biaua_glysta napisała:
> Brzmi na tyle intrygująco, że na pewno bym spróbowała.
>
> W tym roku próbowałam suszonego kożucha z mleka, świeżego smażonego kożucha z m
> leka ze śmietaną, suszonego i świeżego białego sera z mleka jaka, zwarzonego sł
> odkiego smażonego mleka (smakuje zupełnie jak leniwe, pycha), sfermentowanego m
> leka kobylego, rosołu baraniego bez niczego, rosołu baraniego z kluskami, r.b.
> z kluskami i marchewką, r.b. z kluskami, marchewką i ziemniakami, oraz mielonej
> baraniny, tłustej, nieprzyprawianej jako nadzienia do czegoś w rodzaju otwarty
> ch pierogów gotowanych i bardziej klasycznych pierogów smażonych na głębokim tł
> uszczu, a także zielonej herbaty z mlekiem i solą. Do tego zupa ucha z oczami r
> ybimi i ryba omul wędzona w zimnym dymie i wędzona w ciepłym dymie.
> Zaręczam, że wszystkie powyższe przysmaki są jak najbardziej jadalne, tylko że
> niektóre z nich jedynie po dłuższym poście.
Po przeczytaniu powyższego wydaje mi się, że nie lubię o wiele więcej potraw,
niż mi się wydawało

Zjadliwa z tego jest chyba tylko ryba wędzona?
A tak na marginesie, mam koleżankę, która zajada się kurzymi, gotowanymi łapkami
- brrrr, obrzydlistwo...