Dodaj do ulubionych

50km/h w mieście - szczyt głupoty?

06.11.04, 12:04
motoryzacja.interia.pl/news?inf=559647
Ciekawe - czyli jednak to nie prędkość zabija... I w sumie ja się abosulutnie nie dziwię. W Krakowie jest odcinek al. Jana Pawła II koło parku AWF. Na odcinku 2km nie ma żadnych skrzyżowań (jest przejazd przez tory), kiedyś było tam 70, teraz jest 50. Widoczność znakomita, 2 pasy w każdym kierunku rozdzielone torowiskiem oddzielonym z kolei od jezdni. I co, jak było 70, wszyscy jechali 75-80 i było OK. A teraz? Teraz kierowcy myślą: "jak pojadę 50, to mnie ktoś z tyłu staranuje. A czy będę jechał 80 czy 120, to i tak złamię przepisy - więc niech chociaż mam z tego jakąś radochę".
Koło mojego osiedla zbiegają się dwie drogi - jedna dwujezdniowa dwupasowa w każdym kierunku, druga wąska z trzema przejściami dla pieszych koło szkoły. Na obu obowiązuje 50km/h. Ale jakiś ch... gdzieś tam na górze uznał, że 50km/h zapewni bezpieczeństwo w każdych warunkach.
PS. Niedawno na "czwórce" przy wyjeździe z Brzeska mało co nie staranował mnie TIR. Jechałem 70 w miejscu gdzie jest 50 (oczywiście droga pusta, widoczność po horyzont bez mała, szerokie pobocza itd).

--
Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił.

------------------------------------------------
Automobil
Obserwuj wątek
    • jorn Re: 50km/h w mieście - szczyt głupoty? 08.11.04, 14:45
      Typowe biurokratyczne myslenie: załatwimy wszystko ustawą. Ja osobiście
      popieram ograniczenie do 50 na obsz. zabud., ale zarządcy dróg powinni obejrzeć
      podległe im drogi i tam, gdzie można bezpiecznie jechać szybciej (np. w
      Warszawie na Trasie Łazienkowskiej, na ul. Płochocińskiej i częsci Wisłostrady)
      ustawic znaki podnoszące limit prędkości do rozsądnej wartości. W tej kwestii
      niedościgłym wzorem jest Francja - jeśli poruszasz się tam po drogach krajowych
      (RN), to możesz zaobserwować następujące zjawisko: jedziesz po RN poza miastem
      i masz ustawowy limit 90, napotykasz tablicę "obrszar zabudowany" i obok niej
      znak ograniczenie prędkości 70, dalej wjeżdżając do centrum miejscowości, gdzie
      obszar jest rzeczywiście zabudowany napotykasz znak odwołujacy te 70 (i limit
      schodzi do ustawowych 50). I tak w prawie każdej mijanej miejscowości.
      --
      Jorn van der Ar
      -------------------
      Znajdzie się cela dla Andrzeja Leppera!
      • sherlock_holmes Re: 50km/h w mieście - szczyt głupoty? 09.11.04, 08:23
        Podajesz świetny przykład Francji - u nas niestety jest inaczej. Znowu powołam się na debilną "czwórkę" Kraków - Rzeszów i miejscowość pierwsza jaka mi przyszła na myśl - Jadowniki. Wjeżdża się, oczywiście obowiązuje 50 - nikt tego nie przestrzega. Ok. 1,5 dalej jest skrzyżowanie z sygnalizacją - i tam nie ma znaku ograniczającego prędkość do 50 - wszyscy dalej grzeją 90-100. Podobnie jest np. w Ropczycach - też obszar zabudowany jest ok. 2km przed obszarem faktycznie zabudowanym i wszyscy leją na ograniczenie do 50 - dzięki czemu tam, gdzie naprawdę powinni zwolnić, nie zwalniają.

        Ale czego można się spodziewać, skoro za Kodeks Drogowy biorą się wybitni fachowcy - czyli nasi parlamentarzyści? Aż dziw bierze, że jeszcze nie uchwalili, że jazda po pijanemu nie jest karalna...
        Kiedyś prawo stanowili ludzie, którzy mieli wykształcenie i przygotowanie do prawodawstwa. Teraz za poprawianie tamtego prawa biorą się laicy, a nawet dyletanci.

        Pisałem już o tym kiedyś, ale parę lat temu w Krakowie pościągano prawie wszystkie znaki podwyższające dopuszczalną prędkość na drogach dwujezdniowych wielopasowych. I co? Ilość wypadków wcale nie spadła...


        --
        Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił.

        ------------------------------------------------
        Automobil

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka