Dodaj do ulubionych

brak cierpliwości... (długie marudzenie)

21.11.06, 12:02
Muszę się wygadać.

Wiem że zaraz usłyszę, jak to nie moim zadaniem wychowywanie jest córki NM.
Oczywiście że nie moim... doskonale o tym wiem, ale cholera mnie bierze jak
na to patrzę.

Na temat córki NM powiedzieć NIC nie mogę, a jeśli to robię, oznacza że
atakuję i NM i jego córkęsad((

Mam prawo się nią zajmować, opiekować, bawić, podawać wszystko pod nos, mam
prawo się nią zachwycać jaka jest wspaniała, ale nie mam prawa stwierdzić że
nie zna słów dziękuję, proszę i przepraszam, że wszystko jej się należy, że
wogóle nie jest samodzielna, że jest egoistką jakich miało, że nie ma
szacunku do nikogo, twierdzi że jest pępkiem świata i greczna jest doputy
dopóki wszystko idzie po jej myśli. Najmniejszy sprzeciw wywołuje histerię,
łzy, a NM nie bardzo wie jak się zachowac w takiej sytuacji.

Pisłam już że do niedawna NM spał ze swoją córką, wtedy kiedy była u nas
czyli co drugi tydzień i we wszystkie weekendy. Dzięki Wam porozmawiałam z
nim i NM porozmawiał z Małą, wydawałoby się że zrozumiała w końcu. Oczywiście
wylała rzekę łez, nie obyło się bez obrażania i pyskowania, ale w końcu
widząc, że nic nie wskura pogodziła się z tym - oczywiście pozornie. Pewnego
wieczoru Mała zagadała czy jeśli się w nocy obudzi, to czy będzie mogła do
nas przyjść. NM oczywiście się zgodził, z nadzieją że Mała się jednak nie
obudzi. Oczywiście, że się obudziła. Zresztą zawsze się budzi i wymysla: a to
opowiedz mi bajkę, a to zaśpiewaj i takie tam różne. NM wiedział co sądzę o
spaniu w 3 - zawsze mówię NIE. Uważam że dzieci nie powinny spać z rodzicami,
z macochami tym bardziej, a w 3 to już wogóle nie ma o czym mówić. Poszedł
więc opowiedzieć jej bajkę i się zaczęło: łzy, szlochy, lament, wycie,
rzucanie się na łóżku, jednym słowem CYRK. NM biegał wkoło jej łózka i miotał
się, na szczęście nie odpuścił. W końcu po 2 godzinach beczenia, zmęczona
Mała zasnęła. Wściekła byłam bo rano oczywiście musiałam wstać do pracy, Mała
do szkoły, zresztą dla mnie takie zachowanie jest niepojęte i nie do
przyjęcia. Nie było na nią sposobu, ani prośbą ani groźbą. Rano wstała, NM
razem z nią, spakował ją do szkoły bo ma zaledwie 9 lat i trzeba ją we
wszystkim wyręczać. Podał jej chleb, masło, herbatę, coś na kanapkę i poszedł
się myć. Ja jeszcze leżałam, właściwie drzemałam, zresztą byłam na nią
wkurzona i na NM, ale nie mogłam nic powiedzieć, nie chciałam od rana ich
atakowaćwink). Mała oczywiście zero skruchy, nawet małego przepraszam z siebie
nie wydusiła, uznała że nic się nie stało. Nagle NM wychodzi z łazienki i
wielce oburzony i poruszony krzyczy: dziecko dlaczego jesz suchy chleb????
Nie miał Ci kto posmarować? i oczywiście zaczął ją przepraszać i "kłaść się
jej pod stopy" - jak to nazywam. No litośći!!! nie posmarowała kromki niczym
bo ma zaledwie 9 lat i nie potrafi, albo jej sie nie chce, nie wiem. Zresztą
ja za dużo od niej wymagam!!!! i czepiam się i wogóle jestem beznadziejną
macochą!!!
Wiem że wychowywanie Małej to nie mój problem, ale ja widzę efekty braku
wychowania i to ja mam to na co dzień, więc jak mam milczeć? jak mam sie nie
odzywać i jak mam to olać??????

Wkurzona dzisiaj jestem, ale juz mi trochę lepiejsmile
Edytor zaawansowany
  • babe007 21.11.06, 12:32
    Czy masz swoje dzieci?
  • agula_d 21.11.06, 12:37
    nie mam
  • babe007 21.11.06, 12:50
    To tak dla Twojej informacji (bo jako nie matka mozesz tego nie wiedzieć) 9
    letnia dziwczynka (chłopiec zresztą tez - może nawet bardziej wink ) to ciągle
    dziecko. Moja ośmiolatka potrafi sobie zrobić kanapkę, ale to nie jest reguła
    (11 latek ciągle ma z tym problem). Dzieciom w tym wieku podaje się jedzenie
    (robi śniadania, kolacje, gotuje obiad). To jest norma.

    Odnoszę wrażnie, ze Twoje negatywne nastawienie do tego dziecka sięgneło zenitu
    (troche tak jakby to nie było dziecko, tylko konkurentka - tak to dla mnie
    wygląda - a czy tak jest, tego nie wiem). Generalnie kiepsko to widzę (tzn
    wypracowanie kompromisu, żeby obie strony były usatysfakcjonowane).

    Może trochę więcej dystansu by pomogło...

    Pozdrawiam
  • agula_d 21.11.06, 13:13
    może i masz arcję babe007, może więcej dystansu pomogłoby...

    Nie zgodzę się jednak z Tobą że wymaganie od 9 latki samodzielnego zrobienia
    sobie śniadania, w momencie kiedy chleb jest krojony, wędlina podobnie, to
    zbyt wiele.

    Przez pierwszych 5 lat życia mojej siostry, to ja ją wychowywałam (wiem że to
    nie własne dziecko) ale są to juz pewne doświadczenia. Są z Małą w podobnym
    wieku. I dla mnie to nic nadzwyczajnego że 9 latka potrafi sama zrobić sobie
    śniadanie, spakować się do szkoły czy to że sama śpi. To normalne.
    Zresztą odkąd skończyłam 8 lat moim obowiązkiem, jak również mojego brata kiedy
    osiągnął ten wiek, i mojego rodzeństwa teraz, było i jest zrobienie kawy i
    śniadania rodzicom zanim rano wstaną i pójdą do pracy. Nie uważam żeby to było
    coś nadzwyczajnego. To jest dla mnie norma.
  • babe007 21.11.06, 13:25
    Ale to nie jest norma w większości rodzin. Nie wyobrażam sobie, żeby moje
    dzieci (w wieku 8 lat) miały OBOWIĄZEK wstawać (nie z własnej nieprzymuszonej
    woli) rano wcześniej niz ja, po to, żeby zrobić MI śniadanie, czy kawę
    (codziennie, a nie w moje urodziny, czy Dzień Matki). Naprawdę uważasz, że to
    norma? Ja nie znam takich rodzin.

    Poza wszystkim dzieci są różne, i w różnym tempie dorastają do pewnych rzeczy
    (np nie wędrowanie w nocy do łóżka rodziców).
  • babe007 21.11.06, 13:28
    Aaaa i jeszcze jedno. Nie zapominaj o tym, że to jest dziecko Twojego partnera
    a nie Twoje i że to on je wychowuje wg norm obowiązujacych w JEGO rodzinie (ma
    prawo uważać, że Twoje normy są niewłaściwe).
  • agula_d 21.11.06, 13:32
    Pewnie że ma prawo, ale ja również mam prawo do swojego zdania.

    I uważam że 9 letnie dziecko powinno mieć jakieś obowiązki, nie można robic
    wszystkiego za nią i we wszystkim jej wyręczać, bo wcale jej się tym nie
    pomaga.
  • babe007 21.11.06, 13:48
    Mój katalog obowiązków 8 latki (z doświadczenia - nie z kosmosu)

    Uczyć się i odrabiać lekcje (no i chodzić do szkoły rzecz jasna)
    Sprzątać swoje zabawki, ksiązki i.t.p w swoim pokoju (no i z całego mieszkania
    jeżeli rozwłóczy)
    Myć się i ubierać samodzielnie (ja pomagam w czesaniu bo włosy długie).
    Pomagać w pracach przy zwierzakach (my mamy koty, ale może to byc każde inne
    zwierze - szczególnie, kiedy teoretycznie jest dziecka)

    Nie musi:
    prać
    prasować
    Robić sobie sniadań kolacji obiadów
    Zmywać (wstawia do zlewu)
    Robić śniadań rodzicom (dla mnie narzucenie bądź co bądź małemu dziecku takiego
    OBOWIAZKU, to absurd)
    Myć podłóg (może pomóc przy wycieraniu kurzy)
    Robić zakupów (no chyba, że jak zabraknie czegoś pojedynczego np. mleka czy
    soku) sklep jest na dole.
    i.t.d.

    Pewnie jestem mało wymagająca, ale ciekawa jestem jak to wygląda u innych mam
    dzieci w tym wieku (wolałabym u tych, które nie są "weekendowe").

    Pozdrawiam

    Z.
  • m-m-m 21.11.06, 13:53
    Pasierb miał od szkoły podstawowej obowiązek wynoszenia śmieci i sprzątania
    swojemu zwierzakowi. Po sobie mył szklankę i talerz jeśli z nich korzystał. Nie
    zmywał garów - robi to od mniej więcej połowy gimnazjum (od ok. 15-ego roku
    życia), od gimnazjum też musi co drugi dzień odkurzać dywany, a od tego roku
    (ma już 17 lat - 2 klasa szkoły średniej) dywany te też trzepie, myje w swoim
    pokoju okno i ma obowiązek kupowania regularnie pieczywa.
  • agula_d 21.11.06, 14:09
    może rzeczywiście zbyt dużo wymagam, Ty - moim zdaniem - za mało, choć może w
    stosunku do swoich dzieci to inczej wygląda - nie wiem.

    Tak jak pisałam Mała odrabia lekcje "przy pomocy NM"
    nie sprząta nawet po sobie,
    nie zmywa ani nie odstawia nic do zlewu,
    nie myje się samodzielnie,
    nie robi sobie śniadań, obiadów, kolacji,
    nie robi żadnych zakupów,
    nie robi nicsad((
    No przsadziłam: samodzielnie ubiera się! Brawo!

    A ja taka zła macocha, tak dużo chciałabym od niej wymagać, żeby np. przespała
    całą noc i żeby nie trzebabyło wstawać do niej jak do niemowlaka, albo żeby
    użyła słowa proszę, dziękuję czy przepraszam...

    oj zła macocha, zła...
  • m-m-m 21.11.06, 14:15
    Wszystkiego co napisałaś powinien wymagać odniej ojciec - jeśli tego nie robi
    to daj sobie spokój niech ją sam obsługuje. Zobaczymy na ile lat starczy mu
    zapału.
  • agula_d 21.11.06, 14:19
    m-m-m to nie takie proste jak razem mieszka się przez większą część m-ca.
    Staram sie tak robic, nie wtrącać i pozwalam mu kłaść się pod stopy Małej.
    Zobaczymy jak będzie z tym jego zapałem...
    Najgorsze jest to że NM pewnych rzeczy nie zauważa, uważa że to normalne puścic
    za przeproszeniem bąka przy stole, bo to dziecko...

    brak mi słów...
  • m-m-m 21.11.06, 14:26
    Najgorsze jest to że NM pewnych rzeczy nie zauważa, uważa że to normalne puścic
    >
    > za przeproszeniem bąka przy stole, bo to dziecko...
    >


    Czego Jaś sie ie nauczy, to Jan nie będzie umiał.
    Ja z pasierbem mieszkam od 8 lat pod jednym dachem i trudy lawirowania między
    nadopiekuńczym tatusiem, a manipulacjami pasierba mam już za sobą. Wiem jak to
    trudno, ale naprawdę musisz zwrać uwagę M. na jej zachowania i konsekwencje:
    jak ona puści tego bąka np. w klasie to dzieci będą się z niej śmiały i na
    pweno nie będą takie tolarancyjne jak tatuś.
    Wpływaj na niego, ale jesli nie jest to możliwe to sobie to daruj -
    przestaniesz się denerwować i zajmiesz się sobą an ie cudzym dzieckiem.
  • agula_d 21.11.06, 14:32
    czegokolwiek nie powiedziałabym jest traktowane jako atak na NM i Małą i robi
    się z tego wielka afera. Chyba sobie daruję moje uwagi i chociaz na jakiś czas
    ospuszczę. Małą mogę się jedynie zachwycać.
  • m-m-m 21.11.06, 14:46
    > czegokolwiek nie powiedziałabym jest traktowane jako atak na NM i Małą

    Znam to. Poradziam sobie tak, że wyjaśniłam M., że nie mam pretensji jakim on
    jest ojcem tylko po prostu widzę jego dziecko takim jakie ono jest, bez zasłony
    dymnej w postaci miłości do dziecka. Tak samo jego dziecko widzi sąsiadka, czy
    nauczyciel w szkole: obiektywnie. Kiedyś też mu powiedziałam, że mogę się nie
    wtrącać, bo w sumie nie ja będę wstydziła się za zachowanie tego dziecka jak
    dorośnie.
  • m-m-m 21.11.06, 13:48
    on je wychowuje wg norm obowiązujacych w JEGO rodzinie (ma
    > prawo uważać, że Twoje normy są niewłaściwe).


    I ok. tak jest, ale niech nie mówi ostentacyjnie, że nie miał kto jego dziecku
    posmarować chleba tylko niech do sam smaruje.
  • agula_d 21.11.06, 13:37
    Pewnie ze dzieci są różne, ale rodzice mają duzy wpływ na to jakie są. I ten
    wpływ powinien być pozytywny a nie negatywny.
    Rodzice maja obowiązek przygotować dziecko do życia w świecie, który często
    bywa okrutny, w śwcie w kótrym nikt nie będzie się cackał z ich dziecięciem.
  • lilith76 21.11.06, 12:50
    Mam w domu okazyjnie 8,5 latkę i UWIERZ, że to stworzenia roztrzepane, zapominalskie i trzeba non stop sprawdzać - czy spakowała wszystko do szkoły, czy wszystko odrobiła, czy dobrze odrobiła, czy zjadła kanapkę w szkole, czy przypadkiem nie rozlała po raz trzeci rzędu soku w tornistrze bo zapomina go zakręcić, czy aby na jutro nie trzeba krepiny w siedmiu kolorach a mamy już godz. 21.00. Ja byłam podobnym dzieckiem.
    Mam wrażenie, że chciałabyś już mieć w domu hybrydę umiejętności natolatki z względnie małą bezczelnością małego dziecka (wierz mi nastolatki bywają dopiero pyskate i złośliwe). Tak to nawet w Erze...

    Nagle NM wychodzi z łazienki i
    > wielce oburzony i poruszony krzyczy: dziecko dlaczego jesz suchy chleb????
    > Nie miał Ci kto posmarować?

    Od robienia kanapusi na śniadanko to jest ON.

    Co do usypiania to masz całkowitą rację.

    --
    Co to jest bałagan w domu faceta?
    Feng Shui
  • agula_d 21.11.06, 13:20
    lilith76, może rzeczywiście zbyt dużo wymagam...

    Tak jak pisałam wcześniej, miałam "do czynienia" z własnym rodzeństwem przez
    okres 5 lat. Nie byłam chodzącym aniołem, nie miałam cierpliwoście dla nich
    tyle co mam dla Małej NM, wymagałam od nich - jak czytam wypowiedzi na tym
    forum - dużo, żeby nie powiedzieć bardzo dużo. Wtedy uważałam to za normalne,
    teraz już nie wiem...
    Dziwią mnie takie sytuacje z jakimi mam do czynienia teraz, taki zupełny brak
    samodzielności.
  • lilith76 21.11.06, 13:42
    A mnie agula_d nie dziwią smile
    Ty tak zostałaś wychowana i przekażesz zapewne te standardy swojemu dziecku.
    W innych rodzinach bywa inaczej - u mnie np. bardzo późno ja i brat dostaliśmy obowiązki, a moje nianczenie niemowlęcych kuzynek to była czysta przyjemność i radocha, sama się pchałam.

    To M decyduje jak samodzielne będzie jego dziecko, ale ciężar tej niesamodzielności weźmie na siebie. Ty masz stać z boku.

    Wiem, że ciężko czasami się nie wtrącać i nie mieć złotych rad, ale jedyna dobra zasada to "nie mój cyrk, nie moje małpy" smile

    --
    Co to jest bałagan w domu faceta?
    Feng Shui
  • agula_d 21.11.06, 13:50
    Wiem lilith76 że tak byłoby najlepiej. Ale te wszystkie sprawy dotyczą mnie na
    codzień i chyba dlatego tak trudno patrzec mi na nie obojętnie. Trudno stać z
    boku, kiedy tak naprawdę uczestniczę w jej życiu...

    minie mi złość i łagodniejszym okiem spojrzę na wszystkosmile
  • m-m-m 21.11.06, 14:02
    To M decyduje jak samodzielne będzie jego dziecko, ale ciężar tej
    niesamodzielności weźmie na siebie. Ty masz stać z boku.

    Wiem, że ciężko czasami się nie wtrącać i nie mieć złotych rad


    Rady można mieć i można je jak najbardziej przekazywać ojcu dziecka, ale nie my
    jako macochy decydujemy o ich zastosowaniu. I z tym trzeba się pogodzić. Jeśli
    dziecko jest wychowywane inaczej niż byłoby nasze własne to wpływ mamy
    niewielki. Jedyne to po prostu nie robić za dziecko tego co robi jego rodzic
    jeśli z takim wychowaniem się nie zgadzamy - niech rodzic robi to sam. Skoro
    tylko on decyduje o zasadach wychowania to i działa to w drugą stronę: jeśli
    my się nie zgadzamy z tymi zasadmi to po prostu tego nie robimy za tego rodzica.
  • m-m-m 21.11.06, 13:45
    Dziwią mnie takie sytuacje z jakimi mam do czynienia teraz, taki zupełny brak
    samodzielności


    Rada: nie musisz przygotowywać jej śniadania, a swoje sugestie co do jej za
    małej samodzielności przekaż M.
    Ja robiłam pasierbowi śniadania do 13-ego roku życia (do końca szkoły
    podstawowej), ale to było z dwóch powodów: po pierwsze była niesamodzielny bo
    na takiego wychowała go teściowa widząc w nim nie ucznia, tylko przedszkolaka,
    po drugie nie zjadłby nic na owo śniadanie.
    Od gimnazjum pasierb śniadania robi sobie całkowicie samodzielnie.
    Spakować książki do szkoły na dzień następny powinna wieczorem.
    Co do wspólnego spania pasierba z nami w czasach gdy był sporo młodszy:
    wykluczone absolutnie.
    Od samego początku ma on swoje łóżko i opcja, że pakuje się do naszego nie
    istniała nigdy.
  • agula_d 21.11.06, 14:01
    Dzięki za radysmile

    Staram się żeby śniadania były obowiązkiem NM i jak chce to nawe do 18 lat może
    jej te śniadania robić.

    Mała jest niesamodzielna, ale o sniadaniu nigdy by nie zapomniaławink Pierwsze
    jej słowa po przebudzeniu to nie jest: dzień dobry, cześć, jak się wam spało,
    tylko: jestem głodna, chcę jeść.

    Książek spakować nie potrafi, będzie tak długo płakała nad tornistrem aż NM ją
    wyręczy, nad lekacjami podobnie: łzy, "ja nie wiem", "nie potrafię" i NM
    odrabia lekcje za nią, dyktująć jej co ma pisać.

    O tym co jest jej potrzebne do szkoły nie pamieta nigdy, cyrk zaczyna się pod
    szkołą, kiedy widzi się z koleżankami i one przypomniają jej że to czy tamto
    trzeba było na dzis przynieść, oczywiście są łzy, złość, histeria.

    Na gimnastykę ciagle trzeba pisać jej zwolnienie bo boli ją brzuszek. Wogóle
    jak coś idzie nie po jej mysli to zaczyna ją boleć główka, brzuszek itd.

    Jesli poproszę ją żeby nakryła do stołu (to chyba nie jest zbyt wiele) to
    owszem, nakryje, ale tylko dla siebie. Podam do stołu i zanim doniosę nakrycie
    dla mnie i NM, Mała często gęsto jest juz po posiłku. Dla mnie to nie do
    pomyślenia!!! Czy to jest zbyt wiele???? Zbyt duże wymaganie: zjeść wspólnie
    posiłek????
  • m-m-m 21.11.06, 14:07
    Mała często gęsto jest juz po posiłku. Dla mnie to nie do
    > pomyślenia!!! Czy to jest zbyt wiele???? Zbyt duże wymaganie: zjeść wspólnie
    > posiłek????


    Oczywiście, że nie, ale te zasady, że ma ona przynieść nakrycia dla wszystkich
    i czekać aż wszyscy usiądą przekazujesz ojcu i oczekujesz ich wprowadzenia
    przez niego do repertuaru wychowania.


    Książek spakować nie potrafi, będzie tak długo płakała nad tornistrem aż NM ją
    > wyręczy, nad lekacjami podobnie: łzy, "ja nie wiem", "nie potrafię" i NM
    > odrabia lekcje za nią, dyktująć jej co ma pisać.



    Gdy nasz pasierb tak mówiła to ojciec go ścinał, że czas najwyższy się nauczyć,
    bo nie jesteśmy już w przedszkolu.
    M. powinien jej powiedzieć, że jest juz czas szkoły i wiekszych obowiązków nikt
    za nia myślał nie będzie - taka jest kolej rzeczy. Te wszystkie płacze to
    wymuszenia i manipuacja. Nie wolno jej ustępować. M. musi być konsekwentny do
    bólu.
  • mara68 21.11.06, 14:08
    Cześć
    Uuu ... jak Cię czytam to jakbym siebie słyszała - jak się nakręcam. Dlatego
    nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do porad w tym temacie. Dziewczyny z
    forum w bardzo podobnej sytuacji (mojej) radzą mi zachować maksimum spokoju i
    dystansu co do wychowania Małej. I to jest chyba najlepsze rozwiązanie.
    Ja nie mam swoich dzieci dlatego zapewne nie jest mi łatwo wejść w położenie
    mojego N. i czasami mam podobne uczucia jak Ty. Rozsądek często podpowiada mi
    inne zachowanie, a emocje inne i nie zawsze udaje mi się opanować. Np. nie
    potrafię np. zrozumieć takiej sytuacji kiedy Mała (lat 7 i pół) woła N. żeby
    podtarł jej pupę i on biegnie. Mówię do niego - że ona już chyba jest na takie
    zachowania za duża. On na to - Ale ona sobie sama świetnie radzi z tym u siebie
    w domu i w szkole. No i ja już wtedy nie rozumiem dlaczego u nas nie
    może sobie z tym poradzić. Podobnie jest z wieloma innymi sytuacjami (wiązanie
    butów itp.). Ale myślę, że jest to w dużej mierze problem N. który na każdym
    kroku stara się być idealnym ojcem ( a powodem są w dużej mierze wyrzuty
    sumienia, że nie mieszka z Małą).Zaznaczmy że to
    nie N. zakończył poprzedni związek. Ale może Wy mieszkacie razem?
    Ot i tak. Mi pewnie też daleko do obiektywizmu, jeśli chodzi o te sytuacje,
    choć czasami
    wydaje mi się że staram się być jak najbardziej neutralna a moje rady nie
    wynikają z zawiści tylko z nietolerancji ogólnej pewnych zachowań (takie mi
    poprostu przekazano zasady w domu i czy to u dziecka N., czy u innego dziecka,
    czy innej osoby nie podobają mi się i tyle).
    W tym problem, że o zachowaniu innej osoby lub dziecka mogę wyrazić opinię, a o
    Małej nie - bo odbija się to czkawką w naszym związku.
    Trudne to wszystko, dlatego min. zgłosiłam się na to forum, bo co dwie
    głowy...itd.
  • m-m-m 21.11.06, 14:13
    Zdecydddowanie będąc macochą całodobową trzeba wrzucić na luz i nie zapominać,
    że to nie nasze dziecko i tak naprwdę nie nasz ból jak ono będzie wychowane.
  • agula_d 21.11.06, 14:16
    Mara68 moje rady czy opinie również nie są zawistne i nie wynikają z mojej
    złośliwości. Nie potrafię być neutralna chociaż bardzo sie staram. Poza tym ja
    sie właśnie teraz chyba też nakręcamwink muszę się opanować. Nasze sytuacje są
    bardzo podobne. Myślę, że NM stara sie Małej wynagrodzić to że nie jest już z
    jej mamą, ale chyba nie tędy droga... Jak uważasz?
  • m-m-m 21.11.06, 14:21
    , że NM stara sie Małej wynagrodzić to że nie jest już z
    > jej mamą, ale chyba nie tędy droga... Jak uważasz?

    Mój M. też wynagradzał synowi brak matki, teściwa też tak robiła - skutek
    opłakany w okresie dojrzewania kiedy to egoizm i postawa roszczeniowa
    uwidaczniają się w pełnej krasie.
    Jedyne co można to gadać M. by brał się za wychowanie, a nie wynagradzał ją za
    coś czego wynagrodzić się niczym nie da: brak pełnej rodziny jest nie do
    wynagrodzenia i tyle.
  • mara68 21.11.06, 14:35
    Agula, jest tak jak piszą dziewczyny - teoretycznie nie nasza sprawa wychowanie
    dziecka N. i byłabym bardzo szczęśliwa gdybym się uodporniła na wszystkie fochy
    Małej itp. o ile byłoby łatwiej. Ale skoro ma się dziecko na codzień, to zawsze
    istnieje jakaś interakcja. Ja np. nie potrafię zachować spokoju kiedy np. Mała
    poproszona o przyniesienie talerzyka na stół mówi z pretensją i złością - Co za
    durne zadanie! jakbym conajmniej dała jej ciężką, przemęczającą pracę.
    Ja nie mieszkam z Małą, ale w Twoim przypadku jeśli pewne zachowania Małej się
    utrwalą, a za parę lat wyrośnie z niej nastolatką "mało sympatyczna" to będzie
    to miało także wpływ na Twoje życie. Ja już teraz widzę, jak czasami Mała
    zwraca się do N. i niby ja nie mam z tą sytuacją nic wspólnego, ale się
    denerwuję że ona do niego mówi w niekulturalny sposób. Nie uważam że dziecko
    powinno mieć dużo obowiązków w tym wieku, choć sama byłam dość samodzielna jako
    siedmiolatka, ale nie może też wchodzić na głowę, oczekiwać wiecznego
    zainteresowania i zabawy ... a każdy obowiązek przyjmować obrazą i fochem,
    łącznie z odrabianiem lekcji
  • m-m-m 21.11.06, 14:40
    Nie uważam że dziecko
    powinno mieć dużo obowiązków w tym wieku, choć sama byłam dość samodzielna jako
    siedmiolatka, ale nie może też wchodzić na głowę, oczekiwać wiecznego
    zainteresowania i zabawy ... a każdy obowiązek przyjmować obrazą i fochem,
    łącznie z odrabianiem lekcji



    Trzeba cisnąć tatusia by bardziej się angażował wychowawczo.


    Ja np. nie potrafię zachować spokoju kiedy np. Mała
    > poproszona o przyniesienie talerzyka na stół mówi z pretensją i złością - Co
    za
    >
    > durne zadanie!

    Na podobny tekst mój M. kiedyś pasierbowi powiedział, że nie on, pasierb, ale
    ojciec jest od oceny czy praca, która ma wykonać na jego polecenie syn jest
    dobra, czy zła.
  • agula_d 21.11.06, 14:45
    święte słowasmile
  • lilith76 21.11.06, 14:26
    ad lekacjami podobnie: łzy, "ja nie wiem", "nie potrafię" i NM
    > odrabia lekcje za nią, dyktująć jej co ma pisać.

    Zwróć mu delikatnie uwagę, że to strzał w stopę. Jeszcze 2-3 lata i on nie będzie w stanie zrozumieć pokręconych zadań z matematyki, biologii, czy chemmi, a panna nie będzie miała nawyku uczenia się. On nie nauczy się za nią wiersza, materiału na klasówkę.
    Moja ciotka tak sobie strzeliła i mój kuzyn ledwo skończył zawodówkę.
    Powiedz mu to, a niech on robi z tą wiedzą co chce. Chce mieć nieuka w domu, jego sprawa.

    --
    Co to jest bałagan w domu faceta?
    Feng Shui
  • m-m-m 21.11.06, 14:27
    Powiedz mu to, a niech on robi z tą wiedzą co chce. Chce mieć nieuka w domu,
    jego sprawa


    Popieram.
  • bubal1 21.11.06, 14:30
    Myślę, że mała rzeczywiście jest trochę niesamodzielna (np. pakowanie się do
    szkoły) ale Ty też trochę przesadzasz. Dziecko 9 letnie zwykle nie robi sobie
    samo kanapek. Poza tym jeżeli ona była przyzwyczajona że śpi z ojcem to trudno
    się dziwić, że pierwsza noc bez niego tak wyglądała. Oczekujesz od 9 letniego
    dziecka dorosłych reakcji. Moim zdaniem Twój NN postąpił prawidłowo poszedł ją
    uspokoić ale nie wziął do was do łóżka. Nie rozumiem więc dlaczego byłaś na
    niego wściekła. Wiedziałaś że ma dziecko więc teraz nie możesz oczekiwać, że
    ona zniknie albo zacznie się zachowywać jak dorosła osoba, która zawsze pamięta
    że się mówi proszę, przepraszam itp. Dziecko powinno być przyzwyczajane do
    samodzielności, ale stopniowo i pamiętaj że to tylko dziecko a nie Twoja
    rywalka.
  • m-m-m 21.11.06, 14:36
    Dziecko 9 letnie zwykle nie robi sobie
    samo kanapek

    Jesli nie jest tego nauczone - to sobie nie robi.

    Wiedziałaś że ma dziecko więc teraz nie możesz oczekiwać, że
    > ona zniknie albo zacznie się zachowywać jak dorosła osoba, która zawsze
    pamięta
    >
    > że się mówi proszę, przepraszam itp. Dziecko powinno być przyzwyczajane do
    > samodzielności, ale stopniowo i pamiętaj że to tylko dziecko a nie Twoja
    > rywalka.



    Ja tu żadnej rywalizacji ni widzę. Mało doświadczonym macochom całodobowym
    bardzo trudno jest uświadomić sobie, że to nie ich dziecko i tak naprawdę to
    problem ojca, czy to jego dziecko robi sobie samo śniadania, czy robi mu je
    rodzic. Po prostu dziewczyny wchodzą w rolę rodzica, a ponieważ dziecko jest
    już ukształtowane i zupełnie inaczej wychowane niż one jako rodzice by to
    zrobiły - to mają problem z akceptacją takiego stanu rzeczy. Ale to jest do
    opanowania po jakimś czasie. Wiem po sobie.

  • agula_d 21.11.06, 14:47
    m-m-m mam nadzieję że i ja to kiedyś opanuję...
  • agula_d 21.11.06, 14:43
    Bubal1 to nie była pierwsza noc. To była połowa trzeciego tygodnia jej
    samodzielnego spania. Wymysliła sposób na postawienie na swoim (a dzień
    wcześniej wdziała się z matką)i rzeczywiście zachowywała się tak jakby to była
    jej pierwsza samodzielna noc. Zgadzam się że to, że NM poszedł ją uspokoić było
    prawidłowe, nieprawidłowe jest jego przepraszanie za wszystko, za każdą
    decyzję. Po godzinie wspólnego leżenia i uspokajania sam się wkurzył bo rano do
    pracy trzeba wstawac, a Małej ani w głowie było spanie. Zaczęły się bajki,
    śpiewy i takie rózne, w końcu się na nią wkurzył, ale nie potrafił nic
    sensownego z tym zrobić. Miotał się biegał wkoło łózka - i to mnie wkurzyło, ta
    jego bezradność. Mała się wściekła i miała głęboko w tyłku jego prośby i
    przepraszanie, zaczęła wyć i tak przez 2 godz, na głos. Mała wyła a NM miotał
    się. Powinna wiedzieć, że w małym mieszkaniu wszytsko słychać i nie jest sama i
    być może ktoś, nawet macocha (choć to nie człowiek i żadnych potzrzeb nie ma)
    ma prawo się wyspać i iść wypoczęta do pracy. Mała powinna uszanować innych,
    ojca, mnie, sąsiadów.
  • mara68 21.11.06, 15:04
    Znam i ja takie zachowania... typu Mała tak źle się zachowuje że N. już
    wychodzi z siebie i wreszcie zwraca jej uwagę. Ona się obraża i idzie do
    swojego pokoju, a N. za chwilę biegnie sprawdzić czy się obraziła i ją
    pocieszyć (organizuje zabawę, albo coś proponuje miłego). W ten sposób ona
    utrwala takie zachowania, bo przecież nie ma kary - wręcz przeciwnie jest
    pocieszana po tym jak sama nabroiła. Mnie też w tym wszystkim denerwuje
    zachowanie N., że nie potrafi przeczekać, żeby ona zobaczyła że nie można mieć
    wszystkiego i na wszystko sobie pozwalać. A to najczęściej działa (sama kilka
    razy powiedziałam jej że nie może pewnych rzeczy do mnie mówić itp). Nie
    krzyczałam i nie karałam, w końcu sama przemyślała i przyszła żeby przeprosić
    za swoje zachowanie. Ona też nie ma złych intencji, ale jak to dziecko, jak
    może sobie pozwolić to czemu nie...To chyba jednak do niczego dobrego nie
    prowadzi.
  • mamapodziomka 21.11.06, 14:36
    Calosci komentowac nie bede, bo juz chyba wszystko zostalo napisane. Wiec tylko
    mala anegdotka a propos smarowania chlebka. Dzieci NM (7 i 9 lat) zaczely same
    sobie smarowac od kiedy zauwazyly, ze moja trzylatka robi to sama i co gorsza
    potrafi wink
  • reksia 21.11.06, 14:46
    hmmm...moja Mała ma 11 lat, a synek 8 są wiec w podobnym wieku jak Twoja
    pasierbica.
    Rano kiedy wstają same sobie szykują śniadanie.Śniadanie do zjedzenia i kanapki
    do szkoły razem z herbatką.Są w stanie same przygotować obiad.Nauczyły się tego
    już kilka lat temu.Fakt ja pilnuję tego by w trakcie gotowania zawsze był ktoś
    dorosły, ale takie rzeczy jak jajecznica czy podgrzanie sobie prostych potaw
    nie stanowi dla nich żadnego problemu.Często zdarza sie, że gdy nas nie ma w
    domu dzieciaki robią sobie coś na ciepło.Mój synek potrafi własnoręcznie upiec
    ciastka.Zwykłe takie "mączniaki" z konfiturą, najprostsze, ale robi to od A do
    Z samodzielnie.Pranie podstawowych rzeczy takich jak majteczki czy skarpety też
    nie jest im obce.Często robią zakupy,zazwyczaj we dwójkę.
    Mają jeden podstawowy obowiązek co często im podkreslam :mają sie dobrze uczyć.
    Za to są często nagradzane.Wynik mały wiercipięta chociaż ma ogromne kłopoty z
    koncentracją jest opisowo bardzo dobry a mała z "paskiem".Nigdy przenigdy z
    Małą nie siedałam do lekcji i nie odrabiałam ich z nią.Wychodząc z założenia że
    program szkolny jest dostosowany do wieku dziecka ,wiec każde przecietne
    dziecko powinno sobie z nim spokojnie radzić.Zawsze wymagałam od dzieci
    samodzielności, a swoje zadanie widziałam w nagradzaniu ich za jej objawy i za
    pokonywanie kolejnych szcebelków.
    Z rzeczy zabawnych mój mały w zeszłym ropku w trakcie remontu rodzinnego
    nauczył sie zarzucać tynk na ścainę i konkurował swymi małymi rączkami z
    dorosłymi wykoonujacymi tynki.Mycie naczyń w domu to głównie obowiązek dzieci

    Jesli spytasz mnie, czy masz rację rządając od swego faceta by pozwolił swej
    córce na samodzielność w wieku 9 lat.To czytając to co napisałaś stwierdzę

    KOBIETO MASZ 100% RACJĘ, BO Z TAKĄ POSTAWĄ JAKĄ ON MA, POWOLI WYCHOWA "ŻYCIOWĄ
    KALEKĘ"

    Kocham moje dzieci i w kazdej chwili bez najmniejszego wahania oddam za nie
    życie włsne, ale sorry do szkoły pakować muszą sie same.Dla ich własnego
    dobra.Nie wyobrażam sobie inaczej.Dodam ze swoje obowiązku maluchy wychowują
    bardzo chetnie.

    Mam w rodzinie też dzieci wychowywane w taki sposób jak Twoja
    pasierbica.Kobiety które za te dzieci muszą wykonywać wszelkie podstawowe
    czynności.Obserwuje to z boku.Powiem krótko Agula-d DZIEWCZYNO NIE DAJ SIĘ!!!
    MA FACET AMBICJE WYCHOWAĆ LEWUSA TO NIECH ZA NIM SAM LATA I NADRABIA!!!
    Przesyłam pozdrowionka i trzymam w tym wypadku kciuki za nieugietośćwinkbo w tym
    wypadku moim zdaniem to Ty masz rację.
  • agula_d 21.11.06, 14:56
    Reksia a już myślałam że mam jakieś kosmiczne wymagania... i że moi rodzice
    katowali nadmiernymi obowiązkami nie tylko mnie ale i moje rodzeńwto!! ale
    widzę światełko w tunelusmile)))

    Dzięki dziewczynysmile))
  • triss_m7 21.11.06, 15:54
    Hmm... no to taka typowa sytuacja.
    Kiedys moj M mial podobne klapki na oczach i wszystko co mloda zrobila bylo
    najlepsze, najpiekniejsze, ani slowa krytyki nie chcial slyszec, oczywiscie
    biegal wkolo niej jak z piorkiem w du..e.
    Skonczylo sie gdy mloda stala sie nastolatka i zaczela to wykorzystywac w
    nieprzyjemny dla niego sposob.
    Sprowadzilam go na ziemie - fakt, on tez dal to sobie powiedziec - pokazalam mu
    sytuacje w ktorych popelnil blad. Gdy rozmawialismy to powiedzial, ze on chyba
    zawsze bedzie mial wobec NIEJ poczucie winy (nie w stosunku do jej matki!). I
    wiesz co, chyba wiekszosc naszych M ma cos takiego, stad zachowuja sie w
    typowy, podobny sposob. Rzecz w tym, ktory zechce otworzyc oczy na to co robi -
    moze zda sobie sprawe, ze z takiego glaskania to wiecej szkod moze byc niz
    pozytku.

    Co do spania - masz absolutna racje. Panna jest zdecydowanie za duza na takie
    numery. Moje dzieci (3,5 oraz 2 lata) wiedza, ze nie ma takiej mozliwosci. Maja
    swoje lozeczka, a rodzice swoje.

    Jesli chodzi o "samoobsluge" to jest to juz bardziej kwestia tego, czego jest
    nauczona. Uwage powinien zwracac jej ojciec. Moj M juz teraz zauwaza takie
    sytuacje i nie ma problemu ze zwroceniem pasierbicy uwagi, ze ma np. poscielic
    po sobie lozko.
    Kiedys zdarzyla sie sytuacja, ze wszyscy wrocilismy ze spaceru do domu. Moja 3-
    letnia wowczas corka zdjela buciki i sweterek i poszla odlozyc te rzeczy na
    swoje miejsce do szafy. Pasierbica - rzucila swe wierzchnie odzienie na
    pobliski fotel. M obserwowal cala sytuacje i ... pasierbica musiala szybciutko
    posprzatac. Wiem, ze tak do konca to nie jest jej wina, ze nie potrafi po sobie
    posprzatac. Zal mi mojej pasierbicy bo od matki sie tego nie nauczy (wyjatkowa
    balaganiara).

    Postaraj sie nabrac dystansu - pewnie bedzie ciezko ale chyba najlepsza droga
    bo inaczej to scysje z M gotowe. Mysle, ze wkrotce znudzi mu sie skakanie wokol
    niej. Powodzenia!
    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • bubal1 21.11.06, 16:26
    No jeżeli to nie była pierwsza noc to rzeczywiście trochę dziwne. Mała jest
    zapewne rozpuszczona i mało samodzielna. Chodzi mi o to że ona nie zdaje sobie
    chyba sprawy, że zachowuje się źle i przeszkadza innym spać i to nie na nią
    powinnaś być zła tylko na NM i eksię bo ją nie nauczyli. Co do wymagań wobec
    dzieci to każdy ma swoją teorię ale gotowanie potraw przez 11 i 8 latka pod
    nieobecność rodziców wydaje mi się trochę lekkomyślne. Dzieci nawet te grzeczne
    mogą się czasem zagapić i zrobić sobie albo innym krzywdę.
  • reksia 21.11.06, 16:46
    Bubal moje dzieciaki grasują po kuchni od kilku lat.Gotują czy też podgrzewają
    sobie rózne rzeczy i to lubią.Podstawowa rzecz: kuchnia jest PRZYSTOSOWANA do
    korzystania z niej przez dzieci(np.posiadamy specjalnie z tego powodu lekkie
    naczynia).Nigdy nie zdarzył się żaden wypadek.
    To, że potrafią nie jest tożsamym z zostawianiem ich samopas!!
    Bo to że potrafią poruszać sie samodzielnie, to dlatego że były do tego
    samodzielnego poruszania przygotowywane.
    To ze potrafią nie jest też tożsamym z lekkomyslnym zostawianiem dzieci sam na
    sam z kuchnią. Były uczone jak zachowywac sie w sytuacjach, gdyby zdarzył sie
    jakikolwiek wypadek i wiem, że moje dziecko w wieku 8 lat wie że po oparzeniu
    należy szybko wsadzić rękę pod zimną wodę i w razie czego poradzą sobie.
    Napewno są tez i takie dzieci czy nastolatki które w takim wypadku spanikują i
    nie będą wiedziały jak o siebie zadbac!
  • babe007 21.11.06, 17:01
    A masz kuchenkę gazową?
  • reksia 21.11.06, 19:21
    mam szklana płytę, ale zasilanie gazowe
  • mary_lu 21.11.06, 17:07
    Byłam wychowywana tak jak dzieci Reksi. Uważam to za bardzo rozsądne. Zawsze
    rwałam się (wtedy!) do prac domowych i samodzielności. Mając 6-7 lat nauczyłam
    się bezpiecznego obsługiwania kuchenki gazowej, maszynki do krojenia chleba,
    miksera, żelazka. Dzięki temu rodzice nie bali się zostawiać mnie samej w domu.

    Jako 8 latka umiałam odkurzać, umyć naczynia, zająć się niemowlakiem (choć nie
    miałam stałych, ciężkich obowiązków).

    Sama szykowałam się do szkoły już w połowie pierwszej klasy. Mama tylko mnie
    zwykle tylko budziła, śniadanie umiałam w razie czego zrobić sama. Nie mogę
    sobie wyobrazić, żebym w tym czasie mogła odstawiać jakieś nocne ryki.

    Byłam bardzo dumna ze swojej samodzielności.

    Jak obserwuję dzieci 10 letnie, którym nie wolno samym przechodzić przez ulicę
    ani dotykać ostrych noży w kuchni, to mi ich żal...
  • babe007 21.11.06, 17:15
    A czy wiesz, że zostawianie takich małych dzieci samych w domu jest nie zgodne
    z prawem? Gdyby dziecku cos sie stało - rodzice będą odpowiadać za zaniedbanie
    opieki (to ma jakąś fachową prawniczą nazwę). Twoi rodzice byli (wg mnie) nie
    tyle odwazni, co niefrasobliwi. A później się słyszy o dzieciach, które zgineły
    w pożarze, albo polały sie wrzątkiem....
  • mary_lu 21.11.06, 17:35
    Ja bym się powstrzymała od dawania rad moim rodzicom na temat wychowania
    dzieci - wychowali czworo, i chyba całkiem nieźle...
    Mieliśmy kilka dramatycznych zdarzeń, akurat tak się składa, że wszystkie na
    oczach rodziców... Np. mnie wrzątkiem oblała ciocia, gdy wpadłam na nią zza
    węgła...
  • mary_lu 21.11.06, 17:40
    I, Babe, np. na forum o poparzeniach możesz przeczytać, że najczęściej
    poparzone zostają dzieci 1-4 letnie, czymś ugotowanym, rozgrzanym przez
    dorosłych. Zapewniam Cię, że 7-latek jest tak przejęty obsługą kuchenki i
    radami rodziców, że zachowuje się jak saper. Chyba, że nigdy nie uczono go jak
    postępować i nie obserwowano jego pierwszych poczynań. Wtedy może zaszaleć, jak
    dziecko "spuszczone z łańcucha".
  • m-m-m 21.11.06, 19:10
    A czy wiesz, że zostawianie takich małych dzieci samych w domu jest nie zgodne
    z prawem?

    Teoretycznie zostawianie w domu każdego niepełnoletniego samego w domu jest
    niezgodne z prawem (dotyczy to też np. mojego już 17-letniego pasierba), i
    zdaje się, że za niedopełnienie opieki grozi nawet do 8 lat odsiadki.
    Od czasu do czasu słyszy się że jakieś dziecko wyleciało z okna, bo mamusia z
    tatusiem pijani leżeli pod stołem.
    I o ile w wypadku przedszkolaków uważam taki prawo za oczywiste o tyle w
    odniesieniu do dzieci będących w szkole - już mniej, bo takie dzieci
    teoretycznie powinny być mądrzejsze.
    O ile kuchenka gazowa dla 7-9 latka powinna być moim zdaniem niedostępna bez
    nadzoru dorosłych, o tyle tenże sam 7-9 latek jednak powinien zrobić sobie sam
    śniadanie złożone z kanapek i po nim pozmywać.
  • reksia 21.11.06, 20:20
    Ja wychowywałam dzieciaki przez kilka lat sama,mój były mąż zostawił mnie z
    ogromnymi długami do spłacenia.
    Był i takie czasy gdy pracę zaczynałam o 7.00 a kończyłam o 18.00 przy czym
    dojazd zabierał mi około 1,5 godziny.Wyjeżdżałam wiec z domu skoro świt, a
    wracałam ok 20.00.
    Na pewno dzieciaki w tym czasie były bardziej obciążone niż ich rówiesnicy.Za
    to fakt, czuję sie odpowiedzialna.Przez cały czas mojego pobytu w pracy
    faktycznie martwiłam się co w domu, ale nie histerycznie bo byłam w ciągłym
    telefonicznym kontakcie z maluchami.Starałam się by pomagali nam gdy tylko to
    było mozliwe znajomi czy ktoś z rodziny, bywało to róznie.
    Siłą rzeczy dzieci musiały sobie radzić często same.
    Mój Ex mąz nie płacił alimentów nigdy.
    Serducho mi sie skręcało gdy myslałam o tym na ile wiecej są obciążone moje
    maluchy bardziej w stosunku do ich rówieśników,ale teraz z perspektywy czasu
    nadal twierdzę że były obciążone tylko i wyłacznie moją nieobecnością, a nie
    nadmiarem obowiązków.
    Jesli chodzi o obowiązki nie zdjeła bym z nich niczego, bo wszystko co robiły
    robiły chętnie bez zmuszania,wszystko wychodziło nam spontanicznie.Nigdy do
    obowiązków nie były zmuszane ,bardziej była bym skłonna twierdzić ze chciały
    wynagrodzić mi moje zmeczenie i dlatego sie starały.
    Do dzis dnia z tego okresu pozostał im zwyczaj dawania mi przynajmniej kilka
    razy w tygodniu,"dowodów miłości" w postaci laurek róznych czy
    kwiatów ,lisci,kasztanów ,kamieni i rózniastych takich.
    Nigdy nie były zostawiane samopas.Wymyslałam dużo rzeczy, które mogłyby zrobic
    bo wówczas byłam pewna, że zajmą się tym co mają zrobić, a nie zaczną wymyslać
    dziwadeł z nudów.Tak myślę nadal ,myslę ze kiedy dzieci sie nudzą dużo łatwiej
    o wypadek niz kiedy mają np za zadanie poskładać w jak najładniejszą kosteczkę
    pranie
    Zawsze dzień wczesniej uzgadnialiśmy co jest na drugi dzień do jedzenia .Chleb
    miały krojony, dodatki też, a posmarowanie kanapek i nałożenie dodatków to
    nadal twierdzę nie było nic nadzwyczajnego i dla żadnego dziecka być czymś
    nadzwyczjnym nie powinno.Taką czynnośc jest w stanie wykonać już 3
    latek .Wystarczy mu na to pozwolić!

    Fakt dzieci nie powinny pozostawać same,ja tez tak twierdzę i ja tez stawałam
    na głowie by zawsze ktos z dorosłych miał oko na maluchy.
    Nikomu nie życzę wiec podejmowania takiego ryzka przy tak małych dzieciach
    jakie ja miałam .
    Bez przesady jednak by uszykowanie sobie przez 8-9 latka kanapek,czy przespanie
    samemu nocy miało byc czymś szczególnym czy obciązającym nad miarę.

    Skoro 18 latek ma juz prawo założyć rodzine,( z tego co widać chodzby na
    przykładzie pasierbicy Kasian-zdarzyć się to może) to bez przesady by np 13
    latkowi szykowac kanapki.
    Bo skoro nie nauczył się samoobsługi w wieku np 13 lat to w jaki sposób przez 5
    lat ma przejść od szykowania kanapek do zarobienia i utrzymania rodziny czy
    samodzielnego utrzymania sie na studiach ???
  • m-m-m 21.11.06, 21:07
    Bo skoro nie nauczył się samoobsługi w wieku np 13 lat to w jaki sposób przez 5
    lat ma przejść od szykowania kanapek do zarobienia i utrzymania rodziny czy
    samodzielnego utrzymania sie na studiach ???


    Toteż ja uważam, że np. w wypadku naszego pasierba był to ostatni dzwonek na to
    by go uczyć samodzielności. Niestety w tym temacie są co najmniej 3 lata do
    tyłu, bo jak już pisałam jego babcia, a moja teściowa traktowala go jak małe
    dziecko całkowicie go wyręczając. Skutkiem była roszczeniowa postawa i obecnie
    co jakiś czas porównywanie siebie do rówieśników rzekomo TAK nieobciążonych
    obowiązkami (np. regularnym odkurzaniem dywanu). Z tym poradziliśmy sobie tak,
    że M. powiedział pasierbowi, że to co mowią jego rowieśnicy dla popisania się
    przed innymi kolegami to jedno, a to co faktycznie muszą robić w domach to
    drugie.
    Nie mogę powiedzieć - jak na takie totalne zaniedbanie wychowawcze teściowej -
    M. dołożył i doklada ciągłych strań by uczyć go samodzielności a to, że pasierb
    z rozrzewnieniem wspomina pełną obslugę jaką kiedyś miał od babci to inna
    sprawa.
    Pasierb też niestey w tym temacie nie znalazł we mnie sojusznika: to ja
    pokazałam M. jakim rozkapryszonym i niesamodzielnym dzieckiem jest jego syn.
    Pasierb początkowo myślał, że zajmę miejsce jego babci i jak ona będę go
    rozpieszczała. Pomylił się, zamiast rozpieszczania zarządziłam obowiązki. Ale
    zanim przekonałam do moich racji M. to trwało to bardzo długo.
    M. wychowany przez tę samą co pasierb nadopiekuńczą kobietę próbował mnie
    wsadzić w to jej miejsce. Do dziś dziwię się, że nasz związek jakoś przetrwał i
    obecnie do dorosłości pasierba bliżej niż dalej, a teściowa obecnie chora na
    Alzheimera z taką polityką wychowawczą jaką prowadziła - dziś miałaby dwóch
    roszczeniowców, a nie dwóch facetów - jej nabliższych krewnych do opieki nad
    nią.
    Nauczyła ich totalnej obsługi zamiast wymagać i gdyby nie ja to nie wiem jak
    opieka nad nią by wyglądała: oni nie nauczeni czegokolwiek nie umieliby wody na
    herbatę jej zagotować, a co dopiero w pełni nią się opiekować łącznie z
    gotowanem jej posiłków.Tak więc niesamodzielne dziecko to bat na starość
    rodzica.
  • mary_lu 21.11.06, 21:36
    m-m-m napisała:

    > A czy wiesz, że zostawianie takich małych dzieci samych w domu jest nie
    zgodne
    > z prawem?

    W to jestem skłonna uwierzyć. Nasze prawo jest cudowne. Jak byłam na praktykach
    w RODK, to zespół opiniował przypadek następujący: matka zostawiła swojego 19-
    letniego syna z dwójką przyrodniego rodzeństwa 2-latkiem i 4-latkiem
    (wieczorem, dzieci wykąpane i w piżamkach, podobno nawet śpiące w łóżeczkach),
    sama poszła na imieniny do sąsiadki do klatki obok. Nastolatkowi nie podobał
    się taki nadmiar obowiązków, miał też jakieś inne zatargi z matką ostatnio,
    więc zadzwonił na Policję, że dzieci zostały bez opieki (z domu dzwonił).
    Przyjechała Policja, dzieci trafiły do Izby Dziecka (braciszek wciąż obecny w
    mieszkaniu!), matkę wyciągnięto z imprezy, zbadano alkomatem... Następnie
    dzieci spędziły prawie dwa miesiące w pogotowiu opiekuńczym... Matka trafiła do
    RODK już jako psychiczny wrak... Nikt nie znalazł jakichkolwiek dowodów na jej
    zaniedbania wobec dzieci - wręcz przeciwnie. Ale była rozwódką, następnie matką
    dwójki nieślubnych dzieci... Wystarczyło.


    > Od czasu do czasu słyszy się że jakieś dziecko wyleciało z okna, bo mamusia z
    > tatusiem pijani leżeli pod stołem.


    Mam nadzieję, że o takich przypadkach nie rozmawiamy? Nie masz na myśli moich
    rodziców?

    > O ile kuchenka gazowa dla 7-9 latka powinna być moim zdaniem niedostępna bez
    > nadzoru dorosłych,

    Jakbyś mi, 8-letniej powiedziała, że nie mogę sobie sama ugotować jajka, wody
    na herbatę, albo kakao, to bym pomyślała, że sobie ze mnie żartujesz... Jako 10-
    latka samodzielnie ugotowałam pierwszy obiad...
  • m-m-m 22.11.06, 09:29
    m-m-m napisała:
    >
    > > A czy wiesz, że zostawianie takich małych dzieci samych w domu jest nie
    > zgodne
    > > z prawem?



    To NIE jest cytat z mojego postu. Ten cytat wzięłam z postu bebe007 i odniosłam
    się do niego.



    Mam nadzieję, że o takich przypadkach nie rozmawiamy? Nie masz na myśli moich
    > rodziców?
    >



    Miaam na myśli ogólnie rodziców pijaków, a nie rodziców konkretnego/konkretnej
    pani X.




    Jakbyś mi, 8-letniej powiedziała, że nie mogę sobie sama ugotować jajka, wody
    > na herbatę, albo kakao, to bym pomyślała, że sobie ze mnie żartujesz... Jako
    10
    > -
    > latka samodzielnie ugotowałam pierwszy obiad...


    Możliwe, że tak u Ciebie było. i To była prywatna i indywidualna decyzja Twoich
    rodziców, że decydowali się dwać Ci dostepo do kucheni gazowej pod ich
    ieobecność. BO tylko sytuację nieobecności dorosłego mam na mysli, gdy 8-latek
    gotuje sam.
    Dorosły zostawiając dziecko w owej kuchni, gdy wie, że nikogo nie będzie w domu
    bierze odpowiedzialność za wszystkie nieprzewidziane okoliczności, które pod
    jego nieobecność mogą się dziecku przytrafić. I oddpowiada karnie za
    niedopełnienie opieki. Jego - rodzica prywatna sprawa, czy decyduje sie nato
    czy nie.
    Ja pierwszy obiad ugotowałam ok. 16-ego roku życia, mój pasierb rok wcześniej i
    jak widzę całkiem nieźle sobie z tym radzi.
    Moim zdaniem o ile zaufanie do obsługi kochni wobec nastolatka jest naturalne,
    o tyle zaufanie w tej samej sprawie do 8-latki jest kontrowersyjne.
    No, ale podkreślam: każdy rodzic decyduje SAM kiedy jego dziecko zaczyna
    gotować pod jego nieobecność.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.