Dodaj do ulubionych

Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe

14.01.14, 13:32
Pewnie też miewacie. Do dziś nie rozgryzłam kanapki z rozgotowanym jajkiem, którą je Salander (ale tu raczej podejrzewam tłumaczkę niż kulinarne zboczenie Szwedów). A wczoraj, przed nowym zaciągiem bibliotecznym zajrzałam do Kamieńskiej, którą generał Zatoczny podejmuje następującą kolacją:
"Zatoczny postawił na stole koszyk z chlebem, butelkę keczupu i talerz z kiszoną kapustą.
- Ziemniaki zaraz dojdą, musi pani chwilę poczekać."
Ja tam rózne dziwne rzeczy jadam, ale ta generalska kolacja zawsze mnie zdumiewa.
Macie jakieś ulubione z/z?
Obserwuj wątek
        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 14:47
          ha, to juz nie szukam, ale mozliwosci byly dwie.
          Jajko na twardo w plasterkach a na nich Kalles Kaviar czyli kawior z tubki, ktorym to dawno temu uraczylam towarzystwo wyciskajac kazdemu na palec. Nawet pan kelner w Szpulce sie zalapal big_grin . Wyjatkowe paskudztwo. O ile pamietam Gopos jedyny dobrowolnie chcial dokladke, innym wmuszalam...Krysia sie krzywila, ale dzielnie zlizywala z palca.
          Jadamy tez w kanapce jajko sadzone na twardo , czyli sadzone z obu stron na sztywno aby nie cieklo po brodzie i to jest pyychootaa!

          Slodkie mleko do posilkow spozywane przez komisarzy w kazdym kryminale chyba juz nikogo nie dziwi...bo to tu jak bulka z mlekiem, tfu z maslem.
          czy cus.
          --
          http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
          • the_dzidka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.14, 14:09
            Kanapka z jajkiem na twardo i majonezem to dowód na istnienie dobrotliwego Boga.
            Z jajkiem na twardo i pastą kawiorową też czasami jadam. Z tem, że pasty musi być odrobinka, bo przygłusza smak chlebowo-maślano-jajeczny. Mnią.

            --
            Dzidka


            Na szczęście niebieska budka może przylecieć zawsze, w każdym momencie naszego życia - (C) Pigmejka
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 07:45
                balamuk napisała:

                > Yesss! Jak odruchowo raczej nie jem różnych takich bardzo ciężkostrawnych i bar
                > dzo tuczących, to z majonezu (i serów) nie zrezygnuję, nawet gdybym od tego mia
                > ła stać się ósmym cudem świata. No kurczę, są pewne granice, czyż nie.

                Mam tak samo smile))
                --
                Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                61
            • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 00:50
              Też lubię pastę kawiorową, a w zasadzie ona chyba rybna jest, ale w każdym razie jest to ryb z tubki i już. I na samej kanapce z masłem, i na jaju. O.
              Salam, pięknie opisane to wybuchnięte jajo... Ja zaś wybuchłam kasztany w mikrofalówce, a było to w latach studenckich w czasie dorywczej pracy w barze sałatkowym "Chimera"; uczył nas szef tych kasztanów i uczył, no i nie nauczył... Miny fchąsuskich gości oczekujących na przekąskę bezcenne, zwłaszcza jak poznali powód nie_podania kasztanów, wyjaśniony nie pamiętam już w jakim języku...wink
              A w ogóle to żeby być przyjętym do pracy tamże, trzeba było zdać przed szefem egzamin z, za przeproszeniem, jaj - czyli podać mu rozmaite wersje śniadaniowe - jajecznicę, jajo na miękko, jajo na twardo, jajo po wiedeńsku i było coś jeszcze, nie pamiętam. Nie pamiętam, dlaczego akurat jajeczny był ten egzamin, skoro klienci złośliwie przychodzili na kasztany...wink
              --
              "Zima się taka zrobiła, że najlepiej by było - wzorem Muminków - wypchać się igliwiem i przeczekać do wiosny" Embepe
          • slotna Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 11:36
            U nas Kalles nie widzialam, ale jadam na okraglo pasty Abba (tez szwedzkie wink), wlasnie dzisiaj na sniadanie kawiorowa. Jest jeszcze z lososia, piklinga i tunczyka smile

            --
            Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 17:58
                  Papuniu, tych wedzonycg swierszczy, od kiedy wam obiecalam, a glownie Baron na nie zebiska ostrzyl, to ja ich zupelnie nie umiem tu u siebie znalesc. Byly przepadly, moze zabronione, a piorun ich wie. Sama nie bede wedzic.
                  (jednego swierszcza polto roku temu zabilam w zlosci i okropnie sie tego wstydze, wiec wedzonych juz bym nawet nie umiala kupic , gdyby jakims cudem mi wpadly w rece)


                  --
                  http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                  • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:31
                    asia.sthm napisała:

                    > Papuniu, tych wedzonycg swierszczy, od kiedy wam obiecalam, a glownie Baron na
                    > nie zebiska ostrzyl, to ja ich zupelnie nie umiem tu u siebie znalesc. Byly prz
                    > epadly, moze zabronione, a piorun ich wie. Sama nie bede wedzic.
                    > (jednego swierszcza polto roku temu zabilam w zlosci i okropnie sie tego wstydz
                    > e, wiec wedzonych juz bym nawet nie umiala kupic , gdyby jakims cudem mi wpadly
                    > w rece)

                    Ej tam zaraz świerszcze. Prawdziwe robale miałam na myśli, takie tego, no... larwy. Stadium larwalne czegoś. Jedliśmy to kiedyś (znaczy "śmy" jak śmy, "było jedzone", o, tak lepiejwink). To nie od Ciebie były? W puszce.
                    >


                    --
                    "Zima się taka zrobiła, że najlepiej by było - wzorem Muminków - wypchać się igliwiem i przeczekać do wiosny" Embepe
                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 17:17
                        Juz wszystko wiem:
                        Larwy jedwabnika w zalewie byly jedzone za kare przy kalamburach na Mikolajkach u Orale w 2010r.
                        Ty i Kocio ucieklyscie do kuchni, Paulinka i Baron specjalnie zle zgadywali.
                        Puszka, wedlug Starej Gropy w sprawozdaniu, sama z siebie sie tajemniczo pojawila na stole.

                        --
                        http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                        • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 22:21
                          asia.sthm napisała:

                          > Juz wszystko wiem:
                          > Larwy jedwabnika w zalewie byly jedzone za kare przy kalamburach na Mikolajkach
                          > u Orale w 2010r.
                          > Ty i Kocio ucieklyscie do kuchni, Paulinka i Baron specjalnie zle zgadywali.
                          > Puszka, wedlug Starej Gropy w sprawozdaniu, sama z siebie sie tajemniczo pojaw
                          > ila na stole.

                          Aaaa, brawo, Sherlocku Holmesie!!!!!smile)))))) I dzięki za śnurecka. No, jedwabniki, właśnie. Azaliż Darczyńca nadal anonimowy?


                          --
                          "Zima się taka zrobiła, że najlepiej by było - wzorem Muminków - wypchać się igliwiem i przeczekać do wiosny" Embepe
              • the_dzidka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 13:10
                Patrik Hedstrom (przez o z kropeczkami), bohater serii kryminalnej Camilli Lackberg (a z kółeczkiem wink ) miał ulubioną przekąskę. Zaczyna się ona tak jak i ja lubię: kromka chrupkiego chlebka, masełko, plasterek sera, posmarowane pastą kawiorową. Normalka. A POTEM ON TO MACZAŁ W GORĄCEJ CZEKOLADZIE I TAK ZJADAŁ wink

                --
                Dzidka


                Na szczęście niebieska budka może przylecieć zawsze, w każdym momencie naszego życia - (C) Pigmejka
    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 17:51
      Rozgotowane jajko to czyn zasługujący na Nagrodę Skobla. Jak się to robi??? Słyszałam anegdotkę o facecie, co chciał ugotować jajka na miękko, i przez godzinę macał widelcem, a one wciąż były twarde, moja przyjaciółka zrobiła raz na obiad kurę na twardo, zdarzyło mi się (podobnie jak Gurui) jajka na twardo spalić - ale rozgotować?
      --
      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 18:15
        A moze temu tlumaczowi/-czce raz sie to jakims cudem udalo i chcial sobie uczcic sukces gastronomiczny wciskajac go watpliwie pozytywnej bohaterce? Mnie by podkusilo.
        Niech ktos sprawdzi, kto ma egzemplarz pod reka, jakiej plci jest tlumacz.
        Gender genderem ale milo wiedziec
        --
        http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 18:54
          Rozgotowane jajko faktycznie bije parę rekordów, zachwyciło mnie, ale nie zamierzam tego sensacyjnego Harlequina ponownie czytać. A sadzone obsmażane obustronnie przekażę Młodszemu, bo właśnie ma fazę kuchenno-jajeczną, dziękuję, Asiu.
          Ewu - na tę wytworną kolację Zatocznego też zwróciłam uwagę, ale w końcu co kraj, to obyczaj, odpuściłam z szacunkiem.
          PS kawior z tubki lubię, co ja na to poradzę, spróbuję z jajem. wink
        • dorka_31 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 20:56
          Co za piękny wątek! wink
          Dołączę do zachwycających się pastami z tubek, bo i ja je uwielbiam (te rybne oczywiście), a już kawiorowa to jedna z lepszych i faktycznie nieźle smakuje na jaju smile Ponoć także i na przepiórczym, ale tego jeszcze nie próbowałam...
          Rozgotowanego też nie mogę sobie wyobrazić, ani wybuchniętego (choć słyszałam że się to zdarza). Ja ze dwa razy przypaliłam (czyli że woda do cna mi się wygotowała), ale eksplodować nie chciały... wink
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 08:28
            No to lecim dalej, skoro sekspertkę Asię mamy. U Asy Larsson cięgiem robią pieczone naleśniki (tłumaczka ta sama, od rozgotowanego jajca, ale może to akurat jaki specyfik dalekopółnocny, w razie co odszczekam), podawane z brusznicami lub jagodami. Może ja taka gÓpia jestem, ale tych pieczonych nalesników nie widzę. Co to może być na nasze, Asiu?
            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:04
              a prosze:
              jak sie komus nie chce smazyc nalesnikow w ilosciach hurtowych to uzywa brytfanki i wrzuca do piekarnika.
              https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQRxzRWePcfdG5nV2VK3CoprRO1MiVS108FSp5jDFmwuKe4XzEz

              i serwuje:
              http://www.recepten.se/bilder/recept/221/main/ugnspannkaka.jpg

              zamiast z borowkami moze byc z boczkiem.

              oto wiecej obrazkow:

              www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=GvzYUou8Oq_Z4QTj-4CYBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742

              Ewuniu, a w czym parza kawe? Bo mnie zdziwilo ze jak nastawiali kawe to zawsze przyjemnie pyrkał im perkolator, a nie zaparzarka. W Kirunie tylko perkolatorow uzywaja albo gotuja kawe w czajniku big_grin

              http://aliceverheij.files.wordpress.com/2011/05/percolator.jpg
              --
              http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:09
                O a tu przepis
                allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                narobilyscie mi smaka wink
                --
                Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:56
                Pyrkał im per... No cóż, każde nowe słówko to prztyczek w nos wiadomemu Niemcu. wink Ale nie powinien być pyrkolator? Czajnik faktycznie gdzieś się przewinął, przypuszczam, że chodziło o taki metalowy imbryczek do parzenia kawy metodą gotowania, sama czasem używam. A, jeszcze ktoś jadł kanapki z masłem i serem i maczał je w kawie, herbatniki bym jeszcze zrozumiała, ale to masło?

                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 12:18
                  O tak, maczanie kanapki z maslem, serem, szynka i lisciem salaty zauwazylam w kawiarni zaraz po przyjezdzie. To byl taki moment : o jerum pajtasz co ja widze!!!!!
                  A kawe, szczegolnie na polnocy, niektorzy nadal pijaja ze spodeczka zagryzajac kostka cukru.

                  http://gianttravels.files.wordpress.com/2012/09/fat.jpg

                  http://www.valfridsson.net/ivan/20090718-03.jpg


                  Probowalam - to jest dos trudna sztuka
                  --
                  http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:27
                    Picie herbaty ze spodka było uważane za rosyjski obyczaj, i w dodatku, delikatnie mówiąc, mało światowy. Miałam zwyczaj tak pijać jako małe dziecko, ponieważ circa about do czwartego roku życia uważałam się za kota smile To dopiero byłoby dzisiaj tryndy - wybrać sobie nie jakąś głupią płeć, ale gatunek!
                    --
                    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 12:29
                  Hmmm juz same croisanty maczane w kawie napawaly mnie pewnym hmmm obrzydzeniem...
                  --
                  Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                  Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                  "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                  Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:27
                      Wiesz, jak ja widzialam wytworne Paryzanki
                      , ktore ladowaly tego croi do filizany z mlekiem z kawa, a potem takiego rozmoklego, rozpadajacego sie ciapraka pakowaly do ust, a onim z tego pyska ociapywal w dol - odechcialo mi sie raz na zawsze nasladowac "kulturalne" spozywanie, oblesne to malo powiedziane!
                      Dziekuje ale nie! Zadnych ciasteczek buszkoptow, precelkow paluszkow - zawartosc filizanki ma byc wylacznie plynna i ze tak ujme - :klarowna", a nie mamalyga rozbeltana.
                      --
                      Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                      Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                      "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                      Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                      • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 23:34
                        No ba, we Francji w ogóle "inaczej" jedzą...
                        Z drugiej strony - gdyby nie magdalenka maczana w herbacie, nie mielibyśmy najnudniejszego cyklu powieściowego w dziejach literatury europejskiej zaraz po Conanie Barbarzyńcy...

                        BTW potrafię zjeść biszkopta maczając w herbacie tak, żeby do płynu nie dostał się ni okruszek, a patrzący nie mieli ochoty poszukać innego towarzystwa. Ale nie pokażę na you tubie jak się to robi, bo mi każą występować z Kwaśniewską smile
                        --
                        Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                        • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 09:59
                          smile)
                          --
                          Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                          Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                          "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                          Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 18:04
                    Rozszalało się tak, że sama nie wiem, co gdzie dopisać. smile Te mongolskie plemia piją herbatę, zdaje się, z mlekiem i tłuszczem wymieszaną. Może nawet z kumysem? Ktoś go wie?
                    Croissantów bym sie nie czepiała, widziałam maczanie w naturze, sama nie zamierzam, ale to raptem okruchy słodkiego, niech im będzie, jak lubią. Za to kawa z serem i okami tłuszczu trochę mnie odrzuca, co też o niczym nie świadczy. wink Pamiętam, jak po raz pierwszy pojawiły się w moim rodzinnym domu zaprzyjażnione osoby z południa Europy. Mamusia przygotowała elegancki obiad na cześć, nieco zdumiała ją nieśmiała prośba o chleb (w obecnych czasach pomyślałaby pewnie "WTF???"), potem zaś czułam przez skórę, jak w niej bulgocze na widok tego rwanego na kawałki chleba i zawalonego okruchami stołu (a przecież obrus powinien być NIESKAZITELNY!).
                    Asieńko, nie wiem, skąd te zdjęcia wyczarowujesz, ale boskie są. Na pierwszym wyjątkowo zadowolony z życia obywatel, aż mu zazdroszczę, a pani na drugim ma minę, jakby myślała "w tej kawie jest stanowczo za dużo sałaty".
                    No i jeszcze picie ze spodeczków, moi dziadkowie po kądzieli tak pili herbatę, oboje urodzeni w zaborze rosyjskim. W domu się jakoś nie przyjęło. wink
              • ania_m66 asiu kochanie 20.01.14, 19:38
                jako osoba prokuchenna b. sie wynalazkiem zainteresowalam i nawet wyguglalam sobie przepis do zdjecia
                www.recepten.se/recept/ugnspannkaka.html
                i cos mi tu nie gra - 3 filizanki maki i 6 (szesc!) mleka daje zatrabiscie duzo ciasta.
                tak na oko na ze 4 blaszki 30x40 cm.
                jakie duze te filizanki w szwecji macie? chodzi o niepelna do kawy o poj. ok 125 ml, czy amerykanska 230 ml?
                skreje zakupie jutro, bo dosc mocno przeziebiona jestem, ale jesc trzeba.
                jaja, mleko, make i borowki mam smile


                asia.sthm napisała:

                > a prosze:
                > jak sie komus nie chce smazyc nalesnikow w ilosciach hurtowych to uzywa brytfa
                > nki i wrzuca do piekarnika.
                > https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQRxzRWePcfdG5nV2VK3C
> oprRO1MiVS108FSp5jDFmwuKe4XzEz
                >
                > i serwuje:
                > http://www.recepten.se/bilder/recept/221/main/ugnspannkaka.jpg
                >
                > zamiast z borowkami moze byc z boczkiem.
                >
                > oto wiecej obrazkow:
                >
                > www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=GvzYUou8Oq_Z4QTj-4CYBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                >
                > Ewuniu, a w czym parza kawe? Bo mnie zdziwilo ze jak nastawiali kawe to zawsze
                > przyjemnie pyrkał im perkolator, a nie zaparzarka. W Kirunie tylko perkolatorow
                > uzywaja albo gotuja kawe w czajniku big_grin
                >
                > http://aliceverheij.files.wordpress.com/2011/05/percolator.jpg


                --
                I will eat your happiness...
                • czekolada72 Re: asiu kochanie 20.01.14, 19:49
                  Przepraszam, ze sie wtrace, ale kawalek wyzej wklejalam przepis, ktory brzmi zupelnie normalnie...
                  O a tu przepis
                  allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                  narobilyscie mi smaka
                  --
                  --
                  Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                  Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                  "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                  Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                  • ania_m66 Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:00
                    a wtracaj sie ile ccesz.
                    mnie po prostu interesuje pojemnosc tych filizanek w szwedzkich przepisach na teraz i na zas.

                    czekolada72 napisała:

                    > Przepraszam, ze sie wtrace, ale kawalek wyzej wklejalam przepis, ktory brzmi zu
                    > pelnie normalnie...
                    > O a tu przepis
                    > allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                    > narobilyscie mi smaka
                    > --


                    --
                    Du bist mein Fleisch, mein Blut, du bist ein Steak von mir!
                    • czekolada72 Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:03
                      ok, zrozumialam, ze interesuje Cie przepis.
                      --
                      Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                      Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                      "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                      Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                        • asia.sthm Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:59
                          Aniu, u nas wszystkie przepisy sa w dl czyli decylitrach, mamy miarki do odmierzania objetosci.
                          1 dl to 1 decylitr czyli 1/10 litra. Filizanki sa przeroznej wielkosci i faktycznie moze wyjsc jak dla wojska.
                          http://www.recepten.se/bilder/utrustning/12/main/maattsats.jpg
                          http://glasverandan.se/images/normal/skopadl1.jpg


                          Nie wiem jak ci sie te 24 porcje rozmnozyly.

                          U mnie, w moim linku stoi jak byk:

                          Portioner: 4 portioner

                          Na cztery zarte woloduchy powinno wystarczyc.
                          --
                          http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                          • ania_m66 Re: asiu kochanie 20.01.14, 21:43
                            pamietam te decylitry, bo rok mieszkalam w jönkoping.
                            to z linka czekolady te 24 porcje.
                            pewnie mialo byc 2-4.
                            olalam proporcje przepisu, zrobilam na oko i wlasnie przed minuta wstawilam do pieca.

                            asia.sthm napisała:

                            > Aniu, u nas wszystkie przepisy sa w dl czyli decylitrach, mamy miarki do odmier
                            > zania objetosci.
                            > 1 dl to 1 decylitr czyli 1/10 litra. Filizanki sa przeroznej wielkosci i fakt
                            > ycznie moze wyjsc jak dla wojska.
                            > http://www.recepten.se/bilder/utrustning/12/main/maattsats.jpg
                            > http://glasverandan.se/images/normal/skopadl1.jpg
                            >
                            >
                            > Nie wiem jak ci sie te 24 porcje rozmnozyly.
                            >
                            > U mnie, w moim linku stoi jak byk:
                            >
                            > Portioner: 4 portioner
                            >
                            > Na cztery zarte woloduchy powinno wystarczyc.


                            --
                            Du bist mein Fleisch, mein Blut, du bist ein Steak von mir!
                            • zaisa Aniu 21.01.14, 01:36
                              I jak eksperyment kuchenny? Żyjesz? Bo miałam chęć rodzinie zrobić, może zawirusowani by zjedli a ja bym nad patelnią nie stała, bo i tak bym nie wystała.
                              • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 02:30
                                jak najbardziej ok, ale szalu wielkiego nie ma.
                                calosc jest bardziej twarda od gory, "gumowa" niz grubszy nalesnik z patelni. no ma inna konsystencje po prostu.
                                rano zrobie zdjecia zeby bylo bardziej wiadomo o co chodzi.
                                mozliwe, ze calosc stala nieco za wysoko w piecu.
                                nie mam niestety porownania z oryginalem.

                                zaisa napisała:

                                > I jak eksperyment kuchenny? Żyjesz? Bo miałam chęć rodzinie zrobić, może zawiru
                                > sowani by zjedli a ja bym nad patelnią nie stała, bo i tak bym nie wystała.


                                --
                                Jean-Claude Van Who?
                                • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 11:21
                                  https://www.dropbox.com/s/vu9j6etizzlwcrt/2014-01-21%2011.15.37.jpg
                                  no tak wyglada resztka produkcji dzisiaj.
                                  strukture ma bardziej sklejki modelarskiej, choc przez noc nieco zmiekl.
                                  strasznie ciemno u mnie dzisiaj, a do robienia zdjec mam telefon sad
                                  --
                                  Du bist mein Fleisch, mein Blut, du bist ein Steak von mir!
                                    • asia.sthm Re: Aniu 21.01.14, 11:49

                                      Gratulacje.
                                      No to juz pierwsze koty za ploty, znaczy odmierzajac na oko tez dobrze ci wyszlo. Moze rzadsze ciasto nastepnym razem?
                                      Teraz mozesz sie dac zainspirowac i podawac z najrozniejszymi dodatkami. Niektorzy wrzucaja roznosci do ciasta, inni na wierzch lub po bokach. Ja najbardziej lubie na slono z boczkiem i borowki/zurawine do tego.

                                      www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=S03eUo2SO4n04QT3oIHwBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                                      Jednak kiedy dzieci byly dzieciowe to smazylam normalne nalesniki na dwie patelnie czasem dla calej zgrai woloduchow.
                                      --
                                      http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                                      • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 15:31
                                        zostalo mi troche ciasta.
                                        na kolacje bedzie wersja z jablkiem i cynamonem.
                                        skrej wykupili btw, nowa dostawa bedzie jutro.

                                        asia.sthm napisała:

                                        >
                                        > Gratulacje.
                                        > No to juz pierwsze koty za ploty, znaczy odmierzajac na oko tez dobrze ci wyszl
                                        > o. Moze rzadsze ciasto nastepnym razem?
                                        > Teraz mozesz sie dac zainspirowac i podawac z najrozniejszymi dodatkami. Niekto
                                        > rzy wrzucaja roznosci do ciasta, inni na wierzch lub po bokach. Ja najbardziej
                                        > lubie na slono z boczkiem i borowki/zurawine do tego.
                                        >
                                        > www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=S03eUo2SO4n04QT3oIHwBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                                        > Jednak kiedy dzieci byly dzieciowe to smazylam normalne nalesniki na dwie patel
                                        > nie czasem dla calej zgrai woloduchow.


                                        --
                                        I will eat your happiness...
                                    • zaisa Re: Aniu 21.01.14, 18:33
                                      Dzięki, Dziewczyny.
                                      Do tej pory smazylam na patelni, ale jeszcze nie całkiem wyszlismy z okresu, gdzie jednemu z mlodszych temperatura oscylowała w okolicach 40 st C, a dwójce dorosłych - 39. Drugie młode najwyraźniej umie użytkować energię termalną i latało po domu rozświergotane i miało znacznie obnizone zapotrzebowanie na sen. No to wolałam nie stać przy patelni/ach i tam nie kaszlec.
                                      • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 23:00
                                        drugie podejscie z resztka ciasta z wczoraj jest lepsze
                                        ciasto musi byc rzadkie, lac do natluszczonej formy nie za malo. u mnie bylo z 1,5 cm.
                                        powtykalam jablka i voila smile
                                        http://img5.fotos-hochladen.net/thumbnail/20140121225xhjf0g6zet_thumb.jpg


                                        zaisa napisała:

                                        > Dzięki, Dziewczyny.
                                        > Do tej pory smazylam na patelni, ale jeszcze nie całkiem wyszlismy z okresu, gd
                                        > zie jednemu z mlodszych temperatura oscylowała w okolicach 40 st C, a dwójce do
                                        > rosłych - 39. Drugie młode najwyraźniej umie użytkować energię termalną i latał
                                        > o po domu rozświergotane i miało znacznie obnizone zapotrzebowanie na sen. No t
                                        > o wolałam nie stać przy patelni/ach i tam nie kaszlec.


                                        --
                                        I will eat your happiness...
    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:01
      To ja z zupelnie innej beczki. Odswiezam sobie "Wojne domowa" Marii Zientarowej.
      I jak byk pisze tam tak: (napisze nieco skrotem ale o sens chodzi.
      Nie wiem co zrobic z ta wilia. Pawel jedzie w niedziele rano na rykowisko - zimowisko. Maz wraca z terenu w sobote w nocy, a wilia wypada w niedziele, a tymczasem mowia, ze moze byc wyprawiona tez w sobote, ale co to za wilia bez meza.
      no to zrob w niedziele.
      To znowu Pawla nie bedzie.
      A jak zrobiliscie w zeszlym roku?
      Zwyczajnie w wilie.
      (...)
      Zadzwonila znowu, ze sobotnia wilia i zebysmy przyszli.
      Potem zadzwonila tesciowa, ze u niej wilia w niedziele, i zebysmy przyszli.

      Ok, pierwsze opowiadania pisane byly w latach 50-60-tych, pierwsze wydanie - w polowie lat 60-tych.
      Ma ktos moze jakies wiesi z moze chociaz drugiej reki, od swiadkow? Jak to bylo z tym zonglowaniem Wigilia?
      Bo az przeczytalam fragment kilka razy pod rzad, czy aby czytam ze zrozumieniem.
      --
      Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
      Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
      "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
      Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
      • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:13
        ja jestem za mloda i nawet mnie wtedy w planach nie bylo, ale domyslam sie, ze rezim komunistyczny chcial zrobic z polski panstwo swieckie, dlatego moze kosciol dostal dyrektywy aby rozpowszechniac takie informacje.
        najpierw zrobic z wigilii fakultatywne swieto ruchome, a potem stopniowo zastapic innym lub usunac.
        hitlerowcy wprowadzili zaledwie nieco ponad dekade przedtem swieto przesilenia wiosennego i zimowego zamiast wielkanocy i bozego narodzenia.
        zainteresowanym znajacym niemiecki polecam bardzo dokumentacje "schwarze magie im braunen hemd" do znalezienia na youtube.
        komunistow co prawda o ezoteryke jakos nie posadzam, ale mechanizm dzialania w sumie jest podobny.

        czekolada72 napisała:

        > To ja z zupelnie innej beczki. Odswiezam sobie "Wojne domowa" Marii Zientarowej
        > .
        > I jak byk pisze tam tak: (napisze nieco skrotem ale o sens chodzi.
        > Nie wiem co zrobic z ta wilia. Pawel jedzie w niedziele rano na rykowisko - zim
        > owisko. Maz wraca z terenu w sobote w nocy, a wilia wypada w niedziele, a tymcz
        > asem mowia, ze moze byc wyprawiona tez w sobote, ale co to za wilia bez meza.
        > no to zrob w niedziele.
        > To znowu Pawla nie bedzie.
        > A jak zrobiliscie w zeszlym roku?
        > Zwyczajnie w wilie.
        > (...)
        > Zadzwonila znowu, ze sobotnia wilia i zebysmy przyszli.
        > Potem zadzwonila tesciowa, ze u niej wilia w niedziele, i zebysmy przyszli.
        >
        > Ok, pierwsze opowiadania pisane byly w latach 50-60-tych, pierwsze wydanie - w
        > polowie lat 60-tych.
        > Ma ktos moze jakies wiesi z moze chociaz drugiej reki, od swiadkow? Jak to byl
        > o z tym zonglowaniem Wigilia?
        > Bo az przeczytalam fragment kilka razy pod rzad, czy aby czytam ze zrozumieniem
        > .


        --
        I will eat your happiness...
          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:37
            Hmmmm u Barei jest scena, gdy wojskowi wpraszaja sie na "Wigilie", ale ja wiem czy te sama miarke przykladac do Wojny?
            Moze masz racje i to tylko takie gadanie bez skladu i ladu rozgadanej mamusi, ale wlasnie mnie przypililo i az mnie ssie, by sie podowiadywac, czy takie sytaucje w rodzinnych domach mialy miejsce smile
            --
            Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
            Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
            "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
            Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
            • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 21:59
              Chyba mogę wyjaśnić...
              Po pierwsze, faktycznie, popularną rozrywką było organizowanie dla młodzieży zimowisk w czasie ferii świątecznych - chodziło o to, żeby przyszłość narodu nie spędzała świąt z rodziną, bo tam i szopka, i kolędy, i na pasterkę może by się poszło - a na zimowisku wszystko świecko, postępowo, po linii i na bazie.
              Po drugie, jak Wigilia wypadała w niedzielę, można było zrobić ją już w sobotę i mieć trzy dni świąt. Przypominam, że w czasach "Wojny domowej" wolnych sobót nie było.

              --
              Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 06:52
                minerwamcg napisała:


                > Po drugie, jak Wigilia wypadała w niedzielę, można było zrobić ją już w sobotę
                > i mieć trzy dni świąt.
                Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny dodatkowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?
                Mozna bylo zrobic - rozumiem ze to "propozycja" serwowana przez panstwo, ale nie przez kosciol. wiec raczej jako kolacja towarzyska dla niewierzacych. Bo dla katolikow prawdziwych powinno nie miec znaczenia w jaki dzien wypada Wigilia.
                Niestety moi dziadkowie juz nie zyja wiec ich nie pomagluje.... a bardzo mnie zainteresowalo, czy ta sytuacja z "Wojny" to taki jednorazowy wypadek czy nagminna wieloletnia praktyka.

                Przypominam, że w czasach "Wojny domowej" wolnych sobót
                > nie było.
                >
                No ja pamietam, ze na poczatku lat 80-tych tez nie bylo, albo zaczynaky sie pojawiac 1-2 razy na miesiac.


                --
                Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:00
                    E, całkiem nieźle pamięta, bo te z lat siedemdziesiątych to były, a jakoby ich nie było, te o dekadę późniejsze też przecie nie wszystkie, a co któraś tam.
                    Co zaś do Wigilii organizowanych w przeddzień, nie słyszałam o nikim takim, choć żyję długo jak stary góral. Nie wiem, jak tam wyglądały Wigilie u Gomułki czy innego Moczara, ale nawet ci, którzy robili kariery pezetpeerowskim szlakiem i deklarowali wiarę w marksizm i co tam jeszcze, mieli choinki, wigilijne wieczerze i łamanie się opłatkiem. A wiem, co mówię, bo co mieliśmy za miedzą olbrzymi garnizon, a z córka dowódcy chodziłam do klasy. Znałam również dzieci miejscowego pierwszego popa partyjnego, a później, już w liceum, dzieci popa powiatowego.
                    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:22
                      Dzieki Ewo smile
                      --
                      Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                      Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                      "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                      Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                    • tutul Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 14:24
                      To było tak z wigilią: Jak wszyscy wiedzą,w tym dniu nie je się mięsa .A w niedzielę ta zasada nie obowiązuje.Mówiło się kiedyś,że niedziela "postu nie przyjmuje". Jak wypadała w niedzielę ,były dwa wyjścia: albo robić w sobotę ( ale co to za wigilia nie w wigilię) i pościć,albo w niedzielę i -też pościć.Wkońcu jeden dzień postu więcej nie robi różnicy. I dlatego takie dylematy,bo ludzie różnie robili.
                      Dopiero od niedawna można jeść mięso w wigilię ( ale nie pamiętam od kiedy,u nas zawsze post )
                      ewa9717 napisała:

                      > E, całkiem nieźle pamięta, bo te z lat siedemdziesiątych to były, a jakoby ich
                      > nie było, te o dekadę późniejsze też przecie nie wszystkie, a co któraś tam.
                      > Co zaś do Wigilii organizowanych w przeddzień, nie słyszałam o nikim takim, cho
                      > ć żyję długo jak stary góral. Nie wiem, jak tam wyglądały Wigilie u Gomułki czy
                      > innego Moczara, ale nawet ci, którzy robili kariery pezetpeerowskim szlakiem i
                      > deklarowali wiarę w marksizm i co tam jeszcze, mieli choinki, wigilijne wiecze
                      > rze i łamanie się opłatkiem. A wiem, co mówię, bo co mieliśmy za miedzą olbrzym
                      > i garnizon, a z córka dowódcy chodziłam do klasy. Znałam również dzieci miejsco
                      > wego pierwszego popa partyjnego, a później, już w liceum, dzieci popa powiatowe
                      > go.


                      --
                      Nie udało ci się w środę,to przed sobą czwartek jeszcze masz,baranie
                      • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 16:22
                        Tutul... Jak zyje te 40 z hakiem to w ŻYCIU z czyms takum o czym piszesz sie nie spotkalam... Ciekawe czy ktos inny sie spotkal?
                        --
                        Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                        Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                        "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                        Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:17
                    Masz racje, jako ze do szkoly zaczelam uczeszczac gdzies na przelomie 80/81 to to co bylo wczesniej dot sobot jakos niespecjalnie mnie interesowalo - mialam 7 dni wolnych...
                    --
                    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                    Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                    • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:54
                      przepraszam, ze gnana ciekawoscia zapytam - zaczynalas podstawowke majac 8-9 lat?
                      bo ja mialam szesc z kawalkiem i prawie wszystkie dzieci w mojej klasie po tyle mialy.

                      czekolada72 napisała:

                      > Masz racje, jako ze do szkoly zaczelam uczeszczac gdzies na przelomie 80/81 to
                      > to co bylo wczesniej dot sobot jakos niespecjalnie mnie interesowalo - mialam 7
                      > dni wolnych...


                      --
                      I will eat your happiness...
                • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:07
                  czekolada72 napisała:

                  > > i mieć trzy dni świąt.
                  > Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny dodat
                  > kowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?

                  Żadnym cudem, należało po prostu policzyć do trzech. Jeżeli Wigilię robiło się w sobotę (pracującą!), to miało się potem niedzielę (czyli Wigilię właściwą), pierwszy dzień Świąt, i drugi dzień Świąt. Razem trzy.
                  Nagminną wieloletnią praktyką to być nie mogło, bo Wigilia w niedzielę przypada raz na siedem lat, co daje tylko sześć takich przypadków na cały czas trwania komuny (przyjmijmy lata 1944-1989).
                  W szczególności taka sytuacja zdarzyła się w roku 1961, kiedy rozgrywa się akcja tego opowiadania "Wojny domowej".
                  --
                  Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:21
                    minerwamcg napisała:

                    Minerwo, nie zrozumialysmy sie !!
                    Niezaleznie chyba czy w tym konkretnym przypadku zrobilabys Wigilie w sobote czy w niedziele, iI TAK mialabys wolne 3 dni - niedziele , ponidzialek (BN), wtorek (św. Szczepana)

                    o nagminnosci pisalam majac na mysli, ze np wigilia mogla wypadac w pon a komus moglo pasowac urzadzic w niedziele - przyklad taki. Jezeli nie jest wazne by zrobic w TEN konkretny dzien, to nie ma znaczenia z jakiego dnia tygodnia przerzuca sie na inny.

                    Wiem, ze jest to rozdziabywanie typu ilu diablow zmiesci sie na czubku szpilki, ale mnie akurat to zaciekawilo.

                    > czekolada72 napisała:
                    >
                    > > > i mieć trzy dni świąt.
                    > > Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny
                    > dodat
                    > > kowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?
                    >
                    > Żadnym cudem, należało po prostu policzyć do trzech. Jeżeli Wigilię robiło się
                    > w sobotę (pracującą!), to miało się potem niedzielę (czyli Wigilię właściwą), p
                    > ierwszy dzień Świąt, i drugi dzień Świąt. Razem trzy.
                    > Nagminną wieloletnią praktyką to być nie mogło, bo Wigilia w niedzielę przypada
                    > raz na siedem lat, co daje tylko sześć takich przypadków na cały czas trwania
                    > komuny (przyjmijmy lata 1944-1989).
                    > W szczególności taka sytuacja zdarzyła się w roku 1961, kiedy rozgrywa się akcj
                    > a tego opowiadania "Wojny domowej".


                    --
                    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                    Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 16:31
                      Ok, trzy dni wolnego byłyby tak czy tak - ale przyjęło się, że Wigilia rozpoczyna święta, sama będąc dniem roboczym, i słusznie, bo np. dla pani domu jest to dzień wielce pracowity (samo gotowanie wieczerzy ile zajmuje). Więc chodziło o to, żeby w sobotę odwalić robotę, zjeść wieczerzę, a w niedzielną Wigilię właściwą już świętować Święta, nie zajmując się w tym dniu żadnymi, choćby domowymi pracami.
                      Pobożny katolik istotnie w takie dni miał zgryz, bo wiadomo, że jak Wigilia to 24 grudnia i nie kiedy indziej, a z drugiej strony jak pogodzić niedzielne świętowanie z koniecznością wykonania mnóstwa różnych prac, które w Wigilię zawsze są? Myśmy w domu odwalali wszystko wcześniej, a na niedzielną Wigilię zostawiało się tylko ubieranie choinki (bo to przyjemność, nie praca) i tę część gotowania, której się wcześniej żywcem odwalić nie dało. Przypominało to trochę przedszabasowe zabiegi ortodoksyjnych żydów smile
                      --
                      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 17:18
                        No to trochę się uspokoiłm, bo też mi wyszło, że do trzech nie umiem zliczyć. Ale cała reszta mnie przerasta.
                        Interesujące, co Tutul pisze, niepostne niedziele nie dotyczą chyba oficjalnych postów? Kiedyś tam uczyli mnie, że adwent jest postem? Choć teraz pewnie wszystko trochę inaczej wygąda.
                        A z innej beczki - ciekawam, co sądzicie o maśle orzechowym, wszechobecnym w lit. hamerykańskiej. My kiedyś kupiliśmy z ciekawości, dziecka zachwytu nie okazały, ojciec dzieciom stwierdził, że zapach nie teges, mnie wyszło po serii doświadczeń, że nadaje się nieźle pod jakiś jeden rodzaj sera żółtego i nic więcej. A ponieważ wyczytaliśmy, że jest to doskonały wabik na myszy, słoik wręczyliśmy teściowej i wylądował na wsi w celach utylitarnych.
                        • zaisa Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:12
                          Tutul dobrze prawi.
                          Cosik mi w głowie tam chodziło, ale jakoś tak daleko, że nie mogłam wymiarkować co i dopiero po Tutulowym poście się rozjaśniło.


                          A kanapka z masłem orzechowym i galaretką była czymś dla mnie zdumiewającym. Najpierw rozszyfrowałam galaretkę - po prostu dżem, tylko tłumacze jacyś kiepscy. A co do zestawu z masłem orzechowym, eeee, jakoś nie poczułam potrzeby probowania. Smarowidło z orzeszków ziemnych, nie orzechów, nadaje się jako smarowidlo na pieczywo, jako wierzchnia warstwa na masło.
                          A rodzina kiedyś przywiozła amerykańskie czekoladki - masło orzeszkowe w czekoladzie mlecznej. Wolę inne rozwiązania.
                          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 19:06
                            Masło orzechowe na maslo jest dla mnue tak samo niejadalne jak nutella na masle lub serek topiony na masle brrrr Kupuje wymiennie raz orzechowe raz nutelle - Mala lubi albo na swizym pieczywie albo na grzankach
                            --
                            Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                            Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                            "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                            Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                        • zaisa Adwent 21.01.14, 18:19
                          Adwent kiedyś przestał być postem a stał się czasem radosnego oczekiwania na Boze Narodzenie. Ale w tej chwili mogę być nie na bieżąco.
                          • balamuk Re: Adwent 21.01.14, 18:47
                            Czyli ta galaretka dżemem jest? Dzieki, Zaiso, za rozjaśnienie mroków. smile
                            Adwent mnie skołował, bo o lampionach i świecznikach (?) przeczytałam po raz pierwszy w literaturze, chyba też skandynawskiej, kalendarze adwentowe przyjęłam do wiadomości, kiedy je zobaczyłam w kioskach, a chowałam się wszakże w porządnym, katolickim i szanującym tradycję domu.
                            • ewa9717 Re: Adwent 21.01.14, 19:45
                              No patrzaj, co tych niewiele ponad 100 km odległosci (ale zabór inny) robi! Mój dom bardzo katolicki z żadnej strony nie był, sąsiedzkie też nie za bardzo, ale w adwencie wszystkie dzieciaki latały z takimi na kiju:
                              www.google.pl/search?q=lampion+roratni&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=CL_eUoTuLIHRtAbmy4DoBg&ved=0CCcQsAQ&biw=1017&bih=589
                              Mój, podobny do tego czarnego na początku czwartego rzędu, przyjechał ze mną nawet do pipidówka, ale tu się z lampionami nie latało crying
                              • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:29
                                No ale chociaz zdradzcie z jakich zaborow jestescie, bo u mnie tez adwentowe lampiony i dreptanie z nimi do kosciola czarnym switem do dzis jest norma.
                                --
                                Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                                Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                                "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                                Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                              • szkorbut-lumbago Re: Adwent 21.01.14, 21:17
                                U nas (czyli w kraju naszym) tradycja świętowania vel. obchodzenia w jakiś bardziej szczególny sposób adwentu przyszła chyba z północy oraz zza niemieckiej granicy, ale to nie znaczy przecia że adwentu nie było. Coś mi się kojarzy o adwencie na religii jeszcze w kościele (bo udało mi się na jeden rok jeszcze kościelnej załapać wink). A co do wigili wypadającej w niedzielę to coś mi w głowie brzęczy, że słyszałam już o wersji z problemem postnym w jakichś powieściach rodzinnych. Z tym, że moja rodzina od pokoleń jest średnio religijno-obchodząca, więc to pewnie były raczej rozważania teoretyczne na temat tradycji.
                                Ten wątek to w ciekawym kierunku się rozwija.
                                Mój mąż z amerykańska jada nutellę (z braku masła orzechowego) z galaretką wiśniową. Twierdzi, że mu smakuje. Ja jadam dziwne rzeczy, ale ten zestaw do mnie nie przemawia.
                                • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 21:32
                                  O! Dziecko sie przyznalo, ze jada nieraz nutelle z dzemem wisniowym, bo to tak fajnie kwasno sie robi wink
                                  --
                                  Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                                  Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                                  "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                                  Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                            • ania_m66 Re: Adwent 21.01.14, 19:46
                              ta galaretka ktora amerykanie tradycyjnie jedza do peanut butter to galaretka z czerwonej (albo czarnej) porzeczki badz z winogron. moze tez byc zwykly dzem smile

                              balamuk napisała:

                              > Czyli ta galaretka dżemem jest? Dzieki, Zaiso, za rozjaśnienie mroków. smile
                              > Adwent mnie skołował, bo o lampionach i świecznikach (?) przeczytałam po raz pi
                              > erwszy w literaturze, chyba też skandynawskiej, kalendarze adwentowe przyjęłam
                              > do wiadomości, kiedy je zobaczyłam w kioskach, a chowałam się wszakże w porządn
                              > ym, katolickim i szanującym tradycję domu.


                              --
                              Gesslerowa w kosciele
                          • minerwamcg Re: Adwent 21.01.14, 20:36
                            Co do Adwentu, to kiedy-kiedy słyszałam o takim zjawisku jak wianek adwentowy. Stroik z choiny w kształcie wianka, z czterema świecami, w każdą niedzielę Adwentu zapala się o jedną więcej. Można toto położyć na stole albo powiesić u sufitu jak lampę. Ale w praktyce zobaczyłam coś takiego dopiero u warszawskich metodystów, jak zaczęłam tam bywać. Lampiony adwentowe owszem, znam - robiliśmy je jako dzieci na religii, potem chodziło się z nimi na roraty i był to chyba zwyczaj ogólnopolski... A w każdym razie na tyle powszechny, żeby znano go i w Warszawie, i w Krakowie.
                            A w ogóle to kiedyś, dawno temu, Adwent zaczynał się nie od Andrzejek, tylko od Katarzynek, 25 listopada.
                            --
                            Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                            • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:40
                              Wieniec adwentowy to taka sama tradycja - zaczyna sie 4 tygodnie przed Wigilia - od zawsze byl u nas w domu, i w kolejne niedziele adwentu zapala sie kolejne z 4 swiec. Taka sama norma jak dzewko i banki smile
                              --
                              Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                              Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                              "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                              Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                              • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:44
                                A do kompletu to jeszcze oczywiscie kalendarz adwentowy, i to nie popularne od paru lat pomadki-czekoladki tylko pozadne mini-prezenciki - u nas w mini-skarpetkach na plaskim kartonowym dzewku smile)
                                --
                                Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                                Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                                "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                                Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                        • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:42
                          pamietam, ze w ramach eksperymentu robilam to maslo po jakiej amerykanskiej lekturze w domu jako dziecko.
                          orzeszkow ziiemnych akurat nie bylo, wiec zmielilam w mikserze wloskie i dodalam miekkiego masla. po sprobowaniu posolilam, ale duzo to nie dalo smile))
                          w tej chwili sloik peanut butter sortu crunchy, czyli z kawalkami orzechow stoi obowiazkowo w lodowce.
                          uwielbiam je, ale tak bardziej cyklicznie - nie jem codziennie.
                          konsumuje gruuuubo na goracym pelnoziarnisym tosicie.
                          poza tym dwie ulubione zupy maja je za kluczowy skladnik: kurkowa i zupa-curry ze smazonego baklazana (moja ma jakos ladniejszy kolor).
                          obie bardzo goraco polecam!


                          balamuk napisała:

                          > A z innej beczki - ciekawam, co sądzicie o maśle orzechowym, wszechobecnym w li
                          > t. hamerykańskiej. My kiedyś kupiliśmy z ciekawości, dziecka zachwytu nie okaza
                          > ły, ojciec dzieciom stwierdził, że zapach nie teges, mnie wyszło po serii doświ
                          > adczeń, że nadaje się nieźle pod jakiś jeden rodzaj sera żółtego i nic więcej.
                          > A ponieważ wyczytaliśmy, że jest to doskonały wabik na myszy, słoik wręczyliśmy
                          > teściowej i wylądował na wsi w celach utylitarnych.


                          --
                          Gesslerowa w kosciele
                      • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:45
                        Minerwo 1. Taki tryb przygotowan zdarza sie i dzis, 2 moze niezbyt wyraznie ale jednak ja pytalam o organizacje tylko o SWIETOWANIE Wigilii 23 grudnia...
                        --
                        Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                        Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                        "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                        Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
                        • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 19:29
                          Biorąc pod uwagę, że Wigilię się świętuje wieczorem, nie koliduje. Całego wigilijnego dnia nie świętuje się i dzisiaj, w dalszym ciągu jest ona dniem pracy - no, chyba, że wypada w sobotę albo niedzielę.
                          Nie wyobrażam sobie natomiast w dzisiejszych czasach sytuacji, że 24 grudnia wypada w niedzielę, więc ktoś urządza Wigilię już w piątek 22 wieczorem, żeby mieć aż cztery dni Świąt smile Toby chyba jednak było przegięcie...
                          --
                          Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                          • czekolada72 Podsumowuje sobie 21.01.14, 20:27
                            Poniewaz dyskusja idzie w zupelnie innym kierunku, niz fakty, udalo mi sie na wlasna reke dorwac kilkoro 60parulatkow i przemordowac i wszystkie sie zaparlly sie, zadne nigdy w tamtych czasach nie spotkalo sie bezposrednio ani posrednio, ani z opowiesci o czasch wczesniejszych nie slyszalo, by WIGILIE swietowac 23 grudnia. Z podkresleniem "nawet komunisci obchodzili 24". Wiec nie wiem - moze TAK jak mowia moje60-latki bylo w Polsce poludniowej, a w stolycy wybierano sobie dzien na obchody Wilii? Nie bede juz wnikac, jestem usatysfakcjonowana zdobyta wiedza.
                            Milego!
                            --
                            Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
                            Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
                            "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
                            Pan jest cham, ćwok, nieuk, swołocz i woda na młyn odwetowców ZBOR!
      • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.14, 21:50
        To masz fajnie, bo ja widziałam kiedyś w sklepie zoologicznym takie trzycentymetrowe, suszone chyba rybki. Niewiele się to różniło od jakichś świerszczy czy innego robactwa, podpisane było właśnie "stynka" i to była karma dla czegoś tam. A później przeczytałam o jedzeniu smażonej stynki. W ogóle sobie nie mogłam wyobrazić, co z tego można zjeść i czemu niby miałoby to być takie pyszne. Do pestek z dyni pasowało najwyżej rozmiarem. Poczytanie sobie o rybce nie pomogło, wizja z zoologicznego jest silniejsza.
          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.02.14, 19:29
            wiem co to stynka ale otrzacha mnie wink natomiast smazone śledzie, "prosto z kutra" - niebo w gebie!!
            --
            Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
            Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
            "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
            61
            • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.14, 09:26
              prowincjapelnamarzen.blog.pl/2014/02/
              "(...)Stynki – widzę w komentarzach, że pytacie co to. Maleńkie rybki. Ja je czyszczę, więc nie zjadam z wnętrznościami. Smażę jak frytki Nazywam je mazurskimi krewetkami."


              --
              Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
              Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
              "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
              62,5
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.14, 09:50
                czekolada72 napisała:
                Miało być:

                > prowincjapelnamarzen.blog.pl/2014/02/
                "(...) A na koniec przepis na stynki:
                Stynki wyczyścić i pozbawić głów, obtoczyć w mieszaninie mąki pszennej i ziemniaczanej, usmażyć na gorącym oleju jak frytki, posolić przed podaniem. Zajadać z apetytem.

                Stynki – widzę w komentarzach, że pytacie co to. Maleńkie rybki. Ja je czyszczę, więc nie zjadam z wnętrznościami. Smażę jak frytki Nazywam je mazurskimi krewetkami."
                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.02.14, 21:13
                  Ja to chyba mogłabym być Szwedką. U Lackbergowej Erika przynosi Danowi na łódź (on taki mniej więcej cięzko pracujący jest) termos z gorącą czekoladą i kanapki z kiełbasą.
                  No i niech mi kto powie, co to są te maszynki do kawy, bo spotykałam je nie tylko w ksiązkach tłumaczonych, ale i w naszych jakichś. Nie wnikałam, przyjmowałam z dobrodziejstwem inwentarza, ale może już czas na oswiecenie?
                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.02.14, 09:28
                        Tutul, ja ci glowy nie dam - tak sobie tylko na dziko zgaduje co tlumacz chcial powiedziec a nie chcialo mu sie w zagadnienie z nalezyta powaga zaglebic.

                        Te maszynki do kawy w ksiazkach nie tlumaczonych, to moze byc powazniejszy problem natury psychicznej. Np: autor w zyciu kawy nie parzyl, plujke od pieluch pijal, i nie wie czym sie to robi, parzy znaczy. Moze miec ciezki uraz do innych nazw niz maszynka. ( tak jak ktos uzywa scisle tylko slowa robak zamiast zuk, chrzaszcz, gasiennica.)

                        --
                        http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                          • ewa9717 A tak z matematycznej beczki 20.02.14, 14:15
                            Kiedy szukałam rozgotowanego jajka, doszłam do wniosku, że albo tłumaczka, albo Larsson mają kłopoty z matematyką.
                            Ot, Kalle B. w środku ciemnej nocy z odległosci kilkudziesięciu metrów widzi napadającego na Lisbeth bandziora i potem zeznaje, ze ten miał jasne, blisko osadzone oczy. Z takiej odległości fajnie by było, gdyby dostrzegł, że zbrodzień w ogóle ma jakieś oczy.
                            Ale lepszy numer wycina Lisbeth, biorąc na pamiątkę wycięty z kurtki zbrodzienia kawał skóry o powierzchni ok. 40 cm kwadratowych, co kilka stron dalej znaczy tyle, ze wycięła łatę 20 na 20 wink
                            Coś jak ten Guruowy kumpel ze studiów, który pięknie zaprojektował hotelowy hol wink
                            • balamuk Re: A tak z matematycznej beczki 08.09.14, 19:25
                              Znowu Irsa jako żródło, przepiszę, bo streścić nijak.
                              Matthew wprawdzie przystosował się do zwyczajów islandzkiego społeczeństwa, lecz tran był wyjątkiem. Thora pozwalała mu go nie pić, ale sporo uwag wysłuchiwał od zaprzyjaźninych z nią par. Kiedy chodzili w gości, gospodarze jakby stawiali sobie tylko jeden cel: podać mu surowe mrożone mięso rekina i silnie aromatyczną ziołową wódkę. Teraz, kiedy już odwiedził wszystkich jej przyjaciół, udając obcokrajowca, który dziwi się takim zwyczajom gastronomicznym, liczba zaproszeń na kolacje nagle zmalała, bo nie wiadomo, jak należy w takiej sytuacji postępować z gościem.
                              Nie wiem, co ma tran do rekina, ale to nieistotne. Zastanawia mnie raczej, czy naprawdę picie tranu jest u nich obowiązkowe, a niepicie świadczy o złym wychowaniu. I jak się je MROŻONE mięso czegokolwiek. Embepe, jesteście jedynymi (chyba) islandospecjalistami, ratunku. smile
                              • embepe Re: A tak z matematycznej beczki 08.09.14, 20:39
                                Już lecę, skoro Balamuk wzywa! smile
                                Albo my byliśmy w jakiejś innej Islandii, albo mieliśmy dużo szczęścia, bo nikt nie karmił nas ŻADNYM mrożonym mięsem, ani też nie zmuszał do picia tranu.
                                Nie przypominam sobie, aby w którymkolwiek z miejsc noclegowych oferowano nam te specjały w menu śniadaniowym.

                                W odwiedzonych restauracjach też jakoś nie zauważyliśmy rekina w karcie dań, ani też dopisku małymi literkami "do każdego dania obowiązkowo podajemy szklankę tranu i przypilnujemy, by gość tran spożył, a nie podlewał nim kwiecie, czy pokątnie pozbywał się w inny sposób".

                                Nie zaobserwowaliśmy także, aby półki w islandzkich sklepach uginały się od tranu, a zamrażarki pękały od nadmiaru rekiniego mięsa...


                                Jedną z islandzką specjalności spożywczych jest owszem mięso rekina, ale nie mrożone, tylko lekko przechodzone: złowiony rekin zostaje zakopany w ziemi na co najmniej trzy miesiące. Gdy nabierze odpowiedniej konsystencji i aromatu, jest wykopywany i spożywany w symbolicznych, niewielkich kąskach. I zapijany mocnym alkoholem.
                                Nie mieliśmy okazji spróbować tego specjału, ale gdyby się trafiła taka możliwość, to pewnie byśmy zaryzykowali smile Podobno sezon na jedzenie tego śmierdzącego rekina jest raczej zimą, a myśmy byli latem. Poprawimy się następnym razem i zdamy sprawę, rzecz jasna!
                                • balamuk Re: A tak z matematycznej beczki 09.09.14, 14:59
                                  Brrr, to znaczy oczywiście piękne dzięki! wink Ten rekin ma szansę przebić Asiowego śmierdziela z puszki, ciekawe, jak smakuje. A tran nadal pozostaje tajemnicą...
                                  Przy okazji (nie tranu, tylko wątku) zdecydowałam się i zrobiłam ten pieczony naleśnik. Z szynką. Wyszedł świetnie, zapodałam ostatni słoiczek ojczystej żurawiny (reakcja dziecków zgodna z przewidywaniami - "jesteś pewna, że mamy jeść szynkę z dżemem?") i teraz mam smętne resztki jednego i drugiego. Znaczy, smakowało. Czysty zysk z takich wątków. smile
                                  • asia.sthm Re: A tak z matematycznej beczki 09.09.14, 16:19
                                    A nie mowilam, ze dla kilku chlopow woloduchow ten z pieca znakomicie zdaje egzamin. Czlowiek nie musi sie nastac, namachac ciezkimi jak piorun patelniami a oni to i tak wchlonia w oku mgnienia - tu jedno mieszanie, jeden zaladunek i gotowe.

                                    Baby shark jedlismy raz, normalny kawalek swiezej ryby na dluuugo przed zasmiardnieciem. Nie mam serca do smierdzieli ... no oprocz naszych kiszonek, ktore dla wielu mi znanych ludzi tez sa smierdzielami.
                                    --
                                    http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                                    • ewa9717 Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 13:41
                                      "Znajdował się w samym środku plamy, którą - sądząc po kolorach - utworzyła krew trzech róznych osób"
                                      Myślałam długo, prawie myśliwcem zostałam i utknęłam. Jedna osoba zwykły człowiek, druga - zapewne ahystokhata, ale co z trzecią???? Albinos moze? Helpunku!!!!!!!!!!!!!!
                                      Arne Dahl "Wstrząsy wtórne"
                                      • gat45 Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 14:07
                                        Eeee tam. Pewnie obok plamy leżały zwłoki trzech osób, tylko się autorowi zapomniało wspomnieć o takim drobiazgu. Na dodatek osób ubranych w odzienie lichej jakości, bo kolorek puścił w kontakcie z posoką i ją zabarwił. Każdemu inaczej, bo tonie były trupy mundurowe.
                                        Widzisz, wystarczy się zastanowić i wszystko staje się jasne <powiedział Gat, pusząc się z dumy>.
                                      • asia.sthm Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 15:07
                                        Moze od po swiezosci ocenial. Przyszla jedna osoba, pokrwawila i poszla, przyszla druga, pokrwawila i poszla, trzecia tez zeby nie byc gorsza. I tak wtedy nierowno ich krew schnie.
                                        No nie maja lekko ci i dociekacze...co dociekaja a nie ciekna.
                                        Ja osobiscie uciekalabym od tej kaluzy gdzie pieprz rosnie, aby nie puscic czwartego koloru.
                                        --
                                        po prostu, prosto z mostu...
                                        • gat45 Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 15:23
                                          Ten, kto by dociekł, to by tam został w charakterze zewłoka. Obok tej kałuży znaczy.
                                          Ale Twoje wyjaśnienie mnie nie satysfakcjonuje. Różnice w kolorze krzepnącej i potem zasychającej krwi to po kilka godzin między każdy wyciekiem. I w takiej porządnej Szwecji trzymaliby godzinami paskudną kałużę ? Tylko po to, żeby się kolejna ofiara mogła dorzucić krwią własną do bałaganu ? A może tam u Was są specjalnie wyznaczone miejsca z napisem "tu krwawić" ?
                                          Ewuniu, a po co właściwie ten Twój bohater lazł w sam środek tej kałuży organicznej ?
                                          • asia.sthm Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 16:03
                                            "tu krwawić" nie widzialam nigdzie poza takim aurokarem, ruchoma stacja krwiodawstwa - tyle ze tam sprzataja jak im sie zakrwawi podloga.

                                            A ta Ewy crime scen to pewnie nie jest na ludzkich oczach - ten co przychodzil pokrwawic przeciez po poprzedniku nie sprzatal - nie t sprzatanie mial w glowie - ja to rozumiem. Ale sa, bo znam osobiscie, takie osoby co najpierw by wlasna chusteczka chociaz co najgrubsze wytarly - odruch taki - zanim pomysli to sprzatnie. No coz, widocznie w tej ksiazce Dahla akurat sie nie trafily.
                                            --
                                            po prostu, prosto z mostu...
                                                • balamuk Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 19:15
                                                  Wyraźne wpływy Kieślowskiego. sad
                                                  A mnie niepokoją gonty. Czytam sobie Kinga "To" i co rusz się na nie natykam. Odpuściłam rozwalającą się chałupę (oczywiście z zawartością potfora), ale przy najwspanialszych rezydencjach w Derry, przy głównej ulicy i w stylu wiktoriańskim, jakoś mi zaczęło zgrzytać. Niby tam dużo lasów i gonty byłyby uzasadnione, jednak moja zafiksowana na Podhale wyobraźnia i tak tego nie przetwarza, nie chce i już. Był ktoś w Maine?
                                                  • gat45 Upki ! 17.01.15, 08:53
                                                    Pewnie się tłumaczu pomyliło z łupkami. O takimi o :

                                                    www.google.fr/search?q=ardoise+toiture&rlz=1C1NNVC_enFR497FR596&espv=2&biw=1280&bih=681&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=6hK6VOb4B86u7Aap0IDACA&ved=0CD8QsAQ
                                                    Ja taka mądra, bo w mojej mieścince połowa budynków ma takie dachy, a druga połowa klasyczną dachówkę (ja w tej pierwszej). Co do zamorskiego stanu Maine to nie wiem, ale w departamencie Maine rzeczywiście dużo dachów łupkowych. A już Bretania to cała pod łupkiem.
                                                  • gat45 Re: Upki ! 17.01.15, 17:48
                                                    Przypadek sprowadził nam na poobiednią kawę bywalców wschodniego wybrzeża US. Okazuje się, że dachy łupkowe są tam bardzo częste, ale i drewniane gonty - na dachach i na ścianach nawet - też bywają.
                                                    No to teraz musisz sam wybierać, Bałamuku.