Posłuchaj mnie dobrze, bo nie lubię zrzędzić, ale zrobię tym razem
wyjątek: kiedy byliśmy w Nuqui, poszlismy spacerkiem plażą do
sąsiedniej wioski (jakies 2h) na polnoc. Tam miejscowy rybak
zaoferowal nam wyprawe łódką do parku narodowego Ensenada de Utria
(rafy koralowe, namorzyny itp.) Ustaliliśmy cenę i umówiliśmy się na
kolejny dzień. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że grupa 12
kolumbijskich turystów została dokładnie w tym miejscu napadnięta na
łodzi, na której wybrali się na taką wycieczkę. FARC podpłynęło do
nich, pokazało im zabawki i zaoferowało gościnę na swoim pokładzie.
Wybrano ludzi, po których było widać, że mają kasę lub wpływy,
resztę zwolniono. O dziwo, przeoczono miejscowego sędziego. W gronie
porwanych znalazl się jakiś norweski profesor z Uniwersytetu w
Bogocie. Co jest w tym ciekawego? Ano to, że w Nuqui stacjonuje
wojsko. W Nuqui! Ale nie 10 km łódką od Nuqui! Oczywiście Nuqui i
Bahia Solano według zapewnień wojskowych oraz pracowników biur
turystycznych (Turcol) to tereny ZUUPEŁNIE bezpieczne! No taka
riwiera po prostu, Santa Marta niemal, tyle że nad Pacyfikiem....
Morał z tego jest taki, że jeśli kolumbijska armia ostrzega, że
jakieś tereny są niebezpieczne, to z pewnością są niebezpieczne, bo
nawet tereny, które armia rzekomo ma pod kontrolą, mogą okazać się
kuchnią pełną niespodzianek. A jak wygląda wieloletnia gościna u
przyjaciół z FARC to już sobie możesz poczytać we wspomnieniach pani
Betancourt, być może przyszłej pani prezydent Kolumbii, która
spędziła u nich ładny kawał życia. Reasumując masz jednostkę w
Quibdó, ale dżungla poza miastem nie jest bezpieczna i długo nie
będzie. To, o czym ci opowiadam miało miejsce 1,5 roku temu. Nie
sądzę, aby dużo się tam zmieniło.
Kalkulacji cenowych muszę przyznać, że nie rozumiem. Owszem, do
Quibdó dojedziesz busem za 50 tys. pesiaków (widzę, że cena się nie
zmieniła), ale jak chcesz jechać potem? Rowerem? Z Quibdó i tak
musisz na wybrzeże lecieć, bo dalej nie ma drogi. A samolot Quibdó-
Bahia Solano + autobus do Quibdó to już nie będzie wcale dużo taniej
od lotu bezpośredniego z Medellin (Nuqui) czy Cali (B.Solano).
Tyle w tym temacie. Twoja decyzja.
P.S. Jeśli już bardzo ci zależy na przygodzie, a zgodzisz się na coś
mniej ekstremalnego, popłyń sobie do Nuqui statkiem towarowym z
Buenaventury. Pływają raz na tydzień, chyba w środy, wychodzi taniej
(chyba jakieś 70-80 tys.), dostaniesz jakąś pryczę i może sancocho +
fasolę z kurczakiem i ryżem i będziesz zadowolony. Sama podróż
podobno bezpieczna, natomiast wizyta w Buenaventurze może być mocnym
przeżyciem (to rzekomo kolumbijska stolica morderstw). Trwa to
jakieś 24h. Wielu biedniejszych miejscowych tak podróżuje, zwłaszcza
studenci.
A jeśli już bardzo lubisz ekstremalne przygody, to polecam wycieczkę
do Parque Nacional Macarena do CAÑO CRISTALES. To setki kilometrów
dziewiczej dżungli, ekoturystyka i piękny kanion z rzeką o siedmiu
kolorach (obejrzyj zdjęcia w google), które zdaje się zawdzięcza
jakimś glonom i minerałom w skałach na dnie. Wygląda to naprawdę
cudownie. My w ostatniej chwili rozmyśliliśmy się, bo facet na
lotnisku powiedział, że owszem samoloty latają, owszem on nas może
zawieźć, nawet niezbyt drogo, ale potem nie odpowiada. Bo w samej
wiosce Macarena jest wojsko, ale żeby zobaczyć te cuda, trzeba się
wybrać na 2h spacer po lesie. I tu się zgina dziób pingwina, bo
żaden komendant nie wyśle ci swoich ludzi do ochrony. A nawet jak
wyśle, to co ci da dwóch wojakow jak napadnie was 20? Nie
wspominając już o tym, że jeśli komendant uzna, że sytuacja jest
niepewna, nie będzie chciał brać odpowiedzialności za głupiego
gringo i odeśle cię z powrotem tym samym samolotem. No i wtedy
pieniądze na bilet psu w d...
Spotkaliśmy w ekwadorskim Puerto López dwóch nadzianych turystów z
Kolumbii (nurkowali ze mną), braci. Jeden twierdził, że komendant w
Macarenie to jest osobisty kumpel i że jak coś, mam mejlować i on mi
załatwi wycieczkę. Pisałem, ale się drań nie odezwał. Może
ściemniał...
Poza najbogatszymi i najbardziej ryzykanckimi

Kolumbijczykami,
miejscowa ludność ogólnie mało o tym wie, bo oni tam nie latają na
wakacje, tylko do Cartageny

, ale jeśli chcesz się czegoś
dowiedzieć więcej, dzwoń na lotnisko do Villavicencio, loty są tylko
tam. To 4h od Bogoty busikiem, można w jeden dzien pojechać,
sprawdzić szczegóły i wrócić (lub zostać w Villao, jak
pieszczotliwie nazywają to miasto Kolumbijczycy, to przecież stolica
Llanos i mają tam świetną jak na Kolumbię wołowinę, carne llanera,
blisko też stamtąd do Puerto López (kolumbijskiego), gdzie znajduje
się geograficzny środek kraju i stosowny obelisk, jeżeli cię to
interesuje hehe). Bo na lotnisko w Villao trudno się dodzwonić
Podróż z Bogoty to chyba 18 tys. w jedną stronę, jak się
potargujesz. Villao-Macarena to chyba 200-250 tys. w dwie strony,
ale to samoloty towarowo-osobowe i nie latają codziennie. Jeśli masz
samochód, to możesz do Macareny dojechać grząską drogą z Villao, ale
to już zupełny hardcore, dlatego wspominam o tym na końcu. Jeśli ci
się uda, daj znać, myślę, że warto.
--
www.idiom.com.pl - tłumaczenia na każdą kieszeń!