dawno mnie tu nie bylo, ale chyba czas nadrobic zaleglosci. :)
zona zaparkowala swojego holdena captive. w bagazniku suzuki swifta. oba samochody nowe - mniej niz pol roku na drogach. w holdenie pekla taka kratka w zderzaku i puscily plastikowe nity trzymajace fragment zderzaka. w swifice do duzej roboty lub wymiany - klapa, blotniki, zderzak. pas tylni, uklad wydechowy itp.
ale nie w tym rzecz. oddalem jej woz do dzialu transportu na naprawe i wzialem cos na zastepcze auto. to cos to 3-letnie subaru legacy. japa ucieszyla mi sie na sam widok. w koncu tyle sie nasluchalem o subaru niesamowitych rzeczy, a na dobra sprawe z zadnym nie poznalem sie blizej.
mielismy w domu przez 2 lata subaru justy. ale to bylo po przesiadce z malucha. wtedy wszystko wygladalo na najlepszy samochod na swiecie. i rzeczywiscie byl fajny. chociaz przy 150.000km trzasnela mu polos i niemal w tym samym czasie pekla mu przednia szyba i koszty naprawy okazaly sie totalnie nie do przyjecia. poszedl do handlarza.
drugi kontakt to forester (poprzednia generacja), ktorym jezdzi kolega. egzemplarz wydal mi sie felerny - halasuje, brzeczy, slabo jedzie.
ale teraz mam "swoje" subaru liberty (tutejsza nazwa legacy) na jakis tydzien. i powiem tak - to po prostu bardzo kiepski woz jest.
ok, to nie jest obecna wersja, tylko ostatni rocznik poprzedniej generacji. ma tez juz 70.000km najechane. ale wrazenia mam takie, jakby to byl 15-letni woz z przebiegiem 300.000km.
po pierwsze, mimo ze dobrze wyglada z zewnatrz (czarny, czarne szyby, 17" alu, halogeny i inne bajery) to w srodku jest rozpacz i zgrzytanie zebow. czarna skora twarda jak z nosorozca. tablica wskaznikow jak z corolli z lat '80. prehistoryczne podswietlane lampkami kontrolki z napisami - ogolnie wrazenie podrozy w czasie. dzwigienki za kierownica jakby nie zmieniane od czasow mojego justy rocznik '87. twardy plastik, ktory po 3-latach wyswiecil sie na glanc. staroswiecki design kierownicy, brzydka konsola srodkowa z plastikiem udajacym aluminium. ogolnie niska jakosc materialow. sporo skrzypi, stuka.
silnik w tym modelu to jakies nieporozumienie. 2.5 litra, benzyna, polaczona z antycznym 4-biegowym automatem (ktory o dziwo radzi sobie znosnie). spodziewalem sie gangu z jakiego slyna rzekomo boxery. jest brzeczenie, dzwonienie i wycie. zero sportowej barwy. slabo pod wzgledem kultury pracy. moc (170km?) jest chyba tylko na papierze.
to co jednak najbardziej odrzuca w tym samochodzie, to halas. silnik halasuje tak, ze po prostu przeszkadza. kiedy jest zimny, jest wrecz dokuczliwy. bardzo duzo wibracji i halasu przedostaje sie z zawieszenia. slychac opony, slychac prace zawieszneia. nawet przy malych predkosciach jest to bardzo zauwazalne. tak jakby zaoszczedzili na podstawowych materialach wygluszajacych a calosc zrobili z taniej cienkiej blachy. ma sie wrazenie jazdy bardzo tanim samochodem. mimo calej tej skory i "aluminiowego plastiku".
zalety? hmmm. wydaje mi sie, ze sie dobrze trzyma w zakretach. nie wiem ile w tym zalety napedu na 4, ile niskiego zawieszenia i srodka ciezkosci (kierowcy yarisow patrza na ciebie z gory) a ile dobrze trzymajacych opon.
to jednak nie zmienia ogolnej oceny - ten samochod to jednak rozczarowanie. nie jest sporotwy, nie jest komfortowy, nie jest praktyczny. chce chociaz wierzyc, ze jest bezawaryjny i radzi sobie na sniegu. ale to zupelnie nieistotne kiedy mowimy o sluzbowym wozie w australii. nie widze powodu, dla ktorego subaru legacy mialoby byc drozsze niz mondeo czy passat. w australii nie jest. w usa nie jest. tylko w polsce kasuja ludzi jak za bmw. zupelnie nieslusznie.
--
darekk