Odcinek 2
Osoby:
Dziedzic Sztanglicki
Grohalowa
Kwietniewska
Edyciakowa
Młody Grohal
W tle inne osoby.
- Pan dziedzic to jest delikatnego zdrowia i nie może tak po zimnicy latać w lekkim paletku. U nas pogoda nie pieści i ten wiatr, to może każdego przewiać. A jeszcze dziedzic buty przemoczył jak był u nas i teraz choróbsko się wdało. Najlepiej poleżeć w łóżku..
- A jak ja mogę leżeć jeżeli jestem sam jak palec i nie ma mi komu szklanki wody podać..
- No, tej wody to dziedzic chyba całe wiadra wypija bo wszystkie szklanki brudne, a co talerzyków. Przyjęcie jakieś dziedzic urządzał?
- Jakie przyjęcie? Przychodziły kandydatki na gosposię. Musiałem poczęstować, chociaż colą i ciasteczkiem.
- To chyba strasznie dużo tych kandydatek było. Moja Kwietniewska, niech się pani weźmie za zmywanie a ja przygotuję dziedzicowi coś do jedzenia. Musi leki wziąć a na pusty żołądek niezdrowo. Dobrze żeśmy przyszły, bo tu dziada z babą brakuje. Szczęście, że starego wczoraj przysłałam z kolacją, to się dowiedział co i jak i jeszcze po drodze zrobiłyśmy zakupy. A te kandydatki jak, nadała się któraś?
- Co też pani mówi, było sześć i każda tylko pytała ile będę płacił a o obowiązki nie zapytała żadna. Kiedy jedną spytałem czym zazwyczaj czyści srebra to mi odpowiedziała, że najlepiej piaskiem. Druga, pytana czy umie zrobić suflet, odparła, że szuflę, to do węgla się u nich w domu używa a we dworze centralne dawno założone i że ona do żadnych ciężkich prac się nie godzi. Jedna nie może myć okien, bo jej się w głowie kręci, inna do prania nie nawykła, bo jej mamusia wszystko pierze. Szkoda słów.
- To trzeba było dziedzicowi nic o obowiązkach nie mówić, tylko zatrudnić i potem samo by jakoś wyszło.
- Co pani, pani Kwietniewska, teraz wszystko takie mądre, że każe sobie umowę spisać, punkt po punkcie i jak tylko coś będzie nie tak, to poleci na skargę do wszystkich świętych z trybunałem włącznie albo się oflaguje i blokadę na drodze zrobi. Pozmywała pani już? To teraz niech pani odkurzy a ja nastawię pranie i zmienię pościel. Obiad to panu dziedzicowi przez starego przyślę, a kolację naszykuje teraz i wstawię do lodówki. Tylko co to dalej będzie jak pan nikogo nie wybrał do pracy.
- Mnie się wydaje, pani Grohalowa, że dobra by była ta mała Idalka. Młoda, sprytna, na pewno się nada.
- Coś za wcześnie na sklerozę, pani Kwietniewska, przecież Idalka jeszcze do szkoły chodzi. Kiedy by miała to robić, po szkole musi lekcje odrabiać.
- Toteż ja nie mówię, że tak na cały etat, tylko na godzinkę, dwie dziennie. Zarobiłaby sobie dziewczyna parę groszy.
- No, nie wiem, nie wiem. Ale kto to tam tak ostro drałuje przez pola, dziecko jakieś chyba. Że to ludzie sumienia nie mają i wysyłają dziecko w taką zadymkę. A nie, to Edyciakowa. Ona tu dziedzica idzie.
- Kto to taki, ta Edyciakowa? I czego ode mnie może chcieć? Ja jej nie znam.
- Eee, Edyciakową wszyscy znają. Dziedzic u nas od niedawna, to może nie słyszał. Dawniej na taką, to się mówiło szeptucha a teraz szamanka ponoć. Ona ciągle zbiera jakieś ziółka, suszy, parzy, mikstury miesza, nalewki robi. Trochę ludzi wspomaga, najwięcej tych co nie mają pieniędzy na lekarza albo już w lekarzy nie wierzą.
- To po co ona tu do mnie idzie?
- Nie wiem, może się dowiedziała, że pan dziedzic zachorzał i taszczy te swoje leki na ozdrowienie, bo jakiś koszyk niesie.
- Ale ja się boję takich nawiedzonych i do ust nie wezmę tych jej leków.
- Niech pan dziedzic będzie spokojny, od jej mikstur jeszcze nikt nie umarł a wielu pomogły.
- Niech będzie pochwalony, panie dziedzicu. A i paniom szczęść Boże.
- Pochwalony, pochwalony. A co to pani Edyciakowa z takim wielkim koszem się wybrała? Do marketu może? Tam plastki dają do każdego głupstwa.
- Właśnie, potem nie wiadomo co z tym robić i tylko zaśmiecają środowisko. Nie idę do marketu. Do pana dziedzica przyszłam bo słyszałam, że przeziębiony. Przyniosłam spirytus na mrówkach, do smarowania, kwiat lipowy i nalewkę na liściach malinowych. Pani Kwietniewska dziedzica nasmaruje, Grohalowa kwiatu lipowego naparzy, naleweczki się pan dziedzic napije na noc i jutro będzie jak nowy.
- Smarowanie i ziółka to sobie mogę odpuścić, ale naleweczki bardzo chętnie, nie będę nawet czekał do wieczora. A może i panie po kieliszeczku?
- To na lekarstwo jest a nie na poczęstunek. Pani Grohalowa, chyba pani komórka w torebce dzwoni.
- Pewnie stary się złości, że mnie tak długo nie ma. Wcale nie chciałam tej komórki tylko syn mi kupił na gwiazdkę. Mowi: będę o mamę spokojniejszy i zawsze będę wiedział gdzie mama jest. A dlaczego miałby być niespokojny. Wcale nie musi wiedzieć gdzie jestem a już najmniej Grohal, bo i jemu też kupili, na moje utrapienie. O, przepraszam, to nie stary, muszę odebrać bo to ze Sztokholmu Asiansonowa dzwoni. No co tam się stało? A dzień dobry, dzień dobry. Po co ty dzwonisz i pieniądze wydajesz. Przecież wiem, że przyjeżdżasz. Już sześć razy dzwoniłaś. Jak to nie przyjeżdżasz? Dziecko samo do Krakowa wysyłasz? Oszalałaś chyba. Czy ty wiesz jakie to teraz niebezpieczne. Różne ptasie grypy, szalone krowy, porwania i co tam jeszcze. To co z tego, że dorosły. Nawet dorosły może zrobić głupstwo albo się gdzieś zaplątać niechcący. Co to za matki teraz! No już dobrze, dobrze, wyjedziemy po niego na lotnisko. A ty kiedy będziesz? Jak się ociepli? No to czekaj tatka latka. Słuchaj, jeszcze jedno, nie przysyłaj więcej tych świństw w butelkach bo cała rodzina się pochorowała od samego patrzenia. To co z tego, że unikat. Ja obrzydliwa jestem i na takie rzeczy nawet patrzeć nie mogę. Stary całkiem nie wytrzymał i zakopał to za stodołą. No już dobrze i do widzenia, bo wszystkie pieniądze na telefony wydasz i nie będziesz miała na te swoje wymarzone gumiaki.
Nie macie państwo pojęcia co ta kobieta wyczynia. Ciągle nam coś dziwnego przysyła a ostatnio przysłała glisdy w wódce. Świat się kończy.
- To ja już pójdę, bo się umówiłam z Dorocińską, mamy różne sprawy do omówienia. O właśnie, Dorocińska.
Pani mąż zamiast zakopywać to za stodołą mógł jej dać, ona takie rzeczy dla swojego męża zbiera.
- Mówiłam, że świat się kończy. Do widzenia pani Edyciakowa.
- Do widzenia i bardzo dziękuję za te miksturki, szczególnie za naleweczkę. Znakomita.
- O, to pan już pól flaszki opróżnił? Ho, ho, będzie pan jutro zdrów jak ryba..
- My też już idziemy
- Już? Znowu sam zostanę. A wszystko przez tego jakiegoś Ducha co mi gosposię podkradł. Szlag by trafił. Skad on się wziął?
- Jaki duch, o czym wy mówicie?
- Antoni Duch, krewny tej gosposi. Mówiłam, że on z Kanady. Kiedyś to nawet często pisał do rodziny i książki przysyłał, bo on podobno pisarz jest ale od pewnego czasu się nie odzywał, to i ludzie zapomnieli.
- Kto tam puka? Proszę, proszę. To do pani, pani Grohalowa. Syn.
- Dzień dobry wszystkim, przepraszam, że nachodzę. Przyjechałem po mamusię. Panie też mogę zabrać po drodze, jeśli panie już wychodzą. Niech się mamusia zbiera prędko, bo tam ojciec szału dostał.. Pies wykopał za stodołą to paskudztwo, stłukł butelkę i rozwłóczył po śniegu a wódkę wychłeptał i dostał małpiego rozumu. Do kozy się zabiera.
- Koniec świata.
--
Otwórz szafę i mów do rzeczy.