Dodaj do ulubionych

alimenty i inne pytania

02.09.03, 13:25
No to mam jeszcze kilka pytań:
1)czy są wydatki z alimentów na dziecko z którymi się nie zgadzacie (np. że
coś jest niepotrzebnym zbytkiem)
2)jeśli ojcu pogarsza sie sytuacja materialna i zaczyna płacić mniejsze
alimenty lub je nawet zawiesza - jest to chyba pomoc materialna dla niego,
zrozumienie jego sytuacji. Jak taki ociec może pomóc swojej ex gdy jej się
pogarsza sytuacja materialna? Czy powinno to tylko działać w jedną stronę?
3)czy wg was zawsze powinna obowiązywać zasada 50/50 % alimentów na dziecko?
Jak to powinno wyglądać kiedy jedno z exów zarabia więcej?
4)i w czym tkwi problem z obliczaniem wysokości alimentów? Chyba wszystko
jest do dokładnego policzenia - może byłaby trudność przy jedzeniu i chemii -
ale to też się da wyliczyć - czy problemy wynikają tylko z braku
komunikacji między exami?
Edytor zaawansowany
  • badia 02.09.03, 13:52
    limon_ka napisała:

    > No to mam jeszcze kilka pytań:
    > 1)czy są wydatki z alimentów na dziecko z którymi się nie zgadzacie (np. że
    > coś jest niepotrzebnym zbytkiem)
    Tak, jeśli coś przekracza poziom życia rodziców. Nie widzę powodów, dla których
    dziecko ma mieć lepiej. Mam na myśli np. zagraniczne kolonie dla dziecka,
    którego oboje rodzice spędzaja wakacje w kraju na średniej klasy wczasach albo
    w ogóle nigdzie nie jadą.
    > 2)jeśli ojcu pogarsza sie sytuacja materialna i zaczyna płacić mniejsze
    > alimenty lub je nawet zawiesza - jest to chyba pomoc materialna dla niego,
    > zrozumienie jego sytuacji. Jak taki ociec może pomóc swojej ex gdy jej się
    > pogarsza sytuacja materialna? Czy powinno to tylko działać w jedną stronę?
    Powinno działac w obie, jeśli np. matka traci pracę, to przecież można zapłacić
    wyższe alimenty. To oczywiście wymaga zrozumienia i rozmowy między exami, o co
    czesto niestety trudno.
    > 3)czy wg was zawsze powinna obowiązywać zasada 50/50 % alimentów na dziecko?
    > Jak to powinno wyglądać kiedy jedno z exów zarabia więcej?
    Przy przedszkolaku juz chyba tak. Wcześniej udział matki może byc mniejszy - bo
    ona sprawuje bezpośrednią piecze nad dzieckiem. Ale może być też 60/40 %
    A zarobki. To kwestia poziomu, na którym sa zaspokajane potrzeby dziecka. Moze
    jechac na kolonie w kraju lub za granicą i wydaje mi sie, że to jest ta
    różnica, może chodzić do szkoły państwowej lub prywatnej, w zależności od tego
    jaki jest standard życia rodziców.
    > 4)i w czym tkwi problem z obliczaniem wysokości alimentów? Chyba wszystko
    > jest do dokładnego policzenia - może byłaby trudność przy jedzeniu i chemii -
    > ale to też się da wyliczyć - czy problemy wynikają tylko z braku
    > komunikacji między exami?
    No, chyba głównie tak. Mój małż długo uważał, że alimenty to kara "za grzech
    posiadania dziecka". Sorki, może określenie nieszczególne, ale miał tak głęboko
    zaszczepione przez ex poczucie winy, że był gotowy zapłacić każdą kwotę. A ex
    uważała, że alimenty to kara, za to że nie ma innych świadczeń, takich jak np
    podwożenie itp. Nie sposób było jej wytłumaczyć, że jak sie rozwiodła, to
    również z samochodemwink)) I chciała mieć jednoczesnie i rozwód, i alimenty, i
    chłopa na każde wezwanie, a jak się nie stawiał, to były groźby podwyższenia
    alimentów. Więc główną przeszkodą jest traktowanie alimentów nie jako
    świadczenia na rzecz dziecka ale jako narzędzia w walce między rozwiedzionymi
    rodzicami.

    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 14:02
    Badia - co do samochodu . Jesli mial powiezdz ja i dziecko do : szkoly ,
    lekarza czy cos zwiazane z dzieckiem ( oczywiscie nie hula-gula) ma prawo sie
    domagac. Bo sprawowanie Oopieki - jesli ojciec chce miec takie same prawoa jak
    matka- musi miec i obowiazki..
    Uzasadnione zawiezienie dziecka gdzies... ale nie widzimisie- to tak
  • badia 02.09.03, 14:04
    Mag, konsekwencją takiej właśnie postawy naszej ex jest to, że małż w ogóle nie
    utrzymuje już żadnych kontaktów ani z ex ani z dzieckiem.
    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 14:18
    Blad badia- ja nigdy jeszcze swojeo eks nie poprosilam o powiezienie..
    Wiem tylko jak liczylam alimnty On aby obnirzyc kwote upiral sie , ze wszedzie
    moze nas podwozic! Jest gotowy!

    O ironio- ja zebym miala niesc maego na rekach do czestochowy - bym go nie
    poprosila!!!!


    Ale jesli ojciec glosno krzyczy , ze ma prawa- to ma i obowiazki.
    Pozdrawiam
    Mag
  • badia 02.09.03, 14:30
    Wiesz mag_p, ja nie znam Twojego przypadku.
    Ba, ja nawet naszego zbyt dokładnie nie znam, bo małż oszczędzał mnie jak mógł.
    Z naszego doświadczenia wynika jednak, że małż traktowany źle podczas wizyt w
    domu ex, traktowany tam jako zły człowiek i zły ojciec w pewnym momencie
    odpuścił sobie tę walkę i zrezygnował zarówno z praw jak i obowiązków. Tamta
    kobieta myślała, że dla niego kontakt z dzieckiem jest taką wartością, że może
    domagać się w zamian rozmaitych świadczeń. Błąd. Dla niego bowiem, kontakt z
    dzieckiem był czymś trudnym, co należało raczej pielęgnować i wspierać niż
    dodatkowow utrudniać. Straciło na tym tylko dziecko. Bo mnie osobiscie jest
    przecież wygodniej.
    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 14:43
    Tak Badia.. Dziecko i On , ale czy tylko z jej winy?
    Ona tez w waszym domu nie funkconuje jako "dobry " czlowie, a dziecko by
    przychodzilo do Was..

    Mysle , ze w mniemaniu ojca tez nie funkcjonowala jak "dobra" matka - a jednka
    mogl przebywac z dzieckiem.
    Dla mnie to dziwne .., bo trudno wymagac od drugiej stron by po rozstaniu w
    naszych relacjach funkcjonowal jak dobry .
    A kontak z dzieckiem sam sobie tworzy. I tego nie byla mu wstanie zniszczyc
    zona....


    Jezlei obowiazki sprawiaj , ze rezygnuje sie z praw .....

    Zgadzam sie , ze korzystanie z samochodu nie powinno byc nagmnienn. Ale
    podwiezinie do szkoly czy przedszkola, odebranie , zawiezienie do lekarza itd..
    To sa obowiaki zwiazne z posiadaniem dziecka - nie tylko wizyty...
    Zgadzam sie , z nie zawsze ma sie czas i chceci , ale to dalej pozostaje
    obowiazek....

  • stepmum 02.09.03, 14:52
    Nie do konca prawda jest, ze stosunki z dzieckiem tworzy sobie ojciec. Moj
    brat jest po rozwodzie i dziewczynek wcale nie moze prawie widywac i sady nie
    pomagaja i nic. jest najgorszy i dziewczyny sie tez do niego juz zle
    nastawily, bo codziennie matka im wpaja, zeby od ojca to zz daleka. jak sie
    tak wpaja dziecku od malego to sorry, komu ma wierzyc mamie, ktora jest na
    codzien czy tacie, ktory nie moze sie z nimi widziec - tylko, ze one nie
    wiedza dlaczego! A tata zostal klamca, ze im mowi, ze by chcial sie z nimi
    wiecej widziec!
  • mag_p 02.09.03, 14:58
    Oczywiscie - nie mowie tu o "praniu mozgu" - bo to zle. Ale jesli ojciec ma
    mozliwosc kontaktu z dzieckiem . Domaga sie swoich praw i je otrzymuje.
    Glosno mowi jakim to wpsanialym ojcem jest ... To ma i obowiazki.

    I te obowiazki czasem lacza sie z worzeniem samochodem....

    Zgadzam is e, ze nastawinie dziec , przez ktoregokolwie z rodzicow jest zle. I
    zadrzaj sie i takie przypadki...

    Zna przypadki, ze to ojcowie nastawiaj dzieci przeciwko matkom... To tez sie
    zdarza. Szczegolnie latwo , to zrobic, jesli ma sie z dzieckiem tylko
    przyjemnosci , zero obowiazkow...


    Pozdrawiam
    Mag
  • mikawi 02.09.03, 14:53
    mylisz się mag, jeśli uważasz że była żona nie może stworzyć u dziecka
    wizerunku ojca potwora, który porzucił i ją i dziecko. MOŻE. I częste są
    przypadki że to robi. Z drugiej strony może też skutecznie uniemożliwiac
    kontakty ojca z dzieckiem, także ojciec zostaje pozbawiony praktycznie szans
    naprostowania całego obrazu sytuacji wypaczonego celowo przez matkę.
  • badia 02.09.03, 15:14
    mag_p napisała:

    > Tak Badia.. Dziecko i On , ale czy tylko z jej winy?
    Straciło dziecko i on. Wiesz on najprawdopodobniej jeszcze będzie tatusiemwink)),
    a dziecko ma jednego ojca, który na skutek działań matki wycofał sie. Ale winę
    to juz ich dziecko będzie kiedyś oceniać, nie ja, mnie jak powiedziałam tak
    jest zdecydowanie wygodniej.
    > Ona tez w waszym domu nie funkconuje jako "dobry " czlowie, a dziecko by
    > przychodzilo do Was..
    Nie - kontakty były w domu matki.
    Ona??? ona włąściwie w ogóle nie funkcjonuje w naszym domu... a jeśli występuje
    to raczej jako "błąd". Może ona i dobra była ale dla kogo innego...
    > Mysle , ze w mniemaniu ojca tez nie funkcjonowala jak "dobra" matka - a
    jednka
    > mogl przebywac z dzieckiem.
    Ja nie mam pojecia co on o niej jako matce myślał. Fakt jest taki, utrudniała
    kontakty z dzieckiem, tworząc atmosferę oskarżeń i wymuszeń. A sama od chłopa
    odeszła, więc powinna z ulgą oddychać... i z radością wypychac maleństwo z
    tatusiem na podwórko.
    > Dla mnie to dziwne .., bo trudno wymagac od drugiej stron by po rozstaniu w
    > naszych relacjach funkcjonowal jak dobry.
    Moim zdaniem w ten sposób robi sie największa krzywdę dziecku: przekazując mu
    informację: "ojciec jest zły", przekazujesz informację: "jesteś dzieckiem złego
    ojca" i dziecko czuje się gorsze, bo wszystkie dzieci mają najwspanialszych
    tatusiów na świecie.
    Zresztą bycie najwspanialszym, najukochańszym tatusiem na świecie to
    kwintesencja ojcostwa. Nasza była odebrała takie poczucie małżowi. W efekcie
    przestał chcieć byc ojcem... I został płatnikiem.
    > A kontak z dzieckiem sam sobie tworzy. I tego nie byla mu wstanie zniszczyc
    > zona....
    Zniszczyc może nie byłaby w stanie, gdyby ta więź była nawiązana wcześniej ale
    ponieważ rozsatnie nastąpiło bardzo wcześnie, to ta więź nigdy nie została
    zbudowana.
    Przykre to wszystko. Przeczytaj cały wątek "dobro dziecka" tam jest analiza
    sytuacji, tu miało byc o alimentach. Zaraz dziewczyny powiedzą, że w każdym
    wątku jest historia badiwink))
    Buziaki,

    --
    badia
  • mamaadama4 02.09.03, 15:30
    Rękawicę podejmuję. Badi moje stwierdzenie sprzed kilku dni, że każdy wątek to
    historia chalsi był wynikiem tego, że chalsia to "wrogi obóz". Na samodzielnej
    strona przeciwna wałkuje swoje historie na okrągło w różnych konfiguracjach a
    tu jest miejsce dla nas - czyli tej drugiej strony.
    danka
  • badia 02.09.03, 21:09
    Nie, no co Ty, jaka rękawica, ja tylko miałam trochę dość wałkowania w kółko
    tego samego. Ale jak widzisz, nie udało sie udciec od tematu...
    --
    badia
  • chalsia 02.09.03, 23:56
    mamaadama4 napisała:

    > Rękawicę podejmuję. Badi moje stwierdzenie sprzed kilku dni, że każdy wątek
    to
    > historia chalsi był wynikiem tego, że chalsia to "wrogi obóz".

    Trochę statystyki na początek:
    na 24 wątki wypowiedziałam się w 12 (plus jeden założyłam sama), z czego tylko
    w 6 jest "moja historia" = 25%. Tak więc tylko 25% wątków to historia Chalsi,
    jeśli tak chcesz to widzieć.
    Zarzuciłas mi na wątku "dobro dziecka", iż jestem subiektywna i nie potrafię
    spojrzeć na sytuację szerzej. No cóż, jak raz popatrzyłam na sytuację szerzej,
    to zarzuciłaś mi generalizowanie i uogólnianie. Wobec czego doszłam do wniosku,
    że lepszym wyjściem jest zostać na własnym podwórku i opisywać to co wiem
    przede wszystkim z własnego doświadczenia. Po co? Po to, że może komuś (z
    drugich/obecnych) się przyda do własnych przemyśleń. Może pomoże?

    Jak już napisałam (później, czyli dużo duzo postów w dół), jeśli tak to
    widzisz, jako "wrogi obóz", to możesz wybrać taką opcję i moje posty nie będą
    Ci się wyświetlały. Tak samo możesz oznaczyć każdą z samodzielnych na Waszym
    forum.
    Jeśli będziemy na siebie patrzyły (eks i obecne) jak na wrogów od początku (tu,
    na forach, gdzie nie znamy się i Ty nic do mnie osobiście nie masz, ani ja do
    Ciebie), to jak tu mówić o jakichkolwiek próbach zrozumienia wzajemnego, po to
    by i obecnych i byłych (no i oczywiście DZIECI) życie mogło być lepsze.

    > Na samodzielnej
    > strona przeciwna wałkuje swoje historie na okrągło w różnych konfiguracjach a
    > tu jest miejsce dla nas - czyli tej drugiej strony.
    > danka

    No to tak dla wyjaśnienia. Tak to jest miejsce dla Was, ale jak to na forach
    dyskusyjnych w edziecku - demokracja, każdy czyta i pisze co uważa (w granicach
    kultury i dobrych obyczajów). Jakoś nie od Ciebie Danka wyszła inicjatywa
    założenia tego forum. Dobrze, ze jest, bo łatwiej. Jak by nie było, też byśmy
    dyskutowały w ramach samodzielnej, i też było by dobrze. Na samodzielnej my
    wałkujemy, a Wy dopisujecie, komentujecie, etc. I DOBRZE. Tutaj Wy, że
    zacytuję, "wałkujecie swoje historie na okrągło w różnych konfiguracjach", a my
    (samodzielne) możemy się dopisać,komentować.I DOBRZE.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • mag_p 02.09.03, 15:32
    Widzisz Badai. Ja cie rozumiem. Wiem tylko ze odczucua pomiedzy eks - nie sa
    dobre na poczatku . I to zarowno z jedenj strony jak i z drugiej...
    Wiec trudno mowic : Nie bede spotykla sie z dzieckiem bo eks - robi miny czy
    jak przyjde jest zla..
    No jest zla - bo spotkanie nie mile.
    na poczatku - skoro dziecko bardzo male - nie ma co wypychac na podworko - bo
    skoro jak piszesz wiez byla mala - to dla dziecka bylby to duzy strs ( moze nie
    wiem).
    Ja wlasnie sama z wlasnej inicjatywy - skonczylam z wizytami u mnie w domu - bo
    doszlam do wnisku , ze maly juz sobie radzi , a wizyty u mnie w domu nie sa
    dobre dla zanej ze stron..

    Czasem trzeba przeczekac. i uwierz mi mogal bym, wymienc 100 przykladow jego
    zachowania , ktore wg mnie zle wplywaja na dziecko i na mnie ..
    Np. Nie puka, nie mowi dzien dobry ., itd...
    A wchodzi do mojego domu ..
    I wg.mnie te zachowania tez zle wpywaja na dziecko - ale znosze to dzielnie i
    nie zabranim mu przez to konatakow...


    Mysle , ze jedna i druga strona - jest drazliwa po rozwodzie.. Sa wzajemne zle
    relacjei i jeden i drugiej stronie wydaje sie , ze tamta celowo chce zle
    wplywac na dziecko...


    Ale to nie jest usprawiesliwieniem..

    Co do tego , ze on bedzie jeszcze ojcem. Ale nie tego dziecka - A to dziecko
    jak kazdo jest wyjatkow ei niepowtarzalne i traci cos wyjatkowego i
    niepowtarzalnego.. chodzby mial 1000 dzieci potem....

    Mag


  • badia 02.09.03, 15:46
    Wiesz co, ja tylko jedną rzecz dorzucę, bo nauczyłam się "facetów" od kiedy
    jeden skrajnie różny model wymieniłam na inny, znacznie lepszywink))

    Matka jest związana z dzieckiem biologicznie, od pierwszych ruchów, dla niej to
    dziecko jest najważniejsze na świecie, jedyne i jej. Może rzutować swoje
    uczucia na faceta i zachowywać się jak nasza ex. Tamta starała się "handlować"
    kontaktem z dobrem jakim jest dziecko za cenę świadczeń, które chciała uzyskać
    od exa.
    Dla faceta jakim jest małż, ojcowstwo to przewodnictwo w świecie, to bycie kimś
    najwspanialszym, kto uczy i pokazuje. Taki kontakt nawiązuje się z czasem, nie
    dzieje się tuż po porodzie i wymaga wysiłku.
    I jak kobitka narzuciła mu perspoektywę: dostaniesz ten skarbik jak to czy
    tamto, to dla niego oznaczało to, że będzie musiał zdobyć się na podwójny
    wysiłek. Wysiłek ten miałby sens, gdyby był tatą, czyli kimś najwspanialszym,
    przewodnikiem, wielkim człowiekiem który wszystko może i prowadzi za rękę
    innego małego człowieka. Ale jak stał się "zerem", "pajacem" i wiedział, że
    taki obraz ojca dziecko odbiera z domu, to całe "tatowanie" straciło sens.
    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 15:57
    Badia. Po pierwsze - nie popieram sytuacji "handlowania" . Dostaniesz dziecko -
    jesli..
    Dziecko nie rzecz nie handluje sie.
    Ale .. masz prawa i sa tez obowiazki. Prawa znasz- siwtenie sie zaponzales.:
    dodaje liste obowiazkow i mamy calosc.

    I uwazam , ze zabranianie bo nie wywyazuje sie z obowiazkow - nie jest dobre -
    nalezy dorzyc do sytuacji gdy bedzie sie wywiazywal z obowiazkow..

    Co do ojciec musi byc wspanialy- To niech sam zapracuje soobie na ten obraz.
    Takich rzczy nie dostaje sie na tacy. na takie rzeczy trzeba sobie zapracowac.

    Obraz matki tez dziecko od ojca nie dostaje najlepszy ..
    Dziecko tez czuje negatywbe relacje do matki dziecka... i tez maja dla niego
    znaczenie..

    Ojciec - ni e wychodzi od obrazu przywodcy bohatera - na to trzeba sobie
    zasluzyc , zapracowac - w oczach dziecka .
    Zgadzam sie , ze nastawianie dziecka mialo by zly wplyw.
    Ale sam fakt - ze nie stwarzano -wizerunku "ojca bohatera" - nie jest powoedm
    do stwierdzen tego typu...

    Na wszystko trzabe samemu zapracowac , nic sie nie dostaje ....

    Mag
  • badia 02.09.03, 16:10
    Mag mylisz się.
    Każde dziecko ma najwspanialszego tatusia na świecie i to nie jest coś na co
    sobie trzeba zapracowaćwink)) tak jak nie pracuje się na bycie najkochańszą
    mamusiąwink)).
    Tak po prostu jest u każdego dziecka - taki ojciec jaki jest, i taka matka jak
    jest uznawani są za najwspanialszych i najukochańszych. Takiego układu wymaga
    zdrowie psychiczne dziecka. I jego poczucie bezpieczeństwa. Dopiero w okresie
    dorastania młody człowiek zadaje sobie pierwsze pytania, o to czy to
    rzeczywiście prawda.
    Dziecko, które wierzy, że ma "złego ojca" nie ma ojca, bo nie ma kogoś, kto
    pełni funkcje ojca, nie ma przewodnika i wzoru, niezależnie od tego, jak często
    się z osobnikiem płacącym alimenty spotyka.
    Tak samo jak dziecko, które wierzy, że ma "wyrodną" matkę, nie ma matki, bo nie
    ma nikogo kto pełniłby funkcję matki.
    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 16:36
    Inaczej badai.
    Dziecko wie ze ma tata i mame...
    Kocha ich oboje.
    Ale czy wg. dzieckoa tata jest zalezny..
    Jesli tata od poczatku malo zajmuje sie dzieckiem jego wiez z tata jest
    mniejsza..
    Ale nawet jak jest duza , to skoro taki obraz ma dziecko - ze Tata jest
    wspanial - to w czym rzecz. W tym, ze potem trzeba pracowac by ten obraz w
    oczach dziecka utrzymac...
    Trzeba byc przy nim.. dawac mu cieplo i poczucie bezpieczentwa.. Bawic sie ,
    ale i wychowycha , byc podczas zabawy , alke i w trudnych chwilach..

    Jesli w oczach dziecka - ojciec jest wspanial - tak jak i matak.. Co czemu nie
    doazyl by podtrzymac ten obraz..
    Czemu nie spotykal sie z dzieckiem , nie rozmaiwal , nie bawil.. Nie patrzac na
    eks. W koncu chodzilo mu o kontak z dzieckiemnie eks...
    Mowie nie mam na mysle tu sytaucji gdzie matak robila pranie mozgu dziecku ..

    Ja mam negatywane uczucia wobec eks.. Ale nie ograniczam mu kontaktu i nie
    nastawiam dziecka przeciwko nie mu...
    W moich oczach nie jest super tata - ale to nei chodzi kim jest w moich oczach -
    tylko oczach dziecka. A to jest juz plaszczyzna - dla mnie niedosteona. tu
    relacje ustawiaj sobie sami!
    I tym co robi , jak postepuje - ustala czy obraz bohatera zostaje - czy zmiena
    sie w tyrana..., badz cos innego..


    Pozdrawiam
    mag
  • badia 02.09.03, 17:15
    Mag, sorki każdy tata jest najwspanialszy na swiecie, a dziecko nie ma
    samodzielnej zdolności oceny świata i zdobywa ją znacznie, znacznie później.
    A jak matka chce pozbawić dziecko tego ojca mówiąc, że to "zero" i "pajac", to
    tym lepiej dla mnie. Mam niemalże gwarancję, że małż już nie będzie wiecej sie
    starał - wie, że i tak to nie ma najmniejszego sensu.
    W ten sposób mamy szansę zbudować normalny dom, normalniejszy od domów innych
    dziewczyn. Małż nigdy nie doświadczył ojcostwa, dziewczyny tu mają trudniej, bo
    ich faceci przeważnie kochają dzieci i one muszą jakoś tę miłość godzić z
    miłością do ich dzieci.
    Więc wdzięczna jestem tej kobiecie za jej głupotę. dzieki temu, że w jej domu
    jest gorzej, mnie bedzie łatwiej zbudować swój.

  • mag_p 02.09.03, 17:24
    Oj bardzo nisko oceniasz dzieci ..

    Wiesz dziecko jak pialsa ma naturalna zdolnosc kochania rodzicow i tej
    zdolnosci nie idzie tak latwo zniszczyc...

    I mysle, ze jemu bylo wygodniej zrezygnowac , niz chodzic do dziecka i starc
    sie .. , bo np. musial sie stykac z eks...

    Ale wazniejsza dla niego byla jego wygoda niz dziecko..

    Tak jaka to widze..
    Myslisz , ze mi bylo dobrze jak 2 razy w tygodniu mialam eks w domu..
    tez nie. Nie mogflam sie doczekac tego momentu , ze zobacze , ze synek jzu w
    miare dobrze znosi odwiedziny i mozna je przenies poza dom...

    Najzabwaniejsze jest to, ze chodz moj eks walczac o jak najmniejsze alimenty -
    twierdzil , ze on nas bedzie wszedzie wozil..., to ja jeszcze nigdy nie
    poprosilam go o zawiezienie mnie...
    A juz do glowy mi nie przyszlo , ze mozna zadzwonic i powiedziec , ze cos sie w
    domu zepsulo -...
    Czy , zeby naprawil malemu rowerkw - nie chcialm mu robic wstydu przed malym -
    bo by sie zesztepil... 100% - powiedzialby , ze nie wie i naje;piej zanies do
    narpawy. Zaraz po jego wyjsciu sam zrobilam....


    Mag
  • badia 02.09.03, 17:44
    mag_p napisała:

    > Oj bardzo nisko oceniasz dzieci ..
    Nie Mag, ja dzieci uwielbiam, są słodkie i śliczne. Uwielbiam dzieci. No i
    uważam, że są dużo lepsze niz dorośli, którzy czasem nie wiadomo po co i
    dlaczego robia im krzywdę rozgrywajac jakieś głupie swoje dorosłe gierki.
    > Wiesz dziecko jak pialsa ma naturalna zdolnosc kochania rodzicow i tej
    > zdolnosci nie idzie tak latwo zniszczyc...
    Tak ale można nie zbudowac miłości faceta do dziecka.
    > I mysle, ze jemu bylo wygodniej zrezygnowac , niz chodzic do dziecka i starc
    > sie .. , bo np. musial sie stykac z eks...
    To prawda, że pewnie było mu wygodniej.
    Ale nie to zaważyło a fakt, że ex i tak przekreśliła jego ojcostwo
    przedstawiajac go dziecku jako "pajaca" i "zero". To zaważyło a nie niewygoda.

    > Myslisz , ze mi bylo dobrze jak 2 razy w tygodniu mialam eks w domu..
    > tez nie. Nie mogflam sie doczekac tego momentu , ze zobacze , ze synek jzu w
    > miare dobrze znosi odwiedziny i mozna je przenies poza dom...
    Mag nie bardzo chcę mówic o Twojej historii bo za mało ją znam. U Ciebie na
    pewno było inaczej niz u nas. Nie wiem, nie mnie oceniać Ciebie. Moge oceniac
    małża, bo o nim wiem wystarczająco dużo.

    --
    badia
  • badia 03.09.03, 10:00
    Wiecie co, jak wchodziłam na forum, to szukałam tu odpowiedzi na pytanie:
    jaki ja mam mieć stosunek do tego, że moje dziecko ma przyrodnie rodzeństwo, z
    którym małż nie utrzymuje kontaktu. To, że brak kontaktu z dzieckiem jest
    porażką I słabością małża było dla mnie jasne samo przez się. Dopiero tu
    zrozumiałam, że była to świadoma decyzja małża I rozumiem teraz też, dlaczego
    taką decyzję podjął (dzięki mag za wymianę postów, która mi to uświadomiła).

    Nasza ex była związana z dzieckiem biologicznie, od pierwszych ruchów, dla niej
    to dziecko było najważniejsze na świecie, jedyne i jej. Myślała, że facet ma
    tak samo I starła się “handolwać”dobrem jakim jest dziecko za cenę świadczeń,
    które chciała uzyskać od exa.
    Dla faceta jakim jest małż, ojcowstwo to przewodnictwo w świecie, to bycie
    kimś, kto uczy i pokazuje. Taki kontakt nawiązuje się z czasem, nie dzieje się
    tuż po porodzie i wymaga wysiłku.
    Wysiłek ten miałby sens, gdyby był tatą, takim jakiego ma każde dziecko, które
    uważa, że tato “wszystko potrafi”.
    W momencie, kiedy dotarło do niego, że ze względu na matkę I jej podejście,
    będzie dla dziecka zawsze “zerem", "pajacem" i wiedział, że taki obraz ojca
    dziecko odbiera z domu, to całe "tatowanie" straciło sens.
    Dziecko, które wierzy, że ma "złego ojca" nie ma ojca, bo nie ma kogoś, kto
    pełni funkcje ojca, nie ma przewodnika i wzoru, niezależnie od tego, jak często
    się z osobnikiem płacącym alimenty spotyka.
    Szanuję małża za to, że miał odwagę podjąć decyzję o zaprzestaniu kontaktów z
    tym dzieckiem. Te kontakty I tak nie miałyby sensu, a my szarpalibyśmy się
    tylko z matką kolejne lata.

    --
    badia
  • mag_p 03.09.03, 10:11
    Badai . Napisz mi czego bys oczekiwala od tej matki!!!
    Bo ja mam stosunek do eks jaki mama. Ale starm sie by to byl moj stosunek..

    Nie mowie dziecku zle i tak dalej..
    Ale nie mozna miec pretensji , ze go nie szanuje i nie uwazam za pzywudce itd..
    Bo widocznie przez lata kore bylismy razem nie zasluzyl sobie na to..

    moim zdaniem , jesli matak nie przerzuca swoich opini o ojcu na dziecko -- to
    nic wiecej nie moze zrobic. A ze ma swoje opinie - to chyba juz jej kwestai!

    Pozdrawiam
    mag
  • badia 03.09.03, 10:26
    Moja odpowiedź na Twoje pytanie jest w dzisiejszym wątku. Tam piszę, co ja bym
    zrobiła jako matka, gdybym miała dziecko z moim ex, którego uważam za niezłego
    dziwolągawink)) Sądzę, że tamta matka, gdyby postępowała w ten sposób
    postępowałaby mądrze...
    --
    badia
  • mag_p 03.09.03, 10:41
    Badia - tak jak tam napisalam zgadzam sie z Toba..
    Byle ta druga strona nie poslugiwala sie dzieckiem i swoimi "prawami" - do
    miszania mi w zyciu i uturdninia go... Oczywiscie ja mowie zazwyczaj "Stop" -
    ale po co zaczynac sterowe sytuacja i zaogniac wzajemne niesanski.. Skoro z
    gory wie , ze to jest ingerencja w moje zycie i bede sie bronic...
    Czasem , mi sie wydaje , ze robi to po to tylko zaby pokazac "co ja potrafie"..

    Jak najbadzie - za takim ukaldem jak napisalas z wyzej wymienionym
    zastrzezeniem. Ja nie przeszkadzam mu tworzyc wlasna rodzine - on nie wtraca
    sie w moja..
    Jedno tylko - jesli dziecko male- trzeba poczekac z zaboieraniem Go i
    pkazywaniem swiata. Do tego trzeba dochodzic powoli i stopniowo....
    Jest to trudne i nieprzyjemne dla obu stron. Nikt niechce ogladac swojego eks w
    swoim domu..
    Ale czasem bylo trzeba...

    Pozdrawiam
    Mag
  • badia 03.09.03, 10:51
    Powiem szczerze, że dziekuje losowi, że tego typu doświadczenie nie było mnie
    ale przede wszystkim memu dziecku dane.
    O kurcze, dlatego teraz tak strasznie nie mogę doczekać się na dzidziusia...
    Wtedy nie chciałam mieć dzieci, nie wiem, jakaś intuicja chyba albo cuś,
    bo "mądra" to się już dużo później zrobiłam. Ale sadzę, że z dzieckiem też
    możnaby jakoś to poukładać - niech on daje i pokazuje swoje, na "swoim"
    terenie, a w madrość dziecka i tak bym wierzyła, przecież to byłoby także moje
    dzieckowink))
    No ale nie ma sensu gdybać...
    Mag, ja na prawdę wiem, jak to boli...
    --
    badia
  • mag_p 03.09.03, 11:13
    Badia.. Wierze mi , ze ciesze sie , ze maly doszedl do etapu , ze tata zaczal
    go brac poza dom..
    To bylo straszne..
    Ja w jednym pokoju , On w drugim.. I tak czesc wizyt maly spedzil ze mna - bo
    nie chcial isc do taty.. Ja jak na szpilkach - bo ten w tamtym pokoju.. Albo
    ganial miedzy mna a nim...
    A tak - ja nie musze sie denerwowac , stresowac itd..
    Ale trzeba bylo poczekac - aby maly czul sie w miare- pisze w miare -
    bezpiecznie z nim..
    Zeby chcial z nim pojsci - zeby sie do niego przyzwyczail..
    I jak to nastapilo - to niech robi to juz na swoim terenie...

    Mnie tak lepiej i jemu i malemu- bo to sa czytes zasady...


    Dla mnie tez tak lepiej.. i wlasiwie to ja powiedzialam - to juz , to juz ten
    moment...

    Badia- takie podejsci jak piszesz- jest dobre i do tego zmierzam..
    Zyj i pozwol zyc..

    Miej rodzinie i pozwol jej tez wrocici do normalnasci.


    Mag
  • badia 03.09.03, 11:19
    Wierzę, że to kwestia czasu... czas załatwia bardzo, bardzo wiele, jak czytałam
    posty dziewczyn i przypominałam sobie, że u nas było podobnie, to było jak za
    mgły. U Ciebie będzie podobnie, to wszystko mija i te uczucia, jeśli nie sa
    podsycane mijają... A mały ma "najwspanialszego tatę"... Takiego ma, jakiego
    ma, w końcu sama takiego mu znalazłaś... Ale na pewno będzie dobrze...
    Buziakiwink))
    --
    badia
  • mag_p 03.09.03, 11:22
    O ile on tez , przestanie mieszac w moim zyciu powlujac sie na swoje "prawa".
    Jak pisze Badai - w zyciu nie przyszlo mi do glowy zadzwonic z prosba do niego
    o ckolwiek.. Nawet o podwiezienie do lekarza..O awalczylam o to prawo..bo jak
    slysze od niego co jakis czac cala liste jego "praw" - to mam ochote
    przypomniec mu i o obowiazkach...
    Pozdrawiam
    Mag
    Ps. wiem , ze mnie tu szpieguje i czyta to wszystko.
    Pozdrawiam Cie Eks....
  • delecta 03.09.03, 11:48
    badia napisała:


    > Szanuję małża za to, że miał odwagę podjąć decyzję o zaprzestaniu kontaktów
    z
    > tym dzieckiem. Te kontakty I tak nie miałyby sensu, a my szarpalibyśmy się
    > tylko z matką kolejne lata.
    >

    Wiesz, zatkało mnie...
    Szanujesz męża za to, że nie umie nawiązać kontaktu z własnym dzieckiem?
    Że, biedak, nie zdążył dziecka pokochać, a kontakty z nim to wielkie
    obciążenie? /to z Twoich wcześniejszych postów/.
    Najpierw zirytowało i rozśmieszyło mnie określenie "małż", ale teraz jestem
    przekonana, że lepiej wybrać nie mogłaś.
    Małż, to inaczej mięczak - a jak nazwać faceta, który machnął ręką na więź z
    własnym dzieckiem?


  • delecta 04.09.03, 21:42



    delecta napisała:

    > badia napisała:
    >
    >
    > > Szanuję małża za to, że miał odwagę podjąć decyzję o zaprzestaniu kontaktó
    > w
    > z
    > > tym dzieckiem. Te kontakty I tak nie miałyby sensu, a my szarpalibyśmy się
    >
    > > tylko z matką kolejne lata.
    > >
    >
    > Wiesz, zatkało mnie...
    > Szanujesz męża za to, że nie umie nawiązać kontaktu z własnym dzieckiem?
    > Że, biedak, nie zdążył dziecka pokochać, a kontakty z nim to wielkie
    > obciążenie? /to z Twoich wcześniejszych postów/.
    > Najpierw zirytowało i rozśmieszyło mnie określenie "małż", ale teraz jestem
    > przekonana, że lepiej wybrać nie mogłaś.
    > Małż, to inaczej mięczak - a jak nazwać faceta, który machnął ręką na więź z
    > własnym dzieckiem?
    >
    >
    Może nie zauważyłaś mojego postu..
    Odpowiedz, jeśli się nie obraziłaś.
  • badia 05.09.03, 08:59
    delecta napisała:
    > > Szanujesz męża za to, że nie umie nawiązać kontaktu z własnym dzieckiem?
    > > Że, biedak, nie zdążył dziecka pokochać, a kontakty z nim to wielkie
    > > obciążenie? /to z Twoich wcześniejszych postów/.
    > > Najpierw zirytowało i rozśmieszyło mnie określenie "małż", ale teraz jeste
    > m
    > > przekonana, że lepiej wybrać nie mogłaś.
    > > Małż, to inaczej mięczak - a jak nazwać faceta, który machnął ręką na więź
    > z wasnym dzieckiem.
    Zawsze myślałam tak jak TY, że to wyraz słabości, czy jak wolisz "mięczactwo".
    I nie obrażam się, bo obrażać się mogę w realu (i też tego nie robię), a tutaj
    jestem po to, żeby sobie samej pomóc.
    Szanuję i rozumiem jego decyzję, bo musiałby sam budować więź z dzieckiem wbrew
    jego matce, występowałby w roli "osiołka", "złego ojca" i "dojnej krowy", nie
    pełniłby i tak funkcji ojca nie byłby wzorem do naśladowania a tylko kolesiem,
    którego można po raz kolejny wykorzystać i on miał odwage powiedzieć - nie,
    mimo tego, że wiedzieł, że nikt nie zrozumie tej decyzji i wszyscy będą go za
    to potępiać - tak zresztą było.

    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 16:04
    Chyba tak.
    Przepraszam.
    Wiec tak - ludzie staja sie sobie obcy. Ale nie dziecko i ojciec.
    I jesli ojceic chce miec rowne prawa , to i obowiazki.
    Zgadza sie sa odrebne rodziny., ale dziecko jest dla Niego dalej rodzina...
    I tego nie podwarzacie - mowicie o prawa zwiaznych z decyzjami co do dziecka,
    wizytami , alimentami itd...
    Duzo praw - ale tu pojawiaj sie obowiazki..
    Np. trzeba odbierac dziecko z przedszkola , lub wozic je do lekarza...

    Jesli nie chcem miec tych obowiazkow - powinnismy sie zrzec praw!

    Mowie o sytuacji , gdy prawnym opiekunem dziecka sa oboje rodzicow i maja
    jednakowe prawa , tylko miejsce zamieszkanie jest przy matce.
    Zauwazcie , ze nie mowie o wymyslanych worzeniach . Np. jasnie pani zachcialo
    sie pojechac do Hula -Gula. Ale o Obowiazkach...

    Pozdrawiam
    mag
  • mamaadama4 02.09.03, 15:19
    Doszłam narazie do tego miejsca i musze przyznać, że krew się we mnie burzy.
    Wolę nie mysleć co dalej piszesz. Co to znaczy - podwożenie do szkoły itp. To
    na jakąs paranoję zakrawa. Jak matka wywalczy sobie prawo do opieki nad
    dzieckiem i alimenty a w związku z tym codzienne sprawy z tym związane to niech
    nie robi z ex "przynieś, wynies, pozamiataj". Dziewczyno - niestety nie jestes
    odosobnionym przypadkiem - twój ex jest ojcem waszego dziecka ale nie
    instytucja pomocową w każdej mozliwej sytuacji.
    Poczytam sobie dalej.
    danka
  • mag_p 02.09.03, 15:35
    Ja mowie o sytuacji gdy prawnymy opiekunami sa oboje rodzicow !
    A miejsce zamieszkania jest przy matce.
    Osobiscie dziwie sie tym matko co prosza o podwiezien- mnie sie to nie zadrza..
    Zreszta jak mowie wole niesc dziecko tsiace kilometrow sama - niz go o
    cokolwiek poprosic...
    Ale z drugiej strony - wiem , ze skoro glosno mowiicie - o prawach ojca - nie
    zapominajcie o jego obowiazkch...

    Mowie o uzasadnionych przypadkach zwiaznych z dzieckiem/. A odbierania dziecka
    z przedszkola - to nie wyniesc , przyniesc , pozamiataj - tylko obowiazek
    zwiazny z dzieckiem i w sytuacji gdy oboje maja rowne prawa - ciazace na nich
    obojgu
    Mag
  • naturella 02.09.03, 15:39
    Są jeszcze inne sytuacje niż podwożenie - np. nasza ex wydzwaniała, że np. kran
    jej cieknie, czy drzwi skrzypią, czy trzeba coś przykręcić. Dla mnie to chore,
    ale pewnie niektóre z was też dopatrzyły by się "dobra dziecka", bo przecież
    cieknący kran też jest dla dziecka dyskomfortem. Ja rozumiem podobne prośby w
    sytuacji, kiedy ex jest w porządku, można z nia rozmawiać, a stosunki sa w
    miare poprawne. Ale nie wtedy, kiedy ona robi wszystko, bo je jak najbardziej
    pogorszyć, a następnie dzowni z żądaniami i reaguje stekiem pretensji na
    odmowę...
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • mamaadama4 02.09.03, 15:43
    wasza ex to chyba klon naszej.
    danka
  • badia 02.09.03, 15:51
    Nasz ex zadzwoniła w drugi dzień świąt i zarządała naprawy rowerka. Bylismy w
    tym czasie po drugiej stronie Polski.
    Żądała również odwożenia na wczasy, przywożenia i wystepowani pro forma na
    pracowych piknikach... To wszystko po rozwodzie.
    --
    badia
  • mikawi 02.09.03, 16:02
    to i ja dorzucę - "nasza eks" zadzwoniła pewnego późnego wieczoru z informacją
    że dzisiaj rozwaliła SWÓJ samochód (tak jej się jakoś w inny wjechało) i niech
    M. przyjedzie jutro odstawić samochód do warsztau bo "ona się na tym kompletnie
    nie zna". Na argument że to bezsens żeby jechać 300 km w jedną stronę tylko po
    to by odstawić wóz do warsztatu odrzekła, że to w końcu jego dzieci wozi tym
    samochodem do szkoły i jak nie przyjedzie to dzieci będa piechotą zasuwac.
    Pojechał. Oczywiście oprócz odstawienia wozu musiał pokryc koszty naprawy bo to
    w końcu dla dzieci płaci.
  • mag_p 02.09.03, 16:06
    Mikawi - to ewidentne swinstwo - tak jak zadanie naprawy roweka.
    ja mowie o obowiazkach wynikajacych z worzeniem dzieci do szkoly , czy
    przedszkola. odwozeniem do lekarza itd...

    Pozdrawim
    mag
  • mamaadama4 02.09.03, 16:09
    Wiecie co, z tego wyłania się obraz nie tylko wrednych, podstepnych bab
    żerujących na uczuciach ojców, ale też obraz ojców, którzy wbrew temu co
    twierdzą ex są w stanie wiele dla dzieci zrobić. Jak powiada mój mąż " co
    zrobić, że dzieci mają głupią matkę. On może im starać się ewentualnie
    wynagrodzić to, że kogos takiego wybrał na ich matkę." OK tylko gdzieś ta
    granica przebiegac musi. U mnie notorycznie dochodzi do weta z mojej strony.
    Dorastam powoli do powaznej rozmowy w trójkącie. Tym bardziej, że najstarszy
    juz dorasta, a ja i tak najwięcej z nich wszystkich spędzam czasu z ich dziećmi.
    danka
  • badia 02.09.03, 16:20
    Ja się swojemu postawiłam od razu na początku - nie ma że telefon a on cos
    rzuca i załatwia sprawę. Po to był rozwód, żeby ex sama załatwiała wszystkie
    swoje sprawy. Wizyty u dziecka OK - w ustalonych dniach, z porządkiem który
    można przewidzieć na pare tygodni do przodu. Ja wtedy o rowerek w drugi dzień
    swiat tak sie wściekłam, że myślałam, że z siebie wyjdę. Małż oczywiście
    zgodził sie naprawiać rowerek, ale po naszej awanturze - on tez postawił
    sprawę, że po to był przecież rozwód i ona sama tego chciała, wiec teraz sama
    ma zepsuty rowerek. Teraz jest spokój, ale początek to był horror. Mikawi
    współczuję. Nasza nie ma samochodu i domagała sie wożeniawink))
    Małż nie mógł jej znieść i prosił o wożenie kolegę, o kurcze już prawie
    zapomniałam jakie to było zoo...
    --
    badia
  • mikawi 02.09.03, 16:34
    ja początkowo przyglądałam się temu cyrkowi, bo oniemiałam z wrażenia jak można
    mieć taki tupet, ale po którymś z kolei podobnym numerze tez nie wytrzymałam.
    Dziś sprawy się mają daleko lepiej. Do M. dotarło że nie musi juz byc na każde
    jej zawołanie - szczegolnie gdy nie związane z dziećmi.
  • badia 02.09.03, 17:01
    Mikawi, pamiętam pamiętam, choć to się szybko zaciera, cóż życie biegnie
    dalej... Ale wiesz dla mnie początek był łatwiejszy bo przeżywałam swój rozwód,
    więc cyrki obecnego małża i jego ex docierały do mnie jak zza ściany...
    Ale to było strasznie zabawne doświadczenie, bo spotkałam faceta, który w
    zwiazku był tak samo wykorzystywany jak ja i do tego obydwoje zostaliśmy
    porzuceni, wiec on na moje zoo patrzył z takim samym zdumieniem, jak ja na
    jego. Bo mój ex np. nie pracował, nie zarabiał, miał depresje, pragnął ciepła i
    zrozumienia, używał mojego samochodu i zostawił mnie dla innej kobiety bo nie
    zawsze zaspokajałam jego wszystkie rozległe potrzeby psychiczne. Tzn czasem
    robiłam awanturywink)) Więc u nas to my razem przyglądaliśmy się naszym ex nie
    wierząc, że to w ogóle możliwe... ehh, na szczęście to mija...
    Ale warto było. I tak było warto.
    --
    badia
  • ka.ga 02.09.03, 17:19
    Nasza jest bardziej wyrafinowana. Jak popsul sie komputer, to kazala corce
    zadzwonic do tatusia. Tatus przy najblizszej wizycie bawil sie w magika, a
    potem juz w domu doczekal sie telefonu. Tym razem od ex: Ty taki, owaki, nic
    teraz nie moge znalezc na pulpicie, grzebales w mojej poczcie itp.
    Do kranu nie przyjedzie, bo za daleko, ale okna to uszczelnial...
  • stepmum 02.09.03, 18:02
    Boze, wlos mi sie na glowie jezy!!!
    To ja was podziwiam za cierpliwosc!
  • mag_p 02.09.03, 15:44
    Niewiesz takie sytuacje uwazam ze trzeb areguklowac w zaleznosci od wzajmnych
    stosunkow...
    I nie sa zwiazne z dobrem dziecka. Tu raczej nie mowimy o dobru dziecka, ale o
    jego potrzebach i obowiazkch z tym zwiaznych.
    Uwazm , ze dom i to co w domu - mozna zalatwaic samemu - ale jesli ktos jestr w
    tak dobrych stosunkach...
    nie generalizowalabym.
    Po prostu - sa prawa , sa i obowiazki.

    Pozdrawiam
    Mag
  • mamaadama4 02.09.03, 15:51
    mag, bardzo mi przykro ale twój post jest niezrozumiały. Widać emocje biorą
    górę. Poza tym zrozum, po rozwodzie układ to nie jest ex jeden i ex drugi
    mieszkający oddzielnie, ale dwie odrębne rodziny, z których każda ma swoje
    życie.
    danka
  • naturella 02.09.03, 15:56
    Powiem więcej - gdyby nie dziecko, załóżmy, że go nie ma, to najpewniej ludzie
    po rozwodzie w ogóle by się nie kontaktowali, po jakimś czasie staliby się dla
    siebie obcymi ludźmi. Taka sama sytuacja jest w końcu, gdy się rozstajemy z
    kimś i nie jesteśmy małżeństwem. Dlatego też wszelkie żądania i próby
    podporządkowania sobie byłego męża, czy byłej żony są chore i świadczą tylko o
    tym, że któraś strona nie zrozumiała, że to ostateczny koniec.
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • jayin 02.09.03, 22:49
    są prawa i obowiązki - wobec dziecka.
    mnie strasznie denerwują układy w których Były Mąż jest traktowany nie tylko
    jako Ojciec Dziecka (a więc alimenty, spotkania z dzieckiem, obowiazki i prawa
    munależne itd...), ale też jako Standartowe Pogotowie Alarmowe. Tak jak
    piszecie - kran się zepsuje - to oczywiście nie można zadzwonić po hydraulika
    czy sąsiada - tylko po Exa, bo ON MA OBOWIĄZEK i chyba Była Żona przyzwyczaiła
    się do tego,że jak coś się zepsuje, coś potrzeba przywieźć/wywieźć - to od tego
    jest (Były)mąż...uncertain

    a dla mnie - owszem - facet zostaje Ojcem nadal. ale Mężem już nie jest. i taka
    kobieta powinna uważać siebie za Kobietę Mieszkającą Samotnie - bo nie ma już
    Męża - jak wiele innych kobiet bez facetów radzi sobie z zepsutym kranem, czy
    załatwieniem mechanika do samochodu jak trzeba.
    takie robienie z siebie "Pierwszej Kobiecej Bezradnej" jest dla mnie dziwne
    poniekąd.

    oczywiście nie generalizuję smile Nie wszystkie Ex Żony są tak niedobre i nie
    traktują Byłych Mężów jak nadal swoją własność z obowiązakmi wobec nie tylko
    dziecka, ale tez domu i ich samych. no i oczywiscie, jak pisalyscie wczesniej -
    wszystko zalezy od porozumienia miedzy Exami.

    chociaż ja od razu zapowiedziałam u siebie, że nie mam ochoty, żeby MÓJ mąż był
    Pogotowiem Alarmowym na telefon w sprawach innych niż Dziecko.
    ma swój "nowy" dom i o ten dom powinien dbać, a nie jakiejś Obcej Kobiecie (dla
    mnie zupelnie Obcej przeciez smile - naprawiac krany i wozic na zakupy.
    Przecież ja nawet warczę, kiedy sąsiadki go o coś proszą... smile a tu, obca dla
    mnie w ogole osoba... w dodatku z obciązeniem negatywnym u mnie o tyle, ze to
    jego Ex (ach, ta zazdrosc i funkcja: "Mialas - Oddalas - Juz Moje - Nie
    Oddam" wink

    pozdr. serdecznie.
  • mag_p 02.09.03, 16:50
    Odpowiedz zamiecilam jeszcze raz - niestety jest wyzej...

    Pozdrawiam
    Mag.
    Ps wyjazow do lekarza w nocy , lub w deszcz , czy po prostu z chorym dzieckiem
    nie da sie zaplanowac 2 tygodnie do przodu!!!!
    Tak jak i zowlnien lekarskich itd...
  • mamaadama4 02.09.03, 16:56
    Sorry mag, ale jak ktoś wystepuje o przyznanie opieki nad dzieckiem to chyba
    wie co robi. W takich sytuacjach bierze się taksówkę i tyle, albo wzywa
    pogotowie a nie wydzwania do ojca dziecka. Litości, co jeszcze wymyslicie!!!!
    danka
  • naturella 02.09.03, 17:02
    Dokładnie, to niech mama zrzeknie się praw do dziecka i odda ojcu. Wówczas
    ojciec będzie je mógł zawieźć do lekarza od razu, a nie jechać najpierw przez
    całe miasto, żeby najpierw zabrać je od matki. Poza tym, jeśli takie równe
    prawa, to dlaczego matka nie może zrobic prawa jazdy? I kupić samochodu? Gdzie
    jest napisane, że ojciec ma większe obowiązki, bo ma samochód?
    Poza tym, przepraszam bardzo, ale to, że dziecko mieszka z matką, niejako
    implikuje odbieranie go z przedszkola przez nią. To jakaś paranoja, ja tu nie
    widzę żadnych praw, a tylko obowiązki!

    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • badia 02.09.03, 17:03
    No, telefony lubiłam zawsze najbardziej....
    --
    badia
  • naturella 02.09.03, 17:08
    Tia, telefony - czysta rozkosz. U nas do dzisiaj jest tak, że ex dzowni i
    jęczy, że miała jechać z Młodym do lekarza, a nie wyrwie sie z pracy (!). I
    dzwoni jakąś godzinę przed wizytą u owego lekarza. I mój mąż, sądząc, że dobry
    ojciec tak musi, jedzie po synola i wiezie go do lekarza, mimo, że synol na
    koncerty chodzi sam, do szkoły jeździ sam i z dziewczynami się umawia. Ale ex
    potrafi wzbudzić w moim męzu poczucie winy, że jest takim złym ojcem, że nawet
    nie wie, że dziecko do lekarza idzie. Z kolei jak Młody wyrżnął gdzieś głową,
    to nawet nie pomyslała, żeby do lekarza z nim iśc. Tym dziwniejsze to, że ex
    pracuje w jednej z prywatnych klinik, więc umowienie wizyty nie jest jakimś
    szczegolnym wysilkiem. Grrr...
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • ka.ga 02.09.03, 17:33
    Cos jest w tych telefonach. U nas jest tak, ze maz widuje sie z corka w
    weekendy, czasem jednak z roznych przyczyn zamienia sie to na dzien powszedni.
    Ile raz tak bywalo, ze chcial sie wiziec z dzieckiem np w niedziele, ale wtedy
    ex odpisywala, ze w niedziele to one obie sa zajete. A potem telefon - to
    przyjedz w srode. I co sie okazywalo? Ze w srode to trzeba corke zabrac na
    basen i zaplacic za dalsze pol roku nauki plywania. Za jakis czas to samo -
    przyjedz w czwarte, a w czwartek trzeba oplacic angielski itp. Nienawidze, jak
    maz jezdzi do Lodzi w tygodniu, bo wiaze sie to zazwyczaj z "wyludzeniem"
    przez ex dodatkowej kasy. Robi to nie w bezposrednio - tylko w rekawiczkach -
    za pomoca corki, niestety. Dodam, ze alimanty sa tak wysokie, zeby na to
    wszystko starczylo.
  • mag_p 02.09.03, 17:13
    Zgadzam sie jesli jest sie jedynym prawnym opikunem dziecka. Ale prawnym
    opiekunem , a druga trona ma ograniczone prawa ( do wizyt)i tyle.
    Ale jesli druga strona walczy o takie same praw. Chce decydowac o dzicku w
    takim samym stopniu to tez musi ponosci tego konsekwencje.

    Moze nap[isze raz o co mi chodzi i napiszczie czemu sie z tym nie zgadzaci.

    1.sytuacja - rodzice oboje maja jednakowe prawa do dziecka. Ojciec korzsta ze
    swoich praw i chce byc w pelni zaangazowane w zycie dziecka ( wizyty co durgi
    weekend itd...prawo decyzji o paszporcie ,o wyborze szkoly i o wychowaniu , no
    i takze liczac alimenty - wykazuje , ze on moze wozic dziecko).

    2.Worzenie dziecka do szkoly , przedszkola itd.. to obowiazek w takim wypadku
    zawieszony na obojgu rodzicow . zarowno ten regularny jak i ad-hoc - czyli
    nagla choroba, oberwanie chmory , zimno itd...
    Nie pisze tu o jakis zlosliwosciach typu - naprawic rowekr natychmiast - bo to
    moze poczekac, czy zawies mnie do parku - bo to nie koniecznosc i nie obowiazek)

    3.Rodzic - gloszacy , ze ma prawa , ma tez obowiazki .
    Wiec rzeczy z punktu drugiego sa dla mnie obowiazkiem...
    Oczywiscie mozna ustalic pewne rzeczy . np. przywozisz dziecko z basenu ..
    Lecz czemu mam wzywac ttaksowke do chorego dziecka , czy jechac z dzieckiem do
    psychologa taksowka - ( przez pol miasta- lub cisnac sie w tranwaju - skoro to
    tez obowiazek tatuisa)..

    Wybacznie - piszecie pobszernie o prawach.. O tym Jakie powinny byc ,
    dommagacie sie polowy czasu spedzamnego z dzieckiem- miejcie i obowiazki.
    obowiazki z reguly sa ad-hok i nieprzyjemne i nie ma kiedy ich zrobic i robi
    sie ja kosztem czegos....



    Pozdrawiam
    Mag
  • badia 02.09.03, 17:18
    Ło matko!!! jakie ja mam szczęście, że mó chłop nie zdążył pokochac swojego
    dziecka - nasze życie byłoby piekłem.
    --
    badia
  • mamaadama4 02.09.03, 17:28
    Kobieto czy ty się dobrze czujesz? Co ty pleciesz? Przecież to są jakieś
    farmazony podparte wyświechtanymi komunałami na temat dobra dziecka i
    obowiązków ojca. Tobie po prostu sie w głowie przewraca - przynajmniej tak
    wynika z tego co piszesz. Chyba sama nie wiesz czego tak naprawde chcesz i jak
    ma to życie wyglądać. I tak uzywam lekkich słów, nie tylko takie cisna mi się
    na klawiaturę.
    Sorry, ale przez kilka lat byłam samotna matką i w życiu podobne historie nie
    przyszłuy mi do głowy. Albo się jest dorosłym i samodzielnym zdolnym do
    wypełniania roli matki, albo po prostu trzeba przyznać, że sytuacja cię
    przerasta a przy okazji chesz facetowi dokopać.
    danka
  • mag_p 02.09.03, 17:42
    Nie prawda...
    Jestem zdolan do bycia samodzielna matka - i daje sobie radde. Dlatego NIGDY GO
    O NIC NIE POPROSILAM - prosze czytaj uwaznie.

    Wiec twierdzicie , ze matak nie pma prawa zadac przywiezienie dziecka z
    przedszkola czy zaiwezienia do lekarza - bo jest samotna. Wobec tego na czym
    oparte sa zadania ojca dzieck...
    Dobru dziecka -powiem za wam wyswiechtane...
    Dlaczego ma prawo decydowac o szkole - skoro nie bedzie ponosil konesekwnecji ,
    o przedszkolu i np. lekarzu dla dziecka. A jedna z konsekwanecji jest dowuz
    dziecka do szkoly , lekarza czy przedszkola...

    TO sa konsekwencje decyzji..
    Nie chcesz miec obowiazkow - spalzuj z poza "wpsanialego" tatay..
    Pozwol im zyc wlasnym zyciem .. Stwoprzyc odrebna rodzine i placac alimenty
    pomysl , ze ktos te wszystkie obowiazki przeja na siebie!!

    Co do tego ze byalas samatna- "byals".
    Bogaty jak staje sie biedny - tez zmiena punkt widzenia..
    I pracujacy ja k starci prace..
    Mimi , ze wczeniej byl pracujacy....
    Wiec nie ma znaczenia za byals..
    Teraz martwisz eis , ze ktos moze zazadac ., bp ojciec dziewcka przwyiazoz go
    z przedszkola podczas 20 stopniowego mrozu....
    Lub zeby mata - nie wazne jaki koszt wzywala taksowake...

    Pozdrawiam
    mag
    PS. To jest jak szumnie tu piszecie "wspaniaL" ojciec dziecka...
    Widziecie jesli chcesz ingerowac w czyjese zycie, rodzine - bo masz prawa ojca -
    pamietaj , ze isnteiej druga strona- obowiazki . Kazdy chce miec odrebnos. I
    ja za tym podpisuje sie dwiem rekami!!!!
    Ale tego musza chciec obie stronyy i powolujac sie na prawa - pamietac oo
    obowiazkach
  • mamaadama4 02.09.03, 17:51
    Wiesz mag, dalsza rozmowa z toba nie ma sensu. Jak mantrę powtarzasz w kółko to
    samo. Ręce opadają. Przeczytaj sobie co badia na końcu napisała.
    danka
  • mikawi 02.09.03, 17:19
    wiesz co mag - czasem mamusie zapominają o swoich obowiązkach i widzą tylko
    swoje prawa względem ojca dziecka. Dlaczego skoro rodzice mają równe prawa,
    ojciec musi żebrać na kolanach zgodę na pobyt z dziećmi w czasie świąt?
    dlaczego NIGDY nie mógł ich zabrać, bo tak postanowiła mamusia, gdyz jak
    twierdziła "z nią są dzieci" i nieważne że OBOJE mają równe prawa
    rodzicielskie. Ale jak chodzi o naprawę samochodu - to pamięta o obowiązkach
    ojca, że skoro ojciec, to niech rzuca wszystko i biegnie na ratunek. Może o
    obowiązkach drugiej strony też pomyślisz?
  • mag_p 02.09.03, 17:29
    Mikawi - wasz przypadek to wredna baba..
    Ja mowie o przypadku . Maja polowe siwat , polowe wakacji, co drugi weekend i 2
    razy w tydoniu...
    I jeszcze zauwaz , ze walczasc o alimenty - tatus deklaruje sie , ze bedzie
    wozil...
    No i jeszcze nie mowie , ze zawsze tatus..
    Dajmy natao sa warunki - odwozi mama . Urwanie chmury - tata...
    To chyba normalne...


    I jeszcze.. Badia - to prawa tak obowiaxki nie. Pelne prawa rodzicielskie - to
    nie tylko decydowanie od siebie z domu ile aliemntow i do jakiej szkoly i
    czy dam dziecku zgode na paszpor czy nie..Ale i obowiazek zwiazny z choroba ,
    szkola itd...

    Pozdrwaiam
    Mag
  • mamaadama4 02.09.03, 17:34
    Kobieta z jakim oberwaniem (urwaniem) chmury tu wyjeżdżasz. jeszcze troche a
    obowiązki będziesz dzielić wg słupka rtęci. Prosze cię, zastanów się co ty
    pleciesz.
    danka
  • naturella 03.09.03, 08:24
    Mag, do diaska, a dlaczego to mama nie może mieć prawa jazdy i kupić sobie
    samochodu??? Dlatego ojciec ma od razu "żelazny" obowiązek bycia pod telefonem
    24 godziny na dobę, bo a nuż będzie musiał spełniać rolę taksówki tylko
    dlatego, że był tak głupi, zrobił prawo jazdy i ma samochód? Czy gdybyś była w
    pełni samotną matka i mogła liczyć tylko na siebie, bo tatuś dziecka byłby NN,
    to też dzwoniłabyś po innych ludziach? Mocno wierzę w to, że kobiety są na tyle
    silne i niezależne, że mogą sobie dać radę same. I nie psuj mi tego obrazu,
    stawiając matki w roli blondynek zależnych od samochodziku mężczyzny.
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • jayin 02.09.03, 22:57
    mamaadama4 napisała:

    > Sorry mag, ale jak ktoś wystepuje o przyznanie opieki nad dzieckiem to chyba
    > wie co robi. W takich sytuacjach bierze się taksówkę i tyle, albo wzywa
    > pogotowie a nie wydzwania do ojca dziecka. Litości, co jeszcze wymyslicie!!!!
    > danka

    tutaj nie sposób nie przyznać ci racji.
    Jeśli dziecko mieszka z matką - ma ona siłą rzeczy więcej obowiązków niż ojciec
    który już znimi nei mieszka. i odwrotnie. dziecko mieszkajace z ojcem - a nie z
    matką - wymaga od ojca większego poświecenia i zajęcia się nim niz od matki,
    ktorej na co dzien nie ma.
    to nie jest kwestiaobowiazkow - 50% na 50%. tylko odpowiedzialnosci
    porownywalnej z obecnością rodzica przy dziecko.
    trudno wymagac, zeby ojciec mieszkajacy gdzies dalej, albo w ogole - na drugim
    koncu Polski - mimo calej milosci do dziecka - byl gotowy 24 h na dobe w RAZIE
    czego - bo takich sytuacji nie da sie przewidziec.
    i osobiscie dzwonilabym po pogotowie, albo jechala taksowka z dzieckiem - bo
    szybciej po pierwsze, a po drugie - to ze mną przebywa dziecko i ja odpowiadam
    za nie bardziej w danej chwili - niz dzwonila po Byłego Męża.
    podobnie jak dziecko przebywajace np. czasowo u Ojca - wymaga od niego
    wiekszych obowiazkow niz odmatkiw tym czasie. nie wyobrazam sobie sytuacji w
    ktorej ojciec-Były Mąż majac sowjego synka czy corke u siebie na weekend,
    dzwoniłby po Byłą Zone, bo trzeba dziecko do lekarza wiezc...
    poinformowac drugiego rodzica - owszem, ze chore. jesli ciezko- to natychmiast.
    jesli lzej - to nie ma problemu, zeby zadzwonic pare h pozniej, albo na drugi
    dziennawet. ale przede wszystkim samemu sie zajac natychmiast tym co trzeba -
    czyli dzieckiem.

    IMHO

    pozdr.
  • stepmum 02.09.03, 13:52
    limon_ka napisała:

    > No to mam jeszcze kilka pytań:
    > 1)czy są wydatki z alimentów na dziecko z którymi się nie zgadzacie (np. że
    > coś jest niepotrzebnym zbytkiem)
    W naszym przypadku, wydaje mi sie, ze jakby dziecko chodzilo do troche tanszej
    prywatnej szkoly, to nic by sie nie stalo, no ale coz skoro on chce zeby
    chodzil do jednej z najlepszych w kraju, to niech bedzie, ja tez pewnie bede
    tego chciala dla swoich dzieci.
    > 2)jeśli ojcu pogarsza sie sytuacja materialna i zaczyna płacić mniejsze
    > alimenty lub je nawet zawiesza - jest to chyba pomoc materialna dla niego,
    > zrozumienie jego sytuacji. Jak taki ociec może pomóc swojej ex gdy jej się
    > pogarsza sytuacja materialna? Czy powinno to tylko działać w jedną stronę?
    Hm, ja bym sie wkurzyla, jakby pomagal swojej bylej, choc znajac go placilby
    wiecej, ale tylko dziecku, moze przejalby czesc zakupow dla niego.
    > 3)czy wg was zawsze powinna obowiązywać zasada 50/50 % alimentów na dziecko?
    > Jak to powinno wyglądać kiedy jedno z exów zarabia więcej?
    U nas nie sa 50/50 moj partner jest odpowiedzialny za wyksztalcenie i zajecia
    dodatkowe, matka za reszte.
    > 4)i w czym tkwi problem z obliczaniem wysokości alimentów? Chyba wszystko
    > jest do dokładnego policzenia - może byłaby trudność przy jedzeniu i chemii -
    > ale to też się da wyliczyć - czy problemy wynikają tylko z braku
    > komunikacji między exami?
    No wydaje mi sie jednak, ze to nie byloby takie latwe podzielic dokladnie
    50/50.
  • naturella 02.09.03, 14:15
    A propos samochodu - u nas też tak było na początku. Ex co jakiś czas dzowniła
    i domagała się zawiezienia gdzieś, a to na działkę, a to do lekarza, a to
    odwiezienia dziecka, czy odebrania z wakacji. Żenujące było to tym bardziej, że
    wiedziała, że jest to mój samochód, nasz związek tępiła jak mogła, ale z
    samochodu chciała korzystać. Postawiłam sprawę jasno - dziecko zawieźć -
    owszem, ale ex nie wsiądzie do mojego samochodu. I tak też się stało. Mój mąz
    często jeździ z Młodym do lekarza, czy gdzieś tam, ale nigdy się nie zdarzyło,
    żeby zabrał też ex. Może to i niesprawiedliwe, ale muszę mieć poczucie własnej
    prywatności.
    --
    Uwaga! Mój nowy mail: naturella@mail.konto.pl

    Zapraszam na forum ślubne:

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10678
  • chalsia 02.09.03, 23:59
    Naturella,
    to JEST jak najbardziej sprawiedliwe i fair.
    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • mikawi 02.09.03, 14:29
    > 1)czy są wydatki z alimentów na dziecko z którymi się nie zgadzacie (np. że
    > coś jest niepotrzebnym zbytkiem)

    zgadzam się z wypowiedzią badii

    > 2)jeśli ojcu pogarsza sie sytuacja materialna i zaczyna płacić mniejsze
    > alimenty lub je nawet zawiesza - jest to chyba pomoc materialna dla niego,
    > zrozumienie jego sytuacji. Jak taki ociec może pomóc swojej ex gdy jej się
    > pogarsza sytuacja materialna? Czy powinno to tylko działać w jedną stronę?

    ja się nie spotkałam ze zrozumieniem eks w sytuacji pogorszenia się statusu
    materialnego jej eks męża, nadal żadała takiej samej kwoty co wtedy gdy
    zarabiał tak że mógł jej tyle płacić, jak stwierdziła - to nie jej problem;
    jestem też przekonana (i moj partner niestety już również) że w sytuacji
    pogorszenia jej sytuacji nie będzie czekać na pomoc, tylko jej żądać poprzez
    podwyższenie alimentów na dzieci lub wystąpienie o takowe na siebie (do 5 lat
    może)

    > 3)czy wg was zawsze powinna obowiązywać zasada 50/50 % alimentów na dziecko?
    > Jak to powinno wyglądać kiedy jedno z exów zarabia więcej?

    zasada 50/50 powinna obowiązywac gdy oboje zarabiają mniej wiecej tyle samo i
    status życi ajednego nie odbiega od statusu drugiego i oczywiście w nieco
    starszym wieku dziecka (przedszkolak jest dobrą granicą, ew. I klasa
    podstawówki) - nic nie stoi na przeszkodzie aby mama mogła już w tym czasie
    podjąć zatrudnienie, jeśli do tej pory argumentem przeciw było ciągła opieka. W
    przypadku młodszego dziecka udział finansowy matki powinien byc niższy, ale w
    zdrowych granicach a nie 95/5%

    > 4)i w czym tkwi problem z obliczaniem wysokości alimentów? Chyba wszystko
    > jest do dokładnego policzenia - może byłaby trudność przy jedzeniu i chemii -
    > ale to też się da wyliczyć - czy problemy wynikają tylko z braku
    > komunikacji między exami?

    Zdecydowanie tak. Z jednej strony działa w wielu przypadkach chęć wyrwania jak
    najwięcej bo pieniądze w końcu nie śmierdzą oraz sztucznego zawyżania kwoty
    wydatków (np. tuz przed sprawą dziecko zapisywane jest na multum zajęć
    dodatkowych, które są dobrym argumentem do podwyższania alimentow, po czym po
    sprawie okazuje się szybko, że dziecko nie chodzi już na basen, czy dodatkowy
    angielski). Kolejna kwestia to szantaże wykorzystujące dzieci (jak nie
    zapłacisz wiecej nie dam ci dzieci na święta, wakacje). Kolejna to brak de
    facto zrozumienia trudnych sytuacji życiowych na zasadzie jak ją opisałam
    powyżej. A z drugiej strony - traktowanie przez facetów alimentów jako kasy dla
    eks a nie dziecka (inna sprawa że tez często tak sprawa stawiana jest przez
    eks - dopieprzyć jak najwięcej jako karę za rozwód, nawet jak nie ma winy). No
    i faceci chcieliby tez móc dać cos dziecku od siebie, ponad kwotę wypłacaną ich
    matce, ale ponieważ nie da się kasy cudownie rozmnożyć, narasta frustracja, że
    sa tylko płatnikami.
  • badia 02.09.03, 17:35
    mag_p napisała:

    > 1.sytuacja - rodzice oboje maja jednakowe prawa do dziecka. Ojciec korzsta ze
    > swoich praw i chce byc w pelni zaangazowane w zycie dziecka ( wizyty co durgi
    > weekend itd...prawo decyzji o paszporcie ,o wyborze szkoly i o wychowaniu ,
    no
    >
    > i takze liczac alimenty - wykazuje , ze on moze wozic dziecko).

    Mag nie da się rozstać i dalej być razem. Rodzice rozchodza sie po to, żeby
    założyć włąsne życie, nie ważne czy bedzie to rodzina dwuosobowa matki z
    dzieckiem, trzyosobowa czy inna. Mają oddzielne rodziny. Każda z nich zyje
    własnym życiem.
    Dzieci sa w domu matki, spotykaja sie z ojcem u matki, u ojca lub na mieście -
    do uzgodnienia.
    I te nowe rodziny musza sie nawzajem szanować: każda z nich ma własne plany:
    finansowe na przykład, po to są alimenty, żeby nie było zaskakujacych
    nieprzewidzianych wypadków. Jak byli razem razem, to razem się martwili tym, że
    nagle trzeba zapłacić za SKS. Po rozwodzie ona ma alimenty ale zostaje sama z
    SKSem.
    Każda rodzina moze miec swoje plany odnośnie spędzania czasu, pracy, wyjazdów,
    dlatego spotkania z dziećmi powinny byc ustalone ze znacznym wyprzedzeniem,
    żeby obecnośc drugiego rodzica nie paraliżowała życia drugiej rodzinie. Nie do
    pomyślenia sa telefony, że pomoc natychmiast potrzebna. Przed rozwodem, jak
    byli razem - tak - po rozwodzie - nie.
    Także ojciec nie ma prawa wpadać niezapowiedziany, bo mama może w tym czasie
    miec czułe spotkanie z jego następcą. Koniec. Dwa życia, dwie rodziny, dwoje
    rodziców, którzy swoje rodzicielstwo uzgadniaja, bo dotyczy jednego dziecka,
    ale zawsze planując i określając reguły, które sa akceptowalne dla dwojga
    stron. Jak sie nie mogą dogadać, to od tego jest sąd on rozstrzygnie kwestie
    konfliktowe. I TYLE.
    Ale uzgadniane sa reguły i stałe zasady, na które musi byc zgoda dwojga
    rodziców. A w nawiasie, również nowych rodzin dwojga rodziców.

    --
    badia
  • mag_p 02.09.03, 17:59
    Badia - jesli dwie odrebne rodziny i matak ma sie wioozic z opieka sam. wiec.
    Pownnnas sie zgodzic ze mna ze .
    1. Ojciec nie powinie sie wtraca do wyboru szkoly - ja woze , ja odpowadzam ,
    ja wybieram tak aby bylo dobrze dziecku i mnie...
    2. Ojciec nie powinie miec prawa decydowanie o paszporcie - chce wyjechac z
    dzieckiem na wycieczke wyjezdzam. O ze swoija rodzina wyjezdza . czemu nie my?
    3. To samo z lekarzem....
    i innym sprawam zwiazanymi z ich ososbna rodzina..

    i nie ma telefonow - ja dzis nie przyjde - przyjde w srode... czy cos w tym
    stylu.
    To pozwla stworzyc ososbne rdoziny.
    Ale jesli za pomoc swoich praw. Ojceic prubije rzadzic zyciem rodziny - gdzie
    stam - do ktorej juz nie nalezy - to musi sie liczyc z obowiazkami...
    Ze sie obudza..

    Ale mowie , chce byc dobrze zrozumiana.. Jesli szeroki wachlarz praw , to i
    obowiazkow..



    Jesli chce wspodecydowac - ponos konsekwencje.
    Mnie sie bardzo podoba ten model ktory Ty przedstawiasz i ja pod nim dwoma
    rekami...


    Mag
  • stepmum 02.09.03, 18:08
    Jednago tu nie rozumiem. Jesli on placi alimenty, to dlaczego nie ma praw??
    Czy alimenty w takim razie to kara za to nieszczesne posiadanie dziecka, czy
    chec ponoszenia trudow wychowania?? Do tego on sie chyba do tego dziecka nie
    wystawia? Pomimo, ze byc moze ma rodzine, to ja zostawia, na czas kiedy widuje
    sie z twoim dzieckiem! To chyba tez nalezy do obowiazkow? To dlaczego nie ma
    prawa wspoldecydowac o wyborze szkoly??????????? Placi na to dziecko, widuje
    sie z nim, jest dla niego ojcem, wiec ma wszelkie prawa do wspoldecydowania. A
    przywozenie i odwozenie - owszem raz na jakies czas jak tobie cos naprawde
    wielkie wypadnie to ok, ale regularne odwozenie???? No to juz przesada.
  • mag_p 02.09.03, 18:16
    Wychowywanie dziecka i posiadanie prawa decydowanie o wyborze szkoly itd..
    ponosi za saba obowiazki - chocby dowzu do szkoly , lekrza.
    Zgadzam sie - jesli ktos palci alimenty w ktore wliczone jest czesne za szkole
    prywant a- to takie czesne powinna byc ponoszone - ale czesne moze byc
    ponoszone w roznych szkolach.
    Palcac placisz za to ze dziecko bedzie uczyloo sie w takich szkola, chodzilo na
    taki kurs y - bedzie mialo taki a ytaki stanadrt zycia.
    Ale zapalcenie tego ( po polowie z matka ) nie jest koncie obowiazkow woebce
    dziecka. Nawet spotanie sie z Nim , okreslone wizyty , to nie koniec obowiazkow.
    obowiazki sa rozlegle i placenie alimentow nie daje Ci pelni praw.

    JPrwa dostajez wtedy - gdy masz iui obowiazki...

    Czemu nie codzienne odwozenie dziecka doszkoly?
    to nie Twoje dzieck?
    Dajmy na to matak bedzie je przywozic...

    Takie sama prawa rodzicicelskie - wiec i takie same obowiazki....
    Cos za cos....


    Pozdrawiam - nigdy nie myslam , ze czas spoedzony z dzieckciem to obowiazek -
    tak na marginesie ...

    Mag
    PS. Tak powtarzam w klko to samo.. Bo zastanawiam sie dlaczego facet ma miec
    rowne prawa ze mna - a mniejsze obowiazki..
    Ja tez loze na dziecko w rownym co on stopniu..
    Wiec ..? Tez mamokreslony czas z dzieckiem.. Wiec????


    Pozdrawiam
    Mag
  • stepmum 02.09.03, 18:27
    dlatego wydaje mi sie, ze ty powinnas to robic, bo prawdopodobnie ty
    wystapilas o opieke nad dzieckiem. I skoro ja dostalas, to wzielas na siebie
    ten obowiazek. I z drugiej strony, bez sensu jest, ze on (jesli pracuje, a
    glownie tak jest) musi jechac najpierw do ciebie, a potem do szkoly, skoro
    tobie zajeloby to polowe drogi.
    Wlasnie dlatego, ze placicie po polowie, macie prawo decydowania po polowie.
    Pomijam juz to co wspomniala Badia, ze jesli jest to podstawowka i ty musisz
    dowozic, oczywiscie, ze masz prawo ja wybrac. Jesli on sie nie zgadza to wtedy
    moze zaproponowac inne rozwiazanie.
    Co do tego obowiazku widywania sie, chodzilo mi o to, ze gdyby sie nie
    widywal, na bank powiedzialabys, ze nawet nie sprawia sobie trudu spotkania z
    dzieckiem. A swoja drogo, to w jakiejs czesci jest to obowiazek.
  • mamaadama4 02.09.03, 18:28
    Niestety, facet nie ma tych samych praw. Nie ma prawa do codziennego
    opiekowania się dzieckiem. Sąd przyznał to prawo matce. Nie ma tez ojciec prawa
    do decydowania w codziennych sprawach, matka ma. Nie ma prawa ingerowac w to
    jak wydawane sa jego pieniądze, ktore łoży na dziecko. I to ona ma prawo
    decydowac co będzie jadł, jak będzie się ubierał, jak bedzie wygladał jego
    dzień itd. To sa codzienne sprawy które w gruncie rzeczy buduja człowieka. I
    prawo do kształtowania tego człowieka w życiu codziennym ma matka. Ojcu tego
    prawa nie przyznano gdy w wyroku sądu zapadła decyzja o tym, że dziecko mieszka
    z matką.
    Więc nie ma mowy o żadnej równości praw.
    danka
  • mag_p 02.09.03, 18:41
    Nieprawda - a rozliczenie alimentow- tez moze przed sadem zadac..
    Nieprawda - a polowa wakacji ferii, siwat a co drugi likend a dwa dni w
    tygodniu..
    Policz sobie, jesli dodasz skole , zajecie i prace - mamie zostajprawie to
    samo..
    No wiec..
    tak ja przed sadem mozna zabrac prawa - tak i rozliczyc alimenty...


    Ale zgadzam sie z Toba ., ze jesli pozwala im zyc normalnie , nie wtraca sie
    nie, walczy z matak - po to tylko aby pokazac wladze i kto tu rzadzi...
    I ze on ma prawa , to nalezy uszanowac swoja odrebnosc. Ale jesli chcemy
    rzadzic w drugiej rodzinie - liczmy sie z tym , ze bedziemy miec tam i wieksze
    obowiazki...
    Zgadzam is , ze jesli wykarze , ze znalazl lepsza szkole, ze pomoze
    zorganizowac odbior dziecka , zzawiezinie itd.. Czy znajdzie inne goden uwagi
    rozwiaznie - to rozmaiwac!
    Ale jesli mowi - nie - che ta szkole -- Bo.. i nic ( w domysle takie mam
    prawo) - to przywoaz i odwoz...

    To ze placi po polowie z matak na utrzymuje daje mu takie same prawa - ale i
    ciagle nie zwlania z obowiazkow. tak ja matki nie zwlania ten fakt z obowiazkow.

    Pozdrawiam
    Mag
    Ps. w 100% zgadzam sie z badia
    Na dole
  • mamaadama4 02.09.03, 18:47
    Mag rozmawiać z toba na ten temat to jak rzucać groche o scianę.
    danka
  • mamaadama4 02.09.03, 18:10
    Mag jeżeli ex zona przyjmuje do wiadomości wyrok sądu i nie wnosi odwołania to
    znaczy że nie tylko zgadza się z postanowieniem sądu ale równiez z prawem w tym
    kraju obowiązującym. Tzn, że przyznając matce prawo do opieki nad dzieckiem
    daje ojcu prawo do decydowania w sprawie szkoły, wyjazdów zagranicę itp. matka
    ma oczywiście mozliwość ograniczyc mu to prawo, wystarczy wystąpić do sądu i
    odpowiednio to umotywować. Tak samo w sprawach odwiedzin i wakacji. Z reguły
    jest to jasno okreslone przez sąd. I tyle.
    Chcesz, zmieniaj prawo. Może wasze lobby jest na tyle silne, że dla dobra
    dziecka jest w stanie ograniczyc prawa obywatelskie wyrodnym ojcom.
    danka

  • mag_p 02.09.03, 18:26
    Zgadza sie . Ale ojcie cprzyjmujac wyrok sadu do wiadomosci. zgadza sie , ze ma
    takie same obowiazki co do dziecka jak i matak i powinien uczesticzyc w
    wizytach lekarskich, odwzenie do przedszkola itd.. Nie tylko widzenia. W wyroku
    jest mowa o PRAWACH I OBOWIAZKACH !


    Mag
  • badia 02.09.03, 18:12
    mag_p napisała:

    > 1. Ojciec nie powinie sie wtraca do wyboru szkoly - ja woze , ja odpowadzam ,
    > ja wybieram tak aby bylo dobrze dziecku i mnie...
    Rozsądne, myślałam że z wyborem szkoły chodzi o typ kształcenia: tu ojciec
    pewnie powinien mieć coś do powiedzenia, ale która podstawówka, jeśli Ty
    odprowadzasz dziecko - nie powienien sie wtrącać.
    > 2. Ojciec nie powinie miec prawa decydowanie o paszporcie - chce wyjechac z
    > dzieckiem na wycieczke wyjezdzam. O ze swoija rodzina wyjezdza . czemu nie my?
    Bo polskie prawo zakłada, że mogłabyś nawiać z dzieckiem za granicę, dlatego na
    paszport potrzebna jest zgoda ojca.
    > 3. To samo z lekarzem....
    > i innym sprawam zwiazanymi z ich ososbna rodzina..
    Zgoda, sama wybierasz lekarza do którego sama z dzieckiem jedziesz. A ojcu nic
    do tego.
    > i nie ma telefonow - ja dzis nie przyjde - przyjde w srode... czy cos w tym
    > stylu.
    W żadnym wypadku nie ma takich telefonów, w ogóle najlepiej żeby nie było
    telefonów tylko raz uzgodnione reguły, których wszyscy sie trzymają.
    Ha, chyba jestem tu głównym teoretykiem. Prosze piszcie, jak bajdurzę głupoty.
    > To pozwla stworzyc ososbne rdoziny.
    A to jest przecież cel rozwodu.
    > Ale jesli za pomoc swoich praw. Ojceic prubije rzadzic zyciem rodziny - gdzie
    > stam - do ktorej juz nie nalezy - to musi sie liczyc z obowiazkami...
    Nie, to mu sie grzecznie mówi, że teraz ma inna rodzine "do rzadzenia" a jak
    nie idzie sie z nim dogadać, to ustalasz terminy spotkań i wysokośc alimentów
    wyłącznie sądownie.
    > Ale mowie , chce byc dobrze zrozumiana.. Jesli szeroki wachlarz praw , to i
    > obowiazkow..
    Nie ma Mag ani praw ani obowiązków, do niczego po rozwodzie nie zmusisz
    dorosłego człowieka. Jest Twoja wola i jego wola, dobrze żeby sie spotkały
    wokół "dobra dziecka". On, jeśli nie bedzie chciał nie bedzie miał żadnych
    obowiazków poza alimentami, a ty jeśli tak wyjdzie, nie bedziesz miała żadnych
    praw poza prawem do alimentów. Reszta jest kwestią woli dwojga stron i reguł,
    na które mogą sie razem zgodzić. Reguł nie telefonów. Jak sie nie moga dogadać
    idą do sądu.

    > Mnie sie bardzo podoba ten model ktory Ty przedstawiasz i ja pod nim dwoma
    > rekami...
    Bo to najrozsądniejszy model, żeby życia nie zmarnować na użeraniu z
    człowiekiem, z którym i tak kiedys doszliśmy do wniosku, że nie da sie żyć.

    --
    doświadczona przynajmniej rozwodowo
    badia
  • mag_p 02.09.03, 18:23
    Badia siwte slowa.. O to mi chodzilo...
    Zgadzam sie w 100% procentach!!!!
    Mag
  • badia 02.09.03, 19:01
    Bo może Twój ex jest podobny do naszych ex, tylko płeć się nie zgadza i dlatego
    sie spieramy?
    --
    badia
  • mag_p 03.09.03, 09:02
    Badia ! Cos mi tak wyglada....
    Wy macie z nia zle doswiadczenia, ja z nim...
    Pozdrawim
    Mag
  • zgagusia 02.09.03, 19:07
    w Twoich postach ROI SIE od bledow ortograficznych, gramatycznych i
    literowek... staraj sie przeczytac tekst zanim go wyslesz bo naprawde meczace
    jest czytanie Twoich tekstow i zastanawianie sie nad co drugim slowem co
    naprawde mialas na mysli piszac np. pialsa, matak czy siwte...
    agnieszka
  • chalsia 02.09.03, 22:43
    Mag,
    Zgadzam się z Agnieszką - bardzo ciężko czytać Twoje posty ze zwzględu na
    literówki.
    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • chalsia 02.09.03, 23:26
    Badia,
    Ty nawet nie wiesz ile ja bym dała, żeby tak było jak opisujesz (chyba w 2
    postach w tym wątku). Ale niestety nie jest. Widać jest to zbyt idealny model.
    (I niestety, pewnie nie obejdzie się bez różnych potyczek w sądzie, choćby
    dokładnie z tego powodu, że dość mam karteczek "nie będzie mnie jutro, będę
    pojutrze").
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, za wyjątkiem jednego - nie zawahałabym
    się, by zadzwonić do eksa po pomoc, gdybym miała nieczynny samochód a mały by
    zachorował (mieszkam po za miastem). Ani gdybym utknęła na lotnisku i nie
    wróciła do domu, a dziecko trzeba by było zawieźć rano do np. szkoły. Bo to są
    w końcu sytuacje rzeczywiście awaryjne. A cokolwiek by nie mówić, bycie ojcem
    to RÓWNIEŻ TAKIE obowiązki, nawet jeśli od czasu do czasu. I kwestia nie bycia
    razem, czy posiadania drugiej rodziny niekoniecznie mają tu znaczenie. I to
    jest ważne również dla dziecka, że widzi, iż na ojca można liczyć. Jak również,
    że bez względu na to jakie są układy między eksami, dziecko widzi, iż w
    rzeczywiście trudnych sytuacjach rodzice potrafią wspóldziałać.
    Aczkolwiek nie wiem jak by to było/będzie (mam nadzieję), gdy ja na stałe też
    znajdę "drugiego". Być może w takiej sytuacji takie sprawy jak opisane
    powyżej "spadły by" na niego, no bo taka jest raczej naturalna kolej rzeczy.
    Ale nie zdziwiło by mnie również (teraz, po powstaniu Waszego forum), gdyby
    powiedział "nie, niech ojciec jedzie z dzieckiem do lekarza, jeśli Ty nie
    możesz bo jesteś np. chora, bo to JEGO dziecko".

    Danka się znowu wkurzy, trudno, zawsze może mnie zaznaczyć jako "wroga" i moje
    posty nie będą się jej wyświetlały smile))
    Dużo (o ile nie wszystko) zależy od stosunku eksów. Są i takie byłe pary,
    gdzie, z racji bliskiego zamieszkania, ojciec wozi dzieci do szkoły rano (a sam
    ma własną rodzinę). Tak więc w jakimś stopniu zgadzam się z Mag. I nie uważam,
    by zwrócenie się do byłego z prośbą, by w czasie wizyty u dziecka zrobił coś co
    ma bezpośredni związek z dzieckiem (a czego ja nie potrafię zrobić lub
    zrobienie tego czegoś zajęło by mi 5 razy więcej czasu niż jemu) było czymś
    złym. Oczywiście nie mówię tu o naprawieniu mi telewizora czy furtki, etc, ale
    sprawach tylko i wyłącznie dotyczących dziecka, a zwłaszcza jego bezpieczeństwa
    np. zamontowaniu barierek na schodach czy blokad do otwierania szuflad ze
    sztućcami. Czy to są jakieś bardzo nie do zaakceptowania przez "drugie rodziny"
    rzeczy? (No i eks mówi "tak, zrobię to", ALE pierwsza rzecz zajęła mu 3
    miesiące, a na drugą czekam od 5 tygodni).
    Zgadzam się, że mnóstwo przykładów przytoczonych w tym wątku (np. zepsuty
    samochód 300 km dalej czy rowerek w 2gi dzień Swiąt) wołają o pomstę do nieba.

    O alimentach nie będę się powtarzać, tym bardziej, że mamy na ten temat prawie
    identyczne zdanie Badiu.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • stepmum 02.09.03, 23:40
    Oczywiście nie mówię tu o naprawieniu mi telewizora czy furtki, etc, ale
    > sprawach tylko i wyłącznie dotyczących dziecka, a zwłaszcza jego
    bezpieczeństwa
    >
    > np. zamontowaniu barierek na schodach czy blokad do otwierania szuflad ze
    > sztućcami. Czy to są jakieś bardzo nie do zaakceptowania przez "drugie
    rodziny"
    No przepraszam bardzo, ale czy nie mozesz wezwac kogos zeby ci te blokady do
    szuflad zamontowal. Jak dla mnie przyklady ktore podalas sa nie do przyjecia!
    A od czego sa rzemieslnicy??? Tak, byloby mi to trudne do zaakceptowania,
    jakby moj partner jechal do bylej zamontowac jej blokady do szuflad!!!
    JAk ktos tu napisal, robisz sobie z niego 'pogotowie alarmowe', bo o ile
    potrafilabym zrozumiec np. fakt, ze mieszkacie wszyscy gdzies na wsi i trzeba
    zabrac dziecko do szpitala odleglego, a ty nie masz samochodu i wtedy
    idziesz/dzwonisz do bylego o pomoc, to te szuflady by u mnie nie przeszly. W
    koncu to nie juz twoj facet.
    Ale jesli u twojej 'obecnej' to przechodzi, to brawo dla 'obecnej'. Dla
    ciebie, to napewno wygodne, wiec czemu masz z tego nie korzystac...
  • chalsia 03.09.03, 00:08
    Nie jechać i zamontować specjalnie (bo to rzeczywiście przesada), ale zrobić
    będąc na miejscu - czyli w dniu standardowej wizyty u dziecka.
    Chalsia
  • stepmum 03.09.03, 00:10
    No to juz bardziej rozumiem, ale to juz dobra wola 'bylego', bo tez nie musi
    sie zgodzic...
  • chalsia 03.09.03, 00:12
    A, i nie jest to raczej kwestia "przechodzenia u obecnej", tylko tego co eks
    uważa na temat swojego życia widocznie.
    Chalsia
  • stepmum 03.09.03, 00:25
    Sorry, tu mialam napisac 'obecnych' ale ze wzg na to , ze on to nie rwoj
    obecny pozostalo na obecnej. W tamtym poscie mialam na mysli, twojego ex i
    jego obecna. Tak dla jasnosci.
  • mkatarynka.edziecko 05.09.03, 06:32
    chalsia napisała:

    > Nie jechać i zamontować specjalnie (bo to rzeczywiście przesada), ale zrobić
    > będąc na miejscu - czyli w dniu standardowej wizyty u dziecka.
    > Chalsia

    A co miałoby w tym czasie robić dziecko? Śrubki podawać?


    --
    MKatarynka


    Patyczek w styczniu 2004 zostanie starszym braciszkiem!!! smile)))))

    zapraszam na forum "macochy"wink

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
  • chalsia 05.09.03, 09:13
    A i owszem !!!!
    Albo z rąk mamy (albo ze swojego krzesełka) obserwować jakie to cuda Tata
    wyprawia, żeby mały był bezpieczny.

    Na jednym wątku wycinasz poboczne watki dyskusji, które(co oczywiste, bo takie
    są prawa dyskusji, się zawsze pojawiać będą) być może Ci jakoś osobiście nie
    podpasowały (i tak jakoś wyszło, ze overnight), a na tym wątku sama
    kontynuujesz zupełnie poboczny podtemacik.

    No to albo rybka albo akwarium.

    Pozdrawiam,
    Chalsia

  • mamaadama4 05.09.03, 09:20
    Praktycznie każdy wątek sprowadzasz na poboczne tory. ten, który uporządkowała
    mkatarynka był tego najlepszym przykładem. Weszłaś w niego na początku i potem
    post za postem znowu zakręciłaś koło siebie i twojej jedynie słusznej sprawy.
    Zazdroszczę ci że masz tyle czasu, że w ciągu dnia możesz tak stukać na
    komputerze.
    Jeżeli w trakcie czytania wątku masz ochotę na dyskusję poboczną to po prostu
    rozpocznij nowy wątek.
    Nieeleganckie masz metody prowadzenia rozmów.
    danka
  • chalsia 05.09.03, 13:21
    Wiesz Danka, ja Cię naprawde nie rozumiem. Dla mnie to tak wygląda jakbyś się
    czepiała.
    W tym pobocznym wątku nie było nic na temat jedynie słusznej sprawy (bo i w
    ogóle takiej nie ma). Jakaś część mojej wypowiedzi (dotyczacej sfery marzeń)
    wywołała odzew ze strony Ashan oraz samej MKatarynki, która dwukrotnie
    sama "wyzwała mnie do tablicy" (i sama przez to przyczyniła się do wydłużenia
    pobocznego wątku).
    Jeśli Mkatarynka chce by zalecać się do jej prośby o nie zbaczanie z tematu, to
    sama też do tego (mam nadzieje) będzie się stosować.
    Pozdrawiam,
    Chalsia

    Ps, rzeczywiście za duzo czasu ostatnio spędzam na edziecku, ale to chyba ze
    względu na stres.
  • mamaadama4 02.09.03, 23:44
    (Chalsia ja cię nawet wyciąć mogę)
    Czy wy - mówię o " ex i samodzielnych" - naprawdę myślicie, że my - drugie
    żony czy partnerki to jestesmy jakies bezwolne i bezmózgowe istoty, obarczone
    do tego poczuciem winy za rozwód nie tylko własnych mężów ale i wszystkich
    innych i tylko czekamy na wasze wezwanie do posypywania sobie głów popiołem?
    Chalsia czy to naprawdę tak trudno wyczytac z naszych postów, że nie interesuje
    nas motywacja naszych ex (bo ta jest dla nas jasna), raczej szukamy sposobów
    radzenia sobie z takimi egzemplarzami.
    danka
  • chalsia 03.09.03, 00:21
    mamaadama4 napisała:

    > (Chalsia ja cię nawet wyciąć mogę)
    > Czy wy - mówię o " ex i samodzielnych" - naprawdę myślicie, że my - drugie
    > żony czy partnerki to jestesmy jakies bezwolne i bezmózgowe istoty, obarczone
    > do tego poczuciem winy za rozwód nie tylko własnych mężów ale i wszystkich
    > innych i tylko czekamy na wasze wezwanie do posypywania sobie głów popiołem?

    Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
    A za inne samodzielne i eks się nie wypowiadam. Za siebie mogę powiedzieć NIE.

    > Chalsia czy to naprawdę tak trudno wyczytac z naszych postów, że nie
    interesuje
    >
    > nas motywacja naszych ex (bo ta jest dla nas jasna), raczej szukamy sposobów
    > radzenia sobie z takimi egzemplarzami.
    > danka

    .
    No i błąd podstawowy - może Ci się tylko wydaje, że znasz motywację. Bo
    czytając posty na obydwu forach można się dopatrzeć wielu różnych motywacji. A
    jak wszystko będziesz generalizować do "wrogiego obozu" to Ci się nie uda
    znaleźć TEGO sposobu, który akurat byłby skuteczny.
    Chalsia
  • mamaadama4 03.09.03, 00:27
    Skutecznego sposobu na ex mojego męża to ja szukam u innych "drugich" bo w
    postach "pierwszych zon" ich na pewno nie znajdę.
    danka
  • chalsia 03.09.03, 10:24
    Oczywiście, jak każda z nas robisz jak chcesz. Tyle tylko, że w taki sposób
    limitujesz mozliwości. Bo jeśli postarasz sie zrozumieć (tylko i aż tyle, bo
    aprobować nie musisz i nikt tego od Ciebie nie oczekuje) drugą stronę, to może
    łatwiej będzie wymyślić taki sposób by i wilk i owca były całe.
    I to jest główny powód, dla którego warto toczyć ze sobą dyskusje i rozmawiać.
    To co napisałaś mozna by strawestować na stosunki damsko-męskie = jeśli
    miałabyś problem ze swoim facetem, to co - tylko u innych kobiet szukałabyś rad
    jak sobie poradzić z kłopotem, w ogóle nie starając się zrozumieć (przez
    rozmowę i dyskusję)z czego dany problem u faceta wynika ??????
    Jakos mi się nie wydaje?
    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • ashan 03.09.03, 11:02
    Tak, Chalsiu, rozumienie to fajna sprawa. smile Tylko, że trzeba założyć, że ta
    druga strona też chce pokojowych stosunków, i tu przyznam czytanie postów na
    samodzielnych (a teraz także tu) powoduje, że staję się bardzo ostrożna w
    stosunku do eks mojego męża sad. Nie byłam na macochach raptem jeden dzień i,
    wybacz, kiedy zajrzałam i zobaczyłam posty mag_p... No to wiesz, odechciewa
    się czegokolwiek. Gdzie tu dyskusja, gdzie chęć rozmowy? Baaaaardzo staram się
    (i podczas uczestnictwa w innych wątkach też się starałam) zrozumieć
    postępowanie i emocje jej, tak jak i innych pierwszych (także Twoje), ale
    jeśli spotykam się z tekstem, że bogaty nie zrozumie biednego... No bo co, czy
    ja wychodząc za mąż (w dodatku o zgrozo za faceta z dzieckiem wink) przeszłam
    pranie mózgu?! Nie! Ja pamiętam co czułam, co myślałam, jakie miałam problemy
    i jak je rozwiązywałam wtedy, kiedy sama byłam samotną matką. Nie wchodzę na
    forum dla taniej radochy uczestnictwa w "maglu" i obrzucania się błotem.
    Myślałam, ze mogę czasem pomóc. Ale jeśli wyciągnięta dłoń jest cały czas
    odtrącana, bo z racji mojej obecnej sytuacji jestem wrogiem z założenia? W
    dodatku to forum faktycznie miało chyba głównie wspomagać "te drugie" i Ty
    także w swoich gratulacjach napisałaś, że będziesz tu wpadać POZNAĆ zdanie
    drugiej strony, ale nie NAWRACAĆ na jedynie słuszną drogę. smile
    W dodatku żądania typu "przywieź, podwieź, dziecku i mnie się należy...." jak
    mają nastrajać? Jesteśmy tylko ludźmi. Ja na początku się buntowałam. I
    przyznaję się, że wściekłam się gdy na początku (tuż po naszym ślubie)eks
    zadzwoniła, że natychmiast trzeba zawieźć małego do lekarza, bo ma
    temperaturę. I uważam, że dobrze, że ślubny nie pojechał, bo jeśli natychmiast
    tzn. że wzywam taksówkę (nota bene lekarz dwie ulice dalej) albo pogotowie a
    nie czekam kilkadziesiąt minut na przyjazd tatusia.
    A swoją drogą, nie czekałabym tyle na zamontowanie barierek (dla zasady jak
    sądzę), bo schody to piekielnie niebezpieczna sprawa, a to chyba
    bezpieczeństwo dziecka jest priorytetem.
    pzdrw
    ashan
  • mamaadama4 03.09.03, 11:31
    Wiesz, ja nie konsultowałam do tej pory co mam zrobić ze swoim facetem. Jeżeli
    mam problem, to sama go rozwiązuję. Po raz pierwszy własnie tutaj mam zamiar
    znaleźć ropzwiązanie dla spraw, które powoli przerastają nie tylko mnie. I
    dlatego może warczę, jak ktos odpowiada frazesami bez jakiejkolwiek próby
    postawienia się w mojej sytuacji. Jeszcze raz powtarzam, że nie masz
    doświadczenia w byciu tą drugą - a ja mam i mam do tego doświadczenie w byciu
    samotna matką i to nas różni. A na amnezję nie cierpię.
    danka
  • chalsia 12.09.03, 21:37
    Ja tylko taki kwiatek z własnego ogródka.
    Eks przed pierwszą wizytą dziecka u niego sam z własnej woli zaopatrzył się w
    łożeczko (choć mam w domu turystyczne), pieluchy, chusteczki i krem do pupy,
    ręcznik, odpowiednie mydła i proszek do prania, butelki, kubek niekapek,
    miseczki, łyżeczki.
    Nawet mi o tym (oprócz łóżeczka i ręcznika) nie powiedział, tak, że dla mnie
    oczywistym było, że szykuję dziecko do ojca z CAŁĄ "wyprawką".
    Potem eks powiedział, żebym się zastanowiła co jeszcze może kupić by nie wozić
    się z całym tym majdanem w tę i z powrotem.
    Dałam mu znać, ze w takim razie kaszki i kleiki.
    Odpowiedź od niego brzmiała "niby nie ma problemu, ale dlaczego mam płacić dwa
    razy".

    Nie musiał tego wszystkiego kupować, mały jeździł by do niego ze wszystkim co
    potrzeba, po to eks płaci alimenty. Dla własnej wygody eks zdecydował się na
    zakupy. A tu taki brak konsekwencji wink)

    Smutny śmiech czuję w sobie. I mogę się tylko zastanawiać kto tak naprawdę stoi
    za taką zmianą podejścia - sam eks czy jego obecna (bez urazy szanowne
    forumowiczki). Ale nie ma to znaczenia kto.

    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • mamaadama4 13.09.03, 21:57
    Chalsia - a po co mu proszek do prania jak Mały idzie do niego na jedna noc?
    Ja myslę, że w twoim przypadku znac o sobie dają zbyt duże emocje wynikające z
    uzasadnionego lęku o psychikę dziecka w takich potyczkach między toba a ex.
    Dlatego zakładasz teorię spiskową, że to nowa zabroniła mu kupować kaszkę dla
    syna.
    Tak jak ci pisałam na samodzielnej - spróbuj go przeczekać. Tobie to oszczędzi
    stresów bo one bardziej mogą zaszkodzić twojemu dziecku niż brak ojca przez
    nawet rok.
    danka
  • chalsia 13.09.03, 22:53
    No bo kupił łóżeczko, pościel, (z resztą nie dla małego tylko dla swojego
    drugiego dziecka, ktore jeszcze w drodze), ręcznik a przecież te 2 ostatnie
    rzeczy trzeba wyprać przed pierwszym użyciem.
    I ja naprawdę doceniam, że to zrobił (a kto o tym pomyslał - nie wiem, może on,
    może jego matka, może jego "obecna").
    Pozdrawiam,
    Chalsia
  • zgagusia 13.09.03, 11:02
    limon_ka napisała:

    > 3)czy wg was zawsze powinna obowiązywać zasada 50/50 % alimentów na dziecko?
    > Jak to powinno wyglądać kiedy jedno z exów zarabia więcej?

    oczywiscie ze nie. Przytocze historie mojego meza: kilka lat temu jego eks
    postanowila wyjechac z dzieckiem do Stanow. Nie bardzo mu sie ten pomysl
    podobal, wiedzial ze bedzie widzial syna nie wczesniej niz po kilku miesiacach -
    ale poniewaz chlopak napalil sie na wyjazd do Ameryki zgodzil sie. Od razu
    wynikla sprawa alimentow - eks chciala podwyzki bo tam bedzie wiecej na dziecko
    wydawac ale maz po prostu nie byl w stanie placic wyzszej kwoty. Zaproponowal
    jej zeby zostawila mu dziecko przynajmniej do czasu kiedy sie tam urzadzi a on
    przez ten okres nie bedzie od niej chcial ani grosza na syna - uwazam ze to
    byla bardzo uczciwa propozycja. Eks ja odrzucila, wyjechali oboje od razu.
    Wszystko bylo w porzadku do momentu gdy eks dowiedziala sie ze maz zwiazal sie
    ze mna - natychmiast powrocily zadania wyzszych alimentow i argument ze one nie
    pokrywaja nawet 50% kosztow utrzymania dziecka w Stanach...(zarobki meza w tym
    czasie nie wzrosly ani o zlotowke)
    agnieszka
  • mamaadama4 13.09.03, 21:53
    Nie wiem jak jest teraz i jak jest to w przypadku, gdy dziecko mieszka w USA.
    Znany mi przypadek miał miejsce 10 lat temu i dziecko było w Australii. Ojciec
    miał zasądzone okresowe waloryzowanie kwoty alimentów (ale ustalone były one wg
    polskich stawek) i wpłacał je na specjalnie utworzone konto. Dziecko mogło z
    nich korzystac jak było w Polsce, albo matka mogła dać dyspozycję przelewu.
    Tak więc, nie macie się co bać, że będziecie mieć alimenty wg stawek
    amerykańskich. Tak dobrze to nie jest.
    danka
  • gso 22.09.03, 13:47
    Jakże ja się cieszę, że urodziłem się chłopem.
    To nie jest komentarz do listu poprzedniego ale do wszystkich w tym wątku.
    Tak się złożyło, że jestem samodzielnym tato-mamem, jakoś daję sobie radę sam
    ze wszystkim i do głowy by mi nie przyszło niepokoić swojej ex. Widują się z
    mamą w weekendy co dwa tygodnie tylko po to żeby zachowac jakiś kontakt z
    matką, chodzi o ich potrzeby emocjonalne, przynajmniej ja tak to widzę.
    Ale, jak napisałem na początku, urodziłem się dość szczęśliwie, wydaje mi się,
    że kobietom bywa znacznie trudniej. Dlatego też tatusiowi korona z głowy nie
    spadnie jeżeli czasami pomoże swojej pociesze z poprzedniego życia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka