
    wybor nalezy do nas.......
  • m-jak-magi 19.11.06, 22:23
    bo nie chcialas i nie chcesz miec dzieci gloniku - i masz do tego swiete prawo.
  • reksia 20.11.06, 09:12
    Czy tak trudno jest zaakceptować, że każdy z Nas jest inny!?

    Zaakceptować, że każdy ma prawo do własnego wyboru??

    Jeden wybierze "samochód", bo akurat bardziej go potrzebuje,drugi "uśmiech
    dziecka", bo jest mu niezbędny do poczucia pełni,szczęścia czy radości.

    Nasze zdanie też zmienia się w czasie, bo różne okoliczności różnie na nas
    oddziaływują.
    Ta macocha, która potrzebuje teraz "samochodu" być może będzie potrzebować za
    jakiś czas "uśmiechu dziecka" i na odwrót.


    Apeluję o tolerancję i zrozumienie wink)))))))WZAJEMNE smile
  • m-jak-magi 20.11.06, 10:13
    reksia na prezydenta !!!!!!!!!!! moze byc warszawy smile
  • reksia 20.11.06, 14:28
    m-jak-magi napisała:

    > reksia na prezydenta !!!!!!!!!!! moze byc warszawy smile


    HEHEHEHEHEHEHE smile))))))))))))))))))))))))))
    ależ Magi ...nie trzeba ;P
  • m-jak-magi 20.11.06, 14:37
    moja droga probujesz wprowadzic wiekszy spokoj na forum niz marcinkiewicz lub
    walz w stolicy wiec podnosze haslo raz jeszcze reksia na prezydenta smile
  • reksia 20.11.06, 15:27
    m-jak-magi napisała:

    > moja droga probujesz wprowadzic wiekszy spokoj na forum niz marcinkiewicz lub
    > walz w stolicy wiec podnosze haslo raz jeszcze reksia na prezydenta smile

    zdradzę Ci coś w tajemnicy ;0) przy całym szacunku dla pana Marcinkiewicza czy
    pani Hanny Gronkiewicz .

    Zdaje się, że mam lepszą prezencję ;P)))))))
  • m-jak-magi 20.11.06, 15:36
    no to tym bardziej smile
  • lilith76 20.11.06, 10:38
    Ta wypowiedź jest w środku, ale przekleję ją też tutaj:


    Oprócz tego chciałam przeprosić, bo nie moja intencją było urażanie matek dzieci
    niepełnosprawnych. Skąd mogę wiedzieć, że ja też nie będę?
    I za moje emocjonalne wypowiedzi.

    Chciałam tylko, żebyście - matki - zrozumiały, że świat dla was otwarty, dla niematek jest
    gorzej niż "przez szybę", on jest za grubą kotarą. Nie bądźcie takie śmiertelnie poważne, bo zaczyna przypominać "dżihad macierzyński" wink

    --
    - Słyszałam, że rozwiodłaś się z mężem.
    - Tak, mieliśmy ciagłe nieporozumienia na tle religijnym.
    - O co chodziło? - Uważał, że jest Bogiem.
  • m-m-m 20.11.06, 11:23
    A ja uważam za bardzo trafne zdanie mojej śp. mamy, że dziecko to dużo radości,
    ale też niewiarygodna dawka stresu. I o istenienu tego stresu związanego z
    posiadaniem potomstwa nie należy zapominać.


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka