Dodaj do ulubionych

Czerwiec na czerwcowo

01.06.18, 07:44
Koncoweweczka maja dla porzadku dyskusji, bo warto.

Re: Majuwajuczenko!
balamuk 31.05.18, 21:53
myq1 napisał(a):
> Bałamuku, możesz trochę więcej napisać o Belgradzie?
> Bardzo widać "ślady najnowszej historii", jak piszesz?
> A co dobrego jadłaś? smile

Ślady pocisków? No cóż, w Buku też to mam, nawet w drodze do pracy, pamiątka po 1989. Wyraźnie uszkodzone i jakby porzucone kamieniczki, zachowane trwałe ruiny budynków Sztabu Generalnego i MSW, zbombardowanych przez NATO, oddarte fasady, poskręcane schody wewnętrzne, coś podobnego znam dobrze z fotografii z trzęsienia ziemi w 1977 w Rumunii, ale w Belgradzie miałam świadomość, że to nie siły natury, tylko wojna. Całkiem świeża.
Na wzgórzu historycznej twierdzy trafiłyśmy na dni czegośtam, taki fajny jarmark, stragany z różnych regionów i inne atrakcje. Pomyślałam, że kupie dla dziecków podkoszulki - były podkoszulki z Tito (mniej) i z Putinem (stanowczo więcej). Nie kupiłam jednak. Ani innych gadżetów mniej lub bardziej paramilitarnych/nacjonalistycznych. Głupio chodzić po relaksującym turystycznym deptaku i myśleć o historii.
A jadłam jakieś pyszne mięsko z tradycyjnym sosem kajmakowym, za to nie udało mi się trafić tradycyjnej pleszkawicy, która i w rumuńskim Banacie jest na topie. smile


myq1 31.05.18, 23:51
Okropność, miało nie być więcej wojny! Wszyscy chętnie prawią o umiłowaniu pokoju, widać ile prawdy w tej gadaninie. Dziwne te koszulki z nacjonalistycznymi nadrukami, kiedy widzę ubranych w takie ludzi, czuję się niepewnie. sad
Fajnie dokądś pojechać, coś nowego poznać. Ten kawałek świata jest już oswojony.
A co to jest pleszkawica? smile


--
Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
by Minerwa

balamuk 01.06.18, 02:21
Taki bałkański hamburgerr, pyszniutki. Z grubsza www.notatnikkuchenny.pl/?p=9106
A Bałkany nie wiem, czy takie oswojone, za dużo resentymentów, których my po prostu nie czujemy, bo daleko. Albo mamy wrażenie, że daleko, choć to nasza wspólna Europa.

--
Edytor zaawansowany
  • asia.sthm 01.06.18, 07:48
    Jutro w Sztokholmie maraton roku.
    Odbedzie sie w 29 upale i wlasnie pokazali 90 latka, ktory wezmie udzial w maratonie po raz 10-ty. Pokazali jego trening i zasuwa sgtaruszek 8 km/godz.
    No ludzie! ide trenowac.
    I tym optymistycznym postanowieniem rozpoczynam czerwiec.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • asia.sthm 01.06.18, 07:49
    Sama swoj tytul przeczytalam "czerwiec na czerwono" i jakos chmielewsko sie zrobilo.

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • franula 01.06.18, 08:38
    Dzień dobry,
    życzę Szanownym wątku równie płodnego jak majowy choć upał może wiel osób skutecznie do komputera zniechęcić... w l lochach chyba zasięgu brak.
    Asiu czy to znaczy, że w onym maratonie bierzesz udział?

    Co do wojny to właśnie przeczytałam "Inwazję" Miłoszewskiego (Wojciecha). Literatura średnia ale wizja sugestywna. Rosja anektuje Ukrainę i zachęcona brakiem reakcji wchodzi do Polski.... Dreszcze po plecach mi latały....
  • asia.sthm 01.06.18, 08:45
    > Asiu czy to znaczy, że w onym maratonie bierzesz udział?

    Bardzo mnie cieszy takie podejrzenie, lubie byc podejrzana big_grin
    Jednak nie w onym maratonie tylko planuje potrenowac do 90-tki i dopiero wziac udzial . To bedzie swietna wiadomosc na sportowej stronie: 90-latka pierwszy raz w zyciu przebiegla maraton i przezyla.
    Trzeba ambitnym byc, nie?

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • berrin 01.06.18, 08:47
    Maraton zrobiłam sobie w nocy. Przez cały dzień, od przedświtowego spaceru, Spaniella konsekwentnie zapierała się łapami i odmawiała wyjścia z domu. No co się dziwić, jej jeszcze gorzej niż mnie bo na trawkę idzie się po betonie, beton nagrzany, łapki pieką... no to nie, śpimy na kafelkach. A za to o północy pies się zaktywizował, znowu - co się dziwić, po dwudziestu godzinach spania i niesiusiania - i dawaj jęczeć żeby na spacer. No nie uchylałam się, bo się jej słusznie należało...
    ...i dwie godziny ganiania we dwie za piłeczką z diodką we środeczku (tej piłeczki), w sensie ona za piłeczką a ja za nią, i za nic do domu, jak to do domu, ona nie wraca, ona piłeczkę w zęby i chodu do ogródka pod tuje i jałowce płożące. Wyspała się to i w miłym chłodku siły ją naszły.
    A ja o piątej powinnam zacząć wstawać...

    A teraz w pracy, ze względu na to, ze mamy w Dupartamencie na etacie jedną sekretarkę i dwie byłe sekretarki - pracownice obecnie administracyjno-techniczne, zobowiązane do zastępowania sekretarki w razie jej nieobecności, i oczywiście ZAWSZE nie ma wszystkich trzech, bo się, co nie jest żadną tajemnicą, tak umawiają, bo po co będą się zastępować, skoro nie lubią - w sekretariacie siedzę JA. Ale bez dostępu do poczty, systemów i rejestrów smile. Jakie to rozsądne i praktyczne...
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • asia.sthm 01.06.18, 09:14
    Wole takie maratony z pileczka, duzo to lepsze niz bajka, leci leci leci leci nogami....az zalecial do Poznania.
    (to chyba cytat z Koziolka Matolka.)
    Alez mnie sentymenty napadly do starej lektury big_grin

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • gat45 01.06.18, 15:22
    Co to jest upał ? - zapytał Gat, naciągając przez głowę drugi sweterek. Na termometrze rtęć usiłuje dobrnąć do dwudziestki, ale pozostaje w strefie nasto-. !8 czy 19 ? Raczej 18.
    Dzisiaj rano zrobiliśmy sobie happening na środku ulicy. Wyszłam po bagietę, a tu pan kwiaciarz z przeciwka mnie zaczepia wspominkowo, że to dwa lata jak w tymże miejscu staliśmy w wodzie - ja ponad kolana, on do 3/ łydki, bo wysoki kawał chłopa z niego. Kto tylko przechodził, to się dołączał i zrobiła się spora grupka. Samochód jakiś przejechać nie mógł, więc pasażer wysiadł z niego i też do nas dobił. A był to pan mer w osobie osobistej. Tośmy mu podziękowali za sprawną akcję sprzed lat dwóch, bo rzeczywiście zasłużył. W końcu objawiła się kamionetka fajermanów, więc tłumek przemieścił się o kilkadziesiąt metrów, do narożnika dużego placu, gdzie już nie tamowaliśmy ruchu. Strażacy wcale nie byli na sygnale i bardzo przyjaźnie do nas machali, ale tak tu już jest, że się fajermanów szanuje. Jedyny mundur, który cieszy się u ludności estymą, a nawet ogromną sympatią. Przyznać trzeba, że jak się coś gwałtownego dzieje, to każdy najpierw myśli o straży pożarnej, bo oni przyjeżdżają nie zadając głupich pytań i błyskawicznie. Kto by woził na sygnale rodzące niewiasty, kto by zdejmował z drzewa nasz głupie kotki, co to umiały wleźć, ale zleźć nie umieją ni rusz ? No kto ?
    Pochwaliliśmy jeszcze chwilkę pana mera, przeanalizowaliśmy zjawiska meteorologiczne z ubiegłych lat i miesięcy, wyraziliśmy nadzieję, że lata jednak kiedyś i tu zawita (ale kanikuła już niekoniecznie) i rozeszliśmy się w miłym poczuciu sąsiedzkiej wspólnoty.
    Lubię prowincję, oj jak ja lubię prowincję !
  • myq1 01.06.18, 18:18
    Cześć. Gatu, może przyjmiesz ode mnie z 10 stopni pana Celsjusza?
    Pamiętam tę powódź sprzed 2 lat, było dramatycznie. Nie wiem, czy czytałam na naszym forum, czy na sąsiednim - tam Gat dużo pisała. A swoją drogą - to już dwa lata?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • franula 01.06.18, 18:33
    We wschodnio centralnej Rzplitej 30stopni więc w intercity siedziałam w swetrze tak klima była ustawiona..
  • minerwamcg 02.06.18, 01:10
    Arthur mówi w takich wypadkach, że ktoś potraktował klimę z fascynacją Papuasa, który po raz pierwszy zobaczył złote zęby. U nas z tego słynie nasza ukochana cukiernia, nazwana przed laty "sklepem pączniczym" - na świecie plus trzydzieści, a tam połowa z tego. Można się rozchorować bez pomocy lodów smile

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • asia.sthm 01.06.18, 18:38
    Tez te przejmujaca powodz pamietam, pamieta sie straszne olpowiesci.
    i kocham strazakow.

    Bylam dzis przy i na stadionie, gdzie jutro bedzie meta maratonu (przygotowania w calej krasie trwaja) i wyobrazilam sobie jak sie jutro ugotuja niektorzy. Nie wyobrazilam tylko raczej poczulam w srodku jutrzejsze cierpienie. Chyba jestem na zapas empatyczna, a z drugiej strony wiem ze kazdy moze bieg przerwac a jednak nie przerwie.
    Jedna pani opowiadala ze kiedys biegla maraton w Hawanie w temp 50 C. Przezyla i jutro jej nie straszne. Powariowali wszyscy chyba a ja sie martwie.


    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • balamuk 02.06.18, 10:11
    Prywata - bardzo proszę o kciuki. Intensywne. Może uda mi się wyprowadzić jedną całkiem dużą kozę.
    Dziękuję from the mountain.
  • myq1 02.06.18, 10:43
    Trzymam, wyprowadzaj tę kozę. wink
    Cześć.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • eulalija 02.06.18, 11:25
    Intensywne?
    W tropikach?
    O matko i córko, czego dla kochanych ludziów się nie robi.
    Trzymam!
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • berrin 02.06.18, 11:58
    No ja też,ale z cienia. Koza proszę won!

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • minerwamcg 02.06.18, 13:25
    Ok, trzymam kciuki, żeby koza paszła wont.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • balamuk 02.06.18, 17:50
    Kochane jesteście. Bardzo mi na tym zależy. Wyślę wam wieczorem zimny powiew (w zamrażalniku trzymam) łukiem Karpat. smile
  • se_nka0 02.06.18, 18:01
    Trzymam kciuki, niezależnie od pogody wink
    Koza sio !
  • asia.sthm 02.06.18, 19:07
    Kiedy czytam o wyprowadzanou kozy to od razu dorosle, gotowe do wyfruniecia dzieci widze.....
    Tak czy siak trzymam gorliwie 🍀🍀

    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • ewa9717 02.06.18, 20:16
    Dzisiaj byłam jak spaniella. Ostatni kawałek do wody idę sobie boso (uwielbiam!) piaszczystą drogą biegnącą wzdłuż ścieżki rowerowej, tak cirka ebałt kilkanaście metrów w bok. Nie dałam rady, musiałam wzuć obuw!
    Oprócz tego spsułam pojazd. Kto wie, czy nie zacznę trenować, do najbliższego mam tak z 3,5, do tego abarot to już coś, nie?
    Kciukam!
    No i proszę, u nas cieplej niż we Francyi, a własnie zobaczyłam w reklamie Netto, ze w przyszłym tygodniu kartofele i pomarańcze w promocji - oba cwaj po 1,99 za kilo. Niby nic, już różne rzeczy w dziwnych cenach kupowałam, ale jednak sporo ponad 30 lat spędziłam w poprzednim ustroju i zawsze mnie jednak takie wieści z lekka szokują wink
    Ani kropki.
    Czór!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • gat45 02.06.18, 20:55
    Pomarańcze są do niczego o tej porze roku. Dzie im tam do młodych kartofelków !
    Nie, poprawiam się. Aktualne pomarańcze są świetne na skórkę. Taką siekaną i w cukrze coś tam, coś tam. Moja macierz to praktykowała i nazywała "cykata". Długo myślałam, że pani Ksantypa takim czymś właśnie otruła małżonka. I w ogóle dotąd muszę uważać, żeby nie pomylić cykuty, cykaty i cykady.
    A "cykada" mi przypomniała pewien mój szkocki występ. Mieszkaliśmy sobie wakacyjnie u przyjaciół w północnej Szetłandii, od zachodniej strony. Cudny kamienny dom z obowiązkowym duchem (był z ligi trzeźwości i uparcie wylewał w nocy niedopite butelki), ogród przechodzący w plażę i cudne widoki (o ile nie było mgły). Pan domu obiecał nam rozrywkę w postaci popłynięcia łódką na skały, gdzie się gnieżdżą sea gulls. W ramach obywatelskiej kontroli narodzin, bo ponoć one niedobre i jak ich za dużo, to innym ptakom pisklęta z gniazd podbierają. No i ciasto z nich dobre, i na jajecznicę się nadają... Naszych Szkotów zachwyciło, że zapytałam, czy naprawdę jadają jaja cykady. Bo fonetycznie te sea gulle bardzo podobne do francuskiej wersji cykady, czyli cigalle.
    Czyli te cykuty i cykady mi się plączą w wielu językach.
    Luuuuuuuuuudzie..... Ale mi wyszedł ciąg luźnych skojarzeń ! Od Ewwcinych kartofli do wspomnienia o szkockich wakacjach, z przesiadką u Ksantypy. Czy to już trzeba leczyć ?
    A propos (znowu ! to już natręctwo) : jak ktoś cierpi na bezsenność, to mam niezawodny sposób na zasypianie. Na życzenie podam.
  • ewa9717 02.06.18, 21:14
    Dawaj!
    Nie to, że akurat cierpię, ale jak siedzę do późna, potem mnie jeszcze jakaś lektura wessie, to nie ma zmiłuj, kręcę piruety, a zasypiam, gdy już należałoby wstawać wink
    A kartofele też już nie te... Pamiętam smak dawnych pierwszych młodych, oczywiście nie obieranych, a skrobanych! Teraz próbuję róznych i psinco, takie sobie kartoflanne kartofele, z zamkniętymi oczyma, na sam smak, w zyciu Romana nie odrózniłabym starych od młodych... A ja przecie kartoflara jestem!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • gat45 02.06.18, 21:26
    No to masz przepis poniżej. Wypróbowany na sobie samej oraz na kilkunastu, a może i kilkudziesięciu innych osobach, z którymi się nim podzieliłam bo jestem altruistyczna). Działa !

    Jak się człowiek wierci w łóżku, z boku na bok się przewraca, a sen nie nadchodzi.... Wprawiamy się w myślenie powierzchowne, taki właśnie ciąg luźnych skojarzeń, jaki zaprezentowałam w poprzednim wpisie. Zapamiętujemy temat-starter i dajemy mózgowi całkowity luz, niech idzie, dokąd chce i którędy chce. Po kilku minutach mówimy mu (temu mózgu znaczy) zdecydowane prrrrrrrr i próbujemy odtworzyć przeskoki tematyczne pod prąd. Mózg a trudności i bardzo tego nie lubi. Tak bardzo, że zasypia. Naprawdę ! Nigdy nie zawiodło i nigdy nie udało mi się wrócić choćby do połowy. Bo już spałam.
    Dobranoc wszystkim !

    PS A toś mnie zmartwiła tymi kartofelkami ! Mam w pamięci te takie malutkie, oczywiście oskrobane, z żywym koperkiem i kwaśnym mlekiem. Chyba nawet w najgorszej fazie jadłowstrętu bym to pożarła. Że tutaj takich nie ma, to wiem. Ale łudziłam się nadzieją, że w kraju między Bugiem a Odromnysom przetrwały.... Jeszcze jedna nadzieja pogrzebana. Moje życie jest prawdziwym cmentarzem nadziei, że tak polecą klasyczką. Cytata (do kompletu cykady i reszty) z pamięci, ale chyba ścisła. Nie mam "Ani" pod ręką. A nawet nie mam w ogóle sad
  • gat45 02.06.18, 21:32
    Bałamuku, czy koza już się pasie na innych połoninach ? Bo trzymałam. Intensywnie, jak było proszone.
  • minerwamcg 02.06.18, 21:44
    Ale Gatu, co Gat... Są, są. W Krakowie się je kupuje na Kleparzu, w Warszawie na różnych tam bazarkach, nazywają się janówki. Nie obiera się ich tylko skrobie, podaje z masłem i koperkiem. Kwaśnne mleko czyni z dania delicję klasy lux.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • ewa9717 02.06.18, 22:08
    Jak nie zapomnę, to przepis wypróbuję wink
    A kartofele to u nas sprzedają marki krajowe, pewnie za każdym razem z innego kraju, ale w smaku jednakowo bez smaku crying

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • gat45 02.06.18, 22:38
    minerwamcg napisała:

    > Ale Gatu, co Gat... Są, są. W Krakowie się je kupuje na Kleparzu, w Warszawie n
    > a różnych tam bazarkach, nazywają się janówki. Nie obiera się ich tylko skrobie
    > , podaje z masłem i koperkiem. Kwaśnne mleko czyni z dania delicję klasy lux.
    >

    Kwaśne mleko w temperaturze piwnicznej. Nie pokojowej, nie lodówkowej, tylko właśnie piwnicznej.
    Do moich zadań w domu rodzinnym należało przynoszenie z dołu fasek z kwaśnym mlekiem, kiedy już cała familia zasiadała do stołu i zaczynała sobie na talerze nabierać smakołyku. Zawsze się bałam, że mi wszystko zeżrą, zanim ja tę tacę wniosę sad
  • berrin 03.06.18, 08:02
    No to skoro już wróciłam z wymuszonego przez Spaniellę panicznym piskiem i bieganiem w kółko oraz wskakiwaniem na łóżko z rozpędu i zeskakiwaniem zeń spaceru (spodziewalam sie, sądząc po objawach, produkcji nawozu na miarę mamuta, a tutaj dwie godziny pileczki i galopare bez sensui tule co nic, no ale odczucia miała prawo mieć) to idę skrobnąć ziemniaczka...
    Cześć

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • gat45 03.06.18, 12:03
    Moje pieso też mi zrobiło pobudkę - znaczące chrząkanie i puf-pufanie, drapanie pazurzyskami po parkiecie, a w końcu zimy, mokry nos na stópce), ale to było trochę po trzeciej. Ogarnęłam się niechętnie, zeszłam na dół i jak tylko otworzyłam drzwi od ganku, to ów ze schodów po prostu sfrunął i zniknął w ciemnościach mimo księżyca prawie w pełni. W każdym razie kierował się w stronę krzaczka, który bardzo lubi podlewać. Pół godziny później, po wielu cichych przywoływaniach za pomocą głosu i klaskania w ręce, założyłam ogrodowe saboty, wzięłam latarkę w dłoń i zaczęłam szukać piesiątka. A to bydlę najwyraźniej wykopało sobie coś schowanego w ziemi na czarną godzinę, bo właśnie kończył przełykać, kiedy moja latarka na niego natrafiła. Rozwalony na trawie. Popatrzył na mnie z miną niewiniątka "tu jestem, bo co ? Nie rozrabiam, nikomu nie przeszkadzam i naprawiam prymus"
    Co się robi z psem, który was słucha wybiórczo ? Jakiś czas temu Tubylec podsunął myśl, że on głuchnie. Ale to nie to, gdyż ponieważ albowiem na dźwięk chrupek, wsypywanych do jego metalowej miseczki, przylatuje z najdalszego zakątka chałupy. On mnie po prostu ig-no-ru-je jak czegoś zrobić nie chce. Ffffffstrętne zwierzę.
  • felis2 03.06.18, 12:27
    Mówi się psu, że jest niedobrym psem. Na co pies patrzy, macha ogonem i mówi 'kocham cię, pogłaskaj' smile
    Kiedy do nas wprowadził się Florian, byłam już dobrze wytresowana przez liczne koty. Toteż wciąż wprawia mnie w zachwyt, że on słucha. Te przypadki, kiedy akurat nie, można pominąć.

    Zjadłabym młodych kartofelków. Z kwaśną śmietaną. Albo jogurtem. Z nieznanych mi przyczyn kwaśne mleko mnie goni.
  • gat45 03.06.18, 13:03
    felis2 napisała:

    > Mówi się psu, że jest niedobrym psem. Na co pies patrzy, macha ogonem i mówi 'k
    > ocham cię, pogłaskaj' smile
    > Kiedy do nas wprowadził się Florian, byłam już dobrze wytresowana przez liczne
    > koty. Toteż wciąż wprawia mnie w zachwyt, że on słucha. Te przypadki, kiedy aku
    > rat nie, można pominąć.
    >

    O. I to jest świetna rada. Wydaje mi się, że podświadomie sama ją już zastosowałam smile Ale fakt, ja też byłam przed psem dobrze wytresowana przez koty.

  • ewa9717 03.06.18, 13:10
    O, u nas też inteligencja wyższa (psy) podporządkowała sobie niższą (pańciostwo), choć każdy następny pies miał być chowany wzorcowo, nie być potajemnie karmiony pod stołem i takie tam wink
    Pytanie mam zasadnicze:
    - A nie boji sie krosty? - pyta najmilsza z działkowych sąsiadek, kiedy po próbnym pływanku (bo wczoraj stentegowałam rower i rano panowie sąsiedzi usprawnili mi starszy, przezornie zachomikowany w piwnicy) zajechałam po jaki owoc na działce i z wielkiej radosci zwierzyłam się, że nie będę ani dnia pozbawiona ulubionej rozrywki.
    -Kto? - pytam, choć doskonale wiem, że ona to ja.
    - No, sąsiadka.
    - Czyja sąsiadka?
    -- No sąsiadka!
    Tu już udaję, że dopiero zrozumiałam i pytam abarotno:
    - A czemu miałabym się bać?
    - No bo jak się przed świętym Janem pływa, to można dostać krosty.

    To jak, bojo sie krosty?
    Ja jeszcze nie dostałam wink
    Dzię!
    -Kto

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • minerwamcg 03.06.18, 15:32
    gat45 napisała:

    > Co się robi z psem, który was słucha wybiórczo ? Jakiś czas temu Tubylec podsun
    > ął myśl, że on głuchnie. Ale to nie to, gdyż ponieważ albowiem na dźwięk chrupe
    > k, wsypywanych do jego metalowej miseczki, przylatuje z najdalszego zakątka chałupy.

    Przypomnioł mi się starzyk, kiery robioł na grubie. W chodnikach wiadomo, pierońskie larmo, to jak on poszed na pensyjo, był już blank głuchy.
    Ale jak flaszke z piwem kto otwieroł, to zawsze słyszoł!
    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • eulalija 03.06.18, 16:45
    Kręcą się gdzieś burze.
    Na Sadybie była.
    A u mnie tylko straszy.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • balamuk 03.06.18, 18:57
    Jeszcze nie wiem, co z kozą. Potrzymajcie w porywach, jak pomoże, to na pewno pomoże. wink
    Zapowiadają ulewy wszędzie oprócz naszego beznadziejnego i nudnego południa. Ale niebocynowo-ołowiane, a nuż...
  • ewa9717 03.06.18, 19:32
    Potrzymam.
    A z deszczem mam tak samo, wszędzie dookoła lało, a u mnie ani kropki...

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • felis2 03.06.18, 19:59
    W nocy wyjątkowo popadało, ale zwykle deszcz bezczelnie pokazuje się kawałek dalej i starannie omija mój wysuszony kawałek.
    Mogę potrzymywać już OBA kciukismile Chociaz lewy tak trochę nie do końca. Zaczął mi już paskudnie sztywnieć więc uznałam, że skoro i tak tylko siedzę, a palcami wolno mi ruszać, to mogę siedzieć bez ortezy i ruszać też kciukiem.
  • myq1 03.06.18, 20:17
    Trzymam dalej, Bałamuku. smile
    U nas nie też cały dzień bez deszczu.
    Fajnie, że Felis już sprawniejsza. Zrastaj się dalej. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • minerwamcg 03.06.18, 20:41
    Bardzo dobrze, Felis smile Cieszę się, że Ci się poprawia. Coś o tym wiem, bo jak noga, którą Arthur skręcił w Wielkanoc w Krakowie gdzieś kole Zielonych Świąt nareszcie sklęsła, radość była wielka.
    Podniósł nam się komfort życia. Prawdę mówię. Założyliśmy sobie rolety. Myśleliśmy nawet o takich nieprzepuszczających literalnie niczego, ale trochę się opamiętaliśmy. Bez ciepła byłoby nam oczywiście chłodniej, ale bez światła... Szkoda gadać. No więc mamy takie bez pół.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • se_nka0 03.06.18, 20:53
    To GDZIE pada, bo u mnie też sucho ??
    Dookoła grzmoty jakies a tu ani kropli.
    Przeglądam wszelkie mapki z prognozami, może któras deszcz pokaże wink big_grin

    Balamuku, trzymam.
    Felis, wytrzymaj. Lodami nadganiaj ( dla ochłody) i się ładnie zrastaj.

    Tu i tam popatrzyłam sobie na nasze, niektóre, nieobecne tu chmielewszczanki.
    Tęsknię.
    Pozdrawiam nieobecnych.

    Spokojnego czerwca.

  • berrin 04.06.18, 07:50
    Jak to gdzie padało? Padało u mnie. Ulewa straszna, krotka i skończona odparowaniem całej wilgoci bezpośrednio w powietrze. Sauna...
    Nie lubie poniedziałku w pracy, wiecie...? Spanielli to dobrze, na trawkę na siusiu i wracamy spać...
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • szkorbut-lumbago 04.06.18, 09:24
    Nawet nie będę teraz nadrabiać, bo do końca tygodni bym pewne przez wszystko nie przebrnęła smile
    Miły weekend za mną, ale zdecydowanie niezgodny z planem.
    Chyba dorastam do spotkania z jakimś psychologiem a może coach'em (to się tak pisze)? Czy można w ogóle przy pomocy osoby trzeciej wyprodukować/ wzmocnić motywację? Coś mi się zebrało na przemyślenia wewnętrzne. Na watem wiem dlaczego mi się zebrało, ale pojęcia nie mam co z tym zrobić.
    W weekend mam egzamin na moich studiach podyplomowych. Będzie zabawnie.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • czekolada72 04.06.18, 10:19
    Trzymam więc za kozę.
    Rysia sypia na balkonie.
    Kudłate od lat słyszą wybiórczo i od lat na powtarzająca trzeci raz (czwartego razu nie ma) to samo panią - jak na głupa.
    Switem bylo 16 stopni i zaczelam dumac, czy aby nie zalowac, ze nie mam sweterka, teraz zaluje, ze wakacje sie skonczyly....
    We Lwowie od lat mozna nabyć moc gadzetwo z Putinem, np papier toaletowy, w tym roku nawet kolorowy, i z "koroną" z liter ZSRR.
    Miłego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • felis2 04.06.18, 10:43
    Sucho. Z brzoskwini lecą owoce, trzeba ją mocniej podlewać.
    Mszyce mi żrą różne roślinki. Na widok zmasakrowanych róż wpadłam w szał i kazałam je natychmiast zlać trutką. No ale nie mogę przecież truć równo wszystkich owadów więc zaczęłam eksperyment ze środkami naturalnymi. Zobaczymy, czy mszyce naprawdę nie lubią czosnku.
    Mrówki miały nie lubić lawendy, ale chyba o tym nie wiedziały i kiedyś zrobiły sobie mrowisko w krzaczku.
  • eulalija 04.06.18, 10:54
    Moje mrówki też nie wiedziały o lawendzie.
    W kilku, z dużym trudem, wyhodowanych krzaczkach z zapałem budowały mrowiska.
    Ciekawią mnie te mszyce i czosnek.
    Donieś o efektach.
    Gorunc znowu jest.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • ewa9717 04.06.18, 11:19
    Rano się zasnułło, ale na erotykę w powietrzu raczej wpływu nie miałło, teraz pojawia się i znika, ale nieprzyzwoity film non stop. Trzymam, motywuję wink
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • czekolada72 04.06.18, 12:44
    Moje to swojego czadu naet nie wiedzialy o srodkach chemicznych, wiec zrezygnowalam....

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • felis2 04.06.18, 14:08
    O cudzie, deszcz był.
    Nawet nie będę się czepiać, że mi spłukał czosnkowy eksperyment. Jutro zrobię powtórkę.
    Chemia na kwiatki to jeszcze, ale te wredne mszyce wlazły też w lubczyk i bazylię. Zupa z czosnkiem może być, z decisem wolałabym nie.
  • se_nka0 04.06.18, 14:29
    Podeślij deszczu, trawniki schną.
    Ja tez schnę big_grin
    Schodzę do lochu, Eulalij do towarzystwa.
    Dobrego dnia.
  • myq1 04.06.18, 14:59
    Cześć, taką nowinkę wyczytałam w Onecie.
    kobieta.onet.pl/dom/porady/co-mozna-zrobic-ze-skorki-od-banana-piec-niezwyklych-zastosowan/zq09ep3
    Spróbować nie zawadzi.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • myq1 04.06.18, 18:07
    Nowinka n.t. zwalczania mszyc. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • berrin 05.06.18, 07:40
    Zwalczałam mydłem, bo nietoksyczne...
    Będzie burza?
    Cześć

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • czekolada72 05.06.18, 10:51
    Hmmm, poki co stosowalam pod roze, pomidory i do kompostu, ale skoro mszyce wedrowaly po rozach, to chyba tej nowinki nie znaja....
    wink

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • szkorbut-lumbago 05.06.18, 12:49
    Nie jest idealnie, ale jest lepiej, a będzie super.
    Jutro czeka mnie wyjazd integracyjny z noclegiem. Obawiam się troch, bo na takich wyjazdach niby dorośli ludzie potrafią zachowywać się fatalnie. W dodatku, może to ja tak trafiam, ale prawnicy za swój zawodowy obowiązek uważają picie alkoholu w ilościach większych. Może być interesująco. Ale ma być tez park linowy i żaglówki. Zobaczymy co tam się będzie wydarzać. NA razie staram się nadrobić to czego jeszcze nie zdążyła, a już dawno powinnam. Brrrr.
    Miłego dnia z deszczem w okolicach 18.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • felis2 05.06.18, 13:21
    Nie rozumiem mojego syna.
    Uwzględniem fakt, że on ma czternaście lat, ale nie rozumiem nawet po uwzględnieniu.
    Od jakiegoś czasu podejrzewam, że został zasiedlony przez kosmitę. Tak jak w MiB, w głowie mu siedzi taki mały obcy. Tylko oprogramowanie ma wadliwe i bazę danych nieaktualną.
    No nie ogarniamsad
  • eulalija 05.06.18, 14:02
    Co/kto to jest MiB?
    Rano było sympatycznie, zapowiadało się poza lochowo…
    Wyszło jak wyszło.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • ewa9717 05.06.18, 14:21
    Też pytam o MiB. A młodzieża to w ogóle kosmici wink
    Dalej ani kropki. Udaję się.
    Ewa 007

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • felis2 05.06.18, 14:32
    Men in Black. Z Tommy Lee Jonesem i Willem Smithem
  • myq1 05.06.18, 14:51
    Cześć, oni tak mają, ci czternastolatkowie.
    Jestem niestety, z innej planety - to do nich pasuje. Hormony, panie dziejku! Trudno być dorosłym, ale jeszcze trudniej nastolatkiem.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • eulalija 05.06.18, 15:17
    Dzięki Felis.
    Znam.
    Skrót mnie zamordował.

    --
    Szajka bez końca
  • franula 06.06.18, 04:58
    Ostatnio znowu 3.30 rano to mój koniec spania. Słabe to jest niestety.
  • czekolada72 06.06.18, 06:54
    Moj koniec spania o 4.44..... spac!!!!!!!
    Miłego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • berrin 06.06.18, 07:16
    Ja dobrowolnie budze się 4.30 i jestem wyspana, taki los.
    Kobiety w lochach! Wychynijcie! Rano było 8 stopni! Na rowerek zabrałam bluzę!!!
    A po drodze prawie zleciałam z rowerka, bo zagapiłam się na dwie sójki dzielnie goniące wielką wronę, pewnie popaczała łakomie na ich gniazdo.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • szkorbut-lumbago 06.06.18, 10:29
    Odczuwam spadek temperatury i już sama nie wiem co lepsze. Chociaż chyba preferuje ciepełko, bardzo Was przepraszam, szczególnie lochową część ekipy. Jadę zażywać rozrywek smile
    Miłego dnia.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • myq1 06.06.18, 11:20
    Cześć. Jest czym oddychać i temperatura w mieszkaniu z 25 st. spadła na 21. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej. smile
    Kłopoty ze snem również miewam, współczuję wszystkim, bo wiem, jak to smakuje. A raczej nie smakuje.
    Skąd się wzięło takie spore ochłodzenie?
    Odświeżałam sobie Krokodyla z K.K. i nagle stwierdziłam, że to wszystko, co Alicja zrobiła wieczorem przed swą śmiercią, nie tylko było niemożliwe do wykonania w ok.4 godziny, ale i bezsensowne było zapalenie świec, żadnego gościa nie przyjmowała. Karol Lintze otworzył sobie drzwi dorobionym kluczem, na pewno by go Alicja nie poczęstowała nawet wodą spod kwiatków. I kiedy, na Boga, Lintze nalał jej środka usypiającego do butelki z lekarstwem od Joanny. I dlaczego te świece paliły się 3 godziny?
    Berrin ma rację, że nie czytuje kryminałów z wymyśloną akcją. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 06.06.18, 19:31
    Chyba też sobie odświeżę, jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam. wink
    Jestem wraaakiem, uuu. Od ponad dwóch tygodni tkwię samotnie na barykadzie, na której normalnie trzy osoby w porywach bokami robią. Byle do soboty.
    Koza na dobrej drodze. Jeszcze parę dni i może się wyklaruje.
    Cześć.
  • minerwamcg 06.06.18, 21:00
    Obudziło mnie zimno. Doszłam do wniosku, że trzeba domknąć okno. Okno się zbiesiło i odmówiło domknięcia. Teraz zbiesiłam się ja. Wylazłam z łóżka, poszłam po narzędzia. Odbiesiwszy okno wpadłam w trans. Naprawiłam niedomykającą się szafkę z roletowymi drzwiami. Dokręciłam śruby w wersalce. Naprawić świata nie zdążyłam, bo się rzucił na mnie dorobek pokoleń za wersalką, ciągle coś za nią wpada. I tak doszło do ogólnego sprzątania, bo prawdę mówiąc chałupa wyglądała po trosze jak po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną.
    A miało być tak pięknie. Wolny dzień, kąpiel w płatkach róż, śpiew słowika i czytanie poezji.
    Wszystko muszę schrzanić smile Ale to przez to poranne zimno.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • ewa9717 06.06.18, 21:16
    Można osłabnąć od samego czytania wink
    Jakie tam zimno, kolory własciwe, woda pływalna, dalej lato! Tylko nocą mogłoby popadać...
    Czym siem, Balamuku!
    Czór!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • balamuk 06.06.18, 21:50
    Siem trzymię, bo na razie nie mam innej opcji.
    Popływaj w moim imieniu. Będzie mi przyjemnie. wink
  • asia.sthm 06.06.18, 22:13
    Mysmy dzis swietowali swieto narodowe w takim zimnie ze z nosa kapalo. Cale upaly przeznaczone na lato sie zuzyly w maju, ludzie sie odzwyczaili od swetrow i gaci a tu ziab nastal. Alesmy poswietowali tak czy siak radosnie jak nalezy.
    Nogi odpadaja.

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • myq1 06.06.18, 21:28
    Minerwo, jestem pełna podziwu dla Ciebie. Jakże pięknie spędziłaś ten dzień! Ile pożytku odniosłaś z tego zimna! Wróci upał i będziesz mogła się tarzać w nieróbstwie...smile
    A w jaki sposób naprawiłaś niedomykające się okno?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • se_nka0 06.06.18, 21:31
    To nie wiesz Minerwo, że w wolny dzien najwięcej roboty się zrobi?
    Jak sama widzisz, coś wyskoczy i woła gromkim głosem - zrób mnie wink
    Jeszcze jesli zaplanujesz SPA z atrakcjami, to już w ogóle...
    Chłodniej ale wciąz sucho. Też,, dzięki,, temu, ze chłodniej, machnęłam kawal roboty działkowej, zleconej i społecznej.
    Wszystko w plenerze.
    Czy ja na emeryturze muszę na akord??
    Protestuję wink
    Cichy to protest, bo padłam big_grin
  • berrin 07.06.18, 06:58
    Hmmm... epidemia jakaś? Chociem nie na emeryturze i nie we wolnym dniu, ale za to wczoraj mnie naszło na zajmowanie sie piwnicą tudziez piwnicznymi drzwiami, które ostatnio wpadły do wnętrza i cos trzeba było z nimi uczynić (we wnętrzu strasznie przeszkadzały...).
    Zgadzam się, ze to spadek temperatury, jak jest +30 to mnie sie nic nie chce i zalegam, a jak spadnie o te kluczowe 10-15 stopni, to nadrabiam.
    Za to koty sfochane potwornie, po powrocie z parapetowania chciały się pogrzać na kaloryferze a tu nic z tego, żeberka zimne... No to dawaj do nas pod kołdrę, a tam - Spaniella! Nie dość, ze zajmuje miejsce, nie dość, ze się nie przesunie (nie przesuwa sie nawet, jak JA ja prosze, mozna ja tylko przemieszczać ręcznie) to jeszcze burczy...
    Jak żyć, no po prostu jak żyć...
    Cześć, w każdym razie. Dzis jakby dalej da się oddychać?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • czekolada72 07.06.18, 08:50
    Zimno jak diabli, narod sie powinien cieszyc uncertain
    Siedze w firmie w grubym polarze przy zamknietych oknach i rozwazam wlaczenie farelki....

    Asiu, czy ty na swiecie narodowym wudujesz rodzinę Królewską?

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • eulalija 07.06.18, 08:54
    Jestem pesymistką od połowy kwietnia do połowy września.
    Taki dzień jak wczorajszy to dla mnie wisienka na torcie, zagubiony złoty kolczyk.
    Szerokie masz łóżko Berrin?
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • berrin 07.06.18, 09:18
    140 cm. Dwie osoby (grube!), jeden pies (grubawy) i dwa koty (co po prostu dobrze wyglądają, za pozwoleniem) mieszczą się w sam raz. Ale jakbysmy sie skompresowali, to jeszcze ho ho ho, ile by powierzchni użytkowej było! Ze dwie ludzkie sztuki by weszły, a kotów to z dziesięć...
    A do tego mamy takie cos na materac, co jak człowiek się troszke ugrzeje, to się pod nim układa do kształtu. Materac jest twardy a nakładka miękka, idealnie...
    Spodziewać się Ciebie?

    Eee... to nie jest odpowiedni moment dnia żeby rozmarzać się na temat własnego łóżka...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • eulalija 07.06.18, 09:42
    Ależ nie Berrin.
    To była tylko troska o szanse Twoje na wysypianie się.
    Bo tak po cichutku liczę na dokończenie prezentu.
    A i Gat głodna chodzi...

    --
    Szajka bez końca
  • berrin 07.06.18, 12:33
    eulalija napisała:

    > Ależ nie Berrin.
    > To była tylko troska o szanse Twoje na wysypianie się.
    > Bo tak po cichutku liczę na dokończenie prezentu.
    > A i Gat głodna chodzi...
    >
    Zajrzyj. Za bardzo się nie najecie, ale może chociaż lanczyk...?



    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • jottka 07.06.18, 09:46
    sorry, berrin, ale na łóżko o podanych przez ciebie rozmiarach wchodzi jeden kot w poprzek. niedużysmile kocica musi już spać mi na głowie (a ja zwinięta w kłębek w lewym górnym rogu)...
  • czekolada72 07.06.18, 10:02
    O tototot!
    Jeden pies, ja w lewym gornym rogu, sunia na balkonie, dla M zostaje psi fotel albo dywanik smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • ewa9717 07.06.18, 10:39
    O, dołączam do łóżkowców 140, jedna osoba gruba i aktualnie czytane książki mieszczą się doskonale wink
    Jakie zimno, kiedy nadal piękne lato! A że noce? Nocami nie pływam wink
    Asi zazdroszczę radosnego świętowania, też bym chciała, nawet bez wudowania pana króla ... wink
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • czekolada72 07.06.18, 11:36
    W nocy zimno i w dzien zimno!

    Ale swietowac każdy może, a nie każdy z królem smile)

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • asia.sthm 07.06.18, 13:38
    łóżko na jednego kota w poprzek, mowicie....hmmm.

    Cala krolewska rodzine mozna tu ogladac do wypeku, bo oni wlasnie po to sa zeby sie pokazywac. Wczoraj akurat nie pchalam sie do machania im lapka kiedy dwoma powozami jechali na koncert.
    Uwielbiam panie w strojach ludowych i tych gustownych czepkach. Na korony i diademy czy tiary czlowiek sie naprzy przy innych okazjach.
    https://www.kungahuset.se/images/18.403439b31635e3ea21cb776/1528303810675/WEBB_20180606_KFAM_kortege_foto_H_Garl%C3%B6v%20097.jpg
    tu wiecej fotek
    www.kungahuset.se/kungafamiljen/aktuellahandelser/aktuellt/nationaldagen2018.5.403439b31635e3ea21cb64a.html

    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • berrin 07.06.18, 13:49
    O, mogłabym miec taki czepek!
    Tam tiary i diademy, tiary i diademy sa przereklamowne smile

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • asia.sthm 07.06.18, 14:19
    > Tam tiary i diademy, tiary i diademy sa przereklamowne smile

    Dokladnie jak sniadanie w lozku i seks w wannie wink

    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • ewa9717 07.06.18, 19:22
    O, śniadania w łóżku będę broniła jak niepodległości! Bo seks w moim brodziku jest raczej awykonalny wink
    Asiu, a czemu tylko panie na ludowo, a oba czy chłopaki garniturowe?

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 07.06.18, 19:53
    W moim brodziku to nawet jednoosobowo nie byloby za wielkiego komfortu... a dwie osoby sie NIE MIESZCZĄ i już (chyba że uznamy, że dwie osoby to ja i Kot Młodszy, wtedy jest szansa, ale wtedy wszelki sex odpada, bo Kot Młodszy jest z definicji wieczyscie nieletni).
    Śniadań w łóżku nie jadam, ale każdy kto to lubi, może wszak doceniać.
    Asiu, masz może wykroj/namiar na wykroj takiego kornecika?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • asia.sthm 07.06.18, 22:07
    > Asiu, masz może wykroj/namiar na wykroj takiego kornecika?

    Ratunku, nie mam. Nawet nie wiem jak to sie prawidlowo nazywa zeby wygooglowac.....musze dorwac kogos bardziej obeznanego w slownictwie.

    Berrin, chcesz sie tak wystroic tylko na glowie czy cala?

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • czekolada72 08.06.18, 07:02
    No dobrze, to ja sie przyznam - mam wanieneczke, w ktorej moga sie sexic dwie osoby spokojnie wink)
    Sniadan w lozku to juz nieeee, ale w czasach szkolnych - lozko, sniadanie, ksiazka - mogly trwac do kolacji!
    Obecnie - milym akcentem jest kolacja z ksiazka w lozku smile)
    Miłego w ten mrozny ranek!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • szkorbut-lumbago 08.06.18, 09:28
    Asiu, ładne stroje tam u Ciebie funkcjonują, ale nasze też są niezgorsze, chociaż i bawarskie mi się podobają. Ja chyba po prostu lubię stroje ludowe smile.
    Wróciłam i żyję, ale tak bolą mnie ręce i nogi, że standard tego życia taki nie zbyt wysoki. Zachciało mi się parku linowego i było super, świetnie się bawiłam, teraz mam tylko zakwasy. Siedzę na kanapie i pracuje z domu, bo mam taką możliwość na szczęścia, przy drobnych problemach z poruszaniem i dotarciem do biura wink.
    Zasadniczo jestem raczej dość drobiazgowa i szczegóły są dla mnie istotne, ale jak czytam książki z fabułą to staram się wyłączyć nadmierne analizowanie, cieszę się nieścisłościami i tyle. I nie będę się tego wstydzić.

    A może by tak się spotkać? Ktoś się zdecyduje?

    Miłego dnia.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • eulalija 08.06.18, 09:46
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • czekolada72 08.06.18, 09:59
    Ja tez lubie i bylam gleboko rozczarowana gdy w Ustrzykach d. na Boze cialo, w procesji nie uczestniczyła ani jedna (!!!) osoba w ludowym stroju!
    Ja rozumiem i znam powojenne zawirowania, ale nawet na takim Pomorzy Zachodnim rozmaite KGW wymyslily sobie "wlasne" stroje, bazujac - dziwnie jakos nota bene, ale jednak! - na stroju krakowskim smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • myq1 08.06.18, 11:23
    Cześć. Emerytura dla mam, dzień mamy, ta i ta zostanie mamą - zęby mnie bolą od tych mam. Jestem ciekawa, dlaczego słowo matka praktycznie przestało być używane?
    Czy coś się zmieniło w ojczystym języku? A właśnie, czy wyrażenie "język ojczysty" nie powinno, przez analogię, zostać zmienione na np. język tatowy, taciny...? wink

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • berrin 08.06.18, 11:35
    Na szczęście akty prawne operuja nadal słowem "matka", względnie "rodzic". Chociąz, kto wie, może sie w jakiejś kolejnej ustawie pojawi mama i tata...?
    A jezyk macierzyński względnie babciny. O, i ciociny (ciotkowy? cioteczny?) Przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Panie w moim wczesnym stadium istnienia gadały do mnie znacznie więcej.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • franula 08.06.18, 11:38
    stąd chyba macierzysty?
  • berrin 08.06.18, 11:40
    tak, macierzysty. Autokorekta robi co chce...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 08.06.18, 11:33
    czekolada72 napisała:

    ale nawet na takim Pomorzy Zachodnim
    > rozmaite KGW wymyslily sobie "wlasne" stroje, bazujac - dziwnie jakos nota bene
    > , ale jednak! - na stroju krakowskim smile
    Może i wymyślali, ale w pipidówku i okolicach, kiedym przyjechała, dziewczynki ( no, może nie wszystkie, ale całkiem sporo) w niedzielę naszały cstrój krakowski. Dość tandetny, ale serdaczek z cekinami był, wstęgi u ramion i czerwona spodniczka też. Moje niespełnione marzenie, a w dodatku macierz rodzona strasznie to moje marzenie obśmiewała smile
    Kolejny piękny dzień, ciut odpocznę i wioooooooooooooooooo wink
    >




    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 08.06.18, 11:40
    Popaczaj, a moja macierz mi taki serdaczek osobiście uszyła i wyhaftowała cekinami w motyla na plecach i kwieciecie z przodu. Ni troszke nie był tandetny, aksamit na jedwabnej podszewce. Trzy lata miałam, był troszkę na wyrost. Pamiętam te wakacje, zabrała Lisowi Okazałemu (wtedy był nieco mniej okazały, przynajmniej w kwestii rozmiarów smile) pudełko na przybory wędkarskie, żeby w niem te wszystkie cekiny, żyłki i koraliki posegregować smile
    To były te same wakacje, w ktore czytała mi przed zaśnięciem na zmianę Cyberiadę Lema i Mitologię Parandowskiego. Czego skutki do dziś nie zniknęły...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • czekolada72 08.06.18, 13:44
    Alez te Panie same opowiadaly, ze jak przyszlo w wymyslaniu do konkretow, to uznaly ze baza i podstawa ma byc stroj krakowski i basta!
    Jakos nie chcialy (?) siegnac do zbiorow muzealnych i tam odnalezc rdzenne stroje z tamtych terenow.

    Mnie tez mamusia szyla caluski stroj krakowski, potem Mala w nim chadzala, teraz ... czeka smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • ewa9717 08.06.18, 13:49
    E, gdyby mi macierz osobista uszyła, byłoby to lepsze niż od samej pany Rydlowej wink ale te naszane przez dziewczynki z pipidówka były bardzo badziewne, takie gotowce kupowane "U Żyda" (który nie był ani żydem, ani Żydem, ale miał prywatny sklepik z różnosciami, w tym pierścionkami z "prawdziwym" oczkiem, cekinami, krawatami na gumce malowanymi w palmy, ach...), cóż, kiedy w moich oczach tamtoczasowych przepiękne wink

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • se_nka0 08.06.18, 15:47
    ...a plisowana spódniczka... O Ewo, przypomniałas mi. Lubiłam. Do dzisiaj mam sentyment.

    W Liceum wchodziło sie po schodach wyprostowanym, każdy skłon grocił awarią. Fartuszek ( sukienka) to był przepisowy, elegancki z białym kołnierzykiem i mankietami. Długość.... czy to była w ogóle długość ? big_grin Raczek krótkośc wymuszała wyprostowaną postawę.
  • asia.sthm 07.06.18, 22:01
    > Asiu, a czemu tylko panie na ludowo, a oba czy chłopaki garniturowe?

    Ratunku, nie wiem....chyba stanowczo odmowili, podejrzewam ze z powodu smiesznych spodni z ponczocha na lydkach. Jakbym byla Krolem to tez bym odmowila.
    Tu widac odpowiednik meskiego stroju.
    http://www.snackasnyggt.se/blog/wp-content/uploads/2010/10/jimmie2_1301004t.jpg

    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • ewa9717 07.06.18, 22:50
    Spodnie rzeczywiście takie więcej... gaciowe wink Nie dziwię się już panu krółu!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 07.06.18, 23:37
    Raczej tylko na głowie smile. Bo cała to skomplikowana sprawa.... Ale te dziewczyny to po całości faktycznie ładne są.
    Nie przejmuj się Asiu zbytnio mą żądzą kornecikową, ja się po prostu kocham w chusteczkach naglownych wszelkiego typu.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • myq1 07.06.18, 23:44
    A mnie się podoba i damska i męska wersja stroju.
    Panom by korony z głów nie pospadały smile, gdyby się wystroili na ludowo.
    Fajne, Asiu te zdjęcia. Ty zawsze ciekawe wklejasz. Dzięki.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • zaisa 08.06.18, 01:01
    Chciałam wreszcie napisać, ale po doczytaniu do czasów współczesnych zrobiłam mało przytomna. Bardzo mało.
    W każdem razie życzę Felis dalszego pomyślnego zrastania, Berrin odkręcenia skręcenia
    (i niech się ono odnawyczy czy też odnawikowi. A kysz!) Oraz wolność dla kóz! Niech sobie idą gdzie tam chcą, byle daleko.
    Wrócę do Komunii młodszego dziecka mego. W punktach dla krótkości.:
    1. Zapasowa kiecka była. Trafiła się nam za szaloną sumę 29.- i stwierdziłam, że szalejemy. I przydała się.
    2. Buty - gładkie całkiem i wygodne, rozkleiły się w środę po przejściu 30 m do toalety i z powrotem. Wtedy nie padało już nawet, wilgoć była na podłożu. Następnego ranka trafiły do szewca, który oddał je w piątek, zrezygnowany i nie chcący ode mnie pieniędzy. Stwierdził że nie wie, co to jest, ale jak raz je skleił, to po kilku godzinach okazało się, że nic nie trzyma, spróbował drugi i rezultaty też mu się nie podobają i jak chcemy je użyć to on radzi wziąć ze sobą recepturki...
    Buty zapasowe miałyśmy - pożyczone razem z sukienką główną. Tylko okazało się, że jak wszystko wygarnięte z samochodu w niedzielę na koniec zostało, tak buty stanowiły wyjątek. I w czwartek, gdy były potrzebne, nadal sobie podróżowały samochodem Bratowej. Ostatecznie dziewczyna poszła do kościoła w dawnych szkolnych kapciach brata na intensywnie niebieskiej podeszwie i z piłkami na wierzchu. Szczęśliwie się tym nie przejęła.
    3. Sukienka główna była prosta, ale ponoć dziewczęca. Miała przy kołnierzyku i pasku/stanie czy jak to tam powinno się nazywać, delikatne różyczki. I, nie pamiętając ni w ząb o różyczkach na sukience, zakupiłyśmy wianuszek z delikatnymi, delikatnie różowymi różyczkami idealnie trafiając w odcień różu. Wianuszek kupiłyśmy na bazarze Różyckiego.
    Sukienka pięknie się kręciła. Mam zdjęcia, na których dziecię bardziej przypomina tańczącego derwisza niż polską panienkę.
    4. Piękne te Wasze historie komunijne. Aż się cieszę, że temat rozpętałam smile
    5. Dziękuję za wszelkie wpływania na pogodę - były b. skuteczne, do końca tygodnia już nie padało.
    6. Na Szetlandy nie dotarłam - najdalej na Orkady. Ale pięknie to tam jest. Auuu!- się mi z tęsknoty zawyło. Strasznie dawno tam byłam, właśnie była okrągła 20 rocznicasad I to morskie pływanie tak mi się podobało a tu od lat NIC.
    7. Kornecikowe chusteczki piękne są, tylko młodszą damę kornecikową przez chwilę podejrzewałam o bycie guwernantką/boną a nie członkinią królewskiej rodziny.
    8. Ewo - miłych kąpieli.
    9. Dobranoc.
  • berrin 08.06.18, 06:58
    Bo kluczowe w sukience to to, ze ma sie kręcić! (moja sie słabo kręciła, bo była za wąska).
    Buty w piłki. Fascynujące, poczułam, ze Twemu dziecięciu zazdroszcze smile, co to przy tym moje białe tenisówki...
    A ptaki drą sie, drą, drą... nawet kury. O, znowu.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 08.06.18, 12:22
    Ojejku, jak miło, że jednak coś łączy pokolenia! Za moich czasów też się musiały kręcić wink

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • asia.sthm 08.06.18, 12:49
    No musi sie musowo kręcić .
    Moj sgtarszy to buty sprawdzal w sklepie czy szybko biegaja, czyli chlopaki tez sprawdzaja funkcjonasc odzienia.

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • felis2 08.06.18, 13:08
    A ja zmarnowałam wiek, kiedy spódniczka musiała się kręcićsad Chciałam wtedy być chłopcem, byłam ciężko obrażona na rodziców, że jestem dziewczynką i za jedyny akceptowalny strój uważałam spodnie, zwykle donaszane po starszym bracie.
  • ewa9717 08.06.18, 13:37
    E, jak ja byłam mała, dziewczynki mogły nosić spodnie tylko na wycieczkach, a i to najlepiej w górach... Jeszcze w liceum (były to czasy mini, takiego równo z dudą) mogłyśmy nosić tylko i li spódniczki!
    Ale pamiętam, po "Rio Bravo" (okolice trzeciej podstawówki) wracałam z kina krokiem Ricky'ego Nelsona, a plisowana spódniczka latała w rytm kroków lewa-prawa, lewa prawa i prawie czułam kopyto u bokuwink

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • zaisa 08.06.18, 21:04
    O, a ja miałam plisowaną spódniczkę jako element stroju galowego na przełomie przedszkola i szkoły. Mam wrażenie, że co najmniej ze trzy lata służyła.
  • czekolada72 08.06.18, 21:53
    Ja tez! Granatowa plisowana, od zerowki po 2 klade, w trzeciej eyroslam i mialam dluga z 4 klinow.


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • minerwamcg 08.06.18, 22:45
    Przebijam. W szóstej klasie podstawówki mama kupiła mi spódnicę z granatowej żorżety. Spódnica nie była plisowana, tylko jak się wówczas mówiło układana, fałd, kontrafałda, znowu fałd w przeciwną stronę i z tyłu to samo. Była też jak wiele rzeczy "na wyrost", co się potem przydało, albowiem nadciągał kryzys. Że do damskich szmatek miałam nabożeństwo mniej więcej takie jak Felis, to używana była głównie na uroczystości szkolne... i tak z rozpędu ostatni raz miałam ją na sobie podczas sesji egzaminacyjnej po drugim roku smile

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • myq1 08.06.18, 23:08
    Kurczę, jak ja strasznie nie lubiłam tych spódnic, plisowanej
    i w kontrafałdy. Czyściło się je szczotką maczaną w herbacianej esencji, prasowało na wilgotno, przez szmatkę. Wszystkie fałdy musiały idealnie się schodzić! Miałam koleżankę, która fastrygowała plisowankę, żeby te pliski się nie rozpadły, czy jakoś tak. Na szczęście w moich szkołach wolno było chodzić w portkach. Nie miałam co prawda riffli ani wranglerów, ale to insza inszość. wink Tyle, że te zwykłe portki też wymagały prasowania.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • felis2 09.06.18, 10:13
    Plisowana spódnica za kolano była elementem galowego mundurka w moim liceum. Do tego marynarka z wykładanym kołnierzem. I tarcza. Powszechnie i wbrew regulaminowi przypinana agrafką. To jak zaczynałam. Maturę zdawałam w czarnej aksamitnej garsonce. Kołnierz był wykładanywink Nie wiem, czy kiedykolwiek prasowałam szkolną spódnicę, po akademii odwieszałam do szafy i do następnej ewentualne zagniotki się wyprostowały.
    Na co dzień można było chodzić w tych koszmarnych granatowych fartuchach albo w normalnych ciuchach w tonacji granatowy, szary itp.
    Z fartuchami było śmiesznie w podstawówce. Urosłam trochę przesadnie więc czepiającym się czasem nauczycielkom tłumaczyłam, że przykro mi bardzo, ale nie robią fartuszków na metr osiemdziesiąt. Kobity patrzyły na mnie z niesmakiem i zadartymi głowami, ale wykazywały rozsądek (do kolejnego ataku regulaminowości)
  • gat45 09.06.18, 10:27
    A w mojej szkole z pretensjami do tradycji na galowe występy nosiłyśmy fartuszki, które mój ojciec określał, jako remanent ze składów Instytutu Błagarodnych Diewic. Szukałam nawet po necie tego modelu, ale bez skutku. Spódnica czarna, biała bluzka i ten fartuszek. Zabijcie, ale nie pamiętam, jak to było z chłopcami - przypuszczam, że wbijano ich w zwykłe garnitury.
    A fartuszek wyglądał tak : od pasa w dół zaokrąglona płachta z brzegiem obszytym falbanką. U góry kwadratowy przodzik, od którego odchodziły krzyżujące się na plecach dość szerokie szelki, z taką samą falbanką na ramionach jak na obrzeżu części dolnej.
    Dobra. Nie umiem tego opisać, żeby się dało zobaczyć. Trudno. Porażka opisowa.
    Nie znosiłam tego czegoś.
  • myq1 09.06.18, 10:35
    Cześć. Taki fartuszek miałam chyba w V klasie. Wolałam ten od zwykłego z podszewki. A na zdjęciach z Sojuza widywałam dziewczynki w białych fartuszkach, ale to chyba był jakiś uroczysty strój?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • se_nka0 09.06.18, 11:19
    Gatu - ja pamiętam takie fartuszki. Plisowane były te falbanki.
    W mojej okolicy to już był wytworny ciuch wink Mało która miała.
  • gat45 09.06.18, 11:42
    U nas fartuszki były własnością szkoły. To wiem na pewno, bo były jakieś historie z ich oddawaniem i wymianą rozmiarową. Nie pamiętam natomiast, jak odbywała się ta wymiana - trzeba było je oddawać po wypraniu, wyprasowaniu i poskładaniu w kostkę o określonych gabarytach i fasowało się większy.
    Aha, i miały po prawej stronie jedną, malutką i zaokrągloną kieszonkę, w której nawet chusteczka do nosa się nie mieściła.
  • berrin 09.06.18, 12:36
    Miałam taki fartuszek-krzyzaczek, a nawet dwa, czarny i granatowy. Były bardzo uniwersalne i tolerancyjne rozmiarowo, ale i tak wyroslam z obu w wakacje po 3klasie.
    Potem już nie miałam fartuszka w żadnej wersji, chodziło, kryzys byl, co zwiekszalo tolerancję szkoły, zresztą szkoła była sportowa i powszechnie akceptowano dresy, nawet czerwone.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 09.06.18, 18:42
    No proszę, jaki tęgi wątek modowy wink Na szczęście nie nosiłam nigdy mundurków, to coś z podszewki z dopinanym na guziki białym kołnierzykiem miałam na sobie raz. Było to po jakimś ataku regulaminowości, gdym uczęszczała do drugiej podstawówki. Potem zaprotestowała mama wink Ataków regulaminowości było kilka. Jeden polegał na tym, ze zeszyty i książki miały być w zielonych plastikowych okładkach. Dla zdrowotności ocznej ponoć. Sęk w tym (okolice 1966-7), że zielone plastikowe okładki były prawie nieosiągalne, polowało się na nie z obłędem w oczach. Moje przyjechały z samy stolycy, sęk w tym, że niektórych książek, a nawet zeszytów nijak nie udawało się w nich zmieścić, trzeba było ciachać okładki wink Był też jakiś atak regulaminowości na stroje gimnastyczne, ale skończył się krótkim paroksyzmem, bo nabycie jakiegokolwiek trykotu było wówczas nie lada wyczynem, a co dopiero iluś setek trykotów na przykład niebieskich! A pamiętacie te bufiaste szorty? O mamuś wink
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 09.06.18, 19:07
    Nam kazali mieć do gimnastyki - w nizszych klasach - BORDOWE szorty/spodenki gimnastyczne (i białą koszulkę, ale to był pikus). Spodenki gimnastyczne nawet bywaly, ale tylko granatowe albo zielone. Bordowe uszyła mi mama.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • felis2 09.06.18, 19:15
    Ale właściwie szkolne mundurki takie całkiem głupie nie są. Z chłopakami pół biedy, ale koleżanka opowiadała ze zgrozą, że jej córka, lat wtedy jakieś 10, potrafi spędzić o poranku pół godziny przed szafą, przymierzając kolejne kreacje. I że dziewczyny szykanują koleżankę, która dwa dni pod rząd przyszła w tych samych spodniach.
  • berrin 10.06.18, 01:22
    Mundurki tak, są ok. Problem robi się wtedy, kiedy wymogi są, ale możliwości nie. Na przykład w kryzysie lat 80tych wymaganie BORDOWYCH spodenek gimnastycznych, kiedy w sklepie dokładnie wiadomo co jest, bylo zdziebko nierealistyczne... Akurat moja mama umiała i lubiła szyć, ale nie kazdy mial w domu wirtuozkę Łucznika... i nawet nie chodziło o to, że za drogo by te mundurki wyszły, kasa była, tylko asortymentu nie. Bo szkoła nie zapewniała, za to wymagała.
    A w liceum o mundurkach mowy nie było, może szkoda, bo faktycznie rewia mody dochodziła.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • felis2 10.06.18, 13:30
    Tak mnie męczyło, gdzie było o nierealnych szkolnych wymaganiach, no i wreszcie skojarzyłam. W 'Wojnie domowej' Paweł dostał dwóję z wf, bo nie miał zielonej koszulkismile

    Ciekawe, gdzie mi się to wklei. Ostatnio zlekceważyło, gdzie odpowiadam i wepchnęło na koniec.
  • myq1 09.06.18, 19:21
    W moim liceum ogłoszono konkurs na wzór mundurka, nawet projekt koleżanki zajął pierwsze miejsce, no i nosiło się te mundurki do matury. Na szczęście zamiast princeski regulaminowej, można było do fajnego, długiego żakietu nosić spodnie, więc jakoś to szło.
    A na wuefie przez całe liceum obowiązywało czarne wełniane body, żadnych gaci nie było.
    Najbardziej pamiętam smród potu w przebieralni przy sali gimnastycznej, bo tam okien nie było. Takie małe pomieszczenie pod schodami, w którego ściany wsiąkł odór potu wielu pokoleń uczniów. A szkoła leciwa jest, jeszcze Stanisław Konarski w niej się uczył.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • myq1 09.06.18, 19:27
    Rok założenia mojego liceum - 1675.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • gat45 09.06.18, 22:23
    myq1 napisał(a):

    > Rok założenia mojego liceum - 1675.
    >

    Przebijam. 1594. Bardzo piękny, renesansowy budynek skądinąd. To w Polsce, bo potem przeniosłam się do liceum, którego część zajmowała budynek dawnego opactwa, ufundowanego w XI wieku. Jako szkoła - collège - funkcjonowało (i nadal funkcjonuje) toto od czasów napoleońskich. Pierwszego Napoleona mam na myśli.

    A Twoja szkoła, Bluzeczko, to w Piotrkowie ? Nie wiedziałam, że tam była tak stara uczelnia. W ogóle prawie nic nie wiem o tym mieście.
  • myq1 09.06.18, 23:41
    Tu trochę informacji, Gatu. Pozdrawiam. Napisz coś o Twojej szkole. smile
    www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://pl.wikipedia.org/wiki/I_Liceum_Og%25C3%25B3lnokszta%25C5%2582c%25C4%2585ce_im._Boles%25C5%2582awa_Chrobrego_w_Piotrkowie_Trybunalskim&ved=2ahUKEwjJh8fexMfbAhUJJ8AKHRm8DxEQFjAUegQICBAB&usg=AOvVaw1-cQD2FBYaOt8R1k5Qlzt3


    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 10.06.18, 01:33
    O, jakie ciekawe. Tak dużo ciekawych miejsc, w których nie byłam... wink
    Przyjemnej nocy.
  • berrin 10.06.18, 11:12
    Piekarnik. Z termoobiegiem.
    Cześć...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • czekolada72 11.06.18, 06:57
    Ja chadzalam do tysiaclatek.
    W podstawowce chadzalo sie w chalatach. Z granatowego stylony, z bialym dopinanym okraglym kolnierzykiem, zapinanym na calej dlugosci i 2 kieszeniami. Mialam duze szczescie i mamusia dopinala mi okragle kolnierzyki koronkowe, recznie robione, a nie standard stylonowy. Tyle, ze... ja zawsz marzylam o takim fartuszku, jak ww opisany, jedna koleznak taki miala.... Po drugie - posiadalam kuzyna, starszego o lat 7. Chlopcy chadzali tez w chalatach, ale do pasa, przypominajacych bluze-kurtke. I gdy moj kuzyn zakonczyl edukacje podstawowa, to ja sie zaparlam i w 2 klasie podstawowki chadzalam w tym "odiedziczonym" meskim chalaccie.
    W LO okazalo sie, ze chalatow nie ma, jest za to pewien problem - chadzac mozna bylo i w portkach i spodnicach, oczywiscie kulturalnych,zadne mini, rozciecia, dziury oraz "gorach" - wszystko w kolorach czarnym, granatowym, szarym, ew zielen i braz, wszystko stonowane. No i padl blady strach, bo takiej stosownej gamy kolorustycznej w szafie nie posiadalam. Jak ogladam fotki szkolne, to zgrzytam zebami.
    Dlatego z wielka radoscia przyjelam info, ze moje dziecko w podstawowce bedzie nosic "mundurek'. Ow mundurek to byla.... granatowa bawelniana, taka jak bawelniane wtedy dresy, kamielka, zapinana, ze stosownym emblematem, a pod nia moglo byc WSZYSTKO, byle stosowne. Jaka ulga!
    W gimnazjum i tak chadzali glownie w dresach i recznikach albo jeansach, wiec tez byl spokoj. Ale to bylo chyba najspokojnieksze gimnazjum, szkola w ogole na swiecie.
    A LO, zreszta to samo co u mnie, juz sobie darowalo a dzieci chodzily i tak z rozpedu wzglednie normalnie.

    No i ja jeszcze Was przebije....
    Mialam kilka iuchow , w ktorych zaczelam chodzic w wakacje miedzy 6 i 7 klasa szkoly podstawowej - udokumentowane na fotkach. I chadzalam w nich - do wieku ok lat 35, co tez jest udokumentowane na zdjecich.
    smile)))) no jakos tak nie niszcze ciuchow, a wyjawszy ciaze, to jak doroslam wzrostem do tej 7 klasy to juz mi sie nic nie zmienilo wzrostowo, wagowo, figurowo. Dopiero 10 lat temu jak sie przesiadlam w zwiazku ze zmiana lokalizacji firmy, z nog na auto, dzien w dzien, to mi sie figura zdecydowanie zmienila uncertain i moc ciuchw poszla wtedy w odstawke.... niestety....

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • felis2 10.06.18, 11:19
    Wygląda na to, że mszycom czosnek szkodzi. Siedziały mi m.in. na ziołach, nasturcjach i jukach (te z róż wytłukłam decisem). Opryskałam wyciągiem z czosnku. Po paru godzinach troszkę popadało, więc następnego dnia popryskałam znowu. Te na ziołach zaczęły wyglądać na zasuszone, powycinałam i wywaliłam zaatakowane gałązki. Opryskałam jeszcze raz. Na ziołach nowe się nie pojawiły, na nasturcjach są zasuszone i nowe żywiutkie. Wniosek wstępny jest taki, że jeśli mszyce wlazły samoistnie, to można się ich pozbyć czosnkiem. Jeśli są hodowlane, jak na moich nasturcjach i jukach, to też niby czosnek je wytłucze, ale mrówki przyniosą nowe.
    Pryskanie chemią jest szybsze i łatwiejsze, czosnkiem trzeba parę razy i chyba trzeba lać wprost na robale. To jeszcze muszę sprawdzić.
  • myq1 10.06.18, 11:51
    Cześć. Piekarnik. Z termoobiegiem.
    Przytaczam słowa Berrin, bo idealnie oddają istotę rzeczy.



    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • ewa9717 10.06.18, 16:41
    Siem zasnułło, w ludzi wstępuje nieśmiała nadzieja, ale gorunc i film niemoralny jak diabli...

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • balamuk 10.06.18, 20:04
    Na temat pogody nie zamierzam się wypowiadać, bo wyjdzie, że marudzę.
    Tak czy inaczej, nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
    Cześć.
  • myq1 10.06.18, 20:56
    Bałamuku, czego nie wytrzymasz?
    Na wszelki wypadek trzymam kciuki i wysyłam fluidów moc.
    Wyprowadziłaś kozę?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 10.06.18, 21:00
    Wszystkiego hurtem w połączeniu z pogodą.
    Koza się zapiera.
    Choleha.
  • balamuk 10.06.18, 21:01
    I dzięki. smile
  • myq1 10.06.18, 21:23
    Trzymaj się. Bałamuki twarde są. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • ewa9717 10.06.18, 22:22
    Kozie soli pod ogon! 3msię!
    U mnie padało! Całe 20 minut crying

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • myq1 10.06.18, 22:55
    Pada, pada deszczyk, 5 minut temu zaczął. Gdyby tak całą noc popadał, to może temperatura by się obniżyła i może, może w mieszkaniu zrobiłoby się chłodniej. W tej chwili mam 27 stopni. Chyba położę się spać w wannie...

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • berrin 11.06.18, 07:30
    Sie zanosi. Zanosi, sie, zanosi, o czwartej zaczęło, zanosi się... i nic.
    Ale może.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 11.06.18, 09:26
    U mnie też się zanossiłło, ale już się odnosi, co i raz żółte, przeciw czemu nic nie mam, ale w nocy miało padać...
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • gat45 11.06.18, 13:35
    U mnie zaś w nocy były dwie odrębne burze. Jedna zaraz po północy, strasznie hałaśliwa (pies przespał), w druga gruchnęła koło 3-ciej, taka bardziej błyskotliwa, a może błyskało od strony mojego okna i balkoniku. Tu pies się obudził i drżał. I się tulił, i pocieszenia prosił. Zasnęliśmy ponownie oboje dobrze po czwartej rano.
    Dzień dobry.
  • asia.sthm 11.06.18, 14:35
    Moge sie po raz fafnasty pochwalic swoja podstawowka nr 33 na Wiktorskiej - Gurua w niej bywala na wywiadowkach jakoze jej Gururzatko tam uczeszczalo nie do mojej klasy co prawda ale jednoczesnie. No i okropnie martwi mnie brak blizszego kontaktu wtedy. moze Gururzatko otrzymalo ode mnie cios workiem z pepegami, bo wojny na worki przeprowadzane byly czesto bez specjalnej segregacji na klasy - kto jednoczesnie konczyl lekcje ten sie naparzal po plecach, a wlasciwie po tornistrach sluzacych jako pancerz.

    PS. czekam na burze, a tu ciagle co sie zbierze, to sie rozejdzie.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • eulalija 11.06.18, 14:55
    WU mnie dwa razy przyszły piękne, wielkie, stalowe chmury.
    Z pierwszej padało 30 sekund.
    Z drugiej dwie minuty.
    Tendencja niby dobra …
    Aktualnie siedzi słonica i wyświetla niemoralny film.
    Żeby tak przed 22-gą?
    Koniec świata...
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • myq1 11.06.18, 16:44
    Asiu, co za zmarnowana okazja! I nic Ci w środku nie pikało, kiedy waliłaś workiem w TEN tornister? Fajnie miałaś, pozazdrościć. wink
    Dzisiaj w noim miasteczku piekarnik włączony na pół gwizdka, termoobieg działa. Słonica chyba zawstydziła się tego nieprzyzwoitego filmu z wczoraj i zasłania oczy chmurkami. Czasami zza nich wygląda, niepewna, czy w niedzielę za bardzo nie narozrabiała.
    Lipy pięknie pachną, nawet przez sen czułam ich aromat.
    Cześć.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • asia.sthm 11.06.18, 18:52
    Niestety nic mi nie moglo pikac bo wtedy ledwo Klin byl napisany, WJP sie pewnie pisalo i ja jeszcze przez jakis czas pojecia nie mialam ze to bedzie moja przyszlosc big_grin
    Na etapie Astrid Lindgren bylam juz napewno - Fizia Ponczoszanka byla wtedy moja idolka (do tej pory zreszta jest).


    Czy wiecie ze dzis przedstawili w TV konia, ktory cierpi na wiosenny kaszel...kurde juz i konie sa alergiczne na nagle kwitnienie. Kon uczulany na siano to juz przesada w niesprawiedliwosci losu.

    --
    - Halo, pralnia?
    - Sralnia,k... Ministerstwo Kultury, słucham.(podobno autentyczne)
  • balamuk 11.06.18, 20:18
    No nieee... Strasznie mi się go żal zrobiło, biedny koń! Coraz częściej odnoszę wrażenie, że ktoś nam świat próbuje popsuć.
    Cześć.
  • myq1 11.06.18, 20:29
    Wszelkim psujom mówię nie!

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • gat45 11.06.18, 20:40
    Tobiasz jest alergikiem siennym. Jego pierwsza wiosna z nami to dwie wizyty u weterynarza, bo dyszał świszcząco jak astmatyk, a ja się przeraziłam, że to coś z sercem. Nieludzka pani doktor powiedziała, że na serce to by mu najlepiej zrobiło odchudzenie i kazała obserwować pod kątem alergii siennej (czy na przykład objawy się zmniejszają po ulewnym deszczu i takie tam). Druga wizyta już była potwierdzeniem uczulenia na pylenie traw. Przed sezonem profilaktycznie dostaje wapno i jeszcze jakiś zastrzyk. Działa, bo na przykład w tym roku prawie nie świszczał.
  • czekolada72 12.06.18, 06:19
    Felix jest uczulony na kwitnace (?!) trawy, zwlaszcza w terenach gorsko-podgorskich. Po 2 sezonach, gdy po powrocie z takich wakacji - trzeba bylo mu spore fragmenty futra wygalac, mial takie wybroczyny, ze inaczej sie nie dalo, i wygladal, jakby wpadl pod kosiarke - zaprzestalismy ryzykowac i uatrakcyjniac uncertain mu zywot sad

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • berrin 12.06.18, 06:58
    Ojoj... Spaniella jest uczulona na psie szampony (myjemy majonezem zółtko-oliwa i wywarem z ziół) i na apreturę w obrożach. Dostaje wielkich, czerwonych bąbli w fałdach futra na podgardlu, a wyleczenie tego zajmuje nawet pare tygodni. Zatem obroża musi byc uzywana i to długo, przez innego ogoniastego ochotnika, żeby cały slad tego chemiczengo czegos znikł. A potem trzy razy wyprać i ona może sie ubrać. A obroża jednak potrzebna, bo pies bez adresówki to pies mniej bezpieczny.
    ...Wiedziałam, że mam cos na mysli nie lubiąc nowych ubrań, zawsze mi je musiał ktoś "odczarować"...
    Trzymajcie się, wszyscy alergicy.

    A wczoraj we dwie zmokłyśmy do kości - ulewa typu deszcz zenitalny złapała nas w bramie parku po drodze z metra do domu, nawet gęste kasztanowce niewiele pomagały. Ja chroniłam parasolka wyłącznie plecak, spaniella z oburzeniem starała się omijac kałuże. Ciekawe, co będzie dzisiaj, na razie pochmurnawo, choc ciepło.
    Cześć.


    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • czekolada72 12.06.18, 07:24
    Deszcz zenitalny, mówisz... no to mam takie cos za oknem+ grzmoty uncertain
    A na balkonie zostala kurtka, wyschnieta, ale zeby tak jeszcze ja dosusszylo....
    Miłego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • balamuk 12.06.18, 09:01
    Deszcz zenitalny i grzmoty miałam w zeszłym tygodniu - i na tym chyba koniec przyjemności.
    Cześć.
  • ewa9717 12.06.18, 09:11
    Chciałabym przemoknąć do gaciufff, ach...
    Tak czytam o uczulonych i mam jednak dużo lepiej niż PT, Felix i Spaniella, bo niemożność używania perfum czy paleta kosmetyczna składająca się z kremu nivea, jednego dezodorantu, krojonego mydła glicerynowego (pachnie, a nie uczula) oraz jednego tuszu do rzęs i bezwonnego sztyftu wazelinowego to pryszcz wobec ewentualnej niemożności łazenia na bosaka po trawie, przebywania na dowolnym łonie N i taplania się we wszystkich (oprócz jednego) okolicznych jeziorach!
    A poza tym sino, nie za ciepło, ale się nie zanussi...
    Dzię!


    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • franula 12.06.18, 10:25
    dziewczęta westchnijcie dziś i coś potrzymajcie

    wzorem Bałamuka posiadam kozę - służbową - która ilekroć ją wypchnę wraca oknem albo inaczej ilekroć przebiję kołkiem osikowym tylekroć z martwych powstaje....

    sytuacja robi się absurdalna, już dawno ten upiór powinien paść trupem ale jak widać upiorom to niepisane
  • myq1 12.06.18, 10:41
    To trzymię. Oby koza poszła won.
    U mnie deszczyk, nie zenitalny co prawda, ale wystarczy. Chłodniej trochę. Cześć.


    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • berrin 12.06.18, 11:13
    Kozę ja takoz prosze won. I przytrzymię, co by nie wracała. Nie wiem, ja popilnuje okna, Bluzeczka drzwi, a koze in toto poszczujemy spaniellą?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • myq1 12.06.18, 11:34
    Okno i drzwi obsadzone, spaniella w stanie gotowości bojowej. Koza nie ma żadnych szans!
    Ewa radziła, coby kozie soli pod ogon sypnąć, więc solniczki w garść!
    Franulo, Bałamuku, brygada szturmowa gotowa do wykonania zadania.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • czekolada72 12.06.18, 12:40
    Mówisz - masz!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • ewa9717 12.06.18, 12:40
    To ja jeszcze duchem mocarnem komin obsadzę wink

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • eulalija 12.06.18, 13:11
    Obsadzone macie też piwnice.
    Pilnuję z dwoma solniczkami.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • balamuk 12.06.18, 20:09
    ewa9717 napisała:
    > To ja jeszcze duchem mocarnem komin obsadzę wink

    Widzę oto Ewę, mocarnie siedzącą (duchem) na kominie. big_grin

    Franulu, trzymsię. Też mam pracową kozę i zero szans na wyprowadzenie przed wrześniem przyszlego roku. Oby.
    Dodatkowe skojarzenie - Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
    Ten jak ja musi zostać upiorem.

    Zaczyna mi odbijać?
  • berrin 13.06.18, 07:01
    Jeśli to tej kozy nie zniechęci, to chyba juz nic (w sensie, jako groźba dodatkowa, te kły w duszę). Ja bym uciekła.
    Pięęęękny poranek, a popołudniem jade kupowac walizkę na kółkach. Przestawienia się z plecaka na walizkę - jakież to ostateczne...
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • franula 13.06.18, 09:02
    niestety u mnie albo koza się wyprowadzi z tej instytucji albo ja, więc jednak wolałabym żeby koza

    upiorem to ja się pomału staję od budzenia się z walącym sercem o 3 w nocy
  • berrin 13.06.18, 09:25
    ojojoj...
    Franulo, w tej sytuacji tylko ojojać Cię moge, wpływu realnego na poczynania rogacizny wszak nie mając.
    Ojojoj. Ojojoj. Biedna Franula... takie pobudki fundowane przez własny organizm straszne są...
    ojojoj.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • eulalija 13.06.18, 10:55
    Wyszłam z lochu.
    Słonica poszła kajś indziej.
    Żywopłoty u mnie tną.
    I hałas i smród spalion.
    Komu potrzebne ojojojojojojoj to proszę bardzo.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • ewa9717 13.06.18, 15:31
    Od rana się zanussi, czasami już Dolina Uminków w listopadzie, w serca wstępuje nadzieja, a onemu się odnussi i żółto błyska... Jezdę wrakię człowieka...
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • myq1 13.06.18, 16:51
    U mnie tyż zanussi, pokapuje trochę, ale do ziemi nie dolatuje, bo wyparowuje po drodze.Cześć.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 13.06.18, 19:40
    Koza tak do połowy wypchnięta za próg, muszę jeszcze nad nią popracować, ale światełko w tunelu. Dzięki. smile
    Od trzech dni temperatura oficjalna +- 35'. W tej chwili ciśnienie na naszym starożytnym (i działającym jak złoto) barometrze - 738 mm Hg. Burze nie są przewidywane. To co to znaczy?...
    Franula, kciuki. I podbaj o siebie, bo ta trzecia w nocy nie brzmi dobrze.
    Orzeźwiającej nocy wszystkim.
  • minerwamcg 13.06.18, 19:59
    Zastanawiam się, jak się gotuje obiady. Bo wyszłam z wprawy. Od dłuższego czasu jemy wszystko na zimno, sałaty, sałatki, mizerie, twarożki sru i tym podobne. Oraz tony truskawek. A zastanawiam się, bo może nieźle by było jutro coś ugotować. Chłodnik, hi, hi, hi...

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • balamuk 13.06.18, 20:41
    Gazpacho? Z lodem? wink
    Cisnienie 736.
  • berrin 14.06.18, 07:01
    Sądząc po mojej porannej kondycji rowerowej - nad nami przechodzi jakiś afront atmosferyczny, i to z tych naprawde nieuprzejmych. Jechałam w porannym chłodku, prawie stale po płaskim (jedyny łagodny podjazd nad tory jest nagradzany zjazdem znad torów, więc średnio jest płasko), puste ulice, rower napompowany, ja wyspana - i... jechało mi się jak pod górke świętej Anny w upale po piachu. Co jest?
    Mam dzis w planach szczawiową, na działkowym szczawiu, z jajem.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • se_nka0 14.06.18, 07:44
    Jest jakoś.
    Chłodniej, to dobrze ponieważ jadę na działkę odreagować wczorajszy wyjazd do państwowej instytucji.
    Sama chciałam, myśląc, że da sie sprawę zalatwić bezstressowo.
    Porzućcie wszelką nadzieję wink
    Dobrego dnia.
  • felis2 14.06.18, 08:47
    Kiedyś też mi się ciężko jechało. Pod górkę bardzo ciężko, z górki jakoś się ten rower wcale nie chciał rozpędzać. Padał deszcz, a Małż coś tam gderał, że w taką pogodę to może jednak bym trochę przyśpieszyła.
    Następnego dnia już się wypogodziło i ruszaliśmy na następną wycieczkę. Licznik mi nie działał, zażądałam sprawdzenia. Przy okazji wyszło, że coś się przednie koło ciężko obraca. Co się okazało: poprzedniego dnia przebiłam dętkę. Z Małżem to nie problem, zawsze wozi ze sobą zapasowe i kupę narzędzi, wymienił. Tylko hamulec źle założył i jechałam cały czas hamując. Bardzo się kajał za fuszerkę i krytykowanie tempa jazdysmile
    Całe szczęście, że mi ten licznik zastrajkował, bo 15km szosą na hamulcu jakoś dałam radę, ale tego dnia było w planach jakieś 60, większość drogami gruntowymi.
  • berrin 14.06.18, 09:49
    No więc nie, nie hamulec... nie było interwencji w rower między wczoraj a dziś, to raczej z silniczkiem cos nie tak było... Zreszta, nadal się temu silniczku nic nie chce.
    Na razie malownicza panorama chmurzasta przez okno mi sie pokazuje, co jedna chmura to większa i bardziej kłębiasta, z szarym spodem. Aj, jak ja lubie, jak wiatr chmurzyska przesuwa... tylko wtedy najmocniej czuję, ze jestem w kompletnie niewłasciwym miejscu, gdzie ta keja?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 14.06.18, 11:01
    O, potwierdzam jako coraz większa (!) psychopatka meteo! Od trzech dni tak mam! Wczoraj nawet nie pojechałam nad jezioro, bo się bałam, że zasnę na jadąco wink
    Senko, nie trać optymizmu, może kiedyś coś od ręki załatwisz!
    PS Ręka wcale nie sugeruje dawania w łapę wink
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • papuga_ara 14.06.18, 17:57
    Cześć.
    Do zaspanych od trzech dni dołączam i ja. Pozdrawiam znad trzeciej kawy dziś. Młodzież właśnie się schodzi na zajęcia, więc pewnikiem się obudzę wink


    --
    "Wydałam z siebie świst jak stary parowóz, z tą różnicą, że mój świst był pełen ulgi, czego w parowozach na ogół się nie dostrzega" J. CH.
  • myq1 14.06.18, 18:41
    Papuniu, jak miło Cię znów widzieć! kiss

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 14.06.18, 19:00
    Wreszcie Papużka przyleciała. Ja też kiss !
    Dziś rano - mimo nocnej burzy - ciśnienie było dokładnie takie samo, coraz bardziej nic z tego nie rozumiem. I kolejny dzień pod znakiem meteomentalnej zawiesiny, taki kisiel, co to wszelkie próby samodzielnego myślenia oblepia. W pracy raczej niewskazany. O czym się dobitnie przekonałam...
    Się nie dajmy! smile
  • myq1 14.06.18, 19:23
    Mój barometr też ostatnio nie reaguje jak powinien. Burza, nie burza - strzałka stoi, jak stała. Może ten kisiel również barometrom zaburzył sposób reakcji?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • zaisa 14.06.18, 21:32
    Pozdrawiam, i tylko tyle na razie.
  • minerwamcg 15.06.18, 00:18
    Cześć. Jak czasem niewiele trzeba, żeby człowieka uszczęśliwić smile Ot, taki kabelek. Do ładowania komórki.
    Przez ostatnie kilka dni kotłowałam się jak chora krowa z dziesięcioma pętającymi się po domu ładowarkami, te zaś kaprysiły obrzydliwie ładując, nie ładując, przerywając, nie kontaktując... A choleraż z nimi najjaśniejsza! Zaczęłam już podejrzewać, że to z moją komórką coś nie tak, elektrony jej za słodkie, prąd za mało przyrumieniony, kie licho??
    I wtedy Arthur zaprowadził mnie do sklepu z akcesoriami do telefonów. I tamże nabyliśmy kabelek złoto, kabelek perłę - nie przerywa, dziewięćdziesiąt procent baterii nabija w godzinę, bateria przestała tracić prąd w tempie jednego procenta na ninutę, no cudo, cudo. Aha, i jeszcze zaczyna ładować natychmiast po wetknięciu wtyczki, bez wszystkich tych guseł, które zmuszona byłam odprawiać, żeby ruszyło, a jak już ruszyło, to nie oddychać. No nic, nic z tych rzeczy. Siedzę i się napawam.
    Aha, kosztowało to szczęście dwadzieścia złotych, niewiele drożej od tych barachł poniewierających się po domu.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • berrin 15.06.18, 07:24
    Minerwo, za elektrony za słodkie i prąd nie dość przyrumieniony wielbię Cię oto w ten piątkowy ranek. Gdyż piątek przede mną nie napawa radością (no, chyba tylko tym, ze jest piątkiem), a walka z rogacizna przede mną taka, że zaczynam się zastanawiać, od ilu kóz liczy się stado. A tutaj natychmiast po odpaleniu pracowego kompa co widzę - Twój wpis widzę. I jakoś mi lepiej...
    BTW. Bo Twoja komórka to ma pewnie jak kot moich znajomych – co to go nie podniecało żadne jedzenie, dwie granulki karmy względnie dwa kęsy paszteciku i do widzenia, nie robiły na nim wrażenia ani ekskluzywne ani mniej ekskluzywne karmy, nawet domowego jedzonka kąsnął jednym ząbkiem, no dramat mimo namów, śpiewów i pigułek na apetyt (ich tez nie chciał jeść). Tak samo bez entuzjazmu czasami podjadał cos z psiej miski, względnie spożywał połowę surowego żółtka. Tyle, żeby nie umrzeć, ale wyraźnie bez przekonania. Badali kota u weta - wet nie wiedział w czym rzecz. Przyjaciele przysłali im nawet w trybie pilnym jakąś przedziwną karmę ze Szwajcarii. Też nie. W efekcie kot wychudł na zmorę i kocie zombie a znajomi popadli we frustrację i inne stany.
    A potem przyjechała babcia znajomej i przywiozła jej spadek po prababci, co czekał na nich od trzech lat w jakimś pudle - otóż była to porcelanowa salatereczka z pasterką na dnie, takie cos jak płytki talerz, ale z głębokimi brzegami (złoconymi). Znajoma się wzruszyła i nałożyła na salatereczke wędlinkę, żeby podać ją na stół. Wyszła z kuchni, wróciła – salatereczka pusta. A KOT SIĘ OBLIZUJE.
    No to nałożyli temu kotoju na tęż salatereczkę kontrolnie troszkę jego delikatnego paszteciku, co go czasami zgadzał się spróbować jednym zębem. Kot zjadł. Babcia się ucieszyła, znajomi też.
    No i okazało się, ze nie chodziło o to CO kot dostaje do jedzenia, tylko NA CZYM. On, rozumiecie, tylko z porcelany. Ze złoceniami i z pastereczką. Bez tego nic. A Twoja komórka tylko przez ten kabelek, przez żaden inny prąd jej nie smakuje.
    (Długo potem znajoma skojarzyła, ze upadek kociego apetytu zbiegł się z potłuczeniem się na niesklejalne skorupy starej kociej miski…)

    Jechało sie trudno, strasznie wysokie góry w tej Warszawie...
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • berrin 15.06.18, 07:44
    Aaaa! Własnie zauwazyłam byłam Papugę! Papuga! Cześć! Ode mnie, od Spanielli i do moich kotów!

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • felis2 15.06.18, 07:51
    To ja cię wielbię za kota z salatereczką.
    Moje prezentują wprawdzie różne spożywcze grymasy, ale temu do pięt nie sięgająbig_grin
  • berrin 15.06.18, 08:20
    Moje na szczęście żadnych spożywczych grymasów nie miewają - poza Gałgankiem, nieodżałowanym puchaczem, co najchętniej jadał śledzie w śmietanie, cebulce nie przepuszczając, a resztę ewentualnie mógl obwąchać. Nie ukrywam, ze wreszcie, pod koniec jego zycia się złamałam i karmiłam go tymi cholernymi sledziami, żeby w ogole jadł cokolwiek. Obecnie Kot Starszy najchętniej spożywa konkretną, nie najdroższą suchą karme typu urianary (hura, hura, własnie ją powinien wyłacznie) a Kot Młodszy nadal chce byc taki jak Kot Starszy i jada tylko to, co tamten - czyli tez w zasadzie to, co powinien.
    Spaniella jada wszystko, choć niektóre rzeczy raczej na krótko, a ja to potyem musze sprzątać, ale problem mam raczej z jej nadmiernym entuzjazmem jedzeniowym, niż z jego brakiem. Na szczęście w swem entuzjaźmie robi wyjątek dla suchej karmy - owszem, jada, nawet bez wstrętu, ale nie tak, żeby trzeba było wydzielać.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • se_nka0 15.06.18, 08:39
    Cudowne te Wasze wpisy nocno - poranne smile
    Jak dobrze wstać... i czytać sobie budujące wieści.
    Znajoma Forumka z południowych, przygranicznych stron, szykowała sie do pracy w kurteczce. I myślała o rękawiczkach.
    U mnie słonice już dają popalić a w południe schodzę do lochu, coby NFZ wydatków nie musiał ponosić wink
    Dobrego dnia.
  • jottka 15.06.18, 10:51
    wyjąwszy pastereczkę, to ja to znam z autopsji... mój kocur od zawsze uważa, ze jedzenie to jest przereklamowana rozrywkasad nie dość, że trzeba dać co najlepsze, najdroższe i od-wczoraj-nie-dawane, to jeszcze musi być na stosownym talerzyku. szczęśliwie nie domaga się najnowszego Rosenthala, ale z prostych fajansów jadł nie będziesad
  • minerwamcg 15.06.18, 12:24
    Kot z salatereczką na prezydenta. Coś pięknego!

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • asia.sthm 15.06.18, 12:51
    Alez tu rozrywkowo ! big_grin

    Znane mi koty nie jedza z miseczki w ktorej na dnie jest wzorek, bronboze rybki na przyklad.
    Z pastereczka trzeba sprobowac, ciekawe czy pastereczka ma jakis specjalny wplyw czy tylko porcelana.

    Piatek mam pracowity jak malo - przetrzebienie w graciarni. Zupelnie glupio mnie chec naszla i musze skonczyc zanim przejdzie.

    --
    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!
  • jottka 15.06.18, 13:28
    jeszcze kolor się liczy... przypomniał mi się pewien zabieg u weta, który kocur mój zniósł nad wyraz spokojnie, a gdy pani wet zalepiała łapę plastrem dostał nagle takiego ataku szału, że cztery osoby ledwie utrzymały Potworną Furię (3,5kg, to skądinąd drobne kociątko). leżąc brzuchem na podłodze i trzymając Furię za łapę, żeby nie wpełzła pod szafkę z lekarstwami, doznałam olśnienia - pani doktor, plaster! on jest różowy!!!

    wetka przytomnie padła na podłogę, krzycząc - patrz, patrz, już zmieniam! niebieski! w rybki!!! ŁAŁAŁAŁAłałała, no może być, oświadczył Ziuteczek i się uspokoił. znaczy o wstrętny dziewczyński kolor chodziło, a kocur od zawsze był seksistąsad
  • ewa9717 15.06.18, 14:27
    Zauważam Papugę, ale cóż, kot salaterkowy i kot Ziutek przebijają!
    Berrin, salaterkowemu się ode mnie ukłoń głęboko, to musi być jakaś ahystokhatyczna reinkarnacja ze samego Egiptu!
    Dzię!
    Udaję się, może nie zasnę po dro dz eeeeeeeeeee...

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 15.06.18, 14:37
    Ta salatereczka to podobniez Miśnia i podobnież ma jakies bardzo konkretne zastosowanie stołowe (w sensie -do jednego konkretnego rodzaju kiełbasy/marmolady/pralinek). Oczywiście teraz wszyscy wiemy, że ma ona jedno konkretne zastosowanie - Mamut z niej jada. I po okresie chodzacego zdjęcia rentgenowskiego obecnie osiąga gabaryty do imienia wreszcie przystające.
    Więc może nie z Egiptu tylko z Saksonii? Jakiś Sas byłżeby to inkarnowany?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • jottka 15.06.18, 16:04
    jaka kiełbasa? jakie pralinki?? opamiętaj się, kobieto - z pewnością do kawioru!!!smile
  • balamuk 15.06.18, 17:36
    A foie gras z truflami nie?... sad
    Cześć, jestem przyrodą nieożywioną. Z uczuciem myślę o św. J. Tadeuszku, może się ulituje i od jutra do wtorku uchroni mnie od kontaktu z problemami pracowymi. Bo dzisiejszy wieczór już spisałam na straty, ha.
    Spokojnego łykendu wszystkim! smile
  • jottka 15.06.18, 18:49
    trufle to warzywa, porządny kot warzyw nie tykasmile
  • minerwamcg 15.06.18, 19:14
    Chyba, że ma fanaberię. Wtedy tak. Psocio pasjami lubił groszek i kukurydzę, ale to było ewidentne ramtamtamstwo, kotek dostawał natchnienia i "phoszę o siedem, nie, osiem, no dobrze, niech będzie dziewięć ziahenek ghoszku i phopohcjonalnie do tego kukuhydzy, Khakusa albo Pudliszek, bhoń Boże Bonduelle, trzeba wszakże być pathiotą..."

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • jottka 15.06.18, 19:50
    bo to nie warzywa, tylko wspieranie rodzimej przedsiębiorczości!
  • gat45 15.06.18, 20:07
    Moje Koty Pierwsze (Crabe i Crevette) uwielbiały oliwki. Głównie czarne, ale zielone też chętnie wprowadzały do organizmu. Nie wolno było zostawić salaterki z oliwkami w ich zasięgu, bo potem człowiek się ślizgał na pestkach, ogryzionych w formie charakterystycznych szpuleczek. Najbardziej cenione były oliwki nadziewane sardelami. Kolejna parka (Litote i Oxymore, tzw Koty Retoryczne, na co dzień Lili i Oxy), na oliwki plwały, jak większość ich kocich pobratymców.
  • balamuk 15.06.18, 20:24
    Grzyby to warzywa? poczułam się zbita z pantałyku.
    Mój Aktualny Kot oliwki bardzo ceni. Najpierw się nimi bawi (Pogoń Za Oliwką nawet w wykonaniu koteczki mocno wiekowej jest widowiskowa), potem obgryza i zostawia nam te pestki. wink
    Kot Krakowski wsuwał w upojeniu grysik na mleku i szarlotkę mojej mamy. Kurczę, chciałabym być domowym kotem, kot mówi, kot ma. wink
  • myq1 15.06.18, 20:17
    Cześć. Kot znajomej przepada za kiszonymi ogórkami.
    I wcale nie musi ich pożerać z miśnieńskiej salatereczki z pasterką (i złotym paskiem). Z dzieciństwa pamiętam suczkę Baby, która miała zwyczaj jadać z rodziną przy stole. Właścicielka sadzała ją na kolanach, zawiązywała jej śliniaczek pod brodą i łyżeczka za łyżeczką karmiła. smile


    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • asia.sthm 15.06.18, 20:53
    Ta Baby to moze daleka kuzynka Miska. Tez rozpieszczana przez ciagle chorowanie czy tak sama chce?

    O gustach zwierzyny to ja moge sluchac bez mrugniecia okiem. Pewna kotka jadala kawalatka mieska tylko z wlasnego pazura. Trzeba jej bylo podac albo nadziwala sobie z miseczki i dopiero do pyszczka - malpka w poprzednim zyciu albo czlowiek.

    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • myq1 15.06.18, 21:14
    Asiu, Baby żyła z pół wieku temu, była ponoć świetnym stróżem, dobrą matką i dożyła sędziwego wieku, więc to karmienie łyżeczką było chyba psią fanaberią. Inaczej jeść nie chciała i cześć. Uczłowieczyła się po prostu. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • asia.sthm 15.06.18, 21:26
    To Misiek byl starszy od Baby - mogl byc jej ojcem i w geny to jedzenie lyzka juz poszlo.

    --
    http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpg
  • myq1 15.06.18, 22:13
    Bardzo możliwe, że te dwa psiaki były spokrewnione. Może więcej jest takich jedzących inaczej zwierzów. Ta koteczka, co nabijała sobie mięsko na pazurek też do nich należy.
    Koleżanka miała kota, który mięsko z miseczki wyrzucał łapką, po czym zręcznym ruchem zawodowca umieszczał je w kącie, gdzie zwykle leżał kurz i takie utytłane w kurzowym futerku zjadał ze smakiem. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • minerwamcg 15.06.18, 23:34
    A propos Papugi, nie wiem jak ary, ale w krakowskim zoo widziałam kakadu, które podawały sobie jedzenie łapką do dzioba.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • berrin 16.06.18, 08:49
    Zarówno moja nieodżałowanej pamięci nowofundlandka Miszeńka jak i Spaniella opanowały jedzenie widelcem... eeee, znaczy z widelca. Ja nadziewam i podaję (na przykład strączek fasolki szparagowej) a zwierz delikatnie pobiera i konsumuje. Z pałeczek takoż.

    Wróciłysmy wlasniwłaśnie ze spotkania towarzyskiego połączonego z kursem tropienia, Spaniella bez tchu i przeszczęśliwa, a ja mokra i podrapana.
    Cześć

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • balamuk 16.06.18, 09:23
    I co wytropiłyście? smile
    Bonżurek.
  • berrin 16.06.18, 10:01
    Nooo... kabanosa... wędzoną sloninkę... biszopciki...
    Pies czyli pośniadaniowy, za to ja głodna wróciłam jak diabli, a niestosownem jest psom wytropione nagrody wyżerać...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • felis2 16.06.18, 12:50
    No to dla Asi fanaberie moich.
    Jedna je wyłącznie surową wieprzowinę. Czasem może być drób, rzekomo uwielbianą przez koty wołowiną gardzi. Kiedyś jadła suche, ale po chorobie przestała. Próbowałam pokazać, że jak zęby nie bolą, to suche jest jadalne. Włożyłam namoczoną chrupkę do miseczki mięsa - i skaziłam mięso. Podeszła, powąchała, skrzywiła się i poszła.
    Druga chrupki je, i mięsko też je, o ile je osobiście upoluje. Mięsko z miski nie jest spożywcze. Czasem upolowaną myszkę zanosi sobie do miski z chrupkami i taka myszka nadal jest jadalna.
    Trzecia po chorobie wyhodowała sobie fobię miskową. Jedzenie z miski boli więc uciekała już na widok miski. Łaziłam za nią po całym domu podtykając na palcu mięsne papki, bo tylko z palca zgadzała się zlizać, ale porcyjki musiały być nie większe niż groszek. Przeszło jej na szczęście, najpierw zgodziła się jeść wprost z podłogi, a później zaakceptowała spodek.
    Pies z miski je tylko to, co jest w drobnych kawałkach. Większe, zwłaszcza z kością, najlepiej smakuje obgryzane na trawie. I powinno być podane z ręki do pyska. Pies nie dziaduje przy stole, ale byłby bardzo nieszczęśliwy, gdyby człowiek nie podzielił się jabłkiem.
    Eeee, właściwie te moje zwierzaki są całkiem normalne
  • asia.sthm 16.06.18, 14:19
    Dbasz o moje dobre samopoczucie Felis, baaardzo doceniam.
    Zaprzyjazniona kotka o wyrafinowanym guscie gourmet moczy sobie chrupki w miseczce z woda zanim spozyje max dwie. Nie z glodu ale zeby bratu wykrasc z jego miski.

    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • felis2 16.06.18, 16:35
    Ta od wieprzowinki wie, że jedzenie pojawia się po otwarciu lodówki. Przychodzi i mówi, że głodna. Pokazuję stojący na podłodze spodek z mięsem. Kot mówi, że trzeba mu dać jeść. Przystawiam kota do miski. Kot się wyrywa i mówi, że trzeba mu dać jeść. Podnoszę spodek, otwieram lodówkę, zamykam lodówkę, stawiam spodek, kot je.
  • jottka 16.06.18, 17:46
    jak to mawiał mój wujek, a za nim powtarza mój kocur - podane lepiej smakuje! kocur nie znał osobiście wujka, a mam wrażenie, że to bracia rodzeni...
  • minerwamcg 16.06.18, 19:16
    Ginny nigdy nie domaga się jedzenia se stołu -ale jak na stole stoi coś, czym ludzie się nie interesują, Ginny uznaje to za resztkę i swoje przyrodzone prawo. Choćby czekało na gości smile
    W takich razach wzruszamy filozoficznie ramionami "wszystkiego przecież nie zje" - i rzeczywiście, całkiem sporo nam zostawia.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • jottka 16.06.18, 23:22
    o tak, pamiętam kocura, który wyjadł równiuteńką ścieżkę przez środek bitej śmietany na torciesmile ale wszystko po bokach zostawił, dekoracji nie tknął!
  • minerwamcg 17.06.18, 00:43
    Widocznie pan kot nie zsgustował w dekoracjach.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • eulalija 17.06.18, 09:30
    Kotka koleżanki wyjadała masę z dużych napoleonek.
    Kładła się obok talerzyka z ciastkiem i spokojnie, powolutku wylizywała.
    Na koniec był wrzask: zabierz to badziewie z wierzchu bo języczek mam za krótki!
    I oczywiście ludź rzucał się z pomocą.

    Chyba będzie gorąco.
    Bleeee…
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • myq1 17.06.18, 10:39
    Cześć. Gorąco. Czytam opowieści o zwierzaczkach i humor mi się poprawia.
    Kiedyś znajomi wyjechali na kilka dni, zlecając mi opiekę nad kotką. Miałam karmić, sprzątać kuwetę, głaskać, itp. Niestety, nie chciała jeść. Zjadała odrobinkę karmy, ryby malutko, nawet świeżutką wołowinkę olewała. Martwiłam się, że schudnie, nieboraczka, gotowałam jej tę wołowinę, zanosiłam na balkon, gdzie wylegiwała się w cieniu winorośli, a koteczka niała gdzieś moje wysiłki, nie jadła i już. Wreszcie przyjechała jej pańcia, więc opowiedziałam, że kot nie chce jeść.
    Nie zapomnę, jak koleżanka wyjęła z lodówki mięso, zaczęła niedbale kroić i rzucać kici. Ta cholerna kotka w powietrzu łapała kawałki mięsa i pożerała ze smoczym apetytem. I po co były moje starania?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • asia.sthm 17.06.18, 14:10
    Kotka mojej przyjaciolki Tess, ta staruszka 20-letnia co to moczyla w mlodosci brata chrupki, jest glucha (chyba jak pien) , bo mialczy, mraczy i mruczy jak przez megafon, pewnie wydaje jej sie ze nikt nie slyszy jesli zagada ciszej. Do tego ma juz skleroze czy starcza demencje bo nie pamieta ze juz zjadla i pare minut po pieknie podanej mieciutkiej karmie znow sie drze o jedzenie, i nalezy znowu podawac. Je oczywiscie po troszeczku bo jednak jest najedzona tylko tego nie pamieta. Ach ta starosc.

    --
    po prostu, prosto z mostu...
  • ewa9717 17.06.18, 19:40
    Od 15 minut pada. Ulewą tego nazwać nijak nie można, ale dobre i to...
    Czór!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • minerwamcg 17.06.18, 20:17
    Gratulacje smile Też bym chciała.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • asia.sthm 17.06.18, 20:34
    Tu tez ssie rozpadalo - wreszcie sie troche przyroda podleje.
    A poza tym to football mecze i wrzaski.
    Meksyk pieknie zaskoczyl a teraz Szwajcaria sie dzielnie broni.

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • minerwamcg 17.06.18, 21:19
    Prawda, pokonać mistrza świata to duża rzecz.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • berrin 18.06.18, 07:12
    Zepsuło mi pracowe internety, a z telefonu nie lubię. Mecze będę omijać, choć dzięki nim przynajmniej dwa służbowe spotkania po godzinach zostały odwołane, bo panowie nie mają czasu.
    Włączyłam klimę, wentylateur i zamknęłam wszystkie żaluzje w oknach. Może da się wytrzymać.
    Cześć

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • franula 18.06.18, 08:21
    dzień dobry

    kozy cd

    weekend w miarę udany ale tydzień dopiero pokaże co potrafi...
  • balamuk 18.06.18, 12:22
    Może załóżmy Stowarzyszenie (mniej-lub-bardziej-skutecznych) Wypychaczy Kóz?...
    Tydzień zaczyna mi się od jutra i nie życzę sobie o nim myśleć.
    Cześć.
  • berrin 18.06.18, 12:35
    Ale że w sensie dermoplastów?
    Moje zeszlotygodniowe kozy po wypchnięciu nie wróciły. Nie musiały,b skoro ich liczne koleżanki wkroczyły dzisiaj w całej swej meczącej chwale...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • myq1 18.06.18, 13:20
    Wypchnięte kozy do wypchania. U mnie reżyser. Cześć.smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • franula 18.06.18, 13:57
    ja nie chcę żeby ta koza wypchana tu stała!

    niech sobie żyje ale gdzie indziej!!! chcę ją wypchnąć przez drzwi i niech nie wraca

  • szkorbut-lumbago 18.06.18, 14:18
    Mój pies nie ma fanaberii, je w sumie wszystko, z dużym nastawieniem na kuchnię włoską (czemu trudno się dziwić, gdyż jest to jej ojczyzna). Koza mnie, gdzieś ominęła i nie rozumie, a kojarzy mi się jedynie z żydowskim dowcipem. Ale wypychać mogę grupowo, czemu nie. W dobrym towarzystwie można i wypychać.
    Nadganiam zaległości, ale mam wrażenie, że co wykreślę jedną rzecz z listy to wpadają dwie. Z listy i zawodowej i domowej. Chyba przestane spać, a ja uwielbiam spać i bez 7 godzin, to jestem taka trochę bardziej nieprzystępna.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • gat45 18.06.18, 14:40
    Wczoraj na dalekim spacerze (PT jest intensywnie odchudzany, co przy jednoczesnym usiłowaniu nabrania wagi przez jego ukochaną panią jest przedsięwzięciem dość karkołomnym) widzieliśmy kozę na smyczy. Szła sobie 4-osobowa rodzinka, dookoła niej latały wolno dwa psy, a koza szła sobie statecznie na ślicznej smyczy. I miała ozdobną obróżkę. PT usiłował się z nią zaprzyjaźnić, ale zbyła go wyniosłym milczeniem. Poleciał więc bawić się ze swoim gatunkiem, a ja porozmawiałam sobie z kozią rodzinką. I już wiem bardzo wiele o trzymaniu kozy domowo-ogrodowej. Przede wszystkim : żadnych krzewów w ogrodzie. Tylko trawnik. Zawsze dobrze przystrzyżony.
  • ewa9717 18.06.18, 14:56
    Całej uciechy deszczowej miałam ze 20 minut...
    Kozy wypychać, ale po wydojeniu. Mleko do mnie. Lubię wink
    Gat na spacery powinna jeździć na PT.

    Sino, ale nie wiem, czy o reżyserze słyszało crying
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • myq1 18.06.18, 15:24
    Ewa na świetny pomysł wpadła. Gat na PT. smile
    A może by tak pomnik wypchniętym kozom postawić?
    To takie na prawomyślne! wink
    Prawie się roztopiłam, gorunc straszny.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • myq1 18.06.18, 15:27
    Prawomyślne miało być, choleha.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • gat45 18.06.18, 16:19
    PT odmawia noszenia mnie na grzbiecie. Poważnie myślałam o obstalowaniu gustownej uprzęży oraz małej dwukółki (na mnie duża niepotrzebna, bo mnie jest bardzo mało). Już-już widziałam siebie, powożącą wdzięcznie Psem Tobiaszem, ale przypomniałam sobie, że żadna siła nie jest w stanie powstrzymać tego zwierza przed brodzeniem w rzece. Tak że tego, no... jakby to powiedzieć... raczej niedasie.
  • se_nka0 18.06.18, 17:07
    Dasię, ale widok były nieziemski smile Widzę to smile
    Ewo, nawet 20 minut mokrego by mnie ratowało, susza.
    Nic dobrego takie lato bezpośrednio po zimie, wolę porządek w naturze.
    Dobrego dnia.
    Wszystkie kozy poszły precz??
  • se_nka0 18.06.18, 19:59
    Gatu - niech Gat przyjmie stolarza.
    Stolarz, stolarz, niech żyje, żyje nam.
  • myq1 18.06.18, 20:47
    Gatu, ode mnie też. Stolarzy dwóch albo nawet trzech! 🌹

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • ewa9717 18.06.18, 20:56
    O, Gat ma siedemnastkę? Duuuuuużo dobrego, również do jedzenia wink
    Senko, jak ja to rozumiem, te głupie 20 minut bardzo mnie uradowały!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • gat45 18.06.18, 21:50
    Dzięki.
    Nie spodziewałam się smile
  • berrin 19.06.18, 06:59
    Berrin Zawsze Spóźniona tez rzemieślników wysyła 😀

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • minerwamcg 19.06.18, 09:35
    Cześć, ojej, pewnie, że Gatowi stolarza, jeszcze jak. I kucharza, nie musi być francuski, ale żeby same wchodzące rzeczy gotował. I dużo ciekawych rzeczy do czytania przy jedzeniu!
    S-L, bo to właśnie są kozy z tego kawału. Te, które zawadzają okropnie, i po wypchnięciu których ma być lepiej. Tylko ten problem, że bydlątka się zanadto zadomawiają...

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • szkorbut-lumbago 19.06.18, 10:02
    Minerwo, to jam jedna kozę wypchała. Skończyłam drugie studia podyplomowe i mimo iż bardzo lubię się uczyć, to chyba jednak zrobię sobie rok przerwy, przed kolejnym naukowym sformalizowanym projektem. Już tak kiedyś miałam. Po 10 latach studiowania i sesji co pół roku stwierdziłam, że jednak mam chwilowo dość. I ileż przestrzeni po wypchaniu, PRAWIE nie wiem co z czasem zrobić.
    A może by tak jakieś letnie chmielewskie? Miałybyście ochotę?

    Gatu, sto lat, ja tam wolę Tobie niż stolarzowi smile

    Bardzo Was przepraszam, ale napiszę to tylko raz, jaka cudowna pogoda. Jest mi dobrze, ciepło i jasno, a dzisiejszy przyjazd do pracy samochodem to była smutna koniczność i nieszczęście ze względu na pominięcie roweru, chlip.

    Miłego dnia.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • felis2 19.06.18, 10:45
    gat45 napisała:
    > żadna siła nie jest w stanie powstrzymać tego zwierza przed b
    > rodzeniem w rzece. Tak że tego, no... jakby to powiedzieć... raczej niedasie.
    Eee tam, hełmu nie da się na lewą stronę odwrócić.
    a) dwukółka mogłaby mieć szczelne pudło i ewentualnie jakieś pływaki, byłoby coś w rodzaju amfibii z psim napędem
    b) dwukółka byłaby przyczepiona do PT jakąś szybkozłączką (ci biegający z psami przyczepiają psy do siebie takimi śmiesznymi karabińczykami, które podobno bardzo łatwo odpiąć więc coś na tej zasadzie)
    c) na pewno da się coś jeszcze wymyśleć

    Amfibia podoba mi się bardziej niż szybkozłączkasmile
  • ewa9717 19.06.18, 10:53
    A w ogóle to nie rozumiem, czemu Gat nie miałby z PT pobrodzić w rzece!
    Się zasnułło, kurcrowerem skoczyłam na areał po czereśnie, nawet zaczęło pokrapywać, a jak się wtarabaniłam z ładunkiem na trzecie, pięknie się rozchmurzyłło Też dobrze, się popływa!
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • balamuk 19.06.18, 19:21
    Gatu buźka!
    A SL gratulancje, przerwa się organizmowi należy. wink
    Jedna kozę wyprowadziłam z pracy. Przy okazji podliczyłam sobie godziny nadliczbowe z ostatnich trzecz tygodni i jeżeli odbębnię jeszcze dwie pół-dniówki albo jedną całą, do końca miesiąca jestem wolna jak ptok. No i świetnie, bedę miała czas na zajmowanie się problemami domowymi. sad
  • eulalija 20.06.18, 09:09
    Gatu wszystkiego najbardziej spóźnionego!
    Ale to przez aurę, kajam się bardzo.
    S-L możesz zachwalać ile chcesz.
    Niczego nie bronię ciepło lubnym.
    Balamuku wolność ptakową to raczej na przyjemności przeznacz.
    Będzie gorunc.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • berrin 20.06.18, 13:12
    Cześć
    Wczoraj wieczorem dowiedziałam się że dziś rano jadę służbowo do Trójmiasta. No to pojechałam. I jestem. A ponieważ bylam dużo za wcześnie (o 10 zamiast o 15) to już odpracowałam i Żurawia, i przebieżkę Motławą aż do tego zakrętu, za którym już widać stocznię, i zwodzoną kładkę, i nawet tępy upał nad ukochaną wodą jest jakby łatwiejszy do zniesienia
    Cześć

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • franula 20.06.18, 13:29
    zawsze jakaś odmiana, mnie ostatnio spotykają wyłącznie podróże służbowe do Kielc
    niczego Kielcom nie ujmując wolałabym Gdańsk
  • balamuk 20.06.18, 17:25
    Aj, jeśli nie za późno, pozdrów ode mnie Gdańsk. I Gdynię, jak ci się trafi. wink
    Eulalijo, dziękuję! Rację masz 100%, tyle tylko, że na razie w ramach przyjemności latam do szpitala do Ojca Dzieciom.
    No i gorąco paskudnie, włączamy klimę.
    Cześć.
  • ewa9717 20.06.18, 18:58
    To pochuchaj od nas osobistego OD!
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • balamuk 20.06.18, 19:06
    A pochucham, może go do pionu postawi adekwatnie. wink
  • asia.sthm 20.06.18, 19:11
    Ode mnie tez pochuchnij na zimno, bo tu mrozy na switezianke zapadna.

    U mnie footballowo na tyle ze pogoda niepotrzebna.

    --
    http://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpg
  • berrin 20.06.18, 19:36
    Pozdrowiłam Gdańsk. Gdynię też, ale zdalnie. Ogólnie właśnie odkryłam, że godzinny spacer nadbrzeżem skończył się dla mnie oparzeniami gorsu i karku czerwonego i mocno swędzącego stopnia. Ech, ten zdradliwy wiaterek nadmorski, co to tak zmylkowo chłodzi...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • balamuk 20.06.18, 19:43
    To teraz ja ci gors obdmuchuje dziękczynnie. Gdynię zdalnie też kocham.
    Asiu, twojego zimnego egoistycznie trochę dla siebie...
  • felis2 20.06.18, 21:52
    Ostatnio biedne koty są z własnego podwórka przeganiane przez sroki. Kot sobie idzie spokojnie, a za nim, skrzecząc przeraźliwie, podskakuje sroka. Jeśli kot się odwróci, sroka odskakuje. Kot idzie dalej, a sroka znów za nim. Kot się kładzie, a sroka wciąż się go czepia i wygląda to jakby go chciała dziobnąć w ogon. I nie odczepia się, dopóki kot nie odejdzie poza rejon, który sobie wymyśliła.
    Dziś wypatrzyliśmy, że te skrzeczące łobuzy mają gniazdo na gruszy, a w gnieździe siedzą co najmniej dwa małolaty, dzielnie ćwiczące skrzydła. Może stąd to nękanie kotów.
  • czekolada72 21.06.18, 07:41
    Śpię......
    Miłego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • berrin 21.06.18, 07:57
    Nie śpię, oraz spałam tak sobie, bo okno mego służbowego pokoju wychodzi na plac budowy i elegancki klub. Nie wiem co gorsze, budowa wprawdzie tylko do 20.00, ale za to od 6.00, za to klub do 2.00, niezmiernie kulturalne ryki pijanych i umcz, umcz, umcz...
    Wrrrrr.
    Cześć, idę się szkolić.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 21.06.18, 13:25
    Popadało tak ze 4 minuty. Teraz na górze przetaczają chyba puste beczki. Może...
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • myq1 21.06.18, 13:49
    Cześć, u nas dalej upał. Żadnych beczek się nie stwierdza. Susza. Z okna mam widok na żółte coś, co kiedyś było trawnikiem. Czy to już Sahara? sad
    Berrin ma chociaż morskie powietrze, choć nie ma spokoju.
    Bałamuku, pozdrowienia dla O T D.
    Czytam, co pisze Felis o swych kotach prześladowanych przez sroki i przypominają mi się Seroki u Durrella.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • se_nka0 21.06.18, 15:10
    32 stopnie w cieniu.
    Gdyby się ZUS dopytywał, to jeszcze żyję wink

    Hej.
  • balamuk 21.06.18, 15:34
    Dzięki, Bluzeczko. smile
    Dzisiaj do pracy płynęłam. Wyjątkowo piękna burza.
    Cześć.
  • franula 21.06.18, 15:57
    czekamy z utęsknieniem na te pioruny co dziś niebiosa mają zesłać
    na razie 32 stopnie
  • minerwamcg 21.06.18, 16:11
    Cześć! Witałam dzisiaj lato na Kopcu Krakusa. O czwartej!!! Niestety, słońce zgrymasiło i pokazało tylko kawałek, taki ogryzek malinowopomarańczowej tarczy. Ale i tak dzień wstający nad Krakowem był piękny. Dostałam najniezwyklejsze jak dotąd życzenia imieninowe i certyfikat XVI Podgórskiego Wschodu Słońca na Kopcu Krakusa.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • gat45 21.06.18, 16:33
    O ! Minerwo, samych najlepszych i najmilszych wydarzeń w życiu Twym Ci życzę ! Zresztą życzę Ci tego 365 dni w roku, ale dzisiaj szczególnie.
  • eulalija 21.06.18, 16:41
    Solenizantce najlepszego.
    Huragan i 33 w mieszkaniu.
    Mam w odwłoku taką pogodę.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • balamuk 21.06.18, 16:54
    Ooo, samych fajnych wschodów słońca na różnych kopcach świata! smile
  • myq1 21.06.18, 17:02
    Minerwo, wysłanniczko lata, racz przyjąć najlepszych życzeń moc. 🌻
    Eulalijo, u mnie komfort - tylko 27stopni w mieszkaniu.wink


    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • czekolada72 21.06.18, 17:53
    Minerwo, Ty tez dzis imieninujesz? Marta?Alicja?
    Ja mam pobudke o 4.44 ale zestarzalam sie i na zaden kopiec na 4 zadna sila by mnie nie wywlokla!!;Podziwiam determinacje smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • czekolada72 21.06.18, 17:57
    Iiiii zjadlo mi sad
    A mozevsue jeszczevidnajdzie?
    Minerwo, Tys Alicja czy Marta?
    Podziwiam za ... determinacje?

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • balamuk 21.06.18, 18:01
    czekolada72 napisała:
    > A mozevsue jeszczevidnajdzie?

    To aby po litewsku? wink
  • berrin 21.06.18, 18:32
    Ulewa i ściana wody nad Gdańskiem. Teraz ciut ustalo, i chłodniej. Uf.
    W deszczu knajpa nie ryczy. Wracam się szkolić - prowadzący robi wrażenie że wie o temacie góra tyle co ja. Może to spadek ciśnienia na ryj tak go ogłuszuł...?

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • ewa9717 21.06.18, 19:17
    O, Minerwo Rudolfino samych świtów różowych wink
    Co to jest ulewa?
    Pokrapało dwa razy po 4 minuty, za to rtęć w termometrze spadła z wrazenia do 15 stopni...
    Mam taką pogodę tam gdzie Eulalija wink

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • asia.sthm 21.06.18, 19:28
    Stolarz przesyla buziaki Rudolfinie. A te wschody slonca na kopcu to calkiem dobry pomysl. Czy to w zwiazku ze switezianka? U nas jutro Midsommar i znowu bedzie w kurtkach, gumiakach i wianku na zmarznietych uszach.



    --
    http://1.bp.blogspot.com/-P2HXVmRDoW4/VYrC3IqVzPI/AAAAAAAAB6o/0VKo6vEbt6I/s1600/linia_ozdobna.gif
  • myq1 21.06.18, 20:38
    Asiu, a może wianek z nausznikami załóż?
    Ani kropla deszczu nie spadła, na szczęście z 32 stopni zrobiło się 17.
    Biedne zwierzaczki bezdomne nie mają gdzie się napić w taki skwar. Wystawiam pojemnik z wodą, chociaż niektóre skorzystają.


    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • franula 21.06.18, 20:49
    MInerwo najlepszego!

    No wiecie co. Zaciągnęło, pociemniało, zawiało, spada temperatura o 10 stopni i ani kropla deszczu jak u Bluzeczki...
  • asia.sthm 21.06.18, 20:54
    Albo w wersji Ewuni naszej peryskopowej jak juz zmarznac to z fantazja.
    Tu kawalek filmu o Zornie.
    www.youtube.com/watch?v=r4asB_o0BOA

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • asia.sthm 21.06.18, 21:04
    A najlepiej zapodam filmik edukacyjno informacyjno reklamowy dla chetnych odwiedzajacych mnie nie w lutym a o normalnej (zimnej) porze roku.
    www.youtube.com/watch?v=u8ZLpGOOA1Q

    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • balamuk 21.06.18, 21:54
    Cudnie optymistyczne filmiki!
    A w lutym to kto? Bo ja uprzejmie przypominam, że byłam w marcu, czyli miesiącu wiosennym, a te wszystkie zaspy i opady śniegu wcale mi nie przeszkadzały. big_grin
  • asia.sthm 21.06.18, 22:03
    No przepraszam, faktycznie to byl najzimniejszy marzec w historii nowozytnej....prawie, zaokraglajac grubo.

    Przyjedz teraz i tez bedziesz skarpety suszyla -- ja juz mam teraz paczke zapasowych dla gosci. od przybytku nie zaszkodzi itd.

    --
    https://forumdlazycia.files.wordpress.com/2014/06/linia-ozdobna_www-margonem-pl.gif
  • balamuk 21.06.18, 22:25
    Teraz to ja od razu w gumiakach pojadę. wink
    A skarpety gościnne były rewelacyjne, powinnaś je na receptę sprzedawać. Bo byłam przekonana, że wrócę ciężko chora, a tu nawet kataru nie - może dlatego, że tak mi dobrze było? Co potwierdza moją wiarę w siłę ducha. wink
  • minerwamcg 21.06.18, 23:24
    Dziękuję za życzenia! Alicja oczywiście, bardzo po chmielewsku smile Czekolado, czy "też" znaczyło, że Ty też? Jeżeli tak, to samych najprzystojniejszych stolarzy! I w ogóle - najlepszego!

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • czekolada72 22.06.18, 06:50
    Wzajemnie !
    Tak, ja zawsze "otwieram" sezon letni smile Tym razem sezon letni zapomnial sie i otworzyl sie jesienny uncertain
    Milego wszystkim i jeszcze raz pelen podziw dla Minerwy!!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • balamuk 22.06.18, 07:41
    Najlepszego, Czekolado, dużo słońca! smile
  • se_nka0 22.06.18, 09:03
    Najlepszego dla solenizantek.
    Słońca dla potrzebujących. Deszczu takoż.
    Chłodniej. Odżyłam.
    Chyba wakacje się zaczynają?
    Dobrego dnia.
  • myq1 22.06.18, 11:37
    Czekolado, pomyślności i radości życia Ci życzę.
    Słonice niech zawsze będą przy Tobie.🌸
    Dzisiaj trochę chłodniej, jednak trudno tę pogodę nazwać jesienną. Sucho dalej. Cześć.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • ewa9717 22.06.18, 12:17
    Czekolado, samych dobrych otwarć!
    Śladów wczorajszych "ulew" nie widać na areale. Zimnawo.
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 22.06.18, 13:42
    Wieje. Gdańsk mnie żegna słońcem, ale na niebie massa rogacizny welnistej (czy owce to rogacizna? Barany zapewne tak) wiatrem przeganiana w te i we wte. Szkoda jechac...
    Spacer o piątej rano odbylam, bo czemu nie. W bluzie!!
    Wszystkiego co tylko, Czekolado.
    Cześć.


    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • szkorbut-lumbago 22.06.18, 14:16
    Zimno, to zimno, cieplej się ubiorę, a na rowerze i tak się rozgrzeję, ale jak ja do pracy mam w deszczu jeździć? czy można by się tak może umówić na opady w godzinach tak około południowych i potem wieczorno-nocne? Bardzo mi jednośladowy rodzaj komunikacji odpowiada, ale mam problem z kapaniem. Zresztą jedno moknięcie już zaliczyłam i nie wyszło dobrze.
    Aż boję się powiedzieć, ze właściwie chyba w końcu obrobiłam najgorsze pracowe bagno. Wiem, że za raz nastąpi kolejne, bo ja z RODO walczę, a chwilo to never ending story, ale zaczyna widzieć tunel wink.
    Stolarzy wszystkim obchodzącym.
    Swoją droga, ja nie obchodzę imienin, tylko urodziny. Zawsze tak było. Będę utrzymywać, że to zwyczaj łódzko-ewangelicki. W konsekwencji nie ma we mnie odruchu stolarzy imieninowych i zawsze Was podziwiam, że tak doskonale pamiętacie daty urodzin wszystkich członków big_grin.
    Miłego.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • ewa9717 22.06.18, 15:14
    O, ja też bezimieninowa po śląsku wink
    Łączę się też w podziwie. Gdyby nie przypominajki w telefonie... Kiedyś nawet o własnych urodzinach zapomniałam, a nie były to urodziny jakoś szczególnie wiekowo-demencyjne

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • czekolada72 22.06.18, 15:44
    Przede wszystkim bardzo, bardzo dziekuje, za kazde zyczliwe slowko, nie tylko imieninowe smile
    Generalnie w mojej rodzinie fetuje sie urodziny, ale... kazda okazja jest dobra by sie rodzinnie spotkac, a w tym roku mialam to swietowanie, bo przyleciala kuzynka nie widziana od lat.
    I jestem nieco zdziwiona tym co piszecie, bo dookola ciagle slysze w typie - urodziny>? nie obchodze, tylko imieniny!
    smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • minerwamcg 22.06.18, 17:59
    Pasą się, pasą baaranyy wełnianeee... Ech, baraniakość, to były czasy.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • balamuk 23.06.18, 08:08
    Nic mi się nie pasie, szarodeszczowo za oknem, chyba dzisiaj da odetchnąć. I fajnie.
    Cześć. smile
  • czekolada72 23.06.18, 08:49
    Po pieknej letniej pogodzie (no i lato sie skonczylo), po wieczorze z wichura gigantyczna i strugami deszczu, po wczorajszym lodowatym dniu - mialam wielka nadzieje, ze ranne sloneczko zagosci na dluzej.
    Ale coz, wiadomo czyja matka nadziejea - listopadowej pogody cd....
    Milego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • myq1 23.06.18, 12:28
    Cześć. Zasnułło się i deszczyk popadał, ale już prawie wyschło. Jest czym oddychać, to najważniejsze. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • ewa9717 23.06.18, 13:13
    E tam, ani dysce porządne (przelatywało coś kilkakrotnie kilkuminutowo), ani co, a temperatura do dudy jak na letnią.
    Bry.

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • berrin 24.06.18, 07:08
    Najpierw lało, potem było zimno, potem znów lało. Teraz jest zimno, Spaniella wlazla mi do łóżka, żeby się ogrzać. A ja mam ciężkie zatrucie pokarmowe...
    Ale co tam, dzis nie muszę w końcu tak zaraz wychodzić z domu.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • balamuk 24.06.18, 07:46
    Biednaś. Czymsię!
    Cześć.
  • ewa9717 24.06.18, 09:59
    To straszne, jak człowiek jest bezradny wobec fanaberii własnych kiszek i ich ewentualnego wylotu! Gorzka mięta czyni cuda, czym się!
    Wczoraj zaczęłam oglądać "Sponsoring" Szumowskiej, nie dotrwałam dalej niz do połowy, jestem chyba bardziej dziewiętnastowieczna, niz przypuszczałam, coraz bardziej odpadam...
    A w ogóle się rozjaśnia, więc niesmiało nadzieja się przebija wink
    Dzię!

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • balamuk 24.06.18, 10:27
    Nooo... W obliczu (?) fanaberii kiszek człowiek jakoś przestaje czuć się panem stworzenia...
  • eulalija 24.06.18, 12:36
    Kieliszek wódki , mały, pół płaskiej łyżeczki kawowej pieprzu drobno mielonego.
    Wypić jednym haustem i popić najgorętszą herbatą jaką się da.
    Może pomoże.
    Piękny mamy listopad w tym czerwcu.
    Nie ukrywam, że odżyłam nieco.
    Czekolado spóźnione gorące.
    Czy Gat już przestał pędzić?
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • myq1 24.06.18, 13:38
    Cześć. Kobylak najlepszy przy przypadłościach Berrin.
    Jaki listopad? Trochę chmur, deszczyk przelotny, 18 stopni - komfort. Uwielbiam, kiedy jest mi odrobinkę chłodno, chyba miałam przodków Eskimosów. wink

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • asia.sthm 24.06.18, 13:36
    Ojojac trzeba te kiszki - ojojoj ojojoj. Dmuchac czy pochuchac tez nie zaszkodzi big_grin

    Mysmy wczoraj umoczyli z Niemcami pieknie wbita bramka w 95 minucie, zgroza i zaloba. jednak jeszcze szansa jest ze chlopaki nie wroca do domu w sromocie.
    Dzis kibicujemy Polsce zeby ojojoj nie bylo.
    Przynajmnie pogoda jest nie do czepiania sie.

    --
    Gdyby nos Kleopatry był trochę krótszy, cały świat wyglądałby inaczej.
  • czekolada72 24.06.18, 17:00
    Jeszcze raz wszystkim bardzo dziekuje!!!!
    Berrin, a moze klasyczna orzechowka?

    My dzis w strugach deszczu na odpuscie w Tyncu.
    A Ryska , takze w strugach, nie chce zejsc z balkonu...

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • berrin 25.06.18, 06:36
    Grzanka z chleba z solą i gorzka herbata, tym mnie kurowała babcia i moje kiszki pamiętają, że ma się im od tego poprawić.
    I się poprawiło, w każdym razie na tyle, że nie mam alibi co do pójścia do pracy...
    Ale chlodno, wiem, że ekipa by wolała umiar, ale przynajmniej Spaniella odzyskała chęć do życia.
    Cześć.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • eulalija 25.06.18, 09:16
    I chłodnawo i mokrawo.
    Fajnie, że Ci się poprawiło.
    Góra gaciów do prasowania na mnie czeka.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • szkorbut-lumbago 25.06.18, 11:44
    Asia, jednak było ojjojoj, teraz jeszcze honor i do domu.
    Mnie jest zimno, wyjęłam kurtkę, a wczorajszy grill odbywał się w domu, na podwórku i znowu w środku, ale i tak da rade smile
    Ewa, teraz to już chyba wystarczy być XX wieczną, żeby nie rozumieć i nie ogarniać. Trochę przeraża jak ja mam własne dzieci oswoić/przygotować/poinformować. Niby to jeszcze nieloty, ale teraz wszystko jest tak dostępne i wszyscy tacy doinformowani, że trochę strach czekać, żeby nie przegapić. Mój dziesięciolatek ma konto na facebooku i snapchacie, ja nie mam na snapchacie. Ojjojoj.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • myq1 25.06.18, 19:49
    Cześć, deszcz, wiatr i trochę grzmotów. Ochłodziło się.
    Odświeżam sobie Kocie worki i doczytałam się, że ogród Alicji miał 3 tys. metrów kw. Jakoś do tej pory myślałam, że jej włości były o wiele mniejsze, tak ze 400 - 500m. Nie mam pojęcia, jak ona sobie dawała radę.
    A Guruy ogród też taki wielki był?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • balamuk 25.06.18, 21:38
    My na naszej wsi mamy bazowo 2500 m2. To jest całkiem dużo. Mogę sobie wyobrazić, że Alicja ogarniała 3000 m2, bo mieszkała tam na stałe, miała koncepcję i korzystała od czasu do czasu z pomocy najemnej. W sensie podkosić, podciąć, spryskać, wszystko, co wymaga fachowej siły fizycznej.
  • myq1 25.06.18, 22:18
    Spociłam się, czytając Twój post, z przerażenia. smile Nie wyobrażam sobie ogromu pracy w takim wielkim ogrodzie.
    Nigdy nie miałam ani grządki, to i pojęcia nie mam. Według mnie trzeba do tego gargantuicznej siły.

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • szkorbut-lumbago 26.06.18, 08:19
    Mnie to nawet mój trawniczek czasami przeraża, no nie ma we mnie ogrodniczego zacięcia smile
    Deszcz mi na włosy nie służy, a musza wytrzymać do jutra więc proszę o lekkie ograniczenia opadów.
    Miłego dnia.

    --
    Żeby postawić wieżowiec, trzeba najpierw wykopać dół pod fundamenty. Mąż.
  • berrin 26.06.18, 09:15
    Ha! Moja mać wyjechała z wnuczką na Hel. Zostawiła mnie z informacją, że kwiatki to tak dwa razy w tygodniu i żebym uważała na melony, bo ona melony posadziła. A podlanie kwiatków na balkonie w jej mieszkaniu (w zasadzie loggii) gdzie spokojnie zmieściłby się mały fiat i jeszcze by się dało mu drzwiczki otworzyć, zamiast malucha szaleją dwie kobee, co już zawłaszczyły cała przestrzeń pod stropem, skrzynka krzaków pomidorów czereśniowych, bujnie kwitnących (co je mam zapylać…), czternaście wielkich pelargonii, stado aksamitek, dwie wielkie skrzynki begonii na balustradzie plus begonia-monstrum w donicy, jakaś agresywna lobelia, co próbuje wyleźć z wiszącej ampli, chol.erne awokado, co matce wykiełkowało luzem na parapecie, więc je już posadziła, oraz amarylisy sztuk osiem, co nie chcą zwiędnąć od stycznia. A, i rzeżucha, co ją wysiałyśmy na Wielkanoc – i tak sobie bujnie rośnie. No i te melony. Całość na jedno podlanie to mniej więcej 25 litrów wody. I fakt, ze wczoraj wlewałam tam te zasoby w czasie, kiedy nad dolnym Mokotowem szalała ulewa, nieco mnie ubawił.
    A Spaniella, zabrana na ten ogrodniczy szał w ramach spaceru, się fochała. Bo jak to, spacer niech będzie, ale w deszczu? I w ogóle co to ma być, przyjeżdża autobus a my nie wsiadamy? I drugi, a my znowu nic? A tłumaczenie jej, że czekamy na 180, więc 107 i 185 niekoniecznie nam pasują, nie działało, choć rozbawiło połowę moknących na przystanku. Potem, już z tego właściwego, za nic nie chciała wysiąść, bo znowu zaczęło padać. Aż pan kierowca kazał busowi przykucnąć przy krawężniku – no to zlazła.
    A ja dziś zbiorkomem do pracy zamiast rowerem, bo całe rano padało rzęsiście. Za to teraz tylko zimno.
    Cześć.


    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • eulalija 26.06.18, 10:05
    Berrin namów Mać na wizytę z wnusią w Fokarium w Helu.
    A kwiatów podlewanie w deszczu na balkonie o ciekawa rzecz.
    Od jutra ma być znowu lato, fuj.
    Witam.

    --
    Szajka bez końca
  • berrin 26.06.18, 10:26
    Gdybyż to był balkon, lecz to loggia! Zadaszona! No nie pada na niej, nawet, jak ulewa szaleje metr od balustradki... Tyle mojego, ze jak brak upału i wilgoc w powietrzu, to nie musze lokalu nawiedzać co drugi dzeiń i wystarczy co trzeci...
    Mać z Młoda już w fokarium były, pierwszego, drugiego i trzeciego dnia pobytu. Dzis podobno maja nie iść, ale nie wiem, czy wnusia da się przekonać smile.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • eulalija 26.06.18, 11:27
    Tiaaa, faktycznie się za dobrą radą wybrałamsad
    Tak ogólnie o balkonie napisałam, że w czasie deszczu.
    Że to loggia, a właściwie garaż dla samochodzika, co to jak urośnie będzie mercedesem, załapałam od pierwszego kopa.
    Taka bystra jestem!

    --
    Szajka bez końca
  • gat45 26.06.18, 13:07
    Królik.
    Przed chwilą wróciliśmy z PT ze spaceru and rzeką. Pies w nastroju wyjątkowo wąszalnym, wlókł się dróżką wzdłuż rzeki zapoznając się olfaktycznie z każdą najdrobniejszą roślinką. Nagle na ścieżkę wyskoczył króliczek, o niecały metr od PT. Zobaczył wielkiego, czarnego zwierza i po prostu zamarł z przerażenia. Stał słupka i drżał cały. A pies, nie przerywając wąszenia, obszedł go dość wąskim łukiem i nawet na niego nie spojrzał, tylko dalej zasuwał ścieżką. Bidaczek królik dopiero po dobrej chwili odzyskał władze cielesne i umysłowe, kicnął w stronę chaszczy - i tyle go widziałam.
    Witam w przeddzień zapowiadanych na od jutra upałów sad
  • berrin 26.06.18, 13:53
    Uwielbiam PT! Jestem fanka PT!

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • se_nka0 26.06.18, 15:09
    Ha, mam i ja swoje plenerowe zwierzaki.
    Obok bloku, żeby nie było.
    Pod balkonem hasa sobie zając, przychodzi z wizytą po południu i zostaje do nocy. Co pare dni zmienia sobie lokum.
    Nadmienię, że jest to duże osiedle i zając w sam srodek się tarabani.
    Ani psy, ani auta jakos mu nie straszne.
    Potrafi kucać sobie pod najmniejszym drzewkiem, bez ruchu, przez pół dnia.
    Natomiast dzisiaj rano przecierałam oczy ze zdumienia, gdyż trawnik obok blokowego parkingu był poryty. Przez dziki, no bo kto?
    Widywane były w innych częściach miasta, ale żeby w środku osiedla leżącego w środku miasta??
    Nie muszę przeprowadzać się pod miasto, mam na miejscu dzikie białko wink
    Dobrego dnia.
  • myq1 26.06.18, 15:09
    A królik teraz opowiada kumplom, że PT to jego najlepszy przyjaciel. smile

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa
  • myq1 26.06.18, 15:21
    Senko, ja już dwa razy późnym wieczorem widziałam nieduże, smukłe zwierzątko, biegnące jezdnią pod moim blokiem. W pierwszej chwili myślałam, że to młody kotek, ale trochę inaczej wyglądało i inaczej się poruszało. Zajrzałam do Googla i okazało się, że bardzo sylwetką ten zwierzaczek przypominał kunę. Czy to możliwe?

    --
    Chyba najwyżej żeby czasem trochę, ale bardzo to nie.
    by Minerwa