Odcinek 4
Występują:
Dziedzic Sztanglicki
Grohalowa
Dorocińska
- O matusiu jedyna, a co tu się wyprawia? Napadli pana czy co?
- Dlaczego zaraz napadli? Dzień dobry pani Grohalowa. Karteczki jednej szukam. O... przepraszam, tylko włożę szlafrok, nie wypada tak przy damie w dezabilu.
- No, ja myślę, że szlafrok a nie żaden dezabil. Przecież pan jest chory i powinien leżeć. No i jeśli pan karteczki szuka to po co było wyciągać całą zastawę z kredensu?
- Bo chciałem kredens przesunąć, a z zastawą za ciężki. Myślę, że ta karteczka pod kredens wpadła. Proszę sobie wyobrazić, zadzwoniła do mnie ta gosposia, już z Kanady. Powiedziała, że zostawiła dwie karteczki. Na drugiej były nazwiska i telefony tych pań, z którymi się umówiła, że będą do mnie przychodzić jeśli ona wyjedzie. Karteczki nie znalazłem, więc podyktowała mi wszystko od nowa, razem z telefonem do Kanady i ja sobie zapisałem.
- No to po problemie. Po co więc ta rewolucja kredensowa?
- Nie bardzo po problemie. Zaraz po telefonie potrąciłem kieliszek z nalewką co ją dostałem od tej szamanki. Nalewka wylała się na karteczkę, zacząłem wycierać i niech pani patrzy, nic nie można odczytać. Straszny jakiś zajzajer musiał być, wyżarło do cna Teraz szukam tej karteczki co ją gosposia zostawiła. Bardzo mi potrzebna, bo muszę natychmiast zadzwonić do Kanady.
- A co taki gwałt?
- Musi mi powiedzieć, gdzie schowała moje srebrne spinki do mankietów. Chciałem się ubrać w bonżurkę, bo nie lubię szlafroków, a przecież pod bonżurką muszę mieć koszulę, z apaszką.
- Może pan i musi. A nie można to było włożyć koszuli z guzikami u rękawów?
- Co też pani, kto by chodził w koszuli z guzikami?
- Niektórzy chodzą i jeszcze od tego nie umarli. No to co robimy z tym szukaniem?
- Sam nie wiem. Nazwiska tych pań to może sobie jakoś przypomnę, chociaż nie mam pamięci do nazwisk, ale numeru telefonu, to na pewno nie.
- W każdym razie ja schowam zastawę na miejsce, bo żeby kredens ruszyć to potrzeba przynajmniej dwóch silnych chłopów więc my dwoje nie damy rady.
- Wiem! Zaraz zrobię z tym porządek.
- Co pan tu targa, jak rany. Odkurzać pan będzie? Nie do wiary.
- Nie odkurzać, tylko jeśli ta karteczka tam jest, to odkurzacz ją złapie. Niech mi pani powie tylko gdzie się wkłada tą rurę.
- No w otwór się wkłada, gdzieżby indziej? Pan to chyba w życiu niczego palcem nie tknął. Zawsze za pana wszystko robili inni?
- - Nie wszystko, niestety, nie wszystko, pani Grohalowa. No wetknąłem jak trzeba ale pstrykam i pstrykam a to nic nie ciągnie.
- O święta cierpliwości, trzeba włączyć do gniazdka!
- No tak, teraz ciągnie aż miło. Ooo, chyba jest. Jest! Cholera, o pardon, całkiem wciągnęło. I co teraz?
- Teraz to trzeba otworzyć odkurzacz i wyjąć worek. Już ja to zrobię. Mam go, delikatnie teraz, żeby tego kurzu nie wytrząsnąć.
- A psik!
- No tak, to już koniec. Nie miał pan kiedy kichnąć? Jak my wyglądamy, jak kominiarze.
- Ale kartka jest, o tu wystaje.
- Ktoś puka. Tylko tego brakowało. Niech pan chociaż usiądzie i przykryje się kocem. Gacie panu spod szlafroka wyłażą. A tu jest chusteczka do wytarcia twarzy. Ja już się z grubsza wytarłam. Proszę, proooszę.
- Dzień dobry państwu. Przepraszam za najście ale szukam swojego męża.
- Dzień dobry pani Dorocińska. U dziedzica pani szuka męża, a cóż on miałby tu robić?
- Sama nie wiem, wracam z remizy, a że było po drodze to zajrzałam. A co, porządki pani Grohalowa przyszła robić? Musiało być nieźle zapuszczone bo zakurzeni jesteście oboje jak nieboskie stworzenia.
- Może i zakurzeni. Ale co z tym mężem? Zaginął biedaczek?
- Od rana go nie ma. Wziął tą nową maskę i poleciał, mówił, że na jakieś ćwiczenia. Pora obiadu minęła, dzwonię, komórka wyłączona. Zaniepokoiłam się i poleciałam do remizy a tam go nie ma. Nikt nic nie wie o szkoleniu. Sama nie wiem co myśleć. A może on jakąś babę ma?
- Co pani, pani Dorocińska, przecież to porządny chłop i za babami nie lata.
- Chłopu to nigdy do końca ufać nie można. Najlepiej jak zawsze na oku jest.
- A może on poleciał robaki kopać?
- Jakie robaki, takie na ryby? Ale przecież zima. Ja sam nie łowię, bo się brzydzę, ale wiem, że na ryby to raczej latem.
- Toteż ja nie o robakach na ryby tylko o robakach tak w ogólności. Jakaś mania nastała i pół wsi robactwem się zajmuje. Zbierają, fotografują, przesyłają sobie, jak ta Asiansonowa chociażby. Dorocińska też nie lepsza. Słyszałam, że dla męża zbiera.
- Coś niebywałego, i co oni z tymi robakami robią?
- A czort ich wie. Może jakieś robaczywe Towarzystwo chcą założyć. Bo na Towarzystwa też moda nastała.
- Nic mi o żadnym robaczywym Towarzystwie nie wiadomo a robaczki i inne stworzonka lubimy z mężem oglądać i podziwiać.
- Ooo, zguba się znalazła, o tam na drodze, pani mąż pędzi do domu mało nóg nie pogubi.
- To i ja pędzę, bo muszę mu obiad odgrzać. Do widzenia i przepraszam.
- A proszę, proszę. Do widzenia.
- Ja teraz muszę natychmiast zadzwonić. Halo, czy to pan Duch, ja chciałem rozmawiać z ...Słucham? Jak to nie ma? Taki numer mi podano. Tak... nie? To ja przepraszam.
- Co się stało? To nie Duch?
- Nie, odezwał się jakiś Mężydło i powiedział, żeby sobie żartów nie robić bo on w duchy nie wierzy.
--
Otwórz szafę i mów do rzeczy.