Odcinek 5
Występują:
Grohalowa
Wójt Goposiński
Wójtowa Starogropska-Goposińska
Dziedzic Sztanglicki
Edkowa
- Pani Wójtowo, jeśli ma być kolejne zebranie, to ja nie mogę. Stary by mnie za nic nie puścił. Już ostatnio ciche dni mi urządził.. Nie było to takie najgorsze ale wtedy do roboty trudno go zapędzić.
- Nie, nie, pani Grohalowa. Przyjechaliśmy tylko w sprawie sprawozdania, Uprosiłam męża, bo on ma do tego talent i pięknie wszystko napisał a teraz trzeba tylko na czysto przepisać. Pani by nie mogła?
- Ja mam tylko maszynę do pisania, a przecież mąż ma komputer w Gminie, to nie można było od razu?
- Komputer jest, ale znowu się powiesił i nie można nic napisać.
- Nie powiesił, tylko zawiesił. To stary grat, programy informatyk nie wiadomo skąd przytargał i albo wirus albo inne świństwo.
- Dobrze, niech się państwo nie martwią, będzie przepisane. A jak to ładnie ze strony pana Wójta, że się do naszego Towarzystwa zapisał.
- Sama go zapisałam. Musimy mieć jakieś rodzynki na okrasę.
- Zbierajmy się, bo późno. Robota czeka.
- Robota nie zając. Poczeka
- Ktoś tu mówi o zającu? Chętnie bym zjadł, z buraczkami, a do tego czerwone wino. Dzień dobry państwu. Ktoś był może na polowaniu?
- A dzień dobry dziedzicowi. Na polowaniu? Nie, mówimy, że robota nie zając.
- A ja już miałem nadzieję...
- To pan dziedzic już zdrów? Pewnie te leki Edyciakowej pomogły. Ja zawsze na przeziębienie jej naleweczkę stosuję.
- Ty byś stosował chętnie i bez przeziębienia. Jedziemy, sam mówiłeś, że późno. Do widzenia państwu.
- Pan dziedzic z jakąś sprawą, czy na spacer wyszedł? Choć przy tej pogodzie i po chorobie to raczej w domu siedzieć.
- Nie, nie na spacer, chciałem z panią porozmawiać, a podwiozła mnie pani Edkowa, o właśnie wchodzi.
- Dzień dobry, pani Grohalowa, ja tylko na chwilę.
- -Dzień dobry, można i na dwie.
- Nie mogę, wyrwałam się na parę minut do domu po skarpetki. Jakoś tak szybko drę rajstopy. Rano wkładałam całe a po przyjeździe do pracy już były dziurawe. W pracy każą chodzić w firmowych klapkach, wie pani, Sanepid wymaga, a one bez palców, no a w dziurawych rajstopach wstyd. A teraz w drodze powrotnej spotkałam pana dziedzica i podwiozłam do pani i przy okazji weszłam się zapytać czy już się coś wyjaśniło w sprawie tej sekcji.
- Tak jakby. Wójtowa powiedziała, że sekcja to taki zespół, więc musi tu o tańce chodzić.
- No to dobrze, bo i ja byłam zaniepokojona. Do widzenia państwu, chętnie bym posiedziała dłużej ale roboty huk.
- Do widzenia.
- Pani Grohalowa, niech mi pani powie, dlaczego na tę panią wszyscy mówią Edkowa a ja słyszałem, że jej mąż Sławek.
- A bo to kto wie. Na wsi, jak się coś do kogoś przyczepi, przezwisko jakieś, to go potem nie odkleisz i nikt nie pamięta dlaczego takie a nie inne.
- A gdzie ta pani pracuje, że takie ostre wymogi sanitarne, że nawet buty firmowe trzeba nosić?
- He, he, Edyciakowa to mówi, że ona bada zawartość cukru w cukrze. To taka fabryczka jest, gdzie produkują wyroby do czegoś podobne. Do czekolady zdaje się. Ale chciał pan porozmawiać.
- Tak, jak pani wie z tymi numerami telefonów to była pomyłka, bo źle podpisałem, ale już się wyjaśniło. Będzie do mnie przychodziła Mężydłowa, żeby mi gotować i chciałem zapytać, czy ona rzeczywiście dobrze gotuje?
- Ja bym do niej na kurs gotowania nie poszła, bo ona takie wygibasy wymyśla, że to całkiem nie na mój smak. Jakieś fikuśne ryby, owoce morza. Kto to w ogóle słyszał. Owoce to są z sadu a nie z morza. Ale myślę, że na pana dziedzica wymagania to ona się nada. Oj, przepraszam, bo telefon dzwoni. Halo, tak pani Wójtowo, a tośmy się dopiero widziały. Co takiego? Kiedy? Nie wiem czy będę mogła. No dobrze, uproszę starego skoro to taka uroczystość. Dziękuję za wiadomość.
- Coś ważnego?
- A tak, Wójtowa powiedziała, żeby być przygotowanym na wyjazd do Warszawy,
7 lutego. Może nasze Towarzystwo załatwi zaproszenia na bardzo ważną Galę. Będą wręczać tej autorce kryminałów co je czytamy, Asy EMPiKu. Boże, ja już całkiem głupia jestem. To i w karty grać będziemy?
--
Otwórz szafę i mów do rzeczy.