A o tych tradycyjach w zakładaniu różnych klubów u nas we wsi, to sama prawda,
kumy drogie. Pamiętam, jak pierwszy powstał. Dawno, dawno temu to było, kiedy
tu, gdzie teraz Chmielewszczany, bezdroża różne były i trup słał się gęsto, bo
różne takie typki spod ciemnej gwiazdy na nim grasowały. Nie żeby dla zarobku,
bo wzbogacić się, to bardzo nie było na kim, ale z czystej, kryminalnej natury
mordowały kogo popadnie. Nie powiem, strach trochę panował, ale i rozrywki człek
sporo miał, bo nigdy nie było wiadomo, kto żywy do domu wróci. Prosto hazard
lepszy, niż u tego Montego Karola. Przez te różne morderce, rzecz jasna. I wtedy
właśnie, żeby móc spokojnie podróże odbywać i życia bez sensu nie narażać,
zaczęłyśmy z Asiansonową latanie na mietłach propagować. Nawet założyłyśmy
pierwszy klub i szkołę latania. Dla teściowych. Świeckich, kościelnych,
formalnych i nieformalnych. Ale chyba wystąpiły trudności z teściowymi, albo też
mioteł zabrakło, bo jakoś wszystko poszło w zapomnienie. Zresztą, teraz już
spokojnie można na nogach, bo we wsi bezpiecznie. Dawno trupa żadnego nie było.
--
Forum z kurcgalopkiem