Dodaj do ulubionych

Ojciec, aleś jeleń!

24.05.07, 14:06
Mój NM usłyszał od syna że exia chodzi na randki! Nic by w tym złego nie było
poza... stosunkiem do tego samego syna. Wypowiedział się on ponoć, że jak
matka będzie się dalej wygłupiać to on jej piekło zrobi, że przestanie do
szkoły chodzić, że wyjedzie z kraju i takie różne, chyba typowe dla
nastolatka, wrzaski. Ojciec poczuł się tym mocno oszołomiony. Twierdzi że
próbował zrobić synowi wykład pt. „Mama ma prawo ułożyć sobie życie, wy za
chwilę będziecie dorośli a ona zostanie sama.” I wtedy właśnie usłyszał od
syna że jest naiwny i powinien dać sobie spokój z bronieniem matki. W
rozwinięciu było że mamusia o ich ojcu do nich mawia „ten dziwkarz” itp., o
mnie podobno też ciepło się wyraża (o tym wiedział), na każdą zasłyszaną
informację o nas (żyjemy właściwie w małym grajdole) wypowiada się że
powinniśmy się ukrywać, nie mamy prawa razem nigdzie bywać (nie pchamy jej
się w oczy, instynkt samozachowawczy nabywa się z wiekiem), podobno
wielokrotnie opowiadała im że jeśli ten [...] się ze mną ożeni to ona
przyjdzie na ślub i zrobi nam takie przedstawienie, że do końca życia będzie
nam się odbijało... Mój NM zaniemówił, umówił się z synem na poważną rozmowę
na następnym spotkaniu (a to już jutro) i zupełnie nie wie co teraz?

Z jednej strony mógłby uznać ze sama sobie winna i zostawić to tak jak jest,
jej życie to jej sprawa, jeśli nie będzie umiała dzieciom wyjaśnić dlaczego
ich ojciec nie może a ona tak to sama za to zapłaci. Nam dzieci są raczej
przychylne, a przynajmniej nie wyrażają żadnej niechęci naszemu byciu razem
(chociaż jak to jest naprawdę pewnie okaże się dopiero jak usłyszą konkretną
datę ślubu). Ale przecież mój NM jest ich ojcem, ma obowiązek „wyprostować
wszystkie kręte ścieżki”, nie może więc tego tak zostawić (patrząc
egoistycznie to jest jeszcze taki argument że jeśli exia będzie szczęśliwa z
kimś to „nam odpuści”wink.
Z drugiej natomiast jest problem jak przekazać dzieciom (bo i z córką
powinien o tym porozmawiać) że oboje rodzice mają prawo do własnego,
odrębnego życia, w którym nikt nie może im „mieszać”, nie oceniając
postępowania matki, a jednocześnie nie dając do zrozumienia że ojciec nie ma
godności i wolno go szkalować, pomiatać nim i bezkarnie obrażać (i wybranki
jego – mój bohater zamierza walczyć o moje dobre imię też).

Poradźcie coś proszę, dajcie jakiś cień pomysłu, proszę!

--
Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
Edytor zaawansowany
  • mamba30 24.05.07, 14:16
    Nie wiem, w jakim wieku są dzieci Twojego NM, ale myślę, że szkoda, że
    wcześniej nie przygotowaliście dzieci na ewentualność kolejnych
    zalegalizowanych związków rodziców. Ja, jak złożyłam pozew o rozwód i ex był
    już za tzw. drzwiami, dużo rozmawiałam z synem na ten temat. Miał wtedy 10 lat
    i jego pierwszą reakcją było stwierdzenie "że on tego kogoś zabije". Z moim M
    ma tak zarąbisty kontakt, że ojciec (niestety sobie na to zapracował) zszedł na
    dalszy plan. Nie zapomnę, jak się kiedyś z M pokłóciłam i powiedziałam mu, że
    mam go dość itp. itd. Syn mój napisał na wielkiej kartce słowa "Mama, wybacz
    A...." i stanął z nią za plecami M, żebym tę informację dobrze widziała. Nie
    mogłabym sobie życzyć lepszych kontaktów pomiędzy chłopakami.

    Co do meritum sprawy, to rozmowa jest rzeczą konieczną. Jeżeli nawet na
    początku nie zaakceptują pewnych faktów, to temat należy drążyć. Nie można tu
    raczej napisać scenariusza, jak powinna przebiegać taka rozmowa. Twój NM zna
    najlepiej swoje dzieci i napewno w trakcie spotkania rozwinie we właściwy
    sposób ten wątek. Nie martw się, nie Ty pierwsza i nie ostatnia stajesz się
    legalną nexią smile
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 14:52
    Mamba, mój NM rozmawiał ze swoimi dziećmi. Przygotował je na to że spotyka się
    z kimś, zamierza z tym kimś zamieszkać i że planuje wspólną przyszłość (jak
    dotąd nie mamy podjętej decyzji co do terminu więc daty ślubu nie podajemy ale
    że takie plany mamy to oboje wiedzą). Nie rozmawiał o przyszłości ich matki,
    pewnie trudno i niezręcznie mu było. Dzieci są „prawie dorosłe” – 15,17 lat.
    A problem chyba właśnie przerósł mojego NM. Bo to właściwie nie ja się martwię
    (w sumie nie moje dzieci, nie moja matka, nie moje życie) ale on. Przez dwa dni
    chodził taki zgnębiony że „wydoiłam” to z niego i teraz nie mogę już
    powiedzieć „martw się sam”.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 14:58
    No cóż, a może prościej i rozsądniej będzie, jeżeli NM zadzwoni do exi i jej
    zasygnalizuje ten problem? Skoro Wasz związek dzieciaki zaakceptowały, to
    znaczy, że je na to przygotowaliście, a exia niech uprawia swoje poletko
    (czytaj rozmawia z dziećmi) i zbiera z niego plony. Ja przynajmniej tak bym tę
    sytuację załatwiła.
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 15:26
    Hmmm... oczywiście że prościej. Zbyt skrótowo napisałam i niejasno to wyszło.
    Exia nie rozmawia ze swoim byłym mężem (z jego rodziną też). Telefonu albo nie
    odbiera (jak rozpozna numer), albo rzuca słuchawką po tekście typu „nie
    będziesz mnie więcej szantażował” (NM próbował ostatnio miesiąc temu, teraz się
    zawziął i nie zadzwoni do niej więcej), listów też nie odbiera. Jedyny z nią
    kontakt to karteczki z poleceniami przekazywane przez dzieci albo słowne
    polecenia też przez dzieci przekazywane. Na początku NM próbował jakoś
    rozmawiać, teraz to wygląda tylko tak ze na tekst „Mama powiedziała że masz
    natychmiast [...]”, on odpowiada „Mama zna mój telefon i jak potrzebuje czegoś
    to do mnie zadzwoni”, ona nie dzwoni tylko na następne spotkanie dzieciaki
    przychodzą z nową karteczką. Tak więc raczej możliwości uzgodnienia
    jakiegokolwiek wspólnego stanowiska nie umiemy znaleźć.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 15:39
    aaaa, już kojarzę, czytałam w którymś wątku o tym, ale wybacz - za krótko
    jeszcze jestem na forum i nie do końca pamiętam co, kto i dlaczego ma smile

    Wiesz, tak sobie myślę, że bym olała temat. Dzieci są już duże i same z siebie
    rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Skoro matka nie potrafi dać nic z siebie
    poza złośliwościami, to niech sama wypija piwo, które sobie naważy.

    A co do poleceń exiary przekazywanych przez dzieci, radzę być konsekwentnym aż
    do bólu. U nas pół roku trwało, zanim się exiara odwaliła od mojego chłopa.
    Tylko u nas nie chodziło o polecenia na karteczkach, ale o to, że załatw mi
    coś, przywieź mi coś, a któregoś razu jak jechał po dziecko, to nawet zażyczyła
    sobie, żeby jej papierosy po drodze kupił, buahaha.... Żeby było śmiesznie
    mieszkała oczywiście w ich mieszkaniu razem z chłoptasiem, przez którego
    rozpieprzyła im rodzinę. Nic tak dobrze na roszczeniowe exiary nie działa, jak
    zlewka totalna. Zobaczy, że nic nie zdziała, to po jakims czasie się jej
    znudzi. Sama zobaczy, że takimi zagrywkami więcej straci, a przeciez tak
    naprawdę każdy w takim układzie mógłby zyskać. Dorośli spokój a dzieci
    namiastkę normalności.
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 15:52
    Z jednej strony to chciałabym by była z kimś szczęśliwa, by przestała odgrywać
    się na byłym mężu za to że ją porzucił (bo jakie by nie były jego powody to on
    powiedział "koniec"), poza tym obawiam się trochę tego co o ojcu mówi jego
    dzieciom, one są już duże ale z nią na co dzień mieszkają więc... Z drugiej
    strony NM uważa że dzieci on powinien wychowywać (tym bardziej jak ma
    wątpliwości co do zdolności wychowawczych matki) a tu spotkał się z problemem
    wychowawczym i nie umie go rozwiązać.
    A co do tego że sama sobie utrudnia życie... cóż zrobić, jak przejrzy na oczy
    to może być za późno.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 16:03
    Ta szczęśliwość u boku ukochanego/nej jest czasami złudna. Jak już Ci pisałam,
    nasza exiara miała tego swego chłopa, a mimo to, jak jej były a mój obecny
    poznał mnie i się do mnie przeprowadził, to utrudniała jak mogła. Nagle
    miłością zapałała i powrotów chciała (odpuściła, jak wzięliśmy ślub), a
    złośliwości pozostały do dziś dnia, mimo upływu 2,5 roku. Teraz ona się jakoś
    na dniach (a może już) hajta, lecz nie sądzę, żeby to cokolwoiek zmieniło w
    relacjach M z nia. Też dzieciaka nastawia i nastawiała i jedyne co Twój M może
    zrobić w takiej sytuacji (tak jak i mój) to tłumaczyć, prostować, rozmawiać i
    jeszcze raz tłumaczyć. To dobrze, że chce mieć wpływ na wychowanie dzieci,
    tylko niestety często i gęsto przy braku współpracy z drugiej strony małe
    problemy stają się górą nie do przeskoczenia. Znam to niestety z autopsji.
    Tobie proponuję się nie wtrącać, po co masz sobie nerwy szrgać dodatkowo. Mało
    masz na głowie innych spraw? Albo Twój chłop trząchnie porządnie wrednym
    babiszonem (szczerze mówiąc nawet nie wiem w jaki sposób), albo nadal
    będziecie mieli takie abstrakcyjne scenki z życia rozwodników wzięte. Exiara
    napewno na tym straci, problem w tym, że ona tego nie widzi, widzi natomiast
    czubek własnego, urazonego nochala. Nic na to nie poradzisz.

    --
    nie rób scen smile
  • lilith76 24.05.07, 15:40
    Skoro to taki typ kobiety, to wpuście ją na to pole minowe.
    I wydaje mi się, ze ona byłemu mężowi nie uwierzy. Lepiej, powie, że reakcja dzieci jest przez niego.
    Z ludźmi trzeba żyć dobrze, bo niegdy nie wiadomo, kiedy ostrzegą cię przed czymś ważnym.
    Skoro ona nie umie.

    --
    Szczyt bezczelności?
    Zagłosować na PiS i wyjechać do Irlandii...
  • dyderko 24.05.07, 16:16
    Powiedzieć coś im trzeba ale rzeczywiście zrobi to bez jakiś nacisków. Za
    chwilę będą już pełnoletnie i kontakt NM z exią będzie coraz mniejszy.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • triss_m7 24.05.07, 15:02
    Niech Twoj NM porozmawia najpierw z exia. Potem nie rozmowia sie z dziecmi
    (kazde z osobna czy razem - jak juz tam ustala).
    Dzieciom - zwlaszcza juz prawie doroslym nalezy uswiadomic ze kazde z nich ma
    prawo do ponownego ulozenia sobie zycia.

    --
    Im bardziej Kubus zagladal do srodka, tym bardziej Prosiaczka tam nie bylo...
  • dyderko 24.05.07, 15:34
    A masz pomysł jakiś jak to zrobić bez tej rozmowy? Exia nie rozmawia ani z
    byłym mężem, ani z jego rodziną. Nawet życzeń urodzinowych od byłej teściowej
    nie przyjęła (jak usłyszała głos to odłożyła słuchawkę).

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 15:41
    zaproponowałabym Ci karteczkę - na zasadzie karteczek exi - ale nie trawię
    komunikacji poprzez dzieci. To są sprawy pomiędzy dorosłymi i takowymi powinny
    zostać. Olejcie temat. Co ma Twój NM powiedzieć, skoro nawet nie zna gościa. Że
    będzie wspaniałym facetem, ostoja dla matki i pomoca dla nich? A jak się facet
    okaże kompletnym palantem, to do kogo dzieciaki będą mieć pretensję? Do ojca
    rzecz jasna. Niech się exia sama zmierzy z tematem. Takie jest moje zdanie.
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 16:00
    No nie, NM miał zamiar rozmawiać jedynie o prawie matki do spotykania się lub
    układania życia z kim ma ochotę.
    A co do rekarteczki to masz rację, nie możemy działać w ten sam sposób (tym
    bardziej że wiemy jaki jest nieprzyjemny), a poza tym jestem przekonana (choć
    może to już moje nastawianie do niej) że na oczach dzieci by manifestacyjnie
    podarła nie czytając.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 16:06
    Więc niech na tym stwierdzeniu poprzestanie. Nie możecie wyręczać exi w tym
    temacie, bo się może za chwile okazać, że Wam zrobi karczemna awanturę za
    wtrącanie się w jej sprawy. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to rozmowa na
    zasadzie "popatrz synek/córcia, tata poznał kogoś, z kim jest szczęśliwy, kogo
    akceptujecie i Wasza mama ma również do tego pełne prawo". KOniec i kropka. NIe
    sądzę, żeby była w tym temacie potrzebna jakaś dogłębniejsza analiza tematu. To
    już do roli exi należy, nie do Was.
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 16:12
    Dzięki, tak mu poradzę.
    Ja się nie wtrącam ale jak "wydoiłam" co go gryzie i usłyszałam "Co radzisz?"
    to trudno mi było się odseparować.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 16:14
    "Kochanie, radzę Ci to i to, ale oczywiście zrobisz, jak uważasz" smile)
    --
    nie rób scen smile
  • dyderko 24.05.07, 16:17
    Zdanie jakie matki powinny nauczać swe córki jako najważniejsze w ich rorosłym
    życiu...

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • mamba30 24.05.07, 16:19
    he he.... z odpowiednim przymileniem się i tak sie uzyska to, co się chce smile))
    --
    nie rób scen smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka