Dodaj do ulubionych

Gatowy kącik

30.08.19, 21:49
gat45 10.09.14, 10:34
15 lat temu wywołałam pewne hmmm... zaciekawienie publiczności w dużym sklepie na Bartyckiej, kiedy kazałam sobie położyć na płask trzy oparte o ścianę wanny i zaczęłam je przymierzać. Dotąd się spieram z koleżanką, która mi wtedy towarzyszyła, o przyczynę zbiegowiska, jakie wywołałam. Ja twierdzę, że po prostu ludziska nieprzyzwyczajone były do robienia przymierzalni z działu wyposażenia łazienek, zaś koleżanka utrzymuje, że zaciekawienie wywołał mój "początek striptizu". Fakt, przed wejściem do wanny (wanien) zdjęłam boty i zimową kurtkę, ale czy to mogło być uznane za striptiz, ja się pytam ? No, przyznać koleżance muszę, że po zdjęciu okrycia wierzchniego usłyszałam kilka głosów, zachęcających do kontynuowania...
Edytor zaawansowany
  • groha 30.08.19, 21:59
    Re: 11 rocznica powstania Naszego Forum
    gat45 26.09.14, 14:29
    Asiu, kąpałam się kiedyś w wannie, której wnętrze jako żywo przypominało taki właśnie bukiet. To znaczy łączkę. To znaczy rozwiąż bukiet i kwiatkami z obrazka (+ rumianek) posyp nimi zieloną łączkę, a otrzymasz wnętrze wanny. Pod wodą ta łączka lekko się poruszała - no, cud istny, proszę ja państwa. Człowiek rzeczywiście miał wrażenie tarzania się po ukwieconej trawie.
    to pisał Gat, pierwszy wpis 05.05.11
  • m.y.q.2 30.08.19, 23:10
    A ja znalazłam to:
    gat45 05.05.11, 09:10
    więc - prezent od sąsiadki z forum obok smile)

    theses.univ-lyon2.fr/documents/getpart.php?id=lyon2.2001.lebrun_p&part=48378

    niestety zdjęcia stareńkie, ale do Orly mam 80 km, nie będę specjalnie jechać smile))

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • m.y.q.2 30.08.19, 23:12
    theses.univ-lyon2.fr/documents/getpart.php?id=lyon2.2001.lebrun_p&part=48378
    --
    Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
    St. Jerzy Lec
  • m.y.q.2 31.08.19, 12:20
    gat45 30.07.14, 12:50
    To mi przypomina dwudniową wycieczkę pieszą po pustyni w okolicach Jerycha, z tambylcami świetnie znającymi i trasę i metody przetrwania pod wczesnosierpniowym niebem w tamtych okolicach. W południe pierwszego dnia Gat zapytał z zainteresowaniem, jaka jest mniej więcej temperatura wokół nas. Tambylec zajrzał w siebie i powiedział lekkim tonem : o,na razie nie ma więcej jak jakieś 50 stopni w cieniu. "A gdzie jest ten cień ????" - zaskowyczał żałośnie Gat, tocząc wzrokiem po pustynnym krajobrazie. "Najbliższy będzie w klasztorze, gdzie spędzimy noc, jakieś 18 km stąd" - odpowiedziano Gatu.
    Nazajutrz po południu dotarliśmy do Jerycha i w pierwszej knajpce zamówiliśmy piwo. Nie przepadam za tym napojem, ale widok pocącej się po wierzchu szklanicy z lodowatym płynem wprawił mnie prawie w ekstazę. Do tej pory z moim prywatnym Tubylcem używamy powiedzonka "piwo jerychońskie" na określenie czegoś bardzo przyjemnego.
    Odpowiedz Cytuj Link

    --
    Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
    St. Jerzy Lec
  • m.y.q.2 31.08.19, 13:00
    gat45 30.12.16, 10:14
    Szroniando ma non tanto. Buretto mesto. Wiatrando ritenuto.
    Widzisz już, Papugo, com miała na myśli mówiąc Ci, że włoszczyzny to ja umiem dużo, ale w dość dziwnym zestawie - terminy muzyczne + kilka wybranych kawałków librett - z którego to zasobu trudno skompletować jakieś sensowne zdanie codziennego użytku. Aha, jeszcze umiem teksty "Giovinezza" i "Bandiera rossa" - w ramach politycznego ubezpieczenia na obu skrzydłach.
    Jak będę miała chwilę czasu, to się zabiorę za naukę włoskiego.

    --
    Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
    St. Jerzy Lec
  • m.y.q.2 31.08.19, 14:28
    gat45 20.12.18, 16:25
    To mi przypomina, jak przy okazji jakiejś dyskusji o żeńskości końcówek zaproponowałam zżeńszczenie herolda na dość oczywiste "herold-baba". Nie spodobało się chyba...

    --
    Ślepej wierze źle z oczu patrzy.
    St. Jerzy Lec
  • m.y.q.2 31.08.19, 19:07
    ip,ip,pip sad oj,oj,oooooj ueeee ip,ip, ipipip
    gat45 22.05.15, 15:46
    Nic mi się nie chce ułożyć w rozsądny plan
    kalendarz staje mi dęba i robi wbrew
    tu ktoś nie może, tam ja nie mogę, jeszcze gdzie indziej w ogóle dłużej to coś musi trwać niż moje najgorsze przewidywania
    Nic mi się nie chce zazębić, wszystko mi się rwie na szarpie, a ja się szarpię jak harpia i jak karpie w wannie
    i w ogóle jest wstrętnie

    .... idę jęczeć dalej....


    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • m.y.q.2 01.09.19, 13:01
    gat45 12.12.16, 09:29
    ze złości najgorszej, czyli na siebie samą.

    AaaaaaaooooOOOoooiiiiiIIIIIiiiiiyyyyYYYYyyyyyyyyyyyyyyyyyy FUJ !

    W nowy tydzień nowym krokiem, energia mnie rozpiera, w tym tygodniu przewiduję ubranka na podstawie szarości (a nie brązów i khaki), zmieniam więc torbę na szarą.....
    ... a w torbie brązowej znajduję zapakowaną i ofrankowaną przesyłeczkę, o której już dawno myślałam, że dotarła do adresatki i nawet się dziwiłam, że nie potwierdza odbioru. Ale zwalałam to na przedświąteczne obciążenie Poczt i Telegrafów i żyłam sobie spokojnie dalej.

    FFFFFFFFFFFFFFFFstrętny Gat ! Nie lubię Gata !!!!!!
    I przepraszam adresatkę sad Już lecę na pocztę.
    Tobiasz, chonotu ! Dodatkowy mały spacerek mamy !

    PS Powinnam jednak zacząć używać toreb mniejszych niż na 5 kilo kartofli. To było OK, kiedy wychodziłam z domu na cały dzień i tyle rzeczy mogło być niezbędnie potrzebnych. Teraz w końcu na większość moich wyjść z torebką wystarczą mała flaszka wody, papiery samochodowe, chusteczki kleenex, klucze, portmonetka, komórka i czytniczek kindel. Ten ostatni nieobchodimym jest, bo nawet dwie osoby przede mną w kolejce do kasy wystarczą, żebym zaczęła odczuwać potrzebę lektury. Ładunek na jedną z licznych kieszonek moich aktualnych modeli, a i to na taką raczej najmniejszą kieszonkę. Torebka na psi spacer jest odrębnym bytem : flaszka oczywiście, rulon woreczków psiokupnych, chusteczki. Klucze i komórka w kieszeni.
    No, Gat, lećże na tę pocztę, pies czeka !


    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • m.y.q.2 01.09.19, 14:05
    gat45 27.05.11, 14:11
    A ja się porzygałam już na czołówce tego filmu. O dobre 600 km od najbliższego morza, na lądzie wyjątkowo wprost stałym. Ale tam napisy lecą na tle kołyszącego się żaglowca, a to dla prawdziwego chorobotransportowca aż nadto. A Aviomarin mnie usypia. Raz w życiu dostałam od ruskich marynarzy środek przeciw chorobie morskiej, dzięki któremu wycieczka po Morzu Ochockim była wspaniała. Tylko że przez dwa tygodnie nie spałam praktycznie. Wolę nie wnikać, co toto zawierało. Podobno jakieś szamańskie specyjały. Od Czukczów chyba. Podobno.

    gat45 22.05.11, 07:54
    To znaczy było. Meldunek : wczoraj w późnych godzinach popołudniowych rozpoczęło się garden party na sianie (no bo nie na trawie) z okazji urodzin takiego jednego, co ze mną lata już wytrzymuje. Goście jak to goście, jedli, pili, palili i przemieszczali się po chałupie i po terenie. A pod koniec uroczystych obchodów, kiedy to medytowałam, czy digestivy zaproponować, czy też już każdy ma swoje dopuszczalne 0,5 we krwi, zaczął się spektakl z gatunku "głos i światło". Grzmiało, huczało i dudniło jakby ten zapowiadany koniec świata leciutko się organizatorom opsnął. A jak doszło do błyskawic, to klękajcie narody ! Różne były one, różniste : a to lila, a to błękitnawe, a to fiolet... Na razie wszystko na sucho. Aż wreszcie pieprznęła taka jedna Błyskawica przez duże Byyy, biała i to był Znak. Jak chlustęło ! Goście z werandy widokowej wypędzić się nie dali, bo i było na co patrzeć. Gospodyni (czyt. ja) kazała im się ukulturalniać i napawać recytacją "a już deszcz wciąż pluszczy jak z sita, w gęstych kroplach. Wtem rykły pioruny" co było orką na ugorze i w ogóle perłami przed wieprze, jako że polonofońskiej sztuki nie było ani jednej. Burza trwała dobre trzy kwadranse, a potem już tylko DESZCZ. O mój wytęskniony, o mój upragniony - deszcz. Jak siwe łodygi, szary szum.

    Gropo, jesteś WIELKA ! Powinnaś teraz natychmiast pojawić się w uratowanym ogrodzie, co to on sie oźywił, ujędrnił, pozieleniał, poweselał ! Właśnie zainstalowałam przewidująco poidełka dla ptactwa, bo dzień znow się zapowiada bezchmurny. Zapraszam całe towarzystwo forumowe - jest na co popatrzeć, jest co powąchać. I to szybko, zanim znowu się zasuszy !



    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • m.y.q.2 01.09.19, 19:34
    gat45 30.05.19, 19:42
    Ile razy widzę pluszaki, to mam w oczach swojego misia w kolorze dziko żółtym. Nazywał się Koala Stanisław Przecinek Magister. Tak właśnie, wymawiać należy wszystko na jednym tchu, bo on był czworga imion. Wyemigrował z nami mimo drastycznych ograniczeń mienia przesiedleniowego. W słynnym pociągu z Dworca Gdańskiego, na wysokości Zbąszynka, przeżył nawet zamach na swoje pluszowe życie - panowie celnicy koniecznie chcieli go rozpruć, głęboko przekonani, że napchany jest co najmniej złotymi świnkami, a może i klejnotami korony carskiej. Ocalał dzięki życzliwości jedynej pani celniczki w tej obsadzie. Do samego mostu na Odrze trzymałam go w objęciach i nie chciałam puścić, choć duża już ze mnie dziewczynka była. Wciąż z nami mieszka, chociaż trochę mu futerko poszarzało...

    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • m.y.q.2 01.09.19, 19:43
    gat45 16.04.17, 19:43
    Mamy Wielkanoc i prawosławną Paschę i jeszcze na dodatek Pessah. Byłam kiedyś w Jerozolimie, kiedy wystąpiła taka potrójna koniunkcja, a na dodatek w Wielki Piątek wypadało muzułmańskie święto urodzin proroka. Powiem wam, że to było ogromne przeżycie. No serce rosło patrząc, jak uprzejmie tłum walący do meczetu Omara przepuszcza na skrzyżowaniu z Via Dolorosa niekończącą się procesję Drogi Krzyżowej i jak pielgrzymi z krzyżem sami z siebie po chwili zatrzymują się i przepuszczają z kolei wiernych do meczetu. Takich kolizyjnych miejsc było w starej Jerozolimie na pęczki, policja była gotowa dyrygować ruchem, ale nic nie musiała robić, wszystkie wyznania prześcigały się wprost we wzajemnych uprzejmościach. Ciekawa jestem, ja to wyglądało w tym roku... chociaż... Nie, chyba wcale nie jestem ciekawa. Zostanę przy swoim wzruszonym wspomnieniu.

    --
    Przez większość czasu ludzie zwyczajnie się sprzeczali, a choć to bardzo irytujące, to przecież o wiele lepsze, niż mieć przebitą mieczem wątrobę.
    Terry Ptatchett
  • ewa9717 01.09.19, 21:02
    Dzięki, Myqu. Tak sobie myślę o Tubylcu i PT...

    --
    Spełniony sen wariata:
    www.nienawisc.pl/histeria-radnej-pis-czyli-tecza-i-incydent-kalowy/
  • m.y.q.2 02.09.19, 00:00
    Re: Wszyscy jesteśmy budowlani smile
    gat45 14.04.17, 07:30
    Berrin, to jest po prostu Bardzo Dobre Opowiadanie. Świetnie napisane, lekkie, potoczyste, rwące i porywające. A ten potok błyska humorem jak jego górski odpowiednik pstrągami (pod tę laudację podkładamy oczywiście szubertowskiego "Pstrąga"). Naprawdę, najbardziej mnie uderzyło, że najwyraźniej Ty piszesz jak oddychasz, takie to jest płynne i naturalne (w tym miejscu lekka przebitka muzyczna na Okudżawę i jego " ... Как он дышит, так и пишет, Не стараясь угодить. Так природа захотела. Почему - не наше дело, Для чего, не нам судить... i wraca Pstrąg). Żadnych potknięć, żadnej zadyszki, opowieść leci jakby się sama robiła. Zadyszki najwyżej dostaje czytelnik, ale to komplement. Masz talent, kobieto, ot co.

    Czy się domyśliłam, kto zabił ? Otóż tak, ale dość pokrętnie. Bo tylko Mateusz był osobą zdecydowanie niesympatyczną i opisaną jako wredna. A ponieważ Ciebie sklasyfikowałam w rozumie swoim jako autorkę ludziom przychylną i tolerancyjną dla małych błędów i wypaczeń otaczających Cię bliźnich, to nijak nie widziałam, jakbyś którejś ze swoich sympatycznych postaci wcisnęła zbrodnię zabójstwa. Oczywiście mogłaby taka osoba działać w desperacji, do której nieboszczyk szwarccharakter ją był doprowadził, ale skoro już był na podorędziu skąpy i nieprzyjemny w dotyku Mateusz, to obstawiłam Mateusza. I wyszło na moje smile

    W podziękowaniu przekazuję Ci tę PanaBułatową różę - oczywiście we flaszce po piwie z importu
    www.youtube.com/watch?v=3cfB19GVMV0
    podpis :
    pełen podziwu /-/ Gat
    pieczątka okrągła z godłem dowolnym
    kilka pieczątek podłużnych (nieczytelne)

    PS A jak koniecznie trzeba na coś nosem pokręcić, to znalazłam tylko jeden pretekst. Otóż dla mnie kadłub równa się tułów, więc "nogi bez reszty kadłuba" mi przeszkadzają. Nogi to nogi, a kadłub to kadłub i mają przyrodzone prawo występować oddzielnie.
    Sama widzisz, że na siłę szukam, do czego się przyczepić.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • berrin 02.09.19, 09:12
    Jej... pamiętam, jak mnie tak Gat pochwalił... to było jak order, tylko znacznie lepiej...

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • m.y.q.2 02.09.19, 13:13
    Re: Jak z dowcipu...
    gat45 28.11.13, 20:37
    Przeczytawszy ten horrorek stwierdzam, że przeczucia mnie nie zawiodły.... Otóż moja ukochana nadbużańska Niania, która się z nami na obczyznę zabrała, bo była najściślejszą rodziną i wzajemnie, wielokrotnie mi mówiła, że jej marzeniem byłoby jednak leżeć na cmentarzu w jej rodzinnej wsi, gdzie ojce i dziady. Obiecałam solennie. A kiedy przyszło co do czego zdecydowałam się wziąć sprawy w swoje ręce - dosłownie. Upewniłam się tylko przez posły, czy miejscowy proboszcz zechce pochować po bożemu urnę, po czym wzmiankowany obiekt zapakowałam dla niepoznaki do pudełka po butach, pudełko do torby podróżnej i hajda na pokład statku powietrznego. Na Okęciu wyrywkowo kontrolowali bagaż (to były jeszcze te czasy) i przyznaję, że ten kwadrans w kolejce spędziłam dość markotnie. Na szczęście nie padło na mnie, wynajęłam na Okęciu samochód i jednoosobowym konduktem zawiozłam Nianię w okolice Dorohuska. Na drugi dzień odbył się uroczysty pogrzeb z połową wsi w kościele i z drugą przed kościołem, bo się nie mieściła. Takiej atrakcji dawno nie mieli.

    Niania spoczywa spokojnie tam, gdzie sobie życzyła. A ja dopiero rok później wypytałam przyjaciela-prawnika, specjalistę od spraw konsularnych zresztą, jak to powinno by było się odbyć lege artis. Przekroczyłam ponoć kilkadziesiąt paragrafów kodeksu cywilnego i kilkanaście karnego, a na dodatek wciągnęłam w to kilka osób (sprawstwo pomocnicze ?), z księdzem proboszczem na czele. Ale nijak nie potrafię w sobie wykrzesać choćby odrobiny żalu za grzechy. Zdaje się, że to przeszło ze względu na wicher dziejów - w roku 1995 stare procedury już nie działały, a nowe albo jeszcze nie zapuściły korzeni, albo wcale ich nie było.

    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • m.y.q.2 02.09.19, 18:53

    gat45 30.09.16, 23:28
    To ja się pochwalę, że przez blisko 20 lat biegałam na gwizdek do pobliskiego szpitala, bo noworodkom z późno wykrytym konfliktem trzeba było natychmiast po urodzeniu przetaczać całą krew. A takim maleństwom zdecydowanie lepiej przetaczać naprawdę świeżą, raczej niż korzystać z zakonserwowanych torebek z banku krwi. Czasami była taka świeża krew potrzebna do operacji np na otwartym sercu.
    Byłam na liście szpitala Neckera z bardzo wysoką lokatą, bo nie pijam alkoholu. Nie było źle, dawców na ogół nie brakowało, ale tu zaczynał się problem rzadkości AB Rh[-]. Pomnę wzrok wkłuwających mi igłę w żyłę pielęgniarek "A pół literka pani zniesie ?" (normalnie kobietom nie pobiera się więcej niż 0,3 l, szczególnie tak atletycznym jak ja). No normalnie wzrok podnieconej wampirzycy. I znosiłam te dwa razy po ćwiartuchnie, znosiłam wielokrotnie...
    Potem oddaliłam się od szpitala i bezpośrednich przetok, ale krew oddawałam regularnie od 18 roku życia do 9 lat temu, kiedy to tak mnie zanieczyścili solami metali ciężkich i tak napromieniowali, że moja posoka tylko zaszkodzić by mogła.

    --
    Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
    St. Jerzy Lec
  • ewa9717 02.09.19, 18:57
    O, zapomniałam już, że jesteśmy z Gatem siostrami krwi...

    --
    Spełniony sen wariata:
    www.nienawisc.pl/histeria-radnej-pis-czyli-tecza-i-incydent-kalowy/
  • m.y.q.2 02.09.19, 19:07
    Nie wiem, gdzie się dopisać....
    gat45 28.12.17, 18:28
    W każdym razie, dziewczyny, trzepnęło mną [nie]zdrowo okrutnie, rzuciło mną o mnóstwo sprzętów medycznych i wytrząsnęło ze mnie sił ostatki. Była taka noc, kiedy sobie z zupełnym spokojem obserwowałam na wielkiej ilości ekranów wykresy działania moich podrobów, które to wykresy spłaszczały się coraz bardziej. A ja miałam tylko ciekawościowe pytanie w głowie własnej, na którym poziomie spłaszczenia człek traci przytomność i czy to boli. Naprawdę coś czarnego i zimnego się o mnie otarło, muskało mnie przez czas jakiś, a kto wie, czy sobie we mnie kompaniona do dalszych wycieczek nie upatrzyło, bo sprawiało wrażenie, jakby mnie chciało zabrać ze sobą. A ja się nie dałam, bo po prostu byłam zbyt zmęczona. I zasnęłam zamiast odfrunąć z tym czymś.
    Od kiedy wróciłam do domu, PT nie odstępuje mnie na krok. Czasem nocami warczy groźnie. Chyba odstrasza to zimne i ponure, jak myślicie ?
    Dobra. Jestem i już będę, ale pomalutku i ostrożnie. Jakby co, to podtrzymacie, prawda ?

    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • balamuk 02.09.19, 20:15
    Moje ulubione lingwistyczne, ze szczególnym uwzględnieniem wyjątka:

    gat45 16.03.15, 17:26
    A co powiesz, Ewuniu, na "kopyta wielbłądzi" ? Moje utrapienie w wieku wczesnym jednocyfrowym. Pytałam, dlaczego nie "wielbłądziE" one, te kopyta, a ludzie się tylko śmiali i w najlepszym przypadku gratulowali poczucia humoru, podczas gdy ja jestem niestety całkowicie pozbawiona umiejętności rozpoznawania gier słów i innych kalamburów. Że chodzi o "kto pyta, nie błądzi" zrozumiałam dopiero zobaczywszy to po raz pierwszy drukiem.
    Poza tym miałam na stanie "jakoimy", które sobie wyobrażałam w formie prehistorycznych jaszczurów (i też nie rozumiałam, dlaczego "odpuszczamy", a nie "odpuszczają") oraz wyjątko. Takie małe, trochę lemurowate, z dużymi czarnymi ślepkami i puchatym ogonem. Siedzi człowiekowi na ramieniu i wyje. I wtedy się mówi "z wyjątkiem".
    Mam cały zapasik takich problemów z dzieciństwa....
  • m.y.q.2 02.09.19, 21:14
    A to z zeszłorocznego lipcowego:
    Re: Lipiec. Według Wiki - d. lipień
    gat45 01.07.18, 14:30
    Przed chwilą podlewałam całego psa wężem ogrodowym. Najpierw uciekał, ale potem dotarło, że fajnie jest być psem mokrym kiedy na świecie szleją celsjusze w wyższej strefie stanów alarmowych. Zażądał ponownego polania, otrząsnął się i poszedł do swojej kryjówki : ma taką pod zwisającą do ziemi winoroślą (pnącze, chyba winobluszcz to się zwie), specjalnie tego zwisu nie podcinam. To jest najbardziej zacienione miejsce w ogrodzie, niech se psina ma. Sama bym tam poszła, ale na razie idę pod trzeci prysznic. To nie jest temperejczer przyjazny Gatom.

    Apostrofa błagalna
    gat45 01.07.18, 17:55
    Lipcu vel Lipieniu !
    Zlituj się nad Gatem. Osiągnąwszy i przekroczywszy stateczną czterdziestkę powinieneś mieć dość rozsądku, żeby gradusy rozrzucać oszczędniej. Albo według klucza "każdemu według potrzeb". Weź więc zabierz ich trochę od Gata i leć z nimi do Czekolady czy Szkorbuta, które to docenią.
    Ja mam dość, Lipcu vel Lipieniu !
    Błagam, zabieraj choć z 10 celsjuszków z powietrza, którym ledwie-ledwie dyszymy
    Gat z ziejącym Psem Tobiaszem

    lipienia ciąg dalszy...
    gat45 02.07.18, 11:09
    Horrorek był całonocny. W najchłodniejszym punkcie doby, czyli o 4 rano, mieliśmy trzydziestu trzech celsjuszków i na dodatek niemożebną parność. Tubylec najpierw znosił klimat z uśmiechem na ustach, ale późnym wieczorem mu się odporność załamała i przestraszył Gata, już przestraszonego ciężko dyszącym psem. Gat zamienił się więc w siostrę (żonę, kuzynkę) miłosierdzia i do 5 rano latał od jednego T do drugiego T z mokrymi prześcieradłami kąpielowymi - a żeby wyżąć takie duże ręczniki to normalnie siły trzeba większej niż gatowa. Okazuje się jednak, że strach dodaje mocy.
    Po piątej obu panom T oddech się uspokoił, Gat spojrzał jeszcze raz na prognozę pogody, odnotował ze smutkiem, że znowu zapowiadają słońce w pełni i celsjusze w strefach ryczących czterdziestek - i przycupnął wreszcie na drzemkę.
    Koło ósmej obudził Gata szum deszczu i lekkie wrażenie chłodu. Było 20 stopni. Teraz jest 22 i nadal leje.
    Co Gat myśli o bardzo poważnym Państwowym Instytucie Meteorologicznym i jego prognozach - nie powiem. Niegdyś otrzymane staranne wychowanie mi nie pozwala.

    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • m.y.q.2 03.09.19, 12:00
    gat45 20.04.16, 07:46
    A ja mam alergię na truskawki. I na jeszcze coś niezidentyfikowanego dotąd, ale chyba rzadkiego, i mniej niż na tzw małopestkowce. No i ja to muszę zeżreć, więc łatwiej się uchronić. Za to wyniki kontaktu z truskawką czy poziomką są spektakularne : dwa razy w życiu niechcący zjadłam coś ze śladami truskawkowymi i dwa razy skończyło się w szpitalu, w tym raz w podróży wakacyjnej, w pięknej Poliklinika Karlovy i dlatego nie udało mi się zwiedzić Pragi. A drugi raz połykałam rurkę, żeby opuchlizna Quinck'a mnie nie udusiła (alternatywą była tracheotomia). A kontakt dotykowy jest taki, że zawsze tylko mnie powierzano odpowiedzialną rolę zrywania owoców z grządki, bo ja jedna przynosiłam tyle, ile zerwałam. Ale w rękawiczkach porządnych, bo dotyk to murowana wysypka.
    Kiedyś mi mówiono, że to może z wiekiem przejść, a ja się cieszyłam, bo zapach truskawek po prostu uwielbiam. I co roku, przy pierwszym wysypie tych owoców, biorę jedną malutką do ręki i rozcieram w palcach. Po godzinie już wiem, że to jeszcze nie w tym roku, a nadzieja, że w ogóle kiedyś przejdzie, robi się asymptotyczna do zera... sad
    W torebce zawsze noszę ampułkę - taki zapakowany zastrzyczek - z histaminą. Po tej rurce dogardzielanej.
    Załapię się na zlot alergików?

    Re: Kwiecień nie-plecień
    gat45 28.04.18, 12:16
    Ja to mam w domu całe stado kóz sad Wprowadzały się po cichutku, po jednej - aż wreszcie zdałam sobie sprawę, że dla nas już nie ma miejsca. Część staram się wypchnąć, niestety część to takie kozy-rezydentki, z którymi trzeba się nauczyć żyć, choć są kłopotliwe (a czasem gorzej). Jestem więc na etapie porządkowania stada, ale to straszne zajęcie. Powiedzcie mi, kiedy człowiek powinien odłożyć na bok własną dumę (czy może zarozumiałość) i poprosić o pomoc ? Bo wrażenie, że ja ze wszystkimi tymi zwierzętami nie dam sobie rady sama jest przytłaczające, przygnębiające i chęć do wstania rano z łóżka zabijające.
    Przepraszam, że tak ponuro w pierwszy dzień długiego weekendu.

    --
    Ślepej wierze źle z oczu patrzy.
    St. Jerzy Lec
  • kanciasta 04.09.19, 10:05
    Może nie będzie to wielkim naruszeniem konwencji tego wątku, jeśli nie wkleję wypowiedzi Gat (bo po prostu nie mogę jej znaleźć, nawet nie pamiętam, na jakim forum to było) tylko opowiem:
    Pewnego razu Gat wspomniała, że Tubylec wybiera się na Syberię obserwować jakieśtam fantastyczne ptaki. Ktoś spytał, jaki aparat fotograficzny/kamerę zabiera. A Gat: nie zabiera żadnego, bo nie będzie robił zdjęć. A potem dodała: ja, jak idę do filharmonii, to też przecież nie zabieram magnetofonu.

    Tak jakoś mi to utkwiło i zawsze mi się przypomina, gdy mam ochotę trzaskać fotki bez sensu...


    A tak w ogóle, to przepraszam, że tu weszłam nieproszona: czasem Was podczytuję.

    --
    smile)
    Ba.
  • se_nka0 04.09.19, 10:58
    Witaj Kanciasta, wpadaj częściej smile

    --
    ,,Dobrze jest mieć w życiu coś stabilnego... choćby kamionkę.,,by Horpyna
  • m.y.q.2 04.09.19, 11:01
    Każde wspomnienie słów Gata wysoce pożądane. Senka mądrze rzekła. Wpadaj częściej. smile

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • minerwamcg 05.09.19, 09:43
    Nie będę cytować, bo to bez sensu, za dużo tego było - ale chcę wspomnieć, że Gatowi zawdzięczam fajną przygodę czytelniczą - zaraził mnie "Kronikami brata Cadfaela", które długo dostarczały mi rzetelnej lekturowej przyjemności. I za to cześć Gatowi wielka i chwała.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • m.y.q.2 05.09.19, 19:55
    Jeszcze wychodek wkleję:
    Re: 200000
    gat45 13.02.15, 15:38
    To ja się przebiorę za Studnię Przodków.
    Wieku lat 10-ciu wygrałam szkolny konkurs na gwiazdkowego przebierańca : przebrałam się za wiejski wychodek. Rodzice akurat kupili taką wielką lodówkę i z ich pomocą wymalowaliśmy karton w imitację desek, unicestwiliśmy górne i dolne dekielki,na froncie miałam wyrżnięte drzwi z obowiązkowym serduszkiem, a od środka dwa uchwyty - z tego stroju wystawał mi łeb i nóżki do kostek. Ojciec zapalił się do mojego pomysłu, ale Mama pomagała niechętnie, bo chciała mnie za wróżkę albo innego motylka.
    A ja miałam najlepszy bal w życiu : mój kostium pozwalał usiąść na krzesełku z książką, a kiedy ktoś pukał, żeby mnie zaprosić do tańca, odpowiadałam "zajęte".

    re 200000
    gat45 14.02.15, 07:11
    Oj, to ja przepraszam bardzo ! Już lecę ze ściereczką i specjalnym płynem do ciekłych kryształów. Psssssssssssssssik ! Szuru-buru, szuru-buru. Jeszcze tylko chuchnę i mięciutką szmatką przejadę - i proszę - monitory jak nowe !
    A co do opowieści : wystaw sobie, że po latach opowiedziano mi DWA RAZY i niezależnie od siebie historię przebrania owego jako zaszłą rzekomo w rodzinie opowiadającego. Podpytałam - oboje opowiadacze mieli powiązania z moim rodzinnym grodem. I tak się zastanawiam - czy potem ktoś zmałpował mój pomysł, czy też stałam się początkiem legendy miejskiej ? Wprawdzie niby jest możliwość kongenialnego pomysłu bis, ale za dużo szczegółów było identycznych.
    Nigdy się nie dowiem. Trudno, wytrzymam.



    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • asia.sthm 06.09.19, 21:45
    Z wychodka znowu sie poplakalam - tak powstaja legendy .
    Dzieki Gatu!

    --
    Stop! Latać tylko prawą stroną
  • asia.sthm 10.09.19, 09:46
    Re: Spotkanie - to już jutro!
    gat45 29.04.17, 11:19
    Po wizycie Stowarzyszenia w zaszczyconym naszą obecnością lokalu pozostał Ślad.
    Na papierowym obrusiku lokal reklamował drukiem jakość serwowanych dań, w tym stosowanie "świeżych jajek ściółkowych". Minerwa zakreśliła ten fragment i na wolnej przestrzeni ustosunkowała się dobitnym komunikatem odręcznym "nie ma się czym chwalić" A Gat odniósł korzyść, bo dowiedział się, co to są jaja ściółkowe. Tematu kur-biedaczek w kojcach nie poszerzono.

    --
  • m.y.q.2 10.09.19, 14:22
    dowa biblioteka
    gat45 22.11.18, 19:45
    Bardzo się cieszę, Minerwo smile
    Ta pani napisała także cykl kryminałów o inspektorze (komisarzu ?) Felse ; dzieje się toto współcześnie. Czytałam dawno, za czasów dojeżdżania metrem do pracy, w charakterze wypełniacza czasu i nie zostawiło mi niezapomnianych wrażeń. Za to pod pseudonimem Edith Pargeter... wróć, chyba pod własnym nazwiskiem, bo Ellis Peters to pseudonim, wyszła w latach 60' jej trylogia The Haeven Tree - i to ostatnie mogę jak najbardziej polecić. Też średniowiecze i to samo ciepłe spojrzenie na świat. Nawet najgorsze szwarccharaktery mają coś ludzkiego....

    A co do miesięcznych biblioteczek : najwyraźniej są dwie szkoły. Jedna polega na suchym sygnalizowaniu tytułów (Czekolada), a druga na omawianiu bieżących lektur. Przy moich skłonnościach do gawędziarstwa i haftu na temat tego, co akurat czytam, ja należę do drugiej, a nawet do jej skrajnego skrzydła smile
    Ale bardzo lubię, żeby podawane do wiadomości tytuły były okraszone recenzją własną autorki wpisu. .


    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • m.y.q.2 14.09.19, 12:33
    Re: Czerwiec na czerwcowo
    gat45 01.06.18, 15:22
    Co to jest upał ? - zapytał Gat, naciągając przez głowę drugi sweterek. Na termometrze rtęć usiłuje dobrnąć do dwudziestki, ale pozostaje w strefie nasto-. !8 czy 19 ? Raczej 18.
    Dzisiaj rano zrobiliśmy sobie happening na środku ulicy. Wyszłam po bagietę, a tu pan kwiaciarz z przeciwka mnie zaczepia wspominkowo, że to dwa lata jak w tymże miejscu staliśmy w wodzie - ja ponad kolana, on do 3/ łydki, bo wysoki kawał chłopa z niego. Kto tylko przechodził, to się dołączał i zrobiła się spora grupka. Samochód jakiś przejechać nie mógł, więc pasażer wysiadł z niego i też do nas dobił. A był to pan mer w osobie osobistej. Tośmy mu podziękowali za sprawną akcję sprzed lat dwóch, bo rzeczywiście zasłużył. W końcu objawiła się kamionetka fajermanów, więc tłumek przemieścił się o kilkadziesiąt metrów, do narożnika dużego placu, gdzie już nie tamowaliśmy ruchu. Strażacy wcale nie byli na sygnale i bardzo przyjaźnie do nas machali, ale tak tu już jest, że się fajermanów szanuje. Jedyny mundur, który cieszy się u ludności estymą, a nawet ogromną sympatią. Przyznać trzeba, że jak się coś gwałtownego dzieje, to każdy najpierw myśli o straży pożarnej, bo oni przyjeżdżają nie zadając głupich pytań i błyskawicznie. Kto by woził na sygnale rodzące niewiasty, kto by zdejmował z drzewa nasz głupie kotki, co to umiały wleźć, ale zleźć nie umieją ni rusz ? No kto ?
    Pochwaliliśmy jeszcze chwilkę pana mera, przeanalizowaliśmy zjawiska meteorologiczne z ubiegłych lat i miesięcy, wyraziliśmy nadzieję, że lata jednak kiedyś i tu zawita (ale kanikuła już niekoniecznie) i rozeszliśmy się w miłym poczuciu sąsiedzkiej wspólnoty.
    Lubię prowincję, oj jak ja lubię prowincję!


    --
    Ślepej wierze źle z oczu patrzy.
    St. Jerzy Lec
  • m.y.q.2 15.09.19, 00:55
    Smutno bez Gata, znowu szukam Jej postów, a w gardle skurcz.
    Choć poczytać, co pisała.
    Re: Czerwiec na czerwcowo
    gat45 02.06.18, 20:55
    Pomarańcze są do niczego o tej porze roku. Dzie im tam do młodych kartofelków !
    Nie, poprawiam się. Aktualne pomarańcze są świetne na skórkę. Taką siekaną i w cukrze coś tam, coś tam. Moja macierz to praktykowała i nazywała "cykata". Długo myślałam, że pani Ksantypa takim czymś właśnie otruła małżonka. I w ogóle dotąd muszę uważać, żeby nie pomylić cykuty, cykaty i cykady.
    A "cykada" mi przypomniała pewien mój szkocki występ. Mieszkaliśmy sobie wakacyjnie u przyjaciół w północnej Szetłandii, od zachodniej strony. Cudny kamienny dom z obowiązkowym duchem (był z ligi trzeźwości i uparcie wylewał w nocy niedopite butelki), ogród przechodzący w plażę i cudne widoki (o ile nie było mgły). Pan domu obiecał nam rozrywkę w postaci popłynięcia łódką na skały, gdzie się gnieżdżą sea gulls. W ramach obywatelskiej kontroli narodzin, bo ponoć one niedobre i jak ich za dużo, to innym ptakom pisklęta z gniazd podbierają. No i ciasto z nich dobre, i na jajecznicę się nadają... Naszych Szkotów zachwyciło, że zapytałam, czy naprawdę jadają jaja cykady. Bo fonetycznie te sea gulle bardzo podobne do francuskiej wersji cykady, czyli cigalle.
    Czyli te cykuty i cykady mi się plączą w wielu językach.
    Luuuuuuuuuudzie..... Ale mi wyszedł ciąg luźnych skojarzeń ! Od Ewwcinych kartofli do wspomnienia o szkockich wakacjach, z przesiadką u Ksantypy. Czy to już trzeba leczyć ?
    A propos (znowu ! to już natręctwo) : jak ktoś cierpi na bezsenność, to mam niezawodny sposób na zasypianie. Na życzenie podam.

    Re: Czerwiec na czerwcowo
    gat45 02.06.18, 21:26
    No to masz przepis poniżej. Wypróbowany na sobie samej oraz na kilkunastu, a może i kilkudziesięciu innych osobach, z którymi się nim podzieliłam bo jestem altruistyczna). Działa !

    Jak się człowiek wierci w łóżku, z boku na bok się przewraca, a sen nie nadchodzi.... Wprawiamy się w myślenie powierzchowne, taki właśnie ciąg luźnych skojarzeń, jaki zaprezentowałam w poprzednim wpisie. Zapamiętujemy temat-starter i dajemy mózgowi całkowity luz, niech idzie, dokąd chce i którędy chce. Po kilku minutach mówimy mu (temu mózgu znaczy) zdecydowane prrrrrrrr i próbujemy odtworzyć przeskoki tematyczne pod prąd. Mózg a trudności i bardzo tego nie lubi. Tak bardzo, że zasypia. Naprawdę ! Nigdy nie zawiodło i nigdy nie udało mi się wrócić choćby do połowy. Bo już spałam.
    Dobranoc wszystkim !

    PS A toś mnie zmartwiła tymi kartofelkami ! Mam w pamięci te takie malutkie, oczywiście oskrobane, z żywym koperkiem i kwaśnym mlekiem. Chyba nawet w najgorszej fazie jadłowstrętu bym to pożarła. Że tutaj takich nie ma, to wiem. Ale łudziłam się nadzieją, że w kraju między Bugiem a Odromnysom przetrwały.... Jeszcze jedna nadzieja pogrzebana. Moje życie jest prawdziwym cmentarzem nadziei, że tak polecą klasyczką. Cytata (do kompletu cykady i reszty) z pamięci, ale chyba ścisła. Nie mam "Ani" pod ręką. A nawet nie mam w ogóle smile


    --
    — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
    TerryPratchett
  • apersona 23.09.19, 20:18
    Ech cykuta cykata cykada sea gull cigalle seal ... żałuję że tak słabo znałam Gat

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka