Odcinek 17
Występują:
Grohalowa
Pierzycka
Edkowa
Wójt Goposiński
- Ani chwili spokoju człowiek nie ma. Zawsze coś takiego w drogę wejdzie, że od zajęć człowieka oderwie.
- Toż przecież miała pani spokoju aż nadto, pani Grohalowa, jak pojechała pani ptaków słuchać. Chociaż ładnie śpiewały? Bo tu na wsi się rozeszło, że jeden był bas a drugi baryton.
- Ludzie, to i świętemu przypiszą jakieś niecne sprawki, moja pani Pierzycka.
- Nie przypisywaliby gdyby nie przyjazd pani Asiansonowej. Akurat musiało panią ponieść nie wiadomo gdzie. Zapraszać miesiącami kobietę a potem wyjechać i tylko przez telefon porozmawiać. Dobrze, że jednak komórkę pani wzięła.
- Wzięłam, wzięłam. I co? Jak się zwiedzieli, to co chwilę dzwonili jak na sr.., to jest, chciałam powiedzieć, jak najęci. Powiem pani, że ja tam nie dla samych ptaków pojechałam, ale żeby sobie w spokoju Zapalniczkę poczytać. Jak zaczęli dzwonić, to w takie nerwy wpadłam, że co drugie słowo czytałam i teraz czytam jeszcze raz. Taka dobra książka a mnie co chwilę coś odrywa i spokojnie przeczytać nie mogę.
- A co to panią tak odrywa od lektury?
- Wiecznie czegoś ode mnie chcą. A to jak siać, kiedy i w jakich skrzynkach, a to wysłać nasiona, a to napisać wreszcie te dwie pieśni co je obiecałam na festiwal, że o drobniejszych sprawach nie wspomnę.
- Co prawda, to prawda. Pieśni miała pani napisać a teraz po tych trelach na bas-baryton, to już chyba łatwo pójdzie. A to, że z pani najlepsza ogrodniczka, to też prawda. Właśnie miałam zapytać o nasturcję.
- Niech mi już pani da spokój z roślinami. Ważniejsze rzeczy teraz mam w głowie. Najbliższe spotkanie mnie ominie i nie wiem co oni tam znowu nakręcą.
Nowi się zapisują. Jest jakaś Asiulińska, Bebezycka i jedna z dawniejszych czasów się odezwała, Kancellarska. Nie poznałam jej, bo nazwisko zmieniła. Dawniej nazywała się Biurkowa. Trzeba te nowe jakoś ładnie przyjąć ale czy to można na kimś polegać. Nawet na Wójta ostatnio liczyć nie można.
- A dlaczego nie? Stało się coś?
- Może się stać. Wójt się zawziął na Kicajka i powiedział, że go będzie ścigał po wsze czasy a nie odpuści.
- A kto to ten Kicajek i co on takiego zrobił?
- To taki jeden, co dawniej we wsi mieszkał a teraz się gdzieś obraca daleko, podobno nawet za granicą. A popełnił świętokradztwo. Relikwię sobie przywłaszczył.
- O matko cudowna, co też pani mówi, relikwię? A nie słyszałam, żeby Wielebny mówił, że coś z kościoła zginęło.
- A kto tam? Proszę, no proszę… A…, to pani Edkowa, proszę wejść.
- Witam panie. Słyszę, że panie o relikwii mówią. Bo ja poniekąd w tej sprawie.
Fabryczka nam stoi, bo z Gminy jednego ważnego dokumentu nie dostaliśmy a Wójt się uparł, że dopóki sprawy relikwii nie załatwi, to nie ma go dla nikogo.
Nie dość, że tyle było tych wolnych dni, to jeszcze teraz nie pracuje.
-Właśnie, Mężydłowa też się skarżyła, że miał zrobić jakieś projekty do okładki i nic. Odwleka i czekaj tatka latka.
- A wie pani, pani Edkowa, we wsi mówili, że Wójt się nawet zbroi na to spotkanie Kicajkiem. Zabrał palcatek, który miał być dla Eulalijskiej i powiedział, że nie odda aż go użyje w słusznej sprawie.
-To ja już nic nie rozumiem pani Grohalowa. Wójt ma palcatem okładać jakiegoś Kicajka za przywłaszczenie relikwii kiedy z kościoła nic nie zginęło?
I w ogóle co do tego ma Eulalijska? Konia sobie kupuje, czy jak?
- Eulalijska zamówiła palcat do okładania tych, co nie wypełnili Rankingu. A relikwia nie z kościoła zginęła tylko ze Stowarzyszenia.
- To Eulalijska jeszcze ściga opornych? Ma kobita zdrowie.
- A ma, ma. Listy gończe nawet za ocean wysłała. Wszyscy się boją jak nie wiem co.
- No my tu gadu, gadu a trzeba ustalić jak to na spotkaniu będzie. Trzeba jakoś zaradzić, żeby znowu ich z gospody nie wyrzucili.
- No cóż, pani Grohalowa, musi pani kogoś na zastępstwo wyznaczyć skoro sama Mężydłowa może sobie nie dać rady z takim dużym zgromadzeniem.
- Tak pani Edkowa, chyba poproszę Edyciakową.
- O… pan Wójt, tak pan cicho wszedł.
- Pukałem, ale nikt nie odpowiadał. Słyszę, że coś o Edyciakowej mowa.
- Tak, pani Grohalowa chce ją prosić o zastępstwo na spotkaniu Stowarzyszenia.
- To chyba nie da rady.
- A dlaczego? Edyciakowa uczynna kobieta.
- Uczynna jest, nie powiem. Jak jest.
- Nie rozumiem, jak to: jak jest?
- A no tak. Przed chwilą ja widziałem jak leciała z walizami.
- Z walizami? Dokąd? Po co?
- Mówiła, że na stację idzie. Nawet chciałem ją podwieźć, ale machnęła ręką i pognała.
- Co pan mówi? Wyjeżdża gdzieś?
- Ja też zapytałem.
- I co?
- Odkrzyknęła, że jedzie do Bydgoszczy i nie wróci aż się ta cała nagonka rankingowa nie skończy.
- Nie do wiary… Edyciakowa uciekła???
--
Otwórz szafę i mów do rzeczy.