Lecę po kolei:
Owoce wodne - krewetki lubię, raki kocham (ile ja się tego w życiu
nałowiłam...), ostryg bardzo chciałabym spróbować.
Jajecznica z móżdżkiem - niekoniecznie, ale móżdżek na grzance chętnie bym zeżarła.
Krupnik jest pyszny, byle nie robiony przez moją babcię, bo to woda z kaszą
Muszą być ziemniaczki, serca lub żołądki, marchewka, grzyby suszone itd.
Czernina - nie jadłam, nie chcę jeść.
Przegrzebki - nie mam zdania.
Zupa mleczna FUJ, kłaniają się traumy z przedszkola
Trufli nie jadłam, ale mogą być smaczne, sushi uwielbiam. Pomidorową też.
Do mleka nie mam wstrętu, tatar kocham. Śledzie z cytrynką również. I wątróbkę,
taką krwistą i do tego ziemniaczki. Zupę kalafiorową bym pewnie zjadła, chociaż
lepiej jest kalafior zapiec w sosie.
Oliwki są ok. Jajecznica też, o ile to nie ja ją robię. Biała kiełbasa jest
jadalna, chociaż bez rewelacji.
Podroby, grzyby, flaki, galarety (ale mięsne, bo rybnych nie znoszę) - jestem na
tak. Smalec też w porządku. Chińskie żarcie bywa smaczne. Barszczyk najlepszy
czysty i z uszkami, ale każdy zjem. Jajka właściwie też w każdej postaci. Nic
nie wiem o herbatce z lnu, za to czerwonej nie cierpię, a mój ojciec to pija i
czasem się pomylę w domu...
Placki ziemniaczane - FUJ FUJ FUJ, nie ruszę.
Golonkę zjem, nic nie mam do karpia.
Octu nie znoszę, po co komu ocet, skoro ludzkość wymyśliła sok z cytryny?
Ślimaki wymiatają, do dziś wspominam pewną ucztę w Suwałkach.
Nie znoszę posypywania czegokolwiek pietruszką, koperkiem czy szczypiorkiem.
Pierogi ruskie są najlepszymi z pierogów moim skromnym.
Ogórek zielony - czemu nie, z pieprzem i śmietaną. Zielona sałata, pekińska
kapusta, bardzo mniam.
Szpinak - kiedyś też trauma z przedszkola, teraz lubię.
Chałwa FUJ.
Ryba po grecku - jakie to jest wstrętne!
Hehe, to już wiecie czym mnie karmić w razie czego
Świństwa nie uwzględnione w spisie:
1) zupa ogórkowa
2) czerwona papryka
3) tuńczyk
4) baranina