Manicka, Manicka... Skądś znam kobitę, ale ni cholery nie mogę se przypomnieć.
To ta, co cudze dzieciska uczy elementarza i nie ma czasu nawet na odpust
przylecieć do wsi? Ksiądz proboszcz nawet już o nią pytał, bo mu jej w chórze
bardzo brakuje. O tych z Kanady też pyta, bo dach na plebanii przeciekać zaczął.
A nie wiecie, Mężydłowo, co tam u wójtów? Bo Goposiński cosik mi markotno
ostatnio wygląda. Z policją im nie wychodzi podobnież i w ogóle z niczym. Ludzie
to się zrobiły teraz takie jakieś nieużyte, ponure i tylko by cięgiem w
telewizor patrzyły, a wszystko inne mają za nic. Tak, jak z tymi wyborami. Nie
chodzo, bo im się nie chce, a potem płacz, lament i olaboga. To i nie dziwota,
że gryzie się, biedaczysko, bo to przecież nie o kartofle na polu chodzi, tylko
o dużo ważniejszą rzecz. O mendal jakiś, czy coś. A słyszeliście? Baby gadają,
że z wójtową też nijak nie idzie się dogadać, bo ona, za przeproszeniem, po
francusku zaczęła się wyrażać. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze nie daj Bóg, do
jakiego rozwodu dojdzie, abo co jeszcze gorszego. A jak wszystkie wyjadom ze
wsi, to już będzie prawdziwy koniec, bo to ani gęby do kogo rozewrzeć, ani się z
kim pokłócić... Przyjdzie się chyba owiesić z tego wszystkiego. Co to się nie
wyrabia na tym świecie, pani Mężydłowa, co to się nie wyrabia...
--
Forum z kurcgalopkiem