Festiwal demonstrowania jakim to się nie było fanem Szymborskiej rozpoczęty. Wszyscy wklejają na facebooka wiersz o kocie (bo najbardziej znany) podczas gdy ci z przeciwnego końca spectrum wklejają jej wiersze o Stalinie i socjaliźmie, żeby udowodnić, że była kanalią która nie zasługuje ani na Nobla, ani na naszą pamięć. Niektórzy udowadniają, że przydałoby im się czasem poczytać więcej Szymborskiej, może by wiedzieli co pisała albo nauczyli lepiej polskiego:
Innym znowu myli się Wisława z Wisłocką (dziwię się, że nikt tego jeszcze nie podjął w kontekście tego, że ta pani jest od Palikota).
Kolega na ircu mówił że u niego w lokalnym radio sonda uliczna i ktoś powiedział, że Szymborska była jego ulubioną aktorką w młodości (!)...
Mnie interesuje cała ta internetowa kultura i zastanawiam się, skąd się to bierze? Rozumiem prawdziwych fanów, Ci na pewno są smutni. Ale Ci co całe życie mieli w dupie? Czy to jest jakiś obowiązek płakać po Szymborskiej? Czy może płakanie po Szymborskiej nobilituje, i dlatego wszyscy demonstracyjnie to robią?
--
Samochodem do Turcji ->
knsa.pl/turcja.php