Sam się sobie dziwię:
mózg mam raczej (tak, mam mózg!) racjonalny (hi hi); gwiazdy służą mi tylko za
oświetlenie i romantyzm (nawigować nie umiem, a w horoskopy nie wierzę), a sny
zwyczajnie przeszkadzają się wyspać. Tymczasem...
Przyśniła mi się puma. Czarna. Nie miauczała (musiała wiedzieć, że ja potrafię
lepiej) tylko łaziła za mną jak ta durna. Wieczór był. Dzwoniła ta puma
dzwoneczkiem uwieszonym u szyi. Cholera wie, o co jej chodziło...
Obudziłem się wkurzony, bo nie widzę związku między tą pumą a własnym
życiorysem. Owszem, marzy mi się jaguar - ale z klaksonem, nie z dzwoneczkiem.
A ponadto jaguar to nie puma.
Impuls był tak silny, że - wbrew sobie - przeguglałem dziś senniki. Czarny
kociak powinien zwiastować trupa w okolicy. Zakładając, że pumie się nie
omsknęło (dziadka chowalim w ubiegły wtorek) - powinna mnie niebawem czekać
kolejna rodzinna impreza...
Nadal nie mam zamiaru wierzyć w senniki. Może ktoś ma pomysł na alternatywną
interpretację tego idiotyzmu?
Miau!
--
==========
Dum bibunt piwo,
stat kolano krzywo
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.