Dodaj do ulubionych

co o powiecie?

11.05.07, 21:02
Na początek chciałam się przypomnieć: jestem macochą wekendową,dziecko mojego
M ma prawie 9 lat,mam "drobne" problemy z superteściową i podobne z eksią.

Teraz sedno sprawy: Kilka miesięcy temu pytałam Was jak sie zachować, kiedy
przyjdzie czas pierwszej komunii syna mojego M.Otóż: organizacją "świeckiej"
części uroczystości (schabowy,rosołek i ciastowinkzajmuje się eksia bez ŻADNEGO
porozumienia z moim M.Dziecko roznosi wraz z mamusią zaproszenia do bliższej
i dalszej rodziny mojego męża,czyli tak naprawdę także do swojej
(dziecka).Tak naprawdę tej rodziny jest niemało,bo z tego co mówi dziecko
zebrało się coś około 50sztuk.Moim zdaniem sporo.Zaproszenie dostał także mój
M.Ja nie. Już dawno mój M ułożył ze swojej strony plan na ten dzień -
zaproszenie jego najbliższej rodziny na niewielki poczęstunek po mszy. Ja
stanęłam z boku i powiedziałam,że wszystko co postanowi ja przyjmę.Nie dąsam
się,nie wtrącam,nie krytykuję.Tylko jestem sobie z boku.Tak mi
dobrze.Oczywiście do kościoła pójdę,z daleka uśmiechnę się do dziecka i
koniec.Rodzinę zaprasza mój M z synem.W to też się nie angażuję.Co o tym
myślicie?Czy to jest zdrowe?Czy to ma jakiś sens?
--
Powaga zabija powoli!
Edytor zaawansowany
  • konkubinka 11.05.07, 22:09
    bylismy w podobnej sytuacji tylko w twoim poscie nie zrozumialam, czy mamusia
    robi przyjecie a M zamierza zapraszac do siebie osobno?I trafi na te same osoby
    podwojne zaproszenie?
  • lisek78 11.05.07, 22:14
    Właśnie tak! Mama dziecka zaprasza swoją rodzinę i rodzinę mojego M oraz mój M
    zaprasza tylko swoją część rodziny.Także oczywiście trafią na te same osoby,
    zaczynając od dziadków (rodziców mojego M)a kończąc na jakiejśtam cioci.No i
    chyba to w tym całym układzie jest największym zgrzytem.Powiedz jeśli możesz
    jak było u Ciebie.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • konkubinka 11.05.07, 22:49
    Lisku
    Nie pociesze CIe
    U nas zakonczylo sie to tragedia, bo nie dosc ze pomysl eks wygral to
    poklocilismy sie z rodzicami M a w koncu on najbardziej cierpial bo wszyscy
    byli z jego corka tylko nie on.
    Ja uparlam sie ze nie pojde , rodzice M mnie wyciagneli a po fakcie
    wykrzyczeli ,ze najmniej mam do gadania.
    Rodzina co miala podwojne zaproszenia poszla do eksi , tlumaczac sie dobrem
    dziecka.
    Dla mnie taka sytuacja (po obserwacji wlasnej) wymaga odseparowania sie i
    poijscia wylacznie na msze.
    Opisalam to bardzo w skrocie.Musialabym duzo opisywac zebys miala pelny obraz.
    Dalo mi to wiele do myslenia.Na komunie mojego syna zapomnialam o wszystich
    niesnaskach a teraz gdy w niedziele rocznica rowniez.Chce poprostu aby moje
    dziecko bylo szczesliwe-jak moze.
  • lisek78 12.05.07, 00:10
    Niełatwa to sytuacja.Tym bardziej,że ja nie jestem wymarzoną nową synową dla
    swoich teściów,oni ciągle wiedzą lepiej (jak,co,kiedy i z kim załatwić w
    kwestii komunii syna).Boję się,że rodzina M zaproszona z dwóch stron - mamy i
    taty dziecka wybierze gościnę u mamy dla dobra dziecka.Niemałe znaczenie będzie
    miało także to,gdzie pójdą rodzice mojego męża - do nas czy do swojej synowej i
    wnuka.Naprawdę trudno mi się w tym wszystkim odnaleźć...
    --
    Powaga zabija powoli!
  • lady.godivia 12.05.07, 11:28
    a nie moze byc tak, ze two M pojdzie sam na to ptrzyjecie bez ciebie???
  • kasia_kasia13 12.05.07, 12:51
    Nie rozumiem w jakim celu twoj M. organizuje dodatkowe przyjecie. Na tym
    ogranizowanym przez mame beda rodzice dziecka oraz rodzina z dwoch stron. I
    chyba tak jest OK.
  • babe007 12.05.07, 16:45
    zupełnie nie rozumiem pomysłu organizowania konkurencyjnej imprezy (jak
    rozumiem w tym samym czasie). A gdzie będzie najważniejsza osoba tego dnia,
    czyli dziecko? Bo to tam powinni pojawić sie wszyscy goście. W końcu to jego
    święto.
  • mamba30 12.05.07, 17:03
    babe007 napisała:

    > zupełnie nie rozumiem pomysłu organizowania konkurencyjnej imprezy (jak
    > rozumiem w tym samym czasie). A gdzie będzie najważniejsza osoba tego dnia,
    > czyli dziecko? Bo to tam powinni pojawić sie wszyscy goście. W końcu to jego
    > święto.



    ano tak, zgadzam się, ale.....

    ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
    partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
    każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
    dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

    Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
    napięte, a córka M ma komunię za rok...
    --
    nie rób scen smile
  • babe007 12.05.07, 17:44
    mamba30 napisała:

    > ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
    > partnerką.

    W ten sposób pokazałaby klasę, tyle, że w sytacji kiedy jej nie pokazuje to
    nowa partnerka ojca może albo byc ponad to i z godnością, dla dobra dziecka w
    tym szczególnym dniu usunąć się w cień po kościele(gdzie może się wyżyć szałową
    kreacją i wyglądem pt. $ 1,000,000 wink ), albo brnąć w walkę w kiślu
    organizując "kontr przyjęcie" i ekscytować sie tym u kogo było więcej gości
    (cały czas nurtuje mnie na której imprezie pojawi się "komunista"). BTW
    stawianie ludzi w tak niezręcznej sytuacji (zaproszenie na dwa konkurencyjne
    przyjęcia) to szczyt nietaktu (i egoizmu)...
  • kasia_kasia13 12.05.07, 19:56
    kogo chce zaprosic dziecko? Jakie panuja stosunki miedzy dzieckiem a macocha?
  • mamba30 13.05.07, 13:43
    i znowu muszę się z Tobą zgodzić smile)

    U nas zapewne nawet M nie będzie zaproszony, nie mówiąc o dziadkach z jego
    strony. Zapewne pojedziemy do kościoła na mszę, damy młodej prezent i to będzie
    na tyle.
    --
    nie rób scen smile
  • lady.godivia 12.05.07, 17:46


    >

    > ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
    > partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
    > każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
    > dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

    to chyba zalezy od wielu czynnikow, od tego jak sie rozstali, od tego jakie sa
    teraz miedzy nimi stosunki, jaki jest stosunek dziecka do obecnej partnerki itd.
    skoro najwazniejsze jet dziecko to po co jego ojciec organizuje konkurencyjne
    przyjecie? moze dla dobra dziecka lepiej byloby udac sie na to organizowane
    przez ex i jezeli sie uprze to samemu i juz.

    > Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
    > napięte, a córka M ma komunię za rok...

    nie upierałabym sie przy pojsciu zeby nie zepsuc swieta dziecku
    wiem ze przykro ale coz zycie jest brutalne
  • kasia_kasia13 12.05.07, 19:55
    >
    >> ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
    > partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
    > każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
    > dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

    Ale, jak czesto sie tu powtarza, oni nie sa jedna kochajaca sie wspolka
    rodzina. To jest dzien tego dziecka, wiec naturalne, zeby uczestniczyli w nim
    rodzice. Ojciec jest zaproszony. Nie wiemy, czy zaproponowal pomoc w
    ogranizowaniu imprezy, pownien byl. Impreza konkurencyja to pomylka, to wlasnie
    odrywanie sie za niezaproszenie macochy.

    > Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
    > napięte, a córka M ma komunię za rok...

    Z corka M tez masz stosunki napeite, prawda? Wrecz nie znosisz jej, wiec chyba
    nie ma powodu, abys tam byla, prawda?
  • mamba30 13.05.07, 13:47
    Owszem, kontr przyjęcie to zły pomysł. Napisałaś, że to jest dzień dziecka,
    więc matka powinna okazać klasę i nie stawiać ojca dziecka w niezręcZnej
    sytuacji, w której tylko on zostaje zaproszony. On ma już nową rodzinę i nie
    widzę powodu, aby selekcjonować w ten sposób gości.

    Nie pisz, że nie znoszę swojej pasierbicy, bo uczucia, które do niej żywię co
    zupełnie inne. Jest mi ona obojętna i to na tyle w tym temacie.
    --
    nie rób scen smile
  • kasia_kasia13 12.05.07, 12:49
    >Otóż: organizacją "świeckiej"
    > części uroczystości (schabowy,rosołek i ciastowinkzajmuje się eksia bez ŻADNEGO
    > porozumienia z moim M

    A czy Twoj M. zapropopnowal Exi, ze jej pomoze w organizacji?
  • cymbeline 12.05.07, 16:04
    Napiszę Ci jak było u nas,
    mój mąż zadzwonił do ex i zaproponował, że my pokryjemy oczywiście połowę
    wydatków związanych z komunią Młodego. Stanęło na tym, że ex wynajęła lokal,
    gości w sumie wyszło 20 osób, czyli po 10 z każdej strony i my pokrywamy koszty
    jednej dziesiątki gości, oprócz tego pokryliśmy zakup krzyżyka z łańcuszkiem do
    poświęcenia przed komunią, a ex ubranko Młodego. Zrobiliśmy tak jak chciała ex.
    Ja tylko zaznaczyłam mojemu mężowi,że pokrywamy połowę kosztów imprezy pod
    warunkiem, że ex nie zrobi z komunii wesela. Dla mnie 50 osób na komunii to
    lekka przesada, chyba, że faktycznie najbliższa rodzina jest taka duża. U nas
    tylko dziadkowie Młodego, rodzeństwo ex i mojego męża z rodzinkami, rodzice
    chrzestni no i jasmile oraz partner exi.
    U nas problem był z zaproszeniami, ex już od kilku miesięcy ponoć je drukuje
    tylko jakoś do tej pory nie wydrukowała, a komunia już za tydzień....więc na
    wszelki wypadek zaprosiliśmy naszych gości ustniesmile

    Powiem Wam jeszcze,że ostatnio jak Młody do mnie zadzwonił,zapytałam go w
    żartach,że nie dostałam zaproszenia na jego komunię,więc chyba mam nie przyjść,
    na co Młody się oburzył i stwierdził,żebym sobie głupio nie żartowała, mam być
    na jego komunii i koniec... Bardzo cieplutko zrobiło mi się na serduszkusmile
    I jak tu nie kochać takiego facetasmile

    Pozdrawiam serdeczniesmile

    P.S. Mam nadzieję,że impreza się uda, nie chciałabym, żeby Młodemu było przykro..
  • dominika303 12.05.07, 18:38
    Lisku smile
    w tej sytuacji dałabym na waszym miescju dziecku prezent przed komunią, a w tym
    dniu niech twój M i ty wybierze się tylko do kościoła.
    Myślę, ze takie rozwiązanie jest najlepsze dla wszystkich.
    Dziecko w kościele będzie miało obje rodziców, z prezentu juz sie będzie
    cieszyło bo go będzie miało wcześniej. A wy też nie odchorujecie ! Poza tym
    wybieranie się na słe na przyjęcie, gdy exia się temu sprzeciwia - jest trochę
    nietaktem. A robienie drugiego przyjećia w tym samym dniu w innym miejscu
    uważam za równie głupi nietakt co niezproszenie żony byłego meza na komunię
    dziecka.
    pozdrawiam
  • lady.godivia 12.05.07, 21:18
    ponawiam pytanie
    dlaczego ojciec nie moze isc sam na przyjecie???
  • lisek78 12.05.07, 22:12
    Nie uda mi sie na pewno na wszystko odrazu odpowiedzieć,ale spróbuję.
    oczywiście ojciec może iść sam na przyjęcie,ale nie chce i to nie dlatego,że ja
    nie zostałam zaproszona.On po prostu nie chce i koniec.
    Zresztą dziś,po rozmowie mojego M z rodzicami i częścią rodziny opcja się
    zmieniła.Nie będzie drugiego przyjęcia.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • lisek78 12.05.07, 22:37
    A mąż nie pójdzie,bo nigdy nie mógł dogadać się z eks.W żadej sprawie.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • lady.godivia 12.05.07, 23:04
    to nie jest przekonujacy argument. To jest swieto jego dziecka, to jego dziecko
    ma byc w tym dniu szcesliwe, za maly jest jeszcze i pewnie zbyt podatny na
    manipulacje zeby samemu moc stwierdzic co jest dla niego dobre. Ojciec powinien
    isc i do kosciola i na przyjecie i powinien to zrobic dla dobra dziecka / bo to
    ze jak nie przyjdzie to da ex argument do reki jakim to zlym jestb ojcem to inna
    sprawa, a i dziecku latwiej bedzie mozna w glowie zamieszac ze tatus niedobry na
    przyjecie nie przyszedl bo juz go nie kocha/
  • chalsia 12.05.07, 23:57
    > A mąż nie pójdzie,bo nigdy nie mógł dogadać się z eks.W żadej sprawie.

    to w ogóle nie jest argument, tylko wytłumaczenie albo tchórzostwa, albo
    niedojrzałości. I często spotykane u dochodzących ojców łączenie spraw własnego
    dziecka ze stosunkiem do jego matki.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • kicia031 14.05.07, 10:44
    A mąż nie pójdzie,bo nigdy nie mógł dogadać się z eks.W żadej sprawie.

    No przynajmniej raz musieli sie dogadac w pewnej sprawie wink)
    I teraz niestety trzeba byc odpowiedzialnym i dogadac sie z matka swojego
    dziecka dla jego dobra.
    Nie podoba mi sie takie zachowanie ojca.

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • atrust 13.05.07, 00:01
    Dziewczyny caly czas na tym forum jest powtarzane,ze macocha nie ma zadnych
    praw,obowiazkow wobec pasierbiat.Co najwyzej jesli zechce,ma ochote,kaprys moze
    cos dla nich zrobic.W wiekszosci dla Was dziecko meza to nie rodzina.Zgadzam
    sie z tym w zupelnosci.Tylko jesli sobie dajemy przyzwolenie na takie
    zachowania,odczucia,to automatycznie i ta druga strona ma takie sama prawa.
    No wiec,jak to sie ma do zapraszania macochy na komunie?
    Tym bardziej,ze tu za bardzo dziecko nie decyduje kogo zaprasza,mimo iz to jego
    swieto.Przewaznie decyduje tu matka dziecka i wobec powyzszego ma prawo
    zaprosic kogo chce.Super jest jesli wszystko sie uklada tak jak u Cymbeline,ale
    ile jest takich rodzin?
    Jedna z rad zeby macocha szla z ojcem tegoz dziecka tylko do kosciola lub
    robienie drugiego przyjecia komunijnego uwazam za nieporozumienie.W obydwu
    przypadkach to dziecko bedzie cierpialo.Nie oszukujmy sie,ale te przyjecie tez
    jest wazne dla niego.Czemu dorosli chca psuc ten wyjatkowy dzien?
    Chyba dla macochy latwiej jest przezyc brak zaproszenia na komunie,niz dziecku
    wytlumaczyc brak rodzica na jego przyjeciu.
    Jako pasierbica czytajac to forum naprawde zaczelam rozumiec swoja
    macoche.Doszlam do wniosku,ze to moj ojciec i tylko on byl odpowiedzialny za
    fatalne stosunki miedzy nami.Tak jak macocha zyskiwala na pozytywnej ocenie,tak
    ojciec wprost przeciwnie.Dzisiaj jednak dzieki temu watkowi zobaczylam,ze i on
    zasluzyl na plus.Kiedy moja siostra miala slub i wesele zaprosila tylko
    ojca,miala prawo.Macocha poczula sie urazona,nie chciala zeby on uczestniczyl w
    weselu.I w tej sytuacji(to jedna z niewielu)zachowal sie poprawnie.Mianowicie
    nie tylko wzial udzial w weselu(wielu ze strony szwagra nie moglo uwierzyc,ze
    rodzice sa po rozwodzie tak super sie zachowywali),ale i czynnie pomagal w
    przygotowaniach.Mysle,ze gdyby ojciec nie przyszedl,siostra by mu tego nie
    wybaczyla i ja tez na pewno,mimo ze to nie byla moja uroczystosc.
    Lisku sadze,ze Twoj maz powinien sobie przemyslec co jest wazniejsze:swieto
    jego wlasnego dziecka,czy negatywne uczucia do jego matki.Jestem ciekawa
    ostatecznego wyboru Twego meza.
    Pozdrawiam serdecznie.


  • lisek78 13.05.07, 11:15
    W żaden sposób nie czuję się urażona brakiem zaproszenia - chciałabym żeby to
    było jasne.I oczywiście nie mam nic przeciw temu żeby mąż poszedł sam na
    przyjęcie do syna.Ale wcale nie dziwię mu się,że nie chce.Tzn. jeszcze kilka
    tygodni temu dziwiłam się bardzo jak nie mógł dogadać się z eks w kwestii
    przyjęcia,jak ona nie chciała rozmawiać,jak rzucała słuchawką jak tylko M
    zaczyał mówić na temat dziecka.Zawsze uważałam,że w tym dniu rodzice powinni
    być z dzieckiem pomimo wszystko,ale po tym jak eks traktuje M zmieniłam
    zdanie.Ona jest kobietą która zawsze i wszystko robi na pokaz.Przyjęcie
    komunijne wpisuje się w tę konwencję idealnie.Już rodzina i bliżsi znajomi
    mówią o tym jaka to ona jest biedna bo musi komunię zrobić sama a ten wstrętny
    ojciec niczym sie nie interesuje i nie dołożył grosza na nic.Dodam,że to tata
    ubiera dziecko do kościoła(alba itd).Zachowanie eks naprawdę nie jest w
    porządku,co oczywiście ma wpływ na stosunki ojciec-dziecko.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • lady.godivia 13.05.07, 13:15
    a jak wyglądaja i jakie sa Twoje kontakty i stosunki z dzieckiem meza???
  • lisek78 13.05.07, 13:53
    Moje relacje z dzieckiem męża są moim zdaniem poprawne i normalne.Nie ma jakieś
    między nami wielkiej miłości,ale lubimy się,mamy wspólne tematy,pewne rzeczy
    robimy wspólnie (np.czasem gotujemy,robimy zakupy,odrabiamy lekcje).Myślę,że
    dziecko czuje moją sympatię (nie wiem jak dobrze to nazwać).
    --
    Powaga zabija powoli!
  • e_r_i_n 13.05.07, 13:18
    lisek78 napisała:

    > W żaden sposób nie czuję się urażona brakiem zaproszenia - chciałabym żeby to
    > było jasne.I oczywiście nie mam nic przeciw temu żeby mąż poszedł sam na
    > przyjęcie do syna.

    No wiec mu to powiedz. I wytlumacz, że skoro z Twojej strony nie ma problemu, to
    ojciec robi swoim nie pojsciem przykrosc wylacznie dziecku.

    --
    ZAGINĄŁ!

    (Przy)biegli rewidenci
  • lisek78 13.05.07, 13:59
    No oczywiście,że powiedziałam!Myślę,że mój M jeszcze raz na spokojnie wszystko
    przemyśli i podejmie "męską" decyzję.Tak naprawdę to chciałabym żeby poszedł na
    to przyjęcie - dziecko byłoby najszczęśliwsze na świecie,ale z drugiej strony
    jeśli nie pójdzie też jestem w stanie go zrozumieć.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • mangolda 16.05.07, 12:34
    >Dodam,że to tata
    > ubiera dziecko do kościoła(alba itd).

    też podoba mi się idea komunii w albach, dziecko powinno mieć świadomość, że w
    komunii najważniejsze jest przeżycie religijne, a nie kasa wydana na stórj
    komunijny.
    --
    Alleluja i do przodu!
  • dyderko 14.05.07, 15:22
    Czy tak samo łatwo jak wyłączasz żonę ojca z komunii czy wesela dziecka, tak
    samo byś wyłączyła nielubianą żonę wuja czy męża ciotki? Ja akurat dziwię się
    Twojemu ojcu i uważam że świństwo swojej żonie zrobił bo jeśli nie zdołał
    przekonać córki do swojego wyboru to nie miał prawa dawać do zrozumienia że
    jest dla niego nikim ta z którą chce spędzić całe życie.
    Jakoś niektórym łatwo odmawiać ludzkich uczuć kobietom które nie chcą pasierbów
    na swoim weselu, natomiast uznanie macochy za nikogo i pominięcie jej w
    zaproszeniu skierowanym do jej męża to jest ok!

    Ja jestem spokojna, mój partner zrobi wszystko by nasze stosunki (moje i jego
    dzieci) były jak najlepsze. Ale też wiem że przyjmie zaproszenie na wesele
    tylko jeśli zostanie zaproszony z tą z którą ma zamiar spędzić życie. I jeśli z
    własnej woli, bądź z podpuszczenia matki któreś zaprosi go samego to na ślub
    przyjdzie (bo nie uczestniczenie w ślubie dziecka sobie nie byłby w stanie
    wyobrazić) ale na weselu będzie najwyżej godzinkę. Bo on sam twierdzi że nie
    wyobraża sobie bawić się gdzieś samemu tam gdzie przychodzi się z partnerem,
    jeśli tego partnera się ma.
  • joanna9969 14.05.07, 17:37
    macoche.Doszlam do wniosku,ze to moj ojciec i tylko on byl odpowiedzialny za
    > fatalne stosunki miedzy nami.Tak jak macocha zyskiwala na pozytywnej ocenie,tak
    >
    > ojciec wprost przeciwnie.Dzisiaj jednak dzieki temu watkowi zobaczylam,ze i on
    > zasluzyl na plus.Kiedy moja siostra miala slub i wesele zaprosila tylko
    > ojca,miala prawo.Macocha poczula sie urazona,nie chciala zeby on uczestniczyl w
    >
    > weselu.I w tej sytuacji(to jedna z niewielu)zachowal sie poprawnie.
    Oczewiscie ze miala prawo ale wykazala sie wyjatkowym brakiem taktu
    nie rozumiem zupelnie sytuacji gdzie dorosla kobieta wykazuje sie takim
    zachowaniem zwlaszcza ze piszesz ze macocha nie byla jakas jedza ..
    Komunia to jedno , dziecko tak naprawde nie ma zbyt duzego wplywu kogo
    zaprasza ,i wcale bym sie na to dziecko nie obrazila ze nie zaprosilo mnie
    ,ale na wesele to juz sie zaprasza kogo chce .
    Ja organizowalam przyjecie po slubie cywilnym i zaprosilam i obydwoje
    rodzicow jak i moja macoche a zaznaczam ze moi rodzice byli wtedy na sciezce
    wojennej i mialam z tego powodu pare nieprzespanych nocy przed, rozwazalam
    i dwa rozne przyjecia i inne scenariusze ale w koncu stwierdzilam ze to jest
    wazny dla mnie dzien i zaprosze wszystkich a jezeli ze skompromituja to juz ich
    problem(bylo ok).
    Za 3 miesiace mam slub koscielny i na wesele jak najbardziej zamierzam zaprosic
    i mame i macoche choc zanaczam ze moje stosunki z macocha sie ochlodzily i
    kontaktow bliskich nie utrzymujemy ale po prostu nie wyobrazam sobie inaczej .
    Jednym slowem ja zaprosze a czy przyjdzie to juz jej sprawa .
  • ataner30 13.05.07, 14:12
    Ja w tym roku tez przezywam akcje pt. komunia.
    I powiem wam jakie jest najlepsze rozwiazanie: odseparowac sie od tego
    maksymalnie jak sie da. Ja na ten weekend wyjezdzam razem z kolezanka do SPA,
    zamierzam wypoczac, nabrac sil i dobrze sie bawic. A reszta mojej rodziny (do
    ktorej ja tego dnia niestety nie naleze sad niech sie dobrze bawi w swoim gronie
    na przyjeciu u mojej ex. Polecam kazdej takie rozwiazanie smile
  • mrs_ka 13.05.07, 19:58

    wypowiem sie na koncu.
    Ten watek mnie dziwi i to bardzo dziwi. Tak jak jestem chyba znana na tym forum
    z bezkompromisowych wypowiedzi dot. spraw ogolnie pojmowanej etyki versus
    postepowanie roznych macoch, tak tu uwazam, ze naprawde wszystko ma swoje
    granice.
    Lecac konkretami:
    dla mnie kluczowym pytaniem jest pytanie o to, czym wlasciciwie jest nowa
    rodzina jako taka. Z tego watku wynika, iz jest to byt ubozszy i gorszy od
    rodziny pierwszej, w ktorym nie wszyscy czlonkowie maja rowne prawa.
    Oto proponuje sie macosze zaakceptowanie sytuacji, iz na jeden dzien, wieczor,
    popoludnie (w zaleznosci od charakteru uroczystosci) staje sie kims posrednim
    miedzy kochanka, a pomiotlem. Staje sie kims mniej niz zona. Do komunii,
    wesela, imienin, whatever Kasia jest do rany przyloz, jest swietna macocha i
    kumpelka. NIestety w dniu komunii, wesela, imienin, whatever Kasia powinna
    zaakceptowac fakt, iz pelni rodzinnych praw nie posiada i fora ze dwora. Po
    skonczonym swiecie Kasie sie znow przygarnie pod dach.
    No nie trafia to do mnie, nie trafia za cholere.
    Za to trafia mnie szlag.
    NIe godze sie w swoim zyciu na uklad, w ktorym mialabym odbierac swemu drugiemu
    mezowi prawa rodzinne, bo jest moim drugim mezem i ojczymem mojego syna (a nie
    mezem pierwszym i tata Mlodego). Nie wyobrazam sobie akcji pt. zapraszam na
    komunie Mlodego eksa, a jego zone olewam cieplym moczem.
    Ludzie, to sa elementarne zasady kultury, ale nie tylko. To rowniez pokazuje,
    na ile sami sie szanujemy i szanujemy swoje wybory.
    Owszem, kocham swoje dziecko bezgranicznie, ale nie pozwolilabym na
    potraktowanie swojego meza niczym szmaty, aby tylko Mlodego nie urazic tudziez
    nie urazic eksa tudziez jeszcze kogos. Chce wlasnie pokazywac swojemu dziecku,
    ze maz, zona to osoby w zyciu najwazniejsze, nalezy je szanowac bez wyjatku
    jezeli tylko wierzy sie we wlasna rodzine i NAPRAWDE chce sie zbudowac cos
    konstruktywnego (czytaj= nie zaklada sie, ze za tydzien sie rozwiode, a kazdy
    samiec to swinia).
    I jestem przekonana- tak, przekonana- ze zyciowo dziesiec razy Mlody lepiej
    wyjdzie na tym (tzn. na obserwowaniu, czym jest szacunek dwojga doroslych ludzi
    i ze matki nie da sie zaszantazowac podpuszczajac ja na ojczyma i stawiajac
    warunki w rodzaju "Marek bedzie badz go nie bedzie na moim weselu, imieninach,
    etc") niz wyszedlby na dostosowywaniu zycia i decyzji personalnych pod
    Ksiazatko.
    Nie rozumiem mezow i zon, ktorzy toleruja takie zagrywki ze strony eks
    malzonkow i nie stawiaja veta. NIe zawsze sie da, jasne. Zawsze sie jednak da
    pogadac, a przynajmniej sprobowac pogadac. Spokojnie, rzeczowo, apelujac do
    rozsadku i trzymajac emocje za pysk.
    Tymczasem wymysla sie przedziwne koncepty i dorabia dupie uszy zamiast
    powiedziec "niech sie szanowny eM skonfrontuje z eks malzonka i powie jasno, ze
    nie pozwoli na traktowanie swojej zony jak szeregowej nieznajomej, ktora
    okazala sie nie dosc godna, aby spozyc barszczyk w towarzystwie jasnie pani".
    Kurcze, Dziewczyny, walczcie o swoja pozycje. Albo jestescie tymi zonami albo
    po prostu bawimy sie w zabawe o nazwie "poudawajmy, ze masz te same prawa co
    moja pierwsza zona".
    Chyba nie o to chodzi.

    a.
  • natasza39 13.05.07, 20:29
    Wszystko pięknie merska co napisałaś, ale...
    No właśnie ale tylko tam jest to prawdą gdzie istnieją te właśnie "elementarne
    zasady kultury" .
    Tam gdzie ex na co dzień nazywa next: k...ą, szmata etc (można sobie wstawić
    dowolne epitety), trudno wymagać aby obie, przy jednym stole ów barszczyk spożywały.
    Często i dla samego ojca o jego towarzyszce nie wspominając nie znajduje sie
    miejsca przy stole z owym barszczykiem, a jak już, to najchetniej chciałoby się
    aby owym uszkiem się udławił.

    Tym niemniej z reszta sie zgadzam.
    jeśli przy okazji Komunii, gdzie jest to święto dziecięcia lat 9, nie za bardzo
    warto "stawiać na swoim" i lepiej, wtedy dla dobra właśnie owego 9-cioletniego
    dziecka ustąpić głupiemu, iść do kościoła, a w rodzinnym barszczu nie
    uczestniczyć, to przy okazji innych uroczystości (np. ślubu, o którym była mowa
    w innym poście) nie wyobrażam sobie aby szedł sam ojciec bez swojej zony, z
    która żyje dłużej niż z exia.
    W takich jednak przypadkach wypada się do przyjęcia weselnego dołożyć, chyba ze
    organizują go młodzi całkowicie za swoje pieniądze, co sie ostatnio często zdarza.
    różne są układy wśród ludzi, osobiście znam exię, która idzie na wesele córki
    organizowane całkowicie przez exa i nexię. I to oni układają wraz z państwem
    młodych listę gości. I to ona wychowywała córkę, a nie ex z nexia.
    Ale to są naprawdę kulturalni ludzie umiejący pogodzić się właśnie z tym, że ex
    to przeszłość a next jest teraz rodziną.
  • atrust 14.05.07, 00:04
    To prawda moj ojciec zyje dluzej w zwiazku z macocha niz zyl z mama.Tylko co to
    ma do rzeczy.Napisalam,ze dzieki temu forum zrozumialam postepowanie mojej
    macochy.To prawda,jednak nie oznacza to,ze jest ona wspaniala,szlachetna osoba
    we wszystkim co czynila dla nas.Od czasu slubu z moim ojcem przestala pracowac
    zawodowo.W zwiazku z tym nie bylo podwyzki alimentow,ktore naprawde byly
    niskie.Najpierw nie pracowala bo miala male dzieci,pozniej tlumaczyla to
    choroba,a pozniej juz zla sytuacja na rynku pracy.W zwiazku z tym nasza mama
    musiala pracowac wiecej,czesto po 16 godzin,dzieki temu nasza sytuacja
    finansowa byla dosc dobra.Ojca nie moglysmy odwiedzac w ich domu.Raz tylko tam
    bylam i wiecej jej nie widzialam,podobnie siostra.To tak w skrocie.
    Ona pewnie na tym forum by przedstawila nieco inna historie.Jakie to ma
    niedobre dorosle pasierbice,ktorym tyle pomogli,troszcyli sie o
    nie,opiekowali,dolozyli sie nawet do kupna mieszkania wlasnosciowego jednej z
    nich.Tak przynajmniej opowiadaja innym ludziom.Tylko nic z tej bajki nie bylo
    by prawda.
    Z tych powodow i wielu innych o ktorych nie chce pisac na forum publicznym
    macocha nie otrzymala zaproszenia.Powinnam to napisac wczesniej,ze nasz ojciec
    decyzje siostry rozumial i akceptowal,bo wiedzial z jakich przyczyn nie dostala
    tegoz zaproszenia.
  • natasza39 14.05.07, 09:34
    U Ciebie jest trochę inna sytuacja.
    Jeśli przez n lat, Twoja macocha nie chciała uczestniczyć w Waszym życiu, de
    facto ani dla Ciebie, ani dla siostry nie była nikim bliskim. W sensie
    emocjonalnym to rozumię, ale......
    Tym niemniej co zrobiłabyś (czy tez Twoja siostra zrobiłaby) gdyby ojciec
    powiedział, że albo idzie tam ze swoją zoną albo wogóle.

    Nawet jak się ma ukochanego wujka, który ma zołzowatą żonę, której się nie
    znosi, to też albo się go na taką imprezę zaprasza z żoną, albo wogóle.
    Inne postępowanie to byłby najnormalniejszy brak kultury.
  • atrust 14.05.07, 15:22
    Tym niemniej co zrobiłabyś (czy tez Twoja siostra zrobiłaby) gdyby ojciec
    > powiedział, że albo idzie tam ze swoją zoną albo wogóle.

    Tej opcji w naszym przypadku byc nie moglo.Powiem wiecej nawet gdyby macocha
    byla zaproszona,ojciec by przybyl sam.
  • lady.godivia 13.05.07, 21:48
    nie do konca sie z tym zgodze
    bo wszystko jest wzgledne, i wszystko zalezy od wielu czynnikow takze to czy
    next powinna uczestniczyc w uroczystosci
    zalezy np. od tego jak sie malzonkowie rozstali, wiem, wiem , ze to zalezy od
    obojga, ale jezeli to ex zdradzil, znalazl sobie nastepczynie itd itp to nie
    uwazasz ze ex zona moze nie miec ochoty na siedzienie przy jednym stole z next?
    rozne sa sytuacje i kazda wymaga indywidualnego rozpatrywania, nikogo do niczego
    nie mozna zmusic,
    a co jak ojciec nawet nie zapyta o to czy przy czyms pomoc?? dlaczego wszyscy
    wychodza z zalozenia ze to ex powinna go prosic i sie z nim konsultowac???
  • lisek78 13.05.07, 21:59
    Dzięki mrs_ka,dzięki,że powiedziałaś (po raz kolejny zresztą)dokładnie to,co i
    ja myślę.Też trafia mnie szlag w przypadku, kiedy stawia mnie się w pozycji
    niepotrzebnej Kasi - nie potrafię racjonalnie tego wyjaśnić.Sądzę jednak,że w
    moim przypadku nie ma powodów,dla których mój M powiedziałby eksi o barszczyku
    i moim spożywaniu tegoż w jej towarzystwie na przyjęciu komunijnym dziecka.Nie
    chcę tego,nie potrzebuję walki o "równe prawa jak prawa pierwszej żony".Walczę
    zazwyczaj z godnym siebie przeciwnikiem,a takiego jeszcze w eksi nie zauważyłam.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • lady.godivia 14.05.07, 19:44
    czy tak samo pokazujesz pasierbowi/pasierbicy jak wazna jest jego/jej matka i
    zapraszasz ja na wasze uroczystosci????
  • jayin 14.05.07, 21:43
    rozróżnijmy dwie sprawy:

    - uroczystości dziecka

    - uroczystości dorosłych

    dziecko jest wspólne dla dwojga dorosłych. ojca i matki. uroczystosci wg mnie też na ogół powinny być wspólne dla ojca i matki (wyłaczam tu te przypadki o ktorych pisałyscie, kiedy dorosli się nie znoszą - i nie poradza sobie z robieniem dobrej miny do zlej gry przy dziecku. lepiej odpuscic sobie wspolne swietowanie wtedy). sprawa partnerow rodzicow na takich imprezach - to juz sprawa dosc indywidualna w kazdym przypadku.

    natomiast dorośli nie są wspolni dla doroslych - a dokladniej: partnerka ojca nijak sie ma do matki, partner matki nijak sie ma do ojca. uroczystosc jednej lub drugiej pary: dziecko zapraszamy, drugiego rodzica niekoniecznie (zalezy od ukladow i od rodzaju uroczystosci).

    Lady_Godivio - pytanie twoje - w tym poście akurat - jest więc bez związku raczej smile



    --
    <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=1447">
    target="_blank">Wiedźmologia Stosowana</a>
    Szanty.Art.Pl
  • lady.godivia 15.05.07, 07:38
    wlasnie dla ojca i matki a niekoniecznie juz dla ich drugich partnerow-
    oczywisice i tak moze byc ze obecnych partnerow swoich bylych zapraszamy ale
    dlaczego co niestety wynika z wiekszosci postwo panie next uzurpuja sobie do
    tego prawo i jeszcze czuja sie urazone brakiem zaproszenia.
  • kasia_kasia13 15.05.07, 09:49
    lady.godivia napisała:

    > wlasnie dla ojca i matki a niekoniecznie juz dla ich drugich partnerow-
    > oczywisice i tak moze byc ze obecnych partnerow swoich bylych zapraszamy ale
    > dlaczego co niestety wynika z wiekszosci postwo panie next uzurpuja sobie do
    > tego prawo i jeszcze czuja sie urazone brakiem zaproszenia.

    Mnie to dziwi w kontekscie tego, ze tak czesto jest mowa o "bylych" dzieciach,
    podkreslanie, ze macocha nic nie musi (z czym sie zgadzam), nie musi
    uczestniczyc tez w uroczystosciach dziecka ale konsekwentnie wypadaloby
    stwierdzic, ze dziecko nie musi chciec jej zaprosic. A juz kompletnie nie
    rozumiem tego upominania sie o zaproszenie w sytuacji, gdy sie dziecka nie lubi
    lub nie moze na patrzec.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=60413429&a=60448655
    Co innego, gdy sa dobre kontakty z dzieckiem. Wtedy brak zaproszenia moze
    zabolec i faktycznie mozna sie poczuc niefajnie.
  • dyderko 15.05.07, 12:47
    A czy nie masz wrażenia że to często sprzężenie zwrotne? Matka dziecka wmawia
    dziecku że ta zdzira odebrała mu ojca w efekcie czego uniemożliwia im
    nawiązanie jakichkolwiek pozytywnych relacji. Potem macocha która jest na
    każdym kroku odpychana przez „nakręcone” dziecko zaczyna się odnosić do niego z
    niechęcią. Spirala zbrojeń się rozwija...
    A tak naprawdę to po prostu trzeba widzieć rozsądny środek a nie tylko odbierać
    każdą wypowiedź strony przeciwnej jako z definicji napastliwą, niechętną albo
    wredną. Nie można uważać że macocha musi się poświęcać dziecku. Nie musi, to
    nie jej dziecko! Ona ma obowiązek zachowywać się wobec dziecka tak jak nakazują
    dobre obyczaje zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jej życiowego partnera
    (biorąc oczywiście poprawkę na młody wiek rzeczonego osobnika). Tak samo
    dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
    zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
    jego matka) ale poza tym też nic nie musi. Ale zaproszenie na swój ślub jednego
    z partnerów z pominięciem drugiego jest przeciwne jakimkolwiek dobrym obyczajom
    i nikt mi nie wmówi że nielubianej ciotki się nie zaprosi, bo wiadomo że wuj by
    za nic nie przyszedł (jeszcze by pewnie reszta rodziny się obraziła i też nie
    przyszła), to dlaczego ojciec ma to respektować?
  • kasia_kasia13 15.05.07, 13:02
    dyderko napisała:

    > A czy nie masz wrażenia że to często sprzężenie zwrotne? Matka dziecka wmawia
    > dziecku że ta zdzira odebrała mu ojca w efekcie czego uniemożliwia im
    > nawiązanie jakichkolwiek pozytywnych relacji. Potem macocha która jest na
    > każdym kroku odpychana przez „nakręcone” dziecko zaczyna się odnosi
    > ć do niego z
    > niechęcią. Spirala zbrojeń się rozwija...

    Taka sytuacja tez moze miec miejsce.


    >Ona ma obowiązek zachowywać się wobec dziecka tak jak nakazują
    >
    > dobre obyczaje zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jej życiowego partnera
    > (biorąc oczywiście poprawkę na młody wiek rzeczonego osobnika). Tak samo
    > dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
    > zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
    > jego matka) ale poza tym też nic nie musi. Ale zaproszenie na swój ślub
    jednego
    >
    > z partnerów z pominięciem drugiego jest przeciwne jakimkolwiek dobrym
    obyczajom
    >
    > i nikt mi nie wmówi że nielubianej ciotki się nie zaprosi, bo wiadomo że wuj
    by
    >
    > za nic nie przyszedł (jeszcze by pewnie reszta rodziny się obraziła i też nie
    > przyszła), to dlaczego ojciec ma to respektować?

    Taka dygresja odnosnie dobrych obyczajow. Nie wiem, jakie czy sa zasady
    dotyczace zapraszania/niezapraszania nowych parterow, gdyz rozwody na masowa
    skale sa stosunkowo nowym zjawiskiem. Dawniej dobre obyczaje nakazywalyby
    zaprosic wujka z nielubiana ciotka, a tatusia i jego nowa parnerke spotkalby
    ostracyzm spoleczny. Koniec dygresji.
    Wiele zalezy tez od tego co bylo przyczyna rozwodu. Jesli nowa partnerka, to
    jak dla mnie jej pojawie sie w zyciu dziecka bylo naruszeniem zasad.
  • dyderko 15.05.07, 13:57
    Czyli wychodzi jednak na to że ojciec wiążąc się z kimś innym niż matka dziecka
    zdradza dziecko... Nie rozumiem ale nie tłumacz, bo nigdy chyba nie zrozumiem...
  • kasia_kasia13 15.05.07, 14:11
    dyderko napisała:

    > Czyli wychodzi jednak na to że ojciec wiążąc się z kimś innym niż matka
    dziecka
    >
    > zdradza dziecko... Nie rozumiem ale nie tłumacz, bo nigdy chyba nie
    zrozumiem..
    > .

    Dwoja z czytania ze zrozumieniem. W zwiazku z tym faktycznie szkoda czasu na
    tlumaczenie.
  • dyderko 15.05.07, 14:32
    Chciałam się odszczeknąć ale... sorki. Jeśli pojawienie się nowej partnerki
    ojca narusza zasady jakie powinny istnieć między ojcem a dzieckiem to
    rzeczywiście zmienia to postać rzeczy. Ale i w takiej sytuacji uważam ze albo
    nie zaprasza się ojca albo zaprasza się go z nią, bo strażnikiem stosunków
    między ojcem a dzieckiem jest ojciec i żadna najukochańsza i najcudowniejsza
    nawet kobieta nie powinna móc tego zburzyć (jeśli do tego potrafiła doprowadzić
    to znaczy że on złym ojcem był...)
  • atrust 15.05.07, 15:57
    Dyderko napisala:

    Ale i w takiej sytuacji uważam ze albo
    > nie zaprasza się ojca albo zaprasza się go z nią, bo strażnikiem stosunków
    > między ojcem a dzieckiem jest ojciec i żadna najukochańsza i najcudowniejsza
    > nawet kobieta nie powinna móc tego zburzyć (jeśli do tego potrafiła
    doprowadzić
    >
    > to znaczy że on złym ojcem był...

    Uwazam,ze czesciowo masz racje,ale powinnas wziac pod uwage,ze nawet zly ojciec
    zawsze pozostanie ojcem dla dziecka i jemu wiele mozna wybaczyc.Jednak w
    stosunku do macochy juz to tak nie dziala.To jest obca osoba,ktora zapracowala
    na takie a nie inne potraktowanie.Jej tez sie powinno wybaczyc,ale to nie jest
    rownoznaczne z tym,ze traktuje sie jako kogos bliskiego i zaprasza na wesele.
  • kicia031 15.05.07, 15:03
    Tak samo
    > dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
    > zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
    > jego matka)

    Wybacz, ale matka nie ma zadnego obowiazku wpajac dziecku niczego odnosnie
    partnerki jego ojca. To jest obowiazek ojca, zeby zapewnic dobre relacje wsrod
    swoich bliskich. Przecietna samodzielna matka ma mnostwo obowiazkow, poczawszy
    od ubrania, nakarmienia, zapewnienia warunkow mieszkaniowych, kontroli nauki
    dziecka, zajec dodatkowych, wizyt u lekarza, teza, ze ma te liste obowiazkow
    poszerzac jeszcze o wpajanie dziecku czegokolwiek dotyczacego prywatnego zycia
    jego ojca uwazam za conajmniej niesmaczna, jesli nie wrecz bezczelna.

    Oczywiscie zapomnialam, ze obowiazki tycza sie wylacznie matki, ojciec ma
    jedynie prawa...


    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • chalsia 15.05.07, 15:15
    dokładnie - w tej kwestii matka ma jedynie nie nastawiać negatywnie do nexi. I
    nic więcej.
    Chalsia
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • dyderko 15.05.07, 15:26
    Nie Kiciu, matka ma obowiązek nauczyć dziecko zasad dobrego wychowania, a te
    nie określają że wobec jednych należy być grzecznym a wobec innych można być
    gburem. Wystarczy tylko nie nastawiać dziecka przeciwko partnerce ojca, tak jak
    nie nastawiać dziecka przeciwko jego matce, bratu czy innym członkom rodziny.

    A obowiązki mają oboje rodzice, nie tylko matka ale i ojciec. Tak samo jak
    matka ma obowiązek ojciec je wychowywać, ma obowiązek je utrzymywać, ma
    obowiązek o nie dbać, chronić, opiekować się. Natomiast często trudno mu to
    robić gdy utrudnia mu się kontakty z nim albo wszelkie sugestie ojca traktuje
    się jak zamach na prawa matki czy wyklucza się kogoś kogo uznał za partnera
    życiowego z prawa bycia czlowiekem.
  • lady.godivia 15.05.07, 16:04
    załóżmy z nie nastawiam dziecka przeciwko nowej partnerce ojca, załóżmy że
    stosunki dziecka z nowa partnerką są poprawne tzn. dziecko ywa u ojca i u jego
    nowej partnerki, bawi sie z przyrodnim bratem, ani na ojca ani na jego nowa
    partnerke nikt w domu złego słowa do dziecka nie mówi, ale nowa partnerka ojca
    jest powodem rozpadu związku matki i ojca dziecka, możesz mi powiedziec w imię
    czego matka dziecka ma z nia siedziec przy jednym stole na uroczystośći swojego
    dziecka???
  • joanna9969 15.05.07, 17:45
    ale nowa partnerka ojca
    > jest powodem rozpadu związku matki i ojca dziecka,

    powod rozpadu zwiazku zawsze lezy gdzies pomiedzy ex malzonkami ,
    nowa partnerka/partner to skutek a nie przyczyna .
    Zwalanie winy na nowa partnerke jest owszem najlatwiejsze
    ale tez nie pozwala wyciagnac konstruktywnych wnioskow
    na przyszlosc.
  • chalsia 15.05.07, 18:19
    jednak gdyby tejże trzeciej pani nie było, to być może losy związku potoczyłyby
    się inaczej.
    Dlatego też jestem stała orędowniczką nazywania "tej trzeciej" katalizatorkiem.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • dyderko 16.05.07, 09:11
    chalsia napisała:
    > jednak gdyby tejże trzeciej pani nie było, to być może losy związku
    > potoczyłyby się inaczej.

    A gdyby żyli na bezludnej wyspie to byliby małżeństwem do skończenia świata na
    pewno, tak? A tak serio to jeśli w związku jest źle to albo małżeństwo próbuje
    coś z tym zrobić albo nie, jeśli jedno albo oboje nic z tym nie zrobią to
    rozpad jest naturalną konsekwencją i trzecia osoba nie ma tu nic do rzeczy (bo
    albo zostawiony małżonek za mało, a czasem nic, zrobił albo zostawiający jest
    mało wart bo sam nie walczył). Natomiast jeśli odchodzący jest osobnikiem który
    pójdzie tam gdzie go zachcianki zawieją to tym bardziej nie sądzę by osoba
    trzecia była coś winna (nie byłaby ta to byłaby inna). Nie demonizujmy może
    postaci wrednej kochanki, która wykorzystuje jakieś nieporozumienie by porwać
    biednego zagubionego żuczka. Jeśli ktoś jest gotów na to by obudzić swe uczucia
    wobec jakiejś osoby to albo stary związek jest już uschnięty całkiem albo
    stracił nadzieję na jego ożywienie albo też został tak zraniony że chce zatrzeć
    w pamięci uczucia do najbliższej osoby. Oczywiście są też motylki ale ja bym
    chyba nie rozpaczała, a tym bardziej nie obwiniała nikogo poza samym motylkiem
    i swoją ślepotą, że tego przed podjęciem decyzji na całe życie nie zauważyłam.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • kicia031 16.05.07, 09:21
    Dlatego też jestem stała orędowniczką nazywania "tej trzeciej" katalizatorkiem

    To bardzo uprzejme okreslenie biorac pod uwage sytuacje do ktorej sie odnosi.
    Mnie bardziej pasuje uzyta na samomamie urocza nazwa "paserstwo".
    Moze jestem zbyt zasadnicza, ale tak mnie wychowano i tak ja swoje dzieci
    wychowuje...

    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • jayin 15.05.07, 17:57
    > możesz mi powiedziec w imię czego matka dziecka ma z nia siedziec przy jednym stole na uroczystośći swojego dziecka???

    ja bym nie wysiedziała smile szczerze.
    ale...
    ...(tu teoretyzuję, bo nie byłam w takiej sytuacji jak dotąd) - gdyby dziecko chciało widzieć ich oboje na SWOJEJ uroczystości - to zgodziłabym się na to. I spróbowała DLA DZIECKA i jego "zachcianki" nie zgrzytać zębami. Ale - to też tylko teoria - udałoby mi się to pewnie wtedy, gdyby już te "rany po rozstaniu" się zabliźniły. A i to mało pewne. Ale mimo wszystko - chyba "zachcianka" dziecka w tym temacie byłaby ważniejsza dla mnie niż moje własne "zachcianki" i "odechcianki"...

    Oczywiście - inna sprawa, gdy dziecku jest obojętne to czy będzie na uroczystości ojciec z żoną/partnerką, czy też wręcz jest negatywnie nastawione...

    --
    <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=1447">
    target="_blank">Wiedźmologia Stosowana</a>
    Szanty.Art.Pl
  • chalsia 15.05.07, 18:23
    zgadzam się z Jayin.
    Gdyby dziecko explicite chciało ojca z partnerką (bo ją lubi) - moim zadaniem w
    dniu Komunii byłoby zacisnąć zęby do bólu.
    Gdyby dziecko explicite chciało ojca a obecność partnerki byłaby mu obojetna
    (bo nie ma z nia za bardzo więzi emocjonalnej) lub gdyby dziecko partnerki nie
    chciało (bo jej nie lubi) - nie musiałabym wtedy zębów zaciskać smile, bo bym nie
    zaprosiła.
    Chalsia
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • phidyle 13.05.07, 22:37
    Ja podczas komunii pasierba lezalam w szpitalu i bardzo sie z tego cieszylam,
    gdyz ominela mnie przykrosc.
    Nie zgadzam sie ze zdaniem, ze macocha nie powinna zostac zaproszona, jest zona
    lub partnerka ojca dziecka i musi byc uwazana za czesc rodziny, najlepiej zeby
    dziecko zrozumialo to gdy jest jeszcze male, bo pozniej sytuacja sie powtorzy ze
    slubem i chrzcinami wnukow. Syn mojego ojczyma nie zaprosil mojej matki na
    chrzciny swego dziecka, motywujac to sprzeciwem swojej matki a eks mego ojczyma.
    Uwazam, ze zachowal sie jak swinia, powinien byl zaprosic wszystkich a kto nie
    chcial nie musial przychodzic. Moj ojczym nie poszedl na te chrzciny, gdyz nie
    wyobrazal sobie, ze moglby zostawic zone, moja mame w domu. Bardzo szanuje mego
    ojczyma za te decyzje. zostal za to ojcem chrzestnym mego dziecka, a wlasciwie
    "dziadkiem chrzestnym" i bardzo sie cieszyl.
    Moj ojczym byl rowniez na mojej komunii i mamy wszyscy wspolne zdjecie.
  • konkubinka 14.05.07, 08:12
    Lisku doczytałam lepiej i jednak Twoja sytuacja jest nieco inna.
    Nasza eks nie zaprosiła ojca dziecka ani jego rodziny .Tydzien przed komunia
    przyjechal do nas chrzestny dziecka (brat cioteczny mojego M) .Powiedzial , ze
    otrzymal zaproszenie do eks ale niebardzo ma ochote tam isc skoro jego rodziny
    i ojca dziecka ma nie byc.Umowilismy sie , ze zrobimy obiad po mszy u rodzicow
    M i chrzestny juz dzien wczesniej przyjedzie (ma 100 km) i beda u nas spali, bo
    masza byla o 8 rano.
    Dzien przed komunia pojechalismy do małej dac jej prezent .Moja decyzja byla
    taka, ze napewno na msze nie pojde.
    Faktycznie chrzestny Gosi przyjechal dzien wczesniej, zanocowal u nas.Przy
    kolacji namawiali mnie wraz z rodzicami M, ze skoro i tak idziemy tylko na
    masze to zebym poszla-ugielam sie , choc niechetnie.Nie lubiechodzic tam gdzie
    mnie nie chcasmile
    Nazajutrz pojechalismy wszyscy na msze (chrzestna jest tez ze strony M i tez
    nie byla zaproszona).W kosciele szwagier eksi caly czas mial warte przy dziecku
    tak , aby M nie mogl do niej podejsc.Udalo mi sie ich oszukac z racji , ze
    niezbyt kojarzyli mnie z wygladu, wzielam aparat i przed kosciolem porobilam
    dziecku zdjecia .
    Eksia odciagnela chrzestnego na strone i po 5 minutach on zakomunikowal , ze
    jedzie do niej na obiad.
    I tak to wygladalo, ze przy stole siedzielismy bez dziecka i bez
    rodziny.Dalszego ciagu nie opowiem-w kazdym razie dostalo mi sie, bo wyrazilam
    opinie, ze skoro chrzestny zamierzal isc do niej to mogl sie u niej przekimac w
    nocy , bo tutaj to nie hotel.

    Generalnie mnie sie takie sytuacje w glowie nie mieszcza.Wczoraj moj syn mial
    rocznice I Kmunii i potem poszlismy sobie na lody razem z moim eksem , ich mała
    córeczka oraz moimi dziecmi i rodzicami z obu stron.Naprawde wydaje mi sie, ze
    wystarczy chciec.
  • lilith76 14.05.07, 09:54
    Najpierw opiszę wczorajszy dzień, potem przeczytam resztę wypowiedzi.

    Ex komunię wyprawiła całą sama, M tylko pomógł przewieźć krzesła, stoły, itp.
    Zaproszenie dostaliśmy oboje. Jednak jako, że to (ponad trzy lata temu) M odszedł do mnie, nie chciałam iść na przyjęcie komunijne i siedzieć z jej rodziną. Poszłam tylko do kościoła, potem podziękowałam eks za zaproszenie, wyjaśniłam wizytą u rodziny i wróciłam do domu. Ogólnie stałam z boku wobec wszystkich przygotowań. Wieczorem dostałam od eks paczkę z ciastem i mięsami z obiadu.
    Z racji małego metrażu i finansów eks zapraszała małą liczbę ośób - rodziców, chrzestnych, najbliższych. Z rodziny M zaproszenie dostała jego matka (wdowa) i chrzestna z rodziną. Matka M nie przyjechała, bo ma chyba od ślubnej uroczystości jakieś żale do rodziny eks.

    Za to ukłuło mnie co innego wink
    M jest nietowarzyski raczej i na każdej imprezie towarzyskiej, rodzinnej już po 1-2 godzinach daje sygnał do odwrotu. A z komunii córki wrócił... wczesnym wieczorem. Siedział tam z sześć godzin. Z eks, jej rodziną, znajomymi. Irracjonalne, ale raz na jakiś czas aureolka ma prawo mnie uwierać tongue_out

    --
    Szczyt bezczelności?
    Zagłosować na PiS i wyjechać do Irlandii...
  • kicia031 14.05.07, 10:56
    Tak mi jeszcze przyszlo cos do glowy - ja z Exem mam stosunki poprawne, I Next,
    ktorej zreszta nie znam osobicie, darze sympatia ze wzgledu na zyczliwy
    stosumek do mojego Babelka. Ale – Next to osoba, która mój Ex poznal wiele lat
    po naszym rozstaniu. Gdyby moja Next została jedna z panienek, z która mój Ex
    romansowal podczas naszego małżeństwa, to chyba jednak nie miałabym ochoty
    zasiadac z taka osoba przy stole.
    Zgwalcialm sie by utrzymywac poprawne ztosunki z Exem, ale ja tez mam jakies
    uczucia i nie zrobilabym wszystkiego dla dobra dziecka. Bo moje dobro tez tu
    gdzies sie liczy.
    Tym bardziej Lilith uklony dla twej Exi.
    --
    "Kicia Ty idealistka jesteś"
    m-m-m
  • ewunia92 14.05.07, 15:24
    najlepiej kup sobie bilety na jakąś fajna imprezę lub umów się z najlepszymi przyjaciółkami na ten dzień i olej ten problem! Eks niech sobie idzie na komunię a Ty baw sie gdzie indziej dobrze, wprost wysminicie. Po co Ci to wszystko? To dopiero początek, potem jest masa innych imprez rodzinnych bez Ciebie! Juz teraz dystansuj się do tego bo potem przepłaczesz nie jedna imprezę. Po co dawać satysfakcję innym. Moja chata skraja - szkoda że samam tak nie umiałam, ale się uczę.
  • mmm310 15.05.07, 08:39
    Miałam to samo!!!
    Komunię organizowała tesciowa mojego męża ze strony zmarłej zony. Zaproszenie
    dostał moj mąż ustne.O nas coś wsponiała ale raczej była za tym abysmy nie
    przychodzili tzn. ja i moje dzieci. Było mi bardzo przykro. Mąż pojechał ja
    nie , zostalam w domu z dziecmi. Wczoraj zadzwoniła moja tesciow i wygłosiła
    sprawozdanie z Komunii jak to była cała rodzina bliższa i dalsza, jak to było
    świetnie,jak to babcia zwracała się do dziecka mój syneczku itp. Chyba
    zatraciła umiar nie wiedziała jaką mi robi przykrość swoimi
    opowiastkami.Decyzję że syn mojego męża zostanie z babcią podjęła sama babcia z
    moim mężem .Oczywiści nastawiając dziecko że tutaj chodzi do szkoły tutaj ma
    przyjaciół itp. Szkoda tylko że to ja teraz płacę za to wszystko. To ja jestem
    ta straszną bo zabraam dziecku ojca, a nikt nie widzi tego że on mógł zyskać
    kogoś bliskiego.
  • dyderko 15.05.07, 09:22
    W sumie, to przyznam się że nie rozumiem Twojego męża. Pozwolić by nie on
    wychowywał swoje dziecko to jakoś nie mieści mi się w głowie. I choć sytuacja
    gdy dziecko zostając przy, często niechętnej byłemu mężowi, matce jest sytuacją
    niby taką samą ale jest to matka dziecka i żaden sąd jej opieki nie odbierze.
    Natomiast pozostawić dziecko z teściową to mi się nie mieści w głowie. W sumie
    nietrudno było przewidzieć że nadejdą kłopoty i niesnaski i to chyba im
    dzieciak będzie starszy bym będzie poważniejsze.
  • chalsia 15.05.07, 09:44
    > W sumie, to przyznam się że nie rozumiem Twojego męża. Pozwolić by nie on
    > wychowywał swoje dziecko to jakoś nie mieści mi się w głowie

    wygodnictwo, ot i tyle.
    Chalsia
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • babe007 15.05.07, 10:19
    Zgadzam się z Chalsią. Jemu poprostu było tak wygodnie (zajmowanie się małym
    dzieckiem jest i praco i czasochłonne).

    Na szczęście nie wszyscy tak mają. Trzy lata temu zmarła przy porodzie
    koleżanka z pracy (na świat przyszły dwie dziewczynki). Jej mąż jest świetnym
    ojcem (spotykam go przy okazji imprez dla dzieci organizowanych przez moją
    firmę - parę osób które było bliżej z mamą ma z nim regularny kontakt). Nawet
    przez chwilę nie było mowy o tym, żeby dzieci mogły nie byc z nim (mimo, że
    opieka nad DWOMA noworodkami nawet w pełnej rodzinie nie jest łatwa). Ale do
    tego trzeba poprostu być facetem z "kohones"...No i prawdziwie kochać te dzieci.
  • mmm310 15.05.07, 10:47
    ja zamieszkałam z mężem u jego tesciowej, aby lepiej poznać chłopca i aaby
    drastyczne nie odrywać go od babci. Mieszkalismy tam do cazsu gdy na swiat
    miało przyjść nasze dziecko. Wyrzuciła nas mówiąc, ze dziecka naszego nie chce
    widzieć na oczy. a dziecko męża zatrzyma i wychowa aby miał jej kto na stare
    lata podać kubek wody. Jej córka była jedynaczką i tez przez 7 lat wychowywaa
    ją babcia , bo mama nie miała wrunków jak twierdziła. Nie wiem czy teraz to nie
    jest odkupywanie win. Dopiero jak córka zachorówała to zwaracła się do niej
    Madzia , bo wcześnie zawsze podobno było Magda. Nigdy podobno ta córka nie
    umiała sprostac wymaganiom mamusi, zawsze mamusia umiała najlepiej. zaczęła się
    im wtrącać w wychowanie dzecka , gdy jej zwócili uwagę to podobno bardzo się
    obraziła. Ale jak córka zachorowała to już miała pełne pole do popisu. jak tam
    mieszkalam , to ten chłpiec nie mógł przyjśc na piętro domu , gdy ja tam byłam
    sama. A jak tatuś był to miał wyznaczany czas np.20 minut, bo później juz
    babcia czymś go nęciła. To dziecko jest tak przez nią uzależnione , że jak
    zażyczył sobie zeby tata go odwiózł do babci po 23 to trzeba było jechać.Ona go
    karmi , nie mogą być zwykłe ziemniaki, bo babcia mu daje tylko hiszpanskie, Bób
    maczany w duze ilości soli, ale mabyć w srodku soczyście zielony. fasolka
    zółta. bo zielona jest nie dobra. Ja nie jestem w stanie sprostać jego
    wymaganiom, nie znam wszystkich paradoksów babci.
  • tautolog 15.05.07, 14:34
    Zamień męża na mężczyznę.
  • chalsia 15.05.07, 15:20
    nie tłumacz siebie i męża tym jaka ta babcia pokręcona była/jest. Mąż Twój
    okazał się doopa wołowa do kwadratu w kwestii własnego dziecka. Biedny żuczek,
    co? Położył uszka po sobie i w krzaczory.
    A to, ze do córki mówiła Magda a nie Madzia jak równiez, że dogadza kulinarnie
    wnuczkowi nie świadczy o niej de facto źle. Myślę, że nie ma to jak szukać dla
    siebie usprawiedliwienia.
    Chalsia
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • natasza39 16.05.07, 00:34
    Dogadzanie kulinarne wnukowi to święte prawo babci. Wogóle rozpieszczanie wnuków
    to psie prawo dziadków wogóle. Oni są od rozpieszczania wnuków. Moja matka
    rozpieszcza mojego syna do granic przyzwoitości, ale wychowuje go JA!
    Bo rodzice są od WYCHOWANIA, dziadki i innego formatu ciotki od ROZPIESZCZANIA!
    Twój mąż pomylił role, a Ty zostałaś ofiarą tego postępowania.
    Syn Twojego męża najprawdopodobniej wyrośnie na małe egoistyczne książątko.
    Ale tylko i wyłącznie dlatego, ze Twoj mąż miał w dupie jego WYCHOWANIE.

  • cymbeline 15.05.07, 20:27
    To ja tak troszkę w odpowiedzi dla Lady.Godivia,
    idąc Twoim tokiem myślenia:
    mój mąż będzie siedział na komunii przy jednym stole z narzeczonym swojej
    ex,który był przyczyną rozpadu jego małżeństwa i szczerze powiem,nie przeszkadza
    to mojemu mężowi,ani słowem nie skomentował tego faktu, po prostu "grzeje go to"
    i może np. dlatego,że czas leczy rany,a może dlatego że stworzył ze mną rodzinę,
    w której jest szczęśliwy i nie skupia się na złych emocjach...a może tylko ja
    sobie schlebiamsmile)
    Natomiast najwyraźniej narzeczony ex mojego męża czuć się będzie "nieteges"
    siedząc oko w oko z moim mężem przy jednym stole,na imprezie nie swojego
    syna,skoro dla niego został zrobiony wyjątek i oprócz najbliższej rodziny z obu
    stron będą znajomi jego, żeby się dobrze czuł na tej komuniismile)) Tak nam
    wytłumaczyła ex..

    Pozdrawiam serdeczniesmile
    C.

    P.S. Dużo zależy od mądrości życiowej byłych małżonków,od mądrości życiowej
    obecnych partnerów (jeśli są)od tego jak im się ułożyło życie po rozwodzie,a
    przede wszystkim od charakterusmile
  • lady.godivia 15.05.07, 23:15
    cały czas zmierzam właśnie do tego, że wszystko zależysmile
    ale uważam ze jeżeli next nie objeło zaproszenie na konkretnie komunie / bo
    zaprasza ex/ dziecka, to nie powinna sie sadzić, ze jak tak mozna, że ojciec
    dziecka nie powinien iść itd
    tak jak czytam to forum to wydaje mi sie, że duża częś macoch nie lubi swoich
    pasierbów, ledwo ich toleruje albo tez znosi ich obecnośc w imię dobrych
    stosunków z partnerem ale jak nie obejmuje ich zaproszenie na komunie to zaraz
    wielkie larumsmilesmile
  • dyderko 16.05.07, 09:46
    Temat się rozwinął chyba za bardzo... Bo sama walczę o prawa macoch ale... nie
    byłam na bierzmowaniu dziecka, nie byłabym na żadnej komunii, za późno już na
    nią ale gdyby była to nie przyszłoby mi do głowy chcieć być (a w moim przypadku
    to na przyjęcie po bierzmowaniu nawet ojciec i jego rodzina nie byli
    zaproszeni), wcale nie chciałabym być. Natomiast wyniknął temat ślubu i tu jest
    właśnie problem. Bo ślub to okoliczność o wiele istotniejsza, wielowymiarowa,
    rzutująca na przyszłość. Jeśli ja poprzez ślub będę powinowatą tych dzieci to i
    w pewnym stopniu ich małżonków. Jeśli ja poprzez ślub będę rodziną dla rodziny
    ojca (a nawet poprzez założenie że chcemy być razem i kultywowanie kontaktów
    staję się bliską im osobą) to wykluczenie mnie ze wspólnego świętowania w ten
    dzień bardzo ważny właśnie dla rodziny, której częścią się czuję ja odebrałabym
    jako afront.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • lady.godivia 16.05.07, 10:21
    a dziecko chce zebys byla jego rodzina???
  • natasza39 16.05.07, 10:35
    lady.godivia napisała:

    > a dziecko chce zebys byla jego rodzina???

    Rodziny się nie wybiera. Rodzinę się po prostu ma. Dziecko nie ma nic
    do "chcenia". Next jest rodziną jego ojca tak jak np. matka ojca czy ojciec
    ojca. Mozna dziadków własnych nie znosić, ale w takim dniu się ich zaprasza,
    właśnie aby nie robić przykrości ojcu.
  • lady.godivia 16.05.07, 10:58
    nie uwazam next za rodzine
  • natasza39 16.05.07, 11:17
    lady.godivia napisała:

    > nie uwazam next za rodzine

    Next ciebie też nie uważa.
    Twój ex też ciebie nie uważa za rodzinę. Jesteś co najwyżej matka jego dzieci.
    Za to next jest było nie było żoną twoich dzieci.
    A więc tak jak twoi ex teściowie nie są już twoją rodziną, ale pozostaja
    dziadkami dziecka, tak samo z next.

    Transpozycja włąsnych uczuć na własne dziecko. Typowe!
  • natasza39 16.05.07, 11:21
    natasza39 napisała:

    > lady.godivia napisała:
    >
    > Za to next jest było nie było żoną twoich dzieci.

    Oczywiście miało być: było nie było zoną ojca twoich dzieci
  • lady.godivia 16.05.07, 11:36
    bez przesadzy dziadkowie to calkiem co innego niz nowa partnerka ojca
    i jeszcze raz powtwrzam ze wsystko zalezy od wielu czynnikow dlaczego mam
    zapraszac na komunie kobiete ktora moje dziecko totalnie olewa, wychodzi z domu
    jak ojciec je biezrze, nie je z nim przy jednym stole itd??
    wytlumaczysz mi dlaczego ona rosci sobie prawo do bycia na komunii mojego
    dziecka???
  • natasza39 16.05.07, 11:55
    lady.godivia napisała:

    > bez przesadzy dziadkowie to calkiem co innego niz nowa partnerka ojca
    > i jeszcze raz powtwrzam ze wsystko zalezy od wielu czynnikow dlaczego mam
    > zapraszac na komunie kobiete ktora moje dziecko totalnie olewa, wychodzi z
    domu
    >
    > jak ojciec je biezrze, nie je z nim przy jednym stole itd??
    > wytlumaczysz mi dlaczego ona rosci sobie prawo do bycia na komunii mojego
    > dziecka???


    Sprawę komunii wystarczajaco wyłuszczyłam, w paru zresztą postach.
    Nie znam Twojej next i nie mam pojęcia czy ona rości sobie prawa do komunii.
    Pewnie jak nie siada na co dzień z dzieckiem przy stole, to sobie takiego prawa
    zasiadania w tym dniu z dzieckiem i z Tobą też nie rości.
    Piszę o weselach.
    Czyli, teoretycznie wtedy Twoje dziecko będzie dorosłe i samo będzie zapraszało
    kogo bedzie chciało.
    Szkopuł w tym, że tylko teoretycznie, bo praktycznie nadal maczają w tym
    paluszki mamusie i w 99%-ach własnie dla nich dzieci robią to co robia ojcom.
    Zapewniam Cię że tu nie chodzi o chęć zasiadania next przy jednym stole z ex,
    która czesto, gęsto krew przez ileś lat psuła, tylko o to jak czuje się ojciec,
    którego dziecko na własne wesele zaprasza samego.
  • lady.godivia 16.05.07, 11:59
    otoz widzisz obraz byla wielka bo ja next na komunie nie zaprosilam
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:18

    > Piszę o weselach.
    > Czyli, teoretycznie wtedy Twoje dziecko będzie dorosłe i samo będzie
    zapraszało
    >
    > kogo bedzie chciało.
    > Szkopuł w tym, że tylko teoretycznie, bo praktycznie nadal maczają w tym
    > paluszki mamusie i w 99%-ach własnie dla nich dzieci robią to co robia ojcom.
    >
    Nataszo, nie uogolniaj.
    Wiem, ze _niektorym_ Nexiom i ojcom trudno to zaakceptowac, ale dzieci,
    zwlaszcza dorosle, czesciej niz im sie wydaje podejmuja decyzje samodzielnie.
  • natasza39 16.05.07, 12:23
    kasia_kasia13 napisała:
    > Nataszo, nie uogolniaj.
    > Wiem, ze _niektorym_ Nexiom i ojcom trudno to zaakceptowac, ale dzieci,
    > zwlaszcza dorosle, czesciej niz im sie wydaje podejmuja decyzje samodzielnie.


    Zgoda, sorry za uogólnienia. Zmniejszam procent do 90smile
    Dalej nie zejdę, bo byłabym nieobiektywna.
  • dyderko 16.05.07, 11:54
    Już jestem czy tego chce czy nie, a dokładniej (tak jak na to prawo i zwyczaje
    nakazują) to będę po ślubie. Natomiast jestem w tej chwili partnerką życiową
    jego ojca. Uznaną choć nieformalną synową jego babci i dziadka. Uznanym
    członkiem rodziny dla całej reszty tej rodziny.
    A tak serio to dzieci na razie mają to gdzieś i ani ich nie ziębię ani nie
    grzeję (za mały kontakt mamy i to nie z mojej winy). Jedyną osobą której
    rodziną nie jestem nie będę, nie chcę i nie jestem chciana to była żona mojego
    partnera, stanowisko reszty jej rodziny jest mi nie znane.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • balladynka 15.05.07, 21:26
    To ja chyba jestem nie z tej bajki bo problemem dla mnie dopiero by było jakbym
    dostała takie zaproszenie. Odmówić by nie wypadało a pójść? Ło Jezu! Nawet nie
    chcę sobie tego zacząć wyobrażać bo mam dość rozbujałą wyobraźnię i robi mi się
    dziwnie jak widzę talerz barszczyku serwowany mi przez Eks albo jak sobie
    wyobrażę, że musiałabym zrobić siku u Eksi w toalecie. Nie wiem czy bym z tego
    stresu wycisnęła choć kropelkę. Jak ja się cieszę, że się w tej kwestii z Eksią
    zgadzamy. Naprawdę czujecie się komfortowo na takiej komunii?
  • natasza39 16.05.07, 00:56
    Tu jednak chodzi o zasady, a nie o ten "barszczyk".
    Mimo zaproszenia większość z macoch i tak by nie poszła na rożnego rodzaju
    uroczystości. Jeśli religijne by to były "wygłupy", to co najwyżej do kościoła
    by poszły, bo kościół to miejsce PUBLICZNE i ogólnodostępne, ale na przyjęcia,
    szczególnie z barszczykiem sporządzonym ręką ex, do którego mogłaby "dodać coś
    od siebie" (jak uroczo mówił bohater jednej z komedii do "szefa kuchni"
    sikającego do oleju z frytkami)raczej już niewiele zdecydowałoby sie pójść. Ja
    przynajmniej na pewno nie poszłabym na taka "imprę".
    Co innego jednak "zaproszenie". Tego wymaga KULTURA. Bo to jest cześć życia ta
    next tego ojca dziecka.
    I konkludując, ex która tego nie uznaje nie ma tej kultury, a next, która nie
    toleruje pasierba na co dzień, a chce wsuwać ten "barszcz" to tez kawał chama.
    Już odpuśćmy ta "komunię", bo jak dla mnie to uroczystość czysto religijna i
    przyjęcia z "pompą" są żałosne (ostatnio znajoma opowiadała mi o komunii z
    tortem piętrowym, limuzyna podjeżdżająca po dziecko i sztucznymi ogniami), to
    zaproszenie ojca na ślub "solo" przez dziecko jest szczytem chamstwa, jak dla mnie.
    I nie uznaje żadnych tłumaczeń na temat "katalizatorów" w tym temacie.
    jeśli nawet ojciec rozwiódł sie z mamusia, bo był ten katalizator, a nie
    rozwiódł sie z dzieckiem i łożył na nie, to się go samego nie zaprasza.
    Trzeba się kiedyś pogodzić, że tatuś jest nadal tatusiem, tyle tylko, ze ma inną
    partnerkę, a problem katalizatorków jest problemem mamusi.
    To czy ów "katalizatorek" przyjdzie na wesele, czy tylko do kościoła jest z
    kolei próbą chamstwa ewentualnie kultury owego katalizatorka.
    Jesli do kościoła ok. Jesli na wesele.... to już co innego.
    Uwazam, że owe "katalizatorki" nie powinny. Po co?

  • kasia_kasia13 16.05.07, 09:12
    >to
    > zaproszenie ojca na ślub "solo" przez dziecko jest szczytem chamstwa, jak dla
    m
    > nie.
    > I nie uznaje żadnych tłumaczeń na temat "katalizatorów" w tym temacie.
    > jeśli nawet ojciec rozwiódł sie z mamusia, bo był ten katalizator, a nie
    > rozwiódł sie z dzieckiem i łożył na nie, to się go samego nie zaprasza.
    > Trzeba się kiedyś pogodzić, że tatuś jest nadal tatusiem, tyle tylko, ze ma
    inn
    > ą
    > partnerkę, a problem katalizatorków jest problemem mamusi.
    > To czy ów "katalizatorek" przyjdzie na wesele, czy tylko do kościoła jest z
    > kolei próbą chamstwa ewentualnie kultury owego katalizatorka.
    > Jesli do kościoła ok. Jesli na wesele.... to już co innego.
    > Uwazam, że owe "katalizatorki" nie powinny. Po co?

    No dobra, a jesli Next chamstwem sie wykaze i na wesele przyjdzie? Pasierb
    wykaze sie kultura, zaprosi ojca wraz z osoba towarzyszaca, Next nie domysli,
    sie nie jest mile widzianym gosciem i przyjdzie? Albo sie domysli i wlasnie
    dlatego przyjdzie? Ktos porownal tutaj Next do nielubianej zony wujka. Wydaje
    mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulacje i
    wmiesza sie w tlum gosci. Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
    takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na dzieci
    i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Macocha
    zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy. Co ma wtedy zrobic
    pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
    najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnowac z
    obecnosci ojca na weselu?
    To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.
  • dyderko 16.05.07, 10:06
    Jedyne wyjście Kasiu to zrezygnować z obecności ojca na weselu. Jeśli facet
    związał się z chamską idiotką i nie umie jej przemówić do rozsądku by jego
    dzieciom życia nie „umilała” to niech z nią sobie będzie we własnym sosie ale
    nie poza nim. Nie wiem dlaczego uważacie istniejący związek dorosłego mężczyzny
    jako coś mało ważnego i nietrwałego, z czym się nie trzeba liczyć (czy dlatego
    że to cudowne pierwsze małżeństwo się rozpadło?). Facet wybrał, określił tym
    samym i siebie i swój stosunek do rodziny. Czy jest „dupa wołowa” i nie umie
    się przeciwstawić czy jest to „gnój” który spotkał swego to nieistotne, istotne
    jest to że jest związany z kimś i nie można tego faktu traktować jak zupełnie
    nieistotną okoliczność. A ja mam wrażenie że czasem exie (może nie wszystkie
    albo się mylę ale takie odczucia mam) starają się jak najbardziej umniejszać
    ważność i lekceważyć późniejsze związki swych byłych małżonków, czy to nie
    próba podniesienia rangi tego który miał z daną?

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • natasza39 16.05.07, 10:26
    kasia_kasia13 napisała:

    > No dobra, a jesli Next chamstwem sie wykaze i na wesele przyjdzie? Pasierb
    > wykaze sie kultura, zaprosi ojca wraz z osoba towarzyszaca, Next nie domysli,
    > sie nie jest mile widzianym gosciem i przyjdzie? Albo sie domysli i wlasnie
    > dlatego przyjdzie? Ktos porownal tutaj Next do nielubianej zony wujka.

    Ja porównałam. Jeśli wujka lubianego się zaprasza, to wraz z zołzowata ciotką.
    Rola wujka to albo ciotkę-żonę na smyczy w kagańcu trzymać, żeby obory nie
    zrobiła, albo wogóle nie przychodzić, ale zaprosznie go bez żony byłoby
    szczytem chamstwa, tak jak ojca bez żony, który dziecku blizszy chyba niż
    wujek, nawet najbardziej kochany.

    > Wydaje
    > mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulacje i
    > wmiesza sie w tlum gosci.

    Ciotka tez może zrobić oborę, że hej. Jak ciotka ma tendencję "wmieszywania się
    w tłum" nie stanowi problemu.

    > Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
    > takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na
    dzieci
    > i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Macocha
    > zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy.

    I dlatego, że istnieją takie zołzy, to trzeba zastosować "odpowiedzialność
    zbiorowa"?
    Jestem przeciwko uogólnieniom.

    Co ma wtedy zrobic
    > pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
    > najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnowac z
    > obecnosci ojca na weselu?

    Umówmy się, że rozmawiamy o w miarę normalnych ludziach, ok?

    > To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.

    Tu się zgodzę, ale zasady kultury nie zależą od stosunków. To aksjomaty są.
    I o tym piszemy.

  • kasia_kasia13 16.05.07, 10:48
    > Ja porównałam. Jeśli wujka lubianego się zaprasza, to wraz z zołzowata ciotką.
    > Rola wujka to albo ciotkę-żonę na smyczy w kagańcu trzymać, żeby obory nie
    > zrobiła, albo wogóle nie przychodzić, ale zaprosznie go bez żony byłoby
    > szczytem chamstwa, tak jak ojca bez żony, który dziecku blizszy chyba niż
    > wujek, nawet najbardziej kochany.

    Dobra, ale. Jesli wujek zdecyduje sie nie przyjsc, to niewielka strata. Jesli
    to ojciec, to jednak moze byc przykro.

    >
    > > Wydaje
    > > mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulac
    > je i
    > > wmiesza sie w tlum gosci.
    >
    > Ciotka tez może zrobić oborę, że hej. Jak ciotka ma tendencję "wmieszywania
    się
    >
    > w tłum" nie stanowi problemu.

    Moze, ale wtedy mozna jednak zdecydowac sie nie zaprosic tej pary, jesli
    istnieje szansa na obore.

    > > Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
    > > takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na
    > dzieci
    > > i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Maco
    > cha
    > > zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy.
    >
    > I dlatego, że istnieją takie zołzy, to trzeba zastosować "odpowiedzialność
    > zbiorowa"?
    > Jestem przeciwko uogólnieniom.

    Alez ja nie pisze, ze nie nalezy nigdy zaprosic macochy. Tylko nie zgadzam sie
    z Toba, nie zgadzam sie z tym, ze nalezy zawsze macoche zapraszac.

    > Co ma wtedy zrobic
    > > pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
    > > najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnow
    > ac z
    > > obecnosci ojca na weselu?
    >
    > Umówmy się, że rozmawiamy o w miarę normalnych ludziach, ok?

    Taaak. Obie czytamy to forum. Ile jest tu takich ukladow, ze wszystkie strony
    (matka+ojczym, ojciec+macocha) sa "w miare normalne"? Jest kilka. Wieszkosc Exi
    z tutejszych opisow to pazerne histeryczki, nie mogace sie pogodzic z odejsciem
    meza, nastawiajace dzieci przeciw bylemu mezowi; pasierby,
    przepraszam "pasierbiatka" to rozpieszczone, wredne bachory. Z kolei wiele
    macoch pasierbow nie lubi i pisze o tym otwarcie.
    Wierz mi, ciezko ogranizowac wesele bedac dzieckiem rozwiedzionych rodzicow.
    Tak, zeby nikt nie poczul sie urazony i zeby jednoczesnie samemu miec choc
    troche radosci w ten dzien.


    > > To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.
    >
    > Tu się zgodzę, ale zasady kultury nie zależą od stosunków. To aksjomaty są.
    > I o tym piszemy.

    Tu sie zgodze. Te zasady sa tez opisane w ksiazkach typou "Savoir vivre..."
    Ale, jak juz pisalam, zasady kultury sa bardzo...stare, z czasow gdy za osoba
    opuszczajac rodzine skazana byla na ostracyzm spoleczny (zeby mi sie ktos nie
    przyczepil, dyskusja nie dotyczy tego, czy bylo to sluszne czy nie). Poczytaj
    sobie:

    kobieta.gazeta.pl/slub/1,67666,1880150.html?as=1&ias=3&startsz=x
    Sytuacji, ze rodzice sa rozwiedzeni nie przewiduje sie!!!!!! Savoir vivre nie
    nadaza za zmianami obyczajowymi. Nie ma jeszcze jasno okreslonych zasad, jak
    sie zachjowac w sytuacji, gdy rodzice sa rozwiedzeni.
  • natasza39 16.05.07, 11:13
    kasia_kasia13 napisała:
    kobieta.gazeta.pl/slub/1,67666,1880150.html?as=1&ias=3&startsz=x
    > Sytuacji, ze rodzice sa rozwiedzeni nie przewiduje sie!!!!!! Savoir vivre nie
    > nadaza za zmianami obyczajowymi. Nie ma jeszcze jasno okreslonych zasad, jak
    > sie zachjowac w sytuacji, gdy rodzice sa rozwiedzeni.

    To wycinek. Są jeszcze zasady ogólne polegające na tym, że:
    1. Jeśli się zaprasza żonatego faceta, to się go zaprasza zawsze z żoną.
    2. Na uroczystościach typu: śluby, pogrzeby, zaręczyny, chrzciny itp, etc
    NORMALNI ludzie nie załatwiają swoich konfliktów w tym dniu. U NORMALNYCH
    ludzi na taki dzień ogłasza się niepisane "zawieszenie broni".


    Wiem, że sytuacja organizowania takich uroczystosci u dzieci osób
    rozwiedzionych jest dosyć drażliwa i w zasadach polskiego savuar-vivre moze ich
    nie być, ale kazdy w miarę kumaty człowiek wie czym mozna innego dotknac i go
    ugryźć.
    Niezaproszenie ojca wraz z żona na taka uroczystość jest własnie takim
    odegraniem się na ojcu, nie na macosze.
    Ja osobiście na zadne wesele pasierbic bym nie poszła. I wcale sie nie pale do
    takich uroczestości i w uczestniczeniu w nich nie mam najmniejszej ochoty.
    Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
    zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.A
    zabolałoby go to bardzo, bo negacja istnienia nowej zony przez dziecko, jest
    negacją jego zycia po rozstaniu z matką.
    Reasumując, zeby temat zakończyć.
    Normalnej (nie piszę o jakiś zakompleksionych i niedowartościowanych istotach
    mających przerost formy nad treścią) nowej zonie ojca uczestniczenie w weselu
    pasierbicy czy pasierba jest do niczego niepotrzebne.
    Potrzebne jest natomiast ojcu dostrzeżenie, ze on jest akceptowany przez
    dziecko jako całośc. A częścią tej całości jest właśnie obecna żona.
    Jakos matki, które powtórnie wychodzą za mąż, czy mają stałych partnerów nie
    biora wogóle pod uwagę, że dziecko zaprosiłoby je na własne wesele wyłącznie
    solo.Natomiast dziwnie ojców i ich nowe partnerki ten problem dotyka.
    I nikt mi nie powie, ze to nic innego jak przekazywana przez matkę i
    zakorzeniona niechęć do wszystkiego co spotkało "królową" po odejściu
    szmaciarza.


  • kasia_kasia13 16.05.07, 11:23
    >
    > To wycinek. Są jeszcze zasady ogólne polegające na tym, że:
    > 1. Jeśli się zaprasza żonatego faceta, to się go zaprasza zawsze z żoną.

    A jak ich posadzic. A w jakiej kolejnosci maja ludzie ze soba tanczyc? Itd,
    itp. To nie jest jakis zonaty facet. To jest ojciec panny mlodej.

    > 2. Na uroczystościach typu: śluby, pogrzeby, zaręczyny, chrzciny itp, etc
    > NORMALNI ludzie nie załatwiają swoich konfliktów w tym dniu. U NORMALNYCH
    > ludzi na taki dzień ogłasza się niepisane "zawieszenie broni".

    Normalni tak wink

    >
    > Wiem, że sytuacja organizowania takich uroczystosci u dzieci osób
    > rozwiedzionych jest dosyć drażliwa i w zasadach polskiego savuar-vivre moze
    ich
    >
    > nie być, ale kazdy w miarę kumaty człowiek wie czym mozna innego dotknac i go
    > ugryźć.

    A czy zgodzisz sie ze mna, ze zasady, ktorej nie ma, nie mozna zlamac? wink

    A kumaty czlowiek stara sie wybrnac z danej sytuacji, tak zeby nikogo nie
    dotknac. Ale to bedzie zalezalo do konkretnej sytuacji.


    > Niezaproszenie ojca wraz z żona na taka uroczystość jest własnie takim
    > odegraniem się na ojcu, nie na macosze.

    Ja tak tego nie odbieram.

    > Ja osobiście na zadne wesele pasierbic bym nie poszła. I wcale sie nie pale
    do
    > takich uroczestości i w uczestniczeniu w nich nie mam najmniejszej ochoty.
    > Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
    > zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.

    Bardzo by ja zranil.

    > Jakos matki, które powtórnie wychodzą za mąż, czy mają stałych partnerów nie
    > biora wogóle pod uwagę, że dziecko zaprosiłoby je na własne wesele wyłącznie
    > solo.

    Moze i nie biora, ale tak tez sie moze zdarzyc.

    >Natomiast dziwnie ojców i ich nowe partnerki ten problem dotyka.
    > I nikt mi nie powie, ze to nic innego jak przekazywana przez matkę i
    > zakorzeniona niechęć do wszystkiego co spotkało "królową" po odejściu
    > szmaciarza.

    A moze po prostu ojczymowie stwarzaja generalnie mnie problemow? wink

  • natasza39 16.05.07, 11:34
    kasia_kasia13 napisała:
    > > Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
    > > zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.
    >
    > Bardzo by ja zranil.

    Trudno, jak dorosła osoba rani inna dorosłą osobę, to musi sie liczyc z tym, że
    zraniony tez moze zranić.
    Celowo piszę zresztą o weselu i ślubie, które zazwyczaj dotyczą osób dorosłych
    już.
    W kwestiach komunii rządzi matka, ale ślub, to już wyłacznie sprawa młodych.
    Ich decyzji.
    Trudno obrazac się i fochy odstawiac w stosunku do 9-cioletniego dziecka, ale
    panna 20-sto czy nawet 30-stoletnia powinna się już liczyć z uczuciami
    dorosłego ojca.
    Gdyby mój syn zaprosił mnie na swój ślub i wesele solo, bez męza, to głeboko
    zastanawiałabym się, czy do kościoła przyjść. A na wesele tez nie poszłabym
    napewno!
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:23
    Nic Nataszo, nie zgodzimy sie ze calkiem ze soba. Ja bede wciaz uwazac, ze
    zaproszenie macochy/ojczyma zalezy od ukladow.
    Zgodze sie natomiast z jednym. W idealnej stuacji, gdy wszystkie osoby, matka,
    ojczym, ojciec, macocha sa normalne to zapraszamy ich wszystkich a oni pokazuja
    klase, zachowuja sie przywoicie i nie psuja wesela.
  • lady.godivia 16.05.07, 11:38
    a jak dziecko nie akceptuje i nie jest akceptowane przez nowa partnerke to co??
    na sile??? zeby co komu udowodnic???
  • barbara001 16.05.07, 12:02
    Jak dziecko nie akceptuje żony ojca z wzjemnością, to w takiej sytuacji taka
    żona się nie wybiera, a dziecko powinno ją zaprosic, bo zaprasza ojca. I wtedy
    sytuacja jest jasna, kurtuazyjnie zaproszenie dano, a żona w tym czasie
    dziękuje za nie serdecznie i pakuje walizki bo sobie jedzie do SPA. I zeby było
    jasne, takie sytuacje nie dtyczą tylko zon tatusiów. Na własny ślub zaprosiłam
    moją ciotkę, siostrę ojca z mężem(który chrzesnym moim niepoatrznie kiedyś
    został). Nie utrzymujemy z nimi prawie kontaktów, tyle co spotykamy się na
    pogrzebach. Ciotka wiele złego zrobiła moim rodzicom, skwasiła relacje rodzinne
    do końca życia. Ale zaprosiłam. Osobiście! Przyszła na slub, stała w dalekim
    kącie, podarowała kwiaty, a za przyjęcie podziękowała, bo "wyjeżdzała tego dnia
    do sanatorium". I uważam,ze takie załatwienie sprawy jest ok. Ona wie, ja wiem,
    a oficjalnie wszystko odbyło się tak jak powinno, pełna kultura.
  • lady.godivia 16.05.07, 12:08
    a czy to nie chodzi o to ze bez wzgledu nas to czy pojdziecie czy nie zalezy
    wam na tym zeby eks "ugiela sie" i zaprosila i was???
  • natasza39 16.05.07, 12:14
    lady.godivia napisała:

    > a czy to nie chodzi o to ze bez wzgledu nas to czy pojdziecie czy nie zalezy
    > wam na tym zeby eks "ugiela sie" i zaprosila i was???


    Moze powtórzę, bo za dużo postów się w tym wątku porobiło.
    Zasadniczo to chodzi nie o to kto się "ugina", tylko o to kto jest większym
    chamem.
    I jeszcze raz pominę kwestie komunii, bo to uroczystośc stricte religijna, ale
    jeśli na ślub dziecko zaprasza wyłącznie ojca bez zony, to świadczy źle o tym
    dziecko i pośrednio o ex, bo widac chamska matka wychowała chamskie dziecko.
    Jesli next, pomimo złych relacji od zawsze i nie znoszenia organicznego
    własnych pasierbów pcha tyłek na taka uroczystośc jest chamem do kwadratu.
    Z pierwszej opisanej sytuacji to next wychodzi z klasą, z drugiej opisanej ex i
    dziecko.
    Czy ktos woli być chamem czy nie to juz jego wybór.
  • lady.godivia 16.05.07, 12:23
    no nareszcie moge sie z Toba zgodzicsmile co prawda nie dokońca ale to juz i tak
    sukcessmilesmile

    przypominam ze wplyw na wychowanie ma tez ojciecsmilesmile ale oczywiscie nie neguje
    faktu ze znacznie mniejszy niz matka / w sytuacji kiedy dziecko po rozstaniu z
    matka zostaje/
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:28
    natasza39 napisała:

    > lady.godivia napisała:
    >
    > > a czy to nie chodzi o to ze bez wzgledu nas to czy pojdziecie czy nie zal
    > ezy
    > > wam na tym zeby eks "ugiela sie" i zaprosila i was???
    >
    >
    > Moze powtórzę, bo za dużo postów się w tym wątku porobiło.
    > Zasadniczo to chodzi nie o to kto się "ugina", tylko o to kto jest większym
    > chamem.
    > I jeszcze raz pominę kwestie komunii, bo to uroczystośc stricte religijna,
    ale
    > jeśli na ślub dziecko zaprasza wyłącznie ojca bez zony, to świadczy źle o tym
    > dziecko i pośrednio o ex, bo widac chamska matka wychowała chamskie dziecko.
    > Jesli next, pomimo złych relacji od zawsze i nie znoszenia organicznego
    > własnych pasierbów pcha tyłek na taka uroczystośc jest chamem do kwadratu.
    > Z pierwszej opisanej sytuacji to next wychodzi z klasą, z drugiej opisanej ex
    i
    >
    > dziecko.
    > Czy ktos woli być chamem czy nie to juz jego wybór.

    Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
    wesele bedzie mialo schrzanione?

  • natasza39 16.05.07, 12:31
    kasia_kasia13 napisała

    > Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
    > wesele bedzie mialo schrzanione?


    Sorry, ale czym?
    Sama obecnoscią next? Mozna zająć się setka pozostałych gości.
    Bo chyba ustaliłyśmy, że nie rozmawiamy o next robiącej jazdy.
    Zreszta zawsze można powiedzieć ojcu, ze ma next, jak ta zamierza jednak
    przyjśc trzymał na smyczy i w kagańcu.
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:36
    natasza39 napisała:

    > kasia_kasia13 napisała
    >
    > > Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
    >
    > > wesele bedzie mialo schrzanione?
    >
    >
    > Sorry, ale czym?
    > Sama obecnoscią next? Mozna zająć się setka pozostałych gości.
    > Bo chyba ustaliłyśmy, że nie rozmawiamy o next robiącej jazdy.

    Nie ustalilysmy. Ty ustalilas.
  • natasza39 16.05.07, 12:42
    kasia_kasia13 napisała:
    > Nie ustalilysmy. Ty ustalilas.

    Przykro mi, ze tylko takie next buierzesz pod uwagę, które "jazdy" na slubach
    robią.
    Ja nie znam nikogo takiego, kto robiłby jazdy na takich uroczystościach.
    A byłam nawet na pogrzebie, gdzie żona ewidentnie była winna śmierci męża i
    jej teściowa na pogrzebie nie robiła jazd.
    Byłam na weselu, gdzie ojciec nie miał oficjalnego rozwodu z zona ale zył z
    konkubina parę dobrych lat i ani jedna ani druga nie robiła żadnych jazd.
    Przykro mi ja sobie tego nie wyobrażam.
  • atrust 16.05.07, 19:27
    Dziwnie mi sie czyta tekst,z ktorego wynika iz moja mama jest chamka,tylko
    dlatego iz nie wplynela na siostre,zeby zaprosila macoche.To nie byl slub mojej
    mamy,siostra byla dorosla.Miala 23 lata.Wybacz,w takim wieku nie mozna niczego
    narzucic.
    Powtarzam sa macochy,ktore zapracuja na takie potraktowanie.Zeby byla
    jasnosc,ta kobieta nie rozbila malzenstwa moich rodzicow.Nie zyli z soba od
    pieciu lat.Moi rodzice wzieli rozwod dopiero,jak ona byla w ciazy.Moja mama nie
    robila zadnych z tym problemow.Z tego co wiem po wszystkim poszli na kawe.
    Kiedy moj ojciec bral slub,nas nikt nie zaprosil.Mialysmy po 14 lat.
    Na pierwszym spotkaniu w domu babki(ojca matki) ta kobieta zaczela krzyczec na
    siostre za nie zamkniecie bramki.Siostra odpowiedziala jej spokojnie,ze nie jej
    dom,jej rozkazow i krzykow sluchac nie musi.Macocha poleciala na skarge,nasz
    ojciec po wysluchaniu stron byl zly na zachowanie swojej partnerki.Pozniej na
    jedynej mojej wizycie w ich domu,ona podsluchiwala pod zamknietymi
    dzwiami.Ojciec ja na tym zlapal.nasza mama o tym nie wiedziala,powiedzialysmy
    to jak bylysmy dorosle.Nie chcialysmy jej martwic.W naszym domu nigdy zle nie
    mowilo sie o macosze a tym bardziej o ojcu.Ojciec do nas tez nigdy nie mowil
    zle o mamie,i nie tylko o mamie,ale i z szacunkiem zawsze mowil o moich
    dziadkach z mamy strony.
    Mysle,ze ta kobieta nie mogla zniesc,iz jest ta druga.Na dodatek czula sie
    niepewnie w nowym zwiazku.To byla stara panna(40 lat),tak to kiedys sie
    mowilo.Nie kazda Next jest ta ladniejsza,inteligentniejsza od swojej
    poprzedniczki.Tu moj ojciec zrobil kiepska zamiane i pozniej byl tego swiadomy.
    Co do wesela,nie wiem jak jest w Waszych stronach,ale w moich rodzice nie tylko
    tancza ze soba,ale rowniez dbaja o gosci,jest podziekowanie mlodych rodzicom(tu
    moj ojciec mial akurat nie zaciekawa mine).Tak wiec nie wyobrazalysmy tam
    naszej macochy.Ojciec nasz 100% tez.
    Co zasiala to zebrala.Jesli przez tyle lat nie ma sie z kims kontaktu,to w imie
    czego ma sie potem udawac i dawac komus "fikcyjne" zaproszenie.

  • barbara001 16.05.07, 19:42
    W takiej sytuacji to jasne, że nie chcieliście jej zapraszać i kontakty z nią
    są zerowe. I jak sadzę nikt temu nie zaprzeczy.
    Zapewne nawiązujesz do mojej wypowiedzi, wiec wyłumaczę. W przypadku kiedy nowa
    zona nie lubi się z dzieckiem ale nie ma kwasów, ot taka ludzka niechęć, to w
    moim przekonaniu powinno zaprosić się i ojca i macochę. A ta kulturalnie
    powinna się wymigać.
    Ja ciotkę zaprosiłam bo to niestety rodzina, bo mój tata nie potrafił się
    odnaleźć w tej sytuacji i dla swiętego spokoju, aby nam nic nie można buyło
    zarzucic zaprosiłam. A ciotka zachowała się jak marzenie(po raz pierwszy w
    zyciu)i sie elegancko wymigała. Cudo.
    Ale nawiązując do sytuacji Liska, nie zaproszenie Liska, kiedy dziecko ma z
    Liskiem dobre stosunki, i Lisek nie bruździ tylko jest cichutkim, milutkim
    Liskiem, to olanie jej demonstracyjnie jest szczytem chamstwa ze strony eks.
  • joanna9969 16.05.07, 19:45
    w takim przypadku niezaproszenie goscia (ktory jest czy sie to podoba czy nie
    najblizsza rodzina ojca) swiadczy o zapraszajacym a nie o zapraszanym.
    Wedlug mnie bardziej fikcja jest udawanie ze 'problemu'
    czytaj macochy nie ma , niz zaakceptowac ze taki lajf.
  • barbara001 16.05.07, 12:28
    Dla jasnego przykładu:
    1. Sytuacja: Rodzice rozwiedzeni każde w nowym związku , wspólnie sprawujący
    opiekę, dziecko ma urodziny. W tym roku imprezę robi tata. Nie ma opcji, żeby
    matka nie przyszła ze swoim partnerem. Nikt tego od niej nie wymaga, to jest
    oczywiste, jako rodzina przychodzą razem. Były mąz raczej nie krzywi się na
    samą myśl, że eks zona przyjdzie z facetem, bo niby dlaczego, on jest ze swoją
    żoną, i wszystko gra.
    2. Sytuacja: Rodzice rozwiedzeni każde w nowym związku , wspólnie sprawujący
    opiekę, dziecko ma urodziny. W tym roku imprezę robi mama. Niestety w
    większości przypadków obecnośc żony ojca jest problemem. A matka oczywiście
    przychodzi ze swoim partnerem, bo niby jak inaczej. Ale żony ojca najchętniej
    by nie widziała na uroczystości jej dziecka. Dlaczego? Bo to jej dziecko. (albo
    owód znajdzie sobie inny, na ten dzień rzecz jasna, a tydzień później spakuje
    dziecko i podwiezie do ojca na sobotę i niedzielę, do domu gdzie mieszka next)

    3. Sytuacja moja ulubiona:Rodzice rozwiedzeni ojciec w nowym związku , wspólnie
    sprawujący opiekę, dziecko ma urodziny. Obojętnie kto robi imprezę. Mogą
    wspólnie.Nie ma opcji żeby ojciec przyszedł ze swoją żoną. Bo nie ma nic
    gorszego niż zła, samotna eksia, zazdrosna o cudze szczęście. Tydzień później
    ta sama eksia spakuje dziecko na wekeend do tatusia i jego żony.
  • dyderko 16.05.07, 12:48
    Coś mi się przypomniało... jak mój partner wynosił się z domu to
    usłyszał „nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie i moich dzieci”. To jest właśnie
    to - matka jest królową matką i ona o wszystkim decyduje, ona ma prawa a
    ojciec, ten truteń, albo się dostosuje albo będzie wyepchnięty poza mrowisko.
    Nie rozumiem dlaczego nie można odpuścić, przecież jeśli się pielęgnuje uraz to
    będzie coraz bardziej rósł, zatruwał życie, niszczył myśli własne i dzieci...

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • natasza39 16.05.07, 13:25
    dyderko napisała:

    > Coś mi się przypomniało... jak mój partner wynosił się z domu to
    > usłyszał „nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie i moich dzieci”.

    Zapewniam Cię, że i tak była "delikatna". Znam egzemplarz, który powiedział z
    okna bloku, na całe osiedle "Wynos się z domu i wara od MOICH dzieci i zabierz
    ze sobą swój smród"
    A potem w sądzie ten sam egzeplarz zeznaje:" Małożonek nie odwiedza dzieci w
    domu i się nimi nie interesuje".
    Dzieci mojego M tez sa tylko JEJ, chyba, że trzeba dla nich dodatkową kasę na
    coś, albo są z nimi jakieś problemy, to są wtedy JEGO dziećmi.
    Takie wybiórcze poczucie własności ma nasza exiasmile
  • babe007 16.05.07, 14:22
    A ja znam egzemplarz (płci męskiej), który na wiadomość, że "to już koniec"
    powiedział "wyprowadzaj się choćby dzisiaj, tylko NATYCHMIAST zabieraj ze sobą
    dzieci". BTW ten pan uważa się za dobrego i kochającego ojca.

    Jak widzisz Nataszo przykłady głupoty (po obu stronach barykady)można mnożyć.
  • natasza39 16.05.07, 14:26
    babe007 napisała:

    > A ja znam egzemplarz (płci męskiej), który na wiadomość, że "to już koniec"
    > powiedział "wyprowadzaj się choćby dzisiaj, tylko NATYCHMIAST zabieraj ze
    sobą
    > dzieci". BTW ten pan uważa się za dobrego i kochającego ojca.


    A powiedział Ci zabieraj MOJE dzieci, czy SWOJE dzieci?
    Bo tak BTW to o tym jest ten post.

    > Jak widzisz Nataszo przykłady głupoty (po obu stronach barykady)można mnożyć.
    W to akurat nigdy nie watpiłam, bo jak mówił śp. Stanisławski:
    "Aby , zgodnie z prawem, przybić gwóźdź trzeba miec technikum,
    Dziecko, zgodnie z prawem, może zrobić czy urodzić nawet debil"
  • babe007 16.05.07, 14:39
    Jak pamiętam była juz taka dyskusja zaczęta zresztą przez Ciebie (tylko na
    innym forum). Ja tylko powtórzę, że problem z zaimkami stosowanymi wobec dzieci
    (MOIMI czy TWOIMI ) jest dosyć powszechny i dosyć ludzki. No i występuje równie
    często w pełnych rodzinach ("zobacz co TWÓJ syn zrobił"). Chociaż w relacjach
    porozwodowych ten stylistyczny "myk" jest zapewne bardziej irytujący...
  • natasza39 16.05.07, 14:57
    babe007 napisała:

    > Jak pamiętam była juz taka dyskusja zaczęta zresztą przez Ciebie (tylko na
    > innym forum). Ja tylko powtórzę, że problem z zaimkami stosowanymi wobec
    dzieci
    >
    > (MOIMI czy TWOIMI ) jest dosyć powszechny i dosyć ludzki. No i występuje
    równie
    >
    > często w pełnych rodzinach ("zobacz co TWÓJ syn zrobił"). Chociaż w relacjach
    > porozwodowych ten stylistyczny "myk" jest zapewne bardziej irytujący...


    Wiem, że jest to czesto stosowany "myk" stylistyczny. Ostatnio nawet ja baba 40-
    stoletnia usłyszałam od ojca (posrednio przez matke), żeby powiedziała "swojej
    córce", bo się na mnie nabzdyczył, a jak się nabzdycza, to wtedy my z bratem
    jestesmy tylko matki.
    Ale w relacjach porozwodowych NIEKTÓRE matki doprowadzaja do absurdu.
    Nie zadzwoni nigdy taka z nowiną np" TWOJE dziecko zdobyło pierwszą nagrodę na
    konkursie recytatorskim". Ojciec się o tym nie dowiaduje od matki.
    Natomiast potrafi zadzwonić, jak normalnie nie chce gadać o ważnych sprawach
    dzieci wogóle z nowiną typu "Twoje dziecko opluło sąsiadkę.No przecież ma to po
    tobie, bo nie po mnie przeciez". Z tym, ze jak ojciec chce z dzieckiem
    porozmawiac na ten temat i mu tłumaczy, ze takie zachowanie jest naganne, ta
    wyrywa dziecku słuchawkę i krzyczy na ojca, ze on JEJ dzieci nie będzie karał"
    Przeciez to absurd i paranoja.

    Jak w pełnej rodzinie to smieszy, to po rozwodzie jest tylko przyczyna
    niepotrzebnych konfliktów między exami. Tak uważam.

    Pomijam juz kwestie finansowe, bo w pełnej rodzinie raczej matce nie przychodzi
    do głowy powiedzieć: "Meżu masz kupić SWOJEMU dziecku nowy komputer" .
    A po rozwodzie jakoś to super łatwo przychodzi i na dodatek jakoś nie pomyśli,
    co robi własnemu dziecku, kiedy tego komputera nie dostanie. Bo dopiero po
    rozwodzie ojciec nie kupuje nowego komputera nie dlatego, że go na niego nie
    stać, ale dlatego, że jest chytry i pewnie wszystko na k....y wydaje.
  • babe007 16.05.07, 14:40
    natasza39 napisała:

    >> A powiedział Ci zabieraj MOJE dzieci, czy SWOJE dzieci?

    A czy uważasz, że w opisanej przeze mnie sytuacji to miałoby jakieś znaczenie?
  • natasza39 16.05.07, 12:53
  • lisek78 16.05.07, 18:33
    Barbaro i ta Twoja trzecia,ulubiona opcja jest mojąwinkNic dodać,nic ująć.
    --
    Powaga zabija powoli!
  • anastazjapotocka 16.05.07, 14:55
    Właściwie, zasłużyłaś na to, aby ci powiedzieć parę słów prawdy.
    To przez takie "właściecielki dzieci" macochy nie przepadają (czasem) za
    pasierbami.
    Kiedy po raz pierwszy udało się mojemu mężowi zaprosić do nas swoją córkę (a
    nie było to łatwe, musiał zjeść niejedną żabę, a ja razem z nim. Zresztą
    podejrzewam, że wcale eksi nie chodziło o kontakt dziecka z ojcem, zwyciężyła
    zwykła ciekawaść) zobaczyłam chudą i przestraszoną (bardziej nawet ode mnie)
    dziewczynkę. Była tak dziwacznie ubrana (pomimo tej kasy wysyłanej na nią i
    całej tej markowej garderoby w ilościach wystarczających na odzianie małego
    przedszkola) wyglądała, jakby pożyczyła ciuchy od babci mojej własnej
    sprzątaczki!!! Naprawdę myślisz, że moim jedym celem było natychmiast to
    dziecko zamordować?
    Żal mało mnie nie zadusił, litość mnie zdjęła, bo to było DZIECKO KOGOŚ, KOGO
    KOCHAŁAM NAD ŻYCIE. Jego cząstka. Jego geny.
    Nikt, kto jest normalny, nie znęca się nad bezbronnym dzieckiem.
    Macocha też nie.
    STARAŁAM się. Chciałam, żeby pasierbiatka mnie polubiła.
    Ale eksia dokładnie taka jak ty zrobiła WSZYSTKO, żeby mi moje starania i
    zbiegi nosem wyszły. Długo udawałam ślepą i głuchą BO TO BYŁO DZIECKO.
    I wiesz? Dzisiaj już mi się nie chce niczego udawać.

    I dzisiaj to nie ja tracę na tym, że mnie wali co pasierbiatka porabia.
    Eksia zwyciężyła.
    I niech się swoim zwycięstwem udławi.

    Zastanów się więc.
  • lady.godivia 16.05.07, 15:22
    nie jestem moja droga wlascicielka
    i nigdy nie "zabranialam" kontaktow mojemu bylem z naszym dzieckim i robil z
    nim co chcial, zabieral gdzie chcial, uznal ze nadszedl czas aby przedstawic go
    swojej nowej partnerce i tak tez uczynil, nie polubili sie chyba, trudno i tak
    bywa nie zamierzam "naprawiac" im stosunkow, nich zajmie sie tym moj byly bo to
    jest jego partnerka


    a Ty prelan jestes jadu i nienawisci ze ktos mogl miec czelnosc nie zakceptowac
    cie,
    nienawisc do tej dziewczyny az z ciebie kipi i zadasz szacunku
    nie dziwie sie ze go nie otrzymujesz
  • anastazjapotocka 16.05.07, 17:35
    Już ci napisałam, że niczego i nigdy nie zrozumiesz.
  • anastazjapotocka 16.05.07, 10:52
    Jedna z eksi tu piszących to wypisz wymaluj moja stara eksia.
    W kwestii ślubu, bo z tym pewnie będę musiała się w niedalekiej przyszłości
    zmierzyć: nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek imprezy w towarzystwie MOJEJ eksi -
    to po prostu niewykonalne. Już mój mąż przerobił komunię (z której wyszedł
    przed czasem i pobity przez pijaną eksię), więc ja na pewno nie mam zamiaru
    narazić się na to, że mi eksia na suknię zwymiotuje.
    Tak więc moja pasierbica może spokojnie zaprosić na ślub tylko ojca, mnie
    całkowicie i arogancko pomijając: wali mnie to.
    Ale ucieszy, bo mój zły humor przełoży się na jakość i koszt jej ślubnego
    prezentu.
    Jak mnie pasierbica pomimo wszystko zaprosi - i tak nie przybędę, bo
    demonstracyjnie wyjadę wypoczywać do Egiptu: taki mały odwet za to, że
    pasierbica NIGDY nie przyjechała na żadną imprezę, ani żaden bal na który ją
    zaprosiłam. A zapraszałam na kilka pięknych i prestiżowych bali i bankietów,
    zobowiązując się kupić jej nawet odpowiednią suknię, torebkę i pantofle.
    Guzik. Nie, bo mamusia nie pozwala...
    To nie.
    I mój wybór też wpłynie na jakość prezentu dla niej, bo mój mąż przybędzie
    najwyżej do kościoła lub USC. Mąż beze mnie po prostu nie imprezuje...
    Odwacając sytuację: JA TEŻ JEJ BYM NA SWÓJ ŚLUB NIE ZAPROSIŁA. Nie dlatego, że
    jest pasierbicą, ale dlatego, że jest antypatyczną kobietą.
    A po co mam sobie psuć humor za WŁASNE PIENIĄDZE?
  • barbara001 16.05.07, 11:00
    anastazjapotocka napisała:

    > > A po co mam sobie psuć humor za WŁASNE PIENIĄDZE?

    Sorki, że tak się wetnę nie na temat głównego problemu, ale Anastazja mogłabyś
    poprawić sobie humor za własne pieniądze i kupic tej nieprzyjemnej osobie jakos
    cudowny prezent, z którym nie wiedziałaby co zrobić, np. obrzydliwego pluszaka,
    hi hi hi. Taki ma dzisiaj głupawy nastrój przy tej wstrętnej pogodzie.
    Kiedyś wylosowałam na Mikołajki nawisko koleżanki- wroga po dziś dzień,
    obrzydliwa osóbka. I kupiłam jej krtem na pryszcze. Niestety nie wiedziałam, że
    los przewrotny spowodował, że ona wylosowała mnie. Od niej otrzymałam rajstopy
    na żylaki. Tak mi się przypomniało w temacie prezentówsmile
  • anastazjapotocka 16.05.07, 11:42
    Jesteś WIELKA. Rajstopy na żylaki. O trzy numery za duże... O żesz ja na to nie
    wpadłam!!! Kosmetyki na pryszcze kupuje córce mój mąż (całą linię), bo są
    strasznie drogie i wręcza je jej zawsze ze słowami: "...nie, abym uważał, że są
    Tobie akurat potrzebne, ale tak, na wszelki wypadek, bo środowisko takie
    zanieczyszone..." (sama tę formułkę mu wymyśliłam, po co pasierbiatce sprawiać
    niepotrzebnie przykrość. Zresztą bardzo jej się cera ostatnio poprawiła).
  • kasia_kasia13 16.05.07, 11:03
    anastazjapotocka napisała:

    > Jedna z eksi tu piszących to wypisz wymaluj moja stara eksia.
    > W kwestii ślubu, bo z tym pewnie będę musiała się w niedalekiej przyszłości
    > zmierzyć: nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek imprezy w towarzystwie MOJEJ
    eksi -
    >
    > to po prostu niewykonalne. Już mój mąż przerobił komunię (z której wyszedł
    > przed czasem i pobity przez pijaną eksię), więc ja na pewno nie mam zamiaru
    > narazić się na to, że mi eksia na suknię zwymiotuje.

    O wlasnie! A Natasza39 twierdzi, ze my tu piszemy o "w miare normalnych
    osobach".
  • anastazjapotocka 16.05.07, 11:43
    Natasza z PEWNOŚCIĄ nie mówi o mojej eksi.
  • barbara001 16.05.07, 10:40
    >skoro ojciec jest z wami
    to wszusycy to wiedza, dlaczego w swojej zapieklej złosci i zadufaniu nie
    myslicie o DZIECIACH aaaaa wiem dlaczego bow gro z wan nie mzoe na nie patrzec
    i serce wam krwawi jak alimenty placic trzeba<

    Wiesz, gro z nas uczestniczy w płaceniu alimentów na nieswoje dzieci, pomaga
    mężom lub partnerom w utrzymaniu tych dzieci, opiekuje się nimi, kupuje
    prezenty, pamiętach o urodzinkach i stoi przy garach całe dnie gotując
    pasierbom smaczności. A krew zalewa czasem, a i owszem, jak te pazerne eksie
    zaglądają swoim byłym mężom w portfele, naciągają na aparaty słuchowe dla
    zdrowych dzieci, żadają kupowania koni wraz z opłaconym końskim opierunkiem,
    dokładania się do remontów ich mieszkań, korzystają z alimentów aby finansować
    swoje wyjazdy (bez dzieci), ubrania i inne przyjemności. I wtedy nie ma tematu
    nowej żony, dzięki której między innymi takie płacenie alimentów jest możliwe,
    nie ma tematu, kiedy taka eksia potrzebuje się wypuścić a dziecko zostaje z
    ojcem (tylko teoretycznie, bo czesto zostaje przez większość czasu z macochą i
    jej dziećmi), nie ma absolutnie żadnego problemu, kiedy dziecko wraca po
    wekeendzie do mamusi z nowymi butkami i płaszczykiem, ktore kupiła next, no, w
    takich sytuacjach to temat żony byłego męża się nie pojawia, bo co mogłaby
    powiedzieć taka eks, że nie życzy sobie aby ktoś kupował jej dziecku butki?
    Nie. Taka eks będzie wtedy milczeć, bo jeszcze z własnych by musiała na to
    wydać.Ale jak dziecko ma uroczystość to taka next jest jak wrzód na dupie, bo
    korzystać tak naprawdę z obecnosci przyzwoitej next taka eks ma odwagę tylko na
    odległość, na bliższą konfrontację i ciutkę klasy już niestety jej nie stać.

  • lady.godivia 16.05.07, 11:09
    ale o czym Ty mowisz??? konie???? opiekunki??? ja mowie o zaspokajaniu
    podstawowych potrzeb
    ludzie wyluzujcie troche po co sobie stwarzac samemu problemy
    za to ze kupilas buty ez ma na kolanach do Ciebie przyjsc??? czy list z
    podziekowaniami wyslac?? nie chcesz nie kupuj
    zastanowicie sie troche bo mam wrazenie ze wyliczanie kot komu za ile i kiedy
    i kto kogo kiedy i gdzie zaprosil a gdzie nie zaprosil jest sensem waszego zycia
    zyjcie i dajcie zyc innym
  • barbara001 16.05.07, 11:41
    Skoro mówisz o zaspokajaniu podstawowych potrzeb pozwól, że zacytuję:

    -powtorzę jeszcze raz wszystko zalezy od wielu, wielu czynnikow, nie mozna
    generalizowac i nie mozna odmowic prawa do niezproszenia,
    nierozumiem dlaczego next tak na tym zależy???

    * czytając posty zuwazyłam ogólną tendencję do wniosku, że fakt, wszystko
    zależy do sytuacji, stosunków między rodzicami dziecka itd., i nie rozumiem
    dlaczego się tak zajeżasz. A podstawową potrzebą jest zgoda i szacunek. I to
    głównie dla dzieci, bo opływający w kasę rodzice stale na scieżce wojennej nie
    zaspokoją potrzeb dziecka.

    -cztrtam ciagle tutaj, ze exsie to chamki, pazerne idiotki, które tylko szmal
    chca wyciagnac, z dzieckiem nie pozwalaja sie spotykac, gadaja na next,
    nastawiaja przeciwko a jak przychodzi co do czego to malo ze skory next nie
    wyjada zeby byc zaproszone, po co wam to??? zeby co udowodnic??? ze ojciec bez
    was nie pojdzie??? bo to wy jestescie najwazniejsze???

    *a bo my widzisz mamy doczynienia z takimi własnie eksiami. Gdyby było inaczej
    forum to nazywałoby się - Wielka Poskładana Szczęśliwa Rodzina. A sytuacją dość
    częstą jest fatalne zachowanie eks żon naszych mężów, zachowanie
    karygodne.Manipulowanie dziećmi, kłamstwa, wyłudzanie pieniędzy, oszczerstwa. I
    co najgorsze, często te eksie posługują się dziecmi w takiej podjazdowej
    wojence z facetem, który miał czelność załozyć nową rodzinę, spłodzić kolejnego
    potomka, w mniemaniu wielu eks, gębę co będzie obżerała ją i jej dzieći z
    należnych jej pieniędzy. Z takimi eks mamy doczynienia, często.
    I tu nie chodzi o to, że eks jest fe, ale zaproszenie dla next się nalezy, bo
    taki mamy swiatopogląd. Chodzi o to, że większośc tych durnych byłych żon nie
    zdaje sobie sprawy, że gdyby nie taka next, co do domu się dokłada , bo i jej
    to dom, to eks mąż może płacić często wyskokie alimenty, stać go na to żeby
    dokładać się do dodatkowych zajęć dla dzieci, zabrać je na wakacje. Bo gdyby
    był sam, lub z inną next byc może osrałby eks i ich wpólne dzieci i płacił po
    300 zł. Nie chodzi mi o to, że jak kupię męzowskiemu dziecku butki to oczekuję
    listu i kwiatów, bo jak te buty dziecku kupuję, ale nie rozumiem wtedy
    rozpaczliwych telefonów od eks, przyslij mi pieniadze na buty dla dziecka, w
    rzeczywistosci czytaj- musze opłacic swoj telefon komórkowy a się spłukałam.
    Chodzi mi o to, że jak dziecko lubi i dobrze czuje się z zoną ojca, to eks nie
    ma obiekcji by dziecko spedzało wakacje w tak doborowym towarzystwie, ale jak
    dziecko ma komunię, to o next staje się tematem niewygodnym, bo wtedy o takiej
    next najłatwiej jest zapomnieć. A my cóz, nie jestesmy powietrzem. A wtedy
    większość eks ma to w dupie. Ojca zaprosić trzeba, a jego zonę, najlepiej jakby
    znikła, a rodzeństwo z nowego związku, brat czy siostra, tez ma zniknąć,
    owszem, dla większości eks tak. To jest takie raczej zakłamane. razi mnie brak
    konsekwencji i typowo roszczeniowe podejście do życia. Jeśli z takimi eks mamy
    doczynienia to o nich piszemy.


    -skoro ojciec jest z wami
    to wszusycy to wiedza, dlaczego w swojej zapieklej złosci i zadufaniu nie
    myslicie o DZIECIACH aaaaa wiem dlaczego bow gro z wan nie mzoe na nie patrzec
    i serce wam krwawi jak alimenty placic trzeba


    * to skomentowałam.

    Sa na świecie ludzie z klasą, i eksie i neksie, i o takich osobach uczciwie
    piszemy dobrze, bo ludzie na poziomie potrafią się zachowac. A niektórzy nie, i
    do takich nalezy eks Liska(powracając do głownego watku).
  • natasza39 16.05.07, 12:09
    lady.godivia napisała:

    > placi 500 zl alimentow i to jest wszystko, nie ma zadnego partycpowania w
    > kosztach zajec dodatkowych, nie ma zabierania na wakacje / nigdy nie wyszedl
    z
    > propozycja zabrania dziecka/ nie ma dodatkowej kasy na kolonie, zimowisko czy
    > cokolwiek innego, 500 stow i szlus

    Jesli uwazasz, że mało płaci wnieś o podniesienie alimentów.
    Jesli ojciec dziecka nie dokłada nic extra, a matkę dziecko kosztuje więcej niż
    w Twoim przypadku 1000 zł/m-c uwazam że powinnaś.
    A jak Twój ex płaci tylko gołe alimenty, to nie upowaznia Cię to do negowania
    tego co pisze np. barbara.
    Ja Ci np. wierzę, ze on płaci "gołe" alimenty. Dlaczego zatemn nie wierzysz jej?

    > jego obecna partnerka / nie wiem czy jest zona i nie ma to dla mnie
    znaczenia/
    > z moim dzieckiem ma kontakt zaden, z relacji dziecka / zeby byla jasnosc -
    nie
    > odpytuje go sam opowiada co robi u taty/ w 9 na 10 przypadkach nie ma jej w
    > domu jak maly tam idzie

    Ale to chyba dobrze, nie sądzisz?
    Ojciec i dziecko maja czas tylko dla siebie.
    Z jednej strony wiecznie ex mają pretensje, że spotkania powinny być tylko z
    dzieckiem i ojcem, bo sa dla nic, a z drugiej strony, że next "ostentacyjnie
    wychodzi". A może po prostu wychodzi, zeby ojciec i dziecko mieli czas
    wyłacznie dla siebie.
    A skąd wiesz, że "ostentacyjnie"? Dziecko Twoje uzyło takiego słowa?
    I Ty go nie wypytujesz? No nie rozśmieszaj mnie!

    >szczerze powiedziawszy wkurza mnie to ze takie tu
    > wszystkie biedne jestescie bo ex zony to potwory a wy wszystkie niczym
    anielice
    >
    > z aureolami nad czolem zyly sobie wypruwacie zeby ukochanym pasierbom bylo
    dobr
    > z
    >

    Ani tu same anielice, ani nikt sobie żył nie wypruwa.
    Jesli odebrałaś tak całe forum, jego róznorodnosc to gratuluję wybiórczego
    czytaniasmile
  • lady.godivia 16.05.07, 12:17
    prosze jak ciezko uwierzyc ze ex moze nie byc zainteresowan next i wszystkim co
    sie u niej w domu dzieje
    wyobraz sobie, ze nie wypytuje, bo uwazam to za niepotrzebny steres, rzucanie
    sie z pytanie co u taty?? a x byla?? a co jadles na obiad??? a co robiliscie??
    jedyne o co pytam to to czy zadowolony jset z wizyty u tatysmile
    a tak pozatym to naprawde mnie nie interesuje jak zyje teraz moj byly i jego
    obecna, mam swoje zyciesmile
    moj syn ma 11 lat i zna wiele słów i znaczen, moze nie uzyl slowa ostentacyjne
    ale powiedizal " Pani X powiedziala do taty ze wychodzi do kolezanki bo nie ma
    ochoty siedziec i marnowac czasu z nami" pewnie sie biedulka przejezyczylasmile
  • barbara001 16.05.07, 12:38
    lady.godivia napisała:

    > prosze jak ciezko uwierzyc ze ex moze nie byc zainteresowan next i wszystkim
    co
    >
    > sie u niej w domu dzieje

    ależ kochana, wyobrażamy sobie i nie mamy nic przeciwko, szczerze mówiąc zbyt
    zainteresowana naszym zyciem eks to zmora.

    > wyobraz sobie, ze nie wypytuje, bo uwazam to za niepotrzebny steres, rzucanie
    > sie z pytanie co u taty?? a x byla?? a co jadles na obiad??? a co
    robiliscie??
    > jedyne o co pytam to to czy zadowolony jset z wizyty u tatysmile

    a dla kogo ten stres, dla Ciebie czy Twojego syna?

    > a tak pozatym to naprawde mnie nie interesuje jak zyje teraz moj byly i jego
    > obecna, mam swoje zyciesmile

    I tak trzymaj.

    > moj syn ma 11 lat i zna wiele słów i znaczen, moze nie uzyl slowa
    ostentacyjne
    > ale powiedizal " Pani X powiedziala do taty ze wychodzi do kolezanki bo nie
    ma
    > ochoty siedziec i marnowac czasu z nami" pewnie sie biedulka przejezyczylasmile

    a może biedula nie lubi dzieci, albo nie lubi Twojego syna, i to duzo lepsze,
    że wychodzi sobie do kolezanek nizby miała psuć spotkania ojca z synem swoją
    nadętą miną.
  • lady.godivia 16.05.07, 15:08
    uważam ze nadmierne zainteresowanie i wypytywanie dziecka o szczególy wizyty
    jest stresem dla dziecka
  • barbara001 16.05.07, 15:48
    lady.godivia napisała:

    > uważam ze nadmierne zainteresowanie i wypytywanie dziecka o szczególy wizyty
    > jest stresem dla dziecka

    Nie wiem jak jest u Ciebie w domu, jakie masz relacje z synem, jego ojcem itd.
    Ale dziwi mnie to, bo jeśli Twój syn dobrze czuje się z tatą to może chciałby
    opowiedziec Tobie właśnie jak fantastycznie się razem bawili. A jesli wizyty u
    ojca sa dlka dziecka trudne i mało przyjemne to tym bardziej powinnaś z małym o
    tym rozmawiać. Ale nie oceniam Twojego postępowania bo nie wiem jak tam wyglada
    to Wasze podwórko.
    Córka mojego M była bardzo nieszczęśliwa kiedy nie mogła podzielić się z mamą
    tym co wydarzyło się podczas pobytu u nas. Mam na nią burczała i zwykle
    mawiała, ze ją to nie interesuje, że nie zyczy sobie słuchac o "obcych
    osobach", a nawet potrafila powiedzieć dziecku żeby przestała gadać o panience
    tatusia. Dziecko będąc u nas, kiedy bawiliśmy się w najlepsze potrafiło na
    chwile się zasępić i powiedziec- szkoda, że nie opowiem tego mamie. A mała była
    wtedy małasmile, pięć , sześć lat miała. Zdobyła się na odwagę i kiedyś
    powiedziała mamie, że chce żeby ona uczestniczyła w jej zyciu, całym, a nie
    podzielonym na dom taty i barbarki i dom z mamą. Jej matce zrobiło się wtedy
    bardzo głupio. Niedługo później dziecko wpadło do nas do domu, przeszczęśliwe,
    bo mama ostatnim razem zapytała co tam robiliśmy, wysłuchała, ucieszyła się
    nawet z czegoś tam a następny raz sama zaproponowała i kupiła naszemu
    zwierzakowi smakołyk. Mówię ci, trzeba było widzieć uradowanego buziaka małej
    zeby zrozumieć jak to dla niej ważne było, żeby mogła się podzielić z mamą,
    ważną dla niej osobą tym czym zyje przez dwa, trzy dni, tydzień kiedy jest u
    nas.

    Eks co nieco zrozumiała, ale jej natury przeskoczyć się nie da, ma generalnie
    małe zainteresowanie tym co u jej córki słychac, jak jest ok, dziecko chodzi,
    mówi ,je i nie beczy to znaczy ze dobrze jest. Ja jestem inna, mnie ciekawi co
    tam ta mała sobie myśli, z kim się przyjaźni, czy pogodziła sie z Dominiką, czy
    Staszek już jej nie szczypie w ramię itd. Razem robimy rysunki na konkursy
    plastyczne, bo ja pamietam o tych konkursach, razem trenujemy wiersze na
    przedstawienia (bo wiesz, dziecko samo jak się nauczy tekstu to troche klepie
    bez intonacji). I to ja wiem od małej, że teraz to podkochuje się w Janku, że
    jakiś tam chłopczyk pokazał dziewczynkom w szatni siusiaka (Tylko nie mów mojej
    mamie!), że Dominika obgadała ją z Klaudią i co ona ma teraz zrobić, że jest
    ciekawa jak to jest że z jajeczka w brzuchu kobiety robi się dziecko i skąd to
    jajeczko? Z mama nie rozmawia na takie tematy, matka ją zbywa, nie słucha, nie
    interesuje się. I ona wstydzi się powiedzieć mamie o wielu sprawach bo nie zna
    jej reakcji. A moja zna. I wiesz, myslę że jej matka wiele straci, bo jak jest
    dobrze to jest dobrze, a jak bedzie działo się coś złego, to nigdy tego nie
    zauwazy w porę, nie wyczuje, a co najgorsze, jej corka nie zwróci się do niej
    po radę i wsparcie. A ja, cóz, jestem tylko macochą, mogę miec problemy w tym
    zeby byc wtedy tam gdzie przydałabym się być może. Mam nadzieję,że mnie
    rozumiesz. Uwazam, ze dla dziecka bardzo ważne jest zaufanie do rodziców i to
    zeby wiedziało że może opowiedziec co chce.
  • babe007 16.05.07, 16:10
    Jest pewna różnica pomiędzy burczeniem i zakazem opowiadania o tym jak było u
    taty a poprostu nie zadawaniem pytań. Z uwagą i zainteresowaniem wysłuchuję
    tego co moje dzieci CHCĄ mi opowiedzieć o swojej wizycie u ojca. Jestem jednak
    przeciwna "przesłuchaniom". Sama dostaję lekkiego wk..., kiedy podczas weekendu
    do dzieci dzwoni np babcia (teściowa) i zamiast rozmawiać z nimi "towarzysko"
    przeprowadza dochodzenie np.na temat tego co jedli na śniadanie, obiad,
    kolację. Nie po to rozwodziłam sie z jej synem, żeby być nadal kontrolowaną
    (babcia przez "niejadkowość" swojego syna w dzieciństwie ma obsesję na tym tle).
  • barbara001 16.05.07, 16:17
    Rację masz absolutną. Ja pisałam o tym co dziecko CHCE, a wręcz PRAGNIE mamie
    opowiedzieć. A przesłuchań też nie lubię. Moja co prawda aktualna teściowa też
    tak potrafi,rozmawiać z wnuczką i robić wywiad, bo tesciowa ma ograniczony
    dostęp do mego domostwa bo sobie zasłuzyła, i teraz jak już nie bywa tak czesto
    to przesłuchuje wnuczke - a gdzie byliście, a kiedy wróciliście, a co jadłaś, a
    kto ci to kupił. Błeeee
  • lady.godivia 16.05.07, 17:53
    totez słucham jak opowiada a nie wypytuje z piana na ustachsmile
  • barbara001 16.05.07, 12:14
    Słuchaj, piszesz o swoim zyciu, a ja opisłam mój pogląd ogólnie. Oczywiście, że
    kazda z nas ma swoją, rodzinną, szczególną tylko dla nas sytuację. I nie można
    całości odebrać indywidualnie.
    Wsród niefajnych eks jak widzisz mozna znaleźć również męskie egzemplarze. Bo
    jak sadzę, skoro Twoje dziecko nie ma kontaktu z partnerką ojca to ona jako
    problem nie istnieje. Problemem może być zachowanie tylko Twojego byłego. To
    nie next jest winna temu, że ojciec dziecka zakończyl zainteresowanie na 500
    zł., że nie zabiera na wkacje itd. To już tylko ojego, ojca, krótka inicjatywa.
    Takiej next nie musisz zapraszać na komunię, bo jej w zyciu twojego dziecka nie
    ma.
    A my mówimy o nieco innym układzie. Gdzie dla eks żon fakt,że były posiada
    rodzinę jest wygodne tylko wtedy kiedy trzeba się dzieckiem zająć, obkupić,
    przyulić, zabrać do ZOO itd. Wtedy dziecko jedzie do Rodziny Ojca. A kiedy jest
    taka komunia, to Rodzina Ojca nagle zaczyna składać się tylko z tego ojca. I o
    tym mówimy.
  • lady.godivia 16.05.07, 12:21
    barbara
    nie kupuj
    nie pozwol sie trakowac jak skarbonke i bezplatna opiekunke wtedy kiedy to jest
    eks wygodne
    a jezeli robisz inaczej to dlatego ze chcesz!!! prawda??
    nie pisz teraz ze taka fajna jestes dlatego ze to robiszsmilesmile
    a przedewszystkim nie oczekuj dozgonnej wdziecznosci
    moja next nie chce i nie robi, nie kupuje
    moj ex nie chce i nie pomaga, nie doklada nie kupuje
    niech i tak bedzie
  • barbara001 16.05.07, 12:52
    lady.godivia napisała:

    > barbara
    > nie kupuj
    > nie pozwol sie trakowac jak skarbonke i bezplatna opiekunke wtedy kiedy to
    jest
    >
    > eks wygodne

    > a jezeli robisz inaczej to dlatego ze chcesz!!! prawda??

    Prawda. Kupuję tylko wtedy kiedy mam na to ochotę, opiekuję sie dzieckiem tylko
    wtedy kiedy mogę i chcę.

    > nie pisz teraz ze taka fajna jestes dlatego ze to robiszsmilesmile

    A niby dlaczego? Ja jestem super fajna. Na dodatek jestem też bardzo atrakcyjna
    i inteligentna. I cieszy mnie to, że jestem taka świetna, ze akceptuję dziecko
    mojego M i mało tego nie posiadam się z radości,ze dziecko mojego M lepiej się
    czuje ze mną niż z własną matką. Uwazam, że los obdarował mnie nie tylko
    cudownym mężem ale i małą kumpelką a w przyszłości cudowną siostrą dla moich
    dzieci. I zachwycona jestem samą sobą w tym niełatwym układzie, bo odnajduję
    się w tej roli doskonale i dobrze mi z tym.

    > a przedewszystkim nie oczekuj dozgonnej wdziecznosci

    Nie oczekuję wdzięczności. Oczekuję szacunku. Rozumiem, że bywaja ludzie,
    którym brak klasy ale zasad dobrego wychowania to się można z książki nauczyć.

    > moja next nie chce i nie robi, nie kupuje

    i dobrze, to jest ktos zupełnie obcy dla Twojego syna, nie wtrąca się ani
    troszkę, moim zdaniem swietny układ.

    > moj ex nie chce i nie pomaga, nie doklada nie kupuje
    > niech i tak bedzie

    To już problem poczuwania się Twojego byłego do opieki na synem. Widać mało się
    poczuwa.
  • lady.godivia 16.05.07, 15:10
    nie przecze ze jestes fajna ale nie pisz ze jstes fajna bo kupujeszsmilesmile
    pewnie ze fajnie ze dziecko twojego faceta cie akceptuje i lubi itd to jest
    super ukladsmilesmile
  • barbara001 16.05.07, 15:52
    lady.godivia napisała:

    > nie przecze ze jestes fajna ale nie pisz ze jstes fajna bo kupujeszsmilesmile
    > pewnie ze fajnie ze dziecko twojego faceta cie akceptuje i lubi itd to jest
    > super ukladsmilesmile

    Ja nie jestem fajna bo kupuję, jestem fajna bo mam złoty charaktersmile
    Przykład z butkami podałam w innym kontekście, jako przykład, li i tyle.
  • lilith76 16.05.07, 12:19
    Skoro tak gładko przeszłyśmy od komunii do wesela, to przypomina mi się rozmowa z dawną koleżanką z pracy.
    Koleżanka była dzieckiem rozwiedzionych rodziców - ojciec był z tych "ojcowskich inaczej", alimenty płacił za niego FA, wypierał się ojcostwa najstarszej córki (tej koleżanki), nie sądownie, tylko tak sobie rozpowiadał komu popadnie. Sytuacja więc niewesoła.
    I oto młodsza siostra koleżanki brała ślub. I zaprosiła ojca. Na to matka i owa koleżanka uburzyły się ogromnie i zapowiedziały, że ich noga na tym ślubie i weselu nie postanie jeśli będzie tam "ojcowski inaczej". Kilka razy rozmawiałyśmy o tym - mówiłam jej, że to święto jej siostry, nie ma sensu urządzać demonstracji akurat wtedy, powinny na ten wieczór odpuścić sobie. Nie wiem jak w końcu skończyła się ta historia.
    A było to przed poznaniem M, więc byłam chyba obiektywna.
    A życie bywa różne.

    --
    Szczyt bezczelności?
    Zagłosować na PiS i wyjechać do Irlandii...
  • natasza39 16.05.07, 12:27
    lilith76 napisała:
    I oto młodsza siostra koleżanki brała ślub. I zaprosiła ojca. Na to matka i owa
    > koleżanka uburzyły się ogromnie i zapowiedziały, że ich noga na tym ślubie i w
    > eselu nie postanie jeśli będzie tam "ojcowski inaczej".

    No i to odpowiedź na to jak to dzieci samodzielnie podejmują decyzje kogo
    zaprosić a kogo nie na własny ślub a mamusie wogóle się do tego nie wtracająsmile
    Ja znam parenaście takich par. Zawsze mamuski mieszały!
    Zresztą nawe w pełnych rodzinach często gęsto rodzice czy przewaznie matki
    układają młodym listę gosci, a co dopiero w takich klimatach!
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:34
    natasza39 napisała:

    > lilith76 napisała:
    > I oto młodsza siostra koleżanki brała ślub. I zaprosiła ojca. Na to matka i
    owa
    > > koleżanka uburzyły się ogromnie i zapowiedziały, że ich noga na tym ślubi
    > e i w
    > > eselu nie postanie jeśli będzie tam "ojcowski inaczej".

    I wlasnie to kolejny dowod, ze nie rozmawiamy o "w miare normalnych osobach". I
    kolejny dowod na to, jak trudno jest bedac w takiej sytuacji zaorganizowac
    wesele. Bo albo ojciec stawia sprawe, ze bez macochy nie przyjdzie albo matak
    nie chce przyjsc, jesli przyjdzie ojciec itd. Zawsze beda jakies problemy.


    > No i to odpowiedź na to jak to dzieci samodzielnie podejmują decyzje kogo
    > zaprosić a kogo nie na własny ślub a mamusie wogóle się do tego nie wtracająsmile

    Lilith napisala, ze nie wie, jaka decyzja zostala podjeta. Napisala tylko, ze
    matka usilowala na ta decyzje wplynac.
    Ja nie napisalam, ze matki nie usiluja wplywac. Pewnie usiluja. Podobnie jak
    ojcowie. Ja napisalam, ze dzieci podejmuja decyzje samodzielnie. To nie jest
    sprzeczne.

  • natasza39 16.05.07, 12:38
    kasia_kasia13 napisała:
    > Ja nie napisalam, ze matki nie usiluja wplywac. Pewnie usiluja. Podobnie jak
    > ojcowie. Ja napisalam, ze dzieci podejmuja decyzje samodzielnie. To nie jest
    > sprzeczne.


    W takim razie precyzuję, że chodzi o OSTATECZNE decyzje.
    Bo własnie w tym rzecz, że często dziecko właśnie samo od siebie nie widziałoby
    żadnego problemu w zaproszeniu ojca i jego zony, ale OSTATECZNIE podejmuje inna
    decyzję, żeby nie zrazić "królowej matki"smile
    Ja to rozumiem, jako dziecko.
    Ale wcale mi sie to nie podoba.
  • kasia_kasia13 16.05.07, 12:41
    >
    >
    > W takim razie precyzuję, że chodzi o OSTATECZNE decyzje.
    > Bo własnie w tym rzecz, że często dziecko właśnie samo od siebie nie
    widziałoby
    >
    > żadnego problemu w zaproszeniu ojca i jego zony, ale OSTATECZNIE podejmuje
    inna
    >
    > decyzję, żeby nie zrazić "królowej matki"smile
    > Ja to rozumiem, jako dziecko.
    > Ale wcale mi sie to nie podoba.

    Niekoniecznie podejmie taka decyzje. Moze podejmnie decyzje niezaproszenia...
    matki. Albo decyzje niezapraszania nikogo, wyjedzie na wakacje i wezmie slub w
    Las Vegas.
  • natasza39 16.05.07, 12:45
    kasia_kasia13 napisała:
    Niekoniecznie podejmie taka decyzje. Moze podejmnie decyzje niezaproszenia...
    > matki. Albo decyzje niezapraszania nikogo, wyjedzie na wakacje i wezmie slub
    w
    > Las Vegas.


    Tak to jest jedyna opcja na ślub dziecka, które jest nieszczęsliwym posiadaczem
    zawistnej matki ewentualnie macochy robiacej jazdy, ewentualnie obu takich
    debilnych bab narazsmile
  • dyderko 16.05.07, 12:27
    Lady Godivio, patrząc na świat przez pryzmat własnej osoby i sytuacji to ja mam
    to osobiście gdzieś. Jest mi właściwie wszystko jedno czy exia uzna że
    jestem „chwilową podrywką”, czy „zdzirą” czy „paserką” (tak to było?) i wymusi
    na dzieciach (choć może być jej trudno bo niezależne są) by celowo pominęły
    mnie na zaproszeniu. Dla mnie jest ważne że wiem jak jest naprawdę, najbliżsi
    mojego partnera też to wiedzą i dają mi do zrozumienia że cenią mnie i moją
    osobę bardzo wysoko. Natomiast wiem jak odczułby to mój NM gdyby mnie nie
    zaprosiło wraz z nim jego dziecko na swoje wesele. Bo dla niego oznaczałoby to
    że nie liczą się z nim i nie szanują jego wyborów.
    Ja też czytam tutaj że nexia to wredne egoistki które zabraniają się spotykać
    ojcom z dziećmi, które szykanują te dzieci i nie chcą im nawet nic ugotować czy
    po nich posprzątać, obgadując exie i wyzywając grubymi słowy... No i co z tego?
    Zdarzają się różne sytuacje. U mnie, na przykład, jest tak ze ja nie mam
    kontaktu z dziećmi bo exia tego im zabrania, więc by dzieci nie musiały kłamać
    robimy to z rzadka. Moje szykany polegają na tym że nie pozwalam ojcu reagować
    na zaczepki byłej żony bo mu za każdym razem powtarzam „nie rób piekła w domu
    dzieciom” (nie wiem czy by coś zrobił bo dobry człowiek jest ale były momenty
    że bałam się że pogna do niej i gołymi rękami udusi). Racja obgaduję exię tutaj
    ale tylko tutaj, a w realu to tylko ona obdarzyła mnie uroczym
    przydomkiem „dziwka”. No i co z tego? Nie ważne, zasady są takie a nie inne –
    obowiązkiem rodzica jest wychować dziecko tak by zachowywało się w stosunku do
    każdego grzecznie a co najmniej poprawnie, obowiązkiem rodzica jest zadbać o to
    by szanowało drugiego rodzica i przynajmniej godziło się z jego życiem i
    życiowymi wyborami. Bo tylko takie dziecko ma szacunek do samego siebie i ono
    ma szansę mimo różnych kolei losu być szczęśliwym i samemu stworzyć szczęśliwą
    rodzinę.
    A kwestię alimentów pozwól że uznam za wybryk wynikający jedynie z nadmiaru
    emocji.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • zamia35 16.05.07, 15:18
    Mój ex ma zasądzone 200 zł. Nie daje nic poza tym, choć powodzi mus ię bardzo
    dobrze. Dziecko zabiera raz na 2 tyg. na dwie godz. Jego obecna żona mojego
    synka nie lubi i najczęściej ex kręci się z nim po mieście, bo nieszczególnie
    chgętnie gości go we własnym (neksi) domu. Do komunii mojego synka jeszcze
    daleko, ale już dziś wiem, że zaproszę exa z żoną i ich córką.

    Czasem mam wrażenie, że cokolwiek by robiła next to i tak będzie źle w oczach
    eksi. Jeśli chce spędzać czas z dzieckiem męża, to eksia brzęczy, że czas jest
    tylko dla dziecka. Gdy zostawia ten czas ojcu i dziecku, to źle, bo dzieciaka
    nie cierpi. Momentami głupieję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka