Dodaj do ulubionych

zrezygnować z macochowania??

29.01.09, 09:23
Jestem około pół roku po ślubie, cołodobową macochą.
Nie umiem odnależć się w nowej sytuacji i nie wiem czy warto się
zmuszać?? M jest nadopiekuńczy w stosunku do syna, zastępuje mu
matkę i ojca...mają relacje partnerskie, mały nie szanuje go, jest
roszczeniowy i rewelacyjnie manipuluje nim..np. pamiętaj jestem
twoim dzieckiem i powinieneś ze mną spać, więcej ze mną spędzać
czasu...choć i tak całymi dniami M tak właśnie czyni. Mały ma prawie
8 lat...ale ma nawet za przeproszeniem pupę wycieraną!! Mały nie
akceptuje swojej matki, rzadko ja widuje, ale od momentu wspólnego
zamieszkania wciąż o niej mówi...jak przyznał M tak wczesniej nie
robił. Z pewnością czyni to specjalnie..mówi np. a moja mama to jest
szczuplejsza od ciebie, a ma ładniejsze tipsy, a ma więcej
koleżanek, a chyba jest bardziej lubiana....wiem z czego to
wynika...a najciekawsze jest to że on praktycznie nie zna swojej
mamy i nie wyraża chęci spedzania z nią czasu ...widuje ją co 3-4
miesiące. Nie mam ochoty życia w takiej sytuacji, dawania się
ranić!!! Było juz wiele rozmów, płacz..itp. Pól roku po slubie nie
mam zycia z mężem bo jest tak zaabsorbowany synem, nie mam uwagi,
poswiecanego czasu, czułości, rozmowy...a tylko niemiłe zachowania
małego, niedpouszczanie mnie do ojca i ta kobiete-ex..jest
wszędzie...na zdjęciach, w rozmowach u teściów, no i u małego...nie
chcę tego, czy to musi byc tak trudne??? dlaczego nie
przeanalizowałam tego wczesniej...bo to się raczej nie
skończy....lepiej być tą pierwszą...albo w ogóle...chyba że lubi się
cierpiećsmilesmile
Edytor zaawansowany
  • konstancja16 29.01.09, 13:55
    a jak bylo wczesniej?

    przed podjeciem gwaltownych ruchow - rozmowa z mezem, to chyba
    oczywiste. osmiolatek ktorego tatus, dotad na wylacznosc, ochajtal
    sie z jakas panna, ma prawo byc zazdrosny, nieznosny,
    histeryzujacy. do tatusia nalezy opanowanie sytuacji i
    dopieszczenie (ale nie rozpieszczanie!) kazdego. oraz wychowanie
    dzieciaka na samodzielnego mlodzienca, a nie na udzielnego ksiecia.

    czy tatus (czyli Twoj maz) widzi problem czy uwaza, ze wszystko jest
    w porzadku?

    --
    Wielka fortuna zależy od szczęścia. Mała - od pracy.
  • 333a13 29.01.09, 14:55
    Moim zdaniem nie należy rezygnować, tylko walczyć. Z jakichś powodów
    wyszłaś za mąż... i dla tych samych powodów należy spróbować ratować
    związek. Skoro mówisz, że Twój M śpi z dzieckiem, czy to oznacza że
    pół roku po ślubie wogóle nie utrzymujecie intymnych kontaktów???
    Następna kwestia... Jak reagujesz gdy Młody opowiada o matce?
    Złościsz sie? Dajesz sprowokować? Jakie są Wasze wzajemne relacje?
    Czy rozmawiałaś już ze swoim M co czujesz???
  • sandra_4 30.01.09, 07:50
    czy mój M nie śpi ze mną????...śpi, ale częssto wraca do łóżka w
    środku nocy od małego, albo w ogóle, tylko sporadycznie kładziemy
    się razem - bo codziennie usypia mełego. Tak samo samiuteńka oglądam
    telewizor, sama wieczorami siedzę....nie zawsze, ale często...jak
    jesteśmy razem to tylko i wyłącznie gramy w coś np. monopol. Mały
    doskonale pilnuje abyśmy nie spędzali ze sobą czasu...wciąż jest
    koło nas, każe w coś grać ze sobą, coś ogladać ze sobą itp....a to
    jest jakiś koszmar!!! Młody opowiada o matce, gdyż chce zaznaczyć
    jej pozycję, przez to i swoją i umniejszyć moją rolę...choć ani ja
    nie jestem od ex grubsza, ani nia mam gorszych tipsów..bo w ogóle
    ich nie mamsmilesmile Tak denerwuje mnie opowiadanie o niej...ale złoszczę
    się tylko w środku, a na zewnątrz podejmuję z nim rozmowę o mamie, z
    szacunkiem dla ex i małego. Relacje z małym..nie wiem...wydaje mi
    się że są pozytywne...ale wciąż przeplatane jego złośliwościami i
    pilnowaniem aby tata był tylko dla niego. Więc w zasadzie chyba nie
    są tak pozytywnesmilesmile Rozmawiałam z M na ten temat chyba z 1000 razy,
    każe mi jakby "odbić piłeczkę" do małego jak jest złosliwy, aby
    zrozumiał że czyni źle...choć M tego tak naprawdę nie widzi tego, ma
    klapki na oczach...jego syn jest wspaniały..pewnie jest, ale zwalcza
    mnie skutecznie. Ja tej piłeczki przysłowiowej nie odbijam, bo mały
    zazwyczaj dokucza mi w towarzystwie swojej rodziny...nie mam
    śmiałości, gdyż każdy mnie obserwuje, bo od tak niedawna jestem w
    rodzinie. A każdy dzień jest dla małego, pod małego i z
    nim....podróż poślubna itp. Wiem że to się nie zmieni...dla M
    najważniejszy jest mały, nigdy ja nie będę nawet w połowie, choć on
    pięknie mówi, ale postępuje inaczej...w stosunku do małego z
    miłości, a do mnie z obowiązku małżeńskiego...choć i mnie kocha, ale
    np. nie przejmuje się tak moją chorobą jak małego...a to boli. Tak
    pewnie bywa w takich związkach...ale mi to nie odpowiada, tak
    chciałabym mieć kogoś dla kogo byłabym najważniejsza tak
    naprawdę...nie odbierając przy okazji praw małego do jego ojca.
  • 333a13 30.01.09, 08:29
    Na przykładzie mojego NM widzę, że z tym pierwszeństwem dziecka bywa
    różnie... A na przykładzie NM i mojego taty twierdzę, że u faceta na
    1 miejscu jest kobieta... Tylko na początku taki "samotny" ojciec
    broni starych układów i podkreśla, że dziecko jest najważniejsze. PO
    pewnym czasie,jak się przekona że partnerka nie jest zagrożeniem dla
    dziecka, nie chce go skrzywdzić i kieruje się jego dobrem, nie
    traktuje jej jak wroga i intruza we wzajemnym układzie i
    wychowaniu... (takie są przynajmniej moje doświadczenia). Co do
    spania partnera z dzieckiem, to mimochodem podsunęłabym mężowi kilka
    odcinkow superniani a później powiedziałabym mu, że robi dziecku
    krzywdę z nim śpiąc gdyż jest już na to za duże i zbytnio go od
    siebie uzależnia. Poza tym Ty czujesz się "tak i tak" nie mając męża
    w nocy przy sobie i dopóki nie nauczy się rozróżniać miłości do
    dziecka i kobiety, ty wolisz spać sama. Ciekawe ile wytrzyma...
    Wracając do Młodego, to nie zgadzam się z Twoim M, że sama powinnaś
    załatwiać sprawy z Małym i być dla niego złośliwa. Na Twoim miejscu
    przy pomocy M pozbyłabym się zdjęć i rażących pamiątek po ex
    (oczywiście pomijając pokój dziecka) i zaczęłabym sama z dzieckiem
    zaczynać rozmowę o mamie... (przy różnych okazjach, w kuchni- jak
    mama coś tam robi, na zakupach - pewnie mamie by się podobało itd)
    Skoro dziecko robi Ci na złość opowiadając o matce, to Ty zacznij o
    niej rozmawiać od czasu do czasu i pokaż Małemu, że ten temat Cię
    nie drażni... Jesli chodzi o Twojego M, to staraj mu się
    uświadamiać, że swoim zachowaniem krzywdzi dziecko.... a może by tak
    zorganizować dziecku jakieś zajęcia pozaszkolne 1-2 razy w
    tygodniu?? Mielibyście troszkę czasu dla siebie??? Napewno nie jest
    Ci łatwo ale chyba warto próbować różnych sposobów naprawienia
    sytuacji. Każdy człowiek jest inny i można do niego dotrzeć na różne
    sposoby, więc próbuj...
  • sandra_4 30.01.09, 11:15
    dziekuję Ci serdecznie za rady....ale te zajęcia dla dziecka 1-2
    razy w tygodniu sąsmilesmile): i przez to widzę męża jeszcze 2 nieraz 3
    gogziny później bo bierze czynny udział w tych zajęciach...takie są
    te zajęcia, sam zresztą zgłasza sie do pomocy, choć mógłby w tym
    czasie być w domu...a sprawia mu to radość i jest wciąż z
    dzieckiem....więc nie chcę już z jego zachłannością na bycie z
    dzieckiem więcej zajęc pozalekcyjnychsmilesmile):
    Jetsem sama przygotowana do pracy z dziećmi trudnymi, ale inaczej
    wyglada sytuacja gdy dotyczy mnie to osobiście...a niestety mały
    jest egoistyczny i barzdo egocentryczny i nawet nie pozwala mi
    zachorować...bo wtedy mówi, że robię to specjalnie aby się z nim np.
    nie bawićsmilesmile):, używa też okropne słownictwo typu wynoś się z
    mojego pokoju...a na to inni mu pozwalają...on jest niesamowicie
    inteligentny i nie pozwoli sobą manipulować...nawet w tym dobrym
    kierunku...zawsze pyta a po co to??? A o co ci właściwie chodzi??? a
    powiedzenie mu że ładnie wygląda to też niezadowolenie, bo uważa że
    pewnie chodziło o coś złego...jest tak podejrzliwy!! Sytuacja jest
    naprawdę bardzo trudna...tatuś nadopiekuńczy, nie ma swoich
    zainteresowań bo wszystko robi dla małego, nie ma dla mnie czasu,
    wszystko robi dla mnie tylko z obowiązku...tyle zyję na tym swicie i
    wiem jak wygląda czynienie czegoś z miłości a obowiązku.....M jest
    tak zaabsorbowany małym że nie ma chyba w jego sercu miejsca na
    nikogo innego..oczywiście mówi o miłości...ale w momencie mojej
    chorobu chociażby nie wykazuje specjalnego zaintersowania czy
    troski...........chyba tak jest z tymi dzieciatymi...............
  • geos 30.01.09, 11:46
    NIe jest tak ze wszystkimi.
    A twój pasierb jest wyjątkowo sprytnym egzemplarzem.
    --

    http://www.zapytajpolozna.pl/cache/8e38d0f13b13a241f8d9b7bbe1297514-0693d016eb7a206667dc7ad35ba2b40c.png
  • liz-beauty 29.01.09, 15:14
    Latwo sie mowi, ale pamietaj, ze Maly jest maly, a Ty jestes dorosla. Nie mozesz pozwolic, by doprowadzal Cie do placzu!!! Traktuj go nie jak swojego rywala, tylko jak dziecko, ktore czuje sie zagrozone. A moze rozmowa z psychologiem, Ty i maz? Ja juz to kiedys pisalam, ale kazda z nas opisuje bardzo podobne zachowania - nadopiekunczy rodzic, wyreczanie dziecka, wynikajaca stad niesamodzielnosc - to ma jakies zrodla i przyczyny! Ja sie postanowilam z boku przygladac, jak moj chlop wszedzie dwunastolatka zawozi, wszystko za niego robi (pakuje i rozpakowuje plecak, pakuje i nosi rzeczy na basen, na narty). Powoli oczy zaczynaja mu sie otwierac i dostrzega, ze rowiesnicy jakby bardziej samodzielni i zdyscyplinowani... Nie poddawaj sie, tylko przeanalizuj swoje zachowania np dlaczego dajesz sie sprowokowac osmiolatkowi, przeciez to jeszcze male dziecko! Trzymaj sie i napisz co wymyslilas.
  • adela38 29.01.09, 17:34
    Chyba na dziendobry warto szanownemu malzonkowi wylac kubel zimnej wody i sie
    wyprowadzic. Sama gadka nic tu nie da, bo gdy ty dalas w swoim mniemaniu palec i
    otwarlas serce, wzieto ci cala reke i nafajdano na glowe.
    Dzieciak tu ma malo do rzeczy bo jest wychowany tak a nie inaczej przez
    szanownego malzonka. Bez terapii szokowej efektu napewno nie bedzie, zas po
    terapii szokowej efekt niepewny i bardzo mozliwe, ze niezamierzony- mozesz byz
    uznana za egoistyczne wcielenie diabla i macoche krzywdzicielke.
    Masz tylko jedno zycie- zadbaj wiec o to by bylo szczesliwe.Jesli ty tego nie
    zrobisz nikt inny tobie szczescia nie da.Pan malzonek moze sie zreflektowac co
    stracil, ale tylko w przypadku rzeczywistej utraty.Ponoc grzeczne dziewczynki
    ida do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chca...inne...milczenie jest zlotem, ale
    warto czasem wrzeszczec i domagac sie diamentow...
  • szymon00 30.01.09, 08:06
    w końcu jakaś normalna odpowiedź, choć przed wyprowadzką dodałbym:
    szczere i mocne poinformowanie szanownego małżonka o swych
    uczuciach, odczuciach i niepokojach.

    Podobnie napiszę: życie jest tylko jedne, a trochę wyrachowania i
    egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
  • koni42 30.01.09, 09:45
    Nie daj się! Jak przyzwyczaisz, to potem juz niczego nie odkręcisz.
    --
    Mam globusa!
  • geos 30.01.09, 10:22
    w takim przypadku "walnięcie męża w głowe" jest jedynym wyjściem.
    Przydałaby sie tez pomoc terapeuty. najpierw tobie, żebys wiedziała jak
    postepowac a potem mężowi, żeby przejżał.
    --

    http://www.zapytajpolozna.pl/cache/8e38d0f13b13a241f8d9b7bbe1297514-0693d016eb7a206667dc7ad35ba2b40c.png
  • elakuz 30.01.09, 12:04
    Sandra
    to nie tak, ze kazdy dzieciaty facet tak ma. Nie zgadzam sie tez z
    tym, ze drugie zony maja gorzej. Wszystko zalezy od faceta, czy
    potrafi zadbac o swoja rodzine, do ktorej nalezysz tez ty. Tu
    brakuje mi checi ze strony meza, aby wasz zwiazek sie udal. Moze
    terapia jak pisza dziewczyny, moze kubel zimnej wody pomoze,
    zwlaszcza, ze mezczyzni lubia konkretne rozwiazaniawink.
    Moge ci napisac, co ja bym zrobila (zakladajac, ze mialabym taka
    sytuacje, bo zupelnie sobie tego nie wyobrazam. Porozmawialabym z
    mezem o swoich uczuciach, potrzebach i zaproponowalabym mu zmiane.
    Jezeli nie dotarloby do niego to, co mowie, odeszlabym.
    --
    "Miłość to triumf wyobraźni nad inteligencja"
  • sta.ri 31.01.09, 00:11
    Ja tez uwazam, ze nie wszyscy eks-zonaci z dziecmi tak maja. Ja
    jestem macocha dopiero od roku, ale moje dotychczasowe doswiadczenie
    mowi, ze nad tzw. "dobrymi relacjami rodzinnymi" trzeba pracowac.

    Na poczatku bylam calkowicie przez dzieci ignorowana, nadopiekunczy
    tatus chcial wynagrodzic traume wtrakcierozwodowa, spalam sama w
    nieswoim lozki (moje bylo okupowane przez tate z 2ka dzieci, bo
    najwieksze), nie moglam zadawac pytan i nie moglam dotykac taty, bo
    dzieci czuly sie chorobliwie zazdrosne. masakra emocjonalna.

    Na szczescie oboje z N jestesmy dosc otwartymi osobnikami i
    rozmawiamy niemal natychmiast o problemach. jak widzial, ze warga mi
    zadrzala, albo lezka poplynela to zawsze znajdowal moment, z dala od
    dzieci, zeby przytulic, otrzec policzki i zapewnic, ze bardzo mnie
    kocha.

    Zgadzam sie, ze czasem trzeba ostro postawic na swoim. jak
    przeprowadzilismy sie do innego domu to powiedzialm, ze do lozka to
    wpuszcze tylko N, nawet jakby mial spac z dziecmi w stolowym na
    podlodze. Efekt byl taki, ze w ciagu tygodnia zorganizowalismy ( ja
    tam chcetnie pomagam w zakupach dla dzici wink)wygodnie spanie dla
    calej trojki big_grin.
    To samo bylo z przychodzeniem moim do domu. Na poczatku bal sie
    nawet dotknac mojej reki przy dzieciach (11latce sie to nie
    podobalo). Powiedzialam, ze czuje sie zle przychodzac z pracy do
    domu gdzie nikt mnie nie wita. I czulam, ze jak N nie zacznie tego
    robic, to dzieci nie beda mnie szanowaly. No bo niby dlaczego maja
    szanowac kogos kogo ich ojciec nie sznuje. Zrozumial smile. Taraz
    przychodze do domu, N daje mi buziaka albo przytuli a dzieciaki
    wolaja czesc.

    Po roku takiego "ustawiania" i pracy DOROSLYCH dzieciaki sa
    wyluzowane, ja wreszcie zrelaksowana i kochana we wlasnym domu,
    lubie obecnosc dzieci (wlasnie przed chwila zakonczylismy wojne na
    poduszki)i chce mi sie pracowac nadal. Podobno macocha moze sie
    nauczyc kochac cudze dzieci, ale moim zdaniem to sie nie uda bez
    madrej pomocy ich ojca.

    Co do twojego przypadku to nie poddawalabym sie jeszcze. Moze
    rzeczwiscie pomoc psychologa by sie wam przydala? Mysle tez, ze
    dobre jest otwarcie mowic o SWOICH uczucich i nie wkurzac sie jak
    dzieciak mowi o prawdziwej mamie. Ona jest i badzie-trzeba
    zaakceptowac i tyle.Jakis komplement tez jej mozesz czasem przy
    dziecku palnac. A co.

    Pomysl moze o tym czego pragniesz i czy widzisz swoje miejsce w tej
    rodzinie.
    Trzymam kciuki i napisz czy i jakie postepy.
    smile
  • bemari 31.01.09, 00:20
    Nie rezygnować!
    Poczuć się dorosłą.Inteligentny mały cię testuje.
    Nie płakać,nie uskarżać się przed mężem.
    Naturalna masz być i tyle!
  • sta.ri 31.01.09, 00:30
    bemari napisała:

    > Poczuć się dorosłą.Inteligentny mały cię testuje.
    > Nie płakać,nie uskarżać się przed mężem.
    > Naturalna masz być i tyle!

    Czyli ma wszystko w sobie stlumic i byc naturalna? Hmmmm....trocha
    sie wyklucza jak dla mnie.

    Czyli zacisnac zeby, mowic sto razy na dzien bede silna, bede
    dzielna, bede silna i sie nie rozplacze. Jeszcze tylko 10 lat, mlode
    sie wyprowadzi, i wreszcie odetchne....uff....Super wizja.


  • ywwy 31.01.09, 08:00
    a ja myślałam, że tylko dziewczynki są trudne.

    Wydaje mi się, że - małemu to niedługo przejdzie, za kilka lat to
    koledzy będą górą, powinien wychodzić na boisko, grać przed kompem
    itd. Nie rozumiem dlaczego ojciec doprowadził do takiej sytuacji?
    Powinien już dawno odciąć pepowinę , bo wychowa mamisynka smile

    Rozmowa z M koniecznie!

    Z drugiej strona Wasze dziecko będzie miało kiedyś opiekuńczego ojca.

    Kto oglądał Gotowe na... ? Ten wątek z macochą i młodą - niezłe co ?
    --
    Mała księżniczka
  • ca.melia 31.01.09, 15:17
    Ja tylko na "słowo"

    On wcale nie jest taki MAŁY. Czy wyście powariowały?? Usypiać co
    noc prawie ośmioletnie dziecko????!!! Poświęcać mu każdą chwilę??

    No bez przesady. To jest duże dziecko, od którego już można
    (nawet trzeba) wymagać. Świat nie będzie się wkoło niego całe życie
    kręcił, a Tata wychowuje go właśnie na egoistę i tyle.
    Każdy ma w domu swoje miejsce, prawa i obowiązki.

    Pierwszoklasista umie już dość czytać, grać na kompie, ma kolegów i
    zabawki w pokoju. I ma w sobie umiejętność zajęcia się
    własnym "sprawami".

    A mówię z doświadczenia, bo posiadam w domu "egzemplarz" właśnie
    w tym wieku. I jakoś sobie nie wyobrażam usypiania córki. Buzi buzi,
    tuli tuli i żegnam. Każde we własnym pokoju.

    Nie daj się absoltunie. To Ty jesteś dorosła i TY z jego ojcem
    dytktujecie warunki.

    a "Mały" jak wyczuł, że może na tym "pojechać", to na bank
    wykorzysta to maksymalnie.
  • bemari 31.01.09, 21:29
    Nie ma niczego stłumiać.Ale też nie robić z igły widły.Mały prowokuje i sprawdza swoje możliwości.Być naturalną IMO to znaczy nie traktować dzieciaka jak przeciwnika i rywala(w to dzieciak wpuszcza). Jak się okaże, że macoszka psychicznie silniejsza, to popatrzy na nią inaczej.Mąż powinien wspierać,ale i samemu warto wywalczyć swoją pozycję - spokojem i konsekwencją(bardzo trudne -zgoda).
    Każdy będzie wolał babkę,co określa jasno reguły, niż histeryczkę doprowadzaną do łez i biegającą na skargę.A dziecko należy sprowadzić do roli bycia dzieckiem,a nie opozycją.
  • sta.ri 01.02.09, 11:03
    bemari napisała:

    Być naturalną IMO to znaczy nie traktować dzieciaka jak prze
    > ciwnika i rywala(w to dzieciak wpuszcza). Jak się okaże, że macoszka psychiczni
    > e silniejsza, to popatrzy na nią inaczej.Mąż powinien wspierać,ale i samemu war
    > to wywalczyć swoją pozycję - spokojem i konsekwencją(bardzo trudne -zgoda).
    > Każdy będzie wolał babkę,co określa jasno reguły, niż histeryczkę doprowadzaną
    > do łez i biegającą na skargę.A dziecko należy sprowadzić do roli bycia dzieckie
    > m,a nie opozycją.

    No teraz sie zgadzam smile A to wymaga duzo pracy nad tzw. "samorozwojem" ale to
    temat na osobnego maila. NIemniej jednak da sie smile

    pozdr

  • crazyrabbit 31.01.09, 20:22
    Nie rezygnować.
    Zacisnąć zęby i wyznaczyć granice - OBU panom!

    Kiedy zaczęliśmy "pomieszkiwać", a potem mieszkać z moim M., moja
    Młoda robiła nam (głównie jemu) jazdę bez trzymanki.
    "Mój tato wszystko robi lepiej, mój tato to, mój tato tamto"...
    Obrażanie, lekceważenie, groźby, że się wyprowadzi do taty, próby
    ucieczki z domu, awantury były na początku dziennym. Koszmar uncertain

    Za radą moich koleżanek (z innego forum notabene), zgłosiłam sie po
    pomoc do psychologów, specjalistów od terapii rodzinnej. Było
    ciężko, ale rady, jakie mi udzieliły owe panie - bezcenne smile

    Poza tym mój M. wyznaczył wyraźne granice. Przez jakis czas było
    źle, ciche dni pomiędzy nim a Młodą, ukryta agresja, tykało jak
    bomba zegarowa. Ale podziałało smile

    Jako matka oraz sporadycznie macocha weekendowa, wiem jedno - dzieci
    potrzebują mieć wyznaczone zasady. To zapewnia im poczucie
    bezpieczeństwa, układa ich rozwalony świat jakoś do kupy.
    Konsekwencja w postępowaniu, spokojna rozmowa, czasem negocjacje,
    oraz rozsądne wyznaczanie kar (tak!).

    Ale u Ciebie jest jeszcze poważny problem z Twoim mężem.
    Może umówisz Was do jakiegoś mądrego psychologa? Osobie postronnej i
    obiektywnej powinien uwierzyć, że musi zmienić swoje postępowanie
    wobec dziecka. Mały nie umie się znaleźć w tej sytuacji, potrzebuje
    pomocy, bo jego własny świat się sypie. Nie wie, czego ma się
    trzymać i walczy.

    Acha, absolutnie puszczaj koło uszu uwagi na temat "cudownej" mamy,
    nie słyszysz ich i nie reagujesz. To ważne!

    Będę trzymać kciuki, żeby się udało. Warto powalczyć.
    Pomyśl, że za jakiś czas mamusia usłyszy "a Sandra to tak fajnie
    umie się bawić" wink
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • bemari 31.01.09, 21:31
    Zgadzam się!
  • chalsia 02.02.09, 14:15
    a mnie zadziwiło co innego - wyszła kobita za mąż i po pół roku się
    zreflektowała - co, nie widziała wczesniej jak jest? Mysłała, ze po
    ślubie się zmieni?.
    Powyższe oraz ton żali (np. że boli ja, ze mąż się "lepiej" chorym
    dzieckiem niż nią w chorobie zajmuje albo to poczucie zranienia jak
    chłopiec swoją matkę wychwalka, choć ona wie, że nie za chętnie ją
    widuje) świdczą, że autorka ma jeszcze daleką drogę do dojrzałości.
    Tak więc facet ma w domu dwoje dzieci, a nie jedno, a z opisu jego
    działań rodzicielskich wynika, że kiepsko działa w tej dziedzinie,
    więc dobrze to całemu układowi nie wróży.
    Sugerowałabym pójście z mężem na terapię rodzinną.
    A także posłuchanie wcześniejszych rad co do olewania tego, co
    chłopiec mówi o swojej mamie. i swobodnego traktowania tego tematu
    (także w postaci samodzilenego zagajania rozmowy na jej temat).
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • sandra_4 02.02.09, 15:03
    chalsia!!!!!!!
    Mylisz się........!!!.....że jest tak źle widzę to już pół roku,
    praktycznie od pierwszego dnia zamieszkania razem po ślubie..przed
    ślubem mieszkaliśmy oddzielnie jakieś 400 kilometrów od siebie...i
    nie jest to kwestia niedojrzałości, rozśmieszyłaś mnie właściwiesmilesmile
    a kwestia racjonalnego spoglądnięcia na sprawę ...np. M przez
    wekeend nie miał przy sobie małego, był z matką i w tym czasie nie
    chciał ze mną praktycznie rozmawiać...tak to przeżywał...czy to też
    kwestia niedojrzałości mojej??? ja nie czuję się raniona
    opowieściami małego o mamie ale formą jaką używa aby mi
    dokuczyć....pozdrawiam chalsiasmilesmile
  • kicia76-0 02.02.09, 15:19
    Sandra a mysleliscie kiedys o wlasnych dzieciach ? moze wtedy sytuacja sie uspokoi?
  • vadera12345 04.02.09, 07:34
    W sytuacji gdy masz wątpliwości czy wytrwasz w roli żony i macochy, decyzja o
    macierzyństwie z aktualnym mężem wydaje się być pochopna.
    Jeżeli tak naprawdę poznałaś męża dopiero po ślubie (odległość 400 km nie
    sprzyja dobremu poznaniu partnera ), a on całkowicie zawodzi Twoje oczekiwania
    jako mąż, to rozważyć należy opcję ewakuacji z tego związku - ostatecznie masz
    jedno życie i niekoniecznie musisz tkwić w toksycznym, niszczącym Ciebie
    małżeństwie.
  • pol_pusta_pol_pelna 03.02.09, 16:34
    sandra_4

    a gdybys zadala swojemu mezowi pytanie po co wlasciwie zakladal z
    Toba rodzine - to jaka bylaby odpowiedz? Zawsze gdy czytam o takich
    problemach zastanawiam sie: po co ci faceci biora sobie zony
    nowe??? (zostawiam na boku cyniczne 'bo gosposia i kochanka
    potrzebna') kiedy ta nowa kobieta jawi sie sie jedynie jako masa
    niepotrzebnych problemow, narzekan, zadan, a przede wszystkim -
    wielkie utrudnienie w przezywaniu tego swietego ojcostwa i
    nieprzerwanej symbiozy ( w skrajnych przypadkach nawet wspolnego
    spania) z dzieckiem? kiedy wyraznie nie maja potrzeby
    WSPOLNEGO 'idzemy przez zycie' - wiec po co komplikowac sobie i
    komus zycie?
  • vadera12345 04.02.09, 07:43
    Gosposia ( czytaj nowa żona i macocha ) jest jednak potrzebna. Trudno pogodzić
    obowiązki pracownika, całodobowego ojca - zawsze przyda się kucharka,
    sprzątaczka. W razie konfliktu interesów ( spać z dzieckiem, czy żoną ) wygrywa
    rola ojca. Natomiast skoro mąż stawia potrzeby żony na drugim, trzecim, a może
    czwartym planie, to po co Ci taki mąż ? Rolę gosposi możesz pełnić przy wolnym
    mężczyźnie, który z wdzięczności przynajmniej sprawi się jako dobry i namiętny
    kochanek.
    Teraz nie masz nic poza frustracją niespełnionej kobiety.
  • szymon00 04.02.09, 10:56
    pol_pusta_pol_pelna napisała:

    > sandra_4
    >
    > a gdybys zadala swojemu mezowi pytanie po co wlasciwie zakladal z
    > Toba rodzine - to jaka bylaby odpowiedz? Zawsze gdy czytam o
    takich
    > problemach zastanawiam sie: po co ci faceci biora sobie zony
    > nowe??? (zostawiam na boku cyniczne 'bo gosposia i kochanka
    > potrzebna') kiedy ta nowa kobieta jawi sie sie jedynie jako masa
    > niepotrzebnych problemow, narzekan, zadan, a przede wszystkim -
    > wielkie utrudnienie w przezywaniu tego swietego ojcostwa i
    > nieprzerwanej symbiozy ( w skrajnych przypadkach nawet wspolnego
    > spania) z dzieckiem? kiedy wyraznie nie maja potrzeby
    > WSPOLNEGO 'idzemy przez zycie' - wiec po co komplikowac sobie i
    > komus zycie?

    a niby ta Pani nie mogła przewidzieć czym "śmierdzi" związek z
    dzieciatym facetm; po Waszych wypowiedziach w tym wątku mam takie
    dziwne wrażenie, że nie jako chcecie być zwolnieni z myślenia, brak
    jakiegoś racjonalnego spojrzenia z Waszej strony na pewne sytuacje,
    a jak coś nie wychodzi po Waszej myśli to cała wina spada na
    mężczyznę (choć bez winny też nie jest), umartwiacie się i
    płaczecie. Każdy chyba jest kowalem swojego losu, każdy chyba ma po
    to oczy aby widziały, uszy aby słyszały i mózg aby mógł analizował.
    Jeśli autorka wątku nie czuje się szczęśliwa w małżeństwie to jest
    intytucja przewidziana w prawie a mianowicie rozwód.
    Każdy ma prawo popełniać błąd, ale każdy błąd zazwyczaj jest do
    naprawy w taki lub inny sposób.

    A tak swoją drogą: dla ojca jak i dla matki dla którego ważny jest
    los dziecka, to dziecko zawsze będzie na pierwszym miejscu i wybryki
    jego dziecka, które dla obcych ludzi są rażące i drażliwe dla
    rodzica bedą małoistotne. I z tym muszą się pogodzić przyszli
    ojczymowie i macochy.

    A czy wogóle widziałśycie aby jakiś ojczym narzekał? Nie nadarmo
    mężczyzna jest istotą nadrzędną tego świata, zaś kobieta tylko
    ozdobą.
  • nsc23 04.02.09, 11:01
    "Nie nadarmo mężczyzna jest istotą nadrzędną tego świata, zaś kobieta tylko ozdobą."

    Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha.
    To wymysliles. Nie no. Dzieki Szymonie, dzieki Tobie moj dzien wlasnie stal sie
    o niebo lepszy - zapewniles mi dobry humor do wieczora (o ile nie dluzej).
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • liz-beauty 04.02.09, 11:05
    Pomijajac to o ozdobach i istotach nadrzednych - faktycznie, jeszcze zaden
    ojczym tu nie narzekal... Nie maja na co? A moze nie narzekaja, tylko jak im cos
    nie pasuje, to biora nogi za pas?
  • chalsia 04.02.09, 17:49
    > A czy wogóle widziałśycie aby jakiś ojczym narzekał?

    widziałam, i to nie raz, na wielu forach (nawet na macochach z raz
    było)
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka