Odcinek 7
Występują:
Grohalowa
Dziedzic Sztanglicki
Edkowa
W tle: inne osoby
- Już myślałam, że nikt dzisiaj nie wpadnie. Cisza aż w uszach dzwoni. Wymiotło wszystkich do Warszawy na te Asy, czy jak? Dobrze, że choć pan zaszedł.
- Dzień dobry pani Grohalowa,, chyba nikt nie pojechał, zaproszeń nie było, to nie pojechali. A ja wstąpiłem w drodze od Edyciakowej. Obiecała mi nalewki ale nie mogła sama przyjść, bo kuruje panny Bliźniackie. Wróciły z Mazur takie zachrypnięte, że w ogóle mówić nie mogą, ani słóweczka. A jakieś ważne nowiny podobno przywiozły z Warszawy. Coś o nowej książce.
- Coś tam słyszałam, a właściwie nie słyszałam, bo szeptem mówiły a przez telefon szeptu nie słychać i nie mogłam się połapać o co chodzi.
- Nowa książka ma być niedługo. Zapalniczka.
- A leży koło pana. Powinien pan nowe okulary sobie sprawić panie dziedzicu.
- Książka się nazywa Zapalniczka. A tą widzę i okulary mi niepotrzebne.
- Dziwny tytuł. Ale prawie wszystkie te tytuły jakieś takie; Krowa Niebiańska – chyba niebieska, albo Kocie Worki. No ale czyta się dobrze. A pan dziedzic czytał coś?
- Czytałem Wszyscy Jesteśmy Podejrzani ale innych nie mam i muszę od kogoś pożyczyć.
- Ja też tą czytałam. Mogę panu pożyczyć inną. Klin się nazywa. Ale niech się pan nie spodziewa, że to poradnik jak leczyć kaca. Wesoła jak wszystkie i coś mi się zdaje, że film podobny widziałam ale nie całkiem taki jak książka.
- Będę wdzięczny. Chętnie przeczytam.
- A kto to tam się tłucze za drzwiami? Kto to?
- To ja, pani Grohalowa, buty otrzepywałam, bo śniegu nie chcę wnosić. Dzień dobry państwu.
- A co to, pani Edkowa, na piechotę?
- Samochód mi nie chciał zapalić, ale może to i lepiej, bo tak mi się ręce trzęsą, że wcale bym prowadzić nie mogła.
- Coś się stało w pracy?
- Tak, w sali konferencyjnej leży trup Stolarskiego, uduszony.
- Wiemy, Wszyscy Jesteśmy Podejrzani. I nie Stolarskiego tylko Stolarka.
- Co pani, dlaczego wszyscy? Tylko pracownicy fabryczki, nikogo więcej nie było. I z całą pewnością Stolarskiego, u nas żaden Stolarek nie pracuje.
- O czym pani mówi?
- O wypadku w fabryce.
- A my o książce. Mogłaby pani nareszcie przeczytać, bo wcale nie daje się z panią dogadać. Co z tym wypadkiem?
- Mamy teraz nowy produkt. Ma dodatkowy składnik i jest całkiem smaczny.
- Też podobny do czekolady?
- Oczywiście. Stolarski to łasuch jakich mało. Ktoś z produkcji dał mu całą torbę. Ten schował się w sali konferencyjnej i wszystko zjadł. Okazało się, że jest na ten składnik uczulony, gardło mu spuchło i się udusił. Teraz policja wszystkich magluje kto mu te czekoladki dał. Mnie już puścili ale zdenerwowałam się strasznie.
- To faktycznie okropne, ale żeby tak całkiem się udusić od czekoladek.
- Panie dziedzicu, gdyby się nie schował w konferencyjnej, to ktoś by zobaczył jak się dusi, wezwał pogotowie i może by go uratowali, a tak po chłopie.
- Gdyby przeczytał książkę, to by w konferencyjnej nogi nie postawił. Wszystko tam może się zdarzyć. I pani dobrze radzę, niech Edkowa konferencyjnej unika jak ognia.
--
Otwórz szafę i mów do rzeczy.