To były dawne czasy, gdy całą moją rodzinką gnieździliśmy się w jednym
mieszkaniu z moją Mamą. Wiadomo, nikomu nie wychodzi wspólnota mieszkaniowa na
zdrowie... Mama ogólnie charakteru uległego nigdy nie miała, stresująca praca
itp., więc często jakiś tam bluzg bezwiednie jej wyleciał. Tyle tytułem wstepu.
Poszłam ja ci z młodym trzylatkiem pierwszy raz do znajomej okulistki. Kobieta,
chcąc osmielić moje dziecko zagaja raz i drugi: "NOo to jak masz na imię?" Młody
nic. I znowu pytanie, młody nic. W końcu okulistka - "No to jak babcia na ciebie
woła?" A synio spode łba - "KULWA JASNA!"