Dodaj do ulubionych

Juz wiem jak to jest, od kogos odejsc kochajac

08.05.09, 21:33

Kochane dziewczyny,

chcialam juz dawno opisac stan mojej teraznieszszej popiepszonej sytuacji, o
ktorej juz wczesniej w roznych watkach pobakiwalam, ale sie balam
"niezrozumienia" z waszej stronysad.....

Jestem teraz w sytuacji ktorej nikomu nie zycze; moj maz jak go poznalam
"mial" juz 2-jke dzieci z poprzedniego zwiazku, wzielam go z calym bagazem i
dostalam "nieblogoslawienstwo" mojej matkismile))))

Dzieciaczki przychodza do nas od 7-miu lat w prawie kazdy weekend i wolne dni,
razem spedzamy wakacje, maja u nas osobne pokoje i co dusza zapragnie, itd.

Do czego zmierzam?: po roku znajomosci z moim mezem, zaczelam pobakowywac o
naszych wspolnym dziecku, no dlaczego nie; kochalismy sie do szalenstwa (i
dalej kochamy), ja mialam i on wspaniala, bardzo dobrze platna i pewna prace,
ale spotykalam sie z oporem mojego wtedy jeszcze nie meza. Dla niego dzieci
byly i sa calym swiatem (co rozumie), i inne plany sie dla niego nie liczyly.

Odkladal nasze plany na pozniej; .....po komuni malej....., pozniej; jak
malemu lekarze postawia diagnoze (psych. trudnosci, brak koncentracji i
autyzm))....., nastepnie jak ex-zona zrezygnuje z alimentow na siebie (ktore
jej nie przyslugiwaly i nie przysluguja)......, .... jak wyjdzie za maz...,
pozniej jak wezmiemy slub (czego na poczatku nie chcialam ze wzgledu na
finansowe sprawy). Bylam cierpliwa, ale pokazywalam mu i mowilam, ze kiedys
bedzie za pozno i bedzie tego bardzo zalowal.

Bardzo cierpialam, ale wierzylam i mialam nadzieje, ze moje marzenie sie
spelnisad (glupia i naiwna wtedy bylam)

5 lat temu, zaczelam juz tak naciskac na mojego meza, ze popuscil.
No i zaczelo sie staranko, ale co z tego? jak co miesiac bylo rozczarowanie.
Po roku poszlam do kliniki, mialam 36 lat, lekarze stwierdzili wszystko
wporzadku, nadal sie starac....... Dni zrezygnowania wypelnialy nam jego
dzieci, angazowalam sie wiecej niz matkasmile, bo to jego krew!!! i jego
genysmile))) bylo fajnie, ale czegos mi brakowalo.

Ten brak poglebil sie, jak jego ex nagle zaczela bronic mojemu mezowi
kontaktow z dziecmi, wrecz szczula na nas dzieci (jak wyszla za maz, za
kochanka, przez ktorego sie rozeszli), wymagala wszystkiego, ale won od dziecisad

Zorientowalam sie, ze niestety to nie moja dzialka i nie moj placsad wtedy nie
wiedzialam dlaczego tak postepowala? myslalm, ze bala sie mojej konkurencji,
ze jej nowy maz mial obawy, ale prawda byla duzo gorsza niz moje niewinne
przypuszczenia.

Teraz wiem; 2-lata temu moj tesc dowiedzial sie od kogos "cos" i to "cos"
okazalo sie prawdasad((((tesc chcial zabezpieczyc swoj majatek przed Ex-zona
mojego meza i przed "podsciepami"(czyt. "wnukami").

Moj maz o tym nie wie!!!!, a dla mnie stalo sie to przeklenstwem, oplacam ten
sekret (przysieglam tesciowi) nieprzespanymi nocami, wyrzutami sumienia, czy
robie dobrze, czy zle, popadlam w depresjesad

Okazalo sie, ze jego syn nie jest jego synem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!sad(((( (o
czym juz wczesniej tu pisalam). Wiem ze moj maz kocha swojego syna ponad zycie
i nie moge mu zburzyc ten swiat, za bardzo go kochamsad(((( bo nic by sie nie
zmienilo jak bym mu o tym powiedziala, a raczej bym mu zaszkodzila, a jego ex
bylo by to na reke, bo zabronila by wizyt u "przybranego" ojca!!!!!! (a robi
to ze wzgledow finansowych i wygodnictwa).

Boze, jak ja cierpie.......sad

Pol roku temu moj tesc mi oznajmil, ze che zrobic test "podsciepowi" (swojej
wnuczce!sad), gdyz przypuszcza, ze to tez nie dziecko jego syna! powiedzialam
mu niech robi co chce, ale ja o tym nie chce wiedziec. Od dwoch miesiecy
dziadkowie odmawiaja wszystkie terminy wizyt wnukow! wiec przypuszczam,
ze......sad((((

Po nieudanym ICSC w kwietniu zaczelam robic "nieuzasadnione fochy" mojemu
mezowi (coz, on jest nieswiadomy mojej wiedzysad((((((, a ja jestem tylko
czlowiekiem, i nie wiem jak mam sie wyladowac....., postepuje jakbym chciala
go ukarac, ze wczesniej zwlekalsad, a on to lyka (co jest jakby nie bylo prawda).

Pasierby mojego meza, ktore przychodza w dalszym ciagu do nas, staly sie mi
obojetnesad draznia mnie, a wrecz je unikam...

Jak moj maz sie cieszy, ze "jego dzieci" maja zamiar przyjc nie planowanie, to
mam mu ochote cala prawde wygarnac i bardzo brzydko odpowiedziec, ale sie
powstrzymuje, gdyz przysieglamsad((

Nie zaz chcialam mu to wykrzyczec, ale cos mi na to nie pozwalalo......,nie
chce zeby cierpial.......Mam jedno, jedyne rozwiazanie; musze od niego
odejsc.........., zyje w klamstwie, ktorego sie brzydze, a to rozwiaze
wszystkie MOJE problemy.....

Teraz moj maz zmusza mnie wprost do nastepnej proby inVitro, ale ja juz nie
mam sily, wiem, ze nie ma sensu, za pozno, mam zal do
niego,...................chce odejsc, i czuje sie jak lajdak oklamujacy
wlasnego mezasad((( chcialam dobrze!!!!!dla niego i tamtych dzieci!!! a sama
sie ujarzmilam swoja przysiega.

Posunelam sie do tego stopnia, ze zablokowalam ksiazeczki oszczednosciowe
dzieci bylej partnerki mojego meza (ktore ja zalozylam), myslalam, ze mi
troche ulzy....., pudlo.....

Prosze nie myslcie, ze jestem trolem, jest to moja autentyczna historia mojego
popiepszonego zycia.

Nie wiem, kto u gory pisze moj scenariusz zyciowy, ale wiem, ze ma fantazje i
chce mnie zniszczycsad((( Na potwierdzenie tego przypuszczenia napisze, ze moj
Ex tez mial nieslubne dziecko (w czasie naszego malzenistwa), ktore wyszlo na
jaw jak zachorowalo i potrzebny byl przestrzep i badanie mojego wtedy meza, na
ktore sie moj maz nie zgodzil, a pozniej byl placz i zgrzytanie
zebow......,wnioslam o rozwod........., a tez go bardzo kochalam.........

Ps.
Nie wierze w czary mary, wrozki i inne stwory, ale 25 lat temu w parku wrozyla
mi stara cyganka (tak dla zabawy), i mi powiedziala; ze bede odchodzic
kochacjac.........wtedy nie rozumialam tego, bo jak mozna od kogos odejsc
kochajac, ale teraz rozumie......

Edytor zaawansowany
  • 08.05.09, 21:44
    luna a ty jestes pewna ze twoj maz nie wie ze to nie sa jego biologiczne dzieci?
  • 10.05.09, 19:42
    Mnie bardzo zastanawia fakt, dlaczego teść nie chce powiedzieć o tym
    swojemu synowi...? Nikt nie lubi być oszukiwany i tu zgadzam się z
    opiniami, że należy powiedzieć o tym mężowi. Ale też spróbowałbym
    poradzić się jakiegoś psychologa w tej sprawie, co zrobić. Ale
    znając życie - prawda prawie zawsze wychodzi na jaw, a to, że
    ukrywałaś coś tak ważnego przed mężem może zniszczyć to co jest
    między Wami.
    Wydaje mi się, że ja porozmawiałabym z teściem o tym, że nie
    potrafię żyć z takim ciężarem i że powinien to zrozumieć. Inną
    sprawą są dzieci, bo jeśli to co powiedział teśc jest prawdą, to one
    jeszcze bardzie niż ojciec zostały parszywie oszukane. I nie są
    niczemu winne - karanie ich taką wiedzą myślę, że mogłoby przynieść
    strasznie dużo krzywdy w ich psychice. A swoją drogą "niezła" ta
    eks - wyciąga kasę na obce dzieci i jeszcze na siebie... . Masz
    naprawdę trudny orzech do zgryzienia i cokolwiek postanowisz, to
    będzie bardzo trudne. Trzymam kciuki za podjęcie jak najlepszej i
    najmądrzejszej decyzji.
  • 09.05.09, 01:32
    Czasem trzeba odejść, żeby wrócić.

    Trzymaj się.

    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
    Szczecin
  • 09.05.09, 08:30
    Luna67... Jest powiedzenie "prawda cie wyzwoli"
    To co rozwala wasza milosc to brak prawdy w waszym zwiazku.
    Jesli go kochasz to daj mu wreszcie szanse.Porozmawiaj z nim w odkryte
    karty.Powiedz wszystko co wiesz.Te dzieci maja tez gdzies swojego biologicznego
    ojca.Byc moze on nic o nich nie wie, a moze wie...Twoj maz ma prawo byc ich
    przybranym ojcem jesli chce.Ma prawo je lubic, kochac, byc przywiazany... to
    ludzkie.Przekona sie tez o jakosci tej relacji- czy to milosc do tych dzieci
    jako bliskich osob czy milosc do przedluzenia swojego ja...Ty ukrywajac prawde
    krzywdzisz go.Krzywdzisz tez sama siebie.Po co?Co do starania o dziecko-
    starajcie sie.Najwyzej sie nie uda, ale wlasnie to wspolne staranie laczy pare.
    Co do kasy...proponuje wyrwac chwasta...odciac sie od pijawki...zlozyc do sadu
    pozew o oszustwo...w tej sytuacji on, wy jestescie ofiarami bezczelnego oszustwa
    i powinniscie sie bronic i starac o wymierzenie sprawiedliwosci.Oszustka powinna
    conajmniej byc zdemaskowana przed wszystkimi.Dzieci tez powinny znac
    prawde.Wychowane przez oszustke, majac jej geny sa w wielkim niebezpieczenstwie,
    ze w swoim zyciu beda powielac jej wzorce zachowania.Tak sie naucza, ze oszustwo
    nie poplaca.
  • 09.05.09, 13:10
    ... czyli stanąć w obliczu prawdy.

    Na teraz każdy chowa w sercu kawałek tajemnicy, cierpi latami, a może i całe
    życie. Zresztą co to za tajemnica: przecież tylko ojciec nie wie, że ma "obce"
    dzieci.

    A gdy się dowie (co jest prawie pewne, choćby po śmierci dziadków) to wcale się
    nie zdziwię jak rzuci całe towarzystwo w diabły. Za okłamywanie przez całe życie.
  • 09.05.09, 15:20
    nie bardzo rozumiem ale napisałaś że teść przeprowadził jakieś
    badanie po którym wyszło że to nie są dzieci twojego M.Jak to się
    mogło stać, skoro aby to stwierdzić musi być pobrany "materiał"
    również tatusiowy, mamusiowy i dziecka. Chyba że czegoś nie
    zrozumiałam
  • 09.05.09, 18:15
    Wystarczy material tatusia i dziecka...i nie chodzi tu o krew...zwykle to wymaz
    z blony sluzowej np policzka, slina,plyny ciala... ponoc wlosy tez mozna
    wykorzystac ale tu nie wiem napewno...W kazdym razie nie potrzeba pobierac krwi...
  • 09.05.09, 22:59
    można też użyć materiału genetycznego pobranego od babci, dziadka i wnuka, żeby ustalić, czy ich syn, jest ojcem dziecka.


    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
    Szczecin
  • 09.05.09, 18:22
    postaram się doradzić na sposób logiczny (niektórym pewnie może wydać się zimny, ale nie o to tu chodzi)
    Po pierwsze- doradzam wizytę u psychologa bądź psychiatry. Zawsze to inaczej opowiadać coś żywemu człowiekowi, niż pisać na forum. Z twojego tonu wypowiedzi wynika, że jesteś bardzo roztrzęsiona- być może jakaś depresja? Są na to naprawdę dobre leki, a lekarz na pewno pomoże ci bardziej niż my. Jeśli masz możliwości finansowe, tym bardziej. do psychiatry nie trzeba mieć skierowania
    Po drugie- jednak opowiedzieć prawdę mężowi. Małżeństwo nie jest tylko na dobre dni, także na trudne. tutaj masz właśnie przykład tych trudnych spraw. Jedno pewne-razem wam będzie łatwiej. Jest takie powiedzenie "smutek dzielony jest połową smutku, radość dzielona jest podwójną radością"
    Po trzecie- nawet jeśli nie są to biologiczne dzieci twojego męża to przecież to chyba nie umniejsza waszego do nich przywiązania. skąd pomysł, że jakby mąż się dowiedział, to przestanie mu zależeć na nich? nie moge uwierzyć, że tak by się stało
    Po czwarte- razem porozmawiać z dziećmi. nie trzeba im mówić wszystkiego (ile mają lat?), wystarczy wyjaśnić, że macie teraz gorsze dni i może dlatego jest w domu mniej wesoło i przyjemnie, ale nadal je kochacie
    Po czwarte i po piąte- nie napędzaj się sama smutkiem. postaraj się, gdy chwyta cię panika jakoś to rozładować, wyjść gdzieś
    Pozdrawiam i życze wytrwałości. Ucieczka jest łatwym rozwiązaniem, ale na dłuższą metę nie daje radości
  • 09.05.09, 22:55
    Cześć Luna, (dawno nie pisałam, bo już słów szkoda, pewnie sporo "nowych" nawet mnie nie pamięta, ale często tu zaglądam)
    pamiętam jak często pisałaś o "swoich" dzieciakach.
    Nikt Cię tu nie będzie potępiał, za dużo swojego życia u zostawiłaś smile .
    Moim zdaniem (niekoniecznie słusznym) powiedz co wiesz, pewnie spotkasz się z niedowierzaniem, szokiem....
    pewnie będzie cięzko. Ale myślę że warto. Nikomu z bliskich nie wolno obciążać " słowem" w tak trudnych sytuacjach. To teść powinien sam powiedzieć o wszystkim, a nie obarczać Ciebie - nie dość że paskudną sprawą to jeszcze "niemówieniem".
    Trzymaj się pozdrawiam
    --
    Kobiety nie można zmienić, można zmienić kobietę, ale to i tak nic nie zmienia
  • 10.05.09, 07:39
    przekonalam sie juz w moim poprzednim i tym malzenstwie, ze trzeba
    byc szczerym. Klamstwo lub zatajenie prawdy moga wiele( jezeli nie
    wszystko)zepsuc. Znasz dobrze swojego meza, wiesz jakie sa jego
    uczucia wobec ciebie i dzieci, wiec bedziesz umiala z nim
    porozmawiac madrze i nie zepsuc waszych wzajemnych relaji.
    A moze facet o tym wie i mysli, ze ty nie wiesz a rozmowa spowoduje,
    iz odetchnie z ulga.
    Co do dziecka to starajcie sie, ja popelniam ten blad, ze boje sie
    ciazy, nie wiem, czy jestem gotowa na dziecko a latka leca i zaraz
    moze byc a pozno ( o ile juz nie jest). Wiem jednak, ze robie blad
    wiec moze zmadrzeje. W twoim przypadku jest o tyle latwiej, ze
    decyzje podjelas, wiec walczcie. Tyle juz razem przezyliscie, ze uda
    sie i towink I nie mysl o odejsciu skoro jest miedzy wami milosc.
    --
    "Miłość to triumf wyobraźni nad inteligencja"
  • 10.05.09, 17:25
    Luna, ja nie widze zwiazku.
    To w ogóle nie jest Twoja sprawa - to sprawa miedzy Twym Mezem, jego ex, w jakis
    sposob - tesciem, ktory w calej sprawie odgrywa dosc ohydną rolę.
    Ty kochasz Męża, on kocha dzieci - i tyle Cie obchodzi.
    Bezplodny nie jest, bo gdyby był, to by wyszło przy in vitro. Wiec mozecie
    jeszcze miec dziecko.
    I nie dawaj sie wrobic w role poslańca złych wiadomosci - własciwa osoba jest
    Ex, ewentualnie piekileny dziadunio.
    Poza tym - jaka Ty masz pewnosc, ze dziadunio mowi prawdę, a nie są to urojenia?
    moi tesciowie mojej córki sie nie czepiali, bo jako noworodek wygladała wypisz
    wymaluj moja świekra - ale juz jak sie urodzila jej siostra, nie wahali sie
    insynuowac, ze to nie dziecko mego exa. A obie dziewczyny naprawdę do siebie
    podobne, i nie po mamusiach, raczej. Ale tesciowie tej dziewczynki znac nie
    chcą, nie wiem dlaczego - w przeciwieństwie do mojej mamy, która dzieci Exa i
    Next polubiła, widuje czasem - a przecież nie "jej krew".
    I jeszcze jedno - dzieci zapewne o niczym nie wiedzą, Twoj Maż to dla nich
    ojciec - i słusznie, bo je chował od noworodków, to troche wiecej niz byc dawcą
    spermy. To jest ich tato - jaki sens w to wkraczac? Dzieci to dzieci, nie
    powinny ponosic konsekwencji grzechów rodziców, jesli tylko sie da.
    Luna, ten pomysl pogadania z kims jest naprawdę dobry, chociaz nie wiem po co
    zaraz psychiatra, proponowałabym psychologa, jest cos co sie nazywa "pomoc
    psychologiczna", kilka spotkań dla osób, ktore są w trudnej sytuacji.
    I zaczekaj z tym porzucaniem meża, proszę, bo tak wychodzi, jakbys chciala go
    porzucic za to, ze został zdradzony (co zreszta wcale nie jest pewne).
    Pozdrawiam Cie serdecznie
    nanga
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 11.05.09, 09:49
    współczuję sytuacji... ale nie rozumiem dlaczego chcesz opuścić męża
    skoro się kochacie i dobrze Wam się układa... To nie Ty wywołałaś
    burzę i narobiłaś tego całego bałaganu!!! Jeśli nie potrafisz żyć w
    kłamstwie, to pogadaj ze swoim mężem o podejrzeniach teścia. Nie
    należy za wszelką cenę bronić pewnych tajemnic bo wcześniej czy
    późnej prawda wychodzi na jaw. Twój mąż jako odpowiedzialny, dorosły
    człowiek zadecyduje, czy w takim przypadku chce wiedzieć czy są to
    rzeczywiście jego biologiczne dzieci i zrobi badania, lub też nie...
    Jeśli chodzi o Waszego wspólnego Malucha, to nie rozumiem dlaczego
    miałabyś z niego rezygnować??? Jeśli się okaże, że jest już za późno
    może pomyślicie o adopcji??? Moje zdanie jest takie, że w imię nawet
    największej miłości nie należy rezygnować ze swoich podstawowych
    potrzeb i marzeń. Więc walcz dziewczyno o swoje macierzyństwo
    niezależnie od wiecznych problemów rodzinnych Twojego partnera, bo
    jak sama wiesz mężów można mieć kilku big_grin
  • 11.05.09, 19:49

    Bardzo rzadko tu ostatnio piszę, bo wkurza mnie nagromadzenie wszelkiej maści
    troli i stado świętojebliwych macoch, które z upodobaniem nawołują do plucia w
    gębę przez pasierby, w imię idei "wszystko wolno dzieciom skrzywdzonym przez los".
    Ale do rzeczy....
    Luna, kochana, czytam Twoje posty od kiedy zaczęłaś piać na tym forum. To, że
    chłopczyk nie jest biologicznym dzieckiem Twojego męża wiedziałaś przecież od
    dawna. To, ze dziewczynka nim nie jest domyślałaś się. To, że dziadek zrobił
    testy i ma na to dowód jest dziadka sprawą i ja osobiście popieram go.
    zrobiłabym dokładnie to samo. To nie chodzi o dzieci, jak niektóre nawiedzone
    próbuja udowadniać.
    Albowiem dzieci są narzędziem w ręku cwaniary (czytaj exi), która chce poprzez
    nie osiągnąć pewne korzyści materialne (czytaj majątek dziadków i alimenty od
    pseudo-ojca). Pewnie oburzenie święte zapanuje teraz..... Jeden pisk o tym, że
    wszystkie dzieci nasze są i się je kocha nie za DNA i takie tam inne pierdoły.....
    Nie!
    To jest zwykłe OSZUSTWO. To tak jakby komuś sprzedać świnię i wmówić mu, ze to
    ARAB pełnej krwi.
    Masz zasrany obowiązek powiedzieć mężowi prawdę.
    Co on z nią zrobi to jego sprawa. Może dalej na te dzieci łożyć, moze je kochać,
    może im spadki po sobie zapisywać, ale świadomie, że to nie jest krew z jego
    krwi, ale wmówiony mu przez exię czyjś dzieciak.
    W małżeństwie liczy się uczciwość. A Ty masz być uczciwa wobec niego, a nie
    wobec teścia, teściowej i obcych dzieci, które dodatkowo działają ci na nerwy.
    Facet został raz skrzywdzony przez wredna sukę, która wmówiła mu dzieci jako jego.
    Po raz drugi jest oszukiwany przez własnych rodziców.
    Teraz ty chcesz mu to zrobić?
    Bądź Ty jedna uczciwa w tym cyrku.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 11.05.09, 20:00
    Pomijajac wszelkie inne aspekty, jeśli to Luna mu powie, on podswiadomie JĄ
    właśnie bedzie uważal za tego, kto mu odebrał jego dzieci.
    Nie bez powodu mordowano poslańcow przynoszacych zle wiesci.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 11.05.09, 20:58
    nangaparbat3 napisała:

    > Pomijajac wszelkie inne aspekty, jeśli to Luna mu powie, on podswiadomie JĄ
    > właśnie bedzie uważal za tego, kto mu odebrał jego dzieci.
    > Nie bez powodu mordowano poslańcow przynoszacych zle wiesci.


    Wtedy przynajmniej będzie miała autentyczny powód, aby od niego odejść.
    Jeśli odejdzie nie mówiąc mu o co "kaman" robi sobie i jemu krzywdę.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 11.05.09, 21:33
    Luna robi komus krzywdę???
    To Lune skrzywdzono - w tej konkretnej sytuacji dziadyga, ktory jej rękoma chce
    zalatwic swoje porachunki z synową - juz abstrahuje, ma dziedek racje czy nie
    (bo zadnych dowodów nie widzielismy - od kiedy moja swiekra opowiadala po
    mieście, ze leczenie dysplazji jej wnuczki, a mojej corki, bylo niepotrzebne -
    mimo zdjec roentgenowskich, ktore ogladala - a jest pediatrą - nauczylam sie
    sceptycznie podchodzic do wszelkich opowiesci).
    W kazdym razie dziadunio to jesli nawet nie klamca - wredny manipulant. Powinien
    albo rozmowic sie z synem i to w cztery oczy najpierw, albo trzymac gebę na kłódke.
    Chcialabym tez przypomniec inną dyskusję (eufemizm) na podobny temat, kiedy -
    juz po obroceniu w perzyne calego zaufania i wszystkich dobrych uczuc, jakie w
    tej rodzinie były, chlopina, ktoremu uroilo sie, ze go zona zdradzila przed 17
    laty, dostal wynik badania i okazalo sie, że corka jest jak najbardzioej jego
    wlasną rodzona corką, krew z krwi i kosc z kości.
    Ale tego, co podejrzenia zniszczyly, juz sie nie dało odbudowac - mimo pewnej
    poprawy sytuacji, gdy okazało sie niedawno, ze żona cierpi na poważną chorobę
    nowotworową.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 11.05.09, 22:19
    nangaparbat3 napisała:

    > Luna robi komus krzywdę???
    > To Lune skrzywdzono

    A tutaj cytat z luny:

    "Nie zaz chcialam mu to wykrzyczec, ale cos mi na to nie pozwalalo......,nie
    chce zeby cierpial.......Mam jedno, jedyne rozwiazanie; musze od niego
    odejsc.........., zyje w klamstwie, ktorego sie brzydze, a to rozwiaze
    wszystkie MOJE problemy....."

    O tym piszę, że ona teraz krzywdzi jego i siebie.
    Luny nie obowiązuje lojalność wobec teścia (czyt, nanga: dziadygi) tylko wobec męża!
    Nie mówiąc mu o co chodzi i odchodząc robi sobie i jemu krzywdę.
    Mówiąc mu PRAWDĘ robi "krzywdę" chciwej i oszukańczej suce (exi), bojaźliwemu
    teściowi, który wie i zabezpieczył juz swój majatek przed bastardami i w chwili
    jego śmierci i tak mąz luny się dowie o ślicznej niespodziance.

    Poważnie uważasz, nanga, że życie w kłamstwie całej rodziny jest lepsze od prawdy?

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 11.05.09, 22:32
    > Mówiąc mu PRAWDĘ robi "krzywdę" chciwej i oszukańczej suce (exi), bojaźliwemu
    > teściowi, który wie i zabezpieczył juz swój majatek przed bastardami i w chwili
    > jego śmierci i tak mąz luny się dowie o ślicznej niespodziance.

    a także ewentualnie zrobi krzywdę niczemu nie winnym dzieciom bo nie wiadomo jak
    mąż zareaguje.

    Odchodzić od męża? Nie. Mówić mu - tez nie. A co zrobić? Może przestać o tym
    mysleć na zasadzie "nie moje małpy, nie mój cyrk".
    I nie przyznawać się mężowi do tej "wiedzy" - w końcu wyników badań DNA nie
    widziałaś, a stary dziadyga nie musi być wiarygodnym zródłem informacji.
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 11.05.09, 22:37
    aaaa, jeszcze pytanie do Luny - takie do wewnętrznego zastanowienia się.

    Piszesz, że nie możesz życ w kłamstwie. To znaczy, że co? Przecież TY go nie
    okłamujesz. Tobie jest po prostu niewygodnie trzymać tę wiedzę w sobie. To mniej
    więcej tak samo, jak po latach przyznanie się mężowi/żonie z dawnej
    zdrady/romansu. Po co? By z siebie zrzucić ciężar, a nie po to, by cos dobrego
    dla tej drugiej osoby z tego wynikło.

    A pytanie brzmi - małemu dziecku adoptowanemu też byś powiedziała, że jest
    adoptowane, bo byś nie mogła w "kłamstwie" żyć?
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 11.05.09, 22:57
    powiedzieć, nie powiedzieć, powiedzieć.. nie... tak... nie...?
    można tak w kółko.

    co do tej obietnicy danej dziadkowi/teściowi...
    wg mnie wiążąca w pierwszej kolejności jest lojalnośc wobec męża.
    i nie ukrywanie przed nim takich informacji, nawet jeśli to bzdura, wymysł teścia i manipulacja jakaś.

    Luna - jeśli nie wiesz, czy to na 100% prawda, ale jeśli ciebie to dręczy jakoś (że ukrywasz przed mężem to, co powiedział ci teść) - to dlaczego najnormalniej w świecie nie możesz pogadać o tym z mężem?

    nie na zasadzie: "Kochanie, dowiedziałam się, że twoje dzieci nie są twoje!", ale na zasadzie: "Kochanie, teść opowiada mi jakieś dziwne historie... czy ty wiesz, że on robił badania DNA wnukom??".
    nie oceniaj, nie mów o tym jako o prawdzie w 100%, do ktorej jestes juz z gory przekonana, tylko POINFORMUJ męża o tym, co tesc powiedzial. o badaniach.

    ...po czym zostaw to do obgadania pomiedzy nimi dwoma. niech twoj maz zalatwia takie sprawy sam z ojcem swoim.

    Na miejscu twojego meza chcialabym wiedziec, ze moj ojciec robi jakies takie dziwne ruchy w kierunku ustalania, czy moje dzieci są naprawde moje (czy sa jego wnukami). A ty nie musisz opowiadac sie po stronie niczyjej. to TYLKO informacja.

    Lojalnosc wobec meza - czy obietnica wobec tescia?
    Lojalnosc wobec meza. Bez zastanowienia.

    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
    Szczecin
  • 11.05.09, 22:52

    chalsia napisała:
    >a także ewentualnie zrobi krzywdę niczemu nie winnym dzieciom bo nie wiadomo ja
    > k
    > mąż zareaguje.

    A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu (złośliwie i z premedytacją, bo z
    takim działaniem mamy tutaj doczynienia) to tez wolałabyś o tym nie wiedzieć?
    Czy chciałabyś aby Twój mąż, który o tym wie, milczał?
    Rzecz jasna dla dobra niewinnego dziecka, bo nie wiadomo jak mogłabyś zareagować?

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 11.05.09, 22:54

    Luna jest zobowiązana do uczciwości wobec SWOJEGO męża a nie CUDZYCH dzieci!!!!
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 11.05.09, 23:40
    Jak juz mamy sie zajmowac krzywda biednych dzieci to wokol jest mnostwo dzieci,
    ktorym sie wiedzie duzo gorzej niz tym...Mozna pieniadze oddac chocby na dzieci
    z domu dziecka, albo na jakies hospicjum.Nie jest zadna krzywda dzieci niedanie
    im tego co im sie nalezy.Krzywda wobec dzieci jest ukrywanie ich pochodzenia,
    pozbawianie ich swoich prawdziwych ojcow i korzeni.To oszustwo krzywdzi tez
    prawdziwych ojcow tych dzieci, bo okrada ich z mozliwosci ojcostwa.Ukrywanie
    prawdy przez zone przed mezem,w sytuacji gdy to ukrywanie pociaga za soba
    konsekwencje zycia w klamstwie i pozbawiania jego szans na prawdziwe biologiczne
    ojcostwo jest swinstwem wobec niego i skrajna nielojalnoscia.
  • 12.05.09, 00:49
    natasza39 napisała:

    >
    > Luna jest zobowiązana do uczciwości wobec SWOJEGO męża a nie CUDZYCH dzieci!!!

    To nie są "cudze" dzieci, tylko dzieci, ktore maz Luny kocha.
    To jest tak, jakbys powiedziala, ze mogę rozwalic samochod męża, bo to cudzy
    samochód. Albo - zeby juz prowadzic paralele dalej - tym bardziej mogę rozwalic
    samochod wypozyczony przez meza, bo to nie jego wlasnosc.


    ---------------------------------------------------------------------
    > Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    > głupcami.


    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 05:40
    nangaparbat3 napisała:

    > natasza39 napisała:


    > To nie są "cudze" dzieci, tylko dzieci, ktore maz Luny kocha.
    > To jest tak, jakbys powiedziala, ze mogę rozwalic samochod męża, bo to cudzy
    > samochód. Albo - zeby juz prowadzic paralele dalej - tym bardziej mogę rozwalic
    > samochod wypozyczony przez meza, bo to nie jego wlasnosc.

    W tym rzecz, nango, że to nie jego samochód. Jemu wmówiono, ze to jego samochód
    i wpisano go do dowodu rejestracyjnego, tylko po to, żeby lał do baku i robił
    przeglądy.
    Warto mu o tym powiedzieć. A to czy on będzie dalej chciał tym samochodem
    jeździć to jego sprawa.
    Nie rozwali tego samochodu mówiąc mu, że to kłamstwo że uważa go za swój.
    To kobieta, która wmówiła mu ze jest jego jest winna ewentualnej kraksie, nie luna.

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 00:45
    Nie mialabym mu za zle, gdyby milczał.
    Mam przyjaciela, ktory podejrzewa, ze jego synek nie jest jego biologicznym
    dzieckiem. Kiedy mi o tym powiedzial, spytalam: Kochasz go?
    Odpowiedzial: Ja go codziennie kąpie.
    Ale jak on to odpowiedzial - nie było cienia wątpliwości, ze kocha.

    Ja w ogóle nie rozumiem, jak mozna nie pokochac dziecka, ktore sie wychowuje od
    urodzenia.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 05:36
    nangaparbat3 napisała:

    > Ja w ogóle nie rozumiem, jak mozna nie pokochac dziecka, ktore sie wychowuje od
    > urodzenia.

    Bo i wątek nie jest o tym.
    Nie dotyczy miłości do dziecka obcego w sensie genów, tylko wiedzy na ten temat
    oraz uczciwości małżeńskiej.
    To czy mąż luny będzie po tym jak się dowie, że dzieci nie są jego, będzie je
    kochał czy nie nie jest problemem luny, ani naszym, nie dotyczy tez clue tego
    wątku.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 18:18
    Maz Luny z tamtą pania się rozwiodl.
    Wiec malżeństwa juz nie ma, po prostu nie istnieje.
    Ale sa dzieci. Jak najbardziej istniejące.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 00:54
    natasza39 napisała:

    > A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu (złośliwie i z premedytacją, bo z
    > takim działaniem mamy tutaj doczynienia)


    A skad Ty wiesz, z czy my tutaj MAMY do czynienia?
    Na razie to sa gierki i domysły, a moze urojenia starego manipulanta.
    Wobec Luny zachował sie wyjatkowo nie fair - skad pewnosc, że w innych sprawach
    jest uczciwy?
    Skad pewnosc, ze nie ma zaburzeń psychicznych?
    Dlaczego tak łatwo wpadasz w ten rytm - skad wiesz, jaka jest prawda?
    Może tez byc tak, ze maz Luny wie, że to nie jego biologiczne dziecko/dzieci - i
    nie zyczy sobie tej prawdy naglasniac ani nic z tym robic, bo kocha dzieci tak
    czy siak.
    Tego nie bierzesz pod uwagę.
    Na miejscu Luny wyciagnęlabym na pewno jeden wniosek dla siebie: strzec sie tescia.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 01:19
    Przypomina mi sie mój wlasny ojciec, kiedy po rozstaniu z meżem zostawialam u
    niego corke na noc, mój tato, bez asbolutnie najmniejszych poszlak, dostawal
    schizy w temacie "pedofilia".
    Rózne rzeczy ludziom chodzą po głowie i warto, zeby nasze wlasne zachowaly
    troche chlodu.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 05:20
    nangaparbat3 napisała:

    > Przypomina mi sie mój wlasny ojciec, kiedy po rozstaniu z meżem zostawialam u
    > niego corke na noc, mój tato, bez asbolutnie najmniejszych poszlak, dostawal
    > schizy w temacie "pedofilia".

    Widać Twoje poglady w tym watku sa wypadkową "schiz", które miał teść i ojciec
    po Twoim rozwodzie.
    Owe "schizy" jednak maja się nijak do tematu wątku.
    Zarówno luna jak i ja zakładamy, że teść luny mówi prawdę.
    Ty zakładasz, że to "schizy" dziadygi.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 18:20
    Problem w tym, ze Wy nie zakładacie, ale przyjmujecie za pewnik.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 05:31
    nangaparbat3 napisała:
    > A skad Ty wiesz, z czy my tutaj MAMY do czynienia?

    Moja wypowiedż o "premedytacji" dotyczyła premedytacji ex zony-mamuski
    biologicznej, a nie teścia.

    > Na razie to sa gierki i domysły, a moze urojenia starego manipulanta.

    Może. Wystarczy powtórzyć test i wiedzieć napewno. Luna może to dla własnych
    potrzeb zrobić. NAwet bez wiedzy męża. Tak dla siebie, żeby wiedzieć na czym
    stoi. Czyli, czy ma do czynienia z manipulantem teściem czy też z cwaną suką-exią.

    > Wobec Luny zachował sie wyjatkowo nie fair - skad pewnosc, że w innych sprawach
    > jest uczciwy?
    > Skad pewnosc, ze nie ma zaburzeń psychicznych?

    Nawet gdy ma zaburzenia psychiczne, to tez warto o tym poinformowac jego syna, a
    nie brac z nim rozwód, tylko dlatego, że być moze staremu tesciowi odbiło z
    wiekiem.

    > Dlaczego tak łatwo wpadasz w ten rytm - skad wiesz, jaka jest prawda?

    Jakakolwiek jest prawda, nie mozna odchodzić od kochanego człowieka, tylko
    dlatego, ze ma się jakąś wiedzę na jego temat i sie jest na siłę przymuszanym do
    zachowania tajemnicy w tym temacie przez osoby trzecie.

    > Może tez byc tak, ze maz Luny wie, że to nie jego biologiczne dziecko/dzieci -
    > i
    > nie zyczy sobie tej prawdy naglasniac ani nic z tym robic, bo kocha dzieci tak
    > czy siak.


    JAkie "nagłosnienie"? O czym ty mówisz? O tym, ze to z kolei maż przed zona ma
    jakieś tajemnice i nie "życzy sobie nagłasniania"? Jakiego "nagłasniania"? Przed
    własna zoną?
    Wtedy to luna powinna się wkurzyć na męża, bo widać nie uznałby jej godną na
    powierzenie jej takiej "tajemnicy".
    Okazałby jej całkowity brak zaufania, a to nie do przyjęcia w małzeństwie.

    > Na miejscu Luny wyciagnęlabym na pewno jeden wniosek dla siebie: strzec sie
    tescia.

    Jeśli się rozwiedzie z mężem, to napewno nie będzie miała z owym teściem nic do
    czynienia.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 09:25
    >złośliwie i z premedytacją, bo z
    > takim działaniem mamy tutaj doczynienia

    nadinterpretacja Nataszo.
    Tego nie wiadomo, może eksia tez nie wie, że dzieci są kochanka.

    > A gdyby Twoje dziecko podmienili w szpitalu
    > to tez wolałabyś o tym nie wiedzieć?

    biorąc pod uwagę słynna sprawę podmiany bliźniaczek i wywiady
    robione ostatnio z nimi i ich rodzinami wniosek nasuwa sie jeden -
    wszystkie 7 osób (2 pary rodziców i 3 dziewczyny) byłoby
    szczęsliwsze, gdyby sprawa nie wyszła na jaw.


    > Czy chciałabyś aby Twój mąż, który o tym wie, milczał?

    nie wiem, być może tak. Jestem zwolenniczka mówienia prawdy, jednak
    bywaja okoliczności, że jej ujawnienie może być bardziej szkodliwe
    niż jej zatajenie.

    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • 12.05.09, 09:35
    zgadzam się, że jedyna formą w jakiej Luna może męża "powiadomić"
    jest opowiedzenie mu o insynuacjach jego własnego ojca - a potem
    niech panowie to między soba sami załatwiają.

    PS. ktoś gdzieś niżej źle zrozumiał "krzywdę dzieci" - w ogóle nie
    chodziło o kwestie materialne a tylko o emocjonalne.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • 12.05.09, 18:26
    chalsia napisała:

    wiają.
    >
    > PS. ktoś gdzieś niżej źle zrozumiał "krzywdę dzieci" - w ogóle nie
    > chodziło o kwestie materialne a tylko o emocjonalne.


    Ale przeciez Nataszy chodzi o pieniadze. O to, ze facet utrzymuje nie swoje
    dzieci, ze bedą po nim dziedziczyc. Przeciez Natasza jasno to wypowiedziala,
    chyba w swoim pierwszym poscie.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 18:50
    ... bo to manipulacja - to nie Nataszy chodzi o pieniądze, bo Natasza nie ma
    żadnego interesu w cudzym dziedziczeniu.

    Natasza MÓWI o pieniądzach, na których ZALEŻY matce, która WROBIŁA (jeśli to
    prawda) faceta w ojcostwo. Rzeczy w takiej sytuacji mają swoją kolejność. Zdaje
    się, że nie dostrzegasz ciągu wydarzeń tylko skupiasz się na wycinku i
    ekstrapolujesz wnioski.
  • 12.05.09, 19:21
    Nie wiem, na czym zależy tamtej pani, na czym zależało, kiedy decydowala się na
    dzieci, ani nawet czyje sa te dzieci.

    Ale Natasza uważa, ze wie - tak jak i Ty.
    I strasznie duzo wciąż o tych pieniadzach mówi.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 19:47
    ... czyje są dzieci i rozpatruję hipotetyczny przypadek, że facet wychowuje nie
    swoje dzieci. Stawiam siebie w takiej sytuacji i w zasadzie opisuje swoje -
    wyobrażone - reakcje.
  • 11.05.09, 23:45
    ... jest dobra gdy dotyczy innych, którzy - co widać po Lunie - duszą się
    piaskiem-tajemnicą.

    W ogóle to jest wręcz zabawne, że przez "dobro dzieci" rozumie się zakłamanie
    toczące rodzinę, wzajemne podchody, nienawiść, dybanie na majątek,
    wydziedziczanie, krętactwa i inne niegodziwości.

    Badanie DNA można powtórzyć, by mieć rzetelną wiedzę i na tej wiedzy zbudować
    zdrowe relacje, nawet kosztem rozstania. Przynajmniej rozstanie będzie miało
    solidne podstawy i będzie prawdziwe.
  • 12.05.09, 00:30
    Ja Cie juz dawno prosilam, zebys przeczytal "Dziką kaczkę".
    Przeczytałeś?
    Mógłbys to dla mnie zrobic po tylu latach netowych klótni.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 16:37
    ... by wiedzieć, że prawda jest jedna i można chcieć się do niej zbliżać.

    Ty inaczej ode mnie pojmujesz dobro dzieci. Skłaniam się ku tezie, że
    utożsamiasz dobro dzieci ze spokojem. Spokojem nawet kosztem prawdy dzieci o
    sobie, korzeniach, przodkach. Nie raz dyskutowaliśmy o tej sprawie, a Ty cały
    czas stoisz na stanowisku, że lepiej by dzieci nie wiedziały skąd się wzięły
    byle były kochane. Niech rodzinę toczy "tajemnica" i strach, że się wyda przy
    pierwszym lepszym badaniu w szpitalu, a nawet dociekliwszej lekcji nauki o
    człowieku w szkole - niech strach toczy byle dzieci miały spokój. Spokój, który
    może prysnąć.

    Jeśli masz taki pomysł, to proszę bardzo. Ja mam inny: prawda jest lepsza od
    najbardziej zmyślnego kłamstwa. Spokój nie bierze się z niewiedzy - bierze się z
    wiedzy, poczucia wartości, poczucia sensu i celu, z korzeni, ze znajomości
    drzewa genealogicznego i tożsamości z przodkami. Innymi słowy: spokój bierze się
    z ciągłości własnej historii i realnych zamierzeń na przyszłość.
  • 12.05.09, 18:23
    Chyba jednak potrzebujesz dzikich kaczek.
    Ale nie chcesz probowac - Twója strata (pomijajac fakt, ze są po protu teksty,
    ktore wypada znac).
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 19:04
    ... może rzeczywiście moja strata. Trudno.

    Wiesz, rozumiem skąd się biorą różnice. Kobieta chce, by partner jak najlepiej
    zapewniał byt, rozwój rodziny i potomstwa. Dopuszcza więc, że jeden zapładnia, a
    drugi utrzymuje, bo pula genowa pełni inną rolę od zasobności portfela i
    możliwości wychowawczych. To ma sens z punktu widzenia jakości gatunku, bo
    zapewnia optymalny jego rozwój właśnie jako gatunku.

  • 21.07.09, 11:07
    Jak powiedzieć? Broń Boże nie: Twoje dzieci nie są twoje. Lepiej: wiesz, co mi nagadał twój ojciec? Że Twoje dzieci nie są twoje. Ma ponoć na to badania genetyczne. Zobowiązał mnie do tajemnicy przysięgą, długo się męczyłam i nie wiedziłam, co robić, postanowiłam jednak być lojalna wobec męża.
    Kochanie, proszę, zdejmij z moich barków ciężar martwienia się o to. Kocham ciebie i dzieciaki ale nie mogę już dłużej o tym myśleć, bo mnie to niszczy od środka. Teraz Ty powiedz, co robić.
  • 12.05.09, 00:41
    Nie, to nie Luna krzywdzi siebie i meza - krzywdzi ich tesc. Za plecami syna
    robi wnukowi badania, chce wydziedziczyc dzieci, ktore jego syn kocha.
    Manipuluje synową. Jesli ktos cos mowi o bliskiej Ci osobie z zastrzeżeniem: ale
    to tajemnica, wiedz, ze w 9 na 10 przypadkach ma zle zamiary - nawet jesli nie
    do konca uświadamiane.
    Jesli jest jakikolwiek sposob, w jaki Luna moglaby otworzyc sprawę, to w
    obecnosci tescia (wrednego dziadygi - razi Cie słowo "dziadyga"? Ciebie?
    Poczytaj własne posty)i męza powinna powiedziec: kochanie, tatus chciałby
    powiedziec ci cos ważnego na temat swoich wątpliwosci co do dzieci.
    I wtedy niech sie rozpęta burza.
    Ale ja odradzam - bo częsc odium na pewno spadnie na Bogu ducha winna Lunę,
    ktora na to nie zasluzyla w zaden sposób. I ma takze prawo chronic siebie.
    Bo macocha, ktora mowi mezowi, ze jego dzieci z oprzednich zwiazkow nie są jego,
    od razu moze byc podejrzewana o stronniczośc.

    Ty uważasz, ze choc odrobine mniej kochalabym corkę, gdyby nie byla genetycznie
    moja? A to niby z jakiej racji mialabym kiedykolwiek kochac kogokolwiek - z
    mezem na czele? To tez nie moja krew.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 05:16
    nangaparbat3 napisała:
    > Ty uważasz, ze choc odrobine mniej kochalabym corkę, gdyby nie byla genetycznie
    > moja? A to niby z jakiej racji mialabym kiedykolwiek kochac kogokolwiek - z
    > mezem na czele? To tez nie moja krew.

    Problemem luny i jej małżeństwa nie jest to czy jej mąż po tym jak się dowie
    prawdy będzie nadal kochał dzieci jego ex żony tylko to, czy luna ma czy nie
    podzielić się istotną wiedzą jaka ma w tym temacie, a która żywo dotyczy
    człowieka, który jest jej mężem.
    Widać odmiennie pojmujemy istotę małżeństwa.
    JA sobie nie wyobrażam, abym mogła oszukiwać swojego męża, w takich kwestiach.
    Nie wyobrażam sobie ani tego, że wmawiam mu dziecko, którego biologicznym ojcem
    jest ktoś inny jako jego własne i nie wyobrażam sobie abym mogła okrywać fakt
    wiedzy na ten temat, jeśli chodzi to o inną kobietę.
    Nie interesowałyby mnie "dobro dzieci", bo ja to dobro inaczej niż Ty pojmuję.
    Przypuszczam, że gdyby mąż luny był biednym człowiekiem, bez pozycji i
    perspektywy dużego spadku w przyszłości, nie byłoby tematu. Zaradna mamusia
    biologiczna "wybrałaby" innego frajera na to aby był "ojcem".

    Luna nie ma prawa krzywdzić swojego mężem tym, ze odejdzie od niego, bo nie
    zniesie dłużej trzymania języka za zębami. W imię czego ma opuszczać
    skrzywdzonego juz przez jedną kobiete mężczyznę? W imię "dobra dzieci"?
    A co sie tym dzieciom stanie takiego złego?
    Nie dostaną w przyszłości majątku dziadka, który nie jest ich dziadkiem?
    Ojciec, który nie jest ich biologicznym ojcem przestanie je z dnia na dzień
    kochać? Nawet gdyby sie tak stało to na swiecie zyja miliony dzieci nie
    kochanych przez własnych biologicznych ojców i jakoś nie zabijają się z tego powodu.
    A w przyszłości mogą mieć owe dzieci pretensje co najwyżej do mamusi, która
    rzecz jasna wyłącznie dla ich "dobra" wmówiła facetowi swoje dzieci z innym
    facetem/facetami jako jego.

    "Dobo dzieci" to jednak coś innego, niż życie w kłamstwie i odarcie z prawdziwej
    tożsamości.

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 08:42
    Uważam, że nie należy problemu rozpatrywać w kategorii winy teścia
    czy Luny oraz szeroko pojętej krzywdy...
    Zaczynając od początku:
    1. To nie teść czy Luna są winni, tylko EXIA !!! bo okłamała swojego
    męża oraz własne dzieci.
    2. Krzywda nie zostanie wyrządzona przez teścia czy Lunę, jak
    ujawnią tajemnicę, bo krzywda została wyrządzona już na samym
    początku, kiedy EXIA zataiła prawdę... Nie ma tajemnicy po grób
    jeśli wie o niej więcej niż 1 osoba!!! Nie ma się co łudzić, że
    wcześniej czy później komuś nie puszczą nerwy lub też prawda wyjdzie
    na jaw przy okazji jakichś badań i zabiegów medycznych czy to dzieci
    czy to ich dzieci...
    3. Luna nie będzie posłańcem złych wieści, tylko poinformuje męża
    lojalnie o podejrzeniach. A co on zrobi z tą wiedzą jest już jego
    sprawa.
    4. Jeśli chodzi o dzieci, to wcześniej czy później powinny się
    dowiedzieć prawdy, oczywiście w odpowiednich okolicznościach i w
    odpowiedniej formie. Moja kuzynka w wieku 30 lat dowiedziała się, że
    jej ojciec nie jest jej biologicznym tatą od matki, która w złości
    jej to wykrzyczała przez tel... Więc tak sobie myślę, że lepiej w
    atmosferze miłości i zrozumienia porozmawiać o pewnych sprawach...
    Nie wiem czy w wieku 5 czy 25 lat...
    5. Doradzacie Lunie schowanie głowy w piasek, bo może się okazać, że
    jako posłaniec złych wieści cała odpowiedzialność i "wina" spadnie
    na nią!!! A jeśli widzicie zło szerzące się wokół, maltretowane
    dzieci, też będziecie siedziały cicho tylko dlatego, żeby nie
    narazić się na niewygodę i ewentualną odpowiedzialność za "rozbicie
    rodziny" ??? Przecież to nie Luna naważyła tego piwa tylko EXIA!!!
    Nie ma sytuacji bez wyjścia i w 100% dobrych rozwiązań, ale dwoje
    ludzi, którzy są ze sobą związani może przenosić góry i oprzeć się
    każdej nawałnicy...
  • 12.05.09, 10:00
    "To nie teść czy Luna są winni, tylko EXIA !!! bo okłamała swojego
    męża oraz własne dzieci."

    A jedynym dowodem na winę byłej żony jest opowieść teścia, który ma
    w zwyczaju nieelegancko załatwiać sprawy rodzinne. Nieelegancko, bo
    o ile ma prawo dysponować własnym majątkiem dowolnie i zdecydować o
    jego przekazaniu tylko wnukom "krew z krwi", albo schronisku dla
    kotów, to wykonywanie badań DNA wnuków za plecami własnego syna i
    wplątywanie w to synowej, jest dla mnie rozwiązaniem podejrzanym i
    sprawiającym, że w stosunku do teścia stosowałabym zasadę mocno
    ograniczonego zaufania.

    Osobiście poinformowałabym teścia o niemożności dochowania
    tajemnicy, ze względu na jej doniosłe znaczenie dla dobra rodziny /
    małżeństwa. Następnie poinformowałabym męża o PODEJRZENIACH teścia i
    PRAWDOPODOBNIE wykonanych badaniach DNA. A dopiero potem rozważała
    rozstanie.
    Obawa o uniemożliwienie spotkań z dziećmi przez byłą żonę wydaje mi
    się bezzasadna. Przecież Ona akurat wogóle nie musi wiedzieć o całym
    zamieszaniu w Waszym domu.

    --
    <"Misiowi sie tatuaze nie podobaja, wiec na razie się wstrzymam">
  • 12.05.09, 15:56
    A ja tam dobrze rozumiem tescia.Sama mam syna i gdybym miala cien watpliwosci co
    do jego ewentualnego ojcostwa zrobilabym testy.Gdyby chodzilo o brata (a mam ich
    dwoch) tez bym zrobila testy.
    Mialam watpliwa przyjemnosc widziec jak przyjaciel mojego meza zostal wrobiony w
    nie swoje dziecko.Powod- bo byl bardzo majetny.Sam zaczal sie domyslac i zrobil
    testy jak chlopak mial ok 6 lat.Rozwiedli sie, on juz nie jest jego ojcem, ale
    nadal spotyka go i pomaga mu.Ale jako przyjaciel a nie ojciec.I chlopiec jakos
    to zrozumial.O mamusi nic nie powiem...
  • 12.05.09, 18:37
    Proponuje tez, zebys osobiscie upewnila sie o dziewictwie przyszlej synowej.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 08:30
    "chlopak mial ok 6 lat.Rozwiedli sie, on juz nie jest jego ojcem, ale
    nadal spotyka go i pomaga mu"

    To chyba gdzieś za granicą, bo w Polsce przepisy wyraźnie regulują
    okres, w którym można zaprzeczyć ojcostwu. Po sześciu latach ani
    rozwód, ani wyniki badań DNA nie pozwalają wymiksować z tej roli. W
    naszym kraju, w świetle prawa przyjaciel Twojego męża nadal byłby
    ojcem chłopca.
    --
    <"Misiowi sie tatuaze nie podobaja, wiec na razie się wstrzymam">
  • 13.05.09, 08:32
    Chyba, że pozew o zaprzeczenie ojcostwa wniesie prokurator. Jego nie wiąże ten
    termin.
  • 13.05.09, 13:14
    Z tego co wiem, to w Polsce jest to napewno mozliwe tez tyle ze trzeba sie
    postarac i zlozyc doniesienie o popelnieniu przestepstwa.To powazne oszustwo...
    Inna mozliwosc to kwestia terminu kiedy sie dowiedziano o sprawie...Swiezo po
    ujawnieniu ponoc jest tez mozliwosc sprawe wyprostowac bodajze do dwoch lat, ale
    tu moge sie mylic...
    Tak przypadek o ktorym napisalam jest w Skandynawii...
  • 12.05.09, 18:36
    A Ty skad WIESZ, jak jest prawda?
    Nie wiesz.
    Jesli nawet dzieci/dziecko maja innego ojca, nie masz pojecia, jakie były
    okolicznosci i motywacja Eksi.
    Ja sie czasem dziwię, jak porownam wpisy na kilku roznych damskich forach, w
    kilku roznych wątkach, jak bardzo rozbiezne są w kwestiach obyczajowych. To
    bardzo ciekawe zjawisko (to nie jest personalnie do nikogo). Tak jakbysmy zyli w
    trzech kompletnie róznych światach. W jednym - szczesliwe fanki wolnego seksu, w
    drugim - cnotliwe malżonki, w trzecim - suki, ktore oszukuja, wyzyskują,
    perfidnie niszczą.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 19:18
    Zgadzam się, ze Luna nie powinna odchodzic od meża, nie widze powodu i nie pojmuję.
    To, że "nie zniesie dłuzej trzymania języka za zębami" nie jest dla mnie
    zrozumiale. Ale moze jeszcze zechce odezwac sie sama Luna i lepiej wyjaśnic -
    mnie sie zdaje, ze Luna ma juz dosc starania się o ciążę, zwlaszcza kiedy
    domyśla się, ze maz jest bezplodny, wiec wszystkie wysiłki na nic. Sadzę jednak,
    ze Luna nie ma racji, bo pierwszym badaniem, jakie sie teraz robi parom
    starajacym sie o dzieci jest badanie spermy - wiec skoro juz raz probowali
    zaplodnienia in vitro, musialoby to (ewentualna bezplodnosc męza) wyjsc na jaw.

    natomist mam wielkie wątpliwości co do gromkich okrzykow wznoszonych w imie prawdy.
    Bo niestety za tymi wielkimi słowami o "prawdzie" kryja sie (a raczej brzmia
    calkiem jawnie): spadek i chec dowalenia "tej suce".


    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 19:45
    Nanga... ty chyba sama tak wrabiasz facetow...
    Fajnie nazwalas ta oszustke...
    Mylisz sie... nie chodzi o dowalenie suce, ale o zwyczajna sprawiedliwosc...Z
    twoim podejsciem rownie dobrze nie powinno sie napietnowac kradziezy w
    markecie...jeszcze biednemu zlodziejowi zrobi sie niemilo...
    Oszustwo w sprawie ojcostwa to jedno z najgorszych skurwielstw jakie kobieta
    moze zrobic mezczyznie.To nie tylko spadek- ten jest moze najmniej
    istotny...chociaz...moze Nanga popros sasiada by oddal ci spadek kosztem jego
    prawomocnych spadkobiercow...Napewno bardzo cie lubi, zna od lat...a jakby nie
    chcial to powiedz ze jest twoim ojcem...
    Kasa to nie tylko kasa- to czas i praca poswiecone na niej zdobywanie- czesc
    zycia."kukulcze jaja" zabieraja czas, ktory on moglby poswiecic na budowanie
    swojej rodziny.Obarczenie obowiazkiem alimentacyjnym na nieswoje dzieci na 18-25
    lat to jak katorga.Jak by powiedziala mu, ze wpadla i jest dziecko a on moze
    wybierac i wybralby ojcostwo to wszystko byloby ok.Ale on zostal oszukany i jest
    jeleniem, dojna krowa, frajerem...i na dodatek nadal nie ma wlasnych dzieci...
    Nanga- jak nie ma znaczenia biologiczne ojcostwo to dlaczego przeszkadza ci
    odkrycie prawdy?A moze jednak dla niego to ma znaczenie...jak zreszta dla
    wiekszosci ludzi...
  • 12.05.09, 23:04
    adela38 napisała:

    > Nanga... ty chyba sama tak wrabiasz facetow...


    Masz racje - w jakims sensie wrabiam facetow w dzieci. Co gorsza wrabiam tez w
    dzieci kobiety.
    I jestem bardzo dumna, jak mi sie uda.
    Fakt.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 23:21
    Obawiam się, że to tylko Twoja przypadłość. Sam się niedługo wrobię, jak Bóg da...


    smile))
  • 12.05.09, 23:30
    ... "Obawiam się, że to nie tylko Twoja przypadłość" - miało być.

    Już drugi raz dzisiaj.
  • 12.05.09, 23:38
    Bo taki jesteś akceptujący smile
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 23:25
    > lat to jak katorga.Jak by powiedziala mu, ze wpadla i jest dziecko a on moze
    > wybierac i wybralby ojcostwo to wszystko byloby ok.Ale on zostal oszukany i jes
    > t
    > jeleniem, dojna krowa, frajerem...i

    kolejna nadinterpretacja.
    Byłas tam? Wiesz jak było?
    Juz wcześniej napisałam - jak najbardziej jest mozliwe, że EKSIA TEŻ NIE WIE, ZE
    TE DZIECI SĄ DZIEĆMI JEJ KOCHANKA.
    Jest dokładnie 50% szans, że eksia wrobiła goscia w dzieci kochanka i dokładnie
    50% szans na to, że nie ma o tym pojęcia.
    I nikt - poza samą eksią - nie jest w stanie stwierdzić czy miejsce miała jedna
    czy druga sytuacja.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • 12.05.09, 23:35
    chalsia napisała:
    > Jest dokładnie 50% szans, że eksia wrobiła goscia w dzieci kochanka i dokładnie
    > 50% szans na to, że nie ma o tym pojęcia.
    > I nikt - poza samą eksią - nie jest w stanie stwierdzić czy miejsce miała jedna
    > czy druga sytuacja.

    Jeśli kobieta nie wie czy 2-ka jej dzieci jest faceta X czy Y, to albo jest
    debilem, albo dziwką, która współżyje rano z jednym, a wieczorem z drugim.

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 23:46
    > Jeśli kobieta nie wie czy 2-ka jej dzieci jest faceta X czy Y, to albo jest
    > debilem, albo dziwką, która współżyje rano z jednym, a wieczorem z drugim.
    >

    możesz nazwać ją dowolnie, nie ma to znaczenia - tak to własnie wygląda -
    zarówno u zdradzających kobiet, jak i mężczyzn. Może być, że tego samego dnia,
    moze być, że za dwa dni.
    Po prostu klasyka romansu pozamałzęnskiego.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • 12.05.09, 23:48
    ... że seks z mężem (żoną), po uprzednim seksie z kochankiem, ma wymiar
    oczyszczający moralnie. Jakby ten drugi zamazywał pierwszy.
  • 12.05.09, 23:51
    tricolour napisał:

    > ... że seks z mężem (żoną), po uprzednim seksie z kochankiem, ma wymiar
    > oczyszczający moralnie. Jakby ten drugi zamazywał pierwszy.

    to jeden z powodów
    inny - po prostu pobudzone romansem libido
    jeszcze inny - trzeba, żeby nie było podejrzen
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • 13.05.09, 00:01
    ... to rozumiem poświęcenie. Trudno, taka cena.

    Ale żeby z mężem?
  • 13.05.09, 00:04
    tricolour napisał:

    > ... to rozumiem poświęcenie. Trudno, taka cena.
    >
    > Ale żeby z mężem?

    Poświęcenie niektórych kobiet jest wprost niewyobrażalne.
    Już za samo to należy się im szacunsmile
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 13.05.09, 00:18
    tricolour napisał:

    > ... że seks z mężem (żoną), po uprzednim seksie z kochankiem, ma wymiar
    > oczyszczający moralnie. Jakby ten drugi zamazywał pierwszy.

    No widzisz! Naprawdę lepiej było poczytac Ibsena !
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 12.05.09, 21:51
    Wkurza mnie nadinterpretacja słów napisanych w poszczególnych wątkach oraz
    naiwność granicząca z głupotą w tłumaczeniu niektórych posunięć mamusiek.
    Wśród populacji kobiet jest tyle samo suk wśród ex, jak i wśród next.
    Nieprzyjmowanie tego do wiadomości jest naiwnością.

    W pierwszym napisanym poście do luny napisałam, że lunę obowiązuje uczciwość
    wobec męża, bo to jest w tym układzie jej rodzina.
    Nie są to obce dzieci, ani teść.
    A zatem powinna dbać o dobro swojego małżeństwa i swojego męża, a nie obcych ludzi.

    A co do hipotetycznych przesłanek jakimi może kierowac się kobieta, która wrabia
    w ojcostwo innego faceta.
    Nie wyobrażam sobie innych (tym bardziej że chodzi tu o dwójkę) jak materialne.
    W 99% przypadków kobieta wie kto jest ojcem jej dziecka.
    A przypadku dwójki nie wiem jak się mozna pomylić nieumyślnie.
    Matematycznie to jest raczej wykluczone.

    Popieram adelę, że usprawiedliwianie i tłumaczenie takiego zachowania kobiety to
    usprawiedliwianie złodzieja.
    W imię "dobra dzieci" należałoby tłumaczyć największe kurewstwa, oszustwa i
    świństwa.



    --------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 23:30
    > W 99% przypadków kobieta wie kto jest ojcem jej dziecka.
    > A przypadku dwójki nie wiem jak się mozna pomylić nieumyślnie.
    > Matematycznie to jest raczej wykluczone.

    bzdura.
    wystarczy, że regularnie puka sie z kochankiem i męzem. I TO jest standard w
    takich sytuacjach. Identyczny jak w przypadku faceta z zona i kochanką.
    Czysta biologia - okres płodny trwa minimum 7 dni. Ale sa duże odchyłki
    indywidualne. I w tym czasie babka kocha się z kochankiem ale też nie odmawia
    męzowi (no bo byłoby to podejrzane). I skąd niby ma wiedzieć czyje dziecko będzie.
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 12.05.09, 23:35
    ... że regularnie puka się z mężem i kochankiem, to może sama weźmie na siebie
    ciężar utrzymania dzieci nie wiadomo z kim?

    To tak w ramach konsekwencji płynącej z niewiedzy.
  • 12.05.09, 23:38
    chalsia napisała:

    > wystarczy, że regularnie puka sie z kochankiem i męzem. I TO jest standard w
    > takich sytuacjach. Identyczny jak w przypadku faceta z zona i kochanką.
    > Czysta biologia - okres płodny trwa minimum 7 dni. Ale sa duże odchyłki
    > indywidualne. I w tym czasie babka kocha się z kochankiem ale też nie odmawia
    > męzowi (no bo byłoby to podejrzane). I skąd niby ma wiedzieć czyje dziecko będz
    > ie.

    No to faktycznie wtedy taka kobieta jest najnormalniej w świecie niewinna. Tylko
    współczuć.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 23:49
    > No to faktycznie wtedy taka kobieta jest najnormalniej w świecie niewinna. Tylk
    > o
    > współczuć.

    kolejna Twoja nadinterpretacja.
    Nikt tego nie pisze.
    Nikt nie mówi tu (oprócz Ciebie tutaj teraz) o współczuciu dla niej.
    I nikt nie pisze, że jest niewinna. NATOMIAST może być tego nieswiadoma.
    Myslisz pojęcia.

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 13.05.09, 00:07
    Jeśli pukała się z mężem i kochankiem i ma dziecko z którymś, to na czym polega
    nieświadomość, Twoim zdaniem?

    Odpowiedź: na świadomym unikaniu wyjaśnieniu kto jest ojcem. Wynika, że nie ma
    mowy o nieświadomości, a może być mowa o strachu, tchórzostwie...
  • 13.05.09, 00:27
    > Odpowiedź: na świadomym unikaniu wyjaśnieniu kto jest ojcem. Wynika, że nie ma
    > mowy o nieświadomości, a może być mowa o strachu, tchórzostwie...

    zgadzam się, takie sa z reguly POWODY nie dochodzenia przez matkę z kim tak
    naprawdę ma dziecko.
    Nie mniej efekt finalny - bez względu na motywy nie dociekania - jest taki, że
    matka może nie wiedzieć ( = nie być świadoma) czyje dzieci urodzila.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • 13.05.09, 00:35
    Wiedza jest jednoznacznym konkretem - małym obszarem, świadomość jest
    środowiskiem więc jest szersza od wiedzy.

    Matka może nie wiedzieć Z KTÓRYM facetem ma dziecko, ale ma zawsze świadomość,
    że zna grupę facetów, w której ojciec na pewno jest. Ta świadomość może być
    inspiracją do znalezienia ojca.
  • 13.05.09, 00:49
    Powinna takie rzeczy robic w rodzinie - na przyklad ze szwagrem, z tesciem, z
    pasierbem.
    Wtedy i tak sie nie wyda.
    To by była rozumna kobieta.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 00:42
    chalsia napisała:
    > kolejna Twoja nadinterpretacja.
    > Nikt tego nie pisze.
    > Nikt nie mówi tu (oprócz Ciebie tutaj teraz) o współczuciu dla niej.
    > I nikt nie pisze, że jest niewinna. NATOMIAST może być tego nieswiadoma.
    > Myslisz pojęcia.

    Nie mylę pojęć, to był sarkazm, bo nie lubię, jak powiedział kiedyś Rydz: "kiedy
    szambo nazywa się perfumerią"
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 22:36
    > natomist mam wielkie wątpliwości co do gromkich okrzykow wznoszonych w imie prawdy. Bo niestety za tymi wielkimi słowami o "prawdzie" kryja sie (a raczej brzmia calkiem jawnie): spadek i chec dowalenia "tej suce".

    Nanga,

    Ja zrozumiałam te posty inaczej. O pieniądze to chodzi ponoć teściowi. I to o pieniądze jego własne. Być moze nie jest szczegolnie przywiązany do wnukow i gdy w dodatku uznal (bo nie wiemy, czy tak jest naprawde), ze to nie jego wnuki, to ma swiete prawo robic to co chce ze swoim majatkiem i wykluczyc je z tego spadku./ Ba... Nawet jesli to są jego wnuki, to moze je wykluczyc. I to tylko jego sprawa. Bo jego majatek. Wykluczyc moglby tez z uznawanych prawnie powodow syna, zone i cala reszte, przekazujac majatek np. na rzecz klubu Pogoń Szczecin...smile I nic nikomu do tego.

    Inna sprawa, ze mowi sie tu o "prawdzie", ktora nie wiadomo jaka jest. Czy to sa dzieci meza Luny, czy nie. Mozna chyba mowic o podejrzeniach. A nie o prawdzie, ktora moze cos rozbic i zniszczyc.

    Poza tym - prawda na takie tematy i tak sama wylazi na swiatlo dzienne. predzej czy pozniej. Nie zawsze jednak musi ona docierac od razu do dzieci. Ale ojciec, czy "jednak nie ojciec" powinien posiadac tą wiedzę, wg mnie. A to jak sobie z tym poradzi i co z robi (czy powie dzieciom, czy zachowa to w tajemnicy) - to jego sprawa i sprawa jego sumienia. Uroki bycia odpowiedzialnym rodzicem. Lub osobą dorosłą. Nie można wybierać z życia tylko wygodnych i jasnych informacji. Trzeba sobie radzić tez z tymi "niszczącymi", jesli są istotne dla nas.

    A fakt, czy to są jego dzieci czy nie - raczej powinien byc istotny dla meza Luny. Tak sądzę.

    Dlatego moja "opcja" to taka, zeby mowic mezowi. Ale nie informowac o tym dzieci. Jesli ojciec z matka uznaja, ze trzeba im powiedziec - sami niech to zrobia.

    Nie widze swojego malzenstwa w wersji "jestesmy razem, ale zatajamy wazne informacje, zeby sie chronic bog wie przed czym". Zaklamanie takie. Nawet jesli w dobrej wierze. Od tego jest sie razem, zeby przez takie nieciekawe informacje przebrnac razem i sie wspierac. A nie unikac konfrontacji z nimi.


    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
    Szczecin
  • 21.07.09, 11:03
    Natasza- maz 100% racji!!!!
  • 12.05.09, 22:24
    ... a jeśli nie da się z całą pewnością zagrzebać?

    Listy miłosne można spalić i śladu nie ma. Można niektóre rzeczy zniszczyć bez
    śladu i wtedy rzeczywiście można samemu chować prawdę w sercu. W tym przypadku
    nie ma pewności, że sprawa nie ujrzy światła dziennego, a właściwie jest silne
    podejrzenie, że ujrzy choćby przy wizycie w szpitalu.

    I tak rzeczywiście się stało - dziadek zrobił badanie i wie. Matka dzieci wie,
    Luna wie. O jakiej zagrzebanej prawdzie mówisz?
  • 12.05.09, 23:36
    > I tak rzeczywiście się stało - dziadek zrobił badanie i wie. Matka dzieci wie,
    > Luna wie.

    zaraz zaraz, chwilunia.
    Dziadek TWIERDZI, że zrobił badanie.
    Matka dzieci - nie wiadomo, czy wie.
    Luna wie tylko to, co jej powiedział dziadek.
    Ergo - nie ma tu OBIEKTYWNYCH przesłanek, że "prawda" jest "odgrzebana".

    A jesli w trakcie działań medycznych wyjdzie na jaw, że te dzieci nie są męża
    Luny, to mamy sprawę z głowy. Facet się dowie z obiektywnego żródła, Luna z
    tego powodu nie ucierpi. Czyli "nie moje małpy - nie mój cyrk". A to już wtedy
    od losu zalezy, czy się dowie, czy nie.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • 12.05.09, 23:38
    Jak pod nos przylezie, to może zerknę.
  • 12.05.09, 22:39
    Na miejscu faceta chciałabym wiedzieć, czy dziecko jest moje.
    Nie wiem natomiast, czy na jego miejscu powiedziałabym dziecku, ze nie jest moje. Pewnie nie.

    Powiedzenie facetowi o PODEJRZENIACH tescia, nie jest przeciez rownoznaczne z wyrzuceniem dzieci z rodziny i ogloszeniem im prosto z mostu: "No, dzieciaki. Od dzisiaj nie macie tatusia, bo sie okazalo, ze nie jestescie moimi dziecmi!".

    Facet powinien wiedziec.
    Dzieci - zalezy od sytuacji. I ich wieku/dojrzalosci/rozumowania...


    --
    Forum M.
    Szanty.Art.Pl
    Szczecin
  • 12.05.09, 22:40
    burza4 napisała:
    > Mam w uszach wczorajszy reportaż o tej rodzinie, ktorej zamieniono
    > dzieci i biorę pod uwagę jak destrukcyjna dla wszystkich była prawda.

    Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?

    Biedny ten mąż luny. Nawet w tym wątku został potraktowany tak jak potraktowała
    go exia.

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 12.05.09, 23:41
    > Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?

    widze w tym watku Nataszo, że przestałaś widzieć odcienie szarości, stałaś się
    total radykał czarno-bialy. Kiedyś byłaś mniej radykalna.
    WSZYSCY w tym wątku jasno dali do zrozumienia, że Luna nie powinna z tego powodu
    rozstawać się z mężem.

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 12.05.09, 23:54
    chalsia napisała:

    > > Ma się rozwieść z mężem, bo prawda byłaby destrukcyjna?
    >
    > widze w tym watku Nataszo, że przestałaś widzieć odcienie szarości, stałaś się
    > total radykał czarno-bialy.

    A jakie tu odcienie szarości dostrzegasz?
    Wydaje mi się, że to Ty z nangą "zaszarzyłyście" ten wątek.
    Temat był prosty.
    Luna nie widzi innego wyjścia, jak rozwieść się z mężem, bo nie umie żyć dalej w
    kłamstwie.
    Ja ja namawiam do uczciwości wobec męża i zdrowego egoizmu wobec samej siebie i
    dbania o własną rodzinę.
    To wy, dziewczyny, martwicie się najbardziej o to czy exia z premedytacja, czy
    bez premedytacji, tylko tak z czystej chuci wmówiła, nie wiedziała, w kazdym
    badź razie wpisała nie tego co trzeba jako ojca.
    Martwicie się tym czy dobro dzieci bedzie zachowane, czy on aby nie przestanie
    kochac dzieci.
    A znów w innym wątku skupiacie się czy dziadek to miał prawo, a czy nie miała
    prawa dowiadywać się, nie dowiadywac sie o to czy te wnuki to jego wnuki, czy
    tez nie jego.

    A ja uwazam, ze to wszystko to nie luny problem
    Problemem luny jest to, ze zachowuje wiedzę na temat męza i się z tym męczy. Nie
    jest wobec męża uczciwa, a tylko wobec niego powinna. Koniec i kropka. Ja tak
    pojmuje prawdziwy partnerski związek.
    I w prawdziwym partnerskim związku nie ma szarości jesli chodzi o prawdę i
    uczciwośc. Nie da się być w cześci uczciwym, albo mówić półprawdy.

    Kiedyś byłaś mniej radykalna.

    Jesli chodzi o stosunki mąż-żona zawsze byłam radykalna.

    > WSZYSCY w tym wątku jasno dali do zrozumienia, że Luna nie powinna z tego powod
    > u
    > rozstawać się z mężem.

    Nie, nie wszyscy. Ponadto dawaliście jej rady na temat tego, ze ona jednak nie
    powinna mu tego mówić. A ona pisze wyraźnie, że nie może z tym zyć. A zatem rada
    pośrednio prowadzi do wniosku-rozwiedź się.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 13.05.09, 00:23
    > Nie, nie wszyscy. Ponadto dawaliście jej rady na temat tego, ze ona jednak nie
    > powinna mu tego mówić. A ona pisze wyraźnie, że nie może z tym zyć. A zatem rad
    > a
    > pośrednio prowadzi do wniosku-rozwiedź się.

    kolejna nadinterpretacja, tym bardziej dziwna, że ja np. napisałam co uważam, że
    powinna zrobić - i to w obu kierunkach (nie mówić, a drugi kierunek - JAK
    powiedzieć - jesli już).

    > Problemem luny jest to, ze zachowuje wiedzę na temat męza i się z tym męczy.

    tak, to jest właśnie problem.
    Tyle tylko, że nie wynika on (IMHO - żeby nie było) z powodu bycia nieuczciwą
    wobec męża (czyli innymii słowy z okłamywania go), a z tego, ze jej niewygodnie
    kisić w sobie ciężką i bolesną wiedzę.
    Powiedzenie męzowi będzie ulgą z powodu zrzucenia z siebie ciężaru a nie z
    powodu ujawnienia prawdy. Jednak mam wrazenie, że Ty Nataszo nie rozumiesz tej
    subtelnej, ale ważnej, róznicy.



    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 13.05.09, 00:40
    1. Wiele razy myślalam, ze z czymś tam - czy bez czegoś - nie mogę życ. I jakos
    zyje dalej, i nawet ciesze sie zyciem.
    2. Luna boi sie zranic meża. Nie ma w tym nic ani dziwnego, ani nagannego.
    3. Macocha sugerujaca, ze dzieci z poprzednich zwiazkow nie są dziecmi jej męża,
    automatycznie staje w bardzo dwuznacznej sytuacji. Zawsze mniej lub bardziej
    jawnie pojawi sie pytanie: po co ona to robi?
    4. Tak, oczywiscie, absolutna prawdą jest, ze najbardziej sie martwie o tamte
    dzieci, pasierbow Luny. Tak tak tak. Mam w sobie glebokie przekonanie, ze dzieci
    nalezy chronic przed krzywdą i cierpieniem ponad ich miarę - a to by znaczyło
    ewentualne odrzucenie przez ojca (ktory moze sam z siebie nie odrzucilby jej,
    ale przy podobnych jak tu na forum naciskach ze strony otoczenia- możliwe).
    5. Z mówieniem bolesnej prawdy w najlepszym zwiazku jest rożnie. Zawsze
    sprzeczam sie z moja mamą na temat informowania chorych, że nie da sie juz im
    pomóc. Zawsze powtarzam, że JA chcialabym wiedziec, ona, lekarka, absolutnie by
    nie chciała.
    Luna lepiej od nas zna swego meza i jeśli jest ktos, kto moglby z jakms
    prawdopodobbienstwem powiedziec, czy chciałby wiedziec, czy nie - to na pewno
    nie my tu na forum.
    6. Jeśli nawet uczciwosc wymaga ujawnienia podejrzeń dziadygi, to trzeba by
    dobrze przemyślec, co dalej. Co - jesli mąz postanowi odrzucic dzieci, a co,
    jeśli uzna, że nic go to wszystko nie obchodzi.
    Czy w obu tych sytuacjach trzeba twardo stac po stronie meza, czy nie. To są
    kolejne bardzo ciekawe dylematy.
    7. Nadal uważam - i tu nie ustąpie, zreszta ciekawa jestem co na to PRAWO - ze
    dziadek nie mial prawa, że nikt nie ma prawa poza rodzicami przeprowadzac
    jakichkolwiek badań dziecka, w tym DNA.
    8. I jak powiedzial niejaki Dawkins: samolubny gen w zadnej mierze nie powinien
    byc utozsamiany z samolubnym fenotypem.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 00:17
    Uświadomilam sobie, ze tak naprawdę nie chodzi mi wcale o to, by za nic nie
    mowic mężowi.
    Raczej o to, by to powiedziane nie obracalo sie przeciwko dzieciom.
    To są rzeczywiscie dwie rożne sprawy, choc na tym forum (podobnie jak na innych
    dwoch, gdzie sama wywolalam kiedyś potworną awanture na analogiczny temat) jakos
    dziwnie sie z soba utozsamiają - ujawnienie, ze mezczyzna nie jest biologicznym
    ojcem dziecka ma spowodowac odrzucenie tego dziecka w imię ukarania
    wiarolomnej, perfidnej, wyrachowanej, etc. etc.
    I to właśnie jest dla mnie niewyobrażalne.
    Dlaczego tak cicho i niepewnie brzmia glosy, ze może maż Luny nie odrzuci
    dzieci, nie wyrzeknie sie ich. Zamiast tego - banialuki o prawdziwej tozsamosci.
    Próbowalam sobie dzisiaj wyobrazic, ze moja corka nie jest moją corką, ze mąż
    moja wlasną sprzedal, a N. jest podrzuconym dzieckiem jego i jego kochanki.
    Popatrzyłam na nią zrozumialam, że chociaz w moja milosc do niej wsunąlby sie
    jakis cień smutku, to na pewno nie kochalabym jej mniej. Bo kocham osobę, ktorą
    ona jest - a nie moją wlasnośc.
    I ja akurat byłam w sytuacji, kiedy moglam insynuacje na temat czyjegos ojcostwa
    wzmacniac lub wygaszac, i jak najbardziej mialoby to przełozenie na status
    materialny mego wlasnego dziecka. Wiem o czym tu rozmawiamy, oprócz
    metaforycznego wrabiania ludzi w dzieci mam tez na sumieniu wrobienie prawdziwe,
    choc w dokladnie przeciwnym sensie niż sugeruje Moja Ulubiona Forowiczka Adela.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 00:29
    ... a może nie: gdybym się dowiedział, że moje dziecko nie jest moje, to bym się
    nie wyrzekał, nie odsuwał, nie odtrącał.

    Chciałbym jednak zbudować nasze nowe relacje na nowym gruncie. Chciałbym, by
    oprócz miłości było także zaufanie, że możemy na siebie liczyć w każdych
    warunkach i zmierzymy się z każdą przeciwnością.
  • 13.05.09, 00:38
    pewnie mąż luny również nie odtrąci tych dzieci.
    Z tego co pisała luna w różnych wątkach na jego temat to ona ma na punkcie tych
    dzieci regularnego fioła.
    Ja bardziej bałabym się jego żalu do siebie samego, który może mieć, że nie
    starał się wcześniej, o dziecko z luną.
    Działanie na zasadzie....gdybym wcześniej wiedział, to....

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 13.05.09, 00:44
    Ale to jest apel do matki nie-twojego (biologicznie) dziecka, a nie do aktualnej
    zony. (oczywiscie obie panie i dziecko hipotetyczne).

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 00:22
    Luna,
    nie umiem Ci jakos sensownie pomoc. Przeczytalam caly watek, polowy postow nie
    jarze - kto, co, kiedy, dlaczego, a jakie mial intencje, a chcial, a nie chcial
    - pies to drapal.
    Cokolwiek postanowisz, przemysl to dobrze 10 albo i ze 100 razy. To nie jest
    prosta sytuacja i cokolwiek zrobisz, zapewne skonczy sie jakas zadyma.
    Z wlasnego dziecka nie rezygnuj, jezeli Ci naprawde zalezy.
    Trzymaj sie.
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • 13.05.09, 00:47
    JaK widze Twój nick, to zawsze go czytam "nascendi". Nie mam pojecia, czy
    istnieje takie słowo, ani w jakim jezyku, ale jestem przekonana, że znaczy
    "rodząc". I jakos bardzo pozytywnie sie kojarzy - i bardzo słusznie smile
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 13.05.09, 00:52
    Haha, dzieki nangaparbat - ja osobiscie strasznie zaluje, ze tak do mnie juz
    przylgnal na tym forum i ze na gazecie nie mozna zmienic nicka (albo ja nic o
    tym nie wiem wink - pewnie trzeba zalozyc nowe konto), bo o wiele bardziej
    wolalabym cos bardziej osobistego, co sugerowaloby chociazby moja plec. No ale
    trudno, niech bedzie nascendi wink
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • 13.05.09, 01:07
    > Haha, dzieki nangaparbat - ja osobiscie strasznie zaluje, ze tak do mnie juz
    > przylgnal na tym forum i ze na gazecie nie mozna zmienic nicka (albo ja nic o
    > tym nie wiem wink - pewnie trzeba zalozyc nowe konto)

    no to zakładasz nowe konto a na forach piszesz notkę "od dziś mój nick to....."
    i przez jakiś czas w sygnaturce podajesz info "kiedyś pisałam jako nsc23". Po
    kilku tygodniach/miesiącach wszystkim się wdrukuje, że Iksińska to z nsc.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • 13.05.09, 01:12
    za duzo z tym zachodu wink tak sobie tylko marudze, czasem ta rozdzielnosc nickow
    na roznych forach sie przydaje smile
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • 13.05.09, 08:24
    Luna napisała, że:
    Ten brak poglebil sie, jak jego ex nagle zaczela bronic mojemu mezowi
    kontaktow z dziecmi, wrecz szczula na nas dzieci (jak wyszla za maz, za
    kochanka, przez ktorego sie rozeszli), wymagala wszystkiego, ale won od
    dziecisad


    zatem oczywistym jest, że ojcem biologicznym dziecka jest ówczesny kochanek
    eksi, a obecnie jej drugi mąż.
    Oczywistym jest dla mnie, że szczęśliwa w związku z biologicznym ojcem dzieci -
    ujawni im wcześniej czy później, że ich ojczym jest faktycznie ich ojcem.
    W tej konkretnej sytuacji nie ma żadnego powodu, dla którego mąż Luny nie miałby
    znać prawdy. Prawda wyjdzie na jaw, a Luna okaże się ta nielojalna żona, która
    ukrywała prawdę przed mężem.

    Dobro dzieci nie jest w niczym zagrożone, skoro przebywają na co dzień ze swoim
    ojcem biologicznym, mówiąc do niego zapewne "tato".
  • 13.05.09, 08:28
    Współczuje tylko mężowi Luny:
    Oszukiwany przez ex ( dwukrotnie co do ojcostwa ) i wielokrotnie co do zdrady,
    Oszukiwany przez ojca ( ukrywanie wyników badań DNA ),
    Oszukiwany przez Luny ( ukrywa wiedzę o ojcostwie ).

    Zjedzony przez wilki wsród serdecznych "przyjaciół"
  • 13.05.09, 15:30
    ... matka ujawni dzieciom biologicznego ojca gdy
    dzisiejszy "biologiczny" przestanie mieć ustawowe obowiązki
    finanasowe. Może czeka także na spadek więc na razie tajemnica jest
    potrzebna.

    Potem "ojciec" usłyszy jeszcze raz "won" już na stałe.
  • 15.05.09, 08:55

    Watek rozrósł sie do rozmiarów od dawna na tym gorum niespotykanych,
    a "spirytus movens" całej sprawy zamilkł...
    Jaka decyzja luna?
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
    jest z głupcami.
  • 16.05.09, 13:30
    Kochane dziewczyny, nie mialam ani czasu ani sily wam odpisywac (naprawde).

    Nie chce bronic tutaj tescia, ale on mi powiedzial, ze juz dawno chcial podsunac
    pomysl o tescie synowi, ale sie bal jego reakcji, bal sie, ze w naplywie „furi i
    zrezygnowania” jego syn skonfrontuje Exie z prawda, co byloby to jej na reke,
    gdyz juz „komus” (bardzo blizka rodzina, z ktora moj tesc ma bardzo dobry
    kontakt) Ex powiedziala: „ nie boje sie, ze ujawni sie nie ojcostwo (tu imie
    meza), bylo by mi to na reke ze wzgledu na meza (byly kochanek), ktory nie
    musialby sie dzielic z obcym facetem ojcostwem, a placic? I tak musi do 27 lat”
    (tu smiech).

    Opowiedzial mi o tym gdyz pare dni temu nie wytrzymalam i chcialam go zmusic o
    powiedzeniu prawdy synowi lub zwolnieniu mnie z obietnicy. Tutaj ma on racje,
    jego syn zostal by „bezdzietny”, nie pozwolila by Exia na kontakty i moj maz by
    sie chyba zalamal (tym bardziej, ze nie mamy i prawdopodobnie nie bedziemy mieli
    dzieci).

    Jezeli chodzi o stosunki mojego meza z rodzicami, to powiem, ze sa nienaganne,
    tzn. Moj maz jest bardzo dobrze wychowanym dzieckiem i zadna rzecz na swiecie
    nie popsula by tych stosunkow. Pytajac tescia czy naprawde chodzilo mu o spadek,
    powiedzial, ze na pierwszym miejscu stoi dobro jego dziecka (syna), nie
    zcierpial by, gdyby kolejny raz przez Exie w padl w dol rozpaczy, do ktorego on
    by sie przyczynil jakby mu o tym opowiedzial, a na drugim planie stoi jego
    majatek (nie maly); „nie po to sie dorabialem, zeby obce mi dzieci zagarnely
    caly majatek z falszywa Exia jakby wam cos sie stalo (mial podobna sytuacje w
    rodzinie), robie to dla waszego jeszcze nie narodzonego dziecka (tutaj sie
    rozplakalam jak bobr). Najwiekszym ich marzeniem jest posiadanie wnukow, bo ich
    nie maja. Exia juz dawno popsuja te stosunki, zabronila wizyt dzieci u nich.
    Teraz moga je widziec, ale co z tego jak odbilo sie to na dalszych relacjach.

    Ta wymiana slow z tesciem pomogla mi troche, on tez cierpi, moze jeszcze
    bardziej odemnie, rozplakal sie.....(a jest to bardzo silny czlowiek), on ponad
    zycie kocha swojego syna i wie czym grozi PRAWDA!

    Natasza dobrze napisala, jakby moj maz bylby „nie interesujacym” czlowiekiem,
    bez pozycji, renomy i duzego spadku, Exia odrazu przyznala by sie kto jest ojcem
    dzieci, a mianowice jej terazniejszy maz, ktory zeruje na innych ludziach i
    pozwala zeby jego dzieci chodzily do „obcego” czlowieka (mojego meza) ze wzgledu
    na finanse, bo nie moze zapewnic rodzinie normalnego standartu!

    TO JEST DLA MNIE SZMATA!!!! (na czele z Exia). To ten czlowiek (kochanek Exi)
    podpierniczal sie do Exi (i na odwrot) jak moj maz byl w delegacji. To on
    postepuje ochydnie, najpierw chcial, zeby moj maz placil na dzieci (wlasne
    dzieci), a pozniej jak zauwazyl, ze pieniazkow brakuje na extrasy, wymeldowal
    sie z mieszkania Exi i zameldowal proforma u znajomego, zeby moj maz placil
    alimenty na jego konkubine (Exie mojego meza) (co tez przez dlugie lata robil,
    dopoki sie tym nie zajelam).

    TO JEST DLA MNIE PERWERZJA! O tym, ze ojcem dzieci jest ten kochanek, Exia tez
    wspominala w.w. osobie. Moj tesc jest pewien, ze Exia tej osobie powiedziala, bo
    chce, zeby sprawa wyszla na jaw (wkoncu to tez czlowiek, moze gryzie ja
    sumienie? Moze chce powiedziec to dzieciom, ale brakuje jej odwagi? Moze czeka
    na spadek? Nie wiem.).

    Braktalentu napisala:
    „A jedynym dowodem na winę byłej żony jest opowieść teścia, który ma
    w zwyczaju nieelegancko załatwiać sprawy rodzinne. Nieelegancko, bo
    o ile ma prawo dysponować własnym majątkiem dowolnie i zdecydować o
    jego przekazaniu tylko wnukom "krew z krwi", albo schronisku dla
    kotów, to wykonywanie badań DNA wnuków za plecami własnego syna i
    wplątywanie w to synowej, jest dla mnie rozwiązaniem podejrzanym i
    sprawiającym, że w stosunku do teścia stosowałabym zasadę mocno
    ograniczonego zaufania.”
    Braktalentu, po niesnaskach zwiazanych z przejeciem przezemnie firmy, nie raz
    dali tesciowie mi do zrozumienia, ze jestem im blizka, traktuja mnie jak wlasna
    corke (nie bede tu przykladow dawala, bo by sie dlugawo zrobilowink. A sam fakt
    podzielenia sie ta przekleta ze mna tajemnica (jakby nie bylo obca osoba) daje
    mi poczucie zespojenia z ta rodzina a zarazem przeklenstwem.

    Nie mam zamiaru byc posrednikiem, nie mam zamiaru „zdradzic” tescia, nie mam
    zamiaru burzyc pieknego dziecinstwa dzieciom Exi, ani „ojcostwa” mojego meza,
    ale mam ochote wpierdzielic mezowi Exi i jej, za moje cierpienie i rodzicow
    mojego meza, za to, ze przez jej klamstwo moj maz nie zdecydowal sie wczesniej
    na dziecko.

    A OBAWA „o uniemożliwienie spotkań z dziećmi przez byłą żonę wydaje mi się
    bezzasadna. Przecież Ona akurat wogóle nie musi wiedzieć o całym zamieszaniu w
    Waszym domu.”

    Jest jak najbardziej uzasadniona, zdaniem moim i tescia, ona chce zwalic cala
    robote „powiedzenie dzieciom, albo mojemu mezowi” prawdy na nas. Jezeli chciala
    by ta tajemnice utrzymywac w dalszym ciagu, to by nie pisnela slowa osobie,
    ktora ma dobry kontakt z moim tesciem (logiczne), albo jest totalnie porabana i
    inaczej „funkcjonuje”.
    Tesc nie moze ujawnic prawdy, gdyz grozila by mu kara. W niemczech zabronione
    jest robienie testow na ojcostwo, tak sobie. Moze tylko zezwolic sad za zgoda
    matki!!!! A nawet jakby odbyla sie sprawa o zaprzeczeniu ojcostwa, to i tak
    przybrany ojciec, ktory w ciagu 6 miesiecy od narodzenia dziecka nie wniosl
    pozwu o zaprzeczeniu musi placic do konca zycia, a paradoksem jest, ze matka
    moze nie pozwolic na wizyty z „platnikiem”, dla jej i dzieci dobra psychicznego.
    A CO Z OSZUKANYM FACETEM? Panstwo wie jak sie zabezpieczyc przed dalszymi
    kosztami wrazie ujawnienia nie ojcostwa

    Kochana nangaparbat3, masz racje, najpierw robi sie badanie spermy w zmaganiach
    o ciaze; „Sadzę jednak, ze Luna nie ma racji, bo pierwszym badaniem, jakie sie
    teraz robi parom starajacym sie o dzieci jest badanie spermy - wiec skoro juz
    raz probowali
    zaplodnienia in vitro, musialoby to (ewentualna bezplodnosc męza) wyjsc na jaw.”

    Ale wyobraz sobie, ze sa kliniki nieplodnosci, dla ktorych liczy sie tylko
    forsa, o czym sie przekonalam. W Berlinie 4-lata temu, po rocznym staraniu
    poszlam do kliniki nieplodnosci, zrobiono mojemu mezowi najpierw spermiogram,
    ktory wyszedl w najnizszych granicach, ale podobno nie katastrofa. Wycyckali od
    nas pieniedze, tysiace badan (platnych), leczenie trwalo kilka lat....,
    inseminacje..., zmiana lekow..., pod koniec inV., ktore nie przynioslo rezultatu.
    Po tescia informacji, wyslalam mojego meza do urologa jeszcze raz zbadac sie, i
    co sie okazalo? Kilka ruchliwych plemniczkow, ktore nigdy nie mialy szansy
    znalezc odpowiednia droge...., zalamanie.... Przenieslismy sie do kliniki w
    Polsce, okazalo sie, ze zwykle inV tu nie pomoze, tylko ICSI przy tak marnym
    spermiogramie, ale tez nic z tego nie wyszlo. Jestem teraz glupia z tego
    wszystkiego i nie wiem komu mam wierzyc, gdyz nastepny test, wyszedl
    zadawalajaco. Ale to nie ma nic do rzeczy, gdyz sa „ojcowie”, ktorzy sa plodni i
    wychowuja nie wiedzac o tym nie biologiczne dzieci.

    adela38 napisala: "kukulcze jaja" zabieraja czas, ktory on moglby poswiecic na
    budowanie swojej rodziny”
    Dobrze napisalas Adela, jakby moj maz wiedzial o tym od poczatku, to by napewno
    wczesniej zdecydowal sie na dziecko ze mna. Ale dla niego byly wazne, te ktore
    juz sa, a moze nie byl ze mna wtedy na 100% pewny? A moze........?

    Przedwczoraj zaczelam niewinna rozmowe o tym, ze co 7-me dziecko w Niemczech
    jest kukulcze. I sie dowiedzialam, ze moj maz by je tak samo kochal, ale balby
    sie, ze to one by sie od niego odwrocilysad
    .............Czyli; jakby sie dowiedzial, ze to nie jego dzieci, to jego
    "pajacowatosc" w stosunku do nich byla by wieksza?
  • 16.05.09, 15:53
    ... i nie rozumiem dlaczego denerwujesz się na exię Twojego męża i biologicznego
    ojca dzieci?

    Rodzice tych dzieci postępują by było im dobrze: znaleźli frajera do płacenia na
    cudze dzieci, znaleźli teścia frajera-tchórza, który zna prawdę, ale nie powie i
    jeszcze wikła innych w tajemnice. Znaleźli Ciebie - też frajerkę, która okłamuje
    własnego męża nie mając żadnego RACJONALNEGO powodu do kłamstwa, a wręcz przeciwnie.

    O co Ty masz pretensje do obcych ludzi jeśli sama okłamujesz męża, jego dzieci,
    masz konszachty z teściem przeciw mężowi? Jakim prawem nazywasz innych szmatami
    jeśli sama uczestniczysz CZYNNIE w tym szmaciarskim interesie?
  • 16.05.09, 16:41
    Czas poświęcony przez Twojego męża na spotkania z dziećmi exi i jej męża będącego ojcem biologicznym jest czasem straconym. Ten stracony czas ( bo i tak bardziej będą szanowały ojca biologicznego zajmującego się nimi na co dzień i niż ojca prawnego weekendowego i sponsora, gdy poznają prawdę o ojcostwie ) Twój mąż mógłby poświęcić Tobie i próbom spłodzenia potomka.
    Jego "dzieci" oleją go, gdy poznają prawdę z opisanej przeze mnie przyczyny, trzeba tę bolesną prawdę uświadomić sobie i mężowi.
  • 16.05.09, 18:54
    > Jego "dzieci" oleją go, gdy poznają prawdę z opisanej przeze mnie przyczyny,
    trzeba tę bolesną prawdę uświadomić sobie i mężowi.

    Duch proroczy przez ciebie przemawia?

    O ile pamietam, sądy odnoszące sie do przyszłosci nie sa ani prawdziwe, ani
    falszywe.
    Wiec moze nie wypowiadaj się z taką pewnoscią. Język polski zna sformulowania:
    moze się zdarzyc, przypuszczalnie, sądzę, wydaje mi się... i cala mase innych
    synonimicznych.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 16.05.09, 20:03
    Przemawia przeze mnie doświadczenie życiowe.

    Oczywistym jest dla każdego ( ale nie dla Ciebie ), że dziecko uzyskując wiedzę,
    że ojczym tak naprawdę jest ich ojcem biologicznym, a ojciec prawny jest po
    prostu jeleniem, sponsorem od którego można doić kasę bez litości - zyskują
    wiele, po prostu wszystko wraca na swoje miejsce - rodzice biologiczni żyją
    razem, zajmują się dzieckiem i jest wszystko ok bo prawdziwy tatuś i prawdziwa
    mamusia są z nim przez 24h/dobę przez 7 dni w tygodniu.
  • 16.05.09, 21:14
    Doświadczenie życiowe jest zawsze jednostkowe.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 16.05.09, 17:09
    Jade teraz do tesciow, chce ujawnic cala prawde mojemu mezowi; "moze nie taki
    diabel straszny jak go maluja", i oni powinni o tym wiedziec jako
    pierwsi......... Niech sie dzieje co chce....
  • 16.05.09, 17:35
    ... z dala wspieram Cię duchowo i życzę powodzenia.
  • 16.05.09, 18:59
    Do tesciow? To jeszcze jest jakaś tesciowa? Nie wygladalo na to w poprzednich
    postach, to dziwne, ze pisalaś je tak, jakby ona w ogole nie istniala. Ja bym
    sie zastanowila nad pozycją kobiety w rodzinie meża.
    I zdumiala mnie ta tajemnicza osoba, ktorej ex tak się zwierza. Dziwne.

    Pomyślalam też, że bardzo możliwe, ze Twój mąż wie, ze to nie jego dzieci, i ze
    dla niego najwazniejsze jest zachowanie więzi z nimi.

    Cokolwiek by nie było - trzymaj się i napisz, jak poszło.
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 16.05.09, 19:51
    > Pomyślalam też, że bardzo możliwe, ze Twój mąż wie, ze to nie jego
    dzieci, i ze
    > dla niego najwazniejsze jest zachowanie więzi z nimi.

    Wie czy dopiero się dowie to przecież powiedział Lunie, że jeśli
    chodzi o jego uczucia to niewiele by się zmieniło (moim zdaniem
    teraz tak mu się wydaje) ale bałby się, że dzieci się od niego
    odsuną po takiej informacji.

    Podejrzewam więc, że sytuacja może być teraz taka, że to on będzie
    żył z tajemnicą i modlił się, żeby ani Eksia, ani jej mąż ani teść
    ani Luna im o tym nie powiedzieli. To tak na dzień dobry bo utrata
    złudzeń nie jest łatwa i faktycznie może się to obrócić na początku
    przeciwko tym osobom, które go tych złudzeń chcą pozbawić. Jednak
    mimo wszystko uważam, że jest tylko jedna prawda i mąż dla Luny i
    syn dla teściów, czyli ukochana osoba dla dwóch osób na świecie, ma
    prawo ją znać. W dłuższej perspektywie podejrzewam jednak, że dotrze
    do niego, że właściwie to oszukuje sam siebie bo choćby nie wiem jak
    chciał udawać, że nic się nie stało to stało się i jakby nie było
    jest bezdzietny, ktoś zrobił z niego niezłego jelenia, a prawdziwy
    ojciec na dodatek nigdzie nie zniknął żeby mimo wszystko kontynuować
    swoją rolę tylko kręci się w całkiem bliskiej okolicy i cała
    konstrukcja najprawdopodobniej rypsnie w którymś momencie jak domek
    z kart. Na dodatek próby posiadania własnego dziecka się nie udają.
    Niezależnie też od tego, jak bardzo emocjonalnie jest dzisiaj
    związany z dziećmi i jak bardzo będzie chciał, lub czuł się
    zobowiązany jako przyzwoity człowiek, do podtrzymywania tej więzi to
    ja osobiście nie wierzę, że po przetrawieniu takiej informacji nie
    będzie to mialo żadnego wplywu na jego uczucia do dzieci. Po prostu
    w to nie wierzę. Mało tego, będzie miał facet zupełne do tego prawo
    i będzie to absolutnie zrozumiałe, chociaż nie dla Ciebie Nanga.
    I nie nam nango będzie oceniać faceta i jego potem uczucia względem
    tych dzieci, wszystkich zainteresowanych oraz jego postępowanie
    potem, bo jest tylko człowiekiem a nie Matką Teresą a ciężkie czasy
    przed nim i w sumie to strasznie mu współczuję.
    Współczuję też dzieciom bo i dla nich takie info będzie mocno
    traumatyczne i nie wyobrażam sobie jak się mamusia z prawdziwym
    tatusiem im z tego wytłumaczą. Nie oznacza to jednak, że na ołtarzu
    ich dobrego samopoczucia położyłabym, jak Ty, męża Luny, tylko
    dlatego, że to on jest tu dorosły.
  • 16.05.09, 19:53
    A! Jeszcze chciałam powiedzieć, że stęskniłam się za Tobą Natasza!
  • 18.05.09, 15:34
    balladynka napisała:

    > A! Jeszcze chciałam powiedzieć, że stęskniłam się za Tobą Natasza!

    Ty coś też ostatnio rzadko piszesz....
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 16.05.09, 21:20
    Ale czego Ty teraz chcesz ode mnie?
    Luna podjela decyzje i ja jej nie kwestionuję.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 17.05.09, 07:13
    Niczego. Wypowiadam tylko swoją opinię i to głównie gdybam sobie na
    temat tego co się może wydarzyć za chwilę (po i w konsekwencji
    podjęcia decyzji przez Lunę), bo dopiero zajrzałam na forum. A to
    był jakiś limit czasowy na składanie wniosków?

    Znamy się nie od dziś więc uprzedzam też wypadki, gdyż zaraz
    będziemy mieli tu na forum kolejny wątek, w którym co poniektórzy
    będą odsądzać gościa od czci i wiary bo sobie z tą wiedzą nie będzie
    radził tak, jak by oczekiwali z pozycji swojej wygodnej kanapy
    komentatora ludzkich serc i sumień.
  • 16.05.09, 19:55
    Wlasnie wrocilam, poszlo lepiej niz przypuszczalam. Tesc, tak tesc, dal mi
    blogoslawienstwowink nie pisalam o tesciowej z pewnych powodow, o ktorych nie
    chcialbym pisacsad

    Nangaparbat3, pisalam tylko o tescie, gdyz tesciowa dala "przyzwolenie" na
    testy, ale nie chciala o niczym slyszec (taki tchorz byl juz z niej zawsze,
    wrazie czego to nie onasmile).

    Tesc jest "glowa" rodziny a ona ta "szyja", ktora ta "glowa" kreci (mam
    nadzieje, ze mnie zrozumialas).

    Jakby tesciowa powiedziala NIE, nie zgadzam sie! to by tesc nigdy tych testow
    nie zrobil. Ona boi sie konsekwencji, boi sie prawdy, boi sie wszystkiego co
    nieznane i nie pasuje w jej niby uporzadkowane zycie i ja przerasta. Bardzo
    wygodna kobietasmile niby chiala wiedziec prawde, ale wrazie czego moze schowac
    glowe w piach i powiedziec: "a nie mowilam?". Ale w gruncie rzeczy to dobra
    kobiecinasmile. Pierwszy test widzialam na wlasne oczy; ojcostwo wykluczone na
    99,99%. A drugi test jeszcze nie przyszedl, modle sie tylko zeby wyszedl
    negatywnie (tzn. zeby to byla corka mojego meza).

    Musze troche ochlonac, pozbierac mysli. Musze konczyc, bo wlasnie w tej chwili
    "cholota" wrocila z wycieczki i wolaja jesc.
  • 16.05.09, 21:25
    A drugi test jeszcze nie przyszedl, modle sie tylko zeby wyszedl
    negatywnie (tzn. zeby to byla corka mojego meza).

    Wiesz, ja juz nie wiem, co lepsze.

    No i nie bardzo rozumiem - wydawalo mi sie, ze test jest na zgodnosc DNA - wiec
    jesli wynik "negatywny" (= brak zgodnosci) to ojcostwo jest wykluczone.

    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania
    tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 17.05.09, 19:45
    nangaparbat3, chcialam zeby test wyszedl, ze to jego dziecko. Ale teraz to nie
    ma juz znaczenia .............

    Po rozmowie z mezem okazalo sie, ze moj maz przypuszczal, przyjal wiadomosc
    bardzo spokojnie. Ten jego spokoj mnie bardzo zdesperowal i zirytowal.....,
    jestem poprostu w szoku....zadnego tlumaczenia...., rozmowy.....,
    nic.....Zapakowal dzieci do auta i pojechal gdzies......A ja zostalam sama,
    samiusienka z moimi dylematami.................

    Ale teraz powstaje nastepny dylemat, jezeli wiedzial lub przypuszczal, to
    dlaczego nie podzielil sie z tym fakem ze mna?????? dlaczego zwlekal z wlasnym
    dzieckiem? dlaczego placil samowolnie alimenty na nia (Exie) jezeli wiedzial?
    dlaczego zwlekal tak dlugo ze slubem? fakt faktem ja nie chcialam, ale on byl z
    tym szczesliwy.

    Dlaczego zwlekal z zamiana mieszkania? ktore przypominalo mi zle czasy z moim
    Exem? Dlaczego teraz znowu zwleka z.......

    ......juz wiem......, on mnie tak naprawde nie kochasad(((((((( dla niego liczy
    sie przeszlosc, ktora zyje. A ja? kim jestem? jakims uzupelnieniem? ot tak
    nadalo sie......no czym???? Czuje sie przy nim nikim. Od przedwczoraj sa dzieci
    Exi u nas, najstarsza nawet mi nie powiedzala "dzien dobry", a on nie
    zareagowal......

    Podjelam decyzje; odchodze............

    Nie mam sie zamiaru kisic w jego niby uporzadkowanym przez siebie swiecie, do
    korego nikt nie ma wstepu.

    Do trzech razy sztuka..............
  • 17.05.09, 21:27
    Jesteś pewna swojego postanowienia ?
    Czy nie zostało ono podjęte pod wpływem emocji ?

    Faktem jest, że w Twojej sytuacji odchodząc łatwiej spełnisz marzenia o
    macierzyństwie, zatem z tego punktu widzenia nie ma na co czekać, ale ( nie
    obraź się ) w Twoim wieku zaczynać wszystko po raz trzeci od początku, od zera ?
    Nie wiem czy bym się zdecydowała.

    Serdeczni Ci współczuję.
  • 17.05.09, 21:57
    Podjelam juz ostateczna decyzje. Emocje? no coz zawsze byly, ale dla mnie za
    czesto.
    Pochowalam moje marzenia o macierzynstwie, i to wlasnie najbardziej boli. A nie
    spelnily sie przez czlowieka, ktorego kochalam, ktoremu zaufalam, i ktory mnie
    oklamywal w pewnym sensie.

    Piszesz o nowym poczatku? nie uwierzysz, jestem gotowa i licze sie ze wszystkim.
    Lepiej od zera zaczynac (bo tak bedzie), ale nie miec tego bagarzu na sobie.

    Nie wspolczuj mi, jeszcze wszystko przedemna..........napewno lepiej,
    bezpieczniej, poprostu normalnie......................czego sobie bardzo zycze,
    no i nigdy w zyciu mezczyzne z dziecmi
  • 17.05.09, 22:05
    Współczuję straconego czasu, straconych złudzeń, a przede wszystkich
    pogrzebanych ( chyba ) marzeń o macierzyństwie.
  • 17.05.09, 22:17
    No bez przesady, Luna ma dzieci (z tego co kojarze, jest juz nawet babcia!).
    Bardzo pragnela miec wspolne dziecko z obecnym mezem.
  • 17.05.09, 22:42
    Tak Liz, mam dzieci (dzieki Bogu), ale chcialam z pelna swiadomoscia znowu
    rozkoszowac sie macierzynstwem. Czy jako 36-letnia kobieta (wtedy, gdy marzenie
    sie zaczelo) nie mialam do tego prawa?wink
  • 18.05.09, 13:13
    Nic takiego nie chcialam powiedziec! Ja mam teraz 34 lata i zero dzieci - mam
    nadzieje, ze niedlugo sie to zmieni.
  • 17.05.09, 21:49
    według mnie decyzja o odejściu BEZ rozmowy, w której usłyszysz
    odpowiedzi na podane przez Ciebie pytania, jest przedwczesna.
    A może on Cię kocha ale jest tchorzem i po prostu chował głowę w
    piasek?
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 17.05.09, 22:13
    Chalsia, byla rozmowa, ale taka jakas nie taka, jakby mu na mnie nie zalezalo.
    Podkreslal tylko co mnie do pasji przyprawialo, ze najwazniejsze sa dla niego
    dzieci, no OK., a co ze mna??? nie tylko on jest tym trafiony, w jakims sensie
    ja tez.
    On ma ta przewage, ze wychowywal w pewnym sensie te dzieci, a ja? jaka mam
    podstawe je teraz tak hojnie akceptowac? ona juz nie istnieje, wczesniej byly to
    dzieci meza, ale teraz .....dzieci kobiety, ktora go wykorzystala, oszukiwala i
    na wysmiech wystawila.

    On przypuszczal, ze to nie jego dzieci, ale pomimo tego nie chcial miec ze mna
    dzieci? no nie, tego nie moge mu przebaczyc. To jest gorsze od zdrady cielesnej.

    Sorry, bylam gotowa "zagarnac" pasierbiatka, ale nie obce mi dzieci, ktore nic z
    moim mezem nie maja wspolnego. Jak maly nie odpowiadal mi, bo sie droczyl na
    kogos innego, to zawsze obracalam to w zart, zagadywalam, ale od paru miesiecy
    nie umie..............
  • 17.05.09, 22:20
    Jego postawa to jakaś abberacja, opiekować się dziećmi kochanka byłej żony,
    płacić zdradzającej byłej żonie dobrowolnie alimenty ( żeby lepiej jej było
    bzykać się z kochankiem ) a odmówić nowej żonie spłodzenia własnego potomka -
    myślę jednak, że on ma nierówno pod sufitem.
  • 17.05.09, 22:31
    On chyba ja (Ex) w dalszym ciagu kocha...., zrobil by dla niej doslownie
    wszystko. Ja z ta swiadomoscia juz nie moge z nim byc....., klamka zapadla, i
    zeby mnie przekonal o nie slusznosci mojej racji, musialby naprawde gory
    przewrocic, a to jest niemozliwe............
  • 17.05.09, 22:50
    Luna, Kochanie, poczekaj z decyzjami, zwlaszcza tak dramatycznymi.
    Dlaczego nie rozpatrzysz możliwości, ze mąż wiedzial od dawna, ze nie może miec dzieci, i robil uniki bo bal się, ze go odtrącisz? I nie tylko moglo to byc powodowane tchorzostwem, ale lękiem przed upokorzeniem - bo myślę, że mężczyzna moze przezywac jako bardzo upokarzajacy fakt, ze nie jest w stanie splodzic dziecka. Skoro tak mocno przywiazał sie do dzieci, o ktorych wiedzial, ze nie są "jego", byc moze bardzo pragnąl wlasnych i byc moze cała sprawa byla dla niego tym bardziej bolesna i wstydliwa.
    Zdarzaja się i takie, z których nawet najblizszym, najbardziej kochanym i sznowanym osobom wstydzimy sie zwierzyc, w obawie przed odtrąceniem najczesciej.
    W kazdym razie uważam, ze zatajenie sprawy ojcostwa w zaden sposob nie dowodzi, ze maż Ciebie nie kocha/nie kochał. Awłaszcza, że wiazal sie z kobieta majacą już dzieci - mogl sobie wyobrazac (niesłusznie, fakt, ale teraz mowie o jego fantazjach), że nie bedziesz juz chciala nastepnych, czy że jesli nawet, to nie dramatycznie mocno.
    Twojej postawy odrzucenie tych dzieci, skoro nie sa "jego", nie rozumiem. On je kocha - i to jest argument absolutnie wystarczajacy, by ich nie odrzucac. Myślę, ze u Ciebie to pierwszy odruch zlosci, co akurat jest zupelnie naturalne - no ale po pierwszych odruchach warto pozwolic sobie na chwile refleksji.
    Prosze Cię, poczekaj z decyzjami - im dłuzej o tym myślę tym bardziej wydaje mi się, że on wiedział, ze nie moze miec dzieci, a te które w końcu jakis czas wychowywal uznał emocjonalnie za własne, zwyczajnie pokochal, a teraz panicznie boi się, że one go opuszczą. Biologiczni ojcowie po rozwodzie często bardzo też okropnie sie tego boją, on pewnie tym bardziej.
    I rozumiem, ze rola zony jest w takiej sytuacji potwornie trudna - ale tak mało jest miłosci na świecie, że jesli sie jednak kochacie, warto to wszystko przynajmniej jeszcze parę razy spokojnie przemyślec

    Mam nadzieje, ze sie nie obrazisz, ale przyszlo mi do głowy, ze skoro Ty tak bardzo pragniesz dziecka, a on kocha po prostu te dzieci, ktore wychowuje, moze warto skorzystac z banku spermy?
    Moze to idiotyczny pomysł, a moze wart zastanowienia.

    Ściskam Cie z całej siły i najserdeczniej pozdrawiam
    nanga
    --
    Świętych nie mniej kontentuje łaska, jaką okazał im Pan, niż możność oglądania tych, co skazani są na męki piekielne. Św. Tomasz z Akwinu
  • 18.05.09, 00:23
    Kochana Nangaparvat3, placze teraz jak to piszesad ale prawda jest inna i
    bardziej bolesna dla mnie.

    Po roku naszej znajomosci (sorry za szczegoly) pekla gumkasmile, moj wtedy nie maz
    wpadl w panike, zawiozl mnie wtedy do kliniki zebym wziela tzw. pigulke w razie
    czegosad Wtedy ten jego szok i zdezorientowanie przerzucilo sie na mnie, nie
    chcialam tego czego by moj partner nie chial.

    Myslalam no dobrze, teraz nie chce (po roku znajomosci), ale za pare
    miesiecy.... no i te miesiace przekszalcily sie w lata. A ten fakt i poczucie
    winy zostalo na moich barkach.................:

    I mial czelnosc po tym wszystkim przywozic dzieci (nie swoje) do naszego
    domu!!!!!!!!Jak ja cierpialam i mialam poczucie winy.......sad(((( Po roku (jak
    go "przekonalam") niepowodzen wspominalam o adopcji "naszego" dziecka, ale on o
    tym nie chcial slyszec!!!!! on mial niby z krwi i kosci swoje, w ktore czas i
    pieniadze chcial inwestowac.

    Analizujac jego zyciorys on nie moze zadnej nastepnej kobiecie po Ex dac
    poczucie bezpieczenstwa i ja kochac. A byly fajne "partie" przedemna, ktore byly
    madrzejsze odemnie i po zorietowaniu sie "co w trawie piszczy" odeszly.........
  • 18.05.09, 10:00
    Bardzo ci wspolczuje Luna67...
    Wyglada na to, ze twoj partner najwyrazniej ciebie wykorzystal.Ukradl ci kawal
    zycia i mozliwosc ponownego macierzynstwa.Pozwolil ci angazowac sie w cos
    (opieka na pseudopasierbami) czego wiedzial, ze bys nie chciala.Jesli zrobil to
    bedac swiadomym, badz tez tylko podejrzewajac prawde, i zatail ja przed
    toba-wlasna zona to jest to wstretny egoistyczny skurwiel.Nie wiem jak ty, ale
    ja w takiej sytuacji nie wyobrazam bym sie tylko wycofala z podkulonym
    ogonem.Takie cos napewno byloby mu na reke.Ja bym zadbala by wszyscy wokol znali
    jego tajemnice, by stal sie posmiewiskiem i publicznym rogaczem i jeleniem...Jak
    tak lubi to niech swoje poroze nosi ku uciesze wszystkich mend wookolo (bo tylko
    mendy sie czyms takim ciesza...)ale ten facet sam jest menda...
    Rozwodzac sie z nim jesli tylko mozesz zadbaj by skompensowal ci wszystkie twoje
    naklady finansowe w ten zwiazek...Czasem zemsta, albo choc czesciowe wymierzenie
    sprawiedliwosci, pomaga podniesc sie i zachowac szacunek do samego siebie...
    Jeszcze raz wyrazy wspolczucia...
  • 18.05.09, 15:33

    A cóż daje zemsta?
    Zemsta niszczy przede wszystkim tego kto się mści.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 18.05.09, 21:32
    adela38 napisała:
    Ja bym zadbala by wszyscy wokol znal ijego tajemnice, by stal sie posmiewiskiem
    i publicznym rogaczem i jeleniem...Jak
    > tak lubi to niech swoje poroze nosi ku uciesze wszystkich mend wookolo (bo
    tylko mendy sie czyms takim ciesza...)ale ten facet sam jest menda...
    >
    >
    Słusznie. Tylko mendy.



    --
    Komunikaty niewerbalne stosują się same. B.Bujak
  • 18.05.09, 15:31
    Bardzo mi przykro. Bardzo! Myślę, że nie zasługujesz na takie traktowanie.
    Okazuje się bowiem, że nieuczciwym wobec Ciebie jest Twój własny mąż. A z takim
    człowiekiem, przynajmniej ja, nie umiałabym żyć.
    Nie przeżywaj już tak, że nie masz z nim dziecka. Masz już trójkę wspaniałych,
    utalentowanych i dobrych dzieci. Masz wnuczkę (domyślam się, że będzie równie
    wspaniała jak jej babcia i tato). Masz dla kogo żyć. Spełniłaś jako matka. Mogło
    być gorzej... Pomyśl jak czułabyś się gdybyś zmarnowała szansę zostania w ogóle
    matką? Gdybyś taka szansę miała dopiero teraz, a on zmarnowałby ci ta szansę, bo
    woli angażować swój czas, uczucia i finanse dla obcych dla siebie dzieci.
    Dla mnie co innego jest gorsze w tej sprawie...
    Jeśli od początku wiedział co w trawie piszczy, że to nie on jest biologicznym
    ojcem tych dzieci, to ja nie widzę innego powodu takiego zachowania, jak jego
    miłość do ex. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić, co, prócz miłości do kobiety,
    bezgranicznej miłości, takiej o podłożu masochistycznym, może powodować facetem,
    który wychowuje i stawia na piedestale dzieci będące owocem zdrady jego zony
    równocześnie sam rezygnując z możliwości bycia biologicznym ojcem?
    Nie widzę sensownych odpowiedzi na pytanie dlaczego on nie chce byc tym
    biologicznym ojcem jeśli to ciebie kocha ?
    Przecież stać do na następne dziecko, a zatem odpada powód ekonomiczny.
    Przecież lubi dzieci, a zatem nie ma znaczenia podnoszony przez wielu watek
    "ponownego pakowania się w pieluchy".
    Jedynym sensownym powodem mogłaby być tylko jego wiedza na temat tego, ze jest
    nosicielem jakiejś groźnej choroby genetycznej i wie, że na 100% każde jego
    biologiczne dziecko będzie kalekie, niedorozwinięte, czy coś w tym stylu i nie
    chce Ciebie i dziecka skazywać na cierpienie.
    W każdym bądź razie jeśli jest właśnie tak, ro powinien Ci o tym powiedzieć.
    Luna, dziewczyno, nie załamuj się teraz i bądź silna.
    Porozmawiaj z nim, wyjaśnij dlaczego jest jak jest i jakie on widzi rozwiązanie
    tej sytuacji.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 18.05.09, 19:50
    Ja jednak myślę, że kryzys z związku Luny narastał od dłuższego czasu:
    związek Luny z mężem rozwalony został przez relacje mąż - żona - pasierbowie,
    gdzie "dzieci" męża Luny były priorytetem dla ich ojca,
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=91788113&a=91788113
    romansowanie przez męża Luny
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=95328023&a=95441248
    zatem te inwestycje w "kukułcze" dzieci eksi i jej ówczesnego kochanka,
    dopełniły kielicha goryczy.

    Po przeanalizowaniu tych trzech wątków dziwię się Lunie, że podjęła tą decyzję
    tak późno, tracąc bezpowrotnie wiele lat życia.

  • 18.05.09, 21:18
    okropnie mi przykro.
    W swietle tej historii z postinorem (czy jak sie zwało) rzeczywiscie niepieknie
    to wygląda.
    Jakies ma poważne problemy ten Twój mąż, sam ze sobą.
    Zaczynam sądzic, ze jesli tak bardzo to wszystko Cie dotyka, rzeczywiscie trzeba
    przemyślec rozstanie. Inaczej bedziesz sie już tylko męczyc i męczyc.
    Myślę też, ze miałoby sens skorzystanie z pomocy psychologa - w Tobie kłębi sie
    teraz tyle emocji, tyle myśli, tyle wspomnień, że dobrze by było, bys mogla
    opowiadac o tym komuś, kto Cie uważnie wysłucha i pomoże poukladac jakos to
    wszystko, tak żebyś mogła podjąc spokojną, przemyślaną decyzję.
    Czy w realu rozmawiasz o tym z kims innym niz tesciowie? Bo oni do roli Twoich
    powiernikow zupelnie sie nie nadają - za bardzo sami sa zaangazowani, za bardzo
    chcą pozalatwiac jakies swoje sprawy Twoim kosztem.
    Co do Twego męża - myśle, ze on raczej jest szntazowany przez Ex niz ze ja wciąż
    kocha. W sumie w tej całej sytuacji to i tak on jest najbardziej przegrany ze
    wszystkich. Z tego co piszesz wyglada, że kocha te dzieci jak wlasne - i chyba
    nie mozna miec mu tego akurat za zle. A że kocha, a nie sa jego, wiec jest w
    potrzasku - stąd idiotyczne i raniace Cie zachowania. Nie musisz się na nie
    zgadzac, absolutnie, ale tez nie powinnaś doszukiwac sie w nich działania
    przeciwko Tobie.
    Tak sie zastanawiam, czy nie pomoglaby wam sensowna mediacja - czy raczej
    terapia - nawet nie po to, zeby razem zostac, ale żeby nie rozstawac sie w takim
    stanie tysiecy niedomowień i domysłów.
    Najwazniejsze - masz juz wlasne dzieci, są Twoje, nikt Ci ich nie odbierze. Na
    pewno poznasz kiedys swoje prawnuki (zazdroszczę - ja późno zaczęlam i na to
    raczej nie mam wiekszych szans).
    Na pewno, kiedy juz to wszystko sie przewali, wróci spokoj, a potem - wszystko
    sie jeszcze moze zdarzyc.
    Ściskam Cie z całych sił
    nanga

    --
    Komunikaty niewerbalne stosują się same. B.Bujak
  • 18.05.09, 22:00
    nangaparbat3 napisała:
    > Co do Twego męża - myśle, ze on raczej jest szntazowany przez Ex niz ze ja wciąż
    > kocha. W sumie w tej całej sytuacji to i tak on jest najbardziej przegrany ze
    > wszystkich. Z tego co piszesz wyglada, że kocha te dzieci jak wlasne - i chyba
    > nie mozna miec mu tego akurat za zle.

    A ja twierdzę, że jak najbardziej można mu mieć to za złe, ponieważ nawet
    największa miłość i to do rodzonych dzieci nie usprawiedliwia do takich zachowań
    wobec partnerki, która się ponoć kocha.
    Nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek szantaż ze strony ex zmusił go do
    zawleczenia partnerki do lekarza i zmuszenia ja do zażycia postimoru.
    Wybacz luna, ale jak wtedy nie zastanowiło cię to co on wyprawia?
    No ale to już musztarda po obiedzie. Nie ma co pisać nawet...


    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 18.05.09, 22:17
    natasza39 napisała:

    > A ja twierdzę, że jak najbardziej można mu mieć to za złe, ponieważ nawet
    > największa miłość i to do rodzonych dzieci nie usprawiedliwia do takich
    zachowań wobec partnerki, która się ponoć kocha.

    Nataszko, czy ja gdzies napisalam, że usprawiedliwia jego zachowania wobec Luny?
    Nie napisalam.



    --
    Komunikaty niewerbalne stosują się same. B.Bujak
  • 18.05.09, 22:57
    Luna,
    w calej rozciaglosci popieram nange jezeli chodzi o mediacje/psychologa -
    najlepiej, jakbyscie na spokojnie wszystko przegadali, latwiej Ci bedzie sobie
    poradzic ze sprawa i zycie od nowa poukladac.
    Psycholog jest o tyle dobrym rozwiazaniem, ze mozesz do niego gadac jak w czarna
    dziure i nigdy nie uzyje tego przeciwko Tobie, nie bedzie Cie szantazowal, a
    jeszcze pomoze poukladac sprawy - korzystalam z usulug psychologa i bardzo sobie
    chwale.
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • 18.05.09, 22:27
    czemu wszyscy współczujecie Lunie? Czemu nikt nie napisze Jej, że
    sytuacja w jakiej się znalazła to po większości Jej wina; każdy jest
    kowalem swojego losu; każdy ma jakieś priorytety, które w życiu
    chciałoby się zrealizować, jeśli tego nie robiła to Jej wina. Tylko
    proszę nie piszcie, że jak kogoś się kocha to się robi wszystko
    dlatego kogoś i się rozumie .. to są bzdety dla nastolatków.

    Czemu niektóre kobiety potrafią opuścić swoich mężów czy partnerów
    jak ten okazuje się bezpłodny czy niechcący dzieci i stawiają im
    wtedy mocne ultimatum typu wóz albo przewóz. Kiedyś takie coś
    potępiałem, dziś przed takimi kobietami chylę czoła, bo wiedzą co
    chcą i chcą być szczęśliwe. Lepsze to niż umartwianie się w związku
    bez przyszłości

    Czemu Twój małżonek kocha eks? Czemu mężczyźni kochają suki a
    kobiety – drani? Bo Ci wiedzą jak się szanować, a kto siebie szanuje
    to i ten przez kogoś też będzie szanowany. Ty tego nie robiłaś. Kto
    dziś jest szczęśliwszy eks (suka) czy Ty (dobra duszczyczka)? Eks
    chciała mieć dzieci, to je ma; Ty się poświęcałaś. Co z tego masz?
    Nic.

    Wiesz nie chcę Ci wytykać dalszych błędów, które wyczytałem z
    Twoich wypowiedzi, bo Ty jesteś dobra duszczyczka i raczej to już
    musztarda po obiedzie. Ale jak ktoś ma miękkie serce musi mieć
    twarda dupę. Płacz Ci już nie pomoże, zemsta – może ukoić ból a
    wybaczanie to przywilej Bogów … ; jeśli pozbawił Cię szansy na
    macierzyństwo, zastanowiłbym się wtedy nad pozbyciem jego wszelkich
    złudzeń co do jego dzieci.

    Proponuję wziąć się w garść, postawić sobie jakieś mocne
    postanowienia i czas je realizować nawet kosztem innych, prócz
    własnych rodziców - będziesz szczęśliwsza. Umartwianie sie raczej
    nic nie pomoże. Cierpliwość i poświecenie dla drugiego człowieka to
    raczej jest dla biednych żuczków, życie jest jedno i nie należy je
    marnować nawet w imię tzw. miłości, która nabiera dzisiaj różnych
    kolorów.

    Nauczyłem się szybko, że najpierw ja a potem inni - działa.
    Egoizm, egoizm i jeszcze raz egoizm w Twoim wypadku na pewno się
    przyda.

    Powodzenia życzę
  • 18.05.09, 22:45
    A Ciebie, Szymon, kto skrzywdzil, ze tak wierzgasz?
    Bo z tego co piszesz podejrzewam, ze wlaśnie rodzice, i to skutecznie.
    --
    Komunikaty niewerbalne stosują się same. B.Bujak
  • 18.05.09, 22:52
    czemu wszyscy współczujecie Lunie?

    Bo jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia? Komu mamy w tej sytuacji wspolczuc?
    Eks? Mezowi Luny? Luna przyszla sie wygadac, to czytamy co pisze i kazdy jak
    moze mowi, co uwaza.

    Czemu nikt nie napisze Jej, że
    > sytuacja w jakiej się znalazła to po większości Jej wina;

    I w jaki sposob Lunie to pomoze? Luna na pewno z tej sytuacji wyniesie duza
    zyciowa lekcje, ale pisanie jej, ze to jej wina nie jest moim zdaniem na
    miejscu, bo a) znamy sytuacje tylko z jednej strony; b) w zaden sposob to Lunie
    nie pomoze; c) nie jest to cos, co Luna chce/powinna teraz uslyszec zapewne.

    każdy jest
    > kowalem swojego losu; każdy ma jakieś priorytety, które w życiu
    > chciałoby się zrealizować, jeśli tego nie robiła to Jej wina.

    Owszem, ale nie kazdy idzie po trupach. Luna w swoim realizowaniu priorytetow
    uwzglednila opinie swojego meza. OK, jak widac nie wyszlo jej to na dobre, ale
    skad mogla to wiedziec wtedy? Obrazek sklada sie w calosc dopiero teraz. Gdyby
    kilka lat temu mogla przewidziec jak sie historia skonczy, to pewnie inaczej by
    postepowala, ale teraz to madry Polak po szkodzie.

    > Czemu niektóre kobiety potrafią opuścić swoich mężów czy partnerów
    > jak ten okazuje się bezpłodny czy niechcący dzieci i stawiają im
    > wtedy mocne ultimatum typu wóz albo przewóz. Kiedyś takie coś
    > potępiałem, dziś przed takimi kobietami chylę czoła, bo wiedzą co
    > chcą i chcą być szczęśliwe. Lepsze to niż umartwianie się w związku
    > bez przyszłości

    Nie wiem jak inni, ale ja wychodze z zalozenia, ze takie rzeczy to sie ustala na
    samym (no prawie wink) poczatku. Widocznie Luna miala podstawy sadzic, ze jej maz
    bedzie kiedys chcial dzieci.

    > Czemu Twój małżonek kocha eks? Czemu mężczyźni kochają suki a
    > kobiety – drani? Bo Ci wiedzą jak się szanować, a kto siebie szanuje
    > to i ten przez kogoś też będzie szanowany.

    Rozumiem, ze nalezysz do tego gatunku ludzi? A Twoj szacunek do ludzi wyraza sie
    w nazywaniu ich per suka? Ciekawe podejscie.
    Swoja droga - moje ograniczone jeszcze doswiadczenie zyciowe mowi mi, ze 'suki'
    i 'dranie' rzadko maja szacunek do innych.

    > Proponuję wziąć się w garść, postawić sobie jakieś mocne
    > postanowienia i czas je realizować nawet kosztem innych, prócz
    > własnych rodziców - będziesz szczęśliwsza. Umartwianie sie raczej
    > nic nie pomoże.

    A budowanie wlasnego szczescia kosztem innych pomoze?
    Dla mnie to jakas paranoja.
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • 19.05.09, 00:14
    szymon00 napisał(a):

    > czemu wszyscy współczujecie Lunie?

    Bo to ona tutaj pisze. Opowiada nam swoje życie.
    I nic tu nie pomoże taki komentarz jak ty szymon dałeś, bo jakby luna wiedziała,
    że upadnie to wcześniej usiadłaby sobie.

    BTW...
    Czy szymon00 to ten sam szymon, który 5 lat temu miał łeb napchany ideami o
    miłości i uważał, że wszystkie dzieci nasze są, czy to tylko zbieżność ników?
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 19.05.09, 02:01

    pewnie ten sam, ale życie go przeciągnęło pod kilem. Kogo zresztą
    nie przeciągnęło?

    Luno, przykro mi, że przez to przechodzisz.
  • 21.05.09, 11:41
    Merska, alem sie utęskniła za Tobą!
    Blladynka, szymon, Ty. Stare niki odżyły przy okazji tego wątku...
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
    jest z głupcami.
  • 22.05.09, 14:41
    oj Natasza Ty się nie ciesz, bo jeszcze i Bet się odezwie smile. To dopiero bedzie wesoło smile
    --
    Kobiety nie można zmienić, można zmienić kobietę, ale to i tak nic nie zmienia
  • 22.05.09, 16:46
    Co tam Bet - jeszcze była Mangolda. Zawsze bylam jej wielbicielką, nawet
    podejrzewalam pewną panią profesor od socjobiologii, że się wcieliła - ale się
    zapiera, że nie.
    --
    Komunikaty niewerbalne stosują się same. B.Bujak
  • 22.05.09, 15:51
    natasza39 napisała:

    > BTW...
    > Czy szymon00 to ten sam szymon,

    ten sam we własnej osobie

    > który 5 lat temu miał łeb napchany ideami o miłości i uważał, że
    > wszystkie dzieci nasze są, czy to tylko zbieżność ników?

    no i co ja mam tu Ci napisać? Tak już niestety nie jest - żałuje
    tylko, że tak późno ta moja metamorfoza przyszła

    pozdrawiam starą gwardię
  • 04.06.09, 08:35
    po przeczytaniu postu w tym linku to nie rozumiem tego gościa
    a może nie: rozwodź się, znajdź sobie kochanka, wyciągnij z tej
    rodziny maksymalnie ile się da mam tu na myśli kasę, zrób sobie z
    kochankiem dziecko przepisz je do męża, ciągnij alimenty maksymalnie
    ile się da, rób wszystko by maksymalnie wyciągnąć coś dla siebie,
    traktuj tego faceta tylko jako skarbonę na kasę,- potraktuj to na
    końcu jako odszkodowanie.
  • 04.06.09, 09:00
    szymon00 napisał(a):

    > po przeczytaniu postu w tym linku to nie rozumiem tego gościa
    > a może nie: rozwodź się, znajdź sobie kochanka, wyciągnij z tej
    > rodziny maksymalnie ile się da mam tu na myśli kasę, zrób sobie z
    > kochankiem dziecko przepisz je do męża, ciągnij alimenty maksymalnie
    > ile się da, rób wszystko by maksymalnie wyciągnąć coś dla siebie,
    > traktuj tego faceta tylko jako skarbonę na kasę,- potraktuj to na
    > końcu jako odszkodowanie.

    Eetam... niedoceniasz ich... Ona kopie faceta po jajach, doi jego z kasy i uzywa
    jako bezplatnej pomocy do dziecka...on jest jej takim osobistym niewolnikiem...
    Ten facet zas odnajduje jakies masochistyczne zadowolenie w tej sytuacji. Ofiara
    jest tu zas Luna- wycyckana na medal... kim ona jest dla tego faceta? O tym mowi
    jego postepowanie niestety...
    Ona teraz odchodzi, cierpi ale jeszcze chyba nie zauwazyla, ze jej prawdziwe
    cierpienie wyniklo stad, ze zakochala sie w facecie bez wzajemnosci i nie w
    takim jaki on jest, ale we wlasnym wyobrazeniu na jego temat...bo ten facet
    niewatpliwie lubil ja uzywac ale nic poza tym...
  • 04.06.09, 23:03
    Szymon, nie znasz kobiet z Niemiec (rodowitych)smile one wszystkie sa takiesmile)))
    Brzydkie, z roszczeniami i bez obowiazkowsmile
  • 05.06.09, 09:05
    eeeee Luna to Ty masz dzieci!!! A ja Ci współczułem, że zostałaś
    pozbawiona całkowicie macierzyństwa. To nie jest aż tak tragicznie
    jeszcze z Tobą. No to tym bardziej wyluzuj kobieto. Mam nadzieję, że
    firma i dom są Wasze wspólne, zrobisz podział majątku trochę kaski
    zgarniesz, tylko nie odpuszczaj. Teraz Twój priorytet to kaska,
    kaska i jeszcze raz kaska; i jak najwięcej jej zagarnąć. A potem
    układaj życie na nowo, tylko tym razem nie pozwól zepchnąć się na
    drugi plan, nawet pod pretekstem dobra dzieci. A jeśli takie coś
    drugi raz usłyszysz to podziękuj od razu.

    A Niemcy to lubię i szanuje ten kraj, to jest kraj, który jest
    uporządkowany i solidny. Ma piękny język, kulturę, ma piękne
    krajobrazy. Niemki znam tylko trzy – fajne kobitki i nie są wbrew
    pozorom to grube helgi, roszczeniowe itp. wolę momentami z nimi
    gadać niż z polkami, ciągle przygnębionymi, smutnymi i marudzącymi.
  • 05.06.09, 10:58
    ... subtelności nie masz tam żadnych.
  • 04.06.09, 10:08
    Mysle,ze za bardzo rozdrabniasz i analizujesz zachowanie twojego
    męża. Z ktorej stony nie spojrzysz to i tak wychodzi ,że TY nie
    znaczylaś zbyt wiele w jego zyciu, że zostalaś bezczelnie
    wykorzystana..
    Każda inna kobieta juz dawno by go zostawiła . Tak jak jego ex
    trafila na jelenia i go doi w sposób bezczelny i nie mieszczący sie
    w granicach zwykłej przyzwoitości i wyobraźni .Tak twój mąż znalazł
    innego jelenia i też go wykorzystuje.. wybacz mi te slowa...
    Co by tu czy na tym drugim forum pisaly dobre dusze ,to nie jestem
    w stanie zrozumiec faceta,ktory wiedząc o co kaman dobrowolnie
    placi biologicznym rodzicom duże alimenty i jeszcze zgadza sie na
    potężne koszta dodatkowe. Albo on ma coś z glowa albo
    bardzo...kocha eksie,bo ciebie na pewno nie ...
  • 04.06.09, 10:59
    :a nie pomyślicie z tej strony,że facet ma gołębie serce, bo mały
    chłopiec nie jest niczemu winny ze dorośli tak namieszali mu w
    życiu, i chce go chronić nawet kosztem siebie bo przez x lat
    traktował go jako swojego syna, a dzieci właśnie stawia się przed
    siebie.
    może pieniądze są dla niego drugorzędną wartością bo je poprostu ma
    i nigdy nie brakowało(luna cos pisała że to zamożna rodzina)

    chce chłopcu oszczędzić zawirowań, bólu bo w jego podświadomości to
    nadal jego dziecko??

    no luna też jest dla niego troche taka wartością drugorzędną..ale
    nie raz TRĄBIONO TUTAJ I GDZIE IHDZIEJ że przecież dzieci
    najważniejsze i na 1-szym miejscu.i nie ważcie sobie macochy myśleć
    żeby było inaczej bo jesteś na po nich.

    nie da się przestawić uczuć i psychiki w 5 min. po przeczytaniu
    badania.
    może to że nie jest to dokońca w porządku (bo w tym momencie bierze
    odpowiedzialność za błędy eks, w końcu to ona sie puściła)może
    dojdzie to do niego powoli i z opóźnieniem.
    bo z opisu ma facet mięciutkie serce i musi sobie wyrobić twarda
    dupę.
  • 04.06.09, 16:16
    Wszystko co piszesz to prawda pod warunkiem,że facet rozmawia ze
    swoją żona nt ,że wyjasnia jej a na jej pytania odpowiada..A nie
    zlewa,milczy lub wychoidzi gdzieś z mlodymi zostawiając ja całą w
    znakach zapytania..
  • 04.06.09, 23:30
    Cleopa, wlasnie tak bylo.....Jak sobie wspomne to mnie skreca....

    Ja mialam robic wszystko dla "jego" dzieci, ale jezeli chodzilo o moje, to byly
    na drugim planie (bo starsze).

    Nawet rozmawa nie wystarczala, mialo byc wszystko podporzadkowane jego dzieciom,
    bo tak. A ja naburmuszona (w mniemaniu mojego meza) niesprawiedliwoscia zaczelam
    odmawiac wspolne wszasy, wyjazdy, zakupy (za moje ciezko zarobione pieniadze),
    czego moj maz nie rozumial (po klepaniu w kolowrotku).

    A niech to, piepsze juz to cale zacofane towarzystwo, teraz tylko spokoj moze
    mnie uratowac, ochloniecie i zajecie sie swoimi celami, ktore jeszcze mam...smile
  • 04.06.09, 17:15
    ... ani dla rodziców, ani macoch, ojczymów itp.

    Wychodząc z założenia, że dzieci są najważniejsze doprowadza się właśnie do
    patologicznych sytuacji, w których łatwiej kłamać, szantażować, wyłudzać, by
    tylko dobro (czytaj: niezmącony spokój wynikający z zakłamania i niewiedzy)
    dzieci było na pierwszym miejscu.

    Dobro dzieci jest pochodną jakości życia rodziców. Nie ma znaczenia czy dziecko
    jest wychowywane przez ojca biologicznego, adopcyjnego, wrobionego w ojcostwo
    czy inną drogą wplątanego w rodzinę. Dziecko, żonę, bliźnich kocha się wtedy,
    gdy się nosi tyle miłości w sobie, że można ją obdarowywać otoczenie. Najpierw
    więc trzeba żyć w harmonii ze samym sobą, a to oznacza, że ja jestem dla siebie
    na pierwszym miejscu. Nie wynika z tego, że innych traktuję gorzej, podrzędniej,
    czy w dalszej kolejności.
  • 04.06.09, 23:09
    tricolour napisał:

    > ... ani dla rodziców, ani macoch, ojczymów itp.
    >
    > Wychodząc z założenia, że dzieci są najważniejsze doprowadza się właśnie do
    > patologicznych sytuacji, w których łatwiej kłamać, szantażować, wyłudzać, by
    > tylko dobro (czytaj: niezmącony spokój wynikający z zakłamania i niewiedzy)
    > dzieci było na pierwszym miejscu.

    No i nic dodać, nic ująć. Tak jest po prostu i już.


    Smutno mi bardzo, droga luno, że Cię spotkał w życiu taki zawód.

    Przy takim traktowaniu żadna normalna kobieta nie wytrzymałaby ani minuty.
    Uciekaj kochana i ratuj się.
    Powodzenia Ci życzę z całego serca i wierzę, że spotkasz kogoś, dla kogo to Ty
    będziesz na pierwszym miejscu.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • 05.06.09, 00:03
    Prosze nie osadzajcie mniesad ja sama o tym wiem..., wiedzialam? (ale sie
    oszukiwalam).

    Wiedzialam, ze kiedys poniose konsekwencje, ale wtedy sprobowalam, kochalam,
    wierzylam w sile milosci....., ktorej moze nie byla tak silna z jego strony......

    Chcialam spoic dwie rodziny, ale sie w praniu okazalo, ze moje dzieci sie nie
    licza, bo sa juz "duze", i mialam poswiecic sie tym najmlodszm odtracajac,
    odmawiajac moim dzieciom (czego nie robilam).

    A moze za duzo na poczatku dawalam? poblazalam, ustepowalam, zeby wszyscy byli
    zadowoleni pomijajac moja osobe?

    Przeszlo minelo, staram sie nie rozkladac na czasteczki drobne mojego
    postepowania, ale sama jestem ciekawa, jaki blad w tym zcalaniu rodzinki zrobilam.

    Wiem, ze sie dowiem jak sie rozejdziemy na dobre i nie bedzie powrotu, tak jak
    sie dowiedzialam od mojego Exasmile, a ktory mnie po prawie 8-miu latach
    ubostwiasmile szkoda tylko, ze wczesniej tego nie widzial i moj teraz. maz podaza
    w jego sladysmile))




  • 05.06.09, 07:40
    Luno kochana,
    gdzie błąd? Tam gdzie pozwolilas zdystansowac i odsunąć swoje
    dzieci.Tam gdzie ustepowałaś i robilas wszystko dla M i jego
    dzieci. Tam gdzie łozylas wielka kasę. Gdzie pozwolilas ze twoje
    potrzeby nie byly brane pod uwagę...
    TY go nie kochasz tylko WYOBRAZENIE o nim!!!
    Z tego co sie domyslam masz pienądze,umiesz je robic to uciekaj a i
    tym dotkliwiej Ciebie im zabraknie a wlasciwie twoich pieniedzy. Bo
    chyba o to tu chodzi.Z jakiej racji masz lozyc ex ,jej faceta ,jej
    dziecko ?? Skoro M chce jego sprawa..Uciekaj
  • 05.06.09, 10:04
    Luna, na za dużo ustępstw sobie pozwoliłaś. Trak bardzo się
    przygięłaś, że aż dziw że się nie złamałaś. Ja wiem że pisałaś jak
    było źle (sama piszę tylko jak coś jest źle, dobre rzeczy są tylko
    dla mnie) ale było tego tyle...! Co chwilę Twój miękki mąż pozwalał
    by ktoś lub coś Cię ranił, zupełnie nie miał odruchu chronienia
    Ciebie, wybacz ale to że tego nie zauważyłaś, albo nie uznałaś tego
    za ważne było, moim zdaniem, Twoim błędem. On był z Tobą bo mu było
    dobrze. Ty byłaś z nim by i Tobie i jemu dobrze było...
    Trzymaj się, nie odwracaj za siebie i nie zapominaj że jak ktoś nie
    dba o Ciebie tak jak tego potrzebujesz to nie jest wart Twojej
    dbałości.

    --
    Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
  • 13.06.09, 00:16
    Bardzo lubię czytać posty Luny. Od wielu lat co jakiś czas
    podczytuję to forum. Sama się z reguły nie odzywam, bo żadna ze mnie
    macocha... Lecz odpowiada mi bardzo atmosfera na tym forum i sporo
    życiowej (i kobiecej) mądrości.

    Wydaje mi się, że mąż Luny od początku ich związku bardzo bał się
    związać. I przerażało go wszystko, co w jego mniemaniu związałoby go
    do końca i zmieniłoby jego życie w sposób nieodwracalny.
    Wykorzystywał preteksty aby do takiego rozpoczęcia prawdziwego życia
    z Luną nie dopuścić. Ciągle tak jakby przedłużał stan tymczasowy. W
    sposób dość zawiły był chyba jakoś uszczęśliwiony, gdy podejrzewał,
    że dzieci nie są jego – bo mógł je kochać, bardzo się „poświęcać” a
    równocześnie – nie był do końca zobowiązany.

    Z premedytacją wykorzystywał związek z dziećmi, aby uniknąć wiązania
    się w swoim dalszym dorosłym życiu - i nie chodziło tu chyba o
    Lunę, o to jaka jest. On po prostu tak miał – tylko na „pół gwizdka”
    bo więcej go przeraża – i ucieknie w coś innego, podkulając ogon.
    Np. w poświęcenie dla dzieci.
    Wcale nie wiadomo, czy gdyby był sam – to tak bardzo by się tymi
    dziećmi zajmował. Dla mnie, to on trochę używał ich jako tarczę
    przed Luną.
    Nie budzi on mojej sympatii ani współczucia. Z wcześniejszych postów
    Luny – przebija, że to niezły manipulator.
    Luna, jemu na pewno jakaś terapia by się przydała – może by coś
    zrozumiał – i trochę odkłamał – jeśli tylko by dał radę się zmierzyć
    z tym co tam w nim siedzi. Lecz nie sądzę, aby na to poszedł.
    A Ty – na pewno wyciągnęłabyś korzyść z własnej terapii, bo dlaczego
    byłaś tyle z tym człowiekiem, przecież od dłuższego czasu, czułaś
    się w tym źle, miałaś też podejrzenia co do jego ojcostwa. Wiesz,
    są takie teorie, że zawsze coś sobie załatwiamy, nawet jak się
    poświęcamy – to też załatwiamy w tym jakiś swój ukryty (często
    dziecinny) interes.

    Luna, trzymam kciuki za Ciebie, aby Ci się poprawiło. Życzę, aby Ci
    się wyklarowało i rozjaśniło w głowie, bo teraz to chyba mąż i jego
    rodzina tak Ci mieszają, że można dostać kołowrotku i zadusić się w
    tej ich matni samolubstwa.

    BTW : jestem pod wrażeniem przenikliwości i, kurczę, znajomości
    życia przez Vaderę12345 ... – rozszyfrowała obecną sytuację (kto
    jest ojcem biologicznym i jak to się dziś ułożyło) bezbłędnie (choć
    w słowach krótkich i brutalnych). Gdzieś napisała, że jest
    prawnikiem, reprezentującym klientów w takich sprawach rodzinnych –
    znać intuicję wynikającą z doświadczenia.

    pozdrawiam
    (sorry za mój idiotyczny nick)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.