Dodaj do ulubionych

Peugot 307 i Ford Fiesta

10.03.08, 19:19
Też poszpanuję, jak marekatlanta. Nie tylko w hameryce ludzie się bujają co
rusz innym badziewiem, a co.

Otóż niedawno miałem doczynienia z tymi dwoma własnie pojazdami. To znaczy
peugotem jeździłem nieco ponad tydzień a teraz na czas nieokreslony dostałem
fiestę. Oba samochody wyprodukowane w zeszłym roku, przebiegi około 15 000 mil.

Peugot 307
img98.imageshack.us/img98/7346/img6212yb4.jpg
img252.imageshack.us/img252/7019/img6214aw6.jpg
Plusy:
+ bardzo przyjemny, elastyczny silnik diesla. Jeździ się mięciutko, cichutko i
dość żwawo.
+ przyjemny układ kierowniczy - dobrze się auto prowadzi
+ ładnie chodząca skrzynia biegów i w ogóle różne rzeczy do sterowania też się
ich przyjemnie używa.
+ podoba mi się kolor :P
+ dość dużo miejsca jak na tej klasy samochód
+ mnóstwo praktycznych schowków i półeczek

Minusy:
- koszmarna pozycja za kierownicą - szybko cierpną mi nogi bo kierownica jest
bardzo nisko i muszę je mieć ciągle rozkraczone, żeby mi się zmieściła. W
primerze mam podobnie, ale tam pozycja jest bardzo wygodna.
- brak regulacji wysokości w pionie w tak wypasionej wersji jak ja miałem jest
kompletną beznadzieją (nie wpływa to nijak na punkt pierwszy bo kolumna była
tak jakby w najwyższym położeniu). Jest co prawda regulacja wysokości
siedziska, ale nawet na najniższym połozeniu jest to ciągle za mało a do tego
nogi wtedy do pedałów układają mi się pod dziwnym kątem. W jednym słowie - za
chiny nie mogłem się dopracować wygodnej pozycji.
- fatalna widoczność szczególnie lekko na boki - te trójkątne okienka to jakaś
masakra jest, oraz nieco powyżej 90 stopni w lewo - za gruby słupek i
dodatkowo pasażer zasłania jedyne możliwe "okienko" do patrzenia, a przecież
nie chcemy żeby pasażer jeździł z kolanami za uszami, żeby można było coś
zobaczyć przez szparkę za jego głową
- za małe lusterka, a dodatkowo brak w nich wyczucia przestrzeni. Ustawienie
sobie tak, jak zwykle mam żeby w rogu lusterka widać było kawałek samochodu
nie pomaga, bo
- strtasznie obłe kształty utrudniające wyczucie pojazdu, łacznie z wypukłymi
bokami.
- jak na tę legendarną dieslowską oszczędnośc, to trochę się zdziwiłem ile
zostawiłem na stacji benzynowej siana
- tylko dwa głośniki i to wcale nie lepsze niż moje w nissanie, które mają już
ponad 10 lat...
- jakieś takie ogólne wrażenie tandety i plastikowości tego auta.
- 14655 mil, a już silnik pracuje nierówno - na wolnych obrotach czasami tak
sobie bryknie, że aż całym autkiem zarzuca
- stuki, trzaski, piski...
- nieergonomiczne uchwyty na drzwiach

Na razie tyle, bo dopiero 5 minut nim jeździłem - z wypożyczalni pod dom ;-)

Podsumowanie: to badziewie chodzi po 5000-6000 funtów na autotraderze...

To ja bym jak już forda wolał sobie kupić scorpio za 800 i władować 4000 na
remont i instalację gazową.

;-)
Podsumowanie: ogólnie autko przyzwoicie i przyjemnie się jeździ, to mu trzeba
przyznać, ale dla mnie nie wygodne, a poza tym ja bym takiego nie chciał.

Ford Fiesta

img299.imageshack.us/img299/594/img6239ss3.jpg
Plusy:
+ dużo wygodniejsza pozycja za kierownicą
+ lepsza widocznośc na boki

Minusy:
- plastiki to oni chyba przetopili z chińskich zabawek produkowanych na rynek
rumuński, bo takich badziewi to jeszcze nie widziałem. Nie mówiąc o tym, że są
na nich ślady na złączach formy...
- ogólnie sterowanie (wszystkie przełączniki i takie rzeczy) przynoszą na myśl
jakąś tandetną ciężarówkę w rodzaju Iveco - wszystko jakieś takie kanciaste i
toporne, skrzynia biegów ma lewar jak w Jelczu i naszuflować się trzeba przez
pół kabiny (kiedyś jeździłem Fordem Courierem i już wtedy mnie to dziwiło, ale
ten samochód jest 18 lat młodszy!)
- wyjątkowo gówniana jakość dźwięku
- wkurzające ułatwienia - dotknięcie kierunkowskazu to 3 mrugnięcia a nie jedno
- nieco za nisko poprowadzona górna krawędź przedniej szyby przez co ktoś o
moim wzroście ma ograniczone pole widzenia


--
oryś _@/"

Autostopem przezświat
Obserwuj wątek
    • tomek854 Errata 10.03.08, 19:21
      Coś mi się przesunęło

      > - jakieś takie ogólne wrażenie tandety i plastikowości tego auta.
      > - 14655 mil, a już silnik pracuje nierówno - na wolnych obrotach czasami tak
      > sobie bryknie, że aż całym autkiem zarzuca
      > - stuki, trzaski, piski...
      > - nieergonomiczne uchwyty na drzwiach
      >
      > Na razie tyle, bo dopiero 5 minut nim jeździłem - z wypożyczalni pod dom ;-)
      >
      > Podsumowanie: to badziewie chodzi po 5000-6000 funtów na autotraderze...
      >
      > To ja bym jak już forda wolał sobie kupić scorpio za 800 i władować 4000 na
      > remont i instalację gazową.
      >
      > ;-)

      jest końcówką do fiesty.
      --
      oryś _@/"

      Życie w UK
    • marekatlanta71 Re: Peugot 307 i Ford Fiesta 10.03.08, 21:04
      tomek854 napisał:

      > Też poszpanuję, jak marekatlanta.

      No wiesz co :) Gdybym opisywal moje wrazenia z Ferrari 599, to bylby to szpan.
      Ale z jakiegos badziewiastego Dodge'a czy Forda? Pisze, bo oba te samochody
      pojawiaja sie na polskim rynku, wiec wydaje mi sie ze moje odczucia moga byc
      ciekawe dla innych, szczegolnie ze wyraznie widac ze po dlugim okresie obcowania
      z produktami GM, moja zdolnosc odroznienia badziewiastego wnetrza od ladnego
      wnetrza chyba w koncu zanikla...
          • mrzagi01 Re: Peugot 307 i Ford Fiesta 11.03.08, 08:29
            marekatlanta71 napisał:

            > > spoko, żartowałem przecież ;-)
            >
            > Ja to wiem i Ty to wiesz, ale inni moga tego nie wiedziec :)
            >
            ja też to wiem ;)
            ...no niemniej zdanie- "+ calkiem sporo miejsca jak na taki malutki samochod" w
            ocenie Dodge'a to jest lekki przejaw hamerykańskiej gigantomanii ;) (to jakim
            przymiotnikiem opisujecie Chevroleta Spark ? ha?)


            --
            Magiczne JądroAlfreda
                • plawski No to jesli już testujemy to i ja wtrącę swoje 3gr 11.03.08, 16:44
                  Będąc jeszcze w szkole podstawowej dostałem od ojca kilka prospektów
                  motoryzacyjnych. Już wtedy miały parę lat, ale były kolorowe, wydrukowane na
                  dobrym papierze i w bardzo dobrym stanie. Na parkingach pod okolicznymi blokami
                  widać było wtedy w ogromnej większości pojazdy rodzimej produkcji plus dwusuwowe
                  Trabanty z dawnej NRD i jakieś Zastavy.
                  Poza tym spotkanie na drodze jakiejś obcej marki należało raczej do rzadkości. A
                  jeśli już się ją spotkało, to trzeba było dokładnie się jej przyjrzeć,
                  obowiązkowo zobaczyć „ile ma na liczniku” i próbować ją znaleźć na wycinanych
                  kartach z autami wydawanymi przez dłuższy czas przez „Motor”.
                  Dziwne, że dziś, mając trzecią dziesiątkę lat na karku, pamiętam te kolorowe
                  foldery z charakterystyczną czerwienią Citroena.
                  W pamięci zapadły mi zdjęcia modeli „DS Pallas”, rysunki schematów działania
                  hydropneumatycznego zawieszenia, i opisy, z których nic nie mogłem zrozumieć, bo
                  były napisane w obcym języku.
                  Szkoda, że moja pamięć teraz nie jest równie sprawna i często nie mogę
                  zapamiętać, co robiłem wczoraj.
                  Dzieciństwo rządzi się swoimi prawami. Jednym z nich jest beztroska i brak
                  większych obowiązków. Pewnie dlatego wtedy chłonąłem wszystkie motoryzacyjne
                  zdjęcia i wiadomości jak gąbka. Motoryzacja fascynowała mnie i fascynuje do
                  dziś. Niestety w głowie nie ma już na nią tyle miejsca, ile bym chciał.
                  Chciałbym natomiast kiedyś móc sobie kupić odrestaurowanego DS’a i pojechać z
                  żoną na wycieczkę w siną dal. Być beztroskim jak za młodych lat
                  Z folderów o citroenie najbardziej w pamięci zapadło mi właśnie
                  hydropneumatyczne zawieszenie (którego oczywiście nie ma rzeczony SUV), piękne
                  kształty aut inne rozwiązania, których nie miała żadna konkurencja. Ta marka
                  zawsze kojarzyła mi się z odmiennością i oryginalnością.
                  Czego zatem miałem się spodziewać po pierwszym w historii koncernu samochodzie
                  typu SUV, który tak naprawdę wygląda z zewnątrz prawie jak Mitsubishi Outlander
                  i Peugeot 4007? Samochodzie, który nie jest wcale własnym produktem koncernu
                  PSA, tylko bratem xero japońskiego „Miśka”.
                  Czy to dobrze, że Citroen zdecydował się na taki krok? Przecież głowę można dać
                  uciąć, że styliści w fabryce Citroena tylko czekają, aby móc dać kolejny popis
                  swojej twórczości.
                  Czemu więc kupować „zwykłe” rozwiązanie? Bo taniej? Bo pewniej, bezpieczniej?
                  Pewnie tak. W dobie globalizacji i unifikacji wszystkiego co możliwe na rynku
                  producentów aut takie rozwiązania to już właściwie chleb powszedni. Idziesz
                  kupić Jaguara – kupujesz po części Forda, idziesz kupić Mitsubishi – a jego
                  serce to TDI z koncernu VW. Tylko czy to jest ok.? Ilu ludzi tyle opinii, skupmy
                  się raczej na C-Crosserze, z którym miałem przyjemność zaprzyjaźnić się przez
                  250 km weekendowego mini testu.

                  Moja „cepiątka” była tego dnia jakaś niespokojna, choć od kilku dni tłumaczyłem
                  jej, że nie zamierzam się jej pozbyć, tylko przetestować większego brata. Na
                  szczęście, gdy zobaczyła stojącego przed salonem czarnego, błyszczącego
                  C-Crosser’a, od razu uśmiechnęła się do niego atrapą chłodnicy. Chyba polubili
                  się od pierwszego wejrzenia, bo za nic w świecie nie pozwalała mi się zmieścić w
                  inne miejsca na parkingu, niż w to koło SUV’a. No cóż, muszę przyznać, że i na
                  mnie to auto od razu zrobiło bardzo dobre wrażenie. Duże, lecz nie za duże,
                  proporcjonalne, w czarnym kolorze świetnie współgrającym z chromami po bokach i
                  osiemnastocalowymi „alusami” zdawało się krzyczeć „Spróbuj, a nie pożałujesz!”.
                  Wsiadłem do przestronnego, jasnego wnętrza, usadowiłem się w dobrze
                  wyprofilowanym fotelu z jasnej skóry, ustawiłem go elektrycznie jak trzeba.
                  Zerknąłem na panel sterowania klimą. Prosty, czytelny, po prostu taki jak trzeba
                  i nie musisz czytać żadnej instrukcji żeby go opanować. Potem skorygowałem
                  niedużą, nieźle leżącą w dłoniach kierownicę (regulacja tylko w jednej
                  płaszczyźnie), dopasowałem widok w bocznych, pokaźnych lusterkach i wstecznym
                  (niestety bez funkcji samościemniania się mimo najbogatszej wersji) i
                  przekręciłem kluczyk w stacyjce. Usłyszałem radosny pomruk raczej sporych
                  rozmiarów kocura, który rozgrzewał się pod ciężką maską, jakby tylko na to czekał.
                  W tym miejscu muszę zaznaczyć, że z natury nie jestem przekonany do silników
                  diesla. Oczywiście, wiele z ich zalet jest bezspornych ale mało który facet
                  chyba chciałby pójść na striptease i zobaczyć cały show w 5 sekund i na kolejny?
                  Poprawcie mnie jeśli się mylę ale jakoś tak kojarzy mi się praca nowoczesnych
                  diesli. Dysponują przeważnie dużym momentem obrotowym, dostępnym już od
                  najniższych obrotów, co skutkuje tym, że w momencie „dania w rurę” czujemy
                  natychmiast potężnego kopa w plecy by za chwilę równie gwałtownie (zazwyczaj
                  krótkie przełożenia) zostać pozbawionym tej przyjemności i poczuć, że to już
                  koniec zabawy. To tak, jakby panienka zrzuciła z siebie wszystko w jednej
                  chwili, postała 5 sekund i uciekła na zaplecze. Oczywiście ta zabawa (mówię o
                  aucie) może trwać znowu krótką chwilę, ale my musimy najlepiej przedtem pójść na
                  kurs dla operatorów wachlarza, by móc szybko i sprawnie zmieniać biegi,
                  nadążając za silnikiem.
                  Jasne, że to pewne uproszczenie, bo te motory są elastyczne, ekonomiczne itd.
                  Mimo wszystko mam do nich za to żal.
                  A właściwie miałem, bo jakoś pierwszy raz w życiu nie miałem takiego wrażenia.
                  Oczywiście, to zjawisko w motorze 2,2 HDI o mocy 160 KM także występuje, ale
                  dzięki dosyć szerokiemu zakresowi obrotów, w których dysponujemy potężnym (380
                  Nm) momentem obrotowym i według mnie świetnie dobranym przełożeniom, zaczynam
                  się przekonywać do silników wysokoprężnych.
                  To auto ma po prostu to „coś”, dzięki czemu chce się nim jeździć i jeździć.
                  Skrzynia biegów chodzi po prostu rewelacyjnie. Krótko, komunikatywnie, z
                  charakterystycznymi „kliknięciami” przy zapinaniu poszczególnych przełożeń. Do
                  tego jeżdżąc na pokrętle sterowania napędem ustawionym na pozycję 4x4 Auto, to
                  wozidło ma fenomenalną trakcję. Tryb 2WD polecałbym raczej lubiącym oszczędną
                  jazdę i to naprawdę przy suchej, najlepiej asfaltowej nawierzchni. Tryb 4x4
                  pozwala nam na bezstresowe włączanie się do ruchu nawet na mokrej nawierzchni i
                  skręconych mocno kołach. Nie mówię już tutaj o trakcji na zakrętach, uważam, że
                  to auto mimo sporych gabarytów i wysokiej karoserii trzyma się ich lepiej niż
                  moje C5. Fakt, że egzemplarz, którym miałem okazję jeździć posiadał (pewnie
                  opcjonalne) osiemnastocalowe „alufelgi” zaopatrzone w ogumienie 225/55, co
                  raczej dyskwalifikowało go do jazdy po lesie. Za to na asfalcie i utwardzonym
                  szutrze dawało sporo frajdy z jazdy. Do lasu nie wjeżdzałem. Po pierwsze z obawy
                  o te piękne felgi i niskoprofilowe opony. Najazd na jakiś wystający konar mógłby
                  poważnie uszczuplić stan mojego portfela.
                  Po drugie nie miałem czasu na wyprawy w teren. Jednak weekend to za mało, aby
                  poznać auto. Dopiero w poniedziałek rano, w drodze powrotnej do salonu
                  dostrzegłem np. dodatkowy, górny schowek po stronie pasażera.
                  C-Crosser był wyposażony w szyberdach, nawigację (podobno tylko 15% pokrycia
                  powierzchni Polski), kamerę cofania (znakomita rzecz) i system nagłośnienia
                  Rockford Fosgate. Trzeba przyznać, że bardzo ładnie to w nim grało. Przejechałem
                  autem 250 kilometrów, 1/3 tego dystansu stojąc w korkach, 1/3 po mieście a
                  resztę w trasie. Średnie spalanie to 10,5/100. Na pewno tym autem da się jeździć
                  oszczędniej, ale też uzyskanie spalania na poziomie 14/100 nie będzie problemem.
                  Wszystko oczywiście, jak zwykle, zależy od stylu jazdy kierowcy i od tego, czy
                  chcemy wykorzystywać mruczka w pełni, czy tylko delikatnie skubać go za uszkiem.
                  Jedno wiem na pewno – on prowokuje. I do tego jego pomruk nie jest drażniący dla
                  uszu tak, jak pompowtryski wiadomego koncernu.
                  Kanapa z tyłu – duża i wygodna, przesuwana w zależności od potrzeb plus
                  posia
                  • plawski II 11.03.08, 16:46
                    Kanapa z tyłu – duża i wygodna, przesuwana w zależności od potrzeb plus
                    posiadająca możliwość regulacji pionowej oparcia. Bagażnik – 510 litrów. Czego
                    chcieć więcej? Niższej ceny. Ten model kosztuje chyba około 160 tysięcy PLN co
                    nie jest małą sumą. Tak czy siak uważam to auto za godne polecenia, naprawdę
                    ciężko mi się było z nim rozstać.
                    Ale żeby nie było, że ktoś mi tu coś zapłacił, żebym tak pięknie o nim napisał
                    (w sumie szkoda, że nie ), to teraz wymienię wady.
                    Po pierwsze coś czasami brzęczało w drzwiach i desce rozdzielczej. Auto miało
                    przebieg 15.000 km. Oczywiście można to zrzucić na karb faktu, że był to
                    egzemplarz z parku prasowego, ponadto po małej naprawie blacharskiej. Mam
                    nadzieję, że inne egzemplarze tej „wady” nie posiadają.
                    Po drugie – drzwi zamykają się dosyć ciężko, z typowym dla japończyków (lol)
                    głuchym odgłosem, choć wcale nie drażniącym. Niestety moja żona mało co nie
                    połamała sobie paznokci, ponieważ powierzchnia uchwytów do zamykania drzwi jest
                    bardzo śliska. Dla mnie to akurat nie miało znaczenia, a jak widać, paniom może
                    narobić szkód. Plastiki w środku oczywiście twarde, ale o przyjemnej fakturze i
                    bez błysku dyskoteki. Kierownica jest poręczna, natomiast mogłaby być grubsza na
                    miejscy styku ramion z kołem. Jest też dosyć śliska.
                    Jeżeli chodzi o dwa dodatkowe rozkładane siedzenia w bagażniku, to powinny się
                    chyba nazywać „The Fellowship Of The Ring Edition” bo przeznaczone są chyba dla
                    hobbitów.
                    Poza tym, chyba koniec wad. Bardzo dobra widoczność do przodu i na boki auta.
                    Ogólnie w skali od 0 do 10 oceniam C-Crossera na 8. Niestety nie jechałem autem
                    więcej niż 120 km/h więc o zachowaniu przy wyższych prędkościach nic tu nie
                    napiszę. Do tego pułapu auto prowadzi się dobrze. Oczywiście układ kierowniczy
                    nie jest tak precyzyjny jak w BMW, ale porównując go z C5 nie ma na co narzekać.
                    A przecież to inna skala wielkości.
                    Podsumowując ten krótki wywód – nie, nie mam żalu do Citroena za to, że
                    „zerżnął” gotowe auto od skośnookich przyjaciół. Tym bardziej, że dał mu swoje,
                    wysokoprężne szlachetne serce, które jest tak pożądane w naszych realiach
                    paliwowych. Kto wie, może kiedyś zagości w moim garażu?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka