No dobra. Ustalmy, ze praca na styku finansow i polityki jest trudna do zdobycia
w Ameryce Lacinskiej i malo stabilna. Ale sluchaj, wiele osob, gdy slyszy slowo
specjalista, mysli inzynier, architekt, informatyk, naukowiec, lekarz.
Sprobojmy raczej wymyslic cos konstruktywnego, a nie narzekac. Nie znam
srodowisk finansowych, lekarzy znam tylko chilijskich (z lekarzem z Polski
ogolnie moze byc problem, bo raczej dyplom nie jest rozpoznawalny, a Chile
chroni swoj rynek chyba ze wzglegu na nadprodukcje z Boliwii, ale tak mi sie
tylko wydaje), ale to o specjalistach z pozostalych dziedzin myslalem, piszac,
ze czasami nie trzeba nawet znac hiszpanskiego, by dostac prace. W tych
dziedzinach jest to mozliwe, a zarobki sa calkiem niezle (no moze 10 tys USD to
na poczatek troche wygorowana stawka

. W kazdym razie na utrzymanie rodziny
wystarczy.
Co do nauczycieli angielskiego, to wiele osob pisalo, ze pracowalo w tym
zawodzie. Native speakerzy sa dobrzy do konwersacji, ale nie naucza Cie jezyka,
takze nie wszedzie ich pelno. Mysle, ze jak ktos ma papiery nauczyciela
angielskiego, to powinno byc dobrze. Ma pewnie mniejsze szanse, gdy tylko dobrze
zna angielski, ale nie jest zupelnie bez szans. Moje pytanie brzmi, co powinien
zrobic od strony formalnej.
CO do poruszania sie to Ty chyba zartujesz. W przeciwienstwie do USA tu istnieje
calkiem niezly system transportu publicznego. Ja osobiscie uwielbiam samochody
colectivo.